Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Krzyż - VAT 1:0

Kategoria: Wiadomości Monday, 08 March 2010, 21:05

Oglądałem dziś główne wydanie "Wiadomości" w TVP. Trwało 25 minut, z czego 14 poświęcono wydarzeniom na Krakowskim Przedmieściu, a następnie 5 podniesieniu podatków przez rząd.

 

"Minęła 20" w TVP Info. Program trwający ponad 40 minut, z czego tylko końcowe 5 dotyczyło podniesienia podatków, reszta oczywiście o przeniesieniu krzyża. I jeszcze ten Arłukowicz krzyczący, że "jakim prawem mniejszość narzuca swoje prawa większości?!". Urocze.

 

Zastanawiam się, co jest ważniejsze dla przeciętnego Kowalskiego. To, że wzrosną ceny? Że został bezczelnie wyśmiany przez rząd, który przed wyborami w życiu by tematu podwyżki VAT nie podniósł? Nie, no, jak to. Przecież na życie przeciętnego Kowalskiego większy wpływ ma to, czy na Krakowskim Przedmieściu krzyż jest w kościele św. Anny, czy przed pałacem.

 

Ktoś tu na Polaków, że tak powiem, sika, a oni na to, że to deszcz pada. Smutek, wściekłość i bezsilność człowieka ogarnia, jak o tym pomyśli.

Odsłon: 202 Komentarzy: 2


Zapraszam do modlitwy

Kategoria: Modlitwa Wednesday, 23 September 2009, 15:22

W sytuacjach takich, jak ta, spowodowana poprzez absurdalne orzecznictwo "niezawisłych, bezstronnych" sądów, w sytuacjach kryzysowych – zawsze pozostaje nam modlitwa.

 

Nawet jeśli wydaje nam się, że modlitwa o sprawiedliwy wyrok w tej sytuacji okazała się bezradna, jeśli wydaje nam się, że jesteśmy w tej walce ze światem lewicowych ideologii opuszczeni przez Boga, to… No właśnie – tylko tak nam się wydaje. Warto przypomnieć sobie, że sam Jezus, podczas konania na krzyżu, wypowiada słowa "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?".

 

Dziś być może wielu z nas nie może pogodzić się z tak jawną niesprawiedliwością. Minęła godzina 15, polecam więc wziąć różaniec do ręki i odmówić Koronkę. W intencji pani Soleckiej, pani Tysiąc, ale też wszystkich osób, które stały po jej stronie.

 

+

Odsłon: 299 Komentarzy: 3


Drogie Panie!

Kategoria: Ogólne Monday, 03 August 2009, 11:32

Z okazji tego socjalistycznego święta chciałbym wam złożyć kapitalistyczne życzenia! :)

Ale już na poważnie - nie jestem kobietą, nigdy nią nie byłem i pewnie nigdy już nie będę, niemniej chciałbym wtrącić swoje trzy grosze na temat polskich feministek.

 

Nie wiem, czy polskie kobiety cieszą się, że mają taką, a nie inną reprezentację na ulicach Warszawy w dniu ich święta. Może zostanę nazwany szowinistyczną świnią, ale uważam, że takie panie, jak Środa, Nowicka, Jaruga-Nowacka czy Szczuka muszą być wyjątkowo biedne. Biedne wewnętrznie. Mam wrażenie, że feminizm sam w sobie jest nurtem wyjątkowo egoistycznym. Moje prawa, mój brzuch, moje życie, mój wybór. A egoizm bierze się z braku szczęścia w życiu.

 

Feministki aby odnaleźć się w społeczeństwie, muszą posiadać jakiegoś ideologicznego wroga. W Polsce (i pewnie nie tylko u nas) wrogiem tym jest Kościół katolicki, uosabiający patriarchalne społeczeństwo. Było mi bardzo przykro, gdy dziś rano na stronie GW przeczytałem artykuł o dzisiejszej Manifie. "Wyjście na manifę to najłatwiejszy sposób, by pokazać, że się nie godzisz na to, jak kobiety są w Polsce traktowane" - czytam. Gotuje się we mnie. Jak niby są traktowane? Znam osobiście wiele kobiet i w życiu nie spotkałem się z czymś takim, że są one dyskryminowane względem nas, mężczyzn. Nie wiem, po co na siłę tworzyć takie podziały, do czego zdaje się dążą feministki, w których są źli mężczyźni, "łamiący nasze prawa", "nasze", czyli dobrych, niezależnych, wolnych kobiet...

 

Osobiście uważam, że stereotypowy model rodziny nie jest uosobieniem zła, niegodziwości i nierówności. Aczkolwiek nie widzę nic złego, gdy żona/matka realizuje się zawodowo, wszystko zależy od specyfiki rodziny. Rodziny, która po prostu potrzebuje wolności, a nie dodatkowych przepisów prawnych.

 

Wracając jeszcze do "antymatriarchalnego" Kościoła - chciałbym zauważyć, że najważniejszym człowiekiem na tej ziemi była kobieta, druga po Bogu! Zachęcam wszystkie kobiety do stawiania jej sobie za wzór. Maryja nie była wojującą feministką, a mimo to dokonała wielkich rzeczy. A to dlatego, że ponad swój egoizm, potrafiła postawić bycie darem dla innych. Kobiety pełnią w społeczeństwie tak samo ważną rolę, jak mężczyźni. Tak samo ważną, a nie ważniejszą, to chcę podkreślić. Tak świat stworzony, że bez kobiet nie byłoby mężczyzn, a bez mężczyzn nie byłoby kobiet.

 

A tymczasem ja, dla wielu zagorzałych feministek zapewne szowinistyczna świnia - wstałem rano, poszedłem na Mszę Świętą, pomodliłem się za wszystkie kobiety, a następnie udałem się do kwiaciarni i zakupiłem dwie róże - dla mamy i dla siostry. Do czego zachęcam i innych panów.

Odsłon: 555 Komentarzy: 3


Dopowiedzenie do notek Aliuma i mfijolka ;)

Kategoria: Historia Wednesday, 02 September 2009, 20:22

Gdy w czerwcu 1989 roku odbywały się w Polsce wybory do Sejmu kontraktowego, ja miałem jakiś miesiąc od poczęcia. Niemniej, jako człowiek interesujący się historią, chciałbym wtrącić swoje trzy grosze do notek, jakie opublikowali na swoich blogach Alium i mfijolek.

 

Przede wszystkim należy patrzeć na Okrągły Stół z perspektywy wiosny '89 roku. Oceniając wydarzenia historyczne mamy zawsze tę przewagę, że wiemy, co nastąpiło po nich. Chcąc być jednak obiektywnym, trzeba postawić się w sytuacji, w jakiej znajdowała się ówczesna opozycja.

 

Zacznijmy od tego, że stan wojenny zabił w społeczeństwie polskim ochotę do kolejnych wielkich zrywów. Owszem, opozycja nadal prężnie działała, jednak nie była na tyle silna, by organizować jakieś powstanie przeciwko komunistom. Nie było praktycznej możliwości przejęcia władzy siłą. Nagle jednak okazuje się, że komuniści sami wyciągają rękę do narodu. O, proszę, kto by się tego mógł spodziewać?

 

Nie wiem, jak przyczynę tego "gestu" definiowały sobie elity opozycyjne, natomiast z całą pewnością można stwierdzić, jak było naprawdę. Jaruzelski i Kiszczak nie oddali władzy dlatego, że nagle spodobała im się demokracja, poszanowanie praw człowieka i obywatela itd. Dziś śmiało można stwierdzić, że powodem tej decyzji był fakt, że gospodarka państwa była w ruinie, zaś PZPR nie miała już oparcia w Moskwie, od której usłyszała de facto "radźcie sobie sami". Inna sprawa, że sami komuniści chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie jest ich faktyczne poparcie wśród społeczeństwa. Przekonali się o tym boleśnie w wyborach do Senatu.

 

Trudno więc określić samo podejście do stołu z komunistami za pójście na ugody ze zbrodniarzami i zdradę narodu, bo z punktu widzenia ludzi Wałęsy sytuacja nie była tak oczywista, jak dzisiaj. Pojawiła się wreszcie okazja, by zapanowała w Polsce choć częściowa wolność, więc trzeba z niej było skorzystać.

 

Cały problem polega jednak na tym, że opozycja postanowiła sobie dotrzymać umów z Okrągłego Stołu. Dzięki temu, choć byliśmy na początku liderami przemian w Bloku Wschodnim, gdy w innych częściach upadającego ZSRR było już "pozamiatane", u nas taki np. Kiszczak wciąż był Ministrem Spraw Wewnętrznych... Wielu historyków uważa, że w tamtym okresie była możliwość rozliczenia raz na zawsze komunistów. Jak to możliwe, że dziś, 20 lat po tamtych wydarzeniach, tacy ludzie jak Jaruzelski czy Kiszczak mogą czuć się bezkarni?

 

Cóż, zapewne nigdy nie wyjaśni się, dlaczego tak odbiło ówczesnym elitom opozycji. Dlaczego straszyli, jak Michnik, krwawymi rozliczeniami z czerwonymi, tak jak to zrobiono w Rumunii z Caucescu? Dlaczego, jak Wałęsa, robli co mogli, by zablokować lustrację? Te i inne wydarzenia pozwalają skłaniać się ku opinii pani Walentynowicz, wg której komuniści załatwili sobie w Magdalence bezkarność w demokratycznym państwie. Nie mi to oceniać.

 

20 lat po tamtych wydarzeniach trudno jednoznacznie stwierdzić, czy była to zdrada narodowa, czy przepiękna karta historii polskiego narodu. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Nikt nie może jednak zaprzeczyć, że dzięki tym wydarzeniom dokonała się przemiana ustrojowa.

 

I jeszcze jedno - o czym pisałem w jednej z moich poprzednich notek - fakt, że wielu ludzi było rozczarowanych wynikiem transformacji i pozwoliło na powrót do władzy ludzi, którzy jeszcze niedawno byli powiązani z komunistycznym reżimem, dowodzi też tezy, że nie było w Polsce właściwych elit, które pociągnęłyby demokratyczne, kapitalistyczne państwo w stronę Zachodu. Nie brakowało ich w 1918, dlatego II RP rozkwitła bardzo szybko. Tamte elity jednak zostały wymordowane w trakcie II wojny światowej, zaś w PRL, by się wybić, trzeba było być kanalią.

 

Najnowsza historia Polski jest bardzo złożona i wciąż kryje wiele zagadek. Podsumowując - sama idea Okrągłego Stołu zdradą nie była, natomiast bardzo negatywnie można oceniać to, co działo się na początku lat 90. na naszej scenie politycznej.

Odsłon: 477 Komentarzy: 1


Bolesław II Szczodry

Kategoria: Historia Friday, 16 January 2009, 23:45

Bolesław Szczodry

Bolesław II Szczodry, zwany także Śmiałym, król polski z drugiej połowy XI wieku, zapisał się w pamięci wielu Polaków, niestety, negatywnie. Jego rządy kojarzą nam się przede wszystkim z bestialskim zamordowaniem świętego biskupa Stanisława. Osobiście sam nie miałem o tej postaci dobrego zdania, dopóki nie zgłębiłem lepiej jej osiągnięć. Chcąc być uczciwym wobec historii, muszę przyznać, że darzę owego króla sympatią. Patrząc na dzieje Polski od Mieszka I aż po Lecha Kaczyńskiego, nie będzie wcale łatwo znaleźć nam polityków takiego kalibru, jak król Bolesław II. Chciałbym tutaj stanąć w obronie tej postaci.

 

Syn Kazimierza Odnowiciela był bez wątpienia politykiem wybitnym. Doskonale wiedział, jaka jest polska racja stanu (choć takie pojęcie w ogóle w jego czasach nie istniało), a co za tym idzie - konksekwentnie ją wypełniał. Prowadził bardzo aktywną politykę zagraniczną i silna Polska w środku Europy znowu stawała się faktem. Polski władca starał się mieć wpływ na to, co dzieje się w państwach sąsiednich, np. obsadzając "swoim" kandydatem tron Węgier. Dążąc do osłabienia strony cesarskiej, zaprzestał płacenia trybutu za Śląsk. Szczodry doskonale zdawał sobie sprawę, jak istotne dla rozwoju państwa jest posiadanie niezależnego od cesarstwa, polskiego Kościoła. Dążył więc do umocnienia organizacji kościelnej, zarazem popierając papieża Grzegorza VII w słynnym sporze z cesarzem Henrykiem IV. Dzięki temu, na nowo pojawiły się w Polsce insygnia królewskie.

 

I tu dochodzę do najważniejszego wydarzenia związanego z tym władcą. W państwie polskim wytworzyła się przeciwko królowi opozycja, która nie była zadowolona z silnej władzy centralnej w Królestwie. Jednym z jej przedstawicieli był bp Stanisław, którego za zdradę króla spotkała kara. Patrząc z perspektywy współczesnej, śmierć poprzez poćwiartowanie jest czymś bardzo okrutnym. Pamiętajmy jednak, że w średniowieczu obcięcie członków nie było wcale niespotykaną rzeczą, jaka mogła spotkać zdrajców. Inna sprawa, że historycy poddają dziś w wątpliwość to, czy bp Stanisław rzeczywiście został tak bestialsko zamordowany przez samego Bolesława w trakcie sprawowania Mszy Św.

 

Jak historia potoczyła się dalej - chyba wiemy. Możni wystąpili przeciwko królowi, który został zmuszony do ucieczki z kraju na Węgry, gdzie zmarł, prawdopodobnie otruty.

 

Nie należy oceniać negatywnie Bolesława Szczodrego. Fakt zabicia biskupa, który był przecież zdrajcą, nie może wpływać na obraz króla, który miał znakomite stosunki z Watykanem i dążył do wzmocnienia polskiego Kościoła. Z drugiej strony, powinniśmy sobie zadać pytanie, dlaczego czci się tak gorliwie bp. Stanisława? Czego takiego dokonał on, że dziś jest uznawany za patrona Polski?! Osobliwa historia.

Odsłon: 2219 Komentarzy: 3


I don't wanna follow death and all of his friends

Kategoria: Pro life Tuesday, 01 December 2009, 17:27

Coldplay, oczywiście, nie jest zespołem, który w szczególny sposób promuje ochronę życia, poglądy pro-life (chyba, że nic o tym nie wiem), aczkolwiek wczoraj, słuchając po raz enty ich najnowszej płyty, wpadłem na znakomity cytat. Zapraszam do posłuchania piosenki "Death And All His Friends" (swoją drogą, u Brytyjczyków śmierć jest rodzaju męskiego, ciekawostka).

http://unnami.wrzuta.pl/audio/Af5xbf2s5h/

W refrenie pada zdanie, które postawiłem w tytule tejże notki. I jest to zdanie - już pomijając, o co naprawdę chodziło autorowi tekstu - które chyba znakomicie oddaje istotę poglądów wszystkich ludzi dobrej woli, którzy mówią TAK ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

Nie chcemy świata, w którym ludzi chorych, zamiast im pomóc, zabija się z litości. Nie chcemy świata, w którym człowiek ma prawo do decydowania o życiu drugiego. Nie chcemy żyć na świecie, w którym prawo pozwala na zabicie nas jeszcze przed narodzeniem. Jak możemy czuć się bezpieczni w takim państwie, które nie daje najsłabszym gwarancji ochrony ich życia? Nie chcemy świata, w którym prawo chroni zwierzęta i przyrodę, ale zapomina o niewinnych ludziach. Nie chcemy podążać za śmiercią i jej wszystkimi przyjaciółmi...

 

Takim właśnie przyjacielem śmierci - nie boję się go tak nazwać, jest Barack Obama, który za kilka dni obejmie urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wielu Amerykanów wybierało go, uważając za "mniejsze zło" czy też mówiąc "dość" nastawionym na wojny republikanom. Osobiście sam zastanawiam się, czy Obamy nie można postawić w jednym szeregu z odpowiedzialnymi za konflikt w Strefie Gazy czy afrykańskimi terrorystami, wyniszczającymi wojnami domowymi i tak już zmizerniały kontynent. Wszak zarówno oni, jak i Obama, mają ludzkie życie za nic.

 

Owszem, mocne słowa. Jednak trudno mi inaczej określić człowieka, który nie tylko sam popiera zabijanie niewinnych ludzi, ale też wymaga od innych, by ich zabijali. A przecież tako rzecze FOCA.

 

Wczoraj rozpocząłem wraz z rodziną nowennę, o którą apelowano. Zachęcam i innych do modlitwy.

Odsłon: 723 Komentarzy: 0


Narodzie, opamiętaj się...

Kategoria: Historia Saturday, 01 August 2009, 22:24

Książka, którą aktualnie kończę czytać, a mianowicie "Polactwo" Ziemkiewicza, już na wstępie nieco mnie zaskoczyła. Konkretnie cytat "wygląda tak [Polska], że tylko rzygać". Myślałem początkowo, iż taka, a nie inna ocena, jest zbyt krzywdząca dla naszej ojczyzny, jak i dla Polaków. Wystarczyło jednak zgłębić się w lekturę Ziemkiewicza, by uświadomić sobie, w jak zgniłym państwie żyjemy i jak bardzo nasz naród jest zdemoralizowany. Oczywiście, nie przyjmuję bezkrytycznie wszystkich zawartych w książce argumentów. Muszę jednak podkreślić, iż co do przyczyn ogólnego stanu Polski mogę się jak najbardziej zgodzić.

 

Zdecydowanie trzeba przyznać, iż II wojna światowa, wymordowanie elit przez stalinowców oraz późniejsza indoktrynacja za czasów PRL w trwały sposób odbiły się na narodzie polskim. W 1918 II Rzeczpospolita rzeczywiście miała bardzo rozwiniętą warstwę elit, inteligencję, która wzięła na siebie odpowiedzialność za budowanie młodej Polski - i nawiasem mówiąc, to też pozwoliło na tak szybkie stworzenie od podstaw nowego, niemałych rozmiarów, bardzo zróżnicowanego religijnie, ekonomicznie i społecznie państwa, które gdyby nie złe położenie geopolityczne (między młotem a kowadłem, alias między swastyką a czerwoną gwiazdą), zapewne byłoby dziś silnym i liczącym się na europejskiej arenie graczem.

 

Cóż, nastała jednak II wojna światowa, a wraz z nią śmierć elit. Mówiąc o Katyniu wspomina się przede wszystkim wojsko, zaś równie istotną kwestią była tutaj przecież śmierć lekarzy, profesorów, policjantów, duchownych. W normalnym państwie naród wykształciłby spośród siebie nową elitę, która dźwignęłaby kraj z kolan. Niestety, PRL normalnym państwem nie była. Był to twór oparty na potrójnym kłamstwie - "nie była to Rzeczpospolita, lud nie miał wiele do gadania, zaś Polska z tego taka, jak z Generalnego Gubernatorstwa Hansa Franka", jak pisał w innym miejscu Ziemkiewicz. Jeśli ktoś chciał za komuny robić karierę, rozwijać się i wybić ponad poziom, nie miał na to większych szans, będąc przeciwnikiem władzy. Socjalizm był systemem szalenie demoralizującym nasz naród, czego skutki odczuwamy do dziś.

 

Tak, napiszę to - choć z bólem serca - społeczeństwo polskie jest głupie. Polacy, którzy oddawali za ojczyznę życie, rozpłakaliby się, niestety, nad stanem naszego narodu, nad stanem III Rzeczypospolitej. Myślę, że nie za taką Polskę oni umierali. Nie pytam o sens ich poświęcenia (Gloria Victis...), ja po prostu czuję się bezradny, tak jak i zresztą autor "Polactwa", wobec tego, w jakim kraju żyjemy. Jest mi najzwyczajniej w świecie przykro.

 

Pretekstem do napisania tej notki nie była wbrew pozorom książka Ziemkiewicza, ale wyniki pewnego sondażu, opublikowane na stronie wirtualnemedia.pl. Otóż, jak się okazuje, niekwestionowanym liderem wśród najpopularniejszych tygodników w naszym kraju jest... "Tele Tydzień". Poważnie, to nie jest dowcip. Można w sondaże wierzyć lub nie - niemniej wyniki akurat tego wpisują się idealnie w zaprezentowany powyżej stan rzeczy w Polsce.

 

Ach, "Tele Tydzień", paradne! I wykształć tu, Narodzie, porządne elity, tak przecież potrzebne dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa...

 

Królowo Polski - módl się za nami.

Odsłon: 661 Komentarzy: 3


Nieustanny czas adwentu

Kategoria: Religia Wednesday, 01 April 2009, 23:11

W zasadzie w życiu bym nie założył tutaj bloga, gdyby nie wieczorny impuls, jaki dał mi wywiad z Rafałem Tichym w najnowszym numerze "Gościa Niedzielnego". Wywiad bardzo ciekawy i warty polecenia. Z kilku istotnych kwestii, jakie zostały tam poruszone, szczególnie zainteresowałą mnie jedna.

Otóż nigdy w taki sposób na to nie patrzyłem, ale w rzeczywistości adwent nigdy się nie kończy. Jak słusznie zauważył redaktor "44", w naszym rozumieniu często ten okres jawi się nie jako oczekiwanie na Zbawiciela, ale po prostu na Święta. O jakże złe jest takie myślenie! Zresztą warto przypomnieć sobie, skąd w ogóle wzięła się nazwa dla tego okresu roku liturgicznego. A pochodzi ona z łaciny: advenio - przychodzę.

No właśnie. Czekamy na przyjście Boga i to nie tylko w wymiarze symbolicznym - w postaci Świąt Bożego Narodzenia, wigilijnej kolacji i pasterki. Pamiętajmy, że prawdziwy czas adwentu nie skończył się w nocy z 24 na 25 grudnia. Wszak On może nas zaskoczyć w każdej chwili, za miesiąc, tydzień, za godzinę czy nawet w trakcie czytania (w moim przypadku pisania) tej notki.

Tutaj nasunęło mi się takie porównanie chrześcijanina do matki. Matki, która dowiaduje się o poczęciu swego dziecka. Obie postaci nie znają "dnia ani godziny", obie oczekują na coś, pardon - na Kogoś dla nich szczególnego. I tak jak ciąża jest dla matki stanem wymagającym wyrzeczeń, nakazującym dbanie o zdrowie, tak i chrześcijanin, chcący dostąpić zbawienia, powinien w swym życiu pamiętać o utrzymywaniu w dobrej kondycji swej duszy.

Tego właśnie na ten 2009 rok wszystkim serdecznie życzę - pamiętania o tym, że w codziennym życiu nie tylko czekamy w kolejce do banku, na zielone światło czy na dzwonek na przerwę w szkole. My, chrześcijanie, czekamy na coś... Pardon, na Kogoś ważniejszego.

Odsłon: 528 Komentarzy: 4


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.