
Friday,18 March 2011,23:32
Kategoria: Wiadomości Friday, 18 March 2011, 23:32
Przeczytałem wpis pana Sękowskiego nt. obrad dotyczacych zatrudniania pielęgniarek na kontraktach zamiast umów o pracę i nasunęła mi się pewna refleksja.
Otóż niedawno zacząłem wreszcie długo odkładaną lekturę kilku pozycji Pawła Jasienicy, w tym "Polskiej anarchii" i "Rozważań o wojnie domowej" i w kontekście opisywanych przez p. Stefana wydarzeń przypomniało mi się piękne zdanie naszego klasyka: "Ludzie są niewolnikami włsnych przywilejów".
Oczywiście, przykład idzie z góry… Wszyscy znamy Pewne Osoby, które kupiwszy społeczeństwo obietnicami sensownych i prowadzących ku lepszemu zmian w ordynacji wyborczej czy sposobie finansowania partii politycznych, po objęciu władzy odwróciły kota ogonem i wyparły się wszystkiego. Większość z nas potrafi też pewnie podać przykłady polityków lokalnych, którzy obiecując w kampanii wyborczej ukrócenie bezsensownych wydatków samorządu i zmniejszenie własnych pensji po ewentualnym wyborze zaczęli, a jakże!, od podniesienia sobie uposażeń.
A teraz, kiedy zwykły szaraczek trzyma się tego, co swoje, nagle okazuje się, że to on ma być zdolny do poświęceń i wyrzeczeń.
Ech, z zawodu jestem belfrem i sam przyznam, że mało jest grup zawodowych tak kurczowo trzymających się swoich przywilejów. Dwa miesiące urlopu, wolne we wszystkie święta, rozbudowany pakiet świadczeń socjalnych (moim zdaniem uzasadnione, ale to temat na zupenie inną opowieść) – nic dziwnego, że przy każdej próbie szarpnięcia się na świętość, jaką w każdym pokoju nauczycielskim jest Karta Nauczyciela, rozlega się ostrzegawcze brzęczenie. Podobnie z emeryturami mundurowymi, umowami pielęgniarek, etc. Wystarczy wyciągnąć rękę po kość, a warczymy i pokazujemy kiełki.
Ale posłuchajcie, panowie obecny i były Prezesie Rady Ministrów, Ministrowie, Posłowie, Senatorzy, Prezydenci Miast i Burmistrzowie! Poczytajcie historię Anglii i przekonajcie się, jak postępowała rodzina królewska podczas II wojny światowej. Pomyślcie, jak daleko wam do króla, który kazał własne pola golfowe obsiac marchewką i w swojej monarszej, choc woniejącej lekko wspaniałomyślności rezygnował z kąpieli uzasadniając to faktem, że skoro jego poddani nie mają takich luksusów na co dzień, to i on nie będzie z nich korzystał. A potem poczytajcie Jasienicy "Polską anarchię" i pomyślcie dokąd prowadzi Wasz przykład: polityczne warcholstwo przeczące wyznawanej przez was demokracji, prowadzenie własnej polityki zagranicznej, kierowanie się nie wizją Rzeczypospiltej a notowaniami partii i interesami twórów rzekomo w stosunku do Rzeczypospolitej nadrzędnych.
A może w końcu się opamiętacie, dacie zbawienny przykład poświęcenia, porzucicie wyjazdy na narty, własne intrygi światowe, medialny blichtr i zamiłowanie do władzy dla samej władzy, a wtedy i my, szaraczkowie, zainspirowani Waszym przykładem, pozwolimy odebrać sobie swoje przywileje.
W przeciwnym wypadku, czeka nas spełnienie słów Karola Marksa o historii, która lubi się powtarzać, za pierwszym razem nosząc pozory tragedii, za drugim komizmu. Choć do śmiechu niewiele nastraja.
Wasz Szczerze Oddany,
Relikt Przeszłości.
Odsłon: 175 Komentarzy: 4
Sunday,27 September 2009,21:54
Kategoria: Ogólne Sunday, 27 September 2009, 21:54
Ot, mała opowieść dla tych, którym może się przydać. Pocieszająca w kontekście zamieszania wokół pani T.
Jeszcze na studiach w latach 90-tych poznałem dziewczynę studiującą psychologię we Wrocławiu. Bardzo sympatyczna, obdarzona fantazją osoba, sudecka góralka z cukrzycą.
W odpowiednim czasie poznała odpowiedniego chłopaka, wzięli ślub i… i Pan pobłogosławił im – zaszła w ciążę. Akurat w 1997r. w trakcie powodzi wypadał termin porodu.
Sprawa wyglądała tak. Jeszcze przed porodem ginekolog powiedział jej:
- Wychodzi na to, że jeśli urodzi pani to dziecko, to pani oślepnie. Albo dziecko, albo oczy. Jeżeli pani chce to przeprowadzimy aborcję.
X wyrzuciła go za drzwi z hukiem twierdząc, że nie po to Bóg jej dał dziecko aby je mordowała zanim jeszcze przyszło na świat. A oczy… już się na swoje napatrzyła.
Rodziła w zalanym Wrocławiu.
Bogu dzięki, X żyje do dzisiaj, jest matką dwojga dzieci, zaś wzrok – o ile się nie pogorszył od książek (dwa lata się nie widzieliśmy) – nadal doskonały.
Prawda, że cud?
(Jeżeli uważasz, że przydałoby się więcej konkretów, zawsze służę.)
Odsłon: 1320 Komentarzy: 10
Sunday,27 September 2009,21:16
Kategoria: Wiadomości Sunday, 27 September 2009, 21:16
Ufff, zdawało się, że po wyroku w sprawie Gościa Niedzielnego tydzień powinien być już spokojny. A tu masz ci los!
1. Rzecznik Praw Obywatelskich wypowiedział się otwarcie w sprawie samozwańczych rzeczniczek praw kobiet. Co powiedział? Tyle, że nie lubi feministek. Dlaczego nie lubi? Ano, ponieważ te nie tylko że same nie spełniają się w życiu, ale i nie lubią kobiet, które spełniły się i znalazły szczęście w roli matek i żon, a na rzekomą walkę o ich prawa patrzą jak na skrajny objaw choroby psychicznej (patrz blog nadalzielonyzrodziną – Nie mogę milczeć!) . Nic dodać, nic ująć. Nie zawsze zgadzam się z panem Kochanowskim, ale pod tym twierdzeniem podpisuję się obiema rękami.
Sęk w tym, że rzekomo jeśli podobną opinię wyrażę ja – przeciętny sadzący ziemniaki – zostanę co najwyżej uznany przez wysokie salony za niedouczonego i niemytego buraka ze wsi. No cóż, zdrowe warzywo, porównanie bardzo mi odpowiada. Pan Kochanowski zaś – rzekomo – jako osoba publiczna prawa do posiadania i wygłaszania opinii nie ma. ?! Za ich wygłaszanie zaś spotyka się z nagonką ze strony różnej maści "aktywistów". Dalej, ci sami "aktywiści" stanowiący margines społeczeństwa celują w obrażaniu całej reszty, która na ich hasła kręci sobie kółka na czole. Mój biedny rozum w tym momencie staje dęba i odbija się od bariery nie do pokonania.
2. Tymczasem pewien reżyser- pedofil zostaje aresztowany po 31 latach od popełnienia przestępstwa. Przestępstwo zostało dowiedzione, sam się przyznał, ba – nawet linia obrony szła po linii zgody drugiej strony, 13-letniej wówczas dziewczynki. Na szczęscie, okazało się, że są jeszcze kraje, gdzie nie jest to argumentem i gdzie pedofilia nie ulega przedawnieniu.
I co się dzieje? Zaczyna się medialna nagonka z udziałem czynników rządowych na… szwajcarski wymiar sprawiedliwości! Ciekaw jestem, jakie będą konsekwencje. Bo jeśli być konsekwentnym to zostają dwa wyjścia. Wypuścić z więzień wszystkich gwałcicieli i pedofilów, o ile tylko zdołąją dowieść, że druga strona sama przystała na współżycie lub otwarcie przyznać, że zwykła zdrowa ludzka moralność i podporządkowanie prawu obowiązuje może zwykłych wiejskich buraków, ale nie wielkich tego świata. Tak więc, panowie na górze?
[Tu chciałbym rzucić propozycję – wszyscy, którzy brali udział w wyborach i płacą podatki po oficjalnej akcji polskiego rządu mogą z czystym sumieniem zwolnić go z pracy. Hej, ludzie, to MY jesteśmy ich pracodawcami! Czy chcielibyście aby w waszej firmie pracował ktoś, kto w świetle dnia broni pedofilii lub prawnej hipokryzji? Zróbmy coś!]
Podsumujmy – szanowany człowiek pełniący ważny w kraju urząd przy poklasku mediów zostaje zaszczuty za wygłaszanie szczerych, zgodnych z własnym sumieniem, zdroworozsądkowych opinii. Tymczasem te same media, jak i rządzący nami stają po stronie pedofila broniąc go przed wymiarem sprawiedliwości.
W tej sytuacji myśl o prośbie o azyl w Jordanii dyktowany wzgędami religijnymi wcale nie wydaje mi się przesadzona.
Odsłon: 360 Komentarzy: 1
Thursday,27 August 2009,23:23
Kategoria: Rozrywka Thursday, 27 August 2009, 23:23
Temat dzisiejszego wykładu: Praca tłumacza czasami okazuje się zbędna.
A było to tak…
Jeszcze na studiach musieliśmy stworzyć anglojęzyczną trupę teatralną, napisać sztukę i pojechać z nią do Bydgoszczy na festiwal teatrów anglojęzycznych. Dlaczego musieliśmy, to zupełnie inna historia, którą tu dla zwięzłości ominiemy. W każdym razie udało się. Napisaliśmy z przyjacielem z pokoju w akademiku o ksywie Bosman (notabene, ważna postać, plastyk i żeglarz, ani słowa po angielsku, nawet swoją rolę czytał fonetycznie ze ściągi, za to z całego towarzystwa jedyny po szkole aktorskiej, najroślejszy i najbardziej dorosły) sztukę. Zebraliśmy znajomych, przećwiczyliśmy i pojechaliśmy.
Sztuka skądinąd podobała się, a po zakończeniu festiwalu wylądowaliśmy w pubie nad rzeką fetować wyróżnienie. Siedzieliśmy przy stole popijając z radością zasłużone piwo, kiedy do naszego stolika podszedł organizator festiwalu – Anglik, nie znający ni słowa po polsku.
Anglik poszedł do Bosmana, usiadł przy nim i zaczyna konwersację. Mówi, że sztuka bardzo mu się podobała.
- Yeah – odpowiada przeciągle Bosman uśmiechając się zagadkowo.
Anglik zachęcony opowiada, co konkretnie mu się w niej podobało. Intertekstualność, wpływy Becketta i Monty Pythona, zaskakujące zakończenie, minimalizm scenografii przy głębokim i wartościowym przesłaniu…
Bosman potakuje i odpowiada:
- Yeah.
Anglik prosi, abyśmy mu obiecali, że za rok znowu coś napiszemy i przyjedziemy z tym do Bydgoszczy. Koniecznie chce znowu nas zobaczyć i obiecuje dołożyć wszelkich starań, abyśmy świetnie się bawili.
Bosman kiwa głową z uznaniem i odpowiada lakonicznie (zgadliście już chyba):
- Yeah.
Ktoś z drugiego końca sali woła Anglika, wobec czego ten opuszcza nas żegnając się serdecznie.
Bosman odczekuje, aż jegomość zniknie z horyzontu, po czym odwraca się do niżej podpisanego i mówi:
- No dobra, Thomas, a teraz tłumacz.
I co? Nawet w tak skrajnych przypadkach nieznajomości języka praca tłumacza okazuje się nieprzydatna :)
Odsłon: 341 Komentarzy: 3
Thursday,20 August 2009,21:43
Kategoria: Kultura Thursday, 20 August 2009, 21:43
Muszę się do tego przyznać. Bywam tłumaczem i uwielbiam to. A w trakcie różnych prac nad tłumaczeniami przydarza się człowiekowi wiele ciekawych zdarzeń, nad którymi można pomedytować i wyciągnąć wnioski dotyczące praw rządzących tym cnym zajeciem. A oto jedno z nich.
Tłumacz musi znać się na dyplomacji
A było to tak. Do miejscowości, w której pracuję, miał przyjechać na ćwiczenia batalion amerykańskich saperów. Miesiąc przed przyjazdem przysłali tzw. laison officer, czyli takiego wojskowego PR-owca, który miał wybadać, co ewentualnie nasi bracia zza Wielkiej Wody mogą zrobić dla autochtonów, czyli nas.
Co to się nie działo! Starszych rang wokół tyle, że poczułem się jak w kosmosie, otoczony zewsząd gwiazdami. Starosta i burmistrz w stanie najwyższej gotowości. Ba! Nawet dwugodzinna wycieczka po miasteczku, które można obejść w 30 minut.
Na dodatek okazało się, że Amerykanin to żadna wielka szycha, tylko młody i skądinąd sympatyczny porucznik, a jako tłumacz zadanie miałem ułatwione, bo było nas dwóch. Mnie wezwał samorząd, a wojsko przywiozło ze sobą swojego człowieka.
Do rzeczy! Koniec końców wylądowaliśmy na obiedzie w kasynie wojskowym. Obiad świetny, a po obiedzie, z uwagi na upał, trzeba było czegoś się napić. Zamówiliśmy z wojskowym tłumaczem 3 piwa, dla siebie i dla gościa zza Wody.
Amerykanin upił łyk, westchnął z zadowoleniem i powiedział:
- Ah, Polish beer… You know, the only place you could get a decent beer in the bloody Balkans was the Polish base.
Starsi oficerowie nastawili ucha wychwyciwszy słowo "Polish".
- Co powiedział? – spytał jakiś sympatyczny pułkownik.
Odebrało mi głos. Oni tu o ważnych sprawach, współpracy międzynarodowej, oczekiwaniach, rozwoju przyjaźni itepe, a my tu o browarze. Na szczęście uratował mnie wojskowy tłumacz. Wstał i uprzejmie przetłumaczył:
- Pan porucznik wyraził opinię, że pod względem umiejętności logistycznych nasze wojsko w Jugosławii stanowczo przewyższa pozostałe kontyngenty.
Rozmowa potoczyła się dalej.
I co? Dyplomacja w tym fachu to podstawa!
Odsłon: 432 Komentarzy: 3
Wednesday,19 August 2009,22:08
Kategoria: Rozrywka Wednesday, 19 August 2009, 22:08
Heretyckiego humoru ciąg dalszy :P
Szedłem przez most, kiedy ujrzałem człowieka na barierce. Szykował się do skoku.
- Stój! – zawołałem – Co chcesz zrobić?
- Skończyć ze sobą – odparł – Mam dość wszystkiego.
Trzeba pomóc bliźniemu.
- Możemy porozmawiać? – spytałem.
- Oczywiście – odparł – Czasu mam aż nadto.
- No dobrze. Czy wierzysz w Boga?
_ Tak.
- Świetnie! Ja też. Czy jesteś chrześcijaninem?
- Tak.
- Ja też! Jesteś katolikiem czy protestantem?
- Protestantem – odparł.
- Należysz do kościoła episkopalnego czy ewangelicznego? – pytałem dalej.
- Do ewangelicznego.
- Cudownie, mamy coraz więcej wspólnego ze sobą! Jesteś zielonoświątkowcem, kwakrem, adwentystą czy baptystą?
- Baptystą.
- Jak wspaniale! A należysz do baptystów reformowanych czy tradycyjnych?
- Do reformowanych.
- Uhm, coraz lepiej. Do Amerykańskiej Unii Kościoła Baptystów czy do Kongregacji Baptystów Południa?
- Do Kongregacji Baptystów Południa…
- Giń, heretyckie ścierwo! krzyknąłem i zepchnąłem go z mostu.
Sad but true?
Odsłon: 871 Komentarzy: 5
Tuesday,18 August 2009,23:18
Kategoria: Rozrywka Tuesday, 18 August 2009, 23:18
Postanowiłem jako heretyk i przeniewierca :) podzielić się dowcipem z dłuuugą brodą znalezionym na "heretyckiej" stronie.
Niedzielne nabożeństwo w dużym zborze. Wierni zasaiadają w łąwkach, pastor wchodzi za kazalnicę, gdy… Otwierają się z hukiem drzwi i wpada do środka czterech zamaskowanych mężczyzn z bronią automatyczną. Stają na podwyższeniu i celują w wiernych. Najroślejszy z nich odpycha pastora i chwyta mikrofon.
- W porządku, kto chce zginąć za Jezusa, może zostać. Pozostali mogą wyjść. Z naszej strony nic im nie grozi.
Po kilku chwilach w zborze zostaje może osiem osób i pastor. Facet z bronią ściąga maskę:
- W porządku wielebny, hipokryci wyszli. Możemy zaczynać.
Odsłon: 318 Komentarzy: 1
Monday,17 August 2009,21:31
Kategoria: Religia Monday, 17 August 2009, 21:31
Ciekaw jestem, jakie jest zdanie FFrondowiczów na temat pokuty, zwłaszcza np. imć Jorgena i p. Jacka ;).
Kiedyś, rzecz jasna, podobne problemy w ogóle nie zaprzątały mojej rozczochranej. Grzeszyłem, ile wlezie, i nie dbałem o konsekwencje, co najwyżej o usprawiedliwienie swojego postępowania.
Potem nadszedł czas opamiętania i skruchy, i dość długo myślałem, że pokuta polega na całkowitym porzuceniu wszystkiego naraz, od zaraz, in secula seculorum.
Ale od pewnego czasu nachodzą mnie myśli, że nie zawsze tego pragnie od nas Chrystus. Że nie chce, abyśmy otoczyli się nieprzenikalną skorupką i spędzili w niej resztę życia, ale chce nauczyć nas cieszyć się tym życiem, jeszcze tu i teraz. Że, owszem, potrzebny jest okres wstrzemięźliwości i odrzucenia, ale potem następuje najważniejsze – nauka właściwego korzystania.
I tak oto – dla pijaka i żarłoka najlepszą pokutą będzie nie 100% abstynencja i post, ale udział w uroczystym przyjęciu, gdzie będzie musiał z jadła i napoju korzystać z umiarkowaniem.
Dla lubieżnika nie bedzie to celibat, ale życie w trwałym i zbudowanym na mocnym fundamencie małżeństwie.
I tak dalej.
I dopiero wtedy zaczniemy naprawdę czerpać w pełni radość z życia i nawet – w pewnym sensie – z własnej pokuty.
Czy bractwo teologiczne FF zgadza się?
Odsłon: 637 Komentarzy: 18
Thursday,08 October 2009,00:27
Kategoria: Ogólne Thursday, 08 October 2009, 00:27
Tak to jest… żyjemy sobie mniej lub bardziej szczęśliwie, czasami nawet dorastamy, wciągają nas różne fascynacje. I wszystko to uważamy za życie.
Aż pewnego dnia wali się na nas wiadomość o śmiertelnej chorobie najbliższych nam osób. To ktoś, kogo znaliśmy jako człowieka-górę, który przestępców potrafił jedną ręką rozłożyć na podłodze, a potem na emeryturze tą samą ręką machał 6-kilowym młotem niby długopisem, pada ni stąd ni zowąd na chodnik. Diagnoza: zapaść cukrzycowa. Albo ktoś, kto całe życie przepracował budując domy ląduje w szpitalu z najbardziej złośliwym rakiem płuc. I od tej pory życie nie tylko naszych rodziców, ale i nasze, toczy się w cieniu śmierci.Od tej pory bowiem zdajemy sobie chyba mocniej sprawę ze swojej własnej śmiertelności.
Wydawałoby się, że powinno to skłaniać doraczej pesymistycznych rozmyślań.
Ale pomyślałem jak ma się sprawa w stosunku do mojego Ojca i co zrobiłbym, gdyby przyszło mi się z Nim po raz ostatni pożegnać. Hm, być może Frondowicze rzucą się na mnie zaraz jak sfora gończych, ale jestem dumny. Dumny np. z tego, że ojciec był milicjantem. A to dlatego, że w małym miasteczku, gdzie spraw politycznych nie było, służył po prostu prawu, a służyć mu potrafił dobrze i mocną ręką. Mało tego, mimo że sam do końca pozostaje nieprzekonany do Kościoła, to On nauczył mnie najwięcej o Bogu-Stwórcy w trakcie naszych wedrówek po lesie. Nauczył mnie też uczciwej, ciężkiej i cierpliwej pracy w naszym kowalskim warsztacie. Zawsze kochał i kocha do dzisiaj swoje dzieci i gotów był dla nich poświęcić wszystko, a dumą teraz napawa mnie widok mojego Ojca pochylającego się nad łóżeczkiem mojej córuchny i mam nadzieję, że Najwyższy zachowa Go dla nas jeszcze przez ładnych parę lat, aby mógł się nacieszyć jej dorastaniem.
I myślę, że gdyby przyszło Mu się z nami żegnać, mógłby spokojnie westchnąć, że odchodzi w zgodzie ze sobą i w spokoju sumienia, a sąd nad sobą zostawia Bogu.
I myślę, że sam chciałbym tak kiedyś odejść.
Dlatego proponuję Frondowiczom nowe hasło :). Dawniej kontrkultura twierdziłą: Przeżyj ten dzień, jakby był pierwszym dniem reszty twego życia. Zawiłe to i przekombinowane. Moja propozycja brzmi: Dziś jest dzień twojej śmierci. Przeżyj go tak, jak chciałbyś stąd odejść.
Ma sens?
Odsłon: 285 Komentarzy: 2
Sunday,19 April 2009,22:40
Kategoria: Polityka Sunday, 19 April 2009, 22:40
Z zaciekawieniem śledziłem wczorajsze wiadomości o kongresie SLD. Szczególnie zaciekawiło mnie wystąpienie p. Olejniczaka, wygłaszane tonem znanym mi skądinąd ze zjazdów rozmaitych charyzmatyków. Nastawiłem ucha. Hm... "Chcemy Europy, w której...". Posłuchajmy uważnie.
"Chcemy Europy, w której nie bedzie podziału na większość i mniejszość". Zaraz, chwileczkę. Może ja jestem tylko pyra, która najlepiej zna się na ziemniakach, ale zdawało mi się, że w naszym kraju mamy ustrój demokratyczny, a ten (pomińmy nudny wykład z historii o degeneracji demokracji bezpośredniej w pośrednią) zasadza się na tym, że rządzi właśnie większość, której wolę wyrażają wybrani przez nią reprezentanci. Chciałbyż więc p. Olejniczak znieść demokrację i wprowadzić powszechną równość wobec praw boskich? Słuchajmy dalej...
"Chcemy Europy, w której nie bedzie podziału na ludzi wierzących i niewierzących". Ciekawe. Zwłaszcza, że partia, której progeniturę stanowi partia mówcy dokonywała bardzo wyraźnie takiego podziału faworyzując przez lat 40 z górą niewierzących. A może chodzi o to, że Partia (dużą literą już) zastąpi każedmu wiarę? Trudno powiedzieć, gdyż mówca rozemocjonowany brnie dalej, a szklany ekran uniemożliwia zadanie pytania.
"Naszym hasłem wyborczym są ludzie". Ale jacy? Przecież tacy, którzy się z mówcą nie zgadzają są nazywani ciemnogrodem i jaskiniowcami (cytat z posłanki Senyszyn mówiącej o pośle Gowinie). A, już wiem! Nasi ludzie! Ci, którzy zgadzają się z nami, kiwają głowami i chętnie podejmą jakiekolwiek hasła o rzekomej dyskryminacji biednych uciskanych dewiantów i im podobnych, o konieczności równouprawnienia małp, itepe, itede. A wszystko w imię rzekomego oświecania nas, biednych prostaczków, którzy nie wiedzieć czemu umyśliliśmy sobie, że jak świat światem mężczyzna jest mężczyzną, kobieta kobietą i inaczej dzieci, ani rodziny nie będzie. Tacy, którzy wbrew własnemu sumieniu, o ile jeszcze takowe posiadają i w imię łamanych przez samych siebie idei wolności sumienia, postarają się znaleźć wszelkie możliwe środki narzucenia innym swojego zaburzonego światopoglądu.
Kamień spadł mi z serca. Nie musimy już bać się tajemnego spisku polskich komunistów. Karty na stole. Takiej właśnie Europy chce lewica i jasno przedstawił nam to jej czołowy działacz. W swobodnym tłumaczeniu powiedział nam:
"Chcemy Europy rządzonej despotycznie, unikając wszelkich przejawów demokracji.
Chcemy Europy, w której każda hałaśliwa mniejszość, choćby i stanowiąca najgorsze zagrożenie dla dusz ludzkich, będzie mogła narzucić swoją wolę normalnej i zdrowej większości.
Chcemy Europy bez Boga, gdzie jakakolwiek wzmianka o Nim będzie traktowana jako przejaw dyskryminacji.
Chcemy jej, ponieważ nasze czarne sumienia nie zniosą, aby świecono nam w oczy prawem moralnym, gdy w imię tolerancji i wolności pozbawimy was wszelkiej swobody wypowiadania się.
Chcemy Europy, w której rządzić będą NASI ludzie w imieniu ludzi, których zdepczą i zmieszają z błotem uznając krytykę z ich strony za pomrukiwania ciemnego tłumu."
Nie wiem jak Sz. Frondowiczom, ale mi wydaje się, iż p. Olejniczak wspaniale wpisuje się w tradycje swojej partii i jego przemówienie należy zapisać w historii obok przemówień podobnych jemu dobroczyńców ludzkości, jak Bolesław Bierut czy Józef Stalin. W końcu oni też chcieli takiej i tylko takiej Europy ;)
Odsłon: 1061 Komentarzy: 2
