Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Spotkanie we Wrocławiu! Obecność obowiązkowa!

Kategoria: Wiadomości Monday, 19 April 2010, 19:41

 

Spotkania lokalnych aktywów są wieloletnią tradycją środowisk związanych z Frondą, nie inaczej ma się rzecz na Dolnym Śląsku. Aktyff wrocławski zachęca wszystkich do zerwania z internetową anonimowością i zapoznaniu się z ludźmi w najbliższą sobotę 24 kwietnia (do negocjacji jest jeszcze piątek).

Spotkanie ma charakter wybitnie nieformalny, towarzyski, dlatego nie przyjmujemy wymówek w stylu "jestem za mało zaangażowana", "nie poznałam ludzi", "to na pewno mało przyjazne potwory pożerające takie jak ja na kolację" (zapewniam, że eciu zostanie wcześniej nakarmiony i nie powinien sprawiać problemów) czy też "nie chce mi się, może poszłabym innym razem" czy też. Przy okazji pozwolę sobie zauważyć, że odkładanie tego na później może zrodzić frustracje, np. "a mogłam wcześniej ich poznać! do tej pory moje życie było takie puste!". Naprawdę nie warto tego ryzykować!

Proszę o zgłaszanie się celem przeliczenia i określenia miejsca do którego się udamy (planowana wcześniejsza zbiórka na rynku). Postaramy się aby miejsce było zaopatrzone we wszelkie dobra pokroju piw, alkoholi mocniejszych ew. trucizn bezetanolowych.

Wszyscy są mile widziani!Tak!Ty też!

 

PS. Do dyskusji zapraszam przede wszystkim w stosownym wątku.

Odsłon: 453 Komentarzy: 2


Syndrom Wendy Darling

Kategoria: Ogólne Saturday, 02 October 2010, 02:25

Wendy Darling
czyli uogólnienie problemu niedojrzałości (z niemałym dodatkiem).

Tak po prawdzie to kiedyś mocno przejmowałem się utyskiwaniem kobiet na stan dzisiejszych mężczyzn. Każdy jeden niedojrzały, "wieczny Piotruś Pan", nie ma już prawdziwych herosów… i tak w kółku. Trudno się nie zgodzić z nimi, sytuacja jest (mówiąc szczerze) fatalna. Ale z drugiej strony trzeba być uczciwym: drogie panie! kobiety wcale nie wypadają lepiej!

Mówiąc o Piotrusiu Panu nie wolno zapomnieć nam o jego porwanej z Londynu towarzyszce – Wendy Darling. W jednej z animowanych adaptacji dziewczynka ta udaje się z Piotrusiem do Nibylandii mimo tego, że chce dorosnąć(1), tam czeka ją "matkowanie" zgrai łobuziaków, którzy obierają ją na swoją opiekunkę. Dni wypełnia więc wychowywanie najmłodszych, pilnowanie starszych i cerowanie skarpet. Jak się nietrudno domyślić jest to przyśpieszony kurs dorosłości, która dziewczynkę rozczarowuje (chociaż chyba godzi się z nią na końcu na ile pamiętam, i nawet jest zeń zadowolona).

Gdy obserwuję swoje rówieśniczki (a mam tutaj na myśli cały przekrój społeczny) nie mogę uczciwie stwierdzić by były doroślejsze od rówieśników. Co gorsza ta sama obserwacja tyczy się moich znajomych gdzieś aż do 30(2). Obie płcie cechuje ten sam brak chęci do brania na siebie odpowiedzialności, oddalanie w czasie ustatkowania, życie "od imprezy do melanżu i z powrotem". Słowem przedłużanie dzieciństwa ile tylko się da.Prawdopodobnie rzeczywiście zaczęło się od facetów, ale z czystym sumieniem mówmy już o parytetach.

Część kobiet, co najbardziej interesujące w tym wywodzie, poszła jednak krok dalej i "Piotrusiów" widzi wszędzie. Dla nich całe zło świata jest spowodowane niedojrzałością facetów, poczynając od braku materiału do zamążpójścia, a na kataklizmach i globalnym ociepleniu kończąc (no dobra, w to ostatnie mogę uwierzyć;). O ile jeszcze jestem w stanie znieść konstruktywną krytykę (co ja mówię! uwielbiam ją,  tym wypadku np. pchnęła mnie do ostrej pracy nad sobą) to takiego malkontenctwa nie ścierpię, a niestety rozpanoszyło się na tyle, że dotarło nawet do mainstreamowych mediów (a może dopiero teraz rzuciło mi się w oczy? z mediami mam kontakt sporadyczny). Poświęciłem więc zagadnieniu trochę uwagi i doszedłem do kilku ciekawych wniosków.

Po pierwsze narzekanie dotyka głównie tzw. "kobiet wyzwolonych", w złym tego określenia znaczeniu. Śmiałem się kiedyś pod nosem, że feministki stawiając kobiety obok mężczyzn na polowaniach, powinny uprzedzić je o tym, że to koniec z kwiatami bez okazji i ustępowaniem w drzwiach. Teraz już się nie śmieję, kobiety same wyrywały facetom dzidy i zaganiały do kuchni, a dzisiaj dziwią się, że ci już polować nie chcą (pamiętacie artykuł o zniewieściałych Szwedach, był kiedyś na portalu). Moje panie! Skoroście nie chciały mężczyzn, to nie macie!

A gdy nie ma mężczyzn to i żyje się samotnie. Te malkontentki to w przytłaczającej większości kobiety z nikim uczuciowo niezwiązane (często z dumą to podkreślają). Nie wypada nie zapytać, ile więc w ich opiniach jest frustracji wynikającej z niespełnienia w życiu osobistym. Wiem, to jest ładowanie się w prywatność z buciorami, ale gdy ktoś twierdzi, że "żaden mężczyzna na mnie nie zasługuje bo wszyscy są niedorośli, a ja taka wspaniała i niezależna!" to naprawdę trudno sobie tego odmówić.

Tutaj też na arenę wraca niedojrzałość (a może to akurat moja frustracja?;) – wiele kobiet nie wyrasta z marzeń o księciu z bajki. A tych poza kartami książek jak na lekarstwo, niestety . Jeżeli kobieta oczekuje zbója, co to w dzień będzie napadał kupców, a w nocy będzie boso biegał po łąkach i jej zrywał kwiaty, to się przeliczy(3), cudów nie ma. Oczywiście nie mówię, że ideały są złe, ale istnieją po to by do nich dążyć, a nie ich oczekiwać czy wręcz wymagać. (Rzecz jasna działa to w obie strony.)

Ta frustracja przyjmuje jeszcze jedną przykrą postać. Oczekując utęsknionego księcia, panie same wchodzą na szczyty wież i tam się zamykają. Miłe moje! Ja gwarantuję, że ten poziom niedostępności nie przysparza zainteresowania. Zresztą który facet zechce samozwańczą księżniczkę, w dodatku niepilnowaną przez jakiegokolwiek, choćby najmniejszego smoka (lub inną bestię)?!

Niestety ten zbiór objawów jest coraz powszechniejszy wśród kobiet, niestety niezależnie od wieku. Spotykam takie panie na co dzień i powiem szczerze, nie raduje mnie to. Takie tylko pogorszy sytuację skłaniając ogół do bagatelizacji problemu. Z drugiej strony pozwala uświadomić sobie na ile przesadzone potrafią być narzekania na facetów (a może nie tyle przesadzone, co używane niekonstruktywnie i w złym kontekście).Z wrodzonej przekory proponuję "ochrzcić" takie panie "wiecznymi Wendy Darling", bardzo by chciały wychować facetów, ale oni tak je rozczarowują, że to po prostu niemożliwe…

(1) Znajomy mi szepce, że to się różni w zależności od interpretacji, i tego jak się reżyserowi spodoba tę postać wykreować. Niestety nie znam oryginału, dlatego będę posiłkował się wersją zapamiętaną z dzieciństwa. (ktoś mądry podpowiada, że w oryginale było inaczej

(2) Chociaż muszę przyznać, że poznanie ludzi związanych z F wiele zmieniło w tej kwestii ;)

(3) Chcę w tym miejscu przeprosić pewną fforumowiczkę za użycie tego podsuniętego przez nią egzamplu, mam szczerą nadzieję, że tylko hiperbolizowała…

Odsłon: 1030 Komentarzy: 6


Ożeniłbym się

Kategoria: Rozrywka Monday, 01 February 2010, 00:41

Ostatnio jest tak niemożebnie nudno, że człowiek zająłby się każdą możliwą głupotą, nawet jeżeli wpakowałaby go w kajdany do końca życia. Zwłaszcza jeżeli ta ma w sobie coś ze sportów ekstremalnych, taka jazda bez trzymanki dla średnio-zaawansowanych.

Współczesny świat ma coś takiego do siebie, że nudzi. Osobiście obarczam za to winą niedojrzały rynek mediów, które starają się maksymalizować zyski tylko krótkoterminowo, nie wybiegając za daleko w przyszłość. Doprawdy, ile razy można w wigilię oglądać siedmiolatka broniącego się przed bandytami za pomocą mniej lub bardziej wyrafinowanych pułapek? Do znudzenia. Nikt nawet nie wpadnie na pomysł (a może i wpadnie, ale z nieznanych mi przyczyn nie zrealizuje) żeby w czasie świątecznym pokazać coś może niekoniecznie ambitniejszego, ale nowego (i to niekoniecznie wprost z kin, ale po prostu coś czego jeszcze nie było). A tak to telewizja w święta zieje łatwą do przewidzenia nudą i odgrzewanymi po raz kolejny pseudo-hitami. (I proszę mi tutaj nie przypominać, że święta to czas który należy spędzić z rodziną, to jest tylko przykład, dość zresztą aktualny.)

Ale nic to, telewizji od pięciu lat z okładem nie oglądam (poza naprawdę sporadycznymi wypadkami, albo sytuacjami gdy muszę) właśnie dlatego, że mnie… nudzi. Jako typowy przedstawiciel młodej inteligencji (a za takiego w młodzieńczej pysze lubiłem się uznawać) wolałem sięgnąć po książki (lub czasopisma). Jeszcze kiedyś w tych pierwszych bawiła mnie fabuła, byłem w stanie doczytać każdą chałę tylko po to by zobaczyć w jakiż to przemyślny (bądź wręcz przeciwnie) sposób autor zakończy swoje dziełko. Z czasem rzecz jasna odkryłem, że tak naprawdę wszystkie książki są o tym samym i kończą się mniej lub bardziej przewidywalnie (dobry kryminał, na ten przykład, zazwyczaj kończył się wykryciem sprawcy zabójstwa z pierwszego rozdziału). Wtedy przyszła pora na poszukanie nowych przyjemności w lekturze. Jako rasowy humanista (chociaż niekształcony w tym kierunku) szybko zacząłem doceniać walory stylu i warsztatu pisarskiego. I nie mam na myśli tutaj sięgania po jakąś pozycję  aby rozkoszować się piórem autora, ale rozkoszowanie się wbrew wszystkiemu innemu. Nie mam na tyle wyrobionego gustu by oceniać kto pisze zgrabnie a kto nie, ale wiem, że czytanie pozycji pewnych autorów (a mam tutaj na myśli beletrystykę, głównie – niech wyjdzie żem parweniusz – fantastyczną) sprawia mi kupę frajdy nawet jeżeli fabuła kuleje a bohaterowie są wycięci z wczorajszej gazety. Problem polega na tym, że takich autorów jest bardzo mało, a poszukując ich trzeba przebrnąć przez całe góry nudnego chłamu. A nawet jak już się znajdzie to nietrudno (zwłaszcza w literaturze współczesnej) trafić na niezbyt udaną pozycję zazwyczaj niezłego autora. Przebrnięcie przez nią to często droga przez mękę, ale człowiek się zapiera i w końcu daje radę, z końcem nie pojawia się jednak ani smak sukcesu, ani katharsis ani nawet uczucie ulgi – "już koniec, jak dobrze". Zła literatura pozostawia zniechęcający niesmak i uczucie znudzenia.

Jeszcze w czasach liceum, gdy już wszystko inne zawiodło, poszedłem szukać emocji (głównie) i rozrywki (w mniejszym stopniu) tam gdzie każdy inny Polak – w polityce. Najbardziej nerwowe lata mojego życia (a ci co mnie znają wiedzą, że cierpliwością nie grzeszę). Ileż to ja się nadenerwowałem, na to lewactwo i na tych komuchów, i na te przekręty, i tych złodziei ("i ten dym, i ten wiatr"). Zaczytywałem się wówczas we Wproście (które swoją drogą nudzi mnie dzisiaj niepomiernie), różnych internetowych blogach politycznych i gospodarczych (byłem na prostej drodze do zostania narwanym korwinistą, ale się opamiętałem) czy też brałem udział w niejednym pojedynku na słowa. Gdy wyjechałem na studia to na szczęście oderwałem się zupełnie na jakieś pół roku od mediów, wszystkich informacji zaczęło dostarczać mi dzisiaj nasze forum i jest to bardzo dobry układ. Informacje trafiają do mnie przejrzane, wyselekcjonowane i nierzadko opatrzone błyskotliwym komentarzem. (Warto tu dodać, że informacje te pokrywają nie tylko tematykę polityczną i sportową – odwieczną domenę panów, ale także życie prywatne gwiazd, polityków i wybranych forumowiczów. Co jest po prawdzie bezcenne.) Nie muszę przedzierać się przez strony nudnych wypocin by pożreć wzrokiem kilka interesujących zdań, leń ze mnie. Ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć: polityka jest nudna, to pasmo ciągłych aferek, awanturek, obietnic. Potrafi zirytować i dopiec do żywego, ale i tak nie sposób zajmować się nią dłużej niż piętnaście minut dziennie.

Ktoś się może zapytać: "Skoro wszystko cię koleś nudzi, to może chociaż studia sobie wybrałeś ciekawe?". A gdzie tam, studia wybrałem zgodnie z zainteresowaniami i predyspozycjami, a nie takie na które serce rwało. To trochę tak jak z zeswatanym małżeństwem z rozsądku, zazwyczaj dobrze dobrane i szczęśliwe, ale też bez wielkich miłosnych uniesień, słowików i serenad pod oknem. Wszechogarniająca nuda przerywana z rzadka czymś ekscytującym.

Na zaradzenie nudzie sposoby są dwa: twarde narkotyki i adrenalina. Przy czym te pierwsze są trudno dostępne i nielegalne, a zwiększanie stężenia tej drugiej często ryzykowne (bądźmy szczerzy, skręcenie karku w czasie zjazdu na łyżworolkach z Mount Blanc nie jest warte walki z nawet największą nudą). Na całe szczęście już nasze babcie (a za nimi zazwyczaj i rodzice) odkryły sposób na relatywnie bezpieczne połączenie tych dwojga – małżeństwo. Lata prowadzonych przeze mnie obserwacji pozwoliły potwierdzić postawione przez nie tezy, nic nie potrafi tak podnieść stężenia hormonów szczęścia (a syntezowanie ich spędza z oczu sen dilerom na cały świecie) jak miłość i nic nie przyśpiesza bicia serca jak perspektywa kłótni której trzeba zapobiec zanim wybuchnie. Nie ma co, w małżeństwie nie ma czasu na nudę (a o tym, że ten czas jest pewnie pochłaniany przez pracę nad związkiem niech opowiedzą w małżeństwie doświadczeni).

Odsłon: 5461 Komentarzy: 337


Czy tutaj można znaleźć żonę?

Kategoria: Fronda Saturday, 19 December 2009, 00:27

Czuję się poniekąd sprowokowany przez Głosia, a ponieważ jestem "szczeniakiem" nie mogę nie odpowiedzieć na zaczepkę. W swoim komentarzu do posta Marysi napisał:

Na blogowisku FF nawet gdy ktoś zapoda obrazoburczego albo blużnierczego posta, nie jest natychmiast obrzucany błotem, ale inni blogerzy cierpliwie tłumaczą mu, na czym polega jego błąd, wyjaśniają. A na FF infantylne wątki Konserwowanego zapewniają setki wpisów, tu nie miałby ze swoimi sztubackimi tematami ani jednej odpowiedzi. Sama więc oceń, gdzie jest wyższy poziom.

Przede wszystkim muszę więc podziękować za uznanie – dostrzegł mnie w gąszczu wpisów i określił jako wyznacznik niskiego standardu na FF. To dla mnie niewątpliwy zaszczyt, długo pracowałem na taką opinię i uważam ją za jeden (z nielicznych) życiowych sukcesów. Dość powiedzieć, że praca na nią zabrała mi prawie rok z życia, dodała mi wiele zmartwień (i przyjaciół rzecz jasna) oraz przybliżyła nieuniknioną siwiznę. Jestem święcie przekonany, że Głosiu mnie tutaj zrozumie, obaj wysilaliśmy się by mieć to co mamy.

Nie mam też do niego pretensji o określenie "sztubackie", po prawdzie to musiałem zerknąć do słownika żeby upewnić się co do jego znaczenia (polecam tutaj link) i stwierdzenie, że w żaden sposób nie jest on wobec mnie obraźliwy. Co tu wiele mówić, jestem młody i mam charakter niby uczeń przedwojennego liceum (dziś już się tego określenia nie używa, zatem wnioskuję, że nie dotyczyło dzisiejszych szkół).

Jednego natomiast stwierdzenia nie zdzierżę, dlaczego te sztubackie tematy miały by się tutaj nie przyjąć? Potraktował Was drodzy blogowicze trochę jak ludzi innego gatunku, czy też mówiąc wprost – trzeciego sortu. Zasmuca mnie to ogromnie! Jestem pełen wiary w Was! Obserwuję codziennie jak radzicie sobie z budową własnej społeczności, rzecz jasna wysłannicy  FF wspierają  Was nieustannie i bez wytchnienia (głównie tradsi, i to by było na tyle w dyskusji o misyjnym czy ewangelizacyjnym charakterze modernistycznych wspólnot), ale główny ciężar zadania spoczywa tylko na Waszych ramionach. Dlaczego więc mielibyście nie cieszyć się również z tematów lekkich i nie do końca poważnych?

Ja wiem, że życie jest przepełnione ważnymi tematami, jest tyle problemów które należy rozwiązać, tylu tradycjonalistów których trzeba poniżyć, tylu celebrytów których trzeba oplotkować… A nie, tym akurat się zajmujemy na FF:P Trzeba umieć się oderwać, nabyć trochę dystansu do siebie (oooo! jak tutaj o to trudno), na chwilę odłożyć szabelkę (panie) czy siekierę (panowie), ew. bazookę (moderniści) i zadumać nad czymś błahym i nieważnym jak… żona. No właśnie, odnosząc się do meritum, można tu znaleźć żonę czy też nie. Jak myślicie?

Odsłon: 1065 Komentarzy: 22


O żony szukaniu

Kategoria: Ogólne Monday, 23 March 2009, 17:57

Odchodząc z FForum zrobiłem sobie wątek pożegnalny na 180 postów, przyznam się szczerze, że mile to połechtało moje ego. Gdy stawiałem tam pierwsze kroki ktoś odchodząc dostał ponad 100 wpisów (co wtedy nie zdarzało się tak często, był to chyba nawet pierwszy tak duży wątek który czytałem), wydawało mi się to wówczas niemożliwe, jak forum internetowe może być tak zżyte i wewnętrznie spójne? Dopiero później zrozumiałem, że akurat to jedno skutecznie wymyka się wszelkim klasyfikacjom.
W tych stu osiemdziesięciu postach wybijał się jeden temat: szukanie żony, prawdę mówiąc napisałem o tym z przekory mając w pamięci mój poprzedni wątek (o uganianiu się za dziewczynami), w którym to zostałem dość dobitnie poinformowany, że żony z nieba nie spadają i trzeba się troszeczkę nachodzić by znaleźć odpowiednią kandydatkę na takową (nie wspominając już o chodzeniu, bieganiu tudzież lataniu by ją do siebie przekonać). Ja, człowiek naiwny i postromantyk, całe swoje życie wierzyłem, że dwie osoby spotykają się, przypadają sobie do gustu (nawet o wielkiej miłości nie mówię, nawet iskrzyć nie musi, ważne by im było dobrze ze sobą) i decydują się założyć rodzinę i mieć dzieci. Ślub, małżeństwo  w ogóle, jest wynikiem tej decyzji i na niej się opiera.
Ta teoria zawsze była dla mnie bardzo wygodna ponieważ pozostawiała szerokie spektrum możliwości mogące do małżeństwa prowadzić, poczynając od tego, że "żona spada z nieba", czyli po prostu spotyka się odpowiednią osobę i wszystko "dzieje się jak powinno", a kończąc na tzw. małżeństwach z rozsądku (w których nic zdrożnego nie widzę, co zresztą kiedyś już chyba na FForum tłumaczyłem). Przy próbie obalenia tej teorii przez część FForumowiczów pojawiło się nowe pojęcie: szukanie żony, zastanowiło mnie to tak głęboko, że aż spróbowałem odejść z forum (czego wynikiem był wzmiankowany na początku wątek, a co skończyło się raczej nieudolnie). No bo cóż to za czort 'szukanie kogoś' i to w dodatku żony?
Ludzie nie rosną na drzewach, to jest chyba oczywiste, nie możemy podejść do jednego, wybrać pasującą nam osobę i ją "zerwać", to by było zbyt proste, ale znowu rozglądanie się po ludziach poszukując od razu przyszłego partnera na całe życie jest chyba cokolwiek trudne. Być może do głosu dochodzi tu moje szczeniactwo (w końcu co dwudziestolatek może o tym wiedzieć?), ale wydaje mi się że podstawą powinno być szukanie innych ludziach przyjaźni (co mi zresztą też zostało zasugerowane i co wspaniale pasuje do mojej teorii), jeżeli po drodze przydarzy się zakochanie (czy inne otumanienie hormonami) to dobrze, jednak nie śmiałbym opierać swojej przyszłości jedynie na reakcjach chemicznych. Miłość którą przysięga się przed ołtarzem to nie reakcje chemiczne.
Przyznam się szczerze, że nawet próbowałem wyobrazić sobie takie "szukanie żony", ale co by to miało w końcu być? Uganianie się po duszpasterstwach (tudzież innych miejscach gdzie spotyka się tzw. "ludzi z wartościami") i szukanie dziewczyn w moim typie, no i jak wygenerować taki typ jeżeli się go nie posiada? A może zupełnie inaczej, poszukanie dziewczyny która mi odpowiada a później sprowadzenie jej na słuszną drogę światopoglądową? Obie te metody (a także wszystkie inne mi zaproponowane, nad którymi jednak nie mam ochoty się rozwodzić) wydają mi się brakiem poszanowania drugiej osoby, bo co to za ograniczanie jej do postrzegania przez pryzmat ewentualnego współmałżonka, oraz (muszę dopieścić swoje ego) gwałt na samym sobie, poprzez przyginanie woli do określonego spojrzenia. Być może za kilka lat, gdy spanikuję i zacznę rozpaczliwie szukać partneri, zmieni mi się spojrzenie na ten temat (no dobra, mam nadzieję, że przed początkiem paniki minie nie kilka ale co najmniej kilkadziesiąt lat;P). Niemniej obiecałem sobie rozglądać się uważniej, a nuż trafi się ślepej kurze ziarno!

Kermit prosił mnie bym zostawił ten temat i zajął się blogiem, obu próśb niestety nie mogłem spełnić, na całe szczęście nie zostanę z tego rozliczony ponieważ blogów nikt nie czyta.

PS Właśnie dostałem "pr0 tipa" ludzie nie rosną na drzewach, ale za to dziewczyny rosną na grządkach i zamiast je zrywać - wyrywa się, ale to temat na zupełnie inną bajkę, której i tak nikt nie przeczyta.

Odsłon: 970 Komentarzy: 6


Chcę wrócić na FForum ;C

Kategoria: Fronda Thursday, 19 March 2009, 21:12

Przyszedł kryzys.

 

No i wróciłem. Cóż... Po prostu mięńtki jestem i tyle.

Odsłon: 645 Komentarzy: 3


Life 1.0.1

Kategoria: Ogólne Wednesday, 18 March 2009, 19:45

Nowa wersja życia! Pierwszy w historii patch! Mnóstwo poprawek! Już jest wersja Alpha, każdy może testować!


Na sprawę zwrócił mi uwagę Zielony, ale nie podał szczegółów, ja pozwalam sobie opracować krótkie howto, które pozwoli nam uruchomić rzeczoną wersję.

Będziemy potrzebować przeglądarki Firefox (w jak najnowszej wersji) oraz odrobiny zmysłu informatycznego. Prawdopodobnie da się to zrobić także w Operze, ale nie jestem użytkownikiem tejże i nie pomogę, gdyby ktoś napisał wersję tego dokumentu dla tej przeglądarki to z chęcią ją tutaj umieszczę. Użytkownicy Safari jak zawsze radzą sobie sami a dla IE wciąż nie ma Life i pozostają na etapie wczesnej bety programu Trylobit.

No dobra, do dzieła!

  1. Instalujemy dodatek do Firefoksa ProCon Latte i restartujemy Firefoksa
  2. Po restarcie powinno się pojawić okno konfiguracyjne, otwieramy zakładkę 'Main Filter' i klikamy na 'Edit list'
  3. Na liście 'Blocked sites' na samym końcu dopisujemy 'forum.fronda.pl'

    UWAGA: Program zawiera wbudowaną listę usprawnień, przejrzyj dokładnie obie listy, być może dojdziesz do wniosku, że po zatwierdzeniu wszystkich internet stanie się dla Ciebie bezużyteczny!
  4. Zatwierdź wszystkie zmiany i wróć do używania Firefoksa
  5. ???
  6. PROFIT!!!

Tak! Właśnie stałeś się użytkownikiem testowej wersji nowego patcha! A teraz to na co wszyscy czekają czyli lista usprawnień:

  • Zwiększona ilość tzw. 'wolnego czasu'
  • Poprawione interakcje społeczne
  • Poprawa wyników w nauce czy też pracy
  • Dzielenie przez zero wreszcie jest możliwe!
  • I (podobno) wiele, wiele innych


Osobiście nie zaobserwowałem jeszcze z żadnych tych zmian, ale ufam, że gdzieś się tam czają. Za to odkryłem, że dostajemy podwyższone ciśnienie, nie wiem czy to feature czy bug, ale nie zamierzam tego zgłaszać, wreszcie nie muszę pić kawy;P

Odsłon: 845 Komentarzy: 0


Lepiej prowadzić bloga niż przesiadywać na FForum!

Kategoria: Fronda Wednesday, 18 March 2009, 16:07

Czyż to nie oczywiste? Na FForumie każdy wątek zostanie przeczytany a prawie każdy skomentowany, i już polemika gotowa. Powiedzmy sobie prawdę, komu się chce w dzisiejszych czasach polemizować? Pół biedy gdy w poście umieszczamy suchą informację, wtedy ewentualne polemiki po prostu ignorujemy, ale co począć gdy właśnie wytłumaczyliśmy całemu światu o co tak naprawdę w tym życiu chodzi (albo dlaczego Farfał wuj) a tu ktoś wyskakuje i polemizuje, zadaje niewygodne pytania, próbuje nam udowodnić, że nie mamy racji. No a żeby to jasna strzeliła, w takich warunkach nie da się pracować! Tu na blogowisku coś takiego nam nie grozi!

Natomiast zupełnie inną sprawą są nadgorliwcy wklejający w nasze wypieszczone wątki różne Sabatony tudzież pory, no cóż z takimi począć, na bana nie zasługują a plonkować wstyd (i nie ma znaczenia, że ktoś zawsze wkleja denerwujące śpiewające i tańczące flashowe animacje, tudzież jest po prostu trollem). Nie ma rady, trzeba zdzierżyć:(

 

Po kolejne: jest jeszcze problem z wszechobecnym dobrym humorem (no wyjątkiem są konferencje p. premiera Tuska, ale to temat na osobną notkę prasową), przychodzi na FForum człowiek z wypracowanym przez calutki poniedziałek złym humorem a tu dowcipów od metra, i cóż że często hermetycznych, klimat łapie się w mig! No i do tego ta różnorodność Fforumowiczów, każdy inny a wszyscy edukowani, oczytani, znający problemy współczesnego świata (ze szczególnym uwzględnieniem Polski, Watykanu oraz Niemiec, był też jeden specjalista od UK, ale chyba mu się kontrakt na zmywaku skończył). Czy przebywanie w takim klimacie może być zdrowe dla ciała i umysłu? Czy nie skrzywi światopoglądu? Czy nie zniechęci do nauki? Na te wszystkie pytania (skądinąd retoryczne) musicie odpowiedzieć sobie sami, dacie radę, wierzę w Was.

 

No i ostatnia sprawa, najważniejsza w sumie, Forum frondy (nie mylić z forum portalu fronda.pl, słyszałem, że ma powstać, a FForumowicze mają na nim mieć bana) rozwiązuje wszystkie problemy ostatecznie! Raz ustalono czy tyłem do ludu czy po łacinie, i wszyscy się tego trzymają, raz ustalono co począć z limbusem, i wszyscy się tego trzymają, analogicznie raz ustalono stosunek FForum do brawaryzmu, Iron Maiden, McDonalds McTusks (zestaw XXL) oraz jak podrywać dziewczyny „na neona” (ze cztery wątki na ten temat naprodukowano, wszystkie nie na temat, ci głupcy nie troszcząc się o wszechświat zapamiętale zwiększają entropię!).

 

Jak więc widać Blogowisko jest błogosławieństwem dla nas, te problemy nie mają szansy tutaj zaistnieć. I to wcale nie dlatego, że Admin zapamiętale pilnuje każdego wpisu oraz komentarza, nie dlatego, że komentarze się nie wątkują (co zdecydowanie utrudnia zarówno dyskusję jak i pyskówki), a także nie dlatego, że poziom Blogowiska jest wyższy od poziomu fforuma o jakieś trzy rzędy wielkości, nie nie dlatego. Po prostu blogów na portalu fronda.pl nikt nie czyta!

Odsłon: 1014 Komentarzy: 16


"Życie po życiu"

Kategoria: Ogólne Tuesday, 17 March 2009, 23:01

A więc stało się, rzuciłem Forum Frondy (umyślnie nie linkuję aby inni nie mieli frajdy z przebywania tam) i zyskałem mnóstwo wolnego czasu. Jak już się rzekło uzyskany w  ten sposób wolny czas zamierzam poświęcić na studiowanie (hłe, hłe, hłe), hobby, oglądanie seriali (ale to po Wielkim Poście) i siedzenie na portalu.

Ten portal to tak właściwie mnie przeraża, było sobie FF, było dobrze, katole i ciemnogród siedzieli sobie w swoim zakątku chwaląc al Adminu (oby jego wielbłądy wciąż nosiły fforumowiczów gdy już mnie nie ma pośród nich) i żartując z trolli, jednym słowem sielanka. A tu nagle Jego Chwalebność odpalił nam portala i się zaczęło! Newsy są, w dodatku codziennie, blogi, telewizja, grouppies, cuda wianki normalnie! Nawet gazety nas cytują! A właściwie chyba nie mogę mówić nas, bo kim to my niby jesteśmy? społecznością jaką? Fronda.pl tak się nam rozrósł, że FForum to mu już chyba nie potrzebne!

I tak samo jak przeciwko konstruktywizmowi, (ale nie w znaczeniu encyklopedycznym, o nie!) trawiącemu niby nowotwór nasze (a właściwie to już Wasze) forum, muszę wystąpić przeciwko marginalizacji FForumowiczów na portalu! Nowi użytkownicy chcą dostępu do informacji bez przekopywania się przez przez nawalanki poszczególnych frakcji, chcą uczestniczyć w życiu frondowego społeczeństwa nie używając slangu tak charakterystycznego dla społeczności (ach, jakże brakuje mi tych ciekawych1!), a co najgorsze, wydaje im się, że są przez to lepsi! Wasze niedoczekanie!

Skazując się na banicję z FForum, obiecuję przedsięwziąć wszelkie konieczne kroki mające na celu rekonkwistę tych pogańskich ziem! Zacznę od tego bloga! Będę tu pisał tak jak na starym dobrym FForumie, ale jednak na portalu. Co gorsza (dla Was) będę pisał długo i zawile, bo pisać lubię a teraz nie ogranicza mnie nikt, bo czytać tego nie musicie, a jednak to będzie i przez łącza internetowe, klawiatury, a na koniec i skórę będzie sączyć się w Wasz krwiobieg.

A poruszał będę wszystkie tematy o których nie miałem odwagi pisać na FForum, tutaj nie ryzykuję wątku na tysiąc wpisów i dwa bany! (A poza tym napomknę co jadłem na śniadanie, że pada no i nudzi mi się, nie liczcie na konstruktywizm!)

Wasz Konserwowany

Odsłon: 594 Komentarzy: 4


Jak trwoga to bić Boga

Kategoria: Religia Friday, 12 December 2008, 02:24

Kiedyś mówiło się: "jak trwoga to do Boga", to przysłowie może i dobrze opisywało pewien typ zachowań jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ale dziś jest nieaktualne i trzeba je zastąpić nowym.

Wydaje mi się, że dla tamtych czasów (sam jestem o wiele za młody by je pamiętać), następująca historyjka jest wcale prawdopodobna: Przykładowy Jan Kowalski żyje z dala od Kościoła, bez sakramentów, w niedzielę pojawia się na Mszy (lub nie), ale to tylko po to "by sąsiedzi nie gadali". Gdy jednak przerosną go problemy, w te pędy udaje się do kościoła, może nie od razu wyspowiadać i nawrócić, ale przynajmniej prosić Najwyższego o zmiłowanie tudzież wydobycie z kłopotów. W końcu „jak trwoga to do Boga”.

Takie zachowanie wydaje się co najmniej niehonorowe, jakim cudem można Kogoś przez nas wcześniej ignorowanego teraz prosić o pomoc? Wypadałoby, tak jak do tej pory, żyć na własną rękę i samemu zmagać ze swoimi problemami. Z drugiej strony ta ucieczka od rzeczywistości do sił nadnaturalnych, ma w sobie coś bardzo ludzkiego, któż z nas, nie udałby się w krytycznej sytuacji do kochających rodziców po pomoc? Paradoksalnie takie zachowanie świadczy o zdrowych filarach osobowości Janka, na których niestety nie stanął pałac ale glinianka.

Przyjrzyjmy się teraz współczesnym Nowkowi, na co dzień w Boga nie wierzy, mało tego, zwalcza aktywnie religię, Kościół oraz wierzących. Tak naprawdę to taki Kowalski, który urodził się w czasach bardziej przyjaznych dla niewierzących. Jednak gdy przyjdzie kryzys, skończy się źródełko z pieniędzmi (pewnie zaraz przed świętami zimowymi), czy też poważnie zachorują, to wstaną i krzykną: „Jakim sadystą musi być Bóg by nas tak traktować?!”.

Wytykanie im niekonsekwencji nie ma najmniejszego sensu, ten upadek to już nie kryzys wiary, ale osobowości. Można by pisać o nikłej świadomości religijnej, o fałszywym obrazie Ojca, zniekształconym nie tyle przez brak wiary co lata nienawiść do niej, czy też o nadziei, że pamięć o Bogu doprowadzi kiedyś do nawrócenia. Mimo wszystko mnie najbardziej uderza brak poczucia odpowiedzialności za własne życie, próba prześlizgnięcia się przez nie bez zaznania znoju i przykrości. Śmiem nawet stwierdzić, że ateizm nie może budować silnych, zdrowych społecznie jednostek, racjonalizm może jest dobry na czas prosperity, ale w kryzysie obnaża nasze słabości i niemoc kontrolowania własnego życia. Jest to o tyle smutne, że mając poczucie przytłaczającego ciężaru, ateiści nie tylko nie próbują go nieść, ale po prostu zrzucają go na Tego z Którym tak zaciekle walczyli, w przeciwieństwie do ludzi wierzących, którzy mają jeszcze „jeden poziom bezpieczeństwa” więcej i do pewnego stopnia starają się walczyć z przeciwnościami.

Być może są gdzieś ateusze, których „byle przeciwności” nie złamią, ale wierzę, że dla każdego istnieje granica po której przekroczeniu zacznie złorzeczyć jakiejś „sile wyższej”. W końcu „jak trwoga, to bić Boga”, nawet jeżeli Go nie ma.

Odsłon: 595 Komentarzy: 3


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.