
Thursday,06 May 2010,11:25
Kategoria: Wiadomości Thursday, 06 May 2010, 11:25
Kiedy ten 18-letni młodzieniec przybył do Paryża, nie był jeszcze wtedy całkowicie niewierzącym, ale jego dusza była już częściowo zakażona tym co P. Gatry nazywa kryzysem wiary.
Pewnego dnia wstąpił na chwilę do kościoła St. Etienne Du Mont i dostrzegł kątem oka klęczącego w kącie świątyni starca, który z wielkim skupieniem modlił się na różańcu. Zaciekawiony tym widokiem zbliżył się do niego i rozpoznał Ampere`a, słynnego matematyka i fizyka francuskiego, który był dla niego uosobieniem nauki i geniuszu.
Widok modlącego się naukowca wzruszył do głębi młodzieńca: uklęknął za Ampere`em starając się nie przeszkodzić mu w modlitwie, i sam zaczął się gorąco modlić i płakać. Było to pełne zwycięstwo wiary i miłości Bożej. Od tamtej pamiętnej modlitwy młodego Oznama(*), niejednokrotnie powtarzał on później: „Różaniec w rękach Ampere`a wywarł na mnie większe wrażenie niż wszystkie dotychczasowe kazania.”
(*)Antoine Frédéric Ozanam (Kwiecień 23, 1813 – Wrzesień 8, 1853)
http://www.youtube.com/watch?v=3kY7tF1k3Z8&feature=player_embedded
Odsłon: 1103 Komentarzy: 25
Saturday,06 March 2010,15:47
Kategoria: Wiadomości Saturday, 06 March 2010, 15:47
Konsekrowana Hostia zmienia się w ciało. Niewidomy odzyskuje wzrok na pół godziny, by zobaczyć film o Eucharystii. Te i inne współczesne przypadki opisał australijski prawnik Ron Tesoriero. Na Światowych Dniach Młodzieży w Sydney był jedną z osób składających świadectwo.
Ron Tesoriero: Napisałem książkę „Reason to believe”. Jej rdzeń stanowi historia, która moim zdaniem będzie miała szczególne znaczenie dla Kościoła. Wydarzyła się ona w Buenos Aires w Argentynie, gdzie kard. Jorge Bergoglio poprosił profesora, z którym współpracuję, o zbadanie konkretnej sprawy. Chodzi o wydarzenie z parafialnego kościoła w Buenos Aires. Księdzu, który dopiero co skończył odprawiać Mszę, powiedziano, że na podłodze tego kościoła leży porzucona hostia. Podniósł ją z zamiarem spożycia, jednak widząc jej stan, umieścił ją w naczyniu z wodą i włożył do Tabernakulum. I po dwóch czy trzech dniach zauważył, że hostia zmieniła się w jakąś krwistą substancję, która w ciągu następnych kilku dni jeszcze się powiększyła. W książce zamieściłem zdjęcia ukazujące, że przemiana hostii jest nadzwyczajna: zmieniła się w krwistą, wręcz gęstą substancję. To robi wrażenie.
Kościół zdecydował się podjąć badanie. Pozwolono mi udokumentować pobieranie próbki i przyłączono do grupy, która organizowała badanie tego wycinka. Podsumowując tę historię: substancja okazała się ciałem i krwią, z obecnością ludzkiego DNA. Znamienne, że ten fragment ciała został zidentyfikowany. Amerykański patolog (Frederick Zugibe) wyspecjalizowany w kardiologii, patrząc w mikroskop, oświadczył: „Mogę dokładnie powiedzieć, co to jest. Materiał ma pochodzenie ludzkie, jest to ciało, a konkretnie część mięśnia sercowego odpowiedzialnego za skurcze serca. I jest to ciało żywe. Mogę coś jeszcze dodać: wokół tkanki jest bardzo wiele białych ciałek. Można to wytłumaczyć dwoma racjami. Pierwsza: to serce żyło w chwili pobierania wycinka. Mówię, że serce żyło, gdyż normalnie białe ciałka obumierają poza żywym organizmem, potrzebują organizmu, aby je ożywiał. I ich obecność wskazuje, że substancja żyła w chwili pobierania próbki”. Dalej, powiedział też, że te ciałka wniknęły w tkankę, co może znaczyć, że to serce cierpiało – np. jak ktoś, kto ciężko był bity w okolice klatki piersiowej.
Proszę sobie wyobrazić, jak to jest, gdy jest się w pokoju z naukowcem, który to mówi, nie wiedząc, skąd jest materiał, a my wiemy o pochodzeniu badanego wycinka. Na Światowe Dni Młodzieży do Sydney przywieźliśmy dokumentację przekazaną przez tego księdza. Przybył i on sam, aby dać świadectwo, że do naczynia włożył normalną hostię, tyle że konsekrowaną. A naukowo udowodniono, że substancja wyjęta z naczynia jest ciałem i krwią. Pomyślmy o tym przez chwilę. To nie jest moje przekonanie czy tego księdza: to jest zdanie naukowca. Jestem prawnikiem.
Kiedyś do mojego biura przyszedł ksiądz. Wówczas nie praktykowałem wiary. I opowiedział mi, jak się modli, by stała się rzecz niemożliwa. Chciał kawałek ziemi na kościół. Umieścił tam jakiś obrazek i modlił się z nadzieją na cud. I okazało się, że cud się stał. Osoba, która była właścicielem tej ziemi, przyszła do mnie następnego dnia, mówiąc, że chce się jej pozbyć za bezcen. I wtedy zrozumiałem, że jeżeli ludzie się modlą o to, co niemożliwe, to się to staje.
Zacząłem wyszukiwać wydarzenia z historii, gdzie Bóg w jakiś sposób interweniował. Czytałem o Fatimie, o znanym z cudu eucharystycznego Lanciano we Włoszech. I mówiłem sobie: jakie to cudowne, że kawałek chleba stał się Ciałem i Krwią, że od IX w. po dziś dzień istnieje. Prof. Linoli badający próbki z Lanciano i Buenos Aires stwierdził że pochodzą one od tego samego człowieka.
Takich historii jest wiele. Zrobiliśmy film dokumentalny o Eucharystii w znacznej mierze oparty na tych naukowych odkryciach dotyczących wydarzenia z Argentyny. Chodzi nam o to, aby przedstawić zwłaszcza tym katolikom, których wiara osłabła, naukę Kościoła o Eucharystii. Prezentowaliśmy ten film w kilku miastach Australii. Towarzyszył mi przy tym człowiek, który przez lata był prawdopodobnie najważniejszym australijskim dziennikarzem: Mike Willesee. On się nawrócił, pracując nad jedną z tych historii. Kiedyś prezentowaliśmy ten film o Eucharystii w Adelajdzie dla około dwutysięcznej publiczności. Jak zwykle, zapytaliśmy po projekcji, czy ktoś ma jakieś pytania. Podniósł się pewien człowiek. Był bardzo poruszony, mówił z wyraźnym wzruszeniem: „Jestem niewidomy. Wiedziałem, że ten film to coś wyjątkowego. I modliłem się: Jezu, proszę, pozwól mi ten film zobaczyć”. I kiedy skończył tę modlitwę – jak mówił – odzyskał wzrok. Był w stanie widzieć ten film od pierwszej sceny do końcowych napisów. Potem znów stracił wzrok. Dodał, że to doświadczenie było tak mocne, że nie wie, co byłoby dla niego lepsze: to, że odzyskał wzrok na te 30 minut, czy też odzyskanie wzroku na zawsze.
Dla mnie było to wyjątkowo ciekawe zdarzenie. Ten niewidomy był w stanie opowiedzieć, co w filmie widział. Mówił o jednej konkretnej scenie, która szczególnie zapadła mu w serce. Chciałbym dodać, że kiedy realizowaliśmy ten film, nakręciliśmy dużo różnego materiału: np. ludzi przyjmujących Komunię czy młodzież odpowiednio ubraną i przystępującą do Komunii z godnością. Kiedy filmowaliśmy dzieci, była wśród nich jedna dziewczynka. Pamiętam, że ostrość kadru była doskonała, światło idealne, wyraz twarzy świetny. Uchwyciłem moment, kiedy przyjmowała Komunię na język. To było piękne ujęcie i pomyślałem, że w filmie będzie ważne. I ze wszystkich ludzi, którzy film widzieli, a było ich tysiące, tylko ten ślepy człowiek zwrócił uwagę na wyjątkowość tej sceny. Dla mnie to ewidentny dowód, że on ten film widział.
Odsłon: 1295 Komentarzy: 22
Wednesday,06 January 2010,10:22
Kategoria: Wiadomości Wednesday, 06 January 2010, 10:22
Odsłon: 613 Komentarzy: 13
Saturday,04 December 2010,15:51
Kategoria: Wiadomości Saturday, 04 December 2010, 15:51
Z gorzką satysfakcją obserwuję w tych dniach jak mianowany „małym prezydentem”, „jeden z tych dwóch, z którymi miano sobie poradzić”, „ten, który dzielił Polaków”, itp., okazał się w rzeczywistości tym, który potrafi jednoczyć, który całym sercem pragnął dobra swego ukochanego kraju. Nigdy nie wątpiłem w to, że obraz Prezydenta malowany przez niektóre media i wypowiedzi znanych nam „palityków”, był programowo wypaczany. Szkoda, że satysfakcja przyszła tak późno i za taką cenę.
W dodatku dzisiaj powraca do mnie obawa z pierwszych godzin po wypadku: że nie była to zwykła katastrofa. Ot taka, jak w przypadku przedstawicieli Rwandy i Burundi. Zbyt dużo okoliczności towarzyszących zbiegło się w tych miesiącach, abym mógł uznać swoje obawy za całkowicie bezpodstawne. Prezydent i jego ludzie, stu procentowi patrioci, mogli stać się ważnym sprzymierzeńcem wchodzących do Polski (a przynajmniej mających wejść) amerykańskich firm wydobywających gaz łupkowy, a co za tym idzie poważnych kapitałów i … amerykańskiego wywiadu gospodarczego, a może nie tylko. Z całą pewnością ta „kość” byłaby o wiele trudniejsza do przełknięcia niż tarcza antyrakietowa. Tym bardziej, że nabijanie nas w rurę bałtycką już się rozpoczęło…
Ale nie chcę o tym pisać. Pozostawiam swoje obawy w zawieszeniu, w sferze przypuszczeń. Wybaczcie że wyrzuciłem to z siebie, a może nawet zaraziłem i was lekkim niepokojem. Myślę, że każdy powinien sam wyciągnąć odpowiednie wnioski, sięgając pamięcią do niedalekiej przeszłości. A już najlepiej jeśli zrobiłyby to kompetentne służby, o ile takowe jeszcze mamy, oraz Polacy, przed kolejnymi „przepychankami” vel wyborami.
No właśnie, to o czym chcę pokrótce napisać dotyczy naszej przyszłości. Jest wynikiem osobistego zadumania i modlitwy nad tragedią, która stała się w rożnym stopniu udziałem wszystkich moich rodaków. Otóż, kiedy pięć lat temu Jan Paweł II odchodził w Uroczystość Bożego Miłosierdzia do domu Ojca, w święto przez siebie ustanowione, wcale mnie to nie zaskoczyło. Był to bowiem najlepszy dzień, jaki można było Mu wyznaczyć na odbycie tej ostatniej podróży. Ale kiedy w sobotę 10.04.2010, znowu w wigilię tego tak „polskiego” święta przyszło nam złożyć koleją ofiarę na Ołtarzu Ojczyzny, pomyślałem, że nie mógł to być czysty przypadek. Nawet dla Zoli nie ma czystych „przypadków”, lecz tylko zakodowane przesłania pochodzące od Boga.
Czy Bóg chciał nam coś powiedzieć? Sięgnąłem pamięcią do Dzienniczka i usłyszałem, o wiele mocniej niż kiedykolwiek, słowa Jezusa skierowane do św. Faustyny. Są to słowa, o których może zbyt szybko zapomnieliśmy:
Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje.
Ogromnie raduje mnie to, że SZCZEGÓLNA Miłość Jezusa do Polski nie jest niczym uwarunkowana. Podobnie też i drugie zdanie wypowiedziane przez Jezusa. Ale Polska potężna i wywyższona w świętości, co jest pragnieniem naszych serc, taka Polska jest możliwa TYLKO pod precyzyjnie wskazanym przez samego Jezusa warunkiem: „JEŚLI BĘDZIE POSŁUSZNA MOJEJ WOLI…”
Posłuszeństwo Jezusowi, to przede wszystkim słuchanie i wypełnianie słów Jego namiestnika na ziemi, Piotra naszych czasów, „słodkiego Jezusa na ziemi” (św. Katarzyna ze Sieny). Nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości co do aborcji, eutanazji, sztucznego zapłodnienia…. Głos Papieża jest donośny i jednoznaczny.
Oprócz tego może też powinniśmy raz jeszcze, tym razem już na serio, rozważyć także i to co powiedział nam Jezus poprzez S.B. Rozalię Celakównę… Mam tu na myśli oficjalny, przypieczętowany powagą polskiego Kościoła i Parlamentu akt obrania Chrystusa na Króla Polski.
Jestem głęboko przekonany, że Ś.P. Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, ten który teraz ogląda Jezusa „twarzą w twarz”, gdyby mógł z pewnością skierowałby do nas swoje ostatnie i najważniejsze orędzie:
„Drodzy Rodacy; jeśli pragniecie, tak jak ja, Polski potężnej, sprawiedliwej i wywyższonej w świętości, przylgnijcie całym rozumem, sercem i wolą do Jezusa. Niech stanie się On waszym Królem, tak jak jest teraz i moim. Niech będzie KRÓLEM POLSKI, waszą „tarczą i siłą”. Niech króluje w Polsce wraz ze swoją Matką, Królową Polski”.
Jezu Miłosierny bądź naszą TARCZĄ I SIŁĄ!
Ochraniaj Rzeczypospolitą!
Jezu Ufamy Tobie!
p.s. Po napisaniu powyższego tekstu sprawdziłem pocztę i przeczytałem co następuje:
Szczęść Boże!
Pozdrawiamy serdecznie. W odpowiedzi na ostatnie wydarzenia dotyczące naszej Ojczyzny zapraszamy do włączenia się do nowenny w intencji Ojczyzny: Msza św. i Komunia św., Koronka do Miłosierdzia Bożego i post o chlebie i wodzie przez 9 dni od poniedziałku-12. 04.2010.
Siostry z Rybna
Odsłon: 887 Komentarzy: 10
Monday,04 October 2010,09:34
Kategoria: Wiadomości Monday, 04 October 2010, 09:34
W grudniu 2007r. kard. Ivan Dias, celebrując jako specjalny wysłannik Ojca Świętego w Lourdes, Mszę Świętą inaugurującą Rok Jubileuszowy (150-lecie Objawień), przypominał w swoim kazaniu mało znane słowa Karola Wojtyły, wypowiedziane na kilka miesięcy przed pamiętnym 16 X 1978r:
„Stoimy dzisiaj przed największą bitwą jaką ludzkość musiała kiedykolwiek stoczyć. Myślę, że wspólnota chrześcijańska jeszcze nie zrozumiała tego w pełni. Stoimy dzisiaj przed ostateczną walką pomiędzy Kościołem i anty-Kościołem, pomiędzy Ewangelią i anty-Ewangelią.”
Kar. Dias powiedział następnie między innymi: i dlatego „z Nieba zstąpiła Matka – zatroskana o swoje dzieci żyjące w grzechu, daleko od Chrystusa.”
„Ta walka jest dzisiaj jeszcze bardziej zacięta niż w czasach Bernadety… Jej ofiarą padają liczni młodzi oraz wiele rodzin.”
„Tutaj w Lourdes, podobnie jak i na całym świecie Maryja przygotowuje swoje córki i swoich synów duchowych, aby rzucić silną kontrofensywę przeciwko siłom zła i przygotować ostateczne zwycięstwo swojego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa.” A zatem, także dzisiaj wzywa nas Ona do „wstąpienia w szeregi Jej Legionów.”
W tej walce należy użyć następującej broni: „nawrócenie serca, kult Eucharystii, codzienny Różaniec, przyjęcie cierpienia za zbawienie świata.”
„Zwycięstwo końcowe należy do Boga – konkluduje kardynał – a Maryja będzie walczyła na czele wojska złożonego ze swoich synów i córek przeciwko wrogim siłom szatana, miażdżąc jego głowę.”
Pięćdziesiąt lat temu, myśliciel światowej sławy, Romano Guardini mówił, że Armia Maryi i siły zła stoją już naprzeciwko siebie w szyku bojowym. Daleko jestem od wpadania w nutę apokaliptyczną, ale sądzę, że dopiero teraz te dwa wojska są już w pełnej gotowości. Własnie w tym kontekście najlepiej można zrozumieć cyklicznie powtarzające się próby obrzucenia błotem "białej sutanny". Bo o to przecież chodzi przywódcom orków i goblinów, o zdyskredytowanie Papieża, o zagłuszenie jego głosu, a nie o zachowanie zasad moralności, których szczerze nienawidzą i z których szydzą przy każdej nadarzającej się ku temu sposobności.
"Bramy piekielne nie przemogą". "Nie bójcie się. Jam zwyciężył świat".
Odsłon: 507 Komentarzy: 3
Wednesday,04 August 2010,08:28
Kategoria: Religia Wednesday, 04 August 2010, 08:28
“Milczący świadek, a zarazem wyjątkowo dużo mówiący o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa”.
(Jan Paweł II)
W Oktawie Zmartwychwstania Pańskiego jeszcze kilka skrobnięć piórkiem o tym „milczącym świadku”, tym razem już bez „węgla”, o którym obszerniej było w pierwszej notatce.
1. Nici, z których został utkany Całun są zrobione ręcznie. Jest to tzw. splot „Z” typowy w epoce Chrystusa dla regionu syro-palestyńskiego. Samo płótno zostało utkane na krosnach w charakterystyczny wzór „jodełki” (przypominający rybi szkielet). Podobne tkaniny zostały odnalezione w twierdzy żydowskiej (Masada), 40 prz.Chr.-74 po Chr.
2. Wymiary Całunu 4,41m x 1,13m. Trudno nazwać przypadkiem to, że wymiary Całunu można z precyzją podać w „łokciach syryjskich” (8x2), jednostce miary powszechnie używanej w antycznym Izraelu. Jest to istotne nie tyle z punktu widzenia harmonii matematycznej, co przede wszystkim dlatego, że płótno Całunu, prezentujące dużą wartość dla ówczesnych handlarzy, z całą pewnością nie było sprzedawane „na oko”.
3. Lniane płótno Całunu zostało wykonane w środowisku żydowskim, skrupulatnie dbającym o zachowanie wszystkich przepisów Tory. Nie wdziejesz sukni utkanej naraz z wełny i lnu (Pwt 22,11). Rzeczywiście, wśród lnianych nici nie znajdziemy ani jednej wełnianej niteczki. Mamy tu natomiast ślady bawełny, Gossypium herbaceum, rozpowszechnianej na Środkowym Wschodzie w czasach Jezusa.
4. W miejscach, w których stopy, kolana i oblicze ukrzyżowanego mężczyzny stykały się z płótnem, znaleziony cząsteczki Aragonitu. Minerał ten nie jest zbyt rozpowszechniony w przyrodzie, tym bardziej wymowne jest to, że w okolicach Jerozolimy pobrano identyczne, z tymi na Całunie, cząsteczki tejże polimorficznej odmiany węglanu wapnia. Aragonit mógł pojawić się na tych częściach ciała Ukrzyżowanego w chwili wielokrotnych upadków na drodze ku Golgocie.
5. Na Całunie odnaleziono ślady innego, występującego tylko w niektórych rejonach Ziemi minerału, a mianowicie Natronu. Używany był on w Egipcie w procesie balsamowania, a także w Palestynie w celu dehydratacji martwego ciała. Był on z pewnością składnikiem wonnych maści, którymi ciało Jezusa, po zdjęciu z krzyża zostało pośpiesznie namaszczone. Oczywiście Aloes i Mirra, używane w czasach Jezusa przy namaszczaniu ciał, także zostały odnalezione na lnianym płótnie.
6. Na podstawie analizy przeprowadzonej przez Szwajcara Maxa Frey`a wiemy że odnalezione na Całunie pyłki roślinne (dotychczas sklasyfikowano 77 rodzajów) wiernie odzwierciedlają drogę jaką przebyło to płótno z Jerozolimy, poprzez Edessę i Konstantynopol do Europy. Acacia albida rozpowszechniona w dolinie Jordanu i przy Morzu Martwym; Hyoscyamus aureus obecny na murach Jerozolimy; Atraphaxis spinosa w Urfie (Edessie); Epimedium pubigerum w Istambule (Konstantynopol).
„Średniowieczny fałszerz” musiałby zatem przewidzieć, na kilka wieków wcześniej, wynalezienie mikroskopu, skoro zatroszczył się o takie detale jak pyłki roślinne.
7. Ślady krwi odnalezionej na Całunie pozwalają nam stwierdzić jej rzadką grupę AB. Z przeprowadzonej analiza DNA wynika, że jej pochodzenie jest starsze niż średniowieczne. Jest to krew mężczyzny, zgodna z krwią na chuście w Oviedo oraz tą z cudów eucharystycznych w Lanciano (VIII w.) czy Buenos Aires (1996 r.). Wysoka ilość Bilirubiny w krwi świadczy o męczarniach, jakie musiał przejść człowiek owinięty w to płótno.
8. Na podstawie analizy Całunu zauważamy, że były one identyczne z cierpieniami Jezusa. Zarówno Całun jak i Ewangelie mówią o identycznych, w najmniejszych szczegółach, katuszach, jakim poddano mężczyznę http://www.shroud.it/GUIDE.HTM
9. Rachunek prawdopodobieństwa. Obliczenia zostały dokonane na podstawie „100 rezultatów będących wynikiem najważniejszych badań”. Prawdopodobieństwo autentyczności Całunu wynosi praktycznie 100%, bowiem ewentualną wątpliwość z punktu widzenia „królowej nauk” może wyrazić liczbą 10 do -83 procenta. Stevenson, Habernmas, „Verdetto sulla Sindone”. Obrazowo mówiąc: bardziej prawdopodobne jest to, że uzyskamy 52 razy pod rząd taki sam wynik w grze w ruletkę, niż to że płótno z Turynu nie jest płótnem pogrzebowym Jezusa.
Z całą pewnością to nie jest wszystko…. A miarę postępów nauki będziemy wiedzieli jeszcze więcej.
„Więcej niż odbicie, to jest Obecność”. Paul Claudel
Chcesz to sprawdzić? Rezerwuj miejsce on-line i w drogę (już ponad milion chętnych):
http://www.piemonteitalia.eu/prenotazione/frontoffice/ingresso.do;jsessionid=lhzlL8fPLJTCshV1kq2tYxvddnGJdxL89qVy17SLLc5s1kTkwB5p!1728388936!1806638430
Odsłon: 755 Komentarzy: 6
Tuesday,04 May 2010,17:48
Kategoria: Religia Tuesday, 04 May 2010, 17:48
Nauka może stwierdzić jedynie to co jest, a nie to co powinno być.
Albert Einstein
Tymczasem w przypadku badań przeprowadzonych w 1988 r. w Oxfordzie, Zurychu i Tucson, nad próbkami pobranymi z Całunu turyńskiego, pewne okoliczność towarzyszące mogłyby wskazywać na to, że metoda radiodatacji C14 miała posłużyć wyłącznie temu, o czym Einstein mówi w drugiej części swojego stwierdzenia. Ale o tym po koniec tej notatki. Chciałbym mimo wszystko mieć nadzieję, że w przypadku tych tak ważnych badań nie nastąpiła żadna manipulacja, lecz jedynie popełniono fatalny błąd, będący skutkiem braku profesjonalizmu(?) badaczy, a może czegoś innego. Ktoś mógłby powiedzieć: jak to? Czyżby tak „naukowo”, niezrozumiale dla laika brzmiąca nazwa "C14" mogła zostać nadana zawodnej w swoich wynikach metodzie? Niestety, ci którzy z nauką mają niewiele do czynienia, często przyjmują jej konstatacje za pewnik, za swoistą prawdę wiary. Czy mają ku temu podstawy?
C14 czasami też błądzi.
Otóż jedno z laboratoriów badających Całun, Tucson, także miewa swoje wpadki: „oszacowało ono za pomocą metody izotopu węgla wiek autentycznego rogu hełma Wikinga na 2006 rok”. (The Sunday Times, 7 VIII 2006). Czasopismo "Science" przytacza groteskowy rezultat osiągnięty w innym laboratorium za pomocą C14: „wiek muszelki dopiero co złapanego ślimaka, nie wiedząc o jej pochodzeniu oceniono na 26.000 lat”. „Antarctic Journal” mówi o świeżo zabitej foce, która według naszej metody badawczej miałby pochodzić sprzed 1300 lat. W „Radiocarbon” czytamy, że futro mamuta mające 26.000 lat, C14 oszacowało na 5500 lat. Tak więc pomyłki zdarzają się także w postępowaniu C14; nie można więc chyba uznać tejże metody za nieomylną, co kuriozalnie uczyniło czasopismo „Nature” (o tym poniżej).
Próbki do badań zostały pobrane z niewłaściwego miejsca.
W 2005 r. chemik Raymond N. Rogers zauważył w autorytatywnym czasopiśmie „Thermochimica Acta”, że w miejscu z którego zostały pobrane próbki stwierdza się istnienie pozostałości różnych kolorantów oraz bawełnianych nici. Najprawdopodobniej są to ślady po naprawach, którym płótno Całunu było poddawane na przestrzeni wieków. Rogers dochodzi ostatecznie do wniosku, że pobrane próbki nie mogą być uznane za reprezentatywne.
Mikrobiolog Leoncio Garza Valdes z uniwersytetu San Antonio (Texas) dowodzi istnienie na płótnie „warstwy bioplastycznej” (grzyby, bakterie), która może znacznie wpłynąć na wyniki badań przeprowadzonych wspomnianą metodą.
Dodajmy tu jeszcze ewentualne pozostałości substancji zawierających śladowe, ale istotne dla badań C14, ilości węgla po pożarze w 1532 r. Na wynik badań z całą pewnością mógł wpłynąć także fakt wielokrotnego w historii Całunu dotykania go przez ludzkie ręce, które nie zawsze były okryte sterylnymi rękawiczkami. A także pozostałości po kontakcie ze źródłem tajemniczej (bo niezrozumiałej dla dzisiejszej nauki) energii, której efektem jest obraz Ukrzyżowanego na Całunie.
Niektóre pytania pozostawione bez odpowiedzi.
Konkluzja
We włoskim dzienniku „La Stampa” z 23 III 2008 czytamy: „Amerykańscy i europejscy eksperci wyznają w BBC: badania z 1988 r. nie satysfakcjonują nas, trzeba je ponownie przeprowadzić”. Tytuł artykułu brzmi „Forse sulla Sindone abbiamo sbagliato” („Może pomyliliśmy się co do Całunu”).
Pozostaje wierzyć w to, że wszyscy naukowcy, którym ewentualnie zostanie powierzona kolejna analiza Całunu, potraktują go jedynie jako „wyzwanie dla inteligencji” (Jan Paweł II).
Odsłon: 901 Komentarzy: 24
Thursday,04 March 2010,13:16
Kategoria: Religia Thursday, 04 March 2010, 13:16
Nadejdzie taki dzień, kiedy ludzie nie będą w stanie wymienić imienia JEZUS bez łez w oczach.
G. Bernanos
Podczas jednego ze swoich dłuuugich kazań w Hipponie św. Augustyn powiedział: „Wiara w to, że Chrystus umarł wcale nie jest wielka. W to wierzą także poganie, wszyscy w to wierzą. Ale wiara w to, że On zmartwychwstał, to jest sedno naszej wiary. To dopiero jest wielka wiara.”
Nie chcę tutaj zagłębiać się nad niedowiarstwem pogan i Żydów, nad zamknięciem ich „oczu i uszu” na oczywiste dowody Zmartwychwstania Pańskiego. Przecież według Tory, na potwierdzenie prawdziwości jakiegoś wydarzenia, wiernym starozakonnym powinny wystarczyć, zgodne ze sobą, relacje dwóch świadków. Jeśli zaś chodzi o wydarzenia Tej wyjątkowej nocy paschalnej, świadków było aż nadto:
"Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi." (1 Kor 15,3-7)
Kwestia ich niedowiarstwa wymaga oddzielnego potraktowania. Zainteresowanych odsyłam do książki Żyda, który uwierzył: „Salvation is from the Jews”, Roy`a. H. Schoeman`a. Dzisiaj natomiast chciałbym przytoczyć fragment rozważań ateisty, Napoleona Buonapart`ego (później Bonaparte`go). Za takiego bowiem należy uważać tego, który niezależnie od swoich deklaracji, zamieniał kościoły na stajnie dla wojsk trójkolorowej, niepokonanej (do czasu) armii. Otóż w ostatnich miesiącach swojego życia, kiedy znalazł się na wyspie św. Heleny, i nie było już kim komenderować, nadszedł czas refleksji, czas na podsumowanie tego wszystkiego co zapowiadało się tak wspaniale. Oto jego słowa kierowane do najwierniejszych przyjaciół:
Na podstawie tych słów, które BuonaParte (wł. "dobra część") zapisał, można żywić nadzieję, że także on pod koniec swojego ziemskiego życia wybrał, tak jak Maria z Betanii, „lepszą część”, Zmartwychwstałego.
Błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!
Odsłon: 499 Komentarzy: 6
Thursday,04 February 2010,10:29
Kategoria: Religia Thursday, 04 February 2010, 10:29

![]()

Odsłon: 714 Komentarzy: 9
Tuesday,30 March 2010,12:52
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 30 March 2010, 12:52
Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. (Mk 9,42)
W roku 2002, 27 kwietnia, pojawił się na stronach «O Globo» ciekawy, a zarazem niestety ciągle aktualny artykuł autorstwa Olavo de Carvalho. Warto przyjrzeć się niektórym jego fragmentom:
«W Grecji oraz Imperium Rzymskim wykorzystywanie nieletnich przez dorosłych w celu gratyfikacji seksualnej było praktyką tolerowaną, a nawet docenianą. W Chinach sprzedawano kastrowane dzieci bogatym pedofilom, i w dodatku było to przez tysiąclecia zgodne z prawem. W świecie islamskim surowe zasady moralne regulujące stosunki pomiędzy mężczyznami i kobietami często są kompensowane tolerancją wobec pedofilii homoseksualnej. Jeszcze na początku XX w Algieria była definiowana przez André Gide w pamiętnikach „Si le grain ne meurt” jako „ogród delicji” (wiadomo jakich). We wszystkich tych krajach, w których pedofilia UPADŁA, stało się to DZIĘKI WPŁYWOWI CHRZEŚCIJAŃSTWA – praktycznie tylko dzięki niemu – które uwolniło dzieci od tego strasznego jarzma.
Oczywiście "świat" zażądał za to zapłaty: przez dwa tysiące lat głęboka uraza i nienawiść do Kościoła, czaiły się w ukryciu czekając na sposobną chwilę do zemsty. Chwila ta przyszła wraz z pojawieniem się teorii Zygmunta Freuda, która malowała karykaturalny, zerotyzowany obraz pierwszych lat życia. Została ona bardzo łatwo przyjęta przez kulturę XX-ego wieku. Od tego czasu życie rodzinne w wyobraźni Zachodu było postrzegane jako garnek ciśnieniowy, w którym burzyły się zamknięte, tłumione pragnienia. (…) Wybuchowy potencjał polityczny tej idei został szybko zastosowany przez komunistycznego psychiatrę Wilhelm`a Reich`a organizującego w Niemczech ruch „wyzwolenia seksualnego młodych”. Został on następnie przeszczepiony na grunt USA, gdzie zaowocował studencką rewoltą w latach `60.
W międzyczasie pojawia się Raport Kinsey`a, który jak obecnie wiadomo był kłamstwem w żywe oczy, niszczący autorytet rodziców przedstawiając ich nowym generacjom jako chorych hipokrytów, skrytych libertynów seksualnych.
Pojawienie się pigułek oraz prezerwatyw, które z przyzwolenia rządów różnych państw są bez przeszkód rozprowadzane w szkołach, jest sygnałem generalnego uwolnienia erotyzmu wśród dzieci i młodzieży. Erotyzacja dzieciństwa oraz czasu dojrzewania rozprzestrzenia się w środowiskach akademickich i literackich wślizgując się następnie w kręgi klas średnich i niskich poprzez niezliczone filmy, spektakle telewizyjne, reklamy i całą resztę. Edukacja seksualna w szkołach jest bezpośrednim bodźcem zachęcającym dzieci do praktykowania tego co oglądają w filmach i telewizji.
Usprawiedliwienie pedofilii jest tutaj jeszcze ukryte, jedynie dwuznacznie insynuowane poprzez oświadczenia, które zawierają je jako implikowaną konsekwencję. (…) Jeden z autorów Raportu Kinsey`a, Wardell Pomeroy, oświadcza że kazirodztwo “często może być pożyteczne”.
Pod pretekstem walki z dyskryminacją pozwala się przedstawicielom ruchu gey`owskiego na nauczanie w szkołach podstawowych o dobrodziejstwach płynących z praktyki homoseksualnej. Każdy kto się temu przeciwstawia jest napiętnowany, prześladowany i zwalniany z pracy. (…) Jest nie do pomyślenia, aby tak szeroko rozprzestrzeniona w społeczeństwie rewolucja umysłowa, nie wpłynęła w jakiś sposób na specjalną jego część: kapłanów i seminarzystów. W ich przypadku, oprócz nacisków zewnętrznych dołączony został, skrupulatnie obliczony, bodziec oddziałujący od wewnątrz. W książce „Goodbye, Good Men”, dziennikarz amerykański Michael S. Rose pokazuje jak od 30 lat amerykańskie organizacje gay`owskie wprowadzają systematycznie swoich przedstawicieli na wydziały psychologii w seminariach, aby uniemożliwić przyjmowanie w szeregi seminarzystów kandydatów o zdrowym i dobrze uformowanym powołaniu, czyniąc jednocześnie miejsce dla homoseksualistów. (…) Kiedy wśród kapłanów pojawi się jakaś zdegenrowana jednostka, współczesny Judasz, wtedy wszyscy przedstawiciele nowoczesnej kultury, cały „postępowy establishment”, wszystkie media „wyzwolone”, jednym słowem wszystkie siły, które przez 100 lat odzierały dzieci z protekcyjnej aury roztaczanej wokół nich przez chrześcijaństwo w obronie przed pożądliwością zdeprawowanych ludzi, nagle wybuchają szatańską radością ponieważ znalazły winnego, na którego można zrzucić całą winę. Sto lat pedofilskiej kultury nagle zostają usprawiedliwione, oczyszczone przed Wszechmocnym: jedynym winnym tego wszystkiego jest… celibat kapłański!
Chyba nigdy teoria René Girard`a o prześladowaniu kozła ofiarnego, jako środka przywracającego iluzoryczną jedność kolektywu przeżywającego kryzys, nie znalazła tak ewidentnego i zarazem uniwersalnego potwierdzenia w rzeczywistości.”
Kościół usunie źdźbło ze swojego oka. Kto usunie światu belkę z jego oka? Kto jest odpowiedzialny za erotyczne strony internetowe, także te z pedofilią? Kto uwolni tysiące dzieci-żołnierzy afrykańskich od okrucieństw wojny. Kto w końcu obroni dzieci przed wszechobecnym erotyzmem w TV… I tak można byłoby przedłużać tę listę bez końca
Odsłon: 906 Komentarzy: 16
1
