
Monday,30 August 2010,16:25
Kategoria: Ogólne Monday, 30 August 2010, 16:25
Państwo wybaczą :) Z racji wakacji wpisów zabrakło, a z racji zbliżającego się roku akademickiego – nie należy spodziewać się ich częściej, niż dotychczas. W praktyce chyba blog zostanie zawieszony. Na F wpadać będę, głównie po to, żeby z wielką uciechą komentować wypociny innych :)
Zapraszam natomiast na forum portalu e-sancti.net
Pozdrawiam! <><
Odsłon: 457 Komentarzy: 3
Friday,18 June 2010,22:53
Kategoria: Wiadomości Friday, 18 June 2010, 22:53
Odsłon: 420 Komentarzy: 0
Sunday,30 May 2010,16:28
Kategoria: Wiadomości Sunday, 30 May 2010, 16:28
Jak dobrze jest mieć Wspólnotę… :)
Masakrycznie megawielkie doświadczenie żywego Kościoła. Eucharystia, jedna z pierwszych odprawianych przez wyświęconego tydzień temu kapłana – syna naszych odpowiedzialnych, wywodzącego się, wyrastającego ze Wspólnoty. Nagle tak bardzo żywo rozumiem określenie "z ludu wzięty"… Tak, to prawda :) Buzia mi się cieszyła od ucha do ucha na Eucharystii, Pan tak mocno pozwalał mi doświadczyć jedności Kościoła i Wspólnoty… Swojej obecności :) Nawet kiedy Jezus w Hostii upadł kapłanowi na ziemię, nie wywołało to we mnie takiego smutku, jak kiedy indziej. Tym razem zobaczyłam w tym prawie prorocki obraz Boga przychodzącego tak blisko, uniżającego się tak bardzo, Ducha "spadającego" na Zgromadzenie Eucharystyczne i jednoczącego się z nami, jednoczącego nas, wypełniającego i spajającego nas Sobą. Niesamowite.
Malutki kościółek z surowego kamienia wypełniony był po brzegi. Pieśni i hymny były mocne. Śpiewaliśmy jednym, mocnym głosem. Cały kościół zaangażowany był w modlitwę, jeden duch, jedno serce. U kapłana widziałam wielką pokorę. Świadomy był, że jest jednym z nas, że spośród nas pochodzi i Bóg go wybrał bez jego zasługi, żeby stawał przed Nim w naszym imieniu i zanosił Mu naszą modlitwę. Żeby na jego słowo Jezus mógł stać się wśród nas obecny fizycznie.
Po Eucharystii błogosławieństwo prymicyjne. Specjalne, papieskie. I niesamowita świadomość – tak wielki przywilej Pan nam daje ze względu na to święto. Sam Bóg świętuje i raduje się. Całe niebo razem z Nim, cały Kościół, w niebie, na ziemi, w czyśćcu… – dlatego, że nasza wspólnota wydała tak piękny owoc.
Panie, błogosław temu kapłanowi i całej jego rodzinie. Błogosław naszej Wspólnocie, błogosław naszej lokalnej Wspólnocie w diecezji. Niech się rozwija i wydaje więcej takich cudownych Owoców :)
Odsłon: 527 Komentarzy: 11
Monday,05 April 2010,00:53
Kategoria: Modlitwa Monday, 05 April 2010, 00:53
Szukam 6 osób do margaretki za pewnego Bożego kapłana :)
Ponieważ szukam w różnych miejscach, gdyby uzbierało się nas więcej, niż 7, mam już w kolejce też kilku innych do "zagospodarowania" w margaretkach :)
Szczegóły na omyk@e-sancti.net lub gg 8926163.
Edit – komplet zebrany :) coś kiepski macie refleks… ;)
Odsłon: 406 Komentarzy: 0
Friday,05 February 2010,22:23
Kategoria: Ogólne Friday, 05 February 2010, 22:23
W ostatnich dniach "motywem przewodnim" stał się dla mnie pokój serca.
Najpierw moja niewierność i trudna spowiedź, taka z tych, które chciałoby się odbyć na biegunie północnym z papierowym workiem na głowie. A potem… Dobroć i wierność Pana, Który nie tylko obmywa z wszelkiego grzechu, ale chce też umacniać, odnajdywać dobro tam, gdzie ja widzę tylko bagno, pomnażać je w jakiś cudowny sposób, który tylko On zna…
Dużo było w ostatnich dniach niepokoju. To on tak naprawdę był źródłem moich niewierności. Ten paskudny, nieuświadomiony niepokój, który zbyt dobrze się maskuje, żeby od razu umieć nazwać go po imieniu. To tak jak z chronicznym, "podświadomym" stresem. Jakiś czas temu przeżywałam część pierwszą terapii, wtedy Pan rozpoczął Swoje dzieło, rzucając pierwsze światło na utracony pokój. Wtedy przylgnęłam do kanonu z Taize: "In God alone my soul can find rest and peace, in God my peace and joy…" – modlitwa serca :)
Teraz uzdrowienia wewnętrznego part II. Musiałam przejść przez doświadczenie własnej niewierności, żeby móc umocniona spojrzeć na Niego i z Nim związać się jeszcze bardziej. Tak – umocniona. Mocniejsza po zdradzie i przyjęciu przebaczenia, niż przed nią.
Kilka dni temu na forum internetowym, które jest moim stałym miejscem w sieci, przeczytałam o książce "Szukaj pokoju i idź za nim". Wygooglowałam tytuł, pomyślałam sobie, że chcę ją zdobyć i przeczytać. Nikomu o tym nie mówiłam, nigdzie nie pisałam. Minęły może 2-3 dni, kiedy autor osoba pisząca o książce na forum wysłał mi maila o tytule "obiecane". W załączniku – wiadomo… ;)
Tak więc czytam książkę i wiem już, że to zadanie domowe od Pana Boga, to lektura "na dziś". Wczoraj byłam ze swoją wspólnotą w Albertowie, na majówce. Pojechałam tylko na 1 dzień, bardzo mi się nie chciało. Przyjechałam na deszcz, a to teren w większości otwarty, wszystko mokre, zabłocone… Mówiłam sobie w sercu – nie narzekaj, nie narzekaj, nie narzekaj! Jesteś tu, bo Pan tego chce.
I rzeczywiście. Pierwszym punktem programu, w którym wzięłam udział, była Eucharystia. Już podczas "Gloria" zauważyłam, że zaczyna się przejaśniać. Po Mszy Świętej po deszczu nie było śladu. Nie padało już do wieczora :) Pan kontynuował swoje dzieło, które we mnie rozpoczął. Modliłam się wczoraj prosząc szczególnie o pokój serca. Kiedy wyszłam na środek, kapłan z naszej wspólnoty modlił się nade mną wstawienniczo. Nie prosiłam, nie mówiłam o co. Sam wiedział, że powinien prosić Pana o pokój, radość i umocnienie :) Dziękowałam Panu, że chce mnie prowadzić tak wyraźnie. Pokazuje mi, czego we mnie dokonuje, jak lekarz, który mówi operowanemu pacjentowi – teraz usuwam tę zmianę, może zaboleć. Mnie nie bolało – mój Najlepszy Lekarz obchodzi się ze mną bardzo delikatnie :)
Wieczorem, kiedy miałam okazję podejść do modlitwy wstawienniczej po raz drugi, już wiedziałam, o co prosić :) Tym razem modlili się nade mną przyjaciele ze wspólnoty. Pan przyszedł z wielkim umocnieniem i… nie zaskoczę nikogo – z pokojem serca :)))
Dzięki składam Jezusowi wobec Was wszystkich i błogosławię Go, że tak działa – w sposób jasny, konkretny, delikatny… Jego miłość jest nieprzebrana!
Odsłon: 571 Komentarzy: 4
Tuesday,20 April 2010,00:24
Kategoria: Ogólne Tuesday, 20 April 2010, 00:24
Kocham Cię.
Chcę, żebyś czuł się przy Mnie bezpiecznie. Chcę, żebyś nie bał się przychodzić do Mnie i z Mojego Serca czerpać zdroje łask. Nie myśl o tym, że jesteś niegodny, że nie zasługujesz… Nie czekam na odpłatę. Pragnę jedynie, żebyś przyszedł do Mnie i czerpał obficie wodę żywą ze zdrojów zbawienia.
"Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko. Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a będziecie jeść przysmaki, i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw."
Szukaj tego chleba, który syci.
Zaufaj Mi, Ja pragnę Twojego dobra. Oto staję się Chlebem, żeby nasycić Twój głód – tak bardzo liczę się z Twoimi potrzebami. Przelałem Moją Drogocenną Krew, żeby napoić Cię i obmyć z wszelkich win.
Krwi Chrystusa, Która poisz i oczyszczasz dusze w Eucharystii – wybaw nas!
Odsłon: 434 Komentarzy: 4
Wednesday,24 March 2010,10:09
Kategoria: Kościół Wednesday, 24 March 2010, 10:09
Poprzedni wpis o powołaniu do cierpienia wywołał trochę kontrowersji, więc postanowiłam poszerzyć nieco spojrzenie na ten temat.
Czy Bóg o tych cierpieniach nie wiedział? Czy ich nie dopuścił? Czy nie wpisał ich w ludzkie powołanie?
Cierpi każdy człowiek. Od czasu grzechu pierworodnego wszyscy, bez wyjątku, podlegamy cierpieniom. Ból i cierpienie były, są i będą wpisane w ziemskie życie człowieka – to nie ulega wątpliwości, ani zmianie. Zmienne jest tylko nasze do nich nastawienie, sposób, w jaki je wykorzystujemy. Możemy – przyjmując je godnie i ofiarowując w miłej Bogu intencji – wycisnąć z nich wiele dobra. Możemy też ze skwaszoną miną pogardzać podawanym nam przez Ojca kielichem, nie ucząc się niczego i niczego nie zyskując. Tyle, że to nie zmienia rzeczywistości. Widział kto kiedyś, żeby bunt i narzekanie zlikwidowały cierpienie?
Oddaję głos bp Ziółkowi:
Cierpienie stawia przed człowiekiem wiele trudnych pytań. Choć na różne sposoby szuka się na nie odpowiedzi, cierpienie zawsze pozostaje tajemnicą – tajemnicą, która jest nieodłączną częścią ludzkiego życia. Chrześcijanin wyjaśnienia sensu cierpienia szuka i znajduje w Jezusie Chrystusie. Najpierw dlatego, że dzięki Niemu może odnaleźć sens tego, co ludzkie. Jezus Chrystus – Bóg, który stał się prawdziwym człowiekiem – posłusznie przyjął na siebie wszystko, co ludzkie, i to do śmierci krzyżowej [Flp 2, 8]. W człowieczeństwie Jezusa odnajdujemy także swą wielkość i godność. Jesteśmy przecież dziećmi Boga – zostaliśmy powołani, by żyć w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem i by Go naśladować w swym codziennym życiu. To oznacza także uczestnictwo w Jego cierpieniu. A cierpienie Syna Bożego miało sens – stało się ceną prawdziwej wolności i zbawienia. Cierpienie można więc potraktować jako swego rodzaju powołanie, w którym chory słyszy słowa Chrystusa: Pójdź za Mną! Swoim cierpieniem weź udział w tym zbawieniu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie, przez mój Krzyż. Ci, którzy cierpiąc powtarzają ufnie: niech się dzieje wola Twoja, Boże, czyż nie włączają się w modlitwę Chrystusa w Ogrójcu: Ojcze, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty [Mt 26, 39]. Chrześcijanin, który cierpi wie jeszcze jedno: że wobec tajemnicy cierpienia nigdy nie staje sam, lecz zawsze razem z Chrystusem. On nadaje sens całemu życiu – chwilom radości i pokoju, ale także chwilom cierpienia i utrapienia. Wie, że z Chrystusem wszystko ma sens, a bez Niego niczego nie można do końca wyjaśnić.
http://www.episkopat.pl/?a=slowo_show&id=8
Św. Teresa Benedykta od Krzyża napisała:
Istnieje powołanie do cierpienia z Chrystusem i przez nie do współdziałania w Jego zbawczym dziele. Złączeni z Panem stajemy się członkami Jego Ciała Mistycznego. W swych członkach Chrystus przedłuża własne życie i On sam w nich cierpi. Cierpienie w zjednoczeniu z Panem staje się Jego cierpieniem, jest włączone w wielkie dzieło zbawienia i dlatego płodne. Jest to zasadnicza idea życia zakonnego, przede wszystkim życia karmelitańskiego: przez dobrowolne i ochotne podjęcie cierpienia wstawiać się za grzesznikami i współpracować w odkupieniu ludzkości.
Nie twierdzę, że należy uprawiać jakiś kult cierpienia. Nie, nigdy w życiu. Cierpienie samo w sobie nie ma wartości, nie jest dobre, a może nawet można byłoby powiedzieć: w zamyśle złego było złe (bo przecież to nie Bóg stworzył cierpienie, ono weszło na świat z powodu grzechu). Bóg jednak z każdego zła wyciąga większe dobro. Cierpienie stało się narzędziem zbawienia. Nie samo w sobie, ale przyjmowane z miłością i pokorą.
Mój ukochany św. o. Pio kiedyś powiedział:
Anioły jednego tylko nam zazdroszczą: tego, że nie mogą cierpieć dla Boga. Jedynie ból pozwala powiedzieć z całą pewnością duszy: Mój Boże, widzisz dobrze, że Cię kocham!
Wam bowiem z łaską dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć
ODWAGI!
Odsłon: 549 Komentarzy: 10
Monday,22 March 2010,23:45
Kategoria: Rozrywka Monday, 22 March 2010, 23:45
Straszliwie lubię taką muzykę i ten chór. Mistrzostwo świata. Jeśli się spodoba, poszukajcie też "the battle of Jericho" na youtube.
Odsłon: 437 Komentarzy: 1
Monday,22 March 2010,23:24
Kategoria: Kościół Monday, 22 March 2010, 23:24
Słudzy, bądźcie posłuszni i pełni szacunku wobec swoich panów, nie tylko dobrych i życzliwych, ale i surowych. Ten bowiem zasługuje na łaskę u Boga, kto ze względu na Niego znosi przykrości, niesprawiedliwie cierpiąc.
Cóż to za zaszczyt znosić karę za popełnione wykroczenia? Ale gdy postępujecie dobrze i wytrwale znosicie niezasłużone cierpienia, wtedy zasługujecie na łaskę u Boga!
Do tego bowiem zostaliście powołani!
Chrystus również za was cierpiał i zostawił wam przykład, abyście szli Jego śladami. On nie popełnił grzechu ani na Jego ustach nie było fałszu. Gdy Go znieważano, nie odpłacał zniewagami. Gdy cierpiał, nie odgrażał się, ale oddał sprawę w ręce sprawiedliwego Sędziego. W swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża, abyśmy zerwali z grzechem i żyli sprawiedliwie. Zostaliście bowiem uświęceni przez Jego rany!
To jest nasze powołanie! Cierpieć niesłusznie, niezasłużenie, znosić niesprawiedliwość! Zostaliśmy powołani do bycia poniżanymi, opluwanymi. To takie niemodne. Dzisiaj przecież mówimy dużo i głośno o naszej ludzkiej godności, o wybieleniu szat, o wszczepieniu w Chrystusa. Jesteśmy światłem dla narodów, kim tam jeszcze, ho ho. Tak, to prawda. Ale jesteśmy wszczepieni nie tylko w Zmartwychwstanie Chrystusa, ale i w Jego Mękę i Krzyż! W Jego oplucie, Jego poniżenie, Jego biczowanie, Jego niesłuszne oskarżanie, szyderstwa, drwiny, w całą Jego wszechmocną niemoc.
Któż was skrzywdzi, jeśli będziecie się starać o dobro? Nawet jeśli cierpicie za sprawiedliwość, jesteście szczęśliwi!
Nie bójcie się ich gróźb ani nie dajcie się zastraszyć!
Oddawajcie cześć Chrystusowi Panu w waszych sercach i bądźcie zawsze gotowi odpowiedzieć każdemu, kto zażąda uzasadnienia waszej nadziei. Bądźcie jednak delikatni i pełni respekt. Zachowujcie czyste sumienie, aby zawstydzić tych, którzy was oczerniają i urągają waszemu chrześcijańskiemu postępowaniu.
Lepiej bowiem cierpieć niewinnie – jeśli Bóg tak chce – niż za złe czyny.
Bo i Chrystus raz za grzechy cierpiał – sprawiedliwy za niesprawiedliwych – aby was przyprowadzić do Boga.
Dobro w świecie zawsze jest piętnowane. Wiemy, że jesteśmy z Boga – cały zaś świat leży w mocy złego. Dobrym świat rzuca kłody pod nogi. Zło jednak pociąga za sobą znacznie gorsze cierpienie – śmierć. To prawda, lepiej cierpieć niewinnie na chwałę Boga Jedynego, niż samemu sobie zadawać niewysłowione cierpienia, zanurzając się w ŚMIERCI. W grzechu.
I przy tym: Jak słodkie jest jarzmo Jezusa Chrystusa! Jak lekkie Jego brzemię…
Ci, którzy nie dadzą się zastraszyć – poznają jego smak. Dzisiaj pewnie Benedykt XVI, w Polsce… ks. Gancarczyk, pewnie też Joasia Najfeld. Pewnie wiele osób ten smak poznaje. Może my kiedyś też, może Ty JUŻ miałeś okazję.
I tak poznam Jego samego i moc Jego zmartwychwstania oraz będę miał udział w Jego cierpieniach. A przez śmierć, stając się do Niego podobnym, dojdę do powstania z martwych.
(…)
Bracia, ja nie wmawiam sobie, że osiągnąłem cel. Ale jedno czynię: zapominając o tym, co jest za mną, a zwracając się ku temu, co przede mną, biegnę ku mecie po nagrodę, do której Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.
ODWAGI!
Odsłon: 450 Komentarzy: 12
Friday,03 December 2010,20:10
Kategoria: Kościół Friday, 03 December 2010, 20:10
Od pewnego czasu jestem obecna na Frondzie. Podczytuję, podpatruję, czasem coś napiszę. Wydawałoby się, że chociaż tutaj – w obrębie katolickiego kawałka sieci, powinna panować większa jednomyślność, oczywiście oprócz kilku trolli, którzy zawsze się zjawią (takie już prawo Internetu).
Tak myślałam, i tym większe było moje zdziwienie czytając komentarze pod wieloma artykułami, newsami, notkami na blogach… Pierwszy artykuł z komentarzami poniżej pasa – w porządku, zdarza się. Drugi – niech jeszcze będzie, da się przeżyć. Ale trzeci, dziesiąty, n-ty? Czy my potrafimy dyskutować?
Katolicka społeczność w internecie, w dodatku społeczność, która chciałaby nazywać się mianem inteligencji, niewiele różni się od poziomu onetu. Tam często toczą się wojny katolicy vs. reszta świata, natomiast tutaj – co o wiele gorsze – katolicy vs. katolicy…
W świecie nas depczą. Wartości katolickie, chrześcijańskie, cała sfera sacrum jest deptana, profanowana, lżona. Wszyscy widzimy, co się dzieje wokół nas, jak szatan rozwala świat. Prawdziwe są słowa św. Jana: "wiemy, że cały świat leży w mocy złego". Dlaczego nie uczymy się na cudzych błędach? Czemu nie potrafimy tym bardziej zmobilizować się i stanąć ramię w ramię, w szeregu jedności i miłości – pomimo różnic? NAWET ABORCJONIŚCI potrafią się zjednoczyć bardziej od nas! Myślicie, że wszyscy mają stuprocentową zgodność poglądów? Oczywiście, że nie. Mają świadomość celu – tylko tyle. I krzyczą zgodnym chórem… Ateiści, agnostycy, buddyści, bezwyznaniowi…
Oni powinni być dla nas przyczyną największego wstydu na twarzach i największą lekcją pokory. To ONI POTRAFIĄ się zjednoczyć, iść do jednego – szatańskiego – celu, a my, katolicy, chrześcijanie, nie potrafimy rozpoznać znaków czasu i zobaczyć, że już najwyższy czas na JEDNOŚĆ? Nie na to, żeby "trads" opluwał "modernę", a "modernista" szydził z "tradsa", nie na to, żeby zwolennik jednego rytu bluzgał na zwolennika drugiego, nie na agresję i rozłamy w naszych szeregach. Dopóki jesteśmy jednym Kościołem Chrystusowym, mamy być tak zjednoczeni, jak Syn z Ojcem! Już najwyższa godzina, anglikanie wracają do jedności, wiele grup chrześcijańskich powraca do Kościoła wiedząc, że tylko w jedności zwyciężymy. Tymczasem my sami – nie rozpoznajemy godziny, w której energię i amunicję trzeba oszczędzać dla innej walki, która nadchodzi, a i już jest… To właśnie jest strategia wroga – zniszczyć Kościół od środka, skłócić, złamać jedność, ostudzić miłość. Wyłuskać i podgrzać spory o rzeczy trzeciorzędne, a zamazać to, co nas łączy i jednoczy, co pierwszoplanowe.
Wojna domowa to najprostszy sposób na zniszczenie państwa. Wymagający najmniej nakładów energii, najbardziej ekonomiczny z punktu widzenia wroga.
Jeżeli samych siebie niszczymy, jeżeli rozrywamy na strzępy Ciało Chrystusowe, to nie dziwmy się, że byle lobbyści okazują się mieć więcej do powiedzenia w społeczeństwie, niż my.
Odsłon: 727 Komentarzy: 28
