
Sunday,20 May 2012,14:48
Kategoria: Kościół Sunday, 20 May 2012, 14:48
Pan Janusz Palikot publicznie dokonał apostazji. Jest to fakt smutny, a nawet tragiczny, ale skoro uznał to za słuszne pozostaje tylko modlić się o jego opamiętanie i nawrócenie, wszak akt ten nie jest nieodwracalny. Jednakże Panu Palikotowi nie wystarczyło po prostu wystąpienie z Kościoła, musiał urządzić z tego show, co stawia pod znakiem zapytania intencje przyświecające tej decyzji. Niech znowu wyjdzie na to, że toczę jad ale trudno nie podejrzewać, że chodzi nie o uporządkowanie, a raczej zerwanie swoich relacji z Kościołem instytucjonalnym, czym kierowali się inni znani mi apostaci, ale o przedstawienie mające na celu... no właśnie jakoś tak podejrzewam, że po pierwsze zwrócenie na siebie uwagi co jest podstawą działań Szefa Ruchu Popierającego Szefa (bo z programem u nich cieniutko) ale również zatarcie niemiłego wrażenia jakie wspomniany Ruch wywarł na swoich wyborcach ujawniając swoją (oczywistą dla mnie) współpracę z PO w czasie głosowania dotyczącego podwyższenia wieku emerytalnego.
Na dokładkę spektakl, jak zwykle, okazał się nędzny, podobnie jak ten z paleniem trawki w sejmie. Miało być przybijanie aktu apostazji na drzwiach krakowskiej kurii było przyklejanie na drzwiach łódzkiej. Albo marny z Pana Palikota aktor i organizator albo nędzny tchórz bo na Franciszkańskiej faktycznie za rozrabianie i durne zachowanie można dostać po łbie choćby lagą od przechodzącego krewkiego weterana albo zapłacić za zniszczenie komuś drzwi.
Swoją drogą przypomina mi to pewien dowcip o poruczniku Rżewskim:
Podczas zabawy oficerskiej pijany Rżewski rzuca hasło:
-Panowie, wykąpmy konie w szampanie!
Pozostali uczestnicy zabawy zaczynają tłumaczyć pomysłodawcy, że nie stać ich bo gaże oficerskie niskie a szampan drogi. Na to Rżewski po chwili zastanowienia:
-Dobrze, w takim razie wykąpmy kota w piwie…
Oczywiście bez obrazy w stosunku do szacownej kurii łódzkiej i jej drzwi…
Odsłon: 594 Komentarzy: 19
Sunday,13 May 2012,14:02
Kategoria: Fronda Sunday, 13 May 2012, 14:02
Za oknami ponuro więc pocieszam się zdjęciami z ciepłego majowego weekendu.
Podzielę się z Wami, może komuś zrobi się lepiej jak obejrzy:)

I pomyśleć, że to w Warszawie...

Klimat z Pana Tadeusza. Dobrze, że tam nie usiadłam:D:D:D

Brzoza przerosła konkurencję, ale młode sosenki robiły co mogły.

-Tato, co to jest?
-Czarne jagody.
-A dlaczego są czerwone?
-Bo są jeszcze zielone. Jak dojrzeją będą granatowe...

Owoce jałowca też jeszcze zielone ale i tak przywiodły mi na myśl doskonałą polędwice po myśliwsku...

Młoda osa wybiera się w świat.

Naleweczka na pędach sosny ;)

TO JEST WYDMA. Musicie uwierzyć na słowo.

Intymne życie jaszczurki.

Oraz równie intymne zdjęcie... no właśnie, czyje? Może mi ktoś powie co to za jegomość...
Odsłon: 243 Komentarzy: 25
Wednesday,05 December 2012,17:06
Kategoria: Fronda Wednesday, 05 December 2012, 17:06
Dopiero dziś uświadomiłam sobie, że kiedy w Warszawie trwały walki związane z przewrotem majowym moja Babcia była w zaawansowanej ciąży, w ósmym miesiącu. Była w samym sercu wydarzeń bo mieszkali w Śródmieściu, całkiem sama i z dwojgiem małych dzieci. Dziadek był zawodowym wojskowym, piłsudczykiem i musiał w tych dniach nie tylko zostawić żonę samą ale i dokonać dramatycznego wyboru między przysięgą na wierność Prezydentowi a lojalnością wobec Piłsudskiego. Wybrał, jak wszyscy jego koledzy, Piłsudskiego. Nie mam zamiaru osądzać Dziadka, choć ja od tradycji piłsudczykowskiej odeszłam. Syn Babci urodził się 28 czerwca, kiedy było już po wszystkim.
Tak, dobrze się domyślacie. To był mój Tata.
Historia dotyka nas bardziej, niż sądzimy.
Odsłon: 144 Komentarzy: 3
Monday,05 November 2012,22:46
Kategoria: Polityka Monday, 05 November 2012, 22:46
Ustrzeliłam to zdjęcie dziś okołó 18.30, tuż po tym, kiedy organizatorzy zakończyli manifestację powiadamiając obecnych, iż dostali informacje o planowanej pacyfikacji w celu odblokowania wejścia do budynku Sejmu.
Uważam, że jest głęboko symboliczne. Jutro wrzucę więcej.

Odsłon: 134 Komentarzy: 3
Friday,05 October 2012,14:12
Kategoria: Fronda Friday, 05 October 2012, 14:12
Mamy dzisiaj uroczystość nie lada. Oto, po latach trudów, doczekaliśmy się wzruszającej chwili. Znowu mamy okazję przeżywać otwarcie naszej chluby i dumy, dzieła polskiej myśli technicznej i sportowej, ukochanego dziecka Słoneczka i Bufetowej, STADIONU NARODOWEGO, takiego że MUCHA nie siada. Radość ta jest tym większa, że okazja jest podwójna- obchodzimy tę uroczystość po raz pięćdziesiąty. Przypomnijmy w skrócie historię otwarć naszej sportowej chluby. Pierwsze prawdziwe otwarcie miało mieć miejsce przed meczem o Superpuchar Polski w 2012 r. ale z przyczyn obiektywnych przesunięto je na termin późniejszy.
W pamięci wszystkich zapisał się oczywiście mecz otwarcia pamiętnych Mistrzostw EURO 2012 w dniu 8 czerwca. Organizatorzy przygotowali wszystko jak należy, a polscy kibice (łącznie z dziećmi a nawet członkami PZPN) otrzymali przeszkolonych „opiekunów” i nic nieoczekiwanego nie mogło się wydarzyć. A jednak popełniono jeden, acz bardzo poważny błąd. Przyjęto bowiem, że tylko Polacy są niedojrzali, awanturujący się i gotowi do rozmaitych wystąpień, zaś Grecy są prawdziwymi Europejczykami, którym żaden nadzór potrzebny nie jest. Tymczasem greccy kibice wykorzystali nadarzającą się okazję by zademonstrować swoje niezadowolenie z sytuacji we własnym kraju oraz dosadnie pokazać co myślą o Unii Europejskiej oraz kurateli francusko – niemieckiej. Kiedy tylko licznie zgromadzeni oficjele pojawili się na swojej trybunie, ruszyła przez boisko falanga greckich kibiców uzbrojonych wprawdzie dosyć doraźnie, ale ewidentnie chcących pokazać, iż są godnymi potomkami zwycięzców spod Maratonu, Gaugameli i Ipsos. Improwizowane próby ich powstrzymania spełzły na niczym i dlatego politycy oraz członkowie UEFA zostali ewakuowani niemal w ostatnim momencie.
Zamiast otwarcia mieliśmy poglądową lekcję historii starożytnej, a następnie historyczne zbratanie polsko – greckie pomiędzy kibicami obu stron na opustoszałym pobojowisku. Wówczas to wzniesiono najpierw pomnik zwycięstwa z tarcz i porzuconego sprzętu sił porządkowych (jak zwykli to czynić Hellenowie), a potem odtrąbiono je za pomocą rozmaitych instrumentów, w tym i wuwuzeli przyniesionych przez licznych Afro-Polaków, w zgodzie z rodzimą tradycją spod Płowiec lecz zgrabnie uzupełnioną o etniczne elementy afrykańskie. Nieoficjalne otwarcie polsko – greckie, które przecież nastąpiło, nie zakończyło się wprawdzie meczem ale za to wspólną anabasis po licznych atrakcjach i lokalach Stolicy.
Z wydarzeniem tym związana jest również niewiarygodna historia odysei (zakończonej nieoczekiwaną niewolą) Michela Platiniego i delegata technicznego FIFA.
Kiedy wszyscy dostojnicy w panice rzucili się do ucieczki przed groźnymi szeregami hoplitów odzianych w biało niebieskie szaliki i czapeczki, Pan Platini z trzymającym się go kurczowo delegatem umknęli kierując się umieszczonymi na murach strzałeczkami, które nieoczekiwanie doprowadziły ich do szatni piłkarskich, w których przywitały ich gwizdy, nieprzyjazne okrzyki i… ciężkie przedmioty miotane przez zirytowanych i sfrustrowanych niedoszłych bohaterów widowiska. Popędzili przed siebie na oślep i ostatkiem sił dopadli do drzwi prowadzących na stanowiska dziennikarskie. Tutaj jednak oczekiwały ich zabarykadowane drzwi, a wszelkie nawoływania, łomotanie oraz inne zabiegi zdesperowanych uciekinierów spotkały się jedynie z niechętnymi: „spier…”, „Job twoju… „ i „fuck off”, etc… Przebijające z tła dźwięki wskazywały wymownie, iż przedstawiciele mediów okazali się być dalece bardziej przewidujący niż organizatorzy i suto zaopatrzyli się we wszelakie jadło i napitki (napitki nawet przede wszystkim) na czas oblężenia.
Nieszczęsna dwójka rzuciła się w rozpaczy w pierwsze otwarte drzwi i… z nieukrywaną ulgą mogła głęboko odetchnąć na widok czystych i pachnących pisuarów oraz sedesów. Jako, że mieli za sobą długi bieg i emocje zaczęły teraz raptownie opadać, poskutkowało to tym, iż miejsce schronienia okazało się być najstosowniejszym do chwili…
Po godzinie – nie słysząc żadnych odgłosów pościgu – uciekinierzy ostrożnie wyjrzeli na korytarz… a tu niczym Cerber strzegący wrót Tartaru, wyrosła przed nimi (uzbrojona w groźnie wyglądający mop) Pani Gienia mająca nadzór nad stadionowymi toaletami, przed którą nie przypadkiem drżały zarówno Żyleta, Torcida jak i inne stowarzyszenia rodzimych kibiców. Padło groźne a sakramentalne:
- Pięć złotych się należy!
Na takie dictum obaj dostojni panowie stanęli niczym nieszczęsna małżonka Lota, niezdolni wydobyć słowa (o piątaku nie wspominając).
- Piątka, albo nie wyjdziecie stąd panowie – perswadowała cierpliwie szlachetna niewiasta.
Przewodniczący UEFA zrozumiał nareszcie czego od niego oczekują i sięgnąwszy po portfel wydobył 2000 EURO, rzucając niedbałe:
- No rest!
- Spadaj Pan! – Pani Gienia wyraźnie nie miała ochoty na europejską walutę – Albo dajesz pan pięć złotych albo będę was tu trzymała do przyjazdu policji!
Teraz delegat FIFA spróbował załatwić sprawę, ale zaledwie sięgnął do portfela, ich Nemezis poczerwieniała i wrzasnęła:
- Ruble?! Dobrze chociaż, że nie transferowe… Rublami to se pan pokój możesz wytapetować! Pięć złotych, albo do usranej śmierci będziecie tu siedzieli.
Tymczasem czcigodny Francuz kierujący europejskimi rozgrywkami piłkarskimi dorwał się wreszcie do komórki i na cały świat wysyłał teraz dramatyczne sygnały wzywające pomocy. S.O.S., Mayday i tym podobne szły w eter i natychmiast podchwytywane były przez rozmaite agencje informacyjne od CNN po Al-Jazirę. Cały świat wpatrywał się teraz z napięciem i uwagą w niewielkie drzwi z dyskretnym trójkącikiem, czekając z zapartym tchem jaki los czeka obu nieszczęśników.
Tymczasem w sztabie kryzysowym trwały gorączkowe narady:
- Może poślemy tam naszych antyterrorystów? – zasugerował nieśmiało min. spraw wewnętrznych.
- Coś pan! – oburzył się stołeczny komendant Policji. – Kible pomylą i pobiją znowu nie tych co trzeba…
- To może GROM? – Premier ewidentnie był gotów na wszystko, aby tylko jak najszybciej zamknąć tę nieprzyjemną sprawę. – Oni tak łatwo się nie pomylą…
- Ale zanim dotrą tu z Afganistanu to potrwa – trzeźwo zauważył Pan Prezydent Komorowski i aż sam się zachłysnął swoją nieoczekiwaną błyskotliwością i przytomnością umysłu.
Minister Sikorski już się zabierał by przeciąć te rozważania i wezwać sprzymierzonych Marines (bo to i podkreśli współpracę międzysojuszniczą, a jak coś pójdzie nie tak to się na Amerykanów zwali, i jeszcze całość będzie można sprzedać medialnie, a jemu pewnie to sam Obama pogratuluje (dłoń uściśnie i po plecach poklepie) jako pomysłodawcy i strażnikowi amerykańskich wpływów w Europie), ale szyki zmieszał mu Zbigniew Boniek, który energicznie wtargnął do Sali i rzucił gniewnie:
- Czy wyście już całkiem ocipieli?! Nic nie róbcie. Ja to zaraz załatwię. – po czym równie gwałtownie wyszedł i popędził do feralnego WC, gdzie wręczył nieustępliwej pani Gieni 5 zł mówiąc:
- Pani Gieniu, niech Pani wybaczy. Rozumie Pani – VIP-y z Europy przyjechali i pewnie nikt im nie powiedział, że u nas to potrzeba złotówek. Nic złego nie mieli na myśli…
- Panie Zbyszku! Ja to wszystko rozumiem i nie ma sprawy, ale żeby mie to było ostatni raz! A poza tym…, ktoś k...a musi być w tym kraju nieprzekupny!
Kolejne otwarcie odbyło się już 12 czerwca, a w meczu otwarcia (już nie mistrzostw, a stadionu) miały się zmierzyć: Сборная oraz nasi Biało-Czerwoni. Zadbano o wszystko; przybyły nawet posiłki rosyjskich służb porządkowych (Cпецназ) dla zapewnienia lepszej opieki i bezpieczeństwa kibicom rosyjskim.
A jednak nasi kibice zmylili czujność służb i nim jeszcze pojawili się na stadionie Ci, którzy mieli go otworzyć, doszło do pokojowej demonstracji przeciw władzom i politykom polskim, rosyjskim i europejskim (nie pomogły nawet rozdawane krawaty – wszak jak wiadomo kibic w krawacie jest mniej awanturujący się). Pojawiły się niepokorne okrzyki i transparenty. Na nieszczęście nikt nie wytłumaczył gierojom znad Wołgi, że nie są w Moskwie i tu w Polsce obowiązują jednak nieco inne standardy zaprowadzania porządku. Gdy dotarło do nich, że ludzie kpią sobie z ich przywódców, ruszyli od razu do akcji. Policja – zgodnie z rozkazem – całkowicie podporządkowała się Rosjanom. Wspólnie wtargnęli w polskie sektory i rozpoczęli brutalną pacyfikację, nie bacząc czy to dzieci, kobiety, czy też próbujący ich bronić mężczyźni w różnym wieku. Już wydawało się, że Polacy zebrani na trybunach (mimo mężnej postawy) ulegną, kiedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Rosyjscy kibice słyszeli wznoszone okrzyki ale początkowo nie reagowali, karnie trzymając się na swoich miejscach. Wszak od wielu już dni rosyjskie media ostrzegały ich przed polskimi prowokacjami.
Kiedy jednak dostrzegli co się dzieje i że ich własne zamaskowane służby wraz z polskimi policjantami atakują sektory rywali, zaczęli się denerwować i wreszcie nastąpił wybuch. W Rosji – jak wiadomo – atak na mundurowych mógł się dla nich skończyć wizytą w szpitalu więziennym, samotnym rejsem Wołgą w plastikowym worku albo przynajmniej kilkumiesięcznym pobytem za kołem polarnym, a tu naraz nadarzała się taka niebywała okazja! Ponadto nikt w końcu nie lubi, gdy zamiast meczu musi oglądać jatki z udziałem dzieci i kobiet. Stąd naraz jak jeden mąż rosyjskie sektory powstały i z okrzykiem „Yра!!!” oraz „Давай товарищ! Давай!!” ruszyły śmiało naprzód, zmiatając wszystko na swej drodze. Niewyrywalne (jak zapewniano) krzesełka okazały się być jednak wyrywalne, nie wiadomo skąd w rękach Rosjan pojawiły się butelki, a co gorsza pewien osobnik pochodzący zapewne z dalekiej Syberii, bo z wyglądu przypominający niedźwiedzia (niektórzy twierdzili zresztą, iż był to pijany niedźwiedź), wyrwał dwa grube metalowe pręty zabezpieczające sektor dla VIP-ów, skutkiem czego ten ostatni po kilku minutach była już tylko kupą gruzu.
Połączone siły Cпецназу i naszych sił porządkowych nie sprostały temu zdradzieckiemu atakowi od tyłu, i poszły w rozsypkę. Pierwsza w historii rosyjska odsiecz Warszawy zakończyła się wspólną biesiadą do białego rana na ruinach stadionu. Niedobitki mundurowych jeszcze długo potem goniono po całym jego terenie a nawet daleko poza nim.
Najpiękniejsze, trzecie otwarcie miało miejsce po pamiętnym EURO2012, kiedy to oczom zebranych uczestników ukazała się pięknie odbudowana po zawaleniu trybuna dla VIP-ów. Jak pamiętamy wszystko zdarzyło się tuż przed wejściem owego Szanownego Grona i dlatego początkowo wydawało się, iż ofiar w ludziach nie było. Początkowo, gdyż już następnego dnia okazało się, iż Janusz Palikot, który oberwał w głowę kawałkiem gruzu zgłosił do laski marszałkowskiej projekty ustaw: „O delegalizacji homoseksualizmu w Polsce”, „O całkowitym zakazie tęczowej propagandy” i jeszcze kilka podobnych. 90% członków RPP, z Robertem Biedroniem i Anną Grodzką na czele, zostało w trybie natychmiastowym wyrzuconych z klubu oraz osobiście przez posła Palikota zadenuncjowanych do prokuratury, a sam poseł Palikot zgłosił swój akces do klubu PiS oraz zaoferował swój majątek na wsparcie dla TV Trwam i Radia Maryja. Cała europejska lewica godziną ciszy uczciła wtedy ofiary tego incydentu – nasze ukochane grono postępowców i obrońców tolerancji. Pamiętamy, ile łez wylały wszystkie media, ile wyrazów żalu popłynęło z kręgów komisji europejskiej. Jednak wspaniałe otwarcie świeżo zrekonstruowanej trybuny zrekompensowało tę bolesną stratę. Podniosłe przemówienia oraz przypomnienie determinacji i sukcesów rządu i PZPN-u wywołały u niejednego łzy wzruszenia. I kiedy już radośnie myślano, że wreszcie się powiodło... piłkarze odmówili gry w spotkaniu inauguracyjnym, protestując przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Zasiedli jednomyślnie wzdłuż linii środkowej i poinformowali, gdzie mogą ich pocałować przedstawiciele władzy z premierem na czele, jeżeli projektowane zmiany zostaną wprowadzone w życie. W sukurs strajkującym przyszli solidarnie członkowie klubów poselskich PiS i SLD oraz uczennice Technikum Gastronomicznego przy ulicy Poznańskiej, które trzy razy dziennie przynosiły dzielnym obrońcom wieku emerytalnego wytwory warsztatów zawodowych oraz umilały im czas własnym towarzystwem. Po 24 dniowej okupacji murawy, wobec groźby powstania ludowego premier Tusk był zmuszony oświadczyć, że projekt podniesienia wieku emerytalnego został wycofany z sejmu jako niezgodny z konstytucją. Oświadczył też, że jego właściwym autorem był klub PLS, czemu radośnie przytaknął Waldemar Pawlak patrząc wiernopoddańczo w oczy Panu Premierowi.
Równie pamiętne było otwarcie dwunaste po rekonstrukcji rozsuwanego dachu, barierek i aluminiowej konstrukcji tworzącej piękną biało-czerwoną fasadę stadionu. Jak wszyscy pamiętamy elementy te padły ofiarą zmasowanego najazdu złomiarzy, którzy w piękną czerwcową noc Kupały właśnie Stadion Narodowy wybrali na miejsce zawodów o tytuł „Złomiarza Roku”. Walka była zacięta, skutkiem czego elementy metalowe wyniesione ze stadionu przez dzielnych zawodników jeszcze przez dwa lata odnajdywano w punktach skupu rozsianych po całej Polsce. Natomiast zwycięski złomiarz z dumą nosił tytuł i nowy przydomek „Stadioniarz”.
Upływający czas nie oszczędzał Stadionu i dzięki temu coraz częściej mieliśmy okazję przeżywać niezapomniane chwile kolejnych otwarć. Jak pamiętamy, w roku 2020 było ich aż 10 z powodu powtarzających się eksplozji instalacji gazowej oraz ciągłych zwarć instalacji elektrycznej.
Dwudzieste piąte otwarcie było czymś wyjątkowym w historii sportu. Oto bowiem Rząd oraz opozycyjny PiS, a także lewica, zdecydowały o przeprowadzeniu trzech niezależnych uroczystości otwarcia Dumy Narodu. Władze Warszawy wydały zaś zaskakującą decyzję. Wszystkie te uroczystości miały odbyć się w tym samym terminie. Tłumaczono to później niekompetencją pewnego referenta (referenta oczywiście zwolniono, a nawet aresztowano) i tak zapewne rzeczy się miały. Mimo wszystko wydawało się, że może się uda, jako że kibice zachowali zimną krew i nie doszło do zajść pomiędzy nimi. Ale za to..., za to mogliśmy oglądać w akcji nasze elity. Doszło do serii walk zapaśniczych, bokserskich, itd., a nasi politycy wykazali się znajomością najprzeróżniejszych stylów walk, nawet takich, o których mało kto z nas słyszał.
Kibice wspólnie z piłkarzami, którzy wybiegli na murawę, gorąco dopingowali zmagających się przedstawicieli Narodu, mając przy tym często setną zabawę. Ostatecznie otwarcie zakończyło się dla otwierających bolesnymi wizytami w placówkach służby zdrowia. Kibice (a nawet piłkarze) nie byli jednak niezadowoleni. „Oby częściej takie otwarcia!” – życzyło sobie wielu z nich. „Chętnie znowu zapłacimy!” – dodawali.
Mamy nadzieję, że obecna, jubileuszowa uroczystość nie jest ostatnią okazją do tego typu wzruszeń i jeszcze wiele razy będziemy mogli cieszyć się uroczystością otwarcia Narodowej Areny.
***

Fot. www.stadionnarodowy.org.pl
Odsłon: 390 Komentarzy: 8
Thursday,05 July 2012,21:57
Kategoria: Aborcja Thursday, 05 July 2012, 21:57
http://www.sfora.pl/Koszmarne-odkrycie-Tysiace-pastylek-ze-sproszkowanych-dzieci-a43206
Portale, głównie sensacyjne, donoszą o praktyce przerabiania zwłok wyabortowanych dzieci na "lek". Proceder miał miejsce w Chinach, gdzie dokonuje się około 13 milionów aborcji rocznie. Reakcja- ogólne przerażenie i obrzydzenie. Komentarze mówią o braku szacunku do życia i zezwierzęceniu. To dobrze, że ludzie tak reagują, znaczy, że jeszcze nie jest tak źle. Mnie jednak rzecz przeraża podwójnie- również dlatego, że ludzie nie kojarzą tego z przyzwoleniem na aborcję i odczłowieczeniem nienarodzonych. No bo skoro w wypadku aborcji mamy nie mamy do czynienia z człowiekiem tylko z "czymś", na przykład ze zlepkiem komórek to dlaczego nie wykorzystać produktu aborcji w celach utylitarnych. Ale jak co do czego to okazuje się ,że "leki" są z "ciał dzieci". A więc jednak DZIECKO-CZŁOWIEK...
Dopóki będzie przyzwolenie na mordowanie nienarodzonych takie sytuacje będą - kosmetyki, napoje, leki i inne produkty z wykorzystaniem komórek czy całych ciał uśmierconych dzieci będą wprowadzane na rynek.
Mam nadzieję, że przy okazji tej afery chociaż parę osób przejrzy na oczy i zrozumie, że zło zaczyna się nie w kapsułkach z proszkiem z ciał nienarodzonch ale w podejściu do życia ludzkiego w ogóle.
Odsłon: 257 Komentarzy: 10
Thursday,05 January 2012,22:47
Kategoria: Kościół Thursday, 05 January 2012, 22:47
Natknęłam się na takie oto zdanie warte zacytowania:
"Zbyt często czyste sumienie jest tylko rezultatem marnej pamięci."
Warte przemyślenia, zapamiętania i... wzięcia do siebie...
Odsłon: 368 Komentarzy: 3
Thursday,05 January 2012,15:32
Kategoria: Kościół Thursday, 05 January 2012, 15:32
Nie będziemy sądzeni z greki czy łaciny.
Nie będziemy sądzeni z obrządków i rytów.
Nie będziemy sądzeni z obrazów, dywaników i ksiąg.
Będziemy sądzeni z miłości.
Obrządek, język, ortodoksja wszystko to jest ważne dla ludzi /bo Bóg jest Panem wszystkiego i tych rzeczy również/, to wszytko musimy zachowywać ale, na Boga, zachowajmy w tym wszystkim proporcje i właściwą miarę rzeczy.
Bóg jest Miłością a „jedyną miarą miłości jest miłość bez miary”. To też św. Franciszek Salezy.
Odsłon: 414 Komentarzy: 34
Sunday,29 April 2012,16:11
Kategoria: Fronda Sunday, 29 April 2012, 16:11
Nie ma nic szczytniejszego i wspanialszego nad religię, a nic marniejszego i nikczemniejszego nad pojęcie, jakie mają o niej niektórzy bigoci.
François Fenelon (właśc. François de Salignac de la Mothe; 1651–1715) – francuski teolog i poeta, arcybiskup Cambrai.
Odsłon: 513 Komentarzy: 35
Sunday,29 April 2012,14:34
Kategoria: Kościół Sunday, 29 April 2012, 14:34
Trafiło mi się dzisiaj, że musiałam uczestniczyć we Mszy Świętej na lotnisku. Taka sobie kaplica nieco zimna z wyglądu ale co poniektórych wprawiłaby w przerażenie:) Wchodzę sobie do środka i co widzą moje pięknie oczy- muzułmańskie dywaniki modlitewne a nad nimi na ścianie… gipsowy model zwojów Tory w niewielkiej wnęce przypominającej Aron ha-kodesz. To z boku. Główna część- skromnie urządzona kaplica katolicka. Na ścianie za ołtarzem prosty krucyfiks. Część boczną można oddzielić od głównej opuszczanymi zasłonami. Na czas Mszy Świętej są one podniesione i te dywaniki razem z modelem zwojów Tory leżą sobie w przestrzeni kaplicy. I wiecie co? Wcale mi to, starej konserwie, nie przeszkadzało… bo i dlaczego miałoby przeszkadzać:)
Na mszy może ze 30 osób. Dwie stewardessy, pilot, kilka osób z walizkami, odprowadzający. Jest kilku obcokrajowców. Można ich poznać po tym, że mają przed oczami broszurki z tekstami czytań po angielsku i wszyscy bez wyjątku przyjmują komunię świętą na rękę.
…Następuje cud wspólnoty. Po mojej stronie oprócz mnie były trzy dobrze śpiewające panie i pan. Spontanicznie tworzymy chórek wspierając panią prowadzącą śpiew. Dwoje uczestników czyta czytania…
..Ojcze nasz mówią wszyscy każdy po swojemu… języki się mieszają ale wspólnota trwa…
..ale amen i hosanna mówili wszyscy głośno...
…na znak pokoju Anglik siedzący z boku wyciąga obie ręce do każdego kogo jest w stanie dosięgnąć…
…a po komunii słychać jedność Kościoła w postaci śpiewu „Laudate Dominum omnes gentes”. I to śpiewali wszyscy. Na lotnisku brzmiało to wyjątkowo niesamowicie…
Nie potrzeba jednego języka, jeżeli jest jedność. Nie trzeba nawzajem rozumieć słów, żeby się zrozumieć, żeby przeżyć. To jedna z najbardziej niesamowitych Mszy, w których zdarzyło mi się uczestniczyć. A trwała tylko pół godziny. Czas też nie jest ważny. Tylko communio i Duch Święty i wszystko jest na swoim miejscu.
P.S. Nawiązując do dyskusji pod moim poprzednim wpisem. Akurat w lotniskowej kaplicy liturgia po łacinie by się przydała. Wspólny śpiew„Laudate…” jest tego dowodem, co nie znaczy że wycofuję się z tego co napisałam wyżej o wspólnocie.
Odsłon: 1036 Komentarzy: 73
Tuesday, 28 February 2012
Monday, 03 September 2012
Tuesday, 03 July 2012
Wednesday, 04 April 2012
Saturday, 04 February 2012
