
Friday,18 May 2012,08:06
Kategoria: Ogólne Friday, 18 May 2012, 08:06
Jest rok 37 -38 n.e. Szczepan ginie zamęczony przez późniejszego świętego. Prześladowania tak bardzo doskwierają katolikom, że rozpraszają się oni po całej Palestynie, a potem idą nauczać dalej, do pogan.
- Bo taka była właśnie Wola Boża - tłumaczył pewien mądry kaznodzieja. - Prześladowania były po to, żeby Słowo Boże mogło się rozszerzać.
Dziś przeczytałam,
że w Norwegii gwałtownie wzrosła liczba katolików. Kilka lat temu msze święte w kościołach odprawiano raz, dwa razy w miesiącu, a teraz odprawia się je co tydzień i kościoły są tak nabite wiernymi, że trzeba będzie zbudować nowe, także w Oslo. Oczywiście pewnie modlą się głównie Polacy, ale jeśli prawdą jest, że nawracanie najlepiej przebiega przez "namaczanie", a więc - przykład obok, głoszenie Słowa Bożego to kto wie, co będzie dalej? Na razie co roku wyświęcani tam są kolejni nowi księża polscy.
Kilka lat temu narzekaliśmy na rządy i fakt, że ludzie przez to muszą wyjeżdżać za chlebem za granicę. Mądrzy ludzie mówili: "Poczekajcie, może Pan Bóg ma w tym jakiś plan, że Polacy rozpraszają się za chlebem po wszystkich możliwych krajach.? Polacy są wierzący, a tam sami ateiści".
Wiecie to jeszcze nie jest sukces na miarę św. Piotra, że wszyscy nagle przyjmują wiarę, ale kto wie, co będzie dalej? Może przyjdzie czas, że ci Norwegowie będą właśnie tak się nawracać? Może to nowe pokolenie...?
Napisałam to,
bo np. Marek ciągle mnie pytał jakie mogą być konkretne przykłady, że Pan dopuszcza zło, żeby wyprowadzić większe dobro. No więc są na przykład takie. Ale mogą być inne. Gdyby bracia nie sprzedali Józefa, potem może nie mieliby co jeść, w czasach głodu...? Nie wiemy...
Nie możemy epatować się złem, bo ono i tak będzie jakoś rozliczone, ale musimy się modlić, bo Pan Bóg może nam pokazać, drugie, trzecie i kolejne dno różnych wydarzeń. Owo wypłynięcie na głębię - o które nawoływał JP II, to życie duchowe, blisko Jezusa, ale także - umiejętność spojrzenia na różne wydarzenia oczami Pana Boga. Czasem jest tak, że w ogniu cierpień, doświadczeń, pytamy: "Boże, czemu?" Bywa i tak źle, że już nie pytamy.
A gdy mija kilka lat mówimy:
Panie, jak dobrze, że mi się to przydarzyło. Dziękuję ci za moją głupotę, brak rozwagi, nieumiejętność podjęcia decyzji, za słabości i zranienia. Dziękuję za chorobę. Dziękuję ci nawet za to, że nie umiałem być wolny, że wybierałem tak, jak kierowała mną matryca zranień. Ale przez to doszedłem do punktu w którym jestem.
I jeśli dobrze się temu przyjrzeć, to czasem dziękuję ci za moją słabość, bo przynajmniej wiem, że w niczym, ale absolutnie w niczym nie jestem lepszy od innych!
To dziękczynienie nie jest może radosne, z nutką "na hurra". Jest za to bardzo pokorne, bo gdy przeżyłeś kilka lat "pod ścianą", to Pan mógł cię przemienić. Pod warunkiem oczywiście, że pozwoliłeś Mu działać. Owszem cierpiałeś, jak Hiob na gnoju. Ale był to twój własny gnój (słabość? zranienie? grzech?) i dotknąłeś go własnymi palcami - organoleptycznie. I już wiesz, jak on wygląda. I "smakuje".
Czasem myślę sobie - choć przecież nie wiem - że Hiob przed doświadczeniami, owszem był bogaty i sprawiedliwy, ale serce miał trochę z kamienia. Dziękował Bogu, ale uważał, że wszystko mu się należy. Może zadzierał nosa i wynosił się nad pracownikami? Może dawał jałmużnę, ale bardziej z poczucia obowiązku, niż z miłosierdzia, płynącego z serca?
Bo empatia i dobre uczucia rodzą się najlepiej w ogniu doświadczeń. Choć oczywiście nie zawsze.
Bo czasem po to jest zło.
Starci na proch, maleńcy, jak cedry Libanu, którym ścięto koronę. Nagle biedni lub nic nie znaczący, cierpiący, ukryci, płaczący. Odwzorowujemy na sobie obraz Jezusa. Pasujemy do Niego, jak owo płótno które nosi ślady Jego Męki, ale nosi też ślady Zmartwychwstania.
Bo czasem - im gorzej, tym lepiej.
Bóg dopuści zło, żebyś poznał prawdę o sobie, ale też żeby cię oczyścić. Jak złoto, które musi strawić ogień próby. Masz na nowo stać się Jego synem.
Poprzez trudności Pan może okazać też swoją Wszechmoc.
Ale jeśli w twoim życiu będzie już tylko źle, tak źle, że będziesz tylko łaknąć, płakał i uciekał przed prześladowaniami, to wtedy może zacząć wypełniać się na tobie obietnica Błogosławieństw. Bóg pocieszy w końcu i ciebie.
Gdy mocno schodzisz na głębię, musisz sięgnąć dna. A tam panuje idealna cisza.
Ale tam - na dno życia i cierpienia, i poniżenia dochodzi już tylko ręka DOBREGO BOGA.
Bóg jest Miłością.
Odsłon: 619 Komentarzy: 51
Tuesday,15 May 2012,13:39
Kategoria: Ogólne Tuesday, 15 May 2012, 13:39
SLD chce przechowywania spopielałych zwłok w domu. Zrobimy wtedy milowy krok w pogoni za Zachodem. W Szwecji jak wiadomo oddaje się zmarłych do krematorium, ale prochów nie ma kto odebrać. Całe "szczęście" że krematorium ogrzewa miasto. Inaczej byłyby same straty.
A jeśli już je odbierzemy i ustawimy w domu, wreszcie będziemy mogli cieszyć się radościami Hallowen. Bo nie trzeba będzie chodzić na cmentarz! Pierwszy listopada już na zawsze będzie kojarzył się z dynią!
(Oraz dzielnym pilotem, który "usiadł" nie mając podwozia)
Koleżanka niedawno była w Niemczech i wróciła stamtąd wstrząśnięta. Na starym cmentarzu urządzono... park. A jakże. Ludzie opalają się niemal między grobowcami. Trawy usianej ręcznikami i kocykami nic nie oddziela od części, gdzie stoją stare pomniki. No bo po co je przenosić? Przynajmniej jest jakieś urozmaicenie krajobrazu. Smarujesz się faktorem nr 8 i studiujesz teksty z nagrobka. "No, no... żył 21 lat? A jaki wąs...kto by pomyślał?"
Sacrum i profanum. O co w tym wszystkim chodziło?
My idziemy krok dalej. Teraz możemy mieć całą rodzinę na jednej półce. Ważne, żeby babcia nie stała obok wuja Stefana, bo za życia się kłócili, więc może to się jakoś przeniesie?
A jak zabraknie np. słoiczka na jagody, zawsze można pożyczyć. - Jasiu, przesyp babcię na dwa dni do kieliszka, bo ten słoik będzie mi potrzebny...
Część komentatorów uważa, że projekt ustawy to element walki z Kościołem. Księża nie dostaną w ten sposób pieniędzy za pochówek. A co? A zabrać im. Dowiedzą się, co naprawdę jest dobre, a co złe...
Apostołowie też żyli w ciekawych czasach, i św. Franciszek. Ponoć im gorzej, tym lepiej. Modlitwa, modlitwa, modlitwa...
Odsłon: 238 Komentarzy: 17
Monday,14 May 2012,07:43
Kategoria: Ogólne Monday, 14 May 2012, 07:43
odc 1
Marzec. W internecie krąży rozpaczliwa historia Chinki, której dziecko zabito w 9-tym miesiącu ciąży wbijając mu zastrzyk w główkę. Jest nawet zdjęcie martwego maleństwa w wiadrze. Kobieta opowiada, że w ten sposób uśmierca się kilkanaście tysięcy dzieci rocznie (może w jej prowincji?) Ponoć chodzi o dobro Państwa. Politykę jednego dziecka.
odc. 2
Początek maja. W Korei Południowej celnicy znajdują na granicy z Chinami podejrzane kapsułki. Po zbadaniu okazuje się, że w 99,9 proc składają się ciał pokrojonych i sproszkowanych niemowląt. Zawierają też wiele szkodliwych wirusów i bakterii. Spożycie ich mogłoby być bardzo groźne dla zdrowia i życia ludzi. Miały służyć niby podnoszeniu odporności.
odc 2 (opcyjnie)
Na granicy Koreańskiej jest luz. Szef celników, który przez kilka lat handlował z żoną na Stadionie, a teraz wrócił do kraju, urządza sobie w pracy imieniny. Kapsułki zostają przemycone najpierw do Korei, a potem do Europy Zachodniej. Nasila się groźna choroba. Przenoszona jest zarówno genetycznie jak i przez nieznaną plagę wirusów. Nikt nie zna jej etiologii. Powoduje zniekształcenia u noworodków a także groźne zmiany genetyczne u dorosłych. Rozszerza się plaga gorsza od AIDS.
Mosad stwierdza, że pigułki to rodzaj broni biologicznej Iranu. Wybucha wojna.
Ludzie pytają, gdzie był Bóg?
Odc 3
Dwa demony rozmawiają o różnych ważnych sprawach.
- No i jak im to powiedziałeś. Poszłeś i co?
- Poszedłem.
- No???
- I spytałem tą Ewkę, czy to prawda, że im nic nie wolno.
- No jak nic? Przecież im było prawie wszystko wolno, tylko z jednego, jedniutkiego drzewa. A reszta to las drzew. Ze dwie tony jabłek, nie?
.- No tak, ale..
- Wkręciłeś ich? ....O, ja cię! A oni?
- No wiesz, uznali, jak małe dzieci, że w takim razie będzie im wszystko wolno.
- Niesamowite!
- I powiem ci, że wielu z nich do dziś tak uważa. No trochę im tam podpowiadamy.
- Jasne. Wiem.
- I jeszcze myślą, że Ten Tam jest specem od zakazywania. Jak źli rodzice! Wiesz pigułki antykoncepcyjne, seks, takie tam dyrdymały... Że ciągle tylko stoi i grozi.
- I...?
- I przez to wielu z nich Go unika.
- Mocne, ale czekaj. Przecież wiadomo, że On jest Miło... tfu... tfu nie wypowiem tego słowa, nie mogę. Smoła mi się gotuje pod czaszką. Ale On strasznie dużo daje tym "ziemskim potworom".
- Cicho... żeby nikt nas nie usłyszał...
- No, jak??? Jego zwolenników gnębimy, zabieramy majątek, a oni są tacy szczęśliwi, bo niby w środku (krzywi się z obrzydzeniem) czują Jego wielką Mił... i Szczę.. tfu. I najgorsze, że dokładne wtedy dostają to, czego nie dali im ziemscy rodzice. Jakieś ciepło i akceptację. Obrzydliwe nie? Ta Mił....? Ciekawe w sumie, co to jest? Jakiś człekokształciak mówił, że może być ognista, więc ciekawe, czy jest bliżej Nieba, czy...?
- Zamkniesz się wreszcie, czy mam sobie pomóc widłami...?
Diabły oddalają się. Kurtyna opada. Ciemność przerywana jest wybuchami ciągle toczącej się wojny.
Odsłon: 168 Komentarzy: 5
Sunday,05 August 2012,10:25
Kategoria: Modlitwa Sunday, 05 August 2012, 10:25
Koleżanka, która z powodu awarii samochodu nagle przesiadła się do autobusu uświadomiła mi, jak bardzo można tam wypocząć. Jedziesz i się gapisz. Fajny makijaż, ciekawa bluzka. O, tam pani z dzieckiem wsiadła i można pomóc... I siostra zakonna wyjęła różaniec. Całkiem niezły sposób na spędzenie "wolnego" czasu.
W czasie pobytu w Paryżu byłam zszokowana, że tam w metrze tak wiele pań szyedłkuje, albo robi na drutach. Wsiadają, zajmują wolne miejsce. I cyk - od razu robótka w dłoniach, "pomykają" aż miło. No, ale zatrzymajmy się przy zakonnicy.
Bo w wolnej chwili (jeśli już skończyliśmy naszą piękną serwetkę) możemy się pomodlić za wszystkich ludzi w autobusie. Albo poprosić o zbawienie ich wszystkich. Czemu nie?
****
Tu przypomina mi się siostra Faustyna, która robiąc właśnie na szydełku powiedziała do Pana:
- O Trójco Przenajświętsza, mieszkająca w sercu moim, proszę Cię, daj łaskę nawrócenia tylu duszom, ile dziś ściegów zrobię tym szydełkiem.
- Za wielkie są żądania twoje, córko - powiedział Pan
.- Jak to, Jezu? Przecież Tobie łatwiej dać jest więcej, niż mało. - powiedziała przyszła święta.
- To prawda, ale nawrócenie każdej duszy wymaga ofiary.
- A więc, Jezu, ofiaruję Ci tę szczerą pracę swoją; nie wydaje mi się ta ofiara za małą, za tak wielką liczbę dusz; przecież Ty, Jezu, przez trzydzieści lat zbawiałeś dusze taką pracą (...) dlatego proszę Cię, Panie, przyjmij te drobiazgi z pieczęcią posłuszeństwa jako rzeczy wielkie.
- Dobrze, czynię zadość twoim żądaniom.
No i w sumie. Wiem, że są takie osoby. Przesiadają się z jednego autobusu do drugiego. I trzask, znowu o konkretne zbawienie (nawrócenie?), wszystkich ludzi w autobusie. Żeby nikt nie został potępiony. A co? Można dorzucić koronkę, zwłaszcza jak jedzie alkoholik, albo ktoś mocno poturbowany przez życie, albo człowiek, który przeklina straszną młodzież i wymachuje kulą. Tak słyszałam. Może być też różaniec.
Możemy stać, jak Abraham, z głową zadartą do góry. I mówić: Ojcze, był już jeden Sprawiedliwy, który umarł za nich wszystkich. Więcej ich pewnie tu nie znajdziesz, ale Jeden już był.... Miej Miłosierdzie dla nas i całego...
Odsłon: 286 Komentarzy: 18
Monday,30 April 2012,07:28
Kategoria: Ogólne Monday, 30 April 2012, 07:28
A nasze chłopy to czasem se pomogą w polu. A to przy sianku, a to ciągnik razem naprawią, a przy okazji, to zaraz jakichś głupot naopowiadają i pośmieją sie. Ale tuż przed domem to jeden do drugiego gada:
- Chłopy, to tera robimy smutne miny, bo jak moja Andzia zobaczy, że ja taki uradowany jestem, to zaraz zrobi się podejrzliwa. Będzie niuchać, czy piwskiem nie śmierdzę, albo gorzałką jakąś. Albo bedzie patrzeć, czy gdzie szminki obcej na ubraniu nie mam. A ona do tego okularów żadnych nie potrzebuje, zaraza jedna, no. I potem bedzie mi gadać, że coś na pewno przed nią ukrywam, skoro mi tak wesoło.
- O, moja też! - mówi drugi
No to robią te chłopy zaraz smutne miny. Jeden przez drugiego. Oj tak się żegnają, że jeden do drugiego ledwo rękę nad płotem dzwignie, a przy tym się w ziemię gapią. Smutne i spracowane. I wchodzi Franuś, a Andzia pyta:
- No i jak tam Franuś było?
- Oj, ciężko - chłop siada przy stole..
To ona zaraz koło niego tańczy. Zupy mu przygrzeje z kluseczkami, po ręku posmyrla i w nocy łacniej się do niego przytuli, żeby tak spracowanego i smutnego chłopa pocieszyć.
Jak mi to mój Heniek opowiada, to sobie myśle - No, niby chłopy, a jednak swój rozum mają.
Mój syn, co to już różne rzeczy studiował, to mówi, że takie cóś to sie nazywa psychomanipulacja. A ja myślę, że to nie jest psychomanipulacja, ino samo życie.
Odsłon: 125 Komentarzy: 4
Thursday,26 April 2012,19:12
Kategoria: Ogólne Thursday, 26 April 2012, 19:12
Popołudnie. W warszawskim autobusie ścisk potworny. Na trzech siedzeniach z tyłu siedzą - "postawny" niemal ogolony na zero mężczyzna w błyszczącym dresie. Obok ledwie wcisnął się inny mężczyzna oraz kobieta.
Nagle drzwi otwierają się, a do autobusu wchodzi staruszka. Zmęczona staje i opiera się o szybę. Mężczyzna o wyglądzie kibola rozgląda się nerwowo. Nagle zrywa się i mówi tubalnym głosem:
- Eeee, tego... Se pani pierdolnie!!!
Staruszka zamiera i przez moment nie rozumie, o co mu chodzi. Patrzy przerażonymi oczami zza okularów. Ale młodzian, a jakże, już wstał i z gracją wskazuje puste miejsce. Staruszka kiwa głową i siada lekko jednak skonfundowana.
Ludzie wokół krztuszą się ze śmiechu.
No proszę, jak wiele twarzy może mieć kultura osobista. Może mieć też twarz "kibola" i posługiwać się językiem, który z kulturą ma niewiele wspólnego.
Przy okazji przypomniałam sobie, żeby nikogo nie sądzić. Zwłaszcza po wyglądzie czy dresie.
Odsłon: 686 Komentarzy: 13
Tuesday,17 April 2012,07:03
Kategoria: Ogólne Tuesday, 17 April 2012, 07:03
W niedzielę wracam sobie metrem z mszy o uzdrowienie i tak się "dziwnie" składa, że zaczynamy rozmawiać o chorobach.
- Gdy moja córka miała depresję, to lekarze przepisali jej tak silne psychotropy, że nie mogła normalnie funkcjonować - skarży się mama siedzącej obok nastolatki.
- To samo zrobili córce sąsiadki! - wtrąca blondynka - Tamta wcale nie mogła się uczyć.
Dyskusja ożywia się. Wychodzi na to, że każdy zna poważną "skuchę" lekarzy.
- A moją mamę przez 14 lat leczyli na wątrobę. Tylko, że ona miała chorą trzustkę..
- Ojjj!
- Mnie wycięli zdrowy wyrostek!
- A tej mojej mamie - niewiasta rozwija dalej swój wianuszek skarg - potem zaszyli metalowy zacisk po operacji woreczka. - O taki duży!!!! - pokazuje na palcu
Zapada cisza.
Mama nastolatki wzdycha znacząco i mówi:
- No, ja też się ich boję.
To "ich" brzmi groźnie. Zupelnie jakby chodziło o SB, albo grupę przestępczą. A to przecież lekarze. Ci co nam służą i dbają o zdrowie. Niby tak.
Ale strach się panoszy.
Ja w kilku puntkach streściłam, czego boimy się najbardziej.
1 - nie dostajesz się na wizytę lub musisz czekać 3 miesiące.
2 - dostajesz się, ale lekarz nie rozpoznaje twojej choroby.
3- idziesz na wizytę prywatną, płacisz 150 zł lecz ten lekarz także nie rozpoznaje choroby.
4 - dostajesz leki, które zamiast pomóc szkodzą. Dostajesz wysypki i musisz teraz zgłosić się np. do alergologa. Cofasz się więc trzy kolejki i wracasz do punktu 1. Nadal nie wiesz, na co jesteś chory.
Wtedy pozostaje ci dr Google!!!
Jest bezpłatny i nie objęła go reforma zdrowia. Trzeba wpisać wszystkie objawy w wyszukiwarkę, a potem czekać. W wielu przypadkach - sukces murowany! Była to choroba o jaką chodziło! Ale doktor Google ma jedną poważną wadę - nie wypisuje recept. Dlatego potem trzeba pójść do przychodni i wmówić lekarzowi, z jakim przypadkiem ma do czynienia. Ale i to nie jest trudne! Lepsza jest bowiem diagnoza, którą wystawia sobie pacjent, niż żadna. Wśród moich znajomych jedna historia zakończyła się szpitalem, ale - po 2 miesiącach badań (!) - lekarze potwierdzili to, co zawyrokował dr Google - zapalenie szczęki.
Nagle z zamyślenia wyrywa mnie mama nastolatki. .
- No i teraz córka bierze leki homeopatyczne!
Próbuję coś powiedzieć, ale co? Że zagrożenie duchowe jest gorsze niż metalowy zacisk zaszyty na wątrobie, z którym człek chodzi 20 lat i cierpi? Zresztą Watykan nie wypowiedział się do końca w sprawie homeopatii.
Nagle pociąg zatrzymuje się. Okazuje się, że metro też nie działa, jak trzeba i musimy wysiąść. Dalsza dyskusja urywa się. Może - na szczęście.
Oczywiście znam wielu lekarzy,
którzy się douczają, kształcą, mają doświadczenie. Są też pokorni, wiedzą, że mogą się mylić, więc szukają. Ale mam wrażenie, że diagnostyka w wielu sytuacjach u nas "leży". Niedawno chciałam zainteresować tematem nietolerancji, dziennikarza dużego ogólnopolskiego tygodnika.
- Nie napiszę o tym - powiedział krótko. - Próbowałem, ale się nie dało.
.- Czemu?
- Bo lekarze w tę chorobę nie wierzą
- ???
- W czasach, gdy oni studiowali, jeszcze nikt o niej nie uczył. I dlatego nie wierzą.
No, proszę, jak ważna jest wiara, także w naukach ścisłych.
Tu wracam do ostatniej niedzieli i cieszę się jednak, że są msze z modlitwą o uzdrowienie. ;)
Odsłon: 209 Komentarzy: 5
Tuesday,04 December 2012,09:41
Kategoria: Kościół Tuesday, 04 December 2012, 09:41
Odkryłam to w ... nieważne którym roku życia.
Bo byłam na wyjątkowym Triduum.
Chodzi o to, że wszystko tam jest dla Boga. Nieprzerysowane, bez zadęcia. Nie - "żeby się pokazać". Przepiękne śpiewy, pokora. Uroczystość.
Człowiek tkwi w tej modlitwie i śpiewie i nie chce wychodzić. Gdzie by tam do mazurka czy jaja.
Duża zasługa w tym ojców, którzy są otwarci i życzliwi. Nie oddzielają się od wiernych.
Mówię o kościele ojców dominikanów na Freta
W Wielki Piątek siedzimy w ciemnicy. Wygaszone światła. Nabożeństwo już się skończyło, ale schola - prawie 40 osób śpiewa rzewne pieśni na 4 głosy. Żal w sercu taki. No, ale śpiewasz. Zerkasz w śpiewnik kupiony za "co łaska" i żałujesz, że o 23-ej wszystko się kończy.
W Wielką sobotę bębny, fujarki i skrzypce. Wszystko to obsiadło scholę i dudni, aż serce ci skacze do gardła. Chór ubrany na jasno, bo Pan zmartwychwstał. I znowu - wiele osób nie ma ochoty wychodzić z kościoła po mszy i procesji. Kończy się to o 1-ej w nocy polonezem
.- To widzenia za rok w Jerozolimie, do zobaczenia za rok w tej świątyni - mówi przeor.
To, że był tam wyjątkowy klimat
cudnie odebrał jakiś 5 latek. Idzie niebożę w Wielki Czwartek z tatą do komunii, mija scholę i nagle popada w takie wzruszenie, że rzuca się na klęczki i nabożnie żegna.
Śpiew pozwala otworzyć serce na Pana.
Dowiedziałam się później, że były tam też osoby, które w ogóle nie chodzą do kościoła. Może wspomnienia stamtąd będą jakimś zaczynem, dobrym ziarenkiem, z którego wykiełkuje wiara, kto wie?
Tak czy siak udało nam się przeżyć dobrze to, co trzeba przeżyć raz do roku.
***
Jak mi ktoś teraz powie:
- Modlę się w lesie, bo Pan Bóg jest wszędzie.
Powiem:
- Jasne, ziom i w sumie masz rację, ale wiesz, co? Wbij się w przyszłym roku, na Triduum na Freta. Tam to się dopiero pomodlisz.
Żeby nie było:
http://www.facebook.com/pages/Endriu-refleksyjnie/223095094438668?sk=videos
Polecam Kantyk Mojżesza, Baranki i Laudate Dominum. Warto wcisnąć opcję HQ. Wtedy lepiej słychać. To jest nagranie nieprofesjonalne. Ale za to śpiew jaki profesjonalny!
Całość na stronie ojców dominikanów:
Odsłon: 231 Komentarzy: 10
Saturday,04 August 2012,19:53
Kategoria: Polityka Saturday, 04 August 2012, 19:53
"Historie z Yodok". Film Andrzeja Fidyka, opowiadający o tym, co dzieje się w Korei Północnej.
Wiele kopii usunięto z internetu.
http://www.youtube.com/watch?v=ERBDNR-ful0
Ta "wiesza się" ok. 43 minuty, ale można wyłączyć i włączyć ponownie.
Odsłon: 239 Komentarzy: 7
Saturday,04 February 2012,08:16
Kategoria: Polityka Saturday, 04 February 2012, 08:16
Zginął, bo znał prawdę o katastrofie smoleńskiej.
Odsłon: 227 Komentarzy: 7
Thursday, 26 April 2012
Friday, 18 May 2012
Wednesday, 04 January 2012
Wednesday, 29 February 2012
Sunday, 05 August 2012
