
Tuesday,29 March 2011,11:18
Kategoria: Rozrywka Tuesday, 29 March 2011, 11:18
Czyli kolejna lekcja poprawnej polszczyzny w wykonaniu polskiej półwładzy
No więc tak…. (bo od „więc-a” zdania się nie zaczyna), … No więc…
Chciałem podzielić się z wrażeniami z tej, jakże interesującej debaty. Dlaczego dopiero teraz ?
Potrzebowałem dwie doby, żeby otrząsnąć się z wrażenia. O ile bowiem wpis do japońskiej księgi kondolencyjnej zmumifikował mnie na długie miesiące, to w tym przypadku nie jest tak źle.
Podobała mi się niezmiernie odmiana imienia „Roman” na „Romanu Giertychu”, gdyż tego właśnie polityka darzę szczególnym uczuciem. Posępna fizjonomia tej przystawki politycznej na zawsze będzie mi się kojarzyła z prezentem dla PO w postaci oddanego immunitetu Kaczyńskiego.
„Romanu” dołączyło unisono do „Tusku”, „Lepperu” i „Bulu”. Taka zgodność i absolutny słuch Pana Premiera zasługują na pochwałę.
Kolejny smaczny kawałek niestety nie należał już do Umiłowanego Pana Premiera, a do zabawnego boya Marcina Mellera, który zarzucił Panu Premieru że nowa „wiosenna ofensywa legislacyjna” w jakże ważnym temacie kastracji pedofili, okazała się nietrafiona. A jakże mogła być trafiona skoro okres wybrano niedorzeczny ? Zamiast na wiosnę, pan Premier powinien był rozpocząć ofensywę jesienią. Jak można rozpoczynać kastrację w okresie rui ? A może zamiast kastracji trzeba było zaproponować proste odrobaczanie narodu ?
Tak to zamiast polskiego „świtu odysei” mieliśmy „świt jesieni” i ofensywa upadła jeszcze latem nie doczekawszy ciekawego finału. Już szykowałem się na publiczne spektakle na Placu Teatralnym lub Zamkowym z udziałem roznegliżowanych pedofili i Pana Premiera z sekatorem w ręku. Środowisku filmowo-rozrywkowemu jednak się ta propozycja nie spodobała. Trudno się dziwić, wszak inny Roman mógłby poważnie zaszkodzić wizerunkowi Polski w świecie.
Środowisko zagadnęło Umiłowanego o narkotyki. Co jak co, ale narkotyki w Środowisku to sprawa życia i śmierci. Jak Premieru śmiało nie zalegalizować marihuany, a jednocześnie walczyć z dopalaczami ?
Premieru broniło się dzielnie. Padł nawet argument ostateczny : „Dzieciom, powtarzam , dzieciom – nie ludziom szkodzą dopalacze”, tak aby słuchacze nie mieli najmniejszych wątpliwości co do przynależności gatunkowej dzieci.
Środowisko nie przekonane tym „zajebistym” argumentowaniem przeszło do ofensywy w sprawie dziurawych dróg, ale Umiłowany Premier nie dał się zbić z pantałyku i zgrabnie przekierował na swój osobisty sukces : „Orliki”.
„Orliki są moim sukcesem, żeby mieli gdzie pokopać w piłkę i się wykapać”. Rzeczywiście kąpiele w zalanych powodzią „Orlikach” wyjątkowo się zeszłego roku udały.
Może zabrakło tylko projektu postawienia onych wspomnianych pedofili na bramce.
W sprawie afery hazardowej Umiłowany Premier zapewnił słuchaczy, że „uczciwie osobisty” Drzewiecki nie mógłby okazać się draniem.
I ja Panu Premieru wierzę, trzymam kciuki i życzę udanej ofensywy „Świt jesieni” albo „Zmierzch bogów”, jak kto woli.
Odsłon: 242 Komentarzy: 5
Friday,22 October 2010,23:44
Kategoria: Rozrywka Friday, 22 October 2010, 23:44
Z wiarygodnego źródła usłyszałem na placu, że zaraz po wyborach dopalacze będą ogólnie dostępne we wszystkich hipermarketach, na dziale zdrowej żywności.
Jako alternatywne miejsce dystrybucji wskazuje się budki przy Orlikach.
Niech się nie troskają dotychczasowi sprzedawcy. Załatwi się im robotę w Ministerstwie Zdrowia.
Wystarczy krótkie CV z kombatanckim epizodem.
Odsłon: 307 Komentarzy: 4
Wednesday,20 October 2010,22:32
Kategoria: Polityka Wednesday, 20 October 2010, 22:32
Odsłon: 156 Komentarzy: 1
Sunday,17 October 2010,17:37
Kategoria: Polityka Sunday, 17 October 2010, 17:37
W naszym państwie idzie nowe.
Nowe polega na tym, że czołowi politycy będą mieli możliwość spieprzyć, w razie zagrożenia, z kraju własnym, wyposażonym na koszt podatników samolotem.
Wniosek swój opieram na tym, że stwierdzenie pana Kozieja, iż, cytuję :
przynajmniej dwa z tych samolotów powinny być przygotowane, jako powietrzne stanowiska kierowania państwem w sytuacjach szczególnych
jest kłamstwem w żywe oczy, bo już nie ma CZYM kierować w naszej sytuacji.
Armia w rozsypce, całe dowództwo polskich sił zbrojnych, a zwłaszcza lotnictwa nie żyje.
I w takiej sytuacji, szef BBN bezczelnie proponuje, żeby przerobić co najmniej dwa samoloty do przewozu VIP-ów na mini Air Force One.
A czemu tylko „mini” ja się pytam ?
Może od razu maxi albo jeszcze lepiej XXL ?
Do „mini”, to nie dość, że się sama para prezydencka nie zmieści, to jeszcze żadnych gości nie zabiorą.
Może nowożytna Arka Nowego przybierze postać ogromnej stalowej lokomotywy, ciągnącej 6 wagonów w których zasiądą wszyscy kłamliwi politycy z różnych krajów, a tory usłane będą głowami wyborców zdekapitowanymi przez pędzącego stalowego smoka.
A my, naiwni idioci będziemy myśleć, że to koniec świata, a to tylko początek nowego rozdania.
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-politycy-z-dystansem-o-polskim-air-force-one,nId,302767
Odsłon: 324 Komentarzy: 4
Wednesday,13 October 2010,22:05
Kategoria: Rozrywka Wednesday, 13 October 2010, 22:05
Zaczęło się niewinnie :

Potem będzie tak:

A na koniec:

Wszystkim kucom ku przestrodze.
Odsłon: 274 Komentarzy: 2
Sunday,10 October 2010,21:01
Kategoria: Wiadomości Sunday, 10 October 2010, 21:01
Being, który miał przywieźć Panią Małżonkę Komorowską do Polski …. odmówił posłuszeństwa !
I nie odpalił.
Pewnie był nadbagaż.
Nie wiadomo czy i kiedy Pierwsza Dama wróci do Polski.
Odsłon: 285 Komentarzy: 13
Thursday,30 September 2010,14:20
Kategoria: Religia Thursday, 30 September 2010, 14:20
Zainspirowany wezwaniem @Salvatore, dodaję na blogu starą modlitwę zwaną Różańcem do Siedmiu Boleści Matki Bożej.
Nabożeństwo to jest bardzo starą tradycją Kościoła, sięgającą XII wieku.
Do głównych czcicieli Maryi tego okresu należy zaliczyć św. Anzelma (+1109r.) i świętego Bernarda z Clairvaux (+1153r.), którzy w bardzo dużym stopniu przyczynili się do rozsławienia Matki Boskiej Bolesnej i rozwoju nabożeństwa do Niej.
Dla rozwoju nabożeństwa do Matki Boskiej Bolesnej 25 marca 1239 roku powołano do istnienia zakon o nazwie Słudzy Najświętszej Maryi Panny – czyli Serwici.
Do Jej rozsławiania przyczynił się franciszkanin Jacopone de Todi swoim utworem Stabat Mater Dolorosa – Stała Matka Boleściwa. Pod koniec średniowiecza upowszechnia się kolejna scena Boleści Maryi: Spotkanie Maryi z Jezusem na drodze Krzyżowej.
W encyklice O Różańcu papież Leon XIII mówi: "Gdy Ona zgodziła się, by zostać Matką Zbawiciela i gdy całkowicie poświęciła się wraz z Jezusem w Świątyni, od tego momentu przez jeden i drugi akt stała się Wspólniczką Syna w Jego tak uciążliwym dziele zadośćuczynienia za grzechy całego rodzaju ludzkiego. Nie należy w to wątpić, żeby Ona nie przejęła w dużej mierze od swego Syna tego kielicha goryczy, udręczeń i katuszy". Te myśli pobudzają lud chrześcijański do większego nabożeństwa do Matki Boskiej od Siedmiu Boleści, które to nabożeństwo zostaje formalnie uznane przez Kościół.
Dnia 9 lipca 1667 roku Kongregacja Obrzędów wyraziła zgodę na uroczyste obchodzenie święta patronalnego w zakonie Serwitów w trzecią niedzielę września.
Maryja przypomina o Różańcu do siedmiu boleści w Kibeho, Rwanada, ostrzegając wizjonerów przed nadchodzącą wojną domową.
Znak krzyża + „Wierzę w Boga”
Przy każdej tajemnicy odmawia się:„Ojcze nasz” + 7 razy „Zdrowaś Maryjo” + „Chwała Ojcu”
TAJEMNICE RÓŻAŃCA DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOŻEJ.
1. Proroctwo Symeona
owoc tajemnicy: Poddanie się woli Bożej
2. Ucieczka do Egiptu
owoc tajemnicy: Słuchanie głosu Bożego
3. Szukanie Jezusa, który pozostał w świątyni
owoc tajemnicy: Tęsknota za Jezusem
4. Spotkanie Jezusa dźwigającego krzyż
owoc tajemnicy: Cierpliwe znoszenie krzyży
5. Śmierć Jezusa na krzyżu
owoc tajemnicy: Panowanie nad złymi skłonnościami
6. Zdjęcie z krzyża Ciała Jezusowego
owoc tajemnicy: szczery żal za grzechy
7. Złożenie Jezusa do grobu
owoc tajemnicy: Prośba o szczęśliwą śmierć
W sumie 49 pozdrowień anielskich, wobec 50-ciu w najbardziej znanym różańcu.
Do odmawiania dla tych, których nie gorszy dodanie jednej części do tradycyjnego różańca oraz „niestandardowa” ilość zdrowasiek.

Odsłon: 1496 Komentarzy: 3
Sunday,07 February 2010,22:23
Kategoria: Polityka Sunday, 07 February 2010, 22:23
Rasputin – syberyjski prorok
Był rozpięty między umiłowaniem rzeczy wzniosłych, mistycznych, pozaziemskich, a nałogowym folgowaniem sobie w przyziemnych potrzebach ciała.
Chamstwo i niskie pochodzenie nie przeszkodziło mu – a może wręcz pomogło – w zdobywaniu arystokratycznych kochanek, których mogło być nawet kilka (!) tysięcy. Choć wśród nich była prawdopodobnie żona cara Mikołaja oraz cztery jego córki, wszechmocny władca do końca bezgranicznie wierzył w nadnaturalne zdolności swego pupila: umiejętność hipnozy, przepowiadania przyszłości i leczenia chorób.
Pierwsze swoje proroctwo, urodzony w połowie XIX wieku Grigorij Rasputin, wygłosił w wieku kilkunastu lat. Od dzieciństwa, spędzonego w małej syberyjskiej wiosce Pokrowskoje, zachowywał się jak chuligan, a jako nastolatek był już hersztem bandy, terroryzującej całą okolicę. Kradł konie, by niektóre zwierzęta zamęczyć na śmierć; haracz płacił mu nawet miejscowy pop. Uderzony podczas jednego z napadów pałką w głowę przez sąsiada, zaniemógł na wiele dni. Kiedy wreszcie zwlókł się z łóżka, przepowiedział, że wkrótce wioskę ciężko dotknie śmierć jednego z mieszkańców. I rzeczywiście tak się stało, a ludzie zaczęli dostrzegać w Grigoriju zdolności, których wcześniej nie podejrzewali.
Zgłaszano się do niego z prośbą o pomoc w wyzdrowieniu, zajrzeniu w przyszłość, jednak młody Rasputin coraz bardziej skłaniał się ku życiu ascety, komunikującego się z Bogiem osobiście. Chłostał się i pościł, wpadał w trans i izolował od ludzi. Wreszcie wyjechał do seminarium, by stać się duchownym i wieść życie kapłana. Mury klasztory opuścił jednak szybko – choć sam przed wstąpieniem do zakonu prowadził życie rozpustnika, takie same zwyczaje u mnichów wydały mu się oburzające.Po powrocie do wioski ożenił się, jednak jego skłonności – z jednej strony do rozpusty, z drugiej do religijnej kontemplacji – nie ustały, a jedynie się pogłębiły. Pewnego dnia oznajmił, że pracując na polu miał cudowne objawienie: zobaczył Matkę Boską, która powiedziała mu, że obdarza go misją do spełnienia. W myśl jej słów nie może – jak stwierdził – zostać dłużej w wiosce. Musi jechać do stolicy Rosji i tam głosić słowo boże.Opuścił więc rodzinne strony i w wieku niespełna trzydziestu lat zawitał do St. Petersburga. Choć nie znał tam nikogo, szybko znalazł sposób na doskonałą autopromocję. Najpierw oczarował patriarchę prawosławnej cerkwi – kiedy ten wygłaszał kazanie o Matce Boskiej, Rasputin wstał z ławy i oznajmił gromko, że osobiście z nią rozmawiał. O jego publicznej relacji z objawienia wkrótce dyskutowało całe miasto, a on sam nie mógł opędzić się od chętnych, wciskających mu pieniądze w zamian za wróżbę lub przepowiednię. Tego jednak, pożądającemu najwyższej władzy i zaszczytów prostaczkowi, było wciąż za mało, któregoś dnia wysłał więc telegram prosto na dwór cara: "Ojczulku Carze (…), chciałbym Ci ofiarować ikonę świętego Symeona z Wierchoturja, cudotwórcy… w wierze, że święty będzie Cię strzegł przez wszystkie dni żywota Twego".
Jakie były dalsze losy Rasputina ? Został zaufanym cara i carycy, podobno za przyczyną „uzdrowienia” ich syna chorego na hemofilię. Ciekawe to „uzdrowienie” skoro Aleksemu podano podczas egzekucji stołek, tak zły był jego stan zdrowia według zeznań świadków.
Sam Rasputin został zamordowany przez krewnego cara, monarchistę i spiskowców nie mogących ścierpieć upadku monarchii i jej uzależnienia od satanisty. Podobno car nie mógł podjąć żadnej decyzji bez konsultacji z Rasputinem, który faktycznie rządził Rosją.
Rasputin przewidział (co nie było niczym nadzwyczajnym przy ówczesnym stanie Rosji), że jeżeli zostanie zamordowany przez kogokolwiek z rodziny cara, to sam car i jego rodzina zastaną również zmieceni z powierzchni ziemi. Car i jego rodzina zostali rozstrzelani na Syberii. Ich zwłoki zostały wrzucone do jamy, oblane kwasem i benzyną, a następnie podpalone, szczątki ułożone w jamie, przysypane ziemią i przywalone kłodami. Przejechali po nich kilkakrotnie, tak by po jamie nie było śladu.
Palikot – biłgorajski cudotwórca
Człowiek którego karierę można przyrównać do przemiany kogoś chodzącego w gumofilcach w jednego z najbogatszych biznesmenów w kraju.
Niedoszły absolwent KUL-u, filozof z zamiłowania, którego największą ambicją jest bogactwo i władza.
Przyznaje się do fascynacji Georgijem Gurdżijewem, Armeńskim okultystą, twórca nowej religii nazywanej „czwartą drogą”.
Według tej religii, większość ludzi to niewtajemniczona głupkowata szara masa, a tylko nieliczni należą do „przebudzonych” wyznawców. Pogarda człowieka, pycha i ambicja bycia ponad wszystkimi, to atrybuty tego wyznania.
Dwukrotnie żonaty, 4 dzieci. Pierwsza żona przy okazji sprawy rozwodowej ujawniła wiele szczegółów dotyczących nieciekawej osobowości posła Palikota.
Jak pisze dziennik “Polska” plotka o biseksualizmie Palikota jest w Lublinie coraz głośniejsza. Miała pojawić się dwa lata temu, gdy poseł forsował kandydaturę jednego z lokalnych działaczy na stanowisko sekretarza lubelskiego Urzędu Miasta.
Porównuje sam siebie do Berlusconiego i nie zamierza zapewne poprzestać na kreowaniu komorowskich. Jego ambicje idą znacznie dalej.
Przyszedłem do polityki przynajmniej na osiem lat. Będę jak Berlusconi.
Kiedy Tusk odwiedza Lublin, Palikot po ugoszczeniu go najlepszymi winami, oferuje odwiezienie własnym samolotem do Gdańska.
Palikot stworzył i wykreował Komorowskiego kolejno poprzez : rezygnację Tuska z kandydowania i następnie eliminację z gry Sikorskiego.
Tusk poległ w aferze hazardowej, której poświęca taki komentarz jeden z jej bohaterów :
„To niemoralne, że ktoś, kto nie potrafi się rozliczyć ze swojej kampanii wyborczej, ze swojego gigantycznego majątku, dziś żąda ode mnie odejścia z partii – mówi na łamach "Newsweeka" b. szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Ma na myśli Janusza Palikota.”
Z Sikorskim rozprawił się za pomocą wypowiedzi zamieszczonej na blogu :
"choć obaj są formalnie kandydatami Platformy, to w sensie merytorycznym i politycznym jest to wybór pomiędzy kandydatem PO – Bronisławem Komorowskim, a kandydatem PO-PiS-u, a może nawet PiS-u – Radosławem Sikorskim".
W marcu 2009 roku Komorowski pytany o kandydaturę prezydencką Tuska, zadeklarował: „Nie dam się wmontować w sytuację, w której będę kontrkandydatem Tuska” i dodał „Dziś tylko wariat albo kanalia mógłby chcieć osłabiać szanse kandydata z tak dużym poparciem jak Donald Tusk”
Palikot deklaruje się jako przyjaciel Komorowskiego w wywiadzie dla „Polska the Times” nie zaprzecza, że gdyby nie Komorowski to nie byłoby go w polityce. „Idę ginąć za niego na wojnę” – mówi. „Najnowsze sondaże pokazują wzrost notowań Komorowskiego, zatrzymanie poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego” - stwierdza Palikot i dodaje, że od kiedy wrócił to „kandydatowi PO na prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu wzrosły sondaże”.
Kluczem jest pokazanie mnie przemienionego. Bo już nie ma jednego Chrystusa, jest już ich dwóch. Ja i Jarosław Kaczyński
Niewątpliwie jest to człowiek opętany. W języku ateistów – człowiek, który utracił wszelkie hamulce i nadaje się do leczenia psychiatrycznego w całkowitej izolacji od reszty społeczeństwa. Chorobę psychiczną zdiagnozowała u Palikota, nawet sama znana z nienajlepszego zdrowia, posłanka Senyszyn.
Społeczeństwo powinno się niesamowicie obawiać kogoś zżeranego przez nienawiść, kogoś kto publicznie wypowiada słowa złorzeczenia:
Lech Kaczyński jest martwy, to trup, a nie żywa figura polityczna; nie ma żadnych szans na zwycięstwo w wyborach
Tak, Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki, zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie,
kogoś kto wymachuje przed kamerami penisem, pistoletem, czy też przynosi do studia telewizyjnego śmierdzący świński łeb z którego kapie krew.
Społeczeństwo powinno umierać ze strachu, że taka osoba ma wpływ na rządzących w państwie a co gorsza jest członkiem Komisji Trójstronnej.
Czy nowa para prezydencka będzie miała swojego Rasputina ?
Odsłon: 478 Komentarzy: 1
Thursday,07 January 2010,12:55
Kategoria: Polityka Thursday, 07 January 2010, 12:55

50-letni Zdzisław M. raz podawał się za arystokratę, innym razem za genialnego onkologa, potem za członka Gwardii Szwajcarskiej, a faktycznie na terenie kraju był poszukiwany za oszustwa. Teraz wpadł w Krakowie.
Historię fałszywego hrabiego Myszkowskiego opisywaliśmy jako pierwsi na początku roku. Mężczyzna pojawił się na Podhalu i miał wykorzystać seksualnie 19-letnią dziewczynę. Potem kolejne pokrzywdzone zjawiły się na policji. Po naszych publikacjach mężczyzna wielokrotnie dzwonił do naszej redakcji w Nowym Targu, kontaktował się też z rodziną 19-letniej Darii D. z Podhala, dziewczyny, która po raz ostatni była widziana właśnie w towarzystwie Zdzisława M. Jakimi metodami udawało mu się zyskać zaufanie młodych dziewczyn? Wymyślał choćby, że ma znajomości w kręgach politycznych i kościelnych. – Opowiadał, że weźmie ślub z moją córką, a wszystko odbędzie się na Wawelu. Błogosławieństwa młodej parze będzie wtedy udzielał kardynał Stanisław Dziwisz, który Zdzisława M. doskonale zna – relacjonowała nam matka jednej z pokrzywdzonych. Zdzisław M. przechwalał się wtedy, że za wynajęcie katedry na Wawelu wpłacił już 200 tys. euro zadatku. Kobieta nie kryła, że takiego scenariusza nie wymyśliłby nawet wytrawny scenarzysta.
Odsłon: 454 Komentarzy: 11
Monday,06 September 2010,22:18
Kategoria: Religia Monday, 06 September 2010, 22:18

Odsłon: 250 Komentarzy: 4
