Monday,21 June 2010,15:16
Kategoria: Kościół Monday, 21 June 2010, 15:16
Ostatnio nawet udało mi się coś napisać na blogu, szkoda tylko, że z dzisiejszej perspektywy czasu, mylnego. Kiedy ukazały się tytuły w czołowych polskich gazetach i portalach dotyczących abp. J. Petza mówiące o jego rehabilitacji wpadłem w kompletną panikę. Osoba, która wg. mojej wiedzy (ogólna, dostępna dla każdego człowieka) jest winna molestowania kleryków, może uzyskać rehabilitację, szczególnie po mocnych słowach Papieża Benedykta, wydawało mi się nie możliwe.
Jednak, każda nowa godzina przynosiła coraz to nowe rewelację. Wpadłem w panikę, zaczynałem wierzyć w coś co wydawało mi się absurdalnego, coś co mogło być zaaprobowane przez Papieża, którego uważam za niesamowicie mądrego człowieka, zaczynałem wątpić. Mój stan był zły jednym słowem mówiąc.
Nie jedną osobę w tym całym zamieszaniu posądziłem o chciwość i plugawe interesy. Grono kardynalskie bardziej w moich oczach kojarzyło mi się wtedy jako grupa Panów, którzy pod płaszczykiem Chrześcijaństwa realizuje swoje paskudne cele.
Aż przyszedł dzień, w którym wszystko okazało się jasne. Dałem się ja, jak i kilka mediów nabrać GW, dałem się podejść bardzo łatwo, wystarczyło, że udeżyła w czuły punkt w odpowiednim momencie. Później utwierdziły mnie w tym osoby i media, które chyba też za GW powtórzyły bajeczkę dziennikarską. I w tym wszystkim jest to przykre, że zamiast zachować zimną krew i poczekać na rozwój sytuacji, zacząłem panikować, wpadłem w idealną pułapkę zastawioną przez GW. Wyszło na jaw, jaka jest moja wiara, jedna kłamliwa informacja, a ja miałem na myśli porzucać tą całą wiarę.
Dużo pracy, modlitwy, formacji muszę przejść, aby moja wiara mogła być jak dom wybudowany na skale, bo dzisiaj w koło sam piasek leży, albo i jego nawet nie ma.
Odsłon: 254 Komentarzy: 0
Friday,18 June 2010,14:42
Kategoria: Kościół Friday, 18 June 2010, 14:42
Od dwóch dni żyję, zdjęciem kary z arcybiskupa Petza. Nie umie mój rozum się z tym oswoić. Pisałem wcześniej, że moja wiara jest bardzo słaba, prawie każdego dnia bije się z myślami o wiarę. Szukam przykładów, natchnień, wzorów.
Niestety, otrzymałem zwonu przykład braku bogobojności wśród duchowieństwa w moim kościele. Dlaczego arcybiskup Petz bez publicznej skruchy, żalu za grzechy, przeprosin, wraca na "salony"?
O tym co jest dobre, a co złe, mówi mi pismo święte oraz kościół, któremu w wielu pzypadkach poddaje się interpretacji Pisma Świętego, jeżeli czegoś nie umie zrozumieć, lub mam wątpliwości. Czy dzisiaj kiedy widzę, jak mój kościół odchodzi od dobra w imię wspierania się pewnych grup, mogę mu zaufać? Czy oby ten kościół nienadwyrężył mojego zaufania? Gdzie jest granica, którą przekroczy kościół i lud się od niego odwróci? Jak długo będzie dawał pożywkę dla sił szatańskich i wystawiał się na ciosy, poprzez błędy inspirowane przez szatana? Jak długo ten kościół przetrwa?
Kto poniesie winę za to, że po kolejnym skandalu stracę kompletnie zaufanie do kościóła i odejdę? Czy to będzie moja wina, czy może, któregość z hierarchów? Kto będzie potępiony?
Kiedy patrzę na te bezsensowne sposoby obrony typu "pokaż mi dekret o winie arybiskupa Petza?", "skąd wiesz, że to nie była intryga?" itp. to moja dusza płacze. Czy nałożenie kary przez Jana Pawła II nie jest już dowodem? A może będziemy mówić, że Jan Paweł II nałożył karę, za nie odprawienie porannej mszy? Czy problem niemożności przedarcia skari do Papieża nie jest sygnałem, że idziemy w bagno?
Kościół nigdy nie będzie silny i szerzył wiary, jeżeli na grzech i zło będziemy mieli zamknięte oczy, a kościół problemy zamiatał pod dywan.
Każdego dnia spotyakłem się ze słowami na widok księdza "pedofil", które były dzięki Petzowi. Jak mają modzi polacy szanować księży swoich, jak na pierwszy plan idzie informacja, że abp. Petz jest niewinny, a wielu kleryków kłamię oczerniając wielebnego Petza.
Brzydzę się zamykaniem oczu na problem, nie lubię tego i proszę na portalu nie pisać bzdur typu, pokaż mi dowód na to, że abp. Petz molestował kleryków? Bo to jest wilcza przysługa dla kościoła, typu plują, a ja mówię, że deszcz pada.
Jeszcze nie widzę, żadnej organizacji protestu w sprawie tej decyzji, ale wierzę, że taka się pojawi i katolicy będą mogli pokazać swoje niezadowolenie z takiego obrotu sprawy.
Odsłon: 580 Komentarzy: 13
Tuesday,05 January 2010,03:03
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 05 January 2010, 03:03
Przez długi czas rozmyślam o duszpasterzach, których mam okazję spotykać. Jedni są naprawdę wspaniali inni sprawiają wrażenie znurzonych życiem i brakiem chęci do czego kolwiek.
Ale chciał bym się podzielić tym, jakiego ja pasterza chciał bym mieć obok siebie.
Wspaniale bym się czół, gdyby mój kapłan, okazywał swą mocną wiarę, poprzez miłość do bliźniego. Gdyby był filarem dla swoich parafian, szczególnie tych słabych, kompletnie nie zaradnych, nie umiejących sobie znaleźć miejsca w życiu. Mam wrażenie, że kapłanom łatwo wejść w środowiska "miłe", oazy, duszpasterstwa, ale ja wolał bym ich widzieć w trudnych środowiskach, bo tam jest ich najbardziej potrzeba, ale też jest to nieporównywalnie cięższa praca, godna prawdziwego kapłana – herosa. Pięknie jest spotykać kapłanów, którzy swoimi wyrzeczeniami, dają świadectwo wiary.
Często sam nie wem co mam myśleć, kiedy są takie sytuacje, jak z Bp. Petzem. Przychodzą mi wtedy myśli, że skoro biskup, człowiek wykształcony teologicznie, dopuszczał się takich czynów, tzn że dla niego Boga nie ma?nie wierzy? Czyny wskazuje, że nie wierzy.
To ja czy moja wiara jest słuszna, z może Boga nie ma i powinienem pozwolić sobie na wszystko, jak biskup Petz? Bardzo chciał bym, aby przykład szedł od księży, był bym wtedy o wiele bardziej spokojny, bo moja wiara jest słaba.
Takie moje przemyślenia, które czasami mnie atakują.
p.s. Kiedyś jadąc autem z jednego końca, na drugi Polski, zobaczyłem autopstopowicza, ksiądz, w wakajcje, uzbrojony w sutannę, czarną, długą brodę, w temperaturze ok. 30C. Myślę sobie, przeboeraniec, nei biorę. Ale po przejechaniu kilometra, przyszła myśl, a jeżeli to Pan Jezus. Nie trzeba było mi nic więcej. Zawróciłem, zabrałem. Okazał się to prawdziwy ksiądz, który prowadził hospicjum. Takich mi trzeba, którzy dają siebie dla innych.
Odsłon: 212 Komentarzy: 0
Tuesday,05 January 2010,00:51
Kategoria: Historia Tuesday, 05 January 2010, 00:51
Od kilku miesięcy mam w uszach piosenkę Kaczmarskiego, "Zesłanie Studentów". Kiedy pierwszy raz ją usłyszałem i zobaczyłem obraz Malczewskiego o tym samym tytule to się rozpłakałem. Nie wiem dlaczego wtedy, ale pierwszy raz moja wyobraźnia pozwoliła mi poczuć namiastkę tego co mogli czuć Ci chłopcy.
Wiem, że jest to nie porównywalne uczucie, ale raduję się, że miałem okazję patrząc na ten obraz samotność,s trach, rozgoryczanie, żal i ogromne współczucie.
Nagle poczułem odpowiedzialność za ten kraj w imię ofiary jaką poniosły poprzednie pokolenia, jestem im to winien. Ale każdy wie, jaki jest stosunek większości młodych polaków do ojczyzny. Śmiem powiedzieć, że jestem im Ona całkiem obojętna, dopóki mają co jeść, dokupi ten który nimi kieruje zapewnia im byt. Ośmielę się nawet powiedzieć, że są w stanie oddać swoją wolność w zamian za zaspokojenie swoich potrzeb.
Każdy z nas musi w swoim lokalnym środowisku, towarzystwie mówić o tym. Nie możemy się wstydzić naszej polskości. Musimy być odważni, w mówieniu o swoich przekonaniach i wartościach.
Odsłon: 250 Komentarzy: 1
1