
Thursday,05 April 2012,03:02
Kategoria: Kościół Thursday, 05 April 2012, 03:02
W drugim numerze tegorocznego „Miłujcie się“ z ukazał się bardzo ciekawy artykuł o objawieniach, które miały miejsce w pewnym małym włoskim miasteczku. Rozpoczęły się one 2 lutego 1995 roku. Tego dnia ok. godziny 16:20 sześcioletnia córeczka państwa Gregorich zauważyła, że na gipsowej figurce Maryi pochodzącej z Medjugorie pojawiły się krwawe łzy. Świadkami tego zjawiska była najpierw jej rodzina, a później komendant straży miejskiej, policjanci oraz biskup miejsca, który na początku nie ukrywał swojego sceptycyzmu. Kiedy jednak łzy zaczęły wypływać w czasie nabożeństwa z jego udziałem wtedy biskup również uznał to za coś nadprzyrodzonego.
Badania lekarskie nie pozostawiły wątpliwości - z oczu figurki zaczęły wypływać krople ludzkiej krwi. Biskup starając się uniknąć zwiedzenia przez złego ducha odmówił nad figurką krótki egzorcyzm po czym zawiózł ją do Polikliniki Gemelli, aby dokonać jej prześwietlenia. Okazało się, że figurka była całkowicie jednolita. Wykluczało to hipotezę oszustwa. Cała sytuacja nie spodobała się włoskim ateistom, którzy wymogli na władzach konfiskatę figurki. Rozpoczęto śledztwo prokuratorskie. Rodzinę Greorgich dotknęły szykany. W 2000 roku śledztwo umorzono stwierdziwszy, że owe wydarzenia mogły wyniknąć na skutek kolektywnej sugestii (sic!) lub mieć charakter nadprzyrodzony.
O całej sprawie dowiedział się Jan Paweł II, który przesłał tej rodzinie kopię poprzedniej rzeźby, z której po niedługim czasie zaczęła wydobywać się oleista, przyjemnie pachnąca substancja* (którą również przebadano). Jej wypływanie można obserwować głównie w Boże Narodzenie, Wielkanoc i święta maryjne. Świadkiem tego zjawiska było wielu ludzi - w tym ekipa telewizji BBC.
*W Polsce podobne wydarzenie miało miejsce w Terespolu dwa lata temu. Wtedy tzw. święty olej pojawił się na ikonie Matki Bożej Kazańskiej.
Odsłon: 875 Komentarzy: 7
Saturday,21 April 2012,23:21
Kategoria: Aborcja Saturday, 21 April 2012, 23:21
Sprawa Alicji Tysiąc wróciła na wokandę sądów w wyniku pozwania Tomasza Terlikowskiego. Widać Pani Alicji nadal marzą się sława i pieniądze, bo trudno doszukiwać się walki o własną godność w procesowaniu się dopiero po latach od sprawy wydumanego naruszenia dóbr osobistych.
Lapidarny komunikat na jej facebook'owym profilu pozwala bowiem przepuszczać, że chodzi o wydarzenie sprzed trzech lat. Wtedy Pani Tysiąc - za to, że odmówiono jej zabicia własnego dziecka w świetle prawa - zasądzono 25 tyś euro tj ok. 100 tyś złotych. (Poponuję więc Pani Alicji adekwatną do sprawy zmianę nazwiska z Tysiąc na Stotysięcy). Obecny proces dotyczyć najprawdopodobniej będzie wypowiedzi Pana Terlikowskiego o Alicji Sto... - przepraszam - Tysiąc, która pochodzi z artykłu na temat postępowania ks. Gancarczyka z 23 września 2009 r. Czyżby Pani Alicji skończyła się gotówka wyłudzona od Państwa Polskiego i Gościa Niedzielnego, że postanowiła dopiero po trzech latach od sprawy szukać sprawiedliwości? A może za mało zarabia jako Radna Miasta Warszawy?
Przypomnijmy: trzech niezależnych specjalistów - okulistów odmówiło wydania zezwolenia na przeprowadzenie aborcji stwierdzając, że samo prawdopodobieństwo utraty wzroku nie może być podstawą do usunięcia ciąży (tak się składa, że prawdopodobieństwo różnych powikłań istnieje zawsze, ale to nie znaczy, że trzeba przestać rodzić dzieci). Pani Tysiąc poszła więc (przy czwartej próbie) do jakiegoś internisty (sic!), który wydał jej oświadczenie przekraczające jego kompetencje (internista nie jest specjalistą chorób oczu, podobnie ortopeda nie ma prawa wydawać orzeczeń o usunięciu jelita!). Dodatkowych kontrowersji tej sprawie dodaje fakt, że - jak można dowiedzieć się z z Wikipedii - Pani Alicja choruje od 1977 na postępujący zanik wzroku. W 2000 r miała wadę wynoszącą -20 dioptrii, a która - niby po cesarce wzrosła do -26. Tyle, że pogorszenia wzroku w związku z cesarką wcale obiektywnnie udowodnić nie można. Pani Alicja mogła bowiem udzielać w czasie badania okulistycznego fałszywych odpowiedzi w nadziei na odszkodowanie (do którego dążyła od początku tej sprawy). Mogła również nasilić się retinopatia.
W krainie Mammona wykorzystuje się powszechnie sądy (które ze sprawiedliwością przestały mieć cokolwiek wspólnego) do wyłudzania pieniędzy. Cała sprawa dotyczy bowiem faktu uznawania istoty ludzkiej w łonie matki za człowieka, a tego żaden sąd nie jest w stanie zanegować - choćby powstało setki paragrafów temu przeczących i tak prawda na końcu zwycięży. Jesteśmy ludzmi od momentu poczęcia. To, że nie możemy jeszcze wtedy tego wypowiedzieć nie zmienia tego faktu.
Odsłon: 790 Komentarzy: 5
Sunday,15 April 2012,14:08
Kategoria: Ogólne Sunday, 15 April 2012, 14:08
Specjalnie dla redaktorów Frondy (i nie tylko): krótki acz przystępny kurs optymalizacji plików graficznych na potrzeby stron WWW.
Prócz powszechnie stosowanego przez redakcję Frondy formatu (niemal z rangą domatu!) JPEG (JPG) istnieją również inne formaty kompresji plików graficznych, które w wielu przypadkach dają o wiele lepsze efekty. Kiedy je stosować i jak sprawić, aby portal wyglądał ładnie?
JPEG
- stosujemy go gdy paleta barw w pliku graficznym przekracza 256 kolorów. Transformacje zastosowane w tym formacie są dostosowane do grafik o bardzo dużej rozpiętności kolorów. Niestety obrazki wyglądają znacznie gorzej, kiedy kolorów na obrazku jest mniej. Szczególnie można to dostrzec wtedy kiedy przestrzenie zajmowane przez tylko kilka kolorów zajmują znaczną powierzchnię grafiki. Prowadzi to do powstawania skaz, charakterystycznych „brudów".
Format ten nie pozwala w ogóle na uzyskanie efektu przezroczystości. Kanał alfa w trakcie konwersji do tego formatu zostanie zamieniony na określony kolor (domyślnie edytory i kowertery zamieniają go na kolor biały).
GIF
- stosujemy go kiedy paleta barw w pliku graficznym NIE przekracza 256 kolorów. Jeżeli (często gołym okiem to widać!), że na obrazku jest mało kolorów to stosujemy właśnie ten format. Te pliki graficzne, które w przypadku konwersji do formatu JPG są „brudne“ powinny być właśnie konwertowane do formatu GIF (lub PNG o czym mowa w następnym punkcie).
Format GIF pozwala uzyskać efekt przezroczystości bezwzględnej (tj elementy na obrazku będą albo w pełni widzoczne, albo w pełni przezroczyste. Nie pozwala na stopniowanie przezroczystości).
PNG
Format ten łączy zalety zarówno plików JPEG jak i GIF. Teoretycznie można w nim zapisywać obrazki bez względu na paletę kolorów. Jednak wszystko ma swoją cenę. Pewną wadą tego formatu jest to, że pliki domyślnie w nim generowane przez większość edytorów graficznych mają znacznie większy rozmiar niż pliki generowane w formatach JPG czy GIF). Format ten ma jednak jeszcze jedną zaletę, która przemawia za jego stosowaniem w pewnych przypadkach, a mianowicie pozwala nam na pełne operowanie na kanale alfa (tj. możemy dodawać efekty różnego stopnia przezroczystości tak całego obrazka jak i poszczególnych elementów na nim widocznych). Ponadto pliki PNG dają się wyśmienicie optymalizować, co w znaczny sposób je odchudza (zamiast kilkuset kb mogą zostać przetworzone do kilkudziesięciu kb, a efekt wizualny będzie praktycznie taki sam). Sprawia to, że świetnie nadają się na strony WWW. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do zapisu obrazka w danym formacie polecam właśnie format PNG.
WebP
WebP to stosunkowo nowy format, następca formatów JPG i PNG stworzony przez firmę Google. Pozwala uzyskiwać pliki graficzne znacznie mniejsze niż wymienione wyżej formaty przy zachowaniu takiej samej jakości (ok 1/3 mniejsze niż JPG). Obecnie jego obsługa została już zaimplementowana w Firefoxie, Chrome i Operze. Aby obrazki w formacie WebP były widoczne w IE i przeglądarce obrazków stystemu Windows należy doinstalować odpowiedni kodek. Sytuacja ta zostanie naprawdopodobniej zmieniona z chwilą wydania nowej wersji IE. Niedawno do formatu dodano obsługę kanału alfa. Już istnieją (darmowe) konwertery umożliwiające wsadowe przetrwarzanie plików w tym formacie.
Dzisiejsza grafika z "brudami":

Poświata wokół postaci Pana Jezusa w wyniku konwersji do formatu JPG została zamieniona na plamy.
Takich grafik w umieszczonych w sliderze znalazłoby się więcej. Nie muszę chyba dodawać, że zły wybór formatu nie tylko szpeci stronę, ale sprawia, że plik zajmuje więcej kb - to z kolei sprawia, że strona ładuje się dłużej, a to wcale nie ułatwia życia ani administracji, ani użytkownikom.
Odsłon: 133 Komentarzy: 3
Friday,13 April 2012,07:13
Kategoria: Ogólne Friday, 13 April 2012, 07:13
Po obejrzeniu ostatniej debaty z udziałem Richarda Dawkinsa i kard. George’a Pella doszedłem do wniosku o nieracjonalności czołowego ateisty XXI w. Richard Dawkins ceni teorię Darwina jako koncepcję pochodzenia człowieka, a mimo to jest przeciwny wprowadzaniu w życie wniosku z niej wypływającego tj. przyśpieszenia naturalnej selekcji jednostek od urodzenia chromych i słabych jako bezwartościowych z punktu widzenia rozwoju gatunku (bo po co mają niepotrzebnie obciążać jednostki zdrowe? Wilki wyrzucają chore osobniki ze stada.).
Moim zdaniem jest on przeciwny takiej selekcji tylko na potrzeby dyskusji. Zmuszają go do tego kamery. Jeżeli jest konsekwentny (a moim zdaniem jest) to prywatnie popiera eugenikę. Sądzę tak dlatego, że nie dowiadujemy się z owej dyskusji o jakimkolwiek powodzie dla którego Dawkins miałby uważać takie praktyki za coś niepożądanego. Zdaniem Dawkinsa wszystkie przymioty którymi się szczycimy, w tym moralność, są efektem ewolucji, a więc nie ma czegoś takiego jak stałe normy moralne czy kategorie dobra i piękna (dla muchy wszak pięknie pachnący może być stolec). Założenia przyjmowanie przez Dawkinsa prowadzą do wniosku, że liczy się wyłącznie przetrwanie jednostek najsilniejszych i najbardziej zaradnych.
Jeżeli nie ma stałych wartości to nic nie stoi na przeszkodzie, aby postawić się wzorem Nietzche’go „ponad dobrem i złem". Dziwię się, że kard. Pell nie podjął tego wątku. Mógłby medialnie zgnieść Dawkinsa. Argumenty tego ateisty wcale nie były górnolotne. Powiedziałbym wręcz, że oglądając go byłem zawiedziony ich poziomem - były dość oklepane i kilkakrotnie doprowadziły publiczność do śmiechu (a ten śmiech z kolei doprowadzał Dawkinsa do irytacji, np. przy próbie redefinicji słowa „nic“.).
Zabrakło również argumentu antropologicznego. Dawkins zakłada celowości adaptacyjną w procesie ewolucji. Innymi słowy uważa ewolucję za proces wewnętrznie uporządkowany (np. pojawił się suchy ląd - weszły na niego zwierzęta, które najpierw wykształciły zdolność poruszania się). Nasuwa się więc pytanie - dlaczego człowiek wykształcił wierzenia? Przecież z punktu widzenia ewolucji wierzenia są czymś skrajnie nieprzydatnym i ogłupiającym człowieka. Wszystkie zwierzęta kierują się zimną kalkulacją i realizmem czysto materialistycznym, uwarunkowanym własną strukturą biologiczną. Jedynym wyjątkiem w tej kwestii jest człowiek. Jaki był więc cel powstania wierzeń?
Antropologia świadczy, że istniały one od zarania dziejów człowieka. Domyślam się, że Dawkins może uważać wierzenia za nieudaną realizację racjonalizmu człowieka, takie rozumowe chybienie celu. Tylko, że to oznacza, że wcale nie jesteśmy na wyższym poziomie ewolucji niż zwierzęta, bo wykształcenie wierzeń było czymś zupełnie niepotrzebnym. Podobnie moralność ograniczająca rozwój jednostek wybitnych ceną jednostek słabych jest w tym względzie czymś chybionym. Dawkins oburzał się na słowa kard. Pella kiedy ten w kontekście ateizmu przywoływał największych zbrodniarzy XX wieku (ale co to znaczy zbrodniarz? Przecież dla Dawkinsa to tylko puste słowo w złudzeniu moralności). Ten człowiek de facto już się czuje „ponad dobrem i złem“, a to co robi przed kamerami to czysta demagogia. Myślę, że Dawkins jest doskonale świadomy swojej misji - dostarczania ludziom „argumentów“ do wnioskowania wzorem Nietzchego. On zaczyna mówić, a słuchacze mają sobie dopowiadać. Najwyższy czas powiedzieć to otwarcie - poglądy Dawkinsa i Hitlera rzeczywiście zbytnio się od siebie nie różnią i można do udowodnić.
Ludzka świadomość, rozbudowana racjonalność (w tym np. zdolność do myślenia abstrakcjonalnego), uczuciowość, wrażliwość na cierpienie niewinnych i system wartości znacznie wykraczający poza materializm i własny biologizm wskazują w sposób jasny na to, że rozwój człowieka rządzi się innymi kategoriami niż innych gatunków istot ziemskich. Argumenty Dawkinsa są nihilistyczne w swojej wymowie, a wręcz (posługując się językiem zwolenników darwinizmu) są próbą cofania człowieka w ewolucji.
Odsłon: 495 Komentarzy: 19
Thursday,04 October 2012,15:49
Kategoria: Kościół Thursday, 04 October 2012, 15:49
Rozmowa z ojcem Andrzejem Smołką, ss.cc., egzorcystą Archidiecezji Wrocławskiej. Przez 25 lat o. Andrzej był misjonarzem w Demokratycznej Republice Konga.
Czy zło istnieje w formie osobowej?
- Tak. W dokumentach Kościoła katolickiego mówi się wprost o złu osobowym. Mówi o tym Katechizm Kościoła katolickiego w miejscach: 332, 391-395, 397,414, 2851 oraz konstytucja Vat II Gaudium et spes, nr 22,37.
Niektórzy zaprzeczają, że tak rzeczywiście jest. Co Ojciec powiedziałby takim ludziom?
- Cóż, niech sobie tak twierdzą. Przecież nie można zmusić ludzi, aby w coś wierzyli. Wiele milionów osób wierzy, że tak jest. To jest wiara przekazana przez apostołów od ponad 2000 lat. Takie jest też nasze doświadczenie.
Czy nie jest tak, że zły duch woli, aby ludzie nie uznawali jego istnienia?
- Zły duch jest bardziej inteligentny niż nam się wydaje. Powiedziałbym nawet sprytny. Działa w różny sposób. Dziś mówi się, że uznawanie istnienia diabła to średniowiecze, obciach i ciemnogród. Jednocześnie ludzie otwierają się na wschodnie kultury, religie, sztuki walki itd. Mówią, że to trendy.
Nie tak dawno przyszła do mnie 19-letnia dziewczyna, która jest bardzo poważnie dręczona. Odczuwa lęki i ma chęć zakończyć szybko swoje życie. Szuka u mnie pomocy. Okazało się, że od dziecka, za namową rodziców (mama prawnik, tato lekarz), uczęszcza na kurs taekwondo. Ta sztuka walki to nie tylko ćwiczenia gimnastyczne, ale też medytacyjne. Dziewczyna ta powiedziała mi, że od dzieciństwa medytuje słowo „nic” albo, „jak kopnąć koleżankę, aby złamać jej nogę”. Dziś, po 15 latach treningów, dziewczyna jest opętana. Jej reakcja na „sacrum” była niebywała. Gdy rzuciła metalowym krzyżem o ziemię, rozleciał się na kawałki.
Ostatnio w modzie jest joga, której uczy się nawet małe dzieci. Czy ta wywodząca się z religii hinduskiej dyscyplina jest również niebezpieczna?
- Joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne. My jesteśmy wychowywani w dualizmie. Uznajemy, że człowiek jest duchem i ciałem. Na wschodzie dominuje monistyczne spostrzeganie świata, gdzie wszystko jest jednością. Jednością jest też duch i ciało. Tak jest też w jodze. Przykładowo, przyjmuje się tam, że przez nacisk kolana, naciskamy też duszę. Przyjmując postawę „kwiatu lotosu” automatycznie otwieramy się na „energie kosmosu”. Cała sprawa polega na tym, że poprzez odpowiednie pozycje otwieramy się na jakieś niesprawdzone energie. Karykaturalnie można powiedzieć, że to „energie z rogami i ogonem”. Ale, oczywiście, mówi się, że to nieprawda, bo diabła nie ma.
Niektórzy twierdzą, że uprawiają jogę dla zdrowia, tylko jako zestaw ćwiczeń fizycznych, a filozofia z niej wynikająca nie ma dla nich znaczenia.
- Jak już powiedziałem, w jodze, ze względu na monistyczny charakter, nie da się oddzielić ćwiczeń fizycznych od duchowych. Proszę zapytać jakiegoś guru hinduskiego, mistrza jogi, czy się zgadza, że to tylko zestaw ćwiczeń gimnastycznych. Gwarantuję, że roześmieje się wam w twarz.
Czyli joga nie służy zdrowiu duchowemu, a nawet fizycznemu?
- Ja to widzę po konkretnych przypadkach. Ludzie zaangażowani w jogę mają później straszne problemy. Albo ich wiara chrześcijańska jest eliminowana z ich życia, albo tracą poczucie bezpieczeństwa, doznają dręczenia, co bardzo często kończy się próbą samobójczą. Widać więc, że nie służy to człowiekowi.
My, księża egzorcyści, mamy za zadanie pomagać ludziom w walce ze Złym, ale także przestrzegać ich, by nie chodzili drogami niebezpiecznymi. Dziś pojawia się coraz więcej zagrożeń duchowych, które nie wyglądają wcale jako niebezpieczeństwo.
Jeśli ktoś twierdzi, że nie wierzy w istnienie złych duchów, to nie podlega zagrożeniom z ich strony?
- To nie jest sprawa wiary lub niewiary czy woli. We Wrocławiu jest wiele nieoświetlonych uliczek, a w nich dużo dziur. Wieczorem można tam złamać nogę. Ktoś może powiedzieć: nie wierzę w to. Jego wiara nie będzie miała wpływu na to, że jednak złamie nogę, bo zlekceważył niebezpieczeństwo.
Jakie rozróżniamy działania złych duchów?
- Uzależnienie od grzechu. Człowiek wielokrotnie próbuje się z niego wyzwolić, ale nie potrafi. Przykładem może być alkoholizm. Zaczyna się od okazyjnego spożywania na imieninach, dla humoru. Później człowiek sam kupuje i pije „przed lustrem”. Powoli ten humor przeradza się w złe stany naszej duszy - złość i agresję. Osoba taka nie umie już rozmawiać z dziećmi i żoną. Reaguje pięścią. Później okazuje się, że nie może żyć bez alkoholu. Zamienia swoje życie rodzinne w piekło. Nie ma już w niej miłości, jest nienawiść. I to nie tylko ojcowie tak postępują. Bardzo dużo młodych kobiet wchodzi na tę drogę. A zaczyna się niewinnie, od picia dla humoru.
Można się uzależnić też od pornografii. Niszczy ona człowieka od wewnątrz, zabijając miłość do własnej żony lub męża. Wczoraj był u mnie pan, którego żona wchodziła w internecie na strony randkowe. W końcu zniszczyło to ich rodzinę.
W jaki sposób można rozpoznać, że za jakimś problemem człowieka stoi zły duch?
- My, egzorcyści, mamy kryteria, które nam pomagają w rozróżnieniu czy chodzi o złego ducha, czy też nie. Pierwsze, to wstręt do sacrum, czyli świętości, np. krzyża, świętego miejsca, obrazów Matki Bożej, świętych, wody święconej. Niekiedy proszę jakieś osoby, aby dotknęły kropidła. Niektórzy reagują bardzo drastycznie, rzucają nim, uciekają, innym wygina ręce albo odwracają głowę do tyłu, żeby nie patrzeć. Ludzie czasami czują niechęć czy strach przed modlitwą lub nagle odczuwają duszności.
Często ludzie zniewoleni przez złego ducha mają myśli samobójcze. Niektóre samobójstwa są efektem dręczenia przez demony.
Pokazywano mi ślady oparzeń, podrapań, które nastąpiły w nocy podczas snu. Bywa, że kobiety przeżywają gwałt na swoim ciele, ale nie przez człowieka. Znam taką kobietę, która ponad 20 lat przeżywała co noc takie ataki. Jej mąż spał obok, na wyciągnięcie ręki, a ona czuła, że przychodzi do niej jakaś bestia. Czuła smród, jaki ział z paszczy. Nie mogła się podczas ataku ruszyć ani krzyknąć.
Nadrzędną koniecznością w pracy egzorcysty jest poznanie czy w danym przypadku rzeczywiście chodzi o złego ducha. Nie każdy, kto krzyczy, toczy pianę z ust czy wije się po podłodze jest opętany. Egzorcyzmy bez wcześniejszego rozróżnienia mogłyby daną osobę doprowadzić do depresji, sprowokować nieodwracalne szkody moralne, a nawet zniechęcić do wiary. Mogłaby stwierdzić, że nawet Pan Jezus nie może jej uwolnić. Bardzo często współpracujemy w tej kwestii z zaprzyjaźnionymi psychiatrami i psychologami.
Kiedyś czytałem, że opętania zdarzają się raczej rzadko, częściej natomiast występują różnego rodzaju zniewolenia. Czy rzeczywiście tak jest?
- Opętań jest też stosunkowo dużo. W ubiegłym tygodniu spotkałem trzy takie osoby. Można powiedzieć, że statystycznie takich przypadkó w jest coraz więcej. Ostatnio przychodzą do mnie młodzi ludzie doznający udręk w obecności krzyża przed kościołem lub wewnątrz. Gdy umawiam się z kimś takim na modlitwę w kościele, to często taka osoba do środka nie wejdzie. Przewróci się, wyje jak zwierzę. Zdarza się, że gdy ktoś ma do mnie przyjechać, to psuje się samochód. Zwykle tak się dzieje, gdy ludzie próbują się nawrócić i zaufać Bogu.
Znam taki przypadek. 20-letni chłopak żył przez dłuższy czas w poważnym, śmiertelnym grzechu. Pewnej nocy bardzo się wystraszył. Zobaczył koło swojego łóżka diabła. Nie wiem czy mu się wydawało, czy też była to łaska od Boga. Postanowił wtedy ze strachu pójść do kościoła. Rano obudził się z poważną chorobą nóg. Lekarze stwierdzili, że ma zniszczone kolana, jak 85-letni starzec. W końcu przyszedł do mnie o kulach. Okazało się, że jest opętany. Podczas modlitwy bardzo bluźnił pod adresem Matki Bożej. Podczas egzorcyzmu człowiek ten został uwolniony. Po modlitwie sam wstał i poszedł do domu. O kulach zapomniał. Okazało się, że albo został w sposób cudowny uzdrowiony, albo chorobę wywoływał zły duch, żeby go zniechęcić do szukania zbawienia u Pana Jezusa.
Czyli szatan może wywoływać u ludzi choroby?
- Jak najbardziej. Już prawie minął rok, jak mieliśmy w naszym kościele parafialnym niecodzienne zdarzenie. Do kościoła wjechał wózkiem mężczyzna. Podczas modlitwy wstał. Nie wiedzieliśmy, czy to cud, czy co. Nagle zaczął bluźnić na Pana Jezusa. Przy okazji oberwało się chórowi parafialnemu, że za cienko śpiewa. W końcu zaryczał jak jakieś drapieżne zwierzę. To nie był krzyk człowieka, ale ryk. Rzucał się na posadzce. Niektórzy ludzie uciekali z kościoła. Wtedy ściszonym głosem zwróciłem się do niego: „widzę, że niezły spektakl urządziłeś”. A on, odwracając się do mnie: „a co, podobało się ?”. Te teatralne krzyki i bluźnierstwa są po to, aby nas nastraszyć.
Diabeł, który podczas modlitwy lub egzorcyzmu manifestuje swoją obecność, robi to dlatego, bo wie, że przegrał, że będzie musiał odejść.
Kto jest najbardziej narażony na działanie złych duchów?
- Oprócz tych przypadków, które wcześniej wymieniłem, także osoby, które oddają się magii, okultyzmowi, bioenergoterapii. Przykładowo, zdarza się, że bioenergoterapeuta prosi, aby zdjąć krzyżyk, bo blokuje mu moc. Jeśli coś jest neutralne lub Boże, to medalik święty nie może blokować.
Tak samo może się zdarzyć, gdy ktoś podczas seansu bioenergoterapeutycznego modli się po cichu. Wówczas usłyszy, że coś bioenergoterapeucie przeszkadza. I wyszło szydło z worka, jaką mocą on działa.
Przestrzegam również przed wszelkiego rodzaju talizmanami. Ostatnio modny jest pierścień atlantów. Noszenie go na palcu ma zapewnić szczęście. W jednej ze szkół podstawowych we Wrocławiu niemal wszystkie dzieci go miały, nauczyciele też. Jednej nauczycielce zginął nagle mąż, wszystko się naraz rozsypało. Od razu wyrzuciła pierścień, bo zobaczyła, że coś jest nie tak.
Niestety, ludzie do kościoła nie pójdą, bo to jakieś przestarzałe zabobony, ale pogańskie talizmany noszą, wierząc, że zapewnią ochronę i szczęście.
Czy zwykły, przeciętny katolik sam może się ustrzec przed atakami złego ducha?
- Oczywiście. W pewnym sensie to jest nasza codzienna walka. Osobom uwolnionym nakazuję czytanie Ewangelii i modlitwę do Jezusa Chrystusa. Bez tej relacji osobowej z Chrystusem diabeł wróci. Wielu ludzi uwolnionych staje się prawdziwymi świętymi. W życiu chrześcijanina chodzi właśnie o to, aby spotkać się z Chrystusem, który cierpiał, umarł i zmartwychwstał. Tę znajomość powinniśmy codziennie pogłębiać, nawracać się. Niektórzy jednak chodzą do kościoła z przyzwyczajenia lub dla tradycji, bez głębszego zaangażowania. Ale taka powierzchowna postawa nas nie ustrzeże przed Złym.
Oczywiście, korzystać powinniśmy przede wszystkim z pomocy sakramentów, Mszy św. W sytuacji ciężkich dręczeń potrzebna jest posługa egzorcysty. W każdej diecezji jest, jeśli nie jeden, to kilku egzorcystów. W diecezji warszawskiej i tarnowskiej jest siedmiu, wrocławskiej jest nas trzech i naprawdę mamy co robić.
Czy może się zdarzyć, że ktoś jest dręczony z powodu nie swoich win?
- Mamy do czynienia z grzechem pierworodnym. Może też czasami być grzech przodków, grzech rodzinny.
W ubiegłym tygodniu miałem taki trudny egzorcyzm. Osoba porządna. Podczas modlitwy okazało się, że gdy miała roczek, matka, mając trudności finansowe, ofiarowała ją szatanowi. Ktoś jej tak poradził. Dziecko później było opętane.
Inny przykład. Przyszła do mnie zapłakana 40-letnia kobieta. Mówiła, że miała czworo dzieci. Wszystkie, jedno po drugim, zmarły. Przypomniała sobie, że gdy opuszczała dom rodzinny, to matka ją przeklęła, życząc, by widziała śmierć swoich dzieci.
W mojej posłudze spotykam się z ludźmi, którzy w sposób szczególny doświadczyli zła. Słysząc niektóre historie, chce mi się płakać. Widzę, ile niedobrych rzeczy dzieje się na świecie. Sam, będąc w Afryce, przeżyłem wiele zła, wojny, podczas których do mnie strzelano. W 1993 roku widziałem, podczas wojny domowej, jak żołnierze rzucili dla „pociechy” bawiącym się kilkuletnim dzieciom odbezpieczony granat. Co może zrobić granat z 3-4-letnim dzieckiem? Na filmach tego nie pokazują. Wtedy widziałem diabła.
To było w Polsce. Ojciec gwałcił swoją córeczkę, od kiedy miała pięć lat. Potem jeszcze sprowadzał kolegów. I wszyscy pili i gwałcili. A matka leżała pijana na tapczanie z innym facetem. Dowiaduję się o takich sprawach od ludzi, którzy do mnie przychodzą. Kobieta, która to przeżyła, mówi, że nienawidzi swojej mamy i ojca. I jak jej powiedzieć, aby przebaczyła? A przebaczyć jednak trzeba.
Zdaniem o. Joachima Badeniego, który w marcu 2010r. umarł w opinii świętości, Antychryst nie będzie (a może nie jest) osobą, lecz systemem antychrześcijańskim. Nie będzie też brutalnym nachalnym złem, ale ustrojem społeczno-politycznym, który pod płaszczykiem dobra promuje zło. Jakie ma Ojciec zdanie na ten temat?
- Sądzę, że ojciec Badeni ma rację. Dawniej był jeden władca - cezar. Dziś mamy systemy demokratyczne, które sprawują władzę przez liczne instytucje.
Obecnie można obserwować nie tylko postawy antychrześcijańskie, ale też antyhumanistyczne – prawo do aborcji, do eutanazji. Dziś człowiek, nie uznając Boga, sam chce decydować, co jest dobre, a co złe. W parlamentach ogłasza się, że zabijanie nienarodzonych dzieci nie jest grzechem, ale dobrem, prawem wolnych kobiet. Takich rzeczy jest coraz więcej. Z drugiej strony dziecko za każdą cenę (in vitro). Nawet za cenę życia innych.
Chrystus przyszedł wyzwolić ludzkość od wpływu złego. Duchy nieczyste niejednokrotnie krzyczały: „wiemy, kim jesteś”, „przyszedłeś nas zgubić” itd. Tymczasem po 2000 lat misji Ewangelizacji i wyzwalania od złego w dzisiejszych czasach, szczególnie na Zachodzie Europy, dominuje lewicowo-lewackie postrzeganie świata. Promuje się aborcję, eutanazję, homoseksualizm itd. Wydaje się, że antychrześcijańskie postawy dominują, a Kościół przegrywa walkę ze złem. Czy tak rzeczywiście jest?
- Nie tylko na Zachodzie. W Polsce jest podobnie, tyle że nasz tradycjonalizm jeszcze nas ochrania. Czy jednak Kościół przegrywa? Nie, absolutnie. W pierwszej swojej encyklice (Deus caritas est) ojciec święty Benedykt XVI pisze, że w dzisiejszych czasach ludzie traktują wiarę katechetycznie. Nauczyli się kilku prawd wiary i na tym ich edukacja religijna się zakończyła. Tymczasem wszyscy powinniśmy wierzyć w Chrystusa żyjącego. Przez tę wiarę uzyskamy przebaczenie grzechów i będziemy napełnieni Duchem Świętym. To jest to zbawienie w imię Jezusa Chrystusa, które zaczyna się już na ziemi.
Można powiedzieć, że dziś żyjemy w czasie nawróceń i oczyszczenia. Nie można jednak tego mierzyć ilością ludzi w kościołach, ale jakością wiary. Jeżdżąc po wielu krajach, spotkałem bardzo dużo ludzi głęboko wierzących, którzy są w Kościele z przekonania. Ci, co mieli odejść od wiary, już dawno to zrobili.
Kościół więc nie przegrywa, mimo że są momenty walki, bo diabeł czuje swoją przegraną i widzi już swój koniec. Krzyczy głośniej, niż kiedyś i w swoim upadku chce pociągnąć wielu z nas.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wojciech Cerkowniak
Odsłon: 1008 Komentarzy: 20
Saturday,24 March 2012,03:17
Kategoria: Aborcja Saturday, 24 March 2012, 03:17
Dlaczego uważam, że Tomasz Terlikowski i ks. Izakowicz-Zaleski mają rację, czyli kilka nieporozumień na temat fundamentalnych kwestii eklezjologii.
Czytając medialne komentarze, które narosły wokół książki „Chodzi mi tylko o prawdę“ nie mogę wyzbyć się wrażenia, że mamy do czynienia z dwiema wizjami Kościoła. Wizja pierwsza, zawarta na łamach tej publikacji to Kościół jako Czysta Oblubienica i Mistyczne Ciało Chrystusa. Wizja druga to Kościół grzeszników, ale niestety taki Kościół w którym grzech został uznany za status quo z którym trzeba się pogodzić. Oponenci autorów wspomnianej przeze mnie książki (wybacz Gandalfie) piszą na przykład:
„Pan Terlikowski ma jednak bardzo specyficzną wizję "oczyszczania" Kościoła. To bardzo powierzhowna wizja, która polega na oczyszczaniu przez "odcinanie". Jezeli jakiś katolik zagłosuje na partię polityczną, która ma w programie na przykład liberalizację aborcji to według Pana Terlikowskiego taki katolik uczestniczy w aborcji tysięcy dzieci i powinien być natychmiast ekskomunikowany. Jezeli jakiś kapłan dopuscił się przestępstwa to musi być natychmiast suspendowany. Nie przeczę że taki sposób "oczyszczania" Koscioła z grzeszników jest skuteczny. Porównywalnie skuteczność takiej metody oczyszczania jest podobna do skuteczności gilotyny za czasów Robespierre`a. Gilotyna czyściła Francję naprawdę niezwykle skutecznie i nieodwracalnie. Ja tu juz nie będe mówił że pogląd na temat aborcji nawet jeżeli wyraża sie w konkretnym akcie politycznym jakim jest głosowanie w wyborach nie jest tym samym co odpowiedzialnośc za zamordowanie tysięcy dzieci. Naprawdę nie jest. Nie będę juz mówił o tym że kapłan nawet najbardziej grzeszny może za swoje czyny pokutowac i nawet je wynagrodzić. Szkoda gadać. Pan Terlikowski i tak "kocha" Kosciół po swojemu więc raczej będzie dążył do skutecznego oczyszczania Koscioła w iście jakobińskim stylu. Wszak bez rewolucji francuskiej Burboni rządziliby Francją do dzisiaj a w Bastylii gniłoby mnóstwo szlachetnych obrońców ludu.“
Takie komentarze wydają mi się po pierwsze śmieszne, po drugie absurdalne i po trzecie szkodliwe.
Śmieszne dlatego, że Kościół właśnie takie metody oczyszczania stosował u swoich początków i stosuje nadal (Mt 18, 17; 1Kor 5, 5; Tt 3, 9-10; kanony soborów z formułą anathema sit tj. niech bedzie wyklęty (ten kto by ich nie zaaprobował)). Absurdalne dlatego, że przyjmując takie założenia możnaby uznać apostołów i większość Ojców Soborowych za chrześcijańskich jakobinów (a Ci przecież byli antyklerykałami, więc powstaje oksymoron), a szkodliwe dlatego, że są one po prostu obroną grzechu w Kościele. Trzeba postawić sprawę jasno: owszem Kościół jest Kościołem składającym się z grzeszników, ale celu Kościoła nie realizują grzesznicy, którzy chcą trwać w grzechu lecz Ci, którzy idą drogą nawrócenia. Dlatego nie można popierać i bronić tych, którzy mimo upomnień tą drogą iść nie chcą i na dodatek wytykać innym, że nie chcą popadać w grzechy cudze (czasem warto odswieżyć sobie podstawowe wiadomości z katechizmu).
Kościół winien być czysty, urzędy biskupie winni sprawować ludzie o nienagannej reputacji (1Tm 3, 2). To, że Kościół istnieje dzięki łasce Bożej mimo grzechów swoich członków nie jest i nie może być usprawiedliwieniem dla grzechu tych, którym „lepiej aby zawiązano kamień młyński u szyi i rzucono w morze“. Kościół istniał mimo grzechów i istnieć będzie nadal, bo „bramy piekielne Go nie przemogą“, ale to nie powód, aby uznać grzech za coś normalnego, z czym trzeba żyć, do czego trzeba się po prostu przyzwyczaić i nie piętnować. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - Kościół Nauczający dopuścił się zaniedbań za które musi teraz płacić wysoką cenę. Tuszowanie skandali seksualnych z udziałem kleru nie mogło wyjść nikomu na dobre, bo grzech ma to do siebie, że czy ujawniony czy skryty zawsze ma skutek społeczny. Tak jak to dzieje się w naturze - trzymanie w Kościele śmieci spowodowało rozwój chorób. Kościół był przez wielu świętych porównywany do ciała lub drzewa. Chore członki należy usuwać. Tylko w ten sposób można uchronić maluczkich przed wpływem zatwardziałych grzeszników, których „nauka się szerzy jak gangrena“ (2Tm 2, 17) . Pasterze Kościoła jeszcze kilka wieków temu wiedzieli o tym doskonale i nie wahali się podejmować radykalnych środków w obronie swoich owiec.
Warto wrócić o tych sprawdzonych praktyk.
Ps. Czy Gandalf może wskazać na współczesne przykłady publicznie pokutyjących kapłanów i polityków? Jeżeli zgorszenie było publiczne to publiczna winna być również pokuta i zadośćuczynienie. Tak przynajmniej kiedyś bywało, ale może ja po prostu staroświecki jestem i za dużo się naczytałem żywotów świętych...
Odsłon: 592 Komentarzy: 45
Tuesday,20 March 2012,16:40
Kategoria: Kultura Tuesday, 20 March 2012, 16:40
Ostatnie oświadczenie REM na temat programu p. Cejrowskiego o buddyzmie należy bez wątpienia do najbardziej absurdalnych. Członkowie Rady nie starają się nawet ukrywać swojego braku kompetencji w zakresie etyki oraz religioznawstwa i formułują oświadczenie składające się z wycinków nadsyłanych skarg.
Z oświadczenia możemy dowiedzieć się na przykład, że:
„buddyści w rzeczywistości w ogóle nie poruszają tematu istnienia Boga uznając, że jest to kwestia zbyt trudna do rozstrzygnięcia. Dlatego można spotkać jednocześnie buddystów ateistów, jak i buddystów Żydów, buddystów shintoistów etc“.
Mój komentarz: Szanowna Rado Etyki: Nie znam dokładnie założeń shinto, ale podstawowym założeniem judaizmu jest niezaprzeczalna wiara w Boga osobowego. Każdy żyd wyznaje, że istnieje Bóg osobowy. Negacja tego twierdzenia automatycznie sprawia, że ktoś nie jest żydem. Nie można być żydem buddystą; żydem, który nie poruszałby kwestii istnienia Boga. Takie zlepki słowne to zlepki w rodzaju białego murzyna czy ciepłych lodów. W Japonii buddyzm przemieszał się z shinto, bo pozwoliły na to zasady tych religii. Zasady judaizmu czy chrześcijaństwa są inne i zabraniają synkretyzmu religijnego.
„Podobnie z przyrównaniem siedmiogłowej kobry, która osłaniała Buddę, do siedmiogłowego smoka, istniejącego w tradycji chrześcijańskiej (co gorsza, błędnie, gdyż w Apokalipsie św. Jana Smok i Bestia to dwie różne postacie).“
Mój komentarz: Kiedy przeczytałem to zdanie to zabrało mi słów. Naprawdę. Jak można być aż tak niekompetentnym? Czy Rada Etyki Mediów może wyjaśnić mi zgodnie z zasadami logiki jak ma się fakt, że w apokalipsie Smok nie jest Bestią do tego, że siedmiogłowa kobra osłaniająca Buddę w czasie medytacji na pewno nie przedstawia tego samego bytu duchowego co siedmiogłowy Smok? Bestia w apokalipsie symbolizuje wrogie chrześcijaństwu potęgi polityczne, a nie duchowe, bo symbolizuje właśnie Smok. W naturze kobry z siedmioma głowami nie występują - jest więc to symbol jakiejś innej rzeczywistości, a nie realny gad. Czy p. Cejrowski nie ma prawa do wyrażania poglądów, że jego zdaniem ten wąż przedstawia tą samą siłę co apokaliptyczny Smok? Na jakiej podstawie odmawiacie mu Państwo prawa do formułowania takich poglądów i uznajecie je za nieetyczne?
„Za co najmniej niestosowne uznali autorzy protestów do REM porównania buddyzmu do magii, okultyzmu czy spirytyzmu. (...) Nazwanie buddystów "wyznawcami Lucyfera", czego potwierdzeniem ma być obecność statuetek demonów przy wejściu do świątyni, było dla naszych respondentów kolejnym dowodem, że Wojciech Cejrowski nie rozumie kultury, sztuki i symboliki Dalekiego Wschodu. ”To tak, jakby oskarżyć chrześcijan o satanizm na podstawie wizerunków gargulców na murach katedr gotyckich, choćby Notre Dame w Paryżu”. - czytamy w e-mailu, wysłanym na adres REM.“
Mój komentarz: Czy zdaniem REM co najmniej niestosowne jest wyrażanie poglądów zgodnych z własnymi przekonaniami i prawdami religii, którą się wyznaje?
Ależ właśnie to, co ofiarują poganie, demonom składają w ofierze, a nie Bogu. Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami.
1 Kor 10, 20
Czy jakiś członek REM widział kiedyś, aby przed gargulcami kadzono jak kadzono przed figurkami demonów na przedsionkach buddyjskich świątyń? Gargulce znajdują się wysoko i na zewnątrz chrześcijańskich świątyń . Podkreślają, że to na zewnątrz nich można spotkać się ze złem. Wewnątrz ma panować świętość. Chrześcijaństwo nie czci mahakali, ani nie stosuje technik spirytystycznych jak tantra. O jednym z buddyjskich guru można dowiedzieć się, że:
„Padmasambhavę uznaje się za główne źródło przekazu istniejących do dziś nauk dzogczen, które otrzymywał głównie w bezpośrednich tantrycznych wizjach od Garab Dordże i przekazach od Mandziuśrimitry i jego spadkobiercy Śri Singhy.“
Skoro REM uważa za niestosowne mówienie prawdy o buddyjskich technikach medytacyjnych, które chrześcijaństwo określa tak jak na to zasługują - technikami spirytystycznymi, to znaczy, że Rada jest skrajnie niekompetentna. Nie ma też pojęcia o buddyzmie azjatyckim podobnie jak większość członków polskich sekt buddyjskich, którzy wybierają sobie tylko dane elementy buddyzmu i myślą, że są prawdziwymi buddystami.
„Nasi respondenci odnieśli wrażenie, że autorowi zależało na tym, żeby pokazać buddyzm w bardzo negatywnym świetle i z punktu widzenia fundamentalistycznego katolika.“
Mój komentarz: W czym zdaniem REM punkt widzenia fundamentalistycznego katolika jest gorszy od punktu widzenia fundamentalistycznego buddysty? Czekam na lawinę argumentów.
„W Polsce funkcjonuje kilkadziesiąt działających oficjalnie zgromadzeń buddyjskich, a Polaków, deklarujących wyznanie buddyjskie, lub sympatyzujących z takim światopoglądem, są już tysiące.“
Mój komentarz: Co to za kuriozalny argument? Od kiedy etyka jest kwestią statystyki? Czy REM ma jeszcze z etyką coś wspólnego?
"Autor programu nie znając podstawowych zasad buddyzmu, czyni tym ludziom krzywdę i wprowadza w błąd telewidzów."
Mój komentarz: I tako rzeczą polscy pseudobuddyści, którzy sami wybierają z buddyzmu co im się podoba. Tak jak Waldemar Zych vel Lama Rinczen, który przed kamerami zaprzeczył, że buddyści modlą się do demonów, a w swoich książkach pisze o urządzanych w tybetańskich klasztorach tańcach mahakali - bo jego zdaniem oczywiście mahakali to nie demon. To nic, że ma wiele rąk i trzyma ludzki czerep z krwią, a pod nim leży zabity przez niego martwy człowiek...
„Ponadto odnoszę wrażenie, że wypowiedzi pana Wojciecha Cejrowskiego naruszają art. 257 kk.: "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".“
Mój komentarz: Ponadto odnoszę wrażenie, że oświadczenie REM narusza prawa do wolności wyznania oraz wolności słowa, które Panu Cejrowskiemu jak najbardziej przysługują. Pan Cejrowski ma prawo uważać za ludzi głupich kogo chce (w tym mnie). Rada Etyki Mediów - chcą oczywiście uchodzić sama za wzór obiektywizmu - nie jest w swoim orzeczeniu bezstronna i przymuje za normatywny buddyjski punkt widzenia i buddyjskie argumenty.
Odsłon: 538 Komentarzy: 3
Friday,02 November 2012,20:21
Kategoria: Kościół Friday, 02 November 2012, 20:21
Czytając „dialog“ autorstwa p. P. Bartosika nie wiedziałem czy mam zacząć śmiać się czy płakać. Ilość błędów w nim zawarta jest przerażająca. Postanowiłem jednak obnażyć kłamstwo zawarte w głównej tezie samozwańczego pasterza.
Założenie: „Załóżmy, że masz rację. Mówię więc: uznaję kościół za autortytet RÓWNY, a nawet PONAD Biblię ponieważ rzekomo to kościół USTANOWIŁ autorytet Biblii o nim zdecydował (sic!)“.
Wniosek: „jak widzisz nie ma INNEJ drogi jak odwołać się do Pisma jako najwyższego autorytetu: czy to w celu uzasadnienia papiestwa, autorytetu i znaczenia kościoła, rangi ustaleń soborowych itp“.
Już pobieżne spojrzenie na ten wywód prowadzi nas do stwierdzenia, że wniosek jest sprzeczny z założeniem (de facto stanowi odwrotność założenia). Jest to więc zdanie logicznie fałszywe. Nasz krętacki kaznodzieja powininien zakupić jakiś podręcznik do nauki logiki zanim zacznie zajmować się dowodzeniem czegokolwiek.
Kościół nie nadał Pismu autorytetu rzekomo, ale realnie. Kościół istniał zanim powstał kanon Pisma. Nowo pojawiające się księgi Pisma nie były uznawane same przez się, ale były aprobowane przez Kościół. To on uznał takie a nie inne Ewangelie za kanoniczne i odrzucił całą masę pseudoewangelii i pseudolistów apostolskich. Chrześcijanie w Kościele uznali jedne księgi jako prawdziwe Słowo Boże, a inne za fałszywe mistyfikacje. Kościół poprzez swoich teologów i pasterzy ustanowił co jest źródłem wiary prawdziwej, a co trującą cysterną. To następcy Apostołów zaaprobowali dane Pisma jako apostolskie w sposób ostateczny.
Niesprzeczność Tradycji z Pismem nie wynika z wyższego autorytetu Pisma, bo same Pismo stanowi część spisanej Tradycji, ale z tego, że definitywne orzeczenia Kościoła nie mogą być ze sobą sprzeczne. Skoro Kościół uznał, że Pismo Święte złożone z takich a nie innych ksiąg jest jednym ze źródeł wykładni wiary to jasną rzeczą jest, że inne ustalenia muszą być z nim zgodne. To kwestia logiki, której protestantom jak widać brakuje. Pismo Święte potwierdza autorytet Kościoła, ale to Kościół odczytał i uznał takie a nie inne Pisma jako Słowo Boże i upoważnił je tym samym do potwierdzania Jego autorytetu.
Ciekawe jak w II w. po Chrystusie argumentowałby p. Bartosik przyjęcie Ewangelii wg św. Jana prozelitom w Rzymie. Na jakiej podstawie po śmierci Apostołów i Ewangelistów twierdziłby, że akurat ta księga ma autorytet jako Słowo Boże, a dziesiątki, (o ile nie setki) innych ksiąg, które dziś nazywamy apokryfami, choć tytułują się jako ewangelie, go nie mają. Czy nie mówiłby może : „przymijmy je tak jak przyjeli go Ci którym zaufaliśmy, jak następcy Apostołów“?
Prawdziwy wniosek jest taki: Zasada sola Scriptura jest zasadą fałszywą, bo Kościół posiadał własne struktury i znaczenie zanim istniało Pismo, więc nie można stawiać Go podrzędnie wobec Pisma. On sam je zatwierdził, a nie odbyło się to odwrotnie. Nie można wywodzić autorytetu Pisma bez uprzedniego założenia, że jest ono Słowem Bożym. To właśnie założenie dokonało się w Kościele.
Protestanci w swoim rozumowaniu zachowują się niczym Mormoni czy scjentolodzy. Uważają, że to nie ważne, że ich wspólnoty i doktryna wcześniej nie istniały. Biorą księgę ad hoc i na podstawie jej subiektywnej interpretacji dumają jaki ma być Kościół. Myślą, że na podstawie Pisma można w dowolnej chwili Kościół odrodzić, bo ten stary, apostolski już umarł. W taki oto sposób powstają tysiące coraz to bardziej „prawdziwszych“ „kościołów“.
Tymczasem Biblia została zredagowana i zatwierdzona w istniejącym już Kościele, w Kościele. który mocą Ducha Świętego ciągle istnieje i który jako jedny ma prawo i możliwość jej właściwej interpretacji.
Odsłon: 185 Komentarzy: 5
Tuesday,17 January 2012,03:52
Kategoria: Kościół Tuesday, 17 January 2012, 03:52
Niedzielna Ewangelia mówi nam o poszukiwaniu Boga i o tym, że prawdziwa wiara w Chrystusa jest łaską, z wielkości której naprawdę rzadko zdajemy sobie sprawę. W końcu nieczęsto stawiamy siebie w roli św. Andrzeja. Apostoł Andrzej żył w czasie rzymskiej okupacji Izraela, a naród żydowski wtedy usilnie poszukiwał wyzwoliciela od ciemiężcy. Pan Jezus nie był z pewnością jedynym wędrownym kaznodzieją w tamtym czasie. Z różnych źródeł historycznych wiemy, że było ich wtedy wielu. W jaki sposób Andrzej właśnie w osobie skromnego cieśli, Jezusa z Nazeretu, odkrył prawdziwego Mesjasza?
Z Ewangelii według św. Jana wiemy, że Andrzej był jednym z dwóch uczniów, którzy usłyszeli Jana Chrzciciela prorokującego o Chrystusie: „Oto Baranek Boży“. Ewangelista informuje nas, że po tych słowach Andrzej natychmiast poszedł za Jezusem, a potem poinformował o odnalezieniu Mesjasza swojego brata, Piotra. W tym miejscu dotykamy dwóch tajemnic: wielkiej tajemnicy wiary Andrzeja i jeszcze większej - rozpoznania Jezusa jako Zbawiciela. Andrzej był więc nie tylko pierwszym powołanym jakim mianem określa go tradycja wschodnia, ale również pierwszym człowiekiem, który odkrył Mesjasza i przekazał informację o tym komuś innemu.
Zauważmy, że Jan Chrzciciel nie powiedział wprost, że Jezus jest Mesjaszem; przeciwnie - większość żydów upatrywała w Mesjaszu kogoś potężnego z ludzkiego punktu widzenia, a Jan Chrzciciel zapowiedział nowego Baranka, który sam złoży się w ofierze. Jak to się stało, że Andrzej spotykając się z Piotrem poinformował go niemalże od razu, że odnalazł Mesjasza? Najbardziej w tym wszystkim zastanawia mnie fakt, że sam Jan Chrzciciel nie poszedł za Jezusem mimo, że o nim prorokował. Czyżby tajemnica o Jezusie-Zbawicielu była przed nim zasłonięta i wiedział tylko o Jego ofierze? Przecież wielu proroków przed Jezusem zostało zgładzonych, więc może nie wydawało mu się to tak nadzwyczajne. Wiedział, że zbliża się Mesjasz, ale nie sądził, że mógł nim być Jezus. A może po prostu wolą Bożą było, aby Jan wzywał ludzi do nawrócenia i przygotowywał na przyjęcie Chrystusa w taki, a nie inny sposób. Pisma Izajasza zapowiadające męczeńską śmierć Mesjasza byłby przecież wtedy znane, ale nauswa się pytanie czy Jan Chrzciciel lub Andrzej je znali, a byli przecież ludźmi bardzo prostymi.
Z opisu Ewangelii wg św. Marka wyłania się na pozór inna historia apostoła Andrzeja. Andrzej jest rybakiem. W trakcie pracy spotyka go przechodzący obok Jezus i woła go, aby ten zostawił sieci, bo stanie się rybakiem ludzi. Tu Jezus sam wychodzi z inicjatywą, a Andrzej porzuca wszystko i rusza za Nim. W odkrywaniu Chrystusa potrzebne są więc dwie rzeczy - łaska Boża oraz gotowość na jej przyjęcie.
Rozważania własne z ubiegłej niedzieli.
Odsłon: 133 Komentarzy: 3
Sunday,01 January 2012,15:21
Kategoria: Polityka Sunday, 01 January 2012, 15:21
W psychologii "słodkimi cytrynami" określa się zjawisko doszukiwania się plusów w sytuacjach złych i nieprzychylnych. Jest to element walki ze stresem i wzmacniania poczucia własnej wartości. Mechanizm ten ma jednak sporą wadę, a mianowicie taką, że sytuacje naprawdę szkodliwe mogą zostać subiektywnie uznane za coś zupełnie pozytywnego i doprowadzić do realnych szkód nie tylko w psychice człowieka. Dlatego należy uważać, aby zbytnio się takimi cytrynami nie przejadać, bo może to doprowadzić do zatrucia pokarmowego. Jako, że ostatnio sytuacja ekonomiczna na świecie nie jest dobra to wiele osób serwuje innym słodkie cytryny nie bacząc już, że ich nadmierna konsumpcja przez obywateli może skończyć się ogólnopaństwową sraczką.
Najlepszymi kelnerami, które podaja słodkie cytryny innym ludziom są głównie politycy i prorządowe media. O tak, to prawdziwi mistrzowie w ukazywaniu (jak to ujął nasz pewien światły nobista) plusów ujemnych. Zastanawiasz się pewnie Drogi Czytelniku dlaczego o tym wspominam. Otóż pod koniec zeszłego roku wysłuchawszy wiadomości w jednym z polskojęzycznych serwisów informacyjnych dowiedziałem się, że czekają nas wielkie podwyżki, ale... nie są one wcale takie złe. Tak! A dlaczego takie nie są? To proste: bo inni mają gorzej. Zaraz po poinformowaniu obywateli o ogromnych podwyżkach owo medium przedstawiło nam obszerny zarys sytuacji gospodarczej na Białorusi, gdzie reżim Łukaszenki doprowadził do ekonomicznego upadku państwa. Jak widzicie: nie jest źle, bo zawsze może być gorzej. Nasuwa mi się tylko jeszcze jedno pytanie: z kim będziemy się porównywać w tym roku? Obawiam się, że pozostanie nam już tylko Korea Północna.
Odsłon: 225 Komentarzy: 4
Thursday, 04 October 2012
Thursday, 05 April 2012
Saturday, 21 April 2012
Saturday, 24 March 2012
Tuesday, 20 March 2012
