Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Jak psychiatrzy chcieli usunąć Klausa - II

Kategoria: Polityka Tuesday, 28 June 2011, 21:51

pełna rekonstrukcja

 

Adam B. Bartoš

 

cz. I

 

(przekład z czeskiego – cd.)

 

 

Piątek, 16 Października

 

Kiedy Hnízdil miał w ręku wypowiedzi Stránskégo i Hubálka, zwrócił się mailowo do innych lekarzy.

 

"Przekazuję wypowiedź dr Stránskégo i dr Hubálka. Przygotowałem roboczą wersję wniosku o ubezwłasnowolnienie, którą załączam. Proszę o uwagi i uzupełnienia. Uwzględnię je w opracowaniu. Intensywnie staram się o kolejnych sygnatariuszy, bez Waszej pomocy sprawa się nie posunie, moje kontakty w dziedzinie psychiatrii i psychoterapii są ograniczone. Proszę spróbować zaznajomić z wnioskiem swoich zaufanych kolegów. Z nagłośnieniem medialnym na pewno problemu nie będzie, ani u nas, ani za granicą”, pisze Hnízdil 16 października.

 

Jest bardzo pewny siebie a jednocześnie czuje, że należy działać szybko, dlatego zmienia program swoich zajęć i ostatecznie zostaje na weekend w Pradze.  

„Ze względu na konieczność niezwłocznego opracowania wniosku zmieniłem program i zostaję na weekend w Pradze. Możemy wniosek finalizować mailem, a następnie spotkać się w sobotę lub w niedzielę, by podpisać ostateczną wersję. Powinna być jeszcze przejrzana przez prawnika. Macie jakiegoś?” zwraca się do kolegów.

 

W innym e-mailu z tego samego wieczoru (w liście do nieznanego adresata) Hnízdil próbuje podsumować, kto ogólnie biorąc mógłby poprzeć jego plan.

 

Szanowny Panie Kolego, inicjatywa rozwija się obiecująco, wsparcie obiecali dr Stránský, dr Pothe. Dr Stránský prowadzi rozmowy z dr Hubálkiem. A ja z R. Honzákiem. Czekam na zdanie dr Chvály, dr Poněšickégo, mgr Roubali, dr Jarolímka, dr Šavlíka i innych. Podbudowało mnie bardzo zdanie dr Mikoty. Niestety, nie mam do niego kontaktu. Chciałbym Pana prosić o przekazanie mu wniosku i ustalenie, czy go poprze. Niektórzy z potencjalnych sygnatariuszy mówią, że jeżeli przyłączy się dr Mikota nie będą się wahali. Proszę także o Pańskie stanowisko. Dziękuję. Pozdrawiam. Jan Hnízdil. P.S. Dr Stránský dał już wniosek prawnikom do oceny.”

 

 

Sobota 17 października

 

Piątego dnia od momentu, gdy zaczął nagabywać potencjalnych sojuszników, Hnízdil zdobył w końcu kontakt do docenta Mikoty, na którego opinii bardzo mu zależało.

 

Mikota pracuje jako psychoanalityk szkoleniowy, jest członkiem Czeskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego.

 

Szanowny Panie Docencie, udało mi się uzyskać Pański adres od dr Beka. Bardzo interesuje mnie Pana opinia o koncepcji opisanej poniżej oraz w załączniku, ewentualnie chęć przyłączenia się do niej. Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam. Jan Hnízdil.” W załączniku przesłał mu korespondencję z działem prawnym CzIL i opis swojego planu.

 

Poniedziałek 19 października

 

Mikota odpowiada mu po dwóch dniach. Ponieważ Hnízdil do korespondencji mailowej wykorzystuje skrzynkę swojej żony (która ma inne nazwisko), Mikota myśli, że komunikuje się z lekarką i zwraca się jak do koleżanki.

 

Szanowna Pani Koleżanko, również ja myślę, że p.  prezydent szkodzi naszemu krajowi i całej UE swoim stanowiskiem w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Ten wniosek o (całkowite) pozbawienie zdolności prawnej uważam jednak za niefortunny (patrz także artykuł Piotra Třešňáka w magazynie Respekt z ubiegłego tygodnia o komunistycznych „całkowitych pozbawicielach”, którzy dosłownie uniemożliwiali swoim ofiarom dysponowanie własnymi pieniędzmi, na przykład by kupić rogalika). Takie podejście mogłoby uczynić z niego męczennika-proroka wszystkich rozgoryczonych eurosceptyków,” napisał Mikota.

 

 

Nie odrzuca jednak pomysłu całkowicie, proponuje jego modyfikację, która dałaby większą szansę na sukces. „Istnieje także możliwość częściowego pozbawienia zdolności prawnej. Po ten środek sięga się np. w przypadku malkontentów, notorycznych pieniaczy. Sąd (według zalecenia dwóch psychiatrów i jednego lub więcej psychologów) uznaje malkontenta za niezdolnego do złożenia zażalenia. Nie jestem prawnikiem, a za dawnego reżimu jako psychiatra nie miałem uprawnień do wystawiania ekspertyz sądowych. Nie znam się na przepisach prawnych w tym zakresie. Załóżmy jednak, że w tym przypadku można by ograniczyć zdolność np. do udziału w życiu politycznym. To należałoby już do ekspertów i prawników, jak określić tę niezdolność, aby p. prezydent mógł nadal być obywatelem tej republiki, nie szkodząc jej. Serdecznie pozdrawiam Wacław Mikota” 

 

 

 

Václav Mikota    foto: radio.cz 

 

 

Wtorek 20 października

 

Hnízdil odpowiada Mikocie nazajutrz rano. Stara się bronić swego pomysłu. „Szanowny Panie Docencie, bardzo dziękuję za odpowiedź i opinię. Motywem projektu jest zwrócenie uwagi na fakt, że poglądy, postawa i zachowanie V.K. mogą być związane z ciężkim zaburzeniem osobowości (inaczej nie potrafię ich sobie wytłumaczyć). Psycholog Babiak i psychiatra Hare już od szeregu lat sygnalizują szybki przyrost liczby psychopatów między menedżerami i politykami i ostrzegają przed szkodami społecznymi, których to jest powodem. Sami zadają sobie pytanie, jakie jest rozwiązanie problemu w obecnym systemie  politycznym.”

 

Szukałem więc innej drogi. Narzędziem politycznym V.K. jest prowokacja, wszelka krytyka to woda na młyn jego narcyzmu. Moim zdaniem dlatego odpowiadają mu coraz większe prowokacje. Nie chodzi więc o to, żeby sąd całkowicie pozbawił go zdolności, jednak po konsultacji z CzIL jest to jedyny legalny i uprawniony sposób. O tym, czy pacjent będzie ubezwłasnowolniony całkowicie, częściowo czy ogólnie, sąd może orzec dopiero na podstawie opinii niezależnych ekspertów. Samo złożenie wniosku (powinien jednak być dokładnie dopracowany, aby profesjonalne argumenty były przekonujące), miałoby moim zdaniem spore znaczenie symboliczne. Jeśli nie znajdzie się inny skuteczny sposób, by zapobiec dalszym szkodom moralnym, społecznym i ekonomicznym, które powoduje V.K., chętnie się przyłączę. Kiedy widzę dr Šiklovą, jak walczy w czasie wszystkich reżimów, wstyd mi. Pozostaje kwestia, czy chciałby Pan wziąć pod uwagę skonsultowanie tego wniosku, ewentualnie aktywny udział w jego opracowaniu (wspomnianą przez Pana metodę stosowaną przy malkontentach uważam za bardzo interesującą), albo uwzględnić jeszcze inne opcje. Czy zatem w ogóle podejmować jakąś próbę, czy tylko zachowaniu V.K. dalej pokornie się przyglądać. Jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam. Jan Hnízdil.”

 

Wciąż jednak zastanawia się nad słowami Mikoty, a jego pomysł, aby pójść drogą tylko częściowego ubezwłasnowolnienia wydaje mu się coraz bardziej poręczny. Dlatego jeszcze tego dnia pisze drugi list, w którym ponownie zwraca się do Mikoty. Choćby dlatego, że w pierwszym mailu Mikota nie dał mu odpowiedzi na pytanie, czy przyłączy się do planu.

 

Szanowny Panie Docencie, pozwalam sobie ponownie zwrócić się do Pana. Bardzo mnie zainteresowała Pańska uwaga odnośnie do możliwości częściowego pozbawienia zdolności prawnej, które można zastosować np. w przypadku malkontentów i notorycznych pieniaczy. Nie ma powodu wnioskować o całkowite ubezwłasnowolnienie i byłoby nieefektywnie. Konkretnie chodzi o ograniczenie zdolności  odnoszących się do udziału w życiu politycznym. Pewien jestem, że jeśli wniosek będzie opracowany w tym duchu, wielu kolegów go poprze. Z pewnością psychosomatyk Šavlík, najprawdopodobniej psychoanalityk Pothe i inni. , Oczywiście, podstawowa rzecz to, czy zechce Pan wziąć udział w opracowaniu wniosku i potem da swe poparcie. Dziękuję za spostrzeżenia. Pozdrawiam. J.Hnízdil.”

 

Mikota najwidoczniej odpowiedział potem Hnízdilowi telefonicznie, udział w planie obiecał.

 

 

Kiedy po południu Hnízdil pisze do Stránskiego, przekazuje mu swoją korespondencję z Mikotą i chwali się, że „w dzisiejszej rozmowie telefonicznej pan docent potwierdził chęć poparcia i podpisania wniosku po wspomnianych przeróbkach”.

 

Przy tej okazji poprosiłem go, aby obmyślił medyczną argumentację wniosku (zwięzłe uzasadnienie, niektóre ekscesy w zachowaniu V.K., które nasuwają nam podejrzenia o zaburzenie osobowości..).  Pan docent mi to obiecał, z tym, że jest bardzo zajęty, ale że się postara. Czy mogę prosić Pana o współpracę przy ostatecznym brzmieniu wniosku? Czy byłby Pan chętny przyłączyć się do wersji zaproponowanej przez doc. Mikotę? Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam. Jan Hnízdil”

 

 

Do komunikacji włącza się aktywnie także pediatra Piotr Pöthe, przesyłając Hnízdilowi tekst oświadczenia 3 Zjazdu psychiatrów słowackich, którzy w czasie rządów premiera Włodzimierza Mečiara wypowiadali się na temat jego osobowości. Podczas zjazdu wezwali Mečiara, aby we własnym interesie odszedł z polityki. Pöthe oraz Hnízdil sądzą, że dokument ten może być dla nich inspiracją.

 

 

Peter Pöthe    foto: cspap.cz 

 

 

[tekst po słowacku]

Psychiatrzy skonstatowali w liście, że obawy dotyczące zaniku demokracji w naszym kraju, a także ich sumienie, nie pozwalają im dłużej milczeć, ponieważ jako specjaliści w zakresie zdrowia psychicznego już od dawna z niepokojem obserwujemy Pana siłowe działania. Chociaż nie mamy prawa wypowiadać się na temat Pana osoby w kategoriach orzeczeń psychiatrycznych, wszakże czujemy powinność wypowiedzenia się o Pańskim postępowaniu w polityce i w wystąpieniach publicznych. Przejawia się w nich u Pana wielka doza nietolerancji, tendencje siłowo-autorytarne i celowe przekręcanie prawdy, czyli kłamstwa, które szerzą nienawiść. U swoich zwolenników wywołuje Pan wrażenie, że jakaś zła część Słowacji to Pański wróg, którego trzeba zastraszyć i uciszyć. Gdyby był Pan naszym pacjentem, uczynilibyśmy wszystko dla rozwoju zdrowych ludzkich cech, które Pan z pewnością posiada, i dla pozbycia się Pańskich kurczowych skłonności do dominacji i manipulowania innymi nawet za cenę stłumienia ich wolności osobistej, skonstatowali delegaci koszyckich obrad,” napisano w starym agenturalnym raporcie, który Pöthe przesłał Hnízdilovi.

 

 

Hnízdil dziękuje Pöthemu za przesłany materiał i także jemu przekazuje korespondencję z Mikotą. Ponownie potwierdza, że Mikota zobowiązał się telefonicznie do poparcia planu. „Czy mógłby Pan dodać parę uwag do medycznej argumentacji wniosku? O to samo poprosiłem dr Beka, potem to wspólnymi siłami doszlifujemy,” prosi także Pöthego.

 

 

Tekst dotyczący Mečiara rozsyła następnie do wszystkich, z którymi w tej sprawie jest w kontakcie. „Jestem pewien, że to nam się przyda. Jednocześnie proszę Was o pomoc przy sfinalizowaniu ostatecznej wersji wniosku zgodnie z zaleceniami doc. Mikoty,” zwraca się do kolegów.

 

Środa 21 października  

 

Następnie Hnízdil rozsyła do kolegów maile, w których informuje ich o najnowszych wypadkach. Dziękuje za komentarze, jakie otrzymuje. Wskazuje także, że ich plan może być dyskusyjny pod względem prawnym; w związku z tym po raz pierwszy dopuszcza możliwość, że ostatecznie działanie przybierze tylko formę listu otwartego, którego roboczą wersję załącza.

 

Szanowni Koledzy, każdego dnia przychodzą do mnie kolejne sugestie dot. wniosku, aktualnie od prawników. Niektórzy wskazują na ryzyko, że V.K. może na podanie zareagować skargą na naruszenie prawa do prywatności. Ze względu na ścisły związek V.K. z czołówką wydziału prawa w Pilznie, traktuję to ostrzeżenie bardzo poważnie. Do rozważenia są też inne formy inicjatywy, podobne do psychiatrów słowackich, na przykład apel adresowany do V.K. w formie osobistego (otwartego) listu – w załączniku przesyłam wersję roboczą. Przypuszczam, że ta forma, bezpośrednia wobec V.K., nie jest wątpliwa pod względem prawnym. złożenie wniosku o pozbawienie zdolności do czynności prawnych byłoby kolejnym krokiem. Dziękuję za ustosunkowanie się do formy i treści. Pozdrawiam. J.Hnízdil.”

 

Tego samego wieczoru „zajęty” Mikota wysyła poprawioną wersję Hnízdilowego listu otwartego na wspólną listę mailingową. Przeszkadzają mu niektóre sformułowania, które jego zdaniem są zbyt ostre. „Szanowni Koledzy podoba mi się list do p. prezydenta, radzę jednak (by niepotrzebnie go nie obrazić) inaczej sformułować niektóre zdania. Nieco przeredagowany wniosek przesyłam w załączniku,” napisał Mikota.

 

Także tym listem dysponuje redakcja Prvnizpravy.cz . Przedrukowujemy go w całości:

 

"Szanowny Panie Prezydencie, z rosnącymi obawami obserwujemy niektóre Pańskie opinie, postawy i sposób bycia. Z szeregu nietypowych objawów należy wymienić na przykład ignorowanie porządku prawnego przy powołaniu aspiranta sądowego Langera, ideologiczną walkę z obrońcami środowiska albo zaprzeczanie zasadom demokracji w związku z negatywnym stosunkiem do podpisania uchwalonego już przez parlament i rząd RCz Traktat Lizbońskiego. Mamy podstawy do obaw i sądzimy, że te objawy mogą sygnalizować postępującą poważną chorobę psychiczną, zaburzenie czy wadę osobowości, która nie ma charakteru przejściowego. W wyniku tego zaburzenia znajduje się Pan pod dużą presją mediów i polityki międzynarodowej, w swoich poglądach jest Pan odosobniony, co tym bardziej pogłębia wspomniane zaburzenie i prowadzi do eskalacji zachowań patologicznych. Jako lekarze i psycholodzy wykwalifikowani w odpowiednich dziedzinach zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, na które jest Pan wystawiony i za swoją powinność zawodową uważamy ostrzec Pana o powadze sytuacji i stanu zdrowia.”

 

Jesteśmy głęboko przekonani o konieczności profesjonalnej oceny stanu Pańskiego zdrowia, ponieważ istnieje podejrzenie, że cierpi Pan na poważne zaburzenie struktury osobowości a swym zachowaniem, w wyniku tego zaburzenia, może Pan zaszkodzić sobie lub swojemu otoczeniu. Dlatego zalecamy, aby zbadano Pańskie funkcje poznawcze i kontrolne, w tym strukturę sumienia i rozeznanie wartości, bowiem mamy uzasadnione wątpliwości, czy jest Pan w stanie wypełnić przyrzeczenie konstytucyjne, że funkcję swoją będzie Pan pełnił zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i sumieniem oraz w interesie mieszkańców tego kraju.”

„W Pańskim interesie i w interesie obywateli RCz jest, aby niezwłocznie zostało ustanowione konsylium ekspertów z dziedziny psychiatrii i psychologii klinicznej w celu przeprowadzenia badań i wydania opinii biegłych. Wierzymy, że przyjmie Pan nasze zalecenia.”  

 

Nazajutrz rano tak zredagowany list Hnízdil rozsyła do swych adresatów. „Szanowni Koledzy, doc. Mikota od ręki przeredagował list do pacjenta V.K. – patrz poniżej, podoba mu się ten wariant, mnie także. Jeśli macie jakieś uwagi, proszę o ich przesłanie, abyśmy jak najszybciej mogli apel wysłać. Dziękuję. Jan Hnízdil.”

 

Niedziela 25 października

 

Nastąpiły trzy dni, podczas których nie wiemy dokładnie, co się działo. Oczywistym jest jednak, że między lekarzami rozgorzała dyskusja o tym, czy ten list otwarty jest odpowiedni – chodziło jednak tylko o znaczne odejście od pierwotnego planu, by zwrócić się do sądu i domagać się przebadania prezydenta na podstawie opinie biegłych.

 

Hnízdil wskazuje, że intensywna debata odbywała się także przez telefon. Podsumowuje ją tak:

 

Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy, pozwalam sobie zebrać wyniki dotychczasowych ustaleń. 1. Pierwotny wniosek o częściowe pozbawienie zdolności do czynności prawnych został przez prawników uznany za ryzykowny. 2. Z kolegą Mikotą i Stránskim obmyśliliśmy projekt alternatywny – apel adresowany bezpośrednio do p.p. V.K. Forma ta nie uzyskała wystarczającego poparcia. 3. Z intensywnej komunikacji mailowej i telefonicznej wynika, że wszyscy podzielamy obawy o zdrowie p.p. V.K., jednak nie znajdujemy sposobu, jak na tę nietypową sytuację zareagować. Proponuję zatem zwierzyć się z naszych obaw najwyższym autorytetom profesjonalnym, stanowym i moralnym i poprosić ich o konsultacje. Należy zwrócić się do: Czeskiej Izby Lekarskiej – Komisja ds. etyki i Rada Naukowa, Czeskiego Towarzystwa Psychiatrycznego JEP [im. Jana Ewangelisty Purkyně – przyp. tł.], Towarzystwa Psychoterapeutycznego JEP i Instytutu Etyki Lekarskiej. Uważam ten sposób za absolutnie właściwy. Ze swej strony jestem za projektem ostatnim. Jeśli z nim się zgadzacie, proszę jak najszybciej wysłać do mnie dane osobiste (nazwisko, specjalność, adres, e-mail). Będę czekał do 2.11.2009, a potem, niezależnie od liczby sygnatariuszy, przekażę go do wymienionych instytucji, z kopią do Was. Zakładam, że przekazanie mailem jest do rozpoznania wystarczające, jeśli będzie konieczne, wyślemy koncepcję dodatkowo na piśmie z własnoręcznymi podpisami. Jeśli macie możliwość, zaproście kolegów do poparcia. dziękuję. Nie będę zasyłał do Was innych maili. Pozdrawiam. Jan Hnízdil”

 

Ostatecznie zatem grupa zdecydowała się zwrócić do instytucji medycznych. Nie jest więc prawdą, jak twierdzili w mediach Hnízdil i Stránský, że nie znajdowali sposobu na sfinalizowanie działania i dlatego je zakończyli. Tylko niektóre osoby przestraszyły się pierwotnego projektu a znów alternatywa w formie samego tylko listu otwartego wydała im się za mała, dlatego zdecydowali się na kompromis – rozesłać listy otwarte do różnych autorytetów zawodowych branży medycznej.

 

 

Hnízdil wysyła to resumé ogółem do dziewięciu lekarzy, których można uznać za kluczową grupę gotową uczestniczyć w planie.

 

Oprócz Stránskégo, Pöthe, Mikoty i Hubálka znajdziemy wśród nich także Lubosza Beka, ginekologa Marię Šťastną, psychosomatyka Jerzego Šavlíka, psychoanalitka Wierę Fischelovą i psychoterapeutę Radkina Honzáka.

 

 

Jiří Šavlík    foto: volny.cz

 

 

Redakcja już wcześniej zwróciła się do wymienionych uczestników z prośbą o wypowiedź. Wszyscy wypierali się swojego udziału w debacie albo reagowali impulsywnie.

 

„Pan ma fałszywe informacje, nie jestem autorką ani jednej linijki,” napisała np. Wiera Fischelová, psychoanalityk i analityk szkoleniowy, wespół z Mikotą członek Czeskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Gdy potem skonfrontowano ją z korespondencją, odpowiedziała: „Proszę, aby Pan nie wciągał mnie już do swoich działań detektywistycznych. Jestem zbyt stara i chora i chcę – o ile to możliwe – zajmować się tematami pogodnymi. Proszę to uszanować.”

 

 

Sławomił Hubálek z kolei zwraca uwagę na to, że zdania są wyrwane z kontekstu i przekręcone. „Byłem w tej sprawie proszony o konsultację, co można by zrobić, gdyby VK uporczywie odmawiał spełnienia obowiązku konstytucyjnego, a następnie o podpisanie listu do izby lekarskiej. Odpowiedziałem, że jako psychologowi trudno mi pisać do izby lekarskiej, a odnośnie do ich koncepcji przypuszczam, że nie ma sensu, że nie ma szansy, nadziei na powodzenie,” odpowiedział. „Napisałem do nich, że chociaż osobowość VK uważam za dziwną z powodu stopnia egocentryzmu i narcyzmu, ich list do izby lekarskiej uważam za niewłaściwy i ryzykowny w sensie próby nadużycia psychiatrii.”

 

 

Ciekawy jest przy tym fakt, że te same argumenty przeciw Wacławowi Klausowi wytoczył Hubálek już w latach ’90. Redakcja Prvnizpravy.cz dysponuje artykułem napisanym przez lewicowego dziennikarza (komentatora Práva) Aleksandra Mitrofanova przy pomocy psychologa Hubálka i psychiatry Piotra Příhody, dawniejszego sekretarza Piotra Pitharta. Nazywa się „Król jest nagi” a Hubálek usposobienie Klausa opisuje w nim podobnymi słowami, jak dzisiaj.

 

Nie zadaję się z ludźmi, którzy włamują się do prywatnej korespondencji,” odpowiedział Radkin Honzák. Zaś na inne pytanie zareagował ironicznie: „Zapewniam Pana, że na mieszanie się do moich spraw prywatnych nie pozwalam. A jeśli chodzi o sprawy publiczne, miałem zamiar obwieścić o wojskowej juncie, na czele której stanę jako pierwszy na świecie zdemobilizowany dyplomowany szeregowiec rezerwy. Z tej to pozycji chciałem potem wypowiedzieć wojnę Malezji. W tym celu skontaktowałem się z kilkoma rusznikarzami i z hożą płatnerką od Villona ((moje związki z Francją). Jednak prawdziwym celem mojego planu było zdobycie państwowego skarbu i ucieczka z nim do Polski. Jednakże, kiedy przekonałem się, ile jest w kasie państwowej, zrezygnowałem ze swojego planu a spiskowców, którzy mieli wykonać kawał brudnej roboty, wyrzuciłem za burtę (parowca Wełtawa). Oto moje wyznanie,” napisał Honzák.  

 

Radkin Honzák    foto: psychologie.cz 

 

 

Poniedziałek 26 października

 

Następnego dnia wieczorem Hnízdil potwierdza swoje resumé kolejnym mailem, w którym odpowiada na pytanie jednego z lekarzy.

 

 

Dziękuję za wiadomość. Jeżeli ma Pan na myśli wariant ostatni, nie jest nim apel do V.K., który nie uzyskał potrzebnego poparcia, lecz sugestia skierowana do stowarzyszeń zawodowych; wysłałem ją Panu wczoraj wieczorem, wkomponowałem w nią jeszcze dzisiejszą uwagę dr Fischlovej – patrz załącznik. Ten wariant też wydaje mi się całkiem poprawny. Jeżeli chciałby Pan się przyłączyć, proszę przesłać mi swoje dane osobowe – tytuły, specjalność, adres i mail do kontaktu. Dodam to pod tekst wraz z innymi, za tydzień wykończę i wyślę. Nie robię sobie wielkich iluzji co do wyniku, i że może do czegoś dojść po zwróceniu uwagi na problem. Nie potrafię pogodzić się z tym, byśmy pozostali całkowicie bierni.”

 

 

 Redakcja Prvnizpravy.cz dysponuje tekstem listu:

 

Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy, pozwalam sobie zwrócić się do Was w kwestii dotyczącej stanu zdrowia pana prof. inż. Wacława Klausa, CSc. Dr h.c., prezydenta RCz. Z rosnącymi obawami obserwujemy niektóre jego poglądy, stanowiska i działania. Niepokoi nas, że charakter i treść jego wypowiedzi i poglądów obniża się do pozycji, która, z czysto medycznego punktu widzenia, jest coraz bardziej nietypowa. Mamy na myśli np. ignorowanie porządku prawnego przy mianowaniu aspirantów sądowych, szybkie i nierozważne potępienie organizacji międzynarodowych (Fundusz ONZ na rzecz Dzieci, UE), ideologiczną walkę z obrońcami środowiska i przeczenie zasadom demokracji w związku z jego negatywnym stosunkiem do podpisania przyjętego już przez parlament i rząd RCz Traktatu Lizbońskiego. Wielokrotnie mamy do czynienia z oczywistym brakiem chęci pana prezydenta nie tylko, by uznać jakikolwiek pogląd przeciwny, lecz nawet z agresywnym unikaniem bezpośredniej konstruktywnej dyskusji z tymi, którzy nie podzielają jego stanowiska.”

 

„Mamy uzasadnione podejrzenie, że pan prezydent Klaus działa pod wpływem poważnych, być może patologicznych, zmian stanu psychicznego albo zaburzeń osobowości, których charakter nie jest tylko przejściowy. Doznaje więc znacznej presji mediów i polityki międzynarodowej, w swych poglądach jest odosobniony, co jeszcze bardziej pogłębia wspomniany proces i jego przejawy w działaniu. Jako lekarze obawiamy się, że może zaszkodzić zarówno sobie, jak i, ze względu na zajmowany urząd, całej RCz.”

 

 

Uznajemy, że stan zdrowia pana prezydenta Klausa powinien być profesjonalnie zbadany. Za wskazane uważamy przede wszystkim orzeczenie specjalistów w sprawie jego funkcji poznawczych i kontrolnych, struktury sumienia i rozeznania wartości włącznie z oceną wyniku testu rzeczywistości. Mamy wątpliwości, czy w tych okolicznościach jest w stanie wypełnić złożone zgodnie z Konstytucją RCz ślubowanie, że swój urząd sprawować będzie zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i sumieniem, w interesie mieszkańców tego kraju.”

 

 

Jesteśmy świadomi powagi i niezwykłości tej sytuacji. Uważamy za nieprofesjonalne stawianie diagnozy na odległość i nie chcemy dopuścić się naruszenia tajemnicy lekarskiej czy etyki medycznej. Nie znajdujemy wszakże żadnego sposobu, by spełnić naszą zawodową powinność i zareagować na tę sytuację. Dlatego odwołujemy się do was, jako najwyższych autorytetów zawodowych, stanowych i moralnych, prosząc o  rozpoznanie tej koncepcji, wydanie opinii i zaleceń.”

 

 

Wtorek 27 października

 

Korespondencja między lekarzami zatrzymuje się nagle w momencie, gdy Hnízdil błędnie uznał, że skontaktowano się z nim z Zamku. Autor, udający Ładysława Jakla, sekretarza prezydenta, wysłał z fikcyjnego adresu (którego Jakl - jak wiele razy zaświadczał – nie ma i nie używa) e-mail, w którym zwraca Hnízdilowi uwagę, że ​​na Zamku wie się o działaniach lekarzy. "Samozwańczy Panie, dobrze się bawicie…….? Pozdrawia L.J. P.S. Bez obaw, mamy Wasz obrzydliwy aktywizm pod pełną kontrolą,”  pisze nieznany dowcipniś.

 

W tym momencie Hnízdila zdjął strach. Przesyła ten mail do kolegów i zapewnia, że to pogróżka sekretarza prezydenta, chociaż nie ma na to żadnego dowodu. „Może zainteresuje Was mail z Zamku, który właśnie otrzymałem. Mechanizmy kontrolne w działaniu to cecha zaawansowanego społeczeństwa demokratycznego. Pozdrawiam. Jan Hnízdil.

 

Ponownie więc okazuje się, iż nieprawdziwe są twierdzenia Hnízdila i Stránskiego, że lekarze dobrowolnie przestali debatować, ponieważ nie potrafili uzgodnić żadnego wyjścia. W rzeczywistości planowali listy otwarte do różnych izb, a ich zamiary powstrzymane zostały dopiero przez rzekomy mail od Jakla. To paradoks, że  lekarze zlękli się w momencie, kiedy sobie z nich zadrwił nieznany autor.

 

Trzeba dodać, że ów dowcipniś przez dłuższy czas udawał nie tylko Ładysława Jakla, ale nawet ojca Halíka.

 

 

Kolejne kontakty

 

Źródło zbliżone do grupy lekarzy ujawniło też nazwiska kolejnych osób, do których zwracała się grupa lekarzy. W przypadku niektórych udało się to potwierdzić, u innych nie, ponieważ nie udało się z nimi skontaktować.

 

Podobno zwracano się np. do psychiatry Piotra Příhody, jednakże on utrzymuje, że odmówił udziału w tego rodzaju inicjatywie. „To proste. Nie zauważyłem, by Wacław Klaus cierpiał na takie zaburzenia psychiczne, które mogą uzasadnić pozbawienie go albo ograniczenie mu samostanowienia. Poza tym ta inicjatywa wyglądała mi na happening polityczny, który nie przypadł mi do gustu,” napisał do Prvnizpravy.cz.

 

Ale jak już wyżej wspomniano, przy pomocy Příhody (w tamtym czasie jeszcze sekretarza Piotra Pitharta) i jego kolegi Stanisława Hubálka, już wiele lat temu powstał  napastliwy tekst o ówczesnym premierze i przewodniczącym ODS Wacławie Klausie.

 

Nie bezpośrednio Hnízdil, ale prawdopodobnie ktoś z jego grupy zwrócił się do niemieckiego psychoanalityka Jana Poněšickiego, który również opublikował kilka krytycznych artykułów o Wacławie Klausie - gdzieżby indziej, jak nie w Přítomnosti  Stránskiego. Poněšický jest też zbliżony do kręgów miłujących-prawdę, jest przyjacielem Michaela Kocába, utrzymywał więź z Janem Sokolem, który kiedyś bez powodzenia kandydował na prezydenta – wspólnie wydali książkę „Człowiek i jego miejsce w świecie”.

 

Dr Hnízdil, którego dobrze znam, nie zwracał się do mnie bezpośrednio, a ja nie uważam, że całkowicie zgodna z prawem może być próba ubezwłasnowolnienia pana prezydenta. Sam jako psychiatra, psycholog i psychoanalityk odważyłem się raz opublikować w Přítomnosti artykuł odzwierciedlający jego neurotyczną osobowość, jednakże mieści się on w zakresie psychopatologii życia codziennego. Szkoda, że ​​jego egocentryzm, skłonność do uniku i pokonania „przeciwników” czasem uniemożliwia mu obiektywny ogląd, co może mieć szkodliwe skutki. Ale za to jest w pełni odpowiedzialny!” odpisał w odpowiedzi na zapytanie redaktora.

 

 

Na następne pytanie, kto się do niego zwracał, odpowiedział ogólnikowo: „Słyszałem tylko o tym i dostałem jakiś mail z tą informacją, już nie wiem od kogo.

 

 

Wtajemniczony w plan był też psychoanalityk Jerzy Šimek, który podaje się za „nauczyciela moralności”. Ten całą sprawę uważa za absurdalne nieporozumienie. Stanowczo broni lekarzy. „Ci, lekarze i psycholodzy są wystarczająco rozsądni, aby wiedzieć, że to niemożliwe, aby ich działanie, które sobie wyobrazili, ale nie zrealizowali (!), doprowadziło w ostatecznym rezultacie do ubezwłasnowolnienia, a zatem i pozbawienia urzędu funkcji głowy państwa, naszego pana prezydenta. Wszyscy przecież wiedzą, że: Jeżeli sędzia w ogóle zająłby się ich podaniem (raczej by je odrzucił), musiałby powołać biegłego sądowego, który dokładnie zbadałby pana prezydenta pod względem psychiatrycznym. Prowadzenie dochodzenia na podstawie artykułów prasowych nie liczy się dla sądu. Nie potrafię sobie wyobrazić (i oni zapewne też), że psychiatra, biegły sądowy, znalazł dość powodów, aby polecić pozbawienie pana prezydenta praw,” napisał Šimek. Ignoruje jednak to, że lekarze nie dążyli do ubezwłasnowolnienia (mówili o tym tylko na początku, zanim prawnicy wytłumaczyli im, że taki krok jest niemożliwy), natomiast zamierzali częściowo pozbawić prezydenta zdolności do czynności prawnych, a to zasadnicza różnica.

 

Według Šimka chodziło o prowokację polityczną, która publicznie „ukazałaby absurdalność postawy pana prezydenta”, mówi nawiązując do Klausowej odmowy podpisania Traktatu Lizbońskiego. Prezydent w końcu go podpisał. „No, i dzięki temu ci koledzy przestali fantazjować o pozbawieniu pana prezydenta praw, dlatego że skądinąd jest im wszystko jedno, co pan prezydent robi,” odpisuje Šimek. „Próba zrobienia dziś afery z tej sprawy to naprawdę bardzo niefortunne. To ludzie bez władczych ambicji, bez politycznych celów, po prostu nie pasują do tego obrazu, który próbujecie stworzyć. Poza tym nie zrealizowali swoich fantazji, więc brak dokumentu, który by stanowił dowód na jakąś ich niegodziwość,” stwierdził.

 

Zapytano także libereckiego psychologa klinicznego i psychoterapeutę Piotra Moosa, ale ten przyjął postawę milczącą. „Wspomniana grupa faktycznie zwróciła się do mnie, domagano się też, abym wypowiedział się o całej sprawie, jednakże nie uczyniłem tego, nie wypowiedziałem się i to zostawiłem. Ogólnie ta akcja wydaje mi się bezsensowna i trochę dziecinna. Co więcej, zupełnie poza kodeksem etyki lekarzy, którzy właściwie publicznie mieliby odbywać konsylium nad pacjentem, we wszystkim wbrew jego woli. Ale to tylko moja osobista opinia,” wyjaśnił.

 

Hnízdil i sp. poprosili o wypowiedź  także  psychoterapeutę Władysława Chválę. Jednak także on miał sceptyczny stosunek do sukcesu akcji. „Myślę, że poproszono mnie i że odpowiedziałem - byłem sceptyczny co do powodzenia takiej akcji.”

 

Lekarz Mirosław Hudec z Českej Lípy też niezbyt pamięta, czy do niego się zwracano. Hudec jest psychologiem i członkiem Partii Zielonych. W przeszłości - podobnie jak Stránský - kandydował do Senatu. „Przypominam sobie tę inicjatywę lekarzy, całkiem możliwe, że i do mnie przyszedł jakiś apel o wypowiedź, ale nie pamiętam już dokładnie, czy w ogóle na to odpowiedziałem. Jeśli teraz mam się wypowiedzieć, uważam tę koncepcję ubezwłasnowolnienia pana prezydenta raczej tylko za jakiś rodzaj recesji,” napisał Hudec w odpowiedzi na zapytanie redakcji.

 

Według źródeł redakcyjnych, osobami z którymi nawiązano kontakt mogli być też: psychoterapeuta Jan Holeyšovský, który ma osobistą więź z duchownym Tomaszem Halíkiem, psycholog Iwa Wedlichová czy Andrzej Peč, psychoanalityk i kolega Šimka, Mikoty a Fischelovej. Lekarze ci także są krytyczni wobec prezydenta Klausa - Holeyšovský na przykład napisał niedawno list do organizatorów antyklausowskiej petycji „Już dość”, w którym opisuje, jak wziął udział w happeningu w przeddzień urodzin Wacława Klausa. „Chętnie poprę wszystkich tych, którym nie odpowiada jego wyłącznie antyeuropejska i podejrzanie prorosyjska polityka, jego żenująca antyekologia wraz z jego nędznie aroganckim i egoistycznym obejściem. Tak, jego działania budzą we mnie obrzydzenie, a czasem też poczucie bezradności i złości na to, że i ja, jako obywatel Republiki Czeskiej, muszę być reprezentowany przez tę kontrowersyjną i problematyczną postać.” Wytyka jednak organizatorom, że podczas happeningu pozwalali sobie na działania obraźliwe wobec prezydenta, co może zaszkodzić ich interesom.

 

Reakcji Holeyšovskiego, Peča i Wedlichovej nie udało się redakcji uzyskać – żaden z nich nie odpowiedział na pytanie redakcji.

 

Lekarze na tym nie poprzestają

 

Oprócz lekarzy, psychologów i psychiatrów, zawiadomiono o planie jeszcze wiele innych osób zbliżonych do eksprezydenta Wacława Havla, chociaż trudno dokładnie powiedzieć, na jakim etapie o nim się dowiedzieli.

 

Ciekawe bowiem, jaki był rezonans tej sprawy w mediach, zanim redakcji Prvnizpravy.cz udało się odkryć całą aferę.

 

Hnízdilowi było prawdopodobnie przykro, że - przez obawy lekarzy i jego własne - jego działanie spełzło  na niczym, więc przynajmniej próbował w mediach sugerować, że coś takiego planował. Jako pretekst wziął historię z nieznanym autorem i postanowił pochwalić się publicznie swoim planem w gazecie Lidové noviny w artykule zatytułowanym „Listopad zawstydzonego aktywisty”.  „Pod koniec października, z paru kolegami lekarzami wymienialiśmy się w mailach poglądami na temat postępowania pana prezydenta,” pisze w nim Hnízdil, a dalej w kilku wierszach opisuje w zarysie swoje obawy co do prezydenckiego zdrowia psychicznego. „Obawiam się, że może być szkodliwy tak dla siebie, jak i - ze względu na urząd, który pełni – dla swego otoczenia. Mamy wątpliwości, czy w tych okolicznościach jest w ogóle gotów spełnić przyrzeczenie konstytucyjne, że swój urząd będzie sprawować zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i sumieniem. Z tydzień naradzaliśmy się mailowo z kolegami, jak zareagować na tę poważną sytuację, aby nie dopuścić się naruszenia tajemnicy lekarskiej albo etyki. Najpierw rozważaliśmy wysłanie listu bezpośrednio do pana prezydenta,” napisał.

 

Na artykuł w Lidových novinách odpowiedział Ładysław Jakl tekstem „Gniazdo*) nienawiści i kłamstwa”, gdzie zdystansował się od maila. W tym momencie pojawia się na scenie Marcin Jan Stránský i broni Hnízdila – powołuje się na bliżej nieokreśloną korespondencję, której nigdy nie przedstawił, ale która według niego dowodzi, że wspomniany mail rzeczywiście pochodzi od Jakla. Podobnie dołączył do debaty duchowny Tomasz Halik, który również stwierdził - tak, to jest adres, pod którym Jakl utrzymuje komunikację. Ten jednak kategorycznie to odrzucił.

 

W reakcji na Jakla, Hnízdil napisał dalszy ciąg swej obrony - drugi artykuł zatytułowany „Dziwna historia pana Jakla i pana Hyde”, ale w Lidových novinách już mu go nie wydrukowali, podobno z obawy, aby sprawa wymknęła się z rąk, a nie chcieli już poparzyć sobie palców.

 

 

Jaka była rola Lidových novin?

 

W redakcji Prvnizpravy.cz jest jeszcze inna korespondencja emailowa z tego okresu, która ukazuje, że w mailach, które Tomasz Halik pisał do Lidových novin, w których bronił Hnízdila, jako jeden z adresatów kopii figuruje politolog Jerzy Pehe, zawzięty antyklausowiec o powiązaniach z kręgami ponadnarodowymi i globalistyczną organizacją Dawida Rockefellera.

 

Halik napisał wtedy do redakcji LN, że w jego komputerze jest wiele emaili od Ładysława Jakla i to z wspomnianego adresu emailowego. Halik próbuje zasugerować, że Jakl i autor, który chciał przestraszyć Hnízdila, to jedna i ta sama osoba.

 

Ale nie wszyscy uwierzyli w fikcyjną opowieść Hnízdila. Na przykład Jerzy Wagner, współpracujący z LN redaktor Neviditelnego psa, napisał do Hnízdila, który domagał się druku kolejnego artykułu, że ta rzecz jest zmyślona i chodzi o bezsensowną wymianę poglądów. Hnízdil  bronił się mówiąc, że LN obiecały druk publikacji, ale Wagnera nie przekonał. 

 

Redakcja Prvnizpravy.cz dowiedziała się jednak, że kokietowanie  Lidových novin pomysłem wydrukowania tekstu, który by naznaczyłby prezydenta Klausa jako osobę chorą psychicznie, zaczęło się znacznie wcześniej, rok przed tym, nim Hnízdil zaczął zajmować się swoim planem.

 

Otóż już w marcu 2008 Hnízdil napisał tekst o Wacławie Klausie, który pokazał kilku swoim najbliższym przyjaciołom, a oni na to reagowali. Częścią debaty był też bardzo obraźliwy tekst o Wacławie Klausie pióra psychosomatyka Jerzego Šavlíka nazwany „Paradoks”. Artykuły bardzo zainteresowały redaktora naczelnego Magazynu Lidových novin Jana Mullera, który zna się z Hnízdilem i go odwiedza. Podczas wizyty u Hnízdila Muller czytał tekst w komputerze lekarza i okazał zainteresowanie opublikowaniem debaty w Lidových novinách, rzekomo z adnotacją, że jest to spontaniczna aktywność osób o różnych specjalnościach.

 

Muller poprosił wtedy Hnízdila, aby upewnił się, że pozostali uczestnicy debaty wyrażą na to zgodę.  Hnízdil napisał wtedy do swych kolegów, że ręczy za poprawne postępowanie ze strony Lidových novin, że tekst zredaguje zaufany redaktor i, oczywiście, wszystko wyjdzie tylko pod warunkiem zgody uczestników. Wymieniał także postaci, do których można by się zwrócić – na przykład Tomasza  Halíka, Jiřinę Šiklovą czy naczelnego psychologa wojskowego. Rzekomo redaktor odwiedziłby  wybrane postaci i uzgodnił z nimi ostateczne brzmienie tekstu, który każdy uczestnik otrzyma potem do autoryzacji. 

 

Jakiś czas temu zwróciliśmy także uwagę na to, że o planie lekarzy mógł też wiedzieć były szef wywiadu cywilnego Karol Randák. Hnízdil określa go „przyjacielem” i wyraża nadzieję, że Randák przez swoje wpływy może zapewnić, że uda się ukarać redaktora portalu Prvnizpravy.cz, który informował o sprawie i plan lekarzy ujawnił.

 

Ciekawostką jest, że Randák to członek zarządu tzw. Funduszu Antykorupcyjnego przedsiębiorcy  i finansisty Karola Janečka. Zasiadają w nim przede wszystkim osoby z kręgu tzw. miłujących-prawdę – piwowar Stanisław Bernard, ekonomista Tomasz Sedláček oraz aktor i prezenter Jan Kraus. Właśnie niedawno Kraus zaprosił Hnízdila do swojego telewizyjnego talk show; wspólnie bagatelizowali w nim plan Hnízdila i drwili sobie z prezydenta.

 

Okazuje się więc, że w sprawę lekarzy – przynajmniej w momencie, gdy została wykryta, a jej protagoniści znaleźli się w tarapatach – zaangażowało się sporo kadry miłujących-prawdę, którzy rzucili się z pomocą, by aferę wygładzić. Zaangażowanie Halika, Pehego, Krausego, ewentualnie Randaka, potwierdza hipotezę, że nie chodziło tylko o niewinny żart lekarzy i psychologów, ale o znacznie bardziej przemyślany atak, którego celem było zdyskredytowanie prezydenta.

 

KTO JEST KTO

Kto wiedział o planie uznania prezydenta  za psychicznie chorego

 

 

Jan Hnízdil, specjalista ambulatoryjny. Główny autor pomysłu, według pewnych spekulacji mógł jednak działać na zamówienie polityczne, jak wskazują niektóre dowody.  

 

Marcin Jan Stránský, lekarz i polityk, minister zdrowia w gabinecie cieni VV [Věcí veřejné], wydawca czasopisma Přítomnost. Współtwórca inicjatywy, kazał zbadać wniosek przez prawników, pertraktował z Hubálkem i Bekiem nt. ich udziału

 

 

Sławomił Hubálek, psycholog. Pomógł sformułować niektóre zdania, radził, jak zmienić wniosek, aby był skuteczny. W oświadczeniu dla Prvnizpravy.cz stwierdził jednak, że zdystansował się od inicjatywy. Pertraktował ze Stránskim.  

 

Wacław Mikota, psychoanalityk. Pomógł sformułować niektóre zdania, radził, jak zmienić wniosek, aby był skuteczny. Zgodził się na uczestnictwo w planie. Pracuje z Fischelovą jako  psychoanalityk szkoleniowy Czeskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego.  

 

Piotr Pöthe, psychoanalityk i pediatra. Obiecał Hnízdilowi poparcie, wiedział o decyzjach końcowych. Na swojej stronie internetowej opublikował Hnízdilową obronę, kiedy sprawa dotarła do mediów. Hnízdil pisze o nim, że z pewnością poprze inicjatywę.    

 

Maria Šťastná, ginekolog. Hnízdil zwracał się do niej, wiedziała o planie, tak samo jak o ostatecznych decyzjach.  

 

Lubosz Bek Hnízdil prosił go o uwagi do wniosku, pierwotnie zwrócił się do niego Stránský.  

 

Jerzy Šavlík, psychosomatyk. Bliski kolega Hnízdila, który pisze o nim, że na pewno poprze inicjatywę. Šavlík czytał wnioski Hnízdila. Już dawniej w swoich tekstach podawał w wątpliwość zdrowie psychiczne Wacława Klausa.  

 

Radkin Honzák, psychoterapeuta. Hnízdil zwracał się do niego, rzekomo miał zdystansować się od inicjatywy, na zapytanie redakcji odmówił jednakże potwierdzenia.    

 

Vera Fischelová, psychoanalityk. W przeszłości ostro krytykowała Wacława Klausa. Pracuje z Mikotą jako psychoanalityk szkoleniowy Czeskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Hnízdil zwracał się do niej, była jednym z adresatów ostatnich maili, formułowała uwagi do projektu kilku listów, na zapytanie redakcji odmówiła jednak odpowiedzi.    

 

Piotr Příhoda, psychiatra (Komisja Etyki CzIL- Czeskiej Izby Lekarskiej), nauczyciel moralności, sygnatariusz Karty 77, pełnił funkcję sekretarza Piotra Pitharta. Hnízdil zwrócił się do niego, ale odmówił poparcia inicjatywy. 13? lat temu wspólnie z Hubálkiem i Aleksandrem Mitrofanovem  napisał do Přítomnosti  Stránskiego niezbyt rzetelny artykuł o Wacławie Klausie, w którym analizuje jego charakter.  

 

Tomas Halik, duchowny, działacz polityczny. Występował w obronie Stránskiego i Hnízdila, kiedy sprawa wyciekła do opinii publicznej  

 

Jerzy Pehe, politolog. Dodany do listy mailingowej przy korespondencji Hnízdila z redakcją Lidových novin, gdzie Hnízdil domagał się kontynuacji polemiki z sekretarzem prezydenta Ładysławem Jaklem.  

 

Jan Poněšický, psychoanalityk. Według źródła zwracano się prawdopodobnie także do niego, Poněšický twierdzi, że Hnízdil nie kontaktował się z nim bezpośrednio i już nie pamięta, kto do niego wtedy pisał. Zgodnie z mailem, którym dysponuje redakcja, Hnízdil jednak zwrócił się do niego bezpośrednio pisząc, że czeka na jego stanowisko. Tym niemniej Poněšický utrzymuje, że ​​prezydent Klaus ma osobowość neurotyczną, niedawno napisał na ten temat artykuł do czasopisma Stránskiego Přítomnost.

 

 

Władysław Chvála, psychoterapeuta, seksuolog. Zna się z Hnízdilem , potwierdził, że lekarze zwracali się do niego, ale podobno wyraził się o sceptycznie. Z maili wynika, że zwrócił się do niego sam Hnízdil.  

 

Piotr Moos, psycholog. Lekarze zwrócili się do niego, ale wcale na to nie zareagował, uważa działanie za dziecinne.  

 

Jerzy Šimek, psychoanalityk, nauczyciel moralności. Kolega Pöthego, Mikoty, Fischelovej, zna się także z Příhodą. Lekarze zwracali się do niego, broni ich działania, korespondencję uważa za zwykłe fantazjowanie.  

 

Karol Randák, były szef wywiadu cywilnego. Hnízdil w korespondencji wyraził nadzieję, że „przyjaciel Randák” postara się o zbadanie przecieku korespondencji i jej publikacji przez redaktora portalu Prvnizpravy.cz.  

 

Miłosz Máca, prawnik CzIL. Odpowiedział Hnízdilowi na ogólnie sformułowane zapytanie, później jednak blokował go, choć wiedział, że Hnízdil chce informacji ze względu na swój „plan”.  

 

_________________

 

*) gra słów wokół nazwiskaHnízdil”:  hnízdo - gniazdo; hnízdit - gnieździć się [przyp. tłum.]

 

- - - - - - - - - -  

 

 

 

Autor: Adam B. Bartoš

 

10 czerwca 2011

 http://euportal.parlamentnilisty.cz/Articles/7706-kompletni-rekonstrukce-toho-jak-chteli-psychiatri-odstranit-klause.aspx

tłum.: tatra

Odsłon: 128 Komentarzy: 0


Jak psychiatrzy chcieli usunąć Klausa - I

Kategoria: Polityka Tuesday, 28 June 2011, 21:29

pełna rekonstrukcja 

 

Adam B. Bartoš

 

(przekład z czeskiego)

 

 

 

Redakcja Prvnizpravy.cz podjęła próbę zrekonstruowania planu lekarzy z jesieni 2009 - planu, który miał zdyskredytować prezydenta Wacława Klausa.

 

Już rok temu redakcja Prvnizpravy.cz dysponowała korespondencją, która potwierdza, że istniał plan lekarzy, psychiatrów i psychologów, krytykujących prezydenta Wacława Klausa na podstawie sfałszowanych opinii lekarskich; głosiły one, że prezydent jest psychicznie niezdolny do pełnienia swojego urzędu.

 

Jednakże w ciągu roku redakcja otrzymała więcej e-maili na ten temat (ze źródła zbliżonego do grupy autorów planu); wypełniają one puste pola i pomagają poskładać w całość obraz, jak w owym czasie rozwijał się plan lekarzy.

 

Jan Hnízdil i Martin Jan Stránský, główni inicjatorzy pomysłu, nigdy nie zakwestionowali autentyczności korespondencji, można zatem wszystkie zawarte w niej informacje uznać za wiarygodne.

 

Postaraliśmy się na tej podstawie zrekonstruować, jak przebiegała debata pomiędzy lekarzami oraz wszystkimi osobami w plan wtajemniczonymi.

 

Wiosna 2009. Hnízdil sonduje możliwości

 

Jan Hnízdil, lekarz ambulatoryjny, wiosną 2009 pisze do działu prawnego Czeskiej Izby Lekarskiej z prośbą o konsultację w sprawie przymusowej hospitalizacji pacjenta, który jednakże nie podlega jego zakresowi działania. Nikogo z nazwiska nie wymienia, tylko w ogólnym zakresie próbuje upewnić się, jakie byłyby szanse na „zdalne zbadanie” „wysokiego menażera”, odnośnie do którego ma obawy, że może szkodzić swemu otoczeniu. A ma na myśli prezydenta Wacława Klausa.

 

 

Oto w jego głowie (albo w głowie kogoś, kto go tym pomysłem natchnął) zrodził się  plan i Hnízdil zaczyna ustalać, czy jego przeprowadzenie jest realne.

 

Człowiek, który nie jest bezpośrednio moim pacjentem, pełni wysoką funkcję kierowniczą. W trakcie pełnienia przezeń jego obowiązków, doszło u niego do dekompensacji, głębokiego zaburzenia osobowości, jego zachowanie staje się niebezpieczne dla niego i współpracowników, zerwał wszelkie kontakty z rodziną i stracił kontrolę nad swoim patologicznym zachowaniem. Z medycznego punktu widzenia nie ma wątpliwości co do poważnego zaburzenia. W jaki sposób mogę interweniować jako lekarz? Czy mogę zwrócić się do sądu z wnioskiem o przymusową hospitalizację? Który sąd jest właściwy? Jak sformułować ten wniosek, aby sąd musiał się nim zająć?” napisał Hnízdil 11 maja 2009 do Czeskiej Izby Lekarskiej. 

 

 

W imieniu działu prawnego odpowiedział mu mgr prawa Miłosz Máca pismem z 22 maja 2009. Radzi Hnízdilowi, jak postępować:

 

"Najlepiej byłoby zainspirować lekarza domowego, który zajmuje się pacjentem, aby na przykład zaprosił go na badania kontrolne czy prewencyjne oględziny i w ten sposób mógłby zachęcić pacjenta do dobrowolnej wizyty. Byłoby to mianowicie działanie całkowicie odwrotne do tego, gdyby przekazano go do hospitalizacji za pomocą różnych środków przymusowych np. z miejsca jego zatrudnienia czy zamieszkania i dopiero potem proszono sąd o zgodę, ponieważ by to postępowanie z największym prawdopodobieństwem zakładało by podejrzenie o karalny czyn ograniczenia wolności osobistej, szczególnie dlatego, że informacja o stanie zdrowia pacjenta i możliwa diagnoza są na razie bezpodstawnym domniemaniem niepopartym przez konkretne badanie. Wynika to m.in. także z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego RCz, który uznał, że wolność osobista ma pierwszeństwo przed sprawą ustalenia diagnozy”, napisał Máca.

 

Inną możliwą drogą postępowania jest według niego poproszenie o inicjatywę sądu:

 "jednakże w żaden sposób nie aby hospitalizować pacjenta bez jego zgody na podstawie ustawy nr 20/1966, ale by zostało wszczęte postępowaniew sprawie ograniczenia zdolności do czynności prawnych lub ubezwłasnowolnienia. Zgodnie z § 186, pkt 1 ustawy nr 99/1963 o postępowaniu cywilnym, z późn. zm., wniosek taki może złożyć także jednostka medyczna, która tym samym staje się uczestnikiem postępowania. Decyzji sądu, oczywiście, w żadnym wypadku nie można antycypować, a postępowanie w tak ważnej kwestii nie jest rzeczą prostą, niemniej jeśli podejrzenie co do diagnozy faktycznie jest poważne, krok ten mógłby prowadzić przynajmniej do satysfakcji, że dla pacjenta podejrzanego o chorobę psychiczną i dla jego otoczenia uczyniliście wszystko, co zgodnie z prawem było w Waszej mocy. Wniosek należy w tym wypadku złożyć we właściwym sądzie rejonowym zgodnie ze stałym miejscem zamieszkania pacjenta”, odpowiedział Máca.

 

 

Miloš Máca        foto: eclk.cz 

 

 

Z innych wzmianek w korespondencji wiemy, że Hnízdil konsultował swój zamiar także z sędziami.

 

 

Lato 2009. Politycy i prawnicy grożą prezydentowi

 

 

Nie tylko Hnízdil konsultował swój zamiar z sędziami, ale latem, kiedy nasilała się  histeria wokół Traktatu Lizbońskiego, także sami sędziowie konsultowali sytuację między sobą. Na przykład prezes Trybunału Konstytucyjnego Paweł Rychetský kilkakrotnie powiedział, że istnieją prawne sposoby na to, aby pozbyć się prezydenta, który  odmawiałby podpisania Traktatu Lizbońskiego. Na to konto prawnicy havlowscy stworzyli kilka badań i analiz prawnych, cytowanych z upodobaniem przez media, które ten pomysł rozwijały.

 

 

Podobnymi rozważaniami zajmował się także havlowski politolog Jiří Pehe na swym blogu i w komentarzach prasowych. Były to raczej jego własne wymysły czy cytaty z opracowań wyżej wymienionych „ekspertów” prawnych, niemniej wyprodukował zaraz na ten temat kilka artykułów.

 

 

O tym, że prezydenta Klausa trzeba ubezwłasnowolnić zgodnie z artykułem 66 Konstytucji, mówili również przedstawiciele sceny politycznej - od ówczesnego przewodniczącego ČSSD Jerzego Paroubka, przez posła Partii Zielonych, aż do posła do Europarlamentu Jerzego Havla. Partia Zielonych posunęła się nawet tak daleko, że w klipie przedwyborczym niewprost groziła Wacławowi Klausowi śmiercią.

 

 

Plan Hnízdila niekoniecznie musi być tylko jego własnym pomysłem, ale - przynajmniej w podstawowych zarysach - wydaje się być spełnieniem powyższych spekulacji. Możliwe jest również, że całą kampanię dyskredytacji wspierano na wyższych szczeblach polityki czeskiej i że powstała na zamówienie polityczne.

 

 

Jesień 2009. Lekarze naradzają się co do Klausa

 

 

Bitwa o Traktat Lizboński zaostrza się a pro-europejskim zwolennikom integracji i przeciwnikom prezydenta dosłownie puszczają nerwy. Klaus odmawia podpisania Traktatu Lizbońskiego i stawia warunki. Na przykład żąda gwarancji, że Karta Praw Podstawowych w żaden sposób nie zakwestionuje dekretów Benesza.

 

 

Hnízdil odkurzył więc swój wiosenny pomysł i postanowił działać. Zdaniem redaktorów, ostatnia faza korespondencji  Hnízdila rozpoczęła się gdzieś około 13 października 2009. Ponieważ bieg wypadków często zmieniał się gwałtownie, będziemy lekarzy obserwować niemal dzień po dniu.

 

 

Wtorek, 13 października 2009

 

 

Hnízdil powraca do korespondencji sprzed roku z Marcinem Janem Stránským, w której – do tego znanego krytyka Klausa i wydawcy czasopisma Přítomnost, skądinąd również potomka polityka pierwszej republiki - pisał w sprawie stanu zdrowia prezydenta. Teraz zdecydował się powrócić do tej korespondencji.

 

 

13 października pisze do niego e-mail, w którym przedstawia zarys swojego pomysłu i dodaje opinię prawną Miłosza Mácy.

 

 

Szanowny Panie Kolego, chciałbym nawiązać do naszej wcześniejszej korespondencji w sprawie stanu zdrowia pacjenta V.K. Obawiam się, że dekompensacja jego zaburzeń poczyniła znaczne postępy i stał się niebezpieczny dla siebie, rodziny, obywateli RCz i UE. W ramach istniejącej struktury społeczno-politycznej nie ma dla niego ratunku. Konsultowałem problem z CzIL (patrz załącznik) i kilkoma sędziami. Jedynym skutecznym sposobem terapii jest wniosek o pozbawienie go zdolności do czynności prawnych (ubezwłasnowolnienie). Każdy obywatel może zwrócić się z takim wnioskiem do sądu w miejscu zamieszkania pacjenta, opisze jego kłopoty zdrowotne i załączy opinię lekarską (formularz „wniosku o pozbawienie zdolności do czynności prawnych” można pobrać z sieci). Sąd ma obowiązek ustanowić komisję ekspertów i orzec o stanie zdrowia pacjenta. W przypadku, gdyby wniosek złożyła grupa lekarzy, odpada warunek orzeczenia lekarskiego. Rozważamy z kilkoma kolegami złożenie takiego wniosku. Interesuje mnie Pana opinia, ewentualnie chęć dołączenia się do niego, najlepiej z kolejnymi kolegami lekarzami i psychologami. Inne materiały do postawienia diagnozy prześlę wieczorem. Dziękuję za odpowiedź. Serdecznie. J. Hnízdil.”

 

Jan Hnízdil          foto: arch. prvnizpravy.cz 

 

 

Stránský odpowiada mu jeszcze tego samego dnia wieczorem. Zwracamy uwagę, że e-maile nie są modyfikowane i pozostają w oryginalnym brzmieniu, także z błędami, których jest sporo, zwłaszcza u Czecho-Amerykanina Stránskégo.  

 

 

  ”Szanowny Panie Doktorze, dziękuję za analizę z CzIL. Interesujący jest ostatni akapit. czy byłoby możliwe złożenie podania nie ze strony jednostki służby zdrowia, ale ze strony grupy lekarzy? Proponuję co następuje: Spróbuję zadać pytanie koledze Hubálkowi i uzyskać jego zdanie na ten temat. Proszę Pana, aby Pan lub koledzy pomyśleli o sformułowaniu podania i aby Pan również ustalił, kto byłby chętny podanie podpisać i złożyć. Pozdrawiam Marcin Stránský.”

 

 

Ponieważ po informacjach medialnych Stránský zbagatelizował swój udział w planie lekarzy, przypatrzmy się ponownie, co pisze. Stránský zamierza zwrócić się do Sławomiła Hubálka i sprawdzić jego stanowisko. Pomysł mu się ewidentnie spodobał i już udziela wskazówek, na co Hnízdil ma się nastawić.

 

 

Sławomił Hubálek jest psychologiem i wybitnym ekspertem sądowym w tej dziedzinie. Znany jest ze swojego permanentnego stanowiska antyklausowego. Zaangażował się np. w niegdysiejszy apel „Dziękujemy, odejdźcie”, który w czasie tzw. umowy opozycyjnej skierowany był przeciwko ODS i ČSSD.

 

 

Środa 14 października

 

 

Hnízdil natychmiast reaguje na mail Stránskégo i jeszcze bardziej szczegółowo wyjaśnia swój zamiar. "Szanowny Kolego, moim zdaniem należy działać ściśle po linii medycznej, nie komentować kontekstu politycznego, ekscesy w zachowaniu uzasadnić diagnozą i odwołując się do niebezpieczeństwa, jakim pacjent jest dla siebie samego i otoczenia, zwrócić się do sądu o skontrolowanie stanu zdrowia, a raczej o pozbawienie go czy ograniczenie zdolności do czynności prawnych. Myślę, że dałoby się zrealizować to bardzo szybko.”

 

 

A w innym swoim liście pisze: „Motywem naszego wniosku musi być wyłącznie interes pacjenta – V.K., który wskutek dekompensacji zaburzeń osobowości doznaje przytłaczającej presji ze strony mediów i polityki międzynarodowej, w swoich poglądach jest odosobniony, co jeszcze bardziej pogłębia jego zaburzenie i prowadzi do eskalacji zachowań patologicznych. Jako lekarze mamy świadomość jego zagrożeń i uznajemy, że powinnością naszą jest podjęcie kroków dla ochrony jego zdrowia. Tym sposobem elegancko unikniemy ryzyka bezpośredniej konfrontacji z V.K., działamy przecież w jego interesie i wykluczamy jakiekolwiek motywy polityczne. Wszystko musi być poprawne i uzasadnione medycznie. Ja bym na to na pewno poszedł, są jeszcze dwie koleżanki, postaram się pozyskać więcej. Myślę, że 10 osób wystarczy. Moglibyśmy zająć się tym podczas weekendu i po niedzieli ewentualnie złożyć. Wniosek może być zwięzły, z postawieniem dokładnej diagnozy niechby zasięgnąć rady sądowej komisji ekspertów. Z pewnością jest to postępowanie nietypowe, jednakże moim zdaniem nietypowej sytuacji inaczej rozwiązać się nie da. Jestem pewien, że miałoby to wielki rozgłos w kraju i za granicą. Do dr Hubálka zachowuję głęboki szacunek, jego opinia będzie dla mnie bardzo istotna.” 

 

 

Hnízdil przyznaje się także, że konsultował wniosek z sędzią, „która specjalizuje się w podobnych przypadkach. Zapewniła mnie, że wniosek może złożyć ktokolwiek, jego częścią powinno być lekarskie orzeczenie. To samo wynika z odpowiedniego formularza w sieci. Uczestnikiem zatem nie musi być jednostka służby zdrowia.” 

 

 

Z tego samego dnia (14 października) pochodzi też inny list Hnízdila, którego odbiorcy nie znamy:

 

Szanowny Panie Kolego, Dziękuję za odpowiedź, z diagnozą V.K., opracowaną przez kolegę Mikota, zgadzam się bez zastrzeżeń. Chodzi o to, czy tylko bezczynnie przyglądać się poczynaniom pacjenta i dyskutować, czy też czegoś próbować. Zgadzam się też z dr Mikotą w tym, że w zakresie obecnego systemu polityczno-społecznego nie ma dla niego ratunku. Nietypowa sytuacja wymaga moim zdaniem nietypowego rozwiązania, jakim z pewnością jest wniosek do sądu o pozbawienie go zdolności do czynności prawnych (zatem powołanie komisji niezależnych ekspertów, która zdolność oceni),” pisze Hnízdil.

 

 

Doktor zdaje sobie sprawę, że wykracza poza zakres swojej profesji i nadużywa jej do celów politycznych, dlatego zapewnia, że działanie powinno ściśle trzymać się medycyny i sprawiać wrażenie, że tu w ogóle nie chodzi o politykę.

 

 

"Motywem naszego wniosku musi być wyłącznie interes pacjenta – V.K., który się w wyniku dekompensacji zaburzeń osobowości znajduje się pod przygniatającą presją mediów i polityki międzynarodowej, w swoich poglądach jest odosobniony, co jeszcze bardziej pogłębia jego zaburzenie i prowadzi do eskalacji zachowań patologicznych. Jako lekarze zdajemy sobie sprawę z jego zagrożeń i uznajemy za swoją powinność podjęcie kroków dla ochrony jego zdrowia. Tym sposobem elegancko unikniemy ryzyka bezpośredniej konfrontacji z V.K., działamy przecież w jego interesie i wykluczamy jakiekolwiek motywy polityczne. Wszystko musi być poprawne i uzasadnione medycznie”, pisze.

 

 

„Ja bym na to na pewno poszedł, są jeszcze dwie koleżanki, zainteresowanie przejawił lek. med. Marcin Jan Stránský, obiecał skonsultować się z dr Hubálkiem. Myślę, że 10 osób wystarczy”, dodaje. 

 

 

Hnízdil potrzebuje jeszcze psychiatrów i psychologów, on sam jest tylko lekarzem ambulatoryjnym, Stránský też jest tylko lekarzem. „Kluczowa jest profesja psychiatry i psychologa - jeżeli zaangażowałby się dr Mikota, Pan, ewentualnie inni, miałoby to duże znaczenie. Działanie jednostkowe nie wchodzi w grę. Sam wniosek może być krótki (formularz można pobrać z sieci), wskazanie największych ekscesów  w zachowaniu, zarys diagnozy, propozycja przesłuchania niektórych specjalistów z grona psychologów i psychiatrów. Jestem pewien, że miałoby to wielki rozgłos w kraju i za granicą. Do dr Mikoty zachowuję wielki szacunek, bardzo interesuje mnie jego opinia, ewentualnie chęć wsparcia tej akcji przez niego, Pana i innych kolegów. Dziękuję za wiadomość. Pozdrawiam. J.H.”

 

 

Czwartek 15 października

 

 

Co Stránský obiecał, to spełnił i w odpowiedzi z 15 października 2009 przesyła w załączniku odpowiedź otrzymaną od psychologa Hubálka.

 

 

Hubálek również zgadza się z propozycją: "Myślę o tym od lat. Nie ma to znaczenia w sensie szansy, nadziei na sukces, ale medialnie może być pikantne. nie należy mówić o zaburzeniu psychicznym, to nonsens, ale o podejrzeniu choroby psychicznej, o zaburzeniu lub poważnej wadzie osobowości. Jest zasadnym rozważenie fachowej oceny stanu psychicznego, bowiem jest podejrzenie że cierpi na poważne zaburzenie struktury osobowości i przez swe zachowanie w wyniku tego zaburzenia osobowości może być szkodliwy dla siebie lub swego otoczenia. Konieczna jest także ocena jego funkcji poznawczych i kierowniczych, w tym struktury sumienia i rozeznania wartości, bowiem istnieją wątpliwości co do tego, czy gotów jest wypełnić ślubowanie konstytucyjne, że będzie swoją funkcję wykonywać według swego najlepszej wiedzy i w interesie mieszkańców tego kraju. Dlatego trzeba powołać konsylium biegłych sądowych w dziedzinie psychiatrii i psychologii klinicznej w celu przebadania odnośnej osoby i przedłożyć opinię rzeczoznawców. Z pozdrowieniem S. Hubálek.” 

 

 

 

Slavomil Hubálek          foto: Miro Miklas, cas.sk

 

 

Stránský komunikował się także z dr Bekiem i dowiadywał o jego zdanie. Potem przechodzi do innych propozycji, które według niego mogą przyczynić się do powodzenia planu.

 

 

Proponuję, aby Pan z kolegami napisał zaraz podanie do sądu mniej więcej dokładnie wg propozycji doktora Hubálka. Chętnie to obejrzę. Jednocześnie proponuję, aby Pan co najrychlej ułożył listę solidnych sygnatariuszy. Najlepiej byłoby skupić się na doktorach w dziedzinie psychologii / psychiatrii z tym, że będą chcieli widzieć wniosek i ew. go modyfikować. Słownik, który używa dr Hubálek jest doskonały, nic dodać, nic ująć. Następnie, jak napiszecie podanie mogę zapytać doktora Hubálka, czy to skomentuje, ewentualnie także podpisze. Ja postaram się o rozgłos medialny-to potrafię. Zgadzam się, że praktycznie chyba nie uda się nam usunąć VK, ale tu w ogóle o to nie chodzi – jest to bardzo ważny i bezprecedensowy krok, który wywoła zainteresowanie i który przyczyni się do jego dalszego zdyskredytowania. Ciśnienie rośnie-zwróćcie uwagę na dzisiejszy list Jiřiny Šiklovej. Na koniec zwracam uwagę, że czas jest optymalny, powinniśmy to osiągnć przez weekend i złożyć w pon. czy wtorek. W razie potrzeby, mój tel. komórkowy w USA to 2xxxxxxx.”

 

 

Marcin Jan Stránský      foto: arch. prvnizpravy.cz 

 

 

Reasumując tekst widzimy, że Stránský w pełni popiera pomysł. Przychodzi z własną propozycją, aby Hnízdil napisał natychmiastowe podanie do sądu zgodnie z zaleceniami Hubálka. Obiecuje, że je sprawdzi. Proponuje także utworzyć grupę sygnatariuszy i radzi, do kogo się zwrócić. Obiecuje, że do niektórych zwróci się sam i poprosi ich o współpracę. Oferuje także, że zapewni rozgłos medialny. I proponuje, aby pospieszyć się ze sprawą, podając przy tym kontakt telefoniczny dla szybszej komunikacji.

 

 

cd.:  cz. II

 

 

 

 

Autor: Adam B. Bartoš

10 czerwca 2011

http://euportal.parlamentnilisty.cz/Articles/7706-kompletni-rekonstrukce-toho-jak-chteli-psychiatri-odstranit-klause.aspx

tłum.: tatra

Odsłon: 146 Komentarzy: 1


Przedmowa W. Klausa do książki Nigela Lawsona

Kategoria: Polityka Tuesday, 01 February 2011, 10:43

W Klaus: Po dokładnym przestudiowaniu książki doszedłem do wniosku, że muszę być twardszy i bardziej bezlitosny w moich ocenach, niż dotychczas.”

 

 

czytaj dalej >>>

/przekład/

 

Przedmowa do czeskiego wydania książki Nigela Lawsona

„An Appeal To Reason”

 

 

Lord Nigel Lawson, długoletni członek gabinetu Margaret Thatcher, gdzie pełnił kluczową funkcję ministra finansów, w 2008 wydał książkę, która odzwierciedla zarówno jego życiową wiedzę, poglądy i doświadczenie, jak też znajomość rzeczy, jaką nabył podczas swego zaangażowania w pracach Komisji Specjalnej Izby Lordów; komisja ta w 2005 opracowała cytowany często raport o nazwie „The Economics of Climate Change” [Ekonomiczne aspekty zmian klimatu], raport bardzo krytyczny wobec panujących dogmatów współczesnego ekologizmu.

 

Lord Nigel Lawsonfoto: Andrew Crowley, The Telegraph

 

Bardzo szanuję Nigela Lawsona. Spotkaliśmy się wiele razy, ostatnio na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Katarze, gdzie obaj byliśmy w tym samym panelu. Przy tej okazji po raz kolejny zademonstrowaliśmy, jak zbieżne są nasze poglądy.

 

Tytuł książki „An Appeal To Reason” [Powróćmy do rozumu] jest dobrze dobrany i wskazuje, o czym jest książka. Jej podtytuł: „A Cool Look at Global Warming” [Patrząc chłodno na globalne ocieplenie] jest tak samo ważny. Naprawdę cieszę się, że czeski przekład wychodzi po niecałym roku od publikacji oryginalnej. Moja książka, “Blue Planet in Green Shackles”, ukazała się w sprzedaży rok wcześniej, ale powiem z całą szczerością, że gdyby było odwrotnie, to chętnie i obszernie cytowałbym Nigela Lawsona.

 

Mówiąc o książkach na ten temat chciałbym wspomnieć o innej oryginalnej czeskiej publikacji, która ukazała się niedawno i która, niestety – z powodów dla mnie niezrozumiałych – przeszła prawie bez echa. Mam na myśli książkę Mirosława Kutílka, profesora Politechniki Czeskiej w Pradze, o tytule „Rationally about Global Warming” [Racjonalnie o globalnym ociepleniu] (Dokořán Publishers, Praga, 2008), która, zgodnie z tytułem, zawiera podobne poglądy, ale na bardziej technicznym poziomie.

 

Nigel Lawson jest doświadczonym autorem czterech książek. Na mojej półce na Zamku Praskim mam, z jego osobistą dedykacją datowaną w styczniu 1993, “The View from No. 11” z podtytułem, który już wtedy bardzo mi się podobał: „Memoirs of a Tory Radical” [Wspomnienia torysowskiego radykała].

 

We wstępie do swojej najnowszej książki Lawson omawia specyficzną atmosferę naszych czasów, czasów zagrożeń dla rozumu, jeśli nie czasów bezrozumu, kiedy mówi nam, że pomimo, iż jego trzy poprzednie książki nie miały najmniejszych problemów ze znalezieniem wydawcy (jednego miały nawet jeszcze przed ich napisaniem), to ta książka została odrzucona przez wszystkich wydawców brytyjskich, którym ją zaoferowano. Sprawa została ostatecznie rozwiązana przez Piotra Mayera, właściciela Overlook Press w Nowym Jorku i właściciela Duckworth Publishers w Londynie, który miał odwagę książkę opublikować. Lawson wprowadza  dodatkową ważną uwagę (str. 105), kiedy mówi, że sytuacja jest tak zła, że – cytuję – „Byłem w stanie napisać tę książkę tylko dlatego, że swoją własną karierę mam za sobą.” (Nawiasem mówiąc, także całkiem młody i „świeży” profesor Kutílek ma już 81 lat.) Wobec panującej obecnie atmosfery, Nigel Lawson widzi w histerii globalnego ocieplenia „najbardziej opresywną dzisiaj i nietolerancyjną postać poprawności politycznej w świecie zachodnim".

 

Po dokładnym przestudiowaniu książki doszedłem do wniosku, że muszę być twardszy i bardziej bezlitosny w moich ocenach, niż dotychczas. Choć dla większości ludzi – włącznie ze mną – biblią obecnej histerii ws. globalnego ocieplenia jest książka Ala Gore'a „An Inconvenient Truth” [Niewygodna prawda], dla Nigela Lawsona jest nią niesławny „Review” [Przegląd] Mikołaja Sterna, który został przygotowany na życzenie Toniego Blaira.

 

Każdy czytelnik z pewnością sam przyswoi sobie tę dobrze napisaną książkę. Nie trzeba jej objaśniać, więc tylko kilka uwag. Zgadzam się z autorem, że nauka związana z globalnym ociepleniem nie jest „dokładnie ustalona, i że „proces recenzyjny” (obecnie standardowy sposób oceniania tekstów naukowych), tak wysoko ceniony przez wielu klimatologów, nie może zagwarantować niezaprzeczalnej naukowości rozmaitym argumentom, ponieważ nieuchronnie sprzyja on opinii głównego nurtu i „typowo promuje miernoty kosztem wizjonerów i śmiałków” (str. 108). Zgadzam się również ze stwierdzeniem, że w raporcie Sterna jest „przede wszystkim uprawianie propagandy dla poparcia założonej z góry przez rząd brytyjski strategii poszukiwania wiodącej w świecie roli w sprawie zmian klimatu” (s. 21). Argument Lawsona, że poziom średniej temperatury rocznej nie jest kluczem do powodzenia, również jest ważny. Posługuje się przykładem dwóch krajów o wyjątkowym sukcesie gospodarczym – Finlandii i Singapuru. Średnia temperatura roczna w Helsinkach wynosi mniej niż 5°C, natomiast w Singapurze jest ponad 27°C. Różnica jest większa niż 22°C!

 

Uważam, że autor trafia w sedno, gdy zaznacza, że "jeśli Wielka Brytania rości sobie pretensje, by na powrót pełnić wiodącą rolę w debacie dot. globalnych zmian klimatu, powinna za swój cel obrać nie produkcję gazów cieplarnianych, ale zużycie gazów cieplarnianych" (p . 57). Autor mówi przez to, że żadnym wielkim osiągnięciem nie jest zlecanie wszelkiej produkcji przemysłowej wykonawcom w Chinach, importowanie z Chin większości rzeczy nabywanych przez Brytyjczyków, a następnie krytykowanie Chin za to, że mają nadmierną emisję CO2.

 

Chciałbym również podkreślić bardzo potrzebny krytycyzm Lawsona wobec IPCC (Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych) dot. żądania, aby rozwiązaniem dla Chin i Indii były "inwestycje w atrakcyjny sprzęt transportu publicznego i niezmotoryzowane formy transportu" (s. 68). Dla mnie niezmotoryzowaną formą transportu będzie rower, riksza, osioł, bądź słoń. Może jeszcze lotnia. To jawny komunizm i, na domiar złego, niewiarygodna arogancja. Od swoich młodych lat bardzo dobrze pamiętam oficjalną propagandę głoszącą, że samochody prywatne nie przynależą do społeczeństwa komunistycznego.

 

Bardzo także cieszę się, że Nigel Lawson – jako jeden z nielicznych – krytykuje te nowe odpusty, znane również jako pozwolenia na emisję. Większości ludzi podoba się, że handel pozwoleniami emisyjnymi brzmi tak pro-rynkowo i że nie jest to tylko administracyjne ograniczenie lub polecenie, są jednak w błędzie. Nigel Lawson słusznie mówi, że ten „handel” nie ma z rynkiem nic wspólnego. „To jest w istocie administracyjny system racjonowania pod kontrolą rządową, w którym limitowane dawki mogą następnie wejść do obrotu handlowego” (s. 74). Znów komunizm. W rzeczywistości to jest rynek dla właścicieli limitów i dla różnych pośredników, dla nich oznacza to „lukratywną i – na co liczą – rosnącą możliwość biznesową”. To, oczywiście, pewna forma podatku, ale ponieważ rządy podatków podnosić nie lubią, ukrywają wprowadzenie tych nowych podatków, stosując w ich miejsce tę, na pozór wyglądającą jak rynkowa, metodę.

 

W rozdziale 5 mojej książki skupiłem uwagę na problemie dyskontowania oraz podkreśliłem jego kluczową rolę we wszelkich rozważaniach o relacji pomiędzy teraźniejszością a przyszłością. Podobnie traktuje problem Nigel Lawson w swoim siódmym rozdziale, “Discounting the Future” [Dyskontowanie przyszłości]. Jako Brytyjczyk, który zna różnych słynnych autorów brytyjskich czasu minionego, wyjaśnia zasadę dyskontowania za pomocą ładnego określenia „dystansu społecznego”. Powołując się na Dawida Hume’a pisze, że „człowiek w naturalny sposób kocha swoje dzieci bardziej niż swych bratanków, swoich bratanków bardziej niż swych kuzynów, swoich kuzynów bardziej niż obcych”. Nigel Lawson i Dawid Hume nie widzą problemu w akceptacji samego istnienia „dystansu społecznego”, a – zgodnie z tą samą logiką – w uznaniu dystansu czasu za nieetyczny. Wręcz przeciwnie. „To nie jest tak, że nie dbamy o odległe pokolenia, chodzi o to, że my dbamy o pokolenie obecne” (s. 87). Dlatego też żartuje sobie z pani Jellyby (postać w powieści Dickensa "Bleak House" [Ponury dom]), przykładowej „teleskopowej filantropki”, która tak jest skupiona na robieniu czegoś dobrego w Afryce dla „dobra ludzkości”, że zupełnie zapomina o swych własnych dzieciach. Zachowanie tej przewrotnej filantropki, i Mikołaja Sterna w tej materii, zapominanie o konieczności dyskontowania przyszłości (lub dystansu) nie ma nic wspólnego z etyką. Nigel Lawson dowcipnie nazywa poglądy Mikołaja Sterna współczesnym „dżelibizmem” [Jellybyism].

 

We wrześniu 2007, na konferencji klimatycznej ONZ w Nowym Jorku musiałem zdecydować się, czy zabrać głos w panelu „Łagodzenie” (proces prób powstrzymania dalszego ocieplenia klimatu poprzez zmniejszenie emisji CO2), uważane przez organizatorów, biurokratów ONZ, za jedyne podejście politycznie poprawne, czy też w panelu "Adaptacja", które uznano za mniej poprawne politycznie. Bez najmniejszych wahań wybrałem to drugie. Nigel Lawson opowiada się za podobnym podejściem. Uważa on, że „przystosowanie ewolucyjne” i „zdolność do przystosowania się” to „najbardziej podstawowa cecha rodzaju ludzkiego” (s. 39). Podzielam także w pełni jego pogląd, że „być może najpoważniejszym błędem w analizie IPCC odnośnie do ewentualnego wpływu globalnego ocieplenia jest niechętne i niewłaściwe traktowanie przez nich sprawy przystosowania” (s. 39). IPCC, Al Gore i Mikołaj Stern idą ręka w rękę z Tomaszem Malthusem w swym świadomym lub nieświadomym przyjęciu założenia o „statycznej zdolności do przystosowania się”. Ekonomiści w ciągu dwóch stuleci odrzucili to bezwzględnie i przekonująco.

 

Zgadzam się również z Nigelem Lawsonem, że „lepiej jest nie robić nic, niż robić coś głupiego” (s. 95). Jeśli chcemy uratować naszą błękitną planetę, to winno to być nie od zmian klimatycznych, ale – jak autor mówi w ostatnim zdaniu swojej książki – od wkroczenia „w nową epokę bezrozumu” (str. 106). W takiej epoce spędziłem większość mojego życia.

 

 

Wacław Klaus, wstęp do czeskiego wydania książki Nigela Lawsona „Appeal to Reason” (tytuł czeski: „Vraťme se k rozumu. O globálním oteplování střízlivě a bez emocí“ [Powróćmy do rozumu. O globalnym ociepleniu trzeźwo i bez emocji], Dokořán Publishers, Praga 2009); przekład z czeskiego Michaeli Dvořákovej.

 

 

…………………………………………………………………………….

 

za: klaus.cz/clanky/2694

English pages, 19. 10. 2010

przełożyła: tatra

 

Odsłon: 242 Komentarzy: 2


W. Klaus - Doktryna zmiany klimatu to część ekologizmu, a nie nauki

Kategoria: Polityka Tuesday, 01 February 2011, 10:36

Trzeba przygotować się na dostosowanie do wszelkiego rodzaju przyszłych zmian klimatu (w tym ochłodzenia), ale nigdy nie powinniśmy akceptować utraty naszej wolności.

 

Wykład inauguracyjny Global Warming Policy Foundation w Londynie, październik 2010

 

czytaj dalej  >>>

/przekład/

 

 

Dziękuję profesorom Carterowi i Kukli za ich uwagi do wstępnej wersji tego wykładu.

 

foto: klaus.cz

 

Wielki to zaszczyt dla mnie, że jestem tu dzisiaj i mam szansę wygłosić wykład inauguracyjny Global Warming Policy Foundation wobec tak znakomitego grona słuchaczy.

 

Choć może wydawać się, że istnieje cały szereg instytucji, zarówno tutaj, jak i za granicą, które skupiają i wspierają tych, którzy otwarcie wyrażają wątpliwości odnośnie do panującego aktualnie dogmatu o globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka i którzy ośmielają się go krytykować, to najwidoczniej one wciąż nie wystarczają. Jesteśmy poddawani niezwykle stronniczej i starannie zorganizowanej propagandzie, i bardziej, niż potrzebne jest poważne i wysoko wykwalifikowane forum tutaj, po tej stronie Atlantyku, które opowiedziałoby się za racjonalnością, za obiektywizmem i uczciwością w publicznej dyskusji politycznej. Dlatego też utworzenie tej fundacji uważam za ważny krok w dobrym kierunku.

 

Należy nieustannie i donośnie mówić, że obecna debata ws. globalnego ocieplenia – i zgadzam się z australijskim paleoklimatologiem prof. Carterem, że powinniśmy zawsze mówić o „niebezpiecznym globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka”, bo to nie „ocieplenie per se jest tym, do czego się odnosimy”[1] – nie jest w swej istocie częścią dyskursu naukowego o względnej roli niezliczonych czynników wpływających na wahania temperatury globalnej, jest natomiast częścią publicznej debaty politycznej na temat człowieka i społeczeństwa. Jak podkreśla w swojej ostatniej książce R. M. Carter, „zagadnienie globalnego ocieplenia dawno już przestało być problemem naukowym”.[2]

 

Debata obecna, to publiczna debata polityczna o ogromnym znaczeniu.[3] Tu już w ogóle nie chodzi o klimat. Chodzi o rząd, o polityków, ich skrybów, i o lobbystów, którzy chcą móc coraz więcej decydować i posiąść więcej władzy dla siebie samych. Wydaje mi się, że powszechna akceptacja dogmatu globalnego ocieplenia stała się jednym z głównych, najbardziej kosztownych i od pokoleń najbardziej niedemokratycznych błędów w polityce publicznej. Tym poprzednim był komunizm.

 

Debata ma, oczywiście, swój wymiar naukowy, nie obejmuje on jednak tej jej części. Także ja nie zamierzam odgrywać roli amatora-klimatologa [4].

 

Rzeczą tu przynależną jest nasze obstawanie przy niepodważalnym fakcie, że na ten temat istnieją poważne, wszelako bardzo sprzeczne hipotezy naukowe. Mieści się w tym również nasz stanowczy sprzeciw wobec prób zamknięcia tak doniosłej debaty publicznej, dotyczącej nas i naszego sposobu życia, pod pretekstem, że istnieje przytłaczający konsensus naukowy i że musimy działać, teraz. A to nieprawda. Swoboda stawiania pytań i sprzeciwiania się politycznie modnym i „lobbystycznie” promowanym ideom stanowi ważną i niezastąpioną część naszej społeczności demokratycznej. Nie dozwolenie tego byłoby dowodem, że przeszliśmy już do „Nowego Wspaniałego Świata” [Brave New World] o porządku podemokratycznym. (Skłonny jestem rzec, że jesteśmy już bardzo blisko).

 

Potrzebujemy pomocy naukowców. Winni oni starać się nie tylko o coraz większą liczbę recenzowanych artykułów czy też grantów, ale pomagać zarówno politykom, jak i opinii publicznej, w odróżnianiu mitów ekologistycznych od rzeczywistości. Teorie naukowe z tego zakresu i wyniki badań powinni przedstawiać w taki sposób, który umożliwi nam samym zdecydować, co jest do przyjęcia, a co do zakwestionowania. Od wielu lat staram się śledzić publikowane teorie i jestem zdecydowanie po stronie tych, którzy mówią, że „dwutlenek węgla jest czynnikiem nieistotnym. Nie to jest główną przyczyną globalnego ocieplenia, dlatego też ludzkość nie jest winna”[5].

 

Patrząc wstecz na czas geologiczny, laureat Nagrody Nobla w 1998 w dziedzinie fizyki Robert Laughlin[6] mówi, że „zmiana klimatu jest czymś, co Ziemia przechodzi rutynowo sama z siebie, nikogo o pozwolenie nie pytając" i że „nie będąc odpowiedzialną za niszczenie klimatu Ziemi, nie może cywilizacja być w stanie zapobiec żadnej z tych zmian, skoro Ziemia zdecydowała się na ich dokonanie” (s. 11). Dodaje, że „zapisy geologiczne sugerują, że klimat nie powinien nas zanadto zajmować, gdy rozglądamy się za przyszłością energetyczną – nie dlatego, że jest nieważny, ale ponieważ kontrolowanie go jest ponad nasze siły" (s. 12). Stwierdzenia te raczej mnie przekonują.

 

Większość z nas tu zgromadzonych to nie klimatolodzy czy naukowcy w pokrewnych dyscyplinach nauk przyrodniczych, ale ekonomiści, prawnicy, socjologowie i być może także politycy lub byli politycy, którzy od lat czy dekad uczestniczą w publicznych debatach politycznych. Z tego powodu z takim zainteresowaniem i z jeszcze większym niepokojem obserwujemy dominujący klimat intelektualny i polityczny, jego odchylenia i nieporozumienia, jak również jego niebezpieczne konsekwencje w polityce publicznej.

 

Wielu z nas doszło do wniosku, że argument na rzecz promowanej obecnie hipotezy antropogenicznego globalnego ocieplenia jest bardzo słaby. Wiemy również, że zawsze jest złym wybór prostej, atrakcyjnej, być może wzruszającej hipotezy naukowej, zwłaszcza gdy nie została dostatecznie sprawdzona, a wysunięta bez zastrzeżeń, i na niej oprzeć politykę ambitną, radykalną i dalekowzroczną – nie zważając na wszystkie argumenty i na wszelkie związane z tym koszty bezpośrednie i pośrednie, jak również możliwe. Poczucie, że jest tym dokładnie to, czego doświadczamy, zmotywowało mnie do napisania książki pod tytułem Blue Planet in Green Shackles [Błękitna planeta w zielonych okowach*)], wydanej w maju 2007, w której debatę ws. globalnego ocieplenia starałem się umieścić w szerszej perspektywie.[7 ] Rok później było mi niezmiernie miło otrzymać książkę An Appeal to Reason, A Cool Look at Global Warming [Powróćmy do rozumu, Patrząc chłodno na globalne ocieplenie][8], pod wieloma względami podobną do mojej, a napisaną przez Nigela Lawsona.

 

Nie jesteśmy po zwycięskiej stronie, jednak spoglądając wstecz możemy powiedzieć, że od momentu, gdy na szczycie ONZ w Rio w 1992 rozpoczęła się ta zmasowana propaganda globalnego ocieplenia, i gdy następnie przyjęła się na całym świecie, stało się parę rzeczy, które skłaniają do pewnego optymizmu:

 

- temperatura globalna przestała wzrastać;

 

- sformułowano nowe, alternatywne hipotezy na wyjaśnienie wahań klimatu;

 

- mocno podważona została ostatnio reputacja „pozycji naukowej” niektórych czołowych propagatorów doktryny globalnego ocieplenia (najbardziej skandalicznym przykładem jest sprawa „kija hokejowego”, który stanowił podstawę  Trzeciego Raportu IPCC z 2001);[9]

 

- konferencja w Kopenhadze w grudniu 2009 objawiła każdemu, kto chce to dostrzec, że istnieje zróżnicowanie poglądów i oczywista sprzeczność interesów.

 

Jednak panikarstwo globalnego ocieplenia, a zwłaszcza związane z nim posunięcia wz. polityki publicznej, maszerują nadal triumfalnie. Nawet ostatni światowy kryzys finansowy i gospodarczy wraz z ogromnym zamętem, strachem, jak i zadłużeniem, które spowodował, nie powstrzymało tego zwycięskiego „długiego marszu”.

 

Pozwolą Państwo, że powtórzę trzy proste fakty, których większość z nas – mam nadzieję – jest świadoma. Możemy sobie tylko życzyć, że nasi przeciwnicy, panikarze globalnego ocieplenia, uznają, że ich nie indagujemy. W przeciwnym razie będą nadal strzelać do niewłaściwego celu, co cały czas – zapewne celowo – dotychczas robią.

 

Zacznijmy od długofalowego faktu, że średni klimat globalny zmienia się. Nikt tego nie kwestionuje. Zmienia się teraz, zmieniał się w przeszłości i – niewątpliwie – będzie zmieniał się także w przyszłości. Mimo to, należy dodać, że w ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat (era holocenu) klimat jest na ogół taki sam, jak obecnie, a średnia temperatura powierzchni zasadniczo się nie zmienia.[10]. Jeśli istnieje jakiś trend długoterminowy, to jest nim ogólny trend łagodnego ochłodzenia.

 

Przedstawianie zmian klimatu, które przeżywaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach, jako zagrożenie dla naszej planety i pozwalanie panikarzom globalnego ocieplenia na używanie tego dziwacznego argumentu do uzasadnienia ich starań, by zasadniczo zmienić nasz sposób życia, by osłabić i ograniczyć naszą wolność, by nas kontrolować, by dyktować nam, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić – jest niedopuszczalne.[11] Dość zaskakujący jest ich sukces w wywieraniu wpływu na miliony zupełnie racjonalnych ludzi na całym świecie. Jak to możliwe, że oni w tym są tak skuteczni? I tak szybko? W wypadku starszych doktryn i ideologii zazwyczaj potrzeba było znacznie więcej czasu, by uzyskały w społeczeństwie tak wpływową i powszechnie przyjętą pozycję. Czy to ze względu na specyfikę naszych czasów? Czy to dlatego, że nieustannie jesteśmy „online”? Czy to dlatego, że ideologie religijne i inne metafizyczne stały się mniej atrakcyjne i mniej przekonujące? Czy to z powodu konieczności szybkiego zapełnienia istniejącej pustki duchowej – związanej z teorią „końca historii” – przez nowy „szczytny cel”, jak na przykład ratowanie Planety?

 

Ekologistom**) udało się odkryć nowy „szczytny cel”. Starają się ograniczyć wolność człowieka w imię „czegoś”, co jest ważniejsze i bardziej szczytne, niż nasze bardzo przyziemne życie. Dla kogoś, kto spędził większość swego życia w „szczytnej” epoce komunizmu, jest to niemożliwe do zaakceptowania.

 

Drugim niepodważalnym faktem jest, że – przy wszystkich ogólnie znanych problemach z pomiarem i gromadzeniem danych[12] – w ciągu ostatnich 150 lat, co w klimatologii jest średnioterminową skalą czasu, średnia temperatura globalna wykazała rytmy ociepleniowo-ochłodzeniowe nałożone na mały wzrostowy trend ociepleniowy. Ten trend istnieje od kiedy Ziemia (a raczej jej półkula północna, ponieważ nie są dostępne dane dla półkuli południowej) wyszła z małej epoki lodowcowej około dwa wieki temu.[13] Wiemy również, że ten nowy trend był wielokrotnie przerywany, jednym z ważnych przykładów jest okres od lat 1940 do połowy lat 1970, innym – okres ostatnich 10-12 lat. Ocieplenie w ciągu ostatnich 150 lat jest niewielkie i wszystko wskazuje na to, że również w przyszłości ocieplenie i jego konsekwencje ani nie będą dramatyczne, ani katastroficzne. Nie wygląda to na zagrożenie, któremu musimy zapobiec.

 

Trzecim faktem jest, że również ilość CO2 w atmosferze waha się w czasie, czasami poprzedza, a czasem następuje po wzroście temperatury, i że – przy wszystkich problemach z nie w pełni kompatybilnymi szeregami czasowymi – w ciągu ostatnich dwóch stuleci obserwujemy głównie antropogenicznie zwiększoną ilość CO2 w atmosferze. Jego stężenie wzrosło z 284,7 ppmv w roku 1850 do 310,7 w roku 1950 i 387,3 w 2009.[14]

 

Nie ma potrzeby kwestionować te fakty. Spór zaczyna się wtedy, gdy mamy do czynienia z doktryną, która twierdzi, że to proste współistnienie zmian klimatycznych, wzrostu temperatury i przyrostu udziału ludzkiego CO2 w atmosferze – co więcej, zaledwie w stosunkowo krótkim czasie – stanowi dowód na związek przyczynowy między tymi zjawiskami. Według mojej najlepszej wiedzy nie ma między nimi takiego związku.[15] Jest to jednak to uroszczenie, które stanowi podstawę doktryny ekologizmu.

 

Nie jest to doktryna nowa.[16] Istniała od wieków pod różnymi nazwami i w różnych formach i przejawach, zawsze oparta na założeniu, że punktem wyjścia naszego myślenia powinna być Ziemia, Planeta czy Natura, a nie Człowiek czy Ludzkość.[17] Towarzyszył jej zawsze plan, że trzeba powrócić do pierwotnego stanu Ziemi, nieskażonej przez nas, ludzi.[18] Zwolennicy tej doktryny uważali zawsze nas, ludzi, za element obcy.[19] Zapominają, że nie ma sensu mówić o świecie bez ludzi, bo w takim nie byłoby komu mówić. W mojej książce zwróciłem uwagę, że „jeśli rozumowania ekologistów weźmiemy poważnie, dojdziemy do wniosku, że ich ideologia jest anty-ludzka” (str. 4).

 

Sprowadzenie interpretacji przyczynowości wszelkiego rodzaju zmian klimatycznych i globalnego ocieplenia do jednej zmiennej, do CO2, lub do małego odsetka jednej zmiennej – CO2 powodowanego przez człowieka – jest rzeczą niemożliwą do zaakceptowania. Elementarna racjonalność i moje wieloletnie doświadczenie w modelowaniu ekonometrycznym i statystycznym sprawdzaniu hipotez naukowych mówią mi, że niemożliwe jest wyciągnięcie silnych wniosków w oparciu o związek zaledwie dwóch (czy więcej) szeregów czasowych.  Co więcej, istotne jest, że w tym przypadku takiej prostej zależności nie ma. Wzrost temperatury globalnej rozpoczął się około 150 lat temu, ale spowodowana przez człowieka emisja CO2 nie zaczęła wyraźnie rosnąć przed latami 1940. Wielokrotnie też zmiany temperatury przesuwały się w kierunku przeciwnym, niż wskazuje trend emisji CO2.[20]

 

Teoria jest kluczowa, a w tym przypadku jej nie ma. Czysta analiza statystyczna niczego nie wyjaśnia, ani nie potwierdza. Dwóch chińskich naukowców, Guang Wu i Shaomin Yan, opublikowało opracowanie[21], w którym zastosowali model błądzenia losowego do przeanalizowania zmian temperatury globalnej w ciągu ostatnich 160 lat. Ich wyniki – raczej nieprzyjemnie dla panikarzy globalnego ocieplenia – pokazują, że model błądzenia losowego doskonale pasuje do zmian temperatury. Ponieważ „model błądzenia losowego doskonale przystaje do zanotowanej temperatury… nie ma potrzeby uwzględniania różnych czynników ludzkich, jak np.CO2, a czynniki nie-ludzkie, takie jak Słońce” by jakość dopasowania modelu była lepsza, powiadają. To ważny wynik. Czy inne modele nadają się lepiej? Żadnego nie widziałem.[22]

 

Argument nie do przyjęcia, że istnieje prosty związek przyczynowy, prosty związek funkcjonalny między temperaturą i CO2 wytworzonym przez człowieka, to tylko jedna część tej całej opowieści i tylko jeden dogmat ekologizmu.[23] Innym, nie mniej ważnym aspektem tej doktryny jest twierdzenie, że istnieje bardzo silny i wyłącznie szkodliwy związek między temperaturą i jej wpływem na Naturę, na Ziemię i na Planetę.

 

Prawdopodobnie pierwotne aspiracje dotyczyły uratowania naszej Planety dla ludzi, teraz jednak widzimy, że ten cel stopniowo stał się coraz mniej ważny. Wielu ekologistów nie zwraca uwagi na los ludzi. Chcą ocalić Planetę, a nie ludzkość. Mówią o Naturze, nie o człowieku.[24] Dla tych ludzi jest bez znaczenia to przedkładane przez nas wyrafinowane rozumowanie ekonomiczne.

 

Zaledwie paru z nich bierze pod uwagę ludzi. Tylko z nimi można brać pod uwagę dyskusję na temat dyskryminacji międzypokoleniowej i solidarności oraz odpowiedniego poziomu stóp dyskontowych stosowanych w dowolnej analizie międzyokresowej, tylko tutaj ekonomiści mogą wykorzystać niektóre ze swych pomysłów.[25]. Rażąco niska stopa dyskontowa stosowana przez ekologistów (zwłaszcza w raporcie Sterna[26]) była dla mnie pierwotną motywacją do włączenia się do dyskusji.[27]

 

Rozdział 4 mojej książki poświęcony był znaczeniu właściwego dyskontowania. Nigel Lawson uczynił coś bardzo podobnego u siebie w rozdziale 7 pod tytułem „Discounting the Future:  Ethics, Risk and Uncertainty” [Dyskontowanie przyszłości: etyka, ryzyko i niepewność]. Dla niego „wybór stopy dyskontowej jest krytyczny dla oceny, które działania mogą mieć sens, a które wyraźnie nie”. Zgadzam się z nim, że „przy wyższej stopie dyskontowej argument na rzecz radykalnych działań wokół globalnego ocieplenia upada teraz całkowicie” (s. 83).[28]

 

Wielu poważnych ekonomistów twierdzi to samo i najchętniej posługują się wyższymi stopami dyskontowymi. Prof. Murphy[29] z University of Chicago mówi dość mocno: „powinniśmy stosować stopę rynkową jako stopę dyskontową, ponieważ jest to koszt możliwości utraconych przy łagodzeniu klimatu ***). Tego M. Stern i inni najwyraźniej robić nie chcą. Myślą według chybionych kategorii etycznych, a to źle. Nie przeczymy, że jeśli istniejący trend się utrzyma, wzrost temperatury będzie miał zarówno swoich zwycięzców, jak i przegranych. Nawet jeśli zdarzy się tak, że ogólny wpływ będzie szkodliwy – a nie jestem o tym przekonany – odpowiednio zdefiniowane dyskonto dla przyszłości zapewni, że utrata wartości w latach przyszłych będzie zbyt mała dla obecnej generacji, aby się o nią martwić.

 

Jak to możliwe, że inaczej postrzega to tak wielu polityków, ich ogromne biurokracje, ważne grupy w środowiskach naukowych, ważny segment ludzi biznesu i prawie wszyscy dziennikarze? Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem jest to, że oni – nie przykładając dostatecznej uwagi do argumentów – zainwestowali już zbyt wiele w panikarstwo globalnego ocieplenia. Niektórzy z nich obawiają się, że wskutek porzucenia tej doktryny ucierpieć może ich duma polityczna i zawodowa. Inni zarabiają na tym duże pieniądze i boją się utraty tego źródła dochodu. Ludzie biznesu mają nadzieję zbić na tym fortunę i nie zamierzają z tego zrezygnować. Wszyscy oni mają w tym bardzo konkretny żywotny interes. Należy głośno powiedzieć: zagraża nam ta koalicja wpływowych grup nacisku.

 

W naszym interesie jest, bądź powinno być, wolne, demokratyczne i zamożne społeczeństwo. To jest powód, dla którego musimy stanąć wobec wszelkich prób jego naruszenia. Trzeba przygotować się na dostosowanie do wszelkiego rodzaju przyszłych zmian klimatu (w tym ochłodzenia), ale nigdy nie powinniśmy akceptować utraty naszej wolności.

 

 

Vaclav Klaus, Doroczny wykład Global Warming Policy Foundation, Londyn, 19 października 2010.

 

 

[1] Uwaga w prywatnej korespondencji, 27 lipca 2010.

 

[2] R. M. Carter, Climate: The Counter Consensus [Klimat: kontr-konsensus], Stacey International, Londyn, 2010; s. 148.

 

[3] Ma rację Grzegorz Melleuish, gdy mówi, że „zmiana klimatu stała się problemem tylko dlatego, że postrzegano ją jako posiadającą praktyczne powiązania z polityką” (s. 9). G. Melleuish „The Dubious Future of History” [Niepewna przyszość historii], Quadrant, maj 2010; www.quadrant.org.au/magazine/issue/2010/5/the-dubious-future-of-history.

 

[4] To nie takie proste powiedzieć, kto jest, a kto nie jest klimatologiem lub ekspertem w sprawie zmian klimatu i globalnego ocieplenia. Ross McKitrick powiedział kiedyś, że „nie ma czegoś takiego jak ‘ekspert’ w sprawie globalnego ocieplenia, ponieważ nikt nie jest w stanie opanować wszystkich istotnych tematów. W sprawie zmian klimatu każdy jest amatorem w wielu, jeśli nie większości istotnych zagadnień” (jak cytuje R. M. Carter w „The Futile Quest for Climate Control” [Daremna pogoń za kontrolą klimatu], Quadrant, listopad, 2008, s. 10; online na stronie www.quadrant.org.au/magazine/issue/2008/451/the-futile-quest-for-climate-control). W niedawno opublikowanej książce Climate: The Counter Consensus (2010) [Klimat: kontr-konsensus], prof. Carter sugeruje, że „naukowcy badający zmiany klimatyczne wywodzą się z szerokiego zakresu dyscyplin”, których on „grupuje według trzech głównych kategorii” (s. 22). Twierdzi on, że „naukowy alarm o niebezpiecznej zmianie klimatu generowany jest najbardziej przez naukowców w grupie meteorologicznej i modelowania komputerowego, podczas gdy wielu (choć nie wszyscy) naukowców geologów nie widzi powodu do niepokoju, gdy nowożytną zmianę klimatu porównać z historią klimatu" (str. 23). To pogrupowanie może być przydatne.

 

[5] Einar Vikingur, “Carbon and Our Climate” [Węgiel a nasz klimat], Quadrant, maj 2010, s. 79; www.climatesceptics.com.au/documents/egv-climate-carbon.pdf .

 

[6] Robert B. Laughlin, "What the Earth Knows" [Co wie Ziemia], American Scholar, lato 2010.

 

[7] Oryginalna czeska wersja książki: Modrá, nikoli zelená planeta. Co je ohroženo: klima nebo svoboda? [Planeta błękitna, a nie zielona. Co jest zagrożone: klimat czy wolność?]***), Dokořán, Prague, 2007. Wersja angielska: Blue Planet in Green Shackles. What is Endangered: Climate or Freedom? Competitive Enterprise Institute, Washington D.C., 2008. Książka została do tej pory opublikowana w 16 krajach w 16 różnych językach. W ubiegłym roku zestawiłem dodatkowy zbiór moich tekstów poświęconych tej tematyce Blue Planet Endangered [Błękitna planeta w niebezpieczeństwie], Dokořán, Praga 2009 (po czesku).

 

[8] Duckworth Overlook, Londyn, 2008. Napisałem wstęp do jej późniejszego wydania czeskiego, które wyszło wkrótce po publikacji w języku angielskim (Vraťme se k rozumu [Powróćmy do rozumu], Dokořán, Praga, 2009), który dodany jest do nin. tekstu jako załącznik.

 

[9] Niedawno było to przedmiotem przekonującej dyskusji B. D. McCullougha i Rossa McKitricka („The Hockey Stick Graph” [Wykres Kija Hokejowego], Fraser Forum, nr 2, 2010) oraz Jana Dawsona („The Tree Ring Circus” [Cyrk o trzech arenach], Quadrant, lipiec-sierpień 2010; www.quadrant.org.au/magazine/issue/2010/7-8/the-tree-ring-circus). Jan Dawson pisze, że „Kij Hokejowy był produktem pseudo-naukowego sposobu myślenia, wadliwego doboru danych, mylnej identyfikacji danych, wątpliwej metodologii statystycznej, błędów matematycznych, przewrotności w procesie recenzyjnym, szaleńczej kampanii propagandowej i pozbawionych skrupułów mechanizmów obrony”. (str. 22).

 

[10] Jest to prawdziwe zwłaszcza dla średnich szerokości geograficznych półkuli północnej. Nie ma wystarczających danych dla półkuli południowej, a także konieczne jest rozróżnienie pomiędzy tropikami a regionami polarnymi.

 

[11] Istotne jest, że ekologiści chcą kontrolować nie tylko nas, chcą kontrolować także klimat. W swojej nieprzyzwoitości, arogancji i irracjonalności, teoria kontroli klimatu (termin ukuty przez Raya Evansa) przypomina mi aspiracje centralnych planistów komunistycznych, aby całe społeczeństwo objąć kontrolą. R. Evans w „The Chilling Costs of Climate Catastrophism” [Mrożące koszty katastrofizmu klimatycznego], Quadrant, czerwiec 2008 (online na stronie  www.quadrant.org.au/blogs/doomed-planet/2008/09/the-chilling-costs-of-climate-catastrophism) przekonuje, że „ociepleniowcy” starają się wprowadzić taki „stopień kontroli nad naszym życiem, który nie ma precedensu, za wyjątkiem czasu wojny” (str. 12). Rozwinął to później w swoim  „Laputans in Retreat” [Laputanie w odwrocie], Quadrant, lipiec-sierpień 2010; www.quadrant.org.au/magazine/issue/2010/7-8/laputans-in-retreat).

 

Może warto powtórzyć to, co powiedziałem na konferencji w Palm Beach na Florydzie na początku tego roku: Istnieje wiele argumentów wykazujących, że prawdziwym zagrożeniem dla wspólnoty ludzkiej nie jest globalne ocieplenie jako takie. Prawdziwe zagrożenie nadchodzi, gdy politycy zaczynają manipulować klimatem i nami wszystkimi.” /”Global Warming Alarmism is a Grave Threat to our Liberty” [Panikarstwo globalnego ocieplenia jest poważnym zagrożeniem dla naszej wolnościprzekład polski – t.], Club for Growth Economic Winter Conference, Palm Beach,Floryda, 5 marca 2010/.

 

[12] Np. według Światowej Organizacji Meteorologicznej jest tylko 1311 stacji pogodowych, które dostarczają dane naziemne. Oznacza to, że 132 000 km2 przypada na jedną stację naziemną, głównie w miastach. Termometry istnieją od kilku stuleci, balony pogodowe od pół wieku, satelitarne pomiary pogody od 30 lat, a zgodność danych jest bardzo wątpliwa. Nie było szansy na stworzenie warunków „ceteris paribus”.

 

[13] Ta blisko czterystuletnia era ochłodzenia nastąpiła po Średniowiecznym Optimum Klimatycznym w pierwszej części minionego tysiąclecia. Ów ciepły okres był w epoce przedindustrialnej, absolutnie kluczowej dla nas i naszych argumentów. To sprawia, że trudny do obrony jest wzrost temperatury w bieżącym ciepłym okresie wywołany przez CO2.

 

[14] Dane dla CO2 pochodzą z Physics Institute of the University of Bern, z Commonwealth Scientific and Industrial Research Organization w Australii, oraz z National Oceanic and Atmospheric Administration w USA.

 

[15] Najbardziej kompleksowa niedawna argumentacja, która to odrzuca, zawarta jest w pracy S. F. Singera i in. (Climate Change Reconsidered. The Report of the Nongovernmental International Panel on Climate Change [Zmiana klimatu po rewizji. Raport Pozarządowego Panelu ds. Zmian Klimatu], The Heartland Institute, Chicago, 2009), w pracy I. Plimera (Heaven and Earth: Global Warming, The Missing Science [Niebo i Ziemia: globalne ocieplenie. Nauka nieobecna], Connor Court Publishing, Australia, 2009, w pracy R. M. Cartera (Climate: The Counter Consensus [Klimat: kontr-konsensus], Stacey International, Londyn, 2010), w pracy czeskiego naukowca M. Kutílka (Racionálně o globálním oteplování [Racjonalnie o globalnym ociepleniu], Dokořán, Praga, 2008; i w jego niedawno opublikowanych Facts About Global Warming: Rational or Emotional Issue? [Fakty o globalnym ociepleniu: zagadnienie racjonalne czy emocjonalne?], Catena Verlag GmbH, Reiskirchen, wrzesień 2010), oraz w wielu innych książkach, artykułach i opracowaniach.

 

[16] Ekologizm**) to coś innego niż ekologia. Ale nawet ekologia jest tylko nauką pochodną (R. Nelson) i może być uważana za naukę tylko w „sensie klasyfikatorskim”. Czasami jest to tylko „poezja naukowa” dopełniona równaniami matematycznymi.

 

[17] Doskonałą dyskusję nad tym aspektem debaty można znaleźć u Roberta H. Nelsona w „Ecological Science as a Creation Story” [Nauka ekologiczna jako opowieść o kreacji], The Independent Review, T. 14, nr 4, wiosna 2010, ss. 513-534.

 

[18] By w to wierzyć, trzeba być osobą o niemal metafizycznej wierze w istnienie pierwotnego Ogrodu Rajskiego (Ziemi nieskażonej przez człowieka), w wygnanie człowieka z Raju, w nadejście ostatnich dni dla świata z winy ludzi, którzy zepsuli go swoją działalnością gospodarczą opartą na ich nienasyconym popycie, a także w konieczność duchowej odnowy nas wszystkich jako jedynego sposobu na uratowanie Ziemi. U osób indywidualnych może to stanowić wręcz godne szacunku credo, jednak jest stanem niemożliwym i niepoważnym gdy chodzi o porządek publiczny.

 

[19] Niektórzy autorzy (np. E. O. Wilson) posunęli się aż do tego, by sugerować, iż „ludzie doprowadzają do holokaustu innych gatunków na Ziemi”.

 

[20] Ekologistom udało się także zmienić zwyczajową metodologię naukową. Zważywszy, że hipotezą zerową winna być ta, według której obserwowane dzisiaj zmiany klimatu są pochodzenia naturalnego, to panikarze globalnego ocieplenia odwracają ją do góry nogami. Zmuszają nas do obalenia ich hipotezy o zmianie klimatu spowodowanej przez człowieka (patrz Carter, 2010, r. 6.). Trudno jest obalić związek nieistniejący.

 

[21] „Fitting of Global Temperature Change from 1850 to 2009 Using Random Walk Model”, [Zastosowanie modelu błądzenia losowego do badań nad globalną zmianą temperatury od 1850 do 2009], Guangxi Sciences, t. 17, nr 2, maj 2010, ss. 148-150.

 

[22] Istnieje, nie tak znów niespodziewanie, bardzo dobra prognoza temperatury wykonana na podstawie naiwnego modelu prognostycznego, który oparto na poglądzie, że temperatura w przyszłym roku pozostanie taka sama, jak w roku poprzednim (patrz Carter, ss. 128-129).

 

[23] Ekologiści ponadto bardzo często zapominają wspomnieć o tym, że nawet ich hipotetyczny związek nie jest liniowy (lub wykładniczy), ale logarytmiczny – a teraz cytuję Raport 2001 IPCC: „każda wielkość przyrostu dodatkowego dwutlenku węgla wywiera mniejszy wpływ grzewczy”. To nie jest oświadczenie kogoś, kto zaprzecza globalnemu ociepleniu. To jest oświadczenie IPCC.

 

[24] Tytuł jednej z biblii ekologistów „Thinking like a Mountain” [Myśląc jak góra], napisanej przeszło 60 lat temu przez amerykańskiego autora Aldo Leopolda, dowodzi tego całkiem przekonująco.

 

[25] W. Klaus, D. Tříska „Ke kritice používání konceptu solidarity a diskriminace v intertemporální analýze tzv. globálních problémů” [Krytyczne omówienie zastosowania pojęcia solidarności i dyskryminacji w analizie międzyokresowej tzw. problemów globalnych], Politická ekonomie, Nr 6, 2007. Dokument po czesku dostępny tutaj. (pdf, 400kB)

 

[26] Raport Sterna na temat Ekonomicznych aspektów zmian klimatu, 30 października 2006, dostępny online na stronie: http://webarchive.nationalarchives.gov.uk/ + www.hm-treasury.gov.uk/stern_review _report.htm

 

[27] Podobną motywacją była debata na temat praw przyszłych pokoleń, doskonale podsumowana niedawno przez O. M. Hartwicha „The Rights of the Future” [Prawa przyszłości], Policy, t. 25, nr 3, 2009; www.oliver-marc-hartwich.com/publications/the-rights-of-the-future . Zgadzam się z nim, że „sama myśl, że istnieją pewne zasoby, które pożyczyliśmy z przyszłości, prowadzi nas w logiczną ślepą uliczkę” (s. 7). Pytanie, które stawia: „Czy winni jesteśmy przyszłym pokoleniom określony zestaw zasobów? Czy też po prostu należą im się nasze najlepsze starania, aby pozostawić dla nich społeczeństwo wolne i dostatnie, w którym mogą dokonać swoich własnych wyborów? "(s. 8) jest bardzo stosowne. Chodzi w nim, oczywiście, nie tylko o zasoby, chodzi o międzyokresowe podejmowanie decyzji w ogóle. Przekonany jestem także, że najlepsze, co możemy teraz zrobić, to pozostawić naszym następcom społeczeństwo wolne i demokratyczne.

 

[28] Szczególnie podoba mi się, że przypomniał nam Bleak House [Ponury dom] Karola Dickensa i panią Jellyby, tę tzw. „teleskopową filantropkę”, która stara się pomóc na odległość, ale zaniedbuje własne dzieci. Podoba mi się także jego uwaga, że przy upominaniu się o wyższą stopę dyskontową „nie jest tak, że nie dbamy o dalsze pokolenia. Chodzi o to, że dbamy o obecne pokolenie oraz o pokolenie naszych dzieci” (s. 83).

 

[29] K. M. Murphy „Some Simple Economics of Climate Change” [Nieco prostej ekonomiki zmian klimatu], Paper at the Mont-Pelerin Society General Meeting, Tokio, wrzesień 2008.

 

 

 

_________________________

 

*) tytuł oryginalny: Modrá, nikoli zelená planeta. Co je ohroženo: klima nebo svoboda? – wydanie angielskie pt. Blue Planet in Green Shackles. What is Endangered: Climate or Freedom?;  – wydanie polskie pt. Błękitna planeta w zielonych okowach. Co jest zagrożone: klimat czy wolność? wyd. RZECZPOSPOLITA 2008

 

 

**) ekologizm, ekologiści – W. Klaus używa określeń „environmentalism”, „environmentalists”

 

***) łagodzenie klimatu – akcje na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych

 

 

 

…………………………………………………………………………….

 

za: klaus.cz/clanky/2694

English pages, 19. 10. 2010

przełożyła: tatra

.

 

 

 

 

 

Odsłon: 269 Komentarzy: 2


Sesja naukowa LUDZKA EKOLOGIA CZŁOWIEKA w Bydgoszczy

Kategoria: Pro life Thursday, 21 October 2010, 05:11

 

19 października 2010 odbyła się w Bydgoszczy sesja naukowa wokół tematu "Ludzka ekologia człowieka".

 

Los zrządził, że wydarzenie to nastąpiło dzień po wydaniu oświadczenia biskupów polskich w formie listu ws. IN VITRO do przedstawicieli władz i polityków.

 

Organizatorzy sesji: Akcja Katolicka Diecezji Bydgoskiej, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana i Zespół Szkół Katolickich – Pomnik Jana Pawła II w Bydgoszczy.

 

cd. >>>

Celem tego seminarium (zorganizowanego z okazji „X Dnia Papieskiego” dla młodzieży bydgoskich szkół ponadgimnazjalnych oraz dla zainteresowanych nauczycieli) było pokazanie niektórych kwestii ochrony życia ludzkiego, uwieńczone omówieniem nauczania Jana Pawła II o życiu ludzkim.

 

W auli Zespołu Szkół Katolickich wygłoszone zostały następujące wykłady:

 

I. „Obrona życia nie jest zagadnieniem religijnym” -ks. lic. mgr Maciej Tyckun, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Bydgoskiej;

II. „Transplantacja: czy aktu miłości można wymagać?” – prof. dr hab. n. med. Zbigniew Włodarczyk, kierownik Katedry i Kliniki Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy;

III. „Dziecko z wadami rozwojowymi: dar, czy dopust?” – dr n. med. Jolanta Wierzba, ordynator Oddziału Patologii Wieku Niemowlęcego i Zaburzeń Hemostazy Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku;

IV. „Zabić nienarodzonego: niektóre oblicza konsekwencji” – dr n. med. Grażyna Pachecka;

V. „Technologia in vitro: demiurdzy życia” – dr n. med. Grażyna Pachecka;

VI. „Jan Paweł II o życiu ludzkim” – ks. dr hab. Andrzej Bohdanowicz, adiunkt w Zakładzie Teologii Moralnej Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu.

 

Moderacja i słowo wiążące: Edward Małachowski, członek Zarządu DIAK (Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej).

 

FOTOREPORTAŻ

 

Wystąpienia prelegentów będą wydrukowane w specjalnym numerze Biuletynu Akcji Katolickiej Diecezji Bydgoskiej w grudniu 2010.

………………………………………………………………..

 

Czytaj także informacje na stronie DIECEZJA BYDGOSKA oraz e-KAI:

 

Z udziałem przedstawicieli wielu środowisk naukowych, młodzieży, katechetów i wychowawców w Bydgoszczy odbywało się dzisiaj seminarium „Ludzka ekologia człowieka”. W dyskusji podjęto m.in. tematykę związaną z transplantologią czy metodą "in vitro".

Celem seminarium było ukazanie niektórych kwestii ochrony życia ludzkiego, uwieńczone omówieniem nauczania Jana Pawła II w tej kwestii. – Tym, którzy śledzili naukę Ojca Świętego łatwiej jest zrozumieć dzisiejsze dywagacje na temat ludzkiego życia. Niewątpliwie zbliżamy się do pewnego ważnego kroku w kwestiach bioetyki. Podejmie go nasz parlament, więc takie spotkania są bardzo na czasie – powiedziała prezes Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Bydgoskiej Hanna Marchlik.

To właśnie Akcja Katolicka wraz z bydgoskim oddziałem Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” i Zespołem Szkół Katolickich – Pomnikiem Jana Pawła II podjęli się organizacji seminarium. Obecny członek Akcji Katolickiej, a zarazem parlamentarzysta Tomasz Latos, podkreślił, że pewne rzeczy wprost wypływają z wiary i nauki Kościoła. – In vitro jest tematem niewątpliwie trudnym. Pamiętajmy, że w tej chwili w naszym kraju istnieje pełna dowolność. Stąd trzeba się zmierzyć z tą trudną tematyką. Ja liczę nie tylko na głos rozsądku, ale na głos sumienia – mówił.

Według ks. Macieja Tyckuna człowiek jest integralną częścią przyrody i świata. Jest gatunkiem, który charakteryzuje się rozmnażaniem, odżywianiem i rozwojem. Podejmując zagadnienie „Obrona życia nie jest zagadnieniem religijnym”, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Bydgoszczy zauważył, że współczesny człowiek ma problem z rozmnażaniem, z coraz większą bezpłodnością. – Ochrona życia człowieka to ochrona prawa gatunku. In vitro ukazuje się jako metodę leczenia bezpłodności, a nie płodności. Są metody, które działają objawowo i przyczynowo. I na pewno in vitro nie leczy przyczyn bezpłodności – dodał kapłan.

Z kolei prof. Zbigniew Włodarczyk, który jest na co dzień kierownikiem Katedry i Kliniki Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy, próbował odpowiedzieć na pytanie „czy aktu miłości można wymagać?” – To jest olbrzymi dar, zwłaszcza dla tego, który otrzymuje. My myślimy często o darze z naszej strony. Tym czasem nas po śmierci to nic nie kosztuje. Zawsze przypomina mi się przypowieść o wdowim groszu. Zastanawiam się, czy my nie stawiamy się w pozycji tych faryzeuszy, którzy dorzucali z tego co mieli. Bo nam po śmierci nasze narządy nie są potrzebne, a do życia wiecznego tym bardziej – mówił. Wybitny lekarz dodał, że „transplantologia w Polsce podnosi się z kolan”.

„Dziecko z wadami rozwojowymi: dar, czy dopust?” – to pytanie, które często pada w różnych środowiskach. Ordynator Oddziału Patologii Wieku Niemowlęcego i Zaburzeń Hemostazy Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku dr Jolanta Wierzba zdecydowanie odpowiedziała, że to dar. – Patrzę na to z perspektywy dwudziestu lat mojej pracy z rodzinami. Dziecko jest chore, ale posiada całą rodzinę. Dziecko jest częścią tego świata. Nawet gdy po pewnym czasie odchodzi rodzina jest spełniona. Taką rodzinę to scala. Urodzenie się takiego dziecka kieruje matkę na zupełnie inne tory. Wyzwala często energię, której normalnie by nie było – powiedziała.

Obecny diecezjalny asystent Akcji Katolickiej ks. Krzysztof Panasiuk zauważył, że dzisiaj coraz więcej mówi się o szacunku dla świata, a coraz mniej o szacunku dla człowieka. – Trzeba pamiętać co jest fundamentem chrześcijańskiego nauczania. O tym, że świat ma służyć człowiekowi. Z kolei celem życia człowieka jest Bóg – powiedział kapłan.

Wśród wtorkowych prelegentów znaleźli się również dr medycyny Grażyna Pachecka, która mówiła m.in. o niektórych obliczach konsekwencji zabijania nienarodzonego dziecka czy ks. dr Andrzej Bogdanowicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kapłan skupił się na nauczaniu Jana Pawła II w kontekście życia ludzkiego.

 

/ jm, Bydgoszcz, 2010-10-19/

 

……………………………………………………..

 

W temacie – posłuchaj wypowiedzi ks. prof. dr hab. Pawła Bortkiewicza w RM "Debata w sprawie in-vitro" z 23 października 2010

 

.

 

Odsłon: 444 Komentarzy: 0


3 zasady

Kategoria: Polityka Thursday, 10 June 2010, 03:10

1600 Watch. Miejsce w sieci, tworzone przez amerykańskiego konserwatystę.

Ciekawe wpisy.

Przed listopadowymi wyborami w USA, Autor wskazuje na sprawy jego zdaniem najważniejsze, odwołując się zresztą do obowiązującego prawa i do zasady „My, Naród”.

 

Jaki to ma związek z nami, z Polską? A może ma…

 

A oto przekład treści wpisu:

 

Trzy zasady, które trzeba poprzeć:

 

1. Nakazany konstytucyjnie ograniczony rząd.

 

2. Odpowiedzialność fiskalna.

 

3. Wolny rynek. Nie trafiłeś na stronę z gładkimi sloganami!

 

cd. >>>

Żarliwa czujność po stronie rządzonych to niezbędny warunek zachowania wolności jednostki. Rządzeni muszą panować nad rządzącymi. Żarliwa czujność wymaga obiektywnej obserwacji, wspartej rozwagą i męstwem, niezbędnymi do uczciwych debat i działań. Gładkie slogany to nie idee czy myśli. Gładkie slogany to warunkujący psychicznie gumowy młotek, który wali miarowo, by myśl wolnych ludzi roztrzaskać na trociny niewolniczych Zombie.

 

Gładkie slogany szkodzą twojej wolności. Zadaj sobie pytanie, skąd lub od kogo pochodzą gładkie slogany; i dlaczego ich się używa… do jakiego to dobrego celu?

 

Trafiłeś na 1600 Watch; na miejsce samozwańczego, niezależnego, amerykańskiego DOZORU obywatelskiego do ochrony "Narodowego" Skrzydła Zachodniego*) przy  Pennsylvania Avenue 1600; Domu Narodu; Białego Domu; siedziby Prezydenta Stanów Zjednoczonych {PSZ} i trzypiętrowych biur władzy wykonawczej rządu Stanów Zjednoczonych.

 

TEN DOM JEST DOMEM WOLNOŚCI UZNANYM I WYZNACZONYM. MUSI BYĆ BACZNIE CHRONIONY PRZEZ "MY, NARÓD".

 

BEZ WŁAŚCIWEJ OCHRONY I OBRONY, DOM TEN MOŻE ZNIKNĄĆ W NIKCZEMNYM MROKU RELATYWIZMU MORALNEGO I ZBIOROWYCH UROJEŃ, KTÓRE JAKŻE TANIO SPRZEDAWANE SĄ JAKO LEPSZE, POSTĘPOWE IDEE PRZEZ ZACHŁANNYCH PRZEKUPNIÓW MIEDZYNARODOWYCH.

 

DOM TEN JEST ATAKOWANY OD DNIA, KIEDY GO ZBUDOWANO. CHCIEJMY BRONIĆ GO DLA DOBRA NASZYCH DZIECI. BARDZIEJ, NIŻ KIEDYKOLWIEK OD 1776 ROKU, MUSIMY BYĆ GOTOWI BRONIĆ NASZEGO ŻYCIA, NASZEGO LOSU I NASZEGO ŚWIĘTEGO HONORU.

 

1600 Watch ma być miejscem analizy polityk Skrzydła Zachodniego, promowanych lub zatwierdzonych, i związkom tych działań z Zasadą Praworządności i naszymi niezbywalnymi prawami, które winny być chronione i bronione, ZGODNIE Z PRZYSIĘGĄ PREZYDENCKĄ, jak zostało to wyrażone w Konstytucji przez naszych Założycieli, pod patronatem naszej Republiki Konstytucyjnej.

 

1600 Watch jest lojalne wobec naszej Konstytucji i Republiki Konstytucyjnej, ustanowionej przezeń według swej Zasady Praworządności. 1600 Watch nie deklaruje lojalności wobec żadnej partii politycznej; nie jest demokratą; nie jest republikaninem; a będzie stawało przeciw wszelkim zagrożeniom stanowionym wobec niezbywalnego prawa "my, narodu" do samorządności; włącznie z rządem jako takim, czy powinien on dopuszczać się bezprawnych i niekonstytucyjnych nadużyć przeciwko swemu własnemu narodowi.

 

"Libenter homines id quod volunt credunt." {Julius Caesar} "Ludzie ochoczo wierzą w to, czego pragną."

 

"Hoc voluerunt." {Julius Caesar} "Tego chcieli."

 

"Strzeż się tego, o czym myślisz, że tego pragniesz." {The Zen Trucker}

 

_____________________

*)  Skrzydło Zachodnie – część Białego Domu, w której znajduje się Gabinet Owalny oraz pomieszczenia biurowe najbliższych współpracowników prezydenta.

 

…………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Za:  1600watch.com

Tłum. i przypis: tatra

.

Odsłon: 211 Komentarzy: 0


prof. Bogusława Wolniewicza wykłady filozoficzne w Radiu WNET

Kategoria: Akcja Thursday, 16 September 2010, 00:51

Radio WNET poprosiło prof. B. Wolniewicza o wygłoszenie cyklu wykładów.

Zamiast wprowadzenia, słowo osobiste: wielkie dzięki, Szanowny Panie Profesorze, i droga Redakcjo Radia WNET!

 

 

A teraz – SŁUCHAJMY!

 

wykład 1 – 07.09.2010

O filozofii.

 

wykład 2 – 15.09.2010

O najważniejszych wartościach.

 

Kolejne – w następnych tygodniach. Czekam niecierpliwie :)

……………………………………………………………………………..

 

Oto październikowe wykłady Profesora:

 

wykład 3 – 20.10.2010

Prawoskrętne i lewoskrętne myślenie.

 

wykład 4 – 27.10.2010

Filozofia wychowania (próbka)

 

……………………………………………………………………………..

listopad:

wykład 5 – 18.11.2010

Demokracja

 

……………………………………………………………………………..

.

Odsłon: 683 Komentarzy: 4


O nauce i wolności

Kategoria: Polityka Sunday, 06 June 2010, 00:05

W marcu 2009, 8-10, Heartland Institute, USA, zorganizował międzynarodową konferencję naukową ws. klimatu pt. "Global Warming – Was It Ever Really a Crisis?"

Była to druga międzynarodowa konferencja klimatyczna zorganizowana przez Heartland.

 

 

 

 

W konferencji wzięło udział wiele wybitnych postaci świata nauki (klimatolodzy, ekonomiści etc.), a także polityki.

Referaty wygłosiło kilkadziesiąt osób, wśród nich także Lord Christopher Monckton.

 

Szczegółowe informacje są dostępne na stronie http://www.heartland.org/events/NewYork09/proceedings.html oraz stronach podlinkowanych.

 

Po konferencji Instytut sukcesywnie zamieszczał w sieci materiały multimedialne.

Na wspomnianej stronie http://www.heartland.org/events/NewYork09/proceedings.html mamy dostęp do większości wykładów – można wysłuchać audio mp3 lub obejrzeć video, a nawet ściągnąć plik.

Wykłady są w j. angielskim.

Jest w czym wybierać :)))

 

Podczas obiadu na otwarcie konferencji wypowiedział się Vaclav Klaus – pliki są również dostępne.

 

Myślę, że dostęp do tych materiałów to gratka dla wszystkich zainteresowanych tą tematyką, prawdą naukową i realną wolnością.

 

Szczerze polecam!

 

Ale…

Będzie nie po kolei :)

 

Pierwszą konferencję klimatyczną Heartland Institute zorganizował w roku 2008, także w marcu.

Materiały video z "2008 International Conference on Climate Change" dostępne są na stronie: http://www.heartland.org/events/NewYork08/newyork2008-video.html

 

Niedawno, w roku bieżącym, 16-18 maja 2010, odbyła się czwarta konferencja klimatyczna (trzecia była w czerwcu 2009).

Wypowiedzi zanotowane w formie video dostępne sa na stronie

http://www.heartland.org/environmentandclimate-news.org/ClimateConference4

 

Można wybierać-przebierać :)

 

Enjoy!

 

.

Odsłon: 303 Komentarzy: 0


Na szczycie w Madrycie - W. Klaus

Kategoria: Polityka Sunday, 23 May 2010, 15:59

18 maja w Madrycie odbył się szczyt Unia Europejska-Ameryka Łacińska.

Był na nim prez. Wacław Klaus.

Spisał swoje spostrzeżenia i zechciał podzielić się nimi z "szeroką publicznością" – co robi często, ale innym "mężom stanu" się nie zdarza.

Zamieścił je na swojej stronie internetowej.

Oto przekład:

 

--- czytaj dalej  >>>

 

Wrażenia ze szczytu UE-Ameryka Łacińska w Madrycie

 

Może i powinny być szczyty. Lepiej, gdy ludzie ze sobą rozmawiają, niż kiedy ze sobą nie rozmawiają. Jest to także dobra okazja do spotkania z wielu osobami, do rozmowy z nimi, do przyjrzenia się, co mówią na szczycie, a co prywatnie. Zawsze odkrywa się kogoś nieznanego a ciekawego. Podczas spotkania sześćdziesięciu prezydentów  lub premierów krajów UE i Ameryki Łacińskiej (i Karaibów), niewątpliwym odkryciem byli dla mnie zwłaszcza przedstawiciele mało znanych nam krajów Ameryki Środkowej i Karaibów.

 

Czymś innym jest jednak ogólna atmosfera szczytu i ta jest jednoznaczna. Wcale nie pozytywna.

 

1. Wszyscy chcą większej regulacji rynku. Przykładem jest tu zwłaszcza prezydent Francji, ale hiszpański premier także mówi o „zmianie paradygmatu” – od rynku do koordynacji i regulacji. Nie było przeciw temu ani jednego głosu protestu. Prezydent Brazylii mówi, że mamy „niedostatek państwa”, ponieważ rynki nie potrafią same się regulować. Mnie, jako ekonomistę, zaintrygowało przede wszystkim to, że „należy przestać być ofiarami kursów walutowych”.

 

2. Wszyscy chcą więcej „globalnego zarządzania” (bardzo podkreślał to np. premier Grecji) i wreszcie – choć mówi się o tym już całe dziesięciolecia – należy stworzyć „nowy światowy porządek gospodarczy i finansowy”. Nie może chodzić o nic innego, jak o dalsze zasadnicze ograniczanie i zwalczanie rynku.

 

3. Prezydent Francji zwraca uwagę na ogromne siły gospodarcze UE i Ameryki Łacińskiej, i mówi: zjednoczmy się, razem będziemy mieć połowę światowego PKB i nikt nie zdoła nas przegłosować i "zgnieść". Oścień antyamerykański jest całkiem oczywisty.

 

Z grubsza w takim nastawieniu przebiegło 99% szczytu. Różnice dotyczyły nacisków i drobiazgów. Nieoczekiwane było wystąpienie pani prezydent Kostaryki, która wszystkie te propozycje zignorowała i mówiła o rzeczy realnej: że jej kraj nie chce żadnej pomocy, ale wolnego rynku i wolnego handlu.

 

Zaintrygowało mnie – w związku z dyskusją o sytuacji po trzęsieniu ziemi na Haiti – że kilku prezydentów krytykowało tak bardzo modne dzisiaj angażowanie instytucji "społeczeństwa obywatelskiego". Prezydent Ekwadoru mówił – w moim duchu – o NGO’izmie a prezydent Brazylii o niedopuszczalności „równoległych rządów” tych organizacji.

 

Wystąpiłem tam podczas roboczego obiadu z takim mn.w. krótkim oświadczeniem:

 

- nie chciałem psuć jednolitej atmosfery przedpołudniowego posiedzenia plenarnego, dlatego wypowiadam się dopiero teraz;

 

- jestem jednym z niewielu, który większość swego życia spędził w komunistycznym systemie centralnego planowania, dążącym do regulacji, kontroli, blokady funkcjonowania rynku, więc wiem, co to daje. Żyłem w świecie, w którym uznano za bezsporne, że ingerencja państwa jest lepsza, niż rynek. Wiem, że to nieprawda, dlatego bardziej obawiam się dzisiejszych propozycji dot. regulacji rynków, niż samego kryzysu finansowego i gospodarczego;

 

- podobnie postrzegam problematykę globalnego ocieplenia (która była właściwym przedmiotem dyskusji podczas obiadu roboczego), ponieważ w doktrynę o spowodowaniu globalnego ocieplenia przez ludzi – przez emisje CO2 – nie wierzę;

 

- jest ewidentne i niewątpliwe, że na całym świecie rośnie opozycja przeciw tej doktrynie, że odnośnie do tego problemu nie ma żadnego konsensusu naukowego, i że w tym zakresie nie są dla mnie decydujące niedawne „naukowe” skandale głównych stronników tejże doktryny;

 

- przypomniałem o swojej „Błękitnej planecie w zielonych okowach” i jej wydaniu w szesnastu językach.

 

Konkluzja jest prosta. Kilku prezydentów przyszło po kilka egzemplarzy w języku hiszpańskim, które miałem przy sobie – prezydenci lub prezydentki Argentyny, Chile, Kolumbii, Panamy, Boliwii, Meksyku i paru innych. A pan nowy „prezydent” Unii Europejskiej Van Rompuy powiedział po cichu do mnie: „mnie także ta dzisiejsza przedpołudniowa debata wydała się być zbyt lewicowa”.

 

Vaclav Klaus, 18 maja 2010

 

na szczycie w Madrycie

foto: media.klaus

…………………………………………………………………………

Za: www.klaus.cz

Artykuły i eseje, 18. 5. 2010

Tłum.: tatra

.

 

Odsłon: 357 Komentarzy: 1


Klaus: Veto dla biopaliw

Kategoria: Ekonomia Friday, 14 May 2010, 12:47

Czeski Parlament uchwalił 28 kwietnia nowelizację ustawy o ochronie powietrza.

Zmiana dotyczy m.in. zwiększenia udziału domieszek biopaliw w paliwach silnikowych i jest realizacją 'wysokiego celu' UE dot. CO2 i Globcia.

Prezydent Klaus nowelę zawetował.

A oto uzasadnienie, jakie przedłożył /przekład z czeskiego/:

 

--- czytaj dalej >>>

 

Prezydent zawetował nowelizację ustawy o ochronie powietrza

 

W Pradze dnia 12 maja 2010

 

Szanowna Pani Przewodnicząca,

 

korzystam ze swych uprawnień przyznanych art. 50 Konstytucji Republiki Czeskiej i zwracam Izbie Poselskiej ustawę, która zmienia ustawę nr 86/2002 o ochronie powietrza i o zmianie niektórych innych ustaw (ustawa o ochronie powietrza), w brzmieniu uwzgl. późniejsze zmiany, przyjętą w dniu 28 kwietnia 2010.

 

Ustawa domaga się od 1 czerwca 2010 wzrostu zawartości biopaliw w benzynach silnikowych z dotychczasowych 3,5% do 4,1% i w oleju napędowym z 4,5% do 6%.

 

Przez to posunięcie ma zmniejszyć się wielkość emisji gazów cieplarnianych z paliw, osłabić uzależnienie od importu paliw kopalnych a także zwiększyć sprzedaż krajowej produkcji rolnej.

 

Przede wszystkim już walka z CO2 jest sama w sobie wysoce kontrowersyjna. Wychodzi ona od teorii globalnego ocieplenia spowodowanego przez człowieka, która opiera się na bardzo chwiejnych fundamentach i jest coraz silniej krytykowana. Po licznych skandalach z fałszowaniem danych wcale nie jest jasne, czy ma miejsce jakiś jednoznaczny trend w rozwoju temperatury na świecie, nie jest jasne, czy takie zmiany temperatury odbiegają od naturalnych wahań temperatury, nie został przekonująco wykazany wpływ CO2 na rozwój temperatur globalnych, a już w ogóle nie wykazano wpływu CO2 wytworzonego przez człowieka. Brak poważnego bilansu ewentualnych negatywnych i pozytywnych skutków ewentualnych zmian klimatycznych oraz oceny efektywności nakładów poniesionych na działania zmierzające do  ograniczenia produkcji tego gazu przez człowieka. Wbrew temu wydatkowane są ogromne środki na jego ograniczenie i podejmowane są  inne działania, których wtórne efekty negatywne są coraz bardziej widoczne. I w tymże momencie, zamiast przewartościować dotychczasowe nieprzemyślane postępowanie, które zaspokaja tylko niektóre zainteresowane grupy interesów, mamy uczynić kolejny krok w kierunku, odnośnie do prawidłowości którego istnieją coraz większe wątpliwości.

 

Pozytywne czy negatywne skutki mieszania bioskładników z paliwami napędowymi nie zostały poważnie ocenione w swym całokształcie. Są pewne badania, które doprowadziły do wniosku, że biopaliwa szkodzą przyrodzie bardziej, niż nafta i benzyna. Wysoki cel Unii Europejskiej dot. zwiększenia do roku 2020 udziału biopaliw w paliwach ropopochodnych aż do 10% może w swych konsekwencjach oznaczać na przykład także likwidację lasów i ich zamianę na plantacje, wzrost cen żywności z powodu wyparcia upraw spożywczych przez uprawy przemysłowe, szkody w zwierzynie i nieopanowane ingerencje w wolną przyrodę w okolicach plantacji przemysłowych. Areały upraw monokultur przemysłowych doprowadzą do istotnego  wzrostu produkcji gazów cieplarnianych, do erozji gleb, do większego zużycia nawozów, do zanieczyszczenia gruntów dotychczas nieużywanych, do znacznego zapotrzebowania na źródła wody i transport, co z kolei oznacza negatywny wpływ na przyrodę.

 

Istnieją także poważne wątpliwości dotyczące wpływu biopaliw na zdrowie człowieka. Przez spalanie biopaliw do powietrza dostają się nowe rodzaje spalin z biodomieszek, dla których nie ma żadnych doświadczalnych danych o ich wpływie na ludzki organizm. Testy nieszkodliwości dla zdrowia ludzkiego, takie jak dot. długotrwałego wdychania produktów olejów roślinnych, nie były w Europie publikowane.

 

Kontrowersyjne jest dodawanie biopaliw w celu zmniejszenia zależności energetycznej państwa od paliw kopalnych. Chodzi o domieszkę do paliwa, a nie o jego zastąpienie. Ze względu na małą ilość alkoholu dodawanego do paliw, prawie niemożliwe jest w obecnym czasie skontrolowanie dotychczasowego odsetka domieszek. Ustawa nie zdoła również zapewnić, aby wspierani byli rolnicy czescy, dlatego że będą wspierani także importerzy (i rolnicy za granicą). Posunięcie to spowoduje wzrost cen paliw i skrócenie żywotności pojazdów mechanicznych. Zwiększenie udziału biopaliw w paliwach jezdnych oznaczałaby zatem negatywny wpływ na poziom życia mieszkańców.

 

Z wszystkich tych powodów postanowiłem zwrócić ustawę Izbie Poselskiej.

 

Vaclav Klaus

 

foto: i.wp.pl

 

………………………………………………………………….

 

Za: www.klaus.cz

Komunikat prasowy, 12.05. 2010

Tłum.: tatra

.

 

Odsłon: 324 Komentarzy: 1


1 2 3 4 5 6 7 8 9 ... 26 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.