Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

takie tam parę słów

Kategoria: Ogólne Friday, 02 September 2011, 05:06

Człowiek jest wolny w wolnym czasie. Jak go organizuje odśrodkowo tj. z pominięciem wpływów zewnętrza zależy głównie od komfortowości bycia wolnym.Tutaj tkwi paradoks, bo wolność nie jest komfortowa per se, przeciwnie, wymusza nadawanie priorytetów i ich realizację, inaczej wraca łagodny dryf zewnętrznych bodźców. Bez siły odśrodkowej, człowiek co najwyżej przemieszcza się krokiem obserwatora-turysty, doglądającego chwilowych zapasów powinności i zachcianek. Aktywacja duszy to aktywacja człowieczeństwa i wolności. Świadoma samoorganizacja.

Odsłon: 163 Komentarzy: 4


Bartoszewski - niemiecka puszka z peerelowskiej meblościanki

Kategoria: Polityka Friday, 05 November 2010, 02:55

Panie Bartoszewski! Pragnę gorąco podziękować, że nauczył mnie pan, co to znaczy "być przyzwoitym". Dawniej myślałem, że Dekalog wzbogacony o przywołany mej pamięci łysiakowym piórem, przedwojenny kodeks Boziewicza wystarczy. Ale co ja tam wiem, wszak jam półludzkie goim, takie jak pan to nazwał "bydło", a pan jest żeś salonowy "profesor" z maturą. No, a skoro warto słuchać lepiej zorientowanych od siebie, tak i dowiedziałem się, że ludzie, którzy opłakują zmarłych i oddają cześć ich pamięci, to już nie tylko, że znów pana zacytuję, "dewianci psychiczni" ale i "nekrofile" by o "pedofilach" nie wspomnieć. Zastanawiam się tylko, jakim trafem, z całego diapazonu możliwych kategorii opisywania żałobników, właśnie te dwa zboczenia, hojnie wydzielana ślina na język panu przyniosła? Bo chyba nie jest tak do końca, jak w zgodzie z dość wulgarną perspektywą chce się to opowiadać.  A mianowicie, że to pańska chęć bycia wielbionym, jak niemieckie puszki na peerelowskich meblościankach, zresztą wielu "luminarzy" słowa uznaje sprawę za zbyt niejednoznaczną, by mówić o tym otwarcie. Z drugiej strony, w odróżnieniu od Mencwela, czy takiego choćby nawet Wałęsy, to komu jak komu, ale panu samosterowności zarzucić nie wolno, już raczej instynkt stadny. Jednak, skoro poruszony niebywałą zuchwałością pańskich wypowiedzi nie potrafię odwrócić się od obowiązku opisywania tego co widzę, pokuszę się o hipotezę, że to nie pycha, ale lęk przed śmiercią tłumaczy jak flogiston większość pańskich, nader płomiennych wystąpień, które ludziom przyzwoitym odbierają tlen w płuchach. Pozwoli pan wybrzmieć tej myśli. Lęk…. przed śmiercią…. panie "profesorze".  Może więc jednak warto zdążyć być przyzwoitym nim nadejdzie czas  michnikowych laudacji, a w miejsce pełnych jadu aktów strzelistych zachować większą wstrzemięźliwość?

Odsłon: 516 Komentarzy: 6


Point Group wpełza WPROST do GWna

Kategoria: Ogólne Monday, 26 April 2010, 17:00

Ostatni felieton Marka Króla pt. "Nie polezie orzeł w GWna" zakończył jego współpracę z Wprost. Tygodnik, który od lutego b.r. znajduje się w rękach Michała Lisieckiego i Platformy Mediowej Point Group, wydawcy szydzącej z Matki Przenajświętszej Machiny, niedzielnym posunięciem umacnia nowy wizerunek Wprost – gończego kundla salonowej michniGWszczyzny. Świeżutka  pani rednacz Katarzyna Kozłowska, zgodnie z doświadczeniem, może by i chciała jakoś ciszej zepchnąć Wprost w wir kloaczanych standardów Faktu, lecz zerwanie współpracy z Królem dowodzi, że "mądrość etapu" wymaga dziś doraźnych interwencji.

A ludzie budzą się i budzi się okładana gumową pałą na Pawiaku i kneblowana w sądach duma z bycia Polakiem i katolikiem. Umiłowanie Boga, Polski i rodziny – tak znienawidzonych w Eurokołchozie elementów normalności. "Wajdalizm" nie umie skutecznie "zdewawelować" Kaczora i symbol sięga królów – unosi się tam, gdzie chrześcijańska pneuma pozwala mu niemal wzrastać do wielkości archetypu. W efekcie jeden polski Król się budzi, a jego majstersztyk pióra daje asumpt do natarcia. Ponownie uprzytamnia, że życiu i śmierci należy się szacunek, a pamięci cześć.  I choć Wprost wpełza do GWna, Król plwa na tę chitynę kłamstw i uziemiających orły pyłów, a wszystko po to, by z polskiego wulkanu jednak wybuchła lawa.

Brawo panie Marku!

Odsłon: 661 Komentarzy: 10


"Gdzie króluje jej oblicze, na nim cięte rysy dwie"

Kategoria: Modlitwa Wednesday, 14 April 2010, 01:58

10 IV 2010 roku był niczym przytoczona przez księdza Pawlukiewicza, w transmitowanej przez polskie radio homilii, druga cięta rana na litościwym obliczu Matki Boskiej z Częstochowy. Czarna Madonna i jej dwie rany, niczym dwie czarne wstążki kiru na sztandarze.

Tracimy głowę, my, polskie ciało, żywy organizm zwany narodem. Zupełnie tak, jak pięć lat temu, w wigilię niedzieli Miłosierdzia Pańskiego, gdy ciałem tracącym głowę był cały Kościół Powszechny.

Ludzie wychodzą na ulice, kierują się do kościołów, modlą się, lecz przede wszystkim zaglądają w siebie. Na zewnątrz szukają przykładów zachowań, by w środku własnego serca ostatecznie obrać unikalną postawę, stworzyć nowe znaczenia, których emocjonalnemu bogactwu język nie umie sprostać. Pozostają spojrzenia, gesty, grymasy.

Inaczej cierpią rodziny i przyjaciele rodzin poległych, a inaczej ludzie znający ofiary z przekazów medialnych, lecz jedni i drudzy stają w obliczu wielkiego misterium, tajemnicy, która odbiera głos w gardle i nie daje wybrzmieć frazom rozsądku.

Tak dziś wzrastamy jako naród. W ciszy. Razem, niczym drzewa w katyńskim lesie, których wzrostu nikt nie słyszy, a które cyklicznie owocują, gdyż korzeniami, z polskiej krwi, od lat wydobywają pamięć.

I choć jeszcze niejeden raz przyjdą zabójcze mgły i wiatry, zadbajmy o nasz młodnik, aby zdążył zapuścić korzenie na tyle głęboko, by mieszanina krwi dawnych i współczesnych męczenników, dała mu siłę do wzrostu.

Wówczas, nawet jeśli któreś z drzew pozbawione boskiej żywicy spróchnieje lub złamie się, konary jego posłużą nam za krzyż, o korzeniach zaczniemy pisać pieśni, a las wciąż będzie trwał i wzrastał. W ciszy.

Napisano 11 kwietnia 2010 roku by oddać hołd wszystkim 96 osobom, które tragicznie zmarły w katastrofie lotniczej, w okolicach Smoleńska. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci, na wieki wieków. Amen. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.

Odsłon: 286 Komentarzy: 1


Dwa ziarenka

Kategoria: Ogólne Thursday, 02 September 2010, 21:53

Pogodni starsi ludzie i dzieci posiadają jedną wspólną cechę, która nieraz umyka świadomości współczesnego człowieka. Chodzi o ich ludzką słodycz, ten niewypowiedziany blask w oczach, który sprawia, że obcując z nimi chcemy krzyczeć z radości, podejść i mocno uściskać. Zarówno dziecko, jak i pogodny człowiek bliski kresu swej ziemskiej wędrówki zasługują na podziw, a rzeczą podziwianą jest to, że są oraz sposób, w jaki to swoje bycie-w-świecie manifestują.

 

Ktoś może zapytać: "No dobrze, ale dlaczego akurat ten starszy człowiek ma być pogodny?" Spieszę z odpowiedzią, że nie chodzi mi o jego chwilowy nastrój ale o swoiste usposobienie do życia, życia umiłowanie i w konsekwencji wynikającą z tego umiłowania zdolność pięknego starzenia się. Jest coś uroczego w spojrzeniu jakim brzdąc i starzec darzą pszczoły, ptaki, liście, kwiaty i całe boskie stworzenie. Jest to zakorzeniona głęboko w duszy wdzięczność dla Wszechmogącego. Upraszczając można by rzecz, że o ile w przypadku pierwszego wynika ona z naturalnego spontanicznego doświadczenia i braku konkretnej wiedzy, to w przypadku tego drugiego jest ona wyrazem swoistej chęci powrotu do tego co piękne i proste.

 

Kiedy zechcemy zauważyć tę prawidłowość, stanie się dla nas oczywistosćią, że dzieci tak bardzo lgną do dziadków, a starsi ludzie tak cenią sobie tę bliskość. I choć śmiech jednych i drugich może różnić się natężeniem, a uśmiech obejmie inne grupy mięśni na twarzy, to z całą pewnością wypływają one z tego samego miejsca w sercu. Można by też rzec (zaporzyczając metaforę x Pawlukiewicza dotyczącą wieczności), iż starzec i dziecko są jak dwa ziarenka piasku, przy czym jedno jeszcze nie ma pojęcia o plaży, a drugie już czeka by na powrót się z nią złączyć.

 

Wystarczy poobserwować.

Odsłon: 262 Komentarzy: 3


Krzyż drogi

Kategoria: Religia Sunday, 02 May 2010, 20:23

"Jeszcze Polska nie przegrana od Szczecina do Rzeszowa, póki Boga na kolanach w głos prosimy Ojcze prowadź! Nie przemogli nas czerwoni, teraz czasy są łaskawsze, nam pisane krzyża bronić, wczoraj, dzisiaj, jutro, zawsze!" Leszek Czajkowski "Bronić Krzyża"

 

Anno domini 2010 czasy dla krzyża nie wydają się bynajmniej łaskawe. Nienawiść wobec  tego symbolu podsycana niedawnym wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nabiera na intensywności prowokując  dalsze działania, zarówno antagonistów, jak też apologetów. Ludzie, którzy jawnie atakują krzyż, czynią to pod pretekstem, jakoby godził on w ich uczucia religijne. Ale jakież to uczucia każą im zaciekle atakować Jezusa Chrystusa, oraz której konkretnie religii są wyrazem, tego już ujawnić nie są skłonni. Razi ich obecność symbolu Boga, zupełnie jakby możliwym było spojrzeć na dowolny punkt na ziemii i jej tam nie dostrzec. Razi intensywnością porannego światła, które wdziera się do środka mimo zasłon. Razi niczym lustro, w którym mogą się przejrzeć ze wstydem. Bo patrząc na krzyż, na którym wisi Syn Boży – każdy człowiek  w swoim sumieniu momentalnie staje na  wewnętrznym skrzyżowaniu serca, gdzie fundamentalne pytania,  jedno po drugim, skłaniają by zejść z karuzeli i samemu obrać kierunek. G. K. Chesterton o symbolice krzyża pisał:

 

"Może zostanie to uznane za żart, jeśli powiem, że cała historia religii jest tak naprawdę grą w kółko i krzyżyk. Kółka według mnie nie oznaczają jednak nicości, tylko zjawiska negatywne w porównaniu z pozytywnym kształtem czy też wzorem krzyżyków. I chociaż jest to symbol wybrany na chybił trafił, tym razem wydaje się wyjątkowo trafny. Azjatycką mentalność można naprawdę przedstawić w formie okrągłego O, jeśli nie w znaczeniu liczbowym, to przynajmniej w znaczeniu koła. Wielki azjatycki symbol węża trzymającego ogon w pysku jest naprawdę doskonałą ilustracją pojęcia jedności i powtarzalności, które stanowi nieodłączną część wschodnich filozofii i religii. Jest to rzeczywiście linia z jednej strony obejmująca wszystko, a z drugiej prowadząca donikąd. Można w niej wyczytać sugestię, a raczej przechwałkę, że wszystkie dyskusje są kręceniem się w kółko. I chociaż figury to tylko symbole, widzimy, jak uzasadniony jest symboliczny sens, który stworzył podobny symbol koła Buddy, częściej zwanego swastyką. Krzyż to dwie linie przecinające się pod kątem prostym, śmiało wskazujące w przeciwnych kierunkach, natomiast swastyka to krzyż pochwycony w trakcie powtarzalności. Ten skrzywiony krzyż to faktycznie krzyż zmieniający się w koło. Zanim jednak odrzucimy te symbole jako arbitralne obrazy, musimy sobie przypomnieć, jak żywa wyobraźnia je stworzyła czy też wybrała na Wschodzie i na Zachodzie. Krzyż stał się czymś więcej niż zabytkiem historii; przekazuje on w formie niemal matematycznego diagramu prawdę o punkcie wyjścia wszystkiego: ideę konfliktu wybiegającego w wieczność. Jest prawdą, a nawet tautologią stwierdzenie, że w krzyżu krzyżują sie wszystkie najważniejsze problemy.

 

Innymi słowy, krzyż, w rzeczywistości i jako figura, jest prawdziwym symbolem rozerwania kręgu oznaczającego równocześnie wszystko i nic. Stanowi on ucieczkę od prowadzącej donikąd argumentacji, według której wszystko zaczyna się i kończy w umyśle. Skoro zajmujemy się symbolami, przedstawmy całą rzecz na przykładzie przypowieści o św. Franciszku, w której ptaki odlatujące po jego błogosławieństwie poszybowały w cztery strony bezkresnego nieba, tworząc na nim olbrzymi kształt krzyża. W porównaniu ze swobodą owych ptaków, kształt swastyki przypomina bardziej kociaka goniącego własny ogon. Posługując się znaną alegorią, możemy powiedzieć, że kiedy św. Jerzy wbił włócznię w paszczę smoka, przerwał samotność żywiącego się sobą potwora i dał mu do gryzienia coś więcej niż jego własny ogon. Prawdę można zilustrować wieloma wytworami fantazji, ona sama jednak jest abstrakcyjna i absolutna, choć niełatwo ją wyrazić za pomocą takich i tym podobnych obrazów. Chrześcijaństwo odwołuje się do trwałej, zewnętrznej względem niego prawdy; do czegoś, co w pewnym sensie jest zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Głosi, że rzeczy istnieją naprawdę, czyli innymi słowy, że są one naprawdę rzeczami. Chrześcijaństwo zgadza się pod tym względem ze zdrowym rozsądkiem, a cała historia religii dowodzi, że zdrowy rozsądek zanika wszędzie tam, gdzie nie ma chrześcijaństwa, które by go ocaliło."

W Sztormie stulecia pan Andre Linoge wielokrotnie przypominał: "Piekło to powtarzalność" . Tak jest w rzeczywistości. Właśnie te grzechy, które powtarzamy powstrzymują nas od zbliżenia się do Boga i tworzą nasze piekło na ziemi. Kluczymy wtedy w koło, jeżdżąc po wielkim rondzie uzależnień, pogonii za pieniędzmi, karierą, władzą, trendami, czy źle rozumianą miłością. Czasem zwlaniamy, czasem znów przyspieszamy, ale nie widzimy, że to ten sam kierunek, te same krajobrazy, a do przodu mknie jedynie czas. Jedynie w ukrzyżowanym Bogu  potrafimy odzyskać orientację  i  właściwie ocenić współrzędne naszych celów. Wówczas też, z jakąś niespotykaną ulgą i olśnieniem  odkrywamy, że dotychczasowe ronda zmieniają się w kolejne skrzyżowania, a my korzystając z wolnej woli, stawiamy kroki na  tej jednej, przez nas obranej, z których wszystkie prowadzą do Rzymu.

"Ja jestem drogą i prawdą, i życiem."

 

Odsłon: 303 Komentarzy: 5


Depopulacja metodą walki z CO2 - sugestie Funduszu Optymalnej Populacji

Kategoria: Pro life Sunday, 12 July 2009, 15:10

Wspierany przez Sir Davida Attenborough, Fundusz Optymalnej Populacji przygotował raport, z którego wynika, że podobno najefektywniejszym ekonomicznie sposobem walki z globalnym ociepleniem jest inwestowanie w antykoncepcję. Mądre głowy z FOP uradziły, że oto obywatele z krajów rozwiniętych(czyli takiej np. Polski) będą mogli zrównoważyć własne emisje CO2 poprzez inwestowanie swoich  pieniążków w antykoncepcję dla krajów najuboższych.

Przytaczając za lewackim Guardianem:

" Rachunek zysków i strat wykonany przez Fundusz wykazał, że planowanie rodziny jest najtańszym sposobem redukowania emisji Co2. Każde £4 wydane na antykoncepcję, głosi raport, oszczędza jedną tonę CO2 zwiększającą efekt cieplarniany;  podobna redukcja emisji wymagałaby zainwestowania £8 w sadzenie drzew, £15 w wykorzystywanie energii płynącej z wiatru, £31 w energię słoneczną i £56 w technologie pojazdów hybrydowych"

Jest to kolejna akcja wymierzona w życie ludzkie , które  współcześni maltuzjańczycy ochoczo oddaliby na ołtarzu Gai. Sir David Attenborough, niewątpliwie wielki przyrodnik, tak przejął się losem naszej planety, że postanowił rycersko walczyć z jej mieszkańcami. Tym oto sposobem, współczesny rycerz dokonał zwrotu o 180 stopni i przemienił się w smoka, z którym miał stawać w szranki i konkury. Dziś zamiast bronić  bezbronnych idzie z nimi na wojnę. Ot, kolejny efekt postępu. Naprawdę, nie przestaje zaskakiwać mnie głupota wielu światłych i uczonych tego świata. Prawdą jest, że jeżeli ludzie przestają wierzyć w Boga, zaczynają wierzyć w cokolwiek. Można bowiem nie dostrzegać subtelności debaty klimatycznej (pasma adsorbcyjne wody, CO2 i innych gazów), nie wolno nam jednak nigdy przeoczyć świętości ludzkiego życia, a ci z obradujących dziś po raz pierwszy w Kopenhadze, którzy udali się tam z misją "zbawienia planety"  niech pamiętają, że planeta została już zbawiona ponad 2000 lat temu, ponieważ wówczas, zbawiony został człowiek.

Odsłon: 363 Komentarzy: 7


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.