Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

„Oczy całego świata będą zwrócone na Polskę..."

Kategoria: Ogólne Saturday, 17 April 2010, 23:31

„Oczy całego świata będą zwrócone na Polskę. Ale Polska musi odwrócić się od świata i zwrócić się ku Bogu” – te słowa Sługi Bożego Augusta Kardynała Hlonda przypomniał Prezes instytutu Summorum Pontificum Pan Arkadiusz Robaczewski na konferencji "Zwróćmy się ku Panu", w chwilę po tym jak poinformowano nas o tragedii, która dotknęła nasz kraj. Te słowa wciąż brzmią w mojej głowie i z każdym dniem nabierają nowego znaczenia. Teraz oczy świata zwrócone są na Polskę. Teraz nie boimy się przeżegnać, nawet politycy umieją uklęknąć, co jest dla mnie wielkim zdziwieniem bo pierwszy raz widziałem niektóre osoby publiczne czyniące znak Krzyża. Jak bardzo w tych dniach potrzeba nam odwrócić się od świata i zwrócić ku Bogu… Ale przecież On nam w tym pomaga… bo czym innym jest niespotykana wcześniej chmura wulkaniczna jakby odcinająca nas, przysłaniająca nam świat? Przecież to przez tą chmurę Ci wielcy władcy świata nie mogą przylecieć do Polski. A tak wspaniali, tak wielcy, tak szanowani… o jak wiele znaczą dzisiaj Słowa Chrystusa: "Bezemnie nic nie możecie uczynić" bo i cóż możemy? Czy Oni którzy całym światem trzęsą i mają wielkie armie cokolwiek mogą uczynić?! Nawet nie mogą z własnego kraju wylecieć…

Polska musi się odwrócić od świata a zwrócić ku BOGU!!! Tak wielkie słowa… Czy damy radę? Czy w naszym skłóconym narodzie się coś zmieni? nie… sami nie damy rady… nic się samo nie zmieni. Jeśli z Chrystusem w Sercu i na ustach nie zaczniemy tego zmieniać to nic się nie zmieni… może to ten czas w którym trzeba jasno powiedzieć, że BEZ CHRYSTUSA NIC NIE MOŻEMY UCZYNIĆ, ten czas w którym trzeba powiedzieć, że POLSKA BĘDZIE KATOLICKA ALBO JEJ WCALE NIE BĘDZIE, ten czas w którym nasze zwrócenie się ku Panu i Jego Władzy, Jego Królestwu, będzie dla Polski błogosławieństwem i gwarancją na Dobrą, Pewną i, co najważniejsze, prowadzącą do Nieba przyszłość.

Odsłon: 374 Komentarzy: 4


Reforma liturgiczna czyli niedokończona wymiana okien.

Kategoria: Kościół Sunday, 21 March 2010, 11:07

Przyszło mi na myśl takie porównanie odnośnie tego co stało się w Liturgii przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Słyszałem kiedyś porównanie Liturgii do okna przez które patrzymy na Boga, można oczywiście dyskutować na temat trafności tego porównania ale nie o tym mowa. Wyobraźmy sobie piękny, stary dom, nie będę go opisywał bo i tak każdy go widzi inaczej. Chodzi mi o okna, są równie stare jak dom i, jak to z oknami bywa, dość zniszczone. Można by oczywiście je odnowić, zamalować niedoskonałości i zostawić no ale wiadomo jak to jest z zamalowywaniem niedoskonałości, farba odłazi i jest byle jak. Dlatego też gospodarz postanowił wymienić okna. Problem tylko w tym, że zachwycił się nowymi, plastikowymi oknami, które… no cóż chyba każdy wie jak to wygląda. W dodatku postanowiona na siłę naraz wymienić wszystkie okna i, ponieważ stare dębowe okna były bardzo mocne i dobrze zrobione było z tym wiele problemów skutkiem czego nie starczyło mu już sił ani chęci żeby nowe obmurować. Nie trzeba mówić jak to wygląda… nie trzeba też mówić, że przez takie, nieobmurowane okna i zimno leci i złodziej się łatwiej wedrze do domu. I teraz chwilka na wyjaśnienie o czym mówię. Otóż nie dość, że zmieniono Liturgię na jakąś sztuczną to jeszcze te zmiany wykonano niedokładnie, nie dopracowano ich i mamy coś takiego jak w kościele nie daleko mnie, że ani to NOM ani to Trydent. Jakieś takie nie wiadomo co, jakby ktoś usilnie chciał zastąpić Stary Ryt ale zabrakło mu sił, chęci i pieniędzy i odłożył to „na jutro” no i tak, już przez 40 lat; są dwa ołtarze, z których jeden to nieużywany (ale nakryty białymi obrusami) ołtarz do, którego stoi się tyłem i nad którym góruje krzyż, 8 świec i w którym są relikwie, a drugi to drewniany stół na którym „odprawia się”(bo trudno mówić o jakimkolwiek „celebrowaniu”) Eucharystię, i stoją przy nim trzy świece i ambona(bo trudno nazwać to „Ołtarzem Słowa Bożego” gdyż z niej się i głosi Słowo Boże i czyta komentarze i modlitwę wiernych i ogłoszenia i czasem z niej i błogosławi… zależy jak komu pasuje) . Jakby popatrzeć na przestrzeganie przepisów liturgicznych to też totalny mix, jednym słowem wybrane to co najbardziej pasuje z obu rytów i tak odprawiane. Na szczęści nie oprawione okna zaczęły podchodzić wilgocią, pleśnią i ktoś się zorientował i postanowił coś z tym zrobić. Skutkiem tego, że plastiki były nie oprawione, i kiepsko zrobione, stosunkowo łatwo je wywalić i wstawić nowe, piękne, pasujące, dębowe okna, potrzeba trochę wysiłku i dużo dobrej chęci ale da się to zrobić i mam nadzieję, że się uda. I znów Nasz Dom będzie Piękny, na Chwałę Boga.

Odsłon: 418 Komentarzy: 0


„Słowo – poniewierane i nadużywane?”

Kategoria: Ogólne Tuesday, 02 February 2010, 21:34

Laudetur Iesus Christus!

Chciałbym zatrzymać się na chwilę nad tym co wyrażamy za pomocą słów. Spójrzmy, więc jak to po kolei było z tym słowem. „In principio erat Verbum”- „Na początku było Słowo”, nie zagłębiając się w znaczenie tego wersetu, który został opisany i opracowany na tysiącach stronic, chciałbym zwrócić jedynie uwagę na to iż „Słowo” było jedno, zarówno w wersji polskiej jak i łacińskiej jasno widzimy, że mowa o jednym „Słowie”. Wiadomo oczywiście, że chodzi o „drugą osobę Trójcy Świętej”, więc nie wydaje się to żadną rewelacją. Idźmy dalej… Ile Jezus wypowiada słów? Niewiele więcej. W każdym razie każde Jego słowo jest potrzebne i Jezus wszystko co mówi, wypowiada ku chwale Ojca, dla naszego pożytku. Próżno szukać w Ewangeliach biadolenia albo słów, które byłyby niepotrzebne czy zdań, które byłyby jakkolwiek rozwlekłe. Wszystko jest zwięzłe i konkretne, idealnie skondensowane, wręcz lakoniczne. Czytając Listy Apostolskie zauważymy, że jest już tam więcej omawiania i analizowania tego, co przekazał Chrystus, co wydaje się konieczne gdyż ludzie potrzebowali wyjaśnienia tych niezwykle ważnych kwestii. Oczywiście Ewangelie i Listy Apostolskie pisali ludzie natchnieni przez Boga i na Jego polecenie dlatego każde słowo znajdujące się tam jest jakimś odbiciem, próbą wyrażenia tego Słowa o którym mówi Jan. Można powiedzieć, że Słowo objawia się nam w tych słowach. I otwierając Pismo Święte możemy być pewni, że każde słowo tam zawarte jest potrzebne i jest tam po to aby nam coś przekazać.

Czytając św. Augustyna zauważamy, że tego wyjaśniania jest już znacznie więcej i wydaje się być troszkę trudniejsze w zrozumieniu, a szczyt swój osiąga chyba w św. Tomaszu z Akwinu, którego dorobek literacki nie sposób zmierzyć jak również przecenić. Ale poza tym, ze byli to natchnieni i święci ludzie, byli także filozofami więc nic dziwnego, że to co nam przekazywali wymaga większego zastanowienia i analizy.

Jednak nie chcę pisać o filozofach ale o nas, o ludziach, którzy ze słowem stykają się codziennie, wymawiają je, piszą, wykorzystują. Czym dla nas jest to co wypowiadamy, to co piszemy? Czy też staramy się tym głosić Ewangelię Chrystusa? Czy każde nasze słowo służy dobru i „wzajemnemu zbudowaniu”? Chrystus uczy nas: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” Chciałbym tu przytoczyć jeden rozdział ze średniowiecznej książki, która za każdym razem gdy ją otworze poraża mnie swoją aktualnością i trafnymi spostrzeżeniami, jest to książka pt. „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza a Kempis.

O TYM, ŻE NALEŻY STRZEC SIĘ NADMIARU SŁÓW

Strzeż się, jak tylko możesz, ludzkiego zgiełku, bardzo bowiem szkodzi gadanie o sprawach błahych, nawet gdyby wypływało z najlepszych intencji. Szybko owieje nas pustka i schwyta w swe sidła. Jakże często wolałbym milczeć i nie przebywać wśród ludzi. Ale czemuż to tak chętnie gadamy i wdajemy się w rozmowy, jeśli tak rzadko udaje nam się bez skazy sumienia wrócić do swojej ciszy?Dlatego tak chętnie mówimy, że w wymianie zdań szukamy pociechy i chcielibyśmy w ten sposób ulżyć sercu zmęczonemu rozmyślaniem. A przecież wolimy rozmawiać i myśleć o tym, co lubimy i czego pragniemy, niż o tym, co jest nam przykre.

Ale niestety! Jakże to wszystko daremne! Bo zewnętrzne uciechy powodują tylko utratę prawdziwej Bożej pociechy. Dlatego czuwajmy i módlmy się, aby czas nie przepływał przez nas daremnie. Jeżeli trzeba mówić, mówmy o tym, co ważne. Niedobre przyzwyczajenie i niedbalstwo przyczyniają się do tego, że źle pilnujemy naszego języka. A przecież rozmowa o sprawach ducha może pomóc naszemu rozwojowi, zwłaszcza gdy ludzie bliscy sobie duchem i myślą, rozmawiają, łączą się wzajemnie w Bogu.

 

c.d.n.

 

Odsłon: 330 Komentarzy: 7


Kara kanoniczna dla TVP?

Kategoria: Ogólne Wednesday, 23 December 2009, 10:45

Właśnie przypadkiem podczas śniadania oglądałem program „Pytanie na śniadanie” TVP2, w którym między „świątecznymi” rewelacjami pojawił się temat: „wróżby świąteczne”. Jako Katolik wiem, że wróżby są bluźnierstwem, złamaniem pierwszego przykazania i stoją w głębokiej sprzeczności z Katolicyzmem. KPK w kan.1369 przewiduje „sprawiedliwą karę” dla tego, „kto w publicznym widowisku, w kazaniu, w rozpowszechnionym piśmie albo w inny sposób przy pomocy środków społecznego przekazu, wypowiada bluźnierstwo…”. Czy wie ktoś może kto taką „sprawiedliwą karę” może nałożyć na Katolika? Ja osobiście nie słyszałem, żeby którykolwiek z sądów biskupich zajął się taką sprawą (których w mediach i życiu publicznym jest od groma, często również w wypowiedziach polityków i nie mówię tu o sprawach aborcji bo tam nikt nie musi kary nakładać gdyż ekskomunika w tym wypadku, zachodzi na mocy prawa). Kto właściwie ma dzisiaj czuwać nad czystością naszej Świętej Wiary Katolickiej? Przecież często te wszystkie bluźnierstwa są wplecione w audycje tak, że można łatwo uwierzyć, że nie ma w nich nic złego a nawet, że są zgodne z Wiarą i o ile znajdą się osoby, które wiedzą od razu, że to śmierdzi siarą, to jest mnóstwo osób (sam znam wielu „katolików”, którzy nie widzą, choćby we wróżbach, nic złego), które łapią się na ten haczyk i kto ma im powiedzieć, że to jest złe? Z ambony się mówi o ogólnoświatowym pokoju a sądy biskupie zajmują się stwierdzeniami nieważności małżeństw… a Kongregacja Nauki Wiary jest daleko i nie ma ani sekundy czasu antenowego żeby bronić czystości Wiary ani żadnych środków, żeby wymierzać kary przewidziane Kodeksem Prawa Kanonicznego(mówię o Kodeksie 1983 jakby ktoś miał wątpliwości). Nie jest to krytyka Kościoła ale raczej kilka linijek tekstu w celu wypowiedzenia swoich obaw i przypomnienie, że kiedyś była instytucja w Kościele, która zajmowała się czystością Wiary i to nie tylko w Watykanie ale i w każdym Katolickim państwie.

Odsłon: 639 Komentarzy: 10


Kryzys w Kościele-Seminaria, Rodzina, Liturgia.

Kategoria: Kościół Monday, 21 December 2009, 22:47

Analizując przyczyny kryzysu w Kościele chciałbym najpierw wykazać, że kryzys w Kościele rzeczywiście jest, bo chociaż dzisiaj nikt już chyba nie ma takich wątpliwości to jeszcze kilka lat temu można było usłyszeć, że kryzys jest wymysłem „zacofanych”, ortodoksyjnych członków Kościoła.

Czym, więc objawia się kryzys w Kościele? Pierwszą, bardzo statystyczną, obserwacją jest spadek ilości alumnów w seminariach. Dlaczego mniej młodych ludzi jest w stanie odpowiedzieć Panu „tak” zostawiając wszystko i idąc za wezwaniem Chrystusa a coraz więcej „odchodzi zasmuconych”? Odpowiedz wydaje się nad wyraz prosta- jest nią ogromny atak na rodzinę, któremu coraz więcej młodych ludzi oraz rodziców ulega, rodziny są często w strzępach, są zniszczone, poranione. Dlaczego młodzi nie umieją iść za Chrystusem?-Bo, jakże często, ich rodzice nie umieją dotrzymać słowa danego Chrystusowi. Jeśli rodzice nie umieją przekazać wiary swoim dzieciom, nie potrafią uklęknąć z nimi do modlitwy to jak te dzieci mogą oddać życie Bogu, którego nie znają? Jak mężczyzna, który nie widział swojego silnego ojca klęczącego, uniżonego przed Nieskończonym Majestatem Bożym, może zdobyć się na tak wielki akt pokory aby oddać Mu swoje życie? Jeśli ten mężczyzna nie zda sobie sprawy z wielkości Boga, nigdy nie zauważy jak wielką godnością jest powołanie do Jego wyłącznej służby. Podobnie kobieta- jak ma dostrzec Oblubieńczą Miłość Jezusa jeśli nie widziała swojej Matki wpatrującej się w Jego oblicze?

Rodzina niewątpliwie jest zagrożona ale właściwie dlaczego to zagrożenie jest tak szkodliwe? Wszak Szatan zawsze uderzał w rodzinę a teraz, mimo licznych napomnień, encyklik, mimo tego, że wciąż mówi się o rodzinie, mamy coraz więcej rozwodów, zdrad, coraz więcej par stosuje środki antykoncepcyjne, coraz wcześniej młodzi ludzie rozpoczynają współżycie, coraz mniej małżeństw jest zawieranych a jeśli już są, często są czystym zakłamaniem, robieniem z kościoła teatru, prosząc Boga o coś, co i tak już się bezprawnie wzięło. Dlaczego duży nacisk wywierany przez Kościół na wyżej wymienione kwestie nie spotyka adekwatnych efektów? I tu odpowiedzią wydaje się być największy obecnie problem z jakim musimy się zmierzyć- spadek autorytetu Kościoła w świecie. Problem ten jest tak poważny ponieważ to od tego, zależy czy inne kwestie będą szły w dobrym kierunku czy w kierunku dalszego wykrzywiania Prawa Bożego. Przecież to Święty Kościół Katolicki jest powołany po to aby strzec owego Prawa. I to chciałbym bardzo mocno zaznaczyć: zadaniem Kościoła Katolickiego jest prowadzenia ludzi do zbawienia. A, więc Kościół nie jest instytucją pokojową, nie jest nośnikiem „tolerancji” ani nie jest tym, który skupiać się ma na „ekumeniźmie” czy naprawianiu świata ale jest tym, który ma PROWADZIĆ LUDZI DO BOGA. Ostatni nakaz Chrystusa na ziemi św. Mateusz przekazuje nam w bardzo wyraźnym zdaniu: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem”. (Mt 28, 19-20) Chciałem zauważyć, że nasz Pan nie mówi: „idźcie się dogadywać z innymi religiami i tworzyć pokój na świecie” ale: „nauczajcie wszystkie narody tego co wam przekazałem”. Chrystus wymaga od nas jednoznacznego opowiedzenia się za nim nawet za cenę pokoju, jedności a nawet wyrzeczenia się własnej rodziny(por. Mt 10,34nn z przyp.). Zacząłem pisać o tym, z czego, według mnie wynika spadek autorytetu Kościoła, więc chciałbym teraz rozwinąć ten problem. Pierwszą z przyczyn jest według mnie zasadnicze odwrócenie się od Boga a zwrócenie ku człowiekowi. Jedna z trafniejszych definicji grzechu jakie słyszałem zawiera się w łacińskim zdaniu: „Aversio a Deo, conversio ad creatura”- „odwrócenie się od Boga a zwrócenie się ku stworzeniu”.W tym tkwi przecież grzech człowieka, jest odwróceniem się od Boga aby to ludzie „byli jak Bóg” (por. Rdz 3, 5nn). Warto tu spojrzeć na to co zrobiono w Liturgii wg. NOM, dokładnie odwrócono się od Tabernakulum, od Boga, od Krzyża a zwrócono ku ludziom, ku stworzeniu. W tym wypięciu się tyłem do Krzyża możemy także dopatrywać się obecnych problemów z Krzyżami w szkołach i miejscach publicznych. Wszak Krzyż nie jest już centrum w kierunku którego Kapłan prowadził Lud Boży ale jest jednym z „rekwizytów” przydatnych (bo nawet już nie koniecznych) do „odprawienia”(bo już nie „celebrowania”) Mszy Świętej. Może właśnie dlatego tam, gdzie powraca się do celebracji Eucharystii „versus Dei” zauważany jest wzrost pobożności i ducha wśród ludzi?Drugim problemem jest zaprzestanie, w pewnym czasie, uświadamiania ludziom istnienia piekła i szatana do tego stopnia, że gdy obecny Papież (po wielu latach milczenia w tej sprawie) mówi wyraźnie w swojej katechezie o piekle, światowa prasa(także religijna) zarzuca Głowę Kościoła Katolickiego oskarżeniami o „odstraszanie ludzi od Kościoła jakimiś średniowiecznymi zabobonami”. No ale jak można mówić o autorytecie Kościoła jeśli nawet niektórzy hierarchowie kościelni często przez ostatnie 30 lat wskazywali na błędy w historii Kościoła przepraszając za coś co nie miało miejsca lub wyglądało zupełnie inaczej. Nauka Kościoła odbierana jest bardzo wybiórczo. Według „Gościa Niedzielnego” z 92% osób podających się za katolików tylko 42% wierzy w istnienie piekła,(oznaczałoby to, że Katolików nie jest 92% a 42%). Podobnie jak z nauką teologiczną(o której się niewiele mówi) jest z nauką moralną(o której się ciągle mówi). Cóż więc zrobić? Może spróbujmy zamienić proporcje? Może gdyby mówić więcej o teologii, nauka moralna byłaby oczywista wobec Wielkości Boga i jasności Jego nakazów? Może zamiast ciągle przekonywać ludzi do tego, że aborcja jest zła, wystarczy powiedzieć jasno, że zaciąga się w ten sposób ekskomunikę na siebie a także każdy kto ją propaguje wyłącza się z Kościoła? Zamiast mówić wciąż o szkodliwości antykoncepcji powołać się po prostu na Święte posłuszeństwo wobec Urzędu Nauczycielskiego Kościoła? Odnośnie tego mówienia… Wydaje mi się, że bardzo dużo dzisiaj jest luźnego gadania(choćby w Mszy Świętej: wprowadzenie, 50%czasu Mszy Świętej stanowi <niegdyś nienależące w ogóle do niej> kazanie, modlitwa wiernych, ogłoszenia, i wiele innych wstawek bezprawnie dodawanych, gdzie się przypomni.) a bardzo mało czynu(gestu liturgicznego, słów Kanonu, ogólnie Liturgii). Bardzo niebezpiecznym jest problem braku Sacrum w obecnej świadomości. Idąc do kościoła spodziewamy się tego co zwykle, wszystko „rozumiemy”, większość modlitw znamy na pamięć, odklepiemy i niedziela z głowy. Gdzie się podziało mysterium fascinosum oraz mysterium tremendum Eucharystii i naszej wiary? Uważam, że kryzys wiary tkwi przede wszystkim w kryzysie Eucharystii. Zmiany jakie zaszły w Liturgii w latach 1970-2005 określiłbym jako tragiczne i w wielu miejscach sprzeczne z założeniami Soboru Watykańskiego II. Wymienić tu można chociaż, wspomniany już przeze mnie, kierunek celebracji lub język łaciński. Całkowite odarcie Liturgii Najświętszej Ofiary z jej ofiarniczego charakteru i wszelkiej tajemniczości oraz podniosłości wpływa na wszystkie dziedziny życia Kościoła. Zaczynając od tego, że umniejsza Boga, robiąc z Pana Nieba i ziemi, „przyjaciela” czy wręcz: „kolegę”, poprzez to, że odwraca rolę Kapłana w zgromadzeniu Liturgicznym z „przewodnika wiary”, prowadzącego lud Boży w kierunku Golgoty – Krzyża do wodzireja redukując jednocześnie Ołtarz Ofiarny z relikwiami męczenników do stołu z kwiatami i świecami. Idąc dalej obcina połowę gestów i znaków liturgicznych przez co Liturgia Eucharystii traci swoją, adekwatną do treści,uroczystą formę i sprowadza ją do czytania Słowa; aby wreszcie osiągnąć swój szczyt w przyjmowaniu Najświętszego Sakramentu w pozycji stojącej lub wręcz profanacji w przyjmowaniu Ciała Chrystusa „na rękę” tym samym odbierając ludziom poczucie Kogo tak naprawdę przyjmują. Może powinniśmy zagłębić się w istotę Mszy Świętej, przypomnieć sobie iż przenosi nas ona wprost na Golgotę gdzie Chrystus oddaje za nas życie?  Tragiczne jest to, że gdy Msza Święta zaczęła być celebrowana w językach narodowych wszyscy stwierdzili, że skoro rozumieją słowa to rozumieją Mszę Świętą. Problem w tym, że nie da się zrozumieć Mszy Świętej podobnie jak nie da się zrozumieć natury Boga ani Jego sposobu działania. Ale można ją poznawać i coraz bardziej zagłębiać się w jej niezwykłość.

Kolejną sprawą wymagającą poruszenia jest postępujący liberalizm wśród członków Kościoła, szczególnie jest to dotkliwe gdy dotyczy kapłanów. To oni są nauczycielami wiary, są odpowiedzialni za powierzony im lud. Chodzi mi tu konkretnie o dwie sprawy, z którymi coraz częściej się spotykam. Pierwszą jest to, że coraz częściej można zobaczyć kapłana, którego nie można poznać, że jest kapłanem. I to, że coraz więcej księży nie nosi nawet koloratki a jeśli nosi to przy koszuli, u nas nie jest to jeszcze tak widoczne jak na zachodzie ale niestety też się coraz częściej spotykam. Skutkuje to zmianą, zniszczeniem widzenia kapłaństwa w oczach wiernych. Drugim problemem jest bardzo „luźne” podejście do przepisów, szczególnie tych dotyczących Liturgii. Oczywiście, że często wynika to z niedokształcenia, niewiedzy czy nieświadomości kapłanów ale często też jest to działanie z pełną świadomością łamania przepisów.

Wskazałem rzeczy, które najbardziej według mnie uderzają w autorytet Kościoła, oczywiście nie bez znaczenia w naszym kraju są względy historyczne, musimy sobie uświadomić, że przez ponad pół wieku był nam wmawiany ateistyczny system, który jawnie prześladował wiarę w Boga i w cokolwiek poza komunizmem jednak po tym okresie, który wbrew założeniom okupantów zbliżał ludzi do wiary i tradycji jako czynników jednoczących naród polski, wciąż zaufanie do Kościoła było duże(1980r-80%). Najgorsze przyszło po pseudo-wyzwoleniu w roku 1989, kiedy to do „wolnej Polski”(wciąż pod propagandą komunistyczną) przyszedł zachodni liberalizm z całą swoją zgubną ideologią wyzwolenia.

Kończąc chciałbym zaznaczyć, że w ostatnich latach w niektórych miejscach Europy przeżywany jest wielki rozkwit życia chrześcijańskiego. Dzieje się to tam, gdzie powraca się do tradycji Kościoła, gdzie odkrywa się na nowo to ogromne dziedzictwo naszej Wiary. Przychodzi mi na myśl porównanie dziejów Kościoła do dziejów człowieka. Najpierw kształtuje się, później się rodzi i jest już w pełni człowiekiem, ma wszystkie przymioty potrzebne do dorosłości ale czeka go długa droga żeby zdać sobie z tego sprawę. Następnie przeżywa zachwyt swoimi rodzicami, wytwarza swoją osobowość, zdaje sobie sprawę z tego jaki jest wspaniały aż w końcu dochodzi do wieku buntu gdy to wszystko odrzuca, kontestuje rodziców, skupia się na sobie odrzucając jednocześnie wszystko, co dzięki rodzicom zdołał ukształtować, jest to bardzo ciężki czas ale na szczęście mija i wtedy wraca się do tego, co było przed tym okresem buntu, bo było dobre i wielkie i oby teraz w Kościele nastał ten czas powrotu.

Odsłon: 409 Komentarzy: 5


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.