Thursday,28 July 2011,18:50
Kategoria: Wydarzenie Thursday, 28 July 2011, 18:50
Inicjatywa Historyczna wraz z Grupą Rekonstrukcji Historycznych Festung Breslau już po raz trzeci organizują w naszym mieście obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.
W 67. rocznicę wybuchu Powstania - w niedzielę 31 lipca - na wrocławskim rynku prezentować się będą warszawskie Grupy Rekonstrukcji Historycznych kultywujące pamięć i tradycje batalionów powstańczych: "Chrobry I", "Miotła" i słynny "Parasol" mające w swych zbiorach oryginalne pamiątki z Powstania.\
Sensacją rekonstrukcji będą: oryginalny pojazd opancerzony SDKFZ 251 oraz występy profesjonalnych kaskaderów.
Pokazom historycznym, w których zaangażowanych zostanie w sumie ok. 70 aktorów, towarzyszyć będzie spektakl muzyczny "Wywoływania" przygotowany pod kierunkiem Haliny Bednarek. Koncert będzie swoistym apelem poległych, hołdem oddanym tym co zginęli w Powstaniu, metaforą nad jego sensem i istotą ofiary.
Cechą charakterystyczną wrocławskich obchodów jest otwartość i spontaniczność; mówi Dominika Arendt-Wittchen z Inicjatywy Historycznej - Do tradycji przeszły już kameralne spotkania z Powstańcami "przy barykadzie", wspólne śpiewanie przy skrzypcach czy akordeonie "Zakazanych piosenek", a rozmowy z rekonstruktorami i artystami. Swój udział w obchodach potwierdzili Powstańcy Warszawscy dziś mieszkający we Wrocławiu, zaś patronat nad projektem objęło Muzeum Powstania Warszawskiego.
Program (niedziela 31 lipca)
10:00 Msza Święta -kościół garnizonowy pw. Św. Elżbiety
11:30 (spotkanie zamknięte w Ratuszu Powstańców, żołnierzy AK z Prezydentem)
14:30 budowa barykady, dioramy historyczne- Rynek koło budynku Banku Zachodniego WBK
16:45 rekonstrukcja walk powstańczych
17:30 wspomnienia Powstańców Warszawskich
17:45 koncert "Wywoływania" reż. Halina Bednarek wyst.Anna Cielecka, Klaudia Gołębiowska, Monika Klarman, Alicja Pyziak, Michał Bryl, Filip Małek
Odsłon: 193 Komentarzy: 1
Monday,30 May 2011,00:12
Kategoria: Ekonomia Monday, 30 May 2011, 00:12
Jednym z podstawowych zadań polityki zagranicznej jest dbanie o własny interes narodowy, w tym przewidywanie zagrożeń dla własnych interesów. Polska ma szansę uniezależnić się od rosyjskich dostaw gazu dzięki inwestycji w wydobycie gazu łupkowego. Szansa ta, może jednak zostać zmarnowana ze względu na to, iż wydobycie gazu łupkowego w Polsce może być zagrożeniem dla interesów nie tylko rosyjskiego Gazpromu, ale również dla interesów Francji (technologia elektrowni atomowych) jak i dla Niemiec (technologie półprzewodnikowe, elektrownie wiatrowe, w końcu inwestycja w Nord Stream - zwiększenie znaczenia własnych portów kosztem odcięcia konkurencyjnych portów polskich, jak również energetyczne szczypce).
Już teraz pewne można zaobserwować pewne symptomy w działaniu państw, którym nie na rękę jest wydobycie polskiego gazu łupkowego. We Francji udało się uchwalić zakaz wydobywania gazu łupkowego. Partie zielonych dążą do zakazy jego wydobycia na terenie całej UE. Przy pomocy różnych organizacji ekologicznych Rosja, jak i pozostałem kraję będą się starały tę inwestycje zablokować. Nie dziwi więc troska Rosji o polskie środowisko. Naciski te jednak nie odniosą skutku, ze względu na to, że mamy silne wsparcie w tej inwestycji dużego gracza, jakim są Stany Zjednoczone. Być może wizyta prezydenta Obamy miała na celu przede wszystkim upewnienie się, czy inwestycjom amerykańskich firm na pewno nic nie zagraża.
Analizując pozostałe możliwości zablokowania bądź znacznego opóźnienia inwestycji wydobycia gazu łupkowego w Polsce przychodzi mi na myśl jeden - dość prawdopodobny scenariusz. Otóż Rząd Donalda Tuska ma zamiar sprywatyzować grupę Lotos, którą jest zainteresowany jeden z największych rosyjskich koncernów naftowych. Wraz z Lotosem, rosyjski potentat może przejąć kilka koncesji na wydobycie gazu łupkowego.
Wyobraźmy sobie zatem taki scenariusz. "Przypadkowo" na działce należącej do Lotosu dochodzi do katastrofy ekologicznej (np. zanieczyszczenia wód gruntowych). Skutkiem takiej katastrofy mogłoby być wstrzymanie wszelkich inwestycji związanych z wydobyciem tego gazu, dyskusja w PE na temat zakazu wydobycia tego gazu pod wpływem wniosku, że wydobycie tego gazu jest zbyt niebezpieczne dla środowiska, wyjaśnienie "katastrofy" zajęło by co najmniej kilka miesięcy, stosunek społeczeństwa szczególnie mieszkającego w pobliżu miejsc inwestycji zmieniłby się diametralnie na przeciwny, co w dużej mierze mogłoby zablokować skutecznie inwestycję.
Czy taki scenariusz jest prawdopodobny, proszę oceńcie sami. Warto jednak brać pod uwagę, że wraz ze sprzedażą dużego koncernu można pozbyć się marzenia o niezależności energetycznej. Pomijam tu sprawę, czy korzystniejsze w dłuższej perspektywie czasu byłoby posiadanie przez Państwo dobrze prosperującego Lotosu, czy nie, w porównaniu do zysków z jego prywatyzacji. Istotnym punktem jest to, czy prywatyzacja Lotosu nie przyczyni się do zablokowania tak ważnej dla Polski inwestycji?
Polecam przy okazji:
http://www.polskilotos.pl/
Odsłon: 180 Komentarzy: 1
Monday,24 May 2010,18:07
Kategoria: Polityka Monday, 24 May 2010, 18:07
Jak donoszą media (wybrałem Gazetę Wyborczą specjalnie):
"Pół miliona funtów zażądała księżna Yorku za zorganizowanie spotkania ze swym byłym mężem księciem Andrzejem, przedstawicielem rządu ds. handlu i inwestycji. "
"- Mogę otworzyć dla ciebie każde drzwi – mówiła Sarah Ferguson, nazywana potocznie przez brytyjskie media Fergie, do człowieka podającego się za rekina międzynarodowego biznesu. – Jeśli chcesz mieć go [księcia Andrzeja] jako partnera w interesach, to zatroszcz się o mnie, a on zatroszczy się o ciebie. Tobie zwróci się to dziesięciokrotnie – tłumaczyła księżna."
"Nie wiedziała jednak, że jej rozmowę rejestruje ukryta kamera tabloidu "News of the World". Film z tej prowokacji dziennikarskiej stał się na Wyspach wydarzeniem weekendu. Książę Andrzej to dosyć wpływowa osoba, od dziewięciu lat jest specjalnym przedstawicielem rządu ds. handlu i inwestycji."
Źródło
------------------------------------
Nie da się nie odnieść wrażenia, że podoba sprawa się już wydarzyła w Polsce. Mianowicie pierwsze co przychodzi mi na myśl to sprawa posłanki Sawickiej. Przypomnijmy kilka cytatów:
"Podczas rozmowy z samym podstawionym funkcjonariuszem CBA Sawicka miała stwierdzić, że potrzebuje na kampanię wyborczą 100 tys. zł."
"Na innym nagraniu mówi, że ma wypracowanych dużo układów, które mogą przepaść, jeśli PO nie weźmie władzy. Dodaje jednak, że układy mogą działać także, jeśli będzie w opozycji."
Źródło
---------------------------------------
Jest jednak różnica między tymi sprawami, w Wielkiej Brytani skandalem jest to co uczyniła żona księcia z rodziny królewskiej, w Polsce skandalem było to co zrobiło CBA. Dla przypomnienia to są nagłówki GW ze sprawy Sawickiej:
- "CBA podległe premierowi to policja polityczna",
- "Tusk o Sawickiej: PiS chce korzystać z tego typu sytuacji w kampanii",
- "Pawlak: Sprawa Sawickiej to element kampanii wyborczej PiS",
- "Beata Sawicka wolna. Zatrzymanie naruszało prawo",
- "Sawicka: Błagam ministra Kamińskiego, żeby mnie nie niszczył"
Jak widać, to co robią reporterzy tabloidu w Wielkiej Brytanii tam jest całkowcie normalne i uzasadnione, jednak gdy robi to CBA, służba powstała po to, aby zapobiegać korupcji i ją zwalczać, to jest to niemoralne i nieuzasadnione…Nie trzeba w zasadzie przypominać rzeczy oczywistej, że jeśli każdy urzędnik będzie miał za sobą widmo agenta CBA, który może go sprowokować, to nie będzie skory do brania łapówek. Strach przed prowokacją będzie skutecznie odstraszał przed wzięciem bądź daniem łapówki.
Chciałbym zobaczyć tych polityków i dziennikarzy, którzy teraz będą bronić żonę księcia, z takim zapałem jak bronili posłankę Sawicką…
Odsłon: 461 Komentarzy: 2
Wednesday,19 May 2010,20:48
Kategoria: Ogólne Wednesday, 19 May 2010, 20:48
Jak poinformowało TVN24:
"Prezydencki Tu-154 podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował wysokością, kursem i silnikami. Częściowo wyłączono go dopiero na pięć sekund przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę. Autopilota sterującego kursem wyłączono po uderzeniu w trzecią przeszkodę – informuje TVN24."
"System TAWS dał ostrzeżenie na 18 sekund przed katastrofą."
--------------------------------
Jeśli samolot podchodził na autopilocie, który go skierował na kurs kolizyjny ze wzgórzem, na którym znajdowało się lotnisko, to albo zostały wprowadzone doń złe koordynaty, albo zostały one zmanipulowane. Ponadto, jeśli piloci lądowali przy pomocy autopilota to dlaczego go wyłączyli dopiero po uderzeniu w trzecią przeszkodę? W którym momencie prawidłowo powinno się wyłączyć autopilota, czy czasem podczas lądowania autopilot nie powinien być całkowicie wyłączony? Ponadto, skoro 18 sekund przed katastrofą system TAWS ostrzegał przed katastrofą to dlaczego nie wyłączono autopilota i nie wyrównano kursu, bagatelizując zagrożenie?
Być może piloci nie mogli wyłączyć autopilota tj. przejąć sterowania nad samolotem, tylko dopiero tuż przed samą katastrofą, gdy nie mieli już szans na uratowanie maszyny, maszyna została odblokowana dając jednocześnie pozory pełnej kontroli pilotom, które teraz są argrumentem przeciwko ich niewinności?
Po katastrofie rosyjskie służby miały bardzo dużo czasu na znalezienie urządzeń, które mogły zmanipulować pracą autopilota, ponadto skandal z częściami samolotu walającymi się do tej pory po miejscu katastrofy, gdzie znajduje się elementy ważne dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy, sprawiają, że trudno nie rozpatrywać kolejnej "wersji spiskowej".
Źródło
-----------------------------------------------------------------------------------------
Rzepa podaje również ciekawe infornacje:
- " Na 18 sekund przed uderzeniem w przeszkodę, która rozpoczęła zniszczenie konstrukcji maszyny (czyli jak należy się domyślać brzozy, która odcięła kawałek lewego skrzydła – red.), po raz pierwszy zadziałał system TAWS, wydając załodze polecenie "pull up" ("do góry") – podał Morozow. Wcześniej dwukrotnie miało paść ostrzeżenie "terrain ahead" ("przed tobą ziemia"). Morozow podał rzecz zaskakującą: po pierwszym z poleceń pilot nie próbował poderwać samolotu."
- " Jeśli się wyklucza awarię urządzeń, to pilot nie powinien mieć z tym problemów – uważa Tomasz Hypki, ekspert lotnictwa. – Jeżeli system ostrzegał, że samolot jest za blisko ziemi, to dla załogi nie ma usprawiedliwienia. Wszystko wskazuje na to, że zlekceważyła to ostrzeżenie. "
– tak, piloci byli samobójcami…być może jak napisałem powyżej nie mogła zareagować…
- "Inni rozmówcy "Rz" – byli piloci, którzy widzieli miejsce zdarzenia – sugerowali, iż w ostatnich sekundach Tu -154 nabierał wysokości. – To mogło oznaczać, że pilot próbował poderwać maszynę – mówili "Rz"."
– w krytycznym momencie jak napisałem powyżej sterowanie samolotem mogło zostać odblokowane tj. udało się wyłączyć autopilota -> daje to pozory pełnej kontroli nad samolotem przez pilotów-> uprawomocnia tezę o błędzie pilota od początku forsowaną przez rosyjską komisję.
- "Morozow mówił, że wieża w Smoleńsku na czas uprzedzała załogę o mgle i złej widoczności na lotnisku i o tym, że nie ma możliwości lądowania (widoczność wynosiła 400 m). "
– to dlaczego nie zamknięto lotniska?!
-----------------------------------
ps. proszę zwrócić uwagę jak Rosjanie a dokładnie MAK pięknie gra na informacjach pochodzących z Polski -> szkolenia pilotów, drugi głos w kabinie( GW ma kolejne mięsko na główną)
- "Z wieżą w Smoleńsku załoga rozmawiała po rosyjsku, a dowódca – mówił Morozow – znał język w wystarczającym stopniu. Chociaż nie wprost, to pośrednio członkowie komisji sugerowali "błąd ludzki" i sporo uwagi poświęcili załodze. Twierdzili, że piloci nie odbywali szkoleń na symulatorach Tu -154, wspominali ich młody wiek. – Jak na warunki wojskowe, pilot był doświadczony – mówi jednak kpt. Zawada. – Nie chodzi o to, czy był młody, ale czy potrafił się sprzeciwić naciskom czy sugestiom. "
Odsłon: 610 Komentarzy: 2
Monday,05 April 2010,20:04
Kategoria: Polityka Monday, 05 April 2010, 20:04
Na początek kilka ważnych informacji:
"Przesłuchanie jednej minutynagrań zapisanych w czarnej skrzynce trwa aż 4-5 godzin. Wszystko przez ich duże zanieczyszczenie – donosi "Dziennik Gazeta Prawna" powołując się na polskiego prokuratora biorącego udział w rosyjskim śledztwie."
"W odsłuchiwaniu nagrań brał udział pułkownik Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. – Dosłownie każdą minutę przesłuchiwaliśmy po 4-5 godzin. Nagranie z kokpitu jest bardzo zanieczyszczone – ujawnia kulisy śledztwa. Oryginalne taśmy z czarnej skrzynki leżą zaplombowane w sejfie w moskiewskiej siedzibie Międzypaństwowej Komisji Lotniczej.
Badanie rozmów załogi i dźwięków z kabiny pilotów odbywa się na cyfrowej kopii nagrań, zapisanej na twardym dysku komputera. Po każdym dniu pracy Rosjanie sporządzali protokół, pod którym podpisywał się również polski prokurator – pisze gazeta."
Źródło
------------------------------------------------------
Tak chciałbym zapytać wszelkich elektroników, techników i inżynierów czy jak się konstruuje sprzęt dla samolotu – szczególnie czarną skrzynkę to czy może być dopuszczony sprzęt, na którym komplenie nic nie słychać? Jakim cudem dźwięk był zaszumiony? Jest to po prostu niemożliwe, ponieważ urządzenie, które nie rejstrowałoby dźwięku w należytą jakością – nie spełniało by swojej podstawowej funkcji i nie zostało dupuszczone do użytku…Zatem co powodowało owe szumy? Czy szumy pojawiły się przed katastrofą i są na oryginalnych taśmach? Czy mogą być skutkiem działania urządzeń zakłócająch? Czy też podczas tworzenia kopii cyfrowej nagrania z czarnych skrzynek dodano ścieżkę dźwiękową z nagranym szumem, który uniemożliwia rzetelne odtworzenie rozmów z kokpitu? Skoro prokuratura w tym polska pracuje na wersji cyfrowej to jaka jest pewność, że jest ona zgodna z oryginałem? Ponadto dlaczego nasz kontrwywiad nie opublikuje swojego nagrania, które powinno pokryć się z tym, nad którym pracuje polska prokuratura? Czy nie ułatwiła by ona odtworzenie tego co działo się w kokpicie? Chyba znacznie przyspieszyłoby to ustalenie przyczyn katastrofy…
--------------------
I jeszcze jedno mi przyszło pytanie do głowy – czy nagranie jakie posiada kontrwywiad również jest tak zaszumione?

Rozmowa w kokpicie około 1 min:
http://www.youtube.com/watch?v=gBfPgWQ_ySo
Pierwsze ujęcia są z tyłu przy ogonie stąd duże natężenie dźwięku. Jest głośno, ale nadal słowa słychać wyraźnie. Ponadto mikrofonów powinno być kilka rozmieszczonych w całym kokpicie. Tak więc pilotów powinno być bardzo dobrze słychać.
I następny:
http://www.youtube.com/watch?v=Qe50R7Iufls
Odsłon: 1728 Komentarzy: 18
Wednesday,28 April 2010,13:14
Kategoria: Polityka Wednesday, 28 April 2010, 13:14
Na wstępie odniosłem się do samego tematu niniejszej notki, a poniżej napisałem kilka słów o mediach – zapraszam do przeczytania:
W mediach powstało już jakiś czas temu stwierdzenie, że osoba kandydująca na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ma być "Prezydentem wszystkich Polaków"[dalej będę używał skrótu "PwP"]. Wskazuje się, że śp. Lech Kaczyński był prezydentem pisowskim, a więc Prezydentem tych niby mniej wykształconych, z małych miast itd. Zarzucano mu, że dzieli Polaków na patriotów i nie patriotów. Podobne sformułowania pojawiają się przy okazji kandydatury brata tragicznie zmarłego Prezydenta.
Zastanawiam się, czy wszyscy światli ludzie z Saloniku z białymi ścianami są w stanie mi zdefiniować czym powinien się charakteryzować PwP? Na podstawie tekstów i wypowiedzi jakie się pojawiały można dojść do wniosku,że PwP będzie osoba, która spełnia oczekiwania tzw. "elity" polskiej(?), ponadto nie powinien reprezentować sobą żadnego światopoglądu, nie może mieć żadnego programu i musi być neutralny. Spełniając te cechy PWP nie jest w stanie podejmować jakichkolwiek decyzji, ponieważ każda reforma wiąże się z obciążeniem jednych kosztem drugich. Więc na tej podstawie nie będzie już PwP.
Nie wiem kto jest twórcą tego hasła, ale jest ono jakąś horendalną bzdurą. Czy jeśli Prezydentem RP zostanie osoba o innych poglądach niż moje to nie będzie on moim Prezydentem? Będzie i jestem mu winien szacunek choćby ze względu na majestat urzędu jaki sprawuje. Czym innym jest szacunek prywatny do osoby zajmującej stanowisko Prezydenta,a czym innym jest szacunek do głowy Państwa. Osobiście mogę się nie zgadzać i nie lubić osoby Prezydenta, ale z racji sprawowanego urzędu mam obowiązek szanować jego osobę.
Przed katastrofą obserwowaliśmy ataki personalne na śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Za życia rzadko otrzymywał należny mu szacunek jako głowy Państwa. Media i politycy krytykowali go w sposób skandaliczny obrażając w ten sposób i osobę Prezydenta, jak i wszystkich Polaków. Gdyby krytyka dotyczyła tylko sfery jego działań i decyzji i była skonfrontowana z uzasadnieniem takich, a nie innych posunięć, mieli byśmy sferę prawdziwej debaty publicznej. Jednak media i politycy najwyraźniej nie traktują swoich wyborców poważnie! Wątpią w mądrość życiową zwykłych Polaków, którzy są w stanie wypracować własne zdanie w danym temacie bez komentarzy redaktorów i redaktora naczelnego danej gazety. Jest to wyraz pogardy dla zwykłych ludzi!
Ale jest uzasadnienie takiego postępowania. Otóż media w momencie przekazywania rzetelnej informacji, bez konfrontacji stanowisk na swoich łamach tracą status czwartej władzy. Władzy, która ma niedemokratyczny i znaczący wpływ na to co się dzieje w Państwie. Żądza władzy redaktorów naczelnych nie pozwoli im na zrezygnowanie z wpływu na zwykłych ludzi, to daje poczucie siły i własnej wartości. Manipulacja staje się podstawowym narzędziem utrzymania władzy. Pycha uderza do głowy i wypiera podstawowe idee przekazywania informacji. Dopóki media nie zaczną kierować się etyką, dopóki debata publiczna prymitywieje lawinowo, dopóki nie będzie dawała społeczeństwu przykładu prowadzenia dyskusji, dopóty społeczeństwo będzie posługiwało się takim samym językiem jak media. A konsekwencją tego jest własnie brak porozumienia, kłótnie nie mające nic wspólnego z merytoryczną dyskusją, podział [samo okreslenie powinno być zbadane przez socjologów, ponieważ ten rodzaj,który się tu pojawił jest niebezpieczny dla Państwa] ,a przede wszystkim wynikająca z tego słabość Państwa, z której korzystając wszystkie inne państwa, w których interesie jest słabość Polski. Jedną z podstawowych zasad w polityce zagraniczenej jest zasada "dziel i rządź". Była ona w Polsce stosowana przed rozbiorami jak również teraz. Proszę zwrócić uwagę jak ładnie nas rozegrała Rosja[wspominał o tym Witold Gadowski].
Jeśli nic się nie zmieni, to dojdzie do kolejnych rozbiorów – być może nie militarnie, ale na pewno ekonomicznie(Nord Stream).
-----------------------------------
"Nie polezie orzeł w GW-na"
Odsłon: 577 Komentarzy: 2
Friday,16 April 2010,11:25
Kategoria: Wiadomości Friday, 16 April 2010, 11:25
Jedynym systemem, który naprowadza samolot na lotnisko w smoleńsku jest system NDB. Więcej szczegółów na jego temat mamy tutaj:
"Naziemne radiolatarnie NDB (Non-directional Beacon) i odbiorniki, znajdujące się na pokładzie statku powietrznego (radiokompasy albo ADF- Automatic Direction Finders) tworzą razem jeden z najstarszych systemów radionawigacyjnych. Jego prekursorami były ręcznie obracane radionamierniki pokładowe do namierzania średniofalowych stacji radiofonicznych i nielicznych nawigacyjnych. Inną odmianą były radiolatarnie trasowe "LF-RNG" (Low Frequency Radio Range), używane w USA do lat 60."

"Odbiornik pokładowy systemu NDB, czyli radiokompas, po dostrojeniu do częstotliwości radiolatarni wskazuje kąt kursowy na radiolatarnię NDB. Zakres częstotliwości odbiornika wynosi 150 do 1750 kHz – jest rozszerzony w stosunku do typowego zakresu NDB dla zachowania możliwości namierzania publicznych radiostacji średniofalowych. Radiokompas określa kierunek na radiolatarnię przy pomocy dwóch anten: anteny bezkierunkowej (odbiór sygnałów nie zależy od kierunku) oraz kierunkowej anteny ramowej. Antena ramowa jest obracana do momentu, gdy odbierany przez nią sygnał osiągnie minimum w stosunku do stałego sygnału anteny bezkierunkowej. " Jeśli umieści się nadajnik sygnału NDB w mobilmym samochodzie takim jak np.
w miejscach takich jak podane tutaj:
Myślę, że byłoby to dobre uzasadnienie dlaczego samolot leciał 60m poniżej osi pasa startowego oraz dlaczego w rejonie stacji był już na tak niskiej wysokości. Piloci lecieli we mgle, nie widzieli ziemi. Mieli wskazania GPS ale mieli wyraźny sygnał z NDB więc podjęli decyzję o zejściu, tym bardziej, że pilot był tam dwa dni wcześniej, dlatego stosował się bez obaw do sygnału z latarni NDB jako, że był to jedyny system naprowadzający na lotnisko. Kiedy był już na dole było za późno aby cokolwiek zrobić. Drugi mobilny nadajnik NDB mógłby się znajdować tutaj:
W sumie oś, po której leciał na to by wskazywała: 
Czy jest to w jakiś sposób prawdopodobne?
Odsłon: 1629 Komentarzy: 12
Tuesday,13 April 2010,12:46
Kategoria: Akcja Tuesday, 13 April 2010, 12:46
WROCŁAWSKI MARSZ KATYŃSKI – WTOREK 13 KWIETNIA, GODZ. 17.45.
Uczcijmy pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej oraz sobotniej tragedii.
Przyjdźmy na Wrocławski Marsz KATYŃSKI, by oddać hołd. Weźmy ze sobą minimum po dwa znicze.
Zbiórka we wtorek 13 kwietnia, godz. 17:45, wyruszamy o godz. 18.00 – Plac Grunwaldzki (Rondo Reagana) pod Pasażem Grunwaldzkim.
Przejście ulicami:
Oś Placu Grunwaldzkiego, Most Grunwaldzki, koło Pomnika Katyńskiego w Parku Słowackiego (zapalamy znicze), ul. Oławska, ul. Kazimierza Wielkiego, ul. Świdnicka i Rynek.
Weź ze sobą znicze i Polską Flagę(o ile posiadasz)!
Odsłon: 276 Komentarzy: 0
Thursday,04 November 2010,12:20
Kategoria: Ogólne Thursday, 04 November 2010, 12:20
Ktoś kiedyś powiedział, że w Rosji nie ma przypadków. Elementy układanki zbyt mocno układają się w jedną całość. Prawdopodobieństwo zajścia takiej katastrofy, w tym czasie, akurat z takimi ludźmi jest mniejsze niż uderzenie w ziemię asteroidy w ciągu 5 dni. 2 lata temu rozbił się samolot CASA. Zginęło 20 osób w tym 16 wysokich oficerów. Mówiono bardzo dużo o tym, że nie powinno w jednym samolocie lecieć tak wielu ważnych ludzi. CASA była nowym samolotem,a TUPOLEW to 35 letni złom. Druga sprawa, media mówią, że czarne skrzynki odnaleziono dopiero po południu. Ciekawie to brzmi w obliczu nagrania sporządzonego zaraz po katastrofie, na którym w jednym z pierwszych ujęć pojawia się oblepiona błotem czarna skrzynka…Ponadto, nagle ginie większość ludzi ideowo związanych z polską racją stanu, dbających o to aby Polska była silnym i niezależnym krajem, ale przede wszystkim wspomagających działania polityczne mające na celu uniezależnienie naszych wschodnich sąsiadów od Rosji i uprawiających twardą politykę względem niej. W tej chwili już nie ma problemu…Do tego platforma przejmuje wszystkie funkcje w Państwie. Kolejna sprawa, doświadczony pilot nigdy nie zrobiłby nawrotu na tak niskiej wysokości przechylając samolot aż do utraty siły nośnej. Jeden Rosjanin – świadek tragedii, opowiada o tym jak maszyna dziwnie się zachowywała przed tragedią. Oglądałem kiedyś program o wypadkach lotniczych i był jeden scenariusz, który zapewne odpowiada temu, który się wydarzył. Awaria lewego silnika, przy tak małej wysokości skutkowała brakiem stateczności a co za tym idzie przechył samolotu na lewą stronę. Jak już powiedziałem, doświadczony pilot nie zrobił by tak ostrego zwrotu taką maszyną przy małej prędkości i małej wysokości. Samolot miał przegląd w ostatnim czasie w Moskwie. Szefem komisji badającej tragedię zostaje "były" członek KGB i później FSB. Na miejscu katastrofy jest masa funkcjonariuszy FSB, słyszy się o przypadkach rekwirowania nagrań i urządzeń. Kończąc spekulacje o FSB są na tyle na rękę Rosji, że są sygnałem, że skoro Rosja mogła zrobić takie coś Polsce, to jest to dość wyraźny sygnał dla wschodnich sąsiadów Polski mających aspiracje prozachodnie. Przepraszam, ale te elementy zbyt do siebie pasują…
Dodam cyctat:
"Wypowiedź Ryszarda Drozdowicza z Laboratorium Aerodynamicznego Politechniki Szczecińskiej (ZUT)
Jako pilot oceniam, że sugerowany w mediach błąd pilota jest mało prawdopodobny. Na podejściu do lądowania nie wykonuje się żadnych manewrów typu silne przechylenie lub nagłe zmiany prędkości. A takie silne przechylenie zauważyli świadkowie. Pilot wykonał dodatkowe kręgi nadlotniskowe, aby upewnić się co do warunków lądowania i na tej podstawie podjął uzasadnioną decyzję o lądowaniu. Nieprawdopodobne też jest, aby doświadczony pilot wraz z drugim pilotem pomylili się co do wzrokowej oceny wysokości, nawet w przypadku awarii przyrządów, która jest również nieprawdopodobna. Należy tutaj zauważyć, że mgła jest na ogół z prześwitami i przy dziennym świetle nie stanowi istotnej przeszkody do wzrokowej oceny warunków lądowania. Okoliczności wskazują jednak na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny, mając wysokość rzędu 50-100 m i prędkość rzędu 260 km/h."
Jak się okazuje było tylko jedno podejście do lądowania:
"Katastrofa samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim to błąd pilota – oskarżają Arkadiusza Protasiuka rosyjscy prokuratorzy i specjaliści. Według nich, pilot uległ presji i podchodził do lądowania czterokrotnie. Z zarzutami nie zgadza się drugi pilot prezydenckiego samolotu TU-154 Tomasz Pietrzak. – Z informacji, które otrzymałem, wynika, że było tylko jedno zajście (do lądowania) – powiedział w TVN24. Dodał przy tym, że piloci charakteryzują się odpornością, która pozwala mieć pewność, że nie będą ulegać presji. – Ci, którzy pracują w pułku są "twardzielami" – podkreślił."
"Jego zdaniem trudno określić dlaczego doszło do tragedii. Zasugerował jednak, że być może to wina lotniska. – Jeżeli lotnisko nie jest w stanie wykonywać żadnych operacji, to się je zamyka. Natomiast w tym przypadku były sugestie "proponujemy żebyście pojechali tu", to nie był nakaz wykonania lotu na lotnisko zapasowe. Jeżeli byłby to nakaz, to byłoby jednoznaczne, nie byłoby dyskusji. Tu były sugestie, dlatego dowódca załogi mając możliwość lądowania zawsze sprawdza, robi jedno zajście, drugie zajście, więc może to sobie ocenić – podkreślił."
Warto również przeczytać:
http://rasfufu.salon24.pl/169509,pytania-o-okolicznosci-katastrofy-prezydenckiego-tu-154
Uzupełnię jeszcze wpisami na FForum szanownych Kulegów Shorka i Preff de Zoo:
Odpowiednio:
"Sobota – przedpołudnie. Wieści z Rosji: W gęstej mgle, mimo sugestii kontrolerów, knąbrny pilot odmówił. Przy czwartym podejściu do lądowania samolot po nieudanym przyziemieniu oderwał się od pasa, zahaczył o drzewa i rozbił się. Prezydent leciał starym, kiepskim samolotem. Pas był za krótki. Momentalnie znajdują się fachowcy potwierdzający te słowa. Lemingi twierdzą, że Prezydent zmusił pilota do lądowania. Wizualizacja pokazuje krótki pas i mnóstwo drzew. Na portalu jest mapa google z malutkim lotniskiem Smoleńsk południe. Rzeczywiście 1,6 km. Naoczni świadkowie: samolot podchodził do lądowania raz, wcześniej kołował. Świadkowie widzieli samolot, więc widoczność była na poziomie 2km! Bo o tyle jest odległa wieża naprowadzająca z anteną, o którą zahaczył samolot. Na źródłach niezależnych inni fachowcy przebąkują o wytrzymałości tych samolotów, o tym że są w stanie wystartować nawet z lotniska żwirowego. Pojawia się informacja o dopiero co przeprowadzonym remoncie. Nagle się okazuje, że lądowanie było na lotnisku Północnym z pasem 2,5 km. Po 15-stej już jest już tylko drugie podejście. Ja z pomocą mapy i filmów próbuję zidentyfikować miejsce. Wieczorem wychodzi, że było zbyt bliskie podejście (ponad 2km od lotniska tam gdzie stacja naprowadzająca). Poderwanie samolotu (na mapie wygląda, że przeskoczył pas drzew) nagłe obniżenie pułapu 500m przed lotniskiem, zniesienie na lewo, zahaczenie o drzewa i katastrofa. Teraz lecą napisy, że pilot nie posłuchał sugestii wieży. No prawda nie posłuchał sugestii lotu do Mińska. Ale i zawierzył kontrolerom, którzy go źle doprowadzili. W takiej mgle (2km) można spokojnie wylądować na przyrządach pod warunkiem, że samolot działa normalnie. Pilot podobno nie reagował na sugestie kontrolerów. Mogło nastąpić zdalne odcięcie dopływu paliwa i zdalne odcięcie odbioru radiostacji. Dwa gówniane elementy elektroniczne w sumie kosztujące mniej niż 500 zł zamontowane w trakcie remontu. I nadajnik zdalnego sterowania małego zasięgu. Tyle. Nikogo nie oczerniam. Podaje fakty i możliwości."
"!!! Jak wrócę, dopiszę więcej, ale: 40 min. wcześniej wylądował!!!!!! poprzedni samolot pasażerski. Z tym Migiem to albo kłamstwo albo zagrywka. 1. Rosjanie: jest wielka mgła. Świadkowie: nie ma mgły, są chmury. 2. CNN: pilot nie odpowiadał na wezwania wieży, była chmura nad Smoleńskiem tylko. 3. Samolot przekrzywiony o 40 st. – niedopuszczalne. 4. Rosyjski prokurator do Tuska wczoraj: tu samolot ścinał drzewa na wysokości 8 metrów, a powinien być wyżej 60-80 m. 5. Remont: najnowsza elektronika, full wypas. 6. Remont robili Rosjanie przed miesiącem!!! wiedząc, że grają już od stycznia w ustawkę nad Katyniem. 7. Rosjanie: 4 razy podchodził, 2 razy podchodził. Świadek-Polak: cisza, nagle zejście, huk. Jedno podejście do lądowania. 8. Świadkowie rosyjscy – na zdjęciach niemal sami mężczyźni, ubrani w skóry, silnej budowy ciała. Samolot był remontowany przez Rosjan: mieli milion możliwości. Od zamontowania urządzeń przejmujących kontrolę do wyłączenia zdalnego funkcji i cuda-wianki."
Jeszcze warto uzupełnić o artykuł!
"Rosjanie szybko założyli błąd pilotaZastanawiające jest także to, że Rosjanie obsługujący lotnisko w Smoleńsku od razu próbowali zrzucić odpowiedzialność za katastrofę na pilotów, twierdząc, że zignorowali zalecenia wieży kontrolnej, aby nie lądowali tutaj, tylko polecieli do Mińska albo do Moskwy. Oba miasta są oddalone o około 300 km od portu, gdzie miał wylądować tupolew. Podobno maszyna dwa, trzy lub nawet cztery razy miała podchodzić do lądowania z powodu złych warunków. Tak twierdzą Rosjanie. Są jednak informacje, że samolot próbował lądować od razu. Nad lotniskiem miała być mgła, ale godzinę wcześniej inna maszyna z dziennikarzami z Polski wylądowała bez przeszkód. Część świadków twierdzi nawet, że, owszem, nad Smoleńskiem nie było idealnej pogody, ale też nie była ona aż tak niekorzystna, aby uniemożliwić lądowanie doświadczonym pilotom, którzy sadzali Tu-154 na ziemi w trudniejszych warunkach. Ponadto, jak twierdzą eksperci, ten typ samolotu ma dużą wysokość lądowania, co oznacza, że na sporej wysokości podchodzi do pasa, gdzie ma dotknąć ziemi. Zastanawiające jest więc, dlaczego będąc jeszcze dość daleko od miejsca przyziemienia, Tu-154 znalazł się ledwie kilkadziesiąt metrów nad ziemią i na tej wysokości zahaczył o drzewa. Każdy, kto choć raz oglądał podchodzenie do lądowania samolotów, wie, że nie lecą one tuż nad ziemią, ale docierają na skraj pasa na dość sporej wysokości. Czy maszyna mogła nagle stracić moc w silnikach, a w konsekwencji bardzo szybko stracić także wysokość, przez co pilot nie miał nawet czasu na to zagrożenie zareagować? Jeśli tak, to jaka była tego przyczyna? Wydaje się też nieprawdopodobne, aby pilot całkowicie zignorował polecenia z wieży, by nie lądować w Smoleńsku – jeśli takowe rzeczywiście otrzymał. Przecież to wieża zezwala na start i lądowanie każdej maszyny. W dodatku kierujący samolotem wiedzieli, kogo wiozą, i tym bardziej musieli zachować wszelką ostrożność. Dlatego dziwne wydaje się to domniemane kilkakrotne krążenie nad lotniskiem i podchodzenie do lądowania. Oczywiście pilot mógłby zdecydować się na posadzenie maszyny wbrew zaleceniom płynącym z wieży, ale tylko wtedy, gdyby np. okazało się, że ma już mało paliwa i nie da rady dolecieć do stolicy Białorusi lub musi lądować z innych względów bezpieczeństwa. W tym przypadku tak nie było, paliwa w bakach znajdowało się jeszcze sporo.Na pewno też nie chodziło o to, aby bez względu na warunki wylądować o czasie w Smoleńsku, aby Lech Kaczyński mógł zdążyć na obchody w Katyniu. To przecież piloci decydują o tym, czy mogą wylądować, jeśli nawet mają zgodę wieży, i prezydent – choć jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych – nie ma prawa do wydania rozkazu pilotowi, aby lądował lub nie. Takich uprawnień nie miał także obecny na pokładzie dowódca wojsk lotniczych – w Tu-154, jak i na pokładzie każdego innego samolotu, panem i władcą jest jego kapitan, i tylko on może wydawać rozkazy. Warto w tym miejscu przywołać inne zdarzenie, gdy Lech Kaczyński poleciał do Gruzji, aby wspierać ten kraj podczas wojny z Rosją. Wtedy pilot nie zgodził się na lot do Tbilisi właśnie ze względów bezpieczeństwa. I chęci prezydenta nie miały znaczenia. Samolot wylądował gdzie indziej, a prezydent musiał do stolicy Gruzji jechać samochodem.Pamiętajmy też o tym, że w przeszłości już tak przecież bywało, iż samolot z prezydentem się spóźniał i różne uroczystości były przesuwane. Raz zdarzyło się to także w Katyniu. Do dziennikarzy docierają również inne nieoficjalne informacje. Jedna z nich mówi o tym, iż pilot otrzymał z wieży niewłaściwe parametry lotu i był niżej, niż mu się wydawało. Samolot opadał zbyt pionowo i nie udało się już poderwać go w górę. To by tłumaczyło, że zahaczył o drzewa. Taki scenariusz jest bardzo możliwy, bo znowu – jak twierdzą eksperci lotniczy – Tu-154 należy do tych samolotów, które trudno się prowadzi w sytuacjach awaryjnych. Bardzo ciężko jest nim wtedy sterować. Prawie niemożliwe jest wykonanie choćby manewru, który polega na nagłym poderwaniu maszyny w górę, gdy już samolot dotknął pasa startowego i rozpoczął hamowanie, aby uniknąć np. kolizji z inną maszyną, która przez pomyłkę znalazła się na tym samym pasie, lub z inną przeszkodą. I gdy prezydencki pilot zauważył niebezpieczeństwo, nie mógł już nic zrobić, aby uchronić samolot przed zderzeniem z ziemią, a pasażerów przed śmiercią.Trzeba postawić też inne pytanie: dlaczego prezydencki Tu-154 miał lecieć akurat do Mińska lub Moskwy? Przecież Rosja i Białoruś mają kilka innych lotnisk, głównie wojskowych, położonych znacznie bliżej Smoleńska, jak Wiaźma lub Witebsk. I na pewno mają one odpowiednie pasy do przyjmowania takich maszyn, skoro lądowały tam i lądują wojskowe transportowce."
Cytat ze wpisu Kolegi Rom.TSW:
"Właśnie w TVP skończyła się rozmowa z Wojciechem Cegielskim, dziennikarzem, który właśnie wrócił ze Smoleńska. Grupa kilkunastu dziennikarzy miała lecieć prezydenckim samolotem, ale ze względu na liczne prośby członków rodzin katyńskich był on wypełniony i dziennikarzy przeniesiono do Jaka, który poleciał wczesniej. Cegielski powiedział, że cały czas w Smoleńsku była kapitalna pogoda, słońce i żadnej mgły! Jedynym mankamentem pogodowym były nisko osadzone chmury. Pilot prowadzący samolot wiele razy lądował w ekstremalnych warunkach, m.in w Afganistanie, gdzie za lotnisko służył fragment asfaltowej drogi."
Kolejny ciekawe infomacje od Kolegi Preff de Zoo:
"dziś wieczorem poleciało na RMF, że ktoś znalazł tego oficera z wieży i on powiedział, że pogadali se miło po rosyjsku, bo tego jednego dnia nie było nikogo z angielskim, co jest standardem. Na szczęście pilot znał rosyjski. Warunki były do zaakceptowania, żadnych "ekstremalnych". Polski pilot pokołował nad lotniskiem, sprawdził, co i jak i powiedział!!! że jeden raz podejdzie do lądowania, a jak mu się nie uda, to poleci dalej. Tyle relacji. Znamienne, może się okazać, że już nigdy jej nie usłyszymy. Wersja ta obala: 1. tezę o niekompetencji lub fantazji ułańskiej pilota; 2. łamanie przez pilota zasad (4 podejścia do lądowania czy coś); 3. tezę o naciskach na pilota."
Dodam jeszcze informacje z SERWIS21 – warto przeczytać!
Odsłon: 4422 Komentarzy: 32
Thursday,18 March 2010,23:07
Kategoria: Wiadomości Thursday, 18 March 2010, 23:07
Nowelizacja ustawy o IPN
- wprowadzenie opłat za kopiowanie akt w celach naukowych i dziennikarskich #(ciekawe jakie będą kwoty, oraz na ile będą utrudniały powiadomienie opinii publicznej o przeszłości kandydatów na stanowiska zaufania publicznego)
- zamiast 11- osobowego Kolegium IPN powołana będzie dziesięcioosobowa Rada IPN wywodząca się ze środowisk naukowych(członkiem rady będzie mogła być osoba, która ma tytuł naukowych z nauk humanistycznych lub prawnych, dzisiaj nie jest to warunkiem zasiadania w radzie). #(Któryś z publicystów wspominał, że sytuacja będzie na tyle "zabawna", że byli Towarzysze będą ustalali nad czym będą pracować historycy IPN)
- Rada IPN ustala priorytetowe tematy badawcze i rekomenduje kierunki działań IPN, opiniuje powoływanie i odwoływanie szefów pionów IPN #(w praktyce, kto odważy się dotknąć "autorytetu" i poszperać w jego przesłości ten przez Wielką Radę Mędrców będzie odwołany)
- Prezesa IPN powołuje bądź odwołuje Sejm zwykłą większością głosów(co się w III RP nazywa odpolityczneniem, dzisiaj wymagane jest aby odwołać 3/5); odwołać można na podstawie odrzucenia rocznego sprawozdania bezwzględną większością głosów
- IPN ma dawać obywatelowi oryginały akt służb specjalnych PRL na jego temat (chyba, że byłyby w złym stanie – wtedy byłyby to kopie), #(ciekawe co będzie,jak mu sie przypadkiem zniszczą…)
- wykreślono artykuł o odmowie udostępniania akt służb PRL osobom, których służby te traktowały jako "tajnych informatorów lub pomocników przy operacyjnym zdobywaniu informacji"
Wg. IPN obecne zmiany powodują skrajne upolitycznienie instytutu oraz to, że "Prezes IPN będzie zakładnikiem i bieżącej sytuacji politycznej, i swoich aktualnych relacji z Radą IPN"
W sumie całość można podsumować jednym zdjęciem:

Na koniec, można dodać tylko tyle, że rozliczenie z PRL jest tylko fragmentem działalności IPN. Ale kogo to dzisiaj obchodzi z jego przeciwników….
Źródło:Rzeczpospolita
Odsłon: 422 Komentarzy: 5
1
2
3
4
dalej »