
Friday,20 January 2012,14:32
Kategoria: Kościół Friday, 20 January 2012, 14:32
Greckie słowo idiotes oznacza kogoś, kto nie uczestniczy w sprawach publicznych, a skupia się wyłącznie na sprawach prywatnych. Grecy nazywali w ten sposób człowieka zamkniętego tylko w kręgu swoich interesów i spraw. Nie istnieją dla niego inni i ich sprawy. Stan takiego zamknięcia starożytni Grecy nazywali – ‘idioteia’. Profesor Stanisław Grygiel rozwijając etymologiczne znaczenie słowa, dokonuje opisu kogoś, kto uległ temu stanowi. „’Idiota’ nie pojmuje ani siebie, ani innych, ponieważ jest nieobecny. Nie dochodzi do siebie, jest nieprzytomny, ponieważ […] nie dochodzi do innych“. Takie zjawisko dotyczyć może także całych grup zapatrzonych wyłącznie we własne cele. Profesor Grygiel podsumowuje: „’Idioci’ niszczą społeczeństwo“.
Obserwując dziś na własnym podwórku pewne analogie, pamiętajmy, że w starożytnej Grecji istniała odrębna kategoria ludzi określana mianem „idiotes”. W ich przypadku nie chodziło o jakąś ułomność psychiczną, lecz społeczną. Nie chcieli oni po prostu brać udziału w życiu publicznym.
Czy nas i naszych bliskich już to nie dotyczy? Czy obecny system edukacji nie produkuje idiotów? A jeśli odpowiedź jest pozytywna - to kiedy jako społeczeństwo osiągniemy stan powszechnego zidiocenia? Śmierć w katyńskim lesie przerwała na chwilę proces idiocenia. Tylko na jak długo?
Polskość to Kościół. Przez całą naszą historię. To zawsze z niego czerpaliśmy siły i stąd powinniśmy oczekiwać mocnego "non possumus". Tylko stanowczy i donośny głos jego pasterzy może tchnąć w nas powszechny zapał, odwrócić niekorzystny trend, obudzić zaskorupiałe na sprawy publiczne i gloryfikujące dobro prywatne społeczeństwo. Kultywowanie interesów rodzinnych i konsumpcja dóbr sprawić może radość czy dać pewną ułudę szczęścia, ale tylko na chwilę.W Polsce powszechne działanie służące dobru i prawdzie powinno być więc znowu i przede wszystkim katolickie. Jak słowo "powszechny", które jest tłumaczeniem greckiego "katholikos".
Odsłon: 162 Komentarzy: 2
Wednesday,09 November 2011,14:19
Kategoria: Teologia Wednesday, 09 November 2011, 14:19
Jeżeli ktoś nie żałuje zła, które wyrządził innym, nie można mu przebaczyć. Warto po wielokroć to przypominać. Jeżeli nie żałuje - nie ma dla niego przebaczenia. Kropka.
Inaczej nie mógłby zmienić swojego złego postępowania. Może być nawet przekonany, że nic złego nie uczynił, może nie wiedzieć, że kogoś skrzywdził. Co gorsza mógłby się w tym postępowaniu utwierdzić! (Wyjątkiem jest sytuacja, gdy przebaczenie może uzyskać wyłącznie ode mnie, bo nikt inny nie zwróci mu na to uwagi lub nie będzie miał takiej możliwości. Aby więc miał szansę się nawrócić - powinienem mu wybaczyć.) Więc jeszcze raz - jeżeli nie żałuje - nie ma przebaczenia.
A jak to podkreślają różnej maści socjaliści od Michnika do Zapatero - (tylko ten fragment Pisma jest im wygodny, bo przecież nie kierują się Nim w swoim życiu, a wręcz Bogu urągają) chrześcijanie powinni godzić się na wszystko i zgodnie z biblijną zasadą "nadstawiać drugi policzek".
Otóż nie dajmy się na to nabrać. Oczywiście w Ewangelii najważniejsze jest przykazanie miłości. Chrystus wymaga byśmy nie odpowiadali złem na zło. Wzywa do miłości nieprzyjaciół i do modlitwy za tych, którzy nas prześladują (Mt 5,44). Daje nam przykład miłości nieprzyjaciół, prosząc Ojca o przebaczenie tym, którzy Go ukrzyżowali (Łk 23,34). Przebaczenie, rozumiane jako wyrzeczenie się nienawiści i przezwyciężenie gniewu, jest podstawowym nakazem chrześcijańskim. Brak przebaczenia nie jest jednak równoznaczny z nienawiścią. W Biblii nie ma słowa tolerancja. Nie ma zgody na wynaturzenia i tolerowanie zła. Mogę się oburzać i czuć urazę do człowieka czyniącego zło. Uraza taka w określonych przypadkach bywa moralnie pozytywna. Oburzajmy się i gniewajmy widząc zło. Oburzajmy się, gdy jesteśmy świadkami okrutnego czy niesprawiedliwego zachowania. Choć Jezus nigdy nie postępował złośliwie wobec swoich przeciwników, okazywał jednak słuszny gniew wobec faryzeuszy, którzy wypaczali Boże prawo i zwodzili współwyznawców. Okazał oburzenie przewracając stoły wymieniających pieniądze w Świątyni i wyrzucając sprzedawców zwierząt.św. Jan 2,14 .
Wracając do przebaczenia. "Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: "Żałuję tego", przebacz mu!" (Łk 17,3-4). Warunkiem przebaczenia jest więc żal, skrucha. Jeszcze raz to podkreślę. A zastanówmy się - jaki przekaz króluje dziś w mediach. Jakie wartości są narzucane przez rządzących Polską, a zwłaszcza Europą (zwaną jeszcze tak niedawno – Chrystianitas)? Tzw. wartości europejskie polegają w najlepszym razie na hedonizmie, a coraz częściej na nihilizmie, sianiu zgorszenia i apostazji. Nihiliści i apostaci, którzy rozmyślnie i zdecydowanie wyparli się Jezusa jako Pana stanowią oddzielną kategorię. Nie będzie dla nich przebaczenia nawet po śmierci, bo bluźnią przeciwko Duchowi Świętemu.
"Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym." (Mt 12,31-32).
Biblia przestrzega także przed nieodwracalnym złem apostazji Hebr. 6:4-6, apostatów nie sposób przywieść na powrót do opamiętania, ponieważ odrzucili jedyną drogę zbawienia. Można ich żałować, ale nie można im przebaczać. Więcej - ich próby (niestety coraz bardziej skuteczne!) narzucania całym narodom niesprawiedliwego prawa, desakralizacji przestrzeni publicznej, walki z krzyżem – powinny spotkać się ze zdecydowanym odporem. Czas ich powstrzymać. Czas sporządzić sobie bicz i powypędzać ich z naszego, chrześcijańskiego domu.
Odsłon: 417 Komentarzy: 5
Sunday,22 November 2009,23:54
Kategoria: Religia Sunday, 22 November 2009, 23:54
Ponownie wkroczyliśmy w czasy, w których krzyż w szkole czy instytucji państwowej jest źle widziany. Symbol Męki Pańskiej coraz częściej (jak podają dziennikarze) razi, gorszy, obraża, deprawuje, wpływa destrukcyjnie na ludzki umysł etc. Tragedią dla świata była rewolucja francuska, która uczyniła ogromne spustoszenia w umysłach i podkopała monarchię. Efektem tego była niechlubna ustawa z 1905 roku na mocy której Francja stawała się krajem laickim, a rząd francuski nie miał prawa uznać żadnej religii. Jak mogło do tego dojść? Zafałszowano znaczenie samego słowa "laicyzm". Laicyzm to "koncepcja rozdziału Państwa od Kościoła i braku wpływów religijnych na sprawy państwowe. Laicyzm ma na celu zapewnienie niezależności religijnej oraz swobody praktyk religijnych". Ogólna idea wydaje się na pierwszy rzut oka słuszna. Kościół nie powinien się wtrącać w sprawy państwa, a wszystkie istniejące religie będą miały zapewnioną niezależność włącznie ze swobodą praktyk religijnych. Prawdopodobnie w tym czasie ludzie mogli sobie nie zdawać sprawy z tego, że Państwo pozbawione moralnego kręgosłupa może się tak zdegenerować, że zacznie zabijać (aborcja, eutanazja) własnych obywateli. Trudno, by odrzucając religię urzędnicy mogli kierować się czymś innym niż życiem doczesnym, czyli realizacją własnych ambicji i zaspokajaniem pierwotnych instynktów. Z czasem Hedonizm i Wygoda stały się bożkami w transcendentnej pustce. Ale to jeszcze nic. "Laickość gwarantuje prawo do swobodnego wyznawania religii i wszystkie wyznania traktuje jako równe". To dopiero zafałszowane przesłanie. Przecież laickość oznacza, że najrówniejszą ze wszystkich religii jest ateizm! Ateizm wyznawać nie tylko można, ale i należy. Ateizm jest najbardziej światły i postępowy. Ateizm jest więc religią państwową. Kolejnym fałszerstwem językowym było wprowadzenie słowa "ateizm". Choć nikomu nie udało się udowodnić, że nie ma Boga, ateiści uważają taki pogląd za racjonalny, ba! – naukowy! Prowadzą swoją kampanię z przekonaniami religijnymi w imię logiki i rozumu. Jeśli ateista wierzy, że świat powstał sam z siebie, a nie stworzył go Bóg – to niech sobie w to wierzy. Ale tego nie narzuca innym w imię laickości, bo jego wiara nie jest niczym innym (sensu stricte) od mojej. A ten naukowy ateizm sam już dawno stał się przesądem. Odkrycia naukowe nie tylko bowiem poszerzają ludzką wiedzę, ale też coraz bardziej dowodzą jej poważnych ograniczeń. Powodują, że świat jest jeszcze bardziej tajemniczy niż dotąd. "Lepiej niż przedtem – mówi David Berlinski – zdajemy sobie sprawę z tego, czego nie wiemy i czego nie udało nam się pojąć (…). Karol Darwin snuł przypuszczenia, jakoby życie narodziło się w »małym ciepłym stawie«. Tego stawu już nie ma". Ateistom została więc tylko ich nieusprawiedliwiona wiara. Niczym nie dająca się uzasadnić, a dodatkowo zaprzeczająca faktom historycznym. Proroków w dziejach było bardzo wielu. Czasami porywali za sobą ogromne tłumy, które jednak po ich śmierci natychmiast topniały. Ofiara na krzyżu Jezusa Chrystusa zmieniła cały świat. Zmieniła ludzi – dając światu Świętych. Zdolność poniesienia ofiary, do poświęcenia własnego życia za innego człowieka, bezinteresowność, altruizm i… miłość. Kim byśmy byli bez moralności chrześcijańskiej, bez przykazań, bez przykładu świętych? Że są inne religie na czele z ateistyczną? Tylko czy ich fundamentem jest miłość i altruizm – chciałbym znaleźć jakiś przykład, który mógłby to potwierdzić. Tak więc w imię laickości oraz rozdziału Państwa od Kościoła pojawiają się żądania usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej. Szkoła jest świecka uznaje Trybunał w Strasburgu, krzyż należy zdjąć woła człowiek z tytułem profesorskim, pejczem i rogami na głowie, szkoła jest laicka – tłumaczą rodzice ze szkoły na Ursynowie. ( http://fronda.pl/news/czytaj/tytul/kolejny_konflikt_o_krzyze_na_warszawskim_ursynowie ) Wołają więc, że "przestrzeń publiczna należy do wszystkich"! Zgoda. "I nie powinna być zawłaszczana przez żadną grupę religijną czy społeczną, ani ozdabiana takimi czy innymi symbolami religijnymi". Hola, hola! Pustka to też symbol. Nie tyle może nihilizmu (ludzka egzystencja jest pozbawiona znaczenia) co ateizmu – wiary, że nie ma Boga. Jeśli więc szkoły miałyby być świeckie, to de facto byłyby ateistyczne. I na to nie może być zgody. To katolicy płacą podatki. I mają z nich finansować garstkę ateistów? Nonsens. Czemu więc idea laickości wciąż jeszcze jest żywa? Bo oprócz tego, że fałszuje pojęcie wolności religijnej faworyzując ateizm, jest też trudno dostrzegalna. Nie ma swoich oczywistych symboli. Czerwona gwiazda czy sierp i młot już się skompromitowały. Komuniści, liberałowie obyczajowi i wszelkiej maści lewacy, na razie nie mają jeszcze odwagi, by wystąpić pod nowym sztandarem. (Swoją drogą sztandar UE czy jej waluta wydają się pretendować do tej roli). Tylko odważne społeczności chcą się przyznać do swoich symboli i swojej tradycji w sposób jawny i otwarty. Ateiści dziś udają,że symboli nie mają. A jednocześnie nakazują w swoich urzędach (obowiązek szkolny, podatkowy itp), aby udawać (a najlepiej wyznawać) ateizm. Szkoła publiczna i urzędy publiczne nie są własnością ateistów. Światopogląd laicki jest w najlepszym razie jednym z wielu światopoglądów. A nie jedynym słusznym. Katolicy nie mogą pozwolić, by zgorszony widokiem krzyża ateista w imię źle pojętej laickości mógł sądownie zakazać innym obywatelom wyrażania swojej wiary religijnej. Chrześcijanie wnoszą taki sam wkład w rozwój państwa jak tzw. niewierzący. Jest więc nie tylko moralne, ale i logiczne, by symbole ich wiary były obecne w przestrzeni publicznej państwa. Należy o tym mówić i przeciwstawić się krzykliwej mniejszości. Pod żadnym pozorem nie tolerować.
Spotkałem się ze zdaniem, że ateizmu nie można utożsamiać z wiarą, bo jest to tylko światopogląd. Czy to coś zmienia? Przecież światopogląd każdorazowo jest związany z konkretną jednostką ludzką i jej bagażem doświadczeń. Opiera się zaś na wiedzy teoretycznej (teorie i wierzenia ateistyczne), religijnej (wiara w Boga) lub… ideologii. I w tym momencie postępowanie wojujacych ateistów powinno stać się bardziej zrozumiałe. Po wyrzuceniu krzyża i religi ze szkół następne będzie wyrzucenie krzyży z przestrzeni publicznej i odrzucenie prawa naturalnego (tak stało się już w Hiszpanii, gdy w 2004 Zapatero został premierem). Warto zadać pytanie – jak daleko można się posunąć w obronie praw mniejszości religijnych, by jednocześnie nie pogwałcać wartości akceptowanych przez większość społeczeństwa?
Cóż "Zespół ds. Rozdziału Państwa od Kościoła" już działaw Parlamencie Europejskim. Warto przypominać, że jego wiceprzewodniczącą jest Joanna Senyszyn.
Odsłon: 922 Komentarzy: 15
Saturday,14 November 2009,15:09
Kategoria: Religia Saturday, 14 November 2009, 15:09
Coraz częściej słyszę, że za opuszczone kościoły na Zachodzie odpowiedzialna jest liturgia. Ludzie jakoby odchodzą do wspólnot, które nie mają praktycznie żadnej liturgii tj.: zielonoświątkowców, adwentystów, baptystów, fundamentalistów, ewangelików, a także do takich sekt, jak mormoni i świadkowie Jehowy.
Błąd logiczny już w założeniu. Wyciąganie wniosku, że część katolików przechodzi na protestantyzm, bo ma to ścisły związek z rodzajem liturgii czy jej brakiem jest daleko idącym uproszczeniem.
Przyczyn może być bardzo wiele.
Najważniejszej upatrywałbym w stale rozszerzającym się modelu konsumpcyjno-hedonistycznym zachodnich społeczeństw.
Zależność jest tu bardzo prosta. Kościół Katolicki wciąż najwięcej wymaga od swoich wiernych. Wszystkie przykazania wciąż obowiązują. Katolickim księdzem nadal nie może zostać zdeklarowany homoseksualista, ani kobieta. Kwestia dopuszczalności sztucznej antykoncepcji, in vitro, nierozerwalności małżeństwa, zabijania dzieci nienarodzonych, ludzi starych lub przewlekle chorych nigdy nie zmieniła się ani na jotę.
Ludzie stają się wygodni. Tysiące zreformowanych kościołów prześciga się więc by „zrealizować aspiracje kobiet” i dopuścić je do ołtarza. Homoseksualizm to grzech, współżycie i mieszkanie razem przed ślubem to grzech. Ba, nawet nieskromny ubiór w kościele bywa powodem do krytyki!
O ileż ŁATWIEJ przenieść się do wspólnoty, w której wszystkie te zasady nie są przestrzegane. Niepokój odzywającego się sumienia uspokoi kazanie lesbijki-pastorki czy przebywanie z ludźmi deklarującymi się jako wierzący, ale odrzucający staromodne, „nieżyciowe” zasady. W takiej „wspólnocie” od wiernych Chrystus już nie wymaga. Tam ludziom zbawienie się po prostu należy.
Wygoda to jednak nie wszystko. Niektórzy zaczynają się bać publicznego zadeklarowania się jako katolik. Zasady wiary katolickiej stają się bowiem w coraz większej liczbie krajów niezgodne z prawem. Świeckie sądy zaczynają orzekać, że tylko niektóre przykazania lub określone formy zasad wiary są zgodne z prawem.
Właśnie wkraczamy w czasy, w których bycie chrześcijaninem będzie wymagało nie tylko przestrzegania tych „nieżyciowych” i niemodnych zasad. Będzie wymagało odwagi.
Odsłon: 296 Komentarzy: 7
Tuesday,13 October 2009,15:55
Kategoria: Religia Tuesday, 13 October 2009, 15:55
Czy boję się Boga? To ważne pytanie. Jeśli nie, to staram się zapomnieć, że Bóg jest Sprawiedliwy (za dobre wynagradza, za złe karze), a zaczynam pokładać nadzieję w tym, że jest Miłosierny. Tak jest o wiele wygodniej. A wszystkie moje postępki jakoś znajdą usprawiedliwienie. Stąd już tylko krok do intelektualnej i moralnej ułomności – skoro jest Miłością i tak musi (sic!) mnie zbawić. A kolejny jakże naturalny krok to negowanie istnienia Szatana i piekła.
Odsłon: 421 Komentarzy: 5
Thursday,10 September 2009,15:12
Kategoria: Polityka Thursday, 10 September 2009, 15:12
e- Bo teraz nie łapią złodzieja tylko tego, który krzyczy – żeby łapać.
red. – Czyli co, nazwie Pan odwołanych ministrów złodzejami? Powtórzy pan to w sądzie?
e – Szanowny red. w tym przypadku może akurat to nie być kradzież tylko uzyskanie korzyści. Jest to z całą pewnością działanie wymieniane w kodeksie karnym.
red. – Ale choćby Grzegorz Schetyna był w tej sprawie pozytywnym bohaterem, on nie pomagał lobbystom.
e – Dlaczego więc premier nagle stracił zaufanie do szefa CBA? Dajmy więc odpowiednim instytucjom szansę na dokończenie śledztwa.
red. – To polityk PiS i jako taki nie daje gwarancji na jego rzetelne poprowadzenie.
e – No chyba nie Julia Pitera…
Odsłon: 245 Komentarzy: 0
Thursday,17 September 2009,11:58
Kategoria: Polityka Thursday, 17 September 2009, 11:58
Prezydent powie: Bez prawdy nie ma wybaczenia"Bez prawdy nie ma wybaczenia" – to główne przesłanie wystąpienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które wygłosi dziś w czasie uroczystości 70. rocznicy sowieckiej agresji na Polskę 17 września 1939 r. – dowiedział się "Dziennik Gazeta Prawna"."Boimy się, że prezydent kolejny raz chce wywołać III wojnę światową" – komentuje otoczenie premiera Donalda Tuska.Co jeszcze usłyszymy? "Przede wszystkim, kto odpowiada za 17 września. I co to oznaczało dla Polaków przez następne 50 lat. Nie zabraknie też odniesienia do ostatniego sporu wokół sejmowej uchwały w sprawie 17 września i dyskusji o tym, czy zbrodnia w Katyniu była ludobójstwem czy wyłącznie zbrodnią wojenną" – ujawnia osoba znająca szczegóły prezydenckiego wystąpienia.źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Tyle informacja skonstruowana przez dziennikarzy. Takich informacji pojawia się nawet kilka tygodniowo. Owo "otoczenie premiera Donalda Tuska" to (gdy informacja wychodziła na światło dzienne) – w 9 przypadkach na 10 poseł Sławomir Nowak, który jednak z jakichś prozaicznych względów nie chce występować pod swoim nazwiskiem. A szkoda i to potrójna. Raz, że poseł stałby się bardziej znany szerszemu ogółowi. Dwa, że dziennikarze mogliby spokojnie podpisać się pod takim tekstem (dołożyli należytej staranności, zacytowali poważną i odpowiedzialną osobę – artykuł jest rzetelny). Trzy, ludzie poddawani tym zabiegom nie będą chcieli słuchać tego co powie prezydent. Dlaczego? A np. z lenistwa, bo po co słuchać kogoś, kto i tak potrzebuje tłumacza? Z tą dyskredytacją urzędu prezydenta nie warto posuwać się więc za daleko. No bo czy w przypadku gdy obecny premier zostanie prezydentem, ktoś w ogóle będzie chciał go słuchać?
Odsłon: 524 Komentarzy: 2
Wednesday,18 March 2009,13:07
Kategoria: Polityka Wednesday, 18 March 2009, 13:07
Dlaczego Niemcom tak zależy na powstaniu "Widocznego Znaku"?
W prosty sposób pokazuje to Bogdan Dziobkowski w dzisiejszej Rzeczpospolitej. Jakie błędy popełniamy dziś na specjalne życzenie premiera RP świadczy przykład "Muzeum II wojny światowej", które ma powstać w Gdańsku. To będzie wystawa, "w której każdy znajdzie coś dla siebie". Nie powinniśmy się więc specjalnie dziwić, że coraz częściej na całym świecie mówi się o "polskich obozach zagłady". To samo dotyczy wspólnego podręcznika historii. Jedna strona ma konkretny cel, a druga ma to wszystko w ... nienajwyższym niestety poważaniu i ogranicza liczbę godzin historii w szkołach. I jeszcze mała dygresja a propos wypędzeń. Zdecydowana większość Niemców nigdy nie została wypędzona. Oni się wycofywali i uciekali przed armią czerwoną. Jest to pewna różnica.
Niemcy są skuteczni, wytrwali i dokładnie planują. Dlatego trzeba bardzo się starać już dziś, żeby nie obudzić się w kraju opisanym przez Bogdana Dziobkowskiego:
"W okresie międzywojennym Europa była podzielona na państwa narodowe. W niektórych z nich, miedzy innymi Niemczech, Związku Radzieckimi i Polsce do władzy doszły autorytarne reżimy. Przeciwników politycznych zwalczano, zamykając ich w obozach, a społeczeństwo poddano nacjonalistycznej indoktrynacji. W pewnym momencie przywódcy tych reżimów wplątali swoje niewinne narody w okropną wojnę, przy czym trudno jednoznacznie określić, po czyjej stronie leżała wina. W czasie wojny miały miejsce różne straszne rzeczy, ale dwa zjawiska warte są szczególnej uwagi. Bliżej nieokreśleni naziści przy biernej akceptacji społeczeństwa polskiego i współudziale polskich nacjonalistów z Armii Krajowej masowo mordowali Żydów. Miliony niewinnych Niemców zostały przez Polaków wygnane ze swoich ziem ojczystych".
Rzeczpospolita
Wina niewinnych Niemców
Nie tylko w Niemczech, ale także w Polsce o wysiedlonych Niemcach mówi się coraz częściej, że są „niewinnymi ofiarami” II wojny. A skoro tak, to jakiekolwiek rozważania o ich winie są nie na miejscu – pisze filozof
Niemiecki historyk profesor Arnulf Baring w wywiadzie poświęconym budowie centrum upamiętniającego powojenne wysiedlenia zapytany: „Dlaczego Niemcy potrzebują tego rodzaju muzeum?”, odpowiedział: „A dlaczego potrzebny jest Polakom pomnik Powstania Warszawskiego?” („Rzeczpospolita”, 2 marca 2009 r.).
Na pierwszy rzut oka to zaskakująca odpowiedź. Baring, będąc historykiem, zapewne dobrze orientuje się w faktach dotyczących II wojny światowej. Pomimo to nie potrafi dostrzec zasadniczej różnicy między powstaniem warszawskim a wysiedleniami, które po wojnie spotkały Niemców. Sugeruje, że i w jednym, i w drugim wypadku mamy do czynienia z cierpieniem i męstwem, które zasługują na upamiętnienie.
Wypowiedź Baringa jest znamienna. Świetnie ilustruje to, z czego chyba wszyscy, no może poza rządem premiera Tuska, zdają sobie sprawę. Polska, angażując ogromne siły, wygrała zupełnie nieistotną personalną potyczkę dotyczącą Eriki Steinbach i przegrywa z kretesem batalię o historyczną pamięć. Niemcy zaczęli postrzegać II wojnę światową przez pryzmat swoich bohaterów i swoich ofiar. Stawiają im pomniki, fundują muzea, kręcą filmy. Problem winy zostaje wyparty. Jego miejsce zajmuje problem cierpienia.
Latem 1945 r. na ulicach niemieckich miast pojawiły się plakaty ze zdjęciami z obozu koncentracyjnego w Belsen i z napisem „To wasza wina!”. Przypisywały one narodowi niemieckiemu odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez nazistów. Czy słusznie? Na to pytanie próbował odpowiedzieć wybitny niemiecki filozof Karl Jaspers w głośnym eseju „Problem winy”.
Polska powinna podjąć merytoryczną dyskusję nad problemem wysiedlonych i w jej ramach wyraźnie argumentować za Karlem Jaspersem, że ci ludzie zasłużyli na swój los
Jaspers wyróżnia cztery pojęcia winy: kryminalną, polityczną, moralną i metafizyczną. O pierwszej z nich mówimy wtedy, gdy ktoś złamał obowiązujące prawo. Wina polityczna wiąże się z tym, że każdy obywatel jest współodpowiedzialny za działania władz swego państwa. Wina moralna to pochodna naruszenia norm etycznych. Wina metafizyczna bierze się z odpowiedzialności za zło, które spotyka innych, zwłaszcza gdy dzieje się ono w naszej obecności lub z naszą wiedzą.
Jaspers dochodzi do wniosku, że choć niewielu Niemców brało bezpośrednio udział w zbrodniach wojennych, cały naród ponosi za nie odpowiedzialność. Oskarżenie: „To wasza wina!” dotyczy więc każdego obywatela faszystowskich Niemiec, choć w różnym sensie tego słowa. Ci, którzy dopuścili się zbrodni, oraz ich mocodawcy ponoszą winę kryminalną. Na społeczeństwu, które tolerowało władzę Hitlera, spoczywa wina polityczna. Udzielanie reżimowi jakiejkolwiek formy poparcia pociąga za sobą winę moralną, a bezczynność w obliczu faszystowskich zbrodni skutkuje winą metafizyczną.
Z faktu, że wina za II wojnę światową spoczywa nie na garstce nazistów, tylko na całym niemieckim społeczeństwie, płyną określone konsekwencje. Szczególnie istotne są skutki winy politycznej, czyli tolerowania przez Niemców działań Hitlera, które doprowadziły do wojny. Jaspers tak o tym pisze: „Jeśli wina polityczna powstała w związku ze zdarzeniami, które ostateczne rozstrzygnięcie znalazły w wojnie, wówczas konsekwencją dla pokonanych może być zniszczenie, deportacja, zagłada”. Konkluzją wywodu jest stwierdzenie, że Niemcy ponoszą odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia, które ich spotkały w wyniku II wojny światowej.
Wiceprzewodniczący Związku Wypędzonych Christian Knauer trafnie zauważył, że „Historia ma wiele płaszczyzn i można ją przedstawić w różny sposób” („Rz”, 5 marca 2009 r.). W przypadku „Widocznego znaku” problem nie polega na tym, że Niemcy chcą zająć się powojennymi wysiedleniami swojej ludności z terenów Trzeciej Rzeczy, które weszły w skład Polski czy Czechosłowacji. Istotne jest to, w jaki sposób te wydarzenia zostaną przedstawione. Zależnie do tego, czy fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie położy nacisk na psychologiczny, czy aksjologiczny wymiar wysiedleń, otrzymamy odmienne historyczne narracje.
W przypadku perspektywy psychologicznej uwaga zostaje skupiona na osobistych dramatach Niemców. Ludzie ci niewątpliwie cierpieli. Co więcej, nawiązując do porównania profesora Baringa, można przyznać, że ich cierpienia prawdopodobnie były większe niż cierpienia walczących w powstaniu warszawskim Polaków. I jedni, i drudzy ponieśli klęskę, z tym że Polacy walczyli w słusznej sprawie, a Niemcy nie. Polakom po militarnej porażce pozostało poczucie moralnego zwycięstwa, Niemcom nie zostało nic. Druga perspektywa to perspektywa aksjologiczna. Tutaj w historii wysiedleń nacisk zostaje położony nie na bolesnych skutkach tych zdarzeń, tylko na ich przyczynach. Na plan pierwszy wysuwają się rozważania o winie.
Jeżeli opowiadając historię powojennych wysiedleń, położy się nacisk na psychologiczną kategorię cierpienia, jeśli uwaga zostanie skupiona na skutkach, a nie przyczynach, to „Widoczny znak” stanie się rodzajem pomnika upamiętniającego martyrologię narodu niemieckiego. Niewykluczone, że pojawi się pokusa, by umieścić go w sąsiedztwie pomnika Holokaustu w Berlinie. I w jednym, i w drugim przypadku chodzi przecież o złożenie hołdu cierpiącym narodom.
W przypadku przyjęcia perspektywy aksjologicznej centrum nie będzie traktowane jako pomnik, ale ostrzeżenie. Nie stawia się pomników osobom, które cierpiały z własnej winy. Warto zachować o nich pamięć, jeśli będzie ona przestrogą dla przyszłych pokoleń. Byłoby to miejsce skłaniające do zadumy nad winą narodu niemieckiego.
Za tym, że Niemcy – realizując „Widoczny znak” – przyjmą perspektywę psychologiczną, przemawiają dwa argumenty. Po pierwsze, jest ona bardziej nośna. Dużo większe zainteresowanie wzbudzają historie opowiadające w przejmujący sposób o cierpieniach jednostek niż subtelne pojęciowo rozważania o winie. Łatwiej grać na emocjach, niż skłaniać do namysłu. Po drugie, nie tylko w Niemczech, ale również w Polsce o przymusowo wysiedlonych Niemcach mówi się coraz częściej, że są „niewinnymi ofiarami” II wojny światowej. A skoro tak, to jakiekolwiek rozważania o ich winie są nie na miejscu.
Z polskiego punktu widzenia taka perspektywa jest nie do przyjęcia. Czy możemy wpłynąć na jej zmianę? Warto przynajmniej spróbować. Polska zamiast angażować się w irracjonalne kłótnie o charakterze personalnym, powinna przyjąć zaproszenie Związku Wypędzonych do udziału w projekcie „Widocznego znaku”. Oczywiście nie po to, by do tego projektu dołożyć historie swoich wypędzonych, tylko by przypominać Niemcom Jaspersa, który mówił: „Nie może być żadnej wątpliwości, że my, Niemcy, ponosimy jakąś winę”.
Powinniśmy podjąć merytoryczną dyskusję nad problemem niemieckich wysiedlonych i w jej ramach wyraźnie argumentować za autorem „Problemu winy”, że ci ludzie zasłużyli na swój los. Cierpieli, ale było to cierpienie zawinione. Jako zbiorowość tolerowali reżim Hitlera, który doprowadziły do wybuchu wojny. Jako jednostki udzielali różnych form poparcia rządom nazistów i bezczynnie przyglądali się ich zbrodniom.
Mówienie w tym kontekście o niewinnych ofiarach to fałszujący historię sentymentalizm. Warto przy tym podkreślać, że nie jest to jedynie punkt widzenia „przewrażliwionych Polaków”, ale również stanowisko jednego z najwybitniejszych niemieckich myślicieli.
Nie wiem, czy Polacy, podejmując dyskusję ze Związkiem Wypędzonych, będą w stanie wpłynąć na kształt „Widocznego znaku”. Jeżeli uda się skłonić Niemców do uwzględnienia w tym projekcie problemu winy, odniesiemy sukces. Jeżeli natomiast strona niemiecka będzie wbrew naszym racjom uparcie dążyć do upamiętnienia „niewinnych ofiar” wypędzeń, zawsze możemy wycofać się z omawianego projektu, argumentując, że liczyliśmy na rzetelną historyczną i aksjologiczną analizę problemu, natomiast Niemcy upierają się przy uproszczonej, wyrwanej z szerszego kontekstu narracji. Tak czy owak lepiej zamienić kłótnię o charakterze personalnym na merytoryczną dyskusję.
Problem „Widocznego znaku” sam w sobie nie byłby może tak istotny, gdyby nie to, że jest elementem bardziej złożonych procesów. Ważniejsze od tego, czy w Berlinie powstanie omawiane centrum i od tego, kto zasiądzie w jego władzach, są zmiany zachodzące w niemieckiej świadomości. Władze niemieckie zaczęły prowadzić przemyślaną politykę historyczną. Dyskusje o problemie niemieckiej winy zostają zastępowane dyskusjami o cierpieniu.
A co w tym czasie obserwujemy w Polsce? Polityka historyczna rządu ogranicza się do histerycznych ataków na Erikę Steinbach. Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje drastycznie ograniczyć lekcje historii. Środowisko związane z „Gazetą Wyborczą” od wielu lat stara się przedstawić Polskę jako siedlisko antysemityzmu. Te działania też układają się w pewien wyraźny trend: chodzi w nich o demontaż świadomości historycznej Polaków.
Jeżeli obserwowane obecnie w Polsce i Niemczech tendencje nie ulegną zmianie, to za jakiś czas obudzimy się w Europie, w której polskie i niemieckie dzieci, z tych samych europejskich podręczników poznają następującą historie II wojny światowej: W okresie międzywojennym Europa była podzielona na państwa narodowe. W niektórych z nich, miedzy innymi Niemczech, Związku Radzieckimi i Polsce do władzy doszły autorytarne reżimy. Przeciwników politycznych zwalczano, zamykając ich w obozach, a społeczeństwo poddano nacjonalistycznej indoktrynacji. W pewnym momencie przywódcy tych reżimów wplątali swoje niewinne narody w okropną wojnę, przy czym trudno jednoznacznie określić, po czyjej stronie leżała wina. W czasie wojny miały miejsce różne straszne rzeczy, ale dwa zjawiska warte są szczególnej uwagi. Bliżej nieokreśleni naziści przy biernej akceptacji społeczeństwa polskiego i współudziale polskich nacjonalistów z Armii Krajowej masowo mordowali Żydów. Miliony niewinnych Niemców zostały przez Polaków wygnane ze swoich ziem ojczystych.
Jeżeli nie chcemy, by nasze dzieci poznały taki obraz II wojny światowej, powinniśmy jak najszybciej zbudować swoją własną politykę historyczną. Zacznijmy od stosunków z Niemcami, w których niekończący się spór o Erikę Steinbach zastąpmy poważną, merytoryczną dyskusją o naszej wspólnej przeszłości. Zrezygnujmy z forsowanej przez MEN reformy nauczania historii. Zbudujmy Muzeum Historii Polski i Muzeum II Wojny Światowej, które w atrakcyjny sposób przedstawią naszą wizję przeszłości. Wreszcie, z dużym dystansem traktujmy wszelkie podejmowane w Unii Europejskiej próby napisania wspólnej europejskiej historii, gdyż nasz wpływ na tego typu projekty będzie ograniczony.
Autor jest doktorem filozofii, adiunktem w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego
Odsłon: 586 Komentarzy: 0
Thursday,03 September 2009,18:03
Kategoria: Religia Thursday, 03 September 2009, 18:03
„Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam,
Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę.
Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam,
Bo na tym krzyżu Boga mego widzę...”
Odsłon: 529 Komentarzy: 1
Monday,02 February 2009,14:34
Kategoria: Polityka Monday, 02 February 2009, 14:34
Wykształciuchy.
Słowo trafia w samo sedno. Nazywając coś możemy to poznać. Idąc tym tropem trzeba zapytać - czy chorzy z nienawiści mogą nas obrazić? Media elektroniczne i papierowe zalewają nas falami krzyczących nagłówków i elaboratów na temat lustracji, dzikich PISowców nietolerancji.
-------------
Komentarz Jana Wróbla za dziennik.pl
poniedziałek 2 lutego
Przepraszam, czy tu biją
"W niedzielę, czym się zwykle nie chwalę, jestem wolontariuszem Fundacji Leczenia Nerwic Inteligencji. Wczoraj miałem gorący dzień... - pisze, ocierając pot z czoła, Jan Wróbel. Co zdarzyło się w Fundacji?
- Czołem koleżeństwo!
- Dzień dobry panie doktorze!
- Powiedzcie mi - tu zawiesiłem głos - co to dla Was znaczy "zostać obrażonym"? Wasze pierwsze skoja...
- Gosiewski wicepremierem!
- Kłują wykształciucha!
- Lepper w rządzie!
- Dziad wyśmiewa Darwina!
- Aaa! Aaa! Jakieś dzieci wtryniają nosy w nasze życiorysy!
- Aaa! Każą sprawdzać, co mamy w garażu!
- A mnie wszystko obraża! O!
Widząc, że pacjenci uwolnili swoje emocje, powoli przechodzę do następnego etapu. - Rozsiądźcie się wygodniej i powiedzcie... Czy ktoś taki jak Gosiewski może Was obrazić?
- Nie!
- A... Lipiński?
- Nie!
- A... Kaczyński?
- Nie!
Uśmiecham się promiennie - czyli oni to dla Was po prostu tyle co zeszłoroczny śnieg?
- Tak!
Gdzie ich macie?
- W d...! Daję znak do hucznych oklasków. Sala aż się trzęsie.
- A teraz, kochani, obejrzymy sobie meczyk Polska - Dania...
- Ojej, to takie nudne...
- Nudne? - robię bawole oczy. - A co, jeżeli Wam powiem, że Duńczycy są za lustracją i przeciw euro? Hę?
Karnie wzięli w ręce biało-czerwone flagi i śpiewali karaoke kibica. A po meczu byli tak szczęśliwi jak aniołki."
---------------
Trafnie, ale przychodzi mi do głowy także inny komentarz. Widzę świetnie trzymające się inkarnacje PZPR, wciąż zmieniających barwy (tęczowych?) zwolenników grubej kreski. A przecież sami wychowaliśmy sobie wyborców. W myśl sentencji Jana Zamoyskiego: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie."
Dziś mamy rządy PO... Kolejny raz próbuje nas wziąć na przeczekanie... Wynajdując coraz to nowe powody do wstrzymywania reform i błogiego leniuchowania. Od wczoraj mamy kolejne tego uzasadnienie - KRYZYS. "Lepiej nic nie róbmy, żeby tego no... Kryzysu nie zdrażnić."
Odsłon: 780 Komentarzy: 1
