
Sunday,13 May 2012,22:00
Kategoria: Polityka Sunday, 13 May 2012, 22:00
Na początek, aby rozjaśnić tytuł – wersja skrócona:
Wiem jedno na pewno, Kamil Bednarek potrafi rozruszać tłum i stworzyć niezwykle świetną atmosferę do wyśmienitej zabawy. Podczas coveru "Chase The Devil" Maxa Romeo uzmysłowiłem sobie, jakim wspaniałym człowiekiem jest Kamil, ponieważ popularyzuje muzykę, która w Polsce była chyba na wyginięciu. Uzmysłowiłem sobie jeszcze, co zrobił nam Tusk i jego poplecznicy. Kazał nam, tj. młodym, pracować na jego i innych starców wysokie emerytury i w przeciwieństwie do Kamila Tusk chyba chce, abyśmy wyginęli jak dinozaury.
Skandal! Tusk zrobił z nas niewolników, którzy nie dożyją własnych emerytur lub ewentualnie będą głodować na niskich rentach, upokarzających jeszcze gorzej niż wcześniejsze 50% emerytury.
Ale czego mamy się spodziewać po starcach, którzy posiadają też spaczone psychiki. Tak! Na własne oczy widziałem i na własne uszy słyszałem jak Stanisław Żelichowski wypowiadał się o Stefanie Niesiołowskim w tvn. Dlaczego mam więcej wybaczać, jak chce Żelichowski , ludziom z wypaczonymi psychikami, którzy stanowią w moim kraju prawo wypaczone psychicznie? Sorry pośle, ale nie mam zamiaru tolerować w sejmie wypaczonych psychicznie ludzi, a tym bardziej nie mam zamiaru akceptować ich wypaczonych psychicznie wybryków. Jeżeli wypaczeni psychicznie ludzie zasiadają w sejmie, to sejm stał się zwykłym wariatkowem, a ja nie chcę, aby wariatków stanowił w moim państwie prawo.
No i teraz apel do wykształconego, młodego elektoratu Platformy: idzie, wykształceni, zmanipulowani niewolnicy, i całujcie Tuska tam, gdzie chciał Tuwim.
Szkoda, że te n/w partie tak bardzo mnie nienawidzą, ponieważ wymagają ode mnie niewolniczej pracy do śmierci za złamany grosz.
Szkoda, że Platformę, PSL i Ruch nie można wysłać w kosmos, by znaleźli inną rasę, a tym samym opuścili nas, ale my, młodzi, możemy jeszcze stworzyć technologię, która pomoże wysłać w kosmos wypaczonych psychicznie staruchów, którzy nie okazują szacunku nikomu.
Odsłon: 88 Komentarzy: 0
Thursday,05 January 2012,12:57
Kategoria: Ogólne Thursday, 05 January 2012, 12:57
Wydawałoby się, że wyznanie wiary jest podstawą niezbędną do legitymowania się chrześcijaństwem, ale czy tak jest w rzeczywistości? Nic nie świadczy, że nie jest. Ludzie chodzą do kościoła i w pewnym momencie zaczynaj mówić: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych."
Myślę, że najważniejszy jest początek, ponieważ reszta już jest podrzędna, a człowiek skupia swoją uwagę na początku, wyłącza się w środku i niekiedy budzi się tuż lub na samym końcu. Nie każdy człowiek, rzecz jasna.
Co jest istotne. Znam ludzi, którzy te słowa wypowiadają, z niewielkimi pomyłkami lub bez nich, w szczególnych okolicznościach. Za te szczególne okoliczności można mieć: chrzest, I Komunię Św., bierzmowanie, ślub.
Czy te okoliczności wystarczą do świadomego wypowiedzenia cytowanego powyżej zdania i legitymowanie się chrześcijaństwem? Nic nie wskazuje, że nie są niewystarczające. W tym miejscu można pokusić się o ocenę jakości, ale mnie raczej nic teraz nie kusi. Istotne jest przekonanie o czymś, co ludzie mają za słuszne. A bardzo często ludzie mają za słuszne akt wypowiedzenia tego, co należy wypowiedzieć, w związku z odpowiednimi okolicznościami. Tu zatem widać, że język jest prymarny i wszystko inne jest podrzędne. Czy zatem ważne jest, aby docenić to, co prymarne? Oczywiście, bo detronizując w swojej głowie to, co stało się powszechne i niewymagające specjalnej uwagi, możemy wytwarzać alternatywne rzeczywistości, które mogą nas doprowadzić do niekorzystnych sytuacji życiowych.
Reasumując, najważniejsze jest to, co człowiek może wypowiedzieć w zależności nie tylko od okoliczności, ale i woli, czyli język. Jednakże należy dodać, że wola wypowiedzenia czegokolwiek jest zdecydowanie ważniejsza niż okoliczności, które mogą nas niejako zmusić do wypowiedzenia czegokolwiek.
Czy zatem lepsze jest mówienie 'wierzę w Boga' od 'wierzę Bogu'? Okoliczności mogą nas zmusić do wypowiedzenia tego pierwszego, a czy do wypowiedzenia tego drugiego też? Nie.
W niedzielę potwierdziłem swój tok myślenia, że wypowiedzenie tego drugiego może doprowadzić do niezachwianego przekonania, aniżeli wypowiadanie tego pierwszego, w związku z dyktatem okolicznościowym. Dlaczego?
Kiedy wybieramy się w góry i korzystamy z usług przewodnika, możemy wierzyć, że ów przewodnik prowadzi nas w miarę bezpieczną drogą w trosce o nasze bezpieczeństwo. Podczas górskiego marszu nie będziemy zastanawiać się nad istnieniem przewodnika, a jeżeli będziemy w swojej głowie rozpatrywać, czy ów przewodnik, który nas prowadzi, istnieje, czy jest może wytworem naszej wyobraźni, to raczej taki tok myślenia będzie świadczył, że jesteśmy bardzo nienormalni, delikatnie rzecz ujmując.
Wracając do minionej niedzieli, wiemy, oczywiście metaforycznie rzecz ujmując, że dobry pasterz zna swoje owce, a dobre owce znają swojego pasterza. A skoro wszyscy się dobrze znają, to po co ktokolwiek ma wierzyć w istnieje tego, którego zna? Odpowiedź jest jasna, bo wątpi w realne istnienie tego, którego niby zna lub nie poznał, a zna z cudzych opowieści. W związku z tym dalej podtrzymuję teorię, że wyznanie wiary w pierwszym zdaniu posiada przestrzeń wątpliwości, a nie niezachwiane przekonanie. Okoliczności, które wymagają od nas wypowiedzenia tego, co zawiera przestrzeń wątpliwości, nie może natychmiastowo powodować niezachwianego przekonania o tym, co wypowiedzenie, ale ma możliwość pozostawić nierozstrzygalną wątpliwość.
Wobec powyższego nie ma się co łudzić, że wyznanie wiary w sposób tradycyjny jest wyznaniem przekonania o czymkolwiek. Credo jest regułką, które nie ma w sobie niezachwianego przekonania, ale jest potrzebne, bo przecież to ważny manifest.
Odsłon: 95 Komentarzy: 0
Friday,27 April 2012,12:51
Kategoria: Ogólne Friday, 27 April 2012, 12:51
Siorbiąc swoją ulubioną despaladę (ten barbaryzm tak upowszechnił się w mojej głowie, że już go odmieniam) zawsze przełamaną wyschniętym kwiatem hibiskusa, przy tym analizując komentarze pod moim poprzednim wpisem, pomyślałem o pewnej ułomności i naiwności językowej. Nie zarzucam w tym momencie nikomu nic, zbyt bardzo szanuję tamtejszych komentatorów, ale nie zmienia to faktu, że myślimy dwuwymiarowo, a szkoda, pisząc trochę przekornie, że nie w 3D.
Wracając do mojego kolegi ateisty i jego przekonania, wystarczy pomyśleć o tym czym jest wiara i jak ona kształtuje się w naszej rzeczywistości poprzez wypowiedziany, bo nie może być inaczej, język.
A to w języku najpiękniejsze, że niezależną od siebie rzeczywistość potrafi przekształcić w rzeczywistość alternatywną, którą z niezachwianym przekonaniem ma za obiektywną, chociaż czasem ta nietuzinkowa piękność przekształca się w urodziwe zdumienie, a w szczególnych okolicznościach nawet w przerażenie.
Czym zatem jest wiara i jakie ma znaczenie? Wiara dla różnych ludzi jest różna i znaczenie ma wielorakie - od czegoś nieistotnego do najwyższej istoty rzeczy. A wiara w polszczyźnie to nic innego jak przekonanie i naddatek religijności w znaczeniu wiary wytrąca ów znaczenie z rzeczywistości niezależnej od języka, tworząc niejako alternatywną, którą z kolei dość nierzadko uważa się z niezachwianym przekonaniem za obiektywną. Oczywiście naddatek religijności w znaczeniu wiary nie jest naddatkiem sensu stricte, ale konsekwencją wieloznaczności wyrazu, jednak w potocznym posługiwaniu się słowem, a zwłaszcza w sporze ideologicznym, staje się naddatkiem, tworzącym rzeczywistość alternatywną.
Ponownie wracając do mojego kolegi ateisty, chcę napisać, że zdziwił się on, kiedy mu oznajmiłem, że już nie wierzę w Boga, ponieważ jego przekonanie przekonało mnie o błędności mojego myślenia na temat naszego Stwórcy. Wpadł w konsternację, ponieważ nie mógł zrozumieć, a on cieszy się niemałą bystrością rozumu, jak można mówić, że nie wierzy się w Boga, a następnie mówi się o „naszym Stwórcy”. Tu właśnie wychodzi, moim zdaniem, ten dwuwymiarowy proces myślenia, zamiast myślenia w 3D.
Ale właściwie jaka w tym logika, kiedy mówię, że nie wierzę w Boga, ponieważ przekonałem się o błędności myślenia na temat naszego Stwórcy? Na pierwszy rzut oka widać ewidentny błąd logiczny. Dlatego też niekoniecznie opłaca się dokonywać takiego rzutu, ale opłaca się pomyśleć nad deklinacją rzeczownika 'Bóg', aby pomyśleć o naszym Stwórcy inaczej, mając na uwadze, że wiara jest przekonaniem dość nierzadko mocno niezachwianym.
Nie wierzę w Boga, ale wierzę Bogu. Maluteńka, a może i niekoniecznie maluteńka zmiana fleksyjna. Jednak podjąłem decyzję, że wykluczę w swoim procesie myślowym biernik i zamienię na celownik. Dlaczego? Otóż w przypadku myślenia, korzystającego z biernika, tj. wierzę/nie wierzę w Boga, zawsze pozostaje wątpliwość, a wątpliwość jest chwiejna i pozostaje zawsze w stosunku zgody z niepewnością, ponieważ między wątpliwością a niepewnością występuje zjawisko synonimiczne oraz jedno wypełnia znaczenie drugiego. A jeżeli przekonanie wypełnia znaczenie wiary, wówczas nie mogę sobie pozwolić na wątpliwość, ponieważ wątpliwość może skutecznie wytwarzać rzeczywistość nie tyle alternatywną, ile ułomną, bo nierozpoznawalną, ponieważ logiczne jest, że jeśli w coś wątpię, to nie mogę być o czymś bezgranicznie przekonanym, skoro niepewność wypełnia wątpliwość.
Oczywiście wytłumaczyłem koledze tę moją metamorfozę myślową, którą uznał za kompletną bzdurę, ale skoro w rozmowie z nim nie zastanawiam się czy jest on wytworem mojej wyobraźni, alter ego, lub głównym bohaterem moich snów, ale zastanawiam się czy w czymkolwiek warto mu uwierzyć, będąc przekonanym, że on istnieje niezależnie od mojej wyobraźni, tak samo w rozmowie z Bogiem nie zastanawiam się czy Jest On mitem lub fikcyjnym bohaterem starożytnego, artystycznego dzieła fantastycznego, ale przyjmuję Jego istnienie tak samo jak mojego kolegi, bez żadnego zachwiania, czyli z niezachwianym przekonaniem. Taka jest moja wiara, wynikająca z przemienionego procesu myślowego.
I tylko zastanawiam się nad zdaniem z wyznania wiary: „Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.”
Teraz widzę jak na dłoni niedoskonałość tego zdania, ponieważ pozostawia nawet nie margines, ale wyjątkowo przestronną przestrzeń wątpliwości. To zdanie chce jakby zagłuszyć ów przestrzeń poprzez nieustannie i niezmiennie powtarzanie, ale ono czy chce, czy nie chce posiada ów przestrzeń, dzięki której ludzie bez większych problemów odchodzą z łona Kościoła. I w końcu należy dodać, że ów dwuwymiarowe i naiwne zdanie nie wytwarza wiary wypełnionej przekonaniem, ale wiarę, która podlega dyktatowi wątpliwości.
Odsłon: 171 Komentarzy: 8
Sunday,15 April 2012,23:20
Kategoria: Ogólne Sunday, 15 April 2012, 23:20
Mój kolega ateista, człek niezwykle zacny a troskliwy, przekonał mnie, że moje myślenie jest błędne. Pomimo że lubię polszczyznę i lubię wnikliwie analizować to, co ktoś mówi i to, co jest wytworem ludzkiego przekonania o czymkolwiek, moje myślenie o Bogu przeszło metamorfozę, choć mam wątpliwość, ale maluteńką, co do słuszności metamorfozy myślowej.
Jednakże postanowiłem już nie dyskutować z opinią, że wiara jest chwiejna i nietrudno ją stracić, ponieważ zdążyłem zaobserwować tę zjawiskowość łatwej jej utraty.
I choć nie myślałem, że ponownie stracę wiarę, to jednak, po rozmowie z moim drogim kolegą, straciłem ją.
Teraz sobie myślę, że naprawdę łatwo stracić wiarę, ale czy będzie łatwo mi ją odzyskać? Dziś myślę, że nie ma potrzeby jej odzyskiwać.
Mój drogi kolega powiedział mi, że jego przekonanie jest potwierdzone w rzeczywistości, a moja wiara, którą ludzie szybciutko już tracą, jest warta funta kłaków, ale i niekoniecznie, bo dzięki niej można napisać ciekawy scenariusz do filmu z efektami 3D, który może przynieść miliony dolarów.
Nie zmienia to jednak faktu, że moja wiara nie ma potwierdzenia w rzeczywistości, ale jest zlepkiem różnych kultur i wierzeń, które są przecież obecnie traktowane jako mity lub bajeczki.
Jego przekonanie przekonało mnie…
(C.d.n.)
Odsłon: 183 Komentarzy: 8
Tuesday,21 February 2012,18:09
Kategoria: Poezja Tuesday, 21 February 2012, 18:09
grzech bywa słodki jak trzy mordoklejeki w buzi
które cieszą podniebienie
nadgryzam je z lubością chociaż słyszałem jak mówią
nie tyle nie aż tyle to kajdany dla żuchwy
nic im nie mówię czekam na chwilę
kiedy dostanę się do nadzienia o smaku toffi
ci od kajdanków jak siedmiogłowy smok kiwają głowami
na wschód zachód północ południe
a ja im nie powiem tak tak wiem lub nie nie
mylicie się mędrcy obeznani w starych prawach
gdy byłem młodszy chciałem jednym i szybkim ruchem
kła wydobyć nektar mordoklejkowy
nigdy się to nie udawało
może dlatego że nauczono mnie myśleć o przyczynach
skutkach i o ewentualnych konsekwencjach
wiem że znajdą się tacy którzy powiedzą
głupstwa wymyślasz o istocie grzechu człowieku niedouczony
odpowiem że nauczono mnie również nie podważać autorytetów
dlatego tylko z posmakiem nikotyny dumam
z paznokciem z językiem między zębami
wyciągając ostatnie pozostałości tego co uważam za pyszne
Odsłon: 90 Komentarzy: 0
Sunday,02 September 2012,19:50
Kategoria: Poezja Sunday, 02 September 2012, 19:50
On był przewidziany przed światłem
Bo istniało zło przed powołaniem jasności
Nie bierze się więc zło z człowieka
Ono było przed całym stworzeniem
Na nic żale i uwagi noachickie
Prawdą jest że zło nie bierze się z człowieka
Dlatego był przewidziany a niezaplanowany
Bo zło nie bierze się z człowieka
Zło z człowieka się wydobywa
Odsłon: 198 Komentarzy: 12
Tuesday,31 January 2012,22:38
Kategoria: Muzyka Tuesday, 31 January 2012, 22:38
Zastanawiam się, która wersja lepsza?
Odsłon: 124 Komentarzy: 0
Tuesday,24 January 2012,21:56
Kategoria: Kultura Tuesday, 24 January 2012, 21:56
(abolicjantowi, Geoffrey’owi, Elffi, Megi – niejako w odpowiedzi)
Panel o postmodernizmie
Miałem okazję oglądać występ operetkowy wrocławskich artystów. Byłem zachwycony przedstawieniem i do tej pory jestem, ponieważ artyści zbudowali wehikuł czasu, dzięki któremu przenosili mnie w różne miejsca , czasy i środowiska. I tak artyści śpiewem i tańcem przenosili mnie przykładowo do Budapesztu, Wiednia, Barcelony, a wspaniale nogi Marty Kulikowskiej de Nałęcz przeniosły mnie do już niegdysiejszego, lekko wyuzdanego Paryża.
Całe przedstawienie było fantastyczne, ale w pewnym momencie zauważyłem wielkie oszustwo. W sumie artyści są od swoistego oszukiwania publiczności, ale ów oszustwo spowodowało, że nie przeniosłem się do Wenezueli. Dlaczego? Anielsko urocza Dorota Ujda-Jankiewicz i nietuzinkowo dżentelmeński Andrzej Jankiewicz chcieli mnie Rumbą przenieść do wspomnianej Wenezueli i nieudało im się mnie oszukać, ponieważ muzyka była do samby, kroki podstawowe cha chy, a piosenka o rumbie. Byłem po prostu rozerwany między Wenezuelą, Brazylią i Kubą. Nie dałem się wkręcić. Dlaczego? Otóż jako dziecko brałem lekcje tańca towarzyskiego i potrafiłem zdefiniować wszystkie odrębne rzeczy, które artyści chcieli przemycić widowni jako jedno, ale nie sądzę myśleć, że inni – młodsi, średni, starsi – wkręcić się nie dali, przyjmując do wiadomości, że Rumba zabiera ich do Wenezueli i tylko tam.
Dlaczego o tym piszę? Otóż odważę się teraz napisać, że szanowni użytkownicy fronda.pl dali się wkręcić, przyjmując do wiadomości, że postmodernizm to swoiste zło. I co bym nie zrobił, cokolwiek bym nie napisał, to wierzę, że przekonany przekonanych niczym nie przekonam; chociaż tli się we mnie iskierka nadziei, gdyż pomyślałem, że udało mi się minimalnie, naprawdę troszeczkę zrehabilitować w oczach nielicznych ten pokiereszowany dotąd na fronda.pl postmodernizm.
Atoli przyjmuję do wiadomości, że sam mogę się mylić, jak postmoderniście wypada niekiedy tak myśleć.
Dlatego ważna jest indywidualna definicja czegoś, co nie może być zaaprobowane przez wszystkich, bo wszyscy mają swoje definicje, swoje wyobrażenia, swoje doświadczenia, co w postmodernizmie okazuje się być atrakcyjne, bo różnorodne. Tak , to bardzo atrakcyjne, że ów ono jest różnorodne, mieszane, a nie jest bezmyślnie umasowione, bez głębszej refleksji, bez zastanawiania. I choć trudno sobie to uświadomić w perspektywie własnych wyobrażeń, to ów ono domaga się samo przez się indywidualnej różni, a nie masowej jedni. Ów ono myśli, podejmuje różnorodne decyzje, ponosi tego konsekwencje, domaga się bycia poza umasowionym bytem tak innym, ile różnorako jednostkowym i niepowtarzalnym, a wręcz niepowtarzalnym cudem, którego nie można nie uszanować , a należy cenić jak każdy inny cud, który przynosi korzyści i nigdy nie straty.
To w postmodernizmie jest cenne, te ów ono, które w różni jest indywidualne i nie wszędzie powtarzalne.
Przyszło mi teraz na myśl, że ów ono upowszechniło się i nie jest lub jest byle jak cenione, jak zdrowie, które się posiada, jak ojczyznę, którą się ma od dłuższego czasu za niepodległą.
Ów ono musi być zatem stracone, bo tak się upowszechniło, że nie może wytworzyć nowatorskiego mitu, a wraz z nim kolejnego herosa, który mógłby być nawet jak inny już znany. Potrzeba zatem kolejnego herosa, który uwiódłby namiętnie niemalże wszystkie jednostki, lepiąc je w jednorodną masę ku chwale nowatorskiemu mitowi i jego herosowi . Tak, ów ono musi być stracone, bo się upowszechniło i znudziło; i chociaż ono jawi mi się jako cud, to większość wyrazi inne zdanie i może je niechybnie zaprzepaścić dla może nowatorskiego lub byle jakiego mitu.
Wątpliwe zatem, ale nie niemożliwe, że postmodernizm wytworzy herosa, budzącego dzikie, nieposkromione namiętności, które wytworzą atrakcyjną adrenalinę i spoją jednostki w jedną masę.
Postmodernizm w mojej ocenie nie jest namiętnością, a jeżeli ma się odnieść do uczucia, to może być ewentualną i co najwyżej empatią – tylko tyle i aż tyle, co nieuszanowane, bo znudzone.
Ale czy ów mit i heros pozwolą na utrzymanie wolności postmodernistycznej? Wydaje mi się, że historia mi wykazuje, iż takiej możliwości nie ma, podając przykłady, że rewolucje nierzadko chlubią się wprowadzaniem fundamentalizmów, które dyktują masie jak żyć, bez możliwości dokonywania jednostkowych decyzji. Odgórny schemat działania w różnorakich przypadkach nie daje różnorodnych możliwości decyzyjnych, ale nakazuje wciąż jednakowe postępowanie, w związku z wytyczną herosa.
Z pozoru może wydawać się to wolnością, póki mit atrakcyjny, a heros urzekająco przystojny. Nic jednak nie trwa wiecznie i mit zaczyna się nudzić, a heros pomarszczony może zaczynać budzić odrazę , a jednostka może chcieć uwolnić się od zniewolonej masy. Wówczas sinusoida Krzyżanowskiego tak obrzydliwie sztucznie umowna i ogłupiająco prosta do pojęcia może się unosić i upadać.
Najważniejsze pozostanie pytanie czy chcemy okłamywać się mitami i być zauroczeni herosami, czy nie jest czasem korzystniejsze, aby rzucić okiem fenomenologa i dostrzec te ono w różni, które jawi się jako nieoceniony cud wolności niepozornej? Jeśli chcecie, to docencie, że postmodernizm daje Wam możliwość wyboru i nigdy nie chce Was zniewolić. Podejmijcie decyzję skoro możecie i działajcie lub o ile chcecie działać, bo postmodernizm nie zmusza, ale nieustannie ofiarowuje ów ono, które pozwala Wam zaprzepaścić.
------------------------------------------------------------
Spis linków tekstów powiązanych i związanych:
1. Pyrrusowe zwycięstwo prowokacji - KrisRuminski
2. Polska Hipnoza i perspektywy przebudzenia - oprac. KrisRuminski
3. Duch czasu, czyli o postmodernizmie raz jeszcze - Włóczęga
4. Rów mariański - KrisRuminski
5. Muzyka rewolucji obyczajowej lat 60 - Chcący
6. Filozoficzny obraz wieku XX - Leszek71
7. Dlaczego prawda jest jedna? - Chcący
8. Rola filozofii w kulturze - Leszek 71
9. Panel o postmodernizmie - KrisRuminski
10. O pożytkach współczesnej filozofii - Leszek71
11. Postmodernizm, czyli okiem quasi(?)-fenomenologicznym - tia
(UWAGA! Komentarze bywają wymowniejsze)
Odsłon: 451 Komentarzy: 21
Thursday,19 January 2012,23:19
Kategoria: Kultura Thursday, 19 January 2012, 23:19
Teksty powiązane i związane, bo przecież nie_rozwiązłe, czyli konieczny
spis linków:
1. Pyrrusowe zwycięstwo prowokacji - KrisRuminski
2. Polska Hipnoza i perspektywy przebudzenia - oprac. KrisRuminski
3. Duch czasu, czyli o postmodernizmie raz jeszcze - Włóczęga
4. Rów mariański - KrisRuminski
5. Muzyka rewolucji obyczajowej lat 60 - Chcący
6. Filozoficzny obraz wieku XX - Leszek71
7. Dlaczego prawda jest jedna? - Chcący
8. Rola filozofii w kulturze - Leszek 71
9. Panel o postmodernizmie - KrisRuminski
10. O pożytkach współczesnej filozofii - Leszek71
(UWAGA! Komentarze bywają wymowniejsze)
Postrzeganie dokonuje się w sposób zgadywania i omawiania czegoś jako czegoś.
Martin Heidegger, Bycie i czas
Postmodernizm – demoniczny wilk odarty z owczej skóry, bo przecież obecnie
Diabeł ubiera się u Prady
Posługując się dobrą metodą dochodzimy do mądrości stopniowo – dojść do niej z pominięciem stopni to szczęście niewiarygodne.
Św. Augustyn z Hippony, Solilokwia
Czytając frondowy Panel o postmodernizmie, jakiś czytelnik, który niekoniecznie musi rozumieć co to 'postmodernizm', może pomyśleć, a niemałe to prawdopodobieństwo, że ma do czynienia ze złym demiurgiem, upośledzonym psychicznie budowniczym, który buduje domek na piaszczystej plaży pacyficznego pierścienia ognia, aby cieszyć się wyrazistą bryzą tsunami.
Co więcej, można zauważyć, że pojęcie abstrakcyjne zaczyna stawać się realną obecnością o negatywnych cechach. Postmodernizm staje się za sprawą indywidualnego logosu postacią;
jest buntownikiem, który dla samej istoty buntu buntuje się przeciwko wszystkiemu;
jest tłumem (ochlos) dzikim/barbarzyńskim, który chce zniszczyć piękną, metafizyczną tradycję prawdy objawionej;
jest nadzwyczaj wyuzdanym zboczeńcem, który ma tendencje do gwałcenia patriotyzmu, a nawet dewizy Wojska Polskiego;
jest obrzydliwym bastardem powstałym ze "spotworniałego bękarta Oświecenia – marksizmu i bękarta romantyzmu – nazizmu";
jest Belzebubem wyganiającym diabła, niemiłościwie obecnie nam królującym, a insygnia jego: berło relatywizmu, jabłko emocji, ceremonialny miecz nienawiści, korona kłamliwej wieloprawdy.
(Dziwi tudzież przeraża mnie ta demoniczna patologia postmodernizmu i aż za Iron Maiden chce mi się teraz śpiewać: Run to the hills, run for your lives (2x))
Być może znajdą się tacy , którzy powiedzą, że grubo przesadziłem, ale jestem jakimś czytelnikiem Panelu o postmodernizmie, który niekoniecznie rozumie co to ‘postmodernizm’ w wydaniu frondowym.
(Postmodernizm i indywidualny punkt widzenia
Popełniłem może błąd i niepotrzebnie chwyciłem tym razem za pióro.
Jean-Jacques Rousseau, List o widowiskach
Trudno mi pisać o postmodernizmie, skoro uważam, że to swojego rodzaju epoka, w której żyję. Nie sądzę myśleć, że postmodernizm się skończył i żyjemy w czasach popostmodernistycznych. Po prostu nie wiem, w którym miejscu postmodernizm miałby się skończyć i rozpoczął kolejny okres „po”, a szczególnie w Polsce, kiedy historia literatury uczy, że do Polski cokolwiek przychodzi to „lekko” spóźnione i później się kończy niż na Zachodzie. Zatem trudna jest analiza okresu, który trwa, i który może przynieść jeszcze cokolwiek nowego, co wykaże, że indywidualny punkt widzenia/wrażenia jest niewystarczający.
Przy okazji zwierzę się czytelnikowi, że jeszcze czytam teksty z minionych epok, a to z racji tego, że do wieku średniego bardzo dużo mi brakuje, a musimy sobie uczciwie przyznać, że w XXI w. otrzymaliśmy bardzo obfity w teksty spadek. Dlatego też upraszam czytelnika o ewentualną lub konieczną wyrozumiałość, ponieważ mogę opisywać postmodernizm z mojego punktu widzenia/wrażenia/zasiedzenia. Ze swojej strony mogę tylko oświadczyć czytelnikowi, że postaram się [o ile mam takie możliwości psychiczne] swoje prywatne poglądy o prawdzie niepodzielnej, ofiarowanej nam przez Boga, wziąć w grubo kreślony nawias, aby podzielić się obserwacją być może transcendentalną, chociaż to może więcej prawdopodobnie wątpliwe. )
Spoiwo postmodernizmu
A jeśli dożyję dnia, w którym wola większości zniesie demokrację, wówczas to smutne doświadczenie przekona go, że nie istnieją niezawodne metody unikania tyranii.
Sir Karl Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie
Postmodernizm z pewnością powstał nie z przypadku, a najwięcej możliwe, że ze strachu nie tyle przed modernizmem w ogóle, ile przed tyraniami i/lub totalitaryzmami i przed kolejnym, ewentualnym zmasowanym mordem, który mógłby za sprawą atomu zniszczyć większą część świata lub zniszczyć świat w ogóle. ( W tym miejscu autor pomyślał, że czytelnik wie wystarczająca o II wojnie światowej, więc o niej się nie rozpisuje )
Co takiego dobrego w tym postmodernizmie? Złe nie jest spoiwo. Postmodernizm w pełni może być doświadczalny, kiedy spajają go antyfundamentalizm i antyenzuralność. Czy zatem możliwy jest postmodernizm niepełny? Nie! Wówczas on nie istnieje. Dlaczego piszę o spoiwie i jakiejś pełni?
Otóż możliwe jest za sprawą psychomanipulacji , że jakiś fundamentalizm przeprowadzi kolejną rewolucję przykładowo pod płaszczykiem walki z nietolerancją; zdobędzie władzę nad masą i wprowadzi cenzurę , aby niby nie dopuścić do obrzydliwej nietolerancji. Ów fundamentalizm może twierdzić, że nadal istnieje epoka postmodernistyczna, ponieważ zlikwidowano tylko nietolerancyjny fundamentalizm, ale wówczas to będzie zwykłe kłamstwo, ponieważ nie będzie spoiwa antycenzuralnego.
Każdy fundamentalizm, który zdobędzie władzę i wprowadzi cenzurę, przeprowadzi rewolucję, zabijając na szafocie rewolucyjno-fundamentalistyczno-cenzuralnym postmodernizm.
Postmodernizm przeto istnieje wówczas, kiedy łączy go spoiwo antyfundamentalistyczne z antycenzuralnym. Dlatego tez możemy mówić, że postmodernizm jest antyfundamentalistyczny i antycenzuralny.
Postmodernizm – o ile we wnętrzu jest podzielny, to jest:
hetero, bi, homo, trans..
Jest jednak wiele innych rzeczy, których w rzeczywistości nie otrzymałem od natury, chociaż zdawałoby się, że ona mnie o nich pouczyła, lecz od pewnego przyzwyczajenia do nierozważnego wydawania sądów, wskutek czego łatwo może się zdarzyć, że są one fałszywe.
Rene Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii
Atoli myśleć to zawsze dzielić coś, co trudno podzielne.
Leszek Kołakowski, Kultura i fetysze
Czytelnik-chrześcijanin, czytając powyższy podtytuł, nie musi teraz przejawiać pozytywnych uczuć do postmodernizmu, ale autor wyjaśnia, że nie dba teraz o emocje czytelnika-chrześcijanina i to jest dar dla autora od postmodernizmu.
Sam w sobie postmodernizm jako pierwszy jest heterogeniczny, oznacza to, że w jego wnętrzu jest miejsce dla różnorodności grupowej, ale również jednostkowej. Widoczne jest gołym okiem, że w zakresie religijnym jest miejsce na: katolicyzm, prawosławie, protestantyzm, mormonizm, buddyzm etc. W zakresie ideologicznym jest miejsce na: racjonalizm, irracjonalizm, ateizm, liberalizm, konserwatyzm, feminizm itd., a nawet paradoksalnie jest miejsce na faszyzm, ale o tym później.
Tak, to pierwsze jest w postmodernizmie, że jest heterogeniczny, następne co jest w kolejności jest już przypadkowe i podrzędne wobec heterogeniczności; a zatem heterogeniczność jest pierwsza/prymarna, ma znaczenie nadrzędne nad resztą tego, co we wnętrzu postmodernizmu jest.
Homogeniczność w postmodernizmie tkwi w jego postanowieniu, że jednostka ma prawo do wolności i posiada możliwość wyboru. Tak, to ważne, że nie ma miejsca na różnorakie traktowanie danych jednostek nawet wobec siebie skrajnie różnych. Ów postanowienie jednolicie traktuje wszystkie jednostki.
Można to zilustrować na przykładzie: jakaś jednostka wyznaje katolicyzm, ale w jakimś momencie podejmuje decyzję, że chce być ateistą, więc staje się nim; w innym momencie zmienia zdanie i podejmuje decyzję, że chce być muzułmaninem, więc staje się nim; w kolejnym, innym momencie stwierdza, że stan pierwszy jednak był najlepszy, więc wraca na łono Kościoła katolickiego, czyli ponownie staje się katolikiem.
Warto zauważyć, że w krajach fundamentalistyczno-religijnych jednostka nie cieszy się takim prawem wolności i możliwością wyboru, czego chyba autor nie musi rozwijać. Postmodernizm zatem nie może różnie traktować w zakresie wolności i możliwości wyboru różnych jednostek, gdyby tak czynił, to nie jest postmodernizmem, dlatego też homogeniczność postmodernizmu polega na jednakowym traktowaniu różnych jednostek, a w odpowiednim zakresie także i grup.
Transgeniczność postmodernizmu wynika z heterogeniczności jednostek, które otrzymują spadek historyczny - chcąc, nie chcąc - bez prawa całkowitego zrzeknięcia się. Właściwie to ta transgeniczność jawi się jako nienaturalność wewnętrznego jestestwa postmodernizmu, jako patogen. Ale że heterogeniczność jest pierwsza i nadrzędna, przeto musi uznać, chcąc być pierwszą i nadrzędną właściwością wewnętrzną postmodernizmu, transgeniczność.
Jak to można zrozumieć bądź wytłumaczyć? Najlepiej na przykładzie.
Istnieją jednostki w postmodernizmie, które wybierają lub są w pewien sposób obciążone (przez wychowanie?) zamiłowaniem do faszyzmu/totalitaryzmu. Mając na uwadze to, co dotychczas powiedzieliśmy o spoiwie postmodernizmu, możemy uznać, że faszyzm jest patogenem postmodernizmu.
Postmodernizm zatem, zwracając uwagę na heterogeniczność jednostek, nie może danej jednostce zabronić takiego zamiłowania, jednak nie pozwala danej jednostce w sposób publiczny zachęcać inne jednostki do współuczestnictwa w zamiłowaniu do faszyzmu.
Ktoś tutaj może wykazać, że postmodernizm to jednak kolejny fundamentalizm, który w sposób jawny ogranicza jednostkę. Jeżeli ktoś tak powie, to się myli. Dlaczego?
Załóżmy, że jakiś przeciwnik Boga mówi katolikowi, że Bóg nie może być wszechmogący, bo nie może uczynić zła człowiekowi, więc ta niemoc Boga odbiera mu Jego wszechmoc. Prawdą jest, że Bóg nie może zła czynić, gdyby przecież Bóg zło czynił nie byłby Bogiem, dlatego Bóg jest Bogiem, bo nie może uczynić zła, czyli czegoś co jest sprzeczne z Jego naturą. Analogicznie ma się to do postmodernizmu w zakresie ograniczenia jednostce prawa do publicznego zachęcania do faszyzmu. Jeżeli postmodernizm pozwalałby na publiczne umiłowanie totalitaryzmu, to nie byłby postmodernizmem, bo byłoby to sprzeczne z jego naturą, ale niesprzeczne z naturą modernizmu.
W związku z tym, że ta transgeniczność istnieje, możemy mówić o patologiach istniejących w postmodernizmie. Tak, powiedzmy sobie szczerze, że jedzenie wcześniej podlewane Randapem nie może należeć do najzdrowszej żywności, tak i transgeniczność nie jest tu rozumiana pozytywnie w sensie ogólnym. Ale skoro transgeniczna żywność wyżywia ogromne masy ludności, to transgeniczność postmodernizmu pozwala mu na nieskrępowaną heterogeniczność jednostek i w takim sensie szczególnym możemy transgeniczność postmodernizmu rozumieć nienegatywnie.
W nauce o literaturze spotykamy się z pojęciem 'bicentryczność', które w najprostszym ujęciu mówi o możliwości istnienia wielu stylizacji w jednym tekście, ale niekoniecznie rozumiana jest bicentryczność jako niejednorodność językowa/stylistyczna, ponieważ bicentryczność jest również osiągana w pastiszu, czyli jednorodnej wewnętrznie strukturze tekstu, w której ulega zmianie sytuacja komunikacyjna.
Bicentryczność postmodernizmu polega na takiej organizacji grupowej, dzięki której staje się jednością, ale ta wielka grupa, która jest jednością, dzieli się na kolejne, mniejsze grupy, które mogą wobec siebie posługiwać się różnymi stylizacjami/ideami, które z kolei są właściwie danej pomniejszej grupie i niekoniecznie akceptowane w innej.
Również, za sprawą bicentryczności postmodernizmu, pomniejsza grupa może być dzielona na jeszcze mniejsze, aż dojdziemy do jednostki. I tak widzimy gołym okiem, że Polska to jeden naród, ale w Polsce są: katolicy, protestanci, prawosławie, ateiści, liberaliści, konserwatyści itd. Są to pomniejsze grupy, które przecież posługują się różnymi stylizacjami/ideami, ale są tak zorganizowane, że tworzą jedność.
Nadszedł dla mnie moment, w którym mogę wyrazić nadzieję, że czytelnik rozumie dlaczego postmodernizm jest sam w sobie: hetero, bi, homo, trans.
Postmodernizmu dary
Nie ma tu jednej prawdy, ale nie ma też nieskończoności prawd. Jest pewna ograniczona ilość prawd, z których każda znajduje wielorakie przykłady w życiu, jedna częściej, druga rzadziej.
Władysław Tatarkiewicz, O szczęściu
Powiedzielibyśmy „naprawdę”, gdybyśmy mieli zaufanie do tego słowa.
Jacques Derrida, O gramatologii
Poznanie jest dwojakiego rodzaju: jedno to pojmowanie, po arabsku tasawwur; na przykład, jeśli ktoś powie” „człowiek”, „wróżka”, „anioł” itp. ty to rozumiesz, wyobrażasz sobie i pojmujesz. Drugi rodzaj poznania to sąd; na przykład, sądzisz, że rusałka istnieje, że człowiek podlega nakazom itp., po arabsku – tasdik
Awicenna, Księgą wiedzy
Dotychczas w Panelu o postmodernizmie najbardziej chyba krytycznie potraktowano: poprawność polityczną, relatywizm i tzw. wieloprawdę. Oczywiście można nie ufać darom postmodernizmu tak jak mityczny Laokoon nie ufał Grekom, mówiąc: Lękam się Danajów, nawet gdy przynoszą dary.
Postmodernizm nikogo nie zmusza do przyjęcia darów, ale dlatego je ofiarowuje, ponieważ w sposób szczególny ceni sobie swój synkretyzm.
Postmodernizm szanuje kulturalny dyskurs grup bądź jednostek, które mogą się skrajnie różnić, dlatego też ofiarowuje poprawność polityczną, bo jeżeli zaczyna robić się gorąca atmosfera między interlokutorami , to lepiej korzystać z kwiecistości językowej, tj. eufemizmów, aniżeli wpaść do rynsztoka za sprawą obelg. Poprawność polityczną jest więc darem, abyśmy się wszyscy szanowali, chociaż nie wszyscy muszą przyjąć ten dar.
Kolejnym darem jest relatywizm. Nie może przecież postmodernizm, skoro już go zdefiniowaliśmy i wewnętrznie podzieliliśmy, mówić w zakresie jakiejkolwiek rzeczy/idei, dla których nie można przeprowadzić dowodu empirycznego: ty masz rację, a ty jej nie masz. Taka jest prawda o relatywizmie, że nie daje możliwości postmodernizmowi powiedzieć, kiedy nie ma dowodu empirycznego: ty masz rację, a ty jej nie masz, ciemnogrodzie! – tak może mówić tylko totalitaryzm.
Następnym darem jest tzw. wieloprawda, która nie jest jakimiś nieskończonymi w różnorodności prawdami. W postmodernizmie istnieje prawda merytoryczna i logiczna, ale nie istnieje absolutna prawda obiektywna.
Przykładowo jakaś grupa może głosić coś, co jest sprzeczne w innej grupie i nie do zaakceptowania. Jeżeli jakaś grupa twierdzi, że Boga nie ma i ma ku temu jakieś przesłanki, a inna grupa twierdzi, że Bóg istnieje i ma ku temu przesłanki, to postmodernizm twierdzi, za sprawą relatywizmu, że każda grupa posługuje się prawdą merytoryczną, czyli prawdą własną, charakterystyczną dla danej grupy, która, tj. prawda merytoryczna, scala grupę, a nawet pozwala danej grupie współuczestniczyć z innymi grupami w jednym, przykładowo, polskim narodzie.
Nie jest też tak, że postmodernizm zawsze posługuje się relatywizmem. (Czytelnik pozwoli, że skopiuję mowę wypowiedzianą, lekko ją tylko zmieniając.) Jeżeli jednostka homoseksualna powie, że homoseksualizm nie jest chorobą, bo nie figuruje w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów, to inna jednostka, posiadająca skrajnie inne zdanie powie, że homoseksualizm figurował i błędnie został wykreślony. Co tu może rozstrzygnąć spór? Dowód empiryczny. (Autor nie posłyszał jeszcze, aby istniał empiryczny dowód medyczny, stanowiący, że homoseksualizm jest chorobą lub nią nie jest, a głosowanie w WHO nie wynika z obiektywizmu, ale z subiektywnego potraktowania tematu, w wyniku braku dowodów medycznych. Jeżeli coś się zmieniło w tej sprawie lub odkryto, to autor prosi, aby go poprawić).
Reasumując: postmodernizm pozwala jednostce homoseksualnej posiadać prawdę merytoryczną (subiektywną) i jednostka homoseksualna ma prawo oczekiwać od adwersarza dowodu empirycznego, który potwierdzałby w sposób niezakwestionowany prawdę metryczną ów adwersarza, tak samo dzieje się w drugą stronę. Natomiast jeśliby adwersarz jednostki homoseksualnej potwierdził swoją prawdę merytoryczną dowodem empirycznym, to prawda merytoryczna adwersarza osiągnęłaby w postmodernizmie status prawdy logicznej i obiektywnej oraz postmodernizm nie mógłby uznać prawdy merytorycznej jednostki homoseksualnej za mająca jakąkolwiek jeszcze w takim przypadku wartość.
Ale też nie jest tak, że postmodernizm nie kwestionuje prawdy logicznej, której nadał status quo, i którą ma za obiektywną do czasu, kiedy nie okaże się za sprawą nowych odkryć i logiki, że ta wcześniejsza prawda logiczna była tylko iluzją. W takim przypadku status quo prawdy logicznej zmienia się na status quo ante.
Dlatego też nie można przyjąć w postmodernizmie, że istnieje absolutna prawda obiektywna. I z punktu widzenia naukowego bardzo dobrze, bo nie można byłoby zakwestionować starych pewników, które przeterminowały się, w związku z nowymi odkryciami.
Taka jest prawda o wieloprawdzie postmodernistycznej, oczywiście to prawda merytoryczna autora.
Posłowie
Zawsze gdy sobie wyobrażamy, że punkt się porusza w przestrzeni, w wyobraźni naszej przekształci się on w linię, gdy wyobrażamy sobie, że linia porusza się w różnych kierunkach, z jej ruchu utworzy się płaszczyzna, a jeśli płaszczyzna poruszy się przeciwnie w stosunku do tych dwóch punktów, jej ruch będzie się odbywał na głębokość i utworzy głębię. Lecz nie wierz, że te słowa odnoszą się do rzeczywistości.
Awicenna, Księga wiedzy
Posłowie właściwie miało być przedmową, ale autor uznał, że skoro to pismo chronologicznie powstało po mowie, to uczciwiej zrobić posłowie i oddać go w swoim charakterze. Czytelnik powinien wiedzieć, że mowa była o wiele dłuższa, ale autor zreflektował się i pomyślał, że czytelnik woli lapidarność niż rozwlekłość, w której mógłby się pogubić. I choć autor wie, że dla czytelnika ta mowa nie musi wydawać się lapidarna, to wie również, że czytelnik nie wie, ile autor wyrzucił do kosza i zniszczył.
Właściwie to autor chce wyznać czytelnikowi, że sam nie wiedział, iż tak postrzega postmodernizm, że umie go (sprawnie bądź ułomnie?) zdefiniować i podzielić. Autor dochodził do tego stopniowo dzięki dyskusji, w której brał udział i w trakcie pisania niniejszej mowy. Sam się tej pracy autor dziwi, bo nigdy tak rzeczowo i definicyjnie nie postrzegał postmodernizmu, może bardziej postrzegał tak postmodernizm intuicyjnie. Dlatego też autor informuje czytelnika, że jego punkt widzenia może być jak linia wyobrażona z poruszającego się punktu, tyle samo prawdziwie/nieprawdziwie nakreślona, ile punkt, który wyobraźni daje możliwości, może poruszać się słusznie/niesłusznie. Jednocześnie autor informuje, że nie ma zamiaru kończyć posłowia jakimś nieomylnym zakończeniem, bo ani tego nie potrafi, ani nie sugeruje, że chce cokolwiek zakończyć; autor myśli, że postmodernizm daje ogromne możliwości, aby w nim dyskutować o nim, bo z nim się nie dyskutuje. Myśli również autor, że posłowie może dać podstawę kolejnej przedmowie, mając na uwadze:
W ciągu ostatnich dziesięciu czy piętnastu lat usiłowałem wykazać w sposób bardzo dobitny, że istnieją aporie nie będące jedynie zwykłymi błędami logicznymi czy trudnościami filozoficznymi, że aporiami powinny być istotne doświadczenia, w których stają się najbardziej poważne rzeczy. Myślę, że nie ma możliwych decyzji i odpowiedzialności bez przejścia przez aporię. Czym jest aporia? Jak grecka nazwa wskazuje, jest to sytuacja, w której nie ma drogi i człowiek czuje się sparaliżowany. Aporia oznacza właśnie to: nie ma już przejścia. Staję przed trudnością, jestem niejako zmuszony usłuchać jednocześnie dwóch sprzecznych nakazów: mówi mi się, że muszę zrobić to i to, i zarazem zrobić coś odwrotnego, i nie umiem się zdecydować, jestem sparaliżowany w tej aporii przez dwa przeciwstawne nakazy. Usiłowałem pokazać na wielu przykładach, że sytuacja taka nie tylko nie jest negatywna, lecz jest wręcz warunkiem, aby decyzja została podjęta, aby została podjęta odpowiedzialność. Gdybym z góry wiedział […] co należy w każdej chwili czynić, nie byłoby decyzji ani odpowiedzialności […] Aby coś się wydarzyło, abym podjął decyzję lub podjął się odpowiedzialności, muszę najpierw nie wiedzieć, co robić; muszę stanąć przed skrajną trudnością i czuć, że dobrze jest zrobić to i zarazem tamto, i że w chwili najwyższej konieczności trzeba zdecydować, trzeba podjąć decyzję. Zatem to w aporii nierozstrzygalności – jak niekiedy powiadam – decyzja może być podejmowana. Dla mnie aporia nie jest złem, nie jest też po prostu sprzecznością, logiczną trudnością. Jest ona warunkiem doświadczenia, jest warunkiem decyzji, odpowiedzialności.
Jacques Derrida,
cyt.za: Anna Burzyńska, Dekonstrukcja i interpretacja, Kraków 2001, s.424
A tę całą moją i nie moją mowę bezpośrednio dedykuję Leszkowi71 i Włóczędze za ofiarowanie mi swojego czasu, cierpliwości i szacunku, pośrednio dedykuję też innym i KrisowiRuminskiemu, bo przecież jego jest...
Panel o postmodernizmie
Wśród tych, którzy są sobie przeciwni, przyjaźń rodzi się dla korzyści.
Arystoteles, Etyka wielka
Odsłon: 1175 Komentarzy: 133
Monday,16 January 2012,23:41
Kategoria: Poezja Monday, 16 January 2012, 23:41
I byłem ... TAK! Byłem srogi,
Lecz nie Tobie, a ciału czyniłem pożogi.
Ciału, co Słowa stało się chwały odbiciem,
Jednak pozorny ogień mój nawet nie znicza
Jaśniał płomykiem, iskrą... NIE! Iskierką tylko,
NIE! Toć iskiereczką nikłą.
TAK! Iskiereczkę we mnie eros zgubny cisnął,
Ale paliła ciało, paliła nie ogniem,
A trucizną. Jednakże było mi gorąco,
Myślałem, że pozorny ciała ogień godny
Ogromnych, marmurowych, najświętszych ołtarzy,
Gdzie, jak pisał Poeta, święty ogień żarzy.
A była to trucizna,
Erosa sofizmat.
Lecz wtedy nieświadomy, byłem buntownikiem,
Jak kiedyś jeden więzień aroganckim krzykiem
Uniosłem się, sarkając, że jestem Milijon,
Ale nie chciałem żadnych dusz, było zbyteczne
Gdybyś nawet obdarzył mnie dusz dziesięciną.
Dotknąć mnie miałeś... O Wieczny!
Dotknięcia Twego chciałem, pokazać żeś żywy,
Że nadal Jesteś wielki i żaden fałszywy,
Jak chcą tego nie tylko psie autorytety,
Które śmieją się z Ciebie, kryją sztylety
W wargach, które kpią z Ciebie od ucha do ucha.
Milczałeś, a ja prawie buńczucznym językiem,
Wpadłem w boskie szaleństwo, jak niegdyś sam Nietzsche,
I szykowałem na Twe milczenie, jak Brutus,
Swój sztylet podostrzony, który pychą zarósł.
I już mi w lewym uchu głosy złe szemrały:
Komu i czemu żale wylewasz prostacko
Tak okazałe?. W prawym uchu po cichutku
Powiedziano mi wyraźnie:
Ubogi bądź w swym duchu i w ciszy pozostań...
W lewym zaś: krzyknij: ZAZDROŚNIK!
W prawym na to: Milcz! Łaknij, pozostając w smutku,
Sprawiedliwości. Pokój nieś i miłosierdzie,
Oczyścisz wnet swe serce, ale nie myśl sobie,
Że cierpienie ominie cię przez twą posługę,
Urągać będą tobie nawet na twym grobie
Adwersarze, zmienieni w skrzeczącą papugę.
Masz, daję ci narzędzie, mówiące o prawdzie.
I mówiło mi sprawnie i mówiło pięknie.
Mówiło, żebym nie był jak nędzny podróżnik,
Który świat chce poznawać przez podróż na gapę,
Mówiło, że z erosu, który bywa próżny,
Jeśli się chce, możliwe jest przejście w agape.
Odtąd jestem jak czarna, oddana niewiasta,
Nie chcę być w centrum i zamiast tego delirium
Wiem już, że wołać należy:
Magnificat anima mea Dominum. TAK!
DEUS CARITAS EST! TAK! JEST
Odsłon: 107 Komentarzy: 0
Sunday, 15 April 2012
Friday, 27 April 2012
Thursday, 05 January 2012
Sunday, 13 May 2012
