
Tuesday,21 February 2012,21:06
Kategoria: Aborcja Tuesday, 21 February 2012, 21:06
Rozpoczynający się właśnie okres Wielkiego Postu skłonił mnie do refleksji, której nigdy dotychczas nie podejmowałem, jakby nie zauważając sprawy, mianowicie postanowiłem sobie zadać proste pytanie: Dlaczego WIELKI Post?
Oczywiście można szybko skojarzyć i utożsamić tę wielkość po prostu z długim okresem trwania i jest to z pewnością skojarzenie trafne. Ale na tym nie kończy się znaczenie tej nazwy; zawierają się w niej znacznie głębsze treści.
Można na przykład powiedzieć, że dla chrześcijanina Wielki Post powinien być czasem szczególnych i bardziej wytężonych duchowych ćwiczeń. Warto postarać się podejmować taką walkę po to, aby stać się bliższym duchowi Ewangelii, duchowi Bożemu , a przez to oddalić się od ducha świata, któremu niestey tak często ulegamy. W tym celu konieczne są wielkopostne postanowienia, choćby niewielkie, ale obejmujące całokształt naszego życia tak, abyśmy mogli jak najskuteczniej i w pełni przyblizać się do Chrystusa, choć przecież małymi krokami. A więc Wielki Post jest wielki wielkością tych zadań, które podejmujemy (i ujmujemy) w bardziej dogłębny sposób (a które, co prawda, powinny być nieodłączną częścią życia dążącego do świętości zawsze i wszędzie).
W końcu wielkość tego czasu wynika przede wszystkim z tajemnicy Zmartwychwstania, której oczekujemy.
W ogóle wszystko dotyczy i dotyka tutaj osoby Jezusa Chrystusa i jego Miłości.
Po pierwsze - ewangeliczne słowa. Kuszenie Jezusa na pustyni (Mt 4,1-11), Ewangelia z liturgii Środy Popielcowej (Mt 6,1-18) czy nauka o krzyżu (Mt 16, 24-27) - to teksty, które przez nadchodzące 40 dni powinniśmy jak najgłębiej kontemplować i oczywiście praktykować.
Po drugie - wielka tajemnica męki i śmierci Pana, którą pomagają nam rozważać nabożeństwa Drogi Krzyżowej oraz Gorzkich Żali.
Chciałbym, aby dla mnie i dla wszystkich chrześcijan Wielki Post był okresem wyjątkowym i rzeczywiście wielkim. Jeszcze jedna istotna kwestia - pamiętajmy, ża post nasz powinien być radosny! Nasza radość musi wynikać z wdzięczności Bogu za to, że daje nam tak błogosławiony czas, że wspomaga nas we wszystkim, a więc i także w naszych postanowieniach i w całej naszej pracy nad sobą (zaczynając od tego, że w ogóle nadaje jej sens).
"Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy." "Rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego!"
I na koniec, nierozłączny z liturgią Wielkiego Postu piękny pokutny psalm 51:
Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,
w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego!
Uznaję bowiem moją nieprawość,
a grzech mój jest zawsze przede mną.
Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą,
tak że się okazujesz sprawiedliwym w swym wyroku
i prawym w swoim osądzie.
Oto zrodzony jestem w przewinieniu
i w grzechu poczęła mnie matka.
Oto Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie,
naucz mnie tajników mądrości.
Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty,
obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję.
Spraw, bym usłyszał radość i wesele:
niech się radują kości, któreś skruszył!
Odwróć oblicze swe od moich grzechów
i wymaż wszystkie moje przewinienia!
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!7
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego!8
Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ochoczym!
Chcę nieprawych nauczyć dróg Twoich
i nawrócą się do Ciebie grzesznicy.
Od krwi9 uwolnij mnie, Boże, mój Zbawco:
niech mój język sławi Twoją sprawiedliwość!
Otwórz moje wargi, Panie,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę.
Ty się bowiem nie radujesz ofiarą
i nie chcesz całopaleń, choćbym je dawał.
Moją ofiarą, Boże, duch skruszony,
nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym.
Panie, okaż Syjonowi łaskę w Twej dobroci:
odbuduj mury Jeruzalem!
Wtedy będą Ci się podobać prawe ofiary, dary i całopalenia,
wtedy będą składać cielce na Twoim ołtarzu.
Odsłon: 106 Komentarzy: 0
Sunday,15 January 2012,19:46
Kategoria: Poezja Sunday, 15 January 2012, 19:46
Tak napełniłeś dusze głębinami świateł
niebami wschodów nakreśliłeś sensu mapę
Dasz nam oglądać chwałę niewidzialnych kresów
pozbyć się czasu i bezmyślnych interesów
Nie chcesz nic prócz wszystkiego - krótkie przykazanie
zamykasz pod sklepieniem ustających czynów
w nieustającą wartość, przygód pomnażanie
w ogień miłości na spalenie własnych synów
A płomień zwycięstwem unosi się bez dymu...
Odsłon: 79 Komentarzy: 2
Sunday,15 January 2012,19:39
Kategoria: Media Sunday, 15 January 2012, 19:39
Wczoraj, po ponad półrocznej przerwie, włączyłem telewizor, żeby przypomnieć sobie dokładniej, dlaczego właściwie nie korzystam z tego medium już od wakacji. Oczywiście takie przypomnienie nie mogło trwać zbyt długo, wszak staram się (z różnym rezultatem) nie marnować jakże cennego czasu tego krótkiego życia. Więc po krótkim, może 20-minutowym przeglądzie różnych kanałów niezaprzeczalnie nasuwa się kilka istotnych refleksji.
Przede wszystkim, tak długa przerwa w korzystaniu z telewizji dała mi teraz, jak sądzę, spojrzeć na sprawę niejako z pewnego dystansu, z większą dawką obiektywności niż dawniej. W takim stanie rzeczy oto, co pierwsze rzuca się w oczy: wszechobecny blichtr, i to zarówno na kanałach informacyjnych, jak i na kulturalnych czy „popularnonaukowych”. Mam intuicyjnie wrażenie, że wszystko to traci swoją jakość i staje się coraz bardziej prymitywne i jednokierunkowe. Jest duże prawdopodobieństwo, że moje wrażenie jest słuszne tym bardziej, gdy porównamy obecne programy z archiwalnymi programami sprzed 15 czy 20 lat. Przekaz audiowizualny, technika dźwiękowo-obrazowo-werbalnych oddziaływań posunęła się tak daleko, że skłonny jestem wręcz powiedzieć, że za daleko. Manipulacje i przekręty tzw. mainstreamowych mediów to sprawa aż nazbyt dobrze znana. Tak zwane programy rozrywkowe i kanały muzyczne to zwyczajnie kloaka (z wyjątkiem rzadkich wyjątków
) Dobry film czy ciekawy i w miarę obiektywny program publicystyczny to rzadkość. Kanały popularnonaukowe w dużej mierze zasługiwałyby na miano pseudonaukowych. W wielu programach brak rzetelnych danych w przedstawianych tematach; elementarną kwestię, jaką jest poznanie rozumowe, zastępuje się niejednokrotnie nieuzasadnionymi (i nieuzasadnianymi) gdybaniami i spekulacjami. No i oczywiście pusty splendor różnych dziwacznych efektów oraz „kontrowersyjnych i sensacyjnych” tematów – wszak bez tego nie można się obyć już nigdzie.
Drugie, również bardzo elementarne odczucie: odurzenie, będące oczywistą konsekwencją jakości przedstawianych treści, i co za tym idzie – ogłupienie. To narzędzie, jakim jest telewizja, stało się tak silne i tak ujmujące swoim oddziaływaniem z jednej strony, z drugiej zaś – z tego samego powodu – tak odrażające i głupie, że sam nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Nie chcę być pesymistą, ale w tej sytuacji bliżej jest mi do płaczu, zakładając, że pod wpływem tego oddziaływania w mniejszym lub większym stopniu znajduje się jakieś 60-70% społeczeństwa polskiego, w tym szczególniej chyba młodzież.
Patrząc na obecny stan „naszej” telewizji trzeba zadać sobie pytanie: w jakim właściwie kierunku ta machina zmierza? Ile jeszcze musi upłynąć czasu, aby zmieniło się w niej coś, ale na lepsze, aby zaczęły się pojawiać już nie mówię jakieś górnolotne i wybitne, ale chociaż normalne i przyzwoite filmy, programy publicystyczne, wreszcie – całe kanały? Nie wiem, ale jedno jest pewne – coś w końcu musi się zmienić w odwrotną stronę niż wszystkie obecne zmiany. Widzę dwie możliwości: pierwsza, o którą zapytałem przed chwilą, lub druga, w której po prostu zrozumiemy negatywny wpływ telewizji i masowo przestaniemy z niej korzystać.
Pierwotne idee często są piękne i szlachetne, ale chyba równie często zostają wypaczone. Z telewizją nie inaczej: miała być chrześcijańska misja, miała się rozwijać (i to przede wszystkim w swojej treści), miały być wolne media, obiektywne informacje, dobre filmy, przyzwoita i ambitna rozrywka…jak niewiele z tego zostało – nietrudno zauważyć, przynajmniej, jeżeli nie ogląda się nałogowo co najmniej godzinkę dziennie; wówczas rzecz oczywista – adoracja tego skażonego medium sprawia, że ono zwyczajnie myśli za nas, i to niestety źle myśli, zagrażając chociażby bardzo poważnie umiejętności prostego i uczciwego rozumowania. Toteż nie mogę mieć pretensji do tej jakże licznej rzeszy osób, które nie akceptują moich poglądów na temat telewizji i jej oddziaływania.
TV Trwam nie otrzymała ostatnio miejsca na cyfrowym multipleksie, i w nakreślonym wyżej kontekście, jest to zupełnie uzasadnione – na miejscu lewactwa też bym się wkurzył, gdyby ta w miarę przyzwoita i antyrządowa przecież telewizja ośmielała się walczyć o swoje (słuszne skądinąd) prawa. Nie zgadzam się oczywiście z całością reprezentowanych w TV Trwam poglądów, ale nie zmienia to faktu, że w obecnej sytuacji jest to chyba najlepsza telewizja w Polsce. W każdym razie nie znam lepszej.
Na koniec, rzecz jasna, będzie metaforycznie. Lubię porównania do ołtarzy zła, fałszywych proroków, bożków współczesnego świata, neopogaństwa i takie tam. Ale teraz przypomniałem sobie jakże mądrą i ponadczasową rzymską sentencję: „chleba i igrzysk” – to odwieczne pragnienie „prostego” ludu. Jak się to ma do naszej współczesności? Igrzysk nie brakuje, chociażby tych właśnie medialnych – w postaci telewizyjnych afer i sensacji, opluwania Kościoła i Ojczyzny w debilnych programach rozrywkowych czy w zmanipulowanych informacjach. Chleba, czyli mówiąc szerzej: zaspokojenia podstawowych potrzeb jak pożywienie czy dach nad głową też, wbrew demagogom, nie brakuje. Pytanie tylko, jak długo?
Odsłon: 198 Komentarzy: 7
Monday,18 July 2011,22:03
Kategoria: Filozofia Monday, 18 July 2011, 22:03
Ciekawym zjawiskiem współczesności jest pewna sprzeczność natury filozoficznej, którą, jak sądze, całkiem łatwo jest zauważyć. Z jednej bowiem strony widzimy kryzys religii, szczególnie chrześcijańskiej, ale mówiąc szerzej w ogóle spirytualizmu i wszelkich nadracjonalnych filozofii, a także zmarginalizowanie i pomniejszanie roli teologii. Wszystko to na rzecz pewnych, myślę że można śmiało powiedzieć, - ideologii - materialistycznej, mówiąc najogólniej, chcoć mniej lub bardziej precyzyjnie można pod to podpiąć wiele zjawisk, takich jak ateizm, hedonizm, empiryzm itd. A więc pewnego rodzaju odrzucenie tego co nadprzyrodzone, wyższe. Sferą zainteresowania staje się tylko i wyłącznie widzialna rzeczywistość, jedynym narzędziem poznania jest świadomość, a co za tym idzie należy być sceptycznym czy wręcz wrogim wobec istnienia Boga czy bogów, duchów, zjawisk nie udowodnionych naukami ścisłymi.
No właśnie - nauki ścisłe odgrywają tu, niesłusznie niestety, dziwną rolę pewnego rodzaju jedynej "wyroczni" w poznawaniu świata. Choć same w sobie nie negują przecież Boga czy, powiedzmy, księgi Rodzaju, to jednak wielu bardzo chełpliwie dopowiada to sobie, kierując się pewnymi błędnymi lub kompletnie nieuzasadnionymi analogiami czy wynikaniami. Jest to chyba najbardziej wyraźny symptom pomieszania porządku w materii szeroko pojętego badania rzeczywistości, że fizyką czy chemią próbuje się dowodzić na przykład nieprawdziwości opisów biblijnych, że matematyk czy biolog staje się autorytetem w nie swojej dziedzinie, na przykład moralności czy filologii, że w końcu z drugiej strony - próbuje się Pismo Święte niejako na siłę łączyć z (pseudo)naukowymi hipotezami. To wszystko tworzy poważny mętlik, pole do manipulacji, różne kuriozalne pozory itd, ale efekt końcowy niestety jest taki, że wielu ludzi, często nieświadomych, o co właściwie "tu" chodzi, zaczyna chwytać się tych łatwych, ale często wręcz demagogicznych i jak najbardziej błędnych, w mniejszym lub większym stopniu tez i poglądów, które, co ważne i co trzeba jeszcze zaznaczyć - opiera się na różnorakich błędach logicznych.
To jakby jedna strona medalu, z drugiej zaś widzimy być może równie intensywne i chyba narastające zainteresowanie tym, co nadracjonalne, w bardzo szerokim słowa tego znaczeniu. Tak zwane zjawiska paranormalne, duchy, wróżki, nadprzyrodzone eneregie, moce kosmosu, magia, czary, medytacje, mistyka, fantastyka i masa innych. Wynika to zapewne z bardzo naturalnego pragnienia czegoś więcej niż tylko ten przyrodzony świat, który widzimy, z poszukiwania doświadczeń wyższych, niesamowitych, w końcu także i z prostego, nieobcego nikomu pragnienia szczęścia. Wiadomo, że zarówno jedno, jak i drugie pragnienie można w sobie zatłumić i zakłamać. Wówczas widzimy triumf filozofii materialistycznych. Można też te pragnienia czy dążności wypaczyć lub źle nakierować, wtedy widzimy triumf filozofii nadracjonalnych, które, swoją drogą, są często, choć w różnym stopniu także irracjonalne, choć w innym sensie, niż hedonizm czy empiryzm, który stoi jakby po drugiej stronie barykady.
Mój wniosek z tego rozważania jest oczywiście bardzo prosty - trzeba nam poszukiwać złotego środka, aby nie uwłaczać zarówno rozumowi, jak i wierze, lecz aby i jedno, i drugie miało w poznaniu rzeczywistości swój należyty i wyważony, zdrowy udział. Gdzież to jest możliwe, jeśli nie w religii chrześcijańskiej?
Odsłon: 265 Komentarzy: 2
Sunday,06 November 2011,22:04
Kategoria: Poezja Sunday, 06 November 2011, 22:04
Poeta brudny tylko prostą pracą
Duchowo – ubogi, nędza, wiele grzechów
Ale są tacy którzy więcej stracą
Bo nawet w życiu nie chcą szukać leku
Bo nawet życia w życiu nie odnajdują
W swej pysze zapędzają się za daleko
Ale gdzie jeszcze odważą się posunąć?
Nie chcą, by ich otoczono opieką!
By nad ich duszami tarczę umieścić
By żyć a nie tylko wątle istnieć
Żywioły świata są, wiem, wielkiej potęgi
Lecz ogień miłości zawsze mocniej błyśnie
On nie iluzją i nie zginie ze światem
Bo świat się rozsypie, zgnije, nędzny proch!
Razem z tym wciąż płynącym, marnym czasem
Co z resztą ma swe końce wciąż, co krok
Więc biedni są, ślepi, żal mi ich zawsze
Ten nędzny żywioł z siłą ich porywa
Nie wolą stać na ziemi pięknej, jasnej
Więc wróg z nimi każdą potyczkę wygrywa
Wolą gnić ze światem, śmierci grona zrywać
A przecież nie ze świata mamy brać przykład
Ciosają z lichej myśli bożka – prymitywa
I myślą, iż wielcy są, niejeden o tym wykład!
Pycha i zakłamanie w ich sercach się gnieździ
Lecz wierzę, że zmienią się i otworzą w końcu
Że przyjmą z pokorą życia radosne wieści
Odwieczne słowo prawdy o Jaśniejącym Słońcu
Odsłon: 86 Komentarzy: 1
Monday,08 February 2010,17:49
Kategoria: Religia Monday, 08 February 2010, 17:49
"Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
<<Patrz, to coś nowego>> -
to już to było w czasach,
które były przed nami" (Koh 1,10)
Są w Piśmie Świętym takie miejsca, do których szczególnie lubię wracać i je rozważać. Jedną z moich "ulubionych" ksiąg Starego Testamentu jest Księga Koheleta. Jakże często można doświadczyć prawdziwości owych słów, które są głowną myślą tej księgi i przewijają się jak refren między jej wersetami:
"Marność nad marnościami, wszystko marność"
Niezwykle często można w życiu doświadczyć prawdziwości i głębi tej sentencji, przynajmniej w życiu chrześcijańskim, nastawionym na poszukiwanie Boga.
Wracając jednak do tego, co zacytowałem na początku: otóż chciałbym ten cytat odnieść do istoty zła. Wielu chrześcijan uważa, że żyjemy obecnie w jakiś wyjątkowo trudnych czasach, gdzie chrześcijaństwo jest narażone na ciężkie próby. Otóż nie trzeba znać zbyt wnikliwie historii, aby zauważyć, że zawsze tak było. Zmienia się jedynie forma metod działania szatana. Forma, bo metody też są takie same. Wilki w owczych skórach, fałszywi prorocy, mieszanie prawdy z kłamstwem…w którymże wieku czasów ostatecznych tego nie było? Istota rzeczy rzeczywiście trwa taka sama. Mogą się też zmieniać narzędzia – i się zmieniają. A raczej dochodzą nowe. Na przykład niektóre media i ich silnie toksyczne oddziaływanie na człowieka. Oczywiście że często działające bardzo subtelnie i wręcz niezauważalnie. Ukrycie – przecież Złemu zawsze na tym zależało. Wmówić ludziom że nie istnieje – to jego największy sukces. Pisała o tym św. s. Faustyna w "Dzienniczku", gdy przeżywała wizję piekła. "Tam jest najwięcej dusz, które nie wierzyły w istnienie szatana". Tak więc coraz większa mnogość form i narzędzi, poprzez jakie działa diabeł, może niektórym mylnie narzucić myśl, że coraz trudniej jest dążyć do zbawienia. Niekoniecznie. Myślę, że tych narzędzi i form jest coraz więcej, ponieważ szatan jest słaby. Im bliżej paruzji, tym intensywniej działa, aby jak najwięcej dusz odciągnąć od Życia i Prawdy. Potęgująca się liczba jego, często skrajnie prymitywnych działań, jest jakby krzykiem rozpaczy. Pośpiechem, paniką. A my, chrześcijanie, mamy dane raz na zawsze te same narzędzia. "Kiedy się modlicie, tak mówcie: Ojcze nasz…" 1600 lat temu św. Monika poprzez swoją wytrwałą modlitwę nawróciła swojego syna, św, Augustyna, wielkiego filozofa i doktora Kościoła. Dzisiaj też wielu ludzi dokonuje cudów wytrwałą i pokorną modlitwą. Sakramenty święte, a szczególnie Eucharystia, dawały umocnienie pierwszym chrześcijanom, mordowanym w rzymskim amfiteatrze. Dzisiaj ta sama siła i łaska tych samych sakramentów pozwala wytrwać męczennikom w Chinach, Wietnamie, Turcji, Iraku, Iranie…Pozwala także wytwać nam, atakowanym poprzez media, manipulacje, niby rozumny i racjonalny sposób myślenia (patrz: ateizm). Pamiętajmy jednak, że to wszystko jest marnością. Grzeszną zgnilizną. Pył tej zgnilizny wieje nam w oczy, ale to trwa tak krótko…wystarczy zamknąć usta i oczy, nie chłonąć marności, odpierać pokusy wszelakiego rodzaju łaską, jakiej Chrystus ku temu udziela (1 Kor 10,13). Przecież on sam nas wzywa "Wchodzcie przez ciasną bramę!(…)Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują."(Mt 7,13a.14). Od razu jesteśmy więc uświadomieni przez Pana, że jego naśladowanie nie jest łatwe. Czy w pierwszym, czy w dziesiątym czy w dwudziestym pierwszym wieku – zawsze prawdziwe naśladowanie Chrystusa było i jest prawdziwym trudem. Warto go jednak podjąć. Nie pozwolić, by nasza miłość ostygła, nasza nadzieja wygasła. Bo nic się w swojej istocie nie zmienia. Zło jest złem, dobro jest dobrem. Białe jest białe, a czarne jest czarne. Skała jest skałą, nie piaskiem, jak niektórzy chcieli by nam to absurdalnie wmówić. Ale wystarczy tylko mieć oczy duszy szeroko otwarte, a nie zginiemy., lecz żyć będziemy. "Kto wytrwa, będzie zbawiony" (Mt 24,13). Wytrwać przy Chrystusie, to wytrwać w radości i chwale Jego zmartwychwstania i wniebowstąpienia, ale także i wytrwać przy Jego krzyżu. Prośmy i dążmy do Pana przez jego Matkę. Skoro On przyszedł poprzez Nią na ten świat, aby "dać świadectwo prawdzie", więc naturalne jest, że i myśmy powinni dążyć do Jezusa przez Najświętszą Dziewicę. Wtedy na pewno nie zginiemy. Amen!
Odsłon: 227 Komentarzy: 1
Sunday,07 February 2010,11:19
Kategoria: Kultura Sunday, 07 February 2010, 11:19
Z pewnością w dzisiejszych czasach muzyka klasyczna nie jest zbyt popularna, szczególnie wśród ludzi młodych. Dlaczego? Bo jest trudna w odbiorze, trudniejsza w każdym razie od disco polo czu popu. Wymaga od słuchacza dużej wrażliwości i pewnego przygotowania. Nic więc dziwnego, że współcześnie nasze uszy są "zalewane", czy tego chcemy czy nie, tzw. "łatwą muzyką" (tak to sobie nazywam, chociaż to spore uogólnienie).
Jednak sam na własnej skórze (a właściwie na własnych uszach) przekonałem się, że na tych, co zechcą poznać muzykę klasyczną, czeka prawdziwa muzyczna uczta. Jeśli chodzi o mnie konkretnie, to dominuje właściwie tylko jeden wykonawca – F. Chopin. Pamiętam czasy, jeszcze całkiem niedawno, może z rok-półtorej roku temu, że jego muzyka wydawała mi się dziwaczna i wybitnie nudna. Ale jakoś tak się to poczęło układać, że na początku tego roku miałem już na swojej "empetrójce" kilka utworów chopina. Obecnie słucham kilkanaście, i nadał "odkrywam" nowe. Myślę, że trwający właśnie rok Chopinowski jest tym bardziej dogodnym czasem, aby zgłębić nie tylko jego kompozycję, ale w ogóle zapoznać się szerzej z muzyką klasyczną. Naprawdę warto.
Na koniec zapraszam na stronę internetową Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina: http://pl.chopin.nifc.pl/institute/ Szczególnie zaś warto zajrzeć do tego działu: http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/composition/search Możemy tutaj posłuchać wiele pięknych utworów Chopina w "historycznym" wykonaniu (na instrumencie z epoki), a także np. poczytać historię powstania danego dzieła.
Odsłon: 519 Komentarzy: 10
Saturday,14 November 2009,21:29
Kategoria: Religia Saturday, 14 November 2009, 21:29
Z Księgi proroka Daniela
W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze. Dn 12,1–3
Fragment ze starotemstamentalnej księgi Daniela wydaje się być bardzo tajemniczy. Czytając go narzuca się automatycznie skojarzenie z Apokalipsą św. Jana. Jest pisany podobnym językiem i traktuje o trochę niejsanych sprawach, które wydają się nam bardzo odległe. Jednak mimo wszystko można zauważyć czytelny temat tego fragmentu. Tym tematem jest Sąd Ostateczny. Już w Starym Testamencie mamy o tym napisane. "Nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały". To samo mówił przecież swoim uczniom Chrystus, o czym przeczytamy z resztą w dzisiejszej Ewangelii. Czasy ostateczne będą trudne, jednak ostoją się wśród nich Kościół Chrystusowy i ludzie prawi. "W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze". To pełne radości słowa. Ucisk nie będzie trwał wiecznie, przyjdzie w końcu koniec. Wspomniany motyw "zapisania w księdzie" pojawia się później bardzo często w Apokalipsie. Zapisany w księdze to człowiek opieczętowany Bożą pieczęcią, sprawiedliwy, nadający się do życia na wieki z Bogiem.
"Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze." Ten fragment to niezwykle wręcz jasny obraz Sądu Ostatecznego. Ci którzy posnęli w prochu ziemi, czyli ciała ludzkie, zbudzą się, i dobrzy zostaną oddzielieni od złych. To jest właśnie ta prawda, którą wyznajemy w Składzie Apostolskim: "wierzę w ciała zmartwychwstanie". Warto sobie o tym przypomnieć, że także i nasze ciała zostaną wskrzeszone do życia z Bogiem (piszę o tym szczególnie dlatego, ponieważ zauważam że ludzie często zapominają o tej prawdzie).
Z Listu do Hebrajczyków
W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do pełnienia swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, „aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego”. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy. Hbr 10,11–14.18
Drugie czytanie na jutrzejszą niedziele jest z listu do Hebrajczyków. W całym tym liście autor (św. Paweł?) kładzie nacisk szczególnie na udowodnienie niesamowitego kapłaństwa Chrystusa oraz na udowodnienie prawdziwości i wyjątkowości jego ofiary za nas. W tym fragmencie mamy obraz kapłana Starego Przymierza, a więc kapłana żydowskiego, który każdego dnia składa ofiarę. Żydzi składali ofiary z różnych zwierząt, o czym wiemy chociażby bardzo wiele ze starotestamentalnych psalmów. Autor listu wskazuje, iż ofiary te nie mogą "zgładzić grzechów". Natomiast Chrystus tylko raz złożył za nas ofiarę. Była to oczywiście ofiara na krzyżu. Teraz zasiada on po prawicy Boga. Szczególnie ważne w tym fragmencie jest zdania: "Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy." Pan Jezus poprzez swoją śmerć na krzyżu udoskonala uświęconych. Nie może udoskonalić kogoś zatwardziałego i zamkniętego na wiarę, chociaż co prawda umarł za wszystkich ludzi, ale ciągle mamy wolną wole i ciągle my sami decydujemy czy chcemy mieć udział w jego ofierze, w jego krzyżu. I, co najważniejsze, w jego zmartwychwstaniu. Gdzie grzechy zostały odpuszczone, a zostały poprzez krzyż Chrystusa, tam nie trzeba już następnej ofiary, ciągłego powielania ofiar, jak to miało miejsce przed Chrystusem. Oczywiście nadal sprawujemy ofiarę Eucharystyczną, ale nie po to by przebłagać za grzechy lecz na pamiątke tego ptzebłagania, tej ofiary której RAZ tylko na wieki dokonał Chrystus.
Słowa Ewangelii według świętego Marka
Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. Mk 13, 24–32
Na początek należy powiedzieć, że ten fragment należy rozumieć podwójnie. Z jednek strony jako zapowiedź ostatecznego przyścia Jezusa przy końcu świata, ale nie można też pominąć tego zdania, że "nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie". Chodzi więc także w jakimś stopniu o zapowiedź zburzenia świątyni jerozolimskiej, co nastąpiło w roku 70.
Pierwsze dwa zdania to bardzo konkretne obrazy. O spadających gwiazdach i słońcu nie dającym światła pisze poźniej św. Jan w Apokalipsie. Może należy to rozumieć dosłownie, a może to tylko obrazy mające pokazywać okropność czasów ostatecznych? Tego nie wiemy. Dalej czytamy o przyjściu Jezusa na obłoku, oraz o posłaniu po wszystkie krańce Ziemi. Cel wiadomy – zebranie i osądzenie wszystkich ludów. Ta część Ewangelii jeśli się nieco zastanowimy, jest w gruncie rzeczy podobna do pierwszego czytania. Tyle że tutaj mamy już bardziej konkretnie i obrazowo. Przede wszystkim istotne jest to, że to Jezus przychodzi przy końcu świata, o czym w ST oczywiście nie możemy przeczytać.
W następnej części tego fragmentu mamy mądre pouczenie Jezusa, który nakazuje nam uczyć się od drzewa figowego. Wydaje ono na wiosnę liście, z resztą tak jak każde inne drzewo. Wiosna jest porą roku przed latem. Dla nas jest to więc obraz, iż znaki wymienione na początku fragmentu są jakby wiosną, zapowiadającą przyjście lata czasów ostatecznych. Mamy się przygotowywać do przyjścia Pana ciągle, każdego dnia swojego życia, a gdy ujrzymy te znaki, tym bardziej. "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą" To chyba jedne z najważniejszych i najbardziej doniosłych słów ewangelii. Jest to może nawet pewne wyolbrzymienie, które ma nam przedstawić, że słowo dane od Boga przetrwa i wypełni się na pewno, choć skończy się wszystko. Już psalmista w ST pisze "od dawna wiem z twoich napomnień, że ustaliłeś je na wieki". Słowo Boga zawarte w Biblii jest jakby nieśmiertelne, a szczególnie Ewangelia.
Odsłon: 279 Komentarzy: 0
Friday,13 November 2009,12:30
Kategoria: Wiadomości Friday, 13 November 2009, 12:30
Witam! Uprzejmie ogłaszam, iż założyłem bloga na stronie internetowej www.fronda.pl. Mam nadzieję że ten blog przetrwa długo. Obym tylko miał wenę żeby coś pisać (bo jest naprawde wiele tematów). Pozdrawiam i zapraszam wszystkich, już niedługo będzie pierwszy (a właściwie drugi) wpis, mam nadzieję że bardziej rozległy :)
Pokój i dobro! Pamiętajcie o śmierci!
Odsłon: 305 Komentarzy: 9
1
