Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Oblicza męskości ks. Stryczka, czyli o obrońcach krzyża, nieudacznikach i atrakcyjnych katolikach.

Kategoria: Aborcja Friday, 30 December 2011, 19:54

Pod wpływem medialnej popularności ks Jacka Stryczka (tego od szlachetnej paczki) zainteresowałem się tą intrygującą postacią i postanowiłem poszukać jakiś jego wystąpień, wypowiedzi w internecie. Natknąłem się na konferencję dotyczącą męskości. Zacząłem słuchać i z każdą minutą byłem coraz bardziej zdumiony.

 tutaj jest ten film

 

Ksiądz rozpoczął od wyrażenia pretensji wobec jakiegoś swojego wolontariusza, który kiedyś miał odmówić mu pomocy z powodu tego, że, jak się wyraził prelegent „musiał pomóc mamusi”. To oczywiście miało być zobrazowanie jego braku odpowiedzialności i męskiego podejścia do sprawy. Zrozumiałem więc, że „pomaganie mamusi” jest wyrazem braku męskości, pomaganie ks. Stryczkowi przeciwnie. Poczułem żal, że z powodu braku znajomości z tym księdzem nie poprosił mnie on do tej pory o żadną pomoc. Chętnie zostałbym jego wolontariuszem – wtedy dopiero poczułbym się mężczyzną. Mało tego – ksiądz zestawił ten przykład z historią męża, który opuścił swoją żonę („wyprowadził się do mamusi”) gdy ta zachorowała na raka. Och, oburzenie bierze

 

W następnym wątku ksiądz społecznik postanowił rozprawić się z „obrońcami krzyża”. Padły bardzo ostre słowa:

 

„Niektórym się wydaje, że kiedy bronią krzyża na Krakowskim Przedmieściu to są męscy i odważni. Proszę mi wybaczyć, w Nowej Hucie w latach 60tych (…) to była prawdziwa walka i prawdziwe zagrożenie. Kiedy natomiast teraz widzę ludzi, którzy w imię chrześcijaństwa chcą się spełnić [?!] i na pasie ruchu drogowego stawiają krzyż [?!]i wydaje im się, że robią coś ważnego to ja tego nie rozumiem. W Ewangelii nie ma ani jednego zdania, że należy bronić krzyża. Tym bardziej, że krzyżem należy walczyć a tym bardziej krzyżem uderzać. Ponieważ krzyż oznacza, że przyjmuję ciosy, oznacza decyzję na cierpienia w imię Chrystusa.”

 

Może to głupie, ale przypomniało mi się, że jedną ze „szlachetnych paczek” sfinansował prezydent Komorowski. Był nawet taki ładny obrazek w mediach gdy Stryczek stoi przy Prezydencie w pałacu. A to właśnie Prezydent rozpętał wojnę o krzyż – czyż nie?, on też ostatecznie go usunął. To najwyraźniej w opinii księdza było bardzo męskie. Nie to co ci obrzydliwi obrońcy krzyża, którzy stali tam tylko dla własnego „spełnienia” – i dla własnego „spełnienia” „uderzali krzyżem” (kogo? – chyba palikotowców). Ależ oni mało męscy – awanturnicy. Za to męscy byli  przeciwnicy krzyża – zarówno ci w mediach jak i ci z Krakowskiego – tak męsko opluwali i obsikiwali, wyśmiewali i robili z obrońców wariatów w mediach....

Nie wiem, czy tymi słowami ksiądz chciał sobie tę prezydencką paczkę załatwić ale życzliwość naszego najbardziej męskiego obywatela (który porównywał kobiety do kaszalotów, co najwyraźniej księdzu nie przeszkadza) sobie tym jak widać zaskarbił.

 

 

Dalej było już tylko lepiej

Można by streścić to tak – jestem fajny, jestem skuteczny, jestem atrakcyjny, jestem skazany na sukces, media mnie kochają – i dlatego słuchajcie mnie bo jesteście beznadziejni, faceci „bez jaj”. Ewangelia wymaga skuteczności – ot taka choćby przypowieść o talentach mówi o tym, że powinniśmy inwestować nasze pieniądze "na wolnym rynku” a nie trzymać na lokatach. I znów poczułem się taki mało męski – bo ja jak frajer jakiś haruję na etacie w firmie i utrzymuje rodzinę z pensji, która ledwo wystarcza na życie.

 

Kolejny przykład  – media.

 

„Przez całe lata słyszałem jakie to są media złe i jak źle mówią o Kościele. Ja od zawsze tłumaczyłem – to nie prawda, tylko my nie mamy nic interesującego do powiedzenia przez media. Od 2001 roku funkcjonuję w mediach – i da się! Tylko musiałem się zmienić i rozwinąć (…) mam być tym drzewem, które jest na tyle atrakcyjne i fajne, że ptaki powietrzne przylatują”

 

(Ostatnie zdanie to oczywiście nawiązanie do przypowieści o ziarnku gorczycy)

 

Acha – a więc podsumowując wypowiedź księdza debeściaka – media nie są niczemu winne,  one wcale nie kształtują negatywnego obrazu Kościoła i  Chrześcijaństwa - to raczej katolicy są beznadziejni a media po prostu tę beznadziejność rzetelnie pokazują. Co innego on – „atrakcyjny i fajny” i dlatego nie ma problemu z wizerunkiem medialnym. Szczególnie u boku męskiego prezydenta – Monika Olejnik aż pokłony bije z zachwytu nad takim nowoczesnym księdzem. Jeszcze tylko brakuje, żeby jakiś biskup nakazał mu milczenie – wtedy zachwyt osiągnie apogeum.

 

Męski więc nie jest nie ten kto walczy, ale ten kogo kochają media. A media w Polsce kochają tych którzy kochają Prezydenta i nienawidzą obrońców krzyża – wszystko się zgadza.

 

„Trzeba mocnych ludzi, sprawnych – w sercu Kościoła musza być sprawni ludzie. Nie potrzebujemy nieudaczników”

 

Cóż, nic dodać, nic ująć

 

Gdy pojawiły się pytania od publiczności słuchacz zapytał o kwestię porażki. Ksiądz trochę jakby zmienił ton i zaczął przyznawać się do słabości:

 

„przez 10 lat istnienia Wiosny był kryzys. W końcu poszedłem na modlitwę i powiedziałem Panu Bogu, że ja już więcej nie umiem, że jeśli On chce to niech ta inicjatywa przetrwa”.

 

ooo, a więc jednak nie jest dzieckiem szczęścia, jednak posiada słabości – wow! To coś nowego (w tej konferencji). A więc Bóg też ma coś do zrobienia, Czyżby Bóg posługiwał się słabymi narzędziami? niemożliwe… nie no, tego bym się nie spodziewał po takim męskim debeściaku, o którym przez ostatnie pół godziny słuchałem, że mu wszystko wychodzi.

 

I dalej, po kolejnym dociekliwym pytaniu słuchacza.

 

„Wkurza mnie antyklerykalizm. Wkurza mnie, że lewica deklaruje wrażliwość społeczną i jednocześnie atakuje katolicyzm”

 

Tutaj już się całkowicie zgubiłem. Myślałem już, że lewica (tak jak media) atakuje tylko beznadziejnych katolików, beznadziejnych księży, a więc sami są sobie winni…A tu nie, lewica jest zła. A więc teraz ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, parafrazując wypowiedź księdza Stryczka o wizerunku katolików w mediach: „wkurza mnie jak ks. Stryczek tak narzeka na antyklerykałów. Gdyby był bardziej fajny i atrakcyjny to by sami do niego przyszli”

 

A teraz na poważnie. Nie kwestionuję wartości tego co robi ks Stryczek. Przeciwnie – robi on wspaniałe rzeczy i bardzo mądrze wypowiada się o pomaganiu potrzebującym (żeby nie dawać jałmużny ale mobilizować do pracy itd.). Wiemy też, że jego działalność rzeczywiście odnosi finansowy i medialny sukces, co przecież jest bardzo OK. Słuchając jednak tej konferencji nie umiałem się oprzeć subiektywnemu wrażeniu, że jego ego urosło ostatnio do niebotycznych rozmiarów.  To co mówił o obrońcach krzyża było po prostu głupie. Szkoda nawet to komentować bo na ten temat już chyba wszystko powiedziano w rozmaitych publikacjach oraz we wspaniałym dokumencie „Krzyż” Ewy Stankiewicz (polecam księdzu). Wiele mówił o potrzebie skuteczności, o tym, że nie wolno być nieudacznikiem w życiu. Ja się z tym oczywiście zgadzam ale dodałbym do tego coś jeszcze – trzeba sobie też umieć poradzić z sukcesem. Inaczej może on stać się przekleństwem dla człowieka. To szczególnie dedykuję księdzu Stryczkowi

Odsłon: 988 Komentarzy: 8


Dyskusja z ateistą Andrew

Kategoria: Aborcja Friday, 07 January 2011, 10:59

Dotychczasowa dyskusja z ateistą Andrew na facebooku

Twoje wypowiedzi są dosyć emocjonalne, momentami agresywne i aroganckie. Próbujesz mnie ponizyć i oskrżasz mnie o straszne rzeczy. Nie bardzo rozumiem dlaczego moje poglady i argumenty powodują az takie emocje u racjonalnie myslącego ateisty - cóż - widocznie tak musi być. Postaram Cie się odpowiedzieć spokojnie i rzeczowo na Twoje zarzuty wobec mnie.

 

Zacznę od kwestii AIDS w Afryce, szczególnie w Ugandzie, która przytoczyłeś. Niestety strzeliłeś sobie w stopę, bo akurat Afryka świetnie pokazuje że w kwestii prezerwatyw i epidemii AIDS to raczej ja mam rację a nie Ty.

 

1.Zajrzyj najpierw tutaj

http://www.senat.gov.pl/arch.htm („konferencje i seminaria”, pdf z 24.04.2006 „Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży. Aktualny stan badań na świecie i w Polsce.”)

 

Zacytuję tylko kilka wypowiedzi naukowców, jest tam ich i wiele więcej:

 

Dr Norman Hearst (University of California, San Francisco, USA):

 

„W Kenii w latach dziewięćdziesiątych przeprowadzono badania, z których widać, że wykorzystanie prezerwatyw wzrosło wręcz wykładniczo. Ale niestety, występowanie infekcji HIV i AIDS w obszarach miejskich i w wiejskich nie zmieniło się tak, jak byśmy chcieli.”

(…)

„Mamy dane z Botswany. Wiemy, że w Botswanie wykorzystanie prezerwatyw w codziennych stosunkach seksualnych sięga 85%, ale widzimy, że od lat dziewięćdziesiątych mimo to rośnie liczba nowych infekcji HIV i AIDS. Do 2001 roku w Botswanie w niektórych miastach 40% albo wręcz większość młodych ciężarnych kobiet była zainfekowana HIV i AIDS, mimo raportowanej bardzo wysokiej popularności prezerwatyw.”

(…)

„To samo widać w danych z Kamerunu. Także jest więcej infekcji HIV i AIDS mimo rosnącej sprzedaży prezerwatyw. Podobne dane dotyczą różnych innych państw afrykańskich.”

(…)

„Właściwie więc trudno jest patrzeć obiektywnie na te dane i powiedzieć, że promocja prezerwatyw sprawdziła się w zapobieganiu i ograniczaniu epidemii AIDS w Afryce. Na przykład w Ugandzie, gdzie wartości HIV i AIDS rosły, ale spadały, jeśli chodzi o występowanie HIV u młodych kobiet ciężarnych. W tej chwili spadły do 8%, czyli właściwie o 2/3wciągu kilku lat. W jaki sposób to osiągnięto? Skąd ten sukces? Nie jest do końca jasne, co tak naprawdę zadziałało, ale na pewno wiemy, że nie były to prezerwatywy.”

 

Dr Edward Green (Harvard University, USA)

„Te  państwa, które mają najwyższy poziom wykorzystania prezerwatyw: Zimbabwe, Botswana i Afryka Południowa, nie są krajami, w których częstość występowania epidemii jest niższa.”

(…)

Od 2004 roku wreszcie zaczęły się ukazywać publikacje, takie jak w „Science”, „Lancecie”, które pokazują, że spośród czynników ABC czynnik B, czyli redukcja liczby partnerów, wierność, odgrywa ł w Ugandzie rolę najważniejszego czynnika behawioralnego, który

zmienił sytuację. A zatem większa liczba partnerów jest tym, co rozwija epidemię. Jeśli to się zmienia, wskaźniki epidemiologiczne spadają.”

(…)

 

„Na pewno wielką rolę odgrywają tutaj organizacje religijne. Jeżeli spojrzymy w przeszłość, to w latach osiemdziesiątych i nawet teraz widzimy, że organizacje kościelne, organizacje religijne nie odgrywały wcześniej aż tak wielkiej roli w zapobieganiu AIDS jak obecnie. Na pewno odgrywają bardzo dużą rolę w Afryce, to one niosą pomoc sierotom, ludziom dotkniętym chorobą, to one roztaczają opiekę nad ludźmi dotkniętymi problemem AIDS. Wcześniej organizacje zajmujące się walką z epidemią AIDS nie zapraszały ich właściwie do dyskusji, ale teraz już wiemy, jakie znaczenie mają abstynencja i wierność, i że mogą być skutecznie promowane, że rola tych organizacji jest potencjalnie bardzo duża i powinna być doceniona. Natomiast współpraca z nimi daje im na pewno przewagę konkurencyjną, ponieważ organizacje religijne mają naturalne predyspozycje, jeżeli chodzi o promowanie zachowań ze względu na głoszone nauczanie, na ich misję. Tak więc powinniśmy podkreślać i propagować ich rolę.”

(…)

„Pozostawię państwa z taką niepokojącą myślą: wydaje się, że ostatnio w Ugandzie w badaniu populacyjnym wykazano, że mamy już 7% zakażeń HIV, a kilka lat temu szacowano je na poziomie 4%. Opierano dane na podstawie badań seksualnie aktywnych kobiet. Dlaczego wskaźnik wzrósł? Dlatego że przygodny seks stał się bardziej powszechny. Trochę heretycko to zabrzmi, ale powiem: ponieważ główni fundatorzy nie przeznaczali pieniędzy na strategię A i B. Ostatni program amerykański, na który przeznaczono15 mln dolarów, kładzie nacisk na AiB, ale pracującym w USAID – ja akurat zaczynałem w USAID – właściwie trudno myśleć według reguł, do jakich nie jesteśmy przyzwyczajeni. Czyli pozostawię państwa z pewnym niepokojem, że po tym, kiedy odniesiono taki wielki sukces, zewnętrzni eksperci chyba trochę zepsuli to i zamienili dobry program na gorszy, który stosowany jest gdzie indziej. I teraz wskaźniki dotyczące infekcji pogarszają się.”

 

2.  W Ugandzie od początku lat 90tych udało się zmniejszyć epidemię AIDS o kilkadziesiąt procent – jest to sukces bezprzykładny w historii (od ok. 22% w 1991 r. do ok. 65 W 2000 R.). W tym czasie w Ugandzie, przy pomocy miejscowych władz silnie promowano wierność jednemu partnerowi i abstynencję seksualną.( http://www.sklep.gildia.pl/literatura/109910-szymon-grzelak-profilaktyka-ryzykownych-zachowan-seksulanych-mlodziezy)

 

3 Nukowcy z Cambridge  (Stonebruner, Low-Beer) przeprowadzili porównanie wyników badań epidemiologicznych z Ugandy oraz trzech innych krajów – Kenii, Malawii I Zambii (w których nie udało się powstrzymać epidemii Aids. W Ugandzie, w latach 90tych, na skutek silnej akcji propagandowej Rządu i Prezydenta udało się otrzymać następujące zmiany zachowań: spadek liczby partnerów seksualnych, zmniejszenie liczby aktywnych seksualnie chłopców w wieku 15-19 lat, wzrost liczby 15-19 letnich chłopców żyjących w małżeństwie,  spadek liczby przygodnych kontaktów seksualnych osób samotnych. Podobnej zmiany zachowań nie odnotowano w Kenii, Malawii oraz Zambii – natomiast poziom korzystania z prezerwatyw był porównywalny (http://www.sklep.gildia.pl/literatura/109910-szymon-grzelak-profilaktyka-ryzykownych-zachowan-seksulanych-mlodziezy)

 

4. – „Lancet” opublikował apel 150 naukowców z całego świata, którzy jednoznacznie pokazują skuteczne metody prewencji HIV/AIDS. W apelu czytamy MIEDZY INNYMI:

 

"W przypadku ludzi młodych, którzy nie rozpoczęli jeszcze aktywności płciowej, priorytetem powinno być zachęcanie do wstrzemięźliwości lub opóźnienia inicjacji seksualnej i w ten sposób podkreślanie unikania ryzyka jako najlepszego sposobu zapobiegania HIV i innym infekcjom przenoszonym drogą płciową, jak również niechcianym ciążom. Po inicjacji seksualnej, powrót do abstynencji lub wzajemna wierność niezarażonych partnerów są najskuteczniejszymi sposobami na uniknięcie zarażenia. (...)W przypadku dorosłych aktywnych seksualnie jako priorytet powinno się traktować zachęcanie do wzajemnej wierności między niezarażonymi partnerami jako najpewniejszego sposobu na zapobieganie zarażeniu HIV"

http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736%2804%2917487-4/fulltext

 

5. Takie samo stanowisko prezentuje Prof. Farzin Davachi, lekarz amerykański, specjalista ds. HIV/AIDS, pracował w Ugandzie: http://archiwum.rp.pl/artykul/352097.html

6. "Lancet" : "Intensywna polityka promowania prezerwatyw może przyczynić się do wzrostu a nie spadku ryzyka związanego z podejmowaniem stosunków seksualnych bez zabezpieczenia, gdyż ma niezamierzony efekt zachęcania do większej aktywności seksualnej" (Richens, Imrie, Copas 2000).

 

7. naukowcy z Uniwersytetu Cambridge (w Magazynie "Science") twierdzą, że epidemię można skutecznie powstrzymać. Wzorem jest Uganda. Od początku lat 90. w tym kraju udało się zmniejszyć odsetek nosicieli wirusa HIV aż o 70 proc. Zdaniem autorów pracy najskuteczniejsze w profilaktyce zakażeń wirusem HIV nie jest stosowanie prezerwatyw, lecz ograniczenie liczby przypadkowych kontaktów seksualnych. To właśnie zmniejszenie ich częstotliwość o ponad 60 proc. pozwoliło na osiągnięcie tak dużego spadku liczby nowych zakażeń HIV. ( http://wyborcza.pl/1,75476,2055365.html )

 

8. Nie ma żadnej korelacji pomiędzy wysoką dostępnością prezerwatyw w krajach Afryki a jakąkolwiek poprawą sytuacji epidemiologicznej dotyczącej AIDS http://www.embrion.pl/npr/hivprez.htm

 

9. Przykład Botswany pokazuje, że sukcesu pokonania epidemii nie można osiągnąć, gdy doprowadzi się nawet do 85% ich stosowania w całej populacji. Na promocje prezerwatyw w Botswanie wydano 13,5 miliona dolarów. Szybko wzrastające wskaźniki użycia prezerwatyw nie zaniżyły liczby nosicieli HIV, mało tego oba wskaźniki rosły razem, aż kraj stał się najbardziej zarażonym krajem w Afryce.

 

10. Dr Edward C. Green z uniwersytetu Harward uważa, że „papież ma rację twierdząc, że rozdawanie prezerwatyw pogłębia problem AIDS. – Nasze studia wskazują, że istnieje związek między dostępnością i używaniem prezerwatyw i wyższym (nie niższym!) wskaźnikiem zakażeń wirusem HIV” (http://www.lifesitenews.com/news/archive/ldn/2009/mar/09031906).

 

11. Prezydent Ugandy - Yoweri Museveni, inicjator programu ABC - powiedział na konferencji Światowej Organizacji Zdrowia w 1991 r.: "Słyszymy, że na naszym kontynencie tylko cienka gumka dzieli ludzi od śmierci. Ale w krajach takich jak Uganda matka musi nierzadko przejść 30 km, by zdobyć aspirynę i 8 km po wodę. A więc w praktyce problem zdobycia prezerwatywy i jej właściwego zastosowania, może nigdy nie zostać rozwiązany. Prezerwatywy są istotne, ale one same nie wystarczają". (Począwszy od tego roku, czyli 1991 nastąpił znaczący regres epidemii HIV i AIDS w Ugandzie)

12. Wszystkie powyższe cytaty i dane są tak na prawdę niepotrzebne. Wystarczy zadać sobie proste pytanie – dlaczego w Afryce, pomimo wieloletniej i masowej dystrybucji i promocji prezerwatyw, epidemia AIDS nie maleje ale rośnie (poza opisanymi przypadkami)? Drugie pytanie – dlaczego w muzułmańskiej części Afryki nie ma epidemii AIDS?

 Dalej - kilka Twoich wypowiedzi o edukacji seksualnej

 

 

A: „Any number above 0% effective will reduce the cases of HIV, which will lead to its eventual disappearance.”

Do prawdy? Czy zauważyłeś by epidemia AIDS przejawiała  tendencje do zanikania? I to mimo stosowania powszechnie prezerwatyw?

Z artykułu „Effectiveness of condoms in preventing sexually transmitted infections”:

„Although condoms are not 100% effective, partial protection can substantially reduce the spread of STIs within populations.”

  • No więc są skuteczne czy nie są? Jeżeli nie dają 100% ochrony to czy ich stosowanie jest ryzykowne czy nie? A jeżeli są ryzykowne to czy ich promowanie nie jest zwykłym oszustwem?
  • jeśli prezerwatywy nie są skuteczne w 100% to znaczy, że ich stosowanie spowoduje jakąś liczbę zakażeń (tak?). Jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost liczby stosunków seksualnych osób zakażonych pod wpływem kampanii promujących prezerwatywy to  liczba zakażonych będzie wzrastać (tak?).  Jeżeli przekonamy ludzi, żeby nie podejmowali ryzykownych zachowań seksualnych, wtedy jest szansa na przezwyciężenie AIDS (czyż nie?). No więc która strategia jest lepsza?

 

„First, consistent condom use (i.e., using condoms during every act of vaginal intercourse) among heterosexual couples in which one partner was infected with HIV reduced the risk of HIV transmission from men to women and vice versa. This finding was based on a meta-analysis of condom effectiveness studies by Davis & Weller (2). They estimated that compared with no condom use, consistent condom use resulted in an overall 87% reduction in risk of HIV transmission, with the best-case and worst-case scenarios ranging from 60% to 96%. In an update of this analysis, Weller & Davis reported a revised estimate of an 80% reduction in risk with a range of 35–94% (3).”

 

  • Też mi odkrycie. Do prawy „odkrycie ameryki”. Wiadomo, że jeśli porównamy seks z osobą zakażoną przy użyciu prezerwatywy i bez niej to ten pierwszy będzie bardziej bezpieczny.  Ale to jest sztuczna sytuacja, wytworzona na potrzeby badania. Jeśli promuje się prezerwatywy na masowa skalę to zwiększa się ryzyko, ponieważ wiele osób, które nie podjęłyby w ogóle ryzykownych kontaktów seksualnych robi to pod wpływem fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Przecież ani ja, ani nikt rozsądny nie każe zakażonym osobom uprawiać seks bez zabezpieczenia. Ja proponuje abstynencję – jeżeli jesteś zakażony przez HIV to nie współżyj nawet z prezerwatywą – bo prędzej czy później kogoś zarazisz.  Jest jeszcze drugi wniosek z powyższego fragmentu – otóż jeśli w trakcie tych badań, wśród osób zarażonych HIV zanotowano stosunkowo niską skuteczność prezerwatyw, to oznacza to, że w skali całej populacji ta skuteczność będzie jeszcze niższa. A to wynika z prostego wniosku – osoby, które wiedziały, że są zarażone i które na potrzeby badania zostały poinstruowane nt używania prezerwatyw, z pewnością korzystali z nich prawidłowo i rzetelnie. Czy uda się osiągnąć taki efekt w skali całej populacji? Raczej nie
  •   Jeżeli nawet Twój bardzo przyjazny wobec prezerwatyw raport stwierdza, że regularne stosowanie prezerwatyw nie likwiduje a jedynie zmniejsza ryzyko zakażenia, to czy zachęcanie ludzi do ich stosowania nie uznajesz za zwykłe oszustwo?
  •  Cały ten raport potwierdza raczej moje stanowisko niż Twoje i to chyba raczej Ty za bardzo nie rozumiesz danych, które cytujesz. Otóż zmniejszenie ryzyka zakażenia przez stosowanie prezerwatyw przynosiłoby pozytywne skutki tylko przy dwóch założeniach- po pierwsze 100% populacji będzie stosowało zawsze i prawidłowo prezerwatywę, po drugie ilość stosunków seksualnych nie zwiększy się w stosunku do sytuacji braku promocji prezerwatyw. W rzeczywistości takiej sytuacji nie ma.

 

 A: „Also, my main point in this discussion is not that condoms are 100% effective (although, as I will show again later, they are very effective), it is that children and young people should be given the correct information and allowed to choose for themselves. The risk of death while crossing a road is greater than that of catching HIV, but you do not stop your children from crossing the road, you teach them to cross safely by giving them the knowledge required to deal rationally with a dangerous situation and reduce the risk.”

 

Świetne porównanie, tylko błędne wnioski. Uczymy dzieci, że powinny przechodzić przez jednie gdy nic na niej nie jedzie – tak? Nie uczymy ich, że maja przebiegać tuż przed pędzącym samochodem – a więc nie uczymy ich ryzykownych zachowań. Twoja ideologia promuje właśnie takie właśnie ryzykowne zachowania.

Trzeba powiedzieć dzieciom, żeby nie wchodziły na jezdnię gdy zbliża się jadący samochód – czyli trzeba powiedzieć dzieciom, żeby nie uprawiały seksu z partnerem co do którego nie ma pewności czy nie jest nosicielem wirusa HIV. Trzeba powiedzieć dzieciom, że jedynym bezpiecznym miejscem realizowania seksualności jest wierne i trwałe małżeństwo – inaczej ryzykują życie.

Mówiąc dzieciom by uprawiały seks z prezerwatywą, zamiast abstynencji i wierności, zachęcamy je do tego, by wbiegały na jezdnię tuz przed pędzącą ciężarówką – łudząc się, że mają np 80% szans na przeżycie.

 

A: „The links you provided are simply news articles that either misinterpret results of refer to bad data. Neither of these news reports are anywhere near being as comprehensive and well referenced as the single link I provided. The compare national rates of pregnancy to the use of abstinence only education, with no direct link between them. This is not evidence of anything, correlation does not mean causation. This is a common flaw used repeatedly by people who don’t have any actual evidence, in fact, one of these is an explanation of the article I had already mentioned as discredited. Again, you quote a bunch of birth rates and abortion rates for different countries. Without context, this information is useless. Higher birth rates can be both positive and negative, abortion rates can clearly be reduced by the sex education I support as it clearly reduces the rate of pregnancy, whereas abstinence only education have been proven to be useless in reducing pregnancy rates."

 

  • Ja pokazuje fakty. Ty im zaprzeczasz. Twierdzisz, że seks edukacja obniża się liczba nieletnich ciąż. Tymczasem ja pokazuję, że jest inaczej. Oczywiście, że korelacja nie pokazuje bezpośrednio związku przyczynowego. Ale chodzi nam o wyeliminowanie niepożądanych zjawisk w skali globalnej – tak czy nie? Jeśli w moim kraju nie ma edukacji seksualnej (i nigdy nie było)a wskaźniki ciąż u nastolatek jak i zakażeń HIV są bardzo niskie, a w innych krajach Europy (poza Holandią) przy bardzo rozbudowanej edukacji seksualnej są o wiele wyższe to chyba o czymś to świadczy – czyż nie? Widzę jednak, że zamiast odnieść się do tych liczb wolisz wykonać unik i stwierdzić, że to nie jest wiarygodne źródło. Można i tak.
  • upierasz się, że w Twoim kraju edukacja seksualna jest "konserwatywna". Ok ale czy zaprzeczysz, że macie jedną chyba z największych na swiecie dostepności prezerwatyw i środków antykoncpecyjnych dla młodzieży na świecie? Czy młodziez majakąkolwiek trudność ze zdobyciem antykoncpecji albo informacji na jej temat? Czy nie uczy się u was młodziezy stosowania antykoncpecji już od wczesnej młodości?

A: „I certainly would not. Condoms are very good at preventing HIV (you have a maths lesson coming which will show you), but obviously not 100%.”

  • Słusznie. W 1996 r. w BMJ (British Medical Journal) opisano, że na VIII Światowym Kongresie Seksuologii w Heidelbergu (Niemcy) w 1987 r. około 800 uczestników poproszono o wskazanie przez podniesienie ręki, czy zdecydowaliby się na kontakt seksualny z osobą HIV pozytywną używając jako jedynej ochrony prezerwatyw. Jedna osoba podniosła rękę - dziennikarz, który powiedział że zrobiłby to także bez prezerwatywy. Na X kongresie w Amsterdamie w 1991 r. to samo pytanie padło na warsztatach dotyczących edukacji seksualnej. Nikt z 60 obecnych profesjonalistów nie podniósł ręki.
  • Skoro sam wiesz, że nie należy współżyć nawet z prezerwatywą z osobą zarażoną, to czemu twierdzisz, że powinno się takie zachowania doradzać dzieciom?

 

A: „No. This is beside the point. Sex education should teach about the dangers of sex.”

Świetnie, współżycie z prezerwatywą jest własnie takim niebezpieczeństwiem, przed którym powinnismy przestrzegac dzieci. Współżycie z osobą zakażoną jest jak gra w rosyjską ruletkę - nawet gdyby założyc potrójna prezerwatywe do do zakazenia prędzej czy póxniej i tak dojdzie. Dlatego seks edukacja, która Ty proponujesz wszedzie na swiecie przynosi negatywne skutki

 A:„Yes, I do, I believe you should punished for withholding valuable and potentially life saving information from your daughter.”

 

I właśnie to nazywam totalitaryzmem. Dlatego, że próbujesz siłą narzucać mi poglądy oraz sposób wychowania dzieci.  Ja powiem swojej córce, że prezerwatywy nie chronia wystarczająco przed AIDS, że każdy seks z prezerwatywą grozi zarażeniem się  HIV. Powiem jej, że tylko abstynencja i wierność są w stanie w 100% uchronić ją przed zagrożeniami związanymi z seksem. I zrobię to własnie po to żeby ją chronić. Ty to nazywasz „ukrywaniem niezbędnych informacji”?

 

A:„Left-wing activists fight against those who value only the misconception of a traditional family as a valid family and wish to give equal rights to those who do not fit the right-wing ideology.”

Much better. You may have noticed that I referred to the concept of the traditional family as a mis-conception. A little bit of history study and you will find that ‘traditionally’, marriage was very different. It depends on how far back you want to go. Saint Paul considered marriage a last resort for those who could not cope with chastity. Churches were not involved in marriages until the 9th century. It is my understanding that in Poland it is ‘traditional’ for the groom to offer money or gifts to the bride’s family .  Do you think this tradition has never changed or do you think it was taken more seriously in the past (Although now the gifts are returned, they were not in the past)? Do you allow your wife to speak? I bet you even let her work. Is that traditional? Your refusal to allow others to have equal rights and to withhold valuable information from your own daughter is the real definition of depravity.”

 

W powyższym fragmencie jest tyle bzdur, że ciężko to w ogóle komentować. Po pierwsze – Św. Paweł docenia małżeństwo i porównuje go do związku Chrystusa z Kościołem - czytaj Biblie w całości a nie tylko pojedyńcze fragmenty wyrwane z kontekstu. Kościół od początku doceniał małżeństwo, choć nie od początku było ono sakramentem, to fakt. Cała biblia, nawet stary testament opiewa małżeństwo i piętnuje zdradę małżeńską. Oczywiście nie uważam, że do istoty „tradycyjnej rodziny” należy posag, lub zakaz pracy zawodowej dla kobiet. To jakieś bzdury nie mające związku z moimi słowami, które próbujesz atakować. Inną sprawą jest, że naturalne różnice między kobietą i mężczyzną sprawiają, że bardziej odpowiedni jest pewien podział ról w małżeństwie, ale to temat na osobna dyskusję.

 

A: „Looking at the table we can see that the % of women who fall pregnant within one year is typically 15% and would be 2% when used properly. I think that sex education could improve the ‘typical’ number, but I haven’t looked for any evidence. Those numbers match the numbers you stated, yes? So why do I say you’ve misunderstood? Surely they mean that a condom is only effective 85-98% of the time? No. Why? Because those women have probably had sex more than once in that year. So, if each woman in this study had sex once a week using a condom that would make the condom fail, at worst, 15 times out of 5200. That’s a 0.288% failure rate, at best, it works out at 0.038%. That looks  like I was right, doesn’t it?”

 

Twój ton jest dosyć arogancki. Próbujesz mnie poniżyć dając mi „lekcję matematyki”. Cóż, przyjmę to spokojnie i postaram się rzeczowo ustosunkować do Twoich analiz. Jednak ta „lekcja matematyki”jest zupełnie bezwartościowa, a to z kilku powodów:

 

  • Promując prezerwatywy przecież nie zakładamy, że para będzie współżyła tylko raz w roku, raz w tygodniu etc. – przeciwnie – najprawdopodobniej częściej.
  • Te badania mają odzwierciedlać rzeczywistą (średnią) sytuację w populacji (po to są one robione – czyż nie?) – więc można przyjąć (zakładając, że wyniki tych badań są prawdziwe), że skuteczność dla przeciętnej pary współżyjącej regularnie w ciągu roku z użyciem prezerwatywy będzie porównywalna z wynikami tych badań
  • nie da się tak prosto jak to zrobiłeś przeliczyć wyników tych badań ma cotygodniowy seks – trzeba by było zrobić badania, podczas których badane pary będą współżyły raz w tygodniu przez rok. Wtedy otrzymalibyśmy w miarę porównywalne wyniki. Twoje przeliczenie (tzn 15 na 5200) jest więc nic nie warte. Tabela podaje średnią i ta średnia (jak sama nazwa wskazuje) w zamyśle autorów ma obowiązywać w rzeczywistości.
  • badanie skuteczności prezerwatyw wg takiej metodologii, jaką mamy tutaj jest obarczone zasadniczym błędem. Kobieta jest płodna ok. 10 godzin w ciągu cyklu menstruacyjnego, para ludzi (ze względu na możliwość przeżycia plemników w śluzie szyjki macicy) od kilku dni do tygodnia) Teram rozumiesz dlaczego te badania dają wyższą skuteczność niż w rzeczywistości? Każda para ludzi jest częściej niepłodna niż płodna. To oznacza, że brak ciąży uznany przez Ciebie za przejaw skuteczności prezerwatywy był w rzeczywistości skutkiem okresu niepłodnego. Gdybyśmy chcieli określić rzeczywistą skuteczność prezerwatyw musielibyśmy zbadać ilość ciąż przy współżyciu z prezerwatywą tylko w dni płodne (a takich badań o ile wiem nigdy nie robiono). Wtedy będziesz wiedział jakie masz faktyczne szanse na dziecko. Jeżeli współżyjesz w dni niepłodne to nie masz szans na poczęcie dziecka – wtedy prezerwatywa jest niepotrzebna, ale jej „skuteczność” wtedy = 100%. Czy Twoja „lekcja matematyki” to uwzględniła?
  • pomijam fakt różnej płodności u różnych par. Teoretycznie może się zdarzyć sytuacja, że para jest po prostu stale bezpłodna. I dla tej pary „skuteczność” prezerwatywy będzie zawsze wynosiła 100%
  • Wirus HIV może być przekazany zawsze – niezależnie od płodności. Jeżeli więc skuteczność w zapobieganiu ciąży przy przeciętnym użyciu prezerwatywy wynosi 85% (przy kilku dniach płodności w cyklu menstruacyjnym) to wyobraź sobie jakie jest prawdopodobieństwo zarażenia? Czy Twoja „lekcja matematyki” to uwzględniła?
  • Pary, z których jedna osoba jest zarażona HIV, poddane badaniom  zarażały się w ok. 10-20%. Natomiast takie same badania przeprowadzone w Ugandzie dawały skuteczność 67%. Obydwa przypadki to były badania par, które zawsze i prawidłowo stosują prezerwatywy (tzn były przeszkolone jak je stosować – a więc mamy „perfect use” tak?).
  • twierdzisz, że edukacja seksualna podnosi liczby w kolumnie „perfekt use” a niby dlaczego? Edukacja seksualna nie zwiększy skuteczności bo osoby badane jako „perfect use” już były wyedukowane? Czy tak? Edukacja seksualna może co najwyżej zwiększyć ilość osób, które będą prawidłowo i zawsze stosować prezerwatywę, ale skuteczności – czy 98% (z tabeli) nie zwiększy. To jednak tylko teoria – Doświadczenie wszystkich krajów pokazuje, że mimo edukacji seksualnej i dostępności prezerwatyw w skali całego społeczeństwa (szczególnie wśród młodzieży) przeważa raczej „typical use”. To jest jeden z głównych powodów fiaska wszystkich programów edukacyjnych opierających się tylko na edukacji antykoncepcyjnej.
  • jeżeli Twoje obliczenia byłyby słuszne, to już dawno powinniśmy poradzić sobie zarówno z niechcianymi ciążami jak i z AIDS. Tymczasem, mimo bardzo rozbudowanej edukacji seksualnej i dystrybucji prezerwatyw (np. w Europie i w Afryce) problem nie od wielu lat narasta. Jak to wytłumaczysz? Wszędzie edukacja jest zła, wszędzie ludzie są niewyedukowani?
  • jak widzisz, Twoja „lekcja matematyki zawiera poważne dziury. Gdybym takie wnioskowanie przeprowadził na podczas moich studiów, za pewne oblałbym egzamin.

 A: „The availability of, and education about, the other types of contraception would mean that women who regularly have sex can vastly improve their chances again by switching to a better method of contraception and using condoms only to reduce the risk of infection. That would change the results even further, for example, the IUD would only fail 0.00384% of the time.”

 

Stosowanie hormonalnych środków antykoncepcyjnych i wkładek domacicznych to temat na osobna dyskusję. Jest cała masa utrudnień czysto medycznych (nie mówiąc o moralnych), które komplikują ich stosowanie w grupach młodzieży. Wkładka domaciczna to nie środek antykoncepcyjny ale wczesnoporonny. Powoduje uszkodzenia (przebicia) macicy, ciąże pozamaciczne oraz inne dolegliwości. Oczywiście, że jest skuteczniejsza od prezerwatyw – temu nie zaprzeczam. Pigułki hormonalne to zwykła trucizna, której nigdy nie dałbym swojej żonie.

 

A: “Again, abstinence may be 100% effective, but it should not be your right to lie and withhold information to encourage it.

Ależ ja nie chcę niczego ukrywać. Chcę powiedzieć młodzieży prawdę – tylko abstynencja i wierność dają bezpieczeństwo, natomiast prezerwatywy tego bezpieczeństwa nie dają. Wybór należy do nich. Jaką prawdę ja ukrywam? Jaki wybór im odbieram?

A: „Sexual repression, which is the same as abstinence, has been widely acknowledged to be psychologically harmful. It has been considered, although not thoroughly proven, that sexual repression is the cause of the disproportionate number of priests who sexually abuse children. Although this an extreme example, sexual repression has been linked to neurosis and other disorders. I will provide a link to some evidence at a later date.”

 

  • To jakaś bzdura. Panowanie nad sobą i wierność  nazywasz „represją”? Jest dokładnie na odwrót – brak opanowania, seksoholizm, nałogowa masturbacja, wielość partnerów seksualnych jest raczej objawem choroby (uzależnienia) niż abstynencja. Więzienia są pełne gwałcicieli i pedofilów, którzy przyjęli zasadę, że hamowanie popędu seksualnego jest „represją”.

 

  • Problem pedofilii wśród księży katolickich nie jest większy niż wśród innych grup społecznych – z wyjątkiem homoseksualistów. Pedofilia homoseksualna jest (zarówno wśród księży jak i wśród innych) przeważająca nad heteroseksualną. To może tłumaczyć domagania się par gejowskich praw do adopcji dzieci. Być może cześć z nich chce  wychować  sobie obiekty seksualne. Duży problem ze skandalami seksualnymi w Kościele (zdecydowanie wyolbrzymiony przez media – ale jest) wynika z tego, że począwszy od lat 60tych, na fali rewolucji seksualnej i liberalizmu, w zachodniej Europie przyjmowano do seminariów duchownych osoby z problemem homoseksualnym. Dla porówna w moim kraju, gdzie w tych czasach panował komunizm i nowinki z zachodu nie przyjmowały się tak szybko, problem pedofilii wśród duchownych jest o wiele mniejszy niż w europie zachodniej (choć oczywiście też występuje). To jest dowód na to, że pedofilię i inne zboczenia nie powoduje abstynencja i rygoryzm, tylko przeciwnie – jest to efekt swobody seksualnej i rozwiązłości, spowodowanej brakiem rygoryzmu moralnego. 
  • Pedofile twierdzą, że ich skłonności są naturalne i dobre, oraz, że chcą „być szczęśliwi”. Wielu z nich twierdzi, że dzieci chcą z nimi uprawiać seks. Używają argumentacji zupełnie podobnej do homoseksualistów. Co byś im powiedział? Czyz oni także nie walcza o swoje "prawa"?

 

A: „Next, homosexuals. You still can’t grasp the concept of natural and still refer to homosexuality as a disease. You have no clue about animals, you think that it’s ok for animals to indulge in cannibalism? Rubbish, cannibalism causes genetic defects, it was the cause of the CJD virus (mad cow disease). This has also been seen in hippos and foxes, causing extreme defects.”

 

Ależ ja podałem tylko przykład, że nie wszystkie zachowania, które obserwujemy u zwierząt usprawiedliwiać wśród ludzi. Nie wnikam w to czy kanibalizm u zwierząt jest naturalny czy nie. Być może nie jest, być może jest szkodliwy dla gatunku – OK. Tak samo zachowania, które Ty nazywasz „homoseksualnymi” też mogą być rodzajem patologii u zwierząt? Czyż nie? Mówiąc o kanibalizmie nie miałem oczywiście na myśli karmienia krów przez rolników mączką kostną.

 

A: „Gays are calling loudly for sex education and equal rights the same way women, black people (and other slaves) and every other kind of person that right wing nutcases like you have oppressed in the past. The idea that you think they are wrong to shout for rights disgusts me. Even if you are right (you aren’t), you still should not have the right to stop them getting married.”

 

Skończ mi wreszcie zarzucać absurdalne rzeczy, bo to żenujące. Potępiam niewolnictwo i brak równouprawnienia kobiet. Bardzo lubię czarnoskórych, Żydów i wszystkich innych. Twierdzę jedynie, że zachowania homoseksualne są wynaturzeniem – i tyle. Nie widzę powodu by czyjąś chorobę sankcjonować jako równoprawne "małżeństwo". jeżeli jakiś facet bedzie się chciał ożenić z własnym krzesłem to też mamy wprowadzić takie prawo? A dlaczego nie wprowadzić "małżeństw" ludzko - zwierzęcych - przeciez Peter Singer, guru ateistów, twierdzi, że zoofilia jest dziś odrzucana tylko ze względu na "szowinizm gatunkowy".

 

A:„your belief in it comes from nothing more than the fear of Heath”

 Bardzo kiepska argumentacja pseudo – psychologiczna. W ten sam sposób mogę wyjaśnić Twój ateizm – jest to strach przed śmiercią, sądem Bożym I efekt wypartych wyrzutów sumienia z powodu złego życia. Jak widzisz w ten sposób do niczego nie dojdziemy.

 

Jeszcze kilka uwag dotyczących ogólnie ateizmu, religii i spraw ogólnych

 

A: “Science can explain love and intelligence and there is no afterlife”

 

  • Nauka może co najwyżej opisać mechanizmy psychiczne towarzyszące miłości, może opisać pracę mózgu. Ale miłość to fenomen, który wykracza poza opis czysto biologiczny.
  • Miałem na myśli to, że wielu ludzi (podejrzewam że ty też) przyjmuje istnienie miłości (np. drugiej osoby) na wiarę – tzn. wierzy że ona jest, mimo iż nie może tego sprawdzić w laboratorium. Mogą zatem istnieć rzeczywistości, których nie da się bezpośrednio udowodnić i tyle. Ty prezentujesz scjentystyczny obraz świata, gdzie wszystko jest materią. To, że nauki ścisłe nie potrafią udowodnić istnieniu Boga nie znaczy, że On nie istnieje. Podobnie Ty nie potrafisz materialnie, laboratoryjnie udowodnić istnienia miłości lub innych rzeczywistości niematerialnych. Po prostu wnioskujemy, zakładamy, że istnieją.

 

A:Please explain to me one fact that religion has answered that science cannot.

 

Proszę bardzo

Po co (w jakim celu) żyjesz?

Jaki jest sens Twojego życia?

Dlaczego istniejesz i dlaczego istnieje świat?

Co się z Tobą stanie po śmierci?

Odpowiedz mi na te pytania w sposób naukowy

 

A: „How can you explain this knowledge you have of something that is ‘intangible and unverifiable’?”

 

Mam wrażenie, że zupełnie mnie nie rozumiesz. Być może to kwestia tłumaczenia. Powiedziałem, że Boga nie da się odkryć w laboratorium – w sensie materialnym. (Poprosiłem Cię o materialny dowód na to, że Bóg nie istnieje. Nie dostałem go.) Gdyby tak było, nie mówilibyśmy ani o religii, ani o wierze, ale o wiedzy. Bóg byłby wtedy czymś w rodzaju jednego ze zjawisk przyrodniczych. I to nie byłby Bóg, bo Bóg z samej definicji jest ponad materią.

 

A: „I expect you’ll say something like ‘I just know it’ or ‘I just feel it’ and I’m sure it feels very real to you. I, however, know that feeling as I’ve had it myself. I know it isn’t real. I know of many people who have experienced religion until quite a late age before realising, amongst other things, that these feelings aren’t god. You can’t dismiss them as ‘not proper christians’, which is something that christians try to do. They truly believed.”

 

  • Nic podobnego. Nic takiego nie „czuję”. Próbujesz sprowadzić wiarę milionów ludzi do urojenia lub złudzenia. Tymczasem istnienie Boga jest bardziej prawdopodobne, niż wiele odkryć naukowych, które po czasie okazują się pomyłką. O istnieniu Boga wnioskujemy używając narzędzi filozofii i logiki i prawdopodobieństwa. Nie udowadniamy jego istnienia – nie ma "dowodów" na istnienie Boga – mogą być co najwyżej uzasadnienia dla religijnego postrzegania świata.
  • Nauki przyrodnicze (ścisłe) nie mogą ani potwierdzić, ani zaprzeczyć istnieniu Boga. Mogą co najwyżej stać się inspiracją do wnioskowania o Bogu – np. fakt wyewoluowania gatunku ludzkiego, który z punktu widzenia prawdopodobieństwa i złożoności jest w zasadzie niemożliwy (zaznaczam, że nie jestem tutaj fachowcem więc powtarzam zasłyszane opinie), fakt uporządkowania wszechświata,  który nawet dla sceptycznego einsteina był przesłanką do podejrzeń o istnieniu jakieś „siły wyższej”. Fakt istnienia dobra i miłości, który ze względu na swoją doniosłość i wielkość nie może pochodzić od bezrozumnej materii. 
  • Próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie – dlaczego istnieje świat i człowiek? (nie - jak powstał?, ani też jakie prawa rządzą przyrodą?, tylko dlaczego?). Za pewne Ty masz swoje, ateistyczne odpowiedzi na te pytania, ludzie wierzący mają swoje. Ani jedne, ani drugie nie są „naukowe” w tym sensie w jaki Ty rozumiesz naukę. Więc nie uzurpuj sobie prawa do „naukowego” obalania prawd wiary religijnej, bo nie masz co do tego kompetencji. Nauka nie ma kompetencji by odpowiadać na pytania religijne, co najwyżej może zawiesić swój sąd i powiedzieć – „nie wiadomo po co istnieje świat i człowiek, nie wiadomo co dzieje się z duszą ludzką po śmierci, nie wiadomo czy istnieje Bóg. Nie mamy narzędzi by to zbadać”.
  • Był taki okres, mniej więcej wiek XIX, gdy naukowcom wydawało się, że ostatecznie „racjonalnie” wyjaśnili rzeczywistość. Jednak odkrycia Maxa Planca, fizyka kwantowa oraz odkrycia Einsteina zrujnowały to poczucie bezpieczeństwa ówczesnych naukowców. Kiedy czytam Twoje tutejsze teorie zdaje mi się, że zatrzymałeś się na etapie tamtych naukowców.
  • Oczywiście wnioskowanie, o którym piszę to tylko część doświadczenia religijnego. Na tę pierwotną intuicję o istnieniu Boga nakłada się doświadczenie spójności, logiki, a także dobra i prawdy zawartej w religii chrześcijańskiej. Chrześcijaństwo bezsprzecznie stworzyło to co dziś nazywamy „cywilizacją zachodnią” „prawami człowieka” „humanitaryzmem” „godnością i wartością życia ludzkiego”. Gdyby nie chrześcijaństwo nawet nie znał byś tych pojęć, ponieważ żyłbyś w którejś z barbarzyńskich kultur.

 

A: „You say that the fact that someone loves me cannot be proven as undeniable fact. You are right. So what? What I do have is very large amount of evidence for the idea that some people love me. My parent brought me up and care for me, they visit and they tell me they love me. I have never seen anything to prove otherwise. Kamila moved 1600 miles to be with me and we both show each other that we love each other deeply, I don’t need to guess, I don’t feel insecure that maybe she doesn’t love me, I’m certain she does. It works the same way all my other arguments do, assess the evidence and act in accordance with the best information available. Something you seem unable to do.”

 

  • Spodziewałem się, że użyjesz tego argumentu. Jednak jest on chybiony. A to dlatego, że, chociaż w praktyce najczęściej owe dowody miłości o których mówisz są prawdziwe, o tyle teoretycznie przynajmniej (a często i w rzeczywistości) są one fałszywe. Nie są to bowiem dowody w sensie ścisłym – nie są to takie dowody, jakich Ty żądasz ode mnie na istnienie Boga.
  • można przecież udawać miłość (nawet przez wiele lat). Można wiele robić dla kogoś a w rzeczywistości go nie kochać. Tak naprawdę dowody miłości drugiego człowieka nie są dowodami 100%wymi. Potrzeba z Twojej strony zaufania i wiary – ona (on) rzeczywiście mnie kocha. Obserwujesz postępowanie wobec Ciebie drugiego człowieka i wnioskujesz (zakładasz, wierzysz) – „on (ona) mnie kocha” Tak? Czy to postawa naukowa?

 

A:„Seriously? You still don’t get evolution? What is DNA then? God’s lego? Evolution is as factual as gravity. It exists, we can observe it in lab and can see more historical evidence than we can for most other things. The idea that you could deny it is laughable. Some people seem to think that a gap in our understanding of evolution means that we cannot be sure it is true. There are bigger gaps in our understanding of gravity, do you think that there is no such things as gravity? It has only been a matter of weeks since we received data from a space probe that measured gravity far more accurately than ever before, it confirmed a number of ‘theories’.”

 

  • Ależ ja nie kwestionuję ewolucji. Z resztą po co miałbym to robić? Nie mam nic przeciwko ewolucji. Ewolucja w żaden sposób nie przeczy religii  Tym bardziej religii chrześcijańskiej. Jeśli tak twierdzisz to znaczy, że nie rozumiesz albo jednego albo drugiego.
  • A po drugie co to w ogóle ma do rzeczy? – w jaki sposób ewolucja przeczy istnieniu fenomenu ludzkiej wolności i samoświadomości (rozumowi). Twierdzisz, że wszystkie zachowania człowieka są tym samym co obserwujemy w świecie zwierząt? Czyli elementami ślepego mechanizmu przyrody? Naprawdę nie dostrzegasz w historii ludzkości dowodów na to, że człowiek jako istota rozumna i wolna może sam o sobie stanowić, może podporządkować się wyższym wartościom, może dokonać czegoś wielkiego, może tworzyć wielkie dzieła wykorzystując swój intelekt (czego nie potrafią zrobić żadne zwierzęta)? Jeśli naprawdę tego nie widzisz, to znaczy, że jesteś ślepy.
  • Nie zaprzeczam ani ewolucji, ani grawitacji ani wielkiemu wybuchowi – Kościół też nie. Masz jakieś zupełnie wykoślawione spojrzenie na religię chrześcijańską, nie wiem kto Ci takich bzdur o chrześcijanach naopowiadał – Dawkins? 

 

A:„If you wish to learn about evolution, you should read a book by the foremost authority in the study of evolution and a highly qualified and well respected biologist, Richard Dawkins. I understand that you may have some prejudice against him, however, he knows more about the subject than almost everyone else and his book ‘The Greatest Show on Earth’ does not tackle the subject of religion, just science.”

 

Dawkins jest z pewnością wybitnym biologiem. Jednak jego teorie i zarzuty na temat chrześcijaństwa są po prostu absurdalne, co stwierdza wielu naukowców – także ateistów. On fanatycznie nienawidzi chrześcijaństwa (dlaczego? To już temat dla psychologów) i wymyśla najbardziej niedorzeczne bzdury aby zdezawuować tą religię. W swoich książkach przedstawia zupełnie wykrzywiony obraz chrześcijaństwa i atakuje go. Problem w tym, że religia chrześcijańska nie jest taka jak on ją przedstawia. Okazuje się więc, że atakuje wymyślonego przez siebie wroga, który nie istnieje w rzeczywistości. Celnie sformułował to krytyk literacki Terry Eagleton w swojej miażdżącej krytyce „Boga urojonego”:

„Wyobraźmy sobie, że ktoś dywaguje na tematy biologiczne, za jedyne źródło wiedzy mając książkę Ptaki Wielkiej Brytanii, a zrozumiemy jakie mniej więcej odczucia powoduje lektura tego, co Richard Dawkins pisze o teologii”.

Dawkinsowski wściekły atak na religię tak naprawdę nie wytrzymuje krytyki, dlatego został potępiony przez wielu naukowców – ateistów, którzy uznali go za podważający ich inteligencje.

 

 A: „This ties in with our different ideas about ‘the truth’. Let’s run through a little exercise to study ‘the truth’.

Starting from the most extreme; existentially, you can only be sure that you exist. You cannot be sure that anything else is real. Given the rate of technological advancement, it shouldn’t be too hard to imagine the idea that it is possible, however unlikely, that you only exist as brain in a jar. You would experience the reality fed to you, just like in the movie ‘The Matrix’, and would be completely unaware. ’You’ could even be a computer simulation. Technologically, we are closer to the time when that level of simulation is possible than we are to the invention of the telephone. (There is a ‘law’ by which we can predict that advancement of processing power, Moore’s law). How does that affect your idea of truth? You can’t prove that it is not happening, or that it is not possible.”

 

Skoro nie wiemy nawet czy istniejemy to musimy przyjąć to na wiarę (czyż nie?) Musimy założyć. Tak więc sam przyznajesz, że w życiu nie kierujesz się tylko twardymi przesłankami „naukowymi” ale czynisz pewne założenia, które przyjmujesz arbitralnie. Skoro przyjmujesz i wierzysz w coś bardzo nieprawdopodobnego – tzn w to, że istniejemy (a chyba istniejemy, skoro rozmawiamy), to dlaczego uważasz za irracjonalną wiarę w istnienie Boga? Irracjonalna byłaby wtedy gdyby istniał dowód na to, że Boga nie ma – takiego dowodu jak do tej pory nie przedstawiłeś – mimo iż wielokrotnie Cię o to prosiłem

 

A: “Our brains have evolved to become more complex and we therefore have more complex language. The only thing this statement proves is your ignorance. It's like saying that birds are created differently because we can't fly.”

 

Porównanie do ptaków jest zupełnie nietrafione. Nie mówię bowiem o jakiś szczegółowych zdolnościach ciała (latanie, pływanie, kopanie rowów w ziemi, oddychanie pod wodą itd.) Mówię o zupełnie unikalnych zdolnościach, które posiada tylko człowiek – o wolności i rozumie – a te pojęcia wykraczają poza funkcjonowanie mózgu. Choć oczywiście mózg jest ważnym narzędziem realizowania tych przymiotów człowieka. Z pewnością procesy biologiczne zachodzące w mózgu biorą udział w np. w miłości. Jednak historia ludzkości (a także doświadczenie życiowe) wskazuje, że miłość to coś więcej niż naturalny popęd sterowany impulsami pochodzącymi z mózgu.

 

A: „I am not mis-understanding. You are mis-understanding me and I can explain why. Just like you seem to think that humans are somehow different from animals, despite the fact that were a made of the same materials and clearly evolved from the same place, you seem to think that there are questions outside the scientific arena.”

 

  • Nie możesz powiedzieć, że człowiek nie różni się od zwierząt ponieważ jest zrobiony “z tych samych materiałów”. Co najwyżej ludzkie ciało (organizm) wyewoluowało z materii i jest podobne do zwierzęcego (tak faktycznie jest). Jednak wolność, rozum, miłość to coś, co wykracza poza biologiczne reakcje organizmu.

 

  • Poza tym chrześcijanie wierzą jeszcze w istnienie nieśmiertelnej duszy – wiem, że Ty w to nie wierzysz, ale przyznasz, że takie pojęcie nie podlega teorii ewolucji. Sam widzisz, że Ty i ja czynimy różne założenia pierwotne do tego czym jest człowiek. Dla Ciebie to tylko zwierze, dla mnie coś więcej.

 

  • Stąd jednak wynikają poważne konsekwencje – bo jeśli człowiek to tylko zwierze, to tak naprawdę nie ma racji bytu żadna molarność, żaden szacunek dla życia, dla człowieka. Dlatego tez gdyby ateiści byli konsekwentni i uczciwi musieliby przyznac, że nie znajdują uzasadnienia dla pojęć takich jak wartość życia, szacunek dla człowieka, prawa człowieka itd. I w tym punkcie jedynym uczciwym ateistą był Nietsche, który nie udawał, że istnieje jakiś humanitaryzm w ateizmie.

 

  • Stąd pewnie największe zbrodnie w historii ludzkości były dokonywane przez ateistów. Bo jeśli człowiek niczym nie różni się od zwierzęcia to też można z nim zrobić wszystko – bez skrupułów. Z resztą naziści opierali swoją ideologię na złożeniu że istnieją „podludzie” – czyli ludzie nie godni życia. To nieuchronny skutek założenia, że człowiek to tylko jedno z wielu zwierząt – efekt ślepego i niezamierzonego procesu ewolucji. Przy wierze w chrześcijańskiego Boga takie założenie nie ma racji bytu.  Dobrym przykładem jest tutaj jeden z czołowych ideologów współczesnego ateizmu – Peter Singer, który odwołując się do uzasadnień ewolucyjno – biologizujących twierdzi na przykład, że dziecko można zabić do pierwszego roku życia – dlaczego? Bo nie ma jeszcze wykraczającej świadomości. Te samego wg niego nie można zrobić ze zwierzęciem. Takie są obłędne skutki ateistycznego założenia o równości między człowiekiem a zwierzęciem.

 

A:„Your God, Yaweh, comes from the Hebrew texts. He appeared around 600 BCE. The old and new testaments as you know them are heavily edited to change the meaning from a polytheistic viewpoint to a monotheistic viewpoint. The trail goes back to 1750BCE with the Enuma Elish, discovered in the library of Ashurbanipal, it contains the original version of the creation story and many other parts of the old testament. By 1200BCE, the Canaanites followed the same polytheistic religion, now with El Elyon, Asherah and Baal (who still get a mention in some current texts). Between 950 and 850BCE, the people referred to by historians as J and E began writing the old testament, starting with Genesis 2. Creating new mythical stories to explain the world around them and, by Genesis 12, combining the Canaanite religion to create their own. In the Torah, on which the old testament is based, Abraham worships El Shaddai (El Elyon) and interacts with him directly in Genesis 18. During the story, Jacob makes El Elyon his ‘elohim’ or one true god. This word is used when a person worships multiple gods and chooses to worship one more than the other in order to gain special treatment. So, the old testament clearly began as a polytheistic religion.

El Elyon is then replaced with Yahweh. Said to have helped the slaves escape the tyranny of the Egyptians. This is written as myth, as the rest of the bible, not to be taken as any sort of fact. The history of Moses and the freeing of slaves has been historically mythical, the Egyptians did no such thing. Several references are still made to Asherah and Baal in the torah and old testament. Check out Exodus 18:11 “Now I know that the LORD is greater than all other gods, for he did this to those who had treated Israel arrogantly." – Pretending that this is a mistranslation is nonsense, if it was, someone would have simply translated it properly. This is not a mistranslation, you can check out the original text if you like. Yahweh is referred to as ‘The Great Warrior’ as one of many. Around 1000BCE, the worshippers of Yahweh gained increasing power as fears of attack increased. By 750BCE, the fear of attack from Syria increased and three prophets emerged to give the people hope. The prophesised that Yahweh would be their saviour and each wrote about him in a way that simply reflected their own fears and knowledge, rather than one which would indicate an outside source. Proof that the god they writing about, did not exist. By 711BCE, Assyria had invaded and won, but the Yahweh myth lived on. King Josiah in 662BCE believed that Yahweh, being the god of war, would save them and in order to gain more support for Yahweh had his high priest ‘discover’ a lost book of law. This book was ‘Księga Powtórzonego Prawa’ and was alleged to have been written by Moses himself. The book has been dated, by comparing the use of language, to be a forgery. It was used to command the removal of the other gods. The same priest also edited Joshua, Judges, Exodus and other books, changing them fit better with the new ideology. Including the destruction of the Canaanites for worshipping the other gods. “You shall have no other gods before me” clearly implies that there were other gods at the time.

The prophet Jeramiah appeared in 604BCE to bring out the god Yahweh again, saying the Yahweh would destroy Jerusalem. Palm 137:4 shows that it caused problems with the worship of a god that belonged to another land in their new land of Babylon. The problem was resolved by ‘second Isaiah’ who amended the book of Isaiah to seem more monotheistic. A priest referred to as P edited Exodus and other books to say that El Elyon and Yahweh are the same god. He then wrote Leviticus and Genesis 1 to add more monotheism. The stories of old gods, such as Marduk, were added and attributed to Yahweh. By 600BCE, Yahweh became the god he is today.”

 

 

 

Cały Twój wywód o Starym Testamencie jest bezwartościowy i pokazuje, że zupełnie nie rozumiesz o co chodzi w chrześcijaństwie. Pomijam już zupełnie fakt, że interpretacje, które podałeś mogą zostać obalone przez analizę historyczno – krytyczną. W każdym razie nikt nie kwestionuje tego, że lud Izraela w starym testamencie wierzył w wielu bogów. Biblia jest napisana z punktu widzenia monoteistycznego, co wcale nie oznacza, że jej ówcześni Izraelczycy nie uznawali istnienia innych bóstw. Religia rozwija się stopniowo. Najpierw rozwijała się pierwotna, prymitywna religia Izraela, która zmagała się z błędami politeizmu i pogaństwa. Izrael stopniowo odkrywał i rozwijał Wierę w Boga Jahwe, którego na początku nazywano El Szaddaj, Elohim, ze względu na strach i szacunek. Świadomość monoteizmu nie była oczywiście od początku tak wyraźna, dojrzewała przez wieki, i wielu Izraelitów sądziło, że Jahwe jest jednym wielu bogów – „największym”. Dopiero stosunkowo późno religia Izraela wykrystalizowała sie jako czysto - monoteistczna. Później Chrystus nadał taj religii zupełnie nowy kierunek i wyjaśnił nowe znaczenie Starego Testamentu. Później chrześcijanie stopniowo opracowywali swoją doktrynę. A więc chrześcijaństwo to religia stopniowego objawienia i nie możesz mieć pretensji o to, że wiara starożytnych żydów była inna niż dziś głosi Kościół. Z resztą wiele tekstów Starego testamentu, począwszy od opisu stworzenia świata było polemiką z ówczesnymi politeistycznymi kultami pogańskimi. Np. określenie, że Bóg „zawiesił gwiazdy na niebie”, było polemiką z kultem ciał niebieskich jako bóstw. Czyli była to przenośnia o charakterze teologicznym – a nie dosłowny opis historii. Do prawdy to są rzeczy, których dzieci uczą się na katechezie – a Ty robisz z tego wielką sensację. Tak więc nie odkryłeś żadnej „ameryki” – przytaczasz jakieś powszechnie znane fakty i wydaje Ci się, że chrześcijanie o nich nie wiedzą – to śmieszne. Sadzisz, że przez dwa tysiące lat istnienia Kościoła jego uczeni nie uporali się z tymi rzekomymi nieścisłościami? Zdecydowanie przeceniasz swój intelekt drogi kolego.

 

A:„So, your religion was born from pagan religions and the need for power. It is clear that none of the religious texts were created by anyone but people. Again, massive evidence vs. imagination. You have said that the bible ‘is not a historical document and was written by many authors’, this agrees with my view, but contradicts the idea that you attend church as if it contained ‘the truth’. While I cannot prove that a god does not exist, I do have a large amount of evidence to show that your god was a concept developed as a tool by people for their own mental comfort and need for power.”

 

  • To kolejny dowód na to, że nie rozumiesz chrześcijaństwa. Przecież nikt nie kwestionuje tego, że idea Boga rozwijała się w historii – mało tego – chrześcijańska interpretacja Biblii zawiera analizę ówczesnej kultury, mentalności i kontekstu historycznego. Powiem więcej – zgadzam się nawet z tym, że Biblia zawiera mity. To wszystko powszechnie znane fakty, z których Ty robisz sensację. Nikt nie twierdzi, że wiara w Boga powstała w określonym czasie historii jako gotowy system filozoficzny.

 

  • Zadajesz sobie wiele trudu by udowodnić (samemu sobie) że chrześcijaństwo jest błędem, podczas gdy tak naprawdę „wyważasz otwarte drzwi”. To dosyć żałosne. I świadczy to o tym, co już mówiłem, że masz problem z religią. Twierdzisz, że walczysz tylko z rzekomymi „krzywdami” które podobno religia wyrządziła ludzkości. Jednak Twoje słowa przeczą tej deklaracji – Ty raczej fanatycznie próbujesz walczyć z Bogiem, którego przecież nie ma (czyż nie?) Czy nie uważasz takiej postawy za irracjonalną? Ja nie wierzę w jednorożce i nie piszę z tego powodu książki pt. „jednorożce urojone” ani nie szukam usilnie dowodów na nieistnienie jednorożców. Zrozum, Twoja postawa walczącego ateisty jest irracjonalna.

 

 A:„Your unfounded prejudice of homosexuals is indefensible; you are still repeating the same basic faulty logic that ‘they can’t have children so they are unnatural’”

 

A co w tym “nielogicznego”. Czy to nie prawda, że związek gejowski jest z samej definicji (natury) wadliwy, bezpłodny? Zaprzeczysz temu?

 

 

A: „With such basic difficulties grasping such important subjects, how can you expect me to believe you are fit to bring up a child? All evidence points to the fact that you will lie, maybe unconsciously, to her. You will withhold information that I have shown you can benefit her. You will teach her to hate that which she does not understand. You will teach her how to ignore the obvious evidence for that which makes her feel better, rather that accepting the truth and learning to deal with it.”

 

  • To zabrzmiało na prawdę groźnie. Tym razem naprawdę odnoszę wrażenie (może mylne), że jesteś zwykłym fanatykiem, który mnie nienawidzi za moje poglądy i wiarę. To przykre, bo chciałbym żebyśmy mimo różnicy poglądów żyli w pokoju. Jednak jeśli atakujesz moją rodzinę to ja muszę się bronić. Nie mam nic przeciwko temu żebyś atakował moją wiarę, podważał moje poglądy – jestem otwarty na dyskusję. Ale jeśli atakujesz mnie jako ojca i sprawiasz wrażenie jakbyś chciał mnie pozbawić prawa do bycia ojcem uruchamia się we mnie mechanizm obronny (być może spowodowany przez ewolucję)

 

 

  • Całe szczęście w moim kraju można jeszcze spokojnie żyć, ale w Europie zachodniej już mamy pierwsze oznaki antychrześcijańskiego totalitaryzmu i prześladowań za wiarę. Być może kiedyś będę się musiał ukrywać (albo ukrywać moje dzieci) przed ludzi, którzy podobnie jak Ty twierdzą, że chrześcijanin nie ma prawa wychowywać dzieci. Z reszta to na prawdę nic nowego. Zarówno w moim kraju jak i w cały bloku sowieckim propaganda ateistycznego komunizmu zwalczała religie i religijne wychowanie za pomocą represji i przymusu. Dzieci były uczone w szkołach, że religia to „opium dla ludu”, że religia zostanie niedługo zmieciona przez naukę, że ludzie wierzący są psychicznie chorzy – itd. To na prawdę nic nowego. Fanatyczni ateiści tylko powtarzają to co już nieraz było przerabiane w historii – ostatnio w marsksiźmie i komunizmie. Tak więc uważaj Przyjacielu – Historia jest nauczycielką życia. Spójrz do jakich wzorców nawiązujesz.

 

  • Być może wrócą czasy, że za wiarę chrześcijańską będę musiał iść do więzienia – czytając Twoje oskarżenia wobec mnie czuję, że o całkiem prawdopodobne. Cóż, chrześcijaństwo było i jest najbardziej prześladowaną religią świata. W XX wieku zginęło za wiarę najwięcej chrześcijan w historii. Chrześcijaństwo powstało na krwi męczenników w starożytnym Rzymie. Widać taki nasz los.

 

  • Jeszcze jedno – czy zdajesz sobie sprawę, że jesteś tylko jednym z wielu walczących ateistów, o których świat zapomni? Kościół katolicki istnieje od ponad dwóch tysięcy lat (i ma się świetnie), mimo prześladowań i prób zniszczenia wiary. Religia żydowska, z której narodziło się chrześcijaństwo istniała wiele wieków wcześniej. Od początku istnienia Chrześcijaństwa potężne siły tego świata próbowały go zniszczyć – najpierw zabito Założyciela – Chrystusa. Później zabijano jego wyznawców. Mimo to chrześcijaństwo, od grupki żydów, rozwinęło się bardzo szybko na cały świat. Przez wszystkie wieki chrześcijanie umierali za wiarę – najwięcej męczenników i prześladowań było w ostatnich wiekach. Politycy, „naukowcy”, filozofowie, dyktatorzy, totalitaryzmy – wszyscy próbowali zniszczyć chrześcijaństwo. Czy zdajesz sobie sprawę, że podzielisz ich los? Czy wiesz, że Ty umrzesz w zapomnieniu, co najwyżej zostawisz po sobie kilka myśli antyreligijnych a chrześcijaństwo będzie trwało aż do końca świata?

 

Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego

 

 

 

Odsłon: 284 Komentarzy: 5


Nowa płyta Luxtorpedy - czyli dokąd zmierzają "radykalni" muzycy?

Kategoria: Wiadomości Monday, 31 January 2011, 22:00

W dniu dzisiejszym (31.01.2011) dodałem komentarz pod newsem na Frondzie, nt. nowej płyty Luxtorpedy. Wyraziłem w nim pewne rozczarowanie postawą muzyków kojarzonych powszechnie z Tymoteuszem (2 Tm 2,3) Szczególnie liderami – Tomaszem Budzyńskim, Dariuszem Malejonkiem i Robertem Litza Friedrichem.

 

temat mnie trapi….

 

Po patriotycznym marszu ONRu w listopadzie zeszłego roku, na którym wykorzystano (absolutnie znakomitą) piosenkę Armii pt. „Jeszcze raz jeszcze dziś” na oficjalnej stronie zespół odciął się od marszu i jego organizatorów

 

Zespół ARMIA oświadcza, że nie ma nic wspólnego z "Marszem Niepodległości" organizowanym przez ONR i MW 11.11.2010 w Warszawie i go nie popiera. Protestujemy przeciwko użyciu utworu "Jeszcze raz jeszcze dziś" zespołu ARMIA do promowania tego marszu. Zrobiono to bez wiedzy i zgody zespołu.

 

Oświadczenie wisi tam do dziś.

 

Mówiąc szczerze bardzo mnie to zabolało. Nie dlatego, że oczekuję od artystów, których cenię, aby identyfikowali się z określonymi inicjatywami politycznymi (jest mi to zupełnie obojętne), ale dlatego, że dostrzegam w działaniach tych ludzi pewną hipokryzję.

 

Budzyńskiemu nie przeszkadza bowiem firmowanie swoją muzyką stricte politycznych imprez Owsiaka – nie łudźmy się bowiem – Owsiak i jego imprezy dawno już przestały zachowywać choćby pozory neutralności – Przystanek Woodstock to agresywna, nachalna agitka polityczno – ideologiczna. Pamiętamy „występy” na imprezie choćby Mazowieckiego, Wałęsy, Balcerowicza (swoją drogą, ciekawe czy tego ostatniego zaprosiłby także dziś?). Pamiętamy wynurzenia Manueli Gretkowskiej o tym, że daje swojej córce pigułki antykoncepcyjne. Znamy wątpliwą reputację wioski Kryszny. Znamy wypowiedzi Owsiaka o „przywaleniu z Baśki”, dziwne manifesty apropo Giertycha w czasie jego urzędowania, wojny z Radiem Maryja, nawoływania do niepłacenia abonamentu RTV za kadencji PISu, itd. Itd. Wiemy także, że najprawdopodobniej, Owsiak wysłał swoich zbirów by pobili obrońców życia i niszczyli ich wystawę…

 

 

I to wszystko nie przeszkadza „radykalnym” muzykom – Armia organizuje swoje jubileusze na Woodstock, Maleo jest wręcz jednym z głównych motywów wszystkich imprez Owsiaka, 2TM2,3 gra tam (z resztą znakomity, wprost genialny) koncert premierowy płyty 888. Czyżby „radykalni” przestali być radykalni?

 

Żeby była jasność – nie mam o to wszystko pretensji. Rozumiem, że muzycy chcą grać – mają prawo i obowiązek przekazywać swoją twórczość odbiorcy. Nie przeszkadza mi to, że grają u Owsiaka, że przyjaźnią się z nim. Jednak to co mnie uderza to zderzenie „oświadczenia” Budzyńskiego a jednoczesnym poddaniem się propagandzie Owsiaka – coś tu nie gra.

 

Chcę jeszcze zaznaczyć że jestem wielkim fanem tych muzyków – od lat ich słucham, wychowałem się na ich muzyce. Nie wiem co myśleć a powyższy artykuł jest więc bardziej pytaniem, niż jakimkolwiek stanowiskiem.

 

Odsłon: 472 Komentarzy: 7


Redaktorzy TVN24 oraz ich podwójna owulacja - czyli zgubne skutki edukacji seksualnej.

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 28 December 2010, 07:33

Redaktorka TVN24 dała znakomity wyraz swojej głębokiej wiedzy na temat seksualności i płodności człowieka. Dziś bowiem Onet.pl, w artykule pt. Polka urodziła bliźniaki, mają dwóch ojców, cytuje materiał telewizyjny, opisujący przypadek urodzenia się bliźniaków, które miały dwóch różnych ojców, co wykazać miały testy genetyczne. Jako jedno z wyjażnień tego zjawska autorzy podają …. podwójną owulację:

 

Możliwa jest też sytuacja, że kobieta we wczesnym okresie ciąży ma dodatkową owulację, a drugie jajo zapłodnione zostanie podczas kolejnego stosunku.

 

Innymi słowy – będąc w ciąży, zaszła w ciążę… Musze przyznac, że takiej bzdury już dawno nigdzie nie przeczytałem. Mit o podwójnej owulacji został ostatecznie obalony już dawno temu i nawet najbardziej toporna i prymitywna propaganda antykoncepcyjna już się nim teraz nie posługuje. Jeszcze kilka lat temu można było tu i ówdzie przeczytać jakąś wzmiankę o nim w kobiecych czasopismach, jako argument przeciwko katolickiej promocji NPRu. Jednak medycyna jednoznacznie stwierdza, że coś takiego w przyrodzie po prosu nie występuje. Jak widać redaktorzy TVN i Onetu jeszcze o tym nie usłyszeli – cóż, nic dziwnego – oto skutki ich edkacji seksualnej. Gratulacje

Odsłon: 1430 Komentarzy: 2


smutne refleksje o Polsce na kanwie wyborów na Białorusi - czyli postępująca hipokryzja elit i naiwność społeczeństwa

Kategoria: Wiadomości Monday, 20 December 2010, 18:42

Od wczoraj dane jest nam obserwować ponury spektakl hipokryzji i cynizmu polityków oraz mediów, a także zwykłej głupoty i naiwności bezmyślnych telewidzów, którzy jak zwykle bezkrytycznie wierzą swoim idolom z ekranu…

 

Widzimy bowiem festiwal biadolenia nad Białorusią – jak to krwawo demonstracje opozycji stłumiono, jak to Łukaszenka zagrał na nosie zachodnim politykom, którzy tak wspaniałomyślnie się na niego „otwierali”, jak to pobili jednego z kandydatów na prezydenta, jak to wybory fałszowano itd. Itd…

 

A ja słucham tego wszystkiego i zastanawiam się czy są jeszcze jakiekolwiek granice obłudy i bezczelności, których polskie „elity” nie przekroczą , czy są jakieś  bzdury, których bezmyślni i zakochani w medialnych idolach wyborcy bezkrytycznie nie połkną, przyklaskując wypowiadającym je manipulatorom.

 

To bowiem u nas w Polsce, niecały miesiąc temu Prezydent RP, który dziś wylewa krokodyle łzy nad cierpiącą Białorusią i rozrywa szaty nad łamaniem tam standardów demokracji, zwołał Radę Ocalenia Narodowego, na którą zaprosił jej duchowego ojca – gienerała Jaruzelskiego. A przecież czymże ów gienerał się wsławił jak nie krwawym tłumieniem strajków i protestów, jak wysyłaniem czołgów do strajkujących zakładów, jak strzelaniem do górników i zamykaniem w więzieniach opozycjonistów. Główny propagandzista rządowy (ten od "Polski jasnej i optymistycznej") nazwał go niedawno „poważnym ekspertem” (!) ale od czego? Od pałowania cywilów, od duszenia opozycji, od stalinowskich represji, od interwencji wojskowych w krajach ościennych, od czystek antysemickich w wojsku? I ten hipokryta z wąsami ma czelność dziś wymądrzać się na temat łamania demokracji na Białorusi? Ano ma – wie, że wszystko mu ujdzie, wie, że tłum klakierów od „Bronku do broni” sprzeda jego wynurzenia jako oświeconą mądrość, że ciemny lud to kupi… oj kupi kupi

 

A czymże była propaganda w wydaniu Urbana jak nie tym samym co dziś robi Łukaszenka w swoim kraju? Czyż Urbanowa telewizja nie nazywała strajkujących robotników bandytami, wywrotowcami, awanturnikami? Czyż Msze Święte odprawiane przez bł. Ks. Popiełuszkę nie były określane mianem „seansów nienawiści”? Czy ten sam Urban nie jest dziś celebrytą zapraszanym do poważnych debat? Czy jego ówcześni współpracownicy nie są dziś właścicielami potężnych ośrodków medialnych w Polsce? Czy jego duchowi spadkobiercy nie używają dziś jego sformułowania „seans nienawiści” do rozprawiania się z „oszołomami”.

 

Cóż takiego stało się na Białorusi? Czy to sam Łukaszenka i kilku jego zbirów terroryzuje cały naród? Nie, to część obywateli Białorusi – zdemoralizowana, przekupiena, zastraszona – jedni donoszą, inni, zwyrodniali milicjanci pałują, jeszcze inni podlizują się i awansują, agenci natomiast rozpracowują opozycję używając najpodlejszych metod – aparatczycy, kapusie, oprawcy… A co było w PRLu? – kto awansował społecznie, kto się dorabiał, kto miał łatwo? – szumowiny i zbiry (a w najlepszym wypadku konformiści od pełnego brzucha i świętego spokoju) – ten system takich właśnie ludzi premiował. Ci natomiast, którzy mieli odwagę myśleć inaczej byli tępieni. I dziś te wszystkie szumowiny i zbiry, które dorabiały się na krwi i nieszczęściu reszty społeczeństwa śmieją się swoim ówczesnym ofiarom w twarz. Nie zostali rozliczeni stalinowscy zbrodniarze, zabójcy sądowi, kapusie, którzy donosząc na swoich kolegów robili kariery, milicjanci i dowódcy, politycy i pseudo-dziennikarze tamtych czasów. Każdy zaś kto domaga się rozliczeń i sprawiedliwości  jest kreowany na wariata i awanturnika – system wypracował nowe metody eliminacji „opozycji antysystemowej” – kiedyś pała, Urban i ZOMO, dziś Lis, Wajda, Michnik i Kolenda Zaleska; kiedyś plakaty z „zaplutymi karłami reakcji”, dziś skecze kabaretowe, prześmiewcze teledyski szołmenów i bezlitośnie naiwne manifesty gwiazdeczek popkultury.  I dlatego coraz bardziej przekonuję się, że rację miał klasyk mawiając oni „stają tam gdzie stało ZOMO”.

 

 

I to co mnie przeraża w tym wszystkim to nie tyle cierpienia narodu białoruskiego (nie dlatego że nie są przerażające, ale dlatego, że od dawna są znane), to co mnie dziś przeraża to postępująca bezczelność polskich „elit”, inżynierów umysłów, i polityków, którzy czują się coraz bardziej bezkarni, którzy pozwalają sobie na coraz bardziej toporne i grubymi nićmi szyte manipulacje. Wiedzą bowiem, że projekt wychowania sobie ciemnej masy, która kupi każde ich kłamstwo ma się w Polsce znakomicie. Oto prawdziwy paradoks historii – wmówić społeczeństwu, że wtedy będzie nowoczesną elitą i postępową inteligencją, kiedy, w istocie, będzie się pozwalało wodzić za noc jak banda ślepców – Ciemna masa wierząca we własną wyjątkowość i oświecenie – oto ponure zwieńczenie polskich przemian demokratycznych.

Odsłon: 201 Komentarzy: 2


O Katarzynie Koledzie Zaleskiej, mordach politycznych i krwi na rękach

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 19 October 2010, 19:37

Nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości. Od pierwszych chwil po ukazaniu się w mediach informacji o ataku na Łódzkie biuro PIS byłem przekonany, że w dzisiejszych faktach TVN zostanie ogłoszona wina PISu i Kaczyńskiego za tą tragedię. I miałem przeczucie, że autorką tego materiału będzie niezastąpiona w swoich fachu Katarzyna Kolenda Zaleska. I miałem rację

 

Materiał czołowej polskiej manipulatorki opatrzony był portretem Jarosława Kaczyńskiego i jednoznacznym nagłówkiem: „polskie piekło”. W materiale ostre słowa Kaczyńskiego oraz słowa posła Hofmana o powieszeniu Palikota na drzewie. Nie wspomniała o tym, że Hofman za nie przeprosił, ani jednej wzmianki o samym Palikocie i jego „patroszeniu Kaczyńskiego”, żadnego przypomnienia wszystkich obelg, które w ostatnich latach padały… Materiał zbudowany był na zasadzie kontrastu – agresywny Kaczyński, kontra opanowany, zatroskany o dobro ludzkości mąż stanu – Donald Tusk.

 

Pani Kolenda zaleska specjalizuje się w materiałach antypisowskich, charakteryzujących się widoczną gołym okiem wybiórczością w przedstawianiu faktów i wypowiedzi, oraz zazwyczaj silnym przekazem emocjonalnym. Kilka dni temu głośno zrobiło się nt jej materiału z „faktów” w którym zwyczajnie skłamała, przypisując Kaczyńskiemu słowa, których nie powiedział – o „prawdziwych Polakach”. Rada etyki mediów nie zareagowała. Być może szaleniec z Częstochowy słuchał tych słów i poczuł się urażony wystąpieniem Kaczyńskiego, być może sam chciał być prawdziwym Polakiem i zdenerwował się, że obrzydliwy Kaczor mu tę godność zabiera….

 

I dlatego dziś mam ochotę podpisać się obydwiema rękami pod słowami Kaczyńskiego o kampanii nienawiści. Nawet pójdę dalej, mnie, anonimowemu internaucie wolno – Katarzyna Kolenda Zaleska ma krew na rękach. Uczestniczyła w zbiorowym mordzie politycznym i uczestniczy dalej – czy Rada Etyki Mediów zareaguje?

Odsłon: 390 Komentarzy: 8

Leczenie niestniejacych skutków antykoncepcji, czyli o dwóch ciemnotach

Kategoria: Wiadomości Sunday, 10 January 2010, 10:20

Ostatnio usłyszałem w radiu intrygującą reklamę – tabletki „asekurella” redukują niektóre uciążliwe skutki uboczne antykoncepcji hormonalnej… Ale zaraz, myślę sobie, co jest grane, jakie skutki uboczne? Przecież żadnych skutków ubocznych nie ma! Coś tu nie gra… czy ktoś robi ze mnie wariata?

 

W reklamie dwie sympatyczne kobiety rozmawiają o pigułkach antykoncepcyjnych – jedna dzieli się swoimi obawami odnośnie ewentualnych skutków ubocznych ich stosowania (spadek libido, wzrost masy ciała, uszkodzenie wątroby itd.). Druga pociesza ją i proponuje asekurellę – lek osłonowy chroniący kobiety przed uciążliwymi dolegliwościami:

 

„zwiększa libido”

„chroni wątrobę”

„pomaga utrzymać prawidłową wagę ciała”

„nie pozwala na zatrzymanie wody w organizmie”

„wpływa pozytywnie na układ nerwowy”

„działa ochronnie na przewód pokarmowy”

 

Przejrzałem fora internetowe – okazuje się, że faktycznie zrozpaczone kobietki dopytują się siebie nawzajem o to lekarstwo, szukają pomocy bo wszystkie te dolegliwości u nich występują

 

Tylko o co im wszystkim chodzi? Przecież skutki uboczne pigułek antykoncepcyjnych to wymyślony przez psycho-kato-oszołomów mit. Jakie więc lekarstwo, jakie skutki uboczne – to chyba jakaś prowokacja?

 

Przecież na stronie naszych polskich autorytetów od antykoncepcji – tych jedynych słusznych rzecz jasna (Ponton) przeczytałem co następuje:

 

„Mity nt. antykoncepcji:

- Żadna metoda antykoncepcyjna nie powoduje zniekształcenia ciała albo puchnięcia. Metody hormonalne mogą powodować drobne zmiany w wadze, jej przyrost albo zmniejszenie. Zastrzyki powodują najbardziej zauważalne zmiany, kobiety, które je stosują, przybierają na wadze średnio 1 do 2 kilogramów rocznie.

- Dla prawie wszystkich kobiet zyski zdrowotne ze stosowania antykoncepcji są wyższe niż ryzyko związane z daną metodą.

- Antykoncepcja nie wpływa na sprawność fizyczną, ani nie powoduje osłabienia u zdrowych kobiet.”

 

Aż tu nagle w RMFie słyszę, że są jakieś skutki uboczne?! Skandal – katolicka manipulacja!

 

A teraz na poważnie. Klasyk mawiał podobno, że „ciemny lud wszystko kupi” (tzn. nie wiemy czy tak mawiał bo znamy jedynie relację nausznego świadka o wątpliwej reputacji, ale mniejsza o to). I w tym kontekście cytat ten wyjątkowo pasuje.  Ciemny lud kupuje truciznę – i to jedną z największych trucizn jakie człowiek kiedykolwiek sam sobie zaaplikował – i tenże ciemny lud daje sobie wmówić nie tylko to, że ta trucizna to nie trucizna, a całkowicie bezpieczny „lek”, który rozwiązuje rzekomo największy problem ludzkości (czyli jak to zrobić, żeby mieć seks a nie mieć jego naturalnych skutków – dzieci), ale też, że ten „lek” jest podstawowym prawem człowieka i każdy kto te prawo chce kwestionować jest zacofanym, zaściankowym i „ciemnym” właśnie katolem. Każdy też, kto twierdzi, że mogą być jakieś negatywne skutki stosowania tego „leku” jest nienawistnym manipulatorem, który za nic ma prawa reprodukcyjne kobiet i ciąże nastolatek. I teraz ten sam ciemny lud, jak gdyby nigdy nic kupuje inny lek – na dolegliwości, które wcześniej sam kwestionował. A więc klasyk ma rację – ciemny lud kupi wszystko – po prostu wszystko. I żeby było śmiesznej to w oficjalnym obiegu funkcjonuje inna „ciemnota” – ta katolicka. To ja, katolik, przeciwnik antykoncepcji, jestem wg powszechnej opinii ciemny. Nie ci, którzy faszerują się sztucznymi hormonami, nie ci, którzy nabijają kieszenie koncernów farmaceutycznych, nie ci wszyscy pożyteczni idioci, którzy urządzają protesty przeciwko Papieżowi za jego wypowiedzi o prezerwatywach, kampanie społeczne promujące zażywanie trucizny i raporty wakacyjne o wiedzy antykoncepcyjnej polskich nastolatków. Nie oni, to ja jestem zacofany, ciemny katol.

 

Na marginesie dodam, że do niedawna jeszcze obowiązywał w Polsce wykaz środków rakotwórczych. Był to oficjalny, ministerialny dokument. I na wykazie tym, obok takich substancji jak azbest, figurowały „doustne, hormonalne środki antykoncepcyjne” Jednak wykaz ten został przed kilkoma laty zmieniony na nowy – i w tym nowym wykazie antykoncepcji już nie było. Korzystając ze znajomości z jednym posłem na sejm, sformułowałem interpelację do Ministerstwa Zdrowia z zapytaniem, dlaczego owe substancje zostały wykreślone z listy środków rakotwórczych. Odpowiedź była rozbrajająco prosta i szczera – z powodu dostosowania go do norm unijnych. Wiadomo – w unii europejskiej środki antykoncepcyjne nie są rakotwórcze, tylko poza nią. I dlatego w Polsce środki te przestały powodować raka z chwilą wejścia do unii… Absurdalne? Nie – przecież ciemny lud wszystko kupi.

 

Odsłon: 562 Komentarzy: 4


Piętnastolatka uprawia seks z piętnastoma partnerami – czyli edukacja seksualna wg. Prof. Dębskiego

Kategoria: Wiadomości Thursday, 23 September 2010, 13:48

Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność słuchania wywiadu z panem profesorem Romualdem Dębskim nt edukacji seksualnej.

 

Choć zdawałoby się, że w tej kwesti mało który postulat lewackich ideologów może jeszcze zaskakiwać, muszę przyznać, że bezczelność pana profesora nawet dla mnie okazała się szokująca.

 

Otóż pan profesor, oprócz znanych, wyświechtanych i tyleż samo pustych frazesów o tym, że polskie dzieci są niewyedukowane seksualnie, że nie znają się na antykoncepcji, że wychowania do życia w rodzinie uczą katechetki, z rozbrajającą szczerością przyznał, że w Polsce normalną i powszechną sytuacją jest taka, że piętnastoletnia dziewczyna uprawia seks z piętnastoma różnymi partnerami w krótkim okresie czasu. Wyraził to mniej więcej w takich sowach (parafraza):

 

Wśród młodzieży mamy do czynienia z czymś co nazwałbym monogamią wielokrotną (śmiech pana prof. i dziennikarzy prowadzących) – tzn piętnastolatka nie ma piętnastu partnerów na raz, tylko każdego po kolei – i każdy kolejny partner to dla niej wielka miłość. Po kilku miesiącach następuje zerwanie, krótkotrwała rozpacz i następny partner”

 

Powyższa szarża intelektualna pana profesora służyć miała wg niego uzasadnieniu potrzeby stosowania u nastolatek raczej prezerwatyw niż antykoncepcji hormonalnej.

 

To co uderza w tym popisie znanego ginekologa to fakt, że jako ideolog deprawacji seksualnej dzieci i młodzieży, zupełnie otwarcie przyznaje, że nie jest problemem podejmowanie przez dzieci i młodzież ryzykownych zachowań seksualnych. Nie jest problemem to, że piętnastolatka niszczy swoje życie emocjonalne i moralne, że wystawia się na olbrzymie zranienia i degradację osobowości, że zamyka sobie drogę do stworzenia w przyszłości normalnej rodziny. To dla tego człowieka w ogóle nie problem – ba, nawet jest to coś zupełnie naturalnego. Problemem jest tylko to, aby ta młodociana (przepraszam) prostytutka odpowiednio się zabezpieczyła.

 

Wobec podobnych bzdur najczęściej stosuję takie oto porównanie: to nie problem, że dzieci biorą narkotyki. Trzeba im tylko zapewnić darmowe, sterylne strzykawki.

 

Pan profesor intelektualnie jest dość miałki. Jego argumentacja była dość łatwa do zbicia (szkoda, że w studiu nie było nikogo, kto chciałby to zrobić). A do tego powoływał się na „badania” i „raporty”…. Pontonu, co już świadczy o wartości merytorycznej jego wynurzeń. Pamiętam jego debatę z m.in. Tomaszem Terlikowskim nt. In-Vitro. Muszę przyznać, że został wtedy totalnie zmiażdżony – aż momentami żal mi go było. I taka nędzna postać idzie do mediów, i nie mając żadnego oponenta w studiu wygaduje podobne głupoty – skandal!

 

Ale to co najbardziej znamienne w całej tej historii to fakt, że lewaccy ideolodzy coraz bardziej otwarcie mówią o co im tak naprawdę chodzi. Do tej pory słyszeliśmy frazesy o tym, że edukacja seksualna ma rzekomo opóźniać inicjację seksualną dzieci i młodzieży, że ma ograniczać ilość stosunków seksualnych nastolatków, że ma chronić je przed wykorzystywaniem itd. Te argumenty dla każdego, kto ma choćby blade pojęcie o profilaktyce ryzykownych zachowań były zupełną bzdurą – ale służalcze media robiły swoje. Teraz czują się oni coraz bardziej pewnie i nie boją się już przedstawiać swojej chorej wizji wychowania, polegającego na zupełnej deprawacji człowieka oraz „wyzwoleniu” go z wszelkich granic i barier.

 

Na koniec dodam jeszcze, że Pan profesor wspomniał także, że „walczy o edukację seksualną od przedszkola”…

 

I ta ostatnia deklaracja, wobec jego wcześniejszych słów, zaczyna przyprawiać o gęsią skórkę.

Odsłon: 706 Komentarzy: 9


Nagonka na Radziszewską - czyli przełamanie kolejnych granic

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 22 September 2010, 20:13

Od pewnego czasu wielu komentatorów życia publicznego wskazuje na rozpędzającą się w Polsce machinę propagandy antykatolickiej w mediach i agresywnej ofensywy środowisk antykościelnych. To, że laicyzacja trwa w całej Europie nie jest żadną nowością. W Polsce jednak ostatnio nastąpił przełom – skończył się czas względnego zawieszenia broni.Siły wrogie Katolikom przstąpiły do ataku.

 

Namiastkę tego ataku widać na przykładzie minister Radziszewskiej. I nie chodzi mi wcale o nagonkę za jej wypowiedzi dotyczące jakiegoś pana, który podobno jest gejem. To, tak na prawdę nie jest niczym niezwykłym. O wiele bardziej niepokojące jest to, że media otwarcie atakują ją za jej wypowiedź dla Gościa Niedzielnego, w której stwierdziła, że szkoła katolicka ma prawo odmówić przyjęcia do pracy nauczyciela – geja.

 

Została tu przełamana pewna granica – do tej pory środowiska lewackie unikały tak jednoznacznej delaracji o chęci ograniczania katolikom ich wolności religijnej. Zazwyczaj ograniczały się do stwierdzenia – "niech sobie Kościół głosi co chce, ale niech nie narzuca swojej nauki całemu społeczeństwu". Teraz, po "wojnie krzyżowej" i sondażowemu spadkowi Kościoła, zaczynają głośno wskazywać, że katolikom (I instytucjom katolickim) należy zakazać wyznawania własnej wiary.

 

To jest bardzo wyraźny sygnał – została przekroczona kolejna granica, przełamane kolejne tabu. Skończył się czas świętego spokoju dla Kościoła, który trwał przynajmniej przez ostatnie dwadzieścia lat) Wchodzimy w okres walki o przetrwanie.

Odsłon: 312 Komentarzy: 3


Krótki autorski przegląd "informacji" TVN

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 09 November 2010, 19:29

Dziś między 17.00 a 18.00 wszedłem na strone WWW.tvn24.pl. Znalazłem tam następujące nagłówki:

 

"Kaczyński nie tylko kłamie, ale niszczy życie publiczne" (Schetyna)

 

"Prezes Kaczyński już zdecydował. To jego problem" (Sikorski)

 

„Gowin: to początek zimnej wojny domowej” (Gowin – o Kaczyńskim)

 

„Kaczyński tęskni za władzą, Polacy za nim nie” (Olejniczak)

 

"Jak tak będzie dalej, wszyscy zwariujemy" (Szmajdzinska, o Pisie, w kontekście sporu o katastrofę)

 

"Kaczyński powinien uderzyć się w piersi" (Paweł Deresz)

 

WSZYSTKO W JEDNYM MOMENCCIE NA PIERWSZEJ STRONIE POTRALU NAJBARDZIEJ OPINIOTWÓRCZEJ TELEWIZJI INFORMACYJNEJ W POLSCE. ANI JEDNEGO STANOWISKA DRUGIEJ STRONY

 

O 19.00 Fakty TVN. A tam:

 

"Jarosław Kaczyński od trzech miesięcy nie był na grobie brata na Wawelu – co ma niby oznaczać, że traktuje śmierć Prezydenta instrumentalnie." (parafraza)

 

(Takiego absurdu nawet po TVN się nie spodziewałem. Widać czują się już tak pewnie, że pozwalają sobie na niedorzeczne stwierdzenia)

 

Fakty po faktach:

Julia Pitera, Ryszard Kalisz

 

Gdzie do Cholery jest druga strona?!

 

PS:

To, że Państwo Durczok, Kolęda Zaleska, Kajdanowicz, Miecugow itd, w metodzie pracy i mentalności wiele nie różnią się od Jerzego Urbana i jego aparatczyków, w zasadzie wielu ludzi już wie. Ale sądzę, że warto umieszczać przykłady ich manipulacji – tak żeby mieć argumenty… Zachęcam

Odsłon: 358 Komentarzy: 2


1 2 3 4 5 6 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.