Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Apel do redaktor Ewy Stankiewicz

Kategoria: Polityka Sunday, 13 May 2012, 10:48

Przypadek szarpania dziennikarki przez Posła RP, agresja słowna, groźby („bo pani rozbiję kamerę”), zwykłe chamstwo („won stąd”, „pani jest głucha?”), to nie tylko brak standardów, ale zwykłe złamanie prawa. Trwa dyskusja, jak w tym przypadku powinna zachować się pani Stankiewicz. Ja mam bardzo prostą radę – zgłosić ten przypadek do stosownych organów i konsekwentnie domagać się ukarania sprawcy zabronionego czynu.

 

Zewsząd słychać rozbieżne opinie, ale trzeba, po prostu trzeba, zgłosić ten przypadek na Policję. Mnie jakiś facet w 2010 r. uderzył pod smoleńskim krzyżem, zewsząd słyszałem, że nie uda się złapać jakiegoś anonimowego reprezentanta środowiska „wykształconych z dużych miast”, zgłaszając incydent w komisariacie na Wilczej pierwsze co usłyszałem od policjanta dyżurnego, to próbę zniechęcenia („a kto go teraz znajdzie?”, „to nie ma sensu”), mój pisemny wniosek o zabezpieczenie monitoringu wizyjnego z kamery, która znajduje się przed Pałacem Prezydenckim został zignorowany (o czym przekonałem się dopiero rok później na sali sądowej od sędziego prowadzącego sprawę), ale po dwóch latach sprawca został skazany. „Anonimowy” sprawca, sędzia mający przed sobą jedynie świadków i ich relacje, ale zapadł wyrok skazujący . W przypadku incydentu między posłem Niesiołowskim a ekipą dziennikarzy nie ma wątpliwości, że wina jest po stronie byłego wicemarszałka Sejmu (film - kluczowy fragment od 0’34”do 0’54”).

 

Publiczna debata już dawno przestała mieć charakter „parlamentarny”. Z roku na rok agresja przybiera nowe, coraz bardziej brutalne formy. Co więcej może się zdarzyć, jeśli osoba z jednej opcji politycznej nawołuje do „zastrzelenia i wypatroszenia” znienawidzonego polityka innej opcji, skutkuje to strzelaniem i podrzynaniem gardła i nie wyciągnięto z tego oczywistych wniosków?

 

Poseł klubu PiS zapowiada złożenie stosownego doniesienia z piątkowego incydentu między posłem Niesiołowskim i redaktor Stankiewicz. To dobry krok, ale zachęcam Panią Ewę Stankiewicz do osobistej aktywności w tym zakresie, bo obejrzenie i odsłuchanie filmu dostępnego w sieci nie pozostawia żadnych wątpliwości, jaki przebieg miało zdarzenie i kto jest za to odpowiedzialny.

Odsłon: 962 Komentarzy: 16


Prezydent Komorowski jak chorągiewka na wietrze

Kategoria: Polityka Wednesday, 05 September 2012, 12:10

Kilkanaście dni temu do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego apelowano, by wpłynął na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, aby nie dyskryminowała TV Trwam, której Krajowa Rada nie przydzieliła miejsca na nowotworzonym multipleksie. Domagano się, by Prezydent, jako organ powołujący członków KRRiT wpłynął na ich decyzję, by Prezydent, jako głowa państwa, stanął na straży pluralizmu i wolności słowa w Polsce.

 

Prezydencki doradca minister Tomasz Nałęcz oraz liczne grono polityków i publicystów argumentowało, że jest to niemożliwe gdyż Prezydent stoi na gruncie prawa, jest strażnikiem Konstytucji, i nie ma prawnych i formalnych możliwości wpływać na niezależny organ państwowy.

 

Minęło raptem kilka dni i okazało się, że Prezydent RP nie może wpływać na organy i urzędników przez siebie powołanych, że nie chce w żaden, nawet moralny czy werbalny sposób, apelować w swoim kraju, ale może, przy pełnej akceptacji tych samych polityków i publicystów, apelować do wybranego w demokratycznych (?) wyborach Prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowicza oraz domagać się zmiany prawodawstwa w tym kraju.

 

Mam wrażenie, że ktoś robi nas, Polaków, w przysłowiowego balona.

Odsłon: 218 Komentarzy: 5


Kilka cytatów z oszołoma Marka Biernackiego

Kategoria: Polityka Thursday, 26 April 2012, 18:03

Cytat 1: "Taka jest wersja prokuratury (…) Nie została wtedy przez prokuraturę warszawską potraktowana poważnie.”



Cytat 2: „Wersja (…) nie pasowała do układanki, w którą prokuratorzy chcieli wierzyć, więc została odrzucona.”



Cytat 3: „Nieraz jest tak, że prokuratura, policja słucha, reaguje i działa, i mówi to, co chcą usłyszeć ich decydenci - czy to zwierzchnicy, czy politycy.”



Cytat 4: „Nigdy nie weryfikowało innych wersji. Np. nie weryfikowało też wersji bardzo istotnych uważam, które powinny być zweryfikowane (…) Tego wątku też prokuratura się bała. Tak samo podejrzewam, jak i ten wątek, nie został zweryfikowany.”



Cytat 5: „Ja chcę tylko powiedzieć o jeszcze jednej sprawie - takim przekleństwie w większych polskich sprawach, z którymi się spotykamy, którymi żyją media. Przyjmuje się na początku jedną hipotezę, nie weryfikuje się innych hipotez, innych wersji. Dobra robota kryminalistyczna powinna na tym polegać, że wszystkie wersje powinny być zweryfikowane.”



Słucham posła Biernackiego w RMF FM, a później czytam zapis z rozmowy na stronie rozgłośni i zastanawiam się, czemu poseł Biernacki nie jest uznany za oszołoma wątpiącego we własne państwo, w jego instytucje i konstytucyjne organy? Zastanawiam się dlaczego konfabulacji swojego posła nie gasi szef Klubu PO Rafał Grupiński ani nie krytykuje Premier Donald Tusk? Gdzie jest Minister Paweł Graś, który chętnie strofuje różnej maści głosicieli spiskowych teorii? Przecież takie słowa w ustach Macierewicza, Brudzińskiego lub Hofmana są przedmiotem połajanek i drwin oraz określeń, że „to niemożliwe”, bo „Prokuratura jest niezależna”.



No cóż, pytania i odpowiedzi dotyczyły śmierci generała Papały a nie katastrofy smoleńskiej, więc poseł Biernacki mógł być szczery, a jego polityczni koledzy oraz media sprzyjające obecnej władzy nie ujadają tak, jak zwykle…



http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wywiady/kontrwywiad/news-marek-biernacki-sprawa-papaly-goniono-krolika-szukano,nId,601904

Odsłon: 201 Komentarzy: 0


Poświąteczne jaja Naczelnej Prokuratury Wojskowej

Kategoria: Polityka Tuesday, 04 December 2012, 13:16

Od czego mamy Naczelną Prokuraturę Wojskową? Od robienia sobie jaj z opinii publicznej:

„Naczelna Prokuratura Wojskowa w najbliższym czasie zwróci się do Rosji z pytaniem, czy doszło do czyszczenia wraku tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem - poinformował kpt. Marcin Maksjan z NPW.”

 

Po co Polsce taka Prokuratura? Po co wydawać pieniądze na prokuratorów zadających takie idiotyczne pytania?

 

Może niedługo zwrócą się do Rosjan z pytaniem, czy ścięto brzozę lub czy w Tu 154 wybijano szyby?

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Naczelna-Prokuratura-Wojskowa-zapyta-czy-polski-tupolew-byl-myty,wid,14404987,wiadomosc.html?ticaid=1e424

Odsłon: 176 Komentarzy: 0


Tylko prawda jest ciekawa czyli dyskutujmy o Joachimie Gaucku

Kategoria: Polityka Sunday, 18 March 2012, 13:44

Joachim Gauck w dniu dzisiejszym zostaje Prezydentem Niemiec. Nie wybiera go naród niemiecki, a klasa polityczna skupiona w niemieckim Zgromadzeniu Federalnym. Sposób wyboru wpływa na poziom debaty w Niemczech i poza granicami tego państwa, a właściwie na brak debaty, a w ślad za tym na przemilczanie lub „zamilczanie” pełnej biografii i kontrowersyjnych lub niejasnych spraw związanych z tym niemieckim politykiem.

„Tylko prawda jest ciekawa”. To określenie Józefa Mackiewicza powinno przyświecać polskim dyskusjom o tym doniosłym wydarzeniu za naszą zachodnią granicą, a pomocny w tym będzie interesujący tekst zamieszczony na portalu Rebelya.pl, którego lekturę gorąco polecam czytelnikom portalu Fronda.pl.

Odsłon: 480 Komentarzy: 0


Telefon 112 czyli halo centralo

Kategoria: Polska Monday, 03 December 2012, 12:12

W ostatnim okresie media dwukrotnie donosiły o zdarzeniach, gdy osoba obsługująca telefon alarmowy po otrzymaniu zgłoszenia o nieprzytomnym dziecku profesjonalnie doradzała w jaki sposób ratować mu życie. Przez kilka dni telewizje i rozgłośnie radiowe emitowały, a media papierowe i internetowe cytowały dialog pomiędzy osobą zgłaszającą, a operatorem linii alarmowej i serce rosło, gdy słyszało się - niejako „na żywo” - przywracanie dziecku oddechu i bicia serca.

 

Zachowanie przeszkolonego funkcjonariusza nie powinno nikogo dziwić, gdyż policjant, strażak czy strażnik miejski jest przeszkalany, jak udzielać pierwszej pomocy poszkodowanym (utrata przytomności, poparzenia, zatrucia itp.), a osoba odbierająca telefon alarmowy musi interweniować nie za pomocą osobistego działania, ale ustnego instruowania osoby nieprzeszkolonej i przeważnie bardzo zdenerwowanej.

 

Mówiąc krótko dwa przypadki opisywane przez media były budujące, ale to były „media” i „przypadki”. Rzeczywistość i codzienność wygląda zgoła inaczej, o czym przekonałem się w dniu wczorajszym.

 

Jadąc w niedzielę przez Warszawę przesiadałem się z autobusu do autobusu na wysokości pętli tramwajowej na Gocławku. W pewnym momencie podbiegło do mnie dwóch chłopców z prośbą o pomoc mężczyźnie, który wpadł do wody. Pobiegliśmy we wskazane miejsce i zobaczyłem, jak przechodzeń usiłuje wyciągnąć z kanałku pijanego mężczyznę. Kanałek był płytki, więc poszkodowany nie tonął, a „jedynie” leżał zanurzony w wodzie, ale ratująca go osoba nie była w stanie mu pomóc.

 

Przystąpiłem do pomocy, jednak po kilku nieskutecznych próbach wciągnięcia poszkodowanego na brzeg ograniczyliśmy się do asekurowania go, by znów nie zsunął się do wody. Wolną ręką wykręciłem numer 112, by wezwać pomoc. O dziwo połączenie nastąpiło szybko. Nawiązał się taki mniej więcej dialog:

 

Ja: Proszę przysłać patrol policji lub straży miejskiej (podałem miejsce), bo pijany mężczyzna wpadł do kanałku i nie możemy go wyciągnąć.

Operatorka I: A co mu jest, czy ma jakieś obrażenia?

Ja: Nie wiem. Wyciągamy go i nie wiemy. Niech przyjedzie również pogotowie, to zobaczą.

Operatorka I: Łączę z Pogotowiem (mimo moich protestów następuje przełączenie).

Operatorka II: Pogotowie, słucham.

Ja: Dzwoniłem na numer 112, by ktoś przyjechał i pomógł wyciągnąć faceta z wody. Potrzebna pomoc, bo nie możemy go wyciągnąć.

Operatorka II: A jakie ma obrażenia?

Ja: Nie wiem, wyciągamy go. Niech ktoś pomoże.

Operatorka II: Ale proszę opisać co mu jest.

Ja: Ludzie (zaczynam krzyczeć)! Czy wy powariowaliście? Pogotowie go zbada, a teraz trzeba go wyciągać.

Słychać trzask odkładanej słuchawki (!!!).

 

Ponownie wybieram numer 112. Znów szybko następuje połączenie. Po drugiej stronie ta sama pani. Znów tłumaczę co się dzieje i skarżę się, że Pogotowie pytało o jakieś bzdury i rozłączyli się! Pani informuje, że Policja już jedzie.

 

Nadal nie dajemy rady wyciągnąć faceta na brzegi więc tylko trzymamy go tak, by nie zsunął się znów do wody. Po jakimś czasie nadjeżdża patrol. Dwóch policjantów podchodzi i pomaga wciągnąć pijaka na brzeg skarpy. Pytamy się, czy mają folię termoizolacyjną, bo facet długo przebywał w wodzie (a teraz przemoczony leży na gołej ziemi). Policjant tylko stwierdza, że Pogotowie już jedzie. Widząc, że nie będę do niczego potrzebny oddalam się, ale z przystanku autobusowego obserwuję, co ma miejsce dalej.

 

Podjeżdża ambulans i wysiada z niego trzech medyków. Nie biorą ze sobą żadnego sprzętu –ani noszy, ani folii termoizolacyjnej, ani torby lekarskiej, jedynie stają wokół pijanego, utytłanego w błocie mężczyzny. Po kilku minutach zdenerwowany wracam na miejsce zdarzenia i pytam, czemu go nie zabierają?

Medyk: Proszę się nie denerwować. My się wszystkim zajmujemy!

Ja: Ale on leżał w wodzie i zamarznie.

Medyk: Proszę się nie interesować. My wiemy co robić.

Ja: Ale…

Policjant: On nie chce, żeby mu pomagać (!).

Ja: Panowie! Pięcioma funkcjonariuszami dyryguje jeden pijany?

Wzrok medyka nie sugeruje, że „wie co robić”, ale sugeruje, bym „nie przeszkadzał”.

 

Oddalam się w płonnej nadziei, że ktoś wpadnie na pomysł, by przykryć dygoczącego z zimna mężczyznę kocem, który zapewne jest w wyposażeniu każdej karetki.

 

Pisząc te słowa mam nadzieję, że ofiara zdarzenia dożyła poniedziałku, choć na moich oczach była w wodzie lub w mokrym ubraniu ponad pół godziny, wcześniej, nie wiem jak długo, leżała w wodzie, a później… nie wiem jak długo leżała przemoczona na gołej ziemi.

 

A w serwisach TV pomoc poszkodowanym wygląda tak budująco.

Odsłon: 64 Komentarzy: 2


Między sobotą a niedzielą – katastrofa w Szczekocinach

Kategoria: Polityka Tuesday, 03 April 2012, 18:54

Do ostatniej soboty kontrola tego, jak funkcjonuje państwo polskie polegała na rozmowach z szefami resortów przed kamerami ogólnopolskich telewizji. Do ostatniej soboty, według rządzących i ich zwolenników, polskie państwo działało dobrze, wręcz wzorowo. Do ostatniej soboty, kiedy to wydarzyła się katastrofa kolejowa w Szczekocinach. Rzeczywistość jest jednak inna, mniej optymistyczna. Polskie państwo nie działa jak należy

Nie da się kontrolować, ani tym bardziej modernizować państwa, za pomocą występów przed kamerą. Nie da się modernizować kolei, budować autostrad, reformować służby zdrowia, zarządzać resortem sprawiedliwości, przygotowywać do Euro 2012 przez polityków, którzy objęli swe funkcje nie dlatego, że są najlepszymi z najlepszych w rządowej koalicji, ale dlatego, że trzeba kogoś za pomocą nominacji lub degradacji wzmocnić lub pozbawić wpływów. Albo dlatego, że ma się sympatyczną, ładną twarz.

 

To się musi zmienić i zmieni. Jeśli nie od tej niedzieli, to od następnych wyborów. A jeśli nic się nie zmieni, to będziemy mieli nadal medialne spektakle, takie w rodzaju „kontrola resortów”, i takie prawdziwe, jak sobotnia katastrofa w Szczekocinach.

Odsłon: 185 Komentarzy: 5


Piłkarskie święto...

Kategoria: Polska Wednesday, 29 February 2012, 18:05

Za parę godzin odbędzie się „wielkie piłkarskie święto”. Cudzysłów uzasadniony, bo mam wrażenie, że świętowania nie będzie.  

 

Sportowo i piłkarsko inauguracja na Narodowym może wypaść dla biało-czerwonych blado. Oczywiście można liczyć, że Ronaldo i s-ka nie przyłożą się do meczu, bo gwiazdy Realu i Barcelony mają coś ważniejszego na głowie niż potwierdzanie własnej klasy sportowej, a podczas towarzyskiego meczu międzynarodowego można złapać kontuzję i część sezonu w lidze i Lidze Mistrzów oraz najważniejsza impreza sezonu dla reprezentacji – Mistrzostwa Europy – może przejść koło nosa. Tak więc na „historyczny” sukces polskiej reprezentacji szansę widzę niewielkie, ale jednak…    

 

Władze państwowe i samorządowe zadbały, by Stadion Narodowy był imponujący, ale nie zadbały, by spełniał wszystkie wymogi, jakie należy stawiać przy tak eksponowanym i kosztownym obiekcie. Sławetny rozsuwany dach nie jest przystosowany do rozsuwania przy niskich temperaturach, więc co prawda dziś może nie być potrzebny, ale co z innymi zimowymi dniami, w których można chcieć rozgrywać mecze międzypaństwowe czy pucharowe? W razie mrozu i śnieżycy mecze odbędą się w zimnie i mozolnie odgarnianym śniegu. A co z meczami innymi niż międzypaństwowe, gdy nie ma separacji między sektorami, co jest wymogiem w rozgrywkach krajowych?

 

Czy Narodowy będzie na siebie zarabiać? Zapewne nie. Wynajem powierzchni biurowych pokryje część bieżących kosztów stałych obiektu, ale tego typu obiekty w innych częściach świata zarabiają na siebie i przynoszą dochód netto. Francuska hala sportowa Bercy znana jest z tego, że w ciągu kilku dni może odbyć się tam zarówno widowisko sportowe (mecze, zawody lekkoatletyczne, hippiczne, windsurfingowe itp.), jak i koncert rockowy, wystawy, targi handlowe. Na Stadionie Narodowym nie zagra inna drużyna niż piłkarska i tylko reprezentacyjna, więc widowiska sportowe, to będą 3-4 mecze piłkarskie w roku. Ponadto mogą odbywać się koncerty, ale bez specjalnych udogodnień dla widowni (większość widzów występujących artystów zobaczy jedynie na telebimie).

 

Co jeszcze? Nie przychodzi mi nic do głowy, a – co najistotniejsze – również nie przychodzi do głowy osobom odpowiedzialnym za obiekt, bo najbliższy i jak dotąd jedyny zaplanowany koncert odbędzie się tam 1 sierpnia. Władze samorządowe zapowiadają „reorganizację ruchu” podczas i po dzisiejszym meczu. Oznacza to, ni mniej ni więcej, paraliż komunikacyjny w stolicy. Zamkniecie części ulic lub uniemożliwienie parkowania przy nich oraz wyłączenie z użytku linii tramwajowych w Al. Jerozolimskich to zablokowanie ważnej arterii komunikacyjnej, a w związku z budową drugiej linii Metra od dłuższego czasu zamknięta dla prywatnych aut jest sąsiednia przeprawa mostowa, więc nie wygląda to różowo…

 

Czy tak samo będzie podczas czerwcowej imprezy oraz kolejnych meczów reprezentacji? Na Euro 2012 będziemy mieli imponujące stadiony piłkarskie, ale nie mamy i nie będziemy mieli autostrad i zmodernizowanych linii kolejowych. Jeśli na trasach między Warszawą, Gdańskiem, Poznaniem i Wrocławiem będą kursowały nowoczesne składy pociągów, to kosztem innych regionów Polski, bo nie dokupiono nowego taboru, więc nastąpi wymiana tak, by ten zdezelowany, z nieczynnym ogrzewaniem i brakiem wody w toaletach, jeździł tam, gdzie nie będzie zagranicznych gości. My się „przyzwyczailiśmy”, ale chociaż nie będzie wstydu na zewnątrz…

 

Co nam zostanie po Mistrzostwach Europy? Zostanie to, co będzie kosztowne w utrzymaniu i nie będzie efektywnie wykorzystywane, czyli stadiony. Ponadto zostaną zmodernizowane już lotniska. Ale skoku cywilizacyjnego (autostrady, infrastruktura miejska, tzw. mała architektura) nie będzie. Szkoda.

Odsłon: 97 Komentarzy: 1


Rutkowski, czyli cynizm, bezczelność i znaki zapytania

Kategoria: Wydarzenie Sunday, 02 December 2012, 12:39

Najpierw odarł młodą kobietę z prywatności i godności, a teraz ubolewa nad jej losem! Niedawno manipulował
słowami osoby, która być może jest winna śmierci własnego dziecka, a teraz przesądza, że jest niewinna!

Krzysztof Rutkowski, pierwszy blagier i pozer III RP udzielił wywiadu portalowi Onet.pl:

 

„- Katarzyna wyjdzie na wolność. Nie powinna zostać skazana. Jej siedzenie w więzieniu nikomu nie pomoże. Jej sytuacja jest tragiczna. Przed nią całe życie. Jak ona ma się teraz pozbierać do kupy? Zastanawiam się nad podarowaniem jednej z nagród właśnie Katarzynie. Ta dziewczyna potrzebuje
pieniędzy na nowy start w życiu. Państwo jej nie pomogło i nie pomoże. W Sosnowcu jest spalona. Ona może tylko zgubić się w tłumie. Będzie musiała wyjechać do jakiejś metropolii, w której rozpocznie wszystko od nowa.”


Ten cały medialny sztafaż może mieć różne podłoże. Nie wykluczam, że to coś więcej niż darmowa
promocja Rutkowskiego. Czemu? Bo Rutkowski nie wiedząc jaka była przyczyna śmierci małej Magdy przesądza o ograniczonej winie jej matki oraz całkowicie wyklucza jakąkolwiek winę innych osób. Mam na myśli rodzinę W., która go zatrudniła po tym, jak wcześniej zatrudniła go Katarzyna W., a teraz publicznie go broni i wychwala.

Odsłon: 197 Komentarzy: 3

Rutkowski nic nie wykrył

Kategoria: Polska Saturday, 02 June 2012, 17:07

Wielu blogerów, publicystów i polityków forsuje tezę, że Krzysztof Rutkowski pomógł lub wręcz doprowadził do wykrycia prawdy o zaginięciu półrocznej Magdy z Sosnowca. Całkowicie nie zgadzam się z takim poglądem.

1. Rutkowski poznał/wykrył prawdę.

Faktem jest, że matka małej Magdy przyznała się Rutkowskiemu, że nikt jej nie napadł. Ponadto powiedziała, że dziecko „wyślizgnęło się z kocyka i umarło po tym, jak upadło na wysoki próg”. Słowa te Katarzyna W. wypowiedziała nie samodzielnie, ale po tym, jak Krzysztof Rutkowski zasugerował jej, że „dziecko upadło na ziemię”.

Nie mamy żadnych dowodów, że te słowa poza stwierdzeniem że nie było porwania, są prawdziwe. Nie wiemy, czy dziecko „niechcący wypadło z kocyka”, ani, że „zmarło po uderzeniu w próg”, ani nawet tego, czy stało się to w ich domu. Nie wiemy również, czy ktoś (matka, ojciec, babcia, ktoś inny) z premedytacją nie przyczynił się do tej śmierci. Przyczyna śmierci dziecka powinna być znana dopiero po sekcji zwłok, a osoby postronne, które przesądzały, co jest przyczyną śmierci przed odnalezieniem zwłok, nie wystawiają sobie dobrego świadectwa.

2. Rutkowski wskazał miejsce ukrycia ciała dziecka.

Krzysztof Rutkowski zbłaźnił się twierdząc, że wie, gdzie matka Magdy ukryła ciało swojego dziecka. Przed kamerami twierdził, że „czuł zapach” oraz „widział” ciało dziecka. Te rewelacje Rutkowski ogłaszał 1,5 km od miejsca, gdzie później policjanci znaleźli zwłoki małej Magdy. Zawiniątko, w które według Rutkowskiego miały być zawinięte zwłoki, okazało się kurtką nastolatka, a wstępne badania policyjnych ekspertów nie wykazały, by ona miała ze sprawą coś wspólnego.

3. Rutkowski „zawęził obszar poszukiwań” czym doprowadził do znalezienia ciała dziecka.

Krzysztof Rutkowski przekazując Katarzynę W. Policji oświadczył, że jej dziecko nie zostało porwane, a zmarło w mieszkaniu, więc Katarzyna W. musiała ukryć je nieopodal miejsca zdarzenia. Ta sugestia wynikała również z przekazanego mediom filmu oraz wywiadów, które Rutkowski chętnie udzielał. Faktem jest, że Policja szukała dziecka w różnych miejscach nie wykluczając wariantu porwania i wywiezienia dziecka za granicę. W mojej ocenie jest to wyraz profesjonalizmu Policji, gdyż zaniechanie poszukiwań w miejscach oddalonych od miejsca zdarzenia bez definitywnego wykluczenia porwania oraz innych wariantów (zakładających przeżycie dziecka) byłoby skandalem. Szczególnie biorąc pod uwagę a) rozchwianie psychiczne Katarzyny W. po utracie dziecka (śmierć dziecka, na którą nikt nie miał wpływu, jak i jego porwanie lub dokonanie zabójstwa musiały odbić się na psychice matki); b) niewiarygodność Krzysztofa Rutkowskiego (wielokrotne kłamstwa i bałwochwalstwo, działanie jako „detektyw” bez stosownych uprawnień, liczne przypadki łamania prawa i etyki, karalność). Rutkowski przekazał uzyskaną od matki dziecka informację, co nie miało wpływu na działania operacyjne Policji (patrz pkt 4).

4. Policja bez pomocy Rutkowskiego nie znalazłaby ciała dziecka.

Od pierwszego dnia Policja szukała ciała martwego dziecka, bo jak inaczej wytłumaczyć przeszukiwanie okolicy miejsca domniemanego porwania, przeszukiwanie krzaków, badania specjalistycznym urządzeniem przeznaczonym do wykrywania obiektów pod powierzchnią ziemi, badanie dna rzeki i jej nabrzeża? Przecież nikt rozsądny nie przyzna, że na dnie rzeki, w krzakach lub pod ziemią, w kilka/kilkanaście dni po zaginięciu, w temperaturze minus kilkanaście stopni, można znaleźć żywe sześciomiesięczne dziecko! Krótko mówiąc Policja szukała ciała nieżywego dziecka; szukała również tam, gdzie ono się znajdowało. A rzetelność tych poszukiwań, to zupełnie inna sprawa…

Nie przeczę, że Policja dopuściła się szeregu rażących błędów i zaniedbań (ostatnie zdanie poprzedniego akapitu jest tego przykładem). Psycholodzy robili portret psychologiczny domniemanego porywacza na podstawie jego wyglądu (kurtka z czarnym paskiem, długie, „patykowate” nogi), a badając matkę dziecka nie wykryli, że wprowadziła ich w błąd, ponadto policjanci po znalezieniu zwłok dziecka nie zabezpieczyli tego miejsca (w TV widzimy tłumy ludzi palących znicze i kładących pluszaki obok rudery, gdzie dokonano tego dramatycznego znaleziska), co wyklucza dokonanie dalszych ekspertyz w tym miejscu.

Poza tymi zaniedbaniami były zapewne inne błędy, ale rażących nie widzę (co nie znaczy, że ich nie ma). Dostrzegam natomiast przesłanki do stwierdzenia, że działania śledczo-dochodzeniowe miejscami były profesjonalne.

Przede wszystkim profesjonalne było nie wykluczanie żadnej, nawet najmniej prawdopodobnej hipotezy (osoby krytykujące Komisję Millera powinny przyznać mi rację). Zaniechanie poszukiwań żywego dziecka przed odnalezieniem jego zwłok byłoby haniebnym skandalem, za które należałoby jednoznacznie krytykować śledczych, podobnie jak za poszukiwania zwłok dziecka jedynie w miejscu podanym przez Krzysztofa Rutkowskiego lub matkę dziecka (kto przed finałem poszukiwań miał przesądzić, że druga z kolei wersja zeznań Katarzyny W. jest prawdziwa?).

Na podstawie posiadanych informacji nie jesteśmy w stanie ocenić, czy prowadzący śledztwo zaniechali czegoś w wydobywaniu informacji od Katarzyny W. (w przeciwieństwie do scen z „dociskaniem” przez Rutkowskiego, telewizje nie emitują nagrań z przesłuchania dokonanego przez policjantów i psychologów). Wiemy, że rodzice Magdy byli śledzeni, co w innych sytuacjach (np. gdyby okazało się, że są bez najmniejszej winy) mogłoby być oceniane jako inwigilacja ofiar przestępstwa. Jestem jednak pewien, że gdyby prowadzący śledztwo „docisnęli” płaczącą matkę dziecka lub złamali procedury podczas przesłuchania (przyzwolenie do „niestandardowych” działań wykazują liczni komentatorzy), spadłby na nich grad krytyki i obligatoryjna konieczność wyciągnięcia służbowych konsekwencji. Nie można również wykluczyć, że podczas „dociskania” matka dziecka miast wyjawić prawdę, w stresie lub z chęci mataczenia, podałaby informacje utrudniające dojście do prawdy. Nie wiemy również, czy w mieszkaniu rodziców dziecka nie były zamontowane urządzenia podsłuchowe i nagrywające obraz (co brzmi jak inwigilacja, ale jeśli śledczy „powinni dociskać” i naruszać procedury, np. „straszyć” wariografem, to wymieńmy cały arsenał rodem z PRL), a w przypadku zainstalowania takich urządzeń wiedza Rutkowskiego była również wiedzą Policji.

Na marginesie warto zauważyć, że Katarzyna W. po ujawnieniu tragedii była w kinie na horrorze, co ma ponoć świadczyć o braku ludzkich uczuć u matki dziecka, która wie, że jej dziecko nie żyje. Dziś, kiedy już dużo wiemy, każdy może powiedzieć, że to dowód właśnie na to, ale równie dobrze mogłoby to przemawiać za hipotezą, że Katarzyna W. sprzedała swoje dziecko i jedynie udaje rozpacz.

Tak więc nie widzę poważnych argumentów za tym, że „detektyw” (celebryta, blagier i kłamca) Krzysztof Rutkowski doprowadził do wykrycia prawdy. Szczególnie, że całości tej prawdy nie znamy nawet dziś.

Odsłon: 244 Komentarzy: 5


1 2 3 4 5 6 7 8 9 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.