Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Półmetek Bożego Narodzenia

Kategoria: Rodzina Thursday, 31 December 2009, 13:28

Właściwie mogłabym napisać 'Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku, bo Boże Narodzenie ciągle trwa, trwa w końcu, jak wiemy wszyscy, 12 dni- od 25 grudnia do 6 stycznia, a mowi o tym słynna  ( w każdej chyba szkole na angielskim się jej dzieci uczy) kolęda '12 days of christmas'. A więc dziś jesteśmy na półmetku. Aby przypomnieć nieco atmosferę sprzed tygodnia, gdy między innymi obdarowywaliśmy drogie nam osoby prezentami, przytoczę anegdotę.

Oparte na faktach, wszelkie podobieństwa do żyjących osób są zamierzone.

Wigilia, względnie wczesny ranek, około godziny 9.30. Po długim śnie, przerwanym około 8 jakimś dzwonkiem domofonu, ale później kontynuowanym, 26 letnia kobieta ubrana w szlafrok zakrada się do jednego z pokoi w domu swoich rodziców, pełniącego funkcję domowej biblioteczki. Tam bowiem ukryte jest TO pudełko. Pudełko, które przywiozła niepostrzeżenie będąc z sobotnią wizytą dwa tygodnie wcześniej. Pudełko jest opatrzone napisami 'Nie dotykać, bo zamorduję', 'top secret' oraz 'nie wyrzucać, cenne' i podpisane 'Ewa'( bo tak nazywa się bohaterka historii).Pudełko stoi tak jak stało za szafką, maskowanie w postaci sterty gazet jest nienaruszone. Na twarzy Ewy pojawia się wyraz zadowolenia. W tym roku prezenty wszystkich zaskoczą, pomyślała. Każdy dostanie takie, jakie do niego świetnie pasują. Szczególnie zadowolona była z prezentu, który zamówiła dla swojej mamy. Mama jest, w przeciwieństwie do córki, osobą religijną, oprócz tego posiada mnóstwo poczucia humoru ( ta cecha jest  wspólna u matki i córki) i interesuje się współczesnymi sprawami Kościoła- nowy Hołownia wraz z grą planszową będzie jak znalazł. Ten to wie, jak pisać o poważnych sprawach prosto, bez nadęcia, przytacza ciekawe anegdoty i wie, kiedy można rzucić jakiś żarcik. Ewa sama lubi czasami go poczytać.W tym momencie wzrok jej padł na biurko. Na biurku leżała książka. Z zakonnicą- marionetką na okładce.

"Kto grzebał w prezentach !?"- krzyknęła Ewa zbiegając do kuchni, gdzie siedzieli już rodzice- Przyznajcie się, nie mogliście wytrzymać, i na dodatek nawet się z tym nie ukryliście'- dodała z żalem w głosie, a jej twarz przybrała barwę pomidora malinowego Bawole Serce

"Dziecko, o czym ty mówisz, jakie 'ktoś grzebał w prezentach', nikt w niczym nie grzebał."- powiedziała jej mama.

"Jak nie grzebał?! Chodź ze mną"- poleciła matce córka. Obie poszły do biblioteczki.

" Mamo, jeśli nie grzebałaś w pudle-wskazała na pudło ukryte w kącie, częściowo przykryte gazetami- to jak wyjaśnisz TO?"- Ewa wskazała na leżący na biurku "Monopol na zbawienie"

"Zwyczajnie, zamówiłam przed świętami, bo była ciekawa co tam napisał, dziś z samego rana listonosz przyniósł"- odpowiedziała matka ze zdziwieniem patrząc na córkę, której twarz zaczynała przypominać barwą dobrze ugotowany burak- Co ci się, stało, Ewa?"

Ewa bez słowa podeszła do pudełka, i wyciągnęła z niego stosowny pakunek. "Wesołych Świąt, mamo"- mruknęła.

Mama ryknęła śmiechem, po czym przyjrzała się pakunkowi dokładnie i powiedziała-" Ale twój prezent fajniejszy, ma grę."

" Zajrzyj do środka" W środku, pośród kart do gry znajdował się jeszcze naszyjnik.

"Ale dobrze że go dokupiłam, ale z prezentem nie trafiłam"- pomyślała Ewa

"Masz, weź mojego Holownię, ja wezmę twojego. Trafiłaś z prezentem bezbłędnie" powiedziała mama.

Jaki morał z tej historii? Może żaden, ale jeśli anegdotka ta kogoś rozbawiła w ostatni dzień roku  i przypomniała mu radosne chwile sprzed kilku dni- to cel mój został osiągnięty. Szczęśliwego Nowego Roku!

Odsłon: 423 Komentarzy: 0


ja jestem jak Szwajcaria

Kategoria: Ogólne Sunday, 22 November 2009, 21:38

Siedzę w domu. Jestem chora od 5 dni i przebywam na zwolnieniu. Dodatkowo mam jeszcze tego zwolnienia 3 dni. Szczerze mówiąc to chorowanie bokiem mi już wychodzi, bo czuję się jak eremita, bo na dodatek narzeczony wybył na delegację tydzień temu. No dobrze, może z tym eremitą to nie do końca prawda. W międzyczasie odwiedziły mnie koleżanki, przyjechała rodzina. Poza tym, o ile dobrze pamiętam eremici nie mieli telefonów komórkowych, szybkiego internetu, radia i DVD i zbyt wielu książek.

Chorowanie zaczęłam od popijania hurtowych ilości herbaty z miodem i wódką i wylegiwania się w łózku i serii lektur reminiscencyjnych. Na pierwszy rzut poszła literatura młodzieżowa- bo ogarnęła mnie nostalgia -Małgorzata Musierowicz dla równowagi przerywana Kingą Dunin. Otulona kocem, czując się z każdym łykiem leczniczej herbaty coraz bardziej błogo, zagłębiałam się w lekturze. Moją uwagę zwróciły np relacja ze ślubu jednej z córek Borejko- 'wreszcie był to prawdziwy ślub, w kościele', oczywiście u dominikanów ( prychnęłam mimochodem, wykrzywiając ironicznie usta- skąd ja się domyśliłam, że nie w zwykłym kościele parafialnym), tudzież portrety rodzinne opisane przez panią Dunin. Pewnie nikt, kto czyta ten wpis nie miał nigdy w ręku jej książek, więc przybliżę- sympatyczna, liberalna ateistyczna rodzinka kontra rządzona twardą ręką rodzina prawicowego katolika-narodowca. Rzecz zabawna- w jednej z książek pani Musierowicz natknęłam się na postać która z opisu była wypisz wymaluj jak pani Dunin, zaś bohaterkę pani Dunin 'wychowały siostry Borejko', a one 'nigdy nie kupowaly sobie podpasek', co było zapewne źródłem jej małej świadomości swojej kobiecej fizjologii.

Czemu o tym piszę? Może dlatego, że pomyślałam sobie jak to łatwo każdy z nas wpada w swój własny schemat. Tyle się Gombrowicz napisał o uciekaniu przed gębą i pupą a tymczasem my nie tylko przed nimi nie uciekamy. My wręcz sami chętnie sobie gębę przyprawiamy. I jeszcze z jaką dumą z nią potrafimy paradować.Jeśli jesteś konserwatystą, to oczywiście musisz, no po prostu musisz obstawać za wielodzietnymi, najlepiej porządnie urodzonymi  i klasycznie wyksztalconymi ludźmi,patriotami o katolickim systemie wartości, a pogardzać tymi wszystkimi pogodnymi bezbożnikami co to pokończyli marketingi i inne PRy i w weekendy chadzają do klubów dla gejów i lanserskie knajpy by wracać do domu taksowką z kolejna zdobyczą. Jak jesteś feministką/liberałem- obowiązkowo musi być u ciebie na odwrót! Jakie to wszystko jednak jest bezpieczne w swojej przewidywalności…ta 'wojna światów', 'wojna ideologiczna', starcie światopoglądów….hm…pomyślałam odkładając książki na szafkę nocną. Jedni bez drugich żyć byśmy nie mogli. No po co by pan Terlikowski pisał swojego bloga, jakby nagle wszystkie feministki i ich męczennicę Alicję Tysiąc szlag trafił? Gdyby p.Joanna Najfeld nagle stwierdziła ' a mam to gdzieś, nie będę się udzielać', to na kim by wieszały psy środowiska lewicowych feministek?

Niedawno miało miejsce parę zdarzeń i na tym portalu zamieszczono parę newsów, które doskonale oddają to co tu napisałam. Za każdym razem  któraś ze stron sporu zarzuca tej drugiej 'a bo wy to jesteście tacy a nie tacy'.Weźmy na tapetę choćby słynne zalecenia ETPC by zdjąć krzyże ( co prawda to były Włochy) i ostatnią akcję brytyjskich humanistów.

Potem czytałam sobie komentarze pod newsami i czasami czuła się zobowiązana komentować a to dlatego że lecą tam gromy np na ateistów, a traf chcę, że będąc agnostyczką sentymentem tę grupę jednak obdarzam. Natomiast sami ateiści nie pomagają i stosując metodę zdartej płyty powtarzają slogany jak nie o czajniczku Rusella, to o FSM albo ewolucji religijności, tudzież o świeckości szkoły.

Świat z forum Frondy jest idealnie czarno biały, wojna światów toczy się na moich oczach. Na moich oczach wyrósł jakiś gignatyczny płot, a na dodatek jeszcze ja na nim chyba siedzę. Schodzić nie zamierzam, bo na którąs stronę musiałabym zeskoczyć. A przecież oprócz ekstremów istnieją tzw formy pośrednie. Sama się do nich zaliczam. Nie każdy z nas jest posłanką Senyszyn. Jak ktoś każe zdejmować krzyże w szkołach argumentując, że przecież np w USA ich nie ma ( a Amerykanie są religijni), oraz razi to uczucia niekatolików, to będę protestować. Nie dlatego, że uważam krzyż za jakieś tam nasze bezcenne dziedzictwo, tylko dlatego, że uważam, że nie wolno ograniczać komukolwiek wolności ekspresji w imię tego, że obraża to czyjeś uczucia. Skoro w Polsce czy we Włoszech jest taki zwyczaj, że wiesza się je w szkole, to niechże sobie tam wiszą. Szkoła jest publiczna, więc skoro rodzice sobie życzą, to niech wiszą. Inna sprawa, jeśli w jakieś podstawowce na Ursynowie rodzice nie chcą. Zaraz tutaj na forum wybuchło świętę oburzenie. Jak to, krzyża nie chcą? Tacy chcą być nowocześni i europejscy, myślałby kto! A czym tu się oburzać, pytam ja się kogo? Ich sprawa. Jeśli zbierze się większość, która uważa, że szkoła jest publiczna i świecka, to proszę bardzo- niech zdejmuje. Chcą zaakcentować swoją laickość- dalej!

Przy newsie o brytyjskich humanistach wzięłam udział w dłuższej wymianie zdań, a dyskusja bardzo szybko odeszła od tematu, czyli od brytyjskich humanistów i dzieci. Zgodnie z przewidywaniami obie strony okopały się na swych pozycjach i wytaczały kolejne działa. Ja sama postanowiłam, że powiem co myślę- a myślę ni mniej nic więcej, że plakaty niech sobie wiszą. Przestrzeń publiczna jest wspólna i tyle w tym temacie. Samo hasło o 'nieszufladkowaniu' jest moim osobistym zdaniem dziwne, bo co to za szufladkowanie, jak wychowujesz zgodnie ze swoimi poglądami. Dziecko, gdy dorośnie i tak wybierze swoją drogę i tyle. Właśnie, swoją.

Sama zachowuję się w tych dyskusjach nieraz jak Szwajcaria. Jestem neutralna, nie ponoszą mnie emocje, wykładam swoje racje spokojnie i rzeczowo, mam nadzieję. Nigdy nikt mnie nie namówi by opowiedzieć się po którejkolwiek stronie w 100%. Przyznam rację KAŻDEMU, kto ma w danym momencie rację. Nie kupuję żadnego światopoglądu w 100%. To się nazywa wolność, prawda? To dopiero prawdziwa nieznośna lekkość bytu. A może jest to właśnie zachowywanie się jak rozkapryszone dziecko w sklepie ze światopoglądami?

 

Odsłon: 417 Komentarzy: 12


małżeństwo cywilne z pierwszym. ślub kościelny ( konkordatowy) z drugim.

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 10 June 2009, 22:21

Na fronda.pl pojawił się niedawno news o tym, jak to w Austrii postanowiono wyciagać konsekwencje wobec kochanków rozbijających malżeństwa. News, a właściwie jego tytuł, dotyczy malżeństwo cywilnych.Zdrada jest grzechem także wobec małżeństwa cywilnego, mowi tytuł.  Mnie jako agnostyczkę pojęcie grzechu, mimo wszystko, nadal czuję, że obowiązuję- mam tak zwane sumienie i ono mówi mi, gdy robię coś złego, i określam to jako grzech. Mój narzeczony jako ateista nie uznaje pojęcia grzechu, ale tez doskonale wie. kiedy robi źle, zawsze swoje błędy naprawia i uważam go za człowieka równie dobrego jak osoba wierząca, mało tego, często przekonuję się, że jest LEPSZY od wielu głośno mówiących o Bogu, Kościele, winie, grzechu i powinności, a żyjacych według podwójnego standardu. Cieszy ich 'opcja erase'- czyli spowiedź.Za 7 miesięcy odbędzie się nasz ślub. Same zaślubiny to będzie 15 minutowa ceremonia w USC, gdzie nie będziemy "przysięgać miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej póki śmierć nas nie rozłączy", lecz o wiele pragmatyczniej- "dobrowolnie wstępować w związek małżeński i obiecywać uczynić CO W NASZEJ MOCY, by zawarte malżeństwo było trwałe i szcześliwe". Formułka ta nawet nie jest  nazywana przysięgą i obiektywnie patrząc- deklaracja jest słabsza. Nie ma (czy na pewno?) tej mocy, co przysięga kościelna, gdzie oddajemy nasz związek w ręce Boga. Tu jest co w mojej mocy. Mojej ludzkiej mocy. Może się nie udać. Ale przecież ile jest rozwodów w ogóle i pewnie tyle samo u katolików, prawosławnych, protestantów, żydów i ateistów. Oboje jestesmy ochrzczeni. Gdybyśmy się rozwiedli, on i ja możemy wziąć slub kościelny. On z katoliczką, ja z katolikiem. (Oczywiście, takiej opcji nie biorę pod uwagę, istnieje tylko na tym blogu na potrzeby wpisu.)Tylko coś mi się kłóci i nie podoba. Małżeństwo uważam za nierozerwalne. Trzeba o nie walczyć zawsze i nie jest ważne jak jest zawarte- to jest wzięcie odpowiedzialności za nas oboje i nie podoba mi się bardzo gdy słyszę od "życzliwych"- przeważnie jakichś dalekich przyjaciół rodziny- 'dobrze, że cywilny jak z ateistą, najwyżej Ci nie zrobi kłopotu, jak się rozwiedziecie, po raz drugi pójdziesz z ojcem do ołtarza w białej sukni i będzie ślub jak być powinien". Właśnie to, że jest w ogóle taka możliwość, napawa mnie wątpliwościami. Kościół nie uznaje rozwodów. Jednak wg kościelnego prawa, moje małżeństwo zawierane za 7 miesięcy nie będzie istniało. Czyli nie jest zdradą i grzechem i wiarołomstwem, gdybym nagle, dajmy na to po 10 latach, znalazła sobie kochanka, rozwiodła się, zafundowała mężowi cywilnemu i dzieciom traumę i poślubiła "miłego katolickiego chłopaka"? Czy nie jest to krzywoprzysięstwo? Czemu tak mało się mówi o takich przypadkach, przecież się z pewnością zdarzają? Jak dla mnie, takie postepowanie sprawia, że wątpię w moc i świętość tego sakramentu. Skoro jest możliwość takiej opcji 'restart' dla tych, którzy byli od Kościoła daleko, ale biorą jako drugi ślub kościelny, bo mogą. A dzieci z tego drugiego związku- czy też są 'lepsze' od tych 'cywilnych', bo rodziców pobłogosławiono? Gdyby była mozliwość rozwodów kościelnych, w okreslonych przypadkach, pewnie nawet bym się nie zastanawiała nad tym, nad czym myślę teraz. A tak – smutno mi, jak pomyślę, że wg Kościoła np 10 lat z pierwszym mężem i wspólne życie 'nigdy nie istniało', było chwilą słabości, bylebym z drugim wzięła ślub "po Bożemu"? Ale gdzie w tym Bóg?

Odsłon: 1165 Komentarzy: 35


małżeństwo, rodzina i tzw bycie sobą

Kategoria: Rodzina Wednesday, 09 September 2009, 22:21

Dzień 9 marca 2009 będę zapewne wspominać do końca życia, podobnie jak dzień 15 maja 2010. Tego dnia mój narzeczony, z któym mieszkam od walentynek 2008 roku postanowił, lekko  naprowadzony aluzjami :), że oto nadszedł czas by rozpoczac nowy rozdział w naszym wspólnym życiu, które z przerwą półtoraroczną, trwa od 2005 roku. zaprosił mnie na kolację we włoskiej knajpie i przy deserze wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem z zielonym oczkiem i zadał magiczne pytanie-" Ewo, czy zechcesz ze mną budować dom?' Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie odpowiedziała zgodnie ze swoją naturą, cytując 'Włatców móch'- ' a mam kur.. wyjście?'- co, gdyby, ktoś się jeszcze nie zorientował, oznaczało tak :). Tak naprawdę, całe życie czekałam na ten moment, ale nie umiem byc w standardowy sposób romantyczna. Przed oczami stanęła mi wizja siebie jako szczęśliwej panny młodej, przysięgającej, że nie opuszczę Cię, aż do śmierci. I oto pierwszy problem- ateista oraz niepraktykująca katoliczka, a właściwie agnostyczka prawie- takie osoby wg mnie powinny poprzestać na ślubie cywilnym, bo kościelny to w tym przypadku swiętokradztwo, nieprawdaż? Pierwszy poważny problem- jak powiedzieć swojej przywiązanej do tradycji rodzinie, że ślub bedzie 'tylko' cywilny? Było to naprawdę trudne, rodzice do końca łudzili się, szczególnie mama mojego narzeczonego oraz mój tata, że my tak naprawdę jesteśmy 'wierzący -niepraktykujący' i choćby ze wzgledu na tradycję weźmiemy ślub kościelny. Przykro było obserwować rozczarowanie, ale choćby ze względu na szacunek dla religii, tak dla niektórych ważnej, nie mogłam tego zrobić, więc stanęło na cywilnym. Ślub mamy z głowy. Jednak z czasem, rok, dwa po 15.05.2010 planujemy się rozmnożyć. Moim marzeniem od zawsze było czworo dzieci, ale narzeczony mówi dwoje, troje, więc OK- niech będzie troje, a zresztą- jak będzie tak będzie- ja się ucieszę, ile by nie było. pytanie zadane przez mojego tatę podczas rozmowy o slubie cywilnym jest ciągle aktualne- 'jak wychowamy dzieci?' jest to problem. Polska jest krajem w 90% katolickim. Pewnie, mieszkamy w Warszawie, więc nie będzie takiego problemu, jakby to było na prowincji, ale- co zrobić jak dziecko będzie miało 8 lat i koledzy z klasy pójdą do komunii? Co zrobić z faktem, że koleżanki, które mogę określić jako 'katoliczki z antyklerykalnym wsadem' będa chrzcić dzieci i posyłać je do komunii? Jak to wytłumaczyć ośmiolatkowi, że on nie idzie, bo nie jest ochrzczony, bo tata i mama nie wierzą? Niby zakładam, że moje dziecko jako ośmiolatek będzie rozumieć więcej niż się spodziewam- pamiętam siebie z tego okresu- ale mimo to- jak mu wytłumaczyć, że jego mateczny dziadek co niedziela chodzi do kościoła i wierzy w Boga, ale tata już nie? Co zrobić z faktem, że moja młodsza siostra, poślubiająca praktykującego katolika, chce mnie widzieć w roli chrzestnej i nie przyjmuje do wiadomości, że ksiądz może mieć jakieś 'ale'? Jak ja miałabym obiecać, jako chrzestna,  że pomogę wychować dziecko na katolika? Nie mogę tego zrobić, bo nie umiem kłamać. Jak to wszystko pogodzić? Boję się, że zakładając ,że moje dziecko powinno mieć wybór i niech się ochrzci jako dorosły, jeśli zechce, wyrządzę mu, w imię jakiejś idei, krzywdę. Tyle jest znaków zapytania.

Odsłon: 341 Komentarzy: 9


o sztuce prowadzenia sporu

Kategoria: Fronda Thursday, 09 July 2009, 20:43

Lektura Frondy dostarczyć może wielu wrażeń, szczególnie, jesli posiada się nieco odmienny niż większośś czytelnikow  pogląd na sprawy przedstawiane w newsach. Dziś postanowiłam nieco wyżyć się współdyskutantach komentujących razem ze mną artykuł o wypowiedzi jednego z biskupów na temat in vitro, całość prezentowana jest tutaj:http://www.fronda.pl/news/czytaj/bp_kiernikowski_gdy_czlowiek_nie_jest_poczety_w_akcie_milosci_st Z mojej strony- dobrze, że biskup potwierdza, że kościół nie odrzuca człowieka poczętego tą metodą. to bardzo dobrze nawet. Gorsze jest to, co w wypowiedzi następuje potem- rodzicom zarzucane jest, że traktują takie dziecko jak produkt. Oczywiście, news jako tzw gorący temat natychmiadt wywołał lawinę komentarzy, zarówno zwolenników, jak i przeciwników metody. Nie będę tutaj opowiadać się po żadnej ze stron, bo myślę, że swoimi wpisami pod artykułem dośc dobitnie dałam do zrozumienia, co sądzę o oderwanym od życia sądzie biskupa, który może i jest zgodny z nauką kościoła, skomentuje jednak zachowania prezentowane na forum:

1) Najważniejsze chyba wg niektórych użytkowników jest takie manipulowanie językiem polskim, by zbagatelizować pewne zjawiska a ostro nakreslić inne, w zależności od tego, co w tym momencie próbuje uzyskać- mianowicie, gdy taka osoba chce podkreślić jak wielkim złem jest aborcja ( bo to prawda- jest ona zła), nazywa ją morderstwem. W poście o homoseksualistach ktoś inny będzie nazywał ich sodomitami, pedofilami ( o ile wiem, wiekszość pedofilów to heteroseksualni mężczyźni, poszukam jeszcze dokładniej) i w ogóle to najchętniej posłałby ich taki forumowicz do morza siarki. Lecz w poście o in vitro, gdy mowa jest o dzieciach z gwałtu, że one jeszcze bardziej niż dzieci z in vitro nie są owocem miłości- gwałt określa się już łagodnie- jest to tylko chora i wynaturzona miłość. Rodzic chcący miec dziecko z in vitro natomiast to selekcjonwer z Auschwitz. Według mnie to jest prawdziwe pomieszanie pojęć. Nazywajmy, drodzy forumowicze, rzeczy po imieniu. Jeśli aborcja jest morderstwem i to zawsze bez wyjątku, homoseksualizm zboczeniem, a in vitro to obóz w Auschwitz, to gwałt jest to bestialska zbrodnia. Tak jest, jeśli chcemy być ostrzy. Albo- jeśli chcemy to podac w sosie politycznej poprawności to niech w takim razie będzie- usunięcie ciąży, odmienna orientacja, zapłodnienie pozaustrojowe i chora milośc. bądźmy konsekwentni.2) straszenie piekłem. Wybaczcie forumowicze- na mnie nie działa. Nie wydaje mi się, żeby Bóg, jeżeli istnieje, tak chętnie tam widział kogoś tylko dlatego, że dopuszcza w ostateczności, jesli inne sposoby zawiodły, możliwość zapłodnienia in vitro u pary nie mogącej mieć dzieci. Mogę się mylić, ale MAM NADZIEJĘ, że jednak się nie mylę.

3) pycha niektorych forumowiczów. OK, rozumiem. Jesteście wyznawcami katolicyzmu i jest to religia nr 1, jedyna słuszna, niektórzy z was dopuszczają jeszcze możliwość, że inne odłamy chrzescijaństwa są równie cenne. Niech będzie, ale nie możecie żądac, bym ja jako agnostyczka czy jakiś ateista (ot, taki enki) popierali pomysł, by prawodawstwo polskie było oparte na katechizmie waszego kościoła. Ja szanuję to, że jest Was większość, ale nie jesteśmy państwem kościelnym. Lubicie tak podkreslać co niektórzy, że dając przyzwolenie na in vitro właśnie sami sobie fundujemy świat rodem z thrillera science fiction a'la Gattaca, lub że wręcz takiego świata pragniemy. Odbiję piłeczkę- Wy dziś zakażecie in vitro, jutro wymusicie, by aborcja była zakazana zawsze ( nawet przy zagrożeniu życia matki), a potem doprowadzicie do delegalizacji antykoncepcji. Następnym krokiem bedzie wprowadzenie katolickiego państwa kościelnego z duchownymi jako władzą. Absurd? Taki sam jak wasze argumenty o dzieciach na zamówienie. Oh, i  jeszcze jedno- nie troszcie się tak o moją i innych duszę.  O ile wiem, nie musicie mnie siłą zmuszać, bym nie robiła głupstw; napominajcie, skoro musicie, próbujcie przekonać do swojej racji, ale nie metodami które nagminnie stosujecie, a które tu opisuję.

3) argumentum ad personam. Dam Wam dobrą radę- NIE wyzywajcie nikogo od masonów, Żydów i głupków. To samo tyczy się tekstów, sugerujacych, że ktoś ma jakies sympatie np proradzieckie czy socjalistyczne. Stosując taki argument sami sobie wystawiacie laurkę. Ja np nie uważam, że jeśli ktoś mówi mi, że jestem lewakiem ,postępowcem, ateuszem, a żyję bo mama zapomniała włożyc zarodek, który stał się mną, do lodówki, itp itd- nie uważam, że ta osoba jest w stanie mnie obrazić.

To w zasadzie wszystko. Trzeba rozmawiać, ale uważajmy jak się do siebie zwracamy. Uważam bardzo by kogoś (zbytnio) nie urazić i nie stosować argumentów poniżej pasa. Tego samego oczekiwałabym od innych.

Odsłon: 892 Komentarzy: 23


powitanie

Kategoria: Ogólne Monday, 09 March 2009, 16:40

witam, po półrocznej lekturze tego portalu i blogów na nim prowadzonych postanowiłam również dołożyć coś od siebie. nie powiem, jest tu interesujaco, nawet jeśli – jak łatwo można się domysleć- moje poglądy odbiegają od tu przeważających. gdy będę miała jakieś przemyślenia, które warto umieścić i skonfrontować z czyimiś to tutaj będa prezentowane.

Odsłon: 239 Komentarzy: 1


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.