
Thursday,22 December 2011,20:22
Kategoria: Teologia Thursday, 22 December 2011, 20:22
Dlaczego, gdy Pan Bóg coś objawia, to jednocześnie zasłania?
Gdy Anioł objawia Maryi, że będzie Matką Jezusa, gdy ona pyta jak się to stanie, słyszy, że obłok ją osłoni i nic nie będzie widzieć. Gdy dokonuje się objawienie Syna Bożego, to zasłania go grota betlejemska i ubóstwo przybranego ojca. Gdy Chrzciciel objawia światu Baranka Bożego, to wybiera skraj pustyni judzkiej, gdzieś na końcu świat. Gdy dokonuje się najważniejsze zwycięstwo nad śmiercią to zapada ciemność a po zmartwychwstaniu „ostał” nam się „tylko” pusty grób.
Tak jakby to bezpośrednie patrzenie w Boże „karty” nie pomagało a przeszkadzało.
Odsłon: 81 Komentarzy: 3
Tuesday,13 December 2011,19:51
Kategoria: Religia Tuesday, 13 December 2011, 19:51
Pojawił się człowiek posłany przez Boga. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości. To bardzo krótkie określenie istoty Jana Chrzciciela. Był posłany – w greckim tekście jest APOSTOLEIN – tzn. apostoł. Miał dać świadectwo – w greckim MARTURIOS – tzn. męczennik. My wiemy, że rzeczywiście był pierwszym apostołem Jezusa i jego pierwszym męczennikiem. Zapłacił głową za świadectwo o prawdzie. On pierwszy wskazał na Jezusa, jako pierwszy w Niego uwierzył i Jego głosił.
Gdy przyszła delegacja żydów z Jerozolimy, aby go przesłuchać w Betanii, to postawili mu decydujące pytanie: Kto ty jesteś? Nie chodziło tylko o sprawdzenie danych personalnych, jak na Checkpoint’cie. Chodziło właśnie o istotę. Czy to tylko jakiś przebieraniec, którzy się sam prezentuje czy też zaczyna się tu nowy ruch, rewolucja? Jak poważnie trzeba brać to wszystko? Jakie siły i zamiary stoją za tym?
Prawie cztery dni nie było internetu w domu. Żadnych maili, skypa, wiadomości, odcięci od świata. Mieliśmy wprawdzie radio, tv, gazety, komórki. Jednak brakowało nam tego medium jak ręki.
Jan Chrzciciel nie miał żadnych mediów. Stał na brzegu Jordanu i głosił kazania. To wszystko. Taki „pomylony” dziwak, niepoprawny „poprawiacz” świata, jakich było i jakich jest jeszcze pełno na świecie. Dlaczego właśnie on wzbudził taki niepokój w jerozolimskiej „centrali”? Dlaczego przysłali delegację, która go przepytywała: „Czy jesteś Eliaszem? Czy ty jesteś prorokiem? Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” Oni brali go bardzo poważnie. Dlaczego wiedzieli, że chodzi o osobę, którą trzeba brać bardzo serio?
Jego sława wyprzedzało go. Ale było coś więcej. On nie mówił od siebie, lecz Bóg przez niego przemawiał. On nie mówił o sobie i swoich pomysłach, on dawał świadectwo o świetle Boga w życiu człowieka. Ostatniej niedzieli słyszeliśmy, że „ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swe grzechy.” To było właśnie to coś więcej, co zaniepokoiło odpowiedzialnych, którzy wysłali swoich ludzi, aby go przesłuchać. To nie wielkie masy zwolenników Jana ale duchowy ruch, który ludzi przemieniał. Ludzie z miasta i wiosek brali poważnie kazania Jana i nawracali się wyznając grzech. Każdy z nas wie, co to znaczy i ile kosztuje, nawrócić się i wyspowiadać. To była bardzo poważna sprawa.
Gdy przesłuchanie było prawie skończone zapytali jeszcze faryzeusze: „Dlaczego chrzcisz?” To było decydujące pytanie. Symboliczna siła tego działania była chyba najniebezpieczniejsza – o tym wiedzieli faryzeusze. Znali historię Naamana, który zachorował na trąd i został uzdrowiony przez męża Bożego Eilzeusza. Siedmiokrotne – doskonałe, zanurzenie w Jordanie było decydujące nie tylko o uzdrowieniu ale i o nawróceniu na wiarę w prawdziwego Boga.
Symboliczna siła chrztu Jana w Jordanie sięgała dalej, ponieważ nawiązywała do tej uzdrawiającej i nawracającej siły Boga. Dlatego odpowiedź Jana, że pośród was stoi mocniejszy ode mnie, odnosi się dzisiaj w pierwszej linii do nas a nie do faryzeuszy. Ponieważ jesteśmy ochrzczeni w imię Wszechmogącego i przez Niego posłani, aby być świadkami. Jak Jan Chrzciciel mamy być apostołami i męczennikami, posłani by być świadkami.
Mój przyjaciel wydaje książki. Odnosi sukcesy, bo wyspecjalizował się w poradnikach. Wydaje poradniki dla każdego w każdej sytuacji życiowej. Ludzie dzisiaj są bardzo niepewni. Takie książki nie tylko wypełniają księgarnie ale są sprzedawane w milionach egzemplarzy. Książki doradzające, jak sobie pomóc i mają ludziom powiedzieć, jaki jest sens ich życia. Ale ludzie szukają światła wszędzie, tylko nie tam, gdzie jest prawdziwe światło. Nie zauważają obecności Chrystusa pośród nich. A On jest tam, gdzie my idziemy. Jesteśmy przecież posłani przez Boga. Jesteśmy jego apostołami. Jesteśmy posłani, by wyprowadzać ludzi z ciemności do światła Chrystusa.
Jesteśmy powołani, by być świadkami. Jesteśmy nowymi świadkami i w nowy sposób, nowymi męczennikami. Dajemy świadectwo o prawdzie Jezusa Chrystusa nawet wtedy, gdy to nas kosztuje osobiście, nie od razu krew ale na pewno małe nieprzyjemności, złe spojrzenia, pogardę albo po prostu politowanie. Nasze serce krwawi jednak, gdy nic nie możemy zrobić, aby bliźnim przepowiadać zbawiające przybycie Boga.
Przez chrzest mamy odpowiedzialność za nasze najbliższe otoczenie, reflektujemy przecież obecność Chrystusa w świecie. Inni potrzebują naszego świadectwa. Nasz sposób życia winien przekazywać innym radość światła Bożego Narodzenia. Amen
Odsłon: 117 Komentarzy: 1
Saturday,12 March 2011,20:49
Kategoria: Religia Saturday, 12 March 2011, 20:49
„Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. ” Mk 1,5
Co się stało, że „ciągnęli” do Jana Chrzciciela? Nad Jordan, by się „wyspowiadać”? Nie do świątyni ani synagogi ale w „plener”? Krzyczał na nich, wypominał im, upominał ich, pouczał! Nie oszczędzał nikogo! Bezkompromisowo w swoich słowach, zachowaniu, wyglądzie! Nie dla poklasku ani swojego klubu zwolenników! A tu „cały kraina” i „wszyscy mieszkańcy” idzie do niego!
Pełno w jego życiu wykrzykników. A on jak palec wskazujący, dla tych, co pytają.
Jeśli zapominam o zdziwieniu, jeśli już wszystko wiem (lepiej), gdy ułożyłem sobie życie, to i „Jan Chrzciciel” niewiele mi wskaże. Wciąż Bóg stawia go na mojej drodze, bo cel musi być wciąż namierzany, by chrzest Duchem Świętym miał sens. Tak ważne jest to, by „ciągnąć do”, tzn. „wyjść od siebie”. Inaczej nie ma wyznania grzechów!
Odsłon: 65 Komentarzy: 0
Wednesday,30 November 2011,15:53
Kategoria: Religia Wednesday, 30 November 2011, 15:53
Ta pułapka funkcjonuje wszędzie: „Słyszała pani, że Kowalska…” i już wszyscy zajmują się „Kowalską” a nie sobą. Kto by chciał prostować swoje ścieżki, jak można prostować innych. Bo jak spojrzeć, to wszyscy trochę krzywi, przynajmniej z mojego punktu widzenia. To nie są winne tylko „media” poddające tematy zastępcze, to jestem ja, który chętnie wchodzę do cudzego „ogródka” i jeszcze spoglądam przez ten cudzy płot do następnego sąsiada a tam … jeszcze więcej do poprawienia. Moja opinia, moim zdaniem, ja bym to …. Najlepiej byłbym Janem Chrzcicielem, oczywiście jeśli chodzi o głoszenie „kazań”. Co się tyczy o pustyni, postu, umartwienia, wyrzeczenia i bezkompromisowości to też dla innych... Spojrzenie wciąż utkwione w horyzoncie, a ten też nie za daleki, bo inni przeszkadzają.
A na dole, pod moimi stopami, moja droga. Moje życie! I tak nowe dzisiaj, że aż strach robić to samo, co wczoraj.
Odsłon: 142 Komentarzy: 2
Sunday,27 November 2011,18:29
Kategoria: Blogi Sunday, 27 November 2011, 18:29
... wrócić chciałem już kilka razy do mojego tutaj pisania ale jak zawsze nie było mobilizacji wystarczającej. A dzisiaj był piękny dzień. Słońce i radość ludzi a ja obcy, chociaż ksiądz. Nie "nasz proboszcz" ani "rodak". Miło, ale na dystans. Nie żeby tu żale wylewać. Dobrze się z tym czułem i czas był, żeby się modlić.
Pomyślałem sobie o adwencie, bo dzisiaj jakby go nie było. Tak wiele różnych "świętych" spraw było a na Jezusa nikt nie czekał, ciągle o Nim niby...
A ja się znowu zastanawiam nad moim kapłaństwem i jego adwentem. Kiedyś przyjdzie spełnienie! Chyba, że na tym właśnie kapłaństwo polega.
Odsłon: 185 Komentarzy: 6
Saturday,07 August 2010,21:22
Kategoria: Polityka Saturday, 07 August 2010, 21:22
… to też bym właśnie teraz w Polsce zaatakował kapłanów. Najlepiej atakiem frontalnym i skrzydłami ale też i od tyłu czyli wykorzystując kapłanów:
1. z frontu pozbawić kapłanów obywatelskiego prawa głosu
2. z lewego skrzydła podzielić kapłanów – jak naród – na wstecznych i postępowych
3. z prawego skrzydła zrobić z kapłanów zdegenerowane moralnie bestie
4. od tyłu wykorzystując ambicje promować kapłanów publicznie krytykujących kapłanów
Dlaczego to piszę?
Demokracja jest tak mocna jak argumenty, które przekonają demos, aby nienawidził, tak od serca, bezinteresownie…, aż się dusza raduje z porażki. A wtedy można pozbawić wszystkich, którzy mogą być przeciw nienawiści, wszelkiej racji bytu
Odsłon: 644 Komentarzy: 18
Wednesday,30 June 2010,11:27
Kategoria: Kościół Wednesday, 30 June 2010, 11:27
Kiedy jeszcze uczyłem dzieci, rozpoczynałem i kończyłem rok szkolny przypominaniem tzw. „małego katechizmu” (tzn. główne prawdy wiary, przykazania, sakramenty, itd.). Za każdym razem okazywało się, że pamięć ludzka (dziecka) potrzebuje odświeżenia a repetitio est mater studiorum. Moi uczniowie wiedzieli o tym, że ta zabawa w powtórki jest moim „konikiem” i na nim jechaliśmy razem, choć dla niektórych to było po prostu nudne (powtarzanie, tego co się zapomniało).
Nie ulega wątpliwości, że przepytywanie z oczywistości było dla mnie nudne, tak jak coroczne przygotowywanie dzieci do „tej samej” Pierwszej Komunii, jak przygotowywanie kolejnej pary do „kolejnego dla kapłana” ślubu (ich na ogół pierwszego), przekonywanie w konfesjonale, że niedzielna Msza święta jest konieczna dla nas a nie dla Pana Jezusa. Powtarzanie tego samego w życiu wiary staje się jednak nowe, bo umożliwia spotkanie z Bogiem.
Określenie „spotkanie z Bogiem” jest dość wyświechtane. Po trosze przypomina powszednie: „Dzień dobry, Panie sąsiedzie!”. Nie ekscytuje, nie porusza, nie wyrywa z codzienności. Ale czy życie religijne musi być zawsze fajerwerkiem, a każdy odpusty parafialny dwu i półgodzinny?
Gdy się ma „dobre kontakty” z Panem Bogiem, to codzienność staje się ważniejsza od świątecznego przybrania. Dla nas kapłanów mozolne przypominanie tego samego tj. nauczanie to chleb powszedni, ale także i tym chlebem karmi się Kościół i rośnie.
Odsłon: 841 Komentarzy: 4
Thursday,17 June 2010,09:10
Kategoria: Religia Thursday, 17 June 2010, 09:10
Czy Bóg jest odważny? Powołanie człowieka to wielkie ryzyko dla zbawienia człowieka. Człowiek jest najbardziej ryzykownym elementem w całej koncepcji zbawienia człowieka. Na początku obdarzając człowieka wolnością Pan Bóg zaryzykował po raz pierwszy. Wszyscy wiemy, że ryzyko było duże, i że skończyło się, jak się skończyło. Ale z nowym stworzeniem Pan Bóg powtarza ten sam manewr. Wolność leczy wolnością.
Ucieszyłem się bardzo, gdy nasz Benedykt XVI w Serce Jezusa mówił, że odwaga Boga to kapłaństwo człowieka. Bo przecież i ze mną Pan Bóg zaryzykował i odważył się dając mi kapłaństwo. Tak właśnie najlepiej zrozumieć kapłaństwo od strony Boga. Bóg podejmuje odważną decyzję powołując nie i w tym powołaniu ryzykując zbawienie ludzi. Ile? Jeszcze tego nie wiem. Może jednego! Najryzykowniejsze jest oddanie się w cudze ręce a On to zrobił. To może tylko MIŁOŚĆ.
Odsłon: 587 Komentarzy: 6
Monday,14 June 2010,15:31
Kategoria: Religia Monday, 14 June 2010, 15:31
i gdyby nie święcenia, to można by zamknąć ten blog. Zapyta ktoś, co ma wspólnego jedno z drugim? Można przecież żyć bez internetu a już na pewno bez prowadzenia blogu. Kiedy przyjąłem powołanie, a potwierdził je Kościół swym obiektywnym sądem udzielając mi święceń kapłańskich, skończyło się tak naprawdę moje życie. Zaczęło się życie kapłana. Oddałem je do dyspozycji Chrystusowi. I chociaż w codzienności nie wygląda do tak górnolotnie, to fakt jest faktem.
sacerdos w roku kapłańskim powinien teraz nazwać się np. ksiądz after the twelvemonth albo W postklerykalnej Polszcze. Żarty żartami ale chodzi o dalszą refleksję na kapłaństwem, której nie powinno zabraknąć ani w moim życiu ani w przestrzeni wirtualnej. Oczywiście jest ona bardzo wycinkowa – moja – nie aspirująca do jakiegoś szalonego zasięgu oddziaływania ani rewolucyjnych odkryć ale za to uzupełniona jakże ważnymi osobistymi komentarzami, uwagami, e-mailami kilkuset „czytaczy”, których serdecznie pozdrawiam i błogosławię.
Odsłon: 558 Komentarzy: 3
Friday,06 August 2010,11:13
Kategoria: Religia Friday, 06 August 2010, 11:13
Na koniec Roku Kapłańskiego nie można nie dziękować. Osobiście muszę przyznać, że jestem bardzo wdzięczny Benedyktowi XVI za tą inicjatywę. Generalnie jestem przeciwny obchodzeniu kolejnego „dnia liścia klonowego” albo „międzynarodowego roku szarej pliszki”, a nawet od dzieciństwa czuję wyjątkową niechęć do obwoływania obchodów. Ale tym razem mój „fastidializm” mnie zawiódł. Tym razem mimo nabytej niechęci do tego rodzaju „przepisanych rocznych ćwiczeń zbiorowych” dałem się wciągnąć w Rok Kapłański. Dla usprawiedliwienia postanowiłem, że owo „wciągnięcie” odbędzie się oczywiście po mojemu.
I tak się dla powyższego „zblogowałem”. Anonimowo oczywiście! Zacząłem bardzo ambitnie od pytania: co jest istotą kapłaństwa? Poszukajmy na początku, czyli zacznijmy od powołania. Muszę przyznać, że jestem często zakłopotany, gdy ktoś mnie pyta o moje powołanie. Chociaż wiem, co to jest powołanie, mam trudność z opisaniem mojego osobistego. Nie dlatego, że nie pamiętam mojej historii z Bogiem ale dlatego, w niej wiele spraw niewypowiedzilnych. Właśnie to, co najistotniejsze nie odważyłem się jak dotąd zwerbalizować. Może uda mi się to zrobić w tym roku. Ważne to by było nie tylko dla mnie.
To był mój pierwszy wpis i taki zamiar: nazwać jak dotąd nienazwane (przeze mnie). Egoistycznie, dla siebie bardziej. Co z tego wyszło? Na moim „fastidializmie” Pan Bóg napisał wiele pięknych słów, zwerbalizował się właśnie. Bardziej niż na moim blogu, bo moje werbalizacje Jego werbalizacji były mizerne, jak ta szopka w Betlejem. Ale cnotą kapłańską jest nie tylko wdzięczność Słowu, które staje się Ciałem przez kapłana, ale bycie szopką betlejemską właśnie.
Odsłon: 797 Komentarzy: 4
