Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

O idei narodowej na tronie - odpowiedź Geoffrey'owi

Kategoria: Fronda Friday, 05 October 2012, 15:27

Wpis ten jest próbą polemiki z komentarzami Geoffrey’a, które zamieścił pod uprzednim moim wpisem: 

W TYM MIEJSCU


Mówiąc, że idea narodowa stoi w sprzeczności z chrześcijaństwem Geoffrey popełnia gafę. Równie dobrze mógłby bowiem twierdzić, iż idea silnej rodziny, czy silnego małżeństwa (jako związku kobiety i mężczyzny) również pozostaje w takiej sprzeczności. Wszak – podobnie jak rodzina i np. Kościół – Naród jest pewną wspólnotą bliskich sobie ludzi opartą na wspólnej tradycji, wspólnych dziejach oraz zbieżnych wartościach, które łączą ludzi w naród, a także (co niestety bywa pomijane) na wspólnym interesie. To, że takie poczucie istnieje jest pewnym faktem empirycznym i nie sądzę by należałoby je tu odrębnie dokumentować. Oczywiście można dyskutować, a nawet spierać się, co dokładnie rozumiemy pod pojęciami: „patriotyzm”. „idea narodowa”, „naród” i zapewne wielu z nas pojmuje je nieco odmiennie, bardzo prawdopodobne, iż ma też odrębne skojarzenia i konotacje z nimi związane. (wyłączony fragment zamieściłem we wpisie: TUTAJ)

Uwagę o służeniu dwóm panom odbieram w tym kontekście za swoiste curiosum. Można by przecież odnosić to swobodnie i do sytuacji, gdy dla kogoś pracujemy, a już szczególnie silne wzajemne związki oparte na służbie widzimy w małżeństwie lub między rodzicami i potomstwem, albo i między rodzeństwem. To obrazuje jak naiwne (by nie powiedzieć niedorzeczne) jest formułowanie tego typu zarzutów w odniesieniu do postawy patriotycznej i służby narodowi.

To, że ktoś lub coś (w tym wypadku Ojczyzna) jest dla mnie ważne (bardzo ważne), tak że jestem dla tego kogoś/czegoś poświęcić wiele aż po oddanie życia, nie oznacza przecież wcale, że automatycznie staje się dla mnie ważniejsze od Boga. Tak będzie z rodziną, przyjaciółmi, a nawet życiową pasją, a również i z Ojczyzną. Jeśli ktoś (coś) wysunie się przed Pana Boga, to nie będzie miało znaczenia, czy będzie to miłość do Polski, do matki, czy też do... serialu „M jak miłość” – zawsze będzie to grzech i odejście od wiary w Chrystusa. I na odwrót: Jeżeli Pan Bóg zawsze będzie na pierwszym miejscu – daleko przed wszystkim(i) innym(i) – to tym lepiej i goręcej będziemy kochać innych i wszystko co jest dla nas ważne, ale ta perspektywa uchroni nas przed zejściem na manowce, bo zawsze ostateczną instancją i granicą będzie nasz Stwórca.

Gdyby serio przyjąć zastrzeżenia Geoffreya, to nie sposób nie zauważyć, iż postawa taka zaczyna szybko przypominać rojenia internacjonalistów – tyle, że fikcyjna „przyjaźń między narodami (czy też zjednoczenie mas pracujących)” zostanie zastąpiona przedziwnie pojmowanym chrześcijaństwem, a postawy patriotyczne zdezawuowane jako „opium ludu”.

Pragnąłbym zwrócić tutaj również uwagę na fakt, że przecież poczet wyniesionych na ołtarze patriotów jest bardzo liczny: Karol Wojtyła będzie tu tylko pierwszym z brzegu przykładem. Mało kto zresztą aż tak mocno i wyraźnie jak on łączył ideę narodową z wiarą w Boga i zmartwychwstanie. Dalej wymienię tylko: bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, św. Faustynę Kowalską i św. Alberta Chmielowskiego oraz św. Urszulę Ledóchowską. A spoza polskiego podwórka: Edytę Stein, która z pełną świadomością poświęciła się za swój naród żydowski, bł. Pier Giorgio Frassatiego będącego młodym włoskim patriotą, który nie wahał się angażować się w politykę, a św. Josemaria Escriva także nigdy nie przestał być hiszpańskim patriotą. Mógłbym wymieniać tu długo... Pozostaje jeszcze św. Paweł, który wprost pisze: „Wolałbym sam być odłączonym od Chrystusa dla zbawienia moich braci, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, Przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała.” (Rz 9, 1-5) Nie tylko, że nie ma tu sprzeczności między ideą narodową a chrześcijaństwem, ale wręcz przeciwnie – jak bardzo trzeba kochać swój własny naród i jednocześnie jak bardzo wierzyć i ufać Jezusowi, aby móc napisać coś takiego? Gdyby zgodzić się ze stwierdzeniem, iż idea narodowa wypycha Boga na margines, to wszystkie te osoby należałoby uznać za bandę heretyków dalekich od Chrześcijaństwa, a nie za świętych Kościoła, czy nawet (jak w przypadku Pawła) za jego filary.

Na koniec pragnąłbym jeszcze napomknąć, iż (nadużywane nieraz) hasło: BÓG – HONOR – OJCZYZNA nie wskazuje wcale na triadę równorzędnych wartości, a wyraźnie określa ich gradację i Ojczyzna znajduje się tutaj dopiero na trzecim miejscu. To, że niektórzy nacjonaliści (jak i ich skrajni przeciwnicy) ewidentnie (i zapewne celowo) o tym zapominają, w niczym nie zmienia tego stanu rzeczy. Nie należy przecież mylić szowinizmu z patriotyzmem!

Odsłon: 296 Komentarzy: 22


O idei narodowej na tronie - odpowiedź Geoffrey'owi (suplement)

Kategoria: Fronda Friday, 05 October 2012, 15:24

(tekst ten jest integralną częścią wpisu: O idei narodowej na tronie - odpowiedź Geoffrey'owi)

Sam doświadczam tego w rodzinie, gdzie pewna jej część czuje się Ślązakami a raczej już nie Polakami (ale też na pewno nie Niemcami!), a ja z kolei nie podzielam ich zdania i wręcz twierdzę (mój osąd sytuacji jest tutaj bardzo radykalny), że rzeczą niezwykle wątpliwą jest to czy naród śląski w ogóle istniał lub istnieje obecnie. Może kiedyś istotnie się tworzył - Ślązakowcy Józefa Kożdonia albo ruch braci Reginków np. ale po wojnie to wszystko zanikło, a dzisiaj jest to zwykła niechęć miejscowych do Polski i Niemiec jednocześnie, a nie żadne poczucie odrębności narodowej. „My som stond i dejcie nom pokój (i familoki)” – mam wrażenie, że to jest cały ich program i "idea narodowa", i nie waham się tego ostro podkreślać. Jednak ani ja ani oni, nie uznalibyśmy nigdy owego mocno subiektywnego przywiązania do swojej odrębności za coś sprzecznego z wyznawaną przez nich (i mnie) religią katolicką – podobnie nikt nie twierdzi, że moje kontestowanie takich postaw i zarazem silne poczucie bycia Polakiem (mimo istniejącego i u mnie mocnego śląskiego poczucia odrębności) - wraz ze wszelkimi płynącymi stąd konsekwencjami – jest czymś grzesznym. I ja i oni jesteśmy jedną rodziną i takie podziały niczego tu nie zmieniają. Podobnie (a nawet jeszcze wyraźniej) niczego nie zmieniają w tym, że jesteśmy członkami tego samego Kościoła i wierzymy nauce Chrystusowej. Podziały są czymś dalece wtórnym i dotyczą zaledwie jednej (chociaż niezwykle istotnej) warstwy naszych kontaktów. Dopóki ze sobą rozmawiamy lub nawet kłócimy się, ale w niczym to nie zmienia wzajemnego szacunku i relacji, to uważam to raczej za zaletę – dużo gorzej, gdyby nastąpiła uniformizacja poglądów albo co jeszcze gorsze – zakłamanie. Łączy nas tak wiele, że te dosyć nieostre zresztą różnice narodowościowe w mojej rodzinie nie są czymś co by mi spędzało sen z powiek. Najpierw jest Pan Bóg, potem rodzinna lojalność, a dopiero dalej poczucie przynależności do tego, czy innego narodu – chociaż to bardzo ważne, to jednak dalece nie najważniejsze! Nie ma tu miejsca na „umieszczanie na tronie” żadnej idei narodowej.

Zdecydowałem się na umieszczenie tego fragmentu tekstu w odrębnym suplemencie z dwóch powodów:

1)  Jest to sprawa bardzo osobista i nie chciałem by zaciemniała ona zasadniczy tok mojego wywodu.

2)  Piszę o tym bardzo niechętnie, bo z reguły z jednej strony towarzyszy temu zupełne niezrozumienie i głupie ataki z polskiej strony, z drugiej strony natrafiam na takie głupie i proste (by nie rzec, że prostackie) rozumowanie wielu Ślązaków, którzy upierają się, iż są narodem a nawet nie są w stanie wskazać cech świadczących o tak dalece posuniętej odrębności, z trzeciej zaś widzę, że Niemcy intensywnie usiłują w tym mieszać, co z kolei doprowadza mnie do furii.

Odsłon: 174 Komentarzy: 12


Miłosierdzie według Sienkiewicza

Kategoria: Kościół Thursday, 05 January 2012, 23:09

„.... - Pytajcie go, jakie korupcje wziął od Szweda? Ile mu wyliczono? Co mu jeszcze obiecano? Mości panowie, oto Judasz Iskariota! Bodajeś konał w rozpaczy! Bodaj ród twój wygasł! Bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł... zdrajco! Po trzykroć zdrajco!”

 

Zagłoba (a raczej Sienkiewicz) nie owija w bawełnę i prosto w twarz – ostro i dosadnie – rzuca hetmanowi Wielkiemu Litewskiemu, to co o nim myśli (i czego mu życzy w tej chwili podłości i zdrady). Tu nie ma miejsca dla pięknoduchów – prawda dla tak wielkiego grzesznika musi być brutalna i bolesna, ale też między oboma panami (Radziwiłłem i Zagłobą), rodzi się szczera i zawzięta nienawiść. Ta nienawiść ma okrutną moc mordowania i niszczenia – nie ma tu miejsca na przebaczenie i litość.

 Ale co potem nagle dzieje się w Tykocinie?

 

„To rzekłszy [Zagłoba] zdjął kołpak. (...) Nastało milczenie pełne szacunku, które przerwał wreszcie Wołodyjowski.

-   Ach! – rzekł – już on na sądzie bożym i ludzie nic do niego nie mają! (...)

W drodze do kwatery pan Zagłoba rozważał coś w umyśle, zastanawiał się, chrząkał, nareszcie pociągnął za połę pana Wołodyjowskiego.

-   Panie Michale – rzekł.

-   A czego?

- Już mnie zawziętość na Radziwiłła minęła, co nieboszczyk, to nieboszczyk!... Odpuszczam mu z serca, że na szyję moją nastawał.

-   Przed trybunałem on niebieskim! – odrzekł Wołodyjowski.

-   Otóż, otóż!... Hm! Żeby mu to co pomogło, dałbym zresztą i na mszę, bo widzi mi się, że ma tam okrutnie kruchą sprawę.

-   Bóg miłosierny!

-   Że miłosierny, to miłosierny ... [ale] to nie tylko heretyk, ale i zdrajca. Ot co!”

 

 Nie znajdziemy tu łatwych usprawiedliwień. Nikt nie próbuje zmarłego hetmana tłumaczyć, wybielać, czy pomniejszać zła, które był uczynił. A przecież ciepło się robi na sercu, gdy czyta się jak to Zagłoba i jego przyjaciele potrafili w jednej niemal chwili wybaczyć winy temu, kto nie tylko zdradził Ojczyznę, ale też podstępnie dybał na ich życie. Pan Onufry nie ma najmniejszej wątpliwości co teraz, w obliczu śmierci, jest rzeczą najważniejszą – modlić się za zbawienie tej mrocznej ale i zbolałej duszy okrutnika, heretyka (kalwina) i zdrajcy, który w ostatniej chwili życia usiłował wyrazić choćby cień skruchy. „Nic to, że próbował mnie zabić; ja jestem ponad to i zostawiam pomstę Bogu!” – zdaje się mówić stary wolentarz – „Ba! Usiłuję jeszcze podać pomocną dłoń ze świata żywych, temu, który z niego odszedł”.

A przecież zarówno za życia Zagłoby i Janusza Radziwiłła, jak i w czasach gdy powstawała twórczość Sienkiewicza, nikt nie mówił i nie myślał nawet o ekumenizmie, nikomu też nie wydawało się możliwe, to co już osiągnęliśmy na drodze dialogu. Mimo to ani Zagłoba, ani Wołodyjowski (a przede wszystkim sam Sienkiewicz) nie mają wątpliwości, że i za heretycką duszę modlić się należy i to z nadzieją zbawienia, a nie tylko gwoli jakiejś daremnej formalności. Miłosierdzie bowiem (również te nasze – ludzkie) winno dotykać nie tylko przyjaciół ale i wrogów, nie tylko katolików ale i odstępców. Umierający wyznał przed śmiercią wiarę w Jezusa Chrystusa i nikt z bohaterów nie ma wątpliwości, że jeśli Sędzia Niebieski będzie miłościwy, to i zdrajca Radziwiłł może dostąpić łaski zbawienia, a przynajmniej można mieć taką nadzieję. Nie bądźmy więc pochopni w ferowaniu wyroków i potępianiu tych, którzy nam szkodzą a nawet nas nienawidzą i przynajmniej w godzinie ich śmierci umiejmy darować to co nam złego uczynili. Nie znamy ich godziny śmierci – nie wiemy co mówili i myśleli, gdy wydawali ostatnie tchnienie. Czy nie będzie lepiej również dla nas, gdy taki grzesznik dostąpi zbawienia, zamiast tułać się i cierpieć na wieczność w rozpaczy piekła? Cóż zyskamy jeśli ten, czy ów wyląduje w ogniu piekielnym? Jakiż w tym znajdziemy interes i jakimi ludźmi się staniemy, gdy zamiast ofiarować modlitwę i wybaczenie, zaczniemy wysyłać na potępienie osoby, które mocno nadepnęły nam na odcisk albo po prostu wydają nam się niegodne łaski bycia z Bogiem na wieczność? Czy okażemy się mniej miłosierni niż Jerzy Michał Wołodyjowski herbu Korczak i Onufry Zagłoba herbu Wczele? 

Odsłon: 401 Komentarzy: 11


Państwo prawa?

Kategoria: Polityka Sunday, 29 April 2012, 21:37

Jest w filmie „Casablanca” taka scena, gdy (grany przez znakomitego Humphrey’a Bogarta) Rick Blain zabija szefa tamtejszego Gestapo, a następnie na miejsce przybywa francuska policja. Cyniczny szef policji – Louis Renault jest świadkiem zabójstwa ale i przyjacielem Ricka, i ostatecznie wydaje następujący rozkaz:

-  Natychmiast zatrzymajcie podejrzanych!

-  Których?

-  Tych co zwykle...

****

Podobno też agent NKWD prowadzący śledztwo w sprawie domniemanego samobójstwa Jana Masaryka w 1948r. pozostawił w aktach sprawy następującą notatkę: „... wrogi burżuazyjny charakter i reakcyjne maniery były u niego zakorzenione tak głęboko, iż nawet po wyskoczeniu przez okno demonstracyjnie zamknął go za sobą”.

****

Po czternastu latach śledztwa prokuratura w Łodzi zdecydowała się poinformować opinię publiczną, iż były Komendant Główny Policji, Marek Papała zginął w wyniku napadu rabunkowego z rąk gangsterów handlujących kradzionymi samochodami. Zatrzymano „już” czterech podejrzanych...

Jeżeli przyjmiemy, że to prawda i nasi dzielni prokuratorzy oraz ofiarnie współpracująca z nimi Policja istotnie trafnie wskazała motywy zbrodni i zatrzymała odpowiedzialnych za tamto tragiczne zdarzenie - bardzo szybko pojawi się wtedy następująca refleksja:

O cholera! Jak mam czuć się bezpieczny w państwie, gdzie prokuratura potrzebuje tylu lat by ustalić (oczywiste jak się okazuje) okoliczności brutalnego rabunku i zabójstwa z bronią w ręku? Z naszych podatków utrzymuje się tak niezdarnie i ślamazarnie pracujące organa administracyjno-policyjne, które (w tej sytuacji) nie godzi się nazwać „organami ścigania”. Jeśli zatrzymanie pospolitego rzezimieszka zajmuje im tyle czasu, to strach pomyśleć co będzie, jeśli przyjdzie im przeciwdziałać lepiej zorganizowanym grupom przestępczym, zawodowym mordercom, albo – uchowaj nas Panie Boże! – terrorystom.

Uważam, że czym prędzej wszyscy odpowiedzialni za taką kompromitację (a więc wszyscy policjanci i pracownicy prokuratury zajmujący się przez te lata dochodzeniem oraz osoby sprawujące nadzór nad nimi) powinni być zwolnieni w trybie dyscyplinarnym oraz utracić prawo do wszelkich przywilejów zawodowych, gdyż narazili państwo i obywateli nie tylko na poważne niebezpieczeństwo, ale też na wysokie straty finansowe (samo dochodzenie oraz wynagrodzenie niekompetentnych pracowników kosztowało krocie). Tak z pewnością winna wyglądać próba ratowania choćby resztek twarzy przez państwo, które od 14 lat zezwalało na dojenie podatników i stwarzanie stałego zagrożenia dla ich życia i mienia. Winno to dotyczyć również wszystkich urzędujących wówczas prokuratorów generalnych i ministrów sprawiedliwości, którzy tolerowali taką sytuację. Należałoby również natychmiast przeprowadzić dogłębną weryfikację innych pracujących prokuratorów, ich podwładnych oraz analogiczną akcję w Policji, gdyż nasuwa się tu oczywisty wniosek: Skoro tak prestiżową sprawę prowadzono nieudolnie przez kilkanaście lat, to gdzie indziej musi być niestety tylko gorzej.

Czystka i jak najszybsza wymiana kadr połączona z całkowitą zmianą systemu szkolenia, rekrutacji oraz nadzoru nad wszystkimi tymi organami, okazuje się być potrzebą chwili a nawet (nie żartuję!) sprawą życia i śmierci nas wszystkich. Wszak jeśli nad naszym bezpieczeństwem „czuwają” podobni "stróże prawa i sprawiedliwości", to nasze zdrowie oraz życie tylko niezwykle szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie zostało dotąd narażone na szwank ale też może już dziś wisieć na włosku, a nasze mienie tylko cudem nie zostało dotąd przez kogoś przywłaszczone. Czyżby polscy politycy nie obawiali się o życie swoje i swoich bliskich? Wszak zagrożenie – jak widać – jest śmiertelnie poważne!

A teraz hipoteza druga:

Wszystko to bujda na resorach. Oto prokuratura i policja znalazła kozły ofiarne w osobach Patyka i kilku innych gangsterów, a sprawę usiłuje się niezdarnie zatuszować i pospiesznie zamknąć. Można też podejrzewać polityczne motywy takiego „rozwiązania sprawy”. Właśnie teraz, kiedy to rządowi grunt usuwa się spod nóg i pilnie potrzebne są medialne sukcesy, choćby takie, które odwrócą nawet na chwilę uwagę opinii publicznej od tragicznego stanu finansów publicznych, rosnącego zadłużenie państwa, ZUS-u oraz wszystkich agend i urzędów państwowych, od podniesienia wieku emerytalnego, od kulejącego śledztwa smoleńskiego, od protestujących obrońców innej wizji Polski niż ta lansowana przez rząd i Salon, a także obrońców TV TRWAM, od zbliżającej się kompromitacji logistycznej na EURO 2012, etc...

Wszystko co tutaj napisałem prowadzi do jednego wniosku: Głębokiej przemiany wymaga całe nasze państwo, a obywatele – niezależnie czy jest to były albo obecny działacz Solidarności, czy też oportunistyczny członek trójpartyjnego układu sprzed 1989 roku, czy będzie to Polak o szlacheckim pochodzeniu i herbie wywodzącym się z głębokiego średniowiecza, czy też skośnooki Polak urodzony gdzieś w delcie Mekongu, katolik czy też antyklerykał winni wziąć w tym udział. Letarg, w który zapadło społeczeństwo, przyczynił się do zupełnego rozkładu państwa, co z kolei jest straszliwym zagrożeniem dla egzystencji i życia nas wszystkich – niezależnie od naszych poglądów, wyznania, czy też pochodzenia. Jeżeli społeczeństwo się wreszcie nie obudzi, degrengolada będzie postępować, co może doprowadzić do sytuacji, w której los generała Papały może stać się udziałem każdego z nas. Jeżeli jest tak źle, to wymóg pilnej zmiany takiego stanu rzeczy przestaje być już nawet wyrazem troski obywatelskiej lecz będzie po prostu wyrazem instynktu samozachowawczego.

Odsłon: 421 Komentarzy: 22


Bo wszyscy Polacy...

Kategoria: Polityka Monday, 03 December 2012, 20:52

Poseł Palikot oraz jego RPP, popierany przez środowisko Krytyki Politycznej i szerokie grono luminarzy polskiej nauki, wystąpił z projektem zmian konstytucyjnych, które nadawałyby prawa człowieka i obywatela nie tylko naczelnym, małpom i waleniom, ale również co inteligentniejszym bezkręgowcom, takim jak ośmiornice i kałamarnice. Otrzymałyby one również tak istotne prawa: jak prawo do aborcji, eutanazji, zapłodnienia in vitro oraz darmowej służby zdrowia, a ich potomstwo objęte zostałoby również darmową oświatą.
Premier i Minister Finansów odnieśli się do tej inicjatywy życzliwie ale zwrócili uwagę zarówno na obiektywne problemy z pobieraniem podatków od dodatkowych obywateli jak i na fakt, iż zarówno objęcie ich opieką zdrowotną jak i edukacją, niesie rozliczne wyzwania legislacyjne i techniczne. Minister finansów wskazał ponadto na pewną niszowość społeczności, która miałaby otrzymać owe uprawnienia, jako że głowonogów – poza wielkimi akwariami – praktycznie w polskiej strefie wód brak, a małpy nieczęsto też przecież zamieszkują nasz kraj. Nawet z waleni przepisy w praktyce dotyczyłyby jedynie morświnów, gdyż tylko one zamieszkują obszar polskiej jurysdykcji. Lecz jednocześnie obaj stwierdzili, iż ową arcyciekawą inicjatywą zajmą się wkrótce na posiedzeniu Rady Ministrów oraz rozpoczną (niezależnie od RPP) określone konsultacje społeczne – również wśród społeczności, która ma być tymi prawami objęta.

Tutaj pomocną dłoń wyciągnęło zresztą samo RPP, a poseł Biedroń i posłanka Grodzka zapewnili, iż specjaliści „Pontonu” podjęli już stosowny dialog oraz szkolenia wśród morświnów pływających w zatokach: Gdańskiej oraz Pomorskiej. W tym celu rozrzucono m.in. z motorówek ponad 10 tys. nieprzemakalnych broszurek pt. „Delfiny i morświny a prawda o gender”, pierwsze – specjalnie opracowane wydanie „Krytyki Politycznej dla morświnów” oraz kilka tysięcy tęczowych książeczek o świadomej antykoncepcji wśród waleni, a także pół miliona uświadamiających ulotek; pozwalających zapoznać się z tematyką seksizmu, tolerancji, swobodnego wyboru orientacji seksualnej, wartościami europejskimi oraz prawem do własnego brzucha dla wszystkich morświnek.

Pani Profesor Środa osobiście wygłosiła z sopockiego mola płomienną mowę do przepływających morświnów płci obojga, którą skromnie określiła „Przełomowym zerwaniem okowów skuwających dotąd nieszczęsne morświnki”. Wezwała w niej do świadomego przeciwstawienia się samczej dominacji i zerwania z tradycyjnymi wzorcami samic spędzających większą część życia na nużącej opiece nad potomstwem.

- Drogie Polki mniejsze! – perorowała podniesionym, uroczystym tonem. – Niosę wam radość wielką. Trudne czasy cierpienia i zniewolenia dobiegają końca, a odtąd nie tylko będziecie jak ludzie, ale też wasz brzuch będzie tylko waszą własnością, a płeć nareszcie nie będzie wam narzucana przez społeczną opresję lecz będzie wolnym wyborem każdej z was!

Odpowiedział jej cichy plusk wody uderzającej o molo oraz ogłuszający grzmot oklasków stojących obok tęczowych aktywistów i trójmiejskich feministek.

 

****

Z OSTATNIEJ CHWILI!: Pierwsza ekskluzywna Megarelacja ze wspólnego posiedzenia Rady Ministrów oraz projektodawców rewolucji obywatelskiej w Polsce!!!

 

Dyskusję zagaili wspólnie: Premier RP oraz poseł Palikot, Szef RPP – nazywając nowy projekt konstytucyjnych zmian i przyznanie międzygatunkowych praw człowieka i obywatela, „Postępową Rewolucją Obywatelską”.

Swoje trzy grosze wtrącili ministrowie: Boni, Cichocki oraz Sikorski – zwracając uwagę na pewne aspekty w kwestii ochrony danych osobowych nowych obywateli, kwestie meldunkowe oraz problem związany z kontrolą granic w nowej sytuacji oraz na sprawę kontroli granicznej szerokiego grona "ludzi innych gatunkowo", których zmiany konstytucyjne miały uczynić pełnoprawnymi mieszkańcami Polski i Unii Europejskiej, z wszystkimi tego konsekwencjami.

- Co zrobić z nielegalnie przekraczającymi granicę morświnami, głowonogami oraz małpami? – pytał Minister Cichocki. – Jak zapobiec nielegalnej imigracji z krajów pozaunijnych? Jak zapobiec próbom przemytu?

- A tam! – Pan Sikorski lekceważąco odniósł się do tych obiekcji. – Jak im do Brukseli taką bombę przywiozę i jeszcze na Twitterku zapodam odpowiednią zajawkę, to wszyscy tak zbaranieją, że zgodzą się na wszystko. Co wy wiecie o dyplomacji Panie Cichocki! – Szef MSZ-u promieniał zadowoleniem z siebie i już cieszył się na myśl kolejnych owacji, które zgotują mu Europejczycy. – A Rydzykowi, biskupkom i moherom majtki spadną! – zarechotał.

Większość zebranych zawtórowała mu rozgłośnie.

- Oj spadną, spadną. I to przez głowę! – rzuciła swoim śpiewnym i ujmującym głosem europosłanka Senyszyn. Przez salę przetoczył się kolejny paroksyzm śmiechu.

Z prawdziwą bombą wystąpił jednak dopiero Minister Rostowski – udowadniając, iż nazywanie go Ulissesem i Napoleonem w jednej osobie tylko w mizernym stopniu oddaje rozległość jego horyzontów, wiedzę oraz błyskotliwą inteligencję.

Oto nasz geniusz ekonomii zaproponował – ni mniej ni więcej – dołączenie do gatunków objętych reformą obywatelską... poczciwe szczury. Argumentował, iż krok ten wyprowadzi Polskę na dobre z ciemności obskurantyzmu i zacofania, i od razu pozwoli dołączyć do czołówki najbardziej otwartych i postępowych krajów świata.

Jego wystąpienie przyjęto aplauzem na stojąco. Sam Pan Premier radośnie i długo bił brawo, marszałek Nowicka miała łzy w oczach, a poseł Palikot serdecznie i wylewnie uściskał wnioskodawcę.
Wprawdzie zdarzył się przykry zgrzyt, bo gdy poseł Biedroń próbował pójść w ślady szefa swej partii, otrzymał od min. Rostowskiego silny lewy sierpowy na szczękę, co skutkowało kilkoma koziołkami w tył. Ale nawet połamane przez upadek posła dwa krzesła, krew płynąca z poselskiego nosa i puchnący szybko policzek, nie zdołały zburzyć radosnej sielanki.

Najważniejszy okazał się jednak późniejszy wykład Ministra, wygłoszony z niebywałym entuzjazmem, w którym dowodził jak wielką korzyścią dla wszystkich byłoby wprowadzenie podatku pogłównego, którym zostaliby objęci nowi obywatele – oczywiście tylko do czasu wypracowania nowych ogólnych zasad fiskalnych państwa. Z ogniem w oczach roztaczał wizję rozwoju rynku ubezpieczeń społecznych w Polsce.

- Przecież przy tempie przyrostu naturalnego tych „Polaków mniejszych” – jak się wyraził; - kłopoty ZUS-u definitywnie możemy odesłać do lamusa historii, a problem deficytu składek raz na zawsze zostanie rozwiązany!

Na koniec przedstawił szczegółową analizę finansową, którą opracowano w oparciu o wyniki błyskawicznych konsultacji z najbardziej znanymi w Polsce ekspertami w dziedzinie deratyzacji.

I kiedy już wydawało się, że wszystkich zgromadzonych porwie szczery zapał Pana Rostowskiego, a Premier wraz z kolegami z Platformy poderwali się robiąc meksykańską falę – nastąpił nieoczekiwany acz niezwykle stanowczy sprzeciw ministrów PSL-u, którzy malkontencko twierdzili, iż prawa ludzkie i obywatelskie dla szczurów oznaczać będą ruinę większości rolnictwa i raptowne pogorszenie się stanu sanitarnego warunków życia „Polaków większych”.

Mimo próśb i gróźb  Premiera i kolegów z Platformy, popartych przez obecnych członków RPP, PSL-owcy trwali w oporze przy swoim i kiedy nieoczekiwanie okazało się, iż podzielona przez szczury koalicja trzeszczy – niczym Salomon, przemówiła Pani Marszałek Kopacz.

- Jak sądzę idealnym kompromisem mogłaby być natychmiastowa aborcja i eutanazja chorych płodów i osobników... (ehm... oczywiście osób!... znaczy Polaków mniejszych ) na życzenie...

- Bzdura! Co to za kompromis? – machnął ręką Wicepremier Pawlak.

- ...Na życzenie właścicieli posesji i pól, na których owi mali Polacy zamieszkują. – dokończyła nie zmieszana Semiramida Platformy Obywatelskiej.

 - Ewula dajże no pyska! - wykrzyknęli jednocześnie: Premier i Wicepremier Pawlak i już po chwili na rozpromienionym obliczu Pani Marszałek pojawił się rumieniec, gdy dwa głośne cmoknięcia na jej policzkach oznajmiły, iż panowie przeszli od słów do czynów.

I tak – mimo pomruków pojedynczych PSL-owców – projekt został przyjęty entuzjastycznie i zapewne już niedługo z dumą i radością powitamy w gronie rodaków nowe społeczności, które tylko dziwnym kaprysem zoologów i klerykałów zostały pozbawione praw im należnych od wieków.

Radujmy się zatem!

****

Rattus

Rattus - szczur

Morświn

Phocoena - morświn

Odsłon: 704 Komentarzy: 8


W Polityce – krótki przegląd wiadomości

Kategoria: Polityka Wednesday, 03 October 2012, 20:17

W swoim ostatnim wystąpieniu poseł Stefan Niesiołowski ostro skrytykował całą opozycję – wskazując na to, iż to ona jest winna złej sytuacji w kraju, a wszelkie kłopoty jakie nas dotykają są wyłącznie skutkiem destruktywnej roli ich antyrządowej polityki. Odwołał się przy tym do prorockiego daru Premiera Tuska, który już w 2007r. ostrzegał, iż jeśli opozycja nie poprze rządu koalicyjnego PO-PSL w jego działaniach i nie zacznie konstruktywnie z nim współpracować, to w niedługim czasie Polskę czekają bardzo ciężkie czasy i wielkie kłopoty. Jak widać – tradycyjnie – Pan Premier miał rację!


OD REDAKCJI: Dar prorocki Prezesa Rady Ministrów objawiał się już wielokrotnie. Tu przypomnimy tylko jedną sytuację, gdy Premier jeszcze na początku 2010 roku mówił do Janusza Palikota, że jeśli ten nie podporządkuje się normom postępowania, które obowiązują w PO to już wkrótce nie będzie dla niego miejsca w jej szeregach. Na spełnienie się proroctwa nie czekaliśmy długo.

 

****

Ponieważ Pan Premier stwierdził, iż wszyscy obecnie musimy zacisnąć pasa oraz, że wszyscy obywatele znoszą pewne ciężary – organa naszego państwa podjęły stosowne działania. Aby zatem dać przykład „z góry” reszcie mieszkańców Polski, kierownictwa obu partii koalicyjnych, Kancelaria Prezydenta RP oraz Urząd Rady Ministrów zgodnie wydały zarządzenie, iż działacze obu ugrupowań, członkowie rządu, kancelarii prezydenckiej oraz inni pracownicy ministerstw a także administracji centralnej, odtąd co rano muszą znosić po schodach (ewentualnie po drabinie) pięciokilogramowe obciążenie – dowolnego typu. Nakazano również zakupienie i noszenie pasów o przynajmniej jeden rozmiar większych niż dotąd. Sam Pan Premier Tusk dał pierwszy sygnał do tego, gdy pod czujnym okiem kamer telewizyjnych, wypalał nowe dziurki w swoim pasku, a następnie demonstracyjnie znacznie zwężył jego zacisk.

 

****
Pani Marszałek Ewa Kopacz (skromnie się rumieniąc) przypomniała krytykom Ministerstwa Zdrowia, iż to m.in. jej wysiłkom oraz pracy obecnego kierownictwa resortu zawdzięczamy, że nie zanotowano w Polsce (przez cały okres rządów koalicji!) ani jednego przypadku zachorowania na dżumę, cholerę i czarną ospę, a przecież podobnych sukcesów udało się zanotować jeszcze bardzo wiele.

 

****

Również Minister Sławomir Nowak miał się czym chwalić. Przypomniał, iż istotnie to za rządów PO zbudowano najwięcej autostrad i wyremontowano najwięcej dróg i wiaduktów, ale też zauważył, iż krytyka tego, iż nie wszystkie inwestycje kolejowe i drogowe udało się zakończyć jest niepotrzebna, niekonstruktywna i po prostu głupia.

Odpowiadając jednak na owe zarzuty stwierdził dobitnie:

- Panie i Panowie; to fakt, że nie wszystkie plany do końca udało się zrealizować ale i tak chyba każdy przyzna, że znacznie lepiej, iż zbudowano i odremontowano tyle dróg, dworców i linii kolejowych, niż gdyby miało ich nie być w ogóle! A ponadto przecież za 4 lata będzie kolejne EURO, więc to nieprawda co niektórzy z Was tu mówią, że rząd nie dotrzymuje obietnic!

 

****

Nasz Ukochany Premier ma jednak ostatnio poważne problemy. Oto do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wpłynęła skarga podpisana przez ponad 90% społeczności hinduistów w Polsce, w której skarżący twierdzą, iż Pan Premier gwałci wolność wyznania w Polsce oraz obraża ich uczucia religijne, albowiem wyraźnie zapowiedział przed kamerami, iż „w Polsce nie może być żadnej świętej krowy”. Nie wiemy kiedy Trybunał odniesie się do tej skargi, więc póki co pozostaje nam podtrzymywać na duchu Naszego Ukochanego Przywódcę. 

Odsłon: 288 Komentarzy: 8


Wywieranie wpływu na ludzi

Kategoria: Polityka Sunday, 03 June 2012, 23:47

Wszyscy mamy skłonności do pouczania innych i wytykania ich błędów oraz niedoskonałości. Tak bardzo byśmy chcieli zmienić innych, skutecznie wpłynąć na nich by byli mądrzy, rozsądni, sprawiedliwi, aktywni, po prostu by byli dobrymi ludźmi i Chrześcijanami.

Może więc sięgnąć do jakiegoś mądrego podręcznika psychologii, który radzi jak wywierać pożądany wpływ na ludzi? Hm... można i tak, ale może jest też skuteczniejsza i pewniejsza metoda...

Wydaje mi się, że owszem, a mówi o niej pewien znakomity „podręcznik życia” (chociaż nie napisał go żaden ekspert psychologii), sięgnijmy po prostu po... Pismo Święte!

Zamiast ciągłego mówienia (i to raczej wcale nie tym, których to dotyczy), o tym jak bardzo oni wszyscy są źli, nieudolni i powtarzania co (koniecznie!) powinni zmienić..., może spróbujmy takiej niekonwencjonalnej metody:

Wyobraźmy sobie teraz np. 10 mln Polaków zjednoczonych w codziennej wytrwałej modlitwie o mądrość, rozwagę, umiarkowanie i dobroć (itd.) dla członków rządu, prezydenta i posłów. Miliony kontynuujące z uporem gorącą modlitwę o łaskę nawrócenia dla wszystkich tych z tego grona, którym to potrzebne oraz o łaskę spotkania Chrystusa dla tych, którzy jeszcze Go nie spotkali.

Czy ktoś z obecnych tu wierzących może wątpić, że Pan Bóg uczyniłby naprawdę wielkie rzeczy, mając do czynienia z taką masą upartych próśb płynących ze strony Jego dzieci?

A gdyby tak jeszcze dołożyć w takiej intencji post...

Sądzę, że skutki tego zaskoczyłyby zupełnie i nas, i naszą klasę polityczną. Prędzej czy później mielibyśmy do czynienia z prawdziwym deszczem (ulewą?) zupełnie niezwykłych Bożych Łask. Przecież Chrystus obiecał nam to bardzo wyraźnie.

Nie przypadkiem wielokrotnie podkreślał wagę modlitwy i postów. Równie nieprzypadkowo polecał modlić się nawet za nieprzyjaciół. Oczywiście pokornie i w zaufaniu Bogu oraz poddaniu się Jego woli, ale też obiecywał w zamian rzeczy niezwykłe. A nie były to przecież obietnice rzucane na wiatr.

Czy ktoś zna lepszy pomysł, żeby skutecznie wpłynąć na polityków, szefów i wszystkich, od których domagamy się zmiany postępowania?

Wyobraźmy sobie z kolei miliony i setki milionów Katolików, którzy miesiącami modlą się i poszczą w intencji kapłanów i biskupów: Aby zawsze byli świadkami Chrystusa, każdego dnia wypełniali Jego wolę i głosili nieustannie Dobrą Nowinę, etc.

Czy Pan Bóg nie spełni tych pragnień i próśb? Sądzę, że i w tym wypadku w końcu bylibyśmy oszołomieni  wielością i wspaniałością Łask spływających od Boga na Kościół i jego pasterzy. Przecież obiecał nam to tak wyraźnie i wprost, że aż dziw, iż tak niezmiernie rzadko sięgamy po tę metodę wywierania wpływu na innych!

Wniosek:

Nawet nasze codzienne ludzkie doświadczenie uczy, że najlepiej – w razie kłopotów np. ze zwierzchnikami – zwrócić się na samą górę, do szefa, który kieruje całością i jest także ich zwierzchnikiem. A czy jest jakiś szef ponad Panem Bogiem? I czy jest ktoś kto skuteczniej potrafi wpłynąć na tych, którzy mu podlegają i są przecież Jego stworzeniem?

A zatem – jak sądzę – jeśli chcemy czyjejś zmiany na lepsze, to gorliwie módlmy się za niego do Ojca w Niebie. Post i inne pobożne praktyki, w takiej właśnie intencji, też z pewnością wiele mogą pomóc – czasami więcej niż sama modlitwa.
****
Oczywistość? Pewnie, że oczywistość! Tyle, że jakby często zapomniana - wolimy raczej pouczać i "wiedzieć lepiej", bywa, że nawet lepiej od biskupów, kardynałów, czy od papieża.

Odsłon: 3060 Komentarzy: 20


Niemoralne głaski

Kategoria: Kościół Friday, 03 February 2012, 11:01

Powtarza się nam wciąż, że nie wolno krytykować sprawcy zła a tylko (co najwyżej) jego złe postępowanie. Podobne stwierdzenia miałem okazję usłyszeć nawet w niejednej homilii. Problem w tym, że jeśli nikt nie uświadomi człowiekowi, że to właśnie on jest sprawcą zła, a nie jego czyny same z siebie, to najpewniej kiedyś on sam zostanie definitywnie potępiony, a nie tylko te jego uczynki.

Takie odrywanie działania od osoby działającego powoduje rozmaite sprzeczności. No bo czy przed sądem staje zbrodniarz, czy jedynie sama zbrodnia? Gdyby w istocie było tak jak głoszą rozmaite pięknoduchy, to natychmiast winniśmy wykreślić ze słownika języka polskiego takie określenia jak: złodziej, morderca, gwałciciel, oszust, bandyta, etc...

Nie bójmy się nazywać sprawców draństw, draniami. Bójmy się raczej tego, że ci mogą zostać potępieni, bo nikt im nie uprzytomnił kim się stali przez swoje czyny.
Hitler, Stalin, Mao i wielu im podobnych, było draniami i zbrodniarzami najgorszego autoramentu, a nie tylko zagubionymi grzesznikami dokonującymi zła. Gdyby ktoś dostatecznie prędko im to uświadomił, to być może byłoby to z korzyścią dla nich samych a także dla wielu ich ofiar.

Sam Jezus nie zawahał się rzucić Piotrowi w twarz: „Zejdź mi z oczu szatanie!” zamiast eufemistycznego: „Drogi Piotrze, postępujesz niczym szatan.” Dla mnie to najlepszy przykład i dowód na to, że nie zawsze subtelność określeń jest najważniejsza, czy choćby pożądana.

P.S. Nikt tu nie nawołuje do potępiania kogokolwiek a wyłącznie do otwartego nazywania oprycha oprychem, kłamcy łgarzem, a obłudnika hipokrytą, bez tak częstego nadmiernego wysubtelniania języka jakim usiłuje się dziś określać zło i jego sprawców.

****

Oczywiście każdy przypadek i każdego człowieka należy traktować indywidualnie, i do jednego dotrzemy łagodnością a do innego wprost przeciwnie, ale nie usiłujmy na siłę masowo zagłaskiwać grzeszników (czyli i siebie samych), bo jakoś nie sadzę by była to właściwa droga do ich (naszego) uzdrowienia i nawrócenia. Intensywne głaskanie innych i samych siebie może przyniesieść najgorsze skutki, bo zamiast ukazać nędzę grzesznika, przyczyni się do usypiania sumień, a wtedy już staje się działaniem niemoralnym.   

Odsłon: 1297 Komentarzy: 80

Polskie Drogi

Kategoria: Polityka Saturday, 18 February 2012, 18:30

Polska – Wiosna 2012 roku


Nasz Najlepszy Rząd przygotował, a Parlament błyskawicznie uchwalił, ustawę o dopuszczeniu do użytku dróg nieukończonych lecz przejezdnych. Cudownie!

Nie minęły jednak dwa dni, gdy do samego premiera Tuska zaczęły dochodzić niepokojące, a później wręcz alarmujące wieści.

Okazało się, że wszystkie firmy budujące autostrady i drogi, tak wytęsknione przed zbliżającym się EURO 2012, zaprzestały jakichkolwiek prac ograniczając się wyłącznie do montowania barierek, oznaczeń i oświetlenia wzdłuż rozkopanych lub niedokończonych odcinków.

Po dwóch tygodniach rosnącego niepokoju, na biurko Premiera trafiła zaś rzecz niesłychana: Odręczne pismo Prezesa jednej z firm budujących autostrady w Polsce, tej mającej dotychczas największe opóźnienia. Było to żądanie natychmiastowej wypłaty premii za przedterminowe oddanie do użytku wszystkich budowanych odcinków oraz zaproszenie kompletu urzędujących ministrów na uroczyste otwarcie ich dla kierowców.

Premier zamarł z otwartymi ustami i aż uszczypnął się z niedowierzania. Aj! – wykrzyknął głośno lecz nadal nie potrafił się otrząsnąć. Kiedy po dłuższej chwili wreszcie wszystko do niego dotarło, zapałał straszliwym, niepohamowanym gniewem. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów tak dalece stracił panowanie nad sobą, iż wypadł niczym pocisk – tak jak stał – z gabinetu i popędził do swojego służbowego samochodu. Osobiście usiadł na miejscu kierowcy i ruszył z piskiem opon. Niczym pirat drogowy popędził w kierunku najbliższego fragmentu autostrady nad którym pieczę sprawowała właśnie owa firma. Policja widząc znajomy wóz przezornie usuwała się na boki...

Po drodze zaczął mu pomału wracać rozsądek.

Zawiadomił zatem ministra infrastruktury o swoim wyjeździe i zażądał by ten podążył za nim, najszybciej jak to będzie możliwe. Zastanawiał się też przez chwilę, czy nie powiadomić mediów ale zreflektowawszy się w porę, iż to może przynieść więcej szkody niż pożytku, zaniechał tego pomysłu.

Po paru godzinach dojechał na miejsce i cóż zobaczył? Oto dwupasmowa szosa, znakomicie oznakowana i od kilku kilometrów informująca o zjeździe na autostradę, dochodziła tutaj – tuż za równie znakomicie przygotowanym i oświetlonym skrzyżowaniem – do niezwykle szerokiej drogi gruntowej, najszerszej jaką w życiu oglądał. Topniejący śnieg zalegał na ubitej ziemi przedzielonej w środku wysepką z pasem zieleni (teraz jeszcze przykrytej resztkami śniegu), a z boku ujrzał starannie wykonane bariery oraz długą linię słupków ze światłami odblaskowymi. Podniósł wzrok i z osłupieniem zobaczył tablicę oznajmiającą, że właśnie tutaj wjeżdża na autostradę oraz, że na najbliższych 200 kilometrach należy zachować daleko posuniętą ostrożność, a także ograniczyć prędkość maksymalną do 20 km/h. Znajdował się tu oczywiście również stosowny znak, który zabraniał wjazdu samochodom ciężarowym. Ba! Premier zobaczył nawet wspaniale oświetloną planszę, która informowała, iż w odległości 20 kilometrów droga zwęża się dalej na odcinku 170 kilometrów oraz kolejną, ostrzegającą o znajdujących się w odległości 10 kilometrów boksach, w których należy uiścić stosowną opłatę za dalszy przejazd autostradą.

Na długą chwilę Ukochany Szef Rządu zamarł za kierownicą, wpatrzony niczym w hipnozie, w kolejne tablice i oznaczenia, to znów w gruntową szosę.

Kiedy oprzytomniał, zaczął działać, a w jego oczach pojawił się złowrogi ogień. „Ja im pokażę! Wszystkim tym bumelantom, sabotażystom, bandytom i złodziejom!” – tak w myślach miotał najgorsze groźby. Zadzwonił pod numer niefortunnego (jak mu się zdawało) szefa feralnej firmy. Szczęśliwie okazało się, że poszukiwany był tuż pod nosem, bo akurat sprawdzał czy boksy gotowe są do działania i odbierania opłat od przejeżdżających, więc na wezwanie Premiera, odrzekł iż przybędzie za parę minut.

Tak się też stało i wkrótce Donald Tusk zobaczył śmiało (i z ewidentnie zbyt dużą prędkością) zbliżającego się eleganckiego Land Rovera, z którego po chwili wysiadł uśmiechnięty przedsiębiorca.

Z miną zwycięzcy zbliżył się do kipiącego wściekłością Słońca Peru, kiwnął na powitanie i uprzedzająco uprzejmie zapytał:

- Jakże zdrowie Panie Premierze? Jestem bardzo zaszczycony, ale nie sądziłem, że tak prędko i to w dodatku osobiście...

- O czym pan mówi? – wydusił Premier. Był teraz bardzo zły ale też równie bardzo skonfudowany tym wstępem.

- Jak to o czym? O negocjowaniu premii dla moich chłopaków!

- O premiach???!!! Nie ma mowy o żadnych premiach!!! Siedzieć pójdziecie nieroby!!! – wrzasnął nie panujący nad sobą Ukochany Nasz Przywódca.

Prezes budowlańców spojrzał z dezaprobatą na pieniącego się polityka.

- Ależ panie Premierze! W czym leży problem? – spytał zimno. – Nie tylko, że dotrzymaliśmy umowy, to w dodatku znacznie przyspieszyliśmy oddanie do użytku wszystkich wymaganych odcinków. Spełniliśmy wszelkie wymagane normy i obwarowania. Sam Pan Premier widzi, że droga jest i przejezdna, i zabezpieczona, i znakomicie (rzekłbym, że nawet nadprogramowo dobrze) oznakowana. Wszystko dla wygody i bezpieczeństwa użytkowników. A więc...

- Ale przecież te kartoflisko to nie autostrada!!! – wykrzyknął zrozpaczony i zupełnie już skołowany Prezes Rady Ministrów.

- Jak to nie autostrada Panie Premierze? – spytał (ponownie bardzo układnie) szef budowy. – Tutaj mam ustawę i proszę! Punkt po punkcie..., a zresztą po co gadać po próżnicy. Zapraszam do mojego wozu i Pan Premier przekona się osobiście.

Donald Tusk był tym tak skonsternowany i od rana oszołomiony kolejnymi cudami, które oglądał, że bez słowa wysiadł i usadowił się obok kierowcy w pięknym wozie terenowym.

- Niech Pan Premier zapnie pasy. – grzecznie przypomniał właściciel wozu. Po czym ruszyli. Terenówka nadzwyczajnie radziła sobie na drodze, mimo, że grunt po ostatnich deszczach rozmiękł znacznie i koła tworzyły miejscami kilkucentymetrowe koleiny. Zapewne dlatego, iż wiózł teraz dostojnego gościa, szef budowy nie przekraczał po drodze nakazanej prędkości ale pomimo tego wkrótce ujrzeli na horyzoncie barierki i boksy dla sprzedających winiety.

Oszołomiony pasażer wpatrywał się we wszystko w milczeniu. Ale teraz podskoczył na siedzeniu, bo nagle wjechali na cieniutką warstwę asfaltu, na której wymalowano stosowne oznaczenia, linie, etc...

- To nasza niespodzianka! – z dumą oznajmił jego kierowca. – Na całej długości płatnej autostrady wylaliśmy asfalt! TADAM! – wykrzyknął radośnie na koniec, wskazując długi i szeroki pas jezdni, który widać było zza szlabanów.

Wysiedli. Premier wybuchnął ponownie:

- To granda! Skandal! Przecież to jakaś parodia, jakiś absurd! To nie dzieje się naprawdę! – wrzeszczał – To nie tylko nie jest autostrada, to nawet nie jest przyzwoita droga. Figę dostaniecie, nie premie!

- Oj, panie Premierze! – obrażonym głosem ozwał się jego rozmówca. – Tu mam ustawę i czytam – czarno na białym! – droga ma być przejezdna, starannie oznakowana i zabezpieczona, a wszystkie one, tak jak i oświetlenie, mają spełniać wymogi  autostrad. – Tu podsunął kopię ustawy pod nos Premiera – Prędkość zaś ma być dostosowana do warunków na danym odcinku. – perorował dalej – No i co? Przecież sam się pan przekonał, że droga nie tylko jest przejezdna, ale (szczególnie, gdy jest sucho) nasze 20 km/h może być uznane wręcz za zbyt asekuracyjne. Czy dostrzegł pan może jakieś uchybienia w oznaczeniach, a może bezpieczeństwo pobocza gdzieś zawodzi? A tu, jak Pan Premier widzi jest nawet asfalt! Więc o co ten raban i pretensje??? My prawa przestrzegamy i zawsze je szanujemy. Jest ustawa, są zasady, więc my je wszystkie spełniliśmy i robota z naszej strony jest skończona aż do zakończenia mistrzostw. Teraz liczymy, że rząd również wywiąże się z obietnic i inwestorzy, którzy oddali swoje odcinki przed terminem zostaną stosownie nagrodzeni! Dura lex, sed lex! – rzucił sentencjonalnie na koniec.

Na takie dictum Premier nie rzekł już ani słowa. Usiadł na najbliższym szlabanie, wyciągnął komórkę, nacisnął klawisz i cichutko mówił do słuchawki:

- Jacek to ty? Bogu dzięki! Proszę cię. Weź i przelej jutro te miliony dla spółki..., no wiesz przecież jakiej..., ale proszę Cię mój drogi; zrób to tym razem tak, żeby żadne media się nie dowiedziały. Dobrze? Super! To załatwione... Dzięki stary...

- No i nie można było tak od razu? – promieniał stojący obok Prezes spółki, który doskonale wiedział w czym rzecz. – Współpraca z Pana rządem to dla nas prawdziwa przyjemność! Mam nadzieję, że to początek długiej i pięknej współpracy!

Premier przygaszony i smutny siedział dalej na szlabanie. Machinalnie uścisnął wyciągniętą dłoń i intensywnie rozważał: „Co dalej? Tutaj Paweł i Stefan mogą już nie wystarczyć. Trudno! Odwiedzę Adama. Souvenir się zabierze, coś się obieca, może któryś ze stadionów po EURO da się przemianować i jego imieniem nazwiemy. Tak! To dobry pomysł, przecież Adaś splendory bardzo lubi. Nic to!" – rzekł sobie. – "Adaś pomoże i wszystko dobrze będzie.”

Odetchnął głęboko i już wiedział, że tak naprawdę odniósł kolejny wielki sukces. „Polsko! Polsko! Jakże ja się dla ciebie ciągle poświęcam!” – westchnął smętnie na koniec... 

Odsłon: 365 Komentarzy: 5


Zaproszenie na rekolekcje. Tylko o czym?

Kategoria: Polityka Monday, 13 February 2012, 17:27

Nie jestem wielbicielem Ojca Rydzyka i wielokrotnie, również tu na Frondzie, dawałem temu wyraz (prosiłbym aby nie utożsamiać tu osoby Ojca Tadeusza z TV TRWAM, czy Radio Maryja) ale to co ostatnio dzieje się wokół mediów prowadzonych przez niego oraz wojna jaką im wypowiedziano wzbudziły moje zdumienie, potem sprzeciw wreszcie gniew i irytację.
Nie mam złudzeń co do polskiej klasy politycznej i to w zasadzie niezależnie od opcji, którą reprezentuje, a moja ocena tego towarzystwa coraz częściej nie mieści się w granicach mowy parlamentarnej. Tym niemniej rozsądny polityk przynajmniej zachowuje pozory tego, że jest osobą kompetentną, uczciwą, etc..., również pozory tego, że nie nadużywa swojej władzy i stanowiska. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce ostatnio coraz odważniej i częściej pokazują narodowi, czyli nam wszystkim, gdzie nasze miejsce i, że nasze zdanie się nie liczy, bo elity wiedzą lepiej.

Jednym z istotnych elementów tego procesu jest zawłaszczenie mediów przez rządzących i opcję lewicową. Bardzo wyraźne sygnały tego dostajemy niemal codziennie, a brak koncesji dla TV TRWAM jest tego jakimś ukoronowaniem (dlatego cieszę się niepomiernie z licznych głosów poparcia dla redemptorystów oraz sprzeciwu wobec tej decyzji).

Oto jaki obraz mediów kierowanych przez Ojca Dyrektora dostarczają nam media i politycy:
1) Imperium medialne zbudowane na przekrętach (mimo, że dotąd nikt tego nie dowiódł),

2) Media redemptorystów nie gwarantują wypłacalności (mimo, że stoi to w jawnej sprzeczności z pkt.1),

3) Są to media ultrakatolickie (cokolwiek to znaczy i jakkolwiek miałoby być w tym coś złego),

4) Są to media zakłamane, upolitycznione i antysemickie, które prezentują bardzo skrajne poglądy (tak jakby jakiekolwiek inne media nie były upolitycznione, stronnicze i nie prezentowały wyjątkowo skrajnych poglądów),

5) Ogląda i słucha ich jedynie margines społeczeństwa i to wyłącznie ludzie starzy, czyli emeryci i renciści (tak, jakby oni nie mieli prawa do własnych mediów).

No i tu zbliżamy się do sedna tego, o czym chciałem napisać. To, że są to opinie sprzeczne ze sobą i w dodatku bardzo często nie mające nic wspólnego z rzeczywistością (co udowodniły np. badania prof. Krzemińskiego, który nikomu w Polsce nie może kojarzyć się ze środowiskiem katolików i prawicy), to można by jeszcze przeboleć. Wszak media mainstreamowe i wypowiedzi polityków pełne są takich kwiatków. Ale to, że dyskryminuje się słuchaczy (widzów) oraz ludzi innej opcji, którzy nawet nie słuchają i nie oglądają TV TRWAM i Radia Maryja (jak ja np.) a jednocześnie publicznie kłamie się i szkaluje osobę nimi kierującą, to jest to niedopuszczalne.

Ostatnia (niezbyt wprawdzie szczęśliwa – moim zdaniem) wypowiedź Ojca Dyrektora i to co zdarzyło się potem, pokazały, że w moim opisie nie ma cienia przesady.

Zacytuję tu najpierw wypowiedź Ojca Dyrektora: „Ufam Panu Bogu i bronię się przed czarnymi myślami, ale nie spodziewałem się, że będzie tak w Polsce. Ponad 90 proc. katolików przez swoje podatki utrzymuje tych, którzy niszczą Polskę. To jest nienormalne. Którzy występują przeciwko prawom katolików i Polaków. To jest nienormalne. Oni nie powinni płacić podatków. Powinien być powszechny zryw  - nie dajemy wam nic. Ale jak to zrobić, oni mają siłę.”

Wystarczy przeczytać uważnie, aby zauważyć, iż MOWY BYĆ NIE MOŻE o podżeganiu do czegokolwiek. Ostatnie zdanie ponad wszelką wątpliwość przeczy takiej interpretacji.

A co tymczasem słyszymy w następstwie owej smutnej w swym tonie refleksji Ojca Dyrektora (bo nie jest to nic ponad pewną refleksję nad stanem Polski i sytuacją wewnętrzną kraju)?

Pominę tu fakt, iż w następstwie doszło do jedynej chyba w historii kuriozalnej sytuacji, gdy spora część obywateli RP rzuciła się zapewniać, że jest szczęśliwa, iż może płacić podatki, że to takie wspaniałe, odpowiedzialne, etc..., a na osobę, która (RZEKOMO!) miała nawoływać do ich niepłacenia posypały się gromy. Na niektórych portalach oglądaliśmy nawet wykwity radosnej twórczości, gdzie ich autorzy posuwali się w swych zapewnieniach tak daleko, iż gotowi byli płacić nawet większe podatki niż dotąd. Tego jeszcze w historii ludzkości nie było! Nie chcę tu oczywiście udowadniać, czy nawet sugerować, że w większości pisali je ludzie, którzy sami podatków nie płacą (studenci, bezrobotni i licealiści), bo badań takich nie prowadziłem ale chcę zwrócić uwagę na inne rzeczy:

1) Skoro nikt nie słucha i nie ogląda tych mediów, to jakim cudem wybucha tego rodzaju zbiorowa histeria i skąd wszyscy wiedzą o wypowiedzi Ojca Dyrektora?

2) Skoro tylko moherowi emeryci i renciści są słuchaczami mediów Ojca Dyrektora, to nawet, gdyby uznać to za apel do niepłacenia, to nie ma on żadnego sensu, jako że podatek z emerytur i rent automatycznie strąca ZUS i podatnicy nie mają tu nic do gadania?

3) Każdego dnia w Polsce pada wiele setek apeli o niepłacenie podatków lecz jakoś pies z kulawą nogą się tym nie interesuje. Np. Pana Wojciecha Cejrowskiego albo Janusza Korwin-Mikke nikt w mediach mainstreamowych nie komentuje, nie cytuje, nikt na nich uwagi nie zwraca. Skąd więc takie „wyróżnienie” dla Ojca Dyrektora? A może to zwyczajnie zła wola, zawiść i złość?

Nie będę też komentował kłamstw i głupot, które znalazły się na stronach: GW, WP, czy na Onecie. Przejdźmy zatem do clou mojego tekstu:

Jak wykazałem powyżej, o podżeganiu do niepłacenia podatków mowy być nie może. Nawet gdyby tak było, to apel pozostaje zawieszony w próżni. Rozsądni lub chociaż sprytni politycy nie komentują podobnych refleksji medialnych, choćby z racji tego, iż jest ich mnóstwo, a podobny komentarz tylko podnosi rangę osoby, którą się komentuje.

A cóż mamy u nas:

Niezawodny Radosław Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych (co jak wyjaśniałem już kiedyś oznacza, iż reprezentuje u nas interesy zagranicy) raczył w tej sprawie zabrać głos na Twitterze. Nie wiedzieć zresztą czemu, bo wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka nie miała nic wspólnego z jego resortem, z polityką zagraniczną, a nawet nie było żadnej aluzji do jego osoby.

I cóż zatem nasz Gwiazdor Dyplomacji raczył zamieścić? Zacytujmy:

„Odmawiając państwu prawa do podatków, O. Dyrektor i PiS brną w herezję. Rekomenduję solenne rekolekcje”.

Pozwolę sobie pominąć tu dalsze cytaty z Pisma Świętego oraz przytoczone wypowiedzi ludzi Kościoła o podatkach, którymi minister uraczył nas także w obfitości, bo i szkoda na to czasu. Wręcz chciałoby się zacytować Pana Onufrego Zagłobę: „Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni”. Swoją drogą to dosyć żałosne, gdy polityk usiłuje uczyć słów Biblii kapłana ale wróćmy wreszcie do zacytowanych słów Pana Radosława.

1) O podobnej herezji jeszcze Kościół Katolicki nie słyszał i albo Pan Minister konfabuluje lub bredzi, albo też mamy do czynienia z kolejnym przykładem sytuacji, gdy polityk używa słów, których znaczenia nie pojmuje.

2) Gdzie Pan Minister dopatrzył się w wypowiedzi Ojca Rydzyka obecności PiS-u, to tego nawet pewnie Rzecznik Paweł Graś nie będzie w stanie objaśnić.

3) Dotąd nie spotkałem jeszcze rekolekcji poświęconych zagadnieniom podatkowym, ale widać Pan Minister ma jakieś swoje informacje na ten temat. Niestety nie podał ani adresu, ani terminu, ani nawet nazwiska rekolekcjonisty (czyżby Minister Jacek Rostowski?).

4) Ojciec Rydzyk nie odmawia państwu polskiemu prawa do podatków. Nawet nie odmawia go obecnej ekipie! Zauważa tylko, że obecna ekipa NIE ZASŁUGUJE na podatki Katolików i Polaków, jako, że prowadzi szkodliwą działalność i politykę sprzeczną z ich interesem.

Wszystko to jest jasne jak Słońce i widoczne jak na dłoni. Widać jednak, iż Panu Ministrowi ani wiedzy, ani kompetencji ani nawet inteligencji nie staje by to zauważyć. A przecież wystarczyło pomilczeć...             

Odsłon: 476 Komentarzy: 22


1 2 3 4 5 6 7 8 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.