
Tuesday,21 February 2012,12:43
Kategoria: Kościół Tuesday, 21 February 2012, 12:43
Niektórzy z Was przeczytali w ostatnim Gościu Niedzielnym o moim poście. Przytoczę tu wymianę zdań z komentarzy na moim blogu na Frondzie:
"Marek2200 napisał:
@Hiob
Czytałem wywiad z Tobą w Gościu Niedzielnym. Powiedz mi: jak możliwe jest "wyrobic" 40 dni o chlebie i wodzie? Nie wyobrażam sobie tego. No chyba, że Pani Hiobowa potrafi wypiec rozmaite pyszne chleby, które rekompensują Ci brak innych rzeczy :)
hiob napisał:
Marek2200, ja myślę, że to może być jakaś specjalna łaska, którą mi dał Bóg. Ja w praktyce żyję cały czas o chlebie i wodzie. Różnica między Wielkim Postem a innymi okresami jest tylko taka, że w Wielkim Poście także w niedziele jem tylko chleb i wodę.
Pyszne chleby Pani Hiobowej na pewno pomagają, ale Grażynka pracuje, nie zawsze ma czas na pieczenie i bywa, że całymi tygodniami w trasie jem tylko jakieś suche precle, czy macę. Ale w Krakowie były na każdym rogu obwarzanki, więc było jak w raju. ;-)
Marek2200 napisał:
@Hiob
Czyli generalnie cały rok w ciągu tygodnia pościsz o chlebie i wodzie a tylko w niedziele jesz i pijesz inne rzeczy? Pierwszy raz słyszę "takie cuda" :)
hiob napisał:
Marek2200, generalnie tak to wygląda. Ale ponieważ uważam, że wokół nas toczy się wojna o dusze, a post jest doskonałą bronią w walce z kudłatym, postanowiłem wyciągnąć potężne działa. Poza tym pamiętaj, że to był dość długi proces. Zaczął się od urodzin mojej córki, 22 lata temu, gdy postanowiłem pościć w piątki. A potem były środy i piątki, potem... I jakoś tak wyszło.
Marek2200 napisał:
Tak jakoś samo wyszło :) Nigdy nie słyszałem żeby osoba świecka tak się umartwiała.
Tough man! ;)
Jorgen napisał:
Niesamowite ! Non stop o chlebie i wodzie. Dla przeciętnego śmiertelnika nie-do-wyobrażenia.
Mało tego. Nosi to przecież (z punktu widzenia medycyny) znamiona...cudu !
Bo niby skąd niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu pracującego (ciężko) mężczyzny życiodajne witaminy, sole mineralne i tp. mikroelementy.
Bez soków, owoców, etc. Bez dostatecznej ilości białka !
Niesamowite ! Piszę to ze szczerym podziwem.
hiob napisał:
Marek2200, Jorgen, to jest raczej kwestia decyzji, a samo jej wykonanie wcale nie jest trudne. Zwłaszcza, gdy Bóg daje łaski.
Pomyśl np. o celibacie księży, czy nawet osób samotnych, nieżonatych, wdowców. Niektórym lowelasom wydaje się to niemożliwe, bo ich organy zdeterminowały ich sposób myślenia. Jest to dla nich coś niezrozumiałego. Tymczasem tysiące, miliony mężczyzn żyje w czystości i ani im nic nie odpada, ani nie myślą o tym za wiele. Stało się to częścią ich życia i jest czymś naturalnym.
Myślę, że podobnie jest z moim postem. Po prostu pogodziłem się z tym, że to ofiarowałem Bogu i wcale nie dzieje mi się żadna krzywda. Czasem wręcz się zastanawiam, czy taka ofiara ma jakąś wartość przez to, że tak niewiele mnie kosztuje.
Nie sądzę też, by nawet z medycznego punktu widzenia było to coś nadzwyczajnego. Każdy osioł żyje o owsie i trawie i ma się całkiem dobrze. Nie wiem, czy wspominałem, ale biorę dwie witaminy, D i B12, bo to jedyne, czego mi brakuje, według badań, jakie niedawno zrobiliśmy, poza tym jestem zdrowy jak koń. I nawet całkiem dobrze wyglądam, przytyłem w ostatnich miesiącach.
Podziw należy się jedynie Panu Bogu. Owoców średnio jem pewnie więcej teraz, niż zanim zacząłem pościć, bo w te niedziele, gdy jem, jem głównie owoce. :D
Poza tym nie przesadzajmy z tą ciężką pracą. Tym bardziej, że od dwóch miesięcy jestem na bezterminowym urlopie. Ale, mam nadzieję, wkrótce zacznę nową pracę i być może będzie ona wymagała fizycznej aktywności, co bardzo by mi się przydało.
Jeszcze jedno: Ja naprawdę nie uważam, że tylko osoby konsekrowane są powołane do świętości, do życia modlitwą, do głoszenia Dobrej Nowiny i do postów i wyrzeczeń także. To musi być w jakimś stopniu rola każdego z nas. Powstała bowiem jakaś dwoistość teraz: Księża i osoby żyjące w zakonach żyją wiarą, a laikat prowadzi zupełnie inne życie. I zamiast zbliżać się do Boga, ten zeświecczony laikat pociąga niektórych kapłanów, nawet biskupów, w stronę "świata". Tymczasem dawniej tak nie było i uważam, że dobrze by się stało, gdyby wróciło to, co było dawniej. Ja jednak nie mogę odmienić nikogo poza sobą samym, więc zacząłem od siebie.
A zdecydowałem się o tym powiedzieć, bo mam nadzieję, że ten przykład zainspiruje innych do jakiegoś głębszego przeżycia Wielkiego Postu."
Tyle cytatów, a ja dodam jeszcze parę słów. Przede wszystkim muszę przypomnieć, że podczas liturgii Środy Popielcowej usłyszymy w Kościele takie słowa:
Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Zawsze miałem pewne opory przed mówieniem o swoim poście. Wynikają one właśnie z tego fragmentu Kazania na Górze. Jednak, wydaje mi się, tu nie tyle chodzi o to, by zupełnie ukrywać fakt, że się pości, ale raczej o to, by nie rozbić z siebie cierpiętnika. By nie rozpowiadać na lewo i prawo o tym, jacy to jesteśmy wspaniali i święci i jak się poświęcamy dla Królestwa.
Tym bardziej, że dziś nikomu się nie zaimponuje ani postem, ani innymi umartwieniami. Dziś taka postawa zwykle spotyka się albo z politowaniem, wyśmianiem, albo w najlepszym przypadku z niezrozumieniem i wzruszeniem ramion. Tymczasem, zauważmy, Pan Jezus nie mówi: "Jeśli pościcie...", ale "kiedy pościcie...". A to znaczy, że On zakłada, że każdy pości, prawda?
Najstarszy znany nam pozabiblijny dokument chrześcijański, który powstał za życia apostołów i być może był przez nich napisany, Didache, uczy:
Przed chrztem powinni pościć i chrzczony, i udzielający chrztu, a także inni, jeśli mogą. Temu zaś, kto ma być chrzczony, przykaż, by pościł przez dzień lub dwa dni przedtem.
Błogosławcie tych, którzy was przeklinają i módlcie się za waszych nieprzyjaciół, pośćcie za wszystkich prześladowców.
Nie zachowujcie postu w tym samym czasie, co obłudnicy. Oni bowiem poszczą w poniedziałek i czwartek, wy natomiast pośćcie w środę i piątek.
Widać więc, że ta praktyka postu była obecna w Kościele od samego początku, a zwyczaj postów w środę i piątek przetrwał jeszcze do czasów moich dziadków. Dopiero gdzieś w połowie XX wieku go zaprzestano. I choć dziś Kościół nam ich nie nakazuje pod karą grzechu, w USA nawet w piątki, z wyjątkiem okresy Wielkiego Postu, nie ma nakazu powstrzymywania się od jedzenia mięsa, to przecież to, co było zawsze dobre nie przestało dobrem być.
My w końcu powinniśmy wydorośleć. Powinniśmy zacząć robić pewne rzeczy dla Boga nie dlatego, że nam tak Kościół nakazuje, ale dlatego, że nam tak karze nasze serce. Przecież gdy wychowujemy nasze dzieci, uczymy je, że trzeba się przywitać z gośćmi, że trzeba złożyć życzenia babci i rodzicom w dniu ich imienin, że trzeba myć zęby, składać swoje ubrania i ścielić łóżko. Ale gdy nasze dzieci mają lat dwadzieścia kilka, czy więcej, spodziewamy się, że zaczną to robić same, nawet, gdy im o tym nie będziemy przypominać.
Nas Kościół uczył czegoś dwa tysiące lat. Teraz nas zaczął traktować jak osoby dorosłe, a my często korzystamy z tej wolności tak, że po prostu nie robimy nic. A nawet, gdy robimy coś, to jest tego naprawdę tak niewiele, że aż wstyd.
Post polegający na wstrzymaniu się od spożywania mięsa, to naprawdę nie jest żadne wyrzeczenie. W dzisiejszych czasach nie ma żadnego problemu z nabyciem doskonałych, smacznych ryb. W polskiej kuchni, gdzie mamy dziesiątki wspaniałych bezmięsnych dań, ten piątkowy "postny" obiad jest często najsmaczniejszym posiłkiem w tygodniu. Ja widzę, jak moje dzieci lubią piątkowe obiady, bo często preferują naleśniki, pierogi, placki ziemniaczane, kopytka, nad zwykłe mięsne dania.
Post jednak powinien boleć. Post powinien być wyrzeczeniem. To jest właśnie cała istota postu. W innym przypadku post mija się z celem. Nie chodzi tu bowiem o to, by po prostu zjeść coś innego, ale o to, by coś wartościowego podarować Bogu. By Mu złożyć pewną ofiarę.
Wiele lat temu napisałem tekst "Dlaczego pościmy". Poniżej zamieszczę do niego link. Zachęcam do jego przeczytania. Przypomnę też inny fragment Kazania na Górze:
Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5, 13-16)
To też jest jakaś wskazówka dla mnie. Powód, dla którego zdecydowałem się opowiedzieć Marcinowi Jakimowiczowi z Gościa Niedzielnego o swoim poście. Bo przecież nie chodzi o to, by pokazywać posępną twarz. Jestem jak najdalszy od tego. Ale dziś chyba nadszedł czas dawania świadectwa. Pokazania, że można żyć Ewangelią. Że Bóg może być dla nas kimś najważniejszym i że jesteśmy dla Niego gotowi na wiele. I choć z pewnością post o chlebie i wodzie przez całe życie nie jest dla każdego, to każdy mógłby to zrobić choćby dwa razy w tygodniu, w środy i piątki. Choćby jeden dzień. Głęboko wierzę, że w ten sposób, modlitwą i postem, moglibyśmy odmienić cały świat.
Odsłon: 342 Komentarzy: 35
Friday,17 February 2012,12:02
Kategoria: Świat Friday, 17 February 2012, 12:02
Wróciłem już do USA i może teraz wreszcie znajdę chwilę czasu na podzielenie się refleksjami z dopiero co zakończonej pielgrzymki. Nie mogłem na bieżąco prowadzić tych zapisków, bo mój pielgrzymkowy rollercoaster tak się rozpędził, że nie miałem nawet minuty czasu.
Poniedziałek, 6 luty.
Wizyta w Sandomierzu. Spotkałem się z bratem mojego taty, Mieczysławem Jaskiernią, seniorem naszego rodu.
Wujek mnie zawsze zdumiewa swoim intelektem i pamięcią. Ja nigdy, nawet w swym najlepszym okresie nie miałem takiego jasnego umysłu, jaki on ma w wieku 90 lat. W Sandomierzu spotkałem też jednego z moich "wirtualnych przyjaciół" z forum, moderatora na moim forum, Grzegorza i poznałem jego wspaniałą rodzinę.
Powrót do Krakowa - trzy godziny w busie. Na stojąco. Nikt mnie nie uprzedził, że potrzeba zrobić rezerwację. Ale i tak dobrze, że było stojące miejsce i udało się wrócić do Krakowa.
Wtorek, 7 luty.
Spotkanie z młodzieżą w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie, na Saskiej.
Spotkanie było udane, przyszło sporo młodzieży, w różnym wieku. Nawet starszych ode mnie. Jedynym zgrzytem był "występ" jakiejś pani, która poprosiła o głos i uprzedziła rodziców tych młodych ludzi, że ja jestem dość podejrzanym indywiduum, cytuję na swojej stronie także protestancką Biblię, a jeden z moich administratorów pochlebnie wyraża się o tłumaczeniu, czy raczej parafrazowaniu Biblii młodzieżowym, wręcz slangowym językiem. Miała więcej zarzutów, ale prowadzący ksiądz poprosił ją, by mi je przedstawiła po spotkaniu. Niestety nie poznałem ich, bo po spotkaniu wyszła ona szybko z kościoła. Nie chodziło bowiem o rozwianie jej wątpliwości, ale o "medialny zamęt".
Ja się dość często spotykam z takim zachowaniem. W komentarzach pod moimi notkami na blogu widuję podobne zarzuty. Parę dni temu na blogu w Salonie24 ktoś o mnie tak napisał:
"W rzeczywistości to mason-satanista, o czym świadczą jego filmiki na youtube, zawierające podprogowy przekaz wizualny z symbolami masonów i masońską nowomowę. Jest to tzw. mówienie językami właściwe dla sekt"
"Hiob w niemal każdym artykule (które podejrzewam pisze cały sztab speców od religii) poddaje w wątpliwość dogmaty naszej wiary, czasem je ośmiesza i próbuje lansować zwyczaje, które stoją w opozycji do naszej religii."
Oczywiście tezy te nie są poparte żadnymi konkretami, choćby dlatego, że ich być nie może. Są one bowiem stekiem bzdur. Jednak nie zmienia to w niczym faktu, że dla niektórych katolików, bardziej papieskich niż sam papież, ja jestem kimś godnym potępienia i szerzącym zamęt i zgorszenie.
Warszawa, 8-10 luty.
Wyjazd do Warszawy, przez Rybno.

W Rybnie znajduje się Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia, której powstanie było zainspirowane zapiskami w Dzienniczku Świętej Faustyny. Miejsce odwiedzane przez kapłanów z całego kraju. Powracają stamtąd odmienieni i napełnieni Duchem Świętym.

Po południu wróciłem do Warszawy.

Spotkałem moich administratorów forum, informatyków, Kubę i Janusza. Bez ich pomocy nasze forum nie mogłoby istnieć.
Następnego dnia rano miałem spotkanie w Radiu Wnet. Byłem gościem porannej audycji prowadzonej przez doskonałego dziennikarza, Krzysztofa Skowrońskiego. Załapałem się na segment, w którym gościem był także poseł Antoni Macierewicz, miałem więc okazję go także poznać i porozmawiać chwilę.

Poznałem tam także naszego przyjaciela z Frondy, doskonale wszystkim znanego blogera, Krisa Rumińskiego. Polecam wszystkim jego doskonałe teksty, jakie publikuje na Frondzie.
Wczesnym popołudniem wizyta w Radiu Plus, gdzie nagrałem swoje świadectwo dla programu prowadzonego przez Pawła Krzemińskiego.

Wieczorem nagranie w redakcji Frondy. Miało to być spotkanie z publicznością na żywo, ale publiczność zawiodła i zrobiło się nagranie studyjne. Może i dobrze,. Dzięki moim gospodarzom, blogerom z Frondy, Moni i Jr3, było bardzo miło, a nagranie będzie się sukcesywnie okazywało na portalu Fronda.pl Miałem też okazję poznać osobiście pana Tomasza Terlikowskiego.

10 lutego powróciłem do Krakowa. Przed wyjazdem była okazja pomodlić się przy grobie błogosławionego ojca Jerzego Popiełuszki.

Do Krakowa przywiózł mnie przyjaciel z forum, Blacky, z uroczą żoną, Ziutą (w "realu" to Maciek i Monika), którzy specjalnie przyjechali z Torunia, by mnie zobaczyć i zawieźć do domu.
11-12 luty. Kraków i Marcypooręba.

W sobotę, 11 lutego spotkanie w forumowiczami w klasztorze Dominikanów na Stolarskiej. Tak, jak wcześniej w Bielsku, przybył tuzin gości. Było bardzo miło. To naprawdę wzruszające, gdy się zobaczy, że w trudnych warunkach, na mrozie, często z odległych miejscowości przyjeżdżają przyjaciele by mi podziękować i podać dłoń. Niesamowite.

A wcześniej spotkanie z Robertem i Sławkiem, kierowcami, którzy podarowali mi te piękne herby i godła, jakie są na mojej ciężarówce. Przyjechali specjalnie do Krakowa rano, bo po południu musieli ruszać w drogę.
W niedzielę wizyta u rodziny w Marcyporębie. To wioska między Skawiną, a Wadowicami, z której pochodzą obydwoje moi rodzice, gdzie spędziłem niemal wszystkie wakacje swego dzieciństwa i gdzie do dziś mieszka bardzo wielu członków mojej rodziny. Na zdjęciu mój stryj Wincenty Jaskiernia z żoną, dziećmi i wnuczką. Ciocia i wujek obchodzili niedawnoi 60 rocznicę ślubu. Świadkiem odnowienia przyrzeczenia malżeńskiego był ich syn Jacek, proboszcz parafii w Żabnicy, na zdjęciu drugi z lewej.
Zawsze tam chętnie wracam, mimo, że sama wieś już nie wygląda tak, jak w latach mojego dzieciństwa. Zniknęły bite, dziurawe drogi, pojawił się asfalt. Nikt już nie trzyma koni, bryczki zamieniono na samochody, a wozy drabiniaste zamieniły się w tiry. Woda płynie z kranu, w domach są łazienki, czyli - jest normalnie. A ja przecież pamiętam nie tylko to, że wodę trzeba było nosić wiadrami ze studni, a "za potrzebą" wychodzić do drewnianego domku z serduszkiem w drzwiach, zwanego "sławojką". Ja pamiętam też czas, gdy tam nie było jeszcze prądu. Paliło się w domu lampami naftowymi, a jeśli ktoś miał radio, to zasilała go bateria niewiele mniejsza od dzisiejszych samochodowych akumulatorów.

13-14 luty. Na Osi.

Poniedziałek i wtorek do nagrywanie dla programu Na Osi dla TVN Turbo. Bardzo interesujące doświadczenie i ciekawa przygoda. Miałem okazję przejechać się ośmioma europejskimi ciężarówkami i podzielić się swoimi uwagami na temat pracy kierowcy w USA. Wypowiedzi te ukażą się w kolejnych ośmiu wydaniach programu "Na Osi" w TVN Turbo.

Producenci programu: Andrzej Wachowski, jego syn, który jest operatorem i Ola Donocik, okazali się przemiłymi ludźmi i spędziłem z nimi dwa wspaniałe i pracowite dni. Rezultat tych nagrań będzie można zobaczyć w TVN Turbo już w marcu.

15 luty. Częstochowa.

Ostatni dzień pielgrzymki. Wyjazd na spotkanie z młodzieżą do redakcji Niedzieli w Częstochowie. Spotkanie prowadził pan Marian Florek, aktor, reżyser i przemiły człowiek. Ksiądz infułat Ireneusz Skubiś, naczelny redaktor tygodnika Niedziela przedstawił moją osobę, po czym opowiedziałem o moim spotkaniu z Bogiem i odpowiadałem na pytania. Spotkanie było przeplatane muzyką country. Było bardzo miło. Przybyło z 200 osób, które z zainteresowaniem wysłuchały mego świadectwa. Mocny akcent na zakończenie mojej pielgrzymki.
16 luty. Powrót do domu.
W czwartek pobudka o 4 rano i wyjazd na lotnisko w Balicach. Stamtąd przez Monachium do Charlotte. Mówiąc o powrotach warto wspomnieć jeszcze kaplice dworcowe. W Częstochowie na dworcu jest przepiękna kaplica, w której, ku mojemu zdziwieniu i radości, jest wystawiony Najświętszy Sakrament.

Na lotnisku w Krakowie także jest kaplica, gdzie podróżni w ciszy i skupieniu mogą się pomodlić przed podróżą.
W Monachium jest już jakiś "pokój modlitewny" z symbolami wszystkich głównych religii światowych. Tam nawet nie zaglądnąłem.

Jestem już domku. Teraz jest tutaj 4:30 rano, ale sen odszedł, bo jeszcze żyję polskim czasem. Może uda się ukończyć i opublikować tę Kronikę. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspomagali modlitwą, dziękuję wszystkim, którzy umożliwili mi przeżycie tych kilku tygodni w Polsce w tak ciekawy sposób. Nie będę w stanie wymienić wszystkich, ale wszystkim bardzo serdecznie dziękuję.
Jestem już domku. Teraz jest tutaj 4:30 rano, ale sen odszedł, bo jeszcze żyję polskim czasem. Może uda się ukończyć i opublikować tę Kronikę. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspomagali modlitwą, dziękuję wszystkim, którzy umożliwili mi przeżycie tych kilku tygodni w Polsce w tak ciekawy sposób. Nie będę w stanie wymienić wszystkich, ale wszystkim bardzo serdecznie dziękuję.
Parafia NSPJ w Krakowie; Wpis na blogu w Salonie24 z komentarzami; Wspólnota Sióstr Służebnic Miłosierdzia Bożego; Radio Wnet; Blog Krisa Ruminskiego; Fronda TV; Pasterka w Żabnicy. Relacja ze spotkania w NIEDZIELI
Odsłon: 741 Komentarzy: 42
Saturday,02 June 2012,00:14
Kategoria: Świat Saturday, 02 June 2012, 00:14
Wróciłem właśnie z Cieszyna, z rekolekcji. Prawdę mówiąc nie były to rekolekcje, ale kurs. Byłem w Szkole Nowej Ewangelizacji, na kursie Nowe Życie.
Nie będę się tu zbyt wiele rozpisywał na ten temat, zapraszam na ich stronę, http://www.sne.franciszkanie.pl Powiem tylko tyle, że tam naprawdę można spotkać żywą wiarę, żywego Jezusa, a obecność Ducha Świętego wręcz się namacalnie odczuwa. Ten kurs jest "podstawowy" i ja niewiele się tam dowiedziałem z teorii. W jakimś sensie moje życie duchowe jest na dużo bardziej zaawansowanym etapie, ale to nie była tylko szkoła. Nie tylko kurs. Tam naprawdę doświadczyliśmy obecności Ducha Świętego.
Wróciłem zatem napełniony Duchem Świętym i podbudowany świadectwami młodych i nie tylko młodych uczestników kursu. Wielu z nich zaprosiłem do nas, na forum i mam nadzieję, że nie tylko tu zagoszczą, ale także napiszą swoje świadectwa. Dziś bowiem mamy czas świadectw. Są one potrzebne, odmieniają ludzkie dusze.
Mówiąc o świadectwach... W poniedziałek jadę do Sandomierza, odwiedzić rodzinę i przyjaciół, a we wtorek, 7 lutego w Krakowie, w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, ul Saska 2, godz 19:00 będzie spotkanie ze mną. Będę właśnie dawał świadectwo. Zapraszam.
Przypomnę także, że będę miał spotkanie w redakcji Frondy w Warszawie, w czwartek 9 lutego, na Marszałkowskiej 55/73, o 18, w lokalu 168. Serdecznie na nie zapraszam. Będą także "prywatne" spotkania: W Krakowie w klasztorze OO. Dominikanów - Bazylika Trójcy Świętej przy Stolarskiej, sala św. Alberta Wlk. Sala na krużgankach została zarezerwowana na godz. 13 -16. Najprawdopodobniej będzie także spotkanie w Warszawie środę o 18, ale jeszcze nie wiem gdzie.
Odsłon: 485 Komentarzy: 13
Friday,02 March 2012,01:54
Kategoria: Świat Friday, 02 March 2012, 01:54
Minęło już 10 dni mojej pielgrzymki. Wczoraj odwiedziłem opactwo Benedyktynów w Tyńcu. Zaprosił mnie tam Marcin Konik Korn, a przeurocza Marta Sztwiertnia była moją przewodniczką. Opactwo powstało najprawdopodobniej w 1044 roku, gdy chrześcijaństwo w Polsce nie miało nawet jeszcze stu lat. Jest to najstarszy tego typu obiekt na polskich ziemiach. Wspomina też o nim Sienkiewicz na samym początku powieści "Krzyżacy".
W Opactwie odwiedziłem także drukarnię. Zupełnie inaczej wyobrażałem ją sobie. Myślałem o hali pełnej huczących maszyn, a tymczasem jest to niewielki pokój, parę maszyn nie większych od zwykłej, biurowej kopiarki i trzech braci, którzy pilnują procesu powstawania nowych książek. Był też pewien powód, dla którego tę drukarnię mi Marcin pokazał. Ma tam zostać wkrótce wydrukowana książka mojego autorstwa. Ale na razie cichutko! To tajemnica!
Z Tyńca Marcin zawiózł mnie do Łagiewnik i pokazał mi nowo powstałe, albo precyzyjniej, powstające dopiero Centrum Jana Pawła Drugiego. Potem odwiedziłem Bazylikę Miłosierdzia Bożego, stary Kościół - miejsce spoczynku świętej Faustyny i niedawno otworzoną Kaplicę Adoracyjną, gdzie Pan Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie czeka na nas 24 godziny na dobę.
Odwiedziłem także siedzibę portalu katolik.pl. Z nimi zaczynałem swoją przygodę w Necie. Na "katoliku" przesiedziałem wiele nocy. Pamiętam jeszcze ich pierwszy czat, gdzie po wpisaniu swej wypowiedzi trzeba było czekać ładnych kilka chwil na jej wyświetlenie się. Technologia irytująca, ale jkie było miłe towarzystwo! Tam też aktywnie uczestniczyłem w dziesiątkach dyskusji na forum. Spodziewałem się więc ochów, achów i zachwytów z powodu mojej wizyty, ale...
W Internecie czas biegnie bardzo szybko. Ja mam dziś już swoje własne forum, "alternatywnego katolika", katolik.us. Czasami, sporadycznie, zaglądnę na ich czat. Na ich forum nie piszę już wcale, a moje stare posty dawno już zniknęły. Nic zatem dziwnego, że jestem im osobą zupełnie nieznaną. Mimo to zostałem przyjęty bardzo ciepło, dyrektor portalu, brat Leszek Szura pokazał mi wszystko i na odchodne obdarował drobnymi prezentami.
Po południu poszedłem na Mszę o Uzdrowienie i Uwolnienie na Reformacką w Krakowie. To nabożeństwo prowadzone przez charyzmatycznego franciszkanina, ojca Józefa Witko. Cudowne doświadczenie, niemalże można było poczuć Moc Bożą i działanie Ducha Świętego. Spotkałem tam też przyjaciela z Forum, Arturo.
W czwartek byłem zaproszony do Katowic, do redakcji Gościa Niedzielnego. Zapraszał mnie Marcin Jakimowicz. Rozmawialiśmy o poście i o tym, jak spotkałem Boga w swoim życiu. Bawiłem się także po raz pierwszy w życiu w modelkę. Tekst będzie wymagał ilustracji, więc odbyła się także sesja zdjęciowa. Pudrowania nosa nie było. Zapis tej rozmowy ukaże się w GN przed Środą Popielcową.
Odwiedziłem także kaplicę w redakcji GN, gdzie byłem na Mszy i zajrzałem do portalu wiara.pl, witając się z Joanną Kociszewską. Mój blog ukazuje się także u nich, więc się przypomniałem Joasi. Obok "katolika" i "Frondy" to najczęściej odwiedzany przeze katolicki portal. W Katowicach spotkałem się też ze Sławkiem i Jackiem z naszego forum.
Dziś, w piątek, wyjeżdżam do Cieszyna na trzydniowe rekolekcje. Nie będzie zatem nowych wpisów w tej Kronice co najmniej do niedzieli. Jak Bóg da, to w poniedziałek odwiedzę Sandomierz. Kolejne parę dni spędzę w Warszawie, gdzie spotkam się w środę z przyjaciółmi z naszego forum, a w czwartek spotkanie we Frondzie. 9 luty, godz 18, Marszałkowska 55/73, lokal 168. Wszyscy są zaproszeni! W piątek natomiast będę w Toruniu i wieczorem powrót do Krakowa.
Co dalej - napiszę jeszcze, gdy terminy będą się zbliżały. Nie zostanie już tego wiele, bo za dwa tygodnie odlatuję, ale kilka ciekawych spotkań ciągle się szykuje. Trzymajcie się zatem ciepło. Gdy trzeba, korzystając z koksownika. Jak na tej fotce, zrobionej na Basztowej w Krakowie.
Odsłon: 392 Komentarzy: 4
Monday,02 January 2012,01:01
Kategoria: Świat Monday, 02 January 2012, 01:01
Co za cudowne kilka dni. Prawdziwy rollercoaster. Niespodzianka za niespodzianką. W piątek pojechałem do Częstochowy. Chciałem pomodlić się przed Cudownym Obrazem, z innymi osobami związanymi z Krucjatą Różańcową za Ojczyznę. Co prawda troszkę się przestraszyłem, że mrozy spowodują odwołanie modlitwy, gdyż zobaczyłem taki napis:
...ale to był fałszywy alarm. Przybyło do Kaplicy kilkaset osób, myślę, że z trzysta, choć nie liczyłem ich przecież i na rozważaniach i modlitwie różańcowej spędziliśmy noc. Była też, o północy, Msza za Ojczyznę.
Zanim jednak poszedłem na czuwanie, odwiedziłem redakcję Niedzieli. Zaprosiła mnie tam Agnieszka Konik Korn, albo, precyzyjniej, zawiadomiła mnie, że ktoś chciałby się ze mną spotkać. Przywitał mnie w redakcji pan Marian Florek, aktor, reżyser teatralny, tancerz, autor piosenek, a przede wszystkim przemiły człowiek. Zresztą wszystkie osoby, które spotkałem w ostatnich dniach właśnie takie były. Ciepłe i serdeczne.
W redakcji zostałem zaproszony do spotkania z ojcem Ireneuszem Skubisiem, redaktorem naczelnym tygodnika. Po rozmowie, w której uczestniczyło jeszcze kilka osób, ojciec Skubiś zaprosił mnie do studia radiowego i przeprowadził ze mną wywiad. Muszę przyznać, że był on dla mnie dość sporym wyzwaniem. Nie było w nim banalnych, prostych pytań. Wszystkie wymagały zastanowienia się i głębszych odpowiedzi. Wywiad ten ukaże się w Radiu Fiat we wtorek, 14 lutego.
Później urocza pani redaktor Ania Przewoźnik zadała mi jeszcze kilka pytań, do wykorzystania w jakiejś swojej audycji w Radiu Jasna Góra. Nie jestem pewien kiedy ten program się ukaże, ale mamy obiecane mp3-ki z tymi nagraniami, więc będą dostępne na forum.
Zapis rozmowy z ojcem Skubisiem ukaże się, być może, także w Niedzieli.
Zaproponowano mi także coś, czego jeszcze nigdy nie rozbiłem, ale zgodziłem się i teraz muszę się z tego powodu denerwować. Mam się spotkać 15 lutego z młodzieżą z Częstochowy. Prawdopodobnie będzie to grupa około dwustu osób, a całą oprawę przygotuje pan Marian Florek.
Po wizycie w "Niedzieli" poszedłem do klasztoru. Po drodze obejrzałem Szopkę. Figury w niej umieszczone były naturalnej wielkości. Prawdę mówiąc są to najzwyczajniejsze "sklepowe" manekiny.
Dzięki temu pasterki, które tam doglądają krów, wraz z samą Maryją, wyglądają baaardzo atrakcyjnie. Nic dziwnego, że śpiewamy: "Gdy śliczna Panna Syna kołysała..." Rzeczywiście, śliczna. Jak lalka Barbie.
Mnie jednak taki lalkowy wizerunek w Szopce Betlejemskiej nie przekonuje. Maryja znacznie piękniejsza jest na swym Cudownym Obrazie.
Z Jasnej Góry o świcie udałem się autobusem do Rybnika, zaproszony przez państwa Kucharczaków. Mam zaszczyt nazywać Asię i Franka swoimi przyjaciółmi. Odespałem tam nocne czuwanie, a po południu pojechaliśmy na Tyski wieczór Uwielbienia.
Wielbiliśmy naszego Pana przez wiele godzin. Kościół był pełny, a do tego, mimo siarczystego mrozu, wiele osób stało na zewnątrz. Co za cudowne przeżycie, zobaczyć tylu młodych ludzi, usłyszeć tyle wspaniałych świadectw.
Z Tych wróciliśmy do Rybnika, a w niedzielę, po Mszy, spotkanie z całym "klanem Kucharczaków". Uroczy dzień, przemili ludzie i wielki zaszczyt dla mnie, że byłem ich gościem.
W poniedziałek Bielsko- Biała. Spotkanie w radiu Anioł Beskidów i jakieś nagranie regionalnej kablowej telewizji. Nagrałem, wraz z redaktorem Frankiem Kopczakiem, komentarz do Ewangelii na pierwszą Niedzielę Wielkiego Postu i audycję dla radia.

Była także rozmowa z redaktorem Robertem Karpem, której fragment już można zobaczyć w Wiadomościach Diecezjalnych, gdzieś tak w 16 minucie: KLIK
Konsekwencją tych rozmów była też informacja o mnie na stronie ekai.pl, którą powtórzyły także portale wiara.pl i strona Gościa Niedzielnego. Ten tekst można przeczytać na przykład tutaj: KLIK
Jednak to nie dla Anioła Beskidów zjawiłem się w Bielsku. Przyjechałem tam na zaproszenie przyjaciela z forum. To "Skrzydlaty", członek wspólnoty "Miasto na górze", Krakus osiadły na stałe w Bielsku-Białej, zorganizował te wywiady, a także spotkanie z przyjaciółmi z forum. Zarezerwował stolik na osiem osób, co wydawało mi się dość optymistycznym założeniem, a jednak było to zbyt mało, bo było, mimo siarczystego mrozu, dwanaście osób.
We wtorek wróciłem do Krakowa i staram się teraz jakoś uporządkować wspomnienia z tych kilku dni. W środę dalszy ciąg pielgrzymki. Wyjazd do Tyńca, do Benedyktynów i wieczorem Msza na Reformackiej w Krakowie. W czwartek wizyta w redakcji Gościa Niedzielnego w Katowicach, a od piątku do niedzieli chwila wyciszenia na franciszkańskich rekolekcjach w Cieszynie. O tym jednak jeszcze na pewno napiszę.
PS. Akurat w tych dniach TVN Turbo zamieściła także segment z cyklu "Kierowca i jego ciężarówka" w swym programie "Na Osi". Sam program był nagrany kilka miesięcy temu. Ponad godzina materiału. Wybrali z tego trzy minuty, ale chyba mogę być zadowolony z rezultatu. Jak na TVN całkiem nieźle... :-D
Odsłon: 389 Komentarzy: 14
Thursday,26 January 2012,22:41
Kategoria: Świat Thursday, 26 January 2012, 22:41
Dzisiaj kończy się mój pobyt w Krakowie, choć oczywiście jeszcze tu wrócę. Jednak jutro rano wyjeżdżam i przez kolejne pięć dni będę prawdziwym pielgrzymem.
Pisałem już o pierwszych dniach mojej pielgrzymki. Miałem także spotkania z kilkoma forumowiczami, "wirtualnymi" przyjaciółmi. Teraz są już realni, wiem jak wyglądają i jak brzmią ich głosy. Szczególnie wzruszające było spotkanie z Sewerynem. To młody mężczyzna, jeszcze nastolatek, w wieku mojego syna. Przypadkowo trafił dwa lata temu na forum przez link na kanale YouTube. Miał wtedy 17 lat i był dość daleko od Boga. Powiedział mi, że nasze wspólne podróże po USA, dyskusje i forum sprawiły, że zaczął poważniej podchodzić do wiary. Świadectwo jedno z wielu. Wzruszające było to, że on przyjechał dziś do Krakowa specjalnie po to, by mi za to podziękować. Sto kilometrów w jedną stronę w trudnych, zimowych warunkach, tylko po to, by mi podać rękę, pójść ze mną na Adorację i Mszę Świętą i wypić herbatę. Wspaniały chłopak. Dla nich właśnie warto robić to, co tu, na katolik.us, udało nam się stworzyć.
W piątek zaczyna mi się mały maraton. Rano ruszam do Częstochowy. O 14 spotkanie w redakcji Niedzieli, dzięki pani redaktor Agnieszce Konik Korn, żonie Marcina, naszego "frondowicza". Wieczorem natomiast, po Apelu, zaczyna się całonocne czuwanie przed Cudownym Obrazem w intencji naszej Ojczyzny. Na stronie krucjatarozancowazaojczyzne.pl/assets/Biuletyn_11.pdf możemy przeczytać:
W nocy z 27 na 28 stycznia 2012 r. Ojcowie Paulini zapraszają na Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę przed Wizerunkiem Maryi, Królowej Polski.
Czuwanie rozpocznie się po Apelu Jasnogórskim. Uczestnicy Krucjaty modlić się będą wraz z Członkiniami Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego.
Wszyscy są szczególnie zaproszeni, przybądźmy licznie na Jasną Górę!
W sobotę, po odespaniu nocnego czuwania na Jasnej Górze u państwa Kucharczaków w Rybniku, pojedziemy razem na Tyski Wieczór Uwielbienia. Następnie powrót do Rybnika, gdzie spędzę, nie wątpię, cudowną niedzielę z Frankiem i Asią, a w poniedziałek i wtorek Bielsko Biała. Jakieś nagranie dla radia Anioł Beskidów i spotkanie z forumowiczami. W środę powrót do Krakowa, wizyta u Benedyktynów w Tyńcu, gdzie moim gospodarzem będzie Marcin Konik Korn i wieczorem uczestnictwo w Mszy Świętej na Reformackiej w Krakowie, odprawianej przez ojca Józefa Witko, franciszkanina posiadającego niezwykłe dary Ducha Świętego.
To tyle planów na najbliższy tydzień. O kolejnych będzie jeszcze czas napisać. Na pewno napiszę także swe wrażenia z tego, co się już wydarzyło. W Częstochowie będę pewnie miał czas w piątek wieczorem na ewentualne spotkanie, a w Bielsku mamy nawet konkretną godzinę i miejsce: Pizzeria Retro, ul. Wyzwolenia 33 (róg Wyzwolenia i Piłsudskiego), poniedziałek, 30 01 2012, godz. 18:30.
Tyle mojej relacji na dziś. Proszę o modlitwy i dziękuję za nie. Ja także o Was będę pamiętał. +++
Odsłon: 441 Komentarzy: 7
Monday,23 January 2012,14:51
Kategoria: Kościół Monday, 23 January 2012, 14:51
Jestem dość aktywny w Internecie. Poza blogiem, który publikuję w paru miejscach mam także forum i swój dość popularny kanał na YouTube. Nic dziwnego, że spotykam się na co dzień ze słowami krytyki.
Nikt z nas nie lubi być krytykowany, zwłaszcza, gdy jest ona niesprawiedliwa, czy bezsensowna. Choć i krytyka, która ma podstawy rani nasze ego. Na moim kanale jest na przykład film z mojego wypadku samochodowego. Oj, dostaje mi się za ten film, dostaje. Każdego dnia. Za to, że jadę niebezpiecznie po publicznej drodze (i to jest krytyka jak najbardziej słuszna), za to, że nie mam wystarczających umiejętności (ditto), ale też nie brakuje wpisów zupełnie idiotycznych, obraźliwych, czy też "pouczanek".
Nie od dziś wiadomo, że obecność w Necie, pełnym anonimowych "bohaterów" nie jest dla ludzi o delikatnej skórze. I ja się nie przejmuję zbytnio, gdy wzbudzam agresję i złość u innych. Nie przeszkadza mi, gdy ktoś poświęca swój czas, by wyprodukować kilka filmów na mój temat, krytykujących wszystko: Od tego jak jeżdżę ciężarówką i kiedy zmieniam w niej olej, poprzez mój wygląd, aż po fakt, że się publicznie modlę i do tego fałszuję, śpiewając Panience na Dobranoc. To są rzeczy normalne. Ale bywają i takie, które naprawdę bolą.
Jacek Fedorowicz produkował kiedyś parodię Dziennika Telewizyjnego, gdzie pod prawdziwy obraz nagrany z telewizora podkładał inny dźwięk, wkładając swoje słowa w usta polityków i dziennikarzy. Był to bardzo skuteczny sposób walki z propagandą w czasach, gdy nie było wolnego słowa w żadnych polskich mediach. Gdy cenzorzy zatwierdzali każdą linijkę tekstu wypowiedzianego w TV, te produkcje Fedorowicza były jak powiew świeżego powietrza. Nagle można było usłyszeć znanych polityków i prezenterów TV mówiących prawdę! Nawet samooskarżających się. Zdumiewające!
Pan Fedorowicz kontynuował to później "oficjalnie", w wolnych mediach, ale ze zrozumiałych przyczyn nie miało to wtedy już takiego wydźwięku, jak w czasach przed stanem wojennym. Krytyka polityków staniała, powstały niezależne kanały informacyjne, alternatywna prasa. Politycy musieli się zacząć liczyć z tym, że będą kontrolowani. Gdy jednak pan jacek zaczął swoje pierwsze programy, ich wpływ na tych widzów, którzy mieli okazję je zobaczyć, był zdumiewający. Nigdy już tak samo nie odbierało się danego prezentera, czy polityka. Król był nagi.
Wspominam o tym, bo podobna rzecz właśnie spotkała mnie. Ktoś zmontował trailer do fikcyjnego thrillera i opublikował go w Necie, w którym wykorzystuje sceny z kinowych filmów i z moich filmów na YouTube, także z tych z wypadku i na dodatek wkłada w moje usta nie tylko ordynarne przekleństwa, ale też bluźnierstwa. A to naprawdę boli.
Oczywiście film ten szybko zgłosiłem i YT go usunęło. Ale nie był to pierwszy taki przypadek, pewnie nie ostatni. I zawsze mija trochę czasu, zanim mnie ktoś zawiadomi o powstaniu czegoś takiego, więc niektórzy zdążą zobaczyć. Cóż, takie są dziś czasy i niewiele na to poradzę. Przynajmniej nikt nas nie rzuca na pożarcie lwom, więc i tak powinniśmy być wdzięczni Bogu za to, że żyjemy dzisiaj, a nie 2000 lat temu. Jednak sam fakt, że się komuś chce takie rzeczy robić udowadnia, że wokół nas toczy się wojna. Wojna o dusze. A na wojnie czasem się odnosi rany i każdy, kto staje do walki musi się z tym liczyć.
Jest jeszcze jedna strona tej całej historii. Bardzo budująca. Poświadcza ona mianowicie, że to, co robię, jest skuteczne, bo przeszkadza kudłatemu. Te bluźnierstwa wsadzone w moje usta są tu najlepszym dowodem. Czyli muszę coś robić dobrze. Nie ma bowiem nic gorszego, niż takie życie chrześcijanina, które nie wzbudza żadnych fal. My musimy płynąć pod prąd, musimy zmieniać świat. Tylko martwe ryby płynął z prądem. Nie wolno nam być tak tolerancyjnymi i tak uważającymi na to, by nie zranić niczyich uczuć, by stać się zaledwie tłem, zlewającym się z otaczającą nas rzeczywistością. My musimy być z tej rzeczywistości sterczeć jak wyrzuty sumienia, musimy ją uwierać jak ziarenko piasku w bucie.
Odsłon: 418 Komentarzy: 8
Monday,23 January 2012,01:18
Kategoria: Świat Monday, 23 January 2012, 01:18
Jestem na miejscu. Lot bez większych wydarzeń. Samolot do Monachium był spóźniony, ale i tak zdążyłem na połączenie z Krakowem i w południe byłem na Balicach. Potem domowy obiad z rodziną. Przy obiedzie, jak to zwykle bywa, po podzieleniu się wiadomościami na temat dzieci i pracy, rozmowa schodzi na temat zdrowia. Ja akurat niedawno zrobiłem sobie gruntowne badania, by zobaczyć, czy mój post, który jest przecież także dość specyficzną dietą nie odbija się na moim zdrowiu. Wyniki mam doskonałe. Jestem zdrowy jak koń, albo nawet jak osioł, z wyjątkiem niedoboru witaminy B12 (częsta dolegliwość jaroszów) i witaminy D. Zatem dostaję teraz D w kapsułkach i B12 w zastrzykach, bo o zdrowie trzeba dbać.
Gdy tak rozmawialiśmy o lekach i zdrowiu, moja siostra pokazała mi pudełeczko z doskonałego lekarstwa. Myślę, że powinien je otrzymywać każdy. Nazywa się ono SERAPHINUS VITA COMPLEX i chyba zacytuję wszystkie informacje, jakie udało mi się odczytać z pudełka:

-przeciw dolegliwościom wynikającym z działania złej woli
-wzmacnia siły duchowe w drodze do świętości
-eliminuje obrzydzenie do tego co święte
-eliminuje ból glowy spowodowany niepotrzebnymi troskami
-podtrzymuje w momentach trudności i w walce z nałogami
-wzmacnia oddychanie duchem Bożym
-przeciwdziała utracie wiary
sprzyja podejmowaniu dobrych postanowień
przeciwdziała zniechęceniu i niezdrowej euforii
Przeciwwskazania: Brak.
Dawkowanie: Opakowanie zawiera zalecaną dawkę dzienną.
Dawka minimalna: Jedna dawka dzienna w tygodniu. Przyjmować z wiarą i nadzieją.
Uwaga: Mieć zawsze w zasięgu ręki.
Zawartość: 50+9 drażetek z krzyżykiem.
Substancja aktywna: Dobra wola człowieka złączona z łaską Bożą.
Reakcje na inne środki: Bardzo dobrze współdziała z przyjmowanymi sakramentami.
Działania uboczne: Może być źródłem wewnętrznego pokoju i radości.
Nr Serii: Łk 18,1-8
Termin ważności: WIECZNOŚĆ
Podmiot odpowiedzialny: Postulacja Sługi Bożego Ojca Serafina Kaszuby, ul Korzeniaka16, 30298 Kraków, email: postulacja@kapucyni.pl
Pozwolenie nr KKK 1674. www.kaszuba.kapucyni.pl

Wczoraj był 22 stycznia, a dwudziestego drugiego każdego miesiąca w kościele św. Katarzyny w Krakowie odprawiane jest nabożeństwo w intencji próśb zanoszonych do Boga za wstawiennictwem świętej Rity. Święta Rita to patronka od spraw beznadziejnych, taka żeńska odpowiedniczka św. Tadeusza Judy. Nic dziwnego, że nabożeństwo to zawsze gromadzi tłumy. Fotka poniżej zrobiona jest dobre pół godziny po zakończonym nabożeństwie. ciągle wiele osób modli się przed statuą św. Rity.

Skoro mówimy o sprawach beznadziejnych, to warto przypomnieć biednego proroka Jonasza, który swym nauczaniem spowodował, że nawróciła się Niniwa. Czytania wczorajsze były raczej o powołaniu i przykład Jonasza nam ilustruje jak skuteczny może być ten, kto posłucha głosu Boga i pójdzie za nim, ale warto zwrócić tu uwagę na dwie rzeczy, może nie do końca związane z tym, co nam Kościół wczoraj przypominał.
Przede wszystkim to, że Jonasz nie tylko nie miał najmniejszego zamiaru słuchać Pana Boga i nawracać mieszkańców Niniwy. On z całego serca pragnął, by Bóg ukarał tego odwiecznego wroga Izraela. Wiedział, że Niniwianie staną się instrumentem, którego Bóg użyje do ukarania jego kochanej ojczyzny. I gdy Niniwa rzeczywiście nawróciła się, modląc się i poszcząc, Jonasz jest tak zły, że chcę umrzeć.
Czasem słyszy się opinię, że Bóg Starego Testamentu był srogi i gniewny, a Bóg Nowego Przymierza jest miłosierny. Księga Jonasza jednak pokazuje nam, że Miłosierdzie Boże to nie jest coś nowego. "Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej."
Żeby lepiej zrozumieć całą tę sytuację, wyobraźmy sobie ją w dzisiejszym świecie. Weźmy jakiś dowolny naród wybrany, który zapomniał o Bogu, na przykład Polskę, i jakiegoś ich odwiecznego wroga, który jest po stokroć gorszy. Powiedzmy Niemcy. I proroka z tego pierwszego narodu, którego Bóg posyła do wrogów, aby oni się nawrócili, co uratuje ich przed zasłużonym gniewem bożym i w konsekwencji podbiją wybrany naród, ojczyznę proroka. Czy można się zatem dziwić, że Jonasz po sukcesie swojej misji:
Modlił się przeto do Pana i mówił: Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie. (Jon 4,2-3)
Ale jeżeli taka Niniwa się nawróciła, to czy nie mógł się nawrócić Izrael? Mógł, ale w Izraelu nie słuchali swych proroków, którzy często własnym życiem płacili za słowa prawdy przekazywane od Boga. Niniwa jednak wysłuchała Jonasza. A czy Polska jest gorsza? Czy naprawdę musimy tracić nadzieję gdy chodzi o nasz kraj? A może święta Rita by tu pomogła?

Ojciec Serafin nie bał się iść do współczesnej Niniwy. Niósł Słowo Boże, Dobrą Nowinę do najdalszych zakątków Związku Radzieckiego. Dziś by się nam przydał na miejscu... W piątek całonocne czuwanie na Jasnej Górze w intencji krucjaty różańcowej za Ojczyznę. Ja będę... A Ty?
Odsłon: 331 Komentarzy: 20
Friday,20 January 2012,13:07
Kategoria: Świat Friday, 20 January 2012, 13:07
Jutro wyjazd. Nie mogę się doczekać. Jestem niezmiernie ciekawy co mnie czeka podczas pobytu w Polsce. Prawdę mówiąc ja bardzo niewiele widziałem na świecie. Jasne, zjeździłem wzdłuż i wszerz Stany Zjednoczone, byłem w Ziemi Świętej, widziałem Rzym i Wenecję i byłem przed laty w Gruzji i Armenii, ale nigdy nie byłem w Paryżu, Casablance, Lourdes i Fatimie, nie znam Egiptu, Skandynawii, nawet nie byłem w Bułgarii, ani Rumunii, tak popularnych "za komuny". A jednak dziś zdecydowanie wolę wracać do Polski w czasie mych nielicznych urlopów, niż zwiedzać obce kraje. (Choć Lourdes i Fatimę, mam nadzieję, będę jeszcze miał okazję zobaczyć).
Dwa dni temu odezwał się do mnie na czacie naszego forum jakiś redaktor z programu "Na Osi" w TVN Turbo. Chciał nagrać nasze rozmowy przez Internet. Wcześniej, parę miesięcy temu, spotkałem się z innym dziennikarzem, Piotrem Szczepankiem, niedaleko Chicago i nagrał on ponad godzinę materiału o mnie i mojej ciężarówce. Właśnie jest to teraz poddawane obróbce i montażowi i producenci stwierdzili, że przydałoby się dodać coś z forum.
Bardzo mnie to ucieszyło, bo choć rozmowa z programem "Na Osi" dotyczyła głównie pracy kierowcy w USA i trucka, którym jeżdżę, to przecież nasze forum jest głównie poświęcone ewangelizacji i apologetyce. A program "Na Osi" pozwoli je zareklamować i przybliżyć je innym. Oczywiście nie wiem jak to zostanie zmontowane, nie mam na to wpływu. Z godzinnego materiału ukaże się pewnie pięć minut, albo mniej, ale takie są realia komercyjnej telewizji i nic na to nie poradzę. Cieszę się jednak, że mnie tam zaprezentują.
Wszystko bowiem się sprowadza do skuteczności głoszenia Dobrej Nowiny. Co najmniej dwa elementy muszą równocześnie zaistnieć, by to miało szansę się stać. Sam sposób przekazu musi być na tyle atrakcyjny, by zainteresował odbiorcę i odbiorca musi się spotkać z "nadawcą". Ksiądz Piotr Pawlukiewicz, że wezmę pierwszy lepszy przykład, może mieć najlepsze kazania pod słońcem, ale jak ktoś nie odwiedzi kościoła św. Anny i nie odsłucha jego kazań z Netu, to nie ma dla niego znaczenia jakie one są. A przecież wiemy, że są tysiące, miliony osób, które nigdy nie będą "marnowały czasu na słuchanie kazania".
Stąd w ogóle pomysł mojego apostolatu. Dotarcie z Ewangelią do pasjonatów ciężarówek, miłośników Stanów Zjednoczonych. I choć na naszym forum także jest zarejestrowanych wielu głęboko wierzących katolików, dobrych chrześcijan, to przecież ciągle mamy świadectwa ludzi, zwykle młodych mężczyzn, którzy powrócili do Boga i Kościoła po latach właśnie dzięki naszemu forum.
Zatem zapraszam do TVN Turbo, program "Na Osi" 28 stycznia. I zapraszam do kolejnego odcinka mojej Kroniki Pielgrzymki, już pewnie napisanej z Polski.
Odsłon: 474 Komentarzy: 12
Tuesday,17 January 2012,18:41
Kategoria: Kościół Tuesday, 17 January 2012, 18:41
18 stycznia zaczyna się kolejny Tydzień Modlitw i Jedność Chrześcijan. I jak co roku powraca pytanie: Jaki jest jego cel? To znaczy teoretycznie wszyscy wiemy jaki, ale jak to wygląda w praktyce?
Z lektury Biblii jednoznacznie wynika, że Kościół powinien być jeden. Że Bóg pragnie, by nie było żadnego rozdarcia, rozbicia między chrześcijanami. Wystarczy przytoczyć choćby te fragmenty Ewangelii i Listów Pawłowych:
Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. ( J 17, 20-23)
Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? (1 Kor 12-13)
Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.(Ef 4, 3-6)
Jak jednak te corocznie powtarzające się Tygodnie Modlitw zbliżają nas do jedności? "Po owocach ich poznacie". Zatem jakie są te owoce?
Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu była takim konkretem, ale też nie spowodowała jakiś masowych powrotów Luteran do jedności z Kościołem. Pewnie nie spowodowała żadnych powrotów, poza sporadycznymi, jednostkowymi przypadkami. Trochę większym sukcesem może się poszczycić Konstytucja Apostolska "Anglicanorum coetibus", dotycząca utworzenia ordynariatów personalnych dla członków Wspólnoty Anglikańskiej pragnących przystąpić do pełnej i widzialnej jedności z Kościołem Katolickim. Rozmowy z Lefebrystami też wydają się prowadzić donikąd, a ostatni komunikat Stałej Rady Konferencji Episkopatu Polski, choć jest potrzebnym sygnałem dla wiernych, raczej utwierdza rozłam spowodowany przez działalność księdza Natanka, niż przybliża moment jego powrotu do pełnej jedności z Kościołem.
To są jednak jakieś konkrety. Być może jeszcze nie nadszedł czas, by wydały one owoce. Są to jednak, moim zdaniem, kroki we właściwym kierunku. Ja jednak obawiam się, że dla wielu chrześcijan zaangażowanych w ruch ekumeniczny, być może nawet dla większości, celem nie jest odnalezienie za wszelką cenę prawdy i poddanie się tej prawdzie, ale jakieś pozyskanie stanu wzajemnej tolerancji i szanowania się i swych poglądów.
Nie mam nic przeciwko wzajemnemu szacunkowi, ale z tolerancją zawsze miałem problemy. Moim zdaniem Pan Jezus w ogóle nie był tolerancyjny. Prawdziwe chrześcijaństwo nie polega na tym, byśmy wszyscy się chwycili za ręce i razem zaśpiewali "Kumbaya". Nie chodzi też o to, byśmy się chwycili za łby. Chodzi po prostu o odszukanie prawdy i o pełne i bezwarunkowe zjednoczenie się w tej prawdzie. Albo, mówiąc precyzyjniej, w tej Prawdzie, bo Prawdą jest Jezus.
Czy zatem mamy zaprzestać naszych wysiłków dlatego, że są tak mało owocne? "Żadną miarą!" Jeżeli już to powinniśmy te wysiłki zwielokrotnić. Jednak nie mogą one iść w kierunku kompromisów, czy rozwadniania naszych poglądów, naszej nauki, naszej doktryny. Nie chodzi o jedność za wszelką cenę, ale o jedność w Prawdzie. I jedność taka jest możliwa, ale tylko dzięki łasce, jaką nam Duch Święty może udzielić. Nie traćmy więc nadziei i róbmy swoje, modląc się o osiągniecie tego celu, a resztę zostawmy Bogu.
Przetłumaczyłem kiedyś wykład Petera Kreefta na temat prawdziwego ekumenizmu. Serdecznie go polecam. Peter Kreeft, filozof, apologeta, teolog, znawca literatury, wykładowca w Boston College, wydawany także w Polsce, sam został katolikiem na skutek tego, że jako młody człowiek, student, odnalazł Prawdę. Zdecydował się na ten krok dawno, pół wieku temu, gdy nikt jeszcze nie słyszał o ruchu ekumenicznym i gdy "przechodzenie na katolicyzm" było w Stanach czymś niezrozumiałym. Dzisiaj nikogo to już nie dziwi, ale wtedy, może poza przypadkami małżeństw mieszanych, było to coś niesłychanego. Wykład Kreefta jest TUTAJ. Zapraszam.
Odsłon: 780 Komentarzy: 6
hiob
Forum: www.katolik.us Blog: www.hiob.us www.jaskiernia.com Spis treści: www.jaskiernia.org
Wednesday, 21 December 2011
Tuesday, 17 January 2012
Friday, 17 February 2012
Thursday, 24 November 2011
Monday, 19 December 2011
