
Monday,03 December 2012,20:33
Kategoria: Wydarzenie Monday, 03 December 2012, 20:33
Była sobie niedziela. Minęła. I byłaby bardzo piękna, gdyby nie przemarsz małego procencika naszego społeczeństwa (3 tys. osób).
Jest coś takiego w debatach publicznych, że poziom dyskusji zależny jest od poziomu argumentacji. Kiedy argumentów brak – wówczas mądry rozmówca zamilknie i zacznie tych argumentów szukać, a głupi rozmówca będzie uparcie stał przy swoim i twierdził, że ma rację „bo tak!”. I choć chciałoby się podyskutować mądrze z paniami feministkami z Manify, które podjęły decyzję, że trzeba oficjalnie zawalczyć z Kościołem katolickim, to niestety się nie da. Z osobami, które zaczynają wysnuwać swoje postulaty w oparciu o kłamliwe dane, notabene same je przekręcając, z paniami, które robią sobie bal przebierańców, upodabniając się do biskupów, wykazując przez to totalny brak szacunku wobec religii i osób wierzących – to z takimi ludźmi i z takimi postawami rozmowa nie jest możliwa.

Manifa zaprezentowała się bardzo adekwatnie do poziomu swoich przedstawicieli, nie da się ukryć. Hasła typu: „księża na księżyc”, „ważniejsza matka niż koloratka” – kojarzą się z dzieckiem, które wpadło na rym, który nic poza tym, że jest rymem nie wnosi. Dalej: „etaty dla kobiet nie dla księży”, „won z religią” – to również jest bardzo interesujące, tym bardziej, że również kobiety świeckie (katechetki), mające swoje rodziny uczą religii. Może jeszcze cztery pikantne przykłady: „pier*** nie rodzę”, „…potrzeba nam żłobków i chleba”, „jesteśmy wkur*** bardziej niż rok temu” i „biskupi zajmijcie się swoimi ciałami” – z jednej strony walka o żłobki, a z drugiej polityka antyrodzinna. Ja proponowałabym zdecydować się na jedną drogę, np. „pier*** nie rodzę”, wówczas nie będzie trzeba zbierać pieniędzy na żłobki. I sprawa rozwiązana.

Warty „docenienia” jest również spot zapraszający na Manifę i pokazujący pobudki ludzi, którzy brali w niej udział. Możemy np. usłyszeć dwie licealistki, które w sposób bardzo głęboki i dojrzały motywują swoje przyjście słowami: „obie miałyśmy religie w szkole. Nauczyli nas, że do ślubu nie można chodzić z chłopakiem za rękę i się całować. I również tego, że nie można się masturbować. Zapraszamy na manifę”. Mogłabym tak długo cytować, ale nie ma to najmniejszego sensu. Wnioski nasuwają się same.
Jestem zniesmaczona poziomem intelektualnym oraz emocjonalnym naszych feministek i niektórych ludzi idących na Manifie w roli „celebrytów”. Brak wiedzy, jawna manipulacja, kłamstwa, generalizowanie problemów, zaprzeczanie samym sobie, brak jednolitego przekazu, i tak dalej, i tak dalej. Wszystko to robi wielki szum, wielki smród, ale nic poza tym nie zmienia i do niczego dobrego nie prowadzi.
/napisane dla imf.pl/
Odsłon: 149 Komentarzy: 5
Friday,03 August 2012,15:42
Kategoria: Pro life Friday, 03 August 2012, 15:42
Zdjęcia zabitych poprzez aborcję ciałek dzieci są wstrząsające. Ludzie nie chcą na nie patrzeć, nawet ci, którzy stoją w ich obronie. To prawda, że „terapia” szokowa na jednych działa, a innych odpycha. I ci, których takie zdjęcia odpychają robią wiele, by zaprzeczyć ich autentyczności.
Pytanie, czy nie można inaczej domagać się prawa do życia dla jeszcze nienarodzonych?
Oczywiście, że można!
Udowodnili to młodzi ludzie, których na pierwszy rzut oka nijak nie można powiązać z przynależnością do religijnych wspólnot. Ich wizerunek daleki jest od stereotypowego wizerunku człowieka wierzącego.
Są obecni przed klinikami aborcyjnymi w Stanach, stoją bez żadnych transprarentów, podchodzą do ciężarnych kobiet i pytają czy zechciałyby przebadać się ultrasonografem, za darmo. Dla kobiety, która wyrazi chęć jest zorganizowany, stojący zaraz obok bus (również bez żadnych haseł i zdjęć pro-lifowych), w którym znajduje się ultrasonograf i mała toaleta gdzie można samodzielnie zrobić test ciążowy (wszystko zbudowane dzięki prywatnym darczyńcom za ok $140 tyś.) Dzięki USG kobieta może zobaczyć swoje dziecko i usłyszeć bicie jego serca, tam również może otrzymać fachową pomoc nie tylko medyczną, ale i psychologiczną – Ci młodzi ludzie powiązani są z klinikami położniczymi, które są gotowe objąć takie kobiety opieką. Jeśli przyszła mama zdecyduje się na tą pomoc młodzi pro-life’rzy zamawiają jej taksówkę na swój koszt, która zawozi ją prosto do szpitala.
To fantastycznie zorganizowani ludzie, którzy swoje przekonania przeobrażają w pozytywne czyny.
Życie nienarodzonych dzieci jest niezwykle delikatne i kruche, w przepychankach łatwo można je połamać i zniszczyć. Dlatego trzeba być szczególnie ostrożnym w walce o nie, a ona sama powinna być taktycznym majstersztykiem, nie emocjonalną grą, która budzi u jednych wstręt, a u drugich łzy. Która bardziej kojarzy się z prowokacją, niż autentyczną troską.
Od lat toczą się spory z ruchami feministycznymi i czasem przypominają one walkę z wiatrakami, z przekonywaniem przekonanych inaczej. Tymczasem sam problem nie dotyczy ani Środy, ani Nowickiej, ani organizacji takich jak Ponton, ale kobiet ciężarnych, często przerażonych swoją sytuacją, nie widzących wyjścia, a jedynie wyciągniętą dłoń feministek.
To, co zrobili młodzi z USA jest fantastycznym przykładem, jak walczyć z ideologią pro-aborcyjną: nie przez zrywanie ich plakatów i bojkotowanie ich siedzib, ale przez realną pomoc ciężarnym. Jeśli kobiety zobaczą wyciąniętą do nich rękę – nie tą trzymającą tabletki, czy kaniulę, ale tą dającą możliwość bezpłatnych badań, wsparcie psychologów, pomoc wolontariuszy, i tak dalej, – to szanse na to, że wybiorą życie – wzrastają.
/źródło www.imf.pl/
Odsłon: 203 Komentarzy: 4
Friday,03 August 2012,14:02
Kategoria: Fronda Friday, 03 August 2012, 14:02
Nie da się ukryć, że współczesny świat dotknął dosyć głęboko kryzys kobiecości. Coraz bardziej widoczne są te, które z prawdziwą kobiecością nie mają zbyt wiele wspólnego. Takie panie, niestety, kształtują świadomość współczesnych kobiet, zasiadając w organizacjach feministycznych czy obejmując wysokie stanowiska w Sejmie, jak wicemarszałek RP - Wanda Nowicka - przedstawicielka lobby aborcyjnych.
Jakich kobiet pragną mężczyźni, a za jakimi kobietami tęsknią kobiety? Czy współczesna feministka jest ikoną kobiecości?
ZACIŚNIĘTA PIĘŚĆ
Niezwykle przykrą rzeczą jest słuchać wypowiedzi kobiet, które mogłyby być - albo są matkami i opowiadają się za zabijaniem dzieci, w tym również dziewczynek (paradoks ich myślenia?). Bardzo bolesną sprawą jest obserwowanie skostnienia kobiecych serc, a przez to ich rąk - coraz bardziej przypominających męskie ręce: silne, umięśnione, zaciśnięte, gotowe chwycić za odpowiednie narzędzia, by pozbyć się poczętych istnień ludzkich.
Ten brak wrażliwości, zastygłe sumienia, bezwstyd w promowaniu swoich poglądów, decyzji, czynów, wyrachowanie w manipulacji słowem i informacją - to wszystko dalekie jest od bycia kobiecymi kobietami, w imię rzekomo których walczą.
Znana jest prężnie działająca w Polsce Federacja – kłamliwie i przewrotnie nazwana – na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która na swojej oficjalnej stronie podaje sposób na dokonanie aborcji farmakologicznej. Informacje są tak dokładne (nazwa specyfiku, miejsce w którym można go dostać, koszt i dawkowanie), że osoba chcąca sztucznie poronić, z taką instrukcją nie będzie miała najmniejszego problemu.
Zabijane dziecko nazywane jest tam: „materiałem”, „tkanką ciążową”, „zawartością jamy macicy”. Wszystko po to, by sam zabieg kojarzył się z czymś lekkim, przyjemnym i przynoszącym ulgę. A faktycznie jest to zabieg niosący za sobą rzeczywiste zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiet. Żadna aborcja nie jest bezpieczna.
Mówi się tam również o zaletach danej metody aborcyjnej, o jej niskiej inwazyjności, o zadowoleniu pacjentek, szybkim czasie przeprowadzenia zabiegu, bezbolesności. A syndrom poaborcyjny? Zdaniem Federacji - nie istnieje. Twierdzą, że to poród przynosi większe szkody psychiczne, niż aborcja.
ŚWIĘTO KOBIECYCH KOBIET
8 marca – nasze święto, dla feministek, to kolejna okazja do przepychania swoich idei. Właśnie dziś zorganizowały one posiedzenie w Sejmie w celu rozpoczęcia na nowo debaty nad tym, jakie są możliwości wprowadzenia prawa do aborcji. Wszystkie te ideowe śmieci znów spróbują ładnie opakować i sprzedać nam, kobietom, za cenę, której nie wspominają: naszego rozwoju społecznego, osobistego (emocjonalnego, psychicznego) oraz naszego zdrowia.
Mogłoby się wydawać, że powinno być zupełnie na odwrót, że to właśnie one, kobiety, powinny stanąć murem w obronie własnych ciał, swojej psychiki i wreszcie życia, a skoro już używają w swojej nazwie słowa „rodzina”, to nie będą jej niszczyć uderzając prosto w jej fundamenty. A jednak...
Również dziś feministki z Manify przejdą po ulicach Warszawy, by zdyskredytować wiarygodność Kościoła podając zafałszowane dane dotyczące zarobków księży. Będą walczyć o to, by Kościół nie miał prawa wpływać na opinię publiczną, jako jeden z głównych głosów broniących życia i naturalnego modelu rodziny.
Oto jedno z rażących kłamstw feministek:
„Dane jakie podają organizatorki Manify są całkowicie wzięte z sufitu. W raporcie o finansach Kościoła ze strony money.pl (na który notabene lewicowe aktywistki same się powołują w innym miejscu) znajdziemy informacje, że nieruchomości i rekompensaty przekazane Kościołowi za pośrednictwem Komisji Majątkowej, wyniosły nie 240 mld zł, ale 5 mld zł. Feministki obłudnie tłumaczyły „240 mld to oczywiście prowokacja. Miałyśmy nadzieję, że ktoś nam zada kłam a przy okazji poda wreszcie wiarygodne dane.” Podobnie kwota 21 miliardów jest 1000 razy wyższa niż w rzeczywistości. Lewicowe aktywistki wyjaśniły, że na ulotce znalazła się przez przypadek, bo w rzeczywistości miało to być 21 milionów.” (duchowy.pl)
Siła kobiety jeszcze do niedawna polegała nie na emancypacji dalekiej od jakichkolwiek zasad moralnych, ale właśnie na życiu zgodnym z tymi zasadami.
I dziś potrzeba prawdziwych kobiecych kobiet. Potrzeba nowego przebudzenia. Nowego, kobiecego głosu rozsądku.
Tego Dnia lubię powracać myślami do kobiet, które w jakiś szczególny sposób mnie inspirują. Bo oprócz tego, że na ładną i zadbaną niewiastę miło popatrzeć, to kobiety z pięknym wnętrzem również miło posłuchać i w jej towarzystwie poprzebywać.
Szanuję i podziwiam kobiety wyraziste, które nie tylko mówią, ale i mają coś do powiedzenia, które nie tylko mają wiedzę, ale są mądre życiowo. Szanuję i podziwiam kobiety, które potrafią w odpowiednim momencie zamilknąć. Kobiety stające w obronie najbardziej bezbronnych. Kobiety z przejrzystymi zasadami i wartościami. Świadome swojej godności i swojego piękna. Umiejące realizować się w swojej kobiecości, nie rywalizując z męskim ego.
I takie kobiety są! Trzeba o tym pamiętać, szczególnie dziś, w to nasze święto – kobiet prawdziwie kobiecych!
/www.imf.pl/
Odsłon: 344 Komentarzy: 16
Friday,03 February 2012,18:14
Kategoria: Pro life Friday, 03 February 2012, 18:14

Młodziutka, 10letnia Grace Swanke należała jeszcze niedawno do organizacji skautowej Girls Scouts. Lubiła tam przebywać, głównie z powodu ciasteczek, które dziewczynki piekły z różnych okazji. Zdarzyło się dziewczynkom kilka lat temu, że zostało im przydzielone zadanie, by rozdawać ulotki, na których były odważne informacje na temat seks edukacji, promujące m.in. antykoncepcję. Grace zdecydowanie nie spodobało się to. Jak się później dowiedziała jej organizacja Girls Scouts jest fundowana przez Planned Parenthood – federację działającą na rzecz aborcji i antykoncepcji.
Ta informacja dla młodziutkiej dziewczynki zaważyła o podjęciu decyzji, by odejść z Girls Scouts. Grace wpadła na pomysł, żeby robić coś zupełnie odwrotnego, czyli promować życie i je ratować. Ponieważ pieczenie ciasteczek wychodzi jej doskonale, postanowiła nazwać swój pierwszy projekt „Grace’s Cookies” (Ciasteczka Grace), a dochód ze sprzedaży przeznaczyć na ultrasonograf potrzebny do badań w lokalnej klinice pro-life.
„Co jest wspaniałego w byciu Pro-life to pomaganie fundacjom Pro-life dzięki którym kobiety mogą zobaczyć życie. Kiedy kobiety widzą życie – wybierają życie.” – powiedziała Grace.
Osiągając swój cel, wiedziała już, że nazwa projektu musi mieć inną nazwę: „Cookies for Life” (Ciasteczka dla życia). Przedsięwzięcie dziewczynki wspierają różne organizacje. Jej pomysł i pragnienie pomocy najbardziej bezbronnym zyskał wielką sympatię ludzi. A jej wielkie serce ratuje wiele maleńkich serc.
Grace może być przykładem dla nas wszystkich. Jest dowodem, że nie potrzeba wielkich możliwości i pieniędzy – do wielkich czynów. Wystarczą szczere pragnienia i determinacja.
napisane dla www.imf.pl
Odsłon: 87 Komentarzy: 2
Tuesday,03 January 2012,20:25
Kategoria: Aborcja Tuesday, 03 January 2012, 20:25
Czy zastanawialiście się jaki powód znajdzie człowiek, aby przyzwolić na zabójstwo dziecka? I wcale nie mam na myśli dziecka 3, 4 miesięcznego, ale tego, któremu zakłada się pampersa, które można już przytulić i ucałować.
Ktoś znalazł kryterium wg którego można z czystym sumieniem pozbywać się dzieci. I nie jest to psychopata, ale człowiek, którego w tygodniu słucha prawdopodobnie kilkatysięcy młodych ludzi.
Francesca Minerva, filozof i etyk z Oxfordzkiego Uniwersytetu podzieliła (nie ona pierwsza) nasz gatunek na dwie części: na ludzi i na osoby. Człowiekiem się jest, ale osobą trzeba się stać.
Co to w praktyce oznacza?
To oznacza, że człowiek nie posiada prawa do życia, to prawo dostaje dopiero w momencie osiągnięcia wyższego poziomu, jakim jest „osoba”. Osobą się jest, wg uczonej pani etyk, dopiero wówczas, gdy wykształci się w sobie nadzieje, cele i marzenia.
Jej zdaniem aborcja żyjących dzieci, które nie są zdolne do nazwania swoich nadziei, celów i marzeń, powinna być zalegalizowana tak jak „normalna aborcja”. Twierdzi ona, że:
„najmłodsze dzieci nie są prawdziwymi osobami, a więc ich zabicie w pierwszych dniach po urodzeniu niewiele różni się od aborcji. Lekarze powinni mieć prawo do zabijania noworodków, kiedy są one niepełnosprawne, zbyt kosztowne lub po prostu niechciane przez swoich rodziców”
Zdaniem tej pani nawet dziecko zdrowe powinno być zabite, jeśli matka uzna, że nie może się nim opiekować.
Oczywiście jej wypowiedź wzburzyła etykami i lekarzami, którzy potępiają dzieciobójstwo.
Wystąpienie Francescy Minervy jest bardzo niepokojące. Nagle ktoś z autorytetem wykładowcy etyki z Oxfordu daje zielone światło do zabijania upośledzonych dzieci, ale i ludzi starszych, których opiekunowie stwierdzą, że nie chcą się nimi już opiekować, a ci z kolei przestali być osobami z powodu choroby, która odebrała im, np. samoświadomość, więc i stracili podstawowe prawo, prawo do życia.
Gdyby wspaniałomyślny pomysł Minervy kiedykolwiek został wcielony w życie, to szczerze zaczęłabym się martwić o młodych ludzi, z rodzin dotkniętych głęboką patologią, którzy bardzo często i bardzo długo zmagają się z wewnętrzną pustką, beznadzieją, brakiem marzeń i celów życiowych.
Ich też należałoby się pozbyć?
To wydaje się szalone i jak widać szalonych ludzi nam nie brakuje.
Odsłon: 345 Komentarzy: 7
Wednesday,29 February 2012,15:33
Kategoria: Ogólne Wednesday, 29 February 2012, 15:33
napisane dla www.imf.pl
Czy można uczyć się czegoś od wrogich nam orgaznizacji? Czy warto wykorzystywać ich sposoby dla realizacji własnych celów? Dlaczego Kościół w sposób globalny i ciekawy dla dzisiejszego odbiorcy nie promuje czystości przedmałżeńskiej? Czy takie akcje jak „wierność jest sexy”, rozdawanie w Stanach „pierścionków czystości”, czy też promowanie czystości w „Miłujcie sie!”, są jedynymi i wystarczającymi sposobami na dotarcie do człowieka XXI wieku, niekoniecznie zaangażowanego w Kościół? Czy mądre nauki wygłaszane na rekolekcjach, na Mszach Św., w salkach przypariafialnych mają szansę trafić do ludzi stojących „w wielkich drzwiach Kościoła”, jak i poza nimi?
DO WYBORU DO KOLORU
Planned Parenthood nie próżnuje wykorzystując każdą nowinkę do przemycania swojej ideologii i trzeba przyznać, że to co robią robią świetnie, bo efektywnie. Ich targetem są przede wszystkim młodzi ludzie, studenci. Ostatnio przeprowadzona akcja polegała na rozdawaniu na uczelniach wyższych darmowych paczek prezerwatyw. Na każdym opakowaniu znajdował sie specjalny kod QR odsyłajacy do strony internetowej, dzieki której można było zaznaczyć na interaktywnej mapie świata, gdzie osoby zainteresowane uprawiały seks, kiedy, w jakim są wieku, z kim go uprawiały i jak było. Następnie automatycznie przyporządkowywany jest do każdego użytkownika odpowiedni opis, np. "facet poniżej 20stki i jego dziewczyna, których związek bazuje na miłości, porozmawiali już o bezpiecznym seksie i chorobach przenoszonych droga płciową i użyli prezerwatywy na świeżym powietrzu. Było niesamowicie - tęcze eksplodowały i góry sie trzęsły".
Całą akcję można śledzić na stronie WhereDidYouWearIt.com.
Rozdano 55tys. prezerwatyw.
Po tygodniu w info. prasowej Planned Parenthood pochwaliło sie swoimi statystykami: zaczekowano się w 48 z 55 stanów i na 6 kontynentach.
Kiedy przeczytałam tą informację przede wszystkim kolejny raz uświadomiłam sobie jak ogromny zasięg ma biznes związany z seksem. Uderza on głównie w gejów oraz młode, heteroseksualne pary, które są w wieku, w którym zaczyna, albo powinno sie wchodzić w poważne, stałe związki. Niestety promowane są związki przygode, bo przecież choroby weneryczne nie dotyczą tych par, które są sobie wierne. W Wielkiej Brytanii wielkie show zrobiły tzw. "korepetycje z seksu", czyli nowoczesna forma lekcji przygotowujących do inicjacji seksualnej. Tam młodzież gimnazjalna może popatrzeć na żywych, stojących przed nimi nagich ludzi, ogladajac każdy kawalek ich ciala. Tam każdemu dziecku podawany jest sztuczny penis, na którym uczy sie ono zakładać prezerwatywe, każdy usłyszy o metodach antykoncepcji bardziej inwazyjnej, czyli hormonalnej, chemicznej, itd. Nie promuje się wstrzemieźliwości seksualnej, wartości czekania, innego okazywania sobie uczuć, nie łączy sie seksu z dojrzałością emocjonalną. Niestety.
NASZ RUCH
Druga myśl, która mnie naszła, to pytanie: co w związku z tym możemy zrobić? Jak promować pozytywne wartości? Oczywiście możemy trupać nogami, krzyczeć, ze nadchodzi koniec świata, ale przyznacie, że to kiepska reklama? Trzeba po prostu podciągnąć rekawy i wziąć się do naprawdę dobrej i rzetelnej roboty. O nowej ewangelizacji przypomniał nam Benetykt XVI zwracając uwagę na wartość mediów, na wartość rozwoju technologii komputerowej. Jeśli chcemy dobrze ewangelizować, to musimy sięgnąć po coś wiecej, niż tylko kartkę papieru i pióro. Inaczej nie trafimy do młodych, którzy wolą iPada i audiobooka od książki. Aby dobrze ewangelizować trzeba również zainwestować. Kiepska jakość produktu nie zachęca do tego, by się nim zainteresować. Trzeba zaprzyjaźnić się z dzisiejszymi innowacjami, zobaczyć w nich możliwości i kreatywnie wykorzystać. Niestety, rozmawiając ze znajomymi nie zaangażowanymi w Kościół, nad wyraz często słyszę przede wszystkim jedno: kościelne promocje odstraszają, bo kojarzą się tym ludziom z brakiem fachowości, z oszczędzaniem kasy na np. robionym spocie, co w konsekwencji daje wrażenie b. niskiego poziomu, a więc sama treść jest niewyraźna. Trudno się z nimi nie zgodzić, w ogólności, bo w szczegółach trzeba uczciwie przyznać, ze katolickie grupy coraz częściej sięgają po specjalistów z konkretnej dziedziny. I takie działania należy zauważać i doceniać.
Odpowiadając na pierwsze postawione przeze mnie pytanie, uważam, że od ostatniej przeprowadzonej akcji przez Planned Parenthood można z pewnością nauczyć się: wykorzystywać możliwości jakie daje internet w łączeniu ludzi, angażowaniu ich, doprowadzeniu do jakiejś interakcji, unaocznianiu im, chociażby przez możliwość czekowania się na mapie świata, że nie są sami, że ich poglądy nie są wyrwane z kosmosu. Drugą ważną rzeczą jest dostosowanie przekazu do adresatów, warto wejść na stronę, której adres podałam wyżej i zobaczyć, że w formie graficznej jest idealnie dopasowana do odbiorców. Dlaczego? Bo to działa. Młodzi ludzie żyją w świecie pełnym marzeń, kolorów, krókich informacji, jasnych przekazów, pozytywnych wrażeń. Promowanie dobrych wartości, takich jak czystość, na plakatach z krzyżem na czarnym tle, lub zdjęciem kościoła parafialnego i cytatem św. Augustyna – tak, żeby zainteresowany czasem nie zapomniał, że to akcja katolicka, jest zwyczajnie pomysłem lekko nie trafionym.
Najlepszym przykładem jest sam Jezus, który dostosowywał swój język i obraz, którym się posługiwał do rozmówców. Jak trzeba było, to przyrównał Królestwo Boże do zaczynu (!), a zaś innym razem mówił językiem Uczonych w Piśmie cytując proroków.
I tak dalej. I tak dalej.
Możliwości są, potrzeby również – pytanie, co z tym zrobimy?
Odsłon: 105 Komentarzy: 0
Tuesday,28 February 2012,20:12
Kategoria: Ogólne Tuesday, 28 February 2012, 20:12
napisane dla www.imf.pl
![]()
Nasz poseł Anna Grodzki znowu popada w histerie, tym razem nie wszczyna walki z posłem Dziedziczakiem, ale z redaktorem Tomaszem Terlikowskim. Ten znany jest z konserwatywnych poglądów. Mówi co myśli, a co ważniejsze mówi rzeczy, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były uznawane za normalne i prawdziwe przez wiekszą część Polski. Dziś ta część, to zdaniem niektórych jedynie zacofani katolicy. Reszta poszła z duchem czasu. I chciałoby się powiedzieć: a idźcie w cholerę, tylko dajcie nam to czego sami się domagacie: wolność słowa i tolerancję dla naszych poglądów. Nic z tych rzeczy, ta zasada działa tylko w jedną stronę i bynajmniej nie na korzyść katolików. Katolicy muszą tańczyć tak jak im zaklaszczą, bo jak nie, to znaczy, że zieją, modnym ostatnio określeniem, czyli „mową nienawiści”.
Poseł Anna Grodzki złożył pozew do sądu, ponieważ Tomasz Terlikowski nie wypowiada się na jego temat per „pani”. Czy Tomasz Terlikowski ma do tego prawo? Czy tolerancja wobec czyichś poglądów i zachowań wiąże się z absolutną i bezdyskusyjną akceptacją tychże poglądów i zachowań?
Oczywiście, że nie. Mogę tolerować czyjeś decyzje, czyli znosić je, zcierpieć je (od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”), ale nie muszę ich akceptować, czyli przyjmować, wyrażać na nie zgody, aprobować je. To znaczna różnica. I pan Anna Grodzka wyraźnie myli te dwa pojęcia wszczynając proces sądowy.
Według nauki, biologii, Anna Grodzka nadal fizycznie jest mężczyzną. Zmiana płci, czyli odcięcie sobie penisa i łykanie do końca życia hormonów, by podwyższyć tembr głosu, powiększyć gruczoły piersiowe oraz pozbyć się męskiego owłosienia – są tylko próbą upodobnienia się i utożsamienia się z płcią przeciwną, czyli kobietą. Zebra, która całe życie będzie biegała z wiadrem czarnej farby, żeby zakryć swoje białe pasy, nigdy nie będzie mustangiem, choćby nie wiem jak bardzo czuła się koniem.
Ważne są słowa samego Tomasz Terlikowskiego w tej sprawie, które pozwolę sobie zacytować:
„Jeśli sąd rzeczywiście zakaże mi wypowiadania się na temat płci tej osoby, i zasądzi karę będzie to znaczyło, że płeć, według sędziów, nie znaczy już nic. Nie wikłając się bowiem w szczegóły operacji, jaką w Tajlandii przeszła wspomniana osoba nie ulega wątpliwości, że genetycznie jest ona i pozostaje mężczyzną. Zabiegi chirurgiczne czy hormony nie mogą tego zmienić. I jeśli sąd uzna inaczej, będzie to znaczyło, że biologia nic już nie znaczy, a płeć jest wyłącznie kwestią prywatnej opinii. Osoba, o której mowa jest politykiem, postulaty dotyczące transseksualizmu są istotnym elementem jej programu politycznego, a jej własna historia głównym argumentem na rzecz tegoż programu. Zakaz kwestionowania pewnych elementów tej tożsamości czy wypowiadania się na temat płci jest zatem próbą zatamowania dyskusji na temat tych postulatów. W imię obrony dobrego imienia czy dobrego samopoczucia polityka. Idąc dalej tym tropem należałoby w ogóle zakazać konserwatystom czy katolikom uczestniczenia w dyskusjach światopoglądowych, bowiem ich poglądy naruszają dobre samopoczucie lobbystów LGBT.”
Odsłon: 229 Komentarzy: 0
Tuesday,28 February 2012,17:43
Kategoria: Pro life Tuesday, 28 February 2012, 17:43

Wielu katolików ma problem z in vitro: wolno, nie wolno? A co jeśli do macicy zostanie przeprowadzony transfer dwóch zarodków, a nie sześciu, ośmiu? I tak dalej. Oczywiście problem zaczyna się wtedy, gdy na in vitro popatrzy się jednopłaszczyznowo: biedne małżeństwo nie może mieć dzieci, a sztuczne zapłodnienie sprawi, że będą je mieli.
In vitro to coś więcej niż tylko problem urodzenia dziecka. In vitro to kwestia zniszczenia/zabicia/zamrożenia żywych zarodków uzyskanych w tzw. nadprodukcji, to kwestia sposobu poczęcia dziecka, pieniędzy, przyczyny niemożności poczęcia jaką jest niepłodność, diagnostyki i leczenia. O ile efekt w postaci dziecka jest zadowalający, wzbudzający nie tylko w rodzicach, ale i w społeczeństwie przekonanie o słuszności użytych środków do osiągnięcia tego celu, o tyle wszystkie inne aspekty w/w są wysoce niemoralne, wątpliwe, czy też niedopuszczalne. I należy je wziąć pod uwagę w ocenie moralnej in vitro.
Usprawiedliwianie tych praktyk ze względu na szczęście małżonków jest krótkowzroczne, bo w in vitro nie chodzi tylko i wyłącznie o samopoczucie kobiety i mężczyzny – byłoby to bardzo egoistyczne – ale przede wszystkim o dzieci, które w czasie powoływania do życia są poddawane selekcji.
W sprawie in vitro wypowiedział się również Papież Benedykt XVI, oto fragmenty:
„Kiedy istoty ludzkie, w najsłabszym stadium swego istnienia, są selekcjonowane, porzucane,zabijane lub wykorzystywane jako materiał biologiczny, jak zanegować to, że są traktowane nie jako ktoś, ale jako coś? sztuczne zapłodnienie jest niemoralne i wraz z różnymi technikami, takimi jak zamrażanie embrionów ludzkich i próba klonowania człowieka, narusza barierę wyznaczoną dla ochrony godności człowieka.
Poszukiwanie diagnozy i terapii jest podejściem do kwestii bezpłodności najpoprawniejszym naukowo, a zarazem najbardziej respektującym integralne człowieczeństwo zainteresowanych podmiotów. Zjednoczenie kobiety i mężczyzny we wspólnocie miłości i życia, jaką jest małżeństwo, stanowi bowiem jedyne «miejsce» godne tego, by powołać w nim do istnienia nową istotę ludzką, która jest zawsze darem. Ludzka i chrześcijańska godność prokreacji nie polega na « wytworze», ale na jego związku z aktem małżeńskim, wyrażającym miłość małżonków, ich zjednoczenia nie tylko biologicznego, ale też duchowego. Scjentyzm i logika zysku zdają się dziś dominować w dziedzinie bezpłodności i ludzkiej prokreacji, ograniczając też wiele innych obszarów badań. Kościół zwraca ogromną uwagę na cierpienie bezpłodnych małżeństw, o które się troszczy i właśnie dlatego popiera badania medyczne. Nauka jednak nie zawsze jest w stanie odpowiedzieć na pragnienia wielu z nich. Chciałbym więc przypomnieć małżonkom przeżywającym sytuację bezpłodności, że nie udaremnia ona powołania małżeńskiego. Małżonkowie ze względu na samo powołanie chrzcielne i małżeńskie są zawsze wezwani do współpracy z Bogiem w tworzeniu nowej ludzkości. Powołanie do miłości jest bowiem wezwaniem do daru z siebie samych, a w tej możliwości żadna sytuacja organiczna nie może przeszkodzić. Nie ulegajcie nigdy pokusie sprowadzania dobra ludzi do problemu czysto technicznego. Obojętność sumienia na prawdę i dobro stanowi niebezpieczne zagrożenie dla autentycznego postępu naukowego”.
Odsłon: 127 Komentarzy: 0
Monday,27 February 2012,19:20
Kategoria: Ogólne Monday, 27 February 2012, 19:20
Wywiad, który ukazał się wczoraj na Onet.pl przeraża, złości i budzi mnóstwo pytań. Nie da się go jednak pominąć milczeniem.
Na dobry początek zacytuję kilka mądrości Kazimierza Kutza, polskiego reżysera filmowego i teatralnego.

„I słusznie Kościół jest atakowany. Kościół zamiast szerzyć miłość, szerzy nienawiść, wspierając jedną z partii politycznych. Kościół jest oderwany od społeczeństwa. A hierarchowie są zamknięci w swoich pałacach i już zupełnie nie wiedzą, co się dzieje wśród zwyczajnych ludzi. Raz w tygodniu odprawią mszę i na tym koniec. Kościół musi się zmienić, bo inaczej będzie tylko tracić. Najpierw powinien zbiednieć i wrócić do nauczania nauki chrystusowej. I pójść miedzy ludzi. Po co Kościołowi tyle bogactwa? Według doktryny, księża powinni być wśród ludzi i żyć w ubóstwie.
O aborcji powinny decydować tylko kobiety. Kościół nie może się wtrącać w rodzenie dzieci, bo jak księża mieszają się w sprawy łóżkowe, to nigdy nic dobrego z tego nie wynika. Kościół traktuje kobiety jak zwierzęta do rodzenia dzieci. Nie zwracając uwagi na konsekwencje dla kobiet i dzieci. Bogaci ludzie nie chcą mieć wiele dzieci, a rodziny patologiczne i biedne płodzą je na potęgę, tworząc kolejne pokolenie osób niepożytecznych społecznie. Aborcja rozwiązałaby wiele problemów społecznych.
W Polsce pokutuje rozumowanie, że dzieci wychowane przez pary homoseksualne wyrosną na homoseksualistów. To absurd. Kościół woli, żeby dzieci wychowywały rodziny patologiczne. Kościół mąci w głowach Polaków, bo żyje z kłamstwa. Parafialna filozofia mówi, że dziecko wychowane przez pedałów musi być pedałem. Chciałbym, żeby w Polsce związki partnerskie były zalegalizowane, a nawet małżeństwa, a pary homoseksualne mogły adoptować dzieci.”
Nie będę polemizować z przekonaniami Kutza, bo nie ma to najmniejszego sensu. Człowiek, który nie żyje w Kościele, a więc zapewne nie zgłębia jego doktryny, nie słucha nauki Papieża, a wypowiada się na temat jego życia wewnętrznego jest hipokrytą. To tak jakbym ja zaczęła prawić swoje mądrości na tematy motoryzacyjne odróżniając auta jedynie po kolorze, mając na ten temat powierzchowną wiedzę, opartą wyłącznie na swoich obserwacjach. Przyznacie, że byłoby to mało wiarygodne.
Najbardziej przerażająca jest wypowiedź Kutza na temat aborcji: „rodziny patologiczne i biedne płodzą je na potęgę, tworząc kolejne pokolenie osób niepożytecznych społecznie. Aborcja rozwiązałaby wiele problemów społecznych”. Jest to nic innego jak wyrafinowana eugenika. Dokładnie z takich samych założeń wychodzili najwięksi dyktatorzy świata, chociażby Hitler. Każdy z nich żył w przekonaniu, że pozbycie się ludzi biednych/nieczystej krwi/ułomnych/z wadami genetycznymi doprowadzi do stworzenia czystej rasy.
Dzielenie świata na biednych i bogatych, przypisywanie skrajnych cech obu grupom społecznym: biedni to – patologia, zacofanie, kradzieże, agresja, głód, a bogaci to – rozwój, porządek, ład społeczny, postęp cywilizacyjny, itd. ; wiara w świat idealny, do którego trzeba dążyć poprzez eugenike selektywną, kontrolę rozrodu i uśmiercania – wszystko to historia, która już nas mocno poturbowała, aż dziw bierze człowieka słysząc takie bzdury z ust osoby wykształconej, która powinna wyciągnąć wnioski z tej lekcji historii. Kazimierz Kutz jest kolejnym dowodem na to, że ani wykształcenie, ani sukcesy osobiste nie idą w parze z życiową mądrością.
Odsłon: 751 Komentarzy: 7
Friday,24 February 2012,14:59
Kategoria: Ogólne Friday, 24 February 2012, 14:59

„Gdy otwieramy przedsięwzięcie związane z mediami czy reklamą, w horoskopie silny powinien być Merkury. Ta planeta opiekuje się dziennikarstwem i jeśli jest dobrze postawiona, to przynosi duże czytelnictwo, nawet jeśli gazeta/portal jest brzydka lub słabo redagowana.”
Takie oto słowa czytamy na nowootwartym portalu Tomasza Lisa. Jak widać powodzenie w pracy, poważnego redaktora, zależne jest nie tylko – o ironio! – od jego pracy, ale, zdaniem pani „tarociarki”, w ogóle od tej pracy nie jest zależne, raczej od ustawienia i towarzystwa Merkurego.
Taki wpis fantastycznie oddaje poziom portalu pana Lisa: ani on ładny graficznie, ani dobrze redagowany.
My jednak już DZIŚ wiemy, że jeśli portal okaże się niewypałem, to na pewno nie dlatego, że pan Redaktor jest złym redaktorem, ale właśnie dlatego, że „Merkury jest słaby, bo znajduje się w znaku Ryb, a tam mu źle” – pisze lisowa tarociarka.
Pani tarociarka odlatuje nam bujając w kosmosie i w dalszych rozważaniach usprawiedliwia kolejne całkiem prawodpodobne potyczki pana Lisa. Na przykład: „W Rybach widzimy Neptuna, Słońce, Księżyc i Merkurego – to wszystko dla astrologa symbolizuje zbieraninę ciekawych i płodnych twórczo nazwisk, ale ta masa autorska chyba sama nie wie, co właściwie ma pisać, dla kogo ma pisać i w jakim stylu [PHI! TEŻ MI ODKRYCIE. WYSTARCZY PRZEGLĄDNĄĆ KILKA BLOGÓW, A OSIĄGNIE SIĘ TO SAMO WRAŻENIE NIE BĘDĄC TAROCIARKĄ – dopisek własny]. Na razie widzimy zdjęcia autorów na pierwszej stronie i wszyscy o nich mówią, bo planety te znajdują się wysoko na niebie, ale gdy szum medialny opadnie, do pracy będzie ciężko się zebrać. [EUREKA! TAROCIARKA ODKRYŁA PRZYPADŁOŚĆ 90% POPULACJI LUDZI, KIEDY GŁÓWNA MOTYWACJA ZNIKA CIĘŻKO JEST SIĘ ZABRAĆ DO ROBOTY – dopisek własny]”
„Saturn, który ma związek w odbiorem prezentowanych treści, także jest w retrogradacji z piątym domu, a więc grozi portalowi, że wszystko będzie za poważne, za mdłe i bez tak zwanych jaj. [NO JAK TO NIE MA JAJ?! A PANI OBECNOŚĆ? - dopisek własny]”
Jak zwykle z wróżb tarociarki nic niewynika. Wniosek jest oczywisty: może być dobrze, ale może być też źle. Wynika natomiast bardzo wiele z jej obecności wśród tzw. ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Z tego względu, że różdżkarze, tarociarze, wiedźmy, wróżbici, itp.– mogą zgodnie z prawem zakładać firmy, podejrzewam, że lisowa tarociarka również zgarnęła niezłą kasę za to wystąpienie. Ale dowodów nie mam, więc się nie czepiam. Czepiam się jednak żenującego poziomu pana Lisa, który coś takiego promuje i który częstuje swoich czytelników takimi śmieciami. Czy poziom jego dziennikarstwa naprawdę spadł tak nisko? Budowanie dziennikarskiej wieży Babel, w której każdy dziwoląg znajdzie swój kąt jest chyba nie najlepszą drogą do rzetelności podawanych informacji i merytorycznych dyskusji. To raczej szybka droga do budowania sporów i sensacyjek. Jeśli o to chodzi, to powodzenia!
Odsłon: 106 Komentarzy: 3
Monday, 27 February 2012
Tuesday, 03 January 2012
Friday, 03 August 2012
Tuesday, 28 February 2012
Friday, 03 August 2012
