
Sunday,22 April 2012,04:28
Kategoria: Film Sunday, 22 April 2012, 04:28
Niedawno znalazłem film dokumentalny ,który ośmielił się krytykować współczesne dogmaty ewolucyjne.
Twórcą tego filmu jest Ben Stein - znany aktor komediowy. Nie jest on bynajmniej "fundamentalistą" ewangielickim z Południa Stanów Zjednoczonych. Jest on religijnym i etnicznym Żydem.
Film warty jest zobaczenia ze względu ,iż zawiera w sobie polski akcent. Wypowiada się w nim nie kto inny jak Prof. Maciej Giertych , który to w Polsce jest jedynym biologiem ,które kwestionuje ewolucję.
Występują również takie gwiazdy współczesnego ateizmu jak Richard Dawkins.
Tematem tego filmu jest los naukowców (biologów, fizyków) , którzy nie zgadzają się ze współczesnym paradygmatem ewolucyjnym.
Można się zgadzać bądź nie z przesłaniem tego filmu , lecz film ten jest bardzo ciekawie zrobiony.
Z góry chcę zaznaczyć ,iż film ten nie zawiera żadnych "anty-katolickich " podtekstów. Nie jest moim zamiarem uprawianie krypto - prozelityzmu.
Film zawiera polskie napisy.
Polecam i pozdrawiam wszystkich otwartych na dialog i dyskusję.
Fan Johna Owena.
Odsłon: 167 Komentarzy: 4
Thursday,29 March 2012,01:00
Kategoria: Rodzina Thursday, 29 March 2012, 01:00
Związku z tym ,iż na Frondzie przetacza się bardzo burzliwa dyskusja na temat związków mieszanych z Muzułmanami , chciałbym wskazać jak no tą kwestię zapatruje się doktryna reformowana , wyrażona najzwięźlej w Westminsterskim Wyznaniu Wiary.
Artykuł 24
Małżeństwo
III.Wszyscy ludzie mogą wstępować w związki małżeńskie, jeśli tylko zdają sobie sprawę z tego co robią. Jest jednak obowiązkiem chrześcijanina, by zawierał związek tylko z partnerem „w Panu”. W konsekwencji, ci którzy nazywają się wierzącymi (such as profess true reformed religion) , nie powinni zawierać związków małżeńskich z niewierzącymi, papistami oraz poganami. Nie przystoi także, aby pobożne osoby były partnerami tych, którzy prowadzą rozwiązłe życie albo popierają zasługującą na potępienie herezję.
Jak na to zapatruje się doktryna Rzymsko-Katolicka ? Czy kapłan Kościoła Rzymsko - Katolickiego może udzielić ważnego ślubu Muzułmanowi oraz Katoliczcce ? Jestem ciekaw i z góry dziękuje za odpowiedzi.
Odsłon: 208 Komentarzy: 3
Saturday,03 November 2012,04:27
Kategoria: Teologia Saturday, 03 November 2012, 04:27
Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić roli i funkcji Ducha Świętego w życiu wiernych. Będzie wiązało się to z najbardziej fundamentalnymi aspektami wiary Chrześcijańskiej . W końcu omawiająć rolę Ducha Świętego w życiu szeroko rozumianego Kościoła , omawiamy nic innego jak rolę Boga w życiu Chrześcijan . Wiem ,iż zabrzmi to bardzo trywialnie , ale Duch Święty jest Bogiem , jednak często Chrześcijanie nie wyciągają z tego należytych wniosków , nie oddając mu należytej czci i chwały. Jednak lektura jednego z najznakomitszych dzieł Johna Owena „O Komunii z Trójosobowym Bogiem”("Communion with the Triune God") , pozwoliła mi docenić czym był i jest Duch Święty w życiu Chrześcijan. Być może ten wpis będzie w stanie sprowokować czytelników do głębszej refleksji co do naszej postawy wobec tej zapomnianej osoby Trójcy Świętej. Jak wcześniej wspomniałem Duch Święty wraz z Bogiem-Ojcem , oraz Jezusem Chrystusem jest jednym z głównych bohaterów Nowego , a nawet Starego Testamentu (już pierwszy rozdział Księgi Rodzaju czyni wspomina o Duchu Świętym i jego roli w stworzeniu świata ) . Oczywiście jeśli używając tutaj słowa bohater , nie mam zamiaru sugerować w żaden sposób fikcyjności Osób Bożych – wprost przeciwinie Duch Święty był ( i jest ) postacią jak najbardziej historyczną.
Jezus Chrystus zaznajmia nas poraz pierwszy z Duchem Świętym , w rozdziale 14 Ewangelii według św. Jana :
„ Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze -Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. ”(Jana 14:15-17)
W tym miejscu uwidoczniony w jak harmonijny i jednolity sposób Trzy Osoby Boże działają- to Bóg Ojciec , na prośbę Jezusa Chrystus wysyła Ducha Świętego. W sposób bardzo wyraźny sugeruje to ,iż te Trzy Osoby , mimo ,iż pewnym sensie są oddzielne (posiadają własną osobowość , oraz związaną z tym subiektywną samoświadomość, własne emocje, oraz wolę ) w istocie są jednym. Posiadają tą samą wolę, tą samą wiedzę obiektywnie oraz posiadają dokładnie te same cele, jakim jest odkupienie grzesznego świata. Pojęcie Trójcy Świętej zakłada w sobie doskonałą jedność , w którą jednak wpisana jest różnorodność. Żadna z Osób Bożych , nie stanowi odrębnej części Boga , ponieważ Bóg jest doskonale i nieskończenie prosty , jednak każda z Osób Bożych jest w pełni Bogiem. Pismo Święte przypisuje pewne charakterystyczne funkcje poszczególnym Osobom Trójcy. Jakie to są w przypadku Ducha Świętego ? Jest nim bez wątpienia funkcja pocieszyciela - bez wątpienia Apostołowie , będąc tylko ludzmi mogliby się poczuć niezwykle załamani na samą wieść ,iż ich ukochany nauczyciel, mesjasz , Syn Boży ma od nich od tak sobie odejść. Jednak Jezus zapewnia ,iż żadną miarą nie zostawi ich samych , jak sieroty. Wyśle im Pocieszyciela oraz Nauczyciela:
„ To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. ” (Jana 14:25,26)
W tym miejscu Jezus Chrystus wskazuje ,iż Duch Święty będzie , podobnie jak Jezus Chrystus , ich nauczycielem , ucząc ich nowych prawd wiary oraz będzie zachowywał w ich świadomości wszystkie nauczania Jezusa Chrystusa.
Jednak podstawowe cele Ducha Świętego w życiu apostołów i wiernych , zostały wyłożone w rozdziale 16 Ewangelii św. Jana:
„Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was1. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. ” (św. Jana 16:17-8).
Należy wskazać w tym miejscu ,iż Duch Święty jest kontynuatorem dzieła Jezusa Chrystusa. Z racji tego ,iż Nowy Testament skoncentrowany jest na działalności ziemskiej Chrystusa, skłonni jesteśmy często myśleć ,iż działalność Ducha Świętego po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa jest w jakiś sposób mniej ważna czy też mniej istotna. Jednak zapominany jest często banalny fakt ,iż to właśnie Duch Święty dał odwagę i wiarę apostołom by głosili Dobrą Nowinę oraz budowali Kościół Chrystusowy na Ziemii ! Również to Duch Święti jest tak naprawdę autorem wszystkich ksiąg Nowego i Starego Testamentu. To dzięki Duchowi Świętemu wiemy kim był Chrystus, i co On dla nas osiągną. Także bezwątpienia rola Ducha Świętego jest tak samo ważna , jako dzieło Jezusa Chrystusa na krzyżu. Doprawdy jaki byłby pożytek z Ofiarnej Męki Chrystusa , gdybyśmy nie posiadali zbawczę wiedzy na jej temat ! Dlaczego więc Chrześcijanie poświęcają tak mało uwagi oraz czci tej Osobie Trójcy Świętej ? Czyż nie jest to grzeszna ignorancja? Duch Święty jest także Duchem Prawdy, to On przekonuje świat o grzechu , o sprawiedliwości ( a raczej jej braku na tym świecie) i o sądzie bożym. Są to niezbywalne elementy wiary Chrześcijańskiej. Bez Ducha Świętego nie różnimy się wcale od Piłata, Heroda czy też Faryzeuszy – bez niego nigdy nie możemy poznać naszej grzeszności oraz potrzebie odkupienia. Jak wspomina sam Jezus Chrystus:
„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. 14 On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. 15 Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi.” (Jana 16:13-15)
Znowu ten fragment w sposób znakomity ilustruje zasadniczą jedność woli oraz umysłu poszczególnych Osób Świętych. To właśnie Duch Święty objawił apostołom wszystko to co zostało przekazane przez Jego Ojca. To on gloryfikuje Jezusa Chrystusa. Pokuszę się o stwierdzenie, iż główną funkcją Ducha Świętego ma aspekt epistemologiczny – to On objawia nam wiedzę konieczną do zbawienia. Jak potwierdza Apostoł Paweł w I Liście do Koryntian (12:3):
„ Otóż zapewniam was, że nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego, nie może mówić: «Niech Jezus będzie przeklęty!». Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»”
Sama zdolność rozpoznania prawdziwej tożsamości Jezusa Chrystusa jako Pana oraz Syna Bożego, jest uwarunkowana koniecznie , wcześniejszą działalnością Ducha Świętego. Duch Święty nie jest w żadnej mierze jakąś bezosobową siłą poprzez którą Pan Bóg komunikuje swoje prawdy. Jest to jak najbardziej osoba. Osoba ta jest w stanie badać umysł Boży („Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha7. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego.” I Koryntian 2:10) , oraz któremu wyraźnie przypiswyna jest wola , będąca przecież podstawowym atrybutem osobowości („ Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.” I Koryntian 12:11). Chciałbym w tym miejscu również wspomnieć,iż według teologii reformowanej to właśnie Duch Święty sprawia ,iż jesteśmy w stanie rozpoznać Pismo Święto jako pochodzące od samego Boga właśnie poprzez działanie Ducha Świętego w umysłach i sercach wiernych. Jan Kalwin w swoich Instytutach pisze:
”Niech będzie to ustalone, że ci którzy są wewnętrznie nauczanii przez Ducha Świętego skłaniają się w sposób domyślny ku Pismu Świętemu; Pismo Święte poprzez własne świadectwo nie podlega osądowi dowodów oraz argumentów, jednak posiada całą swoją moc przekonywania poprzez którą powinniśmy je otrzymywać , właśnie dzięki Duchowi Świętemu.”1 (Jan Kalwin "Instytucje Religii Chrześcijańskiej" Księga I , Rozdział 7, pkt.5)
Dla Chrześcijanina to właśnie nikt inny ale Duch Święty powinien stanowić swoisty fundament epistemologiczny. To właśnie dzięki Jego objawieniom posiadamy specjalną, zbawczą wiedzę na temat Boga.
Ale czyżby rola Ducha Świętego sprowadzała się tylko i wyłącznie do komunikowania podstawowych prawd wiary ? Żadną miara! Duch Święty pełni niezwykle ważne funkcje w relacjach pomiędzy wiernymi oraz pozostałymi Osobami Trójcy Świętej , jest on również niezwykle chojnym duchowym darczyńcą. Działalność Ducha Świętego jest konieczna nie tylko ze względu,iż komunikuje on pewne prawdy na temat Boga oraz jego odkupieńczych celów, ale to właśnie On regeneruje dusze ludzkie by te mogły przyjąć akt wiary. Kluczowym dla zrozumnienia tej funkcji Ducha Świętego jest nauczanie Jezusa Chrystusa odnośnie koniecznych warunków wstępu do Królestwa Niebieskiego, które możemy poznać z rozdziału 3 Ewangelii według św. Jana:
„Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego2. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. ” (Ewangelia św. Jana 3:5,6)
To właśnie Duch Święty odrodza martwe w grzechu dusze ludzkie , po to by mogły one rozpocząć nowe życie w Jezusie Chrystusie. Nierozerwalnym z tym duchowym odrodzeniem jest właśnie akt zbawczej wiary. Oczywiście te odrodzenie jest tylko początkiem dzieła Ducha Świętego w sercach wiernych – po duchowym odrodzeniu nie jesteśmy żadną miarą pozostawieni sami sobie. Duch Święty nadal wykonuje swoje niezbędne dla podtrzymywanie duchowego życia wiernych funkcje, do których można zaliczyć następujące.
Duch Święty napełnia serca Chrześcijan miłością Bożą.
To właśnie nikt inny jak Duch Święty przekonuje grzeszne i upadłe umysły i serca o miłości Bożej. W liście do Rzymian (Roz.5:5) czytamy:
„A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. ”
Należy w tym miejscu zwrócić uwagę ,iż mowa jest tutaj o miłości Boga do nas(wiernych) , a nie naszej miłości do Boga – o czym jednoznacznie świadczy kontekst. Ta miłość może zostać zdefiniowana zarówno w odnosieniu do celu jakim jest czynienie dobra dla swoich wybranych, jaki i w stosunku co do naszego zaakceptowanie przez Niego. Ale jak taka miłość może zostać wlana w nasze serce, zarówno jeśli chodzi o jej cel , jaki naszą akceptację przez Boga-Ojca? Jest to pewne metaforyczne określenie działania Pocieszyciela w sercach wiernych – to On napełnia biedne i grzeszne umysły ludzkie świadomością miłości bożej, dostarczając jej świadectwa w taki sposób ,iż dusze te są w pełni ustatysfakcjonowane i doświadczają z jej powodu niezwykłej radości.Te przekonanie , napełniające serca wiernych wielkim zadowoleniem i rozkoszą , jest rezultatem działania Ducha Świętego.2 Dzięki Niemu wiemy, iż Jezus Chrystus nas kocha do tego stopnia ,iż przelał dla nas Swoją krew.
Duch Święty dostarcza świadectwo , tego iż jesteśmy dziećmi bożymi
W liście Apostoła Pawła do Rzymian , czytamy:
„Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. ”
(Rzymian 8:16)
Wszyscy ludzie są z natury dziećmi Szatana oraz gniewu bożego, ponieważ jesteśmy urodzeni w grzechu pierworodnym. Naturalnym naszym stanem jest bunt przeciwko stwórcy. Jednak dzięki Duchowii Świętemu , który objawia dla nas zbawczą wiedzę na temat Jezusa Chrystusa, nasze stosunki wobec Boga ulegają radykalnej zmianie. Duch , który pochodzii od samego Boga-Ojca przemienia nas z wrogów w zaadaptowane dzieci boże (Apostoł Paweł mówi , o duchu adopcji w tym samym rodziale). Jednak nawet w odrodzonych duszach ludzkich wpływy naszej grzesznej natury są bardzo silne. Często też z tego powodu , możemy czuć się niewarci tego by nazywać siebie dziećmi bożymy ( wówczas poddajemy w wątpliwość miłość Boga w stosunku do nas). Wówczas stajemy wobec dylematu : skąd tak naprawdę możemy mieć pewność,iż jesteśmy dziećmi Boga , skoro jesteśmy tak grzesni,iż z racji tego zasługujemy na nic innego jak boży oraz tak naprawdę z natury jesteśmy wrodzy Bogu? Jest to powód do wielu wątpliwości oraz zmagań w życiu Chrześcijan. Czyżby o naszym zaadoptowaniu miały świadczyć jak żyjemy - do jakiego stopnia wypełniami przykazania boże ? Czy to ma świadczyć o naszym dziecięństwie bożym? Można to porównać , do sytuacji procesu sądowego ,w którym to oskarżycielem jest sam Szatan, a sędzią sam Bóg Ojciec. W takiej sądowej sytuacji , jakie to świadectwo jesteśmy w stanie dostarczyć by oczyścić nas z winy oraz ciągłych i niezwykle przekonywujących oskarżeń Szatana? Czy mogą to być nasze osobiste zasługi, uczynki ? Nasza wrodzona dobroć ? Oczywiśćie jeśli znamy dobrze stan naszych umysłów oraz serc , doskonale zdajemy sobie sprawę ,iż zarówno nasze uczynki (ciągłe łamanie prawa bożęgo ) oraz prawo, dostarczają niezwykle silnych argumentów na rzecz Szatana w tym procesie. Jednak to Pocieszyciel, jest tym najbardziej wiarygodnym i doskonałym świadkiem, który będzie nas bronił w tym procesie. On dostarcza świadectwa ,iż jesteśmy dziećmi bożymi zaadopotowanymi w Jezusie Chrystusie, oczyszczonym z tego powodu z winy. Czasami proces ten może trwać nieskończenie długo. Czasami może zdawać się nam ,iż to Szatan ma rację. Jednak należy pamiętać ,iż działanie Pocieszyciela będzie zawsze skuteczne. ON naprawdę dostarcza doskonałego świadectwa.
Duch Święty naznacza swoją pieczęcią wiernych.
W liście do Efezów św. Paweł pisze:
„..w Nim również uwierzyliście i zostaliście naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany.”(Efezów 1:13)
„I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia.”(Efezów 4:30)
Tą biblijną metaforę pieczęci Ducha Świętego należy rozpatrzyć w dwóch aspektach: 1) jej natury/istoty oraz 2) jej funkcji w stosunku do wiernych.
Istotą pieczętowania jest naznaczanie obrazu oraz charakteru tejże pieczęci na rzeczy opieczętowanej. To właśnie Duch Święty przypieczętowuje swoją świętość oraz obraz boży na nasze dusze, świadcząc o tym ,iż jesteśmy zakceptowanii przez Boga. W drugim Liście do Koryntian czytamy.
„ My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego11, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu.” (2 List do Koryntian 3:18)
Z koleii podstawowym celem opieczętowania jako takiego jest uwiarygodnienie istotnych umów prawnych w formie pisemnej. W czasach powstawania Nowego Testamentu, sposobem na uwiarygodnienie istotnych umów prawnych jak sprzedaż czy przekazanie w spadku majątku nieruchomego (jak ziemia) , było uzyskanie oficjalnych pieczęci. Nawet w dzisiejszych zelektronizowanych czasach, gdy chcemy nabyć albo sprzedać nieruchomość szukamy uwiarygodnienia tej transakcji poprzez specjalne formy notarialne , które zawierają właśnie pieczęć. Wiele niezwykle ważnych dla nas dokumentów nadal zawiera pieczęć ( jak chociażby akty urodzenia , chrztu, świadectwa ukończenia szkoły , paszporty, czy też może dokumenty potwierdzające nabycie obywatelstwa). Słowem pieczeć jako taka poświadcza nasz szeroko rozumiany status prawny. Podobnie też Duch Święty uwiarygadnia oraz nadaje ważność swoistej darowiźnie od Boga-Ojca - jakim jest dar życia wiecznego w Jezusie Chrystusie. Bóg dał nam obietnicę życia wiecznego w Jezusie Chrystusie, a Duch Święty uwiarygadnia oraz poświadcza tą obietnicę poprzez Swoją pieczęć odciśniętą na naszych duszach.
Innym celem pieczęcii jest naznaczanie własności określonych rzeczy jako przynależnych pewnej osobie. Podobnie też Duch Święty opieczętowuje nasze dusze , by naznaczyć je jako będące własnością Boga. Tak więc wierni są naznaczeni przez Ducha Świętego , jako właśność Bog- Ojca ,aż po dzień odkupienia (Efezów 3:40).
Duch Święty uświeca wiernych.
Duch Święty pełni również niezwykle doniosłą role w procesie uświęcania. Jest to jednak przedmiot na odrębny i obszerny wpis. Rola Ducha Świętego w procesie uświęcania została częsciowo już omówiona w jednym w moim wpisów zatytułowanych „O uświęcaniu według Johna Owena” (http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/o_uswiecaniu_wedlug__johna_owena._28214).
Mimo faktu ,iż Duch Święty może na pierwszy rzut oka wydawać się postacią drugoplanową jego rola i funkcja jest tak samo ważna jak pozostałych Osób Trójcy Świętej. Bez Ducha Świętego ,nikt nie może nazywać Boga swoim Ojcem, bez niego nikt nie może uczestniczyć w błogosławieństwach Ewangelii , nikt też nie może poznać pełnej chwały Chrystusa. Bez niego wszyscy bylibyśmi co najwyżej jakimiś postmodernistami , ateistyczymi egzystencjonalistami, komunistami albo też feministami! Słowem bez Niego bylibyśmy zwykłymi bezbożnikami. Jednak to własnie Pocieszyciel zdaje się być jedną z najmniej docenianych i najbardziej zaniedbywanych postaci Nowego Testamentu. Ile czasu i uwagi poświęcamy Duchowi Świętemu w porządku naszego nabożeństwa ? Czy kiedykolwiek modlimy się bezpośrednio do Niego ? Jeśli czytasz ten artykuł i uważasz siebie za Chrześcijanina (nieważne jakiej konfesji) – odpowiedz sobie sam : kiedy ostani raz modliłeś się do Ducha Świętego? Kiedy ostatni raz oddałej mu należytą część i dziękczynienie za bezmiar miłosierdzia ,które On nam okazuje ?
Właśnie lektura „O komunii z Trójosobowym Bogiem” Johna Owena , pozwoliła uświadomić mi co Duch Święty tak naprawdę zdziałał w moim życiu oraz związany z tym bezmiar mojej niewdzięczności wobec Pocieszyciela. Jednak miłość Ducha Świętego jest tak bezgarniczna, iż nadal jest On w stanie przemieniać serca takich grzesznych stworzeń jak ja, w celu by ty przybliżyły się do Jezusa Chrystusa , jedynego Zbawiciela ludzi!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1Cytat ten jest moją bardzo nieudolną próbą tłumaczenia z angielskiego fragmentu ,które brzmi w orginale:
" Let it therefore be held as fixed, that those who are inwardly taught by the Holy Spirit acquiesce implicitly in Scripture; that Scripture carrying its own evidence along with it, deigns not to submit to proofs and arguments, but owes the full conviction with which we ought to receive it to the testimony of the Spirit. " (John Calvin Institutes of Christian Religion , Book I , Chapter 7, p.5 ) http://www.spurgeon.org/~phil/calvin/bk1ch07.html#five.htm
2 Jak większość tego artykułu, zdanie to jest pewną uproszczoną parafrazą myśli Johna Owena. W trzeciej części "O komunii z Trójosobowym Bogiem" , poświęconej właśnie Duchowie Świętemu (rozdział 5) , autor pisze:
"Not to insist on the expression, which is metaphorical, the business is that the Comforter gives a sweet and plentiful evidence and persuasion of the love of God to us, such as the soul is taken, delighted, satiated with.This is his work , and he does it effectually. " (John Owen Of Communion with the Triune God" , Part III, Chapter 5 p.3 http://www.ccel.org/ccel/owen/communion.i.viii.iii.html)
Odsłon: 146 Komentarzy: 0
Tuesday,03 July 2012,02:44
Kategoria: Teologia Tuesday, 03 July 2012, 02:44
W dzisiejszym wpisie chciałbym podjąć się niezwykle istotnego zagadnienia związanego z Trójcą Świętą oraz jak rola poszczegółnych Osób Bożych w życiu Chrześcijan była i jest rozumiana w teologii reformowanej.Głównym powodem ,dla którego chciałbym podjąć się tej fundamentalnej doktryny jest fakt , iż tak naprawdę Chrześcijanie w większości , w swoim życiu codziennym nie poświęcają należytego czasu i uwagi tej doktrynie. Powszechny odbiór tej doktryny jest taki, iż uważana jest ona za coś ezoterycznego i tak tajemniczego ,iż wydaję się to być domeną tylko i wyłącznie specjalizujących się tym teologów. Dla wielu z nas zdaję się ,iż tylko będąc biegłym w hermetycznych kategoriach metafizycznych można zacząć poważnie reflektować nad istotą i rolą Trójcy Świętej. Który to z nas nie dostaje zawrotu głowy słyszać takie terminy jak partycypacji w jednej substancji pomiędzy trzema Osobami Trócjy Świętej oraz unii hipostatycznej Trzech Osób Świętych ?
Jednak takie podejście do tej uniwersalnej doktryny religii Chrześcijańskiej , jest zabójcze dla Kościoła , jak to wykazał John Owen w jednym ze swoich najznakomitszych dzieł „O Komunii z Trójosobowym Bogiem” („Communion With the Triune God”). Prawdą jest ,iż nikt do końca nie jest w stanie zrozumieć Trójcy Świętej , bez względu na poziom ekspertyzy filozoficznej i teologicznej. Nie ważne jak dana osoba może być biegła i wyrafinowana filozoficznie oraz teologicznie – doktryna ta będzie stanowiła wielkie wyzwanie dla ludzkiego intelektu. Jest to jedna z tajemnic wiary, gdzie przed aktem rozumienia wymagany jest akt wiary . Jak to rzekł św. Augustyn : „Nie staraj się zrozumieć by w uwierzyć , ale uwierz po bo by zrozumieć” (Ten Homilies on the First Epistle of John Tractate XXIX on John 7:14-18, §6 ). Wiem ,iż filozoficznie takie podejście może okazać się bardzo frustrujące, lecz punktem wyjścia i podstawą rozważań teologicznych ( w obszare której wchodzi bez wątpienia doktryna Trójcy Świętej) , powinno być Objawienie Boże. Także fakt ,iż jako przeciętni Chrześcijanie , nie mamy tego przywileju by zajmować się teologią , czy też filozofią zawodowo , nie powinno stanowiść dla nas żadnego usprawiedliwienia , jeśl chodzi o powszechną współcześnie (oraz historycznie ) ignorancję na temat tej wielkiej tajmenicy wiary. Po prostu , przyjmujemy często tą dokrynę jako część pewnej formułki - od tak zmawiamy apostolskie wyznanie wiary , bo nas tak nauczono i „tak wypada” , jednak żadko kiedy zastanawiamy się co tak naprawdę dla nas to znaczy. Jednak prawdą jest to ,iż Osoby Trójcy Świętej (Bóg –Ojciec, Syn Boży oraz Duch Święty) są głównymi bohatermi Pisma Świętego mimo ,iż samo słowo Trójca nigdzie nie występuje w Piśmie Świętym .Także wobec faktu ,iż współcześnie mamy niemalże nieskrępowany dostęp do Pisma Świętego, powinniśmy tym bardziej wzrastać w naszej wiedzy na temat Trójcy Świętej. Kościół Powszechny w IV wieku , nie zakceptował doktryny Trójcy Świętej jako powszechnie wiążącej wszystkch Chrześcijan uznając ją za najbardziej podstawowy mianownik wiary Chrześcjańskiej , na skutek pewnych powszechnie panujących prądów filozoficznych w tamtej epoce. Powodem dla którego Trójca Święta powinna być akceptowana jako niezbywalny element wiary Chrześcijańskiej , jest fakt iż jest ona oparta na niczym innym jak tylko objaweniu. To sam Bóg siebie objawił swoim stworzeniom w Trzech Osobach. Tym powszechnie uznanym wśród Chrześcijan objawieniem jest oczywiście Pismo Święte. Słowem ,Trójca Święta jest jak najbardziej doktryną biblijną, co postaram się wykazać w tym oraz moich kolejnych wpisach. Dosyć powszechnym zarzutem podoszonym przez Rzymskich Katolików wobec protestanckiej doktryny Sola Scriptura jest oskarżenie o stosowanie podwójnych standardów. Z jednej strony Protestanci głoszą ,iż jedynym źródłem wiary powinno być tylko i wyłącznie Pismo Święte , a z drugiej strony przyjmują doktryny Trójcy Świętej , które zostały sformułowane w IV i V wieku , na Soborach w Nicei oraz Chalcedonie. Jak można być trynitarianinem , głosząć jednocześnie Sola Scriptura (? )– tak można by podsumować ten klasyczny zarzut. Otóż odpowiedź jest bardzo prosta , przyjmujemy doktryny sformułowane na Soborach w Nicei oraz Chalcedonie ponieważ , doktryny te zostały sformułowane w oparciu o Pismo Święte, co jest łatwym do wykazania , biorąc pod uwagę fakt , iż głównymi bohaterami Starego i Nowego Testamentu są Bóg –Ojciec , Syn Bóży (Jezus Chrystus ) oraz Duch Święty.
Ale czy rozumienie tej doktryny według reformowanej (kalwińskiej) doktryny , jest w jakiś sposób nowatorskie , zasadniczo odmienne of rozumienia prezentowanego przez Sobór Niceański oraz Chalcedoński? Żadną miarą. Sam Jan Kalwin uważał te dwa Sobory za podstawę jedności Chrześcijańskiej , ponieważ były one ostatnimi powszechnymi soborami we właściwym tego słowa znaczeniu. Jednak cechą charakterystycznych teologii reformowanej , jest podkreślenie praktycznego wymiaru doktryn chrześcijańskich takich chociażby jak Trójca Święta. Dla Jana Kalwina oraz innych reformatorów, głównym zadaniem teologii , było wyjaśnienie jak należy stosować ,te ezoterycznej na pierwszy rzut oka doktryny , w codziennym życiu Chrześcijan. Teologia okazuję się być nauką o jak najbardziej praktycznych zastosowaniach.
I tak teologię Johna Owena można by nazwać swoistym trinitarianizmem stosowanym. Podobnie jak w innych dziedzinach wiedzy, jak chociażby matematyka czy fizyka o wiele łatwej jest zrozumieć , doniosłość pewnych ,na pierwszy rzut oka abstrakcyjnych i ezoterycznych pojeć , gdy zrozumiemy ich zastosowanie. Np. jednym z fundamentalnych pojęć w fizyce jest pojęcie energii. Jest to pojęcie niezwykle trudne do zdefiniowania dla teoretycznych fizyków (czym właściwie jest energia? – czy może jest jakiś fizyk wśród czytelników Frondy) , jednak o wiele łatwiej jest wyjaśnić to pojęcie (albo co najwyżej przybliżyć) poprzez wskazanie na pewne funkcje energii ( jak chociażby wykonywanie pracy). Oczywistym jest również to ,iż nie możemy przeciwstawiać matematyki czy też fizyki teoretycznej , matetmatyce czy fizyce stosowanej. Obydwie dziedziny są po prostu innymi aspektami tych samych nauk. Na podobnej zasadzie , o wiele łatwej jest zrozumieć doniosłość doktryny Trójcy Świętej gdy wskażemy na funkcje , jakie poszczególne osoby Trójcy Świętej pełnią w życiu Chrześcijan.
Z racji tego ,iż to właśnie Duch Święty jest tą najbardziej zaniedbywaną i najmniej docenianą osobą Trójcy Świętej ( powodem może być fakt, iż Pismo Święte poświeca mu najmniej uwagi , spośród wszystkich Osób Bożych) , właśniej jej chciałbym poświęcić następny wpis, który powinien ukazać się już wkrótce.
Pozdrawiam
Fan Johna Owena ;
Odsłon: 171 Komentarzy: 5
Monday,02 April 2012,05:40
Kategoria: Filozofia Monday, 02 April 2012, 05:40
W dzisiejszym wpisie chiałbym podjąć temat z „zupełnie innej beczki” niż dotychczas . Tym razem chciałbym podjąć się obrony klasycznej dwuwartościowej logiki. Uważam ,iż temat ten jest natury fundamentalnej ,bo dotyczący kwestii takich jak naszej zdolności poznania prawdy oraz wydawania sensownych (predykatów ) odnośnie rzeczywistości. Muszę przyznać ,iż jestem zaskoczony i w pewnym sensie rozczarowany pozycją Leszka71 w kwestii logiki klasycznej. Często z dyskusji , polemik oraz moich osobistych doświadczeń z ortodoksyjnymi Katolikami mogłem odnieść wrażenie pewnej wyższości intelektualnej wynikającej z przyjęcia tradycji Rzymsko Katolickiej , która do swojej rzekomo bogatej teologii była w stanie inkorporować elementy klasycznej filozofii greckiej (a my Protestanci mielibyśmy rzekomo być w pewien sposób zubożali , gdyż jedyne co „mamy to tylko biblię”). W ramach tej bogatej tradycji intelektualnej Rzymskiego Katolicyzmu nieodzowne miejsce zajmuje arystotelizm .Arystoteles jest uważany często za ojca logiki (oczywiście Chryspuss włożył równie fundamentalny wkład w jej rozwój) . Do tej pory przyjmowałem ,iż Leszek71 będzie raczej wielkim propagatorem i zwolennikiem filozofii klasycznej oraz wchodzocej w jej zakres logiki klasycznej , jako panaceum na powszechnie panujący sceptycyzm poznawczy oraz relatywizm moralny. Ku mojemu zaskoczeniu ja będę tym razem , bronił stanowiska tradycjonalistycznego w tej kwestii.
Leszek stara się podjąć bardzo karkołomnego zadania. Mianowicie próbuje on uzasadnić sens logiki wielwartościowej.Jest to bardzo radykalne stanowisko. Ale idzie on jeszcze dalej – mianowicie ,nie rozważa on tylko możliwości istnienia oraz uprawiania takiej logiki , sugeruje on wyraźnie jej konieczność !
Ale na czym ma polegać logika wielowartościowa , jeśli porównamy ją z klasyczną logiką ? Może pokuszę się o pewną moją niedoskonałą definicję logiki. Logika jest tą dziedziną wiedzy , która bada nic innego jak poprawne reguły myślenia. Mówi nam ona jak należy myśleć , by móc wyciągać poprawne wnioski oraz wydawać sensowne wypowiedzi odnośnie pewnej rzeczywistości. Narzedziem logiki oraz przedmiotem jej reguł będzie szeroko pojęty język ( zarówno ten naturalny jaki i symboliczno – formalny) . Regułom logiki mają podlegać nasze wypowiedzi we wszelkich dziedzinach wiedzy oraz aktywności ludzkiej – może być to fizyka , mogą być to nasze spory i argumenty w kwestiach polityki. Nic co jest nielogiczne, nie może być prawdziwe. Fundamentalną zasadą logiki (swoistą "normą norm " reguł logicznych) , jest to ,iż naszym wypowiedziom można przypisać tylko dwie właściwości mianowicie PRAWDY lub FAłSZU. Jeśli jakaś wypowiedz ma być przedmiotem logiki to tylko te wypowiedzi ,którymi możemy przypisać prawdę lub fałsz. Oczywiście jest mnóstwo rodzajów wypowiedzi ,którym ze swej natury nie można przypisać tych kategorii – jak chociaż by wydawanie nakazów , czy też udzielanie porad. Jednak wypowiedzi te nie pełnią większej roli w naszym procesie poznawczym oraz nie są one wypowiedziami w ścisłym sensie logicznym. Wypowiedzi ,którym nie jesteśmy w stanie przypisać tych dwóch właściwości nie możemy żadną miarą używać jako przesłanek w naszym rozumowaniu , ani tym bardziej w budawniu argumentów , czy rozwijaniu teori naukowych. Nie można w żaden sposób na ich podstawie , wyciągać ważnych wniosków. Także trudno jest przecenić doniosłość tej fundamentalnej zasady logiki, którą zdaję się ,iż intuicyjnie wyznają wszyscy. Logika nie jest nauką w sensie ścisłym , lecz pozwala nam na uprawianie nauki jako takiej. Wszelka nasza wiedza jest zależna od logiki. Pochodną tego jest inne fundamentalne prawo logiki , mianowicie prawo o niesprzeczności – które mówi, iż jedna rzecz nie może być jednocześnie czymś i nie czymś. Np. Nie mogę sensownie utrzymywać ,iż jednoczęśnie jestem mężczyzną oraz ,iż nie jestem mężczyzną. Nie mogę żadną miarą twierdzić ,iż Bóg istnieje oraz nie istnieje. A jest A. Jeśli coś jest A , to nie może to być jednoczęsnie nie A ( w logice propozycyjnej stwierdznie to można wyrazić formalnie jako A^~A, co jest sprzecznością oraz jawnym dowodem na fałszywość wcześniej przyjętych założeń) .
W świetle tak przyjętych założeń , trudno jest uzasadnić ,a nawet pomyśleć o istnieniu logiki wielowartościowej. Logika w samej swej istocie musi mieć charakter dualistyczny , inaczej nie jest logiką. ALBO JEST LOGIKA DWUWARTOŚCIOWA ALBO NIE MA JEJ WCALE (z tąd też tytuł tego wpisu). Tutaj samoistnie narzuca się pytanie – jak wiele wartości ma istnieć pomiędzy tradycjnie przyjętymi kategorami prawdy i fałszu ? Tylko jedna , dwie , trzy , cztery a może sto ? No i jakie te wartości mają być – pół prawda (?!) , pół –fałsz (?!) dwie trzecie prawdy , o może jedna setna fałszu ? Czy jest wówczas możiliwe posługiwanie się takimi w ustalaniu przesłanek naszego rozumowania ? Oczywiście Leszek71 pomija ten oczywisty problem jakim jest niemożność określenia „pośrednich kategorii” między prawdem , a fałszem. Lecz na poparcie swojego twierdzenia o konieczności istnienia i uprawiania logiki wielowartościowej , podaje on pewne dylematy i paradoksy związane z używaniem jezyka naturalnego. W tym miejscu można byłoby się zapytać Autora , jaką wartość logiczną należy przypisać jego twierdzeniu o istnieniu logiki wielowartościowej ? Czy jest to prawda , fałsz , a może coś pośredniego między tymi kategoriami ?
Na pocżątku autor , zwraca uwagę na istnienie pewnego paradoksu związanego ze zdaniami ,które odnoszą sie sam do siebie (zdania samo referencyjne „self referring” ). Jako przykład podaje :
Zdanie w tym wpisie napisane czcionką pogrubioną i podkreślone jest fałszywe.
Jest to przykład zdania ,które za przedmiot wypowiedzi ma ma samo siebie. W związku z tym nie możemy w żaden sposób określić , czy jest prawdziwe czy fałszywe ponieważ odnosi się samo do siebie. Wynika to z tego ,iż kategorie prawdy i fałszu nie są jakimiś wewnętrzynymi właściowaściami wypowiedzi. Kategorie prawdy i fałszu są relacjami z pewną rzeczywistością ,czy też wcześniej przyjętymi założeniami . Jest to pewna relacja korespondencji. Zdanie by móc podlegać regułom logicznym , oraz służyć jako przesłanka w naszym rozumowaniu , musi odnosić się do czegoś zewnętrznego - może to być jakaś empirycznie weryfikowalna rzeczywistość , czy też z góry przyjęty system założeń czy aksjomatów. Jeśli wypowiedź ma za przedmiotem samą siebie będzie prowadzić do oczywistych sprzeczności. Taka wypowiedź jest bez sensu. Leszek71 przywołuje tutaj również paradoks/antynomię ciągłego kłamcy ( osoba ,która jest ciągłym kłamcą stwierzdza ,iż jest ciągłym kłamcą). Przywołując te dwie antynomie , autor sugeruje ,iż logiki wielowartościowa ma tutaj zastosowanie oraz jest w stanie je rozwiązać. Nie raczy on nami wyjaśnić w jaki sposób ma on rozwiązać te dylematy. Po prostu , skoro klasyczna logika , nie jest w stanie zrobić użytku z bezsensownych wypowiedzi ,które samo w sobie zwierają sprzeczność , to panaceum na to ma być logika wielwartościowa. Jak to ma rozwiązać te sprzeczności ? Pozostaje to tylko w sferze domysłów.
„ Taka wielowartościowa logika jest bliższa faktycznej logice języka naturalnego niż klasyczny dualism”
Jest to kolejna wypowiedź ,która samoistnie narzuca pytanie. Co to ma być ta logika wielowartościowa ? Nie wiemy ! W jaki sposób jest to bliższe jężykowi naturalnemu ? Autor w żaden sposób nie podał , ani żadnej definicji , ani tym bardziej pośrednich wartości , pomiędzy klasycznie określonymi kategoriami prawdy i fałszu. Przywołuje tutaj pewne problemy związane z nieostrością oraz dwuznacznością języka naturalnego. Jężyk ,którym posługujemy się w naszej codziennej komunikacji z racji tego ,iż jest powszechnie stosowany , będzie zawierał w sobie pewne niestrości oraz dwuznaczności. Często , bez wczęśniejszego , precyzyjnego ustalenia znaczenia zwrotów oraz wypowiedzi w naszym codziennym języku trudno jest ustalić , prawdę czy fałsz danych wypowiedzi . Ale nie implikuje to w żaden sposób ,iż te zdania i wypowiedzi mogłby mięć przypisane jakieś pośrednie właściwości , nie mieszczące się w tradycyjnych kategoriach prawdy i fałszy. Po prostu musimi ustalić okoliczności i kontekst danych wypowiedzi by ustalić w sposób dokładny ich zakres znaczeniowy. Zdanie takie jak „Pada śnieg” , w naszym naturalnym języku , nigdy nie występuje w swoistem lingwistycznej próżni. Zdanie te zawsze będzie wypowiadane w określonym kontekście. Gdybym znajdował się z Leszkiem71 w tym samym pomieszczeniu , i powiedział by mi on „Pada śnieg” , wówczas z kontekstu wypowiedzi domyślałbym się ,iż chodzi mu o to ,iż w miejscu w którym obecnie się znajdujemy pada śnieg. Gdybym wyjrzałbym przez okno ,i nie widziałbym płatków śńiegu spadających z niebu , rzekłbym „ Człowieku o czym ty mówisz ?". On mógłby mi odpowiedzięć „ Chodziło mi o śnieżycę w Moskwie”. Wówczas mając więcej informajcji , mógłbym ustalić właściwy zakres znaczeniowy jego wypowiedzi oraz przypisać jej odpowiednio kategorie prawdy i fałszu. Także ostatecznie , nawet nieostrym i dwuznacznym wypowiedziom języka naturalnego , jesteśmy w stanie przypisać kategorie prawdy i fałszu (absolutnej ??) . Autor posługuje się tutaj kategoriam prawdy i fałszu absolutnej. Czy mógłbym się dowiedzieć jakie są to kategorie prawdy i fałszu nie absolutnej. Czy istnieją jakieś kategorie prawdy i fałszu względnej ?
„Analogiczna jest sytuacja wszelkich twierdzeń naukowych (z wyłączeniem nauk formalnych). Każde twierdzenie ogólne, a takie występują w naukach, jest z całą pewnością w sensie klasycznym fałszywe"
Jest to kolejna wypowiedź autora ,która wzbudziła moją głęboką konsternację. Jest to stwierdzenie zupełnie nie dające się uzasadnić w świetle założeń logiki klasycznej , a ni też związanej z tym korespondencyjnej teorii prawdy. Wprost przeciwnie mimo ,iż teorie , modele oraz paradygmaty naukowe są tylko pewnymi przybliżeniami do prawdy , nadal zależne są one od praw logiki klasycznej. Ogólnie ujmując ( wiem ,iż będzie to uproszczenie z mojej strony) , współczesna nauka jest w stanie przyjąć jako ważne te teorie i paradygmaty ,które są w stanie w sposób satysfakcjonujący wyjaśnić pewien zespół empirycznie doświadczalnych zjawisk. Powodem przyjęcia jednego paradygmatu , czy też teorii , a odrzuceniem drugiego jest ostatecznie nic innego jak tylko poziom zgodność z pewną obiektywnie weryfikowalną rzeczywistością. Oczywiście dylematem zawsze pozostanie , na ile te teorie/ paradygmatu są zgodne z rzeczywistością ? Lecz jest to problem z zakresu epistemologii raczej , niż logiki. Logika nakazuje przyjąć ,iż tylko te teorie są akceptowalne ,które odpowiadają rzeczywistemu stanowi rzeczy. Ale jak to ustalić , kiedy dana teoria odpowiada rzeczywistemu stanowi rzeczy ? Cóż nie jest to przedmiotem logiki. Stanowi to pewien dylemat epistemologiczny dla naukowców . Z pewnością można mówić o pewnych kryzysach w tej dziedzinie. Ale autor stwierdza ,iż logika wielowartościowa jest w stanie rozwiązać te dylamaty . W jaki sposób ? Leszek71 nie raczy nam tego wyjawnić !
„ Podobnie odnosimy się do mitów i innych opowieści religijnych. Szukamy w nich ziaren prawdy.”
W jaki sposób jesteśmy w stanie określić ,iż w mitach religijnych istnieje ziarno prawdy ? Z pewnością nie jest to możliwe jeśli odrzucimy klasyczny dualizm w logice.Będziemy w stanie rozróżnić ziarna prawdy ,od plew kłamstw tylko wówczas gdy wychodzimi z założeń klasycznego dualizmu logicznego .Ale w jaki sposób logika wielowartościowa ma nam pomóc w wyłuskiwaniu tych „ziaren” prawdy ? Brak jest na to jakiegokolwiek uzasadnienia ze strony autora.
Wiem ,iż może zabrzmieć to z mojej strony nie zbyt uprzejmie lecz muszę stwierdzić , iż ostatni artykuł Leszka71 „W obronie logiki wielwartościowej” wpisuje się raczej w serię jego wypowiedzi ,które raczej stwarzają mętlik myślowy niż wnoszą pewną wartość merytoryczną. Autor wprowadza nie zdefiniowane , bardzo niejasne pojęcie „logiki wielwartościowej” , i utrzymuje ,iż ma ta rozwiązać nasze dylematy związane z używaniem naszego języka naturalnego , czy też w sferze poznania naukowego. W jaki sposób ma to rozwiązać nasze dylematu (??) - cóż zdaje się ,iż ma to być swoistą filozoficzną „ czarodziejską róźdżką” – proszę tutaj mamy pewien dylemat , oto jest „ logika wielowartościowa” – i problem rozwiązany. Ale w jaki sposób ? Cóż - pozostaję to tylko tajemnicą magika.
Pozdrawiam wszystkich wierzących w istnienie obiektywnej prawdy.
Fan Kurta Gödle 'a
Odsłon: 910 Komentarzy: 38
Sunday,01 April 2012,01:18
Kategoria: Teologia Sunday, 01 April 2012, 01:18
W dzisiejszym wpisie chciałbym ustosunkować się do pewnego niezwykle istotnego zagadnienia ,które w trakcie dyskusji na temat predestynacji podją kolega Marek2200.Mianowicie podniesiony został temat egzystencjacjlnych implikcaji przyjęcia doktryny predestynacji.
Oczywistą i samonasuwającą się kwestią , jak dana osoba może mieć egzystencjalną pewność co swojego wiecznego przeznaczenia , skoro według doktryny reformowanej – to nie my jednostki jesteśmy twórcami naszego przeznaczenia , lecz sam Bóg z góry określił nasze przeznaczenie – czy to do życia wiecznego w Jezusie Chrystusie , czy też do wiecznej śmierci.Jak Marek2200 wyraźnie sugerował w swoich komentarzach , dla niego taka wiara może ostatecznie prowadzić do szaleństwa. By potwierdzić to , Marek powołał się na przykład wybitnego poety purytańskiego Willama Cowpera , który będąc bardzo gorliwym kalwnistą w ostatnich latach swojego życia popadł w stan kompletnej paranoi, u źródeł którego leżało jego przekonanie ,iż Pan Bóg przeznaczył go na wieczne potępienie. W tym miejscu należy zaznaczyć , iż nie można przyjąć jednego indiwidualnego przypadku szaleństwa pewnego poety jako przekonywującego dowodu n a twierdzenie o zgubnych skutkach kalwnizmu dla dusz ludzkich . Brak jest również jakiś danych statystycznych odnośnie członków wspólnot reformowanych ,które wskazywałby ,iż wiara w predestynację miałaby pociągać nieuchronnie ,tak dramatyczne i zgubne konsewkencje psychologiczne.
W omawianiu tej kwestii należałoby zacząć od podstaw wiary reformowanej ,które zostały wyłożone w Westminsterskim Wyznaniu Wiary. Rozdział 18 punkt 2 stwierdza:
„ . Pewność zbawienia, którą posiadają święci Boży, nie jest jedynie przypuszczeniem i prawdopodobieństwem opartym na złudnej nadziei, lecz niezmienną pewnością wiary opartej na krwi i sprawiedliwości Chrystusa objawionej w Ewangelii. „
Według reformowanego nauczania pewność zbawenia opiera się na odwiecznych Dekretach Bożych , a nie na decyzjach stworzeń jak to ma miejsce w ujęciu Rzymsko- Katolickim , czy też armiańskim.
Autorem wiary nie jesteśmy my sami , lecz Bóg ,który mocą swoich postanowień odmienia serca grzesznych stworzeń ludzkich poprzez Ducha Św. W takim ujęciu możemy mieć pewność co do przeznaczenia do życia wiecznego w Jezusie Chrystusie , ponieważ sama wiara jest darem od Trójosobwego Boga.
Oczywiście twierdzenia Westminsterskiego Wyznania Wiary odnośnie pewności zbawienia są efektem przyjęcia prostego biblijnego literalizmu – słowa biblii ,które są powstały z Bożego natchnienia mają proste, normatywne znaczenie. I tak naprzykład apostoł Jan w Ewangelii św. Jana deklaruje :
„ Albowiem Bóg nie posłał9 swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (Jana Roz.3,17-18) .
Słowa Apostoła Jana są dziecinnie proste , można by powiedzieć ,iż są one na skraju prymitywizmu.
Jeśli wierzysz to nie jesteś potępiony ( jesteś zbawiony ) , jeśli zaś nie wierzysz to jesteś potępiony... Nie ma tutaj miejsca na jakiś stan pośredni. Ale wiadomym jest ,iż skorumpowany przez grzech umysł ludzki będzie buntował się przeciwko prostocie Ewangelii.
W innym miejscu Apostoł Paweł pisze:
„ Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci. „ (Rzymian, 8:1,2)
Jeszcze w innym miejscu św. Paweł nawiązuje do przybrania w Jezusie Chrystusie , co jest bepośrednim wynikiem usprawiedliwienia :
„ W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,
według postanowienia swej woli, „
Jasno z tąd wynika ,iż decyzja o byciu zaadoptowanym przez Jezusa Chrystusa, jest ostatecznie wynikiem niezmiennego postanowienia Bożego , a nie decyzji naszej woli.
Łaska wiary jest efektem naprzyrodzonego działania Ducha Świętego. To daje źródło pewności co do wiecznego przeznaczenia dla wyznawców Chrystusa. Właściwie odczytywana dokryna reformowana nie może dawać żadnych podstaw do paranoidalnych stanów umysłów ludzkich – jak to miało miescje w przypadku nieszczęsnego Williama Cowpera. Wprost przeciwnie , doktryna ta dawała podstawę komfortu i nadzieji dla wielu pokoleń Reformowanych Chrześcijan ,którzy to nie jednokrotnie musieli cierpieć okrutne prześladowania z powodu swoich przekonań.
Warte jest tutaj również podkreślenia osobowy wymiar predestynacji w ujęciu reformowanym. W związku z tym ,iż przybranie w Jezusie Chrystusie , opiera się nie na moich „dobrych uczynkach” , czy też moim postanowieniu woli , lecz na odwiecznym i niezmiennym Dekrecie Bożym - Dziecięństwo Boże nabiera autentycznego i głebokiego wymiaru. W takim ujęciu wierny jest naprawdę owcą Chrystusa , który jest dla niego prawdziwie dobrym pasterzem , któremu On nigdy nie pozwoli ... o tak tak sobie odejść ( taki obraz „złego pasterza” – który pozwala odejść swoim owieczkom , wyraźnie rysuje się w perspektywie rzymsko-katolickiej oraz armiańskiej). Tak więc tylko w interpretacji reformowanej następujące słowa Jezusa Chrystusa nabierają pełnego znaczenia:
„ Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. “ (Jana, Roz.10:14,15)
Cóż za kontrast z armiańską i rzymsko-katolicką perspektywą , w której to tak naprawdę nie ma miejsca na głębokie i osobowe relacje między Bogiem Ojcem i Jego Dzieckiem. Pomiędzy Dobrym Pasterzem i Jego Owcami. Oczywiście w tych niereformowanych ujęciach zachowana jest ludzka wolność i autonomia moralna , która jakoby stanowi o „ atrakcyjności” tych systemów teologicznych w porównaniu z teologią refromowaną ! Owszem wolność decyzji ludzkich jest zachowana , ale jakim kosztem !!! Jednego dnia mogę być owieczką Jezusa Chrystusa , a na drugi dzień mogę zmienić zdanie , i zdecydować ,iż nie jest on moim pasterzem. Jednego dnia mogę być Dzieckiem Bożym , drugiego dnia mogę zmienić moje nastawienie i zdecydować ,iż nie chcę mieć nic do czynienia z Bogiem. Czy można tutaj mówić o prawdziwym Dziecieństwie Bożym ?
Gdzie jest tutaj miejsce na jakąkolwiek pewność egzystencjalną ? Może ty mi na to odpowiesz Marku , czy też inny czytelniku Frondy , jeśli to czytasz .
Odsłon: 276 Komentarzy: 5
Thursday,15 December 2011,03:54
Kategoria: Teologia Thursday, 15 December 2011, 03:54
W związku z tym,iż tematyka predestynacji znowi pojawiła się na łamach Frondy , w dzisiejszym wpisie chciałbym poruszyć tematykę od innej strony. Sz. P. Placyd Koń opublikował krótki arytkuł na ten temat ,który to oczywiście znowu zawierał stwierdzenie o „okrutnym i sadystycznym bogu Jana Kalwina”.Szanowny autor , zupełnie pomija kwestię interpretacji tej doktryny w świetle oficjalnego nauczania Kościoła Rzymsko Katolickiego. Sz.P. Placyd Koń nie chce zupełnie poruszać kwestii , „pojedyńczej predestynacji” (czy jest to wogóle logicznie możliwe ?) . Czyżby oznaczało ,iż „bóg „ Placyda Konia jest tak miłosierny ,iż odpuści wszystkim grzechy i nikt nie będzie skazany na wieczne męki piekelne ? Czy może bóg Placyda Konia jest nieskończenie miłosierny, ale ograniczony w swojej wszechmocy ,iż nie potrafi zbawić wszystkich ludzi ? Czy „bóg „ Placyda Konia dokłada wszelkich starań by zbawić wszystkich grzeszników , ale tenże bóg nie może tego uczynić ? Czy według Placyda Konia piekło powstało mimo woli jego „boga”. Skoro według Placyda Konia czczę fałszywego Boga , to uważam ,iż powinien on udzielić mi odpowiedzi na to pytanie .
Ale chciałbym zwrócić uwagę czytelnikom Frondy ,na to jak Kościół Rzymski podchodzi do tego zagadnienia
Według szeroko pojętej doktryny teistycznej Bóg będzie zawsze wszechmocny i wszechwiedzacy. Jego wiedza na temat przyszłości będzie zawsze doskonała , w końcu funkcjonuje On poza czasem. Jest to zupełnie oczywiste. Osoby ,które wyznają wiarę w Sąd Ostateczny , jak czynili to Chrześcijanie na przestrzeni dziejów - wiedzą ,iż ostatecznie ludzkość będzie składała się z dwóch kategorii – tych wiecznie potępionych oraz tych wybranych do wiecznego życia z Panem. Rzymscy Katolicy wierzą również w czyściec – ale jest to tylko stan przejściowy, po którym dusza ludzka zaznajmi wiecznej Obecności Pańskiej . Konsewkencją wszechmocy i wszechwiedzy Boga – jest fakt ,iż zna on wszystkie przyszłe zdarzenia które zaistnieją. Dla niego to co się ma stać ,już się stało. Podobnie rzecz się ma z wiedzą na temat ludzi wybranych do zbawienia oraz wybranych do wiecznego potępienia . Zanim Pan Bóg kogoś stworzy , to już zna On jego los . Także wiara w podwójną predestynację , jest tylko logiczną konsekwencją tak przyjętych założeń na temat atrybutów Boga.
Kalwiniści często są konfrontowani z dylematem : jak miłosierny Bóg może decydować z góry o wiecznym potępieniu z jednej strony oraz wiecznym zbawieniu z drugiej strony określonej grupy ludzi. Często dylemat ten jest prezentowany z dużą dozą emocji, oraz wykorzystywany jest nagminnie w debatach i polemikach na ten temat –
przykładem tego może być ostatni artykuł Sz.P. Placyda Konia . Jak pisałem wcześniej wieczne potępienie – piekło jest kwestią niezwykle kontrowersyjną , która zawsze będzie rodziła dużo emocji.Przyznam ,iż jest to trudny dylemat , ale na gruncie bibilijnego obrazu Boga trudno wysnuć jest inny wniosek. Jedyne co pozostaje to powiedzenia nam kalwinistom – to to ,iż każdy z nas zasługuje na wieczne potępienie i każdy będzie miał na ten temat wiedzę w dniu sądu ostatecznego . Nikt podczas Sądu Ostatecznego nie będzie miał pretensji do Pana Boga ,iż został niesprawiedliwie potraktowany. Z kolej ludzie przeznaczeniu do wiecznego zbawienia – będą mieli pełną świadomość ,iż jest to tylko i wyłącznie akt łaski ze strony Boga.
Jednak nagminna rzeczą we wszelkich dyskusjach i polemikach druga strona zdaje się uciekać od innego dylematu. Rzymscy Katolicy oraz osoby o przekonaniach armiańskich czy też wesleyowskich , którzy nie wierzą w podwójną predestynację , muszą odpowiedzieć na dany im dylemat . Skoro Pan Bóg jest wszechmocny i wszechowiedzący oraz miłosierny , to wówczas w jaki sposób On może stwarzać pewną grupę ludzi z uprzednią wiedzą co do ich wiecznego potępienia . Po co Pan Bóg stwarza pewnych ludzi , skoro i tak już wie ,iż będą oni wiecznie potępieni. Oczywiście przyjęcie takiej perspektywy rodzi cała masę innych problemów.
Pytanie do Placyda Konia – jeśli „twój bóg” , kocha wszystkich ludzi – to dlaczego potępi pewną część ludzi , a inną nie ? Skoro „ twój bóg” jest wszechmocny ( może jest to błędne założenie z mojej strony ) , to dlaczego on nie może wszystkich ludzi zbawić ? To pytanie wielokrotnie zadawałem . Oczywiście odpowiedź była – bo ludzie mają wolną wolę . Na ale jak to logicznie pogodzić z Wolą Boga. Czy wówczas „bóg Placyda Konia” , skazuje pewnych ludzi na wieczne potępienie wbrew swojej woli. Czy oznacza to ,iż twój bóg Placydzie – tak mocno się stara żeby ludzie nie zostali potępieni , ale jednak wbrew swojej woli ich potępia. A może mam błędne wyobrażenia co do twojego boga . Czy twój bóg będzie wogóle kogoś sądził. Jeśli podejmujesz się publicznej krytyki reformowanego nauczania na temat predestynacji (podwójnej) – to powinieneś na te pytania odpowiedzieć.
Rzymscy Katolicy twierdzą ,iż mając dostęp do nauczania („nieomylnego”) Magisterium Kościołą Rzymskiego – poprawniej są w stanie interpretować Pismo Święto oraz rozstrzygać niemalże wszystkie dylematy teologiczne. Może wart byłoby w tym miejscu określić co Kościół Rzymsko Katolicki oficjalnie naucza w tej kwestii .
Sobór Trydencki –był soborem powszechnym i nieomylnym – więć osoby uważające sie za prawiernych
Katolików są związane tym nauczaniem.
Sesja VI Roz. 12
stwierdza („nieomylnie”) :
Należy się strzec nieroztropnej wiary we
[własne] przeznaczenie
" Nikt także, jak długo żyje na tej ziemi, niech
się nie waży wdzierać w zakrytą tajemnice Bożego przeznaczenia aż tak, by mógł
z pewności twierdzić, że niewątpliwie należy do liczny przeznaczonych, jakby to
było prawdą, że usprawiedliwiony albo nie może już więcej zgrzeszyć, albo że –
gdyby zgrzeszył – może na pewno liczyć na swoją poprawę. Bez specjalnego
objawienia bowiem nie można wiedzieć, kogo Bóg sobie wybrał. "
(http://yarpen-zirgin.pl/dekret-o-usprawiedliwieniu/rozdzial-xii-i-xiii/)
„Nieomylne” Magisterium Kościoła Rzymsko Katolickiego w sposób wyraźny sugeruje ,to co wcześniej wspominałem w tym wpisie – podwójne przeznaczenie. Oczywiście dekret ten nie używa tutaj sforumułowania podwójna predestynacja ( Placyd Koń wymaga ,tego iż dokładnie to sformułowanie zostało użyte , by wykaząć ,iż św. Paweł , czy też św. Augustyn nauczali tej doktryny – zastanawiające jest to ,iż nie jest on tak rygorystyczny ,jeśli chodzi o dokryny maryjne – dla niego każda pozytywna wzmianka na temat Marii w Biblii czy też źródłach patrystycznych jest przekonywującym , jasnym i niezbytym dowodem ,iż dana osoba nauczała doktryn takich jak Niepokalane Poczęcie , czy też Wniebowzięcie NMP ) – ale wyraźnie można wywieść z tego fragmentu ,iż pewna grupa będzie przeznaczonaku zbaweniu , a druga ....nie (skoro druga grupa nie jest przeznaczona ku wiecznemu potępieniu – to do czego ma być przeznaczona ??) .
Ale co jest tak naprawdę uderzające w tym dekrecie Soboru Trydenckiego ? Zastanwiające jest to ,iż KRK naucza w tej kwestii zupełny agnostycyzm . Nikt nie może wiedzieć , gdzie spędzi wieczność ! Czyli wniosek nasuwa się : Magisterium Kościołą Rzymskiego , potępia kalwnizm i wiarę w podwójną predestynację . Ale jednocześnie głosi naukę o predestynacji - z tymże w przeciwieństwie do nauczania Reformatorów – nikt nie może być pewny czy
jest wiecznie potępiony czy też jest powołany przez Boga do wiecznego życia ! Uważam takie nauczanie za jak najbardziej zgubne dla dusz ludzkich . Jak można wówczas mówić o miłośierdziu bożym. Kto może siebie nazywać Dzieckiem Bożym ?
Chciałbym czytelnikom Frondy , zwłaszcza tym którzy są bardzo prędcy w krytykowaniu doktryny o podwójnej predestynacji – uzmysłowić właściwie co ich Kościół naucza w tej kwestii : Bóg przeznacza pewną grupę ludzi ku wiecznemu zbawieniu , a inną ku wiecznemu potępieniu – Z TYMŻE NIKT NIE MOŻE WIEDZIEĆ ,iż należy do grupy wybranych. Czyli jeśli jesteś Rzymskim Katolikiem , nigdy nie moższ być pewnym czy spędzisz wieczność z Bogiem , czy też spędzisz wieczność we wiecznych mękach piekielnych !!! Czy w takiej sytuacji możecie nazywać siebie Dziećmi Bożymi ? Cóż za kontrast z Reformowanym nauczaniem tak pięknie wyrażonym w pierwszym artykule Katechizmu Heidelberskiego :
„Pytanie
1: W czym znajdujesz jedyną pociechę w życiu i wobec śmierci?
" W tym, że ciałem i duszą należę - zarówno teraz, gdy żyję, jak i wtedy, gdy umrę - nie do siebie, ale do
Jezusa Chrystusa, mego wiernego Zbawiciela. To On swą drogą krwią dał całkowite
zadośćuczynienie za moje grzechy, wyzwolił mnie z mocy diabła, to On strzeże
mnie tak dobrze, że nawet włos z głowy mi nie spadnie bez woli Ojca
niebiańskiego, co więcej - wszystko musi służyć mojemu dobru. Dlatego -przez
Ducha Świętego - daje mi On pewność życia wiecznego i pozwala, abym od tej
chwili z całego serca pragnął żyć dla Niego."
Czy bóg Placyda Konia jest w stanie dać wam takie pocieszenie ? Jakie są dla was podstawy do nadziejii co do życia wiecznego ?
Pozdrawiam wszystkich zza drugiej strony rzeki Tyber. I czekam na odpowiedzi od Placyda Konia - może się kiedyś doczekam :) .
Odsłon: 295 Komentarzy: 13
Wednesday,17 August 2011,18:17
Kategoria: Teologia Wednesday, 17 August 2011, 18:17
Dzisiejszy wpis jest dosyć póznym spełnieniem obietnicy danej koledze Marek2200. Pan Marek byl autorem znakomitego arytkułu "Antypelagianizm Lwa Szestowa" (http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/antypelagianizm_lwa_szestowa._27400) na temat filozofii Lwa Szestowa i jego swoistego skrajnego antypelgianizmu oraz antyintelektualizmu. Uważam ten arytkuł za bardzo interesujący i wiele z niego sie nauczyłem. Byłem zdumiony faktem ,iż idee Reformacji zdołały spenetrować świat Prawosławny. Oczywiście jak się dowiedziałem sam Lew Szestow daleki był od prezentowania typowej pozycji prawosławnej.
Przepraszam Marka jeśli zabrzmi to tak, iż chcę go poprawiać (bo jego tekst był naprawdę znakomity) , jednak doszedłem do wniosku ,iż dla określenia pozycji filozoficznej Lwa Szestowa bardziej stosownej byłoby określenie fideizm oraz antyintelektualizm, gdyż określenie antypelagianizm sugerowałoby , iż jedyną opcją dla postawy legalistycznej oraz pelagiańskiej jest właśnie nic innego jak radykalny fideizm.
Ale dla mnie rzeczą zasadniczą ,jako świadomego Protestanta , jest na ile Lew Szestow w swej filozofii stosował doktrynę głoszoną przez Marcina Lutra dokładnie, a na ile ją wypaczał w tworzeniu swojego własnego systemu teologicznego. Przez wielu , nietylko ortodoksyjnych Rzymskich Katolików , Marcin Luter jest spostrzegany jako osoba niespełna zmysłów , która na pewne współczesne mu nadużycia Kościoła zareagował w sposób zbyt radykalny i irracjonalny. Czy tak droga memu sercu teologia Marcina Lutra , karze mi pogrzebać mu intelekt , rozum oraz wszelkie charakterystyczne dla kultury Zachodu kategorie etyczne , które to dla Lwa Szestowa były tylko helenistycznymi naleciałościami , z natury obcymi chrześcijaństwu ? Czy nie do tego ma prowadzić konsekwetnie protestancka zasada Sola Fide ? Przecież fideizm jako postawa teologiczna i intelektualna był charakterystyczny dla teologa i filozofa Sorena Kierkegaarda wyrosłego w kręgach luterańskich ( był oąn nie doszłym pastorem luterańskim ). Bez wątpienia , już na samej płaszczyźnie semantycznej powiązania między fideizmem z zasadą Sola Fide stanowiącą jedną z naczelnych zasad reformacji zdają się być wręcz oczywiste .
Osobą zaznajmionym z profesjonalną krytyką działalności Marcina Lutra , znane musi być jego powiedzenie :
"Rozum to tylko nałożnica szatana.Rozum ta ładna .....(cenzura) , przychodzi i myśli ,iż jest mądra i może nam się wydawać ,iż cokolwiek myśli i mówi może pochodzić od Ducha Świętego , co może nam pomóc ? Na pewno nie sędziowie, nie doktorzy, nie król nie cesarz , ponieważ rozum jest największą (cenzura) ... ą Szatana . " ( moje wolne tłumacznie z Martin Luther's Last Sermon in Wittenberg ... Second Sunday in Epiphany, 17 January 1546.Dr. Martin Luthers Werke: Kritische Gesamtausgabe.)
Taka wypowiedź , wyrwana nieco z kontekstu pozwala nam wyciągnąć wniosek ,iż być może Lew Szestow w głoszeniu swej fideistycznej postawy był w pełni zainspirowany dziełami Lutra ? Czy w taki razie przyjęcie perspektywy protestanckiej oznacza pogrzebanie rozumu ( sam fakt ,iż istnieje spór ze stroną Rzymsko - Katolicką oraz ,iż Protestanci są w stanie produkować argumenty na poparcie swojej wiary może na wstępie świadczyć ,iż taki wniosek nie jest koniecznością ) ?
Należałoby się w tym miejscu skupić nad samą treścią doktryny Sola Fide .Czy jest ona tożsama z doktryną fideizmu , jak na podstawie omawianego artykułu można odnieść wrażenie ?
Warte jest tutaj podkreślenia ,iż Lew Szestow gdy posługuje się pojęciem Sola Fide zdaje się być nie do końca świadomym ,iż doktryna ta jest głównie doktryną soteriologiczną ( tzn. mającą za swój przedmiot zbawienie dusz ludzkich oraz w jaki sposób grzeszne i upadłe stworzena są w stanie pojednać się z Bogiem ) , a nie epistemologiczną i wobec tego Lew Szestow zdaje się nie rozróżniać do końca dwóch pojęć nadając klasycznej doktrynie Sola Fide swoiste znaczenie by zbudować swój własny system filozoficzny.
Sola Fide jest pojęciem z zakresu soteriologi . Doktryna ta , będąca podstawą materialną Reformacji , oznaczała ,iż człowiek jest w stanie pojednać się z Bogiem tylko w drodze osobistego aktu wiary w ukończone ofiarę Jezusa na krzyżu. Jednak należy podkreślić ,iż wiara ta nie jest niczym pasywnym ani tym bardziej nie wiąże się z dramatyczną decyzją egzystencjonalną , w wyniku której musimy porzucić wszelkie racjonalne i etyczne kategorie jak ogłasza nam wielki Lew Szestow.
Klasyczna Reformacja definiowała samą wiarę zbawczę pozwalającą nam na pojednianie między Świętym Bogiem ,a grzesznym człowiekiem w pewien określony sposób. Oczywiście Reformatorzy definiowali ją w kategoriach jak najbardziej bibilijnych i należy podkreślić ,iż technicznie pojęcie fide nie można zdefiniować w oderwaniu od jej przedmiotu. Jest to swoista odpowiedź podmiotu (ludzi wierzących ) na pewne obiektywne prawdy wiary ( które można uzasadnić kategoriami racjonalnymi) - konkretnie Objawnie Słowa Bożego w Jezusie Chrysusie ( "A Słowo Ciałem się stało , ...." Jana 1:14)
Ujmując termin fide w ścisłych kategoriach teologicznych należałoby by rozróżnić jej trzy elementy :
- obiektywną ( można powiedzieć historyczną ) wiedzę co do pewnych faktów teologicznych ( Zmartwychwstanie nie jest jedynie faktem historycznym ale jest przede wszystkim "faktem teologicznym" - którego znaczenie można zrozumieć tylko w kontekście szerszych prawd objawionych w Piśmie Świętym) - ten element fide (wiary) , wymaga zaangażowania inelektu oraz faktycznej wiedzy . Na tym poziomie poznajemy Boga , działającego w określonym czasie i przestrzeni . Jest Bóg który objawił się nam historycznie. Także możemy a nawet powinniśmy wykorzystywać tutaj wszelkie możliwe narzędzia wiedzy i inne dziedziny nauk (jak archeologia czy świecka historia). Oczywiście taką wiedzą na temat Jezusa Chrystusa dysponuje również Szatan i jego armia zbuntowanych aniołów i w żadnym wypadku sama wiedza co do pewnych faktów na temat życia i cudów Jezusa Chrystusa nie może nas zbawić , o czym pisał już Apostoł Jakub :
"Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą*."(Jakuba 2:19)
Z Ewangelii dowiadujemy się ,iż większość ludzi którzy mieli okazję widzieć na własne oczy cuda i wszelkie znaki boskości Jezusa , nie uwierzyli w niego jako Syna Bożego.
-zgoda (assentia) co do pewnych obiektywnych faktów i Objawienia Bożego z którym wiąże się nasze rozpoznanie treści Ewangelii jako prawdziwe, będąc skonfrontowani z obiektywnym świadectwem historycznym musimy wydać osąd co do prawdziwości i autentyczności tych zdarzeń oraz zinterpretować właściwe znaczenie Życia i Cudów Jezusa Chrystusa - Faryzeusze , mimo iż posiadali doskonałą znajomość Pisma Świętego (nam znanym jako księgi Starego Testamentu) i widzieli na własne oczy cuda dokonywane przez Pana Jezusa Chrystusa , jednak nie mogli świadomie przyznać ,iż Jezus Chrystus jest Synem Bożym wprost przeciwnie oskarżali go bluźnierstwa oraz działanie pod wpływem Szatan: "Rzekli do Niego Żydzi: "
Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy - a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki. " (Jana 8:52) .
Oczywiście należy w tym miejscu zaznaczyć , iż aspekt subiektywny fide (wiary zbawczej) jest niezwykle ważny . To my jako jednostki jesteśmy skonfrontowane z pewnymi twierdzeniami Jezusa Chrystusa odnośnie jego tożsamości jako Syna Bożego oraz Zbawcy świata . I my musimy zdecydować czy jego twierdzenia były prawdziwe czy też nie . Jednak nie można w żadnej mierze zredukować tej decyzji tylko do naszej "prywatnej" opinii czy też "widzimisie. Nie jest to w żadnej mierze decyzja etycznie neutralna. Wprost przeciwnie jesteśmy za nią odpowiedzialne moralnie i ostatecznie decyzja ta będzie decydować o naszym wiecznym przeznaczeniu , jak powiedział nasz Pan :
"Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego "
(Jana 3:18-19)
Jest to fragment Pisma Świętego , który zdecydowanie jest w stanie obrazić współczesną wrażliwość. Godzi w samo serce politycznej poprawności i pewny jestem ,iż gdyby "jaśnie oświeceni " władcy państw Uni Europejskiej znali dokładnie treść Ewangelii św. Jana zapewne uznali by to za "mowę nienawiści" oraz podjeli by kroki mające na celu zdelegalizowanie tejże Ewangelii , a konsekwetnie nawet całej Biblii .
Ale wielu Chrześcijan zdaje się zapominać ,iż Ewangelia jest również pewnym nakazem wobec ,którego nikt z żyjących na tej planecie nie może być etycznie obojętny.
- zaufanie (fiducia) , jest to kolejny element zbawczej wiary (fide) , najbardziej zdawać by się mogło subiektywny , jest to postawa zaufania osobie Jezusa Chrystusa jako osobistego zbawcę oraz pasterza , gdy dokonujemy tego aktu zaufania uznajemy również naszą grzeszność i konieczność posiadania zbawcy od naszych grzechów oraz wiążącego się z tym potępienia .Konsekwencją tego aktu zaufania w wyniku którego powierzamy Chrystusowi całe nasze życie , powinno być uczynienia Chrystusa centrum naszych myśli i uczuć. Powinniśmy traktować go nie tylko z należną mu bojaźnią i drżeniem , ale również powinniśmi widzieć w nim najdroższego ( a czasami wydaje mi się ,iż jedynego) przyjaciela . Ostatecznie to tylko Chrześcijanie mają prawo nazywać Boga Ojcem , co dla współczesnych Chrystusowi Faryzeuszom było skandalem .
Jan Kalwin zdefiniował wiarę (fide) jako :
"... stanowczą i pewną wiedzę co do Bożej Łaski skierowanej ku nas , opartej na prawdzie obietnicy jaką znajdujemy w Chrystusie , która to jest objawiona naszym umysłom oraz zostaje utwierdzona w naszych sercach poprzez działanie Ducha Świętego." ( moje wolne tłumaczenie z angielskiego ; Calvin Instytucje Ks. III 2.7)
Warte jest tutaj podkreślenia ,iż zbawcza wiara jest efektem działania Ducha Świętego . Także pełny sens protestanckiej zasady Sola Fide , można zrozumieć w odniesieniu do działania Trójosobowego Boga w życiu wiernych . Uważam ,iż przyjęcie tej perspektywy pozwala nam w pełni docenić działanie Trójosobowego Boga w życiu przeciętnych Chrześcijan. Trójca Święta nie jest tylko wielką tajemnicą wiary nad którą mogą kontemplować tylko osoby które posiadają luksus studiowania teologii w wymiarze pełnoczasowym , ale ma również jak najbardziej praktyczny wymiar.
Widoczne jest więc ,iż perspektywa ta nie musi się wiązać automatycznie z odrzuceniem tradycyjnej epistemologii tomistycznej , akceptowanej przez Magisterium Kościoła Rzymsko-Katolickiego .Jednak samo udowodnienia istnienia Boga , nie czyni nikogo usprawiedliwionym w oczach Sprawiedliwego Boga. Zresztą późniejsi Reformowani Teolodzy dojdą do wniosku ,iż rozumowe dowodzenie istnienia Boga poza działaniem Ducha Świętego nigdy nie będą w stanie przekonać upadłych i zdeprawowanych umysłów ludzkich , którzy naturalnie tłumią wiedzę na temat istnienia Stwórcy. Ale może to być temat na oddzielny wpis oraz interesującą dyskusję.
Wobec tak zarysowanej klasycznej pozycji Sola Fide , wydaje się iż radykalny fideizm Lwa Szestowa był zupełnym nowatorstwem.Ponieważ podstawowym aspektem wiary zbawczej jest jej wymiar intelektualny bez której nie można mówić o prawdziwej zbawczej wierze ( nie można naprzykład wierzyć w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego , nie uznając jednocześnie historyczności jego zmartwychwstania jak chcą tego współcześci liberalni protestanci) , nie można w żaden sposób twierdzić,iż Wiara Chrześcijańska wymaga od nas porzucenia wszelkich kategorii racjonalnych.Podobnie też się ma rzecz z normami etycznymi - wraz z wiarą przychodzi świadomość naszej grzeszności. Wyznająć wiarę w Chrystusa jednoczęśnie uznajemy istnienie obiektywnych norm moralnych oraz świadomość ,iż my sami jesteśmy winni ich łamania .
Ale gdzie należy szukać realnych źródeł tak antyracjonalistycznej i antyetycznej postawy filozoficznej ? Dla mnie filozofia Szestowa (bazuję oczywiście moją wiedzę tylko na podstawie artykułu Marka2200) , wydaje się być pewną oznaką desperacji , jak również wyrazem autentycznego poszukiwania relacji ze swoim Stwórcą.
Jak już wcześniej wspomniałem początków fideizmu należy szukać w kręgach niemiecko języcznych będących pod wpływem luteranizmu. Oczywiście jak to postaram się to wykazać z samych Pism Lutra trudno jest wynioskować ,iż głosił radykalny fideizm w wersji Lwa Szestowa . Dla osób zaznajmionych trochę z tą tematyką , Soren Kierkegaard jest znany jako jeden ze sztandarowych przedstawicieli fideizmu , gdzie akt wiary był radykalnym i dramatycznym wyborem egzestencjonalnym. Ale postawa nie wzieła się z próżni. Filozofia Kierkegaarda była reakcją na postkantowską filozofię systematyczną Hegla ( który jest "wiecznie " żywy nawet do dzisiaj) . W okresie twórczości Kierkegaarda filozoficzny krajobraz krajów znajdujących się pod wpływem tradycji luterańskiej zdominowany był przez Immanuela Kanta i jego epistemologiczną rewolucję. Nie będąc zawodowym filozofem zaryzykuje tutaj stwierdzenie ,iż wszyscy nowożytni filozofie niemieccy są dziećmi Kanta . Wzajemne przenikanie się filozofii i teologii są znane od najwcześniejszych wieków Kościoła i Chrześcijaństwa. Można stwierdzić iż teologia jest próbą filozoficznego wyjaśniania prawd wiary. Należy jednak pamiętać ,iż prawdziwa teologia zawsze powinna mieć za punkt wyjścia Objawienie Boże.
Ale na czym polegała rewolucja epistemologiczna Immanuela Kanta ? Bez wątpienia dokonał na największej i najbardziej druzgocącej krytyki tradycyjnej epistemologii Chrześcijańskiej. W swej teorii wiedzy rozróżnił on sferę zmysłowo poznawalnych ( za pomocą pieciu kategorii umysłu podmiotu transcedentalnego ) fenomenów oraz nie poznowalnych zmysłami świat noumenów ( tak zwana "rzecz sama w sobie") , które są "skrywane" przez fenomana. Jednym z rewolucyjnych konsekwencji epistemologii kantowskiej było to ,od tej pory nie możemy już mówić iż znamy rzeczy takie jakimi są , tylko znamy rzeczy zmysłowo taimi jakie się nam wydają.Jedynie sądy syntetyczne a priori są w stanie dać pewną wiedzę na temat z gruntu rzeczy niepoznawalnej rzeczywsitości. Oczywiście założenia tej epistemologii prowadzą w konsekwencji to radykalnego sceptycyzmu , którego owocem jest "radosna " filozofia postmodernistyczna.
Te założenia epistemologii wielkiego filozofa z Królewca ,miało również radykalny wpływ na postrzeganie prawd metafizycznych. Te wstępne założenia epistemologiczne , doprowadziły go do podziału ludzkiego intelektu na dwie sfery : rozum teorotycznego i praktycznego. Dla Kanta , Bóg oraz inne prawdy metafizyczne są nie poznawalne drogą sądów syntetycznych a priori . Nie możemy na gruncie jego założeń epistemologicznych stwierdzić czy Bóg istnieje , czy też nie istnieje.Nie możemy dowieśc czy istnieje , ale również nie możemy w żaden sposób dowieść ,iż on nie istnieje. Dla niego jest to tylko kwestia wiary , i przekonań ale nie pewnej wiedzy. Dla Kanta tradycyjne dowody na istnienie Boga , oparte o założenia epistomologii arystotelowsko - tomistycznej , nie są ważne i przekonywujące. Kantowska filozofia prowadzi w konsekwencji do postaw agnostycznych . Aczkolwiek sam Kant utrzymywał ,iż wierzy w Boga i jest Chrześcijaninem ( słynny jest on z powiedznia "Musiałem zostawić/ograniczyć więdzę i rozum , by uczynić miejsce dla wiary"). Należy tutaj podkreślić ,iż założenia epistomologiczne Kanta odbiegają fundamentalnie od Biblijnej Epistemologii , ponieważ Apostoł Paweł rzekł:
"To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy*. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu .... ".(Rzymian 1:19,20)
Według kantowskiego światopoglądu wiara w Boga nie jest już intelektualną oczywistością , ale tylko praktyczną koniecznścią. Jak Kant powiadał , po to by zachować moralność i imperatyw kategoryczny należy wierzyć w Boga ponieważ bez tej wiary nie można wierzyć w moralność. Od Kanta można wywieść ten fałszywy z gruntu rzeczy podział i przeciwstawienie rozumowo poznawalnej wiedzy od wiary.
Także dla Kierkegaarda (którego niezwykle cenię i zawsze pozostanie on mi drogim flizofem chrześcijańskim) , jedyną odpowiedzią na systematyczną teologię Hegla był swoisty fideizm. Dla niego wiara wiązała się z odrzuceniem rozumu oraz wszelkich kategorii etycznych . Jego reakcją na kantowski podział między wiarą a wiedzą było podkreślenie wiary , pojmowanej jako radykalną decyzję wbrew rozumowi i poznanwalnej intelektualnie wiedzy . Tylko w ten sposób można było poznać Boga. To był motyw ,na którym później bazował sam Szestow.
Można powiedzieć ,iż zarówno Kierkegaard oraz Szestow ,będąc pozbawieni elementu intelektualnego wiary (bez którego prawdzia i autentyczna wiara nie moża istnieć) - na skutek nie świadomego przyjęcia założeń epistemologii kantowskiej - w akcie desperacji rzucili się ku jej resztek i pozostałości ! Ujmując to prościej - będąc pozbawieni epistemologicznych podstaw dla obiektywnej wiedzy , mając do dyspozycji tylko jej osobisty aspekt (fiducia) nadali jej absolutny wymiar. Dla nich wiara miała charakter czysto subiektywny i osobisty i to uważam za ich fundamentalny błąd, u źródeł których było skompromitowanie podstaw Biblijnej Epistemologii i związnej z tym etyki. Ponieważ jak sam Apostoł Paweł pisał w Liście do Rzymian , wiedza na temat Boga jest czymś ogólnie objawionym danym wszystkim ludziom. Na podstawie tej wiedzy Pan Bóg będzie wszystkich sądził i z tego tytułu wszyscy jesteśmy postawieni w swoisty stan oskarżenia :
"Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz. Wiemy zaś, że sąd Boży według prawdy dosięga tych, którzy się dopuszczają takich czynów. "(Rzymian 2:1,2) .
Chciałbym również wspomnieć ,iż w konserwatywnej tradycji reformowanej fideizm nigdy nie był wpływowym nurtem . Przyjmując Słowo Boże w całości ( Sola Scriptura pociąga za sobą również zasadę Tota Scriptura) jako podstawę myślenia nie tylko teologicznego , ale jako podstawę wszelkiej aktywności intelektualnej bez której nie można wydawać sensownych predykatów odnośnie rzeczywistości. , wówczas ta fałszywa dychotomia między wiarą a wiedzą zanika ( w nawiasie należy stwierdzić ,iż to nie Karl Barth był największym teologiem XX wieku , jak to omylnie stwierdził papież Pius XII , lecz Cornelius van Till , który wykazał i skrytykował związki liberalnego i neokonserwatywnego protestantyzmu z kantowską epistemologią ). W klasycznym ujęciu reformowanym wszelka wiedza jest objawiona przez Boga. Nasza cała wiedza na temat wszechświata jest Objawieniem Bożym. Oczywiście człowiek żyjący w stanie naturalnej rebelii przeciwko Stwórcy będzie temu zaprzeczał . Przy czym potrzebujemy specjalnego działania łaski by poznać prawdy teologiczne na temat Jezusa Chrystusa osiągając tym samym wiedzę konieczną to zbawienia. W tym miejscu można poznać głębokie filozoficzne i teologiczne implikacje doktryny Suwerenności Trójosobowego Boga oraz w jaki sposób są nas w stanie chronić przed postkantowską i postmodernistyczną epistemologią , którą współczesna teologia jest zarażona.
Na koniec chciałbym również dokonać krótkiej "apologi" Marcina Lutra i jego niesłynnego określania rozumu mianem ...(cenzura) Szatańskiej. Co tak naprawdę Marcin Luter miał na myśli gdy rzucał takie ostre i wulgarne inwektywy na jedną z naszych najważniejszych zdolności poznawczych ? Czy głosił on te poglądy pod wpływem kilku głębokich kufli piwa ? Czy może w swojej szaleńczej rebelii przeciwko papiestwu , odszedł już od wszelkich zmysłów ? Wydaje mi się ( oczywiście biorąc pod uwagę całość nauki Lutra , z którym się miałem do tej pory okazję się zaznajmić ) , iż nie można analizować tych kontrowersyjnych wypowiedzi w oderwaniu od jego koncepcji grzechu oraz dramatycznych konsekwencji dla naszych zdolności poznawczych. Według Lutra skutki grzechu pierworodnego są jak najbardziej radykalne mające nawet wpływ na wszytkie nasze intelektualne zdolności poznawcze. Mówiąc krótko : nawet nasz rozum jest skalany skutkami grzechu pierworodnego. I co się dzieje z rozumem bez łaski wiary ? Oczywiście wówczas podobnie jak nasza "wolna wola" , staje się tylko marionetką w ręku Szatana . Czyż Szatan nie jest jedną z najbardziej inteligetnych stworzeń ? Czy Pan Bóg nie dał wielkiego intelektu Lucyferowi ? Historie nowożytnej Europy daje wiele przykładów co się dzieje gdy zaczynami używać rozumu w oderwaniu od Bożego Objawienia. Doskonałym przykładem jest Rewolucja Francuska gdzie ostatecznie Racjonalizm Republiki Francuskiej , będący oficjalnym wyznaniem tego państwa , doprowadził do utworzenia nowej religii, masowych morderstw, oraz tyrańskiej dyktatury , na napoleońskim cezaryźmie kończąc. Czasy nowożytne dostarczają nam wielu przykładów gdy rozum staje się swoistym "bożkiem" ( w czasach Robespierra "rozum" był dosłownie bożkiem, na część którego budowano świątynie - ot do jakiego irracjonalizmu doprowadził racjonalizm I Republiki Francuskiej !) .
Dla biblijnie myślących Chrześcijan jest rzeczą oczywistą ,iż intelekt ludzki na skutek rebelii wobec Stwórcy , nie jest moralnie neutralny również jest wykorzystywany w celu aktywnego tłumienia wiedzy na temat Boga.
"Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi." (Rzymian 1:21,22)
Również w innym miejscu Marcin Luter przyznał :
"Poza wiarą i wiedzą na temat Boga rozum jest ciemny w sprawach duchowych , ale poprzez wiarę jest on obrucony w światło ,dla wiernego służy jako doskonały instrument dla pobożności. Ponieważ wszystkie naturalne umiejętności i dary służą dla celów bezbożnych dla ludzi nie znających Boga , dla ludzi pobożnych służą one ku zbawieniu.
Elokwencja wychwyla wiarę , rozum pozwala na jasną i przejrzystą mowę ..... . Rozum otrzymuje życie z wiary , wiara uśmierca rozum , jednak następnie przywołuje go z powrotem do życia " ( Weimar-Tischreden 3, no. 2938a)
Mam nadzieję ,iż ten wpis przybliżił nieco doktrynę Sola Fide czytelnikom Frondy zza drugiej strony rzeki Tyber i to iż przyjęcie tej perspektywy nie musi wiązać się koniecznie z samobójstwem intelektualnym.
I czekam również na twoje komentarze Marku !
Fan Johna Owena.
Odsłon: 776 Komentarzy: 46
Sunday,07 August 2011,01:06
Kategoria: Teologia Sunday, 07 August 2011, 01:06
"Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli. "(Rzymian 8:13)
W dziesiejszym wpisie chciałbym przedstawić trochę bliżej sylwetkę , jednego z wielkich , lecz niestety zapomnianych teologów puritańskich Johna Owena. Mam nadzieję , iż będe w stanie wykazać dlaczego myśli tego teologa miały wielki wpływ na mój rozwój duchowy oraz dlaczego są jak najbardziej istotne w czasach współczesnych.
John Owen żył i tworzył w niezwykle burzliwych czasach w dziejach swojego narodu - wojny domowej w Anglii. Na własne oczy mógł doświadczyć wielu nieszczęść i nieprawośći ludzkich będących efektetm tejże wojny, co też w pewnej mierze miało wpływ na tematykę jego twórczości. John Owen był jednym z wybitnych przedstawicieli nurtu w Kościele Anglikańskim zwanym powszechnie Purytanizmem. Celem Purytanów , było doprowadznie dzieła Reformacji do końca, wobec faktu ,iż pod rządami Królowej Elżbiety I osiągnięty został swoisty kompromis. Tzn. oficjalnie zaakceptowano doktrynę ewangelicką jako oficjalną wykładnie Kościoła Anglii , lecz zachowano wiele formliturgicznych i praktyk właściwych Rzymskiemu Katolicyzmowi. Celem Purytan było, oczyszczenie Kościoła Anglii z tychże przedreformacyjnych pozostałości.
W czasach królowej Elżbiety I oraz króla Jakuba I , Purytanie byli tolerowaną grupą w obrębie oficjalnego Anglikanizmu. Stan ten zmienił się w czasach króla Karola I i mianowanego przez niego biskupa Canterbury Williama Lauda , którego celem była swoista kontrreformacja , z tymże bez udziału papieża. Karol I or William Laud zaczeli ograniczać w znacznym stopniu działalność Purytan do tego stopnia ,iż stali się oni grupą prześladowaną. Reformy kościelne Williama Lauda, były próbą narzucenia dawnych praktyk liturgicznych z czasów przed reformacyjnych. Kóściół Anglii zdawał się stawać coraz bardziej Rzymsko Katolicki , z tymże była to bardzo specificzna odmiana Katolicyzmu , który nie akceptował papieża jako głowy Kościoła lecz króla. Karola I Stuart wierzył w absolutne uprawnienia Monarchy do sprawowania zwierzchnictwa w Kościele , i mimo ,iż prosta i surowa pobożność Purytan oraz głoszona przez nich nauka o predestynacji była tylko dla niego zgorszeniem i budziła odrazę , to nie zamierzał dzielić się on władzą w Kościele z Papieżem.
Głównym problemem wprowadzanych przez Karola I i Williama Lauda było to,iż w żadnej mierze nie były one opcją. Karol I nie tolerował żadnych odmiennych grup religijnych (tym bardziej Katolików wiernych papieżowi) tym bardziej Purytan. Ale Purytanie byli drugim pokoleniem Reformatorów. Wierzyli ,iż na nich spoczywa obowiązek doprowadzenia dzieła Reformacji do końca.Byli niezwykle dumni ze swojej surowej pobożności i wierzyli ,iż prezbiteriańśki ustrój kośioła jest jedynym dopuszczalnym na gruncie Pisma Świętego. William Laud stopniowo ograniczał możliwości uprawniania nabożeństwa przez Purytan. Nie pozostawali oni bierni wobec prób narzucenia gorszącej ich pobożnośći - rodem z przedreformacyjnej Anglii. Tak więc srzeciwiali się oni aktywnie przeciwko absolutystycznym zapędom Karola I. Efektem tej kolizji była długotrwała wojna domowa , której polityczny przebieg prawdobodobnie czytelnicy Frondy mają okazję znać z podręczników historii.
John Owen był przede wszystkim teologiem i akademikiem. Wykształcony na Quenn's College , będącym częścią Oksfordu, głównym zainteresowaniem Owena były debaty i doktryna Chrześcijańska . Był on przeciwnikiem rosnącego wówczas w siłę Armianizmu , który to dzisiaj jest , nie do końca świadomie , wyznawany przez większość tak zwanego świata Protestanckiego. Wraz z wybuchem wojny domowej John Owen, był zwolennikiem Parlamentu. Niejednokrotnie głosił kazania przed rewolucyjnym Parlamentem. Także był on w samym centrum tychże niezwykle dramatycznych i najdoniośliejszych w historii Anglii zdarzeń. John Owen był kapalanem Olivera Cromwella. Podczas wojny domowej był on pastorem Christ Church oraz dziekanem Trinity College.
John Owen był niezywkle płodnym autorem .Napisał on ponad osiemdziesiąt traktatów teologicznych , posiadającym nadzwyczajne zdolności analityczne ido dzisiaj jego dzieła należą to absolutnych klasyków Reformowanego Protestantyzmu i moim zdaniem powinny należeć do Kanonu Chrześcijańskieg Teologii, której współczesny obraz można porównać do rozległej pustynii duchowej i intelektualnej.
Ale dlaczego twórczość Johna Owena powinna dotyczyć nas , współcześnie żyjących ludzi w zupełnie odmiennych warunkach krajobrazu religijnego i duchowego ? Dlaczego to miało takie znaczenie dla mnie , osoby wychowującej się w odmiennej kulturze i atmosferze intelektualnej , gdzie Pan Bóg nie jest już przyjmowany za oczywsite centrum rozważań i myśli ludzkiej ? Miało to niezwykle doniosłe znaczenie ponieważ z jego dzieł dowiedziałem się ... o idea Chrześcijańśkiego Dżihadu .... Swoistej Świetej Wojny. Tak jest , Nowy Testament wyraźnie mówi o idei walki duchowej , o której tak naprawdę nie chcemy słyszeć i często ignorujemy. W swoim krótkim dziele "Overcoming Sin and Temptation " Owen nawołuje do wojny wszystkich Chrześcijan ! Ale do wojny przeciwko komu ?....... Wojnie przeciwko nam samym ! Ściślej rzecz ujmując wspomniane przeze mnie dzieło Owena , jest swoistym instruktażem uświęcenia - batalii duchowej do której powołani są wszyscy Chrześcijanie .
Ta krótka rozprawa , przyjmuje za podstawę rozważań słowa Apostoła Pawła z Listu do Rzymian (8:13)
"Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli. "
Pierwsze część rozdziału ósmego Listu do Rzymian zawiera istotę duchowej walki, ludzi narodzonych przez Ducha Świętego do życia w Jezusie Chrystusie. Jest wyraźnie rozgarniczenia pomiędzy ciałem a Duchem . Jak wspomina św. Paweł we wcześniejszym miejscach tego rozdziału ósmego , wszyscy Chrześcijanie żyjący w Jezusie Chrystusie są narodzeni poprzez Prawo Ducha , które uwalnia nas od prawa grzechu. Co może oznaczać ciało w takim ujęciu ? Czy nasze fizyczne ciała są złe same z siebie ? Czy św. Paweł może uczy pewnego Manicheizmu ? Interpretując te wersy w szerszym kontekście należy uznać ,iż ciało oznacza nasze grzeszne skłonności . Jest to nasza grzeszna natura.
Można to wywnioskować z następującego fragmentu Listu do Galatów :
" Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, 20 uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, 21 zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą. "(Galatów 5 , 19-21) .
Także czytając to w odpowiednim kontekście ,który nie jest trudny do ustalenia dla przeciętnego czytelnika widzimy co produkuje grzech będący częścią naszej natury : nierząd , rozłamy zazdrość , pijańśtwo , hulanki i tym podobne ! Nie jest to bynajmniej lista wyczerpująca.
Z tego samegu fragmentu Listu do Galatów możemy się też dowiedzieć co stanowi owoc działania Ducha Świętego , w życiu Chrześcijan :
"
Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa "
(Galatów 5: 22,23) .
Można długo kontemplować i rozpisywać się nad paradoksalną naturą sformułowania św. Pawła .... " bo jeśli będziecie żyli według ciała , czeka was śmierć ... " , czyli kierowanie się naszymi grzesznymi skłonnościami prowadzi nas do jednego ... do śmierci - tej duchowej i fizycznej. Zresztą nie trzeba sięgać do specjalnego objawienia zawartego w Piśmie Świętym by widzieć jak destruktywne konsekwencje ma grzech i nasze nałogi, uważam iż każdy może się z tym zgodzić mimo ,iż nie każdy podziela kalwińską naukę o naturzę grzechu prezentowaną przez Johhan Owena.
No ale będąc odrodzonym w Chrystusie jesteśmy wezwani przez św. Pawła do uśmiercania naszych popędów ciała , po to by osiągnąc życie .... Czyli ciało musi umrzeć by osiągnąć życie duchowe , wieczne .... Czyli życie według ciała oznacza śmierć , śmierć dla ciała oznacza życie . Doprawdy czytałem i kontemplowałem nad tym wersem wiele godzin wielokrotnie i nie do końca wydaje mi się ,iż będę w stanie ogarnąć to moim małym i skazanym grzechem rozumem. Bo jaka głębia tajmnicy dotyczących Trójosobowego Boga oraz nas samych jako grzesznych stworzeń zawarta jest w tym krótkim wersie! Duch , który jest Osobą Trójcy Świętej działa w takich zdeprawowanych i grzesznych stworzeniach po to by przynieść owoce wiary , jakim są " ... miłość , radość , pokój, cierpliwość , uprzejmość , wierność , łagodność , opanowanie ..".
Dobro w nas samych nie pochodzi od nas lecz pochodzi od Ducha Świętego. Od nas pochodzi nic tylko " ..... nierząd , rozłamy , zazdrość , pijańśtwo ... ". Ale umartwianie jest tylko celem jakim prowadzi do naszego osatecznego celu jakim jest życie w Chrystusie. Najbardziej doniosły i niesamowity aspekt sanktyfikacji w ujęciu Johna Owena jest jej osobwy cel. Ostatecznie chodzi o komunię , współistnienie z Chrystusem , który powołuje nas do życia w Nim poprzez swojego Ducha. Oczywiście doświadczanie obecności Chrystusa w naszym życiu prowadzi do wielkiej radości i spełnienia , którego upadły świat nigdy nie będzie w stanie w żaden sposób dostarczyć. Dlatego też dla Purytan uświęcanie było jak najbardziej doniosłym celem i dlatego ich styl życia często był postrzegany przez ich adwersarzy jako nic innego jak tylko przesadny rygoryzm moralny . Ale j ak dalekie jest od karykaturalnego ujęcia kalwnizmu, według którego ludzie to tylko zaprogramowane roboty przez Pana Boga. Wprost przeciwnie , to Pan Bóg przez swojego Ducha przemienia nas z duchowych zombii zmierzających samozagłady , w swoich Synów . Jest w stanie dać nam nowe życie w Chrystusie.
Po lekturze "Overcoming Sin and Temptation" , zadawałem sobie przez długi czas pytanie : co ja wogóle czytałem do tej pory ? Wszystkie inne lektury ,której ceniłem sobie wysoko zdały mi się tylko słomą i stratą czasu ! Lektura tego zaniedbanego współcześnie teologa był dla mnie olbrzymim błogosławieństwiem i będzie zawsze służyć jako nieoceniony przewodnik w mojej walce duchowej z sobą samym .
Oczywiście dzieło Johna Owena jest krótką i dogłebną analizą rozdziału 8 Listu do Rzymian , i mógłybym rozpisywać się nad tym bardzo długo , ale chciałem tylko czytelników Frondy zachęcić do głebszej refleksi nad treścią 8 Rozdziału Listu do Rzymian. Niestety nie wydaje się ,iż byłyby dostępne na polskim rynku wydawniczym jakieś przetłumaczone pozycje Johna Owena. Ale słowa św. Pawła w tej kwestii powinny być dostępne wszystkim.
Dziękuje za uwagę i pozdrawiam wszystkich.
Fan Johna Owena.
Odsłon: 1346 Komentarzy: 92
Saturday,07 May 2011,04:18
Kategoria: Teologia Saturday, 07 May 2011, 04:18
"Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości - aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu. "(2 Tymoteusza 3, 16,17)
W dzisiejszym wpisie chciałbym ustosunkować się co do wypowiedzi Włóczęgi oraz innych krytyków Protestanckiej zasady Sola Scriptura. Osoby śledzące ten spór powinny być zaznajomiene z moimi argumentami podanymi w obronie Pisma Świętego jako jedynej nieomylnej regule wiary , z racji tego ,iż jest ona natchniona przez samego Pana Boga. Do tej pory , osią ataku na wyznawaną przez Ortodoksyjnych Protestantów zasady Sola Scriptura jest fakt , iż nie jesteśmy w stanie udowodnić kanoniczności danych ksiąg . Nie jaką zagadką dla mnie pozostaje dlacze miałbym udowodniać Kanoniczność - Boże Natchnienie Ksiąg Staregu i Nowego Testamentu dla osoby która tą kanoniczność uznaje ? W celu ukazania ,iż brak nam "absolutnej pewności" ( chciałbym się dowiedzieć co ta absolutna pewność oznacza)? Moje kryteria na kanoniczność podałem już . Dla kolegi Włóczęgi nie są one konkluzywne. Dla mnie one są . Dlatego też akceptuje je jako Księgi Natchnione. Nieraz przypomina mi to debaty z ateistami , podczas których zawsze zaczynam od zadania pytania jakie to kryteria czy też dowody na istnienie Pana Boga są dla nich przekonywujące. Z reguły brak jest odpowiedzi. Ostatecznie okazuje się ,iż dla osoby ,która z góry zakłada nie istnienieBoga żadne dowody na Jego istnienie nie są w stanie go przekonać. I w tym przypadku dla osoby , która z góry posługuje się pewną , nie dokońca zprecyzowaną definicją Tradycji , jako ostatecznym kryterium "pewności" czy też "konkluzywności " wykazanie kanoniczności Ksiąg Starego i Nowegoi Testamentu , staje się niemożliwe. Ogólnie wiem ,iż we wpisach na łamach Frondy dotyczących kwestii autorytetu , staje przed karkołomnym zadaniem. Gdyż przyjmowanie przez drugą stronę w dyskusji pewnej definicji Tradycji jako punkt wyjścia i ostatecznego kryterium poznania , uniemożliwia mi przekonania jej do stosowania innych kryteriów.
Ale skoro Rzymscy Katolicy , lubią się posługiwać się terminem Tradycja i nadawać jej wymiar niezwykle sakralny , uzasdniający wiele niezwykle kontrowersyjnych dogmatów i praktyk kościelnych , może warto byłoby się pokusić o próbę zdefiniowania tego pojęcia. Często w dyskusjach zarzucane mi jest nie wiem co to znaczy , kolega Jacek Schmidt uważa ,iż poprzez Tradycje rozumiem jakieś tam zabobony , a nie coś co ma mi pomóc w rozumieniu Pisma Świętego i
.... Tradycji. Z kolei kolega Włóczęga , twierdzi iż przyjęcie tejże Tradycji jest w stanie dać mi "absolutną pewność" ( chciałbym wiedzieć co Pan Włóczęga rozumie pod tym pojęciem ?) . No ale mógłbym sięgniął do "nieomylnych " źródeł wiary , do których bez wątpienia należą dekrety Soboru Trydenckiego, który wyznacza współczesne rozumienie Tradycji, które przez Katolików jest zrównywane z natchnionym Słowem Bożym.
Otóż Sesja IV Soboru Trydenckiego, Dekret Pierwszy określa źródła wiary w sposób następujący :
"...by usuwając błędy zachować w Kościele wyłącznie czystą
ewangelię, którą dawno temu obiecali Prorocy, a którą najpierw zwiastował własnymi ustami
sam Pan nasz Jezus Chrystus, Syn Boży, który następnie nakazał swym Apostołom głosić ją
wszelkiemu stworzeniu jako źródło wszelkiej zbawiającej prawdy i zasad postępowania.l
Świętemu zgromadzeniu wiadome jest, że ta prawda i zasady postępowania znajdują się w
księgach spisanych i niespisanych tradycjach [przekazach], które Apostołowie otrzymali z
ust samego Chrystusa, bądź przyjęli je z natchnienia Ducha Świętego i przekazywali aż do
naszych czasów. "
" Idąc za przykładem prawowiernych Ojców, Sobór z takim samym pobożnym przywiązaniem i
czcią uznaje i czci wszystkie księgi zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, skoro jeden
Bóg jest autorem obydwu, a także tradycje dotyczące zarówno wiary jak i postępowania,
podane zarówno przez usta Chrystusa lub Ducha Świętego, i zachowane dzięki nieprzerwanej
sukcesji w Kościele katolickim."
Także z wypowiedzi Soboru Trydenckiego ( które to dla Rzymskich Katolików, stanowią nieomylne źródło wiary i których to postanowieniami są oni związani) , można wysnuć wniosek ,iż klasyczną definicją Tradycji odnośnie źródeł objawnienia jest definicja partim - partim. Tzn. czesc obowiazujących prawd wiary została zawarta w Pismie Swietym, a część w .... ustnych przekazach apostołów. Udarzające jest to ,iż od strony formalnej jest to definicja zbliżona do tej prezentowanej przez herezje gnostycką. Gnostycy uwazali ,iż mieli oni wgląd do pewnych niezapisanych "tradycji " pochodzących od samych apostołów.Współcześnie taki "wgląd" zdaje się mieć Kościół Rzymsko Katolicki. Dla mnie kwestia ta jest nie do zaakceptowania , gdyż w tej sposób ujmując Tradycję jako jedną z zasad wiary obok Pisma Świętego można by udowodnić każdy dogmat oraz stawia omylne instytucje kościelne w ramach ostatecznego arbitra co do zasad wiary.
Jak łatwo wykazać z historii każdy kościół , czy to będzie Kościół Rzymsko Katolicki czy Prawosławny i czy jedna z wielu odmian Protestanckich Wspólnot Kościelnych ( których przyjemność mam sam bycia członkiem) są omylne , gdyż składają się tylko z grzesznych ludzi. Jedyną nieomylną reguła wiary może być tylko to co jest Natchnione przez samego Pana Boga. To jest moja główna oś argumentu , przeciwko zrównywania tak zdefiniowanej Tradycji z Pismem Świętym.
Często też czytelnicy na łamach Frondy ,posiadający niezwykle bogatą wiedzę w tej dziedzinie starają się mnie wyperswadować ,iż KRK nie uczy nic poza Biblią . Iż Tradycja nie zawiera żadnych poza biblijnych dogmatów. Przyjmując oficjalne dokumenty Magisterium Kościoła Rzymsko Katolickiego , można się przekonać iż twierdzenie to jest zupełnie nieuzasadnione. Przedstawianie tego inaczej (tradycji jako tylko interpretacji Pisma Świętego), jest tylko próbą pewnego "rozmydlenia " kontrowersji mający na celu jakby odciągniecie uwagi od istoty sporu.
No ale na pytanie dlaczego, mamy zaakceptować autortytet Kościoła Rzymsko Katolickiego jako naczelnego arbitra w sprawach wiary i moralności , albo formułując to inaczej dlaczego Kościół Rzymsko Katolicki posiada tą niezapisaną tradycję, Włóczęga na poparcie tego i chcąc uniknąć zarzucanego mi koła logicznego , stara się przedstawić pewną "spiralę" logiczną.
Wymienia :
1. Zmartwychwstanie Pana Jezusa jest faktem historycznym, podobnie jak powołanie Apostołów. Wniosek- Pan Jezus jest Bogiem, bo żaden człowiek nie może zmartwychwstać."
Oczywiście ,iż istnienie Pana Jezusa jest potwierdzone w świeckich źródłach. Ale by odnieść się do jego Zmartwychwstania , należy odnieść się do Nowego Testamentu. Osoby wierzące uznają to za wiarygodne źródło historyczne . Osoby nie wierzące nie. Także stwierdzenie iż Chrystus Zmartwychwstał ( które to samo w sobie nie jest nam w stanie udowodnić , iż Pan Jezus był Bogiem ) , jest wyznaniem wiary. Oczywiście jest wiele powodów by uznać Nowy Testament za wiarygodny historycznie. Większość współczesnych biblistów świeckich tego nie czyni. Niektórzy chcą to " odmitologizować" . Wyznanie ,iż Chrystus jest Bogiem jest wyznaniem wiary. Ale nawet od tego jest jeszcze droga daleka by uznać KRK za w pełni apostolski. Do czego kolega się odwołuje by wykazać Zmartwychwstanie ? Do Nowego Testamentu ! A Nowy Testament jest częścia Tradycji. I są one obiektywnie werifikowalne , tylko jeśli przyjmie się Tradycję jako punkt wyjścia i część argumentu. Ale jeśli nie przyjumjesz tejże Tradycji , to wówczes nie jesteś w stanie tego udowodnić.
2. Sukcesja apostolska od czasów Pana Jezusa do dnia dzisiejszego w Kościele. (dowodem są dokumenty historyczne)
W jaki sposób możesz wykazać nieprzerwany łańcuch sukcesji ? Tylko poprzez odwołanie się do twojej Tradycji. Mam na myśli nie przerwany. Co jest tą sukcesją ? Czy sukcesja pochodzi od św. Piotra , czy też od poszczególnyc apostołów ? I znów aby to udowodnić , musisz odwołać się do Tradycji .
3.Ewangelie są wiarygodnym źródłem historycznym i są tam zawarte obietnice Pana Jezusa, że da specjalną asystencję Ducha Św. Kościołowi założonemu przez Apostołów- co do obietnic patrz fragmenty przytoczone w moim poście z 21:51.
Skad możesz powiedzieć ,iż są one wiarygodne ? Większość historyków świeckich nie uznaje je za wiarygodne . Uważają ,iż są one przemieszane z mitami. W jaki sposób im to udowodnisz. Wiem , poprzez odwołanie się do Tradycji. Co do asystencji Ducha Świętego , ty zakładasz ,iż Kościół o którym mówił Jezus Chrystus jest tożsamy ze współczesnym KRK. I jest to tylko twoja wiara. Bo Kościół w czasach apostołów nie posiadał tych cech i głosił tych nauk , które głosi współczesny KRK. Ja stwierdzam to ,na podstawie Nowego Testamentu ,które uznaje za Słowo Boże. I ty żeby stwierdzić inaczej to musisz odwołać się do ... Tradycji . A kto definiuje Tradycję ? Współczesny Kościół Rzymsko Katolicki . I tutaj koło się zamyka.
4. Istnieje Tradycja sięgajaca czasów apostolskich i nie zawarta w Piśmie Św- jej istnienie (podkreślam istnienie, nie treść) wynika z wzmianki w Ewangelii św. Jana, że nie wszystkie znaki spisano. Ta Tradycja jest kultywowana w pierwotnym Kościele (początki pisemnych świadectw to np. Didache, ktore jest wcześniejsze od niektórych ksiąg Nowego Testamentu). Jest ona dopełnieniem i wyjaśnieniem Pisma Św.
Tutaj jest nic innego jak wyznanie wiary . Bo na czym opierasz to twierdzenie ( na wzmiance to Ewangelii według św. Jana) , a czym są Ewangelie jak nie częścią Tradycji , w twoim ujęciu. A Ewangelie nie są jakimś "obiektywnym kryterium" . Oczywiście są one dla ciebie po uznajesz je za część , twojej reguły wiary. Ale na każdym świeckim uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych, możesz się dowiedzieć ,iż one nie są wiarygodne, jeśli masz okazję uczęszczać tam na zajęcia. Samo powoływanie się na Ewangelię Jana ( która jest przez ciebie wyrwana z kontekstu , który mówił o znakach i cudach Jezusa Chrystusa , ale nie o treści wiary które należy przyjąć poza Pismem Świętym, i ale ty przy całym nie omylnym Kościele nie możesz podać jednej i wyczerpującej listy tych znaków , cudów czy też tradycji . ) I oczywiście nie potrafisz ustalić w sposób wyczerpujący listy tych tradycji sięgających czasów współczesnych.Jeśli nawet nie potrafisz ustalić ich treści jak możesz twierdzić ,iż są nie omylne ? W jaki sposób możesz opierać Kanon Pisma Świętego Także znowu odwołujesz się do kryterium wewnętrznego.
Podsumowując: Z wielu debat na temat Solo Scriptura oraz autorytetu i roli Tradycji w życiu Kościoła , można odnieść wrażenie ,iż Katolicy często posługują się tym Słowem bezwiednie. Z reguły posługują się nim niekonsekwetnie , nie będąć świadomym oficjalnej definicji tego terminu. Ma to być magiczne słowo , które jest w stanie rozwiązać nasze wszystkie problemy i dylematy epistemologiczne .Można to porównać do swoistej teologicznej "szarej maści" , będąca skutecznym lekarstwem na wszystkie dylematy interpretacyjne czy też poznawcze.Takie panaceum na powszechnie panująca hemofilię w teologii Rzymsko Katolickiej. Ma to nam gwarantować "absolutną pewność". Ale nie zyskujemy żadnej pewności akceptując ją . Bo jak może dać nam pewność coś czego nie możemy zdefiniować , którego treści nikt nie może w sposób wyczerpujący określić ? Coś co cały czas "fluktuuje " jest czymś "dynamicznym" jak wyraził się kolega Jacek Schmidt? W wiekszości wypadków posługiwanie się słowem Tradycja nie prowadzi to zbytniego wyjaśniania samego tekstu Pisma Świętego . Często w prost przeciwnie , tylko wypacza prawidłową interpretację. Najczęściej prowadzi do zaniedbania , czy też ,jako to było w dawnych przedsoborowych czasach , nawet do zniechęcania ludzi od regularnego czytania i interpretowania Pisma Świętego. W praktyce też , prowadzi to uznania nadrzędności tejże , nie do końca zdefiniowanej reguły wiary nad tym co powinno być absolutnie nadrzędne : Pismem Świętym - Słowem Bożym .
Pozdrawiam wszystkich zza drugiej strony rzeki Tyber.
Fan Johna Owena
Odsłon: 1132 Komentarzy: 171
Thursday, 29 March 2012
Tuesday, 03 July 2012
Sunday, 22 April 2012
Saturday, 03 November 2012
