Kłótnie o krzyż w Polsce mijają się z celem, a wszelka dyskusja na ten temat nie powinna mieć miejsca. Dlaczego? Postaram się pokrótce napisać.
Nie będę się silił na długie wprowadzenie informujące czytelnika czemu i po co powstał ten tekst. Chciałbym wykroczyć nim poza aktualne wydarzenia i spory, ponieważ mam do przekazania kilka prostych myśli, które powinny pojawić się wraz z tematem Krzyża w polskiej debacie publicznej. Co nie znaczy, że się pojawią – jest na to bardzo mała szansa. Przejdę zatem do sedna.
Czymże jest dla 2000-letniej tradycji naszych schrystianizowanych ziem epizod ostatnich 70 lat w których to zewnętrzne organizmy ideologiczne próbują zaszczepić tu sztuczną tkankę, diametralnie inną i obcą? Czym jest idiotyczny postulat nadania praw związku cyklicznej, acz epizodycznej kopulacji jednopłciowej wobec pamięci Wiednia czy Monte Cassino? Czym jest postulat neutralności światopoglądowej i przyjęcia postawy tzw. humanizmu racjonalistycznego wobec milionów zebranych na błoniach w 1979 roku? Czym Gay Pride wobec Jasnej Góry? Otóż nawet największy lewak musi przyznać, że skala porównywanych zjawisk różni się tak diametralnie, że porównania które należałoby przytoczyć dla zobrazowania tej różnicy siłą rzeczy muszą być absurdalne. To jak porównywać ciche pierdnięcie mrówki do wybuchu Krakatau, to jak zestawienie Zakościelnego z Marlonem Brando, to jak poślizgnięcie się Myszki Miki na bananie i śmierć Rolanda. Czemu beztroski spacer przytulonej pary homoseksualistów ma być bezdyskusyjnie akceptowalny, a wokół symbolu naszej Tradycji – Krzyża – toczą się rozmowy, jakby był niezręcznym fantem z którym to nie wiadomo, co zrobić, by uniknąć faux pas? Faux pas tolerancjonisty to zapytanie o wiarę, dla katolika nieprzyklęknięcie przed Najświętszym Sakramentem. Taka jest różnica. Samo porównywanie Tradycji zakorzenionej w naszym narodzie z fanaberiami komunizmu, a obecnie tolerancjonizmu pokazuje, że póki w Polsce zostało jeszcze coś z Polski, to wszelka debata na temat krzyża – czy powinien stać tu, czy nie powinien stać tam – jest bezcelowa. Nie dajmy się wciągać w debatę z ludźmi niosącymi na sztandarach pacyfki i inne orientalne znaczki mające symbolizować pozornie podniosłe idee. Nie mamy o czym rozmawiać – dziś o aborcji? To może jutro o pedofilii, albo o mieleniu ludzi na mięso do hamburgerów? Czemu nie? Wejście na płaszczyznę dyskusji narzuconą nam przez lewactwo skazuje nas automatycznie na klęskę. Wiem, że większość naszego kręgu kulturowego już weszła na tę równię pochyłą ale i u nas być może jest już za późno na okrzyk ,,Non possumus''. Nie zmienia to jednak imperatywu wpisanego w naszą tożsamość, który czerwoną stalą próbuje się nam wyrwać z piersi od lat kilkudziesięciu. Ten imperatyw to obrona krzyża. Nie jest on racjonalny, ani nadający się do uargumentowania w opasłej knidze pokroju ,,Kapitału'' Marksa. Tę sprawę się czuję. A jeśli się nie czuje to czas na duchową kurację – jeśli tylko nas na nią stać. Krzyż, jako symbol kultury chrześcijańskiej, jest tak naturalny w naszym kraju, jak drzewa z których został zrobiony naturalnie rosnące w lesie. Kwestionowanie jego obecności jest nienaturalne. I nie odmówię sobie tu odrobiny złośliwości – jeżeli lewactwu wszelkiej maści wolno dźwigać na transparenty postulaty zabijania dzieci lub oddawania ich pod opiekę ludziom z problemami tożsamościowymi, to tak samo nam wolno przyjąć dogmat Krzyża. A brzmi on tak – Krzyż powinien stać tam gdzie stoi. Czemu? Bo tak. W ten sposób zakreślić należy wyraźną linię dzielącą świat wartości od nihilizmu. Po naszej stronie krzyż, po drugiej kondom i płonący stanik. Kończą się powoli czasy ludzi letnich. Czas zdecydować, a dla każdego niewykorzenionego z naszej tożsamości człowieka, wybór jest oczywisty i prosty. I nie chcę słyszeć pustosłowia o tym, że świat nie jest czarno-biały, itp. Takie stwierdzenia nie mają racji bytu na gruncie wartości, które powinniśmy przyjąć jako odnośnik. Po przełamaniu lewackiej retoryki sprawa jest oczywista. Zakładając sobie własny prywatny okop Św. Trójcy należy sobie jednak zdać sprawe, że w jego murach wielu znalazłoby przytulne schronienie, choć być może nie czuje tej potrzeby zagłuszanej innymi trywialnymi i tak naprawdę zbędnymi potrzebami. Należałoby również liczyć się z tym, że stan naturalny w świecie może już nie wrócić, aż do czasów ostatecznych. To jednak nie ma znaczenia. Zachęcam każdego do szczerego spojrzenia na rzeczy takie, jakimi są, po odrzuceniu czczej gadaniny fałszywych proroków lewactwa. Ostatecznie liczy się tylko Prawda. A również jej symbolem, w całym swym bogactwie symbolicznym dwóch skrzyżowanych linii, jest Krzyż.
Kategoria: Polityka Tuesday, 20 January 2009, 21:50
Jak pokazuje historia, Polacy potrafią się jednoczyć jedynie w momentach przełomowych dla przyszłości ich państwa. W sprawie o której będę pisał, najwyższy suweren RP - naród polski określił się zdecydowanie i jasno. Koniec głupich tłumaczeń, koniec oczywistych uników i przemilczeń. Jeśli władza nie ma nic do ukrycia, niechaj gra z obywatelami w otwarte karty. Czas powołać komisję w sprawie Olewnika.
Wszystko wskazuje na to, że Krzysztof Olewnik staje się pośmiertną ofiarą ludzi, którzy powinni się zająć sprawą bestialskiego mordu dokonanego na nim na tle politycznym jeszcze za rządów postkomunistów. Sprawę tą wyciszano przez lata, pomijając krótki okres urzędowania rządu Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to wydawało się, że rodzinie Olewników zostanie zwrócona sprawiedliwość i sprawą morderstwa opieszała prokuratura zajmie się w końcu na poważnie. Niestety, nadzieje te okazały się płonne. Za rządów koalicji PO-PSL Sprawie Olewnika znów ukręca się łeb.
Czego boją się politycy Platformy Obywatelskiej, którzy jako jedyni stanowczo przeciwstawiają się powstaniu takiej komisji? Przede wszystkim, czego boi się minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski? O jego niejasnej roli w całej aferze i działaniach, a raczej braku ich podejmowania przez rząd Donalda Tuska powstało już kilka dobrych artykułów. Na opisanie wszystkich machlojek i zaniedbań mających miejsce w toku postępowania wyjątkowo leniwej prokuratury płockiej i innych organów zaangażowanych w tę sprawę potrzebowalibyśmy jeszcze conajmniej kilkudziesięciu.
A jednak władza nie chce komisji. Władza argumentuje swoje stanowisko tak samo, jak kilka lat temu przedstawiciele rządu Millera krytykujący pomysł powstania komisji w sprawach Afery Rywina i Afery PKN Orlen. Tak, jak rząd Millera kiedyś, tak rząd Tuska dziś, mówi - poczekajmy, aż sprawą zajmie się prokuratura! Pytam - ta sama prokuratura która ucięła niewygodne postępowania w sprawie grupy trzymającej władzę? Pytam ponownie - ta sama prokuratura, która nigdy nie doprowadziła do wyjaśnienia związków gazowego pośrednika J&S Energy z polskimi politykami? A może ta sama ogarnięta nagłą niemocą prokuratura, która przestała się zajmować sprawą słynnego przecieku w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, gdy tylko okazało się, że nie przyniesie ona żadnego kapitału politycznego obecnie rządzącym, a raczej im go nieco ujmie?
Nie, Panie i Panowie. Usłużna prokuratura żadnej szkodliwej dla władzy sprawy nie doprowadzi do końca. Poza tym rozmawiać można w nieskończoność - czas na prawdziwe działania. Opinia Polaków jest oczywista - aż 78% obywateli RP chce komisji śledczej w sprawie Olewnika. Rzadko się zdarza, że Polacy są tak zgodni i wykazują takie dobre rozeznanie. Władza nie ma prawa dłużej ignorować oczywistej konieczności, jeżeli nadal (o ile w ogóle) kieruje się ona prawem oraz sprawiedliwością. Ja oraz miliony polskich obywateli oczekujemy powstania Komisji do sprawy Olewnika. Oczekujemy zdecydowanych działań ze strony elity rządzącej. Nie ma mowy o dalszych dyskusjach, czas, by sprawiedliwości stało się zadość.
Powołać Komisję do sprawy Olewnika!
P.S.: Bloggerzy wszelkich opcji zjednoczcie się! Potrzebujemy kolejnego listu, kolejnej masowej akcji. Nie pozwólmy polityczno-przestępczej mafii pluć nam i innym Polakom w twarz - Protestujmy!
Kategoria: Kultura Wednesday, 12 November 2008, 15:25
Rzeczpospolita od dawna prezentowana jest na Zachodzie jako kraj konserwatystów, czołobitnych katolików i wrogów postępu. Ten pejoratywny wizerunek naszego państwa niebawem zapewne się zmieni, ponieważ nasz kraj coraz szybciej dogania zachodnią Europę na drodze do liberalizmu, ateizmu oraz postępu totalnego. Niestety.
Konserwatywne inklinacje
Wynikająca z długotrwałego zamknięcia się obozu krajów komunistycznych na Zachód izolacja, mimo wszystko pozwoliła ciemiężonym przez komunistów krajom oprzeć się fali postępu zapoczątkowanej w roku 68'. Lewackie postulaty prezentowane przez będącego ostatnio na językach mediów Cohn-Bendita i innych młodocianych buntowników zostały przecedzone przez patriotyczno-konserwatywny filtr polskiego ducha, czego efektem było wykorzystanie owego dobrego klimatu do wspierania dążeń niepodległościowych. Postulaty płacowe, KOR-owskie protesty, listy intelektualistów oraz strajki generalne i manifestacje - wszystko to miało na celu przede wszystkim doprowadzenie do przywrócenia suwerenności. Na debatę programową i promowanie lewackich pomysłów rodem z ogarniętych zamieszkami ulic Paryża, było zdecydowanie za wcześnie. Bez względu na ocenę ról poszczególnych aktorów polskiego ruchu oporu względem władzy komunistycznej, podstawowym celem każdego z odłamów był ultymatywny koniec komunistycznego państwa polskiego. To pozwoliło na odepchnięcie fali postępu na drugi plan.
Zalew postępowej ideologii
Jednak owa fala, wycofawszy się w latach siedemdziesiątych, powróciła w połowie lat dziewięćdziesiątych rozlewając się na podatnym gruncie nowego pokolenia nie pamiętającego czasów komuny. W programach partii lewicowych pojawiły się postulaty pełnej wolności, równosci oraz tolerancji dla tzw. mniejszości. ,,Liberalne'' gazety oraz czasopisma na czele z Gazetą Wyborczą systematycznie wyszydzały polską tradycję, zwyczaje oraz historię, jednocześnie promując nowoczesny i w mniemaniu wielu postępowców awangardowy, styl bycia nowoczesnego europejczyka - ślepego na metafizyczne rozważania, hedonistycznego materialistę. Postępowa propaganda roztaczała coraz szerszy wpływ nad polskim społeczeństwem, na ulicę zaczęli wychodzić ortodoksyjni lewacy a wraz z nimi feministki i geje, by krzykiem oraz ordynarną demonstracją walczyć o rzekomo należne im prawa do dyktatu we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia - od małżeństwa po śmierć. W szerzeniu w ten sposób wykształconej ideologii postępu walny udział miała Unia Europejska, budowana m.in przez byłych komunistów i anarchistów z barykad całej Europy, którzy zszedłszy z nich i zamieniwszy arafatki na krawaty, poczęli promować swe ideologiczne fantazje na europejskich salonach. Unia nie poprzestała na pierwotnych założeniach wzmacniania więzi gospodarczych i demokratycznych krajów członkowskich. Rozpoczęto wprowadzać coraz to więcej regulacji odnoszących się do sfery światopoglądowej, popychając wspólnotę europejską w określonym, lewackim kierunku ideowym. W tym miejscu jesteśmy dzisiaj. Widać jak na dłoni, jak daleko przesunęła się linia frontu dzieląca siły tradycji i postępu.
Geje - awangarda postępowców
Operując przykładami z ostatnich dni - w zeszłym tygodniu przywódca ruchu gejowskiego w Polsce, Robert Biedroń stwierdził, że polscy politycy nadal mają dużo do nadrobienia względem standardów europejskich, zwłaszcza w dziedzinie tolerancji i praw człowieka, jednocześnie zażądał od polskiej lewicy jednoznacznego określenia się w kwestii głównych gejowskich postulatów - czyli zgody na homoseksualne ,,małżenstwa'' czy tworzenie gejowskich ,,rodzin'' opartych na adoptowanych dzieciach. "Unia popatrzy na nas jak na dziwolągi, które nie rozumieją, co oznacza Wspólnota Europejska oraz szacunek dla drugiego człowieka'' - tak podsumowuje przetrwały w Polsce tradycjonalizm dyżurny lewak i gej RP. Biedroń przykręca śrubę polskim siłom postępu, ponieważ najwyraźniej te postępują zbyt wolno i za mało skutecznie.
Demokracja made in UE
W między czasie wymieniona wyżej Unia gwałtem i siłą wprowadza pakiet nowych regulacji będących ingerencją w każdą dziedzinę ludzkiego życia kryjącą się pod nic nie mówiącą nazwą Traktatu Lizbońskiego. Z pogardą wobec głosu swych obywateli, konkretnie Irlandczyków, którzy jako jedni z nielicznych mieli prawo wypowiedzieć się na ten temat na drodze referendum i śmieli powiedzieć nie, z pogardą dla własnego systemu prawnego, który jasno stanowi, że do przyjęcia nowych aktów prawnych potrzebna jest powszechna zgoda wszystkich krajów członkowskich, z pogarda dla Europejczyków, którym wmawia się, że losy Traktatu nadal się ważą, a w rzeczywistości już teraz znany jest orientacyjny termin przyjęcia owego dokumentu, z całą tą pogardą ruch postępu reprezentowany m.in. przez Unię kroczy po trupach na drodze do ostatecznego zwycięstwa.
Nowe pokolenie - grupa docelowa sił postępu
Pomimo owej pogardy oraz obłudy postępowy ruch nie traci zwolenników. A wręcz ich zyskuje. Wymieniane wcześniej lewackie ośrodki wpływu od lat lobbują na rzecz postępowych postulatów. Efekty tej propagandy widoczne są na przykładzie ostatnich badań opinii publicznej określających stosunek Polaków do polskiego przedstawicielstwa moskiewskiej mafii w Rzeczpospolitej - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz jego roli w historii naszego kraju. Okazuje się, że pomimo faktu, iż Polacy nadal w większości potępiają PZPR, to odsetek nie mających zdania w tej kwestii oraz oceniających dobrze rolę partii systematycznie rośnie. Ta z pozoru nieistotna dla ideologicznej walki tradycji oraz postępu sprawa, jest w rzeczywistości jasnym komunikatem, który pozwala nam twierdzić, że świadomych politycznie Polaków jest coraz mniej a naturalny w Rzeczpospolitej sprzeciw wobec komunistycznych postulatów reprezentowanych przecież przez PZPR coraz bardziej słabnie. Polacy tracą awersję do komuny, tym samym stają się bardziej podatni na lewackie postulaty sił postępu. To skutek ideologicznej kanonady lejącej się ciurkiem z radioodbiorników i telewizorów, z prasy oraz twórczości artystycznej. Postulowana przez Gramsciego, a u nas odbywająca się z dużym opóźnieniem ,,walka o kulturę'' postępuje, a szala zwycięstwa zaczyna się przechylać w lewą stronę.
Tradycja czy Postęp?
Być może w Polakach jest jeszcze dużo siły, by przeciwstawiać sie nalotom utopijnych i surrealistycznych wymysłów napływających z salonów zachodnioeuropejskich elit. Być może Polacy jeszcze długo nie poddadzą się wzmaganej przez pożytecznych idiotów postępowej zawierusze z inspiracji Moskwy ogarniającej całą Europę. Być może. Ale jeśli szybko nie powstanie zjednoczony front sił Tradycji, to niebawem drzemiące w konserwatywnej Polsce siły opadną a Polacy w końcu poddadzą się fali postępu i razem z innymi cieniami narodów na gruzach zachodniej cywilizacji zatańczą wkoło potępieńczy taniec zwycięstwa.
Kategoria: Polityka Saturday, 12 April 2008, 21:46
W opinii wielu blogerów na naszych oczach obecnie tworzona jest koalicja PO-PSL-SLD. Mówi się, że Platforma i ludowcy przejdą z fazy ukrytej współpracy z SLD w etap nieskrywanej i totalnej asocjacji z lewicą w ramach ogólnopolskiego planu zmiażdżenia Prawa i Sprawiedliwości. Lewica w obecnie urzędujących izbach parlamentarnych jest stronnictwem opozycyjnym jedynie w świetle konwenansów polskiej sceny politycznej - po prostu nie uczestniczy we władzy. Faktem jest, że SLD prawdziwą opozycją nie był nigdy.
Krytycy takiego poglądu zapewne zwrócą uwagę, że lewica zdążyła już kilka razy przyczynić się do odrzucenia, niekiedy sztandarowych projektów legislacyjnych koalicji. W ich mniemaniu, fakt, iż SLD-owcy nie kontestują pewnych pomysłów rządu, jest ostatecznym dowodem na to, że lewacy nie współpracują z władzą. Jednak w tym miejscu należy zadać kilka pytań. W jakich aspektach polityki wewnętrznej i zagranicznej lewica nie zgadza się z koalicją? Czy program lewicowców rzeczywiście tak bardzo różni się od założeń koalicji rządzącej? Faktem jest, i można się było tego spodziewać, że partia Napieralskiego obstaje przy lewicowych postulatach ponieważ nie może sobie pozwolić na utratę, i tak małego poparcia w wyniku wspierania przez swych posłów projektów sprzecznych z lewackimi założeniami programowymi. Dlatego SLD odrzuciła sześć projektów rzekomej reformy zdrowotnej. Tylko dlatego.
Jednak zapytam się przewrotnie - czy te ustawy miałyby w ogóle rację bytu w programie koalicji obecnych partii rządzących z SLD? Oczywiście, że nie. Tak samo jak w koalicji PO-PSL nie ma miejsca dla reformy KRUS-u oraz podatku liniowego. Czym więc różnią się podejmowane decyzje oraz działania opozycyjnej lewicy od hipotetycznej lewicy związanej w koalicji z Platformą oraz ludowcami? Drodzy Lewacy, Ludowcy i...PO-wcy (jak zaklasyfikować ideologicznie tę partię?) - Drodzy Moi, czekam na jasną odpowiedź popartą konkretnymi argumentami.
W mojej opinii koalicja PO-PSL-SLD jest już faktem a podpisanie umowy koalicyjnej będzie jedynie estetycznym dopełnieniem tej realnej współpracy. Będzie to zerwanie maski, którego naród i tak nie zauważy. Będzie to zjednoczenie wszystkich sił politycznych wrogich zmianom pod sztandarem walki z Prawem i Sprawiedliwością - partią będącą symbolem ostatecznego zerwania ze starym porządkiem. Starym porządkiem, którego remanent próbuje się odsunąć na jak najdalszy plan.
Kategoria: Polityka Monday, 17 November 2008, 15:47
Minął rok od rozpoczęcia się rządów doskonałej w każdym calu koalicji PO-PSL a w polskich mediach da się już zaobserwować pewne symptomy znużenia ekipą Tuska i odchodzenia od taryfy ulgowej od początku obowiązującej działania tych ludzi. Owo zjawisko, w połączeniu z rozpoczętą właśnie kampanią informacyjną Prawa i Sprawiedliwości, może doprowadzić do z dawien wyczekiwanego przez oszołomską brać stopniowego upadku Rządu Miłości. Informacje z jednego dnia znalezione przeze mnie na portalu Onet.pl świadczą o tym, że panowie z ITI postanowili przykręcić nieco śrubę Donkowi i na zachętę do skuteczniejszej obrony ich interesów uderzają w Rudego trzema artykułami nieprzychylnymi wobec PO. Otóż, z informacji zamieszczonych na Onecie możemy dowiedzieć się, że stanowczy i twardy wobec nielegalnych działań rydzykowskiej fundacji ,, Lux Veritas'' Tusk, jednocześnie zdawał się być ślepy na działania swoich najbliższych politycznych kolegów i krył fundację Pawlaka. Takich niusów o PO na łamach polskojęzycznych mediów nie uświadczył nawet najbardziej wprawiony w poszukiwaniach szperacz, aż do dziś, kiedy krytyczne wobec Partii Obietnic informacje wylewają się strumieniami z niesławnego Złonetu.
Następny artykuł informuje młodego, wykształconego obywatela z dużego miasta, iż wierny kompan Tuska - Sławomir Nowak poumieszczał kolegów z założonej przez siebie firmy Signum Promotion w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Któżby pomyślał, że ten wspaniały człowiek o nieskazitelnej reputacji jest zdolny do jakiegokolwiek złego czynu a co dopiero, do tak zuchwałego nepotyzmu? Przecież jeśli w rządzie koalicyjnym PO-PSL dzieje się coś złego, to na pewno musi się to dziać w gronie ludowców - tak przynajmniej kazały nam myśleć prawomyślne media. Owa informacja podana do wiadomości publicznej przez RMF znajduje się obecnie ( wpół do trzeciej po południu) na stronie głównej Onetu. Na łamach owego wątpliwego medium to coś nowego i być może zapowiedź zmian. Na gorsze dla PR - u Platformy, na lepsze dla Polski.
Takim samym symptomem zmian może być artykuł numer trzy - dowiadujemy się z niego, że sąd sądzący działacza PO Cezarego A. odstąpił od uwięzienia oskarżonego i nałożył na niego jedynie dozór policyjny. Od dawien dawna propeowskie medium wygrzebuje mało istotny ale symptomatyczny fakt dotyczący człowieka Platformy i ustawia go w rzędzie na stronie głównej z dwoma aferami, co w efekcie może zaowocować znaczącym spadkiem poparcia dla rządów koalicji wśród młodych, wykształconych. Totalne novum! Czegoś takiego na łamach polskojęzycznych mediów nie było. By krytykować - zawsze chętni, ale żeby krytykować PO? Coś musiało się stać, że za wielkim biurem pana Waltera postanowiono odejść od ultrapropeowskiej linii partii, do tej pory jedynie na łamach internetowej filii imperium ITI.
Czy stało się tak, bo ludzie mediów popierający do tej pory PO, po roku jej nieudolnych oraz bezowocnych rządów stracili nareszcie cierpliwość i, krzycząc w duszy ,,mea culpa!'', rzucili się do prawdziwej dziennikarskiej roboty? Czy może chodzi o to, że Walter chce wymusić jakieś polityczne ustępstwa na Tusku? Tak czy siak, faktem jest, że to zjawisko nie przejdzie bez echa. Niebawem okaże się, czy jest to zjawisko odosobnione, czy też świadectwo postępującej frustracji w środowiskach do tej pory popierających władzę. Minął rok rządów Donalda Tuska a jego uśmiech w telewizji wygląda coraz mniej pewnie. Chyba nawet najzatwardzialsi patrioci powinni zmusić się i wrócić do obserwacji prorządowych mediów - wszystko wskazuje na to, że będzie się tam niebawem wiele działo.
P.S.: 16 października minął również rok, od czasu kiedy założyłem swój blog na Blogspocie. Wszystkim czytelnikom, dyskutantom i krytykom dziękuję za spędzony wspólnie, owocny, mam nadzieję dla obu stron czas. Pozdrawiam Was serdecznie.
Kategoria: Religia Sunday, 16 November 2008, 22:43
W ramach inauguracji mojego bloga przeklejam mój jedyny do tej pory powstały tekst o tematyce religijnej z mojego bloga na blogspocie. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających Frondę i zapraszam do lektury.
Luźne i niedogmatyczne przemyślenia metafizyczne
Dziś mniej politycznie niż zwykle, ponieważ czuję, że muszę podzielić się z internetowym środowiskiem kilkoma niepokojącymi rozważaniami. Może zebrało mi się na takie przemyślenia, bo jutro wigilia a po niej święta - dla niektórych Święta Bożego Narodzenia, dla innych pogańskie dni ku czci Saturna.
Ten ciekawy pomysł na interpretację tych ważnych dla chrześcijan dni to kolejna przedświąteczna nowinka antykatolików, chcących na siłę obrzydzić nauki Kościoła za pomocą dywagacji nt. potraw wigilijnych, celowo nie wspominając, że rdzeniem tych nauk jest Tajemnica Męki Pańskiej a nie jakieś puste dyskusje o tym czy karp na wigilijnym stole jest pozostałością kultu tego, lub innego bożka.
Argumenty pozornie demaskujące bezsens wiary chrześcijańskiej a tak naprawdę w ogóle nie kwestionujące jej sensu oraz podstawowych treści nadają się dla członków fanclubu Dana Browna i innych racjonalistów.pl, którzy nie potrafią spojrzeć na kwestie wiary od strony metafizycznej a jedynie spłycają całą rzeczywistość poszukiwaniem naukowego wytłumaczenia każdego zjawiska.
To prosty błąd logiczny - nie da się określić wiary za pomocą nauki, bo są to dwie różne płaszczyzny postrzegania świata (nauka - racjonalna a wiara - nieracjonalna). Skoro wiara w Boga to tylko prosty przesąd, wymysł społeczeństw plemiennych, który jakimś dziwnym sposobem przetrwał do naszych jaśnie oświeconych czasów, to niech któryś z tych wszędobylskich mędrców od szkiełka i oka zdefiniuje pełną akademicką definicją pojęcia - Bóg, Prawda i np. Miłość oraz wytłumaczy pochodzenie tych zjawisk. Jeśli wśród czytających ten tekst, znajdzie się jeden z nich - bardzo proszę o kontakt, tu bądź drogą mailową, mamy dużo czasu - czekam na pełne definicje.
Zabawne jest to jak śmieszne ufni w potęgę ludzkiego umysłu Nowi Ludzie kreujący się na bogów - zatrzymani światopoglądem jeszcze w Oświeceniu (XVIII wiek, przypominam), zapomniawszy o tym, że szukanie metafizyki jest rozszerzeniem świadomości a nie jej zawężaniem, starają się skopać instytucję istniejącą od dwóch tysięcy lat, chyba tylko dla satysfakcji kopania.
Moim skromnym zdaniem sadyzm ten bierze się z niezdolności do zrozumienia prostej i pełnej ufności wiary szarego człowieka. Niby sprawa tak prosta a jednak dla wielu przez całe życie nie do ogarnięcia. Brak metafizyki oznacza, że nie różnimy się niczym od zwierząt - czy Ci wszyscy wypacynowani profesorkowie plujący w twarz wszystkim wierzącym naprawdę uważają się za łyse małpy, które różnią się od tych owłosionych tylko tym, że zamienili kij do dłubania w mrowisku na długopis do pisania swych wypocin a sensem tych działań jest li tylko i wyłącznie przetrwanie? Nie potrafię tak spłycić istoty człowieczeństwa - nawet w odniesieniu do tych, jakże upośledzonych wewnętrznie panów.
Takie stanowisko to kolejne kłamstwo Czerwonego Matrixa, które każe wątpić w wartości, sens istnienia ludzkości i człowieczeństwo poprzez sprowadzenie istoty ludzkiej do parteru za pomocą dialektycznego kłamstwa, że jest on tylko lepiej rozwiniętym zwierzęciem na równi z małpą, psem czy szczupakiem. I niczym więcej.
Jak w tym świetle wytłumaczyć Taj Mahal (wybrałem budowlę indyjską bo słyszałem, że Orient w środowiskach postępowych jest bardzo trendy) - jaką funkcję biologiczną spełnił człowiek budujący ten monument dla swej zmarłej żony? Przecież takie wielkie pomieszczenie na zwłoki samicy, zbudowane przez setki robotników tylko dla uczczenia jej pamięci z kaprysu samca alfa to z punktu widzenia biologii czyste marnotrawstwo, jak uracjonalnić ten fakt Drodzy Wszystkowiedzący? Zapewne za spłycanie i tego manifestu człowieczeństwa kiedyś się zabierzecie.
Wierzę w człowieka i w jego zdolność do wzniesienia się ponad sztywne schematy sal wykładowych - to prawdziwa wolność nie zamykająca naszej jaźni w systemie naukowych dogmatów, niezaprzeczalnych dopóki nie znajdą się nowe, które w końcu im zaprzeczą. To wolność bycia istotą ludzką, wybór postawy być a nie mieć, prawdziwe sedno człowieczeństwa, pozwalające znaleźć porządek w chaosie rzeczywistości. To wiara w prawdę, która pozwala dostrzec kłamstwo i z nim walczyć.
tekst z 23.12.2007 z bloga Koniec Czerwonego Matrixa - www.kcmatrix.blogspot.com