
Sunday,12 December 2010,16:31
Kategoria: Rodzina Sunday, 12 December 2010, 16:31
Do niniejszego wpisu zainspirował mnie blog Leszka71 z jego ostatnim wpisem "Niebezpieczeństwa społeczeństwa dobrobytu" wraz z komentarzami frondowiczów. Przypomniała mi się przy okazji bardzo interesująca książka Walentego Majdańskiego (brata śp. abpa. Kazimierza Majdańskiego założyciela Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach) pt. "Planowanie zaludnienia". Wszystkim zainteresowanym zagadnieniem polecam lekturę owej książki.
Książka została napisana bodajże w latach 50-tych ma jednak walory ponadczasowe. Książka ta jest polemiką z malthuzjańskim poglądem o groźbie przeludnienia. Rozpatruje natomiast zagadnienie planowania zaludnienia z poziomu moralnego i przypisuje tej dziedzinie jedno z generalnych znaczeń w kolejnych wiekach. Na tylnej okładce znajduje się taki cytat z wypowiedzi samego autora:
"Co sama idea planowania niesie gatunkowi Homo sapiens? Problematyczna bowiem wydawała by nam się przyszłość takiego gatunku ze świata fauny, o którym dowiedzielibyśmy się, że zastanawia się, czy się rozradzać i na ile się rozradzać. Wszak refleksja taka jest bliska hamletowskiej myśli: to be, or not to be? Czy być? Czy istnieć?"
Co ta wypowiedź oznacza dla mnie? W czasach kiedy rozrodczością można dowolnie sterować (przynajmniej ograniczaniem rozrodczości)? Decyzja o tym czy chcemy mieć dziecko lub nie, odbywa się w zdecydowanej większości przypadków na poziomie racjonalnym, rozumowym i nie jest tak naprawdę związana z dobrobytem albo jego brakiem. Decyzja o tym, czy mieć dzieci, czy ich nie mieć łączy się tak naprawdę z pozytywną, bądź negatywną oceną sensu dalszego isntnienia ludzkości w ogóle. Szeroko rozumiany Świat Zachodu wyzbył się autentycznego pełnego nadziei spojżenia w przyszłość i wieczność, w związku z czym najogólniej mówiąc nie chce mieć dzieci, bo nie chce "wysadzać" potomstwa na ten "okrutny świat", jakiekolwiek byłyby motywy takiej oceny świata.
Nie ma dla Zachodu innej możliwości odzyskania tej nadziei, jak powrót do korzeni z jakich wyrósł. Inaczej przegra rywalizację z innymi cywilizacjami, chociażby z islamem. Przegra również w oczach Boga, ponieważ mimo wielkich osiągnięć medycyny i techniki, nadzieję tą utracił. Dzietność społeczeństw jest widzialnym owocem tej nadziei, niezależnie od tego, czy są one biedne czy bogate.
Odsłon: 597 Komentarzy: 19
Monday,17 May 2010,11:24
Kategoria: Rodzina Monday, 17 May 2010, 11:24
Jak już wcześniej na swoim blogu pisałem nurtuje mnie zagadnienie rodzin wielodzietnych i wielopokoleniowych, czyli takiej rodziny z prawdziwego zdarzenia. W zasadzie nic nowego, bo jest to chyba pierwotny model rodziny, na którym opierało się społeczeństwo zanim w akcję wkroczyło opiekuńcze Państwo ze swoim systemem podatkowym.
Ale nie o podatkach chcę pisać.
Jestem z małżonką w trakcie budowania rodziny w zasadzie od podstaw. Mając 6-kę dzieci zastanawiamy się jaki kierunek temu wszystkiemu nadać (oczywiście w zgodzie z zasadami moralnymi i nauczaniem KK).
Wykoncypowałem sobie takie rozwiązanie idące w kierunku biznesu rodzinnego i już w tym kierunku działamy. Ale o tym też nie będę się teraz rozpisywał.
Zagadnieniem, o które chciałem powiedzieć to tworzenie przestrzeni. Chodzi o aspekt architekoniczny i urbanistyczny oparty na rodzinie wielodzietnej i wielopokoleniowej.
Model takiego współżycia jeszcze gdzieniegdzie istnieje, przeważnie na wsi ale nie zauważyłem aby stanowił on przedmiot jakiś szerszych rozważań. Zarówno architektura jak i urbanistyka przynajmniej w Polsce ogranicza się do poszukiwania rozwiązań dla małych rodzin, jednopokoleniowych.
Warto by było przymierzyć się do tego problemu szerzej. Po to aby przekazywać takie założenia młodym planującym rodziny ale też istniejącym kreatywnym rodzinom, które były by po prostu zainteresowane takimi przemyśleniami. Czyli takimi które w swoim myśleniu nie chcą ograniczać się do mieszkania w bloku i bycia najemną siłą roboczą. To tak ogólnie.
Dlaczego idealistyczne planowanie? Idealny dom, idealna wioska, idealne osiedle, idealne miasto, idealne państwo. Każda z tych koncepcji nastawiona na funkcjonowanie rodzin wielodzietnych i wielopokoleniowych.
Dlatego idealistyczne, ponieważ wydaje mi się, że idealistyczne założenia można przenosić na różne uwarunkowania, które owszem idealne nie są i chyba nie będą ale przykładając idealny wzorzec można je udoskonalać w każdym punkcie wyjścia.
Być może trzeba będzie robić takie doświadczenia indywidualnie ale po co tracić czas na eksperymenty.
Nie jestem architektem ani urbanistą – może źle podchodzę so zagadnienia. Wytłumaczcie mi to proszę.
Chciałbym w miarę możliwości usłyszeć kilka komentarzy aby wyrobić sobie zdanie na temat swojego podejścia.
Odsłon: 310 Komentarzy: 1
Saturday,15 May 2010,13:35
Kategoria: Rodzina Saturday, 15 May 2010, 13:35
Marzy mi się dom, w którym jest miejsce dla wszystkich. "Od poczęcia do naturalnej śmierci":).
Właśnie mam to szczęście że w pewnym sensie mogę to założenie realizować.
Mieszkamy z rodziną w domu z kawałkiem ziemi, który ma swoją ponad 100-letnią historię. Wprawdzie z naszych rodziców pozostała tylko moja mama (żyje zagranicą), rodzice żony już nie żyją, ale w naszym domu tkwi coś wielopokoleniowego, taka atmosfera. Może to tylko moje subjektywne odczucie ale jest ono dla mnie bardzo realne. Na tyle realne, że buduję na nim pewną perspektywę dla siebie i żony jako tego obecnie najstarszego pokolenia, które jeśli dożyje bedzie kiedyś babcią i dziadkiem.
Fascynująca sprawa, jako że historia tego domu została w pewnym momencie zachwiana, opustoszał na parę lat i miał zostać sprzedany. Tak się jednak nie stało. Palec Boży…? Weszliśmy w dom po "przejściach".
Mieszkamy w nim ja moja małżonka i 6-ro dzieciaczków od 1,3,5,8,10,13 lat. Budujemy, remontujemy zmagamy się z różnymi trudami ale nie to naważniejsze. Najważniejsze jest dla mnie poszukiwanie w tym doświadczeniu, które trwa i nie wiadomo jak się skończy, czegoś czym można się podzielić. To jest właśnie tęsknota za tym żeby pod jednym dachem mogło żyć kilka pokoleń.
Kiedyś tak było. Ludzie rodzili się i umierali w swoich domach, współtworzyli jego historię i klimat, który gdzieś tam tkwi pod tynkiem, posadzką w stropach. Metafizyczne zjawisko, którego ciąg ukazuje zmaganie dobra ze złem. Dziedzictwo, które można konyunuować, modyfikować albo odrzucić ale nie da się go przekreślić.
Odsłon: 310 Komentarzy: 2
Friday,14 May 2010,11:25
Kategoria: Rodzina Friday, 14 May 2010, 11:25
Witam,
Nazywam się Arkadiusz Kwiatek mieszkam na Śląsku w takim małym podupadającym miasteczku o nazwie Zawadzkie. Mam średnie wykształcenie ale ogólnie nieskromnie powiem, że jestem osobą rozgarniętą.
Jest to mój pierwszy wpis na blogu w ogóle tego nigdy nigdzie nie robiłem.
Ale zagadnienie, które chciałem tutaj poruszyć wydaje mi sie na tyle ważne aby takiego bloga napisać.
Naszedł mnie pewien pomysł, który byc może z czasem da się przekuć na jakiś ciekawy projekt o większym zasięgu. Żeby nadać tej sprawie rozmachu wymagało by to współpracy różnych specjalizacji począwszy od architektów, urbanistów, ekonomistów, psychologów, pedagogów itp. wystarczy po jednym z każdej branży natomiast muszą to być ludzie, którzy "czują temat".
Temat ten nurtuje mnie już od dłuższego czasu i nie odpuszczę tak łatwo, ponieważ sam mam rodzinę wielodzietną (6 dzieci), rozwijamy z żoną biznes cały czas aktualny jest problem systemu emerytalnego oraz problem demografii. Te sprawy zawsze mnie będą nurtowały ponieważ innych problemów nie mam, chyby że mnie przerosną i "wykorkuję" fizycznie i psychicznie ale to pół żartem pół serio.
Bla bla,.. ale o co chodzi.
Jak już sam tytuł mówi chodzi o rodzinę wielodzietną i wielopokoleniową. Taka rodzina stanowi jądro mojego pomysłu. Otoczka tego jądra to poszukiwanie systemoych rozwiązań ekonomicznych, architektonicznych, psychologicznych itp. aby taką rodzinę promować jako bazową komórkę społeczną. Wiadomo rodzina jest w naszym rozumieniu podstawową komórką społeczną jest to słuszne zamówienie natomiast brakuje tej definicji pewnego rozwinięcia, powiedziałbym rozmachu. Przymiot "wielodzietna" to już coś, natomiast "wielopokoleniowa" to już siła.
Moim zdaniem powrót do takiego wymiaru współżycia rodzinnego jest perspektywiczne i być może nawet konieczne. Patrząc na skalę nadchodzących problemów demograficznych i temu pochodnych kłopotów z systemem emerytalnym z jednej strony a niemożnością znalezienia systemowych rozwiązań rozwiązujących ten problem odgórnie potrzbna jest przynajmniej oddolna świadomość, że nie wystarczy pojęcie rodziny wielodzietnej, tutaj potrzebny jest dodatkowy element wertykalny jakim jest wielopokoleniowość rodziny.
Co dalej! Mamy chyba określoną definicję i bardzo ogólny kontekst i konsekwencje społeczne. Myślę że dla FRONDOWICZÓW jest to zrozumiałe.
Rodzina wielodzietna i wielopokoleniowa jest w nas Polakach (ale też innych narodach słowianach) w pewnym sensie genetycznie zakodowana. Jest to póki co ukryty ale ogromny potencjał. Pytanie jak go wydobyć na światło dzienne. Tutaj trzeba dyskusji ludzi w ogóle zainteresowanych i rozumiejących problem.
Właściwie na tym etapie o takie rozpoznanie mi chodziło, czy ktoś się tym tematem zainteresuje i będzie możliwe zainicjowanie szerszej dyskusji. Po prostu rzucam hasło i sprawdzam :).
Ze swojej strony będę drążył temat na innych forach i szukał ludzi zainteresowanych. Dla mnie samego jest i pozostanie aktualny z powodów czysto egzystencjalnych a to jest już spory powód do determinacji w działaniu. Dlaczego nie zarazić tematem jeszcze kogoś. Może wyrośnie z tego jakieś większe DOBRO.
Pole do działania jest tutaj przeogromne. Zagadnienie można i trzeba realizować na wielu płaszczynach.
CO POWIECIE NA TEN TEMAT? SŁUCHAM UWAŻNIE :)).
Odsłon: 890 Komentarzy: 16
1
Kaktus81
Jestem ojcem siedmiorga dzieci. Mężem jednej żony. Wolę pracę fizyczną od umysłowej. Proszę nie odnosić tego do ilości dzieci
