Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Jeszcze raz o karze śmierci

Kategoria: Teologia Sunday, 01 July 2012, 10:08

6 stycznia na antenie Radia Watykańskiego pojawił się pierwszy felieton z cyklu "Bioetyczny labirynt". Poniżej jego treść...

 

Bioetyczny labirynt - kara śmierci

Bioetyka jest rzeczywiście labiryntem. Stworzona na styku moralności i wiedzy medycznej, etyki i biologii, przenicowana zagadnieniami z zakresu prawa, ekonomii, socjologii, psychologii i Bóg wie czego jeszcze, próbuje odpowiedzieć na pytanie o dobro i powinność. Pochyla się nad człowiekiem: nad lekarzem i nad chorym, nad katem i skazanym, nad farmaceutą i laborantem, nad parlamentarzystą ustalającym prawa i sędzią je egzekwującym. Pochyla się i pyta: czy dobro człowieka, czy dobro każdego z tych ludzi jest uszanowane? Czy ich życie i działanie są na miarę ich człowieczeństwa, czy też są znakiem, że gdzieś po drodze zagubione zostało to coś, co nazywamy godnością.

Nie zawsze się umiemy w tym labiryncie odnaleźć. Nie potrafimy sobie poradzić z konfliktem dóbr i wartości, pragnień i oczekiwań, wymagań, praw i możliwości ich zaspokojenia. Jakże często stajemy bezradni z poczuciem, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, mając po jednej stronie działania – zdawałoby się – skuteczne, choć niegodziwe, a po drugiej – moralnie dobre, acz nieskuteczne. I jakże łatwo wówczas zrezygnować z wysokich standardów moralnych w imię doraźnych efektów. 

Doskonały przykład takiego dylematu dostarczyła ostatnio dyskusja nad propozycją przywrócenia kary śmierci. Podnoszono przeróżne argumenty, odwołując się do wielu nauk, od psychologii i socjologii, po teologię i nauczanie społeczne Kościoła. Co ciekawe, każda z tych nauk dostarczała dyskutantom argumentów uzasadniających ich poglądy; przynajmniej takie to sprawiało wrażenie. Niesłusznie w moim przekonaniu.

Kara śmierci nie jest wynalazkiem nowym. Wręcz przeciwnie. W gruncie rzeczy jest najstarszym ze sposobów radzenia sobie z tymi, których postrzega się jako sprawców ciężkich przestępstw i zbrodni. Jej sens jest jednoznaczny i czytelny: „dla ludzi tak postępujących nie ma miejsca w społeczeństwie, a dla ich czynów nie ma usprawiedliwienia”. Zbrodniarz jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego i należy to zagrożenie wyeliminować. Przestępstwo spowodowało poważne szkody społeczne i sprawiedliwość domaga się wyrównania rachunków.

Rzecz w tym cała, że kara śmierci tylko pozornie te cele realizuje. Pozbawienie życia sprawcy zbrodni jest w swej istocie zastosowaniem przemocy wobec sprawcy przemocy. Jest usankcjonowanym przez prawo, dokonanym z premedytacją zabójstwem człowieka, który sam wcześniej popełnił ciężkie przestępstwo. Jest więc dodaniem do łańcucha zła kolejnego ogniwa – jest jakby tłumieniem pożaru przez ogień. Ryzykowna metoda, niekiedy skuteczna, ale – czy dobra?

Nie jest też kara śmierci wyrównaniem rachunków, przynajmniej w sensie naprawienia powstałych szkód. Uśmiercenie winowajcy niczego nie naprawia: nie przywraca życia zabitym przezeń ludziom, ani nietykalności zgwałconym przezeń kobietom. Nie zwróci pieniędzy okradzionym z dorobku życia rodzinom. Nie, jedynym skutkiem jest ten, że do listy szkód spowodowanych przez przestępcę sąd wraz z katem dopiszą jeszcze jedną – jego śmierć.

Nie sposób przy okazji nie spytać, za jakie przestępstwa miałaby być nakładana kara śmierci. Stwierdzenie, że chodzić miałoby o najcięższe zbrodnie, jest dalece nieprecyzyjne, tym bardziej, że ciężar zbrodni zależy od społecznych nastrojów. Kiedyś najcięższymi zbrodniami były bluźnierstwa przeciw Bogu. Innym razem były to zbrodnie przeciw ustrojowi socjalistycznemu. Morderstwa i gwałty były stawiane na równi z defraudacją pieniędzy. Zważywszy, w jakim kierunku podążają przemiany społeczne, można postawić tezę, iż mogą nadejść dni, gdy zbrodnią będzie sprzeciw wobec promocji homoseksualizmu.

Kara śmierci ze swej natury jest nieodwracalna, a jednocześnie – ponieważ jest wymierzana przez ludzi w oparciu o dowody przez ludzi zebrane – stosunkowo łatwo może się stać przykładem pomyłki sądowej, również nieodwracalnej. W jaki sposób naprawić wówczas, czy zrekompensować wyrządzoną krzywdę? Nie ma na to szans... Nie ma także szans na poprawę życia, gdyż życie przestępcy zostaje mu odebrane. Wszystko, co mogłoby być naprawione, zostaje ostatecznie zniszczone.

Dlaczego zatem, mógłby ktoś zapytać, Kościół popiera obecność kary śmierci w systemie penitencjarnym? Otóż – wbrew wypowiedziom różnych gwiazd sceny publicznej – Kościół kary śmierci nie popiera, a jedynie ją dopuszcza, a to nie jest to samo. Jak Mojżesz ze względu na zatwardziałość serc zezwolił na rozwód w Izraelu, tak Kościół stwierdził, że dla unieszkodliwienia napastnika należy uznać prawo władzy publicznej do karania, „nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najcięższej wagi”. Zaznacza jednak natychmiast, że władza powinna stosować środki bezkrwawe, tam gdzie wystarczają one do tego celu. 

Dziś można przestępcę unieszkodliwić przez umieszczenie go w więzieniu, jeśli się tego chce. Zresztą, skazani na śmierć czekają nierzadko na wykonanie wyroku przez długi czas przechodząc przez kolejne apelacje. Wyrok śmierci nie służy zatem unieszkodliwieniu zbrodniarza, ale wykonaniu pomsty na nim za popełnione zbrodnie. Rzecz w tym cała, że taka motywacja nie znajduje żadnego usprawiedliwienia ani w Ewangelii, ani w nauczaniu Kościoła. Jeśli zatem możliwe jest bezkrwawe zapewnienie bezpieczeństwa społecznego, uśmiercenie nawet największego zbrodniarza oznacza przekroczenie granic obrony koniecznej i samo staje się zbrodnią wołającą o pomstę do nieba. Bo jakby na to nie patrzeć, Chrystus zwolennikiem kary śmierci nie był. Przyjął na siebie zbrodnię wymierzoną w majestacie prawa, by na sobie zatrzymać łańcuch zła. 

Odsłon: 376 Komentarzy: 4


HPV

Kategoria: Wiadomości Sunday, 02 January 2011, 07:55

Sam nie wiem, czemu zaglądam na portale, które raz po raz puszczają "szczury" wymierzone w rodzinę, małżeństwo, rodzicielstwo czy po prostu w wiarę chrześcijańską i Kościół. Nazwę portalu, który tym razem doprowadził mnie do… inspiracji blogotwórczej pominę milczeniem – surferzy pewnie i tak go zidentyfikują, ale reklamy nie dam.

Pojawił się w portalu owym na pierwszej stronie dramatyczny wpis o dziesiątkującej polskie kobiety chorobie – raku szyjki macicy. Choroba rzeczywiście paskudna. Można i trzeba ją leczyć. Zirytowała mnie jednak nie informacja o chorobie, ale wnioski, jakie autorzy z tej informacji wyciągają.

Wirus HPV (Human Papillomavirus) jest ludzkim wirusem brodawczaka. Znanych jest około 120 odmian tego wirusa, z czego około 40 odmian przekazywanych jest drogą płciową. Źródła donoszą, że największa liczba zakażeń ma miejsce pomiędzy 15 a 25 rokiem życia, zaś największa zachorowalność na wywołanego wirusem raka szyjki macicy przypada na wiek 45-59 lat.

Nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że okres dorastania jest szczególnie naznaczony zachowaniami niebezpiecznymi z punktu widzenia chorób przenoszonych drogą płciową. Powodujące zakażenie drobnoustroje mogą być "dostarczone" nie tylko podczas współżycia, ale także podczas pieszczot seksualnych; jeśli zaś rodzice są nosicielami wirusa, mogą zarazić dziecko podczas czynności związanych z higieną niemowlaka. W gruncie rzeczy jedyną formą całkowitego zabezpieczenia się przed infekcją – tu nawet cytowani przez "Portal" eksperci są zgodni – jest wstrzemięźliwość seksualna lub całkowita (a więc od początku aktywności seksualnej) wierność w żwiązku mężczyzny i kobiety. Nieuporządkowane kontakty seksualne z różnymi osobami są natomiast prostą drogą do infekcji – siebie i współmałżonka.

Cóż więc radzą eksperci? Radzą szczepienia przeciw wirusowi HPV. Z tekstów eksperckich jednoznacznie wynika, że nie ma możliwości, by spełnić wymóg czystości. Przykładowy tekst – proszę mi wybaczyć, że go tu zacytuję – jest przejawem tej swoistej logiki:

Utrzymanie „czystości” obustronnej – kobieta, mężczyzn i zasada bycia dla siebie jedynymi partnerami – może gwarantować czystość od HPV. Wprowadzenie profilaktycznej szczepionki przeciwko zakażeniom HPV – podanej w okresie inicjacji seksualnej (petting, autoerotyzm, przypadkowy seks pochwowy bez prezerwatywy) u dziewczynek i chłopców jest idealnym zabezpieczeniem przeciwko następstwom zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego.

To są dwa kolejne zdania. Związku między nimi nie ma żadnego. zachęty do wychowania w duchu odpowiedzialnej, czystej miłości też nie ma. Jest założenie, że seks uprawiają wszyscy i wobec tego nie ma co się zajmować wychowaniem do postaw nieżyciowych.

Temu trendowi trzeba się przesiwstawić. Czystość jest możliwa, choć jest trudna. Lepiej budować w młodych ludziach postawę odpowiedzialnej miłości, niż z góry zakładać, że to nie ma sensu.

Odsłon: 1939 Komentarzy: 48


"Przedruk" z ND - O in vitro, miłości i dzieciach

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 12 May 2010, 21:48

Jeśli poseł Jarosław Gowin twierdzi, że istnieje zasadnicza różnica między in vitro a aborcją, to należy wskazać, że aborcja jako metoda pozbywania się niechcianych dzieci staje się częścią in vitro. Co więcej, jest nieuchronnie wpisana w tę metodę. Dlatego brak akceptacji Kościoła katolickiego dla tej metody jest po prostu nieunikniony.
Po pierwsze, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest aborcja. W skrócie można powiedzieć, że jest spowodowaniem śmierci dziecka przed jego narodzinami. Wątpiących odsyłam do wyjaśnień Stolicy Apostolskiej, które można znaleźć także na stronie internetowej Watykanu. Wprost mówi się tam o ekskomunice w kanonach 1398 i 1401 Kodeksu Prawa Kanonicznego, które dotyczą spowodowania śmierci każdego dziecka przed jego narodzinami, niezależnie od miejsca, czasu i sposobu tego dokonania. Innymi słowy, nie ma znaczenia, czy dziecko jest eliminowane z łona matki, czy z szalki Petriego. Jeśli uznajemy, że mamy do czynienia z człowiekiem, a przecież nie jest to hipopotam (!), tylko byt ludzki, i nie ma znaczenia, czy ma 2, 16, czy 100 komórek, to przerwanie jego życia jest równoznaczne ze spowodowaniem śmierci, a więc – zgodnie z definicją – aborcją!
Drugi problem to relacja do procedury in vitro. Co prawda w wyniku sztucznego zapłodnienia nie powoduje się wprost śmierci dziecka, tylko powołuje się je do istnienia, ale jest to zdanie prawdziwe wyłącznie w odniesieniu do jednego dziecka. Tymczasem w rzeczywistości niemal nigdy nie postępuje się w ten sposób.Proponowane przez Jarosława Gowina (Jarosław Gowin, "Aborcja – zło i nieszczęścieŇ, "RzeczpospolitaŇ, 30.11.2010) rozwiązanie ograniczające liczbę powoływanych do życia dzieci wydaje mi się – w świetle mojej wiedzy bioetycznej – mało realistyczne, natomiast niebezpieczne prawnie. Przyzwolenie na in vitro w jakiejkolwiek formie oznaczać będzie przyzwolenie w ogóle, a więc otworzy pole do poszerzenia metod i dróg jego stosowania. Tak było w Wielkiej Brytanii, w innych krajach. Nie ma żadnej gwarancji, że tak się nie stanie również w Polsce. W bioetyce jest to zjawisko często opisywane – nazywa się je równią pochyłą.
Trzeba zdawać sobie sprawę, że w praktyce klinicznej, dla osiągnięcia większej efektywności, stosuje się procedury, poprzez które najpierw wywołuje się multiowulację kobiety, następnie zapładnia się wszystkie pobrane komórki jajowe, część powołanych w ten sposób do istnienia dzieci zamraża się, a reszcie (około 5) pozwala się rozwijać. Spośród nich wybiera się te, które dają szansę możliwie najlepszego rozwoju. Oznacza to, że pozostawione dzieci umierają, na skutek arbitralnych decyzji lekarza, jako te, które uznano za niewarte dalszego życia. Dodatkowo w trakcie procedury zamrażania mniej więcej połowa tych dzieci także umiera. A zatem umierają one wskutek bezpośredniego działania człowieka. Jeśli nawet intencją człowieka nie jest spowodowanie śmierci, to natura takiego ludzkiego działania jest taka, że tę śmierć powoduje.
Sama intencja, że nie chce się kogoś zabić, nie jest wystarczająca, jeśli działanie samo w sobie stwarza śmiertelne zagrożenie. Innymi słowy, jeśli np. zrzucam kogoś z balkonu z 10. piętra, to nawet jeśli nie chciałem spowodować jego śmierci, nie mogę zakładać, że z całą pewnością ta osoba przeżyje. Co więcej, jest wysoce prawdopodobne, że zginie. Jeśli więc technik-laborant dokonuje zamrożenia człowieka w jego wczesnej fazie rozwoju, to nie może zakładać, że każdy człowiek przeżyje, skoro wie, że statystycznie 50 proc. tych zamrożonych dzieci ginie! To wszystko oznacza, że zgodnie z przyjętymi procedurami in vitro (w każdej formie), stosowanymi i w Polsce, i na świecie, aborcja, czyli spowodowanie śmierci dziecka w najwcześniejszej fazie jego rozwoju, jest nieuchronnie wpisana w tę metodę. W dodatku w przypadku ciąży mnogiej, czyli wszczepienia matce większej liczby dzieci w stadium embrionalnym, jeśli któreś z nich wykazuje wady rozwojowe lub genetyczne, lekarze zwykle zalecają i przeprowadzają aborcję selektywną.
Jeśli więc poseł Jarosław Gowin twierdzi, że jest zasadnicza różnica między in vitro a aborcją, to dostrzegając tę różnicę, trzeba pamiętać o tym, że jako metoda pozbywania się niechcianych dzieci aborcja staje się częścią procedur zapłodnienia pozaustrojowego. Dlatego rozstrzygnięcie Kościoła katolickiego dotyczące braku akceptacji tej metody jest po prostu nieuniknione.
Pragnę dziecka jak rzeczy
Sprawa "pragnienia dziecka" przywoływana przez adwokatów zapłodnienia pozaustrojowego jest niewątpliwie ważna, tym bardziej że jest czymś naturalnym i dobrym. Ale należy postawić pytanie, czy możemy dążyć do posiadania dziecka za wszelką cenę. Odpowiedź brzmi: "Nie!". Po pierwsze bowiem, nie wszystko, co jest technicznie wykonalne, jest moralnie godziwe. Po drugie, sam fakt, że czegoś chcę, wcale nie oznacza, że chcę tego dobrze. Ponadto bywa, że dla tych, którzy stosują in vitro, choć nie tylko dla nich, to, iż dziecko jest chciane, wcale nie musi oznaczać, że jest kochane. Pragnienie posiadania dziecka wcale nie oznacza, że jest ono chciane dla niego samego.
Często się zdarza, i dotyczy to także małżeństw, które poczynają dzieci w sposób naturalny, że chcą oni potomstwo nie ze względu na jego dobro, ale ze względu na chęć jakiegoś spełnienia osobowego jego rodziców. W ten sposób zgodnie z powiedzeniem, że mężczyzną jest ten, który "zbudował dom, posadził drzewo i spłodził syna", mężczyzna potrzebuje dziecka do zaspokojenia swojego pragnienia udowodnienia własnej męskości, a kobieta – swego głodu macierzyństwa. To dobre pragnienia, ale jeśli nabierają egoistycznego charakteru, oznaczają uprzedmiotowienie dziecka, które staje się środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Tacy rodzice nie troszczą się już o swoje dzieci dla ich dobra, ale po to, by móc się nimi pochwalić. Wykorzystując swoją przewagę, narzucają dziecku własną wizję jego przyszłości, twierdząc, iż wiedzą, co dla niego jest dobre. Jednocześnie jednak nie pozwalają mu na odczytanie powołania, na rozwój jego zdolności, i dyktują warunki, na jakich ma się rozwijać. Czasem prowadzi to do dramatycznych sytuacji, w wyniku których dziecko tak naprawdę nigdy nie jest w stanie całkowicie dojrzeć, bo rodzice mu na to nie pozwalają.
Dlatego dyskusja wokół pytania, czy można zgodzić się na in vitro, bo rodzice pragną posiadać dziecko, tak naprawdę pokazuje, że jest to pytanie o naturę naszego ludzkiego "chcenia" – czy chcemy dziecko dla jego dobra i przyjmiemy je zawsze, każde, niezależnie od wszystkiego, czy też chcemy dziecko konkretne, na określonych warunkach, i mające cechy, których byśmy sobie życzyli.I tu się z panem posłem Gowinem zgodzę – istotą sporu jest pytanie, czy mamy do czynienia z podmiotem, któremu winniśmy bezwzględny szacunek, czy też chodzi nam o prawo do realizacji własnej wolności, bez oglądania się na kogokolwiek. Z czym się nie zgodzę, to rzekomy brak fundamentalnego rozstrzygnięcia. Najpierw musi być uszanowany człowiek, gdyż inaczej nie ma żadnej racji, która powstrzymałaby nas przed wzajemnym wyniszczeniem.Proszę zwrócić uwagę, że w procedurze in vitro, jeśli okaże się, że dziecko rozwija się nieprawidłowo, to ponieważ jest ono "wyprodukowane" w "warsztacie technicznym" laboratorium medycznego, rodzi się bardzo silna pokusa, by je zabić i dać szansę rozwoju innemu.
Tę prawidłowość potwierdza doświadczenie ponad 30 lat stosowania procedury in vitro na świecie. Dochodziło też już do sytuacji, w których dziecko było "zamawiane" według określonych specyfikacji, np. że ma być dziewczynką, głuchoniemą, o takim, a nie innym wyglądzie. W efekcie w laboratoriach dokonywano wielu prób, by uzyskać "właściwe" wyniki. Dlatego samo pragnienie posiadania dziecka nie usprawiedliwia starań o potomstwo, w tym także poprzez procedury in vitro.Z drugiej strony, ponieważ pragnienie potomstwa jest dobre, a niektórzy rodzice nie mogą mieć dzieci, należy przede wszystkim przeprowadzić dobrą diagnostykę i terapię.
Obecnie na świecie, a także w Polsce, coraz bardziej dynamicznie rozwija się część ginekologii zwana naprotechnologią, polegająca na dogłębnej diagnostyce, a następnie próbie terapii, dającej dość duże szanse powodzenia, statystycznie przekraczające 50 procent. Oznacza to, że ponad połowa z tych, u których rozpoznano niepłodność, ma szansę nie tylko począć dziecko, ale też urodzić je w terminie i pozostać płodnymi, jeśli rozeznają, że chcą mieć więcej potomstwa. Będzie to już sprawa ich współdziałania z Panem Bogiem. Jest rzeczą zdumiewającą, że naprotechnologia, metoda oferująca nowoczesną, zintegrowaną, ustandaryzowaną metodę wszechstronnej diagnostyki i terapii ginekologicznej, jest przedmiotem niewybrednych ataków środowisk popierających in vitro. Wygląda to tak, jakby środowiskom tym nie chodziło o zdrowie prokreacyjne kobiet. A jeśli nie chodzi o zdrowie, warto zapytać, o co.
Precyzja języka a antropologia
Na koniec chcę się odnieść do dwóch kwestii szczegółowych, poruszonych przez Pana Posła. Po pierwsze – kwestia języka. Język jest środkiem wzajemnej komunikacji, ale też jest rzeczywistością, poprzez którą tworzymy świat. Stosowanie języka zdepersonalizowanego, technicznego, jakkolwiek pozwala na ogromną precyzję, tworzy swoistą "mgłę", która terminologią techniczną przesłania nam człowieczeństwo tych, o których rozmawiamy. Ma zatem znaczenie, czy mówimy o dzieciach jako o ludziach, czy też używamy terminów ogólnych, odnoszących się do wszystkich zwierząt. Zarodkiem, embrionem czy płodem może być każde zwierzę. Mówiąc natomiast o dziecku, wskazujemy z jednej strony na człowieczeństwo tego, kto rozwija się w łonie swej matki, z drugiej zaś uwypuklamy łączącą ich relację. Co do precyzji języka… Cóż, nic nie stoi na przeszkodzie, by w razie potrzeby powiedzieć o młodym człowieku: dziecko w embrionalnej fazie swego rozwoju, co też kilkakrotnie uczyniłem w ramach niniejszej wypowiedzi.
Druga kwestia, którą chciałbym poruszyć, odnosi się do miłości małżeńskiej i wpływu, jaki ma na nią procedura sztucznego zapłodnienia. Miłość nie ogranicza się do uczucia bliskości i fascynacji, ale nade wszystko oznacza całkowity, wyłączny, pełny i płodny dar z siebie małżonków. Sztuczne zapłodnienie narusza tę strukturę, oddzielając płodność od aktu małżeńskiego. Tym samym narusza godność aktu małżeńskiego, godność małżonków i dziecka, które zostaje poczęte de facto poza małżeństwem. Dlatego o ile pomoc terapeutyczna dla cierpiących z powodu niepłodności małżonków jest rzeczą dobrą i pożądaną, o tyle działania zastępujące ich w kwestii prokreacji już nie. To niewątpliwie dalszy ciąg fundamentalnego sporu antropologicznego, którego inną częścią jest pytanie o naturę, status i godność dopiero co poczętego dziecka.Autor jest adiunktem przy Katedrze Teologii Życia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Księży Marianów w Lublinie.

Odsłon: 254 Komentarzy: 2


Szantaż wg ministra Grasia

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 19 October 2010, 11:58

Rzecznik rządu premiera D. Tuska nazwał wypowiedź biskupów na temat moralnych konsekwencji poparcia dla in vitro szantażem i nieuprawnioną formą wywierania nacisków na parlamentarzystów i członków rządu. Prawdę mówiąc zaskoczył mnie, bo miałem go za znacznie bardziej rozgarniętego.
Po pierwsze kwestia szantażu. Szantaż jest groźbą dokonania pewnych czynów, jeśli osoba szantażowana nie spełni warunków szantażysty. Tymczasem biskupi nie wypowiadają żadnej groźby, a jedynie przypominają jeden z warunków przynależności do wspólnoty.
Warto zaznaczyć, że przynależność do Kościoła jest całkowicie dobrowolna. Jeśi ktoś nie chce do Kościoła należeć, to nie należeć nie będzie, choć niewątpliwie wspólnota (a przynajmniej ja) odczuwa to boleśnie. Chciałbym, by do Kościoła należeli wszyscy, by wszyscy poznali Boga tak jak ja, lub lepiej ode mnie, by wszyscy w Nim odnaleźli życie i szczęście. Jestem jednak realistą na tyle, że wiem, iż to moje pragnienie nie bardzo ma szanse się ziścić, że wielu ludzi wybierze własną drogę przez życie. Mam głęboką nadzieję, że także na tych innych ścieżkach Bóg będzie do nich mówił i przyciągnie ich do siebie.
Kościół jest wspólnotą, która – jak każda inna – określa warunki przynależności. Jeśli polityk chce być katolikiem, to musi się liczyć, że obowiązują go pewne standardy. Jeśli tych standardów nie dotrzymuje, zwłaszcza jeśli nie dotrzymuje standardów uznawanych przez Kościól za kluczowe – musi się liczyć z wykluczeniem. Z drugiej strony nie widzę żadnych powodów, by nie domagać się od polityków szermujących swoim katolicyzmem uszanowania zasady wzajemności.
Nie bardzo zatem pojmuję, dlaczego min. Graś nazywa wypowiedzi biskupów neiuprawnionym wywieraniem nacisku na parlamentarzystów. Pomijam już fakt, że jest rzeczą naturalną, powszechną i dobrą, że wyborcy wywierają nacisk na swoich reprezentantów. Ostatecznie owi reprezentanci muszą wiedzieć, jakie poglądy mają reprezentować.
Wypowiedź min. Grasia ma sens tylko w wypadku, jeśli 1) biskupi i Kościół nie ma prawa określać, kto do niego należy, a kto nie (i pod jakimi warunkami); oraz 2) biskupi wraz z otrzymaniem święceń biskupich (a zapewne i księża wraz ze święceniami prezbiteratu) tracą zarówno czynne prawo wyborcze, jak i w ogóle prawo do zabierania głosu na tematy wiary i moralności – tak indywidualnej, jak i społecznej). Z tego co mi wiadomo, Polska gwarantuje wolność wyznania i wypowiedzi, zaś odebranie praw publicznych dokonuje się na mocy prawomocnego wyroku sądowego.
Niewątpliwie, w jakiejś mierze wypowiedź biskupów jest formą wywarcia nacisku, ale jedynie wobec tych polityków, dla których przynależność do Kościoła jest sprawą istotną. Trzeba pamiętać, że wobec powierzonych sobie wiernych (niezależnie od stanowiska, jakie zajmują), biskupi mają obowiązek sprawować posługę pasterską, w razie konieczności napominając ich i karcąc. Pozostałych – niewierzących, lub przynależących do innych wyznań i religii, pastrskie naciski katolickich biskupów nie dotyczą, bo dotyczyć nie mogą. Co najwyżej mogą być zachętą do refleksji sumienia, które to sumienie właściwe jest wszystkim ludziom (i przynajmniej niektórzy z niego korzystają).
Cieszę się jasnym postawieniem sprawy w liście biskupów do parlamentarzystów. Cieszę się jednoznacznością wypowiedzi abpa Hozera. Teraz pokaże się, kto jest katolikiem, a kto sobie tylko katolicyzmem gębę wyciera.

Odsłon: 1167 Komentarzy: 10


Zamiast dementi

Kategoria: Wiadomości Monday, 30 August 2010, 15:32

Wpadł mi w r ręce komunikat Stowarzyszenia Obrońców Życia w sprawie tzw. wysłuchania obywatelskiego, jakie ostatnio miało miejsce w sejmie. Umieszczam, bo to ciekawe i daje dużo do myślenia.

 

Komunikat prasowyPolskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowiekaw sprawie: turystyka aborcyjna – wysłuchanie obywatelskie w Sejmie RP 26 sierpnia br.

1. Organizatorami "wysłuchania obywatelskiego" była Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przy współpracy posła dra M. Balickiego i wicemarszałka Sejmu J. Wenderlicha. Organizatorzy do przedstawienia referatów zaprosili 4 lekarzy ginekologów (wszystkich praktykujących przerywanie ciąży oraz zwolenników legalności aborcji). Do dyskusji panelowej zaproszono 5 osób – wszystkie osoby prezentowały jednolite stanowisko pro-aborcyjne.

Organizatorzy posługując się formułą wysłuchania obywatelskiego w Sejmie RP, czyli Parlamencie kraju, w którym zwolennicy prawnej ochrony dzieci nienarodzonych stanowią 81 % (OBOP, VI 2003), a zwolennicy aborcji bez ograniczeń 5% (GfK Polonia, III 2010), praktycznie nie dopuścili do dyskusji osób reprezentujących poglądy pro-life (w czasie całego spotkania organizatorzy umożliwili zabranie głosu jednorazowo jednemu obrońcy życia – dr. Antoniemu Ziębie – w czasie ok. 3 minut). Naszym zdaniem taki sposób zorganizowania spotkania przeczy idei wysłuchania obywatelskiego.

2. Odnosząc się do tematu "turystka aborcyjna Polek" i szacunków skali tejże turystyki podawanych przez organizatorów oraz szacunków skali podziemia aborcyjnego w Polsce przytaczamy udokumentowane szacunki w tym względzie opracowane przez naukowców, ekspertów Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

2a. Skala turystki aborcyjnej Polek. W Wielkiej Brytanii 2009 r. zarejestrowano 20 aborcji wśród Polek, nie-rezydentek tego kraju (dane Departament of Health). Jest wielce prawdopodobne, że ta liczba nie odzwierciedla pełnej skali turystki aborcyjnej Polek do tego kraju, jednak z całą pewnością trzeba stwierdzić, że szacunki Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i SROM (mówiące o skali turystyki aborcyjnej Polek do Wielkiej Brytanii rzędu 10-30 tys. rocznie) są pobawione umotywowania w faktach. Nagłaśnianie nieprawdziwych danych jest elementem ideologicznej walki tychże środowisk o legalizację aborcji w Polsce. Trzeba też, odwołując się do cytowanych wyżej badań opinii publicznej stwierdzić, że walka o powrót aborcji na życzenie jest prowadzona wbrew udokumentowanym przez najważniejsze polskie ośrodki badawcze opiniom społecznym (szczegółowa argumentacja ekspertów PSOŻC w załączniku).

2b. Rzetelne szacunki co do skali podziemia aborcyjnego w Polsce, opracowane przez ekspertów PSOŻC, to 7-14 tys. aborcji rocznie. Nie wchodząc w szczegółową argumentację tego raportu (w załączeniu) przytoczyć należy tylko zarejestrowaną w 1997 r. liczbę aborcji w Polsce – w czasie rocznego okresu legalności aborcji na żądanie. Liczba ta, podkreślmy, w warunkach pełnej legalności bezpłatnej aborcji wyniosła 3047. Skala podziemia aborcyjnego, czyli liczba aborcji dokonywanych ze złamaniem prawa, odpłatnie, w warunkach gorszych niż szpitalne nie może być 50-krotnością powyższej liczby! – a taki rząd wartości był podawany przez organizatorów wysłuchania – ok. 150 tys. rocznie!

3. Jasno sformułowanym celem organizatorów wysłuchania było dążenie do przywrócenia legalizacji aborcji. W argumentacji organizatorów sprzeciw wobec aborcji jest sprawą konfesyjną, wynikiem presji Kościoła katolickiego. Tymczasem współczesna nauka (por. załączniki) ustaliła poczęcie jako początek życia człowieka, a więc aborcja jest odebraniem życia człowiekowi w prenatalnej fazie rozwoju. Sprzeciw wobec aborcji wynika więc z ogólnoludzkiego imperatywu moralnego: nie wolno pozbawiać życia absolutnie niewinnych ludzi. Ideologicznego podejścia należy raczej upatrywać się w argumentacji organizatorów wysłuchania i innych środowisk proaborcyjnych, których działalność, podkreślmy raz jeszcze, jest poprowadzona wbrew udokumentowanej opinii większości naszego społeczeństwa.

Załączniki:

1. Podziemie aborcyjne – mity i fakty

2. Turystyka aborcyjna Polek do Wielkiej Brytanii – rzeczywista skala zjawiska

3a. Naukowcy, lekarze o początku życia człowieka

3b. Człowiek od poczęcia

3c. Z publikacji w czasach PRL-u

3d. Tylko dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, kiedy zaczyna się życie człowieka

[Komplet załączników można pobrać z naszego serwera – http://www.pro-life.pl/uploaded_files/Zalaczniki.pdf]

dr inż. Antoni Zięba

prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka

uczestnik wysłuchania obywatelskiego "Turystyka aborcyjna Polek" Sejm RP, 26 sierpnia br.

Odsłon: 468 Komentarzy: 0


Help

Kategoria: Wiadomości Monday, 30 August 2010, 11:36

Dostałem list, poniżej obszerne jego fragmenty. Jeśli możecie pomóc – pomóżcie…

 

Ks. Piotrze, pozdrawiam b. serdecznie. Mam do Księdza prośbę. Z przyjaciółmi próbujemy pomóc Izie, by pozyskać jej jakieś środki na dalsze leczenie. Po 10 m-cach wytrwałej "walki" z TVN, udało się Izie wywalczyć 3 tyś. zł. pomocy na refundację koniecznych dla niej przewodów do pompy infuzyjnej. To jednak kropla w morzu potrzeb, 100 przewodów na 100 dni to koszt 1400 zł… Po tych 2 nagłych operacjach w kwietniu Izka ma jeszcze ileostomię, refundacja NFZ worków stomijnych 400 zł/mc wystarcza praktycznie na same worki, nie wystarcza na środki opatrunkowe, maście gojące, uszczelniające itp., co jest niezbędne. Nas nie stać na pokrycie tak wysokich kosztów leczenia. Stąd moja prośba o pomoc. Moja młodsza siostra Olga ze swoim chłopakiem Kubą stworzyli filmik, który trochę wyjaśnia kim Iza jest, na co choruje i krótko na czym polega żywienie pozajelitowe.Filmik jest w języku angielskim. Link do niego zamieszczam poniżej. Tak trzeba to było przedstawić, żeby ktokolwiek się zainteresował.

 

Cała ta akcja polega na tym, że pod filmikiem umieszczone jest 10 linków do plików. Po ich kliknięciu internauta odsyłany jest na stronę, gdzie może pobrać dane pliki. Najpierw jednak musi wypełnić króciutką ankietę, podstawowe dane. […]

 

Haczyk jest taki, że pliki nie mogą być ściągane w Polsce… Osoba, która wejdzie na te linki absolutnie nic nie traci, poświęca chwilę swojego czasu a Iza dostaje za to 40 centów (za jedno ściągnięcie). Pojedynczy plik można ściągać raz dziennie. Wystarczy poświęcenie 5 minut dziennie przez jakiś czas, żeby pomóc chorej osobie. Mam trochę tych ludzi za granicą. Chcemy wszystkim, komu tylko możliwe wyjaśnić tą akcję. Ze swojej strony obiecałam właczyć w tę akcję przyjaciół ze Słowacji i Australii, wysłaliśmy do rodziny z Niemiec, kolega Marcin do siostry ciotecznej w Edynburgu no i tak właśnie zaczynamy…

 

Pomoże nam Ksiądz? Jeśli mógłby ksiądz rozpropagować ten link gdzieś wśród swoich znajomych za granicą, będę- a właściwie będziemy wszyscy wdzięczni.

 

Tworzy się oczywiście Izy blog, ale to jeszcze potrwa. http://izabylinska.blox.pl/2010/08/tak-na-powitanie.html Pisanie wiele Izę kosztuje. Udało się niedawno z jedną fundacją już podpisać umowę o stworzeniu subkonta, więc będzie można przekazać jej 1%, co zamieszczone będzie na banerze.

Pozdrowienia! i z serca dzięki, Magda

Link do filmiku:

http://www.youtube.com/watch?v=fKmAh5WESWE

 

Linki do ściąganie plików w celu pomocy (znajdują się one też pod filmikiem na You Tube):

Help link 1: http://fileme.us/1F8c72

Help link 2: http://fileme.us/1F8c81

Help link 3: http://fileme.us/1F8c80

Help link 4: http://fileme.us/1F8c79

Help link 5: http://fileml.com/1F8c78

Help link 6: http://fileme.us/1F8c77

Help link 7: http://fileme.us/1F8c76

Help link 8: http://fileme.us/1F8c75

Help link 9: http://fileme.us/1F8c74

Help link 10: http://fileme.us/1F8c73

 

Najważniejsza sprawa to żeby jak najwięcej osób zza granicy dowiedziało się o tej akcji i przekonało do pomocy, na którą liczymy.

Odsłon: 612 Komentarzy: 3


Arena

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 28 July 2010, 12:12

Historia zatoczyła koło. Europa na nowo stała się terenem pogańskim, zdemoralizowanym i co gorsza, ze swej demoralizacji dumnym. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości, uznani za dziwaków, potencjalnie niebezpiecznych dla otoczenia, a jednocześnie wygodnych, bo można ich oskarżać o najprzeróżniejsze bezeceństwa. Wyznawane przez nich zasady moralne postrzegane są jako drakońskie, nieludzkie, głupie, nieżyciowe, wręcz niemożliwe do zrealizowania.

Jednocześnie są wyjątkowo bacznie obserwowani przez otoczenie. Nieustannie ich słowa są konfrontowane z ich postępowaniem. Nie tylko po to, by każdą niespójność wytknąć i wyszydzić, ale także dlatego, że poganie podświadomie czują, że tam jest Prawda. Jak u Heroda – nie cierpiał Jana Chrzciciela, bał się go i zamknął go w więzieniu, ale też jednocześnie chętnie go słuchał.

W czasach starożytnych dysonans pomiędzy życiem pogan i chrześcijan zaprowadził tych ostatnich na arenę. Trudno oczekiwać, by do tego doszło obecnie, ale jest wiele sposobów, by wyrzucić człowieka z przestrzeni publicznej. Na przykład odbierając mu realne możliwości wykonywania pracy w zgodzie z sumieniem. W wielu krajach pracownicy służby zdrowia nie mają zagwarantowanej tzw. klauzuli sumienia. W Polsce ma ją tylko lekarz, a i on w ograniczonym wymiarze. Może to doprowadzić do sytuacji w której medyk będzie musiał wybrać pomiędzy swoją wiarą i wyznawanymi wartościami a pracą. Zresztą nie tylko medyk – także przedsiębiorca, urzędnik, polityk, naukowiec… Chrześcijanie mogą zostać efektywnie zepchnięci na margines społeczny jako "niezdolni do funkcjonowania w ramach nowoczesnych społeczeństw demokratycznych". I od zera, od działania w ukryciu będzie trzeba zacząć na nowo proces ewangelizacji Europy.

Odsłon: 1334 Komentarzy: 35


Dzień dobry

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 28 July 2010, 11:48

Na zaproszenie Gospodarza zaczynam swoją obecność na portalu Frondy z moim blogiem "Bóg jest po naszej stronie", do tej pory goszczącym na serwerze blogspot. Nie zamierzam stamtąd odchodzić, przynajmniej na razie. Natomiast wpisy stamtąd będą się równolegle pojawiały i tu.

Tamten blog zaczął się tak:

Każdy dzień przynosi nowe znaki obecności Boga w moim życiu – nie tylko w modlitwie, ale w zwykłych szarych sprawach. W polityce, gospodarce, w mediach… W każdym z tych obszarów chce być obecny, chce zbawiać. I dlatego codziennie szukam znaków Jego miłości, znajduję i potwierdzam – On jest po naszej stronie, nawet wtedy, gdy my nie chcemy być po Jego stronie…

Odsłon: 486 Komentarzy: 8


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.