Tuesday,13 April 2010,12:05
Kategoria: Religia Tuesday, 13 April 2010, 12:05
On - przez całe lata nienawidzony przez współczesne wysokie rady, znoszący obelgi opluwanie, kłamstwa, szydestwa.
Spóźniony samolot przywozi jego ciało do Polski o godz. 15.00 w Niedzielę Miłosierdzia Bożego i cała Polska, także ci wyszydzacze i kłamcy padają przed jego trumną na kolana i oddają mu sprawiedliwość. Wraca jako wielki i kochany władca. Spocznie u boku królów.
Ona – skromna, niepozorna, wyciszona, zawsze w tle, uważna i kochająca, dbająca, zakochana w nim z wzajemnością.
Wraca do Polski w dzień fatimski, w święto Matki Bożej. Samochód wiozący trumnę z jej ciałem jest obsypany wiosennymi kwiatami. Ciało dociera do kaplicy w pałacu, kiedy dzwony biją na Anioł Pański. Ludzie mówią nagle że czują się, jakby stracili matkę…
Pan Bóg dostrzegł w nich to, czego my nie dostrzegaliśmy. Te rysy podonieństwa do Zbawiciela i Najświęszej Maryi Panny. Dostrzegł je w ich ludzkiej zwyczajności, mimo ich wad i grzechów.
I dał nam znak,
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
Odsłon: 1554 Komentarzy: 31
Wednesday,12 March 2008,09:40
Kategoria: Religia Wednesday, 12 March 2008, 09:40
Moje dzieciaki autentycznie czekały na Adwent. Adwent to Roraty, lampiony, serduszka, obrazki. Cztery cudowne tygodnie. Ksiądz proboszcz stara się jak może - także w kazaniach. Można by się wymądrzać, że nie o to chodzi, że na Mszę św. chodzi się dla samego Boga, a nie dla kolekcji obrazków. To prawda, ale może chodzi o to, żeby w tak młodym wieku (pierwsze klasy SP) wytworzyć pozytwne skojarzenia z Kościołem, żeby dobre wspomnienia zostały na trudniejsze czasy, żeby miały do czego sięgać pamięcią.
Wczoraj odbyło się przełamanie tej kolorowej roratniej polewy. Dzieciaki z zapałem przygotowywały serduszka, na których codziennie miały wpisywać jakiś dobry uczynek robiąc z niejakim trudem burzę mózgów, co by tam wpisać (przykłady - ubrałem się bez marudzenia, poukładałam kredki w pudełku), kiedy oznajmiliśmy im, że nie pójdą na roraty, bo musimy pojechać do szpitala odwiedzić ich małą koleżankę, która miała operację. Łatwo nie było: ksiadz będzie czekał, serduszka już gotowe, nie będziemy mieli wszystkich obrazków do kolekcji... Argumenty sypały się jak z rękawa. Tłumaczyliśmy, że Pan Jezus ten jeden dzień będzie się bardzo cieszył jeśli odwiedzimy Go (obecnego w małej Małgosi) w szpitalu. Wybraliśmy zabawki, książeczki, kupiliśmy owoce i czekoladki i pojechaliśmy do szpitala. Stracone roraty jakoś przeboleli, choć miny w drodze do szpitala nadal mieli takie sobie.
Najciekawsze wydarzyło się w szpitalnej sali. Kiedy siedzieliśmy przy chorej, do sali wszedł kapłan z posługą dla chorych. Pobłogosławił wszystkie dzieciaki, uśmiechnąl się do nich, pogłaskał...
Wieczorem przed snem: "Tatooo... A wiesz, myśmy pojechali do chorej Małgosi z zabawkami i opuściliśmy roraty, a Pan Bóg i tak przysłał nam takiego fajnego księdza."
Scena ze św. Marcinem i żebrakiem stanęła mi przed oczami.
Odsłon: 1036 Komentarzy: 7
Wednesday,19 November 2008,23:23
Kategoria: Ogólne Wednesday, 19 November 2008, 23:23
Vita Sancti Martini. Leży przede mną wdane staraniem tynieckich benedyktynów pisma o św. Marcinie z Tours.
Książka dziś trudno dostępna, a dla mnie przełomowa.
Ten "biały koń" to oczywiście Marcinowy rumak. Zawsze się dziwię skąd w opowieści o Marcinie dzielącym się płaszczem z biedakiem w bramie miasta Amiens wziął się koń.
Bo rzeczywistość była zupełnie inna. W chwili zdarzenia Marcin miał zaledwie 18 lat i byl dopiero katechumenem. Sulpicjusz Sewer pisze, że nie miał już niczego prócz broni i zwyczajnego żołnierskego ubrania, bo resztę swoich rzeczy rozdał juz wcześniej ubogim.
W środku srogiej zimy, w bramie Amiens natknął się na nagiego żebraka, który bezskutecznie prosił o pomoc przechodniów znacznie bogatszych od biednego żołnierzyka. Marcin pojął jednak, że skoro inni się nie zlitowali, żerbrak przeznaczony był jemu właśnie. I natychmiast podarował mu odciętą połowę płaszcza wzbudzając salwy śmiechu przechodniów. Tej nocy we śnie ujrzał Jezusa odzianego w połowę żołnierskiego płaszcza i usłyszał słowa "Marcin, choć jest dopiero katechumenem, okrył mnie tą szatą". Po tym śnie, Marcin udał się do chrztu.
Potem jeszcze przez dwa lata pozostał formalnie w służbie żołnierskiej nakłoniony przez swojego trybuna, do którego była bardzo przywiązany. Co ciekawe, trybun obiecał mu, że po upływie swego trybunatu, on również poswęci się życiu chrześijańskiemu.
Ten najbardziej znany fragment biografii Św. Marcina łatwo bywa banalizowany i przedstawiany jeko prosta pochwała jałmużny. Czy wystarczy odpowiednio dużo dać biednemu, aby poczuć się dobrym chrześcijaninem? Czy może chodzi o to, że jałmużna musi zaboleć, żeby miała wartość? Być może to ważne elementy, ale mnie najbardziej uderzają słowa "pojął mąż przepełniony Bogiem, że skoro inni nie okazali miłosierdzia, ów żebrak jemu był przeznaczony". Marcin dostrzega w niesprzyjających dla siebie okolicznościach, w zwyczajnym w tamtych czasach spotkaniu żebraka wyraźną okazję daną mu przez Boga. Okazję do wyrażenia miłości bliźniego. Zazdroszczę mojemu Patronowi tej nadprzyrodzonej czujności. Tego widzenia rzeczywistości przez pryzmat Woli Bożej. Pewnie kiedyś okaże się, że moje życie pełne było taki wysłanych nam przez Niebo "żebraków", w których dostrzegałem swoimi oczami upierdliwą sąsiadkę, cuchnącego pijaczka czy ględzącą o swoich problemach koleżankę z pracy. I nic mi nie pomoże fakt że wieczorem puściłem przelew na konto schroniska im. Brata Alberta.
Odsłon: 535 Komentarzy: 0
1