
Saturday,07 August 2010,16:52
Kategoria: Wiadomości Saturday, 07 August 2010, 16:52
Niedawno rozmawiałem z moim serdecznym przyjacielem, który na wieść o tym, że zamierzam głosować na JK w drugiej turze wyborów prezydenckich, syknął: "To przecież nacjonalista!".
Pomijając już prawdziwość tego stwierdzenia, zacząłem się zastanawiać, czy nacjonalizm, definiowany najczęściej jako głębokie poczucie związku z własnym narodem i identyfikowanie się z jego interesami, winien być czymś, co rzeczywiście polityka dyskwalifikuje.
Moim zdaniem używanie nacjonalizmu jako ideologicznej pałki na politycznych wrogów jest rzeczą niepoważną. Wszyscy wielcy politycy europejscy, nie tylko ci dziewiętnastowieczni, ale również z drugiej połowy XX wieku byli przecież nacjonalistami. By wymienić tylko niektórych: Konrad Adenauer, który twardo bronił historycznych granic Rzeszy Niemieckiej z 1937 roku, Karol de Gaulle, marzący o zjednoczonej Europie od Atlantyku po Ural pod francuskim kierownictwem, Ronald Reagan, dla którego Amerykanie byli narodem wybranym przez Boga dla szerzenia idei wolności i demokracji czy legendarna Małgorzata Thatcher, dla której idea Wspólnoty Europejskiej była śmiertelnie niebezpiecznym zagrożeniem dla suwerenności Zjednoczonego Królestwa. Wszyscy ci politycy twardo bronili interesów narodu, któremu służyli i który w głębi serca uważali za największy i najwspanialszy. Niedawno na jednym ze spotkań zorganizowanych z polską publicznością wprost o swoim nacjonalizmie mówił konserwatywno-liberalny Mart Laar, były premier i "ojciec" estońskiego cudu gospodarczego. Czy ktoś ma im to za złe?
Kiedyś jeden z moich znajomych z Warszawy opowiadał mi taką oto anegdotę: mieszkając w stolicy, wielokrotnie przejeżdzał obok pomniku Romana Dmowskiego. Tuż po jego odsłonięciu teren patrolowała policja, ponieważ regułą było zapaskudzanie monumentu "nacjonalisty" i "antysemity" zwierzęcymi odchodami, sprejem, farbą i czym tylko się dało. Po kilku miesiącach będąc na stypendium w Hamburgu ze zdziwieniem zauważył, jak codziennie pod jednym z nielicznych już pomników kanclerza Bismarcka w jednym z miejskich parków codziennie leżą swieże kwiaty i pali się znicz. Robili to zwykli Niemcy, szanujący pamięć po swoim wielkim przodku – który też był nacjonalistą, nie kochał Polaków, a niemieckich socjaldemokratów posłał do więzień.
Być może m.in. dlatego Niemcy mają trzecią gospodarkę na świecie i neoimperialne ambicje polityczne, a my jesteśmy wciąż głuchą europejską prowincją.
Odsłon: 201 Komentarzy: 1
Tuesday,22 June 2010,12:01
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 22 June 2010, 12:01
Żeby zbudować silną, republikańską wspólnotę, nawiązującą do najlepszych tradycji I i II RP potrzebujemy pięciu elementów: sprawnych i skutecznych instytucji, społeczeństwa obywatelskiego, wolnego rynku, elit politycznych, zdolnych do sformułowania i obrony polskiego interesu narodowego, wreszcie ładu moralnego, spajającego całość układanki. Nie ma bowiem Pospolitej Rzeczy, gdy obywatele są zdemoralizowani i nastawieni na maksymalizację li tylko osobistych korzyści. Republika jest tylko pustym hasłem, jeśli nie potrafi przełamać partykularnych interesów, uniemożliwiających realizację dobra wspólnego.
Z perspektywy niedawno nawróconego neosarmaty staram się oceniać zarówno kandydatów na prezydenta, programy partii politycznych jak i całą polską scenę polityczną, uważając, że republikańskie kryteria są najlepszymi z możliwych.
Dzisiaj chyba żadna z sił politycznych nie spełnia owego republikańskiego minimum. Z kandydatami na najwyższy urząd w Rzeczpospolitej wcale nie jest lepiej. Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy. Polska jest państwem biednym i słabym, owszem rozwijamy się, ale wciąż jest to rozwój znacznie poniżej naszych możliwości i oczekiwań. Nie mamy ani silnych instytucji, ani społeczeństwa obywatelskiego rozwniętego tak jak w innych krajach, wolny rynek jest wolny chyba tylko z nazwy – wielość regulacji obniża jego wzrost i powoduje ciągły spadek konkurencyjności polskiej gospodarki, jakość polskiej klasy politycznej jest marna, a ład moralny już tak mocno podkopany, że jeżeli więcej niż 10% polskich katolików regularnie praktykuje niedzielną mszę świętą to gotów jestem przebiec dookoła Park Południowy na Krzykach (mieszkańcy Wrocławia wiedzą, jaki jest to dystans :)). Przed nami cała lista trudnych reform, które odkładane w czasie będą stawały się jeszcze trudniejsze, ale od ich przeprowadzenia będzie zależała nasza przyszłość i miejsce Polski na świecie.
Obawiam się jednak, że te wybory nie będą tak przełomowe jak w 2005 roku. Wtedy Polacy głosując na POPiS głosowali za planem całościowej naprawy państwa. Gotowi byli na wyrzeczenia, byleby tylko nadany został tak długo oczekiwany impuls moderanizacyjny polskiemu państwu i gospodarce. Dzisiaj dwaj główni kandydaci na prezydenta zaczynają powoli licytować się w populizmie. Obiecują Polakom złote góry bez potu, krwi i łez. Katastrofa w Smoleńsku i tragiczna w skutkach powódź zadziałały na korzyść całej klasy politycznej, która w kampanii sprytnie mogła unikać trudnych tematów powołując się na czas żałoby oraz by uszanować ból powodzian po stracie dorobku całego życia.
Niewiele wiemy o programach obu głównych kandydatów. Kandydat Komorowski opowiada o swoim dziadku piracie znad Wołgi, kandydat Kaczyński wczoraj określił się jako lewicowiec, licząc na głosy zdemoralizowanego socjalem elektoratu SLD. Już chyba powoli staje się dla wszystkich jasne, że przynajmniej w sferze werbalnej dla PiSu byłoby ideałem jakieś katolickie państwo opiekuńcze, co w polskich warunkach oznaczać będzie dobrobyt na kredyt i wzrost gospodarczy wielkości błędu statystycznego. Dramat Grecji chyba niewiele ich nauczył. W tej sytuacji przeciwwagą dla socjalu a'la PiS winna być liberalna PO. Z Platformy Obywatelskiej została jednak już tylko Partia Obłudników, wspierająca interesy różnych klik i koterii, a platformiany liberalizm stał się ponurym żartem.
Brakuje w Polsce trzeciej siły, ludzi, dla których słowa Ojczyzna i Rzeczpospolita stanowią prawdziwą wartość a nie tylko wielkość mierzoną słupkami poparcia. Którzy byliby w stanie uruchomić uśpiony potencjał Polaków i reformować państwo. Nowoczesny patriotyzm, jak napisał niedawno Robert Kuraszkiewicz w "Polityce nowoczesnego patriotyzmu" nie polega bowiem na sentymentalnym zachwycie nad polskością, na stawianiu świeczek na grobach naszych przodków i śpiewaniu "zakazanych piosenek" 1 sierpnia. Nowoczesny patriotyzm wolnych obywateli to działanie dla dobra Rzeczpospolitej, by mogła ona stać się najlepszym miejscem do życia pod słońcem dla wszystkich, którzy zaakceptują jej republikańskie wartości.
Nie wiem, na kogo zagłosuję w drugiej turze. Może moi wspóbracia republikanie będą mieli jakiś pomysł.
Odsłon: 374 Komentarzy: 5
Monday,24 May 2010,18:50
Kategoria: Wiadomości Monday, 24 May 2010, 18:50
Obudzony rano feldmarszałek von Moltke na wieść o wybuchu wojny Prus z Francją miał rzec podobno: "Plan wojny z Francją piąta półka od góry", po czym poszedł spać dalej. W ciągu kilku następnych miesięcy wojny Cesarstwo Napoleona III poniosło klęskę, zaś Prusy wyrosły na pierwszą potęgę militarną i gospodarczą w Europie.
Obserwując nieporadność polskich instytucji w walce z powodzią i polityków pojawiających się na zalanych terenach pomyślałem sobie, że brakuje nam takiego von Moltkego. Nie chodzi wcale o budowę jakiegoś państwa autorytarnego, ale sprawnych instytucji, mających podstawową zdolność do długookresowego planowania. Każdy prywatny przedsiębiorca chcąc zaistnieć i utrzymać się na rynku musi przeprowadzić masę analiz, pozwalających na ocenę sytuacji w otoczeniu firmy obecnie i w przyszłości. Planowanie przyszłości jest przecież w życiu ludzi rzeczą tak naturalną, że aż trudno sobie wyobrazić czyjekolwiek funkcjonowanie bez tej podstawowej dyspozycji.
Dlaczego więc polskie instytucje są nieprzygotowane do działania na wypadek klęski żywiołowej? Jeśli opady deszczu prowadzą do rozstroju życia społecznego i państwowego na tak sporym obszarze, to co się by działo np. na wypadek wojny albo zamachu terrorystycznego? Strach się bać…Nie sądzę, by taki stan rzeczy wynikał z jakiego mitycznego polskiego charakteru narodowego, którego nigdy nie istniał, lecz po prostu z urzędniczej niekompetencji. Posługując się kategoriami zaczerpniętymi z dzieł Feliksa Konecznego należałoby stwierdzić, że Polska nie wydobyła się jeszcze z okowów postkomunistycznego bizantynizmu – rozdymana biurokracja państwowa i samorządowa wyrosła ponad społeczeństwo, żyjąc z gigantycznego haraczu z przyzwyczajenia nazywanego eufemistycznie wciąż nad Wisłą "podatkiem". Sama zaś nie ponosi żadnej odpowiedzialności, nie będąc przez nikogo kontrolowaną. To z urzędniczej bezkarności, pychy i głupoty bierze się gros dzisiejszych problemów zwykłych Polaków.
Jest jednakże i druga strona medalu. Polskie państwo ma budżet typowo socjalny. Ogromna cześć budżetowych wydatków zamiast na niezbędne inwestycje w rozwój (edukacja, infrastruktura techniczna) i bezpieczeństwo obywateli idzie na zasiłki, renty, emerytury, opłacanie kosztownej administracji, ZUS-y, KRUS-y i inne tego rodzaju postsocjalistyczne przybudówki. Nie dziwmy się więc, że na wały i tamy nie starcza już pieniędzy.
Oczywiście nie łudźmy się, że w najbliższym czasie się coś zmieni. Populizm i demagogia polskich polityków sięgnęła dna, gorzej już chyba być nie może. Każda partia obiecuje piękne szkoły, bezpieczne ulice, pełne zatrudnienie, zadbane szpitale, renty, zasiłki, emerytury dla wszystkich. By żyło się lepiej – wszystkim. Nie mówią oczywiście skąd na to wszystko wziąć pieniądze, bo i po co, skoro po wyborach i tak tego nie zrobią, co obiecywali, a za cztery lata zrzucą wszystko na opozycję.
Odsłon: 751 Komentarzy: 9
Sunday,05 December 2010,13:29
Kategoria: Wiadomości Sunday, 05 December 2010, 13:29
W dzisiejszym "Naszym Dzienniku" ukazał się arcyciekawy wywiad z księdzem profesorem Tadeuszem Guzem. Kończy się on tak: "Daj Boże, by nasz Naród postawił świadomie na opcję wyrastającą z naszej ponadtysiącletniej wielkiej kultury polskiej, tzn. z naszego ducha polskiego i katolickiego, bo tylko ta jedyna "Droga", której na imię Jezus Chrystus, była, jest i z całą pewnością będzie zarówno dla Polski i Polaków, jak i dla całej rodziny ludzkiej zwycięska."
Problem polega na tym, że z całego wywiadu wywnioskować można, iż za taką opcję ksiądz uznał Prawo i Sprawiedliwość a za męża opatrznościowego polskiej prawicy Lecha Kaczyńskiego (zwolennika aborcji i in vitro). Ogarnia człowieka pusty śmiech, jak się bowiem okazuje, zarówno Platforma Obywatelska jak i Prawo i Sprawiedliwość ma grono fanatycznych zwolenników – jedni żyją mitem PO jako partii modernizacyjnej, drudzy mitem PiSu jako partii prawicowej.
Dlaczego PiS nie jest partią prawicową? Można by zastosować klasyczny już chyba cytat Mikołaja Gomeza D'avili – Prawica nie jest na prawo od lewicy ale na przeciwko niej, a więc jest antyliberalna, antydemokratyczna, antyparlamentarna, antyprawoczłowiecza i tak dalej…Oczywiście PiS w ogóle takich kryteriów nie spełnia. Być może jednak PiS jest partią prawicową, charakterystyczną dla systemu demokratycznego? Też nie. Gdy piszę tego bloga mam przed sobą program PiS – Polska nowoczesna, solidarna i bezpieczna, wydany w 2009 roku. Wyłania się z niego wizja kraju będącego scentralizowanym, zbiurokratyzowanym i zamordystycznym molochem (oczywiście wszystko to ukryte pod pozorami dobrobytu i zamożności dla wszystkich ). PiS obiecuje w tym programie wszystko wszystkim – darmowe mieszkania, szkoły, wczasy, syte zasiłki socjalne, wypucowane szpitale, kościoły pełne wiernych, ład i porządek. Oczywiście, jak każda populistyczna partia nie mówi skąd na to wszystko wziąć pieniądze. A co tam, dodrukuje się, przecież bank centralny ma pomagać władzy a nie chronić walutę przed inflacją.
Poważne wątpliwości budzi również projekt konstytucji, będący wyrazem demoliberalnego absolutyzmu mas. PiS najwyraźniej utożsamia silną władzę z władzą, która może wszystko i w każdej chwili. Czy to jest wizja zachwycająca dla konserwatysty?
Wreszcie kwestia rodowodu Prawa i Sprawiedliwości, założonego przez Braci Kaczyńskich. Jak sami stwierdzili w "Alfabecie Kaczyńskich" PC a potem PiS wyrastał z tego samego KOR-owskiego pniaka jak UD – UW – PO, oraz że chcieliby tak samo jak oni, tylko lepiej.
Na koniec jeszcze jedna sprawa. Powszechnie uważa się polskie społeczeństwo za konserwatywne, tradycjonalistyczne i najogólniej rzecz biorąc, prawicowe. Jesli tak jest, to dlaczego w Polsce żadna, ale to żadna partia prawicowa nie cieszyła się nigdy poważnym uznaniem wyborców? Trzeba sobie jasno powiedzieć, że wszystkie partie w obecnym parlamencie mają lewicowo-liberalne programy społeczno-ekonomiczne. Partia, która wystąpiłaby z programem likwidacji państwa opiekuńczego w Polsce wydawałaby na siebie wyrok śmierci, ściągając przy okazji na siebie gniew wielu duchownych, wychowanych na posoborowej teologii wyzwolenia.
Odsłon: 415 Komentarzy: 0
Friday,05 March 2010,20:20
Kategoria: Wiadomości Friday, 05 March 2010, 20:20
We wszystkich dzisiejszych wydaniach dzienników informacyjnych, od TVNu do TVP, pokazywano dziarsko maszerujących polskich sołdatów po Placu Czerwonym. Przez chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że to Nasi wzięli szturmem Kreml, niestety spokojny głos spikerów poinformował widzów o udziale polskiej delegacji i kompani honorowej w tzw. Dniu Zwycięstwa 9 maja.
Będzie to ze wszech miar bardzo przykra impreza, a fakt udziału w niej Polaków jest chyba ponurym żartem. Przecież koniec drugiej wojny światowej dla wszystkich narodów środkowo-europejskich oznaczał początek nowej, najdłuższej wojny nowoczesnej Europy – wojny z komunizmem, nie mniej ludobójczym od swego nazistowskiego odpowiednika. Co tutaj więc świętować? Zamianę niemieckiej niewoli na sowiecką? Co to w ogóle ma znaczyć?…Finis Poloniae…P.O. Prezydent ma wziąć w dodatku na pokład swego samolotu tego ponurego, wojskowego trepa o mentalności carskiego stupajki (którego nazwiska w obawie przed pozwem nie wymienię, ale chyba wiadomo o kogo chodzi), który pewnie jak dawniej będzie czapkował carewiczowi Miedwiediewowi. Żeby było jasne – nie jestem przeciwnikiem caratu jako takiego, ale do cholery nie jesteśmy Krajem Priwislanskim i trzeba mimo wszystko trzymać fason przed tymi wygolonymi i upudrowanymi na zachodnią modłę Azjatami.
Druga kwestia to rocznica tzw. Konstytucji 3 Maja. Przed chwilą pojawił się optymistyczny jak zwykle tekst Sz.P. Matyszkowicza ku serc pokrzepieniu wszystkich Polaków, sławiący mądrość i roztropność naszych przodków, ich zdolności państwowotwórcze itp. Wszystkim Panom Matyszkowiczom przypominam, że Najjaśniejsza Rzeczpospolita skrewiła na skutek własnych błędów i zaniechań, kumoterstwa i zaprzaństwa Jej elit, które obudziły się z ręką w nocniku jak było już za późno na jakiekolwiek reformy. Tą całą pisaninę o republikańskich cnotach obywatelskich, poczuciu patriotyzmu i wyczuciu dobra wspólnego czytałoby się niezwykle miło, gdyby nie fakt, że wszystkie republiki upadały pogrążone w niesłychanej korupcji i demoralizacji (vide Republika Rzymska, Wenecka, wreszcie I RP), a cios miłosierdzia zadawał im silny człowiek, który przychodził z zewnątrz i robił porządek. Twierdzenie, że lud w swej masie będzie cnotliwie przedkładał dobro wspólne nad interes własny można między bajki włożyć.
Odsłon: 237 Komentarzy: 1
Wednesday,03 November 2010,21:41
Kategoria: Wiadomości Wednesday, 03 November 2010, 21:41
Czy Europa skończy się wraz z ostatecznym zakwestionowaniem porządku chrześcijańskiego? Nie. Europa, nawet odrzuciwszy fundament chrześcijański pozostanie nadal Europą. Bóg pragnie co prawda zbawienia wszystkich ludzi, kochając ich jednakowo, ale to nie znaczy, że musi koniecznie posługiwać się Europejczykami w głoszeniu Jego Słowa, tym bardziej, że zdecydowali się oni chyba trwale rozstać z Ewangelią.
O wyjątkowości, żeby nie powiedzieć wyższości kultury europejskiej świadczyło oparcie jej na Prawdzie Objawionej połączone z próbą realizacji ewangelicznych zasad Miłości Boga i bliźniego w życiu doczesnym. Nie postęp techniczny ani gospodarczy, lecz świadomość istnienia Królestwa Bożego zrobiła z nas ludzi, dając jednocześnie te niebywałe poczucie siły i jedności, miarkując jednocześnie nasze nazbyt imperialne apetyty.
Na naszych oczach rodzi sie Nowy Porządek Europejski. Antychrześcijański. Oczywiście nie będzie to koniec cywilizacji, lecz jej głęboka redefinicja. Europa przetrwa. Tak jak przetrwały pogańskie cywilizacje islamu, judaizmu, Chin czy Indii.
Antytezą chrześcijaństwa jest barbarzyństwo. Tak jak zaprzeczeniem Prawdy, Miłości i Dobra są kłamstwo, nienawiść i zło. Czysty, nihilistyczny satanizm. Oczywiście, gdyby Diabeł pokazywał rogi i machał ogonem wszyscy pewnie wieczorem klepalibyśmy pacierz. Na tym polega perfidia tego systemu, że daje on złudne poczucie szcześcia, bezpieczeństwa i spełnienia. Tyle tylko, że jest on szatański. Wykształceni i zamożni rzymianie zbudowali Koloseum, zaś syci i pulchni Niemcy obozy zagłady. I tak jak Koloseum było szczytem ówczesnej techniki tak do KZ prowadziły piękne autostrady. Europa będzie kontynentem, gdzie będą proste drogi, bogaci ludzie, wielkie wieżowce globalnych koncernów, zrównoważony rozwój i prawa człowieka dla psów. Tylko Miłości nie będzie.
a za 500 lat… przycumuje na gruzowisku lotniska Heathrow (zamienionym na obóz koncentracyjny w czasie V wojny wszecheuropejskiej) pojazd kosmiczny misji katolickiej z Nowego Szanghaju, stolicy Katolickiej Republiki Chińskiej z kilkutysięczną załogą misjonarzy w celu głoszenia Ewangelii na przylądku europejskim. Podobno to tutaj biło kiedyś serce chrześcijańskiego świata, ale było to tak dawno, że nikt już o tym nie pamiętał.
Odsłon: 502 Komentarzy: 4
Sunday,03 October 2010,14:52
Kategoria: Ogólne Sunday, 03 October 2010, 14:52
Feministyczna manifa za nami. Doroczne święto "mężczyzn inaczej" i wszelkiej maści lewaków z całej Polski nie mógło odbyć się bez aborcyjnego jazgotu, straszenia Prawicą i odkryciem kolejnego spisku facetów w czerni, sponsorowanych przez wrogi ośrodek ideologiczny z siedzią w Watykanie. Media zaserwowały nam suto opłacane przez stacje komercyjne i niekomercyjne przekomarzanie się prawdziwych kobiety ze stuprocentowymi mężczyznami, na ulicach pojawiły się wzmocnione patrole policji i szczupłe siły obrońców Tradycji i Kościoła. Gdzieniedzie przemykały się nawet niedobitki postendeckiej Młodzieży Wszechpolskiej. Jednym słowem – bardziej śmiesznie, niż strasznie.
Dla feministek i ateistów Kościół katolicki stał się tym, czym dla katolików masoneria a dla wielbicieli Dana Browna Opus Dei. Wszechpotężną instytucją, mającą nieograniczone wpływy i środki, bezwzględnie rozprawiającą się z każdym wrogiem. Ot, taki żelazny walec niczym ruska dywizja pancerna marszałka Żukowa. Niestey, jako katolik mówię to z przykrością, tak nie jest i chyba nigdy nie było.
Kościoł katolicki ma już ponad dwa tysiące lat. Stworzył wspaniałą kulturę, ocalił Europejczyków przed zupełnym popadnięciem w ciemne mroki barbarzyństwa, wydał zastępy męczenników i świętych. Co chyba najważniejsze, obronił swą pozycję jako jedynego depozytariusza Prawdy Objawionej. Dlaczego skoro było tak dobrze jest tak źle – dlaczego to kraje katolickiej Europy już od stuleci stały się wylęgarnią społecznych patologii, ciemnoty, nędzy i wykluczenia? Trzeba bowiem spojrzeć prawdzie w oczy – istnieje głęboki dysonans między nauką Kościoła katolickiego a praktyką życia codziennego "katolików". Dotyczy to także niestety Polski. Polska jest krajem katolickim, ale tylko w takim kontekście, w jakim ujmowali to m.in. narodowi demokraci, to znaczy że polska kultura narodowa została uformowana w ogromnym stopniu przez katolicyzm, masy zaś wierzą w co chcą i praktykują jak chcą. Co z tego, że przez tysiąc lat działalności intelektualnej Kościoła w Polsce została stworzona katolicka koncepcja człowieka, narodu i państwa skoro nie ma to kompletnego przełożenia na codzienne życie Polaków. Założe się zresztą, że większość o tym nie słyszała. Zresztą, kiedy w Polsce Wiarę traktowano poważnie? Wtedy, gdy Bolesław Śmiały ćwiartował zwłoki biskupa Stanisława, gdy Polska pogrążyła się w odmęcie bratobójczych walk w okresie rozbicia dzielnicowego a może gdy "panowie bracia" zawiązywali konfederację warszawską, kładąc podwalinę tolerancji religijnej? Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że zrobili to z czystego oportunizmu – spokój w kraju oznaczał dla nich pewne zyski z handlu zbożem, za które można było postawić "bóstwu" jakąś kapliczkę albo święty gaj. A pańszczyzna? A kupczenie głosami na sejmach? A rozbiory? Może to było zgodne z nauką Kościoła głoszącą prymat dobra wspólnego i miłość Ojczyzny? Katolicyzm nie zakorzenił się nie tylko w elitach, lecz równiez w "masach". Polski katolicyzm ludowy, bardzo powierzchowny i płytki z prawdziwą, głęboką pobożnością ma niewiele wspólnego. Gdyby było inaczej, Polska nie zajmowałaby pierwszych miejsc w rankingach korupcji, niedorozwoju gospodarczego i ogólnego chamstwa połączonego z agresją. Wg szacunków nad Wisłą dokonuje się ponad 100 tysięcy morderstw dzieci nienarodzonych rocznie (!), w ciągu 15 lat od 1990 do 2005 liczba przestępstw wzrosła prawie o 100%, podatki pochłaniają prawie 40% dochodu narodowego, staliśmy się także europejskim eldorado dla łamania praw autorskich. Kserowanie książek, ściąganie filmów i nielegalnego oprogramowania jest przecież codziennością. Koalicja obecnie rządząca krajem choć pogrążona aferą korupcyjną cieszy się nieustannym i radosnym poparciem ponad połowy Polaków, którzy widocznie w korupcji i zoligarchizowanym, cwaniackim pseudokapitalizmie nie widzą nic złego. Gówniarze łażą po ulicy z nożami w kieszeniach dźgając nimi stróżów prawa, a uczniowie zakładają kubły na głowy nauczycieli. Pokolenie JP II. Katolicka rzekomo minister zdrowia nasyła na nastolatkę w ciąży zawodowych aborterów a wśród księży roi się od dawnych TW. Jednym słowem – pogański kraj, pogańskie obyczaje. Ale to nie tylko przypadek Polski. Niezbyt wesoło jest w katolickich Włoszech, rządzonych przez różnej maści mafie, gangi, skorumpowanych polityków. W katolickiej Hiszpanii król podpisuje ustawę aborcyjną a kraj boryka się z ponad 20% bezrobociem. W Portugalii jeszcze w latach 60. za rządów Salazara atrakcją turystyczną były wioski pełne chłopów -analfabetów, wierzących w to, że ziemia jest płaska i stoi w miejscu. O sytuacji w Ameryce Łacińskiej wspominać nie będę, szanując czas szanownych Czytelników.
Dlaczego w Wałbrzychu ludzie zakratowują okna, kupują psa obronnego i wstawiają sobie pancerne drzwi, czyniąc z domu twierdzę, a mieszkańcy Osterbeek nie zamykają na noc samochodów a w niedzielne południe idąc do kościoła zostawiają drzwi otwarte na oścież, nie chcąc, by niespodziewany gość nie czekał na gospodarzy pod domem? Dlaczego katolicy emigrowali i nadal emigrują do krajów protestanckich (Polacy do UK, Meksykanie do USA, Włosi do Szwecji) w poszukiwaniu lepszego życia? Przecież do ch… jasnej to My mamy rację i to My pozostaliśmy wierni Objawieniu. Dlaczego?
Może dlatego, że Kościół katolicki pozornie silny, w rzeczywistości na przestrzeni stuleci okazał swą słabość, nie wyciskając trwałego piętna poczucia moralnego w każdym człowieku, od chłopa po króla. Czasem mam wrażenie, że żelazny walec katolicyzmu utknął w jakieś mieliznie, nie mogąc się z niej wydobyć. Przecież gdyby toczył się dalej, ten cały polski czy włoski śmietnik nie byłby po prostu możliwy. Ludzie nie mogliby tak sie zachowywać, chociażby ze względu na Bojaźń Bożą. Jeśli się Go nie boją, to albo dlatego, że nie wierzą, albo dlatego że o Nim nie wiedzą. Jedno i drugie świadczy jednak o porażce katolicyzmu.
Napiszcie, co o tym sądzicie. :-)
Odsłon: 557 Komentarzy: 6
1
