
Saturday,27 March 2010,15:16
Kategoria: Religia Saturday, 27 March 2010, 15:16
Czasem zastanawiam się, czy jako katolik potrzebuję jakiejś innej reguły życia niż Ewangelia i jej wykładnia zawarta w Magisterium Kościoła. A jednak przecież istnieją w Kościele rozmaite zakony, zgromadzenia i wspólnoty, zrzeszające także ludzi świeckich, posiadające własne, zatwierdzone przez odpowiednie władze kościelne reguły i statuty. Stanowią one niejako przełożenie ogólnych wymagań Ewangelii na konkretne formy dążenia do doskonałości chrześcijańskiej zgodnie z charyzmatem ich założycieli. Myślę, że także każdy z nas, niezależnie od przynależności do takiej czy innej wspólnoty kościelnej, potrzebuje w swoim życiu reguły, jasnych zasad, które sprzyjałyby przeżywaniu go zgodnie z wyznawaną wiarą.
Część tej reguły dla każdego z nas stanowią ogólne wymogi, jakie stawia człowiekowi wierzącemu Kościół, dotyczące uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii, przystępowania do sakramentów, zachowywania przykazań kościelnych itd.
Poza tą sferą "obowiązku" kościelnego podstawową dziedziną, domagającą się od każdego z nas uporządkowania w myśl określonej reguły, jest modlitwa. Kapłanom, zakonnikom, tercjarzom i członkom różnych wspólnot przychodza tu z pomocą wymogi mające źródło w ich przynależności kościelnej, dotyczące np. odmawiania Brewiarza i innych przepisanych modlitw, rachunku sumienia, rozmyślania itp. Jednak warto aby także osoby "niezrzeszone" poprzez podjęcie regularnej, codziennej modlitwy w wyznaczonych porach kształtowały swoje życie duchowe inspirując się wzorami zakonnymi. Bez wytrwałości w modlitwie nie ma bowiem co marzyć o rozwoju duchowym, o nabyciu cnót i wykorzenieniu swoich grzechów i niedoskonałości, czy o doskonaleniu się w miłości.
Drugą podstawową dziedziną życia, w której powinien zapanować ład Boży, jest nasze postępowanie. Poza unikaniem grzechu, podstawową regułą jest tutaj kierowanie się odpowiednią hierarchią wartości, w której Bóg winien zawsze zajmować pierwsze miejsce, zaś inne rzeczy miejsce sobie właściwe, zgodne z obowiązkami stanu danej osoby. Częstym błędem w tej dziedzinie, popełnianym nawet przez osoby głęboko pobożne, jest niewłaściwe angażowanie się w pewne działania, z pominięciem tego, co stanowi ich podstawowy obowiązek. Może to być na przykład ksiądz, który tak bardzo angażuje się w sprawy organizacyjne parafii, że przestaje znajdować czas na modlitwę i trwanie przed Bogiem. Może to być małżonek, który biegając w poszukiwaniu głębszego życia duchowego od jednej wspólnoty modlitewnej do drugiej, zaniedbuje swój dom i rodzinę.
Odsłon: 286 Komentarzy: 0
Sunday,29 March 2009,22:20
Kategoria: Religia Sunday, 29 March 2009, 22:20
Człowiek próbuje wydrzeć Bogu to, co w rzeczywistości może otrzymać tylko jako dar. Panowanie nad naturą, królowanie nad stworzeniem, nieśmiertelność. Posługuje się nauką i techniką, aby poznać zakryte przed nim tajemnice świata widzialnego i zapanować nad nim, posługuje się gnozą i magią, aby poznać zakryte przed nim tajemnice świata niewidzialnego. Człowiek po swoim upadku został wraz z całym stworzeniem poddany marności po to, by doszedł do poznania i uznania własnej nędzy i zależności od Boga oraz ukorzył się przed Nim, aby porzucić grzeszne pragnienie absolutnego samostanowienia, otrzymać Boże przebaczenie i odzyskać utraconą godność Bożego dziecka, któremu ziemia była przeznaczona jako dziedzictwo, którym miał władać nie poprzez chciwe zagarnięcie, ale z Bożego ustanowienia.
Człowiek po swoim upadku stał sie niewolnikiem rzeczy od niego niższych – materialnych i duchowych żywiołów, nad którymi miał sprawować w imieniu Boga władzę. Jako dziedzic Boży miał na swoje usługi posłusznych Bogu aniołów, jako buntownik i wygnaniec stał się niewolnikiem aniołów wobec Boga zbuntowanych. Zewnętrznym tego wyrazem było pogańskie bałwochwalstwo, niegodne poddanie się i oddawanie czci boskiej widzialnym i niewidzialnym stworzeniom i siłom, nad którymi w pierwotnym zamyśle Bożym z racji swej synowskiej godności miał panować.
Powyższe spostrzeżenia ujawniają wielkie znaczenie pojęcia „królestwa”. Chrystus, gdy przychodzi na świat, obwieszcza nadejście Królestwa Bożego. W modlitwie Pańskiej, którą nam daje, nakazuje nam prosić „przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja” (Mt 6,10). Królestwo Boże jest miejscem błogosławionego panowania Boga, który jest Stwórcą i zarazem Władcą wszystkiego. Ważne jest, aby pojąć, że Królestwo Boże nie jest tyranią, ale panowaniem przez miłość. Królestwo Boże nie zniewala swych poddanych - ich poddanie jest dobrowolnym, synowskim posłuszeństwem z miłości, którego przykład dał nam Chrystus Pan. To widzimy, kiedy uprzedzając swą Ofiarę, mówi o swoim życiu: „nikt mi go nie zabiera, lecz Ja sam dobrowolnie je oddaję” (J 10,18). Kontrastem w stosunku do Królestwa Bożego są królestwa ziemskie, o których Chrystus powiada: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę.” (Mk 10,42), przeciwstawiając im odmienne zasady jakie mają panować w Jego Kościele, którego ustrój ma być antycypacją Królestwa Bożego: „Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich.” (Mk 10,43-44). A jednak królestwa ziemskie, mimo wszelkich swoich płynących z ludzkiej grzeszności wad, zachowują jeszcze pewne podobieństwo do Królestwa Bożego. Ci, którzy sprawują władzę, mają ją dzięki temu, że została im „dana z góry”, jak mówi Zbawiciel w rozmowie z Piłatem. Św. Paweł przypomina, że: „Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy - przeciwstawia się porządkowi Bożemu.” (Rz 13,1). Władza doczesna jest więc pewnym z natury niedoskonałym, ale jednak obrazem porządku Bożego, ładu panującego w Niebie, Bożego porządku sprawiedliwości: „Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.” (Rz 13,4)
Zupełnym przeciwieństwem Królestwa Bożego jest natomiast królestwo diabła, którego Pan Jezus nazywa „władcą tego świata” (J 14,30) i o którym św. Jan powiada: „cały zaś świat znajduje się w mocy Złego” (1J 5,19). Jest to królestwo grzesznego upodlenia człowieka i duchowej śmierci, w którą upadłe duchy wciągnęły rodzaj ludzki, kierując się zawiścią: „A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.” (Mdr 2,24) Królestwo to, jak widzimy na przykładzie upadku Adama i Ewy obiecuje swoim poddanym fałszywą „wolność” od posłuszeństwa wobec miłującego Ojca, jakim jest dla nas Bóg, składa kłamliwą obietnicę „wyzwolenia” od Boga, po to by „być jak Bóg” nie poprzez dar Bożego synostwa, a więc w Chrystusie, ale w oderwaniu od Boga i w opozycji wobec Niego. Jest to zatem wciągnięcie człowieka przez szatana w jego własną nieudaną i zakończoną potępieniem próbę przywłaszczenia sobie boskości poprzez wydarcie jej Bogu, poprzez postawienie się na miejscu Boga i uznanie siebie samego za Boga. Jest to próba zagarnięcia czegoś, co można otrzymać tylko w darze, zakończona przeciwnym rezultatem – utratą tego daru. Nie jest się bowiem godnym darów, które miłuje się bardziej, niż ich dawcę. W Królestwie Bożym wszystko jest łaską i darem darmo danym, nawet gdy mamy na myśli pracę, którą z łaski Bożej możemy wykonać, czy zasługi, które z łaski Bożej możemy zyskać. Królestwa Bożego i jego darów nie możemy Bogu ani wydrzeć, ani też na nie przez własne czyny zasłużyć, gdyż zapłata za czyny jest należnością, Królestwo zaś Boże nie stanowi należności, bo Bóg jako Stwórca nie jest nam niczego winien, ale stanowi dar płynący z miłości, jaką Bóg wobec nas w sposób wolny i nieprzymuszony żywi. Władca Królestwa Bożego miłuje nas i zaprasza do wolnego posłuszeństwa, władca zaś królestwa ciemności nienawidzi nas i kusi, a potem wciąga w grzeszne, wyniszczające zniewolenie. Św. Paweł mówi, że stajemy się „niewolnikami grzechu” (Rz 6,16). Odrzucając posłuszeństwo wobec Boga nie tylko nie stajemy się „wolni”, jak to fałszywie obiecuje szatan, który jest „kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44), ale - wręcz przeciwnie - popadamy w tyranię grzechu, w niewolę nałogów, w sidła chciwości i wszelkiego występku.
Chrystus, władca Królestwa Bożego przychodzi na ziemię, aby to królestwo szatana zniszczyć: „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła.” On sam jest tym „mocarzem”, który przybył, aby „złupić dom” Złego (Mk 3,27). Obrazem tej misji Syna Bożego jest wyrzucanie diabłów z opętanych. Tak też mówi, gdy przychodzi Jego Godzina: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony." (J 12,31) Ta misja dopełnia się, gdy Syn Człowieczy umiera na krzyżu dla odkupienia naszych grzechów. Dlatego mówi przed śmiercią: „Wykonało się!” I skłoniwszy głowę, oddaje ducha (J 19,30). Z przebitego boku Chrystusa wypływają krew i woda, a dla nas ludzi otwiera się w ten sposób źródło nowego życia. Rodzi się Kościół z jego sakramentami, które od tej pory w widzialnym i dotykalnym znaku po kres czasu skutecznie uobecniają i udostępniają zbawczą rzeczywistość Jedynej Ofiary złożonej Ojcu przez Syna.
„Dzięki Ci Panie, za ciało Twe i Krew,
Za dary nieskończone wielbimy Cię”
(z pieśni śpiewanej w liturgii Triduum Paschalnego)
Odsłon: 458 Komentarzy: 0
Saturday,03 January 2009,22:29
Kategoria: Religia Saturday, 03 January 2009, 22:29
Co robić, aby przyprowadzić do Chrystusa innych? Uczynić coś choćby małego, ale rzeczywistego dla dzieła, dla którego ustanowiony został na ziemi Kościół. Jak stać się podatnym narzędziem działania Bożej łaski, bo przecież "Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz /wiemy, że/ ta możność nasza jest z Boga." (2 Kor 3,5)?
Jest w Tobie pragnienie, wola, aby należeć do Chrystusa Pana i prowadzić do Niego innych. Od czego jednak zacząć? Od spowiedzi, od stanu łaski uświęcającej, a dalej? Od wierności w modlitwie. Modlić się i prowadzić do modlitwy innych. Przede wszystkim samemu odnaleźć to, do czego mnie Pan powołuje i wzywa. Życie - jakże to szerokie pole z niezliczonymi aspektami, które należałoby poddać w słodkie jarzmo posłuszeństwa Chrystusowego. Tyle spraw wymagających uporządkowania i zaprowadzenia w nich Bożego ładu. Tyle osób wokół nas zagubionych i rozchwianych, dla których nasz wewnętrzny porządek, wlane w nas światło pokoju Pańskiego może stać się przyczółkiem nadziei na wzburzonych falach ich życia.
Czekam, ufając, że się ziści. Pan ukaże drogę, Pan przyda wiernych w niej towarzyszy, Pan oświeci oczy, Pan uświęci serce, Pan wspomoże w strapieniu.
Odsłon: 519 Komentarzy: 0
Sunday,01 November 2009,16:24
Kategoria: Religia Sunday, 01 November 2009, 16:24
Byłem dziś na zorganizowanym w naszej parafii "spotkaniu formacyjnym" dla rodziców dzieci klas I, III i IV. Wyjątkowo zebrano nas wszystkich razem, gdyż zbliżające się ferie szkolne nie zostawiły czasu na oddzielne spotkania dla rodziców poszczególnych grup wiekowych. Ksiądz wygłosił jakąś mniej lub bardziej sensowną pogadankę, z której parę wartościowych rzeczy dla siebie udało mi się wyłuskać. Na zakończenie odmówiliśmy "Zdrowaś Mario". Popatrzyłem na tych ludzi, z którymi łączy mnie bycie "praktykującym katolikiem", i dla których nawet choćby i niedoskonała forma wspólnoty, jak "spotkanie formacyjne" z racji bycia rodzicem dziecka w określonym wieku, jest jakąś okazją do zobaczenia siebie nawzajem i poczucia się rodziną duchową i pomyślałem - co by tu zrobić, żeby parafia była "taką prawdziwą" wspólnotą chrześcijańską, złączoną nie tylko wspólnym uczestnictwem sakramentach św., ale także wzajemną troską i czynnie okazywaną bratnią miłością. To oczywiste, że aby taką miłość komukolwiek okazać, trzeba go najpierw poznać, spotkać się z nim itd. Z racji mojego zawodu (programista aplikacji internetowych) moje myśli podążyły tu w kierunku pomysłu stworzenia jakiegoś portalu społecznościowego, zrzeszającego parafian. Może to byłaby jakaś droga przełamania tych "pierwszych lodów", poznania się, podjęcia takich lub innych inicjatyw - czy to modlitewnych, czy mających charakter wzajemnej pomocy lub dzieł miłosierdzia. Marzy mi się, aby cały warszawski czy nawet polski Kościół dysponował taką formą wirtualnego zrzeszania wiernych, mającą oczywiście na celu ich zgoła niewirtualne, konkretne współdziałanie. Skoro ludzie odnajdują się wirtualnie i nie tylko ze względu na ukończone szkoły, poszukując dawnych znajomych (nasza-klasa.pl), to czemuż ci "wierzący i praktykujący" nie mogliby skupić się wokół czegoś, co wiąże ich na głębszym poziomie, a czym jest wspólnie wyznawana wiara katolicka? Poddaję ten pomysł szanownemu Koleżeństwu pod rozwagę - może ktoś zechce go rozwinąć, ktoś udoskonalić, ktoś choćby skopiować i wykorzystać, a ktoś podjąć współpracę w celu stworzenia odpowiedniego oprogramowania? Siejmy dobro, póki mamy na to czas, przebywając w tymczasowym namiocie swojego ziemskiego życia.
Odsłon: 586 Komentarzy: 0
Sunday,30 November 2008,13:54
Kategoria: Religia Sunday, 30 November 2008, 13:54
Chrystus nauczał tych, którzy go słuchali, że "zawsze powinni modlić się i nie ustawać" (Łk 18,1)
Jakże często żyjemy tak, jakbyśmy przestrzegali reguły temu nauczaniu przeciwnej: "nigdy się nie módlcie i nie zaczynajcie". Żeby jednak dojść do rzeczy wielkiej, jaką jest modlitwa nieustanna, zacznijmy chociaż od rzeczy małej, jaką jest modlitwa choćby i skromna, ale regularna. W "Opowieściach pielgrzyma" znajduje się ciekawe pouczenie, mówiące o tym, że tym, co naprawdę zależy od nas w modlitwie, jest czas, jaki na nią poświęcamy. Reszta nie. Nie jesteśmy w stanie o własnych siłach dojść do modlitwy skupionej, pobożnej, szczerej, ufnej, jaką zaleca Bóg. To wszystko jest darem łaski. Jesteśmy jednak w stanie ofiarować Bogu czas, a wtedy On sam swoją mocą dopełni reszty.
Odsłon: 773 Komentarzy: 1
1
