
Wednesday,09 November 2011,22:34
Kategoria: Ogólne Wednesday, 09 November 2011, 22:34
Dziś o godz. 3.00 w nocy, w trakcie sprzedaży prequelowego odcinka serii o Harrym Potterze pt. „Dziadek Harrego i stara trąbka jego”, znany frontmen stolarsko – ciesielskiej grupy „Hebelmłot”, Smarkal, wygłosił elektryzujące oświadczenie. Otóż już od 31 października bieżącego roku TV Mango uruchomia nowy kanał – TV Mango Lucek – gdzie Smarkal obejmie stanowisko głównego prezentera.
- Będę prezentował piekielnie dobry asortyment – przekonywał Smarkal – Choć „dobry” to może nie jest tu okej słowo, ha ha ha – zażartował filuternie performer.
Poproszony o uchylenie rąbka tajemnicy, czego konkretnie może spodziewać się spragniony telewidz, Smarkal ujawnił: - To będą głównie produkcje mojej własnej grupy, to z czego słyniemy, co nas wyróżnia na rynku, wiecie, super staf: czerepy, pentagramy, sztuczna krew, farby do malowania po ciele, pieszczochy i hicior: chusteczki higieniczne wielokrotnego użytku z nazwą zespołu. Wszystko najlepszej jakości, toczone na najlepszych tokarkach sterowanych numerycznie, jak na „Hebelmłot” przystało. Aha, no i „Biblia” wersja skrócona, żeby było łatwiej drzeć.
Pytany o ceny, Smarkal, zapewnił, że nie będą zaporowe, aczkolwiek trzeba brać pod uwagę, że mówimy o towarze najlepszej jakości. – Sądzę, że ceny winny oscylować między 9,99 a 999 zł – dodał przyszły prezenter TV Mango Lucek.
Warto przypomnieć, że jest to kolejna odsłona triumfalnego pochodu Smarkala po największych stacjach telewizyjnych. Do niedawna Smarkal był bowiem jurorem programu fryzjerskiego „Włos of Poland”. Wprawdzie pojawiały się jadowite głosy ze strony ksenofobicznego kleru, że Smarkal nie może zbyt wiele do takiego programu wnieść, ale nie dajmy się zwariować: Smarkal nie tragarz, a sztuka jest wieczna.
* Inspiracja: Rafał A. Ziemkiewicz http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/
Odsłon: 823 Komentarzy: 4
Monday,21 March 2011,21:41
Kategoria: Wiadomości Monday, 21 March 2011, 21:41
Tak sobie patrzę na gotującą się nie tylko od słońca Afrykę Północną i zachodzę w głowę, czy nie czas zrewidować swoje podejście do islamu.
Z jednej strony islam naciera, islam zdobywa, islam wysadza w powietrze, islam zabija. Przed siłą Koranu padają europejskie stolice, korzą się lwio odważni wobec krzyża politycy a transgresyjni artyści na codzień łamiący każde tabu nie mają w sprawie Mahometa nic do powiedzenia. Filozofowie dumają o starciu cywilizacji i zmierzchu Zachodu, demografowie przeliczają dzietność statystycznej rodziny zachodniej i muzułmańskiej i drą włosy z głów.
A z drugiej strony? Bliski Wschód spacyfikowany, Irak pod butem ledwo zipie, Afganistan obrócony w proch i pył. Afryka Połnocna właśnie zdobywana.
I co? I nic.
Wydarzenia, które w naturalny sposób powinny doprowadzić do prawdziwego stracia cywlilizacji, zdają się wywoływać w świecie arabskim reakcje podobne do obserwacji gza przez krowę. Arabia Saudyjska jak była najlepszym sojusznikiem USA tak jest nim nadal. Pakistan robi sobie co chce, ale chce jakoś tak, że interesom amerykańskim w drogę nie wejdzie. Kto jeszcze w klanie państw muzułmańskich ma jeszcze coś do powiedzenia, i jeszcze wazniejsze – czy chce coś powiedzieć?
Jak to jest? Czy przypadkiem nie tak, że owi nieczuli na nic święci żołnierze za wiarę wcale nie są tak zdeterminowani do obrony własnych państw i zielonych sztandarów? Czy przypadkiem rządy państw muzułmańskich nie są znakomicie zinfiltrowane przez Izrael, USA i Francję i bardziej nastawione na interes, a wielkie hasła o intifadzie są co najwyżej narzędziem nacisku handlowego?
A mniejszości muzułmańskie w Europie? Czyż nie są znakomitym czynnikiem integrującym społeczeństwa wokół przywódców, którzy z jednej strony muzułmanów karmią i hołubią a z drugiej obiecują spokojne rozwiązywanie nabrzmiałych spornych kwestii (przecież nikt nie chce wojny religijnej!). I jakże łatwo kneblują usta chrześcijanom, upominającym się o swoją historię i słuszne prawa! Przecież nikt nie chce… itd.
Wiele razy słyszałem o islamie jako religii dlatego tak groźnej i fundamentalistycznej, gdyż nigdy nie miała swojej fazy krytycznej, oświeceniowej. Pomijając już dyskusyjność pożytku Oświecenia, mam wrażenie, że czegoś tu chyba nie zauważamy albo nie doceniamy. Mianowicie tego, że od 100 lat islam przechodzi swoje "oświecenie" poprzez kontakt z drastycznie rozwijającą się cywilizacją zachodnią. Ta cywilizacja podkopuje islam, albo inaczej mówiąc dokonuje czegoś w rodzaju konwergencji, upodobnienia na bazie pozareligijnych interesów elit.
Międzykulturowy okrągły stół ponad podziałami działa. Nie widzę w tym jednak niczego pozytywnego dla chrześcijan. Kto wie zresztą, czy to nie właśnie podejście do chrześcijan zbliża stanowiska?
Jakby nie było, czy islam to papierowy tygrys czy po prostu czeka na swojego Saladyna czy Sulejmana?
Odsłon: 145 Komentarzy: 0
Wednesday,16 March 2011,09:31
Kategoria: Ogólne Wednesday, 16 March 2011, 09:31
Jedną z najbardziej trafnych definicji komunizmu podał śp. Stefan Kisielewski. Stwierdził on, że komunizm to ustrój który bohatersko walczy z problemami które sam stwarza.
Patrząc na puste półki sklepowe w Japonii – widok jakże mi znany z autopsji – stwierdziłem, że komunizm można zdefiniować jeszcze inaczej.
Komunizm jest to wieloletnie trzęsienie ziemi o mocy około 9 stopni w skali Richtera, połączone z tsunami oraz katastrofą atomową.
Efekty są bliźniaczo podobne.
Odsłon: 306 Komentarzy: 2
Wednesday,23 February 2011,23:20
Kategoria: Polityka Wednesday, 23 February 2011, 23:20
Wielu ludzi dziwi się, że media tak źle odnoszą się do PO, a jeszcze niedawno były gotowe nosić na rękach nie tylko byle posła z tego kręgu, co nawet produkty jego metabolizmu.
Jest to świadoma gra na wyhodowanie PO koalicjanta. A tym wymarzonym koalicjantem jest SLD. Istotnie, medialne pompowanie tego ugrupowania idzie pelną parą.
Tu ktoś powiedzieć mógłby, że przecież daje to wiatr w żagle także PiS-owi. Owszem, ale to są niezbędne koszty. PO zakleszczona w walce z PiS-em, tę walkę przegrać by musiała, bo nie ma kompletnie żadnych kontrargumentów. Poddając się krytyce wskazującej niby to alternatywę w SLD, PO wspiera kogoś z kim się dogada. SLD kanalizuje dla PO pełzające niezadowolenie społeczne.
Nawet ewentualna wyborcza wygrana PiS w liczbach bezwzględnych, całkiem możliwa, nic nie zmieni, bo w polityce szczebla centralnego szykowana jest powtórka z wyborow samorządowych. Co z tego, że PiS w wielu miejscach wtedy wygrał, że miał większość w radach powiatów, gmin, a w sejmikach wojewódzkich realną zdolność koalicyjną, skoro inne ugrupowania były w sumie liczniejsze i przede wszystkim niechętne koalicji z PiS?
No, chyba, że PiS będzie miał wynik Fideszu na Węgrzech. Kto wie co nas czeka? Euroland, kryzys, 300 tys. uciekinierów z Maghrebu u bram Europy.
Ale gdyby tak się stało, szczerze odradzam latanie prezesowi Kaczyńskiemu. Gdziekolwiek.
Odsłon: 319 Komentarzy: 0
Monday,21 February 2011,23:36
Kategoria: Wiadomości Monday, 21 February 2011, 23:36
Media mają nowy kapitalny temat – relikwie przekazane przez kardynała Dziwisza Kubicy. Oczywiście łatwo się domyśleć mejnstrimowych komentarzy: to średniowieczne, niesmaczne, niezasłużone, niezrozumiałe. Co ciekawe, jednym tchem ci sami ludzie potrafią zarzucić Dziwiszowi, że posuwa się do skompromitowanych dawno średniowiecznych praktyk, rozdając coś na kształt kiepskiej jakości amuletów, a z drugiej wyrażają głęboką troskę o Kościół, katolicyzm i samego kardynała, który tak niebywale honorując jednego ze sportowców i obdarzając go czymś tak drogocennym, ujmuje sobie i wierze autorytetu. Jak ci ludzie godzą jedno z drugim – nie wiem.
Moim zdaniem, kardynał Dziwisz nie zrobił tu nic szokującego. Jeśli prawdą są pogłoski o szczególnej czci Kubicy dla naszego papieża, jeśli prawdą jest, że miał czy ma na kasku napisane jego imię, jeśli prawda jest, że historię jego poprzedniego wypadku, z którego cudem wyszedł bez szwanku – a powinien nie żyć wg znawców – miano włączyć do akt procesu beatyfikacyjnego Jana Pawla II, to w czym problem?
A jednak wielu go widzi i dostrzegam w tym przede wszystkim straszną niechęć do uznania, że mamy do czynienia z realną świętością. Że święty uświęca nie tylko siebie, ale nawet banalne zdawałoby się przedmioty, które zyskują niebiańską moc. Wielu boi się świętości, więc woli uznać, że przedmiot jest wyłącznie przedmiotem, a część ciała tylko materiałem do anatomii.
Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Uważam, że za przedmiotami należącymi do konkretnych ludzi lub spełniającymi konkretne funkcje stoi coś więcej poza formą czy funkcjonalnością. Posłużę się przykładem na odwrót.
Znany jest dokument z 1940 r. w którym Stalin aprobuje rozstrzelanie chyba sześciu tysięcy polskich oficerów. Zgodę potwierdził podpisem słynnym niebieskim ołówkiem, bo takie czemuś lubił. Ile podobnych dokumentów Stalin podpisał tym ołówkiem? Ilu ludziom niebieski ołówek zmasakrował życie, rodziny, całe kraje? Czy ktoś odpowiedzialny widząc ten przedmiot i mając wiedzę o bezmiarze nieszczęścia, które ten niebieski sztyft wykreował, powie, że to zwykły ołówek i da swojemu dziecku, żeby sobie niebo narysowało?
Przedmioty mają znaczenie. W rękach ludzi świętych zaświadczają o ich świętości, w rękach ludzi nie świętych, zgoła o czymś innym.
Odsłon: 344 Komentarzy: 5
Friday,18 February 2011,16:56
Kategoria: Ogólne Friday, 18 February 2011, 16:56
Jest to chyba jakimś Boskim znakiem, że w jednym praktycznie czasie wszyscy Polacy bez względu na maść polityczną, społeczną i status majątkowy zostali poddani międzynarodowej kuracji oczyszczającej sumienie narodowe.
Najpierw premier MAK Donald, co to nie ma z kim przegrać, zaliczył w imieniu narodu polskiego w ryj po sławetnym raporcie pani generał Anodiny, w myśl którego Polacy byli pod Smoleńskiem tak pijani, że rozwalili samolot z własnym prezydentem na pokładzie. I tak to poszło w świat, utrwalając od Calais po Vanuatu obraz typowej Polnische Wirtschaft. Polskie społeczeństwo z niedowierzaniem zareagowało pewnym zachwianiem niezachwianej dotąd wiary w naszego Cudotwórcę.
A tenże Cudotwórca z Kaszub czemuś usilnie wmówił sobie, że raport MAK to tylko taki wypadek przy pracy i teraz to już na pewno wszystko pójdzie jak z płatka, bo inaczej oczywiście być nie może skoro się jednamy z Rosją. Ale Putin pokazał panu premierowi, że nie od parady do cerkwi chadza i Pismo Święte zna. I zgodnie z Pismem, po wykorzystaniu prawej strony facjaty Tuska, właśnie huknął go w lewą. Bo dokładnie tym była konferencja prasowa ekspertów rosyjskich w której powołali się oni na autorytet anonimowego szympansa na wieży – albo też w polskim samolocie (a kto tam w Calais czy Vanuatu odróżni gdzie ten szympans był?)
Tym samym, nasz premier miał okazję wykazać się praktycznym zastosowaniem zasad chrześcijańskich (szczególnie dotyczących nadstawiania), którym wierność jest co jakiś czas podważane przez złe języki. Efekt jest zaś taki, że niejeden "młody, wykształcony, z dużego miasta" zapomniał z szoku jak się nazywa.
W tak zwanym międzyczasie, od Zachodu akcję wstrząsania polskim sumieniem narodowym prześlicznie rozwinął "historyk" Gross. Wstrząsanie zaś, poprzedzone kilkuletnimi łaskotkami, znalazło puentę w stwierdzeniu, że właściwie to Polacy wymordowali Żydów w czasie II wojny światowej, aby zagarnąć ich majątki.
Zatem albo to widomy znak Boskiej interwencji, albo dowód fatalnie spapranej roboty pijarowskiej (jedno nie wyklucza drugiego) – oto w jednym momencie z każdej strony statystyczny i niestatystyczny Polak dowiaduje się, że jest awanturnikim, pijakiem, złodziejem a w zasadzie nikczemnym mordercą!
Jakie więc ma wyjście ów Polak? Albo natychmiast przestać nim być, przyjmując barwy narodowe najbardziej odpowiadającego mu państwa, albo… posłać do diabła zarówno MAK Donalda, jego przyjaciół ze Wschodu jak i wielkiego historyka i jego haniebne drukowane gówna.
I zdaje się, że coś takiego obserwujemy. Dwa procesy gnojenia Polaków, wschodni i zachodni, nałożyły się na siebie powodując powstanie drgań, które rozrywają pijarowskie machiny. Śruby i sprężyny z gwizdem latają wokół, rwie się dekoracja, odsłaniając czystą farsę.
Aż do tego stopnia zagraża to konstrukcjom, że "historyk" Gross zaczął się wahać co do niepodważalenj niegdyś liczby zamordowanych przez Polaków Żydów – z 200 tys. zjechało mu się na "kilkadziesiąt". Wywołało to już jawną wesołość u wielu ludzi, przypuszczających, że jakby się potargował, jak Abraham z Panem Bogiem, to zostałoby dwa tysiące i to zabitych przez bandytów.
Konkludując: kłamcie panowie, kłamcie ile możecie – im większe kłamstwo, tym szybciej nasz naród otrzeźwieje.
Odsłon: 174 Komentarzy: 4
Sunday,13 February 2011,13:30
Kategoria: Religia Sunday, 13 February 2011, 13:30
Pośród zgryzot dnia codziennego, dumałem sobie nieco nad historyczną atrakcyjnością chrześcijaństwa.
Wielokrotnie i słusznie podaje się, że Rzym był atrakcyjny dla barbarzyńców jako objawienie wyższej cywilizacji i kultury. Przyciągał i olśniewał, a tym samym idee, które w nim pulsowały działały podobnie. Po drugiej stronie Renu i Dunaju było paradokslanie podobnie – barbarzyńcy nieśli wojnę, pożogę i okrucieństwo; ich idealnym przeciwstawieniem był pokój Chrystusowy, co tym bardziej cementowało wiernych.
Działało to i dalej. Najazdy Awarów, Bułgarów, Normanów-wikingów, Tatarów, mahometan wyraźnie wskazywały, że prawo, porządek, dobro, rozwój są nierozerwalnie związane ze światem chrześciajnskim.
Chrześcijaństwo żywiło i to w sensie dosłownym. To cystersi wynaleźli, udoskonalili i zanieśli ludom całej Europy nowoczesne metody uprawy roli i hodowli, przyczyniajac się do rewolucji agrarnej czasów średniowicza.
W czasach nowożytnych trudnym do odparcia argumentem za sensownością i prawdziwością wiary stały się "owoce" rewolucji francuskiej. Ukoronowaniem tego argumentu stała się kolejna katastrofa – Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa, w której to nazwie każde słowo jest kłamstwem.
Zdziczenie, bestialstwo i absurdalność wytworzonego w wyniku rewolucji ateistycznego systemu polityczno-gospodarczego były prawie niemożliwe do zakwestionowania. Powszechne bezprawie, nijakość, ubóstwo, koszmarny bezruch i nuda dnia codziennego "człowieka radzieckiego" były szokująco rozbieżne z dniem codziennym wierzącego w Boga "człowieka kapitalistycznego".
Wszystko to przemawiało za prawdziwością zasad wiary.
Ale tu dochodzimy do naszych czasów, w których możliwości polityczno-technologiczne wydają się być nieograniczone. Współczesna nauka potrafi wytworzyć żywność omalże z niczego i rozmnożyć ją niczym Chrystus ryby i chleb dla tłumów (a nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa). Jego zatem cud zdecydowanie stracił na atrakcyjności.
Potężnie wydłużyliśmy przeciętne życie ludzkie, a genetycy otwarcie mówią o celu jakim jest nawet 1000-letnie życie człowieka. Czyli praktyczna niesmiertelność*. (Owszem, brzmi jak 1000-letnia Rzesza i, jak myślę, dokładnie tak samo się skończy, ale na to żeby podprowadzić ludzkość do piekła wystarczy).
Tym samym Zmartwychwstanie staje się bezprzedmiotowe, tym bardziej, że jest poprzedzone niewyobrażalnym cierpieniem, kompletnie niezrozumiałym i nie do przyjęcia dla współczesnego człowieka.
A teraz jeszcze wyobraźmy sobie kogoś, kto zaświeci nam w oczy ofertą świata bez konfliktów – nie ma wojny, nie ma zniszczenia, nie ma zagrożenia: pławimy się, niczym bogowie na Olimpie w dostatku dóbr, racząc się nektarem nieśmiertelności**. Oczywiście, jest to możliwe po spełnieniu kilku warunków: aby wszyscy byli szczęśliwi, nie rozmawiajmy o moralności, mordowaniu dzieci nienarodzonych, wynaturzeniach seksualnych, losie tych, którzy nie pasowaliby do obrazu orgiastycznej grupy docelowej… w sumie drobiazg. Nawet nie trzeba burzyć kościołów, meczetów czy synagog – wyprane z wszelkiej treści, byłyby jak breloczki z wieżą Eiffla czy piramidami; dziwny, nieszkodliwy ornament.
Czy jesteśmy w stanie obronić się przed takim światem, który daje człowiekowi wszystko? Jak możemy i czy w ogóle możemy wytworzyć jakąś kontrargumentację? Do tej pory konstrukcja świata, jego natura, sama materia stawały w obronie wiary – na czym jednak oprzeć obronę teraz?
Wydaje mi się, że obronę wiary trzeba w takiej sytuacji oprzeć na samej wierze. Tautologia, prawda? Sądzę jednak, że nie.
Prawa których bronimy są prawami Boga i żadne ludzkie prawo nie może ich podważyć ani uchylić, ani żaden ludzki "cud" nie może ich osłabić.
Sprzeciwiamy się mocą znaku sprzeciwu – krzyża – bo TAK MÓWI PAN!
-----------------
* Lektura pomocnicza: Marcin Wolski "Klucz do apokalipsy"
** Lektura pomocnicza: Michael O'Brian "Ojciec Eliasz"
Odsłon: 138 Komentarzy: 0
Thursday,20 January 2011,23:44
Kategoria: Wiadomości Thursday, 20 January 2011, 23:44
… a w ogóle to nasz problem polega na tym, że w PO jest wielu fajnych ludzi, którzy nie mają racji, a w PiS wielu ciężkich, którzy rację mają.
Dixi
Odsłon: 178 Komentarzy: 1
Friday,14 January 2011,14:01
Kategoria: Wiadomości Friday, 14 January 2011, 14:01
Na kanwie ostatniego upokorzenia Polski przez Rosję, dokonanej w asyście premiera Tuska, naszły mnie ogólne myśli na temat specyficznej, uwarunkowanej historycznie konstrukcji polskiego ducha narodowego.
Tym bowiem co rzuca się w oczy od 10 kwietnia 2010 r. jest absolutny brak odpowiedzialności kogokolwiek za cokolwiek. Tragedia, która powinna zdmuchnąć rząd, posadzić na ławie oskarżonych premiera, ministrów, generałów, dyrektorów itp., wywołała może przejściowy zefirek, po którym spadł co najwyżej jakiś papier z burka ministra Klicha.
Nawet raport MAK, niezależnie od tego co się on nim sądzi, jednoznacznie wskazuje winnych po stronie polskiej, obwinia wojsko, resort obrony, premiera. Wydawałoby się, że Tusk nie może tego zlekceważyć, bo przecież sam zapamiętale żyrował MAK we wszystkim co ten robił i czego zaniechał. I co? I nic.
Wydaje mi się, że to nie wynika tylko i wyłącznie z jego pychy i żądzy trzymania się stołka. Poparcie społeczne jakie ma i absurdalne głosy w jego obronie wskazują, że z jakiegoś powodu taka nieodpowiedzialność na najwyższym szczeblu ludziom się podoba.
Patrząc na polską historię, doszedłem do wniosku, że to ma daleko głębsze podłoże. Przez wieki Polska była pod względem prawnym państwem standardowym i przewidywalnym – lepiej lub gorzej, ale zawsze nasi władcy starali się za wierność Koronie wynagradzać a za zdradę państwa karać. W czasach nowożytnych jednak zaczęły mnożyć się przypadki, gdy winni pozostawali bezkarni, nie było to jednak zjawisko nagminne.
Przełomem był rok 1655 i słynny potop szwedzki. Doszło do sytuacji nieprawdopodobnej – elita narodu, rycerstwo, szlachta – sól ziemi, z nielicznymi wyjątkami, dokonała formalnej i faktycznej zdrady państwa. Bez żadnego specjalnie przekonywującego powodu – poza chęcią utrzymania świętego spokoju – odstąpili od prawowitego króla, któremu przysięgali wierność a podporządkowali się obcym, którzy weszli do ich kraju na czele wojsk.
Oczywiście wiemy jak było – zdrajcy w większości porzucili nowego pana a wielu z nich odkupiło swój czyn śmiercią lub zdrowiem. Słabo jednak jesteśmy wyczuleni na fakt, że PRAKTYCZNIE NIKT NIE PONIÓSŁ ODPOWIEDZIALNOŚCI PRAWNEJ ZA TO CZEGO SIĘ DOPUŚCIŁ. Naturalnie można to wytłumaczyć sytuacją Polski, ale mimo wszystko w świadomości ówczesnych Polaków zaległ cień poczucia bezkarności za największą zbrodnię wobec własnego państwa. Ten moment uważam za kamień węgielny zepsucia Polski i Polaków.
Dalsze wydarzenia tylko to potwierdzają. Zdrada państwa w biały dzień, działanie na jego niekorzyść, znoszenie się z państwami obcymi przy pełnej bezkarności, wręcz przy aplauzie i podziwie innych stały się w epoce stanisławowskiej legendarne. Kolejne klęski i rozbiory oraz jawne popieranie podboju Polski przez Rosję nie spowodowały żadnego odźwięku. NIKOMU NIE SPADŁ WŁOS Z GŁOWY. NIE ZNALEZIONO ODPOWIEDZIALNYCH ZA UPADEK POLSKI. (Za wyjątkiem tych paru niefartownych gnoi, którzy wpadli w ręce prostego ludu, który to prosty lud, nieczuły na argumenty pragmatyczne powywieszał ich przykładnie; kropla w morzu potrzeb.)
Wiem, że się teraz wielu narażę, ale uważam, że ta skaza szwedzka wcale nie skończyla się wraz odzyskaniem niepodleglości. Nie chodzi mi tutaj wprost o zdradę państwa ale o całkowity brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje i konsekwencje jakie one przyniosły. Rządy sanacji, jakkolwiek miały wiele cech dobrych, były rządami przemocy, wymierzonej w opozycję i sprzyjające jej społeczeństwo. Największą winą było jednak według mnie wykreowanie zupełnie obłędnej, wirtualnej wizji mocarstwowej Polski, silnej, zwartej i gotowej i karmienie nią Polaków tylko dlatego, że sprzyjała ona utrzymaniu władzy. Polityka ta była idealną poprzedniczką polityki Donalda Tuska, snującego przed ogłupiałym narodem wizje zielonej wyspy, nieskrępowanego wzrostu gospodarczego, wiecznej przyjaźni z sąsiadami itd. Klęska Polski w 1939 r. była m. in. dlatego tak straszna, totalna i niezrozumiała dla narodu, że stała w tak rażącej sprzeczności z tym, w co kazała im wierzyć propaganda sanacyjna. Spadła na kompletnie uśpiony i nieprzygotowany naród.
CZY KTOŚ PONIÓSŁ ZA TO ODPOWIEDZIALNOŚĆ? NIKT.
Ja wiem, że ówcześni polscy politycy zapłacili często osobiście za to co zrobili. Ginęli oni, ginęli w mękach członkowie ich rodzin, tracili majątki, zdrowie. Ale zabrakło oficjalnego stwierdzenia, które byłoby drogowskazem dla pokoleń, co wolno a czego nie wolno w służbie panstwa.
Czasy komunizmu w pewnym sensie stanowią czasy wzrostu odpowiedzialności – ale nie przed polskim państwem tylko obcym, nie przed polskim narodem, ale przed rozmytym internacjonałem uosabianym przez bardzo konkretne służby ZSRR. Więc znów NIKT NIE BYŁ ZA NIC ODPOWIEDZIALNY.
I oto nastał czerwiec 1989 r. Koniec komunizmu. Wolność. Czas budowy III RP. Na czym oparto jej fundament? NA TOTALNYM BRAKU ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA ZBRODNIE KOMUNISTYCZNE. Za zdradę, niewolenie, upodlenie, bandytyzm – gruba kreska.
Czy można dziwić się MAK Donaldowi (patent: Andoggy, blogerka Frondy), że jest z nim tak jak jest?
Należy uznać brak odpowiedzialności za państwo za cechę konstytutywną Polaka. Nie upodobanie do konspiracji i powstań, nie złotą wolność, nie liberum veto, nie anarchizm i rzekomy brak gospodarności.
Czas zmienić sterotyp Polaka – szaraka?
Odsłon: 321 Komentarzy: 10
Thursday,13 January 2011,14:55
Kategoria: Wiadomości Thursday, 13 January 2011, 14:55
Oficjalny raport MAK uważam za szokujące i przełomowe wydarzenie. Rosja po prostu się na nas odlała. Bez skrupułów wypuściła w świat komunikat, że zapijaczeni Polacy tak zorganizowali wizytę, że sobie prezydenta ukatrupili. To klęska naiwnej polityki Tuska i jego wiary w Rosjan oraz widmo odpowiedzialności premiera i jego ministrów, nie tylko moralnej, za wojsko, lotnictwo i organizację państwa.
Najbardziej jednak przy tym przeraża mnie reakcja moich rodaków. Nie brakuje głosów rozsądnych, ale wylew nienawiści, głupoty, infantylizmu i złej woli po prostu, jest tak gwałtowny, że boję się, że to wydarzenie bez wątpienia przełomowe, znów przełomowym nie będzie. Znów zaleje nas PiaR, znów zapanuje otępienie i obojętność.
A jeżeli tak się stanie, to w zasadzie zadaję sobie pytanie – po co ta Polska? Po co ten naród? Zdradza własne interesy, nie rozumie ich, nie rozumie swojej racji stanu; zdradza krzyż, odwraca się od niego; zdradza własną godność, własny honor, własną historię… Przy czym zatem chce trwać? Na czym chce budować? Co ma być jego kotwicą w szalonym świecie?
Fundusze unijne? "Pojednanie"? Możliwość wyjazdu do Irlandii i Niemiec?
Jeśli każdy naród i każde państwo ma do odegrania jakąś rolę wyznaczoną przez Boga – w co wierzę – to jaka obecnie jest rola takiego narodu jak polski? Czy Bogu jest taki naród do czegoś potrzebny? Nie wiem, ale mam gorzkie bardzo wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, to będziemy potrzebni jako przykład państwa menelsko-niewolniczego, ku przestrodze i odstraszeniu innych; tak jak widząc śmierdzącego alkoholika zyskujemy bodziec by nie skończyć tak jak on.
Odsłon: 189 Komentarzy: 4
