Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Blog - Przerwa techniczna

Kategoria: Fronda Saturday, 19 May 2012, 13:29

Niestety w najbliższym czasie muszę poważnie ograniczyć swoje zaangażowanie na Frondzie. Dlatego zawieszam na czas nieokreślony prowadzenie blogu. Będę jedynie co jakiś czas pojawiać się jako komentator. Wszystkim stałym i okazyjnym czytelnikom dziękuję za zainteresowanie tym co miałem do powiedzenia.

 Obiecuję jednak dokończenie toczących się jeszcze rozmów...

Odsłon: 219 Komentarzy: 16


Ekonomia etyki czy etyka ekonomii

Kategoria: Kultura Thursday, 17 May 2012, 15:00

Na marginesie dyskusji o wolnym rynku i roli państwa warto zastanowić się nad pewnymi aspektami etycznymi związanymi z wolnością gospodarczą i jej oceną.

 

Nie ma wątpliwości, że wolność jest wartością samą w sobie. Dotyczy to każdego rodzaju wolności człowieka. Jednak z tej nierelatywnej wartości nie wynika, że jest to wartość najwyższa. W wielu wypadkach zgadzamy się na ograniczenie wolności w imię innych wartości, choćby życia i godności człowieka. Zgadzamy się na ograniczenia wolności jako postulat sprawiedliwości. To ograniczenie związane jest również z wolnością gospodarczą. Można więc zasadnie zapytać, czy wolny rynek jest dobry jako taki.

 

Współczesna kultura bardzo często stosuje ekonomiczną reinterpretacją etyki. W ten sposób wartości o charakterze etycznym są zamieniane na wartości pieniężne i  na nie przeliczane. Tendencji takiej sprzyja utylitaryzm, uznający użyteczność społeczną za wartość naczelną i jedyny wskaźnik normatywny w etyce. W ten sposób pojawia się wyznacznik efektywności finansowej jako najważniejszy ze wskaźników wartości moralnej.

 

Stąd pojawiające się nieustannie argumenty o niższych kosztach działania w ramach firm prywatnych, o sprawnej dystrybucji dóbr, o eliminacji zbędnych pośredników mają zasadniczo ekonomiczny charakter. U ich podstaw stoi przekonanie o racjonalności człowieka. Zakłada się, że w sprawie własnych środków finansowych ludzie postępują zwykle w sposób racjonalny, a ich decyzje nawet podlegające wpływom reklamy i perswazji ostatecznie nie będą podejmowane bezrefleksyjnie. Co więcej zakłada się symetryczny dostęp do informacji. A przywracanie sprawiedliwości traktowane jest jako przywracanie równowagi ekonomicznej.

 

Gdy rozważane jest zagadnienie godności pracy człowieka ma to zasadniczo ekonomiczny charakter. Mówi się o sprawiedliwej płacy, o udziale pracy w zyskach, o ubezpieczeniu jako odłożonym w czasie wynagrodzeniu. Tymczasem zanikają pozaekonomiczne aspekty pracy. Nie mówi się prawie o budowaniu człowieczeństwa, o aspekcie uczestnictwa w tworzeniu, o więziach społecznych, o szacunku do człowieka jako takiego i jego natury.

Również gdy analizowana jest edukacja coraz częściej ostatecznym kryterium jej wartości okazuje się koszt i przeliczalny efekt, rozumiany jako wynik punktowy. Szkoła jest więc obecnie przedsiębiorstwem produkującym wykształcenie, a nie ośrodkiem rozwoju kultury.

Coraz częstsze jest również ekonomizowanie ochrony zdrowia. W ramach tej ekonomizacji przestaje się cenić życie człowieka, lecz jego wartość zostaje sprowadzona do użyteczności dla innych. Stąd coraz częstsze naciski na ograniczenie leczenia osób starszych i wprowadzanie eutanazji.

 

Dlatego w dyskusjach o zasadach ustroju gospodarczego, toczonych w środowisku chrześcijan, należy koniecznie uwzględniać nie tylko aspekt wartości ekonomicznych lecz również ocenę etyczną inną od utylitarnej

Odsłon: 395 Komentarzy: 49


O pierwszej Komunii Świętej

Kategoria: Kościół Monday, 14 May 2012, 10:10

Maj jest w polskiej tradycji miesiącem związanym z uroczystościami pierwszej Komunii Świętej. W tym roku po raz kolejny, jako ojcu, dane mi było przeżywanie tej uroczystości. Jednak stało się to jednocześnie okazją do pewnych obserwacji i przemyśleń.

 

Pierwsza z refleksji dotyczy organizacji i przeżywania tej celebracji. Niewątpliwie najważniejszy powinien być jej religijny wymiar. Dzieci powinny przygotować się do spożywania Ciała Chrystusa i powinno to być najważniejszym momentem tego dnia. Jednak nie zawsze pozwalają na to zewnętrzne oznaki uroczystości. Ważne jest by celebracja tej chwili w życiu dziecka była dla niego uroczysta, ale zbyt często następuje przerost formy nad treścią.

Po pierwsze dzień ten jest okazją do spotkania całej rodziny. Liczba gości i chęć zachowania odpowiednio uroczystego charakteru dnia powodują potrzebę znacznego zewnętrznego przygotowania. Bardzo częste jest wynajmowanie sal w lokalach, przygotowywanie uroczystych posiłków. Przygotowanie tej zewnętrznej celebracji zajmuje wiele czasu i wymaga wiele energii rodziców. Jednocześnie bardzo ważne dla dzieci stają się prezenty. Co więcej z powodu masowego przeżywania tej uroczystości, gdzie wszystkie dzieci w szkole mają pierwszą Komunię jednego dnia sprawia, że bardzo trudno jest dziecku uniknąć rozmów i pytań o rzeczy materialne.

Ale i przygotowania kościelne nie są nastawione głównie na przeżycie wewnętrzne. Dzieci odbywają próby, by odpowiednio się zachowywały, przygotowują śpiewy, procesje. Istotne jest odpowiednie udekorowanie kościoła, odpowiednie stroje dzieci, odpowiednia oprawa uroczystości.

 

Istotne jest tu również przeniesienie odpowiedzialności za przygotowanie dzieci z rodziców na katechetów. To wokół szkolnej katechezy przebiegają wszelkiego rodzaju przygotowania. Wszystkie dzieci na początku roku szkolnego otrzymują informację, że w tym roku będą przystępować do pierwszej Komunii. Potem „zaliczają” poszczególne modlitwy i fragmenty małego katechizmu. Wspólnie chodzą na próby liturgiczne. W czasie celebracji są jedynie we własnym towarzystwie, a rodzice i rodzeństwo w kościele znajdują się z boku i co najwyżej mogą patrzeć na swoje dzieci. Wyróżnione miejsca w kościele mają natomiast nauczycielki – wychowawczynie klas.

Takie zdjęcie odpowiedzialności z rodziców jest zresztą dla wielu wygodne. W sytuacji, gdy ich sposób żucia nie jest zgodny z nauczaniem Kościoła, gdy coraz częstsze jest życie zgodne z praktycznym ateizmem trudno o świadome działanie rodziców. Bardzo często dzieci zaczynają regularnie chodzić na Msze Święte w niedziele dopiero w klasie drugiej, a razem z nimi jedno z rodziców. Brak jest jednak przykładu, co widać w wielu zachowaniach. A po odbyciu tego obowiązku życie religijne rodziny  ponownie zamiera.

 

Jako istotne uzasadnienie dla takiego przeżywania pierwszej Komunii Świętej podaje się jej parafialny charakter. Ma to być uroczystość dla całej parafii. Jednak z powodu znacznej często liczby dzieci i jeszcze większej liczby gości wierni nie związani bezpośrednio z dziećmi są zniechęcani do brania w niej udziału. Nawet obecni nie uczestniczą bezpośrednio w uroczystości stłoczeni w bocznych nawach, lub z tyłu kościoła. Dla nich to nie święto, to kolejna dodatkowa przeszkoda w normalnym przeżywaniu bycia we wspólnocie parafialnej. Wielka celebracja, ale bez ich jakiegokolwiek udziału.

 

Jedynie w parafiach organizujących tak zwane wczesne Komunie bywa inaczej. Rodzice wybierający taką formę przeżywania tego sakramentu starają się dobrze przygotować własne dzieci. Wraz z nimi uczestniczą w dodatkowych katechezach, wspólnie się modlą nastawiając na przeżycie wewnętrzne. Nie zajmują się w takim stopniu oprawą zewnętrzną, bo forma celebracji jest znacznie skromniejsza. Co więcej dziecko przystępuje do Komunii w otoczeniu rodziny i razem z nią, a nie w otoczeniu klasy szkolnej. Zaś sama uroczystość przeżywana jest raczej wewnętrznie.

Może więc warto rozważyć przeniesienie odpowiedzialności za przystąpienie dzieci do pierwszej Komunii na rodziców i zrezygnowanie z jednej w roku celebracji, by większy nacisk położyć na dobre przygotowanie całej rodziny, by przeżycie dziecka stało się okazją do odbudowania życia religijnego rodzin. Bo przecież wychowanie religijne to obowiązek rodziców a nie szkoły.

Odsłon: 362 Komentarzy: 15


O wolnym rynku wbrew ideologii

Kategoria: Polityka Monday, 05 November 2012, 19:57

W przekonaniu wielu ludzi o przekonaniach prawicowych wolny rynek urasta do roli rozwiązania większości problemów społecznych, a przynajmniej najlepsze możliwe rozwiązanie. W ten sposób rodzi się ideologia liberalizmu gospodarczego. Dlatego trzeba się poważnie zastanowić, czy rzeczywiście jest to przekonanie zasadne i zgodne z nauką Kościoła.

Pierwszą ważną konstatacją jest stwierdzenie, że wolność gospodarowania i zarządzania swoją własnością jest rzeczą dobrą. Wolność człowieka nie powinna być ograniczana bez wyraźnej potrzeby. Wolność jest po prostu istotną w życiu człowieka wartością. Nie jest jednak wartością nadrzędną i nie powinna tak być traktowana.

Wolny rynek jest istotny dla rozwoju gospodarczego. Gdy istnieje wolność zawierania umów i wolność wymiany dóbr pojawia się konkurencja. Aby w tej przestrzeni gospodarczej funkcjonować trzeba poprawiać jakość oferowanych dóbr i obniżać własne wymagania co do wartości tego co otrzymywane jest w zamian. W ten sposób następuje znaczący wzrost dostępności do dóbr materialnych.
Jednak okazuje się, że nie zawsze tak się właśnie dzieje. Po pierwsze producent uzyskuje dochód jedynie w momencie sprzedaży towaru. To dlatego znacznie bardziej opłacalne okazuje się produkowanie masowe produktów o niskiej jakości, jednorazowych w swym zastosowaniu. Towar musi być użyteczny, lecz po krótkim czasie powinien stać się nieprzydatnym. W ten sposób zamiast wytrzymałych i wysokiej jakości towarów rynek zalewany jest przez szybko ulegające zniszczeniu przedmioty. Zaś realne wydatki na zaspokojenie tego rodzaju potrzeb stają się większe.
Istotne są również problemy jakie powoduje narastająca industrializacja. Rodzina  i społeczności lokalne ulegają osłabieniu. Człowiek zaś zostaje zbyt często sprowadzony do wartości utylitarnej. Praca zamiast służyć podnoszeniu godności człowieka zbyt często staje się odhumanizowana i niszcząca człowieczeństwo. Ograniczenie dążeń człowieka do spraw materialnych jest zbyt częstym procesem.

Warto również zastanowić się nad wartością funkcjonowania wolnego rynku w szczególnych zastosowaniach. Są nimi edukacja i ochrona zdrowia.
W edukacji w większości państw świata z całą pewnością zasady wolnorynkowe nie funkcjonują. To dlatego istnieje poważna trudność w ocenie wpływu wprowadzenie zasad rynkowych w edukacji. Można jednak wskazać pola, w których takie zmiany nie koniecznie wprowadzą pożądane zmiany. Po pierwsze nie wszyscy mają podobny dostęp do sieci szkół. Dostęp ten zależy od miejsca zamieszkania i zasobów finansowych. Dla dzieci młodszych istotna jest nauka w środowisku lokalnym, zaś problemy związane z dojazdami do odległej szkoły znacznie osłabiają jakość zdobywanej wiedzy. Podobnie na jakość wykształcenia wpływ ma całe środowisko w jakim dziecko dorasta.
Innym problemem jest sposób wyboru szkoły. Nie wszyscy rodzice podejmować będą decyzje kierując się jakością kształcenia. Znacznie częściej będą pojawiać się inne motywacje. Istotne mogą być dodatkowe atrakcje, mniejsze wymagania pomagające uzyskać lepsze oceny i przyspieszające wydanie świadectwa. Jednocześnie system taki jeszcze szybciej niż obecny spowoduje zmarginalizowanie dzieci obciążonych problemami. Dzieci z rodzin patologicznych znajdą się w słabych szkołach i w otoczeniu im podobnych. Podobnie jak obciążone problemami takimi jak ADHD.
Nie oznacza to, iż wolność w edukacji nie powinna być znacznie większa niż w obecnym modelu. Warto jednak zastanawiać się nad możliwymi skutkami wprowadzanych zmian.

Ochrona zdrowia podobnie jest bardzo specyficzną dziedziną życia. Po pierwsze trzeba zauważyć, że zdrowie i życie dla większości ludzi ma wartość nie przeliczalną na wartości materialne. Oznacza to, że są gotowi poświęcić dla uzyskania zdrowia środki prawie nie ograniczone. Jednocześnie postęp naukowy w dziedzinie ochrony zdrowia nie oznacza wcale zmniejszania się kosztów leczenia. Nowoczesne techniki medyczne, nowoczesne leki wymagają znacznych nakładów na ich wytworzenie. Stąd pojawia się konieczność zrekompensowania tych nakładów. Tym zaś co powoduje znaczący wzrost kosztów są potrzebne wyśrubowane normy jakości procedur medycznych. To dlatego w ochronie zdrowia nie ma takich środków finansowych, które nie mogłyby być zużyte.
Mechanizm rynkowy w ochronie zdrowia nie może być oparty na zasobności indywidualnej, bo zbyt wiele osób nigdy nie będzie stać na opłacenie procedur medycznych. Stąd bardzo częsty postulat ubezpieczeń zdrowotnych. Pozwalają one na ograniczenie ryzyka i realizację postulatu solidarności społecznej. Nie jest to jednak rozwiązanie absolutnie doskonałe. Zbyt często pojawia się bowiem marnotrawienie środków osób zasobniejszych, o wyższej sumie ubezpieczenia, przez dodatkowe niepotrzebne działania, gdy jednocześnie osoby o niższych zasobach nie mają dostępu do nowoczesnych metod leczenia. Nie ma więc w tej dziedzinie łatwych i prostych rozwiązań.

Tak więc, choć niewątpliwie wolność gospodarcza jest dobra, to powinna być ograniczana przez dobre normy prawne. To prawo powinno bronić przed nadużyciami, prze niesprawiedliwością i marnotrawieniem środków. To prawo i praktyka jego stosowania powinny wspomagać rozwój osobowy człowieka i społeczności, dając jednocześnie gwarancje wolności.

Odsłon: 182 Komentarzy: 21


Wiara i wiara

Kategoria: Filozofia Friday, 05 October 2012, 20:50



Między wiarą naturalną, będącą przyjęciem jako prawdziwych pewnych informacji o świecie i wiarą religijną istnieje znacząca analogia. Pozwala ona na prawomocne użycie dla ich obu jednej tylko nazwy wiary.

Pierwsze podobieństwo wynika z aktu powstawania wiary. Wiara zawsze jest odpowiedzią na inną osobę, na to co nam ona przekazuje. Opiera się na zaufaniu. W naszej społecznej naturze tkwi taki właśnie stosunek do innych. Jako dzieci ufamy naszym rodzicom, jesteśmy głęboko przekonani, że przekazują nam jedynie prawdę. To na tym co od nich otrzymujemy budujemy nasze postawy i przekonania. Potem spotykamy się z różnorodnymi źródłami informacji. Jesteśmy wobec nich nastawieni raczej ufnie, choć uświadomienie sobie kłamstw i manipulacji może prowadzić do zmiany nastawienia wobec konkretnych osób, lub instytucji. Nie zmienia to jednak naszej zasadniczej postawy, dzięki której możliwa jest nasza wiedza.

Wiara religijna podobnie zaczyna się od zaufania. Najpierw ufamy rodzicom, którzy wprowadzali nas w świat wiary własnymi słowami i własnym przykładem. Ważniejsza jednak jest wiara oparta na zaufaniu Bogu. Gdy odkrywamy osobowego Boga, spotykamy się z Nim, odkrywamy Jego Objawienie. To osobiste doświadczenie rodzi w nas wiarę dojrzałą. Spotykamy Boga i odpowiadamy na to spotkanie wzrostem wiary.

 

Dalej podobieństwo oparte jest na tym, co stanowi treść wiary. A jest nią uznanie pewnych informacji jako prawdziwych. W wierze naturalnej informacje te dotyczą otaczającego nas świata. Nie możemy ich zweryfikować w sposób nie podlegający krytyce sceptycyzmu, ale zatrzymujemy się przed wątpieniem. Nie chcemy wszystkiego sprawdzać i badać. Wystarcza nam przekonanie wiary w ich prawdziwość. Wierzymy naszym zmysłom i narzędziom, jakimi się posługujemy, wierzymy również innym osobom, gdy mówią nam o tym, czego byli świadkami.

W religii podobnie pojawia się głębokie przekonanie o Prawdzie. Ponieważ zaufaliśmy Bogu jako Prawdomównemu, ufamy temu co nam przekazuje. Nie sprawdzamy prawdziwości Objawienia, lecz zastanawiamy się jedynie, czy to co o nim wiemy jest autentyczne, czy faktycznie znamy to Objawienie.

 

Podobne jest również nieuświadomione kształtowanie naszej postawy. Wiara każdego rodzaju jest tak niezachwianą pewnością, że to w co wierzymy nie potrafimy uznać za fałszywe. To dlatego nasze życie jest bardzo głęboko zmieniane przez akt wiary. To do tego, w co wierzymy, dostosowujemy nasze działanie, nasze normy i zasady. Dopiero gdy pojawia się zwątpienie, możliwe jest przekształcenie postępowania. Dla wątpiącego problemem jest podejmowanie decyzji, bo nie posiada fundamentu pewności.

 

Istnieje jednak pewna zasadnicza różnica między wiarą religijną i naturalną. Wiara religijna przekracza nasze zdolności naturalne. Wiara jest nam w życiu potrzebna, jednak wiara w informacje o świece w ostatecznym wymiarze zawsze może zostać sprawdzona. Wiara opiera się na przekazie, a ten wynika z aktu poznawczego. Zawsze w łańcuchu przekazu dojdziemy do punktu, w którym mamy doświadczenie. Oczywiście można wskazywać, że to doświadczenie również wymaga wiary, lecz przecież nie oznacza to, iż każda informacja jest jedynie przekazem opartym na zaufaniu. Co więcej rodzący się w niektórych ludziach sceptycyzm skłania ich do badania i poszukiwania innego rodzaju pewności.

Tymczasem teologiczna cnota wiary dotyka rzeczywistości ostatecznie nie sprawdzalnej. Objawienie jest aktem samego Boga, bez którego umysł stworzony nie byłby w stanie pojąć rzeczywistości Stwórcy. Mógłby jedynie uzyskać przekonanie o Jego istnieniu. Objawienie jest zawsze dialogiem. Nawet sam akt stworzenia jest przecież działaniem Osoby. Wiara jest więc tu jedynie i zawsze odpowiedzią. Wiara teologiczna nie jest możliwa do sprawdzenia żadnymi metodami oderwanymi od zaufania. Co więcej wiara taka jest przecież łaską i człowiek sam nie jest w stanie jej wypracować.

 

Na tej różnicy zbudowane jest zadziwiające stopniowanie wiary religijnej. Wielu ludzi mówi o sobie, że wierzą, lecz nie postępują tak jak by tego wymagała ich wiara. Gdy jednak dokładnie zastanowić się nad tą ich wiarą dostrzegamy w niej zwątpienie. Jedynie wtedy, gdy brak dojrzałości, gdy brak osobistego zaufania Bogu w poglądach pojawia się „ale”. Gdy jakiś element życia nie uległ rozjaśnieniu światłem spotkania ze Stwórcą, pozostaje on w świadomości człowieka jakoś niezależny.

Trzeba jednak odróżnić tę niedojrzałość wiary od doświadczenia grzechu. Grzech jest bowiem niezwykłym doświadczeniem przekraczania postępowaniem rzeczywistego naszego przekonania wynikającego z wiary. Jest doświadczeniem słabości i niedoskonałości, gdy czynimy inaczej niż byśmy tego chcieli. Jest to doświadczenie urażania Boga, obrażania Go. To zaś jest możliwe jedynie wtedy, gdy wcześniej Mu zaufaliśmy. Doświadczenie grzechu, choć zewnętrznie podobne do braku wiary religijnej jest w istocie doświadczeniem wiarę potwierdzającym.

Odsłon: 165 Komentarzy: 15


Wiara, wiedza, mniemanie

Kategoria: Filozofia Sunday, 05 August 2012, 21:24

W stosunku do świata nasze poglądy mogą być różne. Różnie je także nazywamy. Trzy najważniejsze nazwy nadawane naszym poglądom to właśnie wiara, wiedza i mniemanie. Trzeba jednak zastanowić się, czym są one w istocie i jak można je odróżniać. Nie wystarczy tu stopień pewności, z jakim uznajemy te poglądy za prawdziwe. Wielokrotnie bowiem nasze mniemania okazują się być dla nas pewniejsze od wiedzy. Wiedza ma być związana z pewnością, lecz przecież wiara jest w istocie pewnością niezachwianą.

 

Autentycznym kryterium jest prawda, rozumiana klasycznie, jako zgodność naszego poglądu z rzeczywistością. W tej perspektywie wiedzą należy rozpatrywać jako dostatecznie bliską prawdzie. Abyśmy uznali, że coś wiemy musimy na podstawie tej wiedzy trafnie, w granicach dopuszczalnego błędu, przewidywać wydarzenia, trafnie opisywać ich wzajemne związki. Istotne jest tu wskazanie granicy dopuszczalnego błędu, wiedza bowiem nie musi być zawsze ścisła. Ten błąd jednak sprawia, że nigdy nie możemy być naszej wiedzy całkowicie pewni, nie możemy być przekonani, iż część z niej okaże się jedynie nieprawdziwym mniemaniem.

Mniemanie jest bowiem poglądem tego samego rodzaju co wiedza, lecz jednak w istocie nieprawdziwym. W pewnych fragmentach nieco przypomina prawdę, lecz w swojej całości okazuje się błędne. Mniemanie nie spełnia wyznaczonego w ten sposób kryterium prawdziwości.

Nie oznacza to jednak, iż łatwo jest odróżnić wiedzą od mniemania. Co więcej cała historia nauki pokazuje nam, jak wiele w niej jest z mniemania, a jak trudno o wiedzę. Będąc zawsze ograniczeni przez dostęp do danych, posiadając jedynie nieprecyzyjne i zależne od naszych poglądów narzędzia nigdy nie będziemy w stanie poznawać zawsze prawdziwie. A jednak możemy z całą stanowczością twierdzić, że nasza wiedza o świecie nieustannie się poszerza.

 

W tym miejscu jednak dotykamy problemu wiary. Wiele informacji nie dociera do nas bezpośrednio, w zdecydowanej większości wypadków to nie my badamy nasz świat, nie my odczytujemy wyniki i nie my prowadzimy systematyczne obserwacje. Nasza wiedza opiera się w kwestiach zasadniczych na autorytecie. Musimy zawierzyć innym ludziom i uznać, że przekazują nam prawdę. Co więcej nieustannie doświadczając słabości naszych obserwacji zawierzamy twórcom różnego rodzaju urządzeń wspierających nasze uzyskiwanie informacji.

Ten rodzaj pierwotnej i naturalnej dla człowieka wiary jest podstawą wszelkiej możliwej systematycznej wiedzy. I choć jest uznaniem prawdziwości części dostępnych informacji bez dowodu, z czasem może stać się nam tak naturalnym, iż uznajemy je za potwierdzone.  Wiedza bowiem domaga się uzasadnienia, a wiara jest ostateczną podstawą przyjęcia każdego z uzasadnień za wystarczające.

Odsłon: 290 Komentarzy: 13


Prawda czy jedność

Kategoria: Kościół Sunday, 05 February 2012, 21:11

Gdy spogląda się na dzieje chrześcijaństwa łatwo jest dostrzegać nieustanne spory, które niejednokrotnie prowadziły do rozłamów Kościoła. Wiele jest herezji, wiele wspólnot odłączonych. Niektóre zaniknęły, lub prawie są niedostrzegalne, inne trwają jako Kościoły po dziś dzień. To co łączy wszystkie te wydarzenia jest pragnienie prawdy.


Chrześcijanie od samego początku pragnęli poznać i zrozumieć Objawienie, ten jeden jedyny i szczególny dar Boga. Ale język w jakim prawdy te były przekazywane musiał ulegać rozwojowi. To dlatego niezwykle łatwo było pobłądzić i odejść od prawdy. A w ten sposób pojawiały się spory teologiczne. Gdy obie strony sporu trwały przy własnym zdaniu, wierząc głęboko, iż poznają prawdziwie dochodziło do rozłamów. Zawsze jednak tym, co istotne była Prawda.


W czasach nam bliższych chrześcijanie dostrzegli głębie podziałów i ich konsekwencje. Zdali sobie sprawę, jak ważna jest w byciu autentycznymi świadkami Chrystusa wzajemna miłość i jedność. Odtąd rozpoczęto poszukiwania drogi pojednania i zjednoczenia Kościoła. To jedność stała się istotnym drogowskazem. A było to możliwe, gdy dostrzeżono, jak słabym narzędziem poznania Boga jest ludzki rozum i jak trudno jest w ludzkim języku opisać Prawdę.


Nie znaczy to jednak, iż musimy porzucać Prawdę w imię jedności. Jest wręcz przeciwnie. Musimy się wzajemnie słuchać w miłości, pragnąc poznania, by tym łatwiej było nam wyrażać Prawdę. Jeżeli są między nami spory, to trzeba je poznać i zrozumieć. Ale nie dla relatywizowania teologii lecz dla jasnego zrozumienie istotnej treści Objawienia. Wiedząc jednocześnie, że Duch Święty nigdy nie pozwoli prawdziwemu Kościołowi odejść od wyznawania Prawdy.

Odsłon: 531 Komentarzy: 49


Nauczanie fizyki w szkole

Kategoria: Ogólne Monday, 30 April 2012, 11:39

Jako przykład funkcjonowania edukacji opartej na faktografii może posłużyć nauczanie fizyki w polskiej szkole.

Zaznaczyć trzeba, że z zagadnieniami jej dotyczącymi uczniowie spotykają się już w ramach nauczania zintegrowanego, w pierwszych trzech latach nauki. Jednak poziom tego kontaktu jest niski. Po pierwsze świadomość potrzeby pokazywania zjawisk związanych z przyrodą nieożywioną jest niewielki, po drugie przekazywane są niejednokrotnie informacje fałszywe. Najbardziej jaskrawym przykładem jaki spotkałem jest informowanie uczniów, że woda paruje w temperaturze 100 °C. A jednocześnie mówi się o obiegu wody w przyrodzie.

Podobnie traktowana jest fizyka w ramach nauczania przyrody w kolejnym cyklu nauczania. Choć oczywiście tak znaczących zafałszowań w niej nie ma. Jednak uczniowie nie mają możliwości uczenia się metodami empirycznymi. Zamiast wykonywać proste doświadczenia, poznawać właściwości otaczającego świata program nastawiony został na przekazywanie informacji geograficznych i biologicznych, które opanować trzeba pamięciowo. Dziecko zamiast stawać się otwartym na wiedzę badaczem ma być wersją encyklopedii. Fizyka zaś bardziej widoczna jest na matematyce, gdzie poznawanie są jednostki i ich przeliczenie. Co więcej uczniowie poznają stosowane przedrostki tych jednostek.

Fizyka jako przedmiot samodzielny pojawia się w gimnazjum. I wtedy zbiegają się dwa problemy. Ograniczony czas jej poznawania uniemożliwia wręcz nauczanie metodą empiryczną, a ograniczona znajomość matematyki sprawia, że nie można nauczać ilościowo. Tymczasem sukces fizyki jako nauki już od średniowiecza opierał się na dwu fundamentach, powtarzanych doświadczeniach i matematyzacji. Nauczanie zaś jakościowe zamienia fizykę w trudny do opanowania przedmiot niepraktycznej wiedzy. Uczniowie mimo ogromu przekazywanych faktów nie rozumieją nawet zasad funkcjonowania sieci elektrycznej w ich domu. A ich świadomość otaczającego świata jest wciąż na poziomie obserwacji potocznej.

Szkoła średnia niczego w tym względzie nie zmienia. Program nauczania jest obecnie z konieczności rozczłonkowany i niespójny. Zawiera informacje o w miarę współczesnym stanie wiedzy, ale nie w formie matematycznej lecz opisowej. Uczeń poznaje pojęcia, ma je opanować, lecz ich nie rozumie i nie wie dlaczego są wprowadzane. W ten sposób fizyka i astronomia, z jednej z fascynujących dzieci zagadek świata staje się trudnym i nie lubianym szkolnym przedmiotem. Faktografia nie oparta na możliwościach poznawczych nie jest fascynująca.

Można by tę sytuację zmienić wprowadzając we wcześniejszych latach szkolnych więcej nauki opartej na doświadczeniu, ograniczając ambicje przekazu w gimnazjum, większość systematycznych treści przenosząc na etap ponadgimnazjalny. Trzeba być jednak świadomym, że tym sposobem rozwiązuje się jeden mały problem, a system wciąż pozostaje chory.

 

Odsłon: 110 Komentarzy: 6


Kilka uwag o kondycji edukacji

Kategoria: Kultura Friday, 27 April 2012, 09:37

Obecnie toczy się debata publiczna dotycząca kształtu szkolnictwa w Polsce. Dotyczy ona jednak jedynie drobnych jego fragmentów. Rozmawia się o wieku inicjacji szkolnej, o kształcie nauczania historii, czasem jeszcze o przesuwaniu granic wyboru przez młodych ludzi drogi kariery zawodowej. Wszystkie one są ważne, lecz w pewien sposób przypominają dyskusję o rozmiarze plastra przyklejanego na złamaną rękę. Jest tak, bo sam system edukacyjny jest chory. A stan ten objawia się brakiem refleksji nad celem edukacji.

 

Celem podstawowym edukacji jest oczywiście przygotowanie człowieka do życia w otaczającym go świecie. Tak było od zarania istnienia ludzkości i musi być obecnie. Jednak Jest to cel bardzo ogólny i dlatego na jego podstawie konieczne jest formułowanie celów szczegółowych. Nikt jednak nie prowadzi publicznie takich rozważań. Edukacja została zamknięta w szkołach i jest to traktowane jako konieczność. Dlatego tez warto zastanawiać się nad systemem szkolnym, ale również w perspektywie oceny skuteczności realizacji celu podstawowego.

 

Pierwszym problemem szkoły jest jej instytucjonalność. Bardzo wcześnie, często nawet dzieci nawet trzyletnie są wyrywane ze swojego środowiska rodzinnego i wprowadzane w świat zinstytucjonalizowany. Często jest to uzasadnione koniecznością. Niewiele rodzin może sobie pozwolić na utrzymywanie się z jednej pensji, tym bardziej, że jest ona znacznie uszczuplana przez różne daniny publiczne. W ten sposób dzieci wyrywane są z naturalnego środowiska,  jaką stanowi rodzina i przenoszone do środowiska sztucznego, do licznej grupy rówieśniczej. Jednocześnie taki system powoduje zanikanie wielodzietności, a przecież rodzeństwo jest najwłaściwszym dla dziecka odniesieniem w socjalizacji.

 

Kolejnym problemem jest sam sposób nauczania. W Polsce system nauczania oparty został na zasadzie faktografii. Uczeń w szkole musi zdobyć pewna sumę informacji. Tymczasem w świecie współczesnym informacje są na wyciągnięcie ręki. Zwiększanie lub zmniejszanie sumy informacji nie prowadzi do poprawy jakości wiedzy młodego człowieka. Znacznie bardziej potrzebne jest nauczanie wiedzy jako schematu, jako systemu powiązań. Niegdyś, gdy suma faktów dostępnych człowiekowi była mniejsza, a dostęp do nich trudniejszy nauczanie faktograficzne prowadziło do powstania wiedzy systematycznej. Dobrym jej obrazem jest biblioteka, gdzie każda książka jest odpowiednio opisana i odnalezienie informacji wymaga zawsze stosunkowo prostych i  jednocześnie powtarzalnych czynności. Obecnie wiedza absolwenta szkoły przypomina bezładnie rozrzucony stos kartek. Mieszają się w niej informacje naukowe, obserwacje potoczne i ewidentne fałsze, podane jednak jako prawdy. Brak jest zasad uporządkowania.

A wynika to z braku czasu poświęcanego na utrwalanie umiejętności i indywidualne ich budowanie. Szkoła jako instytucja podległa urzędnikom ma wszystkich nauczyć tak samo i w takim samym czasie. Dobrze widziane nie jest samodzielne poszerzanie wiedzy i dzielenie się tym na lekcjach, odbieganie od przyjętych sposobów działania, szybsze i wolniejsze tempo pracy. Uczeń ma być przede wszystkim członkiem zespołu klasowego, ale nie opiera się to na współpracy, lecz na wyrównywaniu sposobów zdobywania wiedzy. Co więcej urzędnicze pomysły zmiany tej sytuacji są niemożliwe do realizacji z powodu masowości szkół, ta zaś wynika ze względów ekonomicznych.

 

Kolejnym problemem szkoły jest ocenianie. Uczniowie od wczesnych lat otrzymują oceny własnej pracy w postaci nie tyle opisowej co przeliczalnej. Co prawda w pierwszych latach nie jest to wprowadzone oficjalnie ale wynika z przyzwyczajenia nauczyciela i liczby uczniów, którym taka ocena powinna być wystawiona. W ten sposób ocenianie staje się jednym z najważniejszych zadań nauczyciela. Na ocenianie uczniów poświęcić musi czas, zarówno w szkole, jak i poza nią. Na poziomie szkoły ponadgimnazjalnej okazuje się nawet, iż czas na sprawdzanie i ocenianie jest dwukrotnie większy niż czas przeznaczany na nauczanie.

Dodatkowo ocena budzi w uczniu postawę nakierowana na wymierne korzyści, postawę radarową. Uczeń uczy się jedynie wtedy, gdy może zostać oceniony, wielokrotnie ucieka się do nieuczciwości jaką jest plagiat i ściąganie. A jego wiedza „ulatuje” zaraz po egzaminie. Sama zaś ocena prowadzi do niewłaściwej rywalizacji między uczniami. Rywalizacji nie na wiedze i umiejętności, lecz na osiągnięte oceny. To zaś jeszcze pogłębia patologie.

 

Rezultatem tych problemów jest brak właściwej realizacji podstawowego celu edukacji. Człowiek opuszczający mury szkolne nie jest przygotowany do sprostania wymogom współczesnego świata. Nie potrafi właściwie współpracować w zespole, licząc jedynie na własne indywidualne sukcesy. Nie rozumie i nie szanuje potrzeb ludzi z innych pokoleń i innych wspólnot kulturowych. Zaś jego wiedza, choć rozległa nie jest dobrze wykorzystywana, bo istotny jest problem dotarcia do właściwych informacji, więc jako taka jest często nieprzydatna.

Odsłon: 123 Komentarzy: 10


Rola literatury w kulturze wymiennej

Kategoria: Kultura Saturday, 21 April 2012, 21:07

Przez wiele pokoleń ludzie żyli we wspólnotach naturalnych. Ich więzi rodzinne blisko związane były z więziami kulturowymi obyczaju i języka. Związek między nimi oparty był na wzajemnej zależności, na współpracy i współdziałaniu. W takich wspólnotach wzajemne zrozumienie jest stosunkowo proste, a więzi bardzo trwałe.


Jednak w obszarze styku ludów rolniczych i nomadów pojawił się nowy rodzaj kultury ludzkiej. Nazywany cywilizacją, a oparty na handlu i wymianie dóbr. Tę nową jakość nazywać będę kulturą wymienną. To wydarzenie zmieniło jakościowo stosunki między ludźmi. Ich wzajemna zależność oparta odtąd została nie na współpracy w ramach jednej grupy, lecz na podstawie specjalizacji i wymianie. Odtąd zanikać zaczęła wspólnota myśli i odczuwania tak istotna dla wcześniejszych grup ludzkich.


Nie jest przypadkiem, że to właśnie w tych warunkach narodziła się literatura. Nie chodzi tu o snucie opowieści, o mitologie, lecz o opis człowieka i jego działania. Literatura nie zawsze musiała być pisana, lecz zawsze musiała być opisem człowieka, nawet gdy związana była z religią. Dla nas współczesnych czytelników może być ona źródłem poznania kultury, historii, religii i wiedzy.


Stopniowo następował rozwój gatunków literackich, powiększała się również ich dostępność. Grecki teatr jest tu istotnym przykładem. Wraz z rozwojem piśmiennictwa, drukiem, upowszechnieniem umiejętności czytania literatura stała się istotnym elementem kultury. W świecie, gdzie obyczaje naszego sąsiada mogą być odmienne od naszych, gdzie mówimy różnymi językami i różne są nasze przekonania nasze wzajemne zrozumienie staje się potrzebą kluczową. Gdy zagłębiamy się w lekturze otwieramy przed sobą nowe światy. Czytając o innych, możemy otrzymać wgląd w wewnętrzne doświadczenia człowieka inaczej niedostępny.


Niestety obecnie zanika zwyczaj czytania. Zamiast książek, coraz częściej czytane są jedynie krótkie informacje newsowe. Zwięzłość i prostota narracji stała się czymś najważniejszym. Język zatraca swe bogactwo i niezrozumiałe stają się jego subtelności. Ale co znacznie bardziej niebezpieczne jest zanikanie wzajemnego zrozumienia. Coraz trudniej jest dostrzegać innych i ich potrzeby. Zanika to co stanowi podstawę kultury wymiennej i zastępowane jest przez izolację i osamotnienie.

Odsłon: 244 Komentarzy: 29


1 2 3 4 5 6 7 8 9 ... 23 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.