Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

O narodzie...

Kategoria: Wiadomości Sunday, 18 April 2010, 00:42

Bracia Polacy!

 

Wypowiadałem się ostatnio w dość negatywnym tonie o tym w jakim stanie jest nasz Naród, a raczej co pozostało z Jego tradycyjnej duszy. Jednak chyba za mocno wziąłem sobie do serca opinie wyrażane w internecie, czy też szeroko pojętych mediach. Jeden zaprzyjaźniony ksiądz zwrócił mi uwagę, że przecież to o to chodzi, żeby wytworzyć atmosferę podziału, żeby jątrzyć i sączyć jad, żeby obracać rękojeścią noża wbitego w plecy Narodowi przez wrogów. Miał rację. Przepraszam Was Bracia Polacy, przepraszam Cię Narodzie za to, że wątpiłem w Twoją wielkość, mając przecież na ekranie telewizora dowód na odwrotność mojego twierdzenia w postaci setek tysięcy ludzi zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim, pod katedrą św. Jana Chrzciciela, czy też na Placu Piłsudskiego.

W naszym Narodzie jest wewnętrzna siła, która za każdym razem kiedy dochodzi do sytuacji wielkich, przełomowych (niestety najczęściej tragicznych) szuka niczym bańka powietrza pod wodą jak najkrótszej drogi na powierzchnię. Tylko dlaczego tak szybko pęka? Niektórym zależy na tym, żeby Naród nasz był jak najbardziej przykryty błędną świadomością niższości, poczuciem zaściankowości i prowincjonalności. Dosyć tego! Jesteśmy wielkim Narodem w samym centrum Europy. Wnieśliśmy w depozyt światowej kultury wiele wartości. Nasz Naród wydał wielkich Synów i Córki, którzy wpływali i wpływają na losy świata. Nawet tam, gdzie znaleźli się wbrew woli. Kto dziś mówi o czczonych do dziś na Zabajkalu Polakach, którzy zbudowali tamtejszą stolicę – Czytę, którzy stali się tamtejszymi potentatami gospodarczymi i stanowili doskonały przykład dla tubylców. Znaleźli się tam w większości przez umiłowanie Ojczyzny, którą znać mogli tylko z mglistych opowiadań dziadków. Czy my mamy w sobie taką miłość Ojczyzny? Czy my wyjeżdżając za granicę pamiętamy o naszej Matce – Polsce?

Wielu będzie się starało umniejszyć rolę tej tygodniowej żałoby. Będą starali się pokazać, że była sztucznie podtrzymywana, zaprzeczając 180 tysiącom ludzi, którzy odwiedzili Pałac Prezydencki. Tłumom na Placu Piłsudskiego, oklaskom dla wypowiedzi wprost ich krytykującym. Będą podkreślać rolę "polityków środka" – "bagna" – w dążeniu do kompromisu narodowego. Nie będzie kompromisu narodowego, tak jak nie może być dwóch przeciwstawnych prawd. Nie da się zmienić biegu rzeki. Można próbować, ale to i tak przyniesie więcej strat niż korzyści. Chciałbym, aby mój Naród odkrył w sobie swoją siłę i wybrał dobrą przyszłość dla siebie. Wybrał kogoś, kto potrafiłby godnie Go reprezentować. Marzy mi się, aby ci pajace, którzy przyoblekłszy się w szaty Syracha zostali zdemaskowani publicznie. Sprawiedliwość jest jednak w ręku Boga Najwyższego.

Włączmy myślenie i nie dajmy się ogłupiać!

Odsłon: 408 Komentarzy: 0


Refleksje o naturze ludzkiej

Kategoria: Polityka Wednesday, 14 April 2010, 00:19

Żal, smutek i tęsknota – za ludźmi, za brakiem problemów, za normalnością, za lepszym światem, za nieosiągalną utopią. Takich czasów, w których nie będzie smutku, rozpaczy, katastrof i innych nieszczęść w tej rachubie, ludzkiej rachubie, nie będzie. Takie czasy nastaną wraz z powrotem Zbawiciela. Nie znamy dnia ani godziny. Niektórzy próbują stworzyć tutaj, na Ziemi, namiastkę „Boskiego Porządku”. Od samego początku jednak plany takie skazane są na niepowodzenie. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest zarówno prosta jak i trudna do zrozumienia. Jeśli ktoś wierzy w Boga i opiera się o Jego zasady temu łatwo jest pojąć jakiego typu jest istotą. Istotą słabą, grzeszną i błądzącą – posiadającą jednak nieśmiertelną duszę i niezbywalną godność osoby ludzkiej. Taki jest właśnie człowiek, który dąży do osiągnięcia perfekcji, dotknięcia absolutu niemal w każdej dziedzinie życia. W tym samym czasie jednak, w każdej z tych dziedzin popełnia te same błędy-grzechy, które wynikają z jego natury. Człowiek, który sobie uświadomi te wszystkie zależności ma chyba łatwiej w życiu. Poznać przyczynę to znaczy zbliżyć się do prawdy. Z drugiej jednak strony, człowiek który wypiera ze swojego jestestwa myśl o Wszechpotężnym i jego zasadom jest jak dziecko we mgle, albo człowiek jadący szeroką autostradą, która nie wiadomo kiedy i w jaki sposób się zakończy. Człowiek, który uważa, że potrafi sam się zbawić na tym świecie jest głęboko nieszczęśliwy z punktu widzenia wieczności.

Grzech pychy jest z grzechów bodaj najcięższym. A gdy jest to pycha zbiorowa i inspirowana, boli najbardziej, wbija cierń w duszę. Ludzie, którzy pod płaszczykiem troski o najświętsze dla Polaków wartości gromadzą się i zbierają po to, żeby zakłócić żałobę po człowieku, który przecież pełnił swoje fukcje także dla nich, ba, zginął po to, żeby wydobyć Polskę, cały nasz Naród, z kipieli kłamstwa i wieloletnich zaniedbań.

Homo sovieticus ewoluował do Homo europensis-libertinensis, jeśli można tak powiedzieć. Mózgi zostały wyprane!

Odsłon: 453 Komentarzy: 2


"Ziemie Odzyskane"?

Kategoria: Historia Friday, 04 June 2010, 22:52

Po przeczytaniu tekstu pana Marcina Hermana "Ziemie Odzyskane, ale czy kochane?" poczułem się niejako wywołany do odpowiedzi, jako że zajmuję się w pewnym stopniu przeszłością tych ziem, ale też mieszkam na Mazurach. Chciałbym zacząć od samego nazewnictwa. "Ziemie Odzyskane" są nazwą niezwykle niefortunną. Tak jak w stosunku do Warmii, czyli czterech powiatów wschodniopruskich – olsztyńskiego, braniewskiego, reszelskiego i lidzbarskiego – możemy rzeczywiście mówić o powrocie do Macierzy, gdyż przed pierwszym rozbiorem była to część Rzeczypospolitej to w stosunku do Wałbrzycha na przykład, czy też wspominanych Wambierzyc to już w żaden sposób nie da się tak powiedzieć. Metodologia historii dawno już, bodaj w latach 70 ubiegłego stulecia, odeszła od używania tego niefortunnego określenia, proponując w zamian nazwę "ziemie zachodnie i północne", które są neutralne i dokładnie opisują nabytki terytorialne Polski po II Wojnie Światowej. Termin "Ziemie Odzyskane" rzeczywiście kojarzy się z nachalną i mocno antyniemiecką propagandą komunistyczną. Jeszcze w latach 60 (a czasami i później) ubiegłego wieku w niektórych kręgach, szczególnie robotników ze wschodu Polski, którzy wyjeżdżali pod Opole, czy Gorzów do pracy łatwo było zasiać plotkę o zbliżającej się wojnie i powrocie tych ziem do Niemiec, w wyniku czego powracali na swoje tereny. Nota bene, najgorzej mieli ci z Rzeszowszczyzny, gdyż oprócz strachu przed Niemcami, bali się również wracać do siebie w obawie przed Ukraińcami, ale to już temat na inną historię.

Dlaczego więc w dalszym ciągu istnieje pewien niepokój w związku z ziemiami północnej i zachodniej Polski. Wydaje mi się, że ma to związek z akcją kolonizacyjną tych ziem. Przybywający tam w większości rolnicy, później Ukraińcy – przymusowi zesłańcy, nie posiadali żadnej świadomości historycznej dotyczącej terenu, na który trafili i bardziej niż zgłębianiem jego tajemnic zainteresowani byli jak najszybszym zagospodarowaniem się i rozpoczęciem nowego życia. Aklimatyzacji nie ułatwiała zorganizowana akcja niszczenia miast przez Armię Czerwoną w imię głupiego rewanżyzmu i zemsty za zniszczenia w Związku Radzieckim. Były to akcje czysto barbarzyńskie i trzeba o tym mówić wprost. Zdarzały się przypadki, gdy miasto pozostawiano nietknięte – na przykład Gorzów Wielkopolski – tylko po to, aby potem sfilmować na potrzeby propagandy radzieckiej operacje zdobywania miasta (wraz z żołnierzami Armii Czerwonej poprzebieranymi w mundury Wehrmachtu). Miasto zostało w wyniku takiej akcji poważnie zniszczone. Jest jeszcze jeden przypadek nietkniętego miasta, ale chodzi tu już o Greifswald, który leży na niemieckim Pomorzu. Kiedy Armia Czerwona zbliżała się do rogatek miasta, wyszła jej na przeciw delegacja senatu uniwersyteckiego i rady miasta, a wszyscy ubrani byli albo w togi, albo w wyjściowe garnitury. Przywitali sowieckich sołdatów chlebem i solą z prośbą o zachowanie pięknego hanzeatyckiego miasta w dobrym stanie. Oprócz złupienia wszelkich "ruchomości" i pozostawieniu ogólnego bałaganu miasto pozostało nienaruszone. Ale to jedynie wyjątek. Wszystko to miało wpływ na to jak postrzegane były te ziemie w oczach przybywających kolonistów. Do normalizacji stosunków z RFN w latach 70 ubiegłego wieku nie mieli oni pewności, że ktoś nie przyjdzie i nie każe im się wynosić z przejętych po Niemcach majątkach. Należy o tym pamiętać.

Inną sprawą są kwestie kultowe. Czyli pozostawione sanktuaria czy inne miejsca szczególnej czci religijnej. Autor ciekawie pisze o Wambierzycach, ale innym przykładem mogą być sanktuaria warmińskie na czele z Gietrzwałdem, w którym Matka Boska przemawiała do dwóch dziewczynek w języku polskim, w roku 1877. Jest to jedyne uznane przez Kościół miejsce objawień na terenie Polski. Czyli ma ten sam status co Lourdes czy Fatima, a jest jakby mniej, mówiąc kolokwialnie – "rozreklamowane". A Gietrzwałd leży przecież na polskiej Warmii.

Nie wydaje mi się, żeby istniał jakiś problem związany ze strachem, czy obawą obecnych mieszkańców ziem zachodnich i północnych o możliwość odebrania tych ziem Polsce. Jestem za to przekonany, że 65 lat to bardzo niewiele, żeby wykształcić lokalną samoświadomość, zapuścić korzenie. Będzie to udziałem (jeśli nie będzie znów jakiejś dziejowej zawieruchy) osób z pokolenia moich przyszłych dzieci, a może nawet i wnuków. Na ziemi z oderwaną ciągłością społeczną ciężko jest szybko stworzyć nową, zakorzenioną strukturę. Potem jednak, taką wykorzenioną strukturę ciężko jest jednak rozbić, o czym świadczy mnogość polskich organizacji kresowych, sentymenty panów Kaczyńskiego i Michnika, ale z drugiej strony również Związku Wypędzonych (w bardziej "karykaturalny" sposób).

Mieszkając od prawie 25 lat na Mazurach nie jestem w stanie powiedzieć o sobie, że jestem rodowitym Mazurem, tym bardziej że moi rodzice pochodzą z rdzennie polskich ziem. Dopiero moje zainteresowania naukowe i krajoznawcze pozwoliły mi zbudować więź z tą ziemią, z tymi miasteczkami i naturą. Jestem przekonany, że przyszłe pokolenia będą w stanie powiedzieć o sobie, że są Mazurami, Warmiakami, Pomorzanami, Lubuszanami (tutaj nie jestem pewien) czy Ślązakami z Dolnego Śląska. Jest to jednak pieśń przyszłości. Nie ma potrzeby uderzać w pesymistyczne tony, gdyż 65 lat w historii to jak mgnienie oka.

Odsłon: 1107 Komentarzy: 13


Reforma szkolnictwa wyższego

Kategoria: Wiadomości Monday, 19 October 2009, 23:44

Kudrycka odniosła się też do zapowiedzi protestów studentów zrzeszonych w inicjatywie "Stop płatnym studiom!". Są oni przeciwni planowanemu wprowadzeniu odpłatności za drugi kierunek studiów. – W tej chwili średnio w Polsce 10 proc. studentów uczelni publicznych, studiów stacjonarnych, studiuje drugi kierunek. Chcemy, żeby byli to tylko najzdolniejsi, najrzetelniejsi studenci – mówiła minister. Cytat za: http://wiadomosci.onet.pl/2062965,11,studenci_musza_sie_przygotowac_na_zmiany,item.html

Tak dużo się dzisiaj mówi o konieczności bycia interdyscyplinarnym, wielozadaniowym i mobilnym. Studiowanie dwóch kierunków jest w wielu przypadkach życiowym przymusem. Kierunki na państwowych uczelniach w Polsce są zaprojektowane tak, żeby wyprodukować specjalistę w wąskiej i mocno sprofilowanej dziedzinie. Sam jestem historykiem archiwistą i studia nie przygotowały mnie do żadnej innej pracy, a obciążenie godzinowe i materiałowe było dość spore, tak że wiele osób nie dawało rady rozszerzać swoich horyzontów. Z braku czasu i sił. I tutaj pojawi się argument, że przecież nie każdy musi kończyć studia i nie każdy się nadaje, żeby być magistrem. Owszem, ale pomijając wszelkiego rodzaju cwaniaków, którzy chcą mieć papierek dla papierka należy pamiętać o ludziach mniej zdolnych, ale za to ambitnych i pracowitych, którzy braki w możliwościach nadrabiają pracą. Uważam, że nasz system szkolnictwa wyższego jest przeciwko nim. Wyciska się z nich ostatnie soki i zabija naturalną chęć sięgnięcia po "coś więcej".

Lekarstwem na taką może być całkowita reforma systemu szkolnictwa wyższego, zmiana spojrzenia i podejścia do studiów wyższych. Posłużę się przykładem z własnego podwórka. Rozpoczynając studia historyczne miałem dość dobre pojęcie o dziejach i orientowałem się w miarę (jak przystało na maturzystę) w literaturze. Uznałem, że studia historyczne będą doskonałym miejscem, aby zgłębiać tę wiedzę. Jakież było moje zdziwienie, gdy wykładowcy podeszli do nas jak do ludzi, którzy nie mają pojęcia o historii. Klepano nam cały kurs historii od A do Z przez pięć lat. Strata czasu dla ludzi, którzy chcieli by się dowiedzieć czegoś więcej, ale za to świetna przechowalnia dla ludzi, którzy muszą mieć dyplom. Z czegokolwiek. Patologia naukowa. Miałem to szczęście postudiować ten sam kierunek w Niemczech. To było to, czego pragnąłem tuż po maturze. Tam wierzy się, że student, który wybiera historię jako swój główny kierunek studiów ma opanowane tak zwane podstawy, pewien fundament do zdobywania wiedzy szczegółowej. Sam wybiera sobie kursy i sam profiluje swoje studia. Ktoś może powiedzieć, że będzie głupszy od polskiego magistra historii. Być może, ale z całą pewnością w swojej dziedzinie przewyższy każdego. Student niemiecki musi poza tym studiować drugi kierunek w pełnym wymiarze, bądź też dwa dodatkowe kierunki w wymiarze około 50% każdy. Takie rozwiązanie poszerza horyzonty. Klasycznym dodatkiem do historii są nauki polityczne, filologie bądź socjologia. Jasne, zdarzają się również studenci-olewacze, ale nie w takiej skali jak u nas. Minusem w Niemczech jest za to system stypendialny. Dostać stypendium "socjalne" jest niezwykle trudno, a stypendia naukowe raczej nie są znane w tamtym systemie, ale i zajęć w tygodniu jest mniej, więc większość studentów dorabia wykonując typowe prace "studenckie", za które są mniej więcej jednakowe stawki.

Nie sztuką jest wprowadzić opłaty za drugi kierunek studiów, ale sprawić, żeby te studia były ciekawe i jak najbardziej poszerzały horyzonty. Tak dla obowiązkowego studiowania kilku kierunków (ale z tylko jednym obowiązkowym magisterium).

Odsłon: 381 Komentarzy: 2


Dlaczego zagłosowałem na PR

Kategoria: Polityka Thursday, 06 August 2009, 08:48

Jak zakończyły się wybory do Europarlamentu wszyscy wiemy. Nie ma sensu tego szerzej komentować. Z mojej części kraju mandaty zdobędą prawdopodobnie p. Kurski, p. Bublewicz oraz p. Iwiński. Oprócz pani Bublewicz, która z powodzeniem kompromitowała się podczas kampanii publikując spoty w języku angielskim pozostali panowie skompromitowali się już dawno.

Poruszę tutaj kwestię prawicowości PiSu, oklepaną i ocierającą się o najgłębsze pokłady banału. PiS jest moim zdaniem partią wiecznych pragmatyków i konformistów, dla których ideały socjalnarodowe są jedynie kobyłą, na której można zdobyć poparcie ludności i ugrać jakieś mandaty i ciepłe posadki gdziekolwiek. Trzeba jednak przyznać, że za rządów PiS (pomimo, że socjaliści) gospodarka ożyła, a i polski interes był "na topie". Z tym interesem to w zasadzie też nie do końca, gdyż zdolności dyplomatyczne polityków Prawa i Sprawiedliwości nie były i nie są nadal zbyt wyrafinowane. Najbardziej boli mnie jednak to, że nazywają się oni jedyną prawicową siłą w Polsce.

Szukając różnic między PO a PiS doszedłem do wniosku, że oprócz podejścia do gospodarki różni ich tylko estetyka narracji i kultura prowadzenia polityki. Poza tym spokojnie by się dogadali.

Tadeusz Iwiński, światły, ale zepsuty człowiek, który już się kilka razy skompromitował. W zeszłym tygodniu brałem udział w spotkaniu z byłym prezydentem Rzeczypospolitej – Aleksandrem Kwaśniewskim i strasznie się podówczas zbulwersowałem.  Przy jednym stole siedział p. Mańkut, p. Iwiński, p. Kwaśniewski, pani prorektor UWM i dr z INP UWM. Spotkanie odbywało się w auli Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Po czołobitnej zapowiedzi gościa przez p. prorektor, która nie omieszkała wspomnieć o tym, że "węgiel kamienny" [tak!] pod budynek WH UWM wmurował Aleksander Kwaśniewski, doszło do wydarzenia moim zdaniem hańbiącego Uniwersytet. Prezydent miał mówić o Polsce i Europie w perspektywie przyszłości, a zaczął od naświetlania postaci prof. Iwińskiego i otwartego zachęcania do głosowania na listę SLD-UP. Skandal, ale ludzie chyba przywykli.

Dlatego też głosowałem na Prawicę Rzeczypospolitej, obok UPR chyba jedyną prawicową siłę w Polsce. Do wyborów szedłem z przeświadczeniem, że wynik będzie oscylował w granicy 1%, ale czy powinienem był zagłosować na konformistów z PiS, albo PO? Po co mam wspierać kogoś kto chce pod dyskusję wprowadzać eutanazję i aborcję i który ma miałkie sumienie i częstokroć zwichrowaną moralność? Czy z racji związanych z "Real-Politik", hołdując argumentom zmarnowanego głosu? Nie w moim przypadku.

Odsłon: 386 Komentarzy: 0


Rozdroża

Kategoria: Ogólne Friday, 06 February 2009, 02:16

Szanowni Czytelnicy!

Zakończyłem swoją przygodę z pisaniem pracy magisterskiej, a 23 czerwca zakończę swoją przygodę ze studiami dziennymi. Stoję na nie lada rozdrożu, gdyż nie wiem co mam począć. A w zasadzie wiem, ale nie wiem do końca jak to ugryźć. Chciałbym kontynuować naukę na studiach doktoranckich, ale egzaminy dopiero we wrześniu, a i przyjęcie niepewne. Jako historyk-archiwista nie mam zbyt wiele perspektyw w swoim regionie. Ale może jakoś to będzie. Bóg wskaże odpowiednie miejsce.

Czytam obecnie "Listy starego diabła do młodego" i nie mogę wyjść z podziwu dla trafności spostrzeżeń jakie kieruje do czytelnika C.S. Lewis. W zasadzie sprawy, można by rzec "banalne", ale przedstawione pod takim kątem, że człowiek wewnętrznie krzyczy "eureka!". Umysł to był czysty i przenikliwy. Zmusił mnie do zastanowienia się nad złem. Działa, jego wytwór w postaci tej książki, jak swoisty rachunek sumienia. Polecam każdemu!

Odsłon: 313 Komentarzy: 1


Zmaganie się z pracą

Kategoria: Historia Tuesday, 19 May 2009, 17:46

Witam szanownych Czytelników, choć szczerze wątpię czy ktoś to w ogóle będzie czytał. Postanowiłem więc dołączyć dziś do czasem obśmiewanych na FF autorów, którzy piszą sami sobie. Czuję jednakowoż wewnętrzną potrzebę wylania czasami czegoś w przestrzeń publiczną.

Kończę pisać pracę magisterską, o czym truję z resztą już od dłuższego czasu. Im więcej mam napisane tym bardziej ogarnia mnie bezsens mojej pracy i ogrom tematu, z którym najwyraźniej przesadziłem. Oprócz tego, że już mi się zaczynają sny śnić po niemiecku to odczuwam jeszcze ogromne zmęczenie fizyczne oraz zwykłe ludzkie znużenie. Piszę magisterium na podstawie czasopisma "Osteroder Kreisblatt" za lata 1869 – 1875 i analizuję publikowane tam ogłoszenia urzędowe, badając ich wpływ na życie codzienne przeciętnego obywatela prowincjonalnego, pruskiego powiatu. Wszystko jest ciekawe, rzekłbym nawet fascynujące, ale za dużo sobie tego wziąłem. Jeszcze tylko kilka dni i skończę, mam nadzieję.

Po krótce się jeszcze przedstawię. Mam na imię Piotr i już niedługo będę wykwalifikowanym historykiem-archiwistą z brakiem perspektyw na pracę, ale za to trzeba będzie się wziąć. Interesuje mnie historia Prus, a w szczególności tych Wschodnich w XIX stuleciu. Więcej będę pisał, jeśli Bóg da, w przyszłości.

Taki blog to chyba dobra autoterapia i motywacja do pracy.

Pozdrawiam wszystkich czytających.

Odsłon: 427 Komentarzy: 2


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.