
Tuesday,25 May 2010,11:03
Kategoria: Fronda Tuesday, 25 May 2010, 11:03
Lata temu zastanawiałem się czy jestem sam we Wszechświecie. Czy na tej planecie jest ktoś o podobnych do moich poglądach. Tych paskudnie rozmijających się z otoczeniem. Tych, które ucinają dyskusję obalając modne i nabyte założenia brzegowe. Jak nastolatek przeżyłem rozczarowanie, gdy dowiedziałem się, że nie wszyscy myślą jak ja. Kilka lat później nie znalazłem w otoczeniu nikogo, kto myślałby podobnie. Czy byłem samotny? Nie. Miałem dużo czasu. Eksperymentowałem, szukałem. Nawet odszedłem od religii, zakładając że wystarczy być dobrym i porządnym człowiekiem, po to by po bardzo głębokiej analizie, wrócić do niej bardzo świadomie (nikomu nie życzę). Dojrzewałem powoli. Jak na moją miarę czasu. Dlaczego? Dlatego, że wszyscy dookoła zatrzymali się utrzymując, że już im wystarczy. Mnie nie wystarczy. Nie będę spisywał tego w żadnej księdze. Taka księga już istnieje. chyba ponad sześć lat temu stwierdziłem, że sobie porozrabiam w sieci. Nie dla sławy, nie dla nazwiska, ani dla pieniędzy. W nadziei, że czegoś nowego się dowiem, albo nauczę. Miałem szczęście. Trafiłem na Forum Frondy bardzo szybko, eliminując przy okazji wszystkie fora ogłaszające się jako topinteligentne, myślicielskie, emitujące wiedzę. Ludzie na nich byli głupsi ode mnie. Głupsi, bo się zatrzymali i okopali na swoich pozycjach, bez żadnych szans na rozwój. Do tego fanatycznie wierzyli, że tak jest dobrze, a każdego, kto chciał iść do przodu próbowali hamować. Cieniasy. Wtedy bez żadnych zahamowań obaliłem kilka tez, znalazłem błędy w rozumowaniu, we wnioskowaniu. Ot tak z dobrego serca, myśląc, że pomagam. Co zrobili adwersarze? Wyciągnęli dyplomy, doktoraty, mianowania i zaczęli nimi wymachiwać domagając się posłuchu. Wtedy ukułem termin, którym po raz pierwszy posłużyłem się na Forum Frondy:
"Obejrzyj dokładnie swój dyplom, mianowanie, świadectwo i sprawdź czy tam gdzieś, może małymi literkami jest napisane, że wiesz wszystko w dziedzinie, której dotyczy i możesz być z tej dziedziny dla innych autorytetem."
Czy kieruje mną pycha? Nie. Pycha zakłada uzyskanie korzyści w postaci sławy lub władzy.
Czy gardzę ludźmi? To strasznie śmieszne pytanie. Dlaczego miałbym nimi gardzić? Czy dorosły gardzi niemowlakiem za to, że ten sika w pieluchy? Czy nie jest dumny widząc dziecko na nocniku? Czy celem mistrza nie jest to, aby uczeń go przerósł?
W tytule jest jeden cytat. Teraz będzie drugi.
Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali.
Bo na Forum Frondy spotkałem ludzi, którzy kierują się obydwoma tymi zasadami. Trzasnęło we mnie. Słowo daję trzasnęło. Uświadomiłem sobie, że przy całym swoim obrzydzeniu do oceniania ludzi dążę do tego, żeby jasno oddzielić dobro od zła, mądrość od głupoty, miłość od nienawiści. Uświadomiłem sobie, że mam talenty do odkopania i używania. Używam ostrożnie, odpowiedzialnie. Pod kierunkiem Ducha Świętego. Mając imię po świętym, który wyciągał wnioski ze swoich błędów i kochał. I Nazwisko przypominające strasznie, dokąd może prowadzić wiedza i mądrość bez odpowiedzialności i wiary. Piszę pod pseudonimem Shork. Czy z tchórzostwa? Nie. Ja dyskutuję z poglądami a nie z ludźmi. Pozostając anonimowym zmuszam do podobnego zachowania dyskutanta. Sprawdzało się do tej pory.
Takie było Forum Frondy. Tacy byli FForumowicze.
Moja wiara zyskała siłę.
FForum upada. Ludzie nie udźwignęli portalu ani blogowiska. Dlaczego? Na to odpowiedź już dałem w innym wpisie na swoim blogu.
Teraz tekst do nowych (tych, co są tu krócej niż istnieje blog). Zachłysnęliście się blogiem. W końcu coś na waszym poziomie. Dlaczego zatrzymaliście się na nim? Czemu odbiliście się od Forum? Niedelikatne, twarde, plonkują, banują, wyśmiewają.
Przecież to Forum Frondy. Pocisk do procy. Pocisk ma być miękki, niezdecydowany, letni, hałasujący? Oj ludzie… Boicie się skaleczyć? A co jeżeli będziecie musieli umrzeć w obronie wiary, albo cokolwiek poświęcić? Wylogujecie się?
Nie okopujcie się na stanowiskach, zza których boicie się wychylić, wrzeszcząc, że jesteście awangardą. To nieprawda. Nie jesteście też Frondą. A Ci, co wrzeszczą najbardziej, nie mają nawet pojęcia o tym, co się tu dokonuje (jeżeli mają i wrzeszczą to biada im).
Rozwijajcie się, uczcie się, korzystajcie z tego, że nasza religii pozwala dążyć do świętości, nie stawiając granic ani barier.
Nie pozostańcie tchórzami, nie klaszczcie. Ten, kto kocha i z miłości publikuje, nie oczekuje poklasku, ani liczników odwiedzin.
Bądźcie zimni albo gorący tak, aby ten portal nie stał się letni.
Odsłon: 583 Komentarzy: 14
Tuesday,18 May 2010,00:14
Kategoria: Rozrywka Tuesday, 18 May 2010, 00:14
słuchowisko radiowe. inspirowane pomysłem Rafała
Dzień dobry. Witam Państwa serdecznie z holu Sądu Najwyższego Ziemi, gdzie za dziesięć minut odbędzie się pierwsza rozprawa. Pierwsza, gdyż jak państwu wiadomo, sąd został powołany do życia niecałe dwadzieścia godzin temu. Ławę sędziowską wypełniają najwybitniejsi prawnicy ze wszystkich kontynentów zjednoczonej, od prawie tygodnia planety. Pierwsza, w której stroną jest, przedstawiciel cywilizacji pozaziemskiej. Proszę państwa mam sygnał z wozu, że instalacja specjalistycznej aparatury tłumaczącej profesora Paradudka potrwa jeszcze kilka minut, opóźniając rozpoczęcie rozprawy. Przypomnę więc w skrócie wydarzenia ostatnich dni. Dokładnie dwunastego maja obcy pojawili się, budząc powszechny popłoch, w Rzymie. Trudno nie przestraszyć się sunących po ulicach, czarnych graniastosłupów tym bardziej, jak są wielkości sporych samochodów. Włosi zareagowali histerycznie sprowadzając gwardię narodową i wojsko do stolicy. Tylko watykańscy Szwajcarzy obronili honor wiecznego miasta, zastawiając rzędem halabard wejście do Bazyliki Świętego Piotra. Graniastosłupy pokręciły się chwilkę po placu i znikły. By po sekundzie pojawić się na Polach Elizejskich. Tu tłum turystów odebrał ich wizytę jako jeszcze jeden paryski happening. Nawet kiedy zablokowały rondo przy Łuku Triumfalnym, jedyną reakcją były klaksony.Z Paryża Obcy przenieśli się do Londynu. Tu przyjęto ich chłodem i pustką. Ludzie, ukryci w domach, obserwowali powolny przejazd, albo właściwie przelot po słynnym moście na Tamizie.Amerykanie spodziewali się ich w Nowym Jorku, ale kosmici zawrócili by zwiedzić stolice północnej i środkowej Europy. A obrany potem przez nich kierunek wskazywał, że do USA dotrą dopiero po Australii. I całe szczęście, bo po dwóch dniach w każdym z dużych miastach Ameryki Północnej czekał na nich Automat Tłumaczący profesora Paradudka. Znany już państwu pod skróconą nazwą ATP. Konstrukcja ATP omawiana była w mediach wielokrotnie, przypomnę tylko, że jest to skomplikowany komputer tłumaczący z każdego języka na każdy. Działa na zasadzie skanowania odczuć po czym przechwytuje je w trakcie werbalizacji i tłumaczy na język zrozumiały dla słuchającego. Przepraszam państwa, musiałem wspomagać się notatką. Obcy, napotkawszy w Los Angeles ATP oraz stojącego przy nim asystenta profesora Paradudka (sam profesor przebywał w tym czasie w Waszyngtonie), chwilę zatrzymały się jakby przysłuchując, po czym zupełnie niezaskoczone przedstawiły się światu jako Władca Ziemi i Przyszły Władca Ziemi. Prezydent przygotowany na taką okoliczność, przywitał zdalnie gości w imieniu Ziemi, podrywając jednocześnie cztery eskadry myśliwców uzbrojonych w broń jądrową. Całe szczęście, że asystent profesora Paradudki zaczął dopytywać się o szczegóły, bo LA byłoby już tylko wspomnieniem. Ale mam sygnał,że została mi niecała minuta, muszę już kończyć. Przenieśmy się do sali sądowej.
- Proszę wstać, lub ekhm ustawić się w pozycji pionowej. Sąd idzie.
- Skład Wysokiego Sądu wymieniony jest osobowo na wokandzie, upoważniono mnie jedynie do przekazania informacji, że drogą losowania, przewodniczącym został Loas Bring. Proszę o zabranie głosu panie przewodniczący.
- Witam państwa. Sąd ten powołany został na wniosek ONZ przy aprobacie prawie wszystkich krajów Ziemi. I ma rozstrzygnąć czy roszczenia tych oto dwóch przedstawicieli obcej cywilizacji do własności naszej planety są zasadne. Proces przeprowadzony będzie w trybie nadzwyczajnym, metodą uzgodnioną z naszymi. Z naszymi gośćmi.
- Panowie Władca Ziemi i Przyszły Władca Ziemi, proszę odpowiadać na pytania.
- Skąd Panowie pochodzą?
- Z planety, której nazwa przekłada się na wasz język jako Liliputka.
- Po co przybyliście na Ziemię?
- Przybyliśmy dokonać aktu przekazania. Ziemia przechodzi na jego własność za dwanaście godzin. Dokonuję właśnie ostatniej prezentacji przed przekazaniem. Wszystko musi być zgodnie z prawem.
- A ja sprawdzam, czy rzeczywiście warta jest odbioru.
- A na podstawie jakiego prawa twierdzi pan, że jest Władcą Ziemi i może ją tak ot przekazać?
- No nie tak ot. Na podstawie prawa galaktycznego, obowiązującego w całej galaktyce. Jestem właścicielem kawałka ziemi na Liliputce, a to jest mój sąsiad. Według prawa galaktycznego wszystko, od jądra naszej planety przez granice mojej posiadłości aż do nieskończoności należą do mnie. Od dwustu czterdziestu tysięcy lat jestem właścicielem Ziemi, dlatego że leży w granicach mojej posiadłości. Za dwanaście godzin, Liliputka obróci się tak, że Ziemia znajdzie się w granicach posiadłości mojego sąsiada. I tym samym on stanie się ona jego własnością. Normalną rzeczą jest akt przekazania, poprzedzony wizytą na własności. Stąd nasza gospodarska wizyta.
- Ale zdaje Pan sobie z tego sprawę, że nie oddamy tanio swojej wolności komuś, kto tak nagle pojawił się i uzurpuje sobie prawo do tego co uważamy za nasze. Wie Pan, że i my mamy nasze prawo. Prawo do obalenia tyranii. Prawo do rządzenia. W tej chwili, na jedno moje słowo, jesteśmy gotowi poświęcić się zamieniając tę salę i was w nicość, za pomocą umieszczonych pod podłogą ładunków jądrowych, wyzwalanych natychmiast. Uderzeniem tego młotka! Poświęcenie się dla dobra ludzkości nie jest dla nas niczym niezwykłym. Niech żyje ludzkość!
<BUUUUM>
-$%^@%$%*^*%%#.@$^^&^%^$^$%^%&?&^%%^#$%^$^**&^$^%*&$#@$^^^%?
(- dziwne, czyżby nie wiedzieli, że jesteśmy tylko niewrażliwą na ich fizykę prezentacją podprzestrzenną? A właściwie to ile będziesz nad nimi panował?
– jakieś czterdzieści siedem sekund!)
Odsłon: 430 Komentarzy: 9
Monday,17 May 2010,19:36
Kategoria: Polityka Monday, 17 May 2010, 19:36
chciałbym go wierszem wyśmiać
ale pisząc szczerze
ile razy się zbieram
to mnie litość bierze
bo kiedyś to były
w Polsce kabarety
ale nastała "wolność"
i teraz niestety
spływa mi na wspomnienia
polityków łezka
kiedyś to był kabaret
teraz jest burleska
Bo jak kpić z biedaka
co się tak wypina?
toż jak z niepełnosprawnego
by to była kpina!
nadęty jak urzędnik.
czekam aż zawoła
jakieś dziecko niewinne
"patrzcie to pierdoła!"
bo dziecko lepiej pojmie
sprawę polskiej wagi
choć w platformę ubrany
marszałek jest nagi
Odsłon: 419 Komentarzy: 10
Sunday,05 September 2010,12:01
Kategoria: Poezja Sunday, 05 September 2010, 12:01
dziewiąty maja 1945, data od której rozpoczyna się podział polskich artystów na pieszczochów i zaplutych karłów. Data rozpoczęcia wyrywania kartek z tomików poezji i podręczników historii. Data rozpoczęcia zapominania ogromnego dorobku kultury Drugiej Rzeczypospolitej. Data powołania do życia SALONU, który rządzi polską kulturą radośnie i spontanicznie, wychowując nowe pokolenie na tępych analfabetów.
niezapomniani.
pod parasolem deszczu
odkrywam żółte kości
ziemia zaczernia błoto
wstydzi się tej przeszłości
mówi że stęchła, stara
nie warto w brudy sięgać
klękam i słowo szepczę
a słowo to przysięga
i wstyd zaczyna jaśnieć
jak kamień odtrącony
grzebię, odsuwam druty
fałszu historii szpony
dobrze wiem kogo szukam
widziałem w dymie słowa
nazwiska wymazane
w starszych ludzi rozmowach
są tu. wybrańcy muzy
liter kompozytorzy
mistrzowie niedościgli
na sprawiedliwość chorzy
nie milczeli pokornie
kiedy knebel czerwony
i przepaskę wiązały
wierszem, strachliwe wrony
gdy łgały o korzeniach
że próchno im przyświeca
że karły, łby spuchnięte
że kasa ich podnieca
przyklepani łopatą
tym boleśniejsza blizna
bo ich i tych raniących
nie dzieliła Ojczyzna
szyderstwem najeżony
drut wytłumiony ciszą.
będę pamiętał – szepczę
nie czekam aż usłyszą
prostuję się powoli
rymem parasol składam
pod parasolem deszczu
łez chować nie wypada
Odsłon: 327 Komentarzy: 5
Sunday,05 September 2010,11:43
Kategoria: Wiadomości Sunday, 05 September 2010, 11:43
Jak powszechnie wiadomo, po groźnych dla każdego praworządnego obywatela czasach, kiedy PiS panoszył się w Polsce podsłuchując ludzi, kontrolując ich edukację i wykradając skwarki z kaszy, nastąpiły mlekiem i miodem płynące czasy rządów miłości naszego ukochanego przywódcy Donalda i nieco tylko mniej przystojnego Grzesia. Wszystkie obietnice wyborcze oraz cały program, który w swojej treści wybiegał głęboko w przyszłość, ukazując cały geniusz jego twórców, jest realizowany punkt po punkcie. Oczywiście realizowany jest w tak wielkiej tajemnicy, żeby wrogowie czyhający z bezprawnie zdobytych ( w wyniku niecnej akcji ukrywania przed wnuczkami dowodów) ław poselskich nie mogli mu stawiać reakcyjnych zapór. Ale spokojnie, na początku przyszłej kadencji, kiedy już żaden hamulcowy nie będzie trzymał skarlałej ręki na vecie, nastąpi ich natychmiastowa realizacja. Dlatego teraz powinniśmy jeszcze bardziej zewrzeć nasze szeregi, bo przecież nasi odwieczni przyjaciele i sąsiedzi liczą na nas. Liczą na nasz rozsądek. Nie będziemy przecież pośmiewiskiem doskonale rządzonej ekonomicznie Europy, potrafiącej reagować na nieprzemyślane upadki gospodarcze jej niezbyt posłusznych członków. Nasz umiłowany prezydent unii europejskiej, którego wyszukana uroda, elokwencja i charyzma mogłaby być ozdobą nie tylko europejskiej ale także i amerykańskiej kuchni, może się zasmucić. A przecież nie chcemy, żeby mu było przykro. Wybierzmy dobrze. Kierujmy się sercem. Jedyny kandydat. Potomek arystokratów, ale proeuropejski. Mąż stanu jak kanclerz Niemiec, postawny jak prezydent Rosji, stateczny jak prezydent Francji, rasowy polityk jak prezydent USA, wąsy ma jak, jak. No piękne, gruzińskie wąsy ma!. Z resztą zobaczmy jak zręcznie odpowiadał na spontaniczne pytania typowych, polskich internautów, którzy przypadkowo przechodzili z tragarzami obok komputerów. Spójrzcie z jaką finezją odpowiadał na trudne pytania typu: "strasznie się boję, że rządy PiS powrócą, co robić?". Ojciec nie udzieliłby lepszej rady! Wiecie już co trzeba zrobić?
Odsłon: 251 Komentarzy: 1
Friday,05 March 2010,21:22
Kategoria: Pro life Friday, 05 March 2010, 21:22
Boli jak co dzień.
Nie pomaga masowanie pleców.
No ale jak tak krzywo siądzie z jedną nogą wyciągniętą, to przez chwilę boli mniej. Taki tylko szum w tle. Potem noga drętwieje i trzeba na drugą stronę. A przy zmianie pozycji jest okropnie. Jeszcze tylko parę ruchów, ból się rozejdzie i będzie można podreptać na spuchniętych nogach do świetlicy.
Porozmawiać nie tylko o życiu gwiazdek seriali, poćwiczyć zdrewniały nieróbstwem angielski.
-Masz, skończyłam- zapiszczała współpacjentka – i możesz sobie jak zwykle krzyżówkę rozwiązać, mi się nie chcę.
Rzuciła jej na łóżko pismo dla dorosłych nastolatek. Na okładce wypacykowana lolitka, z ząbkami jak wiewiórka. W poprzek czerwone litery zachęcały do jesiennej miłości.
Przeciągnęła się, budząc niekłamaną zazdrość obolałej i zaświergoliła.
-Naprawdę, naprawdę nie rozumiem tego twojego faceta. Żeby zostawić taką fajną dziewczynę. Ładna, inteligentna, zdolna, mądra…
-Zakochał się – przerwała wyliczankę.
Tyle razy już żałowała błędu. Nie jest gadułą, ale jak się śpi w jednym pokoju to jakaś siła pcha do wzajemnych zwierzeń.
-Nie gadaj. W facecie?- zdziwiła się po raz enty. – Wiesz, ja tam gejom nie żałuję, ale ciebie mi szkoda. Chociaż włosy dłuższe mogłabyś mieć.- Zmierzyła ją krytycznie wzrokiem.-Mój poprzedni lubił głaskać moje włosy, ale też był taki palant jak twój. Ależ ja go kochałam – Zachwyciła się – Wysoki, brunet, prawo jazdy już miał. Nie jechałam z nim nigdy, ale mi pokazywał. Koleżanki sikały w majty, jak go ze mną widziały. A ja twardo: „Jak się dowiem, ze mnie zdradziłeś to koniec”. Ale gdzie tam chłopa upilnujesz, dowiedziałam się tego i owego. Poczytałam, pomyślałam i jazda. Tak go zaczęłam eksploatować żeby mu się na boku odechciało. – Zachichotała – On do pubu, a ja mówię, że mam kwadrat pusty. A na imprezach to od razu wyszukiwałam jakiś wolny kąt, żeby nawet mu się nie chciało na inną nawet spojrzeć. Ale dowiedziałam się, że wciąga i zostawiłam go. Mam swoje zasady. Bakanie może być, ale żadnych twardych. Co, nudzę cię?- zaniepokoiła się – Wiercisz się, ziewasz.
-Nie śpię dobrze, całe życie spałam na brzuchu, nie mogę się przestawić. Na boku nie mogę, a na plecach mała się wierci. Zasypiam tuż po niej.
- A ten twój to po studiach, inteligencik. Taki był mój pierwszy, najlepszy uczeń w szkole. Ale ja się wtedy strachu najadłam. Koniec gimnazjum, wakacje, a tu ciotka się spóźnia. Koleżanki mówiły, że od pierwszego razu to nic nie będzie, ale w brawie to zupełnie inaczej było. Dopiero po strachu matce powiedziałam. A matka mnie wszystkiego nauczyła. Kochana mamusia, gdyby nie ona to bym się tu zanudziła.- Sięgnęła po następne pisemko – O zobacz, próbka pomadki, rewelka.
W pokoju zapachniało mdło-pomarańczowo.
-Jeszcze jakbyś mi kredki do oczu pożyczyła? No dobra wiem, znam twoje zasady. Ale ten nowy nauczyciel od geografii i fizyki, taki młody. Ale w sumie to za mądry, a to tylko przeszkadza.
Ten twój to mówiłaś że artysta po akademii? Mój aktualny to zabrał mnie kiedyś do galerii, taka ekspoze była o miłości. Powiedział, ze trzeba się czegoś nowego nauczyć. Wchodzimy, a tam miłość na wszelkie sposoby, każdy z każdym, pary trójkąty i te inne. Nawet geje były. A najlepsze to łóżko takie bordowe, i odgłosy, no wiesz.- Zakryła usta dłonią i przewróciła oczami-Ale ten mój to mnie kocha, mówiłam ci jak mnie bronił?
Wiedziała, że potaknięcie nic nie da. Już niedługo bogate wspomnienia nastolatki wyprą jej skromne własne. I co wtedy? Będzie jej się śnił wysoki brunet za kierownicą rdzewiejącego BMW?
Jeszcze tylko parę minut, można uprzejmie posłuchać, a nawet uśmiechnąć się.
- …I wtedy. Ale już był po kilku piwach, a że na pusty żołądek to go zmogło. I siedzi mój biedaczyna na murku, głowa mu się zwiesiła, a w tym czasie Długi się do mnie przystawia. No ja rozumiem, objąć ale ten z jęzorem od razu. Ja do mojego i mówię weź coś zrób. A mój, a ledwo żywy był, mówię ci chorusieńki. Wstał i mówi: „Odwal się od mojej dziewczyny”. Tak mu powiedział!
- Dzień dobry, czas nauki – wspomniany wcześniej nauczyciel wybawił ją od dalszego bombardowania słowami . Całkowicie skupił uwagę uczennicy.
Zgarnęła swoje drobiazgi do kieszeni. Nawyk z Domu Dziecka. To co masz przy sobie nikt ci nie ukradnie.
Wyszła.
Jakieś dodatkowe badania dla zagrożonych pokrzyżowały jej plany.
Specjalistyczny aparat był wypożyczony tylko na dzisiaj.
Na dworze padało. Deszcz jeszcze lekki nie bębnił w szybę. Miała czas pomyśleć w samotności.
Wcześniej nie chciała się wtrącać, w końcu nie powinna wychowywać cudzej, prawie dorosłej córki.
Teraz podjęła decyzje. Trudną decyzje, stawiającą jej osobę, jej doznania i jej moralność jako wzór.
Po powrocie do pokoju, sama zaczęła rozmowę.
Cierpliwie tłumaczyła prosto w półotwarte w zdziwieniu usteczka, że miłość to nie kopulacja, że szacunek to nie słowa, że prawdy o życiu nie szuka się w gazetkach.
Na koniec zostawiła argument.
-Czy zabrałabyś swoją Matkę na tę wystawę, po to żeby pokazać Jej, jak Ją kochasz?
Odsłon: 333 Komentarzy: 7
Friday,05 March 2010,11:51
Kategoria: Pro life Friday, 05 March 2010, 11:51
To chyba było do niego, rozejrzał się.
-Chodź Pan, chodź Pan – jakaś drobna postać w drzwiach kiwała wyraźnie na niego.
Podszedł.
-Już nie mogę słuchać tego Pana błagania, chodź Pan.
-Ale…
-Wiem, wiem. Tu wszyscy wszystko wiedzą, jak w rodzinie.
Sięgnęła w bok i w korytarzu pojawiła się najpierw taca z parującą zupą, łyżką i kromką chleba, a potem korpulentna, starsza pani ubrana w fartuch i czepek.
-No chodź Pan!
Zawrócił, ale tym razem skręcił za przewodnikiem jeden korytarz wcześniej. Pomyślał w panice, że się oddalają, ale w końcu czy zaatakuje go sięgająca mu do ramienia babcia.
Tutaj nie było dużo ludzi, gwar głosów pozostał z tyłu.
Mimo koloru stroju nie wyglądała raczej na białego królika. Chód miała lekko rozkołysany, ale stopy stawiała z wstrząsającym przytupem. Tylko tacka stabilnie płynęła w powietrzu.
Kiedyś widział pokaz możliwości nowoczesnego czołgu, zasuwał taki po wybojach, ale lufa celowała w jeden punkt jak zaczarowana.
Zakręt, potem zaraz kolejny.
Przystanęła, żeby zamienić parę słów ze znajomym. Ten mimo wolnych krzeseł stał. Ubrany był chyba w swój najlepszy garnitur, troszkę tylko pomięty krawat . Makiety koszuli wystawały o parę centymetrów za dużo. Twarde spracowane dłonie.
Skarcił się w myślach za podglądactwo.
Odwrócił wzrok.
Widział w tym budynku już płaczącego biznesmena, jak świecąc rolexem wycierał łzy chusteczką ze złotym monogramem. Widział zakonnice grające na trąbkach i puzonach.
A teraz widział rozgadanych, szczęśliwych chłopców. Z całej długości korytarza słońce oświetlało ich najwyraźniej. Obaj siedzieli na krzesłach, pokazywali sobie jakieś skarby wybuchając raz po raz śmiechem. Obaj radośni chwilą. Obaj kalecy.
-Chodź Pan.
Wyrwany z zamyślenia musiał teraz nieźle wyciągać nogi.
Wszedł do pokoju.
Staruszek, przed którym postawiono właśnie talerz zupy, zerknął tylko przelotnie i od razy zaczął pałaszować.
-Tam, drugie piętro – kobieta wskazała okno.
Stanęła obok i patrzyła na zamknięte skrzydło budynku. Loggie zostały zabudowane nową cegłą tak że utworzyły duże pomieszczenia. W środku kręcili się ludzie, doskonale widoczni w ostrym świetle popołudnia. Okno, z którego patrzył zacieniał kilkumetrowy mur, chyba szyb windy.
Łyżka przestała skrzypieć. Obrócili się razem.
Siwa broda, marynarka w nieokreślonym kolorze zarzucona na kraciasty sweter. Typowy menel. Skończył wycierać chlebem talerz. Zebrał okruszki i szybko wrzucił je do ust.
Podziękował chrapliwie i zabrał się za przekładanie małych pudełek z kartonu do kartonu.
-Do widzenia, drogę Pan już zna.- Zabrała tacę i wyszła.
Wrócił do obserwacji.
Tęsknota jest jak głód. Najpierw przypomina się falami. Potem nagle dopada ssaniem w żołądku i ostrym bólem ślinianek. W końcu pozostaje tylko tępy, zwierzęcy ból. Oczy rozbolały go z wysiłku. W każdym cieniu doszukiwał się znajomych kształtów. Śledził gesty. Ruch powoli zamierał, ostatnie dwie osoby zeszły z widoku.
Dopiero teraz rozluźnił się, mrugnął kilka razy. Napięte dotąd mięśnie zaprotestowały. Usiadł na ławce, przy stole. Stad widok był równie dobry. Staruszek odłożył już kartony i rozgrywał właśnie mecz na maleńkiej szachownicy. Sądząc z zaawansowania gry dobre kilkadziesiąt minut.
Przyjrzał mu się jeszcze raz. Żaden menel nie pachnie mydłem. Ręce też ma czyste a paznokcie równo przycięte. Na szachownicy, skomplikowany układ figur nie wróżył szybkiego mata. Przeniósł wzrok na twarz.
Tamten musiał dostrzec iskrę szacunku bo sam zaczął chropowatym głosem.
-Nie ja znalazłem pierwszy to miejsce. Lepiej widać w południe, potem ciemno jak teraz, wieczorem światło pada z tamtej strony, też widać ale niewyraźnie.
Spuścił wzrok.
-Moja córcia tam jest.- Zawahał się – To znaczy… Poznali się z moim synem jeszcze w liceum. Taka szczenięca miłość. Ona jest sierotą, on miał tylko mnie. Rok po maturze mieszkaliśmy już wszyscy razem. Akceptowałem to, chociaż sąsiedzi mruczeli coś o moralności. Widziałem jak się kochają, jak kwitną razem. Ustąpiłem im dwa pokoje żeby poczuli trochę wolności. Z domu dziecka wyniosła ambicje, chciała być na swoim. Przerwała studia, pojechała na zachód. Pracowała najpierw na czarno potem, jak już w unii byliśmy, to legalnie. Utrzymywała nas wszystkich.
U mnie kiepściutko, najpierw kuroniówka potem rentę się udało dostać, nawet się należała.
A tu ceny w górę, opłaty w górę, na stypendium za niska średnia. Latała tanimi liniami, co dwa trzy tygodnie wpadła do domu. Mi tylko „dzień dobry” i już ich nie było. Robiłem im wtedy wspólne śniadania, o jedenastej. – Roześmiał się bezdźwięcznie. -W zimie przyjechała na dłużej, syn nie mógł po studiach znaleźć pracy, więc załatwiła mu tam. Pakowali się krótko. Wiedziałem, że nie wrócą. Kombinowałem i wykombinowałem, na pożegnanie dałem mu mieszkanie. Notarialnie wszystko. Wtedy powiedzieli mi, że będę dziadkiem.
Drżące ręce zdradziły wielkie wzruszenie, zauważył to i zaraz schował je pod stół.
Przełknął ślinę.
-Wróciła sama. Nie mówiła wiele, mieszkaliśmy obok. Ona robiła zakupy, ja gotowałem. Od syna dostałem listy, że w końcu odnalazł swoją wielką miłość, że chciała go złapać na dziecko, w końcu, że zostaje na stałe, ma koszty i sprzedaje swoje mieszkanie. Każdy list dawałem jej do czytania. Po tym ostatnim powiedziała tylko: „Ty sprzedajesz? Sprzedam i ja”. Na drugi dzień jej nie było.
Teraz mieszkam u Alberta, a właściwie tylko sypiam. Tutaj zawsze dostanę jeść, ale muszę segregować leki. Czasem myślę, że obok, ktoś taki jak ja przepakowuje je z powrotem.
Westchnął
Widzę ją czasem bardzo wyraźnie. Obcięła włosy. Ciąża wysoka. Wiem, że źle wychowałem. Samemu trudno mężczyźnie. Pozwalałem mu za dużo. Ale nigdy żadnej innej do domu nie przyprowadził.
-O! – ucieszył się -Już są.
Zrywając się z ławy uderzył sie boleśnie w kolano.
Staruszek zrobił mi miejsce przy oknie.
Dwie pary niewidocznych oczu śledziły rozgrywającą się akcję teatru cieni. Czasem tu i ówdzie mignął jakiś kolor.
Jeden cień brzuchaty potrząsał głową i pokazywał drugiemu,wyższemu coś trzymanego w ręku. Książka. Drugi cień nachylił się wziął książkę i odwrócił się przodem. Prawie usłyszał jak książka oparła się o szybę. Chwilę widział jej oświetloną twarz. Wstrzymał oddech. Kilka minut patrzyły w książkę na zmianę, wskazywały coś, raz jedna raz druga. Potem jedna machnęła ręką i odeszła. Druga jeszcze za nią coś krzyczała, potem podniosła rękę do głowy.
Mężczyźni popatrzyli po sobie. Obu łzy ściekały aż za kołnierz, ale na starszej, pobrużdżonej twarzy mokre były całe policzki. W oczach pełnych smutku świeciła nadzieja.
Zadzwoniła komórka.
-Halo?
-No jestem.-Miękki głos.
-Kochanie, ja patrzę właśnie na Ciebie.
Odruchowo poprawiła włosy, prawie widział jej oczy wpatrzone w swoje.
Rękę oparł na szybie.
-Jak?
-Zaraz ci wyjaśnię, ale proszę powiedz tej dziewczynie, z którą rozmawiałaś, że dziadek bardzo tęskni.
Odsłon: 588 Komentarzy: 16
Thursday,29 April 2010,08:50
Kategoria: Wiadomości Thursday, 29 April 2010, 08:50
Sondaż -jest to badanie opinii publicznej, rodzaj badań statystycznych mający na celu określenie preferencji danej grupy ludności.Sondaż nie daje pełnego obrazu, a jedynie przybliżony wynik. Stanowi jednak silny wyznacznik trendu. Stosowany jest w wielu dziedzinach, m.in. w handlu do badania preferencji konsumentów, w okresie poprzedzającym wybory (sondaż wyborczy).Prawidłowo przeprowadzony sondaż powinien uwzględniać różne grupy społeczne, wiekowe i zawodowe. W Polsce badaniem opinii publicznej i przeprowadzaniem sondaży zajmuje się wiele wyspecjalizowanych firm, m.in. Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), Ośrodek Badania Opinii Publicznej (OBOP), PBS DGA.
OBOP -najstarszy instytut badania opinii społecznej w Polsce, powstał w lutym 1958 roku. Początkowo działał jako Redakcja Badania Opinii Publicznej przy Biurze Listów. 21 grudnia 1958 Włodzimierz Sokorski, przewodniczący Radiokomitetu podjął decyzję o utworzeniu ośrodka; od tego czasu funkcjonuje on jako Ośrodek Badania Opinii Publicznej. Początkowo jednostka zależna do Telewizji, w 1994 wydzielona jako osobna spółka. W 1998 ostatecznie sprywatyzowana, od tego czasu należy do międzynarodowej grupy badawczej TNS, która jest jedną z największych[potrzebne źródło] organizacji zajmujących się komunikacją marketingową na świecie. TNS posiada 60% udziałów, a pozostałe 40% zachowała TVP S.A.
CeBOS – Powołany w 1982 przez pułkownika Stanisława Kwiatkowskiego, doradcę gen. Wojciecha Jaruzelskiego, pozostawał pod kontrolą Urzędu Rady Ministrów do 1990. Od 1997 roku, działa na podstawie ustawy z dnia 20 lutego 1997 r. "o fundacji – Centrum Badania Opinii Społecznej" (Dz. U. z 1997 r. Nr 30, poz. 163). Obecnie formalnie jest fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów.
****
wszystko pod nosem na stronie Wikipedii, po polsku.
Odsłon: 1153 Komentarzy: 7
Monday,26 April 2010,20:25
Kategoria: Pro life Monday, 26 April 2010, 20:25
-Przepraszam, przepraszam. – Wszyscy go potrącali.
Stanąłby tak, żeby nikomu nie przeszkadzać, ale zegar wisiał na półpiętrze, a Pan Konserwator mawiał: Przerwa przerwą ale robota święta rzecz.
I tak mu się udało, że do windy przyjechali teraz, a nie wieczorem, kiedy razem z Panem Konserwatorem mieli Jesienny Obchód Kaloryferów.
Specjalnie na tą okazję założył dżinsy z naszywanymi kieszeniami. Podobno taki obchód jest tylko raz do roku.
Nie znał tego chłopaka co dzisiaj podawał narzędzia. Jakiś inny był, żuł gumę i słuchał czegoś z takiego malutkiego odtwarzacza. Głowa podrygiwała mu śmiesznie jakby się rozglądał. Z szybu wystawał czasem ręka pana Zdzicha, a ten wkładał w nią jakieś narzędzia albo coś odbierał. Teraz wysunęła się czapka, ale lekarz, ten co jeździ garbusem zasłonił cały widok.
Wychodzi!
Ruszył do przodu.
-Gdzie tak lecisz?- Pielęgniarka zastawiła mu drogę wózkiem na kółkach. Pani w wózku popatrzyła gdzieś przez niego i uśmiechnęła się. Ludzie często patrzyli przez niego. Wiedział, że nie wygląda normalnie. Przyzwyczaił się. Kiedyś płakał. Matka tuliła go i tłumaczyła, że nieważne jak kto wygląda, ważne jak kto kocha.
-Miałeś przyjść na ciasto- musiała się schylić, żeby popatrzeć mu w oczy.
-Przyjdę, ale teraz jest Pan Zdzicho, Pan Zdzicho ze mną zawsze gada – machnął w stronę windy – obiecał, ze jego syn wymieni mi dragonrengersów.
Wyciągnął rękę z garścią plastikowych krążków.
-Aha – pielęgniarka z powagą skinęła głową – ale potem przyjdź. Ciasto z jagodami, ostatnie upominki lata.
Przed uruchomioną windą zebrał się spory tłumek. Gdy się przecisnął zobaczył, że pan Zdzicho wpisuje coś do książki przy ladzie. Pomocnik postawił ciężką torbę na podłodze, coś mówił do portiera, roześmiał się i popatrzył w stronę windy. W jego stronę. Śmiech przeszedł w obrzydzenie.
Zadyszał się ale zdążył.
-Panie Zdzichu!
Mężczyzna w czapce obrócił się.
-A gdzie Pan Zdzichu?
Mechanik uśmiechnął się nerwowo, zrobił gest jakby chciał pogłaskać go po głowie, ale zaraz cofnął rękę.
-Jego syn miał wypadek, jest w szpitalu, w innym mieście – portier odezwał się w samą porę – wziął urlop żeby być z nim, to szpital z hotelem.
Zadowolony mężczyzna odwrócił się w milczeniu.
-Co mu się stało?
-Wjechał rowerem pod autobus – Pomocnik podniósł torbę. Założył słuchawki i ruszył za szefem.
Zniknęli już za drzwiami kiedy trybiki wskoczyły na właściwe miejsce.
-Z roweru? Przecież on nie może, nie może – poszukał wzrokiem portiera. Ten dyskutował już o czymś zawzięcie z ochroniarzem, po chwili podniósł słuchawkę telefonu. Lampka nad zegarem zaczęła mrugać na pomarańczowo.
No i po przerwie. Ruszył w stronę kotłowni. Dragonrengersów wsunął do kieszeni.
Wieczorem Obchód. A przedtem ciasto.
*
W smokingu zawsze wyglądał dostojnie, a w kontraście z przybyszami to juz w ogóle. Obaj robocze niebieskie ubranka, berecik i czapeczka, narzędzia. Młody, mało nie rechotał z radości.
- Wyciąganie jubilata z jubileuszu.-Zaczął groźnie. – Mam nadzieję, ze to coś ważnego.
- Takie stare windy to nie znają dnia ani godziny. – Starszy przewrócił oczami.
- Upominek – Młody ciągle uśmiechnięty podał mu pluskwę. Zdjął przez głowę odtwarzacz.
Elegant sprawnie zamienił karty pamięci, założył słuchawki i słuchał. Zdjął, podkręcił głos.
…Pameeeeloooo…
-Lubicie klasykę?- Wycedził w stężałe nagle twarze.
-Gówniarz, emeryt i stary dureń. Tercet Egzotyczny.
Odsłon: 326 Komentarzy: 3
Saturday,24 April 2010,18:54
Kategoria: Pro life Saturday, 24 April 2010, 18:54
Brązowe liście wyścieliły całą przestrzeń. Wiatr poowijał je dookoła słupków, wygładził nimi ściany piwnic. Stróż w żółtej kamizelce zagarniał je niespiesznie w małe kopczyki, skąd ruchliwy kilkunastolatek ładował je rękoma w wielkie wory. Starała sobie wyobrazić szuranie po bruku i synchronizować je z monotonnym ruchem miotły. Nie chciała słyszeć o czym mówiono za jej plecami. Czwarty worek został zawiązany kiedy skrzypnęło krzesło, a potem klamka u drzwi.
Odwróciła się dokładnie na czas aby zobaczyć pożegnalne skinienie ręki. Odpowiedziała uśmiechem.
-Ciebie też tak męczyli? – Nowa poprawiła się na poduszce.
-Było kilka rozmów.
-Myśli nie mnie przeinaczy gówniara, przecież nie jestem dzieckiem, co ona sobie w ogóle wyobraża. Trudno, stało się. Mój problem, moje zmartwienie. Masz lusterko?
Zaprzeczyła ruchem głowy
-Jest małe w łazience.- Popatrzyła na kroplówkę na ścianie– ale przykręcone.
Podeszła do łóżka i usiadła na ciepłym jeszcze krześle.
Chwilę mierzyły się wzrokiem.
Mysia blondynka z kitką w ciemnozielonej, ciążowej sukience.
Blada brunetka, przykryta kocem. Cienka tasiemka, którą naszyto abstrakcyjny motyw na bawełnianej koszulce zaczynała się już odpruwać. Bez makijażu wyglądała koszmarnie, przebarwienia, krosty.
Obserwowana sięgnęła ręką do twarzy. Z szuflady wyjęła krem i roztarła rękoma na policzkach.
Poruszała palcami.
-Opuchlizna juz zeszła, były jak serdelki – wyraźnie była zadowolona – ale pierścionek przepiłowali. No mów coś. Na pooperacyjnej byłam sama, myślałam, że się wścieknę.
-Potrzebujesz czegoś?
-Tylko pogadać.
-Przykro mi z powodu dziecka.
Leżąca popatrzyła na swój brzuch, potem podniosła w górę zabandażowane grubo przeguby.
-Stygmaty kobiety nieszczęśliwej. W poniedziałek wypis, tylko ciężarne mogą tu leżeć. Nie wygląda jak szpital raczej jak hotel – rozejrzała się po pokoju – myślałam że jest zamknięty.
-Raz na pięć tygodni jest ostry dyżur ginekologiczny. Takie przepisy. Widziałam jak Cię wnosili – wskazała brodą okno.
Pod oknem było jej łóżko. Na szafce koperta i komórka.
-Daj komórkę muszę gdzieś zadzwonić, a moją zabrali.
-Z tej mogę dzwonić tylko raz dziennie, tylko do rodziców albo narzeczonego. Reszta zablokowana.
-Normalnie obóz.
Wzruszyły ramionami.
-Ta ciąża była przypadkowa. Przestałam brać tabletki, bo tyłam. Na konferencji trafił się fajny pilot i tyle. Nawet mi na rękę było, firma rozbujana, wspólnik podjął się zastępstwa, a dziecko najlepiej urodzić przed trzydziestką. Ale jeden klient wplątał nas w aferę, wspólnik podpisał jeden dokument za dużo i do tego antydatowany. Cała odpowiedzialność na nas. A jaki wstyd w palestrze. Tym bardziej że co poniektórzy myśleli że to ich dziecko. Ale wszystko nie w porę, tak mi się życie zasupłało. Komornik zaczął mnie nękać, ktoś mi powiedział, że się wywinę jako psychiczna. Do wanny z ciepłą wodą i chlast żyletką. A ten gamoń jeden raz się spóźnił. Zawsze punktualnie o 18 leciał do mnie sobie zamoczyć. Macho, mówię ci niespożyty. Seks jest dobry na wszystko, a ile można nim osiągnąć z głupimi chłopami. Tak, tak. Przyjemne z pożytecznym. Rozgadałam się, że aż mi się zachciało. A ty co się tak zaczerwieniłaś, myślałby kto, dziewica.
-Byłam dziewicą, zanim mnie zgwałcili.
Dwie sekundy zwykle wystarcza bystrej osobie na prostą analizę.
Rozpędzone wcześniejszą gestykulacją ręce teraz nerwowo skubały tasiemkę.
-A narzeczony? Jesteś katoliczką?
-Ja? On jest katolikiem, żadnego seksu przed ślubem.
-Mówisz o… Tym tak spokojnie?
-Psikneli mi czymś w twarz na ulicy i obudziłam się po wszystkim. Psycholog miał niewiele roboty, żadnej traumy. Nic.
-Przecież nie niepokalane poczęcie – ironizowała – jakiś ojciec musiał być. Gdzieś teraz łazi skurczybyk. Teraz można wszystko zrobić, DNA inne testy. Nie wywinie się drań. Jak chcesz to Ci pomogę – wyszeptała scenicznie. – Mam jeszcze układy. Wydusimy z niego miliony, a jak nie od niego, to od rodziny Będzie sukinkot odpowiadał do siódmego pokolenia.
Na czymś trzeba swoje życie oprzeć, a najlepiej na kasie i na tym, na czym my dziewczyny siadamy.
Pielęgniarka stanęła w drzwiach, nogą przytrzymywała wózek.
-Proszę na badania, miała pani nie chodzić.
-Już, już.
Powrót dłużył jej się strasznie, pielęgniarka jak zwykle nie spieszyła się. Do tego konserwacja windy zmusiła ich do objechania całego piętra.
Wszystko już sobie ułożyła. Z odszkodowania wykupi dziecko, wspomoże oczywiście fundację i powinno jeszcze starczyć na mieszkanie, albo dom z ogródkiem.
No nareszcie drzwi.
Prawie zeskoczyła z wózka i zamarła. W milczeniu patrzyła jak salowa ścieli łóżko. Ta wychodząc przystanęła na chwilę.
-Zerwała opatrunki, jak wyciągnęła kroplówkę włączył się alarm. Jest na OJOM-ie.
Cisza, zapach wykrochmalonej pościeli. Coś zielonego wystaje z pod szafki. Tasiemka. Przejechała palcami wzdłuż. Na końcu supełek.
-Na czymś trzeba się oprzeć – szepnęła.
Wiązała i liczyła tak jak pamiętała.
-osiem, dziewięć, dziesięć, przerwa, raz…
Odsłon: 448 Komentarzy: 2
