
Thursday,03 November 2011,18:59
Kategoria: Ogólne Thursday, 03 November 2011, 18:59
Rudzia pyta- co u nas ?
Wróciliśmy prawie rok temu. Dzieci szczęśliwe bo mieszkają dwa kroki od dziadkow, ja z docenianego specjalisty (UK) stałam się zbędnym elementem systemu (PL), K-walczy o przetrwanie w ramach tzw prywatnej inicjatywy. Finansowo- kruchutko. Czasem tesknimy za miejscami i ludźmi, za urzędami gdzie wszystko tak łatwo sie załatwia, za sklepami gdzie można miło pagadać z uśmiechniętym kasjerem. Ale i tak nie żałujemy powrotu. Dźwigamy się z popiołów po śmierci Alicji , szukamy pracy… Nie spodziewaliśmy się ,że będzie łatwo. Jesteśmy tu gdzie jest nasze miejsce i żyjemy nadzieją,że to ma sens.
Moimi angielskimi doświadczenia zawodowymi dzielę się w ramach warsztatów dla specjalistów i rodzin osób z zaburzonym funkcjonowaniem zmysłów. Dobre pomysły trzeba posyłać dalej. Mama pewnosć ze to jest dobre i się ludziom podoba. Może to jest moja nowa ścieżka, jakiś rodzaj powołania…
Dziękuję za wsparcie i modlitwę
Odsłon: 519 Komentarzy: 13
Monday,03 October 2011,20:48
Kategoria: Modlitwa Monday, 03 October 2011, 20:48
Alicja umarła 20 minut przed urodzeniem się.
Jeśli Ci tego Panie nie wybaczę, to nigdy się z nią nie spotkam.
Dokonałeś tylu cudów, wysłuchałeś tylu modlitw ale tej nie- modlitwy mamy o życie dla dziecka, które nosi pod sercem . Nie umiem się teraz doCiebie modlić . Wyznaję wiarę w Ciebie i pochylam głowę przed Twoją wielkością, Panie życia i śmierci. Ale nie ufam Ci.
Jakże ja mam się teraz Panie spowiadać, kiedy wciąż czuje,że to Ty mi musisz coś wyznać? To Ty musisz powiedzieć "wybacz"….
Odsłon: 1145 Komentarzy: 33
Monday,29 March 2010,21:30
Kategoria: Kościół Monday, 29 March 2010, 21:30
Te kilka lat spedzonych na Wyspach pozwoliły mi nauczyć się wsłuchiwać w kazania na wielu płaszczyznach. Na początku po prostu sprawiało mi przyjemność słuchanie tekstów przemyślanych, opartych na Biblii ,głoszonych z dużą dozą humoru ,pięknym językiem.
Natępnie przyszlo zastanowienie -daczego nie ma echa trudnej syuacji kościoła, dlaczego są tak politycznie porawni ?
A potem cos zaczeł pękać, najpierw między wierszami ale wyrażnie pojawiały sie nawiązania do osób które starciły pracę z powowdu noszenia krzyża na szyi, czy z powodu zapewnienia kogoś o modlitwie…Na natępnym etapie usłyszałam ,że trzeba szykować sumnienia bo wybór będzie nieunikniony aż w końcu wysłuchałam kazania w Niedziele Palmowa.
Ksiądz powiedział,że nie moze oprzeć się myśli iż Pasja, której dzisiaj wysłuchaliśmy odnosi się do czasów nam współczsnych. Jest tam władza, polityka, pieniądze, zdrada, strach i śmierć, . Powiedział, że widzi to jako zapowiedź wydarzeń które będą miały miejsce tu w Anglii i jeśli to ma sie wydarzyć to nich tak będzie, bo taka jest droga chrześcijan. Trzeba przejść przez Śmierć by Zmartwychwstać.
Powiedział "Let it be"
Odsłon: 406 Komentarzy: 8
Friday,19 February 2010,22:23
Kategoria: Ogólne Friday, 19 February 2010, 22:23
Łacińskie zdanie kołacze mi się po głowie. Non omnis moriar…a przecież już po kawałku obumiera mnie i we mnie to co ważne.
Moja praca – moje powołanie. Wysiłki które podejmowałam,żeby dotrzeć do uczniów zamkniętych w niepełnosprawnosci. Nasze sukcesy -wiele z nich umarło razem z dziećmi, większosć pogrzebał czas i zaniedbanie rodzin i tych nauczycieli i terapeutów, którym nie bardzo zależało a którzy nastali po mnie.Nasze wspólne poznawanie świata, który trzeba dla nich dostosować , przetworzyć, czasem zmienić na 'znośny". Wiem ,że dla wielu z moich uczniów ten trud idzie na marne, z różnych powodów nie wykorzystają zdolności nabytych dzięki mojej pracy.
Moja praca – moje powołanie z którego rezygnuję i mam nadzieję,że Bóg mi wybaczy. Mam nadzieję ,że pozwoli odkryć inne powołanie, które dla mnie ma. Bog przecież daje nam szansę, prawda?
A jednak jedynym uczuciem jakie we mnie odzywa się jest wdzięcznosć. Za czas, który był a już nie trwa, za spotkania, za mozliwosci jakie oni stworzyli dla mojego rozwoju, za miłość i przyjaźn która nas łączyła. To nie umiera i nie odchodzi.
Mam nadzieję, pokorną, maleńką,że ta praca obumarła będzie miedziakiem jaki podam św. Piotrowi przy bramie do Nieba. Moze da się przekupić….
Odsłon: 308 Komentarzy: 3
Friday,02 April 2010,20:32
Kategoria: Poezja Friday, 02 April 2010, 20:32
Są wątki splątane głęboko. Kiedy próbujesz rozplątać,
czujesz, iż musiałbyś wyrwać z nimi siebie.
Więc tylko popatrz, zrozumiej – zbyt uporczywiej nie wyglądaj,
by nie wchłonęła cię przepaść
(nie jest to przepaść bytu, ale tylko przepaść myślenia).
Byt nie wchłania, on rośnie, powoli zamienia się w szept:
to myśl nabrzmiała istnieniem – to ty, to wszechświat, to Bóg.
W przeciwnym kierunku – czujesz, jak wszystko czepia się nóg
i byt się sprowadza do punktu, a myśl wysycha jak step.
Więc pracuj i ufaj. A w siebie wchodź na tyle,
by wiedzieć o swej pysze (to już pokora).
I raczej pilnuj woli. Uczuć gwałtownych wylew
czasami tylko się zdarza i nie ogarnia Boga.
Karol Wojtyła
Odsłon: 248 Komentarzy: 0
Friday,02 April 2010,15:57
Kategoria: Modlitwa Friday, 02 April 2010, 15:57
Te ładnych parę lat temu, kiedy nie było innego wyjścia tylko opuścić Polskę , nie myślałam ,że wrócimy. Polska okazała się być miejscem wrogim, złym. Krajem w którym prawo nie stoi po stronie niewinnego, jest tylko narzędziem , bywa ze w ręku powodowanym zawiścią i chęcią zniszczenia. W tym czasie z 2 –letnią Julką , bez pracy, bez mieszkania, bez możliwości legalnego zarobku, Bóg ścieżki nam prostował. Wysłuchał modlitwy o chleb nasz powszedni i dał nam wystarczającą ilość determinacji – bo nie odwagi – by wyjechać.
Wszystko nam tu poszło jak z płatka – za piękne to ,żeby nie widzieć bożego błogosławieństwa. Możemy zostać. A jednak łapiemy tę wątłą nitkę która się snuje obiecując powrót do Polski. Tylko dlaczego wracać? Będziemy nielegalni we własnym kraju…Wracać?
Czego chcesz od nas Panie?
Odsłon: 429 Komentarzy: 19
Tuesday,01 June 2010,16:12
Kategoria: Rozrywka Tuesday, 01 June 2010, 16:12
Takie wspomnienie mnie dzisiaj naszło.
Jakiś czas temu byłam woluntariuszką w Jerozolimie i jednym z moich zadań było sprzedawałam biletu wstępu na Litostrotos. Wycieczek całe mnóstwo, wiadomo – z całego świata. No i razu pewnego podchodzi do mnie franciszkanin – czarny jak heban , ciemny jak noc :). Pyta mnie( w języku obcym się rozumie) skąd jestem. No to ja na to ,ze jestem polką . A on na to – "a to tak jak ja ". Mnie zamurowało a on ciągnie – "moja mama jest z Polski". Ja na to "Taaak????????" A on odpowiada " No , Czarna madonna".
Odsłon: 316 Komentarzy: 8
Saturday,01 May 2010,19:50
Kategoria: Rodzina Saturday, 01 May 2010, 19:50
Moja Julka nie lubi chodzić do kościoła. Nie lubi bo nie pozwalam jej bawić się z innymi dziećmi w czasie mszy świętej. " A dlaczego nie mogę, wszyscy inni mogą ?" pyta mnie i … ma rację. W tym kościele na mszy dla rodzin dzieci w jej trakcie bawią się , jedzą, dorośli rozmawiają. Przed kazaniem dzieci zapraszane są do salek ,żeby tam odbyć zajęcia "związane " z czytaniami. Prowadzą to rodzice i wkładają w to dużo serca niestety z marnym efektem ze względy na małe pomieszczenia, dzieci które nie skupiają się( i co się im dziwić) na treści tylko na kumplach siedzących obok. Symbolem tego całego bałaganu jest dla mnie ciepła wykładzinka położona w całym kościele( budynek brzydko – współczesny). No i tak tym dzieciom cieplutko w tym kościółku i zabawowo – beztrosko (bo to przecież dzieci)no i tak sobie tam chodzą i bawią się i w ogóle…Takie jest angielskie podejście do mszy dla rodzin w mojej parafii w UK.
Dzięki Bogu udało nam się przylecieć na Boże Narodzenie do kraju jeszcze w Adwencie. Julcia ku mojej radości oznajmiła że chce iść na roraty o których jej opowiadałam( w UK rorat rano nie stwierdzono).I to moje uparte dziecko wstawało przed 6 rano, żeby iść do zimnego kościoła,żeby wystać grzecznie całe nabożeństwo. Nie marudziła na mszach świątecznych i wydawał się być bardziej uważna.
Piszę bo mnie to zaskakuje i nie zaskakuje jednocześnie. Dzieci nie chcą żebyśmy "zdziecinniali" świat, one chcą doświadczać czegoś prawdziwego i pięknego. I gotowe są podjąć wysiłek jeśli jest tego wart.
Odsłon: 231 Komentarzy: 3
Tuesday,22 December 2009,21:10
Kategoria: Ogólne Tuesday, 22 December 2009, 21:10
Nie lubię dźwięku grudek gliny stukających o wieko trumny. Zostaje mi w głowie , nie daje spokoju, przygnębia. Dlatego unikam pogrzebów.
Jednak nie mogłam nie być na pogrzebie Nikolasa, chociaż to jeszcze bardziej ciąży , kiedy grudki ziemi stukają w wieko trumny zamkniętej nad głową 14-to latka.
Musiałyśmy jechać ponad 2 godziny w kierunku wschodniego wybrzeża aby dostać się do tego małego kościółka. Sceneria w sam raz na smutną okazję- przeszywający wiatr ,rozhulany po równinie gdzie woda stoi na nieuprawianych o tej porze roku polach. Szaro, z cmentarza widać znak Mc Donalda . Tam piłyśmy niedobrą kawę ,żeby rozgrzać się nieco zanim wystawimy nasze zbyt lekkie płaszcze na działanie wichru.
Rodzina zaznaczyła ,że nie życzą sobie czerni. Wszyscy mają po raz ostatnie świętować Życie Nikolasa i jego czas z nami a nie żegnać go ze łzami w oczach. Trudne. Tym bardziej że nikt nie mówi o tym, że jego życie wcale nie kończy się tylko zmienia… W tym kraju trzeba być ostrożnym , ten kraj odwołał życie wieczne nas czas nieokreślony…
A jednak jesteśmy w kościółku. Piękny. Maleńki. Ślicznie i harmonijnie gotycki, niewiele późniejszych dodatków. Oczywiście nie ma Tabernakulum i kogucik zastąpił krzyż na wierzy.
Ławki zajęte. Wypełnione ludźmi, którzy Nika bardzo kochali i którzy… spędzili z nim znacznie więcej czasu niż jego rodzina. Szczególnie ojciec…. Kiedy Nik odszedł poszłam uściskać S. i L – to one były z przy Nikolasie przez ostatnie 10 lat jako jego opiekunki , z racji zawodu , a może bardziej jak ( z racji dobroci serca )najlepsze przyjaciółki, właściwie osoby bliższe niż mama , która zjawiała się w ośrodku raz na 4 miesiące. Napisały wiersz, który za chwile przeczytają.
Wchodzi duchowny. Ksiądz? Czy to określenie jeszcze tu pasuje… Wita nas i mówi ,że DJ – zajmie się muzyką. DJ się nią zajmuje i słyszymy Celin Dijon . Wnoszona jest trumna , żółta z namalowany ulubionymi postaciami z kreskówek. Na trumnie bukiet kwiatów w kształcie i kolorycie przypominający piłkę do nogi. Muszę się uśmiechnąć. Spodobałoby się Nikowi.
Po raz pierwszy obserwuję niekatolicki pogrzeb . Obserwuję, bo uczestniczyć mi trudno. Chciałam się w tym kościele przytulić do Boga i dziękować Mu za Nika prosząc o zbawienie dla niego a tymczasem tyle rzeczy mnie rozprasza… poczekam. Znaku krzyża nie było. Czuję się zagubiona. Gdzie modlitwa? Wezwanie do Boga? I ta muzyka z magnetofonu. Muzyka to wybór S. –podobno ulubione utwory Nika. Po Celin Dijon duchowny wita wszystkich i zaprasza do wysłuchania pożegnania jakie napisała mama a potem wiersza S i L. Wychodzi mama w jeansach i różowym podkoszulku , jakimś cudem nie trzęsie się z zimna, czyta z kartki w kratkę to co chciała nam o swoim dziecku powiedzieć. Kilka faktów. Po raz pierwszy słyszymy ,że wie że Nikolas otrzymał od nas to co najlepsze, wie że go kochaliśmy. Dobrze jest usłyszeć jej słowa. Do tej pory wydawała się robić wszystko by dać nam do zrozumienia ,że jesteśmy złem koniecznym.
S i L czytają swój wiersz przez łzy.
Duchowny czyta fragment z Pisma Świętego „..pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”. Komentarz nie utkwił mi w pamięci, chyba nie miał z Nikiolasem nic wspólnego. Następna piosenka z magnetofonu wyprowadza nas na cmentarz. Idę na samym końcu. Jest bardzo zimno. Woda stoi rozlanymi kałużami na gliniastych ścieżkach cmentarza. Wielka dziura połyka kolorową trumnę Nika ale spodziewany stukot grudek nie nadchodzi. Jedna za drugą na trumnę spadają herbaciane róże. Każdy kto pracuje w domu w którym mieszkał Nikolas przyniósł jedną. Jego ulubione. Ja nie mam róży. Nie wiedziałam o tym ,że Nik je lubił i nie wiedziałam o tym, że ktoś je przyniesie. Podchodzi B. podaje mi śliczny, drżący kwiat. Czuję się wyróżniona, a może bardziej włączona w krąg. To tak jakby oni powiedzieli – wiemy ,że też go kochałaś.
Pusto mi bez Nika w klasie. Muszę posortować dokumentacje po nim i czekać na maila z datą miejscem gdzie te tomiska złożyć. I wciąż mam zamęt w głowie po tym dziwnym pogrzebie, po dziwnej po nim stypie na której mama Nika przedstawiała mi swoja partnerkę a jej były mąż i ojciec Nikolasa nalewał drinki wstawionym już gościom.
Dziwny świat.
Odsłon: 330 Komentarzy: 2
Friday,18 December 2009,11:58
Kategoria: Pro life Friday, 18 December 2009, 11:58
Pierwszy raz spotkałam Nika 4 lata temu. Kiedy wchodzilam do klasy miałam za sobą 10 lat oglądania twarzyczek dzieci , których ciała są dalekie od obowiązującego kanonu piękna. To jednak nie pomoglo i pomyślałm " Jaki brzydki…" . Co jeszcze? Nik wraz ze swoim elektrycznym wózkiem zajmował najwięcej miejsca w pomieszczeniu .Wózek był ogromny ale sprytnie wykonany i ozdobiony tak ,że jasne było ,że Nik lubi piłkę nożną, filmy i śmieżne gadżety. Dopiero po chwili zauwazało się respirator, odsysacz (jak to sie po polku nazywa?)jakieś torby z rurkami do odssysania wydzieliny z dróg oddechowych, torby z rurkami do karmienia przez sonde. No i obok ktoś to tym całym Nikowym powozem powoził.
Łatwo nie było. Kiedy Nik urodził się dawali mu 2 procent na przeżycie. Respirator i sonda. Diagnoza zlożona z kilku bardzo długich słów sprowadzała się do faktu,ze mięśnie Nikolasa są zbyt wiotkie. Wszystkie mięśnie.
Ale Nik to był "fighter" – jak mówili ludzie na jego pogrzebie i poddal się dopiero gdy miał 14 lat.Kiedy Nik umierał media nagłaśniały sprawe rocznego chłopca z Londynu którego mama nie chciała by podtrzyumywać mu życie maszynami.Mama Nikolasa pozwoliła mu przeżyć całe życie i odejść wtedy kiedy Pan go wezwał. I to ma sens.
Na początku Nik nie chciał ze mną w ogóle gadać. Gadać! zawsze tak mówię , choc żaden z moich uczniów nie mówi. Jesli chodzi o Nika to w 100 proc dobre określenie. Nik nie mógł mówić majac trachotomię ale obserwował wszystko uważnie, mrugał na "tak", nie patrzył na kogoś z kim nie chciał być, potrafił trzepnąć ręką (ale któś musiał podtrzymywać mu łokieć)jeśli był zły . I wynajdował wciaż nowe sposoby ,żeby nam dac do zrozumienia o co mu chodzi. No ale zanim mnie dopuścił do siebie upłyneło dużo wody w Tamizie.
Miałam szczeście ,polubił mnie. Jego poprzednia nauczycielka w raportach rocznych pisała,że przeczuwa że to zdolny chłopiec ,ale nie udaje się jej osiagnąć systematycznych wyników. Nik ma dnie kiedy popisuje się – podobno nawet napisał kiedyś swoje imię , ale tylko jeden raz więc sie nie nadawało to jako osiągnięcie szkolne) a potem zapada sie w siebie . Kiedy z nią rozmawiałam mówiła – wiesz on już osiągnął co mógł, niedługo umrze, po prostu trzeba urozmaicić mu czas…Hmmm. nie bardzo mi się podobało to co mowiła.
No i ten czas, nasze wspólne 4 lata – nie były nudne. Nikolas nauczył się grać w gry komputerowe, przynajmniej można go było motywować do innych zadań (bo jak nie to ci nie włącze gry;) ), porozumiewać się przy pomocy ksiażki komunikacyjnej ( symbole na które wskazywał wzrokiem), nawigować własnym elektrycznym wóżkiem, sortować, układac w pary i tak dalej. Te wymienione rzeczy to mój wkład w urozmaicanie mu życia. Jego wkład był znacznie bardziej atrakcyjny. Jak tylko zaczął korzystać a mojego laptopa na którym były gry, kasował i przestawiał moje dokumenty ,kiedy mi chciał dokuczyć. Ile ja przez niego straciłam zanim dorobił się własnego komputera! Z kolei w momencie kiedy poczuł się pewnie w kierowaniu własnego wózka – czekał na każda okazje pozwalającą mu zablokowac ruch na korytarzu. Najbardziej mu sie podobało zatrzymywanie połowy szkoły na korytarzu kiedy wszyscy szli na piatkowy apel. Bardzo był z siebie zadowolony…No i ta książka komunikacyjna…zazwyczaj mam podobne odczucia kiedu uczeń zaczyna z niej korzystać- zaraz powie mi coś czego wcale nie chce usłyszeć. Trzeba przyznać – Nik bywał szczery do bólu!
Co jeszcze? Wyjazdy do kina, na kręgle, na zakupy, nad morze…Ostatnie zakupy na jakie pojechał udowodniły ze Nik jest nastolatkiem. W księgarni wybierał sobie plakaty do swojego pokoju. Do tej pory były tam postaci z filmów dla dzieci. Nik uparł sie by tym razem kupic skapo odziana gwiazde popu. Nie powiem ktora, bo nie wart jej promowac ;) A potem uparl sie zeby mu ja przykleic do sufitu nad lozkiem…
I tyle jeszcze wspomnien. Tylu ludzi , którzy za nim teraz teskną…Nie byłoby tego wszystkiego gdyby ktoś stwierdził ,że "takiego" życia podtrzymywać nie warto…W pokoju obok tego ,który zajmował Nikolas, mieszka W. jego mama właśnie rozpoczęła procedurę prowadzacą do odłaczenia respiratora…
Odsłon: 584 Komentarzy: 8
