
Thursday,28 October 2010,23:00
Kategoria: Ogólne Thursday, 28 October 2010, 23:00
Jak niewiele trzeba by życie wywrócić do góry nogami.
Powrót z pracy jak co dzień. Autobus MPK. Dwa miejsca zajmuje śpiący człowiek. Zimowa czapeczka nasunięta na oczy. Ubrany skromnie w dość zużytą kurtkę. Ciemna twarz, kilkudniowy zarost. Siedzi trochę bokiem, aby nie potrącać nóg pasażerów naprzeciw niego. Może być bez pracy. Jeżeli beż domu, to od niedawna.
Jadę trochę dalej niż zwykle. W okolicy od kilku miesięcy prowadzone są prace remontowe. Nowy przelot pod wiaduktem, kilkupasmowa droga, kolektor kanalizacyjny. Wykopy dochodzą do pętli autobusowej przy rondzie. Wokół sporo metalowych ogrodzeń utrudniających przejście. Podczas remontu autobusy zatrzymują się daleko od przejścia dla pieszych. Aby do niego dojść trzeba iść trochę naokoło. Można jednak przeskoczyć na przystanek prosto przez dwa pasy jezdni obserwując nadjeżdżające tramwaje. Do tego bez świateł , ale gdy samochody nie jadą…później trochę przy torach. W sumie standard.
Jednak z każdego autobusu wysiada spory tłum i większość już od dawna korzysta z tego skrótu. Samochody muszą się zatrzymywać. Czasami wciskają się w gąszcz ludzi i mijają ich tak na grubość lakieru. Przecież tutaj przejścia nie ma.
Gdy dojechaliśmy do pętli, współpasażer przebudził się. Wychodzę przed nim i niesiony potokiem innych po raz pierwszy nie chcę przeciskać się i iść naokoło. Prawdopodobnie ów człowiek również idzie tam, gdzie większość ludzi. Trochę musimy przyspieszyć, gdyż z oddali widać nadjeżdżające auta. Nagle słyszę kilka metrów za sobą głuche uderzenie i gwałtowny okrzyk kilku kobiet stojących obok. Na jezdni leży ten człowiek. Zaraz znajduje się kilku młodych mężczyzn, którzy szybko organizują pomoc. Podręczna apteczka, ocena sytuacji, pozycja ustalona bezpieczna, trójkąt ostrzegawczy. Klika osób wyciąga komórki i wzywa karetkę.
Reakcja bardzo szybka. Tak jak szybkie przejście przez ulicę między samochodami.
Sznur samochodów przelewa się teraz wolniej, ale gdy robi się pusto z kolejnego autobusu wychodzi kolejny potok ludzi i przechodzą. Mają teraz do dyspozycji jeden pas wolny od samochodów.
Człowiek, który leży na jezdni miał szczęście. Czy rzeczywiście miał ? Wprawdzie spośród tłumu znalazło się kilku, którzy chętnie i szybko udzielili pomocy. Leżał tam już bez czapki długie, spięte włosy spoczywały na asfalcie. Na rondzie tworzy się większy korek, karetka przejeżdża po chodniku.
Powinien przeżyć. Co dalej nie wiem, nie będzie o tym wzmianki w mediach. Wypadek jak tysiące innych. Dociera tylko do ludzi wokół. Już następni, którzy w tym zdarzeniu nie uczestniczyli przechodzą szybko dalej. Wielu z nich obojętnie.
Każdy kto przeżył jakiś wypadek, wie jaki to poważny zwrot w życiu człowieka.
Również dla kobiety, która siedziała za kierownicą. Chociaż nie mogła wiele zrobić.
Teraz możemy pomóc im modlitwą.
Staramy się pomagać bezdomnym, bezrobotnym, ale świat nie jest dla nich przystosowany. Ten człowiek uwierzył tym, którzy przechodzili przez ulicę, że wszystko jest w porządku. Kierujący remontem nie wykazali nawet minimum logiki i ergonomii przy organizacji prac w tym miejscu. Przecież wszyscy się spieszą.
Odsłon: 215 Komentarzy: 2
Thursday,19 August 2010,23:24
Kategoria: Kościół Thursday, 19 August 2010, 23:24
Do jakiego punktu można dojść z formą modlitwy aby nie przekroczyć granicy i nie obrazić Boga? Temat ten zapewne był już poruszany. Myślę, że nie znajdę nigdzie ścisłej definicji tej granicy.
Wypoczywając na Bałtykiem podczas plażowania, jeden z kolegów wyjął brewiarz i zachęcił sporą grupę znajomych, aby odmówili Jutrznię. Byliśmy oddzieleni m.in. parawanami od innych. Każdy uczynił znak krzyża i ładnie czytaliśmy z podziałem na dwie grupy.
Już od kilku miesięcy podczas osobistej modlitwy korzystałem z mniejszego brewiarza dla świeckich i modliłem się w kościele lub w domu. Tutaj pod gołym niebem z widokiem tylko na morze. I tak przez kilka dni. Później moja żona skutecznie namawiała, aby dalej codziennie, nawet w mniejszym gronie, odmawiać brewiarz. Nadal podczas plażowania. Spora gromadka naszych dzieci obok zajmowała się sobą.
Jeszcze jeden przykład. Niewielka kaplica w ośrodku wypoczynkowym. Codzienna Msza św. W środku kapłan oraz kilkanaście osób. Więcej się nie zmieści. Można nie mieć zastrzeżeń, jeżeli we Mszy św. uczestniczą ludzie chorzy dla których problemem jest wychodzenie z ośrodka. Lecz Msza św. jest odprawiana każdego dnia, jeśli w ośrodku wypoczywa ksiądz. Praktycznie codziennie. Uczestniczyłem w tej Mszy. Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko stołu ofiarnego. Nawet czytając liturgię w kościele parafialnym.
Być może to niepotrzebne rozterki i powinienem tylko dziękować Bogu za łaskę modlitwy.
Odsłon: 424 Komentarzy: 6
Thursday,19 August 2010,00:25
Kategoria: Ogólne Thursday, 19 August 2010, 00:25
Sporo upłynęło od mojego ostatniego wpisu tutaj.
Wiele się zmieniło. O zmianach jednak nie zamierzam pisać, gdyż nic nowego nie dodam.
Wyznaję zasadę poszanowania cudzego czasu. Staram się nie wypisywać tego, co palec na klawisz przyniesie, zarówno na swoim blogu, FF czy komentarzach. Przecież każdy, który to będzie czytał musi poświęcić swój cenny czas. Po co ma go marnować na wynurzenia zfrustrowanego …. (to o mnie).
Ostatnio prawie nie zaglądam na prywatne strony Internetu, co dotyczy również Frondy. W pracy korporacja nauczyła się ograniczać dostęp do sieci, natomiast w domu obowiązki bardzo to utrudniają (jedna żona, czworo dzieci).
To wszystko złożyło się na tak długą przerwę w kreowaniu tekstu. Mogłem być co najwyżej wiernym, bądź nie.., czytelnikiem.
I był to wielki błąd. Czy każdy wpis musi trafiać na stronę główną?
Odsłon: 264 Komentarzy: 0
Saturday,16 January 2010,00:26
Kategoria: Kościół Saturday, 16 January 2010, 00:26
Nie chcę dolewać oliwy do ognia. Raczej pogodzić.
Ponad rok temu na Forum Frondy pośród sympatycznych pytań dla mnie, wówczas zielonego, znalazłem również: „trads czy neo?” Odpowiedziałem, że akceptuję obydwa nurty, nie przypuszczając, jak znacząca jest ta odpowiedź. Wtedy ten problem nie zagrzewał do boju. Teraz wystarczy wskoczyć tutaj na chwilę i można trafić na przedziwne spory. Dlaczego?
Każde mącenie w Kościele służy temu, który chce nas podzielić. Któż z nas ma prawo do wyznaczania jedynie słusznej drogi ? Kościół może rozwijać się i wrastać na różne sposoby. Jeżeli określone formy życia Kościoła zostały zaakceptowane przez Papieża, to czy warto spierać się, czy przypadkiem się nie pomylił ? Albo wierzymy w nieomylność Ojca świętego, albo dopuszczamy wyjątki – czyli nie wierzymy.Dla umocnienia Kościoła potrzebne są różne kierunki rozwoju.
Potrzebni są strażnicy tradycji dbający aby reformatorzy nie zniekształcili i nie odeszli od prawdziwych wartości przekazanych nam przez Chrystusa.
Potrzebni są również charyzmatycy wierni Chrystusowi, którzy będą ożywiali Kościół, abyśmy nie przysnęli w zachwycie, zapatrzeni tylko w wypełnianie praw.
Jednak zarówno jedni, jak i drudzy powinni napominać w sposób godny chrześcijan.
Gdy mam coś przeciw bliźniemu zawsze przypominam sobie słowa Matki Teresy z Kalkuty.
Błogosławiona Misjonarka Miłości zapytana kiedyś przez dziennikarza, co należy zmienić we współczesnym Kościele, odpowiedziała słowami: „Trzeba zmienić dwie rzeczy: mnie i Ciebie.”
Naprawę tego świata staram się zaczynać od siebie.
Jeżeli chcesz wpisać komentarz, wcześniej chociaż pomódl się w duchu, aby nie obrazić kogoś, kto podąża do Chrystusa drogą, która Tobie nie wydaje się najlepsza.
Odsłon: 1754 Komentarzy: 123
Thursday,25 June 2009,23:11
Kategoria: Modlitwa Thursday, 25 June 2009, 23:11
Myślałem, że buduję wszystko na skale.
Nagle okazuje się ona jakoby bryłą piasku.
Jeszcze nic nie runęło, lecz twardy kamień wyczuwam tylko pod jedną stopą.
Druga wisi w powietrzu.
Ktoś serdeczny przestrzegł, że tam już nic nie ma.
W zasadzie to nigdy nie było.
Kurczowo obejmuję Drzewo Krzyża.
Boję się stanąć obiema nogami, aby nie stracić równowagi.
Coraz trudniej znoszę chwilowe, gwałtowne powiewy wiatru, który narasta.
Jak długo wytrwam ?
*
Mam nadzieję, że do końca.
Który jest początkiem.
Cóż. Nigdy nie będę poezją. Chciałem tylko podkreślić głębie i wagę przeżyć, które muszą być wielkie, jeśli dotyczą dwojga.
Przed laty Para:
Dziewczyna wychowana z dala od matki i ojca.
Chłopak, któremu nie dane było pamiętać swego ojca.
Dzisiaj Rodzice:
Ona wiecznie niezadowolona i zawiedziona swoim Wybranym.
On z każdym dniem odkrywa więcej prawdy o Wybranej i o sobie. Trudnej prawdy.
Jednak Sakrament pozwala przetrwać największe burze.
Z ostatniej chwili:
Cisza, gdyż dana jest Łaska. Lecz toń nadal głęboka i może pochłonąć.
Podziękowania, dla tych którzy wspomagają nas modlitwą w Żywym Różańcu FF
Odsłon: 390 Komentarzy: 1
Thursday,14 May 2009,23:36
Kategoria: Modlitwa Thursday, 14 May 2009, 23:36
Z tygodnika „Niedziela” nr 19/2009
Ks. Antoni Tatara
Tak się składa, że w 2017 r. będziemy celebrować setną rocznicę objawień fatimskich. Aby dobrze przygotować się do tego niecodziennego wydarzenia, 13 maja 2009 r. rozpoczynamy Wielką Nowennę Fatimską, którą zakończymy, jak Bóg da, 13 maja 2017 r.
Na poszczególne lata nowenny przypadają kolejne tematy do rozważania. Są one zaczerpnięte z istoty orędzia fatimskiego.
Na pewno Wielka Nowenna Fatimska – wypełniona modlitwą, refleksją i katechezą – stanie się dla katolików pomocą w odnalezieniu drogi, która prowadzi ku „nowemu, lepszemu światu”, jak mawiał sługa Boży Jan Paweł II. Mało tego. Miejmy nadzieję, że doprowadzi ona do osobistego nawrócenia. W ten sposób Niepokalane Serce Maryi zatriumfuje zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. „Niedziela” objęła nad tym wielkim dziełem medialną opiekę. Chcemy bowiem włączyć się w przybliżenie współczesnemu człowiekowi maryjnego przesłania dla świata, zawartego w orędziu z Fatimy.
Poniżej podajemy tematy przewodnie Wielkiej Nowenny Fatimskiej:
I. PEWNI ZWYCIĘSTWA (2009) – konfrontacja z cywilizacją śmierci.
II. BEZPIECZNI NA KRAWĘDZI CZASU (2010) – zawsze przy Maryi.
III. WIĘCEJ NIŻ DOCZESNOŚĆ (2011) – jest niebo, jest piekło, jest czyściec.
IV. NIE ŻYJEMY DLA SIEBIE (2012) – wynagradzanie za grzechy świata.
V. EUCHARYSTYCZNY KLUCZ (2013) – cud nad cudami, który zmienia wszystko.
VI. ZAPRASZANI DO NIEBA (2014) – jednak różaniec, szkaplerz, sznur pokutny.
VII. POTĘGA RODZINY (2015) – domowy Kościół, którego nie przemogą bramy piekła.
VIII. BÓG JEST MIŁOSIERNY (2016) – ostatnie słowo należy do Boga, który jest Miłością.
IX. DROGA PRZEZ SERCE (2017) – przymierze serc Jezusa, Maryi, naszych.
Materiały potrzebne do odprawiania Wielkiej Nowenny Fatimskiej (ulotki, foldery, książki, modlitewniki, rozważania, opracowania tematyczne) można zamawiać, pisząc pod adresem Sekretariatu Fatimskiego:
Sekretariat Fatimski
ul. Krzeptówki 14
34-500 Zakopane
tel. (0-18) 206 64 20 lub drogą internetową: sekretariat@smbf.pl;
Artykuł z „Niedzieli” : Nich serce Twe Niepokalane zmieni świat!
http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200919&nr=2
Odsłon: 1022 Komentarzy: 2
Wednesday,22 April 2009,23:16
Kategoria: Rodzina Wednesday, 22 April 2009, 23:16
„Opuści człowiek ojca swego i matkę”
(Rdz 2,24; Mt 19,5n; Mk 10,6–9; Ef 5,28–31)
Może lepiej po ślubie nie zwierzać się zbytnio rodzicom ze swoich problemów, szczególnie jeżeli nie układa się idealnie w pierwszych latach małżeństwa? Rodzice nawet w dobrych intencjach mogą oprócz pomocy sporo popsuć, jeżeli nie opanują swoich emocji, aspiracji.. W połączeniu z trudnościami, które trzeba samemu pokonywać, może zabraknąć sił.
Mając czworo dzieci, przy tym żadnej pomocy ze strony rodziny, cierpimy w domu na chroniczny brak czasu. Musimy każdego dnia dokonywać wyboru, które ważne sprawy poświęcić dla innych, jeszcze ważniejszych. Tymi „mniej ważnymi” może być katecheza dla córki przygotowującej się do bierzmowania, jakakolwiek książka, wspólne wyjście do teatru, kina, rozmowa z dziećmi etc. etc.
Do stałego repertuaru należy ograniczanie spotkań z częścią rodziny. Są one wyznaczane przez głównego decydenta, czyli żonę. Po różnych przejściach, kontakt z rodziną z mojej strony został całkowicie odcięty.
Relacje mojej żony z jej krewnymi również nie są zdrowe. Przy mojej pomocy przed kilku laty zostały one odnowione.
Żona znalazła kręgi znajomych, które taką rodzinę zastępują. Spośród nich wybrała rodziców chrzestnych dla naszych młodszych dzieci. Jednak w sporej części te znajome rodziny odbiegają statusem materialnym i po części tradycjami oraz światopoglądem. Dzieci, poza jednym przypadkiem nie znajdują wspólnego kontaktu z ich dziećmi. Absolutnie nie są to ludzie, których należałoby się obawiać. To grzesznicy, podobnie jak my, tyle że żyjący w zupełnie innym świecie. Jednak w przypadku, gdy nasz związek sakramentalny jest czasami zagrożony, stanowi to spory problem.
Korzystanie z zaproszenia na przyjęcie Pierwszokomunijne przez dobrze sytuowanych znajomych może być np. ogromną stratą czasu. Efektem tego jest wysłuchiwanie problemów zupełnie z innej bajki, słuchanie rad które nas nie dotyczą, pokazowa gra w kometkę w jedynym porządnym garniturze :). Jeżeli na takim przyjęciu jest się jedyną rodziną z zewnątrz, można czuć się jak gromadka dla towarzystwa.
Rozpoczynanie stanowczych i poważnych dyskusji popsułoby klimat przyjęcia i sprawiłoby ogromną krzywdę dziecku, które właśnie przyjęło Chrystusa do swego serca.
Jednak moja żona bardzo dobrze czuje się w takim bajkowym dla niej świecie. Z podziwem wysłuchuje długich opowieści o spędzaniu wolnego czasu na łowieniu ryb, wizyt u weterynarza ze zwierzakami domowymi, uprawie ogrodu, wspólnych wycieczkach na ekstra pływalnie, najlepszych połączeń do różnych miast europejskich. Dla nas jest to jednak nieosiągalne. Czy takie spędzanie nielicznych godzin i chwil wolnego czasu i utrzymywanie stałych kontaktów to już problem psychologiczny ?
Dlaczego nie zapewniłem tego wszystkiego swojej rodzinie ? Tylko skromną część. (według czcigodnej małżonki, zdecydowanie zbyt skromną.)
Mógłbym napisać małą książkę i byłby to jeden z poruszonych problemów. Nie wiem tylko czy zdążę. Zacząłbym chyba: „ Jesteśmy jednym z wielu nietypowych przypadków..”
A takie przyjęcie to tylko jedna, mała kropla.
Odsłon: 523 Komentarzy: 6
Thursday,19 March 2009,00:09
Kategoria: Rodzina Thursday, 19 March 2009, 00:09
Z Forum dla tych, którzy nie dotarli do oblężonego FF - polecam wątek:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2387595
Myślę, że dzisiaj, kiedy do władzy w demokratycznych krajach dochodzą ludzie, którzy każą zabijać i jeszcze za to płacić, w innych zabraniają zabrać dziecko ze szkoły z tęczowej lekcji o „poprawności seksualnej” i karzą za to mandatami.
Kiedy trzeba krzyczeć niemym marszem całemu światu, że człowiek to nie zlepek komórek.
Pozwólmy dzieciom przyjść do Chrystusa.
Oprócz przepisów i poprawnych reguł mamy jeszcze zdrowy rozsądek.
Nie można popadać w przesadę ani w jedną, ani w drugą stronę. Nigdzie nie powinno się karmić ostentacyjnie piersią, ale kiepskim rozwiązaniem są pokoiki zabaw dla dzieci w kościołach. A takie już widziałem w Polsce.
W kościele parafialnym siadamy z rodziną blisko zakrystii i najczęściej tam dzieci były i są karmione przez rodzicielkę. W innych kościołach zależnie od sytuacji, żona mogła uspokoić piersią w ławce lub w konfesjonale (ciekawe reakcje sprawdzających, czy w środku jest ksiądz :) albo w ustronnym miejscu. Obywaliśmy się bez wyjścia na zewnątrz.
Wszystko nie tylko podczas chrztu, również co tydzień, jeżeli dziecko jest zdrowe i wyspane.
W pewnym kościele podczas mszy św. gdy moja najmłodsza – 1,5 roku - spokojnie podchodziła do ołtarza i siadała coraz bliżej żłóbka, akurat przy ołtarzu, ksiądz poprosił aby jej nie zabierać. A spokój nie jest nieodłączną cechą dzieci.
Nie decydowaliśmy od jakiego wieku bierzemy dzieci do kościoła. Wszystkie były karmione naturalnie bardzo długo. No może poza pierworodnym.
Od najmłodszych dni widziały jak należy zachowywać się podczas mszy św.
Odsłon: 707 Komentarzy: 0
Friday,27 February 2009,23:06
Kategoria: Religia Friday, 27 February 2009, 23:06
Nauczanie, o którym pamiętam zawsze po przekroczeniu progu świątyni.
Już kilka lat temu podczas kazania młody ksiądz ubolewał nad małą wiedzą wiernych na temat tego, co naprawdę dzieje się podczas każdej Mszy św. Tłumaczył znaczenie wielu symboli oraz czynności, które lud boży uczestniczący we Mszy św. wykonuje, nie myśląc nawet cóż takiego one znaczą, a przez to nawet obniża ich rangę, żeby nie powiedzieć: lekko profanuje. Na szczęście już od dawna idzie ku lepszemu, ale jest jeszcze sporo do zrobienia wśród nas.
Oto błędy, które ksiądz omówił podczas kazania:
* Mnożenie znaku krzyża świętego.
Szczególnie widoczne jest to podczas przechodzenia przez środek świątyni. Często zdarza się komuś przyklęknąć i bezładnie machnąć ręką, co miałoby oznaczać przeżegnanie się.
Przecież znak Krzyża Świętego powinien być dla chrześcijan znakiem szczególnym. Jeżeli wykonujemy go, to z należytą czcią i szacunkiem, kładąc niejako krzyż również na swoje ramiona.
Tak naprawdę podczas Mszy św. wystarczy ten znak uczynić trzykrotnie. Wchodząc do kościoła po umoczeniu dłoni w wodzie święconej, drugi raz na rozpoczęcie Mszy św. oraz przy błogosławieństwie pod koniec Mszy. Dochodzą do tego jeszcze szczególne przypadki takie jak święcenie wodą przez księdza itp. Poza tym nie musimy bezmyślnie i odruchowo tego znaku czynić.
W Świątyni przechodząc przed Najświętszym Sakramentem oczywiście należy przyklęknąć i to wystarczy. Jeżeli nie jesteśmy pewni gdzie w danym kościele jest Najświętszy Sakrament to przyklękamy w miejscu na linii od głównego wejścia do ołtarza.
* Obmywanie się wodą święconą przy wyjściu z kościoła
Wchodząc do kościoła obmywamy się wodą święconą. Idziemy na spotkanie z samym Jezusem Chrystusem, zatem powinniśmy zmyć z siebie nawet najmniejszy grzech, nawet powszedni.
Jednak wychodząc z kościoła umaczanie dłoni w misie oraz znak krzyża są już całkowicie zbędne. Z czego chcemy się obmywać? Już bardziej święci na tą chwilę być nie możemy. Nawet jeśli nie przyjmowaliśmy przed chwilą Komunii Św. A jeśli przyjęliśmy, to tym bardziej.
* Przyklękanie lub przykucanie na jedno kolano.
Ten problem był już omawiany na forum. I bardzo dobrze, gdyż wyznawcy innych religii mają powód do kpin, gdy widzą pod kościołem ludzi w dziwnych pozach bardziej przypominających ćwiczenia gimnastyczne. Jeżeli ktoś nie może klęczeć na obydwu kolanach, np. ze względu na zdrowie, to na stojąco również może oddać cześć naszemu Panu.
* Uderzanie się w piersi podczas modlitwy „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata”
Jest to zupełne pomylenie czynności z wypowiadaną modlitwą.
Swego czasu pamiętam dowcip opowiedziany zresztą przez osobę duchowną:
Odbywa się uroczysta Msza św. Uczestniczy w niej tłum wiernych. Ogromny ścisk. W pewnym momencie mężczyzna odwraca głowę w stronę stojącej obok kobiety i mówi : „Niech się Pani odsunie, bo zaraz będę bić baranka”.
Na szczęście w kościołach jest coraz mniej osób, które „biją baranka”.
* Nieodpowiedni strój
Myślę, że jeśli jesteś na tej stronie to doskonale wiesz o stroju, który może być nieodpowiedni. Dlatego nie tylko, że nie wejdziesz w takim stroju do świątyni ale nawet zwrócisz uwagę innym jeśli będzie taka potrzeba. Chociaż pouczenie kogoś już nie jest takie proste. Nie jestem wcale pewien czy sam od razu zareaguję prawidłowo, gdy spotkam grupę ludzi skąpo odzianych, zwiedzających kościół wewnątrz czy nawet uczestniczących we Mszy św. np.na zewnątrz kościoła.
Można zastanawiać się czy te wszystkie gesty mają naprawdę aż takie wielkie znaczenie ? Podczas każdej Mszy Świętej spotykamy się z cudem, z obecnością samego Jezusa Chrystusa. Dzieje się wokół nas mnóstwo rzeczy, których nasze oczy nie widzą. Razem z nami modlą się osoby, których również nie widzimy.
Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z artykułem wydrukowanym już dawno temu w „Miłujcie się” to gorąco polecam opis mszy świętej przedstawiony przez Najświętszą Marię Pannę poprzez Catalinę Rivas- boliwijską stygmatyczkę
http://www.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/eucharystia_na_nowo_odkryta.html
Odsłon: 1169 Komentarzy: 3
Wednesday,25 February 2009,22:58
Kategoria: Ogólne Wednesday, 25 February 2009, 22:58
Jako student pierwszego roku spoglądając na panoramę miasta, jaka rozciągała się za oknem, usłyszałem piosenkę pt.„Studenckie czasy”. Bardzo szybko udzielił się mi nostalgiczny nastrój tego utworu. Wokalista z utęsknieniem wspominał swoich dobrych znajomych z czasów już odległych. Pomyślałem, że dany jest mi właśnie mój studencki czas, ale czy będę wspominał ten okres tylko z sercem ściśniętym żalem i tęsknotą? Zastanawiałem się cóż takiego mam robić, aby dalsze życie nie odróżniało się aż tak bardzo i nie stanowiło tła dla okresu studiów, mających rangę czasu wiecznego szczęścia. Niestety nie znalazłem wtedy odpowiedzi. Wolny czas pierwszych lat studiów spędzałem m.in. na spotkaniach towarzyskich. Jednak cały czas czegoś szukałem, czegoś pełniejszego, głębszego.
Po krótkim pobycie w szpitalu, który przypadł akurat na okres zdobywania zaliczeń i sesji egzaminacyjnej zdecydowałem się na powtórzenie jednego semestru. Przez parę miesięcy wolnego czasu miałem jeszcze więcej.
Wcześniej kilkakrotnie wybrałem się na „spotkania przy samowarze”, które miały miejsce w jednej z sal Duszpasterstwa Akademickiego przy kościele ojców Dominikanów. Były to spotkania prowadzone przeważnie przez Jacka Kowalskiego, na których można było posłuchać pieśni historycznych i religijnych śpiewanych przy akompaniamencie gitar. Na jednym z takich spotkań podczas dzielenia się opłatkiem i składania życzeń świątecznych zostałem zaangażowany przez kolegę do pomocy pewnej starszej pani. Kolega prowadził Bank Serc i szukał chętnych, którzy mogą służyć pomocą osobom starszym, matkom samotnie wychowującym dzieci oraz innym potrzebującym.
Podczas urlopu dziekańskiego pracując jako portier w budynku uczelni bez problemu mogłem pogodzić pracę z niesieniem pomocy tej pani.
Później podczas wakacji zostałem zaproszony na obóz jako opiekun osób niepełnosprawnych. Ruch pomocy dla takich osób istniał w Duszpasterstwie już od jakiegoś czasu. Powstało kilka grup, z których każda składała się z kilkunastu osób, zarówno osób niepełnosprawnych mieszkających z rodzinami bądź w domach pomocy społecznej jak i ich opiekunów rekrutujących się przeważnie spośród braci studenckiej. Osoby niepełnosprawne najczęściej poruszały się na wózkach inwalidzkich, stąd używana była nazwa – „grupy wózkowe”. Mieliśmy swojego opiekuna – dominikanina, tak jak inne grupy w Duszpasterstwie Akademickim czy Duszpasterstwie Szkół Średnich. Przez lata opiekowali się nami i służyli radą i pomocą o. Tomasz Pawłowski. Później „grupy wózkowe” przejął o. Michał Zioło. Po nim o. Krzysztof Krzywania.
Organizowanie dwutygodniowych obozów latem zabierało najwięcej czasu. Jednak bardzo ważne były również spotkania w ciągu całego roku. Była to m.in. wspólna msza św. raz w miesiącu i przy okazji wyjazdy i wycieczki. Były wspólne bale sylwestrowe i karnawałowe i wiele atrakcji dla wszystkich. Sporo problemu sprawiały dojazdy z wózkowiczami środkami MPK. O tramwajach i autobusach niskopodłogowych wtedy nie było mowy.
Z perspektywy wielu lat gorąco dziękuje Bogu, iż posłał mnie do pomocy i dane było mi spotkać tych wszystkich ludzi. Nadal w miarę możliwości spotykamy się. Właśnie dzięki nim nie zmarnowałem swoich „studenckich czasów”.
Teraz staram się aby moje dzieci nie przeznaczały wolnego czasu tylko na rozrywki. Mają dużo więcej możliwości by realizować swoje powołanie. Co prawda okazji do tego, aby zejść z właściwej drogi jest również więcej niż przed laty. Jednak dzieci mogą szukać swojej drogi już znacznie wcześniej niż na studiach.
Odsłon: 652 Komentarzy: 0
