Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Zmiana miejsca zamieszkania blogu

Kategoria: Wiadomości Thursday, 16 September 2010, 17:49

Z dniem dzisiejszym zapraszam na nową stronę mojego blogu: www.starko.pl

 

 

Odsłon: 372 Komentarzy: 0


Setnikowe spotkanie - Łk 7,1-10

Kategoria: Religia Monday, 13 September 2010, 17:04

Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu”. A gdy wysłani wrócili do domu, zastali sługę zdrowego(Łk 7, 9-10)

 

Zadziwiające jest to, że Jezus właściwie nie kiwnął nawet palcem, aby uzdrowić sługę ów Setnika. Jednakże w tym nic nie robieniu jest coś w sposób niesamowicie zrobiony! Jezus jest niezwykle zasłuchany w Setnika. Jezus czyni cud przez wysłuchanie. I człowiek może dokonać podobnego cudu jeśli będzie słuchał drugiego człowieka.

 

Setnik dużo mówił. A im więcej słów z jego ust wychodziło tym Jezus go z większym zadziwieniem słuchał. Bo setnik nie gadał od rzeczy. Mówił tylko to, co było meritum sprawy. Czyli mówił najpierw o swej postawie wobec Chrystusa(Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie), a później o swojej wierze(Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony). Nawet sam wobec Jezusa nie wypowiada tych słów, lecz wysyła z nimi swoich przyjaciół. I coś jeszcze. Zostaje przy chorym słudze! Sam stara się pomóc jednocześnie prosząc o pomoc Chrystusa. Człowiek często zapomina o jednym lub o drugim, zamiast jedno i drugie łączyć.

 

Setnik jest wzorem relacji z Bogiem. Oddać Bogu wszystko i jednocześnie samemu działać. Twe dwa elementy muszą się przenikać. Wtedy pojawiają się owoce, których doświadczył setnik. Uzdrowienie, którego potrzebuje każdy z nas.

Odsłon: 519 Komentarzy: 3


Podróbka pobożności - Łk 6,43-49

Kategoria: Religia Tuesday, 09 November 2010, 13:44

Czemu to wzywacie Mnie: «Panie, Panie», a nie czynicie tego, co mówię?(Łk 6, 46)

 

Ten wyrzut Pana Jezusa traktuje bardzo osobiście. Ileż to razy wzywałem Go a robiłem po swojemu? Ileż to razy zasłaniałem się Nim po to aby zrobić coś co nie wpisywało się w Jego zaproszenie? Moje życie waha się pomiędzy dwoma biegunami – pragnieniem Nieba a pożądliwością mego egoizmu(świadomie nie piszę ciała – bo zakres pokus jest dużo szerszy niż tylko ciało). Dziś warto zapytać się o moją harmonię słów i czynów w kontekście religijnym ale nie tylko.

 

Patrzę z niepokojem na plac Prezydencki i mam żal. Do Prezydenta, że nie rozgonił tego towarzystwa; do PiS-u, że wychodzą a rogi ulic aby się innym w modlitwie pokazać a później niszczą ludzi z "wrogiej" partii; na Kościół – że uzał iż ostatecznie to nie Jego sprawa(Krzyż!!!(sic!)), do siebie – że sam tam nie polazłem i nie przeniosłem krzyża tam gdzie być powinien. I w kontekście dzisiejszej Ewagelii widzę, iż krzyk który ma odkrywać moją pobożność jest pusty. Przecież Ci co bronią Krzyża, jestem przekonany, że kochają Jezusa. Ale może nie doczytali Ewangelii, że nie moża zabijać w Jego Imię. I od chrześcijan, zatem też od siebie, zawsze będę oczekiwał próby rozsądnego wybrnięcia z trudnych sytuacji. Rozsądnego czytaj takiego aby nikogo nie skrzywdzić. A dziś Krzyż krzywdzi. Niestety. Mało tego, że skrzwdził nam Chrystusa?

 

Głosić i żyć tym co głoszę. Wielkie wymagania są stawiane księżom w tej dziedzinie. I słusznie. Trzeba wymagać i nie można zgadzać się na np. podwójne życie pod sutanną. Ale nade wszystko trzeba wymagać od siebie. I zamiast gorszyć się tym, że ksiądz w knajpce piwko sobie popija zapytać siebie, czy przypadkiem moje oskarżenia innych nie mają na celu odwrócenia od siebie uwagi. Czasem rzucamy innych błotem, aby pozostali nie widzieli, że najbardziej brudni jesteśmy my sami…

 

Św. Paweł w dzisiejszym czytaniu wzywa byśmy strzegli się bałwochwalstwa(1Kor 10, 14). Tym bożkiem może stać się wszystko. Paradoksalnie również moja pobożność. Będę służył własnej, wyimaginowanej pobożności a nie Bogu. Testem na prawdziwość mojej pobożności jest pytanie: Czy ona nie prowadzi do pogardy drugim człowiekiem? Bo jeśli tak to wtedy nie mówimy o pobożności. To tandetna podróbka, która szybko się zepsuje, a przy okazji zepsuje nas i skrzywdzi innych. A w narzędziach czyniących krzywdę człowiekowi nie ma Boga.

 

Odsłon: 601 Komentarzy: 3


Człowiek stąd - Mt 1,1-16.18-23

Kategoria: Religia Monday, 09 August 2010, 18:49

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama(Mt 1, 1)

 

Jezus miał swoich przodków. Był zakorzeniony w ziemi, która karmiła kolejne pokolenia. Jezus nie był obywatelem z nikąd. On był stąd. Urodził się na tej ziemii, gdzie i ja się urodziłem. Spożywał owoce, które i ja spożywam. Patrzył na zachód słońca na który i ja teraz patrzę przez okno nie swojego pokoju.

 

Człowiek nie pochodzi z nikąd. Zadziwia mnie zatem fakt, że czasem do nikąd się sam prowadzi. Człowiek, który odchodzi od Boga prowadzi się do nikąd, w pustkę, której nic ani nikt nie jest w stanie wypełnić. Trzeba w życiu pamiętać o przeszłości i być Bogu za nią wdzięczny. Nawet za tą, która dziś boli. Bóle rodzenia prowadzą przecież w końcu do ujrzenia uśmiechu dziecka. Trzeba też w życiu planować przyszłość. Z pokorą – bo nie za wszystko odpowiadamy. Jednakże należy pamiętać, że nie zostaliśmy zaprogramowani funkcją random(losowo). Ślepy los nie robi za nas kroków. To wszechwidząca Opatrzność wynajduje nam ścieżki do szczęścia, którymi my czasami, z własnej przekory, nie chcemy iść, bo wiemy lepiej. Nie. My nie wiemy lepiej. To On – Bóg – wie najlepiej.

Odsłon: 372 Komentarzy: 1


Codzienne spotkanie dobra ze złem - Łk 6,6-11

Kategoria: Religia Wednesday, 09 June 2010, 18:42

Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi(Łk 6, 11)

 

Faryzeusze wpadli w szał bo zobaczyli jak Jezus uzdrawia rękę. To brzmi jak absurd. Jednkaże kiedy spojrzymy na dzisiejszy świat to widzimy, że te absurdy się powtarzają. Bo człowiek ciągle daje się omamić pokusie władzy, która daje nam lukratywne miejsce w pępku świata. Chociaż przez chwilę.

 

Człowiek reagujący nienawiścią na uczynione dobro jest opętany. Dobro w zdrowym człowieku rodzi wdzięczność. Tych rani dobro co są bliżej zła. Człowiek z natury jest dobry, zatem jeśli na nie reaguje alergią to w jego wnętrzu dokonało się jakieś niepokojące przekształcenie. Na to nie możemy sobie pozwolić. Chrześcijanin winien zawsze do dobra dążyć i dobro wspierać.

 

Dlaczego jednak zdarza się, że rodzi się w nas zazdrość gdy komuś coś się uda? To nic złego – to tylko pokusa. Trzeba z nią walczyć właśnie wdzięcznością i nie pozwolić zadomowić się jej w naszym sercu. Dopóki będziemy z nią walczyć dopóty ona będzie pokonana, nawet gdy zjawiać się będzie często. Bo przecież nawet najbardziej natrętny akwizytor nie jest skuteczny, gdy nic nie sprzeda.

 

Jezus czyni dobro wiedząc, że naraża się na furię faryzeuszów. Cena dobra bywa wysoka. Na szczęście nie zawsze tak wysoka jak np. ks. Jerzego Popiełuszki. On wskazał, że czynienie dobra może rozwścieczyć zło. Wzorem Jezusa nie przejął się tym(a może się przejął, ale nie zmienił postawy) i poszedł dalej. Tam gdzie człowiek idzie z dobrem musi napotkać na zło. Ale to zło zawsze ustępuje dobru. Bo zło jest bezsilne, a dobro jest wszechmocne.

 

 

Odsłon: 536 Komentarzy: 2


Oś naszych wyborów - Łk 14,25-33

Kategoria: Religia Sunday, 09 May 2010, 08:28

Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem(Łk 14, 33)

 

Wyrzekać się wszystkiego dla Chrystusa to nosić w sobie postawę pełnego oddania. Człowiek, który jest gotów wyrzec się wszystkigo ustawia Pana Boga na szczycie swej drabinki wartości i dokonując wyborów, nawet takich małych – codziennych, ma na uwadze Boga. Jezus nie chce dwulicowości – albo wszystko albo nie – Choćbyś był zimny albo gorący, nie zaś letni, bo wyrzucę się z moich ust(por. Ap 3, 16)

Czy wymagania Chrystusa są realnie do zrealizowania? Czy rzeczywiście nie może być uczniem Chrystusa ten kto np. stawia miłość do swoich dzieci na szczycie wartości? Kluczem do odpowiedzi jest słowo wyrzec. Wyrzekać się czegoś oznacza, że ja nie chce mieć z tym czymś do czynienia. Nie chce być z tą rzeczą czy też z tym człowiekiem identyfikowany. Wyrzeka się po coś, lub dla kogoś. Mąż wyrzeka się toksycznych znajomości po to by pogłębiać relację z żoną. Jezus chce, abyśmy byli w stanie gotowości. Nie chodzi o to byśmy teraz pożegnali nasze żony, mężów i dzieci ale byśmy byli gotowi tak zmieniać z nimi relacje, by Pan Bóg był naistotniejszym punktem życia. Człowiek ma być gotowy zostawić to co zasłania mu Boga.

 

Wyrzekanie się jest trudne, bo to zostawianie czegoś lub kogoś. A rozstania zawsze są ciężkie. Warto zatem od samego początku tak układać sobie życie, aby Bóg był osią naszych decyzji. Taka postawa przyniesie prawdziwe szczęście, bo to Bóg jest dawcą prawdziwego i wiecznego szczęścia.

Odsłon: 507 Komentarzy: 1


Tatrzańskie drogi - 1 Kor 4,1-5

Kategoria: Religia Tuesday, 09 March 2010, 18:56

Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was czy przez jakikolwiek trybunał ludzki. Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę(1Kor 4, 2-5)

 

Ostatnio na moim blogu dużo  o osądach w komentarzach. A dziś Słowo jest jak zwykle niesamowite. Czuje jak mnie przeszyło i jak mógłbym się pod nim podpisać swoim sercem. A nawet czuje, że te słowa jakby ze mnie wypływały, jakbym sam chciał je powiedzieć!

 

Osądzanie jest łatwe, doskonale to wiemy. Ale też homo sapiens wie, że nigdy do końca nie zna serca drugiego człowieka. W obliczu twarzy Drugiego człowieka stoimy zawsze wobec Tajemnicy. I ten właśnie horyzont tajemnicy winien rodzić w nas nadzieję na to, że droga Drugiego jest Drogą Boga. Bardzo sobie cenię samotne spacery w górach. Doskonale znam Tatry. Przeszedłem je prawie wszerz i wzdłuż(przynajmniej polską stronę). Ale ilekroć ruszam na szlak spotykam się z Tajemnicą. Nie wiem co się wydarzy. Czy wrócę? Czy dojdę na planowany szczyt? Mimo, że jestem świetnie przygotowany nieraz już bywało, że musiałem się cofnąć. Człowiek w swą naturę wpisaną ma również możliwość zrobienia kroku w tył, po to by kiedy indziej mógł iść całe kilometry do przodu. Dziś wiem, że wtedy na Orlej Perci, gdy ze łzami w oczach schodziłem(po kilkugodzinnej wędrówce) ustępując kłębiącym chmurom wygrałem. Nie zdobyłem szczytu ale wygrałem. W życiu póki co też nie zdobyłem tego szczytu. Ale nie ustąpię. Znajdę inną drogę, a może nawet już znalazłem. Drogę do Chrystusa. Najważniejszą drogę mego życia.

 

Odsłon: 613 Komentarzy: 3


Nieporadne kroki - Łk 5,1-11

Kategoria: Religia Tuesday, 09 February 2010, 20:46

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów"(Łk 5, 4)

 

Człowiek ma wiele sposobów na to by wypłynąć na głębię. Np. wtedy gdy idzie za głosem sumienia mimo tego, że większość myśli inaczej. Wypłynąć na głębię to zaryzykować, a czasem nawet stracić z oczu brzeg z którego się wypływało. Na czym polega ryzyko? Nade wszystkim na tym, że Ci co nas otaczają nas nie zrozumią. A czy to jest ważne? Żadną miarą! Ważny jest Chrystus.

 

Trzeba coś zostawić jak się wypływa. Nie można wszystkiego zabrać na barkę. Czasem zostawiamy rodzinę jak Ci co wybierają małżeństwo, po to by inną rodzinę założyć. Inni zostawiają wszystko by iść głosić Słowo gdziekolwiek Pan ich pośle. Inni zostawiają codziennie czas by poadorować Jezusa. Różne są horyzonty zostawiania.

 

Wypływamy na głębię po to aby coś złowić. Chodzi o to by złowić własne życie. By je tak przejść aby nie narzekać, że wszystko jest ble. Życie ma sprawiać nam radość. I my chrześcijanie w końcu musimy w to uwierzyć! Nie zostaliśmy powołani aby się ciągle umartwiać, lecz aby się uśmiechać, bo przecież nasza wiara ma swój fundament w wesołym Alleluja!

 

Piotr poszedł za Chrystusem. Nieporadne były te Jego kroki. Ale ciągle chciał być przy Chrystusie. Tak jak ja. Nieporadne te moje kroki. Ale ciągle ku Niemu. To właściwy kierunek

 

Odsłon: 680 Komentarzy: 6


Mogę wszystko pokonać - z NIM - Łk 4,31-37

Kategoria: Religia Tuesday, 31 August 2010, 07:41

Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody(Łk 4, 35)

 

Oto niesamowite działanie Chrystusa. Jedno słowo i Zły Duch wychodzi z człowieka. Jakże mocne jest Słowo Boże! Trzeba nam z tej mocy korzystać.

 

Każdy z nas ma jakieś słabości. Lepiej jest, gdy je sobie uświadamia i jednocześnie pragnie z nimi walczyć. W tą walkę koniecznie trzeba wpisać oręż Boży! Iluż to ludzi rzuciłoby palenie gdyby szczerze zaprosili Pana Boga do walki ze swą słabością a nie sami miotali się w NIKOLETTACH i tym podobnych medykamentach? Iluż ludzi ma na wyciągnięcie ręki pokonanie alkoholizmu, lecz zapominają w tej walce uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem i walczyć o życie? Jezus jest gotów nam pomóc. Czeka na nasz gest. Czeka na nasze zgięte kolana.

 

 

Zanim Zły Duch wyszedł jak pisze Ewangelista rzucił go na środek. Ten rzut jest znakiem trudności w pokonowaniu tego co w naszym życiu słabe. Zły będzie zawsze ostatnim tchnieniem chciał wyrwać nam narzędzie pokonania grzechu ale mu się to nie uda gdy będziemy za rękę trzymać Chrystusa. Co to znaczy? Modlitwa, post, jałmużna. Trzy elementy, które umacniają nasze przytulenie się do Boga. Nie można rezygnować z żadnego z tych elementów. Również z jałmużny. A czym ona jest? Nie tylko wrzutem monety na tacę lub do skarbony. Bo jałmużną jest dar ojca, który odmówi sobie zimnego piwka w upalny dzień aby syn mógł przejechać się na karuzeli; jałmużną jest gdy mama odmawia sobie nowego ciuchu po to córka mogła iść na zakupy; jałmużną jest gdy kapłan będzie sprawował Mszę Świętą nawet wtedy, gdy nikt stosownej intencji nie złożył. Trzymajmy się Boga a słabość zostanie pokonana. Pamiętajmy! Nie ma problemu by Bóg rozwiązać nie mógł…

Odsłon: 823 Komentarzy: 5

Głosić Słowo bez zgody Biskupa - 1Kor 2, 1-5

Kategoria: Religia Monday, 30 August 2010, 17:52

Przyszedłszy do was, bracia, nic przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże(1Kor 2,1)

 

Czego wymagamy od tego co głosi świadectwo Boże? Wymagamy  świadectwa życia. I dobrze, bo trzeba tego wymagać. Dziś jednak chciałbym zapytać czy ma prawo głosić Słowo Boże ten, którego życie nie jest krystalicznie czyste, który dokonał wyboru powszechnie oznaczającego zdradę? Czy JA mogę głosić Słowo Boże?

 

W oficjalnym horyzoncie Kościoła NIE. Nie otrzymam misji do nauczania. I to jest jak najbardziej zrozumiałe. Ten co głosi, ma mieć uporządkowane życie. Zgadzam się z tym i podpisuje się pod tym obiema dłońmi(lewą dość ślamazarnie).

Jednakże nikt nie zabroni mi Głosić nie-oficjalnie(czyli bez podpisu Biskupa). Głosić swym życiem. Bo przecież, jak już kiedyś napisałem, niewierność może stać się początkiem prawdziwej wierności. Przykładów takich w Historii Kościoła mamy dużo np. św. Piotr, św. Augustyn, czy choćby w pewnym wymiarze św. Edyta Stein. Zatem każdy, kto uważa się wyrzutkiem Kościoła, może do Niego wrócić. Może być Jego apostołem.

 

Powrót do Kościoła trwa jednak według mnie zbyt długo. Cierpienie nie przyjmowania Chrystusa niepotrzebnie się wydłuża. Jezus nie kazał długo czekać Marii Magdalenie czy Piotrowi. Nakazał odejście od grzechu. Zatem podobną intuicję mógłby praktykować Kościół. Przecież człowiek dokonuje nieraz błędnych wyborów – nawet tych życiowych. Oczywiście potrzeba czasu ale nie wieków. A teraz unieważnienie małżeństwa czy zwolnienie z przysięgi kapłańskiej trwa zdecydowanie za długo i te procesy są zbyt skomplikowane. Kościół jakby na siłę chce przyciągnąć do siebie tych, którzy póki co nie mają na to ochoty(bierzmownie) a tych co chcą wrócić oddala(rozwodnicy, eks-księża). Przedziwny dynamizm, który nie do końca jest przeze mnie zrozumiały.

 

Św. Paweł przyszedł do Koryntian głosić Słowo Boże. Wiedział o swej niemocy. I ja do Was przychodzę drodzy czytelnicy. Wiem o swej niemocy. Przynałem sie do niej. I przyznaje, że bez Głoszenia Słowa nie mogę się obejść:) Bo kto Głosi Słowo pozwala innym Je usłyszeć:)

Odsłon: 1305 Komentarzy: 11


1 2 3 4 5 6 7 8 9 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.