
Tuesday,15 May 2012,16:30
Kategoria: Polityka Tuesday, 15 May 2012, 16:30
Czyta Krystyna Czubowna.
Nad rozleglymi rowninami Parku Narodowego Sejmostone powoli budzi sie nowy dzien. Nowy dzien walki o przetrwanie dla jego dzikich mieszkancow. Pierwsze promienie slonca wywabiaja na parkowe korytarze przedstawicieli rozmaitych gatunkow zamieszkujacych te bogate w diety tereny. Poza noca, kiedy dzika zwierzyna zaszyta w hetolowych norach mogla zregenerowac sily, tylko poranek to czas w ciagu calego dnia, kiedy moze sie ona napawac blogim spokojem. Jednak spokoj moze skonczyc sie bardzo szybko.
Niemal codziennym rytualem w Sejmostone jest poranny zwyczaj gromadzenia sie zwierzat w stadach razem z przedstawicielami swojego gatungu. Mogloby sie wydawac, ze kazdy gatunek ustala swoista strategie przetrwania kolejnego dnia. Ale przeciez to tylko zwierzeta, ktorymi kieruje instynkt.
Przynaleznosc do stada to wazny aspekt zycia na tych dzikich i nieraz okrutnych terenach. Zwierze poza stadem staje sie latwym celem dla przedstawicieli innych gatunkow. Tubylcy do dzis wspominaja historie sprzed kilkunastu lat, kiedy to duze stado trawione nieustannymi konfliktami calkowicie zniknelo z tych terenow. A jak mowia najstarsi obserwatorzy zycia w Sejmostone, przed wybuchem konfliktu charakteryzowalo sie ono duza solidarnoscia.
Zdarza sie takze, co jest chyba ewenementem niespotykanym w innych rezerwatach, ze pojedyncze zwierzeta potrafia zmienic stado swojego gatunku na inne. Znane sa przypadki, udokumentowane przez badaczy przyrody w Sejmostone, ze niektore zwierzeta zmienialy stado juz kilkakrotnie. Tlumaczy sie to zachowanie instynktowna wola przetrwania. W Sejmostone zycie jest okrutne, ale poza parkiem zwierzeta przyzwyczajone do obfitosci diet(etycznego) jedzenia nie maja szans na normalne zycie. Poza parkiem wiele z nich czekalaby smierc badz w najlepszym wypadku wegetacja.
Centralnym miejscem Sejmostone jest niewielka dolinka, gromadzaca przez wiele godzin w ciagu calego dnia wielu przedstawicieli wszystkich gatunkow. O dziwo zadko dochodzi w tym miejscu do krwawych atakow jednych zwierzat na inne. To raczej miejsce odpoczynku, gdzie mozna schronic sie przed palacymi promieniami slonca. Oczywiscie nie brakuje ostrzegawczych porykiwan. Szczegolnie swoja obecnosc, przez nieustanne pokwikiwania, zaznaczaja guzdzce z rodziny swiniowatych (lac. palicotus deviatus). Lacinska nazwa nadana zostala temu gatunkowi stosunkowo niedawno, gdy przyrodnicy stwierdzili, iz niektore samce tego gatunku udaja samice. Robia to jednak bardzo nieudolnie, co nieuchronnie musi prowadzic do szybkiego wymarcia tego gatunku. Byc moze ratunkiem dla tych zwierzat bedzie specjalny program ochrony guzdzcow z Sejmostone, ktory zostal przygotowany przez milosnikow przyrody z Unii Europejskiej.
Do niedawna najbardziej zagrozonym gatunkiem w Sejmostone byl podgatunek nosorozca bialego – nosorozec wasaty (lac. belvederus bulus). Co prawda jest to trudny do zaobserwowania w parku okaz, ceniacy sobie swiety spokoj, ale jak zapewniaja nas pracownicy parku, dzieki fachowej pomocy przyrodnikow rosyjskich, zaczal sie on niezwykle szybko rozmnazac. Zapewniono nas, ze ze swoja zyciowa partnerka, sprowadzona do parku z ogrodu zoologicznego w Tel-avivie, doczekal sie juz pieciu mlodych, ktore same weszly juz w wiek reprodukcyjny.
Innym miejscem w Sejmostone, gromadzacym jego dzikich mieszkancow, jest wodopoj. Niektore zwierzeta spedzaja w tym miejscu niemal caly dzien. Dostep do wody to niezbedny warunek przetrwania w Sejmostone. Jednak, jak niedawno stwierdzili przyrodnicy, czasami gaszenie pragnienia prowadzic moze do zgubnych skutkow. Szczegolne uwarunkowania geologiczne parku Sejmostone sprawiaja, ze woda spozywana przez zwierzeta w nadmiernej ilosci prowadzic moze do nie do konca wyjasnionej przez weterynarzy choroby. Juz kilka razy zaobserwowano zwierzeta, ktore po odejsciu od wodopoju wydawaly nietypowe dla swoich gatunkow wycie, a takze utykaly na prawa, przednia lape.
Chore zwierzeta to latwy cel dla drapieznikow, ale takze dla turystow, ktorych, od kiedy przed dwudziestu kilku laty Sejmostone zostalo otwarte dla zwiedzajacych, nie brakuje. Przyjezdzajac jednak do tego parku musimy pamietac, ze wchodzimy w swiat naprawde dzikiej przyrody. Przekonala sie o tym niedawno jedna z turystek, ktora ze swa kamera podeszla zbyt blisko jednej z hien (lac. platfosus nicnierobus). Mimo ostrzegawczych warkniec atak hieny byl bardzo szybki i precyzyjny. Turystka miala duzo szczescia, ze wyszla z tego niemal bez szwanku. Byc moze zmylilo ja powszechne przeswiadczenie, ze zwierzeta tego gatunku chetnie pozwalaja sie filmowac i niemal lgna do ludzi z kamerami i aparatami fotograficznymi. Jak powiedzieli nam obserwatorzy zycia w Sejmostone rzeczywiscie zwierzeta te sa bardzo medialne. Czesto mozna zaobserwowac szczegolnie jedna hiene z charakterystyczna ruda sierscia, ktora niemal lasi sie do turystow, zwlaszcza niemieckich.
Straznicy parkowi mowia, ze wsciekle hieny to narastajacy problem w Sejmostone. Probowano nawet wdrozyc program odstrzalu chorych osobnikow. Niestety okazalo sie, ze hieny to zwierzeta o mocnych wiezach wspolnotowych i w swoim stadzie chronia nawet osobniki chore, zagrazajace samemu stadu.
Nad Sejmostone slonce znika za horyzontem. Dzikie zwierzeta powoli wracaja do swoich hotelowych nor. Kolejny dzien walki o przetrwanie zakonczony. Jutro historia zatoczy kolo i ponownie rozpocznie sie wyscig, ktorego stawka jest przetrwanie w tym niezwyklym ekosystemie. Tylko dwa guzdzce nie moga spac. Dwa samce znikajace w mroku, ktore sa jakze wymownym znakiem, ze czas w Parku Narodowym Sejmostone nie stoi w miejscu, ze zmiany zachodza takze tutaj. Ale czy zmiany na lepsze? Przyszlosc pokaze.
Dobranoc Panstwu.
Odsłon: 201 Komentarzy: 8
Wednesday,05 December 2012,22:12
Kategoria: Polityka Wednesday, 05 December 2012, 22:12
O wiekszego trudno zucha,
Jak jest Stefek Burczymucha,
- Ja nikogo sie nie boje!
Chocby Kaczor... to dostoje!
Macierewicz?... Cham obdarty
To sa dla mnie czyste zarty!
A PiS caly?... Ja ich zgraje
Pozabijam i pokraje!
Kiedy spotkam, chocby w grupie
Kazda jedna skopie dupe!
Ich wyborcy to bydlaki
Wlasnorecznie wyrwe flaki!
I z wlasciwym mi polotem
Zmieszam wszystkich razem z blotem!
Dziennikarze, ci z prawicy
To sa ludzie prawie dzicy!
Bede bluzgal dzika horde
Kto nie z PO tego w morde!
Gdy fekaliow w pysku braknie
Kilka kamer na bruk spadnie!
Komu zechce, to dam rade
Rowno z pisiorami jade.
I tak przez dzien bozy caly
Zuch nasz trabi swe pochwaly.
TVN-y, GW-na, TOK-i
Wypelnione jak rynsztoki,
Fekaliami z ust Stefana
Od samego niemal rana.
Lecz gdy swiatlo kamer zgasnie
Nasz bohater wnet nie zasnie.
W nocy jedna mysl powraca
Odpoczynek jego skraca.
Przypomina sobie w duchu
Jak to sypal kumpli z RUCHU.
Narzeczona, brat rodzony
Przez Stefana byl zdradzony.
Jaka z tej historii nauka
I na dupe szui palka?
Ten co w innych rzuca gowno
Unurzany jest w nim rowno.
Moral takze jest cuchnacy
Chociaz nadzieje dajacy:
Nie potrzeba wiele bracie
By wypelnic Stefka gacie.
Chociaz mocny w swojej gebie
Tchorz juz zawsze tchorzem bedzie.
Odsłon: 448 Komentarzy: 11
Saturday,05 May 2012,22:19
Kategoria: Ogólne Saturday, 05 May 2012, 22:19
Poruszony do glebi medialnym szumem wokol poczciwych pan z grupy folklorystycznej „Jarzebina” i hymnem naszych dzielnych kopaczy autorstwa tejze grupy, postanowilem zmienic nieco temat. Podczas gdy wszyscy, lacznie z niemilosiernie katowana w ukrainskim wiezieniu Julia Tymoszenko, z niecierpliwoscia oczekuja na pierwszy gwizdek rozpoczynajacy JEWRO 2012, ja osobiescie czekam na gwizdek ostatni i na to, co bedzie sie dzialo w Polsce po mistrzostwach naszego homopoprawnego kontynentu. Niepodzielajac optymizmu Tomasza Lisa i Moniki Olejnik (celowo nie napisalem o optymizmie Donalda i Vincenta, bo oni najlepiej wiedza, co w murawie piszczy), postanowilem stworzyc hymn naszej wspanialej ekipy rzadzacej. Podobienstwo do hymnu autorstwa pan z „Jarzebiny” czysto przypadkowe. Jesli jednak ktos chce go zaspiewac na melodie tegoz hymnu jest to mozliwe. Tyz pasuje.
Smuca sie lemingi, smuci PO cale,
Bo tuz po EURO problemy nie male,
Bo tuz po EURO problemy nie male,
Hej!
Kokokoko katastrofa spoko,
Mialo wszystkim zbielec oko,
Europa boki zrywa, tak to z PO bywa. /x2
Nasi dzielni chlopcy Polske budowali,
Siec autostrad dluga
Jest Uganda druga
Siec autostrad dluga
Jest Uganda druga
Hej!
Kokokoko katastrofa spoko,
Tusk usmiecha sie szeroko,
Znow udaje ci on glupa, ale zbita dupa. /x2
Hej!
Pismaki w panice sukcesow szukaja,
Jest sukces niemaly! Schody wytrzymaly!
Jest sukces niemaly! Schody wytrzymaly!
Hej!
Kokokoko katastrofa spoko,
Sondaz PO znow wysoko,
Chociaz w kraju wszystko lezy, leming GWnu wierzy. /x2
Hej!
Nie mysl sobie bracie, ze to wina rzadu
Wytlumaczy lisek
Ze to kaczy spisek.
Hej!
Kokokoko katastrofa spoko
Rzady Tuska mam gleboko
Wszyscy razem zaspiewajmy, PO pozegnajmy. /x22
Odsłon: 907 Komentarzy: 9
Monday,05 March 2012,14:19
Kategoria: Polityka Monday, 05 March 2012, 14:19
Drodzy Rodacy, Obywatele, Polki i Polacy. Cala Polska z niecierpliwoscia oczekuje pierwszego gwizdka, ktory to gwizdek rozpocznie najwieksza impreze sportowa w historii naszego kraju. Wszyscy czujemy juz atmosfere tego swieta sportowego, ktore zbliza sie wielkimi susami. Gotowe stadiony oczekuja juz na rzesze kibicow z calej Europy, ktorzy przybeda do nas siecia autostrad i szybkich kolei oplatajacych nasz kraj ze wszystkich stron Europy. Te wyjatkowe dni pozostana w naszej pamieci na dlugo. O wydarzeniach tych opowiadac bedziemy z duma naszym dzieciom i wnukom, ktore zerkajac na stadion narodowy przez okno drugiej nitki metra spytaja nas: „Co to za miejsce, tatku?” Dlatego apeluje do wszystkich, ktorym dobro i pomyslnosc naszej Ojczyzny lezy na sercu: nie psujmy tego swieta! Powtarzam jeszcze raz, tym razem duzymi literami: NIE PSUJMY TEGO SWIETA!
Apel swoj kieruje do wszystkich, ale w sposob szczegolny do tych, ktorzy na malkontenctwie i narzekaniu probuja zbic kapital polityczny: nie idzcie ta droga! Pokazmy Europie i swiatu, ze Polak potrafi byc madry takze przed szkoda. My wiemy, ze nie wszystko udalo sie przygotowac tak, jak bysmy sobie tego zyczyli. My wiemy, ze wiele pozostawia jeszcze do zyczenia. Ale jak to mowia: „Nie od razu Bude Ruska zbudowano.” Dlatego w te wyjatkowe dni badzmy razem. A to czego nie udalo sie zrobic przekujmy w nasze atuty. Pokazmy Europie i swiatu piekno Polski i jej tradycje. Czy mozna to uczynic pedzac pociagiem lub po autostradzie? A przeciez ruch pielgrzymkowy ma tak piekna i dluga tradycje w naszej Ojczyznie. Nade wszystko okazmy wszystkim nasza tradycyjna goscinnosc.
Z tego miejsca apeluje tez do naszych zuchow, ktorzy, jak nie watpie, pozostawia na murawie siodme poty. Drodzy pilkarze reprezentacji Polski. Jestem pewien, ze walczac o jak najlepszy rezultat w nadchodzacych zawodach, najwiazecie do pieknych i dlugich tradycji zwiazanych z naszymi wystepami na mistrzostwach europejskiego globu. Pamietajcie jednak, ze bardziej liczy sie uczestnictwo niz wynik, a jako gospodarze w sposob szczegolny pokazcie naszym gosciom z Europy, ze powiedzenie: „Gosc w dom, Bog w dom”, to nie pustostan, ale slowa wypelnione gleboka trescia. Dlatego apeluje takze do was: nie murujcie dostepu do swojej bramki! Pokazmy, zwlaszcza naszym braciom slowianom ze wschodu, z ktorymi zrzadzeniem losu spotkamy sie juz w fazie grupowej, iz tradycyjna polska goscinnosc to nie tylko slowa, ale i konkretne czyny. Na te kilka dni schowajmy nasze uprzedzenia, zwlaszcza w obliczu nadchodzacej zimy i galopujacych cen gazu.
Drodzy Rodacy, Obywatele, Polki i Polacy. Jestem przekonany, ze nadchodzace EURO 2012 bedzie dla nas wszystkich przezyciem wyjatkowym. Dolozmy staran, aby obraz naszego nowoczesnego, europejskiego domu rozszedl sie daleko hen hen po calym swiecie, niczym zapach kotleta schabowego po klatce schodowej. Badzmy dumni, ze tak wiele udalo sie nam osiagnac, pomimo narzekan tych, ktorzy zawsze doszukuja sie dziury w serze. Pozdrawia was wasz prezydent Bronislaw Komorowski.
PS. Przepraszam za brak polskich znakow, ale poslalem Kozieja po kiszonke na bazar, a zapomnialem, ktory to przycisk robi kreski i kropki.
Odsłon: 600 Komentarzy: 11
Thursday,10 November 2011,17:07
Kategoria: Ogólne Thursday, 10 November 2011, 17:07
Po chwilowym szoku spowodowanym wynikami wyborów, nadszedł czas spokojnego przeanalizowania sytuacji. A ta, o dziwo, coraz bardziej wydaje mi się zabawna. Oczywiście nie mówię o Platformie Obywatelskiej, bo to partia smutasów, dla których szczytem dowcipu są wpisy ministra Grasia na twitterze, w których dziękuje za kampanię kibolom i dziennikarzom, którzy ośmielili się krytykować rząd. Proponuję założyć profil na naszej-klasie. Tam na pewno znajdzie znajomych na podobnym poziomie, a i z parę tysięcy eurogąbek wpadnie do kieszeni. Jak znalazł do czyszczenia okien u Niemca. Tak więc, nie o Platformę chodzi, ale oczywiście o Ruch Poparcia Winiarza z Biłgoraja.
Przeczytałem właśnie w internecie, że niejaki Robert Biedroń otrzymał propozycję objęcia ministerstwa ds. mniejszości seksualnych. Niestety odmówił. A już oczyma wyobraźni widziałem scenę, kiedy minister Biedroń zjawia się na jakimś oficjalnym przyjęciu i zostaje zaanonsowany: „Pan minister ds. mniejszości seksualnych Robert Biedroń z żoną Andrzejem.” Chociaż po prawdzie to nie wiem, czy niedoszły minister ma jakąś połowicę, a jeśli ma, to kto robi w ich związku za babkę. W każdym bądź razie odmówił. Ale to może i lepiej. W końcu w Polsce tyle jeszcze kołtunerii, która by mu żyć nie dała. A i budynek ministerstwa trzeba by na różowo pomalować. W dobie kryzysu to niepotrzebne wydatki.
W dalszej części newsa było już trochę straszniej niż zabawniej. Oto według słów samego Winiarza z Biłgoraja niejaka Magdalena Środa mogłaby zostać ministrem edukacji w rządzie ekspertów. I tutaj także oczyma wyobraźni zobaczyłem wizję szkoły pod rządami ekspert Środy. Nowa lista lektur obowiązkowych i otwierająca ją(nomen omen) pozycja „Romeo i Juliusz”. W zakresie ponadprogramowym, dla najambitniejszych „Kazania sejmowe – wybrane fragmenty expose Donalda Tuska”. Ze sklepików szkolnych znika w końcu niezdrowa żywność, ustępując miejsca naturalnej pod każdym względem marihuanie. Zamiast przerwy śniadaniowej, przerwa na jointa. Myślę, że za kilka lat nasze pociechy tylko z opowiadać swoich rodziców dowiedzą się, co to takiego wagary.
Na koniec zostawiłem tajemnicze słowa Winiarza z Biłgoraja o wyborze kandydata z tej partii na wicemarszałka sejmu. Jeśli mógłbym coś nieśmiało zaproponować to mam takiego kandydata, który uzupełniłby idealnie obraz obecnej wysokiej izby, jako największej sceny kabaretowej w Polsce. Któż to taki? Nie kto inny, jak Anna Grodzka – baba, która była chłopem. To byłoby coś. Nie wiem, jak wypadałoby się zwracać do prowadzą(cej/cego) obrady wicemarszałka: wasza transseksualność? Z pewnością nie obeszłoby się także bez lapsusów językowych, porównywalnych do tego autorstwa Józefa Zycha, któremu „niejednokrotnie staje”. No bo gdzie wpływałby wnioski posłów w czasie obrad prowadzonych przez Annę Grodzką? Do laski marszałkowskiej? Toż to jawne robienie sobie kpin i transfobia w najgorszym wydaniu!
A tak trochę poważniej, to myślę, że nie będzie tak źle. To znaczy, będzie na pewno śmiesznie, ale to dobrze. Niech te kilkanaście milionów Polaków, którzy nie wzięli udziału w wyborach, zobaczy, kto dzięki ich bierności będzie rządził Polską i, nie daj Boże, wychowywał ich dzieci. Tylko Polski trochę szkoda…
Odsłon: 601 Komentarzy: 8
Monday,10 October 2011,12:02
Kategoria: Kościół Monday, 10 October 2011, 12:02
W czasie zeszłorocznej kampanii prezydenckiej napisałem tekst zatytułowany „Historia zchamienia”. Oj, dostało się Gnidzie za ten tekst, dostało! Gdyby każdy negatywny komentarz na jego temat zamienić na porządnego kopniaka, nie byłbym w stanie usiąść chyba do dnia dzisiejszego. Dzisiaj, dzień po wyborach parlamentarnych, wpis ten niestety zdaje się być jeszcze bardziej aktualny. Jeśli ktoś chce może sobie ten wpis przeczytać jeszcze raz. Jeśli ktoś nie chce, przypomnę tylko, że traktował on o nowym mesjaszu polskiej polityki, czyli o Januszu Palikocie. Nie będę jednak rozdzierał tutaj szat z powodu dostania się do parlamentu Winiarza z Biłgoraja, a wraz z nim baby, która jeszcze niedawno była chłopem i innych „cudów” natury. Nie będę rozdzierał szat i odpowiem dlaczego. Właściwie odpowiem słowami biskupa Pieronka, który na pytanie, co sądzi o wyniku Ruchu Poparcia Winiarza, odpowiedział: „Palikot? Nie widzę problemu.”
Żeby nie było wątpliwości: Gnida widzi problem. Posłużyłem się jednak słowami biskupa Pieronka celowo, ponieważ jako katolicki kołtun, widzę problem, ale nie w Palikocie, a właśnie w ludziach takich, jak jego ekscelencja Pieronek. Jako katolicki kołtun wierzę jednak, że na tym świecie nic nie dzieje się bez powodu. I z tej perspektywy patrzę także na to, co wydarzyło się wczoraj. Być może potrzebny jest w Polsce ktoś taki, jak Winiarz z Biłgoraja i jego szemrane towarzystwo, aby w końcu kilka biskupich tyłków dostało porządnego kopniaka. Bo niestety Kościół w Polsce, w osobach większości biskupów, śpi. Być może tak, jak jego ekscelencja Pieronek, biskupi ci śpią i śnią, że Winiarz w sejmie przeistoczy się w potulnego baranka. Nie liczyłbym na to. No, ale skoro dla biskupa Kościoła katolickiego nie jest problemem, że reprezentantem ponad miliona Polaków (z czego pewnie zdecydowana większość, przynajmniej formalnie, to katolicy) będzie w sejmie ruch popierany przez Urbana, no to czym mają się martwić szeregowi katolicy?
Niestety, tytuł profesorski nie zawsze idzie w parze z mądrością. Tak samo, jak nie wystarczy spędzić większości życia w cieniu Świętego, aby stać się automatycznie autorytetem dla maluczkich. W nawiązaniu do tego ostatniego, coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy dowcip, który niedawno przeczytałem w internecie, to aby na pewno dowcip. A mianowicie, jakie trzy warunki trzeba spełnić, aby zostać biskupem w Krakowie? Trzeba być ochrzczonym, wierzącym i popierać PO. Przy czym z dwóch pierwszych warunków można otrzymać dyspensę.
Tak więc, śpijcie dalej drodzy biskupi, śpijcie snem niczym nie zmąconym. My, szeregowi katolicy będziemy musieli sobie poradzić bez naszego brzuchowieństwa tzn. duchowieństwa…
Odsłon: 1149 Komentarzy: 18
Sunday,10 April 2011,15:55
Kategoria: Media Sunday, 10 April 2011, 15:55
Od początku tegorocznej kampanii wyborczej zabierałem się do napisania jakiegoś tekstu, jednak cały czas brakowało mi wdzięcznego tematu. Kiedy jaśnie panujące nam Słońce Peru wsiadało do swojego leniobusa, już myślałem, że uda się coś spłodzić, ale jednak to nie było to „coś”, co dałoby mi wystarczający impuls do poświęcenia kilku chwil na skreślenie paru zdań na temat kampanii. Ale w końcu przyszła ta chwila, kiedy poczułem, że czas się wypełnił. Co prawda natchnienie nie przyszło od tego, o którym już nawet kibice układają pochwalne pieśni, ale od człowieka, którego nazwisko stało się niemal synonimem słów „Tusk”, „Platforma Obywatelska” i „prostytucja”. Oczywiście chodzi o nieodżałowanego Tomasza Lisa, który wczoraj, przed dwumilionową widownią, został odstrzelony przez lidera PiS-u w programie „Jarosława Kaczyński na żywo”.
Tych jednak, którzy spodziewają się satyrycznego komentarza do tego wydarzenia, muszę rozczarować. Dziś nie będzie śmiesznie. Dziś będzie naukowo. Można by nawet rzec, że będzie cholernie naukowo! Jako że nie jestem specjalistą od lisów, postanowiłem poszperać trochę w internecie (jeśli Prezydent RP może z niego czerpać wiedzę, to tym bardziej zwykła Gnida Dworska), i natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł, który celnością swoich spostrzeżeń wywołał gęsią skórkę na moich plecach. Żeby nie być gołosłownym podaję link do ów artykułu:
http://jsforest.w.interia.pl/Lowiectwo.htm#_Lisy_i_wścieklizna
Niczym ksiądz Natanek, będę przytaczał wybrane jego fragmenty i na bieżąco je komentował. Tak więc, co możemy w artykule tym przeczytać?
„W ciągu ostatnich 20 lat liczba lisów w Polsce zwiększyła się od 3 do 10 razy. Zaowocowało to epidemią wścieklizny i gwałtownym zmniejszaniem się liczby zajęcy, kuropatw i innej zwierzyny drobnej.”
Nie pamiętam dokładnie, kiedy nasz Lis (Tomasz) pojawił się na dziennikarskim firmamencie, ale myślę, że początek jego „dziennikarskiej” aktywności pokrywa się mniej więcej z początkiem epidemii wścieklizny. Przyznam się bez bicia, że nie wiem dokładnie, kiedy powstał ów artykuł (na pewno przed 2011 rokiem), ale kilka lat w te czy wewte nie jest chyba zbyt istotną różnicą.
„Największy przyrost nastąpił od roku 1993.”
Hmm… Rok 1993? Czy to nie zaraz po obaleniu rządu Olszewskiego („Nocna zmiana”), kiedy to wszelkiej maści roznosiciele wścieklizny poczuli się bezkarni?
„Według badań liczebność populacji leśnej lisa utrzymuje się na stałym poziomie. Zwiększenie się liczby lisów ogółem, wynika więc z rosnącej populacji lisów bytujących poza lasem.”
Nasz Lis (Tomasz) także opuścił lasy Polski zachodniej (przypomnę tylko, że pochodzi z Zielonej Góry) i zaczął żerować w Warszawie, która z lasem raczej ma niewiele wspólnego. Ale dlaczego akurat zachodnie krańce naszej Ojczyzny stały się tak bogate w populacje lisa? Wyjaśnienie także znajdziemy w ów artykule:
„Ze względu na koszty i presję Unii Europejskiej, szczepionek (przeciwko wściekliźnie – przyp. Gnida) nie rozrzucano równomiernie po całym kraju, lecz najpierw przy zachodnich granicach. Tam, gdzie zwalczyły one chorobę, lisów jest nawet 10-ciokrotnie więcej niż w latach osiemdziesiątych.”
Jak zwykle Unia Europejska chciała dobrze, a jak wyszło, widzimy w każdy poniedziałek w TVP 2, gdyż jak wiemy naszemu Lisowi (Tomaszowi) udało się przenieść chorobę w głąb kraju.
„Według badań prawdopodobną przyczyną nasilenia się wścieklizny nie są lisy, lecz drobne gryzonie typu myszy i nornice. Natomiast lisy, których ponad 90% pożywienia stanowią właśnie gryzonie są tylko biernymi roznosicielami. Gdyby nie rosnąca liczba rudych akwizytorów wścieklizna pozostałaby w lasach.”
Każdy przytomnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że nasz Lis (Tomasz) to tylko wykonawca instrukcji. Taki, że tak powiem „cyngielek”. Kim są ludzie stanowiący prawdziwe źródło wścieklizny (gryzonie)? Niech czytelnik odpowie sobie sam. Ale najwyższy czas na rozwiązanie problemu wściekłych lisów:
„Nieporozumieniem jest zakazywanie polowań indywidualnych w okręgach zapowietrzonych w obawie przed migracją chorych zwierząt. Pojedynczy myśliwy nie wypłoszy wściekłego zwierzęcia (w ogóle wściekłe zwierze nie ucieka przecież przed człowiekiem), a może je szybko odstrzelić, ograniczając rym samym rozprzestrzenianie się choroby.”
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale być może wczorajszy program jest zwiastunem, że zakaz polowań na lisy powoli odchodzi w zapomnienie.
„Rozwiązaniem wydaje się być zwiększenie intensywności odstrzałów lisów, połączone z premiowaniem myśliwych, którzy upolują ich najwięcej.”
Nie chcę tu robić agitki wyborczej, ale wczorajszy program to popis pewnego myśliwego. Może by go tak uhonorować w najbliższą niedzielę za udane polowanie? Będzie to na pewno zachętą do zintensyfikowania polowań na inne wściekłe lisy, których w naszym kraju nie brakuje. Na koniec jeszcze mały bonus, a zarazem ostrzeżenie dla pewnej osoby:
„W niektórych rejonach Niemiec wydłużono czas polowań na lisy na okres rozrodczy, co wydaje się być sposobem bardzo kontrowersyjnym, ale być może nie będzie innego wyjścia, gdyż staniemy przed alternatywą odstrzelenia części młodych lisków, bądź zapomnimy o malutkich zajączkach i kuropatwach, a bażanty będziemy sprowadzać do łowiska tylko jako lisią karmę.”
Tak więc pani Haniu, proponuję na pewien czas wstrzemięźliwość…
Odsłon: 767 Komentarzy: 6
Tuesday,14 June 2011,23:55
Kategoria: Aborcja Tuesday, 14 June 2011, 23:55
Stenogram rozmowy przechwyconej pomiędzy prezydenckim ministrem Tomaszem Nałęczem (zwanym również „naręczem pomysłów”), a bliżej nieokreślonym pracownikiem Urzędu (nie damy) Rady Ministrów. Niestety własnoręcznie skonstruowany sprzęt pozwala mi przechwytywać tylko jedną stronę prowadzącą rozmowę. - Halo! Towarzysz Nałęcz? - …… - Towarzyszu Nałęcz. Kierownictwo naszej Partii pragnie ci szczerze pogratulować. Spisaliście się na medal. - …… - No, nie bądźcie tacy skromni, towarzyszu. O „pedofilii politycznej” mówimy! - …… - Wiemy, wiemy. Do towarzysza Nowaka też zadzwonimy, ale nie przeceniajmy jego możliwości. Jak wyście na uniwersytecie donosili… - …… - Tak, tak, przepraszamy. Jak wyście na uniwersytecie wykładali, towarzysz Nowak ciągle walił kupy w majtki. - …… - Co? Dalej wali? - …… - No tak. Po raporcie towarzyszki Anodiny nawet towarzyszowi Donaldowi się zdarzało. Ale ja nie w tej sprawie. Komitet Centralny postanowił odwdzięczyć się za zasługi dla Partii i przyznać towarzyszowi wczasy! - …… - Nie, nie w Bułgarii. W Egipcie. - …… - Rozumiemy, rozumiemy towarzyszu. Wszyscy mamy piękne wspomnienia, ale zrozumcie, że musimy zachować jakieś pozory. - …… - Dla dwóch osób. - …… - Na dzień dzisiejszy możecie zabrać żonę, ale nie róbcie jej jeszcze żadnych obietnic. - …… - Być może pojedzie z wami towarzysz Kalisz, jak doprowadzi swoją sprawę do końca, ale jeszcze sam się waha czy jechać. - …… - Nie, nie chodzi o was, towarzyszu. To jakieś osobiste urazy z pobytu nad morzem. - …… - Nie wiemy. Może się topił. Ale nie chodzi o to. Podobno jak był kiedyś na plaży zainteresował się nim Greenpeace. - …… - Nie. Nic nie zanieczyszczał. Chcieli go tylko z powrotem do morza wepchnąć. A że akurat spał, to prawie im się udało. - …… - Tak, tak. Chyba waleń, czy jakoś tak. No, ale my tu gadu gadu, a czas ucieka. Tak więc, jeszcze raz gratulujemy towarzyszu… - …… - No, oczywiście. Mamy nadzieję, że będzie więcej! - …… - Nie, nie. Nekrofilia już była. Może coś o zoofilii. Rozumicie… Kaczka – zoofilia, he he he…. - …… - Tak. Odezwiemy się jeszcze. Będziemy w kontakcie…. - …… - Nieee. Tak się tylko mówi. Znaczy się… będziemy dzwonić. - …… - No dobra. Czołem. Towarzysz Grabarczyk pozdrawia… - …… - Jak to pociągiem? Nie, samolotem. PKP do Egiptu nie ma połączeń. - …… - Tak między nami, my też się cieszymy, he he he. No to serwus! - ……
Odsłon: 1024 Komentarzy: 23
Monday,30 May 2011,10:12
Kategoria: Humor Monday, 30 May 2011, 10:12
Jakież było moje zdziwienie, kiedy na Salonie24 i bodajże na Frondzie przeczytałem tryumfalny nagłówek: „Barak Obama jedynego wywiadu w Polsce udzielił Igorowi Janke z Salonu24!” Zdziwiłem się, ale i zrozumiałem, że trochę winy jest także po mojej stronie. Dlaczego? Dlatego, że Obama udzielił w Polsce dwóch wywiadów i wywiad Igora Janke wcale nie był pierwszy, a drugi w kolejności. A skąd moje poczucie winy? Bo to ja przeprowadziłem pierwszy wywiad z Obamą, ale spóźniłem się z jego publikacją. Tak więc mogę mieć pretensje tylko do samego siebie. Trudno. Całą śmietankę spił Janke, ale i tak postanowiłem upublicznić swój wywiad z pierwszym „czarnym” prezydentem Junajtet Stejts of Amerika. Tym bardziej, że uważam, iż mój wywiad jest dużo ciekawszy.
GD Mister Obama. Zacznę od pytania o sam przylot do Polski. Jak lądowanie na Okęciu?
BO Ju noł. Wszystko było dobrze. Moi ludzie zabezpieczyli teren. Tak na wszelki wypadek. W końcu wszyscy w Jues pamiętamy o wypadku prezydenta Rosji w waszym kraju.
GD Chciał pan chyba powiedzieć o wypadku prezydenta Polski w Rosji?
BO Ju noł. Polska, Rosja. Dla nas w Jues żadna różnica. Nawet pierogi macie ruskie.
GD Mniejsza z tym. To pana pierwsza wizyta w Polsce. Co pan wiedział o naszym kraju przed przybyciem tutaj?
BO Ju noł. Polska to duży kraj w Europie. My w Jues cały czas mamy w pamięci waszą wspaniałą walkę o wolność. Poza tym dziadek opowiadał mi, że Polacy to bardzo smaczni…, ee przepraszam, bardzo dobrzy ludzie.
GD A z jakim przesłaniem przybywa pan do naszego kraju?
BO Ju noł. Przesłanie to takie wielkie słowo. Byłem w Irlandii i w Wielkiej Brytanii to pomyślałem, że wpadnę na chwilę i do Polski. Dla mnie to żaden problem, a w Polsce kilku polityków i dziennikarzy przeżyje orgazm.
GD Tym niemniej wielu Polaków liczy na jakieś ważne deklaracje chociażby odnośnie wiz do Stanów Zjednoczonych.
BO Ju noł. Oczywiście wspomnę coś o wizach, ale bez żadnych konkretnych deklaracji. My w Jues mamy dobry wywiad i wiemy, że u was za dużo ruskich agentów, żeby ot tak hop siup wpuszczać wszystkich do naszego pięknego kraju.
GD Odpowiedź na to pytanie nurtuje zapewne zwłaszcza płeć piękną w naszym kraju: dlaczego nie przyleciała z panem małżonka?
BO Ju noł. Miszel to kochliwa kobitka, a jak mówiłem my w Jues wywiad mamy dobry. Moi agenci mówili, że u was dużo macho, więc lepiej żeby Miszel wróciła do dzieciaków.
GD Zaintrygował mnie pan. Kogo agenci mieli na myśli mówiąc macho?
BO Ju noł. Nie mam głowy do nazwisk, ale dostałem na biurko w owalnym gabinecie kilka fotek. Jak dobrze pamiętam byli na nich ten, jak mu tam, Paul Gras, Stephen Nesolowski i ten, noo…, Gregory Szetyna.
GD A tak z ciekawości spytam, czy nie było tam zdjęcia Sławka Nowaka?
BO Chyba było, ale moi agenci powiedzieli, że on tylko mocny w gębie przed kamerami, a jak przyjdzie co do czego to podobno się poci i trzęsie. Ale jak to mówią: żonie trzeba ufać, ale i sprawdzać.
GD A to chyba powiedział prezydent Komorowski? Jakie relacje łączą pana z głową naszego Państwa?
BO Ju noł. Myślę, że rozumiemy się bez słów. On jest arystokrata i ja też. Niewielu ludzi wie, że mój dziadek był królem wioski.
GD Jakie ma pan plany na pobyt w Polsce, oczywiście poza tymi oficjalnymi?
BO Ju noł. Prezydent Komorowski obiecał mi pokazać jak się robi bigos. Wysłałem już moich agentów do warzywniaka po kapustę. Gospodarz ma przygotować mięso i kiełbasę.
GD A czy premier Tusk zaproponował jakieś spotkanie poza protokołem?
BO Ju noł. Podobno chciał mnie zabrać na jakiś mecz, ale w ostatniej chwili strona polska poinformowała, że kibice w waszym kraju tak kochają władze, że na stadionie może wybuchnąć niekontrolowana euforia na widok premiera i lepiej odłożyć to na inny czas.
GD Na koniec spytam jeszcze o kontakty z mediami. Czy oprócz wywiadu z moją skromną osobą spotka się pan jeszcze z innymi dziennikarzami?
BO Ju noł. Ma tu za chwilę wpaść jakiś Janke z jakiegoś salonu24. Normalnie nie udzielam wywiadów dla platform internetowych, ale niech chłopak ma. Tym bardziej, że jak doniósł mi mój wywiad, jego strona ma zostać za niedługo zamknięta przez ABW, jako siedlisko prawicowego ekstremizmu. Przynajmniej będzie miał chłopak co wspominać.
GD Bardzo dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam w imieniu wszystkich Ciemnogrodzian i Kołtunów Rzeczypospolitej Polskiej.
BO Ju noł. Ja też dziękuję. Trzymaj się chłopie.
Odsłon: 281 Komentarzy: 9
Monday,23 May 2011,00:13
Kategoria: Ogólne Monday, 23 May 2011, 00:13
W związku z ostatnimi wydarzeniami w naszym kraju, a mianowicie mam na myśli wkroczenie ABW do mieszkania pana Frycza – twórcy strony AntyKomor.pl, chcę oświadczyć, że o całym zajściu nie miałem pojęcia. Dowiedziałem się o nim z Tłytera. Tak więc nie jest prawdą, że akcja ta była inspirowana z Belwederu. Nawet Koziej przysięgł mi, że o niczym nie wiedział. Wujca nie pytałem. I tak pali trzy paczki dziennie to po co ma się jeszcze stresować dodatkowo.
Ponadto uważam, że cała akcja ABW była niepotrzebna, gdyż jak mówi stare porzekadło rosyjskie: „Śmiech to zdrowie”. A każdy kto mnie zna przyzna, że czego jak czego, ale poczucia humoru i dyskomfortu do siebie mnie nie brakuje. Osobiście pana Frycza uważam za zdolnego młodego człowieka i przyznam się w tajemnicy, że nie raz i nie dwa zaglądałem na stronę AntyKomor.pl, aby po dniu ciężkiej pracy pośmiać się do rozruchu. Nawet zainstalowałem sobie na moim służbowym laptopie jedną z gier komputerowych tam znalezionych. Uśmialiśmy się z moją Anką, że ho ho rzucając do siebie tym i owym! A propos mojej Anki. Podejrzewam, że sama wstawiała tam jakieś zdjęcia, ale dowodów nie mam, więc na razie udaję, że o niczym nie wiem.
W związki z całym zamieszaniem zwróciłem się także do Prezesa Rady Ministrów, o Donaldzie mówię, aby wyciągnął dalekoidące konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za całe zamieszanie. Nie będę nic segregował ale myślę, że powinna polecieć nie jedna głowa w IPN-ie.
Tak więc raz jeszcze oświadczam, że o akcji nie wiedziałem, a o posiadanym poczuciu humoru zaświadczam dowcipem na swój temat: „Dlaczego Komorowski nosi wąsy? A co ma nosić? Żonę?!” Dowcip, że ho ho! Podsunął mi go Nałęcz na radzie gabinetu. Niestety Anka zrozumiała żaluzję i śpimy teraz w osobnych pokojach.
Z poważaniem Bronisław Komorowski, Prezydent Żeczypospolitej Polskiej
Odsłon: 561 Komentarzy: 15
GnidaDworska
Wrodzona skromność nie pozwala mi się przechwalać, dlatego napiszę tylko, że jestem zwykłym, katolickim kołtunem (chyba się jednak trochę przechwalam), który kocha polski ciemnogród we wszystkich jego wymiarach (łącznie z jedzeniem)...
Saturday, 05 May 2012
Monday, 05 March 2012
Wednesday, 05 December 2012
Tuesday, 15 May 2012
