Po powrocie z wykładów, w domu, pytam ojca chcąc wydusić z niego jakąś głębszą refleksję, z racji, że mamy 30 rocznicę ustanowienia stanu wojennego. Pytam go, co mamy z tej walki, co pozostało z tej dawnej Solidarności, do której i on należał niegdyś. Ulegając młodzieńczym emocjom pytam coraz dobitniej, gdzie się podziały te zakłady, te osiągnięcia gospodarcze i gdzie jest wreszcie jego zakład - toruńska Elana, gdzie przepracował dekadę... Ojciec zrozumiał mnie doskonale, bo wie co to jest frustracja spowodowana niechęcią do własnych czasów, do sytuacji w naszej kochanej Polsce. Ale nie odpowiedział mi, tak jak się tego spodziewałem, że dzięki tej walce, mam teraz możliwość studiowania, uczenia się języków obcych itd. Nie odpowiedział, lecz zadał retoryczne, właściwie pytanie: A co ty byś robił wtedy, w tamtych czasach?
Piszę to, gdyż nie wiem, co sądzić o tym wszystkim, z perspektywy czasu i z punktu widzenia zagubionego studenta, pochłoniętego studiami, które oczywiście najprawdopodobniej zaprowadzą mnie na bezrobocie albo na etat w McDonalds. Mimo iż nie "miałem okazji zasmakować" klimatu PRLu, lat 80, to jako człowiek o duszy historyka, zawsze z refleksją i powagą podchodzę do dziejów, także tych najnowszych. Przytaczając moje prowokacyjne pytania zadane ojcu, chcę zwrócić uwagę na wątpliwości, jakimi dotknięty jest taki 21 latek, jak ja. Nie mam prawa oceniać z pychą i zarozumiałością poczynań pokolenia moich rodziców i tych, którzy walczyli z komuną, jednakże, pagnę dojść do prawdy i zrozumieć, co mamy z tej walki, co pozostało z tamtej Solidarności, z tego ruchu 10 mln Polaków. Czy nie dało rady inaczej, bez Okrągłęgo Stołu, bez konpromisów historycznych? Czy można było WYGRAĆ inaczej? Jak wiadomo, ludzie będący dawniej w zakładowych strukturach Solidarności obecnie często nie mają co do lodówki włożyć, są bez pracy, często z rozbitymi rodzinami, porążeni w nałogach, alkoholizmie. Jest to przerażające. Szczególnie widok małych miejscowości, gdzie zakłady przemysłowe, prędko upadły w latach 90.
Rodzi się pytanie, czy mentalność Narodu Polskiego, który nie potrafi wykorzystać wolności, prawa do głosowania (patrz: ostatnie wybory), sprawiła, że rzucony w głęboki nurt kapitalizmu, nie mógł i nadal nie może się podnieść z upadku? Czy rzeczywiście ta mentalność, kłótliwość w czasie, gdy nie ma wspólnego wroga jest przyczyną nieumiejętnego decydowania o przyszłości kraju? Czy rzeczywiście pokolenia lat 80 to "pokolenia poronione", jak śpiewało się w Jarocinie? Czy też może brak dekomunizacji spowodował taki chroniczny, przewlekły kryzys społeczeństwa.
Nie mogę jednak jednoznacznie potępić tamtego pokolenia, naszych rodziców, za niekonsekwentność, idiotyzm, za to, ż wybrali Wałęsę i szli za nim, widząc równocześnie swoje własne pokolenie multi - kulti, niechętnie wracające do przeszłości, wybierające hedonistyczną partyjkę pana Palikota, cieszące się imprezami.
Czy jednak może Solidarność i pokonanie komuny dały po prostu szansę nam, młodym z wielkich miast, którzy nie potrafią się odnaleźc w zabieganej codzienności, aby budować wolną i niepodległą Polskę z szansami dla wzystkich, z równym startem dla każdego?
Na pewno dostaliśmy szansę, którą albo zmarnujemy albo wykorzystamy, odnajdując równocześnie nasze miejsce w Europie. Czy w sercach ludzi młodych pojawi się chęć wykorzystania tego daru, jakim jest wolność, wywalczona przez prawdziwą Solidarność? Trzeba wierzyć i ufać Bogu. Tylko to nam pozostaje, kiedy rozważamy dziejową logikę i pzyszłością.