
Friday,12 February 2010,17:06
Kategoria: Kościół Friday, 12 February 2010, 17:06
Zmarły przed prawie dwudziestoma laty arcybiskup Marcel Lefebvre doczekał się wreszcie na polskim rynku wydawniczym wyczerpującej biografii[1]. Czy książka jego duchowego syna – bp Bernarda Tissier de Mallerais skłoni do nowego spojrzenia na lidera konserwatywnej „opozycji” wewnątrzkościelnej?
Arcybiskup Lefebvre jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem tzw. ruchu Tradycji katolickiej, który za cel stawia sobie obronę dziedzictwa doktrynalnego i liturgicznego Kościoła katolickiego w okolicznościach kryzysu zaistniałego po Soborze Watykańskim II (1962-1965 r.). Arcybiskup w celu realizacji swoich przekonań założył Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, które, kształcąc księży i wysyłając ich praktycznie po całym świecie, podtrzymuje i promuje po dziś dzień wśród zainteresowanych wiernych tradycyjną łacińską liturgię i doktrynę katolicką. Narastający z biegiem lat konflikt ze Stolicą Apostolską doprowadził ostatecznie do samowolnego wyświęcenia przez abp Lefebvre’a w 1988 roku czterech biskupów na potrzeby Bractwa, za co został obłożony (wraz z neobiskupami) przez Jana Pawła II ekskomuniką. Niedawne decyzje Benedykta XVI, a w szczególności unieważnienie dekretu poprzedniego papieża o ekskomunice i podjęcie dialogu doktrynalnego Watykanu z Bractwem (2009 r.) przyczyniły się do zwiększonego zainteresowania mediów i opinii publicznej postacią Marcela Lefebvre’a. W tym kontekście ukazanie się pierwszego polskiego tłumaczenia obszernej biografii arcybiskupa należy uznać za rzecz ważną i potrzebną dla pogłębienia spojrzenia na tę nietuzinkową postać.
Autor i jego praca
Autor biografii pt. „Marcel Lefebvre. Życie” Bernard Tissier de Mallerais jest jednym z czterech biskupów wyświęconych przez arcybiskupa w 1988 roku. Towarzyszył mu od samego początku istnienia Bractwa, czyli od 1969 roku[2], kiedy wraz z ośmioma innymi klerykami rozpoczął formację klerycką w szwajcarskim Fryburgu. Z wykształcenia historyk, prowadził przez kilka lat wnikliwe badania, wgłębiając się w źródła i odbywając dziesiątki rozmów z osobami, które stykały się z arcybiskupem na różnych etapach jego życia. Owocem jego pracy jest książka wydana po raz pierwszy w języku francuskim w 2003 roku. Obszerna i dobrze udokumentowana opisuje życie Marcela Lefebvre’a od dnia narodzin aż do śmierci. W wydaniu polskim pozycja ta liczy aż 740 stron. Pod względem graficznym prezentuje się bardzo estetycznie. Czytelnik z pewnością będzie usatysfakcjonowany liczbą dodatków, które znajdzie w środku książki: przeszło pięćdziesiąt zdjęć, mapy, czy materiały źródłowe (m.in. korespondencja abp Lefebvre’a z Janem Pawłem II) ułatwiają odbiór książki i czynią ją ciekawszą. Pewnym mankamentem opracowania jest natomiast brak indeksu osób i miejsc.
Ze względu na dobrze udokumentowaną warstwę faktograficzną, biografię można uznać za pracę spełniającą wymagane dla warsztatu historyka kryteria. Z drugiej jednak strony autor w wielu miejscach otwarcie wyraża własne, dość subiektywne oceny różnych wydarzeń, wyraźnie dając do zrozumienia, że w pełni uznaje racje arcybiskupa. Mając na uwadze dwa powyższe „bieguny” książki należy jednak zaznaczyć, że czytelnik nie powinien mieć większych problemów z odróżnieniem zaprezentowanej przez bp Tissier de Mallerais przestrzeni faktów od własnych odautorskich ocen i osądów, do których zresztą jako historyk i znawca tematu ma prawo.
W pustyni i w puszczy, w Rzymie i w Écône
Wyłaniający się z pracy biograficznej obraz arcybiskupa Lefebvre’a z pewnością równoważy zachwiane przez przekazy medialne proporcje, które skupiają się głównie na uwypuklaniu ostatniego etapu jego życia, a w szczególności na kwestii ekskomuniki nałożonej trzy lata przed śmiercią. Tymczasem trzeba pamiętać, że Marcel Lefebvre około trzydziestu lat swojego życia spędził jako misjonarz w Afryce. Książka szczegółowo opisuje pracę (skądinąd wykonywaną z wielkim zaangażowaniem) młodego księdza w gabońskim buszu a następnie jego działalność jako arcybiskupa Dakaru i Delegata Apostolskiego na całą francuskojęzyczną Afrykę. Innymi słowy, biografia przypomina misjonarski okres z życia Marcela Lefebvre’a, który w świetle przedstawionych w niej faktów można ocenić tylko pozytywnie i to niezależnie od osądu późniejszych działań arcybiskupa.
Atutem książki jest zaznaczenie silnego związku Marcela Lefebvre’a z Wiecznym Miastem, najpierw jako kleryka Seminarium Francuskiego w Rzymie, później zaś jako Ojca Soborowego. Biografia w sposób przekonujący przekazuje zależność między „rzymską” formacją kleryka Lefebvre’a w seminarium pod okiem tomisty księdza Le Flocha, a późniejszą krytyczną postawą wyrażaną wobec Soboru Watykańskiego II i posoborowych reform. Arcybiskup Lefebvre kochał Rzym, rzymską teologię i rzymską liturgię, czego nauczył go ks. Le Floch i inni nauczyciele. Kochał być może nawet za mocno, aż do szaleństwa, bo czy nie jest aktem szaleńczej miłości do Rzymu przeniesienie go do małej szwajcarskiej miejscowości, do Écône [3]?
Polityczne zaangażowanie
Na uznanie zasługuje rzetelna prezentacja doktryny i działalności Marcela Lefebvre’a na polu polityki. Książka przedstawia sympatie i zaangażowania polityczne arcybiskupa w różnych okresach jego życia, które (jak na osobę duchowną) można określić jako ponadprzeciętne. Jednocześnie bp Tissier de Mallerais dowodzi, że ta działalność wypływała z katolickiej doktryny i miała na celu urzeczywistnienie takich wartości jak posłuszeństwo Prawu Bożemu, zachowanie w społeczeństwie wiary, sprawiedliwość, troska o dobro wspólne, itp. Oskarżenia abp Lefebvre’a o popieranie faszyzmu, antysemityzmu czy rasizmu wydają się w świetle przedstawionych faktów krzywdzące i pozbawione podstaw. Więcej, po lekturze biografii, nawet skojarzenie arcybiskupa z „prawicą” jawi się jako zbytnie uogólnienie i spłycenie istoty jego politycznego zaangażowania, które ponad wszystko było motywowane wiarą katolicką, a nie tylko (jak często z prawicą bywało i bywa nadal) używało tejże wiary jako środka do osiągnięcia politycznych czy społecznych celów.
Psyche Lefebvre’a
Cennym wkładem książki jest próba naszkicowania portretu psychologicznego arcybiskupa Lefebvre’a. Autor czyni to zarówno w wyodrębnionych paragrafach poświęconych charakterowi tej postaci, jak również przez przytaczanie w trakcie narracji biograficznej nietypowych wydarzeń i zachowań, jakie miały miejsce w jego życiu. Są to fragmenty, które umilają lekturę, a jednocześnie pozwalają bardziej namacalnie „spotkać się” z bohaterem książki. W biografii jest ich wiele, dla przykładu warto przytoczyć kilka z nich. Pierwszy obrazuje zaangażowanie arcybiskupa w pozyskiwanie pomocy dla pracy misyjnej (str. 267): „Za kierownicą swego Citroëna […] przemierzał Europę. W maju i czerwcu 1955 roku objechał całą francuskojęzyczną Kanadę. W tym czasie odwiedził nie tylko kolegium św. Aleksandra i domy księży ze Zgromadzenia Ducha Świętego, ale ponadto trzy biskupstwa, trzy seminaria, dwa inne kolegia oraz sześćdziesiąt dwa klasztory i domy zakonne. W zdumiewającym tempie: odbywał od dwóch do sześciu wizyt dziennie!” Innym przykładem niech będą wakacje arcybiskupa w listopadzie 1990 roku, zaledwie cztery miesiąc przed jego śmiercią. Spędził je na dzikim wybrzeżu Hiszpanii, tylko w obecności swoich czterech kierowców-ochroniarzy i ich żon. W ten sposób, spodziewając się, że już niedługo nadejdzie kres jego życia, chciał się osobiście odwdzięczyć za pracę, jaką dla niego wykonywali od wielu lat (str. 671-672).
Te i podobne, zazwyczaj drugorzędne (wśród innych pierwszoplanowych), aspekty życia abp Lefebvre’a przedstawione w książce przybliżają czytelnikom charakter i wnętrze tej postaci. Trzeba przyznać, że autor opracowania zadbał, aby dowartościować ten „wewnętrzny” aspekt biografii.
Wierny czy odstępca?
Zbłądził, zdradził, czy pozostał Kościołowi wierny aż do końca? Na to pytanie należy sobie odpowiedzieć samemu. Jedno natomiast wydaje się oczywiste – żeby wyrobić sobie jakąkolwiek opinię trzeba mieć bardziej pogłębione spojrzenie niż to, które opiera się na przekazach medialnych. Dlatego sądzę, że warto przeczytać książkę „Marcel Lefebvre. Życie”. Tym bardziej, że w najbliższych latach, a nawet miesiącach być może okaże się, że temat będzie aktualny jak nigdy dotąd.
Emil Wratny
[1] Promocja książki „Marcel Lefebvre. Życie” odbyła się z udziałem autora na Zamku Królewskim w Warszawie 6 października br.
[2] Formalnie Bractwo zostało zatwierdzone przez władze kościelne w 1970 roku.
[3] Abp Lefebvre założył tam seminarium Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zapewniające klerykom tradycyjne kształcenie na wzór tego, które sam otrzymał w młodości.
[Bernard Tissier de Mallerais, Marcel Lefebvre. Życie, Dębogóra 2010, wyd. Dębogóra.]
Odsłon: 573 Komentarzy: 9
Monday,29 March 2010,14:03
Kategoria: Kościół Monday, 29 March 2010, 14:03
Od dość długiego już czasu, bo przynajmniej od lat siedemdziesiątych XX wieku, toczy się w Kościele katolickim (chodzi głównie o Europę i Amerykę Północną) debata na temat możliwości sakramentalnego wyświęcania kobiet. Dyskusja wokół tego zagadnienia zadomowiła się już także na gruncie polskim. Wśród prasy o charakterze religijnym temat jest najczęściej obecny w Tygodniku Powszechnym[1], w którym to piśmie za dopuszczeniem kobiet do kapłaństwa opowiada się najmocniej ks. prof. Alfons Skowronek.
Nieuprawniona dyskusja
Na dobrą sprawę co najmniej od Listu Apostolskiego Jana Pawła II Ordinatio sacerdotalis z 1994 roku tygodnik nazywający się katolickim[2] nie powinien podchodzić do omawianego zagadnienia tak, jakby było ono cały czas otwarte. Papież bowiem we wspomnianym dokumencie autorytatywnie orzeka o definitywnym charakterze nieudzielania kobietom sakramentu święceń kapłańskich[3] i wskazuje, że uznawanie tej problematyki „w różnych środowiskach” za wciąż dyskusyjną szkodzi dobru Kościoła: „Choć nauka o udzielaniu święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom jest zachowywana w niezmiennej i uniwersalnej Tradycji Kościoła i głoszona ze stanowczością przez Urząd Nauczycielski w najnowszych dokumentach, to jednak w naszych czasach w różnych środowiskach uważa się ją za podlegającą dyskusji, a także twierdzi się, że decyzja Kościoła, by nie dopuszczać kobiet do święceń kapłańskich ma walor jedynie dyscyplinarny. Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne.”[4]
W kontekście słów Ojca Świętego jeszcze bardziej od niepowściągliwości „Tygodnika” zadziwia upór tych katolickich teologów, którzy starają się ów dokument bagatelizować, bądź też wprost odnoszą się do niego z nieskrywaną wrogością. Przykładowo, na łamach Gazety Wyborczej ks. Skowronek wypowiadał się o papieskim dokumencie w tonie wręcz aroganckim: „To mną wstrząsnęło. W końcu istnieje wolność słowa. (…) Który pracodawca pozwoliłby sobie na stwierdzenie, że nie zatrudni kobiety, bo jest… kobietą? Na pewno przegrałby przed sądem.”[5]
Pismo – Tradycja – Magisterium
Nauczanie Jana Pawła II o niemożliwości udzielania kobietom święceń kapłańskich nie jest w Kościele żadną nowością, choć trzeba przyznać, że dopiero przytoczona formuła z Ordinatio sacerdotalis rozstrzyga zagadnienie w sposób ostateczny. Magisterium jednak już wcześniej wypowiadało się na ten temat bardzo jednoznacznie. Obok fragmentów Listu Apostolskiego Mulieris dignitatem[6] z 1988 roku warto wskazać dość obszerny dokument Kongregacji Nauki Wiary Inter insigniores[7], który został opublikowany jeszcze za pontyfikatu Pawła VI, w 1976 roku. Inter insigniores jest w całości poświęcony zagadnieniu kapłaństwa kobiet i stanowi najobszerniejszą wypowiedź Urzędu Nauczycielskiego na ten temat.
Główną osią argumentacji stanowiska Kościoła obecną w trzech wspomnianych dokumentach jest fakt wybrania przez Chrystusa na Dwunastu Apostołów samych mężczyzn. Tylko Kolegium Dwunastu uczestniczyło w ustanowieniu przez Pana Eucharystii[8], tylko do nich zostało skierowane wezwanie: „To czyńcie na Moją pamiątkę”[9]. Funkcja kapłaństwa sakramentalnego, jako ukierunkowana na sprawowanie Ofiary Eucharystycznej, powinna być więc powierzana za przykładem Jezusa wyłącznie mężczyznom. Dokumenty Magisterium przy tym sprzeciwiają się tezie, że Chrystus ustanowił na Apostołów wyłącznie mężczyzn ze względu na warunki kulturowe, w jakich żył. Jan Paweł II w Mulieris dignitatem stanowczo odrzuca takie stanowisko: „Powołując samych mężczyzn na swych Apostołów, Chrystus uczynił to w sposób całkowicie wolny i suwerenny. Uczynił to z taką samą wolnością, z jaką w całym swoim postępowaniu uwydatniał godność i powołanie kobiety, nie dostosowując się do panującego obyczaju i tradycji usankcjonowanej ówczesnym prawodawstwem.”[10]
Kościół od zawsze udzielał święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom[11]. Pierwotnie czynił to w dodatku wbrew dość rozpowszechnionemu udziałowi kapłanek w pogańskich kultach – swoje kapłanki miały w czasach antycznego chrześcijaństwa m.in. boginie: grecka Demeter i rzymska Fortuna. Wcześni Ojcowie Kościoła przeciwstawiając się tendencjom gnostyckim wyraźnie potępiali nurty skłaniające się ku udzielaniu święceń kapłańskich kobietom[12]. W czasach średniowiecza zaś ta stała praktyka Kościoła uzyskała w myśli scholastycznej precyzyjne zdefiniowanie. Dla przykładu, św. Tomasz z Akwinu[13] wyraźnie uznaje płeć męską za konieczną do ważności sakramentu kapłaństwa: „Do ważnego przyjęcia sakramentu potrzebne są pewne warunki, bez których nie można ważnie przyjąć sakramentu ani też łaski sakramentalnej. Są też inne warunki wymagane nie jako niezbędne do ważności sakramentu, lecz jako nakazane przez prawo, aby sakrament przyjąć odpowiednio. Kto ich nie posiada, przyjmuje wprawdzie sakrament, ale nie osiąga łaski (skutku sakramentu). Należy więc powiedzieć, że płeć męska należy nie tylko do drugiej grupy warunków wymaganych do przyjęcia kapłaństwa, lecz także do pierwszej. Gdyby więc kobieta stała się przedmiotem wszystkich obrzędów związanych ze święceniami kapłańskimi, nie otrzymałaby sakramentu kapłaństwa.”[14]
Próba teologicznego uzasadnienia
Magisterium Kościoła, opierając się na Piśmie i Tradycji, wskazuje nam więc z całą pewnością, że sakrament święceń kapłańskich może być udzielany wyłącznie mężczyznom, dlatego, że sam Chrystus tak definitywnie postanowił i Kościół jest tą decyzją związany. Rodzi się natomiast inne pytanie, które w sposób bardzo trafny sformułował na łamach Tygodnika Powszechnego Józef Majewski: „Nie wystarczy stwierdzenie, że Jezus nie powołał kobiet na konkretne urzędy – należy pokazać, jaka treść zbawcza kryje się za Jego praktyką. Tylko tak można odpowiedzieć na pytanie: dlaczego wykluczenie kobiet ze święceń nie jest ich dyskryminacją?”[15] Uwaga redaktora Majewskiego jest bardzo słuszna. Dogmatyczne stwierdzenie: „Chrystus tak postanowił” domaga się bowiem teologicznego uzasadnienia odpowiadającego na pytanie: „Dlaczego?”. Otwiera się tutaj bardzo szerokie pole do poszukiwań teologicznych. Nawiasem mówiąc, w takich właśnie poszukiwaniach może się urzeczywistnić poprawnie rozumiana wolność teologiczna, czyli wolność w służbie wiary Ludu Bożego pod przewodnictwem Urzędu Nauczycielskiego. Wolności teologii katolickiej nie należy bowiem rozumieć jako wolności od Magisterium, ale jako wolność pogłębiająca rozumienie wiary, którą autentycznie wykłada Ojciec Święty i biskupi będący z nim w łączności[16].
Na wyżej postawione pytanie: „Dlaczego?” można odpowiadać na różne sposoby. Dziś nie do przyjęcia wydaje się odpowiedź św. Tomasza, łącząca niemożliwość udzielania święceń kapłańskich kobietom z stanem uległości, niższości, w jakim się znajdują wobec mężczyzn: „(…) Otóż płeć żeńska nie może oznaczać wyższości stopnia, gdyż kobieta jest w stanie uzależnienia. Nie może więc przyjmować sakramentu kapłaństwa.”[17] Uświadamiając sobie fundamentalną równość płci głoszoną zarówno przez Księgę Rodzaju, jak i Chrystusa, a za Nim św. Pawła (np. Ga 3, 28: „nie ma już mężczyzny ani kobiety”) trzeba dziś zaproponować nowe teologiczne spojrzenie na zagadnienie wyłączenia kobiet z sakramentalnego kapłaństwa. Takie spojrzenie proponują już dokumenty Inter insigniores i Mulieris dignitatem, wskazując przede wszystkim na występowanie kapłana w liturgii „in persona Christi”. Faktycznie wydaje się, że może to być inspiracją dla dalszych poszukiwań teologicznych, dlatego też warto przyjrzeć się głębiej temu aspektowi kapłaństwa sakramentalnego.
W celu lepszego zrozumienia tematu spójrzmy jednak wpierw na inny sakrament: obmycie chrzcielne. Chrystus ustanawiając sakrament chrztu świętego związał go z konkretną materią, a mianowicie z wodą[18]. Ten wybór Pana uważa się bezdyskusyjnie za zobowiązujący i konieczny do ważności sakramentu[19]. Zachodzi tu pewna analogia z święceniami kapłańskimi – również oprócz stwierdzenia dogmatycznego („jak jest”) naglące wydaje się pytanie o uzasadnienie („dlaczego”). Z pewnością Chrystus, jako Pan sakramentów, mógłby ustalić inną materię, konieczną do sprawowania sakramentu chrztu, np. wino, oliwę, mleko kozie, bądź też cokolwiek innego. Czy Jego wybór należy więc rozumieć czysto woluntarystycznie? Niekoniecznie. Znaki sakramentalne zostały przez Chrystusa ustalone takie, a nie inne ze względu na naturalną symbolikę materii, wskazującą na dokonującą się w sakramencie rzeczywistość duchową. I tak naturalnym, można by powiedzieć, archetypicznym (obecnym także w wielu innych religiach) symbolem życiodajności oraz oczyszczenia jest woda. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę biblijne znaczenie symboliki wody, chociażby w wydarzeniach potopu (Rdz 7,1 – 8,19), czy przejścia przez Morze Czerwone (Wj 14,15 – 29). Jezus wybrał więc wodę na materię chrztu, aby widzialny znak sakramentalny (odwołujący się do znaczenia naturalnego i biblijnego) wskazywał na niewidzialną łaskę obmycia z grzechów i otrzymania nowego życia przez zanurzenie w Jego paschalnym misterium.
Wskazanie prawdopodobnej motywacji Chrystusa w ustanowieniu wody materią chrztu rodzi pewne intuicje, jak można rozumieć przyczynę niedopuszczenia kobiet do sakramentalnego kapłaństwa. Raczej trudno obstawać przy stanowisku (jak zdaje się uważać św. Tomasz), że w naturze kobiety leży niemożliwość sakramentalnego kapłaństwa, a Chrystus tylko potwierdził to, co wynika z samej natury. Gdyby Pan uważał za właściwe ustanowienie święceń wyższych dla obu płci, z pewnością mógłby to uczynić. Jego wybór należy więc rozumieć nie jako konieczny, a jako właściwszy; właściwszy (tak jak w przypadku wody chrzcielnej) właśnie ze względu na pewną symbolikę naturalną i biblijną ustanowionych znaków sakramentalnych.
Postawmy więc sobie jeszcze raz to samo pytanie: ze względu na jaki znak Chrystus wybrał na „prawdziwych kapłanów Nowego Testamentu”[20] wyłącznie mężczyzn? Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba sobie uświadomić, co jest istotą kapłaństwa. Głoszenie Słowa owszem jest istotną częścią misji prezbiterów i zostało właśnie im w szczególności powierzone, ale nie jest im powierzone na wyłączność; wszak każdy ochrzczony jest włączony w misję prorocką Chrystusa, jest więc wezwany do głoszenia Słowa. Najbardziej specyficzne dla kapłaństwa sakramentalnego jest raczej sprawowanie sakramentów, z których większość wymaga dla ważności właśnie święceń wyższych. A wśród sakramentów pierwszorzędne miejsce w misji i tożsamości kapłańskiej ma „Sakrament sakramentów”, Eucharystia, która musi być koniecznie celebrowana pod przewodnictwem prezbitera. W liturgii eucharystycznej właśnie najpełniej i najwyraźniej objawia się kapłaństwo ontyczne celebransa – celebruje on „in persona Christi”, („w osobie Chrystusa”) – to znaczy, że liturgię celebruje sam Chrystus posługując się wyświęconym mężczyzną. Przez kapłana działa jedyny Arcykapłan Nowego Przymierza (por. Hbr 4 – 5) aktualizując podczas Mszy świętej swoje zbawcze dzieło, a przede wszystkim Ofiarę Krzyża. W sposób niezwykle trafny prawdę tę wyraża za Soborem Trydenckim Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 1367): „Ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedną ofiarą. Jedna i ta sama jest bowiem Hostia, ten sam ofiarujący – obecnie przez posługę kapłanów – który wówczas ofiarował siebie na krzyżu, a tylko sposób ofiarowania jest inny.” Działanie prezbiterów „in persona Christi” jest tak istotne, że powinno być ono jasno wyrażone także w znaku wskazującym rzeczywistość duchową, która się dokonuje. Takim znakiem jest właśnie płeć męska – ponieważ jedyny Arcykapłan jest mężczyzną, to prezbiterzy uczestniczący w Jego kapłaństwie na sposób ontyczny również powinni być mężczyznami.
Niekiedy podnosi się zarzut, że idąc tym tropem należałoby także uznać, że skoro Chrystus był długowłosym i dajmy na to niebieskookim Żydem, to również partycypujący w Jego kapłaństwie na mocy święceń powinni posiadać identyczne przymioty. Otóż nie jest to prawdą, ponieważ płeć Chrystusa, w przeciwieństwie do innych Jego przymiotów cielesnych, ma znaczenie głęboko symboliczne. Zarówno Nowy Testament[21], jak i liczni Ojcowie Kościoła rozumieją relację Chrystusa do Kościoła jako relację Oblubieniec – Oblubienica. Kościół jest dlatego symbolicznie kobietą (słowa: gr. ekklesia i łac. ecclesia są rodzaju żeńskiego), że Syn Boży przyjął ludzką naturę jako mężczyzna. Jeżeli Lud Boży zgromadzony na liturgii eucharystycznej jako Kościół jest Oblubienicą Chrystusa, to kapłan działający „in persona Christi” musi być mężczyzną, żeby zachować głęboką symbolikę relacji Oblubieniec – Oblubienica. Jak pisze o. prof. Jacek Salij OP: „To właśnie dlatego, że cały Kościół – wszyscy ochrzczeni mężczyźni i kobiety – jest symbolicznie Kobietą, sakramentu kapłaństwa, dzięki któremu najszczególniej uobecnia się zbawcza posługa Chrystusa wobec Kościoła, nie udziela się kobietom.”[22] Innymi słowy, ideologia gender lansowana przez radykalne ruchy feministyczne jest niezgodna z wizją katolicką; męskość i kobiecość ma bowiem głębokie znaczenie w Bożym planie stworzenia i odkupienia. Negowanie tego znaczenia w celebracji liturgicznej musiałoby doprowadzić do zubożenia przekazu wiary, zgodnie z zasadą: lex orandi – lex credendi[23].
Teologia wierna Magisterium
Myślę, że działanie kapłana „in persona Christi” i oblubieńcza symbolika relacji Chrystus – Kościół jest właściwym tropem teologicznej refleksji nad zagadnieniem kapłaństwa kobiet. Zapewne jednak nie wszystkich uzasadnienie to zadowoli, niektórym może wydać się nie w pełni przekonujące. Pewien niedosyt rezultatów tego typu dociekań teologicznych zawsze będzie miał miejsce – podobnie jak wielu może nie zadowalać uzasadnienie symboliki wody w chrzcie świętym. Można na przykład twierdzić, że polanie „mlekiem i miodem” byłoby jako znak równie wartościowe, bo oznaczałoby wprowadzenie do krainy „mlekiem i miodem płynącej”, czyli nowe życie w Chrystusie, które jest rzeczywistym skutkiem chrztu. Być może tak, jednak nikomu nie przychodzi do głowy pomysł, żeby postulować zmianę materii sakramentu chrztu. Pewne wątpliwości bowiem powinny obligować teologię do jeszcze głębszych poszukiwań motywacji Chrystusa, a nie do zbywania tych motywacji „uwarunkowaniami kulturowymi”. Jeżeli jakiegoś teologa nie zadowala przedstawione wytłumaczenie udzielania święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom, niech pracuje nad tłumaczeniem lepszym, głębszym, wartościowszym. Z pewnością autentycznie przysłuży się tymi poszukiwaniami Kościołowi, a jednocześnie pozostanie wierny misji katolickiego teologa.
Co jednak odpowiedzieć autorom uznającym się za katolickich, a wciąż kontestującym prawdę głoszoną w oparciu o Pismo i niezmienną Tradycję przez następcę Piotra w Ordinatio sacerdotalis[24]? Myślę, że należy przypomnieć im słowa Jana Pawła II z encykliki Veritatis splendor wskazujące, że nie popełniają wyłącznie grzechu niewierności wobec prawdy głoszonej przez Urząd Nauczycielski, ale także godzą w podstawowe prawa Ludu Bożego: „Odmienność poglądów, wyrażana przez kontestację i polemiki w środkach masowego przekazu, jest sprzeczna z eklezjalną komunią i z prawidłową wizją hierarchicznej struktury Ludu Bożego. Sprzeciwu wobec nauczania Pasterzy nie można uznać ani za uprawniony wyraz chrześcijańskiej wolności, ani różnorodności darów Ducha Świętego. Pasterze mają zatem obowiązek reagować nań w sposób zgodny z ich apostolską misją, to znaczy domagać się, by zawsze szanowane było prawo wiernych do poznania nieskażonej i integralnej doktryny katolickiej (…).”[25]
Emil Wratny
[1] Zobacz m.in. następujące numery: 30/2009; 31/2009; 33/2009; 37/2009; 38/2009. Zapewne duża liczba artykułów na ten temat na łamach „TP” w ostatnim czasie to specyficzna odpowiedź pisma na ogłoszony przez Benedykta XVI „Rok kapłański”.
[2] Tygodnik Powszechny posiada podtytuł: Katolickie pismo społeczno-kulturalne.
[3] W ścisłym sensie chodzi o święcenia prezbiteratu i episkopatu (a nie diakonatu), bowiem tylko do dwóch pierwszych można odnieść łacińskie słowo sacerdos (kapłan); por. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1554, Poznań 1994.
[4] Jan Paweł II, Ordinatio sacerdotalis nr 4, w: Dzieła zebrane. T III. Listy (red. P. Ptasznik), Kraków 2007, s. 818. Dokument jest formą papieskiego nauczania zwyczajnego o charakterze ostatecznym.
[5] Feministyczna rewolucja Chrystusa, Gazeta Wyborcza z dnia 12 października 2009 roku.
[6] Jan Paweł II, Mulieris dignitatem nr 26, w: Dzieła zebrane. T III. Listy (red. P. Ptasznik), Kraków 2007, s. 323.
[7] Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja Inter insigniores, w: W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966-1994, Tarnów 1995, s. 110-122.
[8] Por. Mt 26, 17-30; Mk 14, 12-25; Łk 22, 7-20.
[9] Także np. wezwanie „Komu odpuścicie grzechy są im odpuszczone(…)” (J 20, 23) zostało skierowane wyłącznie do Apostołów.
[10] Jan Paweł II, Mulieris dignitatem nr 26, dz. cyt.
[11] Podjęte na szeroką skalę badania historyczne w ostatnich dekadach XX w. nie znalazły dowodów na wyświęcanie w przeszłości kobiet na prezbiterów lub biskupów; por. B. Nadolski, Leksykon liturgii, Poznań 2006, s. 1121-1122. Próby udowadniania przeciwnego stanowiska przypominają uznawanie legendy o papieżycy Joannie za historycznie wiarygodną.
[12] Inter insigniores podaje m.in. św. Ireneusza, Tertuliana, Orygenesa, św. Cypriana i św. Epifaniusza.
[13] Podobne stanowisko zajmowali też inni wielcy scholastycy, m.in. Bonawentura i Jan Duns Szkot.
[14] Św. Tomasz z Akwinu, Suma Teologiczna [Tom 31. Sakrament chorych i kapłaństwo], Londyn 1985, s. 119 (Suppl. q. 39, a. 1).
[15] J. Majewski, Omylne nauczanie nieomylne, Tygodnik Powszechny nr 38/2009, s. 18-19.
[16] Autonomia sumienia teologa wobec Magisterium jest nie do pogodzenia z katolickością. Oczywiście (jak twierdził kard. J. H. Newman) głos sumienia jest przed papieżem, ale czy teolog, którego sumienie prowadzi do zaprzeczenia orzeczeniom doktrynalnym Magisterium jest jeszcze teologiem katolickim? Wszak w religii katolickiej istotne jest uznanie nieomylnego charyzmatu Magisterium. Jeśli więc czyjeś sumienie prowadzi go poza Magisterium, to z konieczności prowadzi go także poza wiarę katolicką. Por. Instrukcja Donum veritatis, w: W trosce o pełnię wiary, dz. cyt., s. 353-369.
[17] Św. Tomasz z Akwinu, dz. cyt., s. 120 (Suppl. q. 39, a. 1).
[18] „Z ustanowienia Bożego woda jest właściwą materią chrztu” (św. Tomasz, S.th. III, q. 66, a. 3). Zob. też J 3, 5; J 19, 34. Przede wszystkim zaś trzeba wziąć pod uwagę oczywisty dla NT aspekt materialny udzielania chrztu (woda).
[19] Oczywiście prawdą jest, że Kościół posiada pewną władzę nad sakramentami, ale jest to władza w ramach określonych granic. Por. Inter insigniores, dz. cyt., rozdz. IV.
[20] Lumen gentium nr 28, w: Sobór Watykański II. Konstytucje, dekrety, deklaracje, Poznań 1968, s. 133.
[21] Por. np. Ef 5, 21 – 33; 2 Kor 11, 2; J 3, 29; Ap 19, 7. Typem obrazu Chrystusa jako Oblubieńca Kościoła jest starotestamentowy obraz Jahwe – Oblubieńca Izraela.
[22] J. Salij, Nadzieja poddawana próbom, http://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/.
[23] „Prawo modlitwy prawem wiary” – w myśl tej zasady wiara i liturgia Kościoła istnieją wobec siebie w ścisłej zależności; deformacja liturgii musi prowadzić do zubożenia wiary. Por. KKK nr 1124, dz. cyt.
[24] O buncie i skrajnej arogancji teologów europejskich i amerykańskich po ogłoszeniu dokumentu przeczytaj w: G. Weigel, Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, Kraków 2000, s. 926-934.
[25] Jan Paweł II, Veritatis splendor nr 113, w: Dzieła zebrane. T I. Encykliki (red. P. Ptasznik), Kraków 2006, s. 520.
Odsłon: 805 Komentarzy: 9
Tuesday,20 October 2009,18:07
Kategoria: Religia Tuesday, 20 October 2009, 18:07
Zastanawialiście się kiedyś nad zagadkami typu: Czy Bóg może stworzyć kamień tak wielki, że nie będzie w stanie go udźwignąć? Albo: Czy może stworzyć kogoś doskonalszego od siebie? Niezależnie, czy odpowiemy „tak”, czy „nie”, wydaje się, że odbieramy Bogu atrybut wszechmocy lub doskonałości. Ale czy napewno? Posłuchajmy co na ten temat mówi św. Tomasz z Akwinu w swojej Sumie Teologicznej:
Wszyscy powszechnie wyznają, że Bóg jest wszechmogący. Niełatwą jednak jest rzeczą uzasadnić to i wyjaśnić. Trudność nasuwa samo powiedzenie: Bóg może wszystko; zwłaszcza na co się rozciąga i czego dotyczy owe "wszystko".
Kto jednak patrzy bystro, zauważy, że możność – moc, odnosi się zawsze do tego, co możliwe. Mówiąc przeto: Bóg może wszystko, od razu narzuca się myśl, że to znaczy tyle co: Bóg może wszystko co możliwe, i że od tego nosi miano: wszechmogący. (…)
O tym zaś, co jest bezwzględnie możliwe lub niemożliwe decyduje związek wyrazów w zdaniu. Coś jest bezwzględnie możliwe, jeśli orzeczenie nie jest w sprzeczności z podmiotem, np. Sokrates siedzi; jest coś bezwzględnie niemożliwe, jeśli orzeczenie stoi w sprzeczności z podmiotem; np. człowiek jest osłem. (…)
To tylko jest sprzeczne z pojęciem bezwzględnie możliwego – a zarazem wyłącza się spod wszechmocy Bożej – co zawiera w sobie jednocześnie byt i niebyt, istnieć i nie istnieć! A wyłącza się spod wszechmocy Bożej nie z powodu słabości potęgi Bożej, ale po prostu dlatego, że nie może mieć charakteru czegoś wykonalnego i możliwego.
Tak więc: Wszystko, co nie zawiera w sobie sprzeczności, należy do możliwego, odnośnie do którego Bóg zwie się wszechmogący. Natomiast wszystko, co zawiera w sobie sprzeczność, wyłącza się spod wszechpotęgi Bożej, bo nie może ziścić w sobie pojęcia możliwego. Stąd też stosowniej jest o tym mówić, że nie może być urzeczywistnione, niż, że Bóg tego nie może urzeczywistnić.
(ST 1, 25, 3)
Wszystko wskazuje więc na to, że Pan Bóg nie może stworzyć kwadratowego koła. W niczym to jednak nie umniejsza prawdy, że jest Bogiem Wszechmogącym!
Odsłon: 766 Komentarzy: 37
1
