Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Do diabła z tym piekłem! 3

Kategoria: Religia Thursday, 10 June 2010, 03:28

Po uzasadnieniu dlaczego piekło jest rzeczywiste i realne, po przypomnieniu co sam Jezus w Ewangeliach, oraz święci i mistycy uczą nas o nim, czas ustosunkować się do niektórych zarzutów osób, którym nie podobało się to, co napisałem i co dla mnie jest tak oczywiste. Zacznę od uwag pana Marka Błaszkowskiego, bo on był przyczyną dla której w ogóle zająłem się "Problemem piekła".

 

Komentując jedną z moich wcześniejszych notek pan Marek napisał:

"1.Zwracałem uwagę, że narracja biblijna idzie równolegle dwutorowo. Z jednej strony mamy szereg zapewnień Boga (także w Osobie Jezusa) o pragnieniu Zbawienia WSZYSTKICH. Cytowałem kilka stosownych fragmentów. Jeśli Pan sobie życzy, przygotuję ich więcej."

2.Równolegle z zapewnienieniami o Bożym pragnieniu zbawienia wszystkich występują liczne ostrzeżenia o "strasznym Dniu Sądu Pańskiego" i zagładzie bezbożnych.

Zgadzam się z tym stwierdzeniem całkowicie. Jednak "pragnienie zbawienia wszystkich", a "zbawienie wszystkich" to są zupełnie różne rzeczy. Nie ma więc, moim zdaniem, żadnej "dwutorowości" w Biblii, w sensie sprzecznych idei, sprzecznych przesłań. Jezus nie jest schizofrenikiem, nie straszy nas piekłem, by za moment nam sugerować, że wszyscy będą zbawieni. Wersety Biblii nie są nigdy sprzeczne, ani też nie jest tak, że jedne są ważniejsze od innych. Wszystkie są Słowem Bożym i musimy je rozumieć w ich wzajemnych relacjach. One się uzupełniają, a nie wykluczają.

 

Ofiara Jezusa jest wystarczająca dla każdego człowieka. Celem tej Ofiary było umożliwienie zbawienia każdemu człowiekowi. Nie jesteśmy kalwinistami, którzy uważają, że Bóg przeznaczył niektórych do wiecznego potępienia. Takie rozumienie chrześcijaństwa rzeczywiście nie jest do pogodzenia z naszą wiedzą o Bogu, który jest Miłością. Jednak nie możemy zapominać, że prawdziwa miłość zawsze jest wolna.

 

Gdy młody chłopak pokocha jakąś dziewczynę, stara się zdobyć jej serce. Kupuje kwiaty, czekoladki, "bajeruje", ubiera czystą koszulę i nawet myje uszy i zęby. Robi wszystko co mu przychodzi do głowy, by tylko sprawić, że ona zacznie spoglądać na niego przychylnym okiem. Ale gdy nie osiągnie sukcesu, to gdy kocha naprawdę, zaczyna pisać żałosne i najprawdopodobniej bardzo kiczowate wiersze, traci apetyt, sen i zdrowy rozsądek,  opowiada wszystkim jaki to on jest nieszczęśliwy, czy wręcz, niczym młody, cierpiący Werter, być może nawet usiłuje się zabić.  Nie pochwalając takiej egzaltacji jesteśmy w stanie zrozumieć to zachowanie. Jesteśmy gotowi współczuć z nieszczęśliwie zakochanym.

 

Załóżmy jednak, że ten nieszczęśliwie zakochany człowiek zamiast starać się o względy ukochanej osoby porwie ją, uwięzi i przemocą uczyni z niej niewolnicę-kochankę, gwałcąc jej wolność i wybór wbrew  jej woli. Co wtedy? Zgodzimy się chyba wszyscy, że taki czyn udowadnia z pełną jaskrawością, że on jej wcale nie kochał. Kochał tylko siebie, a w stosunku do dziewczyny odczuwał jedynie żądze.

 

Jednak gdy spojrzymy na naszą rzeczywistość bez piekła, gdy założymy, że Bóg stworzył Świat, w którym wszyscy kończymy w Niebie, to Świat taki znacznie bardziej przypomina ten drugi scenariusz. Bóg okazuje się potworem, który najpierw straszy nas piekłem, sugeruje, że musimy spełnić wiele bardzo trudnych warunków, by osiągnąć zbawienie,  poprzez prywatne objawienia daje nam osobiście i poprzez swą Matkę wizje ukazujące dusze potępionych ludzi w piekle, a potem nam mówi: "A kuku, piekła nie ma, musicie wszyscy być ze mną szczęśliwi w Raju".

 

Dla mnie jest to tak nielogiczna idea, głupia wręcz, że naprawdę uważam, że trzeba mieć co najmniej habilitację z teologii by uwierzyć w taki scenariusz. I nazwać to na dodatek wynikiem Bożego Miłosierdzia.  Gdzie tu jest Miłosierdzie Boże? Ja go naprawdę nie potrafię dostrzec.

 

Bóg stworzył wiele istot które nigdy nie pójdą do piekła. Niezależnie od tego co zrobią, piekło im nie grozi. Jedna z takich istot merda koło mnie ogonem. Ma na imię Misiek, jest miniaturowym, przemiłym pudelkiem i od czternastu lat  każdego dnia wielbi Boga całym swoim maleńkim jestestwem. Robi to, bo nie ma wyjścia. Bo jest zwierzęciem, które nie potrafi podejmować moralnych wyborów. Nie można więc o nim powiedzieć, że zrobił coś złego, czy dobrego. Robi tylko to, co mu instynkt zgodny z jego naturą nakazuje.

 

Zwolennicy naszej rzeczywistości bez piekła redukują nas do poziomu zwierząt, a Boga do okrutnika, który dał nam jedynie  iluzję jakiś wyborów, postraszył, nakazał spełniać całą masę rzeczy które nie mają żadnego znaczenia, by w końcu i tak wszystkich umieścić w tym samym miejscu. Czy tego chcą, czy nie. Ale po co? Dlaczego?  czy Boga, ich zdaniem, bawi takie naigrawanie się ze swych stworzeń? Czy jesteśmy igraszką, zabawką w rękach Boga, ku Jego rozrywce? Czy raczej Bóg kocha nas prawdziwie, dając nam wolność wyboru do końca? Także możliwość odrzucenia Go, ze wszelkimi konsekwencjami takiej decyzji.

 

Bóg rzeczywiście pragnie zbawienia każdego człowieka. Każdemu też daje wystarczająco wiele łask, by on  to zbawienie osiągnął. Co więcej, Bóg dał nam Kościół, który sprawia, że to wcale nie jest trudne. Poprzez sakramenty i poprzez naukę Kościoła, która nie zawiera żadnych błędów, osiągnięcie zbawienia jest łatwiejsze niż ukończenie wydziału prawa na przeciętnym uniwersytecie. Wystarczy tę  naukę poznać i według niej postępować. Problem polega jednak na tym, że my często wiemy lepiej…

 

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas:

633. […] Jezus nie zstąpił do piekieł,by wyzwolić potępionych, ani żeby zniszczyć piekło potępionych, ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy Go poprzedzili.

 

1033. […] Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem „piekło".

 

1035 Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny". Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.

Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego:

213. Jak pogodzić istnienie piekła z nieskończoną dobrocią Boga? Bóg, który chce „wszystkich doprowadzić do nawrócenia" (2 P 3,9), stworzywszy jednakże człowieka jako istotę wolną i odpowiedzialną, respektuje jego wybory. Dlatego to sam człowiek, w pełnej wolności, wyłącza się dobrowolnie ze wspólnoty z Bogiem, jeśli aż do momentu własnej śmierci trwa w grzechu śmiertelnym, odrzucając miłosierną miłość Boga.

Pan Błaszkowski:

3) Biblia nie opisuje natomist piekła jako miejsca wieczystego znęcania się na grzesznikami (w przeciwieństwie do barwnych opisów polewania wrzątkiem, które zawiera Koran). Biblia mówi o ZAGŁADZIE bezbożnych,a nie o znęcaniu się. Stwierdzenie o mękach wieczystych występuje bodajże dwa razy. Raz w cytacie, który Pan przywołał, a drugi raz w cytacie dotyczącym wyłącznie szatana i jego aniołów.

Pozwolę sobie niezgodzić się z taką opinią. W poprzednich notkach podawałem już przykłady wersetów ukazujących nam piekło jako miejsce, które będzie trwało wiecznie. Przypomnę je poniżej. Zgadzam się natomiast, że nie jest to miejsce "znęcania się" nad kimkolwiek. Ani Kościół, ani Biblia ani ja nie twierdziliśmy nigdy i nigdzie, że Bóg "znęca się" nad kimkolwiek, czy to w piekle, czy też w innym miejscu. Jedynie gdybyśmy przyjęli, że piekła rzeczywiście nie ma, albo, że jest puste, albo, że za jakiś czas przestanie istnieć, to moglibyśmy uznać, że Bóg się nad nami znęca, okrutnie się z nas naigrywając i kpiąc sobie z nas.

Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3, 12)

 

Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. (Mt 18, 8)

 

Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. (Mk 9, 43)

 

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! […] Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25, 41, 45-46)

 

Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne. (Ga 6, 7-8)

Poza tym… jakie znaczenie ma to, czy Biblia wspomina o czymś raz, czy sto razy? Każde słowo Jezusa jest Słowem Bożym i On naprawdę nie musi niczego powtarzać w nieskończoność. Możemy Mu zaufać nawet wtedy, gdy powie coś jeden, jedyny raz.

(CDN)

Odsłon: 515 Komentarzy: 5


Do diabła z tym piekłem! 2

Kategoria: Religia Saturday, 10 April 2010, 02:49

Clinton umarł i stanął u bram Nieba. Wyszedł święty Piotr i pyta go dlaczego sądzi on, że powinien uniknąć kary piekła. -Cóż, -odpowiada nasz były prezydent, a z wykształcenia prawnik. -Co prawda miałem w ustach zapalonego skręta z marihuaną, ale nie można tego nazwać paleniem marihuany, bo się nie zaciągałem. Miałem przygodę z pewną stażystką, ale nie można tego nazwać cudzołóstwem, bo nasze zabawy nie były tym, co można by zdefiniować jako stosunek seksualny. Poza tym byłem oskarżany o krzywoprzysięstwo, ale nie można tego nazwać mówieniem fałszywego świadectwa, gdyż z prawnego punktu widzenia nie skłamałem wcale. Nie widzę zatem powodu, bym był posłany do piekła.

Święty Piotr pomyślał, skonsultował się z Sędzią, zajrzał do Księgi Życia i ogłosił wyrok:

-Panie prezydencie, poślemy pana do bardzo gorącego miejsca, ale nie nazwiemy tego ogniem. Będzie to miejsce cierpienia, płaczu i zgrzytania zębami, ale nie nazwiemy tego piekłem. Spędzi pan tam bardzo długi okres czasu, tak długi, że nigdy się nie kończący, ale nie nazwiemy tego wiecznością."

 

Nasze poglądy na wiele spraw kształtują inni ludzie. Rodzice, nauczyciele, przyjaciele. Zapewne jest to także prawdziwe w naszym rozumieniu chrześcijaństwa, nauki Kościoła Katolickiego. Teolodzy nie zawsze się ze sobą zgadzają i nie musi to być złą rzeczą. Jednak gdy ich teorie zaczynają przeczyć wyraźnemu przekazowi Biblii, to zaczyna się problem.

 

Nawet najwybitniejsi z teologów nie są nieomylni. Błędy popełniali i św. Augustyn i święty Tomasz Akwinata. Nikt z ludzi nie jest nieomylny. Nieomylny jest tylko Kościół. Nie zmienia to w niczym faktu, że każdy z nas ma jakiś ulubionych teologów i jakieś ulubione teorie.

 

Faktem jest, że wśród teologów toczy się aktualnie debata, w której niektórzy, nawet "wybitni" (cokolwiek by to nie oznaczało) stwierdzają: "OK, może rzeczywiście piekło istnieje, ale… nikt tam nie MUSI być… Czyż nie mamy nadziei, że w końcu WSZYSCY będziemy zbawieni?" Ale ja nie mam odwagi mieć takiej nadziei. Dlaczego? Bo nie ma niczego w Słowie Bożym, co prowadziłoby nas do takiego wniosku.

 

Gdybyśmy uznali to za prawdopodobną hipotezę, to te słowa Jezusa o Judaszu nie miałyby żadnego sensu:

Biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. (Mt 26, 24b)

Jeżeli nie ma piekła, lub piekło będzie puste, to Judasza czeka wieczne i niewyobrażalne wprost  szczęście, a słowa Jezusa są … czy ja wiem? Kłamstwem? Kpiną z nas? Niesmacznym żartem?  Ale nie sądzę, by tak było. Sądzę, że słowa Jezusa są Prawdą i choć Kościół nigdy nie ogłosił, że Judasz, lub ktokolwiek inny został potępiony, to jednak nie zmienia to w niczym faktu, że słowa zawsze coś znaczą, a słowa Jezusa znaczą szczególnie dużo.

 

Jezus ustanowił Kościół, by głosił On Dobrą Nowinę. Nie jest zadaniem Kościoła ogłaszanie listy potępionych. Nie Kościół sądzi ludzi, Sędzią jest tylko Bóg. Zatem z ciszy Kościoła na temat miejsca przebywania Judasza, czy innych, nie wolno nam wyciągać wniosku, że piekło jest puste. Natomiast ze słów Jezusa, który jest Sędzią i który osądził także Judasza możemy wyciągnąć pewne wnioski i wnioski te wcale nie sugerują jakoby piekło było puste, lub by w ogóle nie istniało.

 

Przypatrzmy się innym wersetom Biblii. Posłuchajmy, czego tak naprawdę Jezus naucza. Czego naucza Jezus, nie "wybitni teologowie":

Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3, 12)

 

Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. (Mt 5, 20)

 

A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5, 22)

 

Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. (Mt 5, 29)

 

Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień. (Mt 6, 15)

 

Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (Mt 7, 13)

 

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. (Mt 7, 15-19)

 

Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! (Mt 7, 22, 23)

 

Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10, 22)

 

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (Mt 10, 34-39)

 

Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie. (Mt 11, 21-24)

 

Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. (Mt 12, 31-32)

 

Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony. (Mt 12, 34-37)

 

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.[…]  I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem. (Mt 12, 41-42, 45b)

 

On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 13, 37-42)

 

Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 13, 47-50)

 

Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle? (Mt 23, 33)

 

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: Mój pan się ociąga, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe go ćwiartować i z obłudnikami wyznaczy mu miejsce. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 24, 48-51)

 

Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25, 45-46)

To tylko przykłady z jednej Ewangelii.  Przykładów można by przytoczyć znacznie więcej. Od pozostałych Ewangelii, przez Listy Pawłowe po Apokalipsę. Biblia jednoznacznie uczy o istnieniu piekła które nigdy nie przestanie istnieć.

 

Takie słowa, jak "ogień nieugaszony", "kara piekła ognistego", "Ojciec wasz nie przebaczy wam", "wielu jest takich, którzy idą drogą prowadzącą do zguby", "Będzie wycięte i w ogień wrzucone", "kto chce znaleźć swe życie straci je", "Aż do otchłani zejdziesz", "nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym", "na podstawie słów twoich będziesz potępiony", "wrzucą ich w piec rozpalony", czy "pójdą ci na mękę wieczną" coś znaczą. Nie trzeba być prawnikiem,  by to zrozumieć.

 

A może po prostu nie można być prawnikiem? Może trzeba stać się jak dziecko, by zrozumieć takie, wydawałoby się, oczywiste prawdy? Bo z prawnikami bywa różnie. Najlepszym przykładem tego jest nasz były prezydent. W sądzie czasem wiele zależy od tego, jaka jest definicja słowa "jest". Ale u Boga nie pomoże nam żaden prawny kruczek. Nauka Biblii jest tu niezwykle klarowna. I choć są w Niej wersety trudne do zrozumienia, to tutaj można by powtórzyć za Markiem Twainem: "To nie te rzeczy w Biblii których nie rozumiem wprawiają mnie w zakłopotanie, lecz te, które rozumiem doskonale".

Odsłon: 796 Komentarzy: 13


Do diabła z tym piekłem! 1

Kategoria: Religia Wednesday, 10 March 2010, 21:35

Moja ostatnia notka o piekle, sprowokowana tekstem pana Marka Błaszkowskiego, była częścią cyklu w którym moją ambicją jest przybliżenie, czy też przypomnienie „katolickich wersetów” w Biblii. Jednak sam temat wywołał tak burzliwą dyskusję na Frondzie i w Salonie24, że dobrze byłoby napisać coś więcej na ten temat.

 

Ja wierzę w istnienie piekła, wierzę, że jest ono wieczne i uważam, że jest tam wiele dusz. Nie dlatego, że tak bym chciał. Wręcz przeciwnie. Wiele bym dał za to, by tak nie było. Uważam tak, bo jestem przekonany że to jest prawda.

 

Wierzę w istnienie piekła bo nauczał o nim sam Pan Jezus, apostołowie, a po nich biskupi i cały Kościół przez wszystkie wieki. Ale wierzę także dlatego, że jest to bardzo logiczna nauka, jeżeli tylko się naprawdę rozumie czym ono jest.  Gdy to zrozumiemy, staje się oczywiste dlaczego nie jest to sprzeczne z naszą wiedzą o Bogu, który jest Miłością.

 

Piekło jest rezultatem istnienia trzech rzeczy: Boga, nas i kudłatego.  Jest rezultatem istnienia nie tylko Bożej Sprawiedliwości, Mocy i Mądrości ale także, a może nawet przede wszystkim, jak uczył święty Tomasz, Bożego Miłosierdzia.

 

Jeżeli odrzucimy Bożą Miłość, to co nam zostaje? Bóg jest Miłością, więc odrzucając miłość tak naprawdę odrzucamy samego Boga. Kim jednak jest nasz Bóg? List do Hebrajczyków uczy:  „Bóg nasz bowiem jest ogniem pochłaniającym” (Hbr 12,29)

 

Ogień może grzać i może parzyć. Może dawać życie i może je zabierać. Gdy sami staniemy się miłością, zjednoczymy się z Ogniem Miłości Bożej. Gdy tę Miłość odrzucimy, będzie ona nas potwornie parzyć. Także w piekle, bo przed Bożą Miłością nie ma ucieczki.

 

To tu, na ziemi, sami już żyjemy w niebie, albo w piekle. To tu dokonujemy swych wyborów. I tu znajdujemy odpowiedź na wszystko, ukrytą w znakach, ukrytą, lecz widoczną dla tych, którzy mają oczy. My sami, w zależności od okoliczności, w różny sposób odczuwamy te same gesty. Gdy nas ukochana osoba przytula i całuje, a my czujemy w stosunku do niej to samo uczucie miłości, to gesty jej powodują, że jesteśmy „w siódmym niebie”. Jednak gdy jesteśmy na nią źli, obrażeni, gdy nas czymś poirytowała i wkurzyła, jej karesy są nam obrzydliwe i wstrętne. Pomnóżmy to przez nieskończoność i otrzymamy ekstazę Nieba, albo  piekielne męki.

 

To my sami wybieramy piekło. Jeżeli to zrobimy, my sami będziemy je nienawidzić, będziemy nienawidzić siebie za ten wybór, nienawidzić szatana i inne osoby z nami się tam znajdujące, ale jeszcze bardziej będziemy nienawidzić Boga. Tak, jak nienawidzimy to uczucie, którego doświadczamy, gdy nas ukochana, lecz chwilowo znienawidzona osoba chce przytulić, równocześnie nienawidząc  jeszcze bardziej ideę pogodzenia się z nią w tym akurat momencie.

 

Jak to kiedyś napisał CS Lewis, piekło jest zamknięte od środka. Męki piekielne nie są czymś, co Bóg narzuca komukolwiek. Męki piekielne to coś, co jest w nas. To odrzucenie Boga jest tym bólem. Tak, jak w kłótni małżeńskiej bólem jest to, że odrzuciliśmy miłość kochającej nas osoby. Lecz w małżeństwie chmury w końcu się rozwieją i pogodne dni powrócą. Po śmierci już takiej szansy nie mamy. W momencie śmierci, w dniu sądu, ziemski czas przestaje płynąć.  Nasz wybór staje się zdeterminowany na całą wieczność.

 

Dzieci, gdy zostaną przyłapane na jakimś wykroczeniu, mówią, że im przykro, ale czasem jest im przykro nie dlatego, że sprawili rodzicom ból, ale dlatego, że zostały przyłapane. Czasem bywają wręcz sarkastyczne. „Przepraszam, że zjadłam tę czekoladę. Już nigdy nie wezmę czekolady do ust” odpowiada córeczka z przekąsem i tym znaczącym spojrzeniem w stronę tyrana taty, który się czepia o niewinną tabliczkę mlecznej z orzechami piętnaście minut przed obiadem.

 

Znowu pomnóżmy to o nieskończoność i będziemy mieli „potępione dusze”. Potępione przez nie same.  I jasne, że nie o czekoladę tu chodzi. Jednak grzesznik, który się nie nawrócił, jest jak takie dziecko. Obraziwszy Boga, gdy w dniu Sądu zostaje mu to objawione, obrażony mówi” „Fine!”  Na złość mamie odmrożę sobie uszy. Na złość Bogu odejdę w wieczyste męki.

 

Pan Błaszkowski, mówiąc w skrócie, starał się przedstawić pogląd, czy spekulację teologiczną mówiącą, że piekło w ostateczności będzie puste. By nie być posądzonym o przekłamanie jego stanowiska zapraszam na jego blog, do tekstów „Kto się będzie smażył w piekle” i Miłość ze strachu przed piekłem? Ja tu jedynie postaram się odpowiedzieć na niektóre stwierdzenia pana Błaszkowskiego, zawarte w jego notkach i w komentarzach pod moim ostatnim postem.

 

Zanim jednak nawiążę do jego słów, chciałbym najpierw powrócić do Biblii. W mojej poprzedniej notce starałem się jedynie przedstawić te wersety, które mówią o „ogniu piekielnym”. Wersety, które pokazują piekło jako miejsce mąk, cierpień. Jednak nie są to jedyne wersety wspominające to miejsce. Co dziwniejsze dla wielu osób, to właśnie sam Jezus wspomina często o piekle. Miłosierny Jezus mówi o piekle więcej razy, niż cała Biblia, wszystkie Księgi, cały ten „okrutny” Stary Testament razem wzięty. Zanim jednak powrócę do Biblii, przypomnę co mistycy i wizjonerzy nam przekazali o piekle. Wspomnę tylko świętą Faustynę i dzieci z Fatimy.

 

Święta Faustyna, ta „sekretarka Miłosierdzia Bożego”, mistyczka, której „Dzienniczek” został skrupulatnie zbadany czy nie zawiera czegoś niezgodnego z nauką Kościoła, wspomina wielokrotnie o piekle. Oto jeden z przykładów:

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Być może najbardziej wymowny jest ten opis wizji, jakiej udzielił jej w swym miłosierdziu Bóg:

Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność; widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka jest ustawiczne, towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny, i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie, jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą; piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest. Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem. (Dz 741)

Siostra Faustyna także nam przypomniała, czy raczej przekazała słowa Jezusa, który nam to przypomina, że to my sami wybieramy piekło:

Często towarzyszę duszom konającym i wypraszam im ufność w miłosierdzie Boże i błagam Boga o wielkość łaski Bożej, która zawsze zwycięża. Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo – są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże… (Dz 1698)

Pierwsza Tajemnica Fatimska to, przypomnę, wizja piekła:

„Pani nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze jakby były przezroczystymi czartami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba. Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia”

 

Powie ktoś, że te wyobrażenia to jedynie symbol tego, czym piekło jest. I z pewnością trzeba się z taką opinią zgodzić. Jednak symbol zawsze coś symbolizuje. To coś jest pewną rzeczywistością, a rzeczywistość ta nie jest wcale łagodniejsza, łatwiejsza niż wizja, jaką zobaczyła Faustyna, albo dzieci w Fatimie.

 

Oni sami przyznają, że ich opis nie jest doskonały, bo z pewnością żaden żyjący nie może w pełni zobaczyć okropności piekła. Bóg ukazując im je musiał je jakoś zobrazować, tak, jak Bóg posyłając anioła do ludzi musi go pokazać jako człowieka, albo przynajmniej jako jakąś widzialną, materialną postać. Inaczej po prostu anioł nie byłby w stanie wypełnić swej misji, bo przecież jako duch nie byłby w ogóle widzialny.

 

Zatem powtórzę jeszcze raz: Nie upieram się wcale, że ogień piekielny to coś identycznego do ognia, jaki znamy z ziemi, będącego wynikiem gwałtownego utleniania się jakiś związków węgla. Zapewne nie ma nic z ziemskim ogniem wspólnego. Ogień jest tu symbolem, ale symbolem czegoś, co w rzeczywistości jest nieporównanie gorsze od najgorszego poparzenia, czy nawet spłonięcia żywcem.

 

Podczas objawień w Fatimie, 19. sierpnia Maryja powiedziała dzieciom:

„Módlcie się, módlcie się wiele i czyńcie ofiary za grzeszników, ponieważ wiele dusz idzie do piekła, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.”

Co te słowa mogłyby oznaczać, gdyby  było ono puste? Czy Bóg posyła nam swą Matkę, by bełkotała bez sensu i znaczenia? Czy może raczej powinniśmy uwierzyć w to, co Ona nam chce przekazać?

 

Oczywiście bardzo mądrzy teologowie, mający doktoraty i habilitacje i tytuły profesorskie zaraz tu zanegują oczywiste prawdy. Powiedzą, zresztą nie bez słuszności, że to tylko prywatne objawienia i że nikt w nie nie musi wierzyć. Zgodzę się z tym. Nikt nie musi. Ale każdy musi wierzyć w Słowo Boże, w Objawienie zawarte w Biblii. Zatem ciąg dalszy tych „piekielnych rozważań” będzie powrotem do Biblii. Zrobię to jednak w kolejnej notce, bo ta i bez tego jest wystraczająco długa.

 

Odsłon: 656 Komentarzy: 6


Program do sprawdzania komentarzy na Frondzie

Kategoria: Fronda Wednesday, 10 March 2010, 18:56

Bóg zawsze stawia na naszej drodze ludzi z jakiegoś powodu. Albo potrzebują oni naszej pomocy, albo pomogą nam. Zazwyczaj zresztą ta relacja i korzyść jest obopólna. Widzę to w swym życiu cały czas. Wspaniali ludzie, od których się uczę wiedzy, wiary i miłości i wspaniali ludzie, którzy pomagają mi tę wiedzę przekazywać dalej.

 

Jak wiecie wszyscy jestem kierowcą. W mojej ciężarówce, dzięki możliwościom jakie daje dzisiejsza technika, powstała całkiem przyjemna i sympatyczna wirtualna społeczność. Grono przyjaciół z którymi podróżuję po Ameryce i razem śpiewamy, rozmawiamy, poznajemy ten piękny kraj. Jednak czytanie ekranu komputera, gdy się jedzie czterdziestotonową ciężarówką, często z szybkością przekraczającą 120 km/h nie jest rzeczą zbyt rozsądną. Nawet wtedy, gdy się ma takiego urodzinowego patrona, jak ja. Mój Anioł Stróż jest doskonałym kierowcą, ale ile razy ma mnie wyciągać z kłopotów? W końcu to ja mam patrzeć na drogę, nie on.

 

Jeden z moich "wirtualnych przyjaciół", Marcin znany u nas jako NoHumanek (on pochodzi z innej galaktyki), albo raczej już przyjaciół rzeczywistych, bo miałem przyjemność poznać go osobiście podczas ostatniego pobytu w Polsce, wymyślił bardzo pomocny dla mnie program, umożliwiający czytanie na głos wpisów na czacie na naszym forum. Mnie słychać przez włączone kamery, więc teraz mogę rozmawiać z moimi gośćmi nie zerkając na komputer.  Genialny pomysł i doskonałe wykonanie.

 

Skoro jednak NoHumanek okazał się takim geniuszem, zapytałem go, czy nie dałoby się zrobić jakiegoś programu, który sprawdzałby czy nie pojawiły się nowe komentarze na blogowisku Frondy. Co prawda myślałem, że to będzie pytanie z tych retorycznych. Nie znam się na programistyce, ale jakby to było proste, Fronda zapewne dawno by już wprowadziła jakiś system zawiadamiania o nowych komentarzach. Na razie jednak nie ma tu takiej funkcji, a ja, mając ponad dwieście notek, nie mogę ich sprawdzać sam każdego dnia. Zatem gdy ktoś przeczyta jakiś stary wpis i doda swój komentarz, nawet nie wiem po prostu o tym.

 

Okazało się jednak, że dla Marcina nie ma niemożliwych rzeczy. Parę dni później ukazała się wersja alfa programu, potem parę poprawek i mamy już betę. Cokolwiek by to miało oznaczać… W każdym razie działa. Można sprawdzać dowolnego bloga, można sprawdzać kilka. Można sprawdzać co godzinę, albo co kilkanaście godzin. Można dodać blog, który skomentowaliśmy, a gdy zakończy się tam dyskusja z naszym udziałem, możemy go usunąć z obserwowanych.

 

Program jest całkowicie darmowy, (przynajmniej tak myślę… ), ale gdyby ktoś go uznał za przydatny i pożyteczny, zawsze może się autorowi w jakiś sposób odwdzięczyć. Piszę to od siebie, on sam nawet w najdelikatniejszy sposób nie sugerował czegoś takiego, ale wiem, że poświęcił na napisanie tego programu wiele godzin swego czasu. Może zresztą sama Fronda wykorzystałaby w jakiś sposób jego umiejętności? To naprawdę talent… :-D

 

Program można pobrać na moim FORUM.  W razie pytań postaram się odpowiedzieć, albo raczej przekażę je NoHumankowi, a on odpowie. Ja sam pewnie bym nie zrozumiał pytania.  I śmiało komentujcie ten wpis, mam pewien program, ktory mnie zaraz zawiadomi o nowych komentarzach… ;-)

Odsłon: 1054 Komentarzy: 12


Ziarnko gorczycy, czyli "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj"

Kategoria: Kościół Wednesday, 10 March 2010, 07:15

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy słowa Pana Jezusa:

Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna. (Łk 17,6)

Poniższy tekst nie będzie mojego autorstwa. Jest to fragment referatu, jaki wygłosił parę tygodni temu w Częstochowie  pan Franciszek Kucharczak, znany nam wszystkim doskonały felietonista i dziennikarz z "Gościa Niedzielnego", do kapłanów. Pozwoliłem sobie zamieścić tu ten fragment, bo pokazuje on, że rzeczywiście można mieć wiarę małego dziecka. Nawet wtedy, gdy tak naprawdę takim małym dzieckiem już się nie jest. Ale to chyba właśnie jest ten problem… Boimy się pozostać małymi dziećmi i zaufać do końca Bogu.

Niech ksiądz będzie niedzisiejszy

 

Kiedyś, na prośbę jednego z przyjaciół księży, spotkałem się z młodzieżą jego parafii. Opowiedziałem im wtedy zdarzenie ze swojej młodości. To było jeszcze „w stanie powojennym”, gdy zawartość sklepów ograniczała się do pustych półek i naburmuszonych ekspedientek. Mama posłała mnie wtedy po chleb do sklepu piekarniczego. Gdy wszedłem, zobaczyłem kolejkę – w języku zomowców – „na dwa magazynki”. Czyli dużo. A chleba było mniej niż ludzi. No to myślę – co tu będę stał. I już chciałem wyjść, gdy tknęła mnie myśl, że przecież codziennie mówię „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Uderzyło mnie to „dzisiaj”. I że chodzi o ten konkretny, „powszedni” chleb, a nie o jakąś metaforę chleba. Nabrałem głębokiego przekonania, nieomal pewności, że dla mnie chleb będzie. Więc stoję w tym sklepie. Ludzi ubywa, chleba jeszcze bardziej. W pewnym momencie stało się to, co się stać musiało. „Nie ma już chleba” – mówi ekspedientka. Ludzie w tył zwrot i wychodzą. A ja, choć byłem wtedy bardzo nieśmiały, stoję jak kołek w tym sklepie. Mało tego, podchodzę do lady. Gdy oparłem się o jej krawędź, zobaczyłem na dolnej półce dorodny chleb. – Ten chleb to pewnie przez kogoś zamówiony? – zapytałem z bijącym sercem. – Nie, może pan wziąć – powiedziała ekspedientka. – Był pęknięty, to odłożyłam – wyjaśniła.

Jakimi drogami szły myśli tej kobiety? Przecież każdy z klientów wziąłby ten chleb.

 

Ja tam zresztą żadnego pęknięcia nie widziałem, smakował wyjątkowo dobrze. Pytanie, czemu tamci ludzie nie wyszli, jak ja, z chlebem? Przecież też pewnie w większości odmawiali „Ojcze nasz”. Myślę jednak, że im do głowy nie przyszło wziąć Jezusa za słowo. Nie pomyśleli, jak dalece prawdą jest wezwanie: „szukajcie najpierw Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane”.

 

Po spotkaniu z tą młodzieżą ksiądz podszedł do mnie i powiedział: „Wiesz, tak sobie pomyślałem, że może i w sprawie tego dachu to się Bóg zatroszczy”. Bo wcześniej martwił się o remont dachu na kościele. Ale dlaczego sam na to nie wpadł? Jak to jest możliwe, że ludzie przyznający się do Chrystusa, tak bardzo chcą sobie sami ze wszystkim poradzić? I to w sprawach, które są najmniej istotne.

 

Nie po to Księża oddawali swoje życie Bogu, żeby rozmieniać się na drobne. Gdy ludzkie dusze wyją o pomoc, trzeba iść do konfesjonału, a nie na dach. Ktoś powie, że dach też trzeba zrobić. Zrobi się. Kto zaufa, temu ludzie zrobią. A jak nie, to i anioł – byle zaufanie było wielkie. Św. Jan Vianney założył szkołę dla ubogich dziewczyn. Nazwał ją „Dom Opatrzności”. Jak nazwał, tak było – dziewczyny zawsze miały co jeść. Była tam beczka z mąką, która jakoś nigdy się nie wyczerpywała – zupełnie jak u Eliasza. Nic dziwnego – bo z Eliaszem to też prawda.

 

Ten ksiądz, o którym mówiłem, dzwonił potem do mnie ucieszony: „Robota poszła błyskawicznie. To były jedyne dni, gdy nie padało. A potem zaraz zaczęło padać”.

 

Franciszek Kucharczak

Częstochowa 14 września 2010 r.

Cały referat można przeczytać na moim Forum. Zapraszam każdego, ale szczególnie  kapłanów. Młodych stażem i młodych duchem i w ogóle wszystkich. I serdecznie dziękuję panu Kucharczakowi, że zgodził się, bym przedrukował ten kapitalny tekst.

Odsłon: 646 Komentarzy: 9


A gdzie "TO" jest w Biblii? Piekło

Kategoria: Religia Sunday, 10 January 2010, 07:57

Pan Marek Błaszkowski na swym blogu napisał niedawno: "Biblia nie zawiera opisu piekła. Śmierć jest przedstawiana jako stan niebytu, otchłań, Szeol, w którym nie ma myśli, ani pamięci."

 

Cóż, pan Błaszkowski ma dość dziwne poglądy na wiele rzeczy i to jest jego sprawa. Jednak wiara istnienie piekła nie jest opcją w wierzeniach chrześcijan. Jest to dogmat wiary i Biblia naucza tego w sposób jednoznaczny:

Teraz powstanę – mówi Pan – teraz się podniosę, teraz stanę wysoko. Poczniecie siano, zrodzicie słomę, me tchnienie jak ogień was pożre. Staną się ludy wypalonym wapnem, jak ścięte ciernie w ogniu spłoną. Słuchajcie, najdalsi, co uczyniłem, poznajcie, najbliżsi, mą siłę! Grzesznicy na Syjonie się zlękli, bezbożnych chwyciło drżenie: Kto z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu? Kto z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni?  (Iz 33, 10-14)

Wbrew temu co się powszechnie uważa, to Nowy Testament i sam Jezus w sposób wyraźny i jednoznaczny uczą o istnieniu piekła. I to piekła "z płonącym ogniem", nie jakiegoś stanu niebytu, bez naszej świadomości. Wyraźniej nawet, niż było to oznajmione w Starym Testamencie. Najpierw zapowiada to "ostatni z proroków, Jan Chrzciciel:

On tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Łk 3, 16-17)

Potwierdza to sam Jezus:

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! […]  I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25, 41 i 46)

Jedyne wersety mówiące o "śnie" po śmierci pochodzą z zamierzchłych czasów, gdy wiedza o sprawach przyszłych była mglista i niejasna. Mówią one zatem o tym, co się dzieje ze zmarłym z naszej perspektywy, z perspektywy ludzi żyjących na ziemi. Dla nas oni rzeczywiście śpią, nieświadomi tego, co się wokół nich dzieje. Nie znaczy to wcale, że z ich punktu widzenia wygląda to tak samo. Nie zapominajmy, że jeszcze w czasach Jezusa tak znaczna frakcja Judaizmu, jaką tworzyli Saduceusze, negowała istnienie jakiegokolwiek życia po śmierci. To dopiero w Jezusie otrzymaliśmy pełnię objawienia i dlatego to Jego słowa musimy uznać za ważniejsze. Uczy On nas bowiem pełnej prawdy.

 

W komentarzach pod swym tekstem pan Błaszkowski pisze: "proponuję przeczytanie np. 11 rozdziału Listu do Rzymian. I zapoznanie się z teologią Wacława Hryniewicza". Pan Hryniewicz mnie nie bardzo interesuje, największym problemem są właśnie tacy teolodzy od siedmiu boleści. Ale rozdział 11 Listu do Rzymian znam bardzo dobrze i nie widzę tam nic, co przeczyłoby istnieniu piekła.  By zrozumieć świętego Pawła należy zrozumieć co on ma na myśli mówiąc o "Izraelu". Święty Paweł   bowiem, celowo, rozróżnia znaczenie słów "Juda", Żydzi, a Izrael. Izraelem są zaginione pokolenia, Samarytanie, ja i Ty. My wszyscy mamy teraz szansę na zbawienie. Takie jest znaczenie rozdziałów 9-11 Listu do Rzymian. Wersety te nie mówią nic na temat istnienia, czy nie istnienia piekła. Albo raczej wręcz potwierdzają pośrednio że piekło istnieje, bo gdyby go nie było, to o zbaiweniu od czego pisałby  Paweł?

 

Zostawmy jednak Rzymian na boku, to temat na osobne rozważania, ale zostańmy przy Pawle. On bowiem także wyraźnie naucza, że piekło istnieje:

Bo przecież jest rzeczą słuszną u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciśnionym, dać ulgę wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzając karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Jako karę poniosą oni wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego (2 Tes 1, 6-9)

Zatem Biblia wyraźnie uczy o ogniu piekielnym. To nie jest "niebyt", nie jest "sen". Po śmierci czeka nas jedna z dwóch rzeczy: Niebo lub piekło i doskonale będziemy sobie zdawać sprawę gdzie się znajdziemy. Mam nadzieję, że ta prawda dotrze i do pana Błaszkowskiego, bo bardzo bym chciał go osobiście poznać, a ja się nie wybieram w to miejsce, w które on nie wierzy… ;-)

 

Na koniec jeszcze tylko może jedna uwaga. Ogień piekielny należy oczywiście rozumieć w sposób w pewnym sensie symboliczny. W pewnym, bo cierpienie nie jest tu wcale symboliczne. Męki piekielne są niewyobrażalnie większe i bardziej bolesne niż sobie może to pan Błaszkowski, czy ktokolwiek inny wyobrazić. Symbolizm ognia polega jedynie na tym, że ma on nam to tylko zilustrować.

 

Nie wiem jaka jest fizyczna definicja ognia. Jest to jakiś proces gwałtownego utleniania się związków węglowych, w czasie którego wydziela się olbrzymia ilość energii cieplnej. Pewnie definicja ta jest daleka od ścisłości, ale nie to jest istotne. Ważne jest to, że w piekle takie procesy nie zachodzą. Jednak dla człowieka poparzenie, palenie żywcem, to jedne z najbardziej bolesnych zjawisk, jakich on kiedykolwiek doświadczył. stąd taka, nie inna ilustracja piekła. Obawiam się jednak, że prawda o piekielnych mękach znacznie przerasta to, co człowiek odczuwa podczas poparzenia, tak samo, jak szczęście, jakiego doświadczymy w niebie znacznie przewyższa jakikolwiek moment największej ekstazy, jaki udało się nam przeżyć na tym świecie. I tylko od nas zależy co wybierzemy.

 

Negowanie istnienia piekła jest starym chwytem kudłatego. Gdy mu się uda nas przekonać, że piekła nie ma, albo, że nie jest wieczne, albo nie takie straszne, albo nie będziemy świadomi, że tam jesteśmy – to już nas ma. To po co mamy iść stromą drogą do ciasnej bramy, jak szeroka droga jest tak wygodna? Jakie znaczenie ma to ostrzeżenia Pana Jezusa?

Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. (MT 7, 13-15)

Strzeżcie się fałszywych proroków.

 

Odsłon: 1778 Komentarzy: 72


A gdzie "TO" jest w Biblii? Grzech pierworodny

Kategoria: Religia Monday, 27 September 2010, 06:44

Powracam do mojego cyklu, bo wczoraj właśnie o to mnie ktoś zapytał:  Gdzie Biblia uczy nas o grzechu pierworodnym? Zatem poniżej kilka  wersetów potwierdzających naukę Kościoła o grzechu pierworodnym.

 

On sam podał  werset:

"Od łona matki występni zeszli na bezdroża, od urodzenia zbłądzili głosiciele kłamstwa" (Ps 58, 4)

…ale to nie jest jeden z tych, które zwykle są przypominane w apologetycznych dyskusjach. Sam zresztą przyznał, że w swojej rozmowie z protestantem po prostu różnili się w interpretacji tego wersetu. Jeżeli już mielibyśmy poszukać potwierdzenia w Psalmach, znacznie lepszy wydaje się ten wers:

Oto zrodzony jestem w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka. (Ps 51, 7)

Jeszcze wyraźniej uczy o tym święty Paweł w Liście do Rzymian:

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli…[…] Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi.(Rz 5, 12, 17-19)

Podobnie w Pierwszy Liście do Koryntian:

Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni (1 Kor 15, 21-22)

… i w Liscie do efezjan, gdzie św. Paweł pisze, że "z natury zasługujemy na gniew":

I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. (Ef 2, 2-3)

To tyle wyjaśnienia co grzech powoduje. Księga Rodzaju nam opisuje jak ten grzech się narodził:

A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. (Rdz 2, 16-17)

 

Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! (Rdz 3, 11-19)

Oczywiście na koniec warto wspomnieć, że grzechem Adama nie było zjedzenie owocu, ale nieposłuszeństwo. Albo raczej chęć "poznania dobra i zła", czyli decydowania samemu, co jest dobrem, a co złem. Nasi prarodzice zapragnęli być "jak Bóg" i sami decydować co jest dobrem, a co złem. Czyż bowiem nie tym skusił ich wąż?

Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. (Rdz 3, 55)

Zatem zanim zaczniemy zgłaszać pretensję do naszych praprzodków, spójrzmy w lustro. Czyż nie  robimy tego my sami? I to każdego dnia? Wybielając w naszych oczach zło które  popełniamy, decydując które doktryny Kościoła uznać za nieważne, albo wręcz błędne? Im więcej się świat zmienia, tym bardziej pozostaje taki sam. A kudłaty jak zwiódł Ewę, tak samo zwodzi i nas. Nihil novi sub sole.

 

PS. By znaleźć pozostałe notki z tego cyklu, wystarczy kliknąć na "spis treści" obok, w notce biograficznej, albo otworzyć stronę jaskiernia.org i zobaczyć dział "Apologetyka".

Odsłon: 1025 Komentarzy: 26


Łazarz

Kategoria: Religia Saturday, 25 September 2010, 05:08

Często słyszę opinię, że ktoś uwierzyłby w Boga, gdyby zobaczył cud. Nie przeczytał o cudzie, czy usłyszał o nim, ale gdyby to jemu Bóg, o ile Bóg istnieje, dał tę łaskę i coś cudownego z jego życiem zrobił. Oczywiście są też tacy, jak np. Richard Dawkins, którzy po prostu zakładają, że żadne cuda się nie mogą zdarzyć i  jeżeli marmurowa statua Maryi Panny zacznie do nas machać ręką, to nie jest to żaden cud, ale znaczy to, że tak się "ułożyły atomy" w marmurze. Oczywisty nonsens, bo wiemy, a uczy nas tego nauka,  że marmurowe rzeźby samoczynnie nie machają rękami. Ale jak ktoś "religijnie" podchodzi do swych przekonań, to uwierzy w każdą bzdurę.

 

Prawda bowiem jest taka, że cuda wcale nie przekonują niektórych ludzi. Przekonują tych, którzy są na nie gotowi. Którzy są otwarci i którzy szczerze poszukują prawdy. Są  ludzie, którzy po prostu wierzą i ci nie potrzebują żadnego cudownego potwierdzenia swej wiary i są ludzie, których żaden cud nie przekona. Bo przecież cudów nie brakuje, także w dzisiejszym świecie. I to cudów bardzo dobrze udokumentowanych. A mimo to są ludzie gotowi uwierzyć we wszystko, od tajnego światowego rządu, poprzez UFO, po najbzdurniejsze teorie spiskowe, a nie są w stanie uwierzyć w to, że Bóg ciągle sprawia cuda w naszym otoczeniu.

 

Pan Jezus nauczał często poprzez przypowieści. Jest ich około trzydziestu trzech w synoptycznych Ewangeliach. "Około", bo czasem trudno zaszufladkować niektóre opowieści Jezusa. Jednak większość biblistów i teologów zgadza się, że opowieść o bogaczu i Łazarzu należy do tego gatunku literackiego. Przypowieść ta będzie naszą Dobrą Nowiną czytaną we wszystkich kościołach w najbliższą niedzielę. I o niej chciałbym napisać parę słów.

 

Wszyscy znamy tę przypowieść. Umierają bogacz i żebrak. Żebrak dostaje się do miejsca, gdzie jest szczęśliwy, a bogacz cierpi, pokutując za swe grzechy. Nie jest do końca jasne co to są za miejsca i nie jest to aż tak ważne, bo nie o tym jest ta przypowieść. Tak, jak wspominałem niedawno pisząc o przypowieści o nieuczciwym zarządcy, nie powinniśmy zwracać zbyt wielkiej uwagi na treść przypowieści, która jest w pewnym sensie tylko pretekstem do przekazania nam pewnej nauki. Celem przypowieści jest jej puenta, konkluzja, która nas uczy pewnej prawdy.

 

Jednak warto może choć dwa słowa wspomnieć o samej treści. Konkretnie o prośbie bogacza, by Abraham posłał Łazarza do jego domu, aby on uprzedził jego braci. Niektórzy wyciągają z tego wniosek, że bogacz nie mógł być w piekle, bo człowiek w piekle nie troszczy się o swych bliskich. Wręcz przeciwnie, wszystkim życzy jak najgorzej. Zatem miejsce mąk bogacza musiało być czyśćcem. Ja jednak nie jestem do końca pewien, czy można akurat tej przypowieści używać argumentując za czyśćcem. Dlatego, że ona nie o tym mówi. Są znacznie lepsze przykłady nauki o czyśćcu w Biblii.

 

Zobaczmy zatem jak wyglądała wymiana zdań między bogaczem, a Abrahamem:

Proszę cię więc, ojcze [Abrahamie], poślij [Łazarza] do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. (Łk 16, 27-31)

Co jest niezwykle ciekawe tutaj, to fakt, że w tej przypowieści występuje ktoś nazwany z imienia. I nie mówię tu o Abrahamie. On bowiem, jako ojciec narodu, patriarcha, jest symbolem, czy może raczej namiestnikiem samego Boga, mędrcem przekazującym jakąś naukę. Mówię tu o Łazarzu. Postaci mizernej i znikomej.  Łazarz -  "mister Nobody".

 

W przypowieściach nigdy nie występują osoby nazwane imiennie. Zawsze jest to "pewien człowiek", "pewien gospodarz", "pewien wierzyciel", "pewien kapłan", "lewita", "kupiec",  "robotnik" itd, itp. I tylko w tej przypowieści  jest obok "pewnego bogatego człowieka" – "żebrak imieniem Łazarz".

 

Oczywiście to nie jest przypadek. W Biblii nic się przypadkiem nie dzieje. A rozwiązaniem tej zagadki jest właśnie sam "historyczny Łazarz", brat Marii i Marty, przyjaciel Jezusa. Abraham mówi, że ci, którzy "Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą." Święty Jan nam właśnie taką sytuację opisuje.

[Jezus]  zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. (J 11, 43-53)

Było dokładnie tak, jak powiedział Abraham. Choć powstał ktoś z umarłych, faryzeusze nie uwierzyli.

 

Święty Jan napisał swą Ewangelię najpóźniej. Jest ona czymś w rodzaju komentarza do Ewangelii synoptycznych. Pomija często to, o czym pisali już Mateusz, Marek i Łukasz, a czasem coś rozszerza, wyjaśnia, zakładając, że czytelnik zna pozostałe Ewangelie. Oczywiście nie znaczy to, że święty Jan "nagina prawdę", by coś wykazać. Każde słowo w Piśmie Świętym jest Słowem Bożym.

 

Święty Łukasz napisał swą przypowieść zanim św. Jan opowiedział nam o przywróceniu do życia Łazarza. Jednak Łukasz musiał znać ten epizod, bo nawet, jeżeli nie był wtedy obecny wśród apostołów, wydarzenia takie, w czasach przed telewizją i Internetem znane były szeroko i wszyscy je sobie powtarzali. Łukasz znał i Jan znał, ale my – nie, bo to przecież było dwa tysiące lat temu. Zapewne dlatego Duch Święty natchnął Łukasza, by nazwał żebraka imieniem, a Jana, by nam opisał incydent z uzdrowieniem brata Marii i Marty.

 

Dzięki temu my, dwa tysiące lat później, widzimy jak prawdziwe są słowa Ewangelii. Są między nami tacy, którzy wierzą i żadne cuda nie są nam potrzebne. Są tacy, którzy poszukują. Dla nich znaki i cuda mogą być pomocne. Ale dla nas też, bo przecież każdy człowiek ma czasem "kryzys wiary" i zakradają się w nasze serca wątpliwości. Są także wśród nas i tacy jak bracia bogacza, jak Richard Dawkins, którzy wątpliwości żadnych nie miewają. Oni wiedzą, że Boga nie ma i jeżeli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. Jeżeli ktoś bez źrenic w oczach widzi – to albo łże, albo ma źrenice, albo cokolwiek, byle nie cud. Jeżeli Mojżesz przeszedł przez Morze Czerwone, to to nie było morze, ale jakieś na wpół obeschłe mokradła. A że w tych "mokradłach" utonęła cała armia faraona, to już się pominie, bo by nam nasze "naukowe tłumaczenie" się troszkę popsuło. Bo nie jest prawdą, że ludzie "niewierzący" nie wierzą w nic. Oni uwierzą w każdy najbardziej bzdurny i nieprawdopodobny nonsens, jeżeli tylko potwierdza w ich umysłach, że Boga nie ma.

 

Biblia jest niezwykłą Księgą. Stanowi przepiękną całość, czasem uzupełniając się w przedziwny sposób. Przypowieść o bogaczu i żebraku i opis uzdrowienia przyjaciela przez Jezusa pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak imię Łazarza wiąże je w cudowny sposób ilustrując na konkretnym przykładzie z życia Jezusa mądrość, jaka zawarta jest w Jego przypowieściach.

Odsłon: 1135 Komentarzy: 12


TV Trwam i ja... Czy nie ja?

Kategoria: Pro life Friday, 24 September 2010, 05:08

Zresztą, co za różnica. Wygląda na to, że ktoś w TV Trwam zagląda na mojego bloga… I bardzo dobrze. A skąd to przypuszczenie? Cóż. Wczoraj jeden z moich przyjaciół napisał na naszym czacie na forum: "Hiob, TV Trwam cały dzień w wiadomościach czyta twojego bloga…"

 

Myślałem, że rzeczywiście trafiła mi się jakaś darmowa reklama, ale to nie było to. TV Trwam jedynie zawiadamiała o rozpoczęciu akcji "40 Dni dla Życia" o której pisałem przed paru dniami. I wygląda na to, że jako swego komentarza wykorzystali po prostu moją notkę.

 

Oczywiście istnieje także możliwość, że to zupełny przypadek, że akurat użyto tam takich, a nie innych sformułowań. Kto wie… Są ludzie, którzy wierzą w przypadki. Ja nie.  Tak czy inaczej dobrze się stało, że o tej akcji poinformowano i dobrze się stało, że użyto dobrego komentarza. ;-)  Dało mi to okazję o ponownym wspomnieniu o tej akcji, bo przecież może ona przynieść owoce jedynie wtedy, gdy i Ty się do niej w jakiś sposób przyłączysz.

 

Poniżej jest videoclip z TV Trwam, który wrzuciłem na youtube i tekst z mojego bloga… Porównajcie sami. A potem, proszę, pomódlcie się w intencji sukcesu tej akcji. Z góry dziękuję.

 

Za dwa dni, o północy z wtorku na środę, zaczyna się w kolejna kampania "40 dni dla życia". Jest to już akcja o zasięgu światowym, biorą w niej oficjalnie udział osoby ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Danii, Anglii i Irlandii Północnej. A ja piszę o tej akcji dlatego, że mam nadzieję, że nieoficjalnie przyłączy się do niej wiele innych osób na całym świecie.

 

Celem akcji, która trwa już od 2007 roku jest zdelegalizowanie aborcji na całym świecie. W czasie poprzednich sześciu kampanii (początkowo miały one miejsce tylko jesienią, teraz są także w okresie Wielkiego Postu) zmobilizowano ponad 350 tysięcy osób w 307 miastach w każdym z amerykańskich stanów, w sześciu kanadyjskich prowincjach, trzech australijskich stanach, w Północnej Irlandii i Danii. Ponad 11 500 parafii wzięło w niej udział i 1811 nienarodzonych dzieci zostało uratowanych przed zabójstwem. I to tylko tych, o których wiadomo organizatorom. Ile kobiet postanowiło urodzić nie informując nikogo związanego z tą akcją – wie tylko Bóg. Dodatkowo 35 osób pracujących w klinikach aborcyjnych wypowiedziało pracę, pięć takich placówek zamknęło swoje podwoje bezpośrednio po akcji.

Zatem… Alleluja i do przodu! Razem naprawdę możemy zmienić ten świat i uratować miliony dzieci.

Odsłon: 1618 Komentarzy: 29


Notka ktorej nie było.

Kategoria: Modlitwa Wednesday, 22 September 2010, 04:52

Napisałem w maju notkę o różańcu tylko po to, by zauważyć, że ksiądz Kefas mnie uprzedził. Zatem moja powędrowała do Salonu24 i na moje forum, a na Frondzie nie było jej nigdy. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i teraz jest doskonała okazja, by ją i tu zamieścić.

 

Dziś, prawdę mówiąc za godzinę od momentu w którym piszę te słowa, zaczyna się akcja "40 dni dla życia". Akcja ta trwa do końca października, a październik to Miesiąc Różańca Świętego.  Cóż więc stoi na przeszkodzie, byś i Ty spróbował/spróbowała  tej wspaniałej, biblijnej modlitwy? Czy może być piękniejsza modlitwa niż rozważanie życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, patrząc oczami Jego Matki?

 

A zatem…

 

 

"Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was"(1 Tes 5, 16-18)

 

Odsłon: 550 Komentarzy: 4


« wstecz 1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 37 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.