
Thursday,24 May 2012,00:46
Kategoria: Kultura Thursday, 24 May 2012, 00:46
Od kilku dni mamy prawdziwy festiwal wszelkiej maści apostatów, opowiadających o swoim bohaterskim wystąpieniu z Kościoła. Zjawisko samo w sobie dość smutne. Zjawisko, którego skutkiem są owe apostazje, świetnie opisał Jacek Kaczmarski już 21 lat temu.
Bankierzy
Szczęśliwi, nie szukamy Boga.
Dla nas jest tylko udziałowcem
Kantoru, który prosperuje;
Niech chroni nasze drzwi i okna
Od dżumy i religi obcej,
Co każdy zysk zdewaluuje.
A będzie miał na swoją chwałę
Fundusze reprezentacyjne;
Pasterze Jego będą syci.
Niech nam wybaczy grzechy małe,
Za wielkie niechaj skruchę przyjmie,
Bośmy bankierzy,
Bośmy bankierzy,
Bośmy bankierzy, a nie mnisi.
W skrzyniach mamy skarpety,
A w skarpetach monety
Co się mnożą w monetach oczu.
Serce kusi ochota
By skorzystać ze złota,
Lecz niech toczy się, niech innych toczy,
niech innych toczy...
Jesteśmy wszak pośrednikami
Między zamiarem, a stworzeniem,
Umożliwiamy czyn podjęty;
Nie dziw, że się zabezpieczamy
Bo czym że jest doczesne mienie,
Jak nie nadzieją na procenty?
On nas rozumie - Bogacz Biały
Inwestujący stale w niebyt -
Kapitał w imię wyższej racji;
Ładnie by księgi wyglądały
Gdybyśmy chcieli ściągnąć kredyt
Od Jego dzieła pankreacji...
On bankrutem jest boskim.
Nie posiada ni wioski,
Z której mógłby się czysto wyliczyć.
Ale Jego agenci
Wiedzą jak się świat kręci
I jak wszystko zapłacić - niczym.
Oby na zawsze miejsce znaleźć
Pomiędzy wiarą a rozumem,
Między ideą a towarem;
Bezpieczne to nie bywa wcale
W interes włożyć myśl i dumę,
By zamiast zysku - ponieść karę.
Dlatego mamy dwa oblicza:
Metali chłód, krwi żywej trwogę,
(Chaosu Jego weksle - w skrzyni).
I to jest cała tajemnica:
Szczęśliwi - nie szukamy Boga,
Lecz wiemy, co On nam jest winien.
Już Go mamy ! Sakralny,
Ale niewypłacalny!
Kryzys pożarł gwarancję i sumę!
A On zsyła anioła
I śmiertelny pot z czoła
Wycieramy, jak błędny rachunek...
Piosenka napisana w formie monologu tytułowych bankierów jest świetnym studium psychologicznym współczesnych ateistów. „Szczęśliwi - nie szukamy Boga” to zdanie klucz do zrozumienia współczesnych tendencji sekularyzacyjnych. Dobrobyt, poczucie bezpieczeństwa, rodzą przekonanie o samowystarczalności. Po co Bóg ? – sam sobie jestem wstanie zapewnić szczęście. A jednak to „błędny rachunek”, bo przecież wcześniej czy później każdy umrze. Trzeba będzie zostawić wszystkie uciułane dobra, pozycję społeczną i stanąć twarzą w twarz z Tym Który Jest.
Oczywiście znajdą się tacy, którzy tekst Kaczmarskiego zinterpretują inaczej. Doszukają się w nim drugiego, trzeciego a może nawet czwartego dna. Ważniejsze jednak od tekstu jest świadectwo życia jego autora.
Jacek Kaczmarski pochodził z mieszanej polsko – żydowskiej rodziny. Rodzice – ateiści nie ochrzcili syna. Przez całe życie obracał się głównie w kręgu liberalnej inteligencji. W życiu prywatnym czynił wiele zła. A jednak na łożu śmierci poprosił o chrzest. Umarł jako katolik i wierzę głęboko, że Miłosierny Bóg dopuścił go do swojej chwały.
Na grobie Kaczmarskiego stoi krzyż. Symbol jeszcze jednego zwycięstwa Galilejczyka.

Odsłon: 114 Komentarzy: 1
Monday,05 November 2012,00:19
Kategoria: Kultura Monday, 05 November 2012, 00:19
Był rok chyba 1988. Ktoś podarował mi płytę Romana Kołakowskiego. Uruchomiłem gramofon, i po pewnym czasie usłyszałem pieśń, która gra w mojej duszy do dzisiaj. Była to „Ballada” Czesława Miłosza.
Na równinie stoi stare drzewo.
Pod nim siedzi matka w małym cieniu.
Obłuskuje jajko na twardo
I popija herbatę z butelki.
Miasto widzi którego nie było,
Błyszczą mury i wieże w południe,
Na gołębie kołujące stadem
Patrzy matka a wraca z cmentarza.
- Zapomnieli synku przyjaciele.
Nikt z kolegów ciebie nie wspomina.
Narzeczona dzieci urodziła
I o tobie nie pomyśli w nocy.
Zbudowali w Warszawie pomniki
A na żadnym twojego imienia.
Tylko matka, póki jest, pamięta
Jaki śmieszny byłeś i dziecinny.
Leży Gajcy przysypany ziemią
Już na wieki dwudziestodwuletni.
Nie ma oczu ni rąk ani serca,
Nie zna lata ni zimy ni wiosny.
A co roku huczą w rzekach lody,
W ciemnym lesie zawilec rozkwita.
Czeremchami napełniają dzbanki,
Nasłuchują co kukułka wróży.
Leży Gajcy, nigdy się nie dowie
Że warszawska bitwa zeszła na nic.
Barykadę na której umierał
Rozebrały popękane ręce.
Biegły wiatry, niosły pył czerwony,
Spadły deszcze i słowik zaśpiewał.
Pod obłokiem krzyczeli murarze,
Podciągali w górę nowe domy.
- Mówią synku, że wstydzić się trzeba,
Że niedobrej broniłeś ty sprawy,
A ja nie wiem, niechaj Bóg osądzi
Kiedy z tobą rozmawiać nie mogę.
Pokruszone twoje kwiaty w pyle,
To ta susza, wybacz mój jedyny,
Czasu mało a jeżeli przyjdę
Z tak daleka muszę nosić wodę.
Matka chustkę pod drzewem poprawia.
Świeci skrzydło gołębia na niebie.
Zamyśliła się, zapatrzyła się,
Przestwór taki wysoki, wysoki.
I tramwaik pędzi w stronę miasta,
A tam dwoje młodych za nim goni.
Zdążą, myśli matka, czy nie zdążą?
Dogonili. Wsiedli na przystanku.
Tu wersja śpiewana, niestety nie jest to wykonanie Kołakowskiego.
Miłosz poznał w okupowanej Warszawie środowisko „Sztuki i Narodu”, do którego należał Gajcy. Nie zgadzał się z nim ideowo. Dokonał też innego wyboru swojej drogi życiowej. Nie włączył się w działalność konspiracyjną, nie walczył w Powstaniu Warszawskim. Wszyscy redaktorzy „SiN” zginęli w czasie wojny. Sam Gajcy poległ w Powstaniu Warszawskim.
Również o wojnie Miłosz wielokrotnie krytykował ideologię „Sztuki i Narodu”. A jednak co jakiś czas Miłosz - Poeta potrafił o swoich ideowych przeciwnikach pisać pięknie. Po lekturze „Pamiętnika” Andrzeja Trzebińskiego napisał: Nietrudno zestawić taką młodość jak jego z żałosną, pustą, bezkierunkową młodością pokazywaną w licznych francuskich powieściach i filmach. Nietrudno też zauważyć, że wszystko, co jest w nim głębokie i czyste zawdzięcza katolicyzmowi. (...) Wiara religijna została dźwignięta na stopień wyższy, jest osobiście przeżyta, jako odpowiedzialność za każdy dzień i każdą godzinę.
Może dręczyły go wyrzuty sumienia, a może w głębi duszy podziwiał ich młodzieńczy radykalizm prowadzący do śmierci na ołtarzu Ojczyzny?
***
Bohaterką wiersza jest matka Gajcego położna, która przeżyła wojnę i asystowała przy narodzinach braci Kaczyńskich. Kobieta, która zamiast cieszyć się synem, mogła go odwiedzać na cmentarzu. Czyż nie jest jedną z największych tragedii jakie mogą spotkać człowieka, opłakiwanie śmierci własnego dziecka? Czyż nie jest swoistym absurdem stawiać kwiaty na grobie tego, który miał być osłodą starości? Pięknie o tym pisał przed laty Zbigniew Herbert
Tyle nocy bezsennych tyle par
pieluch lawina proszków do prania
tyle par bielizny zastrzyków pocałunków w ciepły pośladek
tyle klapsów
tyle nadziei tyle zapłakanych oczu
gdy nagle to wszystko zgniecione pod obcasem
jak niedopałek papierosa gdy szli do ataku
i jeszcze
jeszcze tyle śpiewu unosi się
nad miejscem nad którym tłucze się ziarnko pustki
nad ziarenkiem nicości
Ileż takich matek przewinęło się przez dzieje Polski? Matek wiernych do końca wbrew wszystkim.

Drugim bohaterem utworu Miłosza jest Gajcy – „Już na wieki dwudziestodwuletni”. Wieczna młodość to jeden z nielicznych przywilejów będących udziałem, tych którzy umierają młodo. Tragizm Gajcego polega też na tym, „że warszawska bitwa zeszła na nic”. Oczywiście można tu z Miłoszem polemizować, wskazując na liczne korzyści płynące z powstańczego zrywu. A jednak w wymiarze doraźnym Powstanie Warszawskie nie zapobiegło ani zniszczeniu Warszawy, ani dominacji sowieckiej nad Polską. Było więc kolejnym zrywem politycznie nieskutecznym. Tragizm Gajcego pogłębia jeszcze oskarżenie o zapomnienie. „Zbudowali w Warszawie pomniki/ A na żadnym twojego imienia”. Mimo upadku komunizmu słowa te pozostają nadal aktualne. Materialny wymiar pamięci o Gajcym jest przecież przerażająco ubogi.
I jeszcze jedno – zakończenie. Dotknięta bólem i samotna w swojej pamięci o Gajcym Matka obserwuje młodych ludzi. Młodych jak kiedyś jej syn. Przypomina mi to jedną z końcowych scen arcydzieła Sergio Leone „Dawno temu w Ameryce”, w której ogląda rozradowaną młodzież. Życie biegnie nieustannie do przodu. Nie żyje już Matka Gajcego, nie żyją jego przyjaciele, starzejemy się My, zafascynowani losami tragicznych poetów konspiracyjnej Warszawy. I ciągle pojawia się „nowa” młodzież. Jak jej przekazać mądrość minionych pokoleń? Jak ich zafascynować postacią Tadeusza Gajcego? /Muzeum Powstania Warszawskiego samo wszystkiego nie zrobi, chociaż płyta „Gajcy” była udaną próbą/
***
Gajcy przeczuwał, że podobnie jak jego starsi koledzy Wacław Bojarski i Andrzej Trzebiński, zginie młodo. W wierszu „Przed odejściem” pisał proroczo:
Porasta jesienną mgłą
mój kraj jak włosem siwym.
Lecz nim pożegnam go
dłonią z męczeńskiej gliny,
lecz nim się zgodzę z koroną
cierniowych lip i wezmę
w bok mój i serce bezbronne
ciemność jak ostre narzędzie,
niech błyskawicy lament
znów mnie na wieczność wywoła,
bym uniósł sam siebie jak palmę
i płomień poczuł u czoła.
Po kościach zdeptanych idąc
porównam żywioł z żywiołem,
gwiazdę zawistną nazwę,
co nad mą głową czeka,
młodość przywrócę i miłość
snom niewinnego człowieka,
nad którym wół i osiołek
i anioł smutny się zwiesza.
Nogą ognistość przejdę
jak ptak przez obłok przechodzi,
aby pod brzozą zwęgloną
mrówkę pochować nieżywą -
I dłonie rzucę do wody,
aby nie mogły zapłonąć,
gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem
![]()
Odsłon: 82 Komentarzy: 3
Saturday,28 April 2012,00:22
Kategoria: Polityka Saturday, 28 April 2012, 00:22
To czeka nas 40-sto i 30-latków. Nie liczmy, że Wielki Prezes w końcu wygra wybory i cos zmieni. Nawet gdyby wybrał i sięgnął do głębokich kieszeni; zrujnował wszystkie banki, wykurzył z polski kapitał zagraniczny i skłonił do emigracji najbogatszych Polaków; to i tak wystarczy na 5 do 10 lat. A co potem? (Kto nie wierzy niech poczyta o wyczynach Perona w Argentynie po II wojnie światowej).
Nie chcieliśmy mieć dzieci. Wybraliśmy wygodne życie. Strzyżemy teraz wymuskane trawniki i pieścimy psy. Nasze dorodne jedynaki są przecież coraz bardziej samodzielne.
Uwierzyliśmy „megafonom”: gonimy za sukcesem i samorealizacją, uważamy że szczęście jest tożsame z nieograniczoną konsumpcją, łudzimy się, że państwo zapewni nam godziwe emerytury.
A tymczasem demografia jest bezwzględna. Z każdym rokiem jesteśmy coraz starszym społeczeństwem. Już niedługo zacznie brakować rąk do pracy. (napływ Azjatów złagodzi tylko ten problem ale i przysporzy wielu nowych) Trzeba będzie pracować coraz dłużej. Przyjdą jeszcze czasy (Proszę zapamiętać te słowa!), że będziemy ze wzruszeniem wspominali Tuskowe 67!
A na końcu tej drogi, pokolenie rozpuszczonych jedynaków, żyjących w związkach partnerskich, uwolnionych z ciemnoty religii i zabobonu patriotyzmu (postara się już o to polska szkoła, UE i nasza klasa polityczna), zafunduje nam wszystkim eutanazję. Po cholerę utrzymywać przy życiu tabuny staruszków? Jeżeli człowieczeństwo wyraża się w kopulacji i ćpaniu, rzeczach rzadko możliwych w domach starców, to zastrzyk śmierci będzie dobrodziejstwem dla istot nie będących już przecież ludźmi.
Odsłon: 413 Komentarzy: 9
Wednesday,18 April 2012,00:07
Kategoria: Fronda Wednesday, 18 April 2012, 00:07
Urodziliśmy się w tym samym roku. Krótko po „marcu” a jeszcze przed „grudniem”. Jesteśmy rówieśnikami, należymy do tego samego pokolenia. Pokolenia, które pamięta beznadzieję komunizmu, które wchodziło w dorosłość w czasach narodzin III Rzeczpospolitej.
***
Pamiętam, kiedy zdobyłem mój pierwszy numer „Frondy”. Pamiętam, jak go czytałem „od deski do deski” z wypiekami na twarzy. A potem to oczekiwanie (wtedy pół roku) na kolejną „Frondę”. I kolejny zachwyt.
Każdy numer był intelektualną bombą – wzruszał, czasem bawił, przy wielu tekstach przechodziły dreszcze. Gdy piszę te słowa, patrzą na mnie z półki poukładane kolejne tomy najważniejszego pisma w moim życiu.
***
Fronda była wówczas dla mnie, dwudziestoparolatka wchodzącego w dorosłe życie, prawdziwą krynicą. Chłonąłem jej język, nowoczesny i celny w ośmieszaniu absurdów nowoczesności, tak odmienny od XIX-wiecznej polszczyzny pewnego katolickiego radia. Fronda uczyła, formowała, dawała argumenty, budowała duchowość.
***
Potem przyszły programy telewizyjne, odważne drapieżne, wbijające w fotel. Książki Frondy, ważne, istotne, ciekawe. Jeszcze później zamówiłem swoją pierwszą koszulkę – tą ze smokiem. Potem były kolejne. Noszę je do dzisiaj, jak tarczę przeciwko głupocie nowoczesnego świata.
***
Zaprosiłem Cię kiedyś do swego prowincjonalnego miasta. Przyjechałeś pociągiem z Rafałem Smoczyńskim. Byliście bezpośredni, szczerzy, otwarci. Pamiętam oczy moich uczniów chłonących wasze słowa, tak inne od powszechnej wówczas nowomowy „wybiórczej”.
***
To w dużej mierze dzięki Tobie jestem dziś tu, a nie gdzie indziej. Formowałeś mój umysł, kształtowałeś moją religijność, dzięki Ci za to.
***
Cenię Cię drogi Grzegorzu, (wybacz tą poufałość) za Twoją dojrzałość i głębię. Za to, że nigdy nie zapomniałeś, że nasz Kościół - grzeszny i niedoskonały, to nasza Matka. To dobrze, że przez te wszystkie lata nigdy nie wstąpiłeś na dwór kolejnego kandydata na „Zbawcę Ojczyzny”.
***
Teraz, kiedy odeszłeś z Frondy, kończy się jakaś epoka, chyba nie tylko w moim życiu. Nie znam motywów Twojej decyzji, te których się domyślam budzą mój szacunek i podziw. Wierzę, że postąpiłeś słusznie.
***
Niech Dobry Bóg Ci Błogosławi. Niech oręduje za Tobą błogosławiony Jan Paweł Wielki. Wszelkiego Dobra .
wdzięczny Paweł
Odsłon: 241 Komentarzy: 5
Sunday,15 April 2012,23:10
Kategoria: Kultura Sunday, 15 April 2012, 23:10
Eugeniusz Korwin-Małaczewski
„pisarz wspaniały i obłąkany Polską żołnierz”
w 90 rocznicę śmierci ku pamięci
Eugeniusz Korwin-Małaczewski urodził się 2.01.1897 r. w Kiwaczówce pod Humaniem, w rodzinie szlacheckiej. Po śmierci ojca przerwał naukę w szkole miejskiej w Humaniu i podjął pracę w kancelarii adwokackiej. Kiedy w 1914 r. wybuchła I wojna światowa, walczył w rosyjskiej armii, doznając licznych upokorzeń. W wojsku zdał maturę i ukończył szkołę oficerską.

Po rewolucji lutowej, Małaczewski podjął służbę w szeregach Legii Oficerskiej w polskim korpusie pod dowództwem gen. Józefa Dowbór Muśnickiego. Przeszedł cały bojowy korpusu aż do jego demobilizacji wiosną 1918 r. Następnie wyruszył do oddziałów polskich na dalekiej północy. Po drodze był trzykrotnie aresztowany przez bolszewików, raz skazany na rozstrzelanie uciekł w drodze na miejsce kaźni. Od sierpnia 1918 r. do stycznia 1919 r. walczył w szeregach "Murmańczyków" w Archangielsku. Swoim poległym towarzyszom broni poświęcił wiersz „Mogiłom archangielskim i murmańskim”:
Gdzie w łunie zórz północnych
szronami jodły śnieżą,
tam moi towarzysze
pod zmarzłą grudą leżą.
O Polskę od zbóż złotą
walczyli pod biegunem,
więc ziemia im moskiewska
wieczystym jest całunem.
Na groby tych, co nigdy
już polski nie zobaczą,
nikt płakać nie przychodzi –
jedynie brzozy płaczą. (...)
Więc niechże garść słów polskich,
jak garść ojczystej ziemi,
z oddali rzucę na nich
dłoniami tęskniącemi.
By duszą zmartwychwstali,
rozpięli skrzydła cudnie
i poszli - płacząc z szczęścia -
z północy na południe.
W 1919 r. Małaczewski przez Londyn dotarł do armii polskiej gen. Józefa Hallera we Francji, z którą powrócił do Polski. Generałowi Hallerowi, którego przez krótki okres był adiutantem, dedykował wiersz: „Głos wiela mogił”
Hej, Jenerale nasz sławny!
Huf Twych pobitych rycerzy,
Wszystek Twój żołnierz niedawny,
co wszędy po ziemiach leży –
spod darni mogił śródpolnych
woła do Ciebie, Hetmanie,
i do Żołnierzy Twych wolnych,
wolnych przez skonanie. (...)
A gdyś wyleciał w świat ptakiem,
popchnęła nas Twoja wola,
za Twoim orłowym szlakiem,
w północne puszcze i pola.
Pod archangielską jedliną,
w pożarach zorzy murmańskiej
są groby, co nie przeminą –
posłusznych woli hetmańskiej.
A każdy w śmierci rocznicę
tęsknotą się odegrzebie,
brew zmarszczy i natchnie lice,
wytęży duszę do Ciebie
i rzeknie: „Mój Jenerale –
dziś sława Twa jest ogromną –
lecz nasza chwała – w Twej chwale
jest również....” (...)
W kraju brał udział w walkach o Małopolskę Wschodnią. Później służył w Zagłębiu Dąbrowskim. Wówczas zaczął publikować swoje utwory w „Tygodniku Ilustrowanym". Postępująca gruźlica spowodowała, że został zwolniony z wojska, po czym zamieszkał w Zakopanem. Choroba to czas głębokiego nawrócenia. Jego świadectwem są powstałe wówczas wiersze.
Pod lazurową strzechą
Boże! nie bluźnię,
aleś we mnie grzech
stworzył - jak kuźnię
pod gnuśnością strzech.
Od skier - nad ciałem
spłonął złudzeń dach...
Błękit ujrzałem
i zdjął mnie twój strach.
Gdy świat omamień
padł w zgliszcze i pył -
węgielny kamień
Twój został, bo był.
I oto słowo
spożywam jak chleb,
pod strzechą nową:
lazurem Twych nieb.
O NAWRÓCENIE SŁABYCH DUCHEM
MODLITWA
W obliczu twym, o Chryste,
jam jest niegodzien, aby
błagał o Twe gwiaździste
prawdy, by dać je słabym.
Chwast jestem na łodydze –
Twa łaska mnie bogaci:
W mym oku belkę widzę,
lecz i źdźbło w oku braci...
Bluźnierstwem mi się zdaje,
gdy kornie dla nich proszę
o te anielskie raje,
co dajesz mnie po trosze. (...)
A oni, gdy usiędą
pod Twojej chwały tęczą –
uwielbią Cię kolędą...
A mnie się odewdzięczą:
pomodlą się albowiem
Do Ciebie, nasz Rybitwo,
a czas snu nad mym wezgłowiem
westchnieniem i modlitwą,
byś mię nie karał wielce,
żem źdźbeł w nich widział ślady,
gdym jeszcze własnej belce
nie umiał dawać rady.
Piotr Choynowski oceniał: Z klęsk swego życia wyniósł wstręt do gwałtownych przewrotów społecznych i głęboką religijność (...) Małaczewski był żarliwym synem Kościoła. Jego znajomość Pisma Św., oczytanie w teologii i wnikliwość mistyczna – były imponujące. Jeśli dodamy do tego nieustanne doskonalenie się w duchu chrześcijańskim i szczerą pokorę intelektualną oraz nieustępliwość i gorliwość w < propaganda fidei>, to otrzymamy niepowszedni portret bojownika katolickiego.
W 1921 r. Małaczewski opublikował zbiór opowiadań „Koń na wzgórzu”, który przyniósł mu olbrzymi sukces i uznanie, zarówno czytelników – w ciągu 18 lat książkę wydawano pięciokrotnie, jak i krytyków porównujących autora do Sienkiewicza i Żeromskiego. Krytyk literacki Irena Maciejewska oceniała: Bohater z pozycji obrony opowiada o straszliwym barbarzyństwie i spustoszeniach, jakie niesie ta wojna zarówno dla frontu, jak i dla ludności cywilnej. Opisuje palenie wsi i miasteczek, mordy gwałty, grabieże i wreszcie obdarcie ze skóry żywego konia <owego tyłowego Konia na wzgórzu>. (...) Obrazom zniszczenia, barbarzyństwa i klasowej nienawiści przeciwstawiał idee chrześcijańskiej miłości przywoływanej przez cytaty z Listów świętego Pawła.

W opublikowanym w 1922 r. opowiadaniu „Miłosierdzie ziemi” Małaczewski tak opisał agonię bolszewickiego komisarza konającego samotnie na pobojowisku:
– Po sobaczym życiu sobacza śmierć! – wybroczyło mu na usta ciężkie, trudne słowo, niby skrzep krwi zgangrenowanej.
Szalona nienawiść jęła targać wszystkiem ciałem rannego, jak sfora psów czarnych, szkarłatnookich, rozrywających łup milczkiem, do szczętu. (...)
Popadł wreszcie w omdlenie, głębokie jak śmierć. Leciał w nie długo, długo, niby w czarną przepaść bez dna...
Ocuciło go dziwne, uroczyste straszne uczucie.
Nie cierpiał, nie czuł już żadnego bólu, tylko – wzniosłość, wspaniałość, straszliwość cudną, której nie sposób w człowieczej zawrzeć piersi.
Ni to migotanie w sobie lampy olbrzymiej o świetle ogromnym, lampy przed zgaśnięciem. Szereg wybuchów świetlanych nagłego mroku, po nich następującego. To – białość olśniewająca, aż oczy ślepną, jak od śniegu w górach w poranek bardzo słoneczny, to znów – wielki żółty blask, jak od mnóstwa świec woskowych, rozjarzonych w cerkwi na nieszporach. (...)
Tak Miłosierny Bóg z każdym oddechem wchodził w konającego, wrywał się weń, jak potop wód żywych wpada przez zerwane powodzą upusty.
I tej nawałnicy żywota wiekuistego nie mogła się oprzeć dusza zbiedzona.
Wśród wichru uczuć, w zamieci myśli nic nie chwytających, błysk rozcinającego miecza światłości:
- Ziemio moja, ty jedna jesteś wierna, jak matka. W tobie nie masz zdrady...
To Bóg zesłał Anioła tej ziemi, aby się borykał z duszą konającego i pokonał ją mocą miłosierdzia. Albowiem od czasu zmartwychwstania Polski, miłosierdzie ma w Niej przeważyć sprawiedliwość. (...)
I poczuł nagle Wacław Kurhański pod sobą ziemię pulsujcą, pełną miłości i przebaczenia, jak coś wiekuiście żywego, z czym się już na wieki zróść potrzeba, a nigdy rozstać. (...)
Ze wszystkich kości i żył, zaplątanym w nich czuciem, rzuciła się ze szlochem dusza i spłynęła z oczu szeroko rozwartych ze łzami, w łzach.
I łzy te, miłosierdziem ziemi wyciśnięte, płynęły długo, długo, aż na żółtym, martwym obliczu zakrzepły poplątanymi strugi, jak zastyga kroplisty wosk na skapanej, zżartej gromnicy.
Małaczewski, przeczuwając nadchodzącą śmierć, pisał:
***
po naszym życiu, unurzanym
w bajorze błota, w rzekach krwi –
zaszemrze Wielka Wiosna łanem,
zaszumi nowy Wielki Las...
i z serca, co boleśnie drwi,
wykwitnie MIŁOŚĆ: kwiat przed Panem,
gdy przyjdzie inny lepszy czas
po naszym życiu zmarnowanym.
Po naszej smutnej, krwawej doli,
gdy wszyscy legniem już pokotem,
zbluzgani krwią, okryci błotem –
nadejdzie lazurowy świt...
I duch człowieczy się wyzwoli,
nakarmi siebie innym chlebem,
niż ten, co zrasta z naszej roli...
I będzie trwał wśród pszenic, żyt,
Niepogrodzonych żadnym płotem,
Pod jakimś innym nowym niebem –
Gdy my legniemy już pokotem
Na naszej krwawej smutnej doli...
Eugeniusz Małaczewski zmarł 19.04.1922 r. na gruźlicę w Zakopanem. Miał zaledwie 25 lat. W błękitnym mundurze hallerczyka spoczął na cmentarzu przy ul. Nowotarskiej.


Artur Oppman na wieść o jego śmierci napisał: Był cichy, pracowity, górny; był w sercu płomienny, a w myślach dziewiczo biały. Walczył za Polskę, śpiewał dla Polski i umarł z myślą o Polsce, (...) patrząc z odwagą w lodowate oblicze śmierci, ale żałują tego jedynie, że już nic Ojczyźnie nie da i że odchodzi od tej najdroższej – na wieki.
Kornel Makuszyński poruszony śmiercią Małaczewskiego napisał: Młodzieńcza jego dusza była jak gorejący krzak i tak sobie myślę, że gdyby nie był umarł od ran i gruźlicy, której się dorobił w bagnach pod Archangielskiem, byłby się strawił prędzej czy później od tego wewnętrznego żaru, co w nim płonął nieustannie. Bo ten pisarz wspaniały i obłąkany Polską żołnierz, był równocześnie żarliwym ascetą, pokutnikiem i biednym filozofem, zadręczającym się we dnie i w nocy poszukiwaniem ziarenka prawdy. Był to duch czysty, co drżał ze wstrętu na widok błota i nikczemności. Surowy i sprawiedliwy, płakał na widok cierpienia i miłował wszystko, co Boże.
Odsłon: 56 Komentarzy: 1
Friday,23 September 2011,23:30
Kategoria: Polityka Friday, 23 September 2011, 23:30
W okręgu w którym mieszkam nie ma listy Prawicy Marka Jurka.
Nie oddam głosu na KNP Janusza Korwin – Mikke, bo nie chcę wyzwolenia konopi.
Nie zagłosuję na PIS, bo jestem już zmęczony nieudolnością Jarosława Kaczyńskiego, a jego socjalistyczne pomysły gospodarcze przyprawiają mnie o mdłości.
Zagłosuję na POLSKA JEST NAJWAŻNIEJSZA z co najmniej 3 powodów:
1. PJN jako jedyna partia (obok Prawicy) ma sensowny program pomocy rodzinie. Program opierający się na słusznym przekonaniu, że rodziny trzeba wesprzeć ekonomicznie a nie wyręczać rodziców.
2. PJN jako jedyna partia (obok Prawicy) nie chce posyłać dzieci 6-letnich do szkół. Moja trzyletnia córka i mój czteroletni syn nie wybaczyliby mi gdybym zagłosował inaczej.
3. Bo ufam Pawłowi Kowalowi. Nie bał się dzisiaj w Polsacie zadeklarować swojej katolickości i konsekwentnie odpierał ataki na nauczanie Kocioła w sprawie aborcji, In vitro czy małżeństw homoseksualnych. Jako ojciec czwórki dzieci budzi mój szacunek.
Odsłon: 656 Komentarzy: 43
Wednesday,09 March 2011,22:53
Kategoria: Polityka Wednesday, 09 March 2011, 22:53
Konrad Wallenrod, u Mickiewicza, staje na czele zakonu krzyżackiego, aby go zniszczyć. Podobną rolę na polskiej prawicy odgrywa od lat Jarosław Kaczyński. Nie twierdzę, że robi to świadomie. Pewnie szczerze wierzy, że jest dla Polski mężem opatrznościowym. Ale nie zmienia to faktu, że realnie niszczy prawicę i umacnia obóz liberalny.
Czyni to na trzy sposoby równocześnie:
1. Niszczy wszelkie ruchy autentycznie prawicowe, konserwatywne czy nacjonalistyczne. Zniszczył już LPR. Spacyfikował Radio Maryja, które z masowej rozgłośni katolickiej, mobilizującej Polaków do walki o chrześcijańskie pryncypia, stało się tubą propagandową PiS. Skutecznie nie pozwala zaistnieć na scenie politycznej Prawicy Rzeczpospolitej czy Kongresowi Nowej Prawicy.
2. Przez skrajną nieudolność w kierowaniu PiS, oddał PO całą władzę. ( Prezydent RP, rząd, Sejm i Senat RP, wszystkie województwa, większość dużych miast). Po 2005 r. przegrał wszystkie wybory. (2006 i 2010 – wybory samorządowe, 2007 – wybory parlamentarne, 2009 – wybory do europarlamentu, 2010 wybory prezydenckie). Wiele wskazuje, że przegra również te najbliższe. W ten sposób po raz pierwszy w historii III Rzeczpospolitej partia rządząca będzie kierować państwem drugą kadencję z rzędu.
3. W momentach trudnych dla obozu liberalnego, podaje mu pomocną dłoń. Kto jak nie on z bratem, zniszczył jedyną w tym 20-leciu, szansę na wpisanie do konstytucji prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci? Kto, oddając na własne życzenie władzę w Polsce PO w 2007 r. (Decyzja o przedterminowych wyborach), uniemożliwił dokonanie realnej reformy polskiego systemu oświaty w kierunku zwiększenia dyscypliny i nadania edukacji patriotycznego charakteru?
W każdym normalnym państwie demokratycznym polityk, który traci władzę, odchodzi. U nas Jarosław Kaczyński przegra jeszcze nie jedne wybory, a i tak prawicowi pseudointelektualiści, będą pisać o nim, jako o wybitnym mężu stanu.
PS.
Nie wiem czy Donald Tusk się modli. Jeżeli tak, to codziennie powinien prosić Boga o dar zdrowia i długiego życia dla Jarosława Kaczyńskiego. Póki on bowiem przewodzi polskiej prawicy, jego rządy są niezagrożone.
Odsłon: 390 Komentarzy: 15
Wednesday,31 August 2011,23:13
Kategoria: Polityka Wednesday, 31 August 2011, 23:13
Skoro Marek Jurek i Janusz Korwin – Mikke nie mają szansy wejść do Sejmu RP, to prawicowy wyborca nie ma wyboru: musi głosować na PJN
Przy wszystkich zastrzeżeniach to jedyna partia prawicowa. Wiele jej postulatów jak np. odnośnie polityki prorodzinnej czy wyboru starostów jest słuszne.
Tylko głosując na PJN można powiedzieć nie PiS-owskim socjalistom i PO-wiackim koniunkturalistom.
Odsłon: 271 Komentarzy: 4
Saturday,27 August 2011,23:41
Kategoria: Polityka Saturday, 27 August 2011, 23:41
Historia 1.
Na osiedlu, na którym się wychowałem, pomiędzy blokami były piaskownice. W jednej z nich wznosiłem zamki z piasku, w czasach, gdy Gierek budował drugą Polskę. Piaskownica tętniła życiem i gwarem, przerywanym co jaki czas okrzykami matek z pobliskich okien.
Kilka lat temu koparki zniszczyły piaskownice. Rośnie zamiast niech trawa, po której biegają pieski, przywoływane z chodników przez starsze panie.
Historia II
Niedaleko mnie był sklep z artykułami dla dzieci. Sklep upadł, bo nie było klientów. Nowy właściciel lokalu sprzedaje teraz artykuły dla psów. Interes kwitnie. Pokarm, zabawki i inne rzeczy dla psów rozchodzą się jak świeże bułeczki.
Historia III
Kiedy do Sejmu RP trafił projekt zakazujący zabijania dzieci podejrzewanych o zespól dawna, publicyści od Rzeczpospolitej po Gazetę Wyborczą ławą ruszyli przeciwko tej propozycji. Projekt faktycznie upadł. Dziennikarze TVN, Polsat i TVP odetchnęli z ulgą.
Nieco później Sejm RP zabronił trzymania psów na łańcuchach dłużej jak 12 godzin. Za byli nieomal wszyscy od SLD po PiS. (7 było przeciw). Wszystkie media pijały zachwytu. Jest oto rzecz która jednoczy wszystkich polityków – troska o psy!
Odsłon: 148 Komentarzy: 2
Tuesday,23 August 2011,00:28
Kategoria: Polityka Tuesday, 23 August 2011, 00:28
Socjaliści różnej maści od SLD po Jarosława Kaczyńskiego (chcącego sięgać do kieszeni bogatych), odwołując się do uczucia zawiści, próbują wmówić biedakom, ze polepszą ich los, łupiąc bogatych.
Tymczasem im więcej ludzi bogatych w Polsce, tym lepiej żyje się biednym.
Cztery dowody na potwierdzenie tej oczywistej tezy.
1. Ludzie bogaci płacąc wysokie podatki, pozwalają państwu na socjalne rozdawnictwo. Jeżeli w państwie będą tylko klienci opieki społecznej, to skąd państwo weźmie środki na ich utrzymanie?
2. Ludzie bogaci tworzą tysiące miejsc pracy. Gdy ich zabraknie, upadnie wiele firm usługowych i sklepów, a wraz z nimi ludzie stracą pracę.
3. Ludzie bogaci najczęściej leczą się prywatnie. Gdy ich zrujnujemy, kolejki do specjalisty jeszcze bardziej się wydłużą.
4. Ludzie bogaci często zajmują się dobroczynnością. Gdy ich zrujnujemy, wielu ludzi utraci wsparcie i wiele ludycznych imprez się nie odbędzie.
Wniosek: Nie łupmy ponad miarę bogatych, bo bez nich ubogich będzie więcej i będzie im się żyło gorzej!
PS.
Autor tego tekstu nie głosował i nie będzie głosował na PO.
Odsłon: 398 Komentarzy: 20
Saturday, 28 April 2012
Wednesday, 18 April 2012
Thursday, 24 May 2012
Monday, 05 November 2012
Sunday, 15 April 2012
