
Sunday,19 June 2011,17:50
Kategoria: Teologia Sunday, 19 June 2011, 17:50
Czy "brawaryzm" jest jansenistyczny, purytański albo kalwiński?
Co wydarzyło się na "Forum Krzyż"?
Dlaczego niektórzy z katolickich tradycjonalistów zwalczają "brawaryzm"?
Czy "brawaryzm" uważa każdy taniec za grzeszny?
Czy ideałem "brawaryzmu" jest to, by niewiasty chodziły w burkach?
Czy "brawaryzm" popiera ascetyzm jako wzór życia dla wszystkich chrześcijan?
Czy "brawaryzm" zakłada, że picie piwa i jedzenie słodyczy jest grzechem?
Dlaczego wystąpiłem w "Rozmowach w toku" i czy otrzymane zań honorarium poszło na wydanie książki "Tańcząc z gwiazdami czy z szatanem? (oraz inne eseje)".
Czy brawaryzm skupia się na seksie i sprawach nieistotnych?
Czy "brawaryzm" popiera pomysł karania przez państwo onanizmu i instalowania kamer w domach w celu wykrywania i ścigania cudzołożników?
Odpowiedź na te i inne pytania znajduje się pod linkiem:
http://salwowski.msza.net/pub/odpowiedz-na-rozne-zarzuty-watpliwosci-i-kontrowersje.html
Odsłon: 351 Komentarzy: 5
Friday,12 March 2010,10:54
Kategoria: Religia Friday, 12 March 2010, 10:54
Kiedy pastor Terry Jones z Florydy zapowiedział, iż w rocznicę zamachów z 11 września publicznie spali dwieście egzemplarzy Koranu, niemal wszyscy możni tego świata wręcz prześcigali się w wyrażaniu swego oburzenia względem tego pomysłu. Nic dziwnego, wszak czyn ten naruszyłby jeden z "dogmatów" politycznej poprawności oraz fundamentów funkcjonowania "wielokulturowego społeczeństwa", który brzmi: "symbole, księgi i miejsca kultu wszystkich religii powinny być obdarzane szacunkiem i ochroną". Z podobnej skali falą oburzenia mieliśmy też do czynienia, gdy to już nie chrześcijanie, ale muzułmanie, a konkretnie afgańscy talibowie przystąpili do burzenia stojących w ich kraju od wielu wieków posągów Buddy. Tego rodzaju krytyka nie dziwi, gdy wychodzi z ust takich ludzi jak Barack Obama, Hillary Clinton czy też Dalajlama. Mimo wszystko jednak dziwią, gdy deklaracje o szacunku i ochronie, jaki należy okazywać symbolom, księgom i miejscom kultu, padają z ust konserwatywnie nastawionych chrześcijan. Chociaż bowiem łatwo jest bronić zasadności niepalenia Koranu, powołując się na określone okoliczności w których przyszło nam żyć, to znacznie bardziej kontrowersyjne wydaje się czynienie tego za pomocą nakreślonej wyżej argumentacji. Jeśli bowiem złym jest niszczenie lub okazywanie w inny sposób wzgardy symbolom, księgom i miejscom kultu WSZYSTKICH religii, to konsekwentnie i zgodnie z logiką tego twierdzenia należałoby tą zasadę odnieść np. do palenia w ogniu figurek Sziwy, Wisznu czy Kali? W tej perspektywie, prawdopodobnie za naganne moralnie powinno być też uznane palenie laleczek wudu lub tabliczek do wywoływania duchów. Czyż bowiem od wieków istnieją religie, których ważną częścią jest oddawanie czci bożkom, praktykowanie czarów, rzucanie złych uroków oraz wywoływanie duchów?
"Ołtarze zniszcz, bałwany połam, gaje wyrąb"
Czy jednak w tradycyjnym prawowiernym chrześcijaństwie znajdujemy choć cień sugestii, jakoby "symbole, księgi i miejsca kultu wszystkich religii powinny być obdarzane szacunkiem i ochroną"? W odpowiedzi na to pytanie, zajrzyjmy wpierw do Pisma świętego:
"POSĄGI ICH BOGÓW SPALISZ OGNIEM. Nie pożądaj srebra i złota, które jest na nich, abyś się przez nie usidlił, gdyż jest to obrzydliwością dla Jahwe, Boga twego. Nie przynoś tej OBRZYDLIWOŚCI do twego domu, bo zostaniesz obłożony klątwą tak, jak ono. Będziesz się tym BRZYDZIŁ I CZUŁ DO TEGO WSTRĘT, gdyż jest to obłożone klątwą." – Ks. Powt. Prawa 7, 25 – 26.
"Widzieliście OBRZYDLIWE ICH BAŁWANY I BOŻKI z drzewa i kamienia, ze srebra i złota, jakie są u nich. Niechże nie będzie wśród was mężczyzny ani kobiety, ani rodziny, ani plemienia, których serce odwróciłoby się dziś od Jahwe, Boga naszego, aby pójść i służyć bogom tych narodów." – Ks. Powt. Prawa 29, 16 – 17.
"Przemów do synów izraelskich i powiedz im: Gdy przeprawicie się przez Jordan do ziemi kanaanejskiej, to wypędzicie przed sobą wszystkich mieszkańców tej ziemi i ZNISZCZYCIE wszystkie podobizny ich bogów, ZNISZCZYCIE wszystkie ich posągi ulane z metalu, SPUSTOSZYCIE wszystkie ich święte gaje na wzgórzach." – Ks. Liczb 33, 51 – 52.
"DOSZCZĘTNIE ZNISZCZYCIE wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. ZBURZYCIE ICH OŁTARZE, POTŁUCZECIE ICH POMNIKI, POPALICIE ICH ŚWIĘTE DRZEWA, PORĄBIECIE ICH PODOBIZNY rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca."- Ks. Powt. Prawa 12, 2- 3
"Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich ZBURZYCIE, ich stele POŁAMIECIE, aszery WYTNIECIE, a posągi SPALICIE OGNIEM." – Ks. Powt. Prawa 7, 5.
"Wtedy cały prosty lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami. Następnie ustanowił kapłan straż nad świątynią Pana."- 2 Król 11, 18
(…) i powrzucali ich bogów w ogień, lecz nie byli to bogowie, ale dzieło rąk ludzkich z drzewa i z kamienia, więc mogli je zniszczyć." - 2 Król 19;17- 18
"Wtedy cały lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami." – 2 Kron 23,17.
"Asa czynił to, co prawe w oczach Pana, tak jak Dawid, jego praojciec. (12) Uprawiających nierząd kultowy wypędził z kraju i usunął wszystkie bałwany, które sporządzili jego ojcowie. (13) Nawet Maachę, swoją babkę, pozbawił godności królowej matki za to, że kazała sporządzić obrzydliwego bałwana Astarty. Asa kazał zwalić obrzydliwego bałwana i spalić nad potokiem Kidron." – 1 Król 15;11-13
(…) potem wynieśli bałwany z świątyni Baala i spalili je. Następnie rozbili posąg Baala, zburzyli też świątynię Baala i uczynili z niej kloaki, i tak jest aż do dzisiaj. – 2 Król 10;26,27
"W jego obecności burzono ołtarze Baalów, on kazał poutrącać znajdujące się nad nimi ołtarzyki kadzielne, rozbijać aszery i bałwany i odlewane posągi rozkruszyć na miał, i rozrzucić na groby tych, którzy im składali ofiary." – 2 Kron 34, 4.
"Wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało swoje uczynki. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, ZNOSIŁO KSIĘGI I PALIŁO JE WOBEC WSZYSTKICH; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm. Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie" (Dz. Apostol. 19, 19).
Powyższe fragmenty mówią o tym w jaki sposób sam Pan Bóg nakazał postępować z symbolami (wizerunkami bożków) i miejscami kultu (tzw.. świętymi gajami, ołtarzami wystawianymi na cześć bałwanów) pogańskich, politeistycznych religii. Polecił je na różnorodne sposoby niszczyć – burzyć, palić w ogniu, łamać, tłuc, rąbać, wycinać, etc. W przytoczonych ustępach Biblii, czytamy też, w jaki sposób Bóg nazywał obiekty pogańskiego kultu. Zostały one określone mianem "obrzydliwych", a ludzi wierni prawdziwemu Stwórcy nieba i ziemi, mieli się nimi brzydzić i czuć do nich wstręt. W przytoczonych fragmentach czytamy zresztą o tym, iż słudzy Boga wypełniali gorliwie wypełniali owe nakazy. Co by nie mówić, Boże zasady odnoszenia się do pogańskich symboli, miejsc kultu i ksiąg, są niemal absolutnym zaprzeczeniem reguły o "ochronie i szacunku jaki należy okazywać symbolom, miejscom kultu i księgom wszystkich religii".
Również historia chrześcijaństwa jest wprost pełna braku respektu wobec części z religijnych symboli i miejsc kultu. Wspomnijmy choćby tylko o ścinaniu "świętych dębów" na przestrzenie wieków praktykowanym przez chrześcijańskich misjonarzy na nowych, misyjnych terenach (czynił tak m.in., św. Bonifacy w Niemczech). Nie jest też żadną tajemnicą, iż nowo nawróceni chrześcijanie z okazji swego chrztu palili posiadane niegdyś przez siebie bałwany, księgi okultystyczne i tym podobne przedmioty. Symptomatycznym jest tu pewien opis, jaki ze swej pracy misyjnej wśród hinduistów przytacza św. Franciszek Ksawery:
"Kiedy dowiaduję się od nich (dzieci pogańskich rodziców – przyp. moje MS) o bałwochwalczych obrzędach, które mają się odbyć w wioskach, (…) zbieram wszystkich chłopców i ruszamy do tych miejsc, gdzie diabeł potraktowany bywa z ich rąk gorzej, niż był uczczony przez ich rodziców. Malcy chwytają za niewielkie, gliniane figurki, tłuką je, rozbijają na proch, opluwają je i depczą po nich nogami".
Z kolei, ks. Piotr Skarga w taki sposób pisał o świadectwie pierwszych chrześcijan niszczących bałwany:
"Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili".
A co z miłością wobec bliźnich?
Można zatem zapytać, jak powyżej przytaczane fragmenty Pisma świętego pochwalające niszczenie pogańskich bałwanów pogodzić ze znajdującymi się w tej samej księdze wezwaniami do miłowania także tych, którzy błądzą, a nawet są naszymi nieprzyjaciółmi? Tego rodzaju obiekcja wynika z pomieszania pojęć: miłości i szacunku względem wszystkich bliźnich z miłowaniem oraz szanowaniem wszystkiego w co oni wierzą i co czynią. O ile jasnym jest, że miłować mamy także swych nieprzyjaciół, o tyle nie oznacza to przecież, iż w ten sposób mamy odnosić się do czegokolwiek przez nich czynionego i wyznawanego. Tak, należy miłować np. nazistów, ale nie znaczy to, iż z szacunkiem należy odnosić się do flag ozdobionych swastyką. Miłość do zwolenników ideologii hitlerowskiej nie znaczy też, iż zawsze moralnie złe jest palenie "Mein Kampf". Podobnie, powinno kochać się aborcjonistów, jednak nie zmienia to faktu, iż mordowanie niewinnych, nienarodzonych dzieci zasługuje na naszą nienawiść. Dlatego też niszczenie książek pochwalających aborcję nie byłoby niczym nagannym. Tradycyjnie chrześcijańskimi postawami wobec zła jest wszak: "nienawiść" (por. Przysłów 8, 13; Psalm 101, 3); "nie zwracanie ku niemu oczu" (Psalm 101, 3); "brzydzenie się nim" (Rzym 12, 9); "trzymanie się od niego z daleka" (1 Tes 5, 22), nie zaś miłość czy szacunek. Nie wrzucajmy zatem do jednego worka miłości do bliźnich razem z umiłowaniem i szacunkiem względem wszelkich moralnych i duchowych perwersji.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe?
O ile Boże nakazy braku szacunku względem różnych pogańskich obiektów kultu są łatwe do pogodzenia z miłością do bliźnich, rozróżnieniem pomiędzy kochaniem błądzących, a nienawidzeniem zła, które oni praktykują, o tyle na pierwszy rzut oka, mogą one rzeczywiście wydawać się sprzeczne z inną z biblijną zasadą. Chodzi mianowicie o tzw. złotą regułę, ujętą w takich wypowiedziach Pisma świętego jak: "Wszystko … co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!" (Mt 7, 12); "Czym się brzydzisz nie czyń tego nikomu" (Tb 4, 15). Jeśli więc nikt nie lubi, gdy obiekt jego religijnej czci jest znieważany, to zgodnie z wyżej wskazaną zasadą nie powinno się np. niszczyć bożków, gdyż w ten sposób rani i obraża się uczucia ich wyznawców. Pozornie więc zestawienie dwóch biblijnych norm (o niszczeniu pogańskich bałwanów z jednej strony oraz o unikaniu czynów, które mogą ranić uczucia innych z drugiej) wydaje się wykazywać zachodzącą pomiędzy nimi sprzeczność. Bóg jednak nie przeczy samemu sobie i nie ustala zasad postępowania, które w żaden sposób nie dają się ze sobą pogodzić. Rozwiązaniem tego pozornego konfliktu jest przyjęcie optyki, iż zasada "czynienia tego co chcielibyśmy, by inni nam czynili" oraz "nie czynienia innym tego czym sami się brzydzimy" dotyczy chcianych przez Boga działań, a nie tego co zostało wyraźnie przez Niego potępione i zakazane. To, że mamy "czynić wszystko, co chcielibyśmy by inni nam czynili" nie może wszak oznaczać, iż np. rozpustnicy czy homoseksualiści mają moralne prawo do praktykowania swych obrzydliwości (gdyż popełniając te uczynki, czynią wszak to, czego oczekują też od innych). Musiałoby to bowiem przekreślać sens szeregu innych wypowiedzi Pisma świętego, które piętnują owe formy pozamałżeńskiego seksu, jako złe, również wówczas, gdy są dokonywane całkowicie dobrowolnie. Z kolei reguła "Czym się brzydzisz nie czyń tego nikomu" nie może być interpretowana w ten sposób, iż rodzice powinny przestać karcić swe dzieci (gdyż mało kto jako dziecko lubił dostawać klapsy bądź pasem w tyłek), rządy winny zrezygnować z posyłania przestępców do więzień (większość złoczyńców nie chce bowiem być karana), zaś nasz sprzeciw wobec zła nie może znajdować swego wyrazu z upominaniu źle czyniących (bycie przez kogoś napominanym nie należy wszak do rzeczy miłych). Taka wykładnia tej zasady przekreślałaby wszak znaczenie innych bardzo jasnych zasad Pisma świętego nakazujących karcenie dzieci np. za pomocą rózgi (Ks. Przys. 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14; 29, 15), wymierzania kar złoczyńcom przez władze cywilne (Rzym 13, 3-4; 1 Piotr 2, 13 – 14) oraz napominanie grzeszących ( 1 Tym 5, 20; 2 Tym 4, 2; Ezech 33, 7-8). Absolutyzowanie "złotej zasady" musiałoby więc praktycznie prowadzić do daleko posuniętej relatywizacji innych moralnych reguł objawionych i zawartych w Piśmie świętym. Mamy więc chcieć dla innych wszystkiego co jest zgodne z Bożym porządkiem i nie czynić innym, tego co owemu ładowi się sprzeciwia. Jeśli więc pewne religijne symbole czy miejsca kultu są obrzydliwością w oczach Pana Boga, to nie jest niczym złym okazywanie im pogardy, nawet jeśli w ten sposób wyrządzimy pewną przykrość ludziom, którzy otaczają je czcią i szacunkiem. Ostatecznie rzecz biorąc, nie dając pijakowi pieniędzy na alkohol, też możemy sprawić mu tym pewną przykrość i cierpienie, ale mimo to takie nasze działanie jest zgodne z prawdziwym dobrem tego biednego człowieka. Gdy ów pijak nawróci się i zmieni, doceni postawę tego, kto nie chciał wspomagać jego występku.
Polityczna poprawność ponad Bożym Słowem?
Czy więc ów artykuł napisany został po to, by jego czytelnicy udali się do najbliższej księgarni, kupili Koran, a następnie demonstracyjnie go spalili? Mimo wszystko jestem daleki od dawania tego typu zachęty. W sensie ścisłym Pismo święte pochwala bowiem niszczenie pogańskich obiektów czci oraz okultystycznych ksiąg, Koran zaś choć z pewnością zawiera błędy i herezje, to jednak nie naucza ani politeizmu, ani okultyzmu. Poza tym, istnieje obecnie wiele znacznie bardziej niebezpiecznych form duchowości, aniżeli islam, dlatego jeśli by zabierać palenie należałoby zacząć od innych ksiąg i przedmiotów.
Może takim razie ten artykuł został napisany po to, by jego czytelnicy udali się do najbliższej pogańskiej świątyni i potłukli znajdujące się w niej bałwany? Nie w tym rzecz. Bóg pochwala niszczenie bożków i tym podobnych rzeczy, a nawet nakazywał czynienie tego, ale nie było to polecenie odnoszące się do każdej możliwej sytuacji. Wszak nie czytamy w Biblii, że słudzy Boga czynili to zawsze wtedy, gdy nadarzała się ku temu okazja. Na przykład, św. Paweł chodząc po ulicach Aten "obruszał się na widok miasta oddanego bałwochwalstwu" (Dz. Apostol 17, 16), ale mimo to nie zaczął niszczyć znajdujących się tam bożków. Podobnie również trzej młodzieńcy opisani w księdze Daniela, choć woleli cierpieć męki niż oddawać pokłon bałwanowi, to jednak nie sami go nie zniszczyli.
Widać więc, iż Pismo święte w tej sprawie łączy w sobie zarówno pewną gwałtowność i surowość, jak i łagodność oraz roztropność. W pewnych sytuacjach niszczenia bałwanów może być dobre, stanowiąc zewnętrzny wyraz wiary w prawdziwego Boga, w innych jednak będzie przejawem nieroztropności grożącej powstaniem większego zła lub utratą większego dobra. Gdyby np. palenie figurek Wisznu czy Kali miały zaowocować tym, iż na drugi dzień wymordowanych zostało 100 chrześcijan, to z pewnością należałoby od tego odstąpić. To, czego z pewnością nigdy i nigdzie nie wolno czynić, to czcić bożki. Boże polecenie ich niszczenia może być jednak ograniczone różnymi okolicznościami czasu i miejsca. Raz może to być wskazane, innym razem odradzane. Ważne jest jednak, by polityczna poprawność i świeckie "dogmaty" nie zastępowały chrześcijanom jasnych zasad Bożego Słowa. A te mówi, iż symbole, miejsca kultu i księgi wszystkich religii oraz duchowości NIE ZASŁUGUJĄ na szacunek i ochronę. Owszem, można i nieraz nawet powinno się tolerować ich istnienie, ale okazywanie im – w ten czy inny sposób – pogardy, obrzydzenia i wstrętu, jako takie z całą pewnością nie jest moralnie naganne.
Odsłon: 891 Komentarzy: 8
Sunday,14 March 2010,10:37
Kategoria: Kultura Sunday, 14 March 2010, 10:37
Czy w tańcach towarzyskich (zwanych także "damsko-męskimi") tkwi duże niebezpieczeństwo grzechu? Chociaż wielowiekowe nauczanie wielkich autorytetów Kościoła katolickiego, nie pozostawia w tej kwestii żadnych wątpliwości, przygniatająca większość dzisiejszych katolików ma znikomą, by nie powiedzieć że wręcz żadną świadomość dużych zagrożeń związanych z tego rodzaju tańcami. Mimo, że już od II wieku, aż do połowy XX stulecia, Ojcowie, Doktorzy, Święci, papieże, kościelne synody, wybitni teolodzy i pisarze kościelni, ostrzegali przed mieszanymi płciowo tańcami, jako prawie zawsze prowadzącymi do grzechu, współczesny katolik zazwyczaj widzi tą sprawę dokładnie odwrotnie redukując niebezpieczeństwo tańców co najwyżej do ich marginesu lub bardzo rzadkich sytuacji przy nich występujących. Innymi słowy: o ile dawniejsze autorytety kościelne twierdziły, iż taniec damsko-męski w najlepszym wypadku bardzo rzadko nie prowadzi do grzechu (gdyż zazwyczaj jest ku niemu tzw. bliską okazją); o tyle dzisiejsi katolicy uważają, że takowe tańce w najgorszym wypadku rzadko i sporadycznie owocują grzechem. Tradycyjnie katolicki rozeznanie o wielkim niebezpieczeństwie prawie wszystkich tańców mieszanych ustąpiło zatem przekonaniu, iż tylko niektóre z nich są moralnie groźne. Przestrogi i ostrzeżenie takich wielkich Bożych mężów jak: św. Ambroży, św. Cyprian, św. Jan Chryzostom, św. Efrem, św. Karol Boromeusz, św. Franciszek Salezy, św. Jan Maria Vianney czy św. ojciec Pio z Pietlerciny (a wymieniam tu tylko niektórych z katolickich krytyków i wrogów tańców damsko-męskich), poszły więc niemal w całkowite zapomnienie. Istnieje niemała liczba wykrętów i sofizmatów, za pomocą których próbuje się nie przyjąć do wiadomości, jasnej i negatywnej oceny przez Tradycję katolicką tańców damsko-męskich. Nie miejsce teraz, by przytaczać je wszystkie i dawać na nie odpowiedź. W tym tekście, chciałbym jednak ustosunkować się do niektórych z owych często powtarzanych wybiegów. Chodzi mi mianowicie o stwierdzenia sugerujące, jakoby "posoborowe" magisterium Kościoła nie powtarzało tradycyjnych ostrzeżeń przed tańcami, a co za tym idzie mogą one być uznane tylko za "prywatną opinię" ich autorów, która zasadniczo w żaden sposób nie odnosi się do dzisiejszych czasów. To prawda, że w dzisiejszych kościołach nie słyszy się już tego rodzaju przestróg. Faktem jest też, iż wielu księży po prostu nie zna tych ostrzeżeń, a jako, że zostali wychowani w ramach kultury, w której taniec damsko-męski pojawia się przy wielu okazjach, są oni skłonni traktować ową rozrywkę jako całkowicie normalną i zdrową moralnie, której niebezpieczeństwa mogą się kryć być może na jej zupełnych obrzeżach.
O tańcu w liturgii i nie tylko
To smutne zapomnienie i (w większości wypadków) niezawiniona wzgarda dla tradycyjnie katolickiej postawy w tym względzie, nie ma jednak nic wspólnego z "posoborowym" magisterium Kościoła. Istnieje bowiem dokument autoryzowany przez jeden z organów Stolicy Apostolskiej w 1975 roku (a więc w 10 lat po zakończeniu Soboru Watykańskiego II), w którym w jasny sposób potwierdzone zostało dawniejsze nauczanie katolickie na ten temat. Mam na myśli dokument Kongregacji ds. Sakramentów i Kultu Bożego (obecnie zwaną "Kongregacją ds. Kultu Bożego i dyscypliny Sakramentów") zatytułowany "Taniec w liturgii". Choć ów tekst był bezpośrednio poświęcony zagadnieniu ewentualnej dopuszczalności obecności tańca w ramach liturgii katolickiej, to tym nie mniej uzasadnienia w nim zawarte są bardzo ciekawe i pouczające jeśli chodzi o kwestię omawianą w niniejszym artykule. Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego doceniając bowiem pewne z rodzajów tańca obecnych w innych niż cywilizacja zachodnia, kręgach kulturowych, jako możliwe do wyrażanie przez nie uwielbienia dla Boga i modlitwy, stwierdziła jednocześnie następującą rzecz:
"Jednakże, te same kryteria i osąd nie mogą być zastosowane w kulturze zachodniej. Tutaj taniec jest związany z miłością, rozrywką, z bezczeszczeniem, z uwalnianiem zmysłów. Taki taniec, ogólnie rzecz biorąc, nie jest czysty. Z tego powodu nie może być wprowadzany do celebracji liturgicznych niezależnie od rodzaju. Byłoby to wprowadzaniem do liturgii jednego z najbardziej zdesakralizowanych i desakralizujących elementów i jako takie byłoby równoważne z tworzeniem atmosfery profanacji, która łatwo przypominałaby obecnym i uczestniczącym w celebracji światowe miejsca i sytuacje".
Co to znaczy "na ogół" i "nie są czyste"?
Nie trzeba pisać doktoratu z zasad interpretacji tekstów, by móc zrozumieć o co chodzi w przytoczonym fragmencie. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, iż Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego i nie stwierdza tu, że taniec jest zakazany w liturgii (w krajach zachodu) gdyż wówczas staje się nieczysty (to znaczy z momentem wprowadzenia do liturgii). Kongregacja stwierdza tu, iż nie należy wprowadzać tańca do liturgii, gdyż jest on już "na ogół nieczysty". Słowa "na ogół" oraz "nie są czyste" nie zostawiają większego pola do interpretacji. Każdy, choćby trochę rozgarnięty człowiek wie, iż formuły typu: "ogólnie rzecz biorąc", "na ogół", etc., są innym określeniem słów typu "zazwyczaj", "w przeważającej mierze", "zwykle", "w zdecydowanej większości przypadków", itp. Przy użyciu takich formuł chce się więc wyrazić myśl, iż coś w danej rzeczywistości jest normą, a nie wyjątkiem. Nie trzeba też chyba dłuższych wywodów, by wiedzieć co, na płaszczyźnie moralnej i duchowej, chce się powiedzieć, gdy mówi się o czymś, że "nie jest to czyste". Najzwyczajniej w świecie stwierdza się wszak wówczas, że coś takiego jest złe, nieprawe, albo przynajmniej do zła i nieprawości prosto zmierza. Nie do pominięcia jest również fakt, iż ten zdecydowanie krytyczny osąd tańców został przez Kongregację zadeklarowany w kontekście "kultury zachodniej". A jakie rodzaj tańców jest w kulturze zachodniej najbardziej rozpowszechniony? To właśnie w ramach kultury zachodniej najbardziej popularne są tańce w których mężczyźni i niewiasty tańczą razem: łącząc się w pary bądź też będąc ze sobą ściśle wymieszanymi, jak ma to miejsce na dyskotekach. Coś takiego jest właśnie nazywane "tańcem damsko-męskim". Podsumujmy zatem: "posoborowe" magisterium Kościoła stwierdza bardzo wyraźnie, iż rozpowszechniony w kulturze zachodniej taniec ogólnie rzecz biorąc nie jest czysty. Faktycznie rzecz biorąc, jest to powtórzenie, przy pomocy nieco innych słów, tego co w Kościele katolickim, na temat tańców damsko-męskich nauczano od II wieku aż do połowy XX stulecia. Jeśli bowiem wspomniana Kongregacja deklaruje, iż w kulturze zachodniej "taniec ogólnie rzecz biorąc nie jest czysty" to wpisuje się ona tym samym z tradycyjne cenzury mówiące takie rzeczy jak: "wszystkie prawie tańce obrażają uczucia moralności i przyzwoitości przez nieprzystojne gesty i układ ciała tańczących" (ks. Franciszek Spirago); "wiele tańców nowoczesnych obliczonych jest na grubą zmysłowość i budzenie instynktu erotycznego" (ks. Władysław Wicher); "Modne tańce – będąc prawie wszystkie najgorszego pochodzenia – grożą skromności i wstydliwości" (oświadczenie Episkopatu Austrii z 1925 r. ); "niemoralne tańce tak bardzo i u nas rozpowszechnione" (ks. Ildefons Bobicz); i dlatego są one: "bardzo bliską okazją do grzechu", "bardzo niebezpieczne" (św. Jan Maria Vianney), "zaproszeniem do grzechu" (św. Pio z Pietlerciny), "głównymi okazjami do grzechu" (ks. Jean Gaume), "nadzwyczaj niebezpieczne" (ks. Ambroży Guillois), "warsztatem każdej wszeteczności" (ks. Jakub Wujek), a także: "rzadko lub niemal nigdy mogą odbywać się bez grzechu" (św. Karol Boromeusz), "skłaniają ku złemu wszelkimi swymi okolicznościami, tak że wielką szkodę przynoszą dla duszy" (św. Franciszek Salezy).
Warto zauważyć, że powtarzanie przez jedną z watykańskich kongregacji odwiecznego nauczania katolickiego na temat tańców damsko-męskich jest tak naprawdę dowodem wielkiego realizmu. Tańce, które były bowiem obiektem krytyki wielkich Bożych mężów dawniej, w porównaniu z dzisiejszymi ich odpowiednikami, wyglądały na bardzo skromne i niewinne. Niedorzecznością byłoby więc twierdzić, iż tradycyjnie katolicka niechęć względem mieszanych tańców, nie ma żadnego przełożenia na współczesne zabawy taneczne. Wprost przeciwnie, jest ona dziś jeszcze bardziej aktualna, aniżeli dawniej. Widać zatem, iż wielowiekowa nauka katolicka na temat mieszanych tańców ani się nie zmieniła, ani też nie uległa dezaktualizacji. A jako jej streszczenie można zacytować słowa ks. Franciszka Spirago zamieszczone w napisanym przez niego "Katolickim Katechizmie Ludowym":
"Ogółem wziąwszy, należy każdemu tańców stanowczo odradzać, od nich wstrzymywać, zwłaszcza w dobie obecnej, gdzie wszystkie prawie tańce obrażają uczucia moralności i przyzwoitości przez nieprzystojne gesty i układ ciała tańczących. U bardzo wielu ludzi wyradza się taniec w namiętność, obudza w nich złe skłonności, zabija w nich ducha pobożności, a tak prowadzi do coraz większego rozluźnienia obyczajów i zepsucia".
Odsłon: 517 Komentarzy: 5
Saturday,13 March 2010,10:57
Kategoria: Kościół Saturday, 13 March 2010, 10:57
Ogłoszenie przez papieża Benedykta XVI św. Jana Marii Vianneya patronem wszystkich kapłanów musiało wiązać się ze sporym kłopotem dla bardzo wielu katolików. Faktem jest bowiem, iż postać św. Proboszcza z Ars w niejednym punkcie stoi na antypodach mentalności współczesnych, choćby i mocno pobożnych duchownych i świeckich. Ksiądz Vianney piętnował wszelkie zabawy taneczne i bale, jednak dla przeszło 99 procent dzisiejszych katolików niebezpieczeństwo z nimi związane, co najwyżej dotyczy ich wąskiego marginesu. Patron kapłanów polecał swym wiernym usuwać z domów portrety dam z większym dekoltem, a obecnie niewiasty odsłaniające jeszcze więcej niż owe damy ze starych obrazów, nie mają większych problemów by być wyspowiadane i dopuszczone do Komunii świętej. Proboszcz z Ars twierdził, iż łatwość udzielania rozgrzeszenia nałogowym grzesznikom nie jest dla nich dobrodziejstwem, ale okrucieństwem, gdyż tak naprawdę zachęca ich do trwania w złu, jednakże normalną praktykę rzesz spowiedników stanowi dziś dawanie absolucji nawet tym co do których istnieje wręcz pewność, że niedługo po spowiedzi wrócą do swych nieprawości.
Proboszcz z Ars – czy na pewno chciany Święty?
Nie łudźmy się zatem. Mimo kapłańskiego roku pod patronatem św. Jana Vianneya, ksiądz ten nie byłby mile widziany na wielu plebaniach i w wielu katolickich domach. Słodkawo-cukierkowy nastrój towarzyszący współczesnemu wspominaniu jego osoby prysłby jak bańka mydlana, gdyby ksiądz ten stanął znów przed nami i zaczął powtarzać swe niepopularne nauki. Skoro, postawa i nauczanie św. Proboszcza z Ars są zbyt twarde i niemiłe dla uszu współczesnych katolików, może rodzić się pokusa, by w jakiś sposób je "osłodzić" i "umilić". Jak to uczynić? Najlepszym ku temu sposobem jest przemilczenie lub zniekształcenie co bardziej "surowych" i wymagających fragmentów jego nauczania. Na drugą z tych dróg – a więc na deformację, a mówiąc bardziej otwarcie sfałszowanie nauczania św. Jana Vianneya – zdecydowało się w ostatnim czasie, skądinąd, bardzo zasłużone dla spraw katolickich, krakowskie wydawnictwo "M.". Otóż, w związku z rokiem pod patronatem św. Proboszcza z Ars, pod koniec 2009 roku, nakładem tejże oficyny ukazały się trzy książeczki o następujących tytułach: "Dobra spowiedź", "Mały katechizm" oraz "Różaniec". Wszystkie te publikacje, wedle zapewnień redakcji wydawnictwa "M." mają być wyborem fragmentów kazań i pism św. Jana Vianneya opracowanych na podstawie jego "Kazań niedzielnych i świątecznych" wydanych w języku polskim przez ks. Jakuba Górkę w 1906 roku. Chociaż w zdecydowanej większości treść owych książeczek rzeczywiście pokrywa się z wydaniem kazań św. Proboszcza z Ars z 1906 roku, to jednak "diabeł tkwi w szczegółach" i najwyraźniej ów demon podkusił redaktora owych publikacji, by przynajmniej w dwóch miejscach nieco "złagodzić" surowy ton wypowiedzi ks. Vianneya. Owe "złagodzenia", a mówiąc bez ogródek fałszerstwa, znajdują się w pierwszej z wymienionych pozycji, a mianowicie książeczce "Dobra spowiedź". Nie waham się pisać wprost o "fałszerstwach", gdyż rzeczone ustępy najzwyczajniej w świecie wkładają w usta św. Jana Vianneya słowa, których on nie powiedział.
Czy św. Jan Vianney piętnował tylko "niektóre" tańce?
Przechodząc zaś do konkretów; książeczka "Dobra spowiedź" na stronie numer 34 zamieszcza następującą, rzekomą wypowiedź św. Jana Vianneya: "Do grzechu nieczystości prowadzi złe towarzystwo i próżnowanie. Ponadto: złe książki, bezwstydne obrazy, teatr, kino, niektóre tańce, obfite jedzenie (zwłaszcza mięs) i używanie trunków alkoholowych".Już sama znajomość historii, pozwala stwierdzić, iż powyższe zdania nie mogły paść z ust św. Proboszcza z Ars. Patron wszystkich kapłanów odszedł do wieczności w 1859 roku, a więc na 36 lat przed opatentowaniem przez braci Lumiere, kinematografu. Św. Jan Vianney nie mógł zatem przestrzegać przed kinem, a to z tej prostej przyczyny, iż za jego ziemskiego życia, ono jeszcze nie istniało. Skonfrontowanie zaś przytoczonej wyżej wypowiedzi z treścią kazań Proboszcza z Ars wydanych w 1906 roku – a przypomnijmy, że to rzekomo na nich jest w całości oparta książeczka "Dobra spowiedź" – ujawnia fałszerstwo. Opublikowane w 1906 roku kazania ks. Vianneya odnośnie zabaw tanecznych wypowiadają się, m.in., tak: "Drugim znakiem prawdziwej skruchy jest staranne unikanie okazyi do grzechu, jak n.p. złych książek, niemoralnych przedstawień teatralnych, balów, tańców, nieskromnych malowideł i piosnek" (cytat za: Tom II, s. 195). Negatywne odniesienia do tańców i balów pojawiają się jeszcze w obydwu tomach kazań Proboszcza z Ars nie raz, jednak w żadnym wypadku nie ma w nich choćby aluzji, iż chodzi w nich o ostrzeżenie tylko przed "niektórymi" bądź "mniejszością" tych rozrywek. Z kolei w pracy "Proboszcz z Ars. Święty Jan Maria Vianney 1786 – 1859." autorstwa ks. Franciszka Trochu opublikowanej w 2004 i 2009 roku, która zawiera materiał sporządzony na podstawie akt procesu kanonizacyjnego tego wielkiego męża Bożego można wyczytać następujące fragmenty jego kazań: "nie ma ani jednego przykazania Bożego, którego by nie przekraczano przez tańce" ( a nie tylko "niektóre tańce"). Odnajdujemy tam również następującą relację z duszpasterskiej praktyki św. Jana Marii Vianneya:"Daremnie go zapewniali penitenci z wyższego towarzystwa, klęcząc u stóp jego, że pewni są siebie i zabezpieczeni od przewiny: – grzech uperfumowany nie znajdował w jego oczach łaski. Nie pozwolił uczestniczyć w żadnych balach, ani nawet zjawiać się na nich w roli zwykłego widza. Dziedzice wkrótce po przybyciu nowego proboszcza urządzili w kółku rodzinnym jedną czy dwie zabawy taneczne, ale przez szacunek dla jego zakazu niedługo podobnych zabaw zaniechano (tamże; s. 117, pogrubienie moje – MS)".
Kłamstwo w obronie kłamstwa
Drugim ewidentnym fałszerstwem zawartym w książeczce "Dobra spowiedź" są rzekome słowa ks. Vianneya na temat kłamstwa. Oto na stronie numer 44 owej publikacji znajduje się następujący fragment: "Tylko wtedy wolno skłamać, jeśliby się mogło kłamstwem uratować większe dobro, życie lub zdrowie". Tymczasem we wspomnianym wyżej wydaniu "Kazań niedzielnych i świątecznych" autorstwa św. Proboszcza z Ars ( a na których, przypomnijmy to jeszcze raz, rzekomo jest w całości oparta książeczka "Dobra spowiedź") nie dość, że nie znajdzie się choćby podobnie brzmiącego sformułowania, to zawarte są tam następujące słowa św. Jana Vianneya: "Pismo św. Starego i Nowego Zakonu przestrzega nas przed kłamstwem. Czynią to i Święci, mówiąc, że nawet dla uratowania świata całego od zagłady nie należałoby kłamać. Choćby nawet przez kłamstwo można z piekła uwolnić potępionych i wprowadzić ich do nieba, nie wolnoby nam było tego uczynić. (…) Choćbmyśmy mogli kogoś uchronić od śmierci kłamstwem, nie wolnoby go popełnić. (…) Dla ocalenia życia i majątku nie wolno zasmucać Boga, bo życie i majątek trwają do czasu, a Bóg i szczęśliwość duszy trwać będą na wieki" (patrz: tom I, s. 138 – 139, 140 – 141, pogrubienia moje – MS).Warto zauważyć, iż redaktorzy wydawnictwa M. nieprawdziwie przypisując św. Proboszczowi z Ars opinię o moralnej dopuszczalności pewnego rodzaju kłamstw, tym samym próbują go uczynić winnym głoszenia poważnego błędu doktrynalnego. Zarówno bowiem tradycyjna moralistyka katolicka, jak i oficjalne nauczanie Kościoła bardzo jasno stwierdzają, iż nie wolno kłamać nigdy i nigdzie. Można by na dowód tego podać wiele cytatów, ale ograniczę się w tym miejscu jedynie do kilku z nich:
"Wszystkie te rodzaje kłamstw są grzechem. Nie wolno więc nigdy kłamać, ani dla uniknięcia śmierci i mąk, ani dla zachowania sobie samemu lub innym życia, sławy lub majątku, ani dla ocalenia niewinnego, niesłusznie oskarżonego, ani nawet dla zapewnienia bliźniemu zbawienia. – Ks. Jean Gaume.
"Dlatego też my wnosimy, według św. Augustyna i według św. Tomasza, że nie należy nigdy kłamać , ani w sprawie religii, której gruntem jest prawda; ani pod pozorem chwały Boga, który nie może być uwielbiony tylko przez tryumf prawdy; ani dla odwrócenia grzesznika od zbrodni; ani dla ocalenia życia niewinnemu lub dla pozyskania duszy będącej w niebezpieczeństwie". – Kardynał Gousset.
"Taka jest nauka świętego Augustyna o kłamstwie, a jest ona nauką całego Kościoła. Kłamstwo jest rzeczą złą samą w sobie; nie wolno przeto nigdy kłamać, nawet w celu rozrywki własnej lub dla zabawy innych, lub też dla swego usprawiedliwienia się, lub okazania przysługi bliźniemu. Żadna okoliczność, żaden zamiar, jakkolwiek dobry sam w sobie, nie może oczyścić ze złości tego, co jest z natury swojej złym." – Ks. Ambroży Guillois.
"Nigdy nie można kłamać, ani w żartach, ani dla własnej korzyści, ani dla korzyści kogoś innego, gdyż kłamstwo zawsze jest złem samym w sobie". – Katechizm św. Piusa X, cz. III, VIII. 11.
Jasne nauczanie Kościoła o bezwzględnej niedopuszczalności wszelkiego rodzaju kłamstwa jest jedną z tych prawd i zasad moralności chrześcijańskiej, którą najtrudniej przyjąć i zaakceptować. Redakcja wydawnictwa "M." nie chce przyjąć tej twardej nauki, albo też jej nie zna. Czy jednak, w swej obronie moralnej dopuszczalności pewnego rodzaju kłamstw, musi posuwać się do kłamstwa polegającego na przypisywaniu św. Janowi Vianneyowi głoszenia błędu doktrynalnego? Ironicznie można by zapytać, kogo życie i zdrowie redaktorzy owej oficyny chcą ocalić, kłamliwie wkładając w usta św. Proboszcza z Ars obronę kłamstwa?Jak widać nauczanie i postawa św. Jana Marii Vianneya kłuje niektóre serca aż do tego stopnia, iż podejmowane są próby zniekształcenia i sfałszowania co bardziej "surowych" i niewygodnych jego elementów. Jeśli ktoś jednak nie zgadza się ze św. Proboszczem z Ars, to czy zwykła, naturalna, ludzka uczciwość nie nakazuje raczej otwarte powiedzenie tego, aniżeli uciekanie się do kłamstw i przeinaczeń?
Odsłon: 910 Komentarzy: 33
Tuesday,19 January 2010,23:17
Kategoria: Religia Tuesday, 19 January 2010, 23:17
Oto, zaledwie niektóre, z wypowiedzi Pisma świętego, Ojców Kościoła i papieży na ten temat:
Tak mówi Pan: Oto ja sprowadzę nieszczęście na to miejsce i na jego mieszkańców, zgodnie ze wszystkimi słowami tej księgi, którą przeczytał król judzki. Za to, że mnie opuścili i spalali kadzidła innym bogom, drażniąc mnie wszystkim, co czynią ich ręce; toteż rozgorzał mój gniew na to miejsce i nie ochłonie – 2 Krl 22, 16 – 17.
Gdy zamknę niebiosa i nie będzie deszczu, i gdy nakażę szarańczy, by zniszczyła pola, lub gdy ześlę na mój lud zarazę, jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje Imię, i będą błagać, i będą szukać mego oblicza, a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham i przebaczę im grzechy, a kraj ich ocalę – 2 Krn 7, 13 – 14.
Kogo bowiem Pan miłuje tego smaga jak ojciec swojego ukochanego syna – Prz 3, 12.
Trwajcie w karności. Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi (…) Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości – Hbr 12, 5 – 11.
Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam: bądź tedy gorliwy i upamiętaj się - Apok 3, 19.
<Dotknąłem cię i utrapiłem niedostatkiem> (Pwt 8, 3) mówi Pismo święte, aby ci dobrze czynić; zanim bowiem niesprawiedliwość bez miary się rozleje, Bóg wstrzymuje ją, jak potok powstrzymywany jakimś silnym wałem i zaporą. Dlatego choroby spadają na miasta i ludy; dlatego przychodza posuchy powietrza i nieurodzajność ziemi, a także przykrzejsze nieszczęścia w życiu każdego, które przerywają wzorst złości tak, że takie zło pochodzi od Boga, aby powstrzymywać powstanie prawdziwego zła. Albowiem przypadłości ciała i zewnętrzne przykrości wymyślone zostały na powstrzymywanie grzechu. Usuwa więc zło Bóg, a nie zło pochodzi od Boga, jak i lekarz usuwa chorobę, a nie wprowadza jej do ciała. Zburzenia zaś miast, trzęsienia ziemi i powodzie, klęski wojsk, rozbicia okrętów i wszelkie katastrofy gubiące ludzi, czy to pochodzą z ziemi, czy z morza, czy z powietrza, czy od ognia, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny zdarzają się dla opamiętania pozostałych przy życiu, gdyż Bóg publiczną złośc karci publicznymi biczami. Właściwe więc zło: grzech, który najbardziej zasługuje na nazwę złego, zależy od naszej woli, gdyż w naszej mocy jest albo wstrzymać się od złego, albo być złymi - św. Bazyli Wielki.
Wielki to jest gniew, kiedy Bóg nie gniewa się na grzeszących (…) <Bo kogo Pan miłuje tego karze> (Prz 3, 12); < a biczuje tego, kogo uznaje za syna> (Hbr 12, 6). Tego tylko kształci ojciec, kogo kocha; nauczyciel karze tylko tego ucznia, u którego widzi większe zdolności; jeśli lekarz przestaje leczyć, znaczy to, że stracił nadzieję wyleczenia - św. Hieronim.
W dążeniu do wyplenienia wszystkiego, co w jakikolwiek sposób stanowi obrazę majestatu Bożego, postanowiliśmy ponad wszystko i bez okazywania litości karać te sprawki, o których w oparciu o autorytet Pisma świętego lub z uwagi na ich wyjątkowy ciężar wiadomo, że nie podobają się Bogu i powodują jego gniew bardziej niż inne, a mianowicie zaniedbywanie kultu Bożego, zgubną symonię, grzech bluźnierstwa oraz potępienia godne występki przeciw naturze; za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę (…) – św. Pius V, bulla "Cum primum".
(…) wiele symptomów wskazuje już na zbliżanie się kar zasłużonych (…) Zaprawdę strasznej tej przyszłości nie zdoła oddalić moc ludzka, zwłaszcza, że owa olbrzymia większość, która odpadła od wiary chrześcijańskiej, odpokutuje słusznie za swą pychę, za namiętne zaślepienie, szukające nadaremnie prawdy, biorące fałsz za rzeczywistość, widzące mądrość w tym, żeby (…) – Leon XIII, "Sapientiae Christianae".
O grzechach tych mówi się, że wołają o pomstę do nieba, ponieważ tak uczy Duch Święty i ponieważ ich niegodziwość jest tak wielka i tak oczywista, że skłaniają Boga, by wymierzał za nie najsurowsze kary - Katechizm św. Piusa X.
Odsłon: 754 Komentarzy: 9
Tuesday,19 January 2010,10:34
Kategoria: Kościół Tuesday, 19 January 2010, 10:34
W nawiązaniu do wpisu na blogu:
w którym św. Jan Vianney objaśnia, jakie są oznaki prawdziwej skruchy, pozwalam sobie niniejszym zacytować fragmenty Katechizmu św. Piusa X:
Pyt. 101: Których penitentów można uznać za źle przygotowanych do otrzymania rozgrzeszenia i którym należy Z REGUŁY ODMÓWIĆ UDZIELANIA ROZGRZESZENIA, albo należy je opóźnić? Odp. Następujących penitentów należy uznać za źle przygotowanych do otrzymania rozgrzeszenia: (…) 2. Tych, którzy poważnie zaniedbali rachunek sumienia i u których brak OZNAK SKRUCHY I POKUTY. (…)5. Tych, którzy nie podejmują środków koniecznych do poprawy ich złych nałogów. 6. Tych, którzy nie chcą unikać bliskiej okazji do grzechu. Pyt. 102. Czy spowiednik, który opóźnia rozgrzeszenia, gdyż nie dowierza, że penitent jest dobrze przygotowany, nie jest nadmiernie surowy? Odp. Spowiednik, który opóźnia udzielenie rozgrzeszenia, gdyż nie dowierza, że penitent jest dobrze przygotowany, NIE JEST NADMIERNIE SUROWY, A NAWET PRZECIWNIE JEST NADER PRZYCHYLNY PENITENTOWI I POSTĘPUJE JAK DOBRY LEKARZ, który stara się użyć wszystkich dostępnych leków, nawet nieprzyjemnych i bolesnych, aby ratować życie swego pacjenta." Warto w tym kontekście zacytować jeszcze inny fragment Katchizmu św. Piusa X: "123. Owocami dobrej spowiedzi są: (…) 4) OBRONA PRZED PONOWNYM POPADNIĘCIEM W GRZECH i udział w skarbcu odpustów."
Podsumujmy więc: Katechizm św. Piusa X stwierdza, iż:
- należy odmawiać lub opóźniać udzielenia rozgrzeszenia tym, którzy nie wykazują oznak skruchy i pokuty
- nie należy oskarżać o nadmierną surowość tych spowiedników, którzy nie dowierzając w dobre usposobienie penitenta, opóźniają udzielenia mu absolucji, przeciwnie tacy spowiednicy są dobrymi i troskliwymi lekarzami ich dusz.
- dobra spowiedź daje nam ochronę przed ponownym popadaniem w te same grzechy.
Tradycyjne nauczanie Ojców Kościoła, które przytacza i powtarza św. Jan Maria Vianney (co bardzo ważne w tym kontekście, wyjątkowo doświadczony spowiednik) dekraluje zaś, iż oznaką prawdziwej skruchy jest:
- gruntowna zmiana życia
- porzucenie i niewracanie do tych samych grzechów
- gorliwe unikanie okazji do grzechu zaś:
- łatwość udzielania rozgrzeszenia notorycznym grzesznikom jest względem nich raczej okrucieństwem, niż dobrodziejstwem
- fałszywa i zwodnicza jest pokuta tych u których nie widać żadnej poprawy
- jeśli po spowiedzi widać mało poprawy to była ona zła lub świętokradzka.
Z tego wszystkiego nasuwają się dość oczywiste wnioski, a mianowicie, że:
- współczesna łatwość rozgrzeszania notorycznych vel nałogowych grzeszników jest postawą bardzo wątpliwą jeśli nie wprost błędną
- należy odkładać udzielanie rozgrzeszenia tym, którzy po odbytych spowiedziach ciągle wracają do tych samych ciężkich nieprawości
- jeśli ktoś po spowiedziach wciąż popełnia te same ciężkie grzechy, to prawdopodobnie jego dotychczasowa skrucha była fałszywa i zwodnicza (gdyś dobra spowiedź powinna przed tym chronić)
Odsłon: 627 Komentarzy: 12
Thursday,14 January 2010,12:06
Kategoria: Religia Thursday, 14 January 2010, 12:06
"Doświadczenie uczy bowiem, że na gołosłownych obietnicach i postanowieniach w żadnym razie polegać nie można. Każdy mówi, że ma żal, że się poprawi. Kapłan wierzy i daje rozgrzeszenie. Ale co się dzieje zaraz po złożeniu tych obietnic, po zadeklarowaniu tych postanowień? Już po kilku dniach widzimy te same grzechy i te same występki! Same przyrzeczenia nie są więc wystarczającym dowodem mocnego postanowienia poprawy. Chrystus mówi, że drzewo poznaje się po owocach – TAKŻE PRAWDZIWĄ SKRUCHĘ POZNAJE SIĘ PO ZMIANIE POSTĘPOWANIA. Nie wystarczy opłakiwać grzechy – trzeba je porzucić i unikać wszystkiego, co na nowo może nas doprowadzić do upadku. A zatem trzeba mieć postanowienie tak mocne, że wolelibyśmy raczej wszystko wycierpieć, niż powrócić do tych samych grzechów.Tak jest. SKORO PO SPOWIEDZI WIDAĆ MAŁO POPRAWY, TO NALEŻY STĄD WNOSIĆ, ŻE BYŁA ONA ZŁA LUB NAWET ŚWIĘTOKRADZKA. Ach, gdyby na trzydzieści absolucji jedna była dobra, świat zaraz by się zmienił! Nie można więc dawać rozgrzeszenia tym, u których nie widać dostatecznych oznak skruchy (…).
należy odmówić rozgrzeszenia tym, którzy znajdują się w bardzo bliskiej okazji do grzechu i nie chcą jej unikać. Najbliższą okazją do grzechu nazywamy miejsca, osoby i okoliczności, w których zazwyczaj upadamy. Będą to więc na przykład widowiska teatralne, bale, tańce, złe książki, nieprzyzwoite towarzystwa, nieskromne piosenki i obrazy, rozrzutne stroje, stosunki z osobami przeciwnej płci, które już wcześniej były powodem upadku (…).
WEDŁUG POWSZECHNEJ NAUKI OJCÓW FAŁSZYWA I ZWODNICZA JEST POKUTA TYCH, U KTÓRYCH NIE WIDAĆ ŻADNEJ POPRAWY. Sobór Trydencki pozwala dać rozgrzeszenie tylko tym, którzy z grzechów powstają, swoich upadków z przeszłości nienawidzą, a wreszcie stanowczo postanawiają się poprawić i zacząć nowe życie.Można często słyszeć niesprawiedliwe zarzuty przeciw co surowszym spowiednikom, że burzą zasady wiary, że wtrącają grzeszników do piekła, że jest rzeczą nieroztropną wymagać od penitentów za wiele.Najmilsi! TAK ROZUMUJĄ PRZEWAŻNIE CI, KTÓRZY NIE ZASŁUGUJĄ NA ŁASKĘ ROZGRZESZENIA. (…).
Bo co wynika z rozgrzeszania niepoprawnych penitentów? Cały łańcuch świętokradztw!Skoro po ciężkich grzechach z taką łatwością otrzymałeś rozgrzeszenie, to spodziewasz się, że i później tak będzie i dalej pogrążasz się w występkach. I przeciwnie – gdyby ci wtedy odmówiono rozgrzeszenia, byłbyś się przeraził, wszedłbyś w siebie i uznał swoją moralną nędzę i nieszczęście. A tak twoje życie składa się z szeregu łatwych rozgrzeszeń i ponownych upadków.NAPRAWDĘ, ŁATWE OTRZYMANIE ROZGRZESZENIA NIE JEST ŻADNYM DOBRODZIEJSTWEM; JEST RACZEJ OKRUCIEŃSTWEM. Święty Cyprian naucza, że spowiednik powinien trzymać się przepisów Kościoła i rozgrzeszać tylko wtedy, kiedy pokutnik okazuje wyraźne oznaki poprawy i przemiany życia.
(…)Prawdziwy żal nie może nie łączyć się z mocnym postanowieniem poprawy. DOWODEM TAKIEGO MOCNEGO POSTANOWIENIA BĘDZIE PRZEDE WSZYSTKIM GRUNTOWNA ZMIANA ŻYCIA (…). Drugim znakiem prawdziwie mocnego postanowienia poprawy jest staranne unikanie okazji do grzechu – a więc niemoralnych książek, widowisk, wszelkich balów, tańców, nieskromnych obrazów i piosenek (…)".
Cytaty za: "Kazania Proboszcza z Ars", Warszawa 2009, ss: 224 – 225, 226, 228 – 229, 214, 215.
Dodam tylko, że św. Jan Maria Vianney dobrze wiedział co mówi, gdyż po kilkanaście godzin dziennie potrafił siedzieć w konfesjonale i sam wyspowiadał jakichś 100 tyś. ludzi.
Odsłon: 943 Komentarzy: 34
Friday,01 October 2010,22:27
Kategoria: Kościół Friday, 01 October 2010, 22:27
Swego czasu byłem stałym czytelnikiem "Zawsze Wierni" – pisma wydawanego przez Bractwo św. Piusa X w Polsce. W domu posiadam pięćdziesiąt trzy numery owego magazynu z lat 1996 – 2009. Niedawno postanowiłem przejrzeć swe prywatne archiwum "Zawsze Wierni" pod kątem promowanych tam zasad moralności chrześcijańskiej. Interesowała mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie, jak redaktorzy tego pisma odnoszą się do różnych kwestii obyczajowych, które także w środowiskach tradycjonalistycznych i konserwatywnych wzbudzają niemało kontrowersji?
A więc, jaki winien być stosunek rzymskich katolików do etyki sytuacyjnej (czyli np. poglądu, wedle, którego można czynić mniejsze zło, po to, by osiągnąć większe dobro lub ustrzec się większego zła)? Czy zasady skromności w ubiorze i zachowaniu są niemal całkowicie zdeterminowane przez panującą w danym miejscu kulturę lub klimat i w związku z tym nie należy próbować ustalać zasad, które sztywno miałyby obowiązywać (np. poza bardzo ogólnymi wskazówkami, nie mówić, jaką długość winny być kobiece sukienki, etc.)? Czy mieszane płciowo plaże są dziś czymś całkowicie normalnym dla katolików? Czy katolicy mogą słuchać rocka, heavy-metalu i kapel w rodzaju AC/DC? Czy damsko-męskie tańce są rozrywką, której niebezpieczeństwo, w najgorszym wypadku jest nikłe, a więc są one czymś zupełnie normalnym? Jak zatem redakcja "Zawsze Wierni" odpowiada na wyżej postawione pytania? Poniżej przedstawiam odpowiedź w postaci wypisu różnych fragmentów z tekstów publikowanych na łamach tego pisma.
"(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata" – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, "Komunikat Bractwa św. Piusa X", ZW, nr. 11/ 1996, s. 5.
"Ojciec Pio, siedząc w otwartym konfesjonale, przez okrągły rok dbał o to, aby kobiety i dziewczęta, które się u niego spowiadały, nie przystępowały do spowiedzi w zbyt krótkich spódnicach. Czasem nawet przyprawiał o łzy taką, która po paru godzinach oczekiwania w kolejce została odesłana z powodu nieprzyzwoitego ubioru (…) <Kobiety, których ubiór cechuje próżność, nigdy nie przyobleką życia Jezusa Chrystusa. Co więcej, tracą one piękno swej duszy, gdy to bożyszcze wkroczy do ich serca>" – O. Jean OFMCap, "Ojciec Pio przeciwnikiem reformy liturgii", ZW, nr. 28/ 1999, s. 70.
"Dzisiaj bożkami nie są już Zeus czy Wenus. Prawdziwymi bogami dzisiejszych czasów stała się telewizja, piosenkarze, gwiazdy sportu, muzyka rockowa, film … Musimy być wobec nich tak stanowczy, jak pierwsi chrześcijanie wobec fałszywych bożków. <Nie może być zgody pomiędzy światłem a ciemnością>. Żadnej zgody. (…) pozbądźcie się telewizora. Wyrzućcie go na śmietnik. Tam jest jego miejsce. (…) – SS. Dominikanki, "Telewizja – wróg publiczny nr I", ZW, nr 37/ 2001, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 6, s. XVII – XVIII.
"12 stycznia 1930 roku, papież Pius XI nakazał opublikowanie instrukcji na temat skromności strojów. W instrukcji tej przypomniał zalecenia zawarte w liście Kongregacji ds. Duchowieństwa z 1928 roku: <Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan. Ponadto, niedopuszczalna jest odzież z materiałów przeźroczystych oraz rajstopy w kolorze cielistym, sugerującym, że nogi są nagie> (…) Wielu katolików wydaje się w ogóle nie zainteresowanych, a nawet wrogo ustosunkowanych do standardów skromności. Czy możemy pozwolić, by nasze przywiązanie do Tradycji przykrywało zakorzenione złe nawyki?" – "Maryjny wzorzec skromności", cz. I, ZW, nr 41/ 2001, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 10, s. VIII – IX, XII.
"Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które, odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boją się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości. Pomijamy tutaj tańce, jedne gorsze od drugich, które niedawno przedostały się od ludów barbarzyńskich do zwyczajów narodów kulturalnych, a będące najskuteczniejszym środkiem do pozbycia się wszelkiej wstydliwości" – Benedykt XV, "Obowiązek tercjarzy dzisiejszej doby zapobiegania złu:, ZW, nr 41, 2001, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 10, s. XXII.
" - Skromność musi być zachowywana bez kompromisu. – Należy unikać używania tkanin o kolorach cielistych. – Naprawdę skromny ubiór ma rękawy sięgające przynajmniej do łokci i zakrywające ciało poniżej kolan. Niekiedy tolerowane mogą być rękawy sięgające połowy ramienia. – Prawdziwie skromny ubiór zakrywa w całości górną część ciała: ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu. Prawdziwa skromność wymaga zakrycia ciała, nawet po zdjęciu żakietu, peleryny czy szala. (…) Trzeba też zwrócić uwagę na ubiory, które zakrywają ciało w stopniu wystarczającym, niemniej pozostają nieskromne ze względu na krój, który czyni je bardzo sugestywnymi. Obcisłe, przylegające do ciała stroje są absolutnie nie do przyjęcia. Równie niedopuszczalne są bluzki zbyt luźne przy dekolcie i odsłaniające ciało. Szanujące się kobiety unikają elastycznych T-shirtów i obcisłych sukienek, które wymagają wysokich rozcięć. T-shirty, nawet te o kolorach ciemnych, projektowane są na ciało męskie, uwypuklają więc nadmiernie kształty kobiety. Rozcinane spódnice, tak bardzo dziś modne, często sięgające poniżej kolan, a nawet do kostek, nie zakrywają dostatecznie ciała podczas chodzenia lub siedzenia. Sugestywne rozcięcia często sięgają powyżej kolan i czynią taki strój podwójnie nieprzyzwoitym. Kobieta skromna ubiera się zawsze w suknie stosownie zakrywające ciało i nie przyciągające zbytniej uwagi. (…) Teologia moralna uczy, że klatka piersiowa, plecy, ramiona i nogi są <mniej przyzwoitymi> częściami ciała, tzn. spojrzenie na te części ciała łatwiej pobudza zmysłowość niż na inne, np. twarz, stopy czy ręce. Tak więc mężczyźni nie mogą chodzić z odsłoniętym torsem, ramionami czy plecami odsłoniętymi. Zasada ta wyklucza noszenie przez nich koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową. Stroje takie jak koszulki siatkowe, przez które widać ciało, naruszają zasady, o których pisaliśmy odnośnie tkanin przeźroczystych. (…) Wielu mężczyzn nosi w lecie szorty zamiast długich spodni, usprawiedliwiając to upałami. Katolicy powinni jednak pamiętać, że moralność nie zmienia się wraz z pogodą. Będziemy się jeszcze zastanawiać, kiedy noszenie szortów jest dopuszczalne, ale w zwykłych okolicznościach, w życiu społecznym, kiedy kontakty z kobietami są częste, stanowczo zaleca się noszenie zawsze długich spodni. Wyjątek czyni się jedynie dla małych chłopców do okresu dojrzewania. Jednak rodzice muszą dbać, żeby dzieci nie przyzwyczaiły się do traktowania wyjątku jako reguły." – "Maryjny wzorzec skromności, cz. II, ZW, nr 42/ 2001, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 11, s. X, XI, XIII.
"Jeśli zależy wam na waszych rodzinach i waszych dzieciach, jeśli tego do tej pory nie zrobiliście – wyeliminujcie z waszego życia telewizję" – Ks. Peter Scott, "Jeśli zależy wam na waszych dzieciach…", ZW, nr 42/2001, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 11, s. XX.
"Zgodnie ze słowami papieża, dziewczęta nie powinny uczestniczyć w pokazach sportowych. (…) Zawsze, gdy Kościół katolicki wypowiadał się na temat pływania czy kąpieli, jak zwykło się to nazywać, potępiał on niezmiennie wspólne kąpiele kobiet i mężczyzn. Oparte jest to na teologii moralnej, która uczy, że spoglądanie na nieskromne części ciała płci przeciwnej jest grzechem ciężkim, chyba, że wydarzy się niespodziewanie, jest przelotne lub trwa tylko chwilę. Wszystkie bez wyjątku stroje kąpielowe noszone dziś przez kobiety i mężczyzn są nieprzyzwoite. Nie tylko nie okrywają już one dostatecznie ciał pływaków, ale wręcz eksponują je bezwstydnie na każdej plaży i w basenie publicznym. Jest to już raczej publiczne eksponowanie nagości, która jedynie udaje skromność. Każdy katolik, który chce uniknąć upału, udając się na publiczną plażę, powinien oddalić się od tych, którzy praktykują ów pogański kult słońca. Nie może zaakceptować wszechobecnej mody na obnażanie się. Pływające grupy nie mogą nigdy składać się z osób obu płci. Jeśli tak jest, to stanowi to gwarantowane zagrożenie dla czystości. W każdym przypadku mężczyźni powinni nosić spodenki sięgające do połowy uda i T-shirt jakiegoś rodzaju. Panie powinny nosić kuloty i bluzkę z materiału, który nie staje się przeźroczysty po zamoknięciu. Reguły te stosują się oczywiście również do sportów wodnych. " – "Maryjny wzorzec skromności", cz. III, ZW, nr 43/ 2001, dodatek "Rodzina Katolicka" nr 12, s. XI – XII.
"Katoliccy rodzice pilnować muszą, by do ich domu nie miały przystępu mody czy zwyczaje obrażające moralność katolicką. (…) Telewizja niszczy życie rodzinne, wprowadza do świątyni katolickiego domu nieczystość, kult pieniądza i bezsensowną przemoc." – "Pięć rad dla katolickich rodzin", ZW, nr 45/ 2002, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 13, s. XIII.
"(…) nie waham się twierdzić, że dziś telewizja stała się jednym z największych niebezpieczeństw tak dla jednostek, jak i dla całego społeczeństwa, szczególnie zaś dla rodzin. Nie tylko liczne współczesne programy telewizyjne depczą określone przez Piusa XII zasady, ale wręcz sama telewizja jest per se środkiem rozpowszechniania zła i bliską okazją do grzechu. Katechizm katolicki poucza, że człowiek musi unikać bliskich okazji do grzechu, bo <kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie>" – Ks. Karol Stehlin, "Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin", cz. I, ZW, nr 45/ 2002, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 13, s. XV.
"Telewizja jako taka musi zostać wyeliminowana całkowicie." – "Problemy katolickich rodzin we współczesnym świecie. Wywiad z księdzem Jakubem Doranem FSSPX", ZW, nr 46/ 2002, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 14, s. VI.
"przez telewizję wielu ludzi odeszło od Boga, porzuciwszy życie zgodne z chrześcijańskimi cnotami. (…) Poprzez telewizję fala pornografii przekroczyła progi domów i rodzin. Stacje telewizyjne prawie bez przerwy prezentują filmy gloryfikujące przestępstwa, brutalność, perwersję i nieczystość. Wystarczy jeden program, podczas jednego wieczora, aby można było zobaczyć (a często także popełnić!) ciężkie grzechy przeciw wszystkim dziesięciu przykazaniom Bożym. (…) Popatrzmy na Hollywood: reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i aktorki kręcąc filmy i programy telewizyjne starają się sprowadzić odbiorcę na swój własny poziom moralności (a raczej niemoralności), by usprawiedliwić w ten sposób swoje bezbożne życie. Słusznie nazywa się ich misjonarzami zła!" – Ks. Karol Stehlin, "Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin", cz. II, ZW, nr 46/ 2002, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 14, s. XIII, XIV.
"Telewizja jest grabarzem rodzin; pochwala cudzołóstwo i przedstawia kobietę jedynie jako obiekt namiętności." – Ks. Franciszek Schmidberger, "Dziewięć argumentów przeciwko telewizji", ZW, nr 47/ 2002, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 15, s. XVI.
"(…) <naturalizm tego świata będzie dusił w nich ducha nadprzyrodzoności tak długo, dopóki nie wyrzucą one (mowa o rodzinach i domach tradycyjnych katolików – przyp. moje MS) swych telewizorów, nie wyrzekną się muzyki rockowej, gier video, nieskromnych strojów, żeby wspomnieć jedynie najpopularniejsze światowe rozrywki>. Słowa twarde, ale jakże prawdziwe! Stanowczo zbyt często usiłujemy wchodzić w kompromisy z duchem tego świata, pozostawiając sobie na otarcie łez którąś z jego przyjemności, pomimo świadomości, że nie jest to miłe Bogu. Ile to razy usprawiedliwiamy nasze małe niewierności i powolny zanik katolickiej atmosfery naszych domów rozmaitymi spektakularnymi akcjami w obronie Wiary i Tradycji!" – Ks. Karl Stehlin, "Editioral", ZW, nr 47/ 2002, s. 3.
"Muzyka rockowa należy definitywnie do obozu szatana. Bądźmy konsekwentni. Pamiętam, jak zatrzymałem się kiedyś i tradycyjnej katolickiej rodziny. Dzieliłem wówczas sypialnię z ich 15 -letnim synem. Na ścianie, ku mojej radości, wisiał piękny obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zerknąłem jednak później na kasety magnetofonowe leżące na biurku i byłem zszokowany, widząc kasety AC/DC, jedną z nich ze słynną piosenką <Hell ain't a bad place to be> (Piekło nie jest takim złym miejscem). To doskonały przykład tego, co nie powinno się zdarzyć w katolickim domu." – "Katolicki dom", cz. II, ZW, nr 50/ 2003, dodatek "Rodzina Katolicka", s. XII.
"(…) dzisiejsza moda kobieca nakazuje nosić duże dekolty, obcisłe spodnie, obcisłe, krótkie spódnice, Niedawno jeszcze ten sposób ubioru charakterystyczny był dla kobiet o złej reputacji, wabiących swych klientów do grzechu. Jak to możliwe, że moda ta przyjęła się obecnie w katolickich rodzinach? Czy nie bulwersuje nas fakt, że osoby tak ubrane, ku smutkowi Nieba, uciesze szatanów oraz zgorszeniu niewinnych dusz, mają czelność przychodzić do kościoła, a nawet podchodzić do balasek? Co najbardziej szokujące: znaczna część ludzi (wśród nich niestety niektórzy z naszych wiernych) uważa to za coś absolutnie normalnego i dopuszczalnego (…) Tak wielu katolików myśli niestety, że owa kwestia mody jest nieistotna i być może moglibyśmy się z nimi zgodzić, gdyby tylko Matka Boża, św. Paweł, święci papieże i tak wielu innych świętych nie przywiązywało do tej kwestii tak wielkiego znaczenia, co wskazuje, że nie jest ona błahostką. (…) muzyka rockowa jest zła, ponieważ i ona sama, i związane z nią tańce są bezpośrednim i dobrowolnym pobudzaniem namiętności i okazją do wszelkiego rodzaju nieczystości." – Ks. Jakub Emily FSSPX, "Najświętsza Maryja Panna i skromność", ZW, nr 56/ 2004, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 24, s. V, VI, VII.
"Święty Ojciec Pio nie tolerował nieskromnych strojów: sukni z głębokim dekoltem, krótkich, obcisłych spódnic." – "Ojciec Pio – surowy strażnik skromności", ZW, nr 56/ 2004, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 24, s. VIII.
"Ponieważ skromność jest cnotą, wykracza poza czas i miejsce, Kościół podał szczegółowe reguły, by pomóc wiernym praktykować ją we wszelkich okolicznościach. Bądźmy wdzięczni Jego Ekscelencji ks. Biskupowi Bernardowi Fellayowi za przypomnienie nam tych zasad, o których niekiedy zapomina się latem: <W żadnym przypadku nie wolno ubierać się nieskromnie. Sukienka, która nie zakrywa kolan kobiety, kiedy ona siedzi, absolutnie nie może być uważana za przyzwoitą. Również spódnica rozcięta czy przeźroczysta, odsłaniająca nogi powyżej kolan, nie może być uważana za skromną ani przyzwoitą. Podobnie nie jest przyzwoity żaden obcisły strój męski czy kobiecy, który podkreśla kształty ciała. Odnośnie do dekoltu i obnażonych ramion kardynał wikariusz Piusa XI pisał: <Ani suknia, która posiada dekolt głębszy niż dwa palce mierząc od szyi, ani taka, która nie zakrywa ramion co najmniej do łokci, nie mogą być uważane za przyzwoite>" – "Skromność obowiązuje zawsze i wszędzie", ZW, nr 62/ 2004, dodatek "Rodzina Katolicka", nr 27, s. VI.
"Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a w wielu <nowoczesnych> formach z całą pewnością są grzeszne" – Ks. Edward Wesołek, "Jego głowa stała się zapłatą za taniec", ZW, nr 127, s. 37.
Reasumując, redakcja "Zawsze Wierni" piórami reprezentatywnych dla Bractwa św. Piusa X autorów jak: bp Bernard Fellay (przełożony generalny FSSPX), bp Tissier de Mallerais (sekretarz generalny FSSPX), ks. Karl Stehlin (przełożony dystryktu środkowo-europejskiego FSSPX), ks. Franz Schmidberger (przełożony FSSPX w l. 1982 – 1994), ks. Peter Scott (wieloletni przełożony dystryktu FSSPX na Stany Zjednoczone), ks. Jakub Emily (przełożony dystryktu FSSPX na Wielką Brytanię – d0 2003 roku) oraz innych księży i sióstr zakonnych, twierdzi, iż:
- nie wolno czynić najmniejszego grzechu, nawet, gdyby za jego pomocą można było uratować cały świat
- muzyka rockowa jest zła, należy definitywnie do obozu szatana i jest czymś, do należy wyrzucić z domu
- kasety zespołów w rodzaju AC/DC stanową doskonały przykład tego, co nie powinno znajdować się w tradycyjnie katolickich domach
- telewizja stanowi bliską okazję do grzechu, która winna być wyrzucona i całkowicie wyeliminowana z życia rodzinnego
- wspólne kąpiele mężczyzn i kobiet są zwyczajem godnym potępienia
- wszystkie, bez wyjątku, współczesne stroje kąpielowe kobiet i mężczyzn są nieprzyzwoite i bezwstydne
- dziewczęta nie powinny uczestniczyć w publicznych pokazach sportowych- niewiasty powinny ubierać się w sukienki lub spódnice, które zakrywają ich kolana (również wówczas, gdy siedzą), ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu (z zastrzeżeniem, że niekiedy mogą być tolerowane rękawy sięgające połowy ramienia)
- prawdziwie skromny strój niewieści nie tylko zakrywa wymienione wyżej części ciała, ale także nie podkreśla ich przez krój, etc.
- mężczyźni nie powinni nosić koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową, a także koszulek siatkowych
- w zwyczajnych okolicznościach mężczyźni powinni nosić długie spodnie, nie zaś szorty
- Kościół naucza, iż tańce stanowią okazję do grzechu, są niebezpieczne, a wielu swych nowoczesnych formach z całą pewnością są grzeszne.
Wniosek wydaje się być jeden: moralność promowana przez "Zawsze Wierni", biskupa Bernarda Fellaya i innych reprezentatywnych księży Bractwa św. Piusa X jest: "surowa", "rygorystyczna" i "brawarystyczna". A mówiąc językiem otwartych wrogów tejże moralności: "jansenistyczna", "purytańska" i "kalwinistyczna".
Odsłon: 935 Komentarzy: 21
Sunday,13 December 2009,16:47
Kategoria: Kultura Sunday, 13 December 2009, 16:47
Chyba zawsze, gdy próbowałem dowieść zła tkwiącego w publicznych i zawodowych walkach bokserskich (a także sportach typu MMA) pojawiały się w ich obronie następujące argumenty:
- pięściarze walczą z własnej woli i nie są do tego przymuszani
- więcej ludzi ginie w wypadkach samochodowych niż na ringach bokserskich ( a więc konsekwentnie rzecz biorąc należałoby uznać za zło jeżdzenie samochodem)
- w czasie zawodowych walk bokserskich obowiązują określone reguły, które mają znacznie zmniejszać ryzyko odniesienia przez walczących poważnych obrażeń (np. zakaz uderzania leżącego, bicia poniżej pasa, używanie ochraniaczy na zęby, etc.)
- pięściarze często na ringu okazują sobie szacunek.
Choć na wszystkie z wymienionych już wyżej argumentów niejednokrotnie odpowiadałem, tym razem pozwolę sobie zapytać się ich autorów, czy są gotowi udzielić moralnego poparcia tzw. ustawkom? Słabiej zorientowanym już tłumaczę, iż ustawki są to z góry aranżowane bójki pomiędzy stadionowymi kibicami wrogich sobie drużyn. Dlaczego pytam się o stosunek obronców zawodowego boksu do kibicowskich ustawek? A to dlatego, że tak naprawdę, pomiędzy publicznym boksem zawodowym, a "ustawkami" jest niemało rzucających się w oczy podobieństw. Wymieńmy te najważniejsze:
- ich uczestnicy walczą nieprzymuszeni i z własnej woli (nie są w to też zaangażowane osoby trzecie, gdyż walki te organizowane są w ustronnych miejscach)
- o wiele więcej ludzi ginie w wypadkach samochodowych niż w wyniku kibicowskich ustawek (nie wiem, czy w Polsce choćby jeden kibic umarł w skutek tego rodzaju walk – owszem, co innego starcia na stadionach czy postadionowe utarczki kibiców z policją, w których odnotowywano już ofiary śmiertelne, jednakże nie słyszałem jeszcze ani o jednym wypadku śmiertelnym tzw. ustawek)
- w czasie kibicowskich ustawek obowiązują określone reguły (nie wolno atakować leżącego, często w trakcie walki używa się jedynie pięści i nóg, czasami ich uczestnicy zakładają ochraniacze na zęby, nad przebiegiem walki czuwają tzw. arbitrzy, których zadaniem jest pilnowanie, by ustalone zasady nie były łamane)
- uczestnicy ustawek zazwyczaj okazują sobie wzajemny szacunek (na jednym z filmików pokazujących te starcia słyszymy np. następującej treści deklarację: Szacunek wam za to, że przyjęliście wyzwanie do walki).
Skoro więc istnieje tyle podobieństw pomiędzy zawodowym boksem, a kibicowskimi ustawkami, zaś różnice pomiędzy nimi dadzą się zakwalifikować do zupełnie pobocznych aspektów (no może poza faktem, iż kibice biją się pomiędzy sobą za darmo, a pięściarze nieraz inkasują za to grube pieniądze), to z jakiej racji mamy bronić i wychwalać pierwsze, a potępiać drugie? Co niby ma sprawiać, iż zawodowy boks jest "pięknym sportem" a ustawki "zdziczeniem" i "barbarzyństwem"?

Piękny sport?

Zdziczenie?
Odsłon: 2628 Komentarzy: 30
Saturday,12 September 2009,23:24
Kategoria: Kultura Saturday, 12 September 2009, 23:24
"Jego głowa stała się zapłatą za taniec"
Taki napis kazał umieścić w kaplicy św. Jana Chrzciciela proboszcz parafii Ars, ks. Jan Maria Vianney. Ten proboszcz dziesięć lat walczył z tańcami w swojej parafii. Wytrwała, uparta walka o dobra duchowe przyniosła wreszcie owoce. Trud się opłacił. Czy dzisiaj warto to poruszać? Kto dziś mówi o złu pochodzącym z tańca? Dzisiejsi duszpasterze wcale nie poruszają tego tematu ani w kazaniach, ani w katechezach. Jeśli coś się mówi na ten temat, to najbardziej twarde słowa mogłyby brzmieć następująco: "Ja wam nie zabraniam tańczyć, to nic złego, jednak uważam, że tańce w piątki są niewłaściwe, bo to dzień męki Pana Jezusa". Ale w tym zdaniu jest tylko zachęta do powstrzymywania się w piątki, jako dniu męki Pańskiej, od rozrywki, tak jak powstrzymujemy się w ten dzień od jedzenia mięsa. Nigdy jeszcze nie słyszałem ani w rozmowach, ani w kazaniach, ani nie czytałem w gazetach, aby próbowano wskazać przynajmniej na niebezpieczeństwo tańców. Chcę więc pokazać, jaka jest nauka Kościoła w tym względzie.
Papież Benedykt XIV nazwał współczesne sobie tańce "brudną rozrywką", a "Katechizm, czyli nauka chrześcijańska" z 1785 r. podaje: "Same z siebie nakłaniają do nierządu obnażenia nieskromne, książki, malowidła nieprzystojne, komedie, bale, tańce, poufałości między osobami różnej płci, to wszystko nakłania samo z siebie do nieczystości" . Benedykt XV w "Sacra propediem" (1921) pisze o tańcach, zwłaszcza południowoamerykańskich, które wchodziły wówczas w modę, a dziś uważane są za "konserwatywne": "jedne gorsze są od drugich, i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości". Pius XI zaś w "Ubi arcano" (1922) opłakuje "wielki zanik skromności w ubiorach, przede wszystkim zaś w tańcach".
A co na ten temat mówią święci? Św. bp. Sebastian Pelczar: "Tańce dzisiejsze, według słów św. Franciszka Salezego, mają nachylenie ku złemu, ze względu na sposób, w jaki się odbywają. Wskutek tego dla niejednej młodej i nieostrożnej duszy mogą się stać niebezpieczne. Dlatego wszyscy nauczyciele życia duchowego zakazują tańców nieskromnych lub namiętnych, bo są one <biesiadą diabelską> (św. Efrem), <trumną niewinności i grobem wstydliwości> (św. Ambroży. A znowu św. Pius z Pietlerciny, podobnie jak św. Jan Vianney, przy spowiedzi ostro traktował uczestników tańca. Pewnej penitentce tłumaczył: "Ty możesz być pewna swoich uczuć, a nie uczuć innych. Ja nie potępiam tańca jako takiego, lecz upieram się i utrzymuję, że jest on niebezpieczeństwem grzechu". Św. Alfons Liguori zaś ostrzega: "Ojcowie nie pozwalajcie swym dzieciom uczęszczać na tańce".
W Piśmie św. jest nieraz mowa o tańcach i nie zawsze ten taniec jest ganiony, jednak taniec z Biblii to nie nasz taniec, w którym mężczyzna obejmuje i przytula kobietę. Nowoczesny taniec to zabawa, która prowadzi do zmysłowej przyjemności – jakże często przyjemności niedozwolonej, a więc do grzechu, choćby tylko lekkiego. Z tańcem związana jest również nagość, czyli strój, który bardziej odkrywa niż przykrywa. Za moich młodych lat tyle nagości nie było, co teraz. Teraz więc sprawa jest jeszcze ostrzejsza niż kiedyś.
Chcę niejako poświadczyć, że to, co piszę jest prawdą, przywołując osobiste doświadczenie. Kiedy byłem młody, nikt mi nie tłumaczył, tak jak ja się staram wytłumaczyć swoim czytelnikom, że taniec może być nawet grzeszny, nikt nie napomknął ani nawet jednym słówkiem, że może to być coś niewłaściwego – wszyscy tańczyli i ja też tańczyłem. W tańcu czułem przyjemność płynącą z fizycznej bliskości drugiej osoby. To było niby niedozwolone, ale jednak dozwolone, no bo przyjęte przez ogół. Wolałem się wtedy nad tym nie zastanawiać, nie dochodzić samemu do jakichś wniosków, aby nie musieć się rozstawać z tą dozwoloną-niedozwoloną przyjemnością. Taki jest człowiek, Niestety, taki byłem, zanim zrozumiałem, jak jest wola Boża wobec mnie. Takimi byli też moi koledzy. Chciałoby się i Bogu podobać, i ludziom, i coś jeszcze przyjemnego mieć dla siebie. Tak człowiek wierzący, dziecko Boże, nie może postępować! Człowiek, poznawszy jaka jest wola Boża, powinien za nią pójść, bez względu na to, czy się to komuś podoba czy nie.
Może ten list wywoła jakieś poruszenie wśród wiernych, bo przecież nikt nigdy tego nie głosił, a tu ksiądz sobie coś wymyślił. Ale przecież ja nic nie wymyśliłem, przyznałem się nawet, że w przeszłości byłem taki sam. Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a wieli "nowoczesnych" formach z całą pewnością są grzeszne. A więc podpowiadam, jak na postępować człowiek, który wierzy i ufa Bogu.
Ks. Edward Wesołek, FSSPX, "Zawsze Wierni", grudzień 2009, s. 36 – 37.
Odsłon: 776 Komentarzy: 24
