Wednesday,27 October 2010,10:36
Kategoria: Pro life Wednesday, 27 October 2010, 10:36
Zdaję sobie sprawę, że pewnie się będę powtarzał… tyle już pisano i mówiono o metodzie in vitro… słyszeliśmy głosy za i przeciw… wypowiadały się autorytety i ludzie niekompetentni… nie jestem w stanie przeczytać tego wszystkiego, co choćby pisane jest na Frondzie – w artykułach, komentarzach i blogach [choć może chciałbym, ale brak mi na to czasu – obowiązki mi nie pozawalają] stąd też moje przemyślenia nie będą jakąś nowością…
W pierwszych zdaniach dzisiejszego czytania na Eucharystii usłyszałem cały katalog zasad, którymi ma kierować się rodzina, żeby była rodziną zdrową, dobrą i pełną miłości… Tylko trzy zdania, a zawierają taką mądrość! Jednak – co należy zauważyć – Paweł wskazuje na wzajemny szacunek i poszanowanie praw każdego z pokoleń – jako warunek Bożego błogosławieństwa… I tu nachodzi mnie myśl [pewnie nie rewolucyjna], że w dyskusji o in vitro zapominamy jeszcze o jednej grupie ludzi, których należy uwzględnić w debacie…
- Wiele mówiono o tych nienarodzonych dzieciach i ich prawie do życia. I bardzo słusznie… należy po raz kolejny [nigdy tego nie za wiele] stwierdzić, że są to pełnoprawni ludzie i każdy zamach na ich istnienie jest morderstwem z premedytacją! Na marginesie – to politycy sami sobie zaprzeczają. Bo jeśli chcą jakoś wziąć pod lupę zamrożone zarodki, kontrolować i zakaz handlu nimi – to pytam się – w imię czego?! Jeśli w imię człowieczeństwa tych zarodków, to dlaczego nie chronią wszystkich i nie zakażą jakiejkolwiek ingerencji w ich życie [rozpoczynając o zakazu in vitro i aborcji]? Jeśli jednak odmawia się tym zarodkom człowieczeństwa – to zakaz handlu itp. jest czystą hipokryzją. Ale to temat na inną dyskusję…
- Wiele mówi się o prawie rodziców do posiadania dzieci… co akurat jest moim zdaniem bzdurą, bo niby skąd to prawo? Pomijając kwestię słowa posiadać, które wskazuje na uprzedmiotowienie relacji rodzic – dziecko i traktuje istotę ludzką jak jeden z elementów dekoracji domu, to zapomina się, że nie mamy prawa do wszystkiego co nam się zamarzy… ja mam wiele pragnień i marzeń… ale czy to oznacza, że każde ma być spełnione i do tego przez Państwo pod szyldem ustawy? Jeśli moim marzeniem jest miłość drugiej osoby, czy Państwo może mi to ustawowo zagwarantować?
- I jeszcze jedna grupa ludzi – ta o której sie zapomina… to dzieci, już narodzone, które z jakiś powodów nie mają rodziców… nie wnikam z jakich, ale to one mają PRAWO DO RODZINY. Na stronie Rzecznika Praw Dziecka wyczytałem, że:
Dzieci posiadają szczególne prawa. Aktualizacja ich człowieczeństwa przebiega bowiem w szczególny sposób. Dziecko nie potrafi samo zadbać o siebie, nie potrafi samodzielnie aktualizować swojej natury. Potrzebuje do tego rodziców, opiekunów, potrzebuje wielu innych ludzi. Dlatego naturalnymi "strażnikami" praw dziecka są jego rodzice i opiekunowie. Ale dziecko potrzebuje też specjalnego zabezpieczenia w prawie stanowionym. Dobre prawo stanowione może i powinno pomagać rodzicom i opiekunom w rozwoju dziecka.
Czyli skoro tak się sprawy mają, to czy zamiast dyskusji o in vitro nie rozpocząć dyskusji o prawie i procedurach adopcyjnych… Te dzieci to obywatele, których prawa nie są respektowane, a my nie robimy nic!!! Ile razy, słyszymy w różnych felietonach, jak dzieci w [jak mawia młodzież] tzw. bidulach, marzą o rodzinie, domu… wiem, że absurdalnym byłoby prawo, które nakazywałoby rodzicom, chcącym mieć dzieci obowiązkową adopcję dziecka… bo przecież nikt nie może wymusić na drugim miłości i rodzicielskiego ciepła… ale czyż nie jest jeszcze bardziej absurdalny fakt, że w imię niezidentyfikowanych praw rodziców do posiadania dziecka zabija się tak wiele istnień, a nie gwarantuje się prawa dziecka do Rodziców…
Patrzmy ileż byśmy zyskali zamykając raz na zawsze dyskusję o in vitro decyzją o zakazie tej procedury, skupiając się na prawie adopcyjnym… nie byłoby tylu morderstw i Państwo nie przyłożyłoby do tego ręki… a skupilibyśmy się na gwarancji realnych praw obywateli…
Fakt… prawa niektórych rodziców do marzeń o dziecku nie zostałyby zaspokojone… ale czy teraz bierzemy pod uwagę że odrzucamy dziś prawo dzieci do rodziny tylko dlatego, bo ich słaby głos, małe znaczenie strategiczne czy poprawność polityczna nie pozwalają ich usłyszeć, racząc nas wypowiedziami tych, którzy mają władzę, pieniądze i [przepraszam za określenie] potrafią głośno szczekać…
Odsłon: 215 Komentarzy: 1
1