Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Christo aperite portas!

Kategoria: Kościół Friday, 05 August 2011, 21:18

 

 

Tydzień minął od beatyfikacji Jana Pawła II. Piękny to był czas, piękne liturgie; wielkie święto Kościoła. Trzeba przyznać że nasz Błogosławiony Papież po raz kolejny pokazał, jak wiele może zdziałać!

Większość pielgrzymów wróciła do domów. Choć w Wiecznym Mieście czuć jeszcze atmosferę świętowania, a nad Placem św. Piotra wciąż góruje wielki portret Ojca Świętego, powoli wraca zwyczajność.

I dobrze, bo przecież dopiero w tej zwyczajności będą się mogły ukazywać owoce spotkania z Błogosławionym. Ważne żeby te wszystkie wydarzenia pozostały w nas nie tylko jako sentymenty „rzeczy przeszłych”. Ważne żebyśmy wszyscy po raz kolejny otwarli się na to czego bł. Jan Paweł II nas uczył i co nam pozostawił. Ważne byśmy potrafili w tej naszej zwyczajności już na zawsze pozostawić serca otwarte na Chrystusa, na Jego miłość i w konsekwencji na drugiego człowieka!!!

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 340 Komentarzy: 3


Zstąpienie do otchłani - medytacja

Kategoria: Modlitwa Saturday, 23 April 2011, 10:57

Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę

Anastasis

 

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań.

Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.

Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy.

Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!" I odrzekł Chrystus Adamowi: "I z duchem twoim!" A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!

Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.

Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie.

Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz.

Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.

Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie.

Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu.

Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte".

LG tom II: Wielka Sobota, str. 386-388

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 402 Komentarzy: 4

O przemienionej samotności

Kategoria: Modlitwa Thursday, 23 December 2010, 12:37

Właściwie przez cały czas przygotowania do Świąt Narodzenia Pańskiego towarzyszą nam w Liturgii Kościoła starotestamentalne, mesjańskie proroctwa Izajasza. Ów natchniony mąż Starego Przymierza wciąż na nowo nawołuje do wierności i zaufania Bogu, który każdemu chce dać swój pokój, sprawiedliwość, swe błogosławieństwo. W całej wielości Izajaszowych tekstów na trzy dni przed Bożym Narodzeniem w Liturgii Godzin (Godzina czytań z dnia 22.12) mogliśmy odczytać fragment, który dla mnie osobiście jest jednym z piękniejszych:

Mówił Syjon: "Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał". Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie! (Iz 49,14-15).

Nie ma chyba na ziemi człowieka, który w różnych okresach swojego życia nie czułby się osamotniony. Nie tak trochę, ale zupełnie… przeżywający pustkę w najbardziej przygnębiającym tego słowa znaczeniu. Samotność związana ze śmiercią bliskiej osoby. Samotność rodząca się z utraconej przyjaźni, z zawiedzionej miłości. Przyczyn samotności może być niesłychanie wiele: niektóre są obiektywne – niezależne od nas, inne sami sobie czasem fundujemy. Jednak bez względu na jej pochodzenie samotność boli. Owszem, można sobie ją wybrać dobrowolnie, ale wtedy nie jest to samotność związana z osamotnieniem (abp Alfons Nossol, znany z tworzenia pewnych neologizmów, nazwał kiedyś taką samotność z wyboru „samością” – z nią nie wiąże się osamotnienie).

Doświadczając prawdziwej pustki osamotnienia nie sposób nie ulec przygnębieniu, zdołowaniu. Być może to właśnie owo poczucie osamotnienia jest główną przyczyną cywilizacyjnej choroby zwanej popularnie depresją.

 

Tekst z Izajasza, tuż przed Bożym Narodzeniem, przynosi światło każdemu osamotnionemu. Prorok przypomina oczywistość, która często bywa całkowicie zapomniana. „Ja nie zapomnę o tobie!” mówi Pan Bóg. I z tego zapewnienia wywiązuje się w sposób niewyobrażalnie rzetelny. Oto „gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi” (por. Mdr 18,14-15).

 

Sam Bóg staje się człowiekiem, aby każdy z nas wręcz namacalnie poczuł w swej samotności, iż tak naprawdę nigdy nie jest sam. Bóg, będący od zawsze tuż obok swego stworzenia, od momentu Wcielenia stał się nam bliższy niż kiedykolwiek. I tak pozostanie już na zawsze.

 

Boże Narodzenie to święto poczucia samotności przemienionego w wieczną relację, przemienionego (używając wspomnianej już nomenklatury abpa Nossola) w „samość”, która nigdy nie jest osamotnieniem. Bez względu na wszystko – pozostanie ona trwaniem w przyjaźni, której nic nie zatrze, bo – jak mówi dalej Izajasz – jej umowa została przypieczętowana i wyryta na Jego obu dłoniach (por. Iz 49,16).

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 442 Komentarzy: 3


Z piekła wciąż dymi

Kategoria: Ogólne Sunday, 11 April 2010, 20:51

W homilii jaką papież Paweł VI wygłosił w dziesięciolecie objęcia Urzędu Piotrowego (29.06.1972), wypowiedział znamienne i mocne słowa, które poruszyły wielu. Odnosząc się do sytuacji Kościoła, który dopiero co zakończył obrady Soboru Watykańskiego II, Ojciec Święty stwierdził, iż ma przeczucie, że „przez jakąś szczelinę do świątyni Boga wszedł dym szatana”. Wyjaśniając papież zwrócił uwagę na obecność w Kościele wątpliwości, niepewności, obaw, poczucie braku satysfakcji, etc. Papież mówił dalej, iż zaufanie do Kościoła zostało zastąpione okazywaniem zaufania wobec pierwszego lepszego „proroka”, ogłoszonego takim przez gazety czy ruchy społeczne, u którego szuka się formuły prawdziwego życia.

W naszą świadomość weszło zwątpienie, weszło przez okna, które powinny być otwarte tylko na światło. Z nauki, której celem jest dawanie nam prawd nieoddzielających od Boga, ale pomagających nam Go jeszcze mocniej szukać i celebrować z jeszcze większą intensywnością, wyszła krytyka i wątpliwość. (…) Wiedza staje się źródłem zamieszania, a nawet absurdalnych sprzeczności. Uwielbia się postęp, ażeby za chwilę go zburzyć poprzez coraz dziwniejsze i coraz radykalniejsze rewolucje, by zaprzeczyć wszystkiemu co dotąd się zdobyło i by wrócić „prymitywnymi” po wielkiej egzaltacji postępem nowoczesnego świata (www.vatican.va – tłum. własne).

Może to przypadek, że akurat w tych dniach wpadł mi w ręce ten tekst sprzed prawie trzydziestu lat. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś z tego dymu o którym mówił Paweł VI dotarło też do naszych czasów. Choć te czasy się zmieniły i problemy inne, to zdaje się, że z piekła wciąż dymi. I dziś przecież nie trudno znaleźć „proroka”, za którego autorytetem pójdzie wielu, w nadziei odnalezienie prawdziwego życia. Zwątpienie, paradoksy, coraz mniej zaufania wobec Kościoła, coraz więcej wątpliwości… czy te słowa nie określają także naszego dziś???

Gdy patrzę na skandaliczne demonstracje pod polskimi kuriami, gdy słucham wypowiedzi „gadających głów”(często zadeklarowanych katolików), nazywających przedstawianie stanowiska Kościoła w sprawach wiary i moralności „mieszaniem się nie tam gdzie trzeba”, gdy słyszę coraz bardziej zajadłe ataki na tych, którzy przypominają o podstawowych dla naszego życia wartościach, zdaje się że sam coraz intensywniej zaczynam czuć „woń” owego dymu, który poczuł już Paweł VI.

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 935 Komentarzy: 7


Kapłańskie ABC

Kategoria: Kościół Monday, 18 October 2010, 22:31

O kapłaństwie wiele się dziś mówi. W mediach do najbardziej lotnych informacji zalicza się te, które szczególnie dotykają kapłańskich niewierności. W święto św. Łukasza Ewangelisty Ojciec Święty napisał bardzo osobosty i piękny list, skierowany do seminarzystów, w którym na nowo przypomina o ważności i pięknie kapłańskiej posługi.

Rozpoczyna go od zapewnienia, że wbrew temu, co często wmawia nam dzisiaj świat, kapłaństwo katolickie jest dziś i zawsze potrzebne.

„Ludzie, pisze Papież, zawsze będą potrzebowali Boga, również w epoce dominacji techniki w świecie i globalizacji”, a „Bóg żyje i potrzebuje ludzi, którzy istnieją dla Niego i którzy zaniosą Go innym. Tak, zostać kapłanem ma sens: świat potrzebuje kapłanów, pasterzy, dziś, jutro i zawsze dopóki istnieje”.

W swym liście Ojciec Święty wylicza też główne cechy kapłana i wskazuje drogę ich zdobywania.

„Kto chce zostać kapłanem, przede wszystkim musi być „Bożym człowiekiem”, jak go określa św. Paweł (1 Tm 6, 11). (…) Dlatego najważniejszą rzeczą w drodze do kapłaństwa i w całym życiu kapłańskim jest osobista relacja z Bogiem w Jezusie Chrystusie. Kapłan nie jest administratorem jakiegoś stowarzyszenia, usiłującym utrzymać i zwiększyć liczbę jego członków. Jest heroldem Boga pomiędzy ludźmi. (…) Dlatego, drodzy Przyjaciele, tak bardzo ważne jest, abyście nauczyli się żyć w stałym kontakcie z Bogiem”. Dalej pisze Ojciec Święty zwraca uwagę na Eucharystię, która musi stac się dla nas prawdziwym centrum odniesienia do Boga i ukształtowania naszego życia, oraz na ważność praktykowania Sakramentu Pokuty, który „uczy mnie patrzeć na siebie z Bożego punktu widzenia, zmusza mnie do uczciwości w odniesieniu do samego siebie” i przez który „uznając moją biedę, staję się bardziej tolerancyjny i wyrozumiały dla słabości bliźniego”.

Dalej Benedykt XVI uwrażliwia przyszłych kapłanów na ważność pobożności ludowej w kształtowaniu wiary oraz istotne znaczenie studium teologii, w którym

„nie chodzi tylko o uczenie się rzeczy ewidentnie użytecznych, ale o poznanie i zrozumienie wewnętrznej struktury wiary w jej całości, tak aby stała się odpowiedzią na pytania ludzi, którzy z punktu widzenia zewnętrznego zmieniają się z pokolenia na pokolenie, a jednak w głębi pozostają tacy sami".

Kapłan, przypomina Papież, musi być także po ludzku „zintegrowany”. To zintegrowanie dotyczy każdej sfery życia, także seksualności. W tym kontekście Ojciec Święty odnosi się także do bolesnych skandali seksualnych:

„Nadużycie, które należy głęboko potępić, nie może zdyskredytować misji kapłańskiej, która pozostaje wielka i czysta. Dzięki Bogu, wszyscy znamy kapłanów przekonujących, utwierdzonych w wierze, którzy świadczą, że w tym stanie, właśnie żyjąc w celibacie, można osiągnąć autentyczne człowieczeństwo, czyste i dojrzałe. To, co się wydarzyło, musi jednak obudzić w nas czujność i uwagę, byśmy w drodze do kapłaństwa rzetelnie, wobec Boga, badali siebie, aby rozeznać, czy to jest Jego wolą dla mnie”.

Swój List Ojciec Święty kończy zapewnieniem o szczególnej więzi łączącej go z tymi, którzy zdecydowali się pójść za Chrystusem na drodze szczególnego powołania.

Choć list skierowany jest do kleryków, jego adresatem może być z pewnością każdy kapłan i każdy chrześcijanin. Polecam jego lekturę połączoną z modlitwą za tych, którzy już odpowiedzieli na dar powołania oraz o to, by nie zabrakło nam świętych księży, których przecież każdy z nas potrzebuje na naszej drodze do nieba!

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 597 Komentarzy: 7


Rosyjskie spostrzeżenie...

Kategoria: Ogólne Wednesday, 21 July 2010, 19:22

Kilka tygodni temu po raz pierwszy przyjechałem do Rosji. Nie powiem, wyjazdowi towarzyszyły pewne obawy – nigdy wcześniej nie byłem w tej części świata. Obawy okazały sie poniekąd słuszne – z różnych, biurokratycznych przyczyn moja podróż do Rosji zamiast 2 trwała 27 godzin… no ale dotarłem i muszę przyznać, nie jest mi tu źle.

Mieszkam w sercu Petersburga, trochę studiuję, zwiedzam, oglądam i obserwuję. Zawsze ciekawiło mnie, jak w rzeczywistości wygląda życie w Rosji. Pewnie racją jest, co mówią także miejscowi, że „Piter” to europejskie miasto i nie zobaczy się tu prawdziwej Rosji. Jednak gdy się trochę poszuka…

Miasto Piotra I zadziwia i zachwyca – swoją historią, niecodziennym położeniem, imperialną architekturą, mnóstwem kanałów i mostów (każdy, kto tu był, mógłby to pewnie potwierdzić). W oczy nie rzuca się nic, co drastycznie odróżniałoby Petersburg od innych miast Europy. Jednak obserwując uważnie miasto i ludzi, można odnieść wrażenie, że od czasów Dostojewskiego społeczeństwo wiele się tu nie zmieniło. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że na twarzach bardzo wielu Petersburżan maluje się swoista dekadencja (i myślę, że jest to cecha nie tylko tego miasta). W żadnym innym miejscu nie zwróciło to mojej uwagi tak, jak właśnie tu. Do tego właściwie na każdej ulicy można spotkać zagubionych ludzi, którzy zdają się odzwierciedlać moralną i egzystencjalną próźnię (mnóstwo młodych ludzi – w większości dziewcząt, od rana popijających piwo na ławkach parków i podwórek – to tylko drobny przykład dla zilustrowania takiej tezy).

Lata sowieckiego sojuza z pewnością zrobiły swoje w tym względzie. Zastępowanie wartości jakimiś namiastkami bądź antywartościami, wykorzenienie ich z codzienności, zamienianie kościołów na magazyny, lodowiska czy baseny i wyrzucanie Boga z ludzkiej świadomości… wszystkie te „dzieła” musiały odbić się na życiu konkretnego Saszy, Ludmily, etc., i pewnie będą w ich świadomości długo jeszcze pokutować skutki tych minionych (miejmy nadzieję) dziejów.

Jest jednak coś pozytywnego – mały promyczek światła. Wśród tej rzeszy ludzi coraz więcej z nich zaczyna dostrzegać, że potrzeby człowieka nie ograniczają się tylko do tych materialnych, fizycznych. Coraz więcej ludzi zaczyna poszukiwać prawdziwego źródła szczęścia i sensu, coraz więcej zaczyna zwracac się do Boga. Nie wiem jak to wygląda w cerkwi prawosławnej, jestem tu zbyt krótko by się o tym przekonać. Pozytywnego zaskoczenia doświadczyłem jednak w katolickiej parafii św. Katarzyny prowadzonej przez oo. Dominikanów. Kiedyś wydawało mi się, że katolickie parafie w Rosji skupiają tylko emigrację i to nie pierwszej już młodości. Tymczasem w prężnie działającej wspólnocie spotkałem przede wszystkim Rosjan, którzy na prawdę odnaleźli Boga i na poważnie zaprosili Go do swojego życia. Przekonali się, że tylko z Jezusem można zmienić życie na lepsze, i chcą opowiadać o tym innym poszukującym…

Oczywiście daleki jestem od idealizowania, ale myślę, że jeśli takich ludzi będzie więcej, to przyjdzie jeszcze czas, gdy w Rosji przestaną pokutować  zaszłości socjalizmu i komunistycznej dekadencji (połączonych z imperialnymi ciągotkami ery carów), a odżyje opisywany w teologicznych książkach prawdziwy duch chrześcijańskiego Wschodu… Bo tylko z Chrystusem jest szansa na zbudowanie czegoś dobrego, tylko z Nim jest szansa na dialog, i tylko On może przynieść prawdziwe pojednanie (i to religijne i międzynarodowe)!

Pozdrawiam!

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 786 Komentarzy: 11


Co z tą tolerancją?

Kategoria: Wiadomości Saturday, 17 July 2010, 18:42

Po Rzymie, Berlinie i innych miastach europejskich w końcu, ku zadowoleniu pewnej grupy społeczeństwa, Warszawa dołączyła do centrów „tolerancji”… dodajmy swoiście pojętej „tolerancji”. Portale informacyjne serwują nam dzisiaj relacje z europrade, a politycy lewej i umiarkowanolewej opcji prześcigają się w zachwalaniu niemal zbawiennych ich zdaniem skutków, jakie owo wydarzenie przyniesie naszemu społeczeństwu.

Hmm… tylko czy na tym ma polegać doganianie Europy? czy tak ma wyglądać współczesna tolerancja? Jako chrześcijanin znam odpowiedź na te pytania – daje mi je Biblia. Wiem, że tolerancja jest ściśle złączona z miłością drugiego, ale nie ma nic wspólnego z grzecznym pochwalaniam każdego, nawet najbardziej niemoralnego zachowania. Gdyby tak miała wyglądać, to pewnie jedynym potępionym w Sodomie byłby Lot ze swoją rodziną, bo nie zadośćuczynił swoim ziomkom, którzy swoiście chcieli „przywitać się” z jego gośćmi. Gdyby tolerancja polegała na przytakiwaniu każdemu ludzkiemu wymysłowi, to z pewnością Pan Jezus nigdy nie wyrzuciłby kupczących w jerozolimskiej świątyni, a św. Paweł musiałby poważnie skorygować część swoich listów, w których grzechy nazywa po imieniu i ostro się z nimi rozprawia… oj gdyby tak właśnie miała wyglądać tolerancja, to i ja dzisiaj nie zabierałbym głosu w tej sprawie.

Ale tolerancja to coś zupełnie innego. Tolerancja to nie przyklaskiwanie każdej idei, ale umiejętność jej zobiektywizowania. Tolerancja to rzeczywistość, w której szanowane będą wartości, a nie ich antonimy. Tolerancja, to także trudna umiejętność wskazania błędu i nazwania go. Tolerancja to miłość, ale nie płytka i hedonistyczna, ale taka, która potrafi wprowadzić na wyżyny, ukazać całe piękno świata i piękno każdego człowieka.

A wracając do dzisiejszych wydarzeń z Warszawy: właściwie też wierzę w ich zbawienne skutki… tyle, że nie samej parady, ile modlitwy w kościele kapucynów. Wierzę, że Pan Jezus pomoże choć niektórym z uczestników marszu odnaleźć na nowo Jego bezgraniczną Miłość.

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 409 Komentarzy: 2


Być "fachowcem" od modlitwy

Kategoria: Kościół Saturday, 06 November 2010, 21:39

Rok Kapłański, szczególny czas modlitwy za kapłanów, został dziś uroczyście zamknięty. Zarówno wczoraj na wieczornym czuwaniu jak i na dzisiejszej uroczystej Mszy św. z Papieżem było nas – kapłanów – kilkanaście tysięcy. Piękne to świadectwo, gdy wraz z Piotrem modlimy się o naszą świętość, wytrwałość i radość z posługiwania. Choć obecni w Rzymie księża to tylko pewien procent wszystkich kapłanów Kościoła – to jednak można było poczuć wspólnotę jednej braterskiej rodziny uczniów Chrystusa.

Uroczystości zakończenia Roku Kapłańskiego były poruszające – wspólne spotkania, rozmowy, a przede wszystkim wspólna modlitwa, z całą pewnością ożywiły nasz zapał  i dodały sił do trwania, czasem  wbrew wszystkiemu, na drodze powołania.

Ojciec Święty, odpowiadając na pytania kapłanów, zauważył i docenił między innymi posługę księży „frontowych”, pracujących w parafiach, o których zasadniczo nie mówi się w mediach, o których na co dzień nie słyszy się w wiadomościach watykańskich… to ważne, bo przecież dobry kapłan – pasterz swojej parafii, to podstawowa zasada dobrego odnajdywania się wiernych w Kościele. Papież zauważył, że chyba nikt z nas kapłanem by nie został, gdyby nie spotkał na swojej drodze właśnie kogoś takiego – zwykłego księdza, zakochanego w Panu Bogu i Kościele. I myślę, że przede wszystkim za posługę takich kapłanów dziękowaliśmy dzisiaj.

Ale dziękując prosiliśmy, abyśmy szczególnie w czasie tak wielu ran, prawdziwych lub fałszywych skandali, sami stawali się przykładami, że życie w szczególny sposób oddane Bogu może być i jest życiem spełnionym. Że warto iść za głosem Chrystusa i całkowicie mu zawierzyć. Że, jeśli tylko wpatrując się w Chrystusa staniemy się fachowcami od modlitwy, wielu ludzi nie zagubi się w życiowej bieganinie…

Na zakończenie tego Roku proszę więc choćby o jedno „Zdrowaś” – abyśmy (i ja i wszyscy kapłani świata) potrafili być, wszędzie tam gdzie Kościół nas postawi, dobrymi pasterzami prowadzącymi do Mistrza!

x.M

www.donmatteo.pl

 

Polecam lekturę dzisiejszej homilii Ojca Świętego na stronach WIARA.pl

Odsłon: 394 Komentarzy: 1


Jak dobrze być katolikiem!!!

Kategoria: Kościół Tuesday, 06 July 2010, 12:40

To niby takie proste stwierdzenie, a jednak pod nawałem przeróżnych informacji medialnych (bardziej lub mniej zgodnych z rzeczywistością), często zapominane, nie stanowiące oczywistości, czy wręcz wstydliwie chowane w kąt codzienności. Wciąż słyszymy o „kościelnych” skandalach, o „nieludzkim rygoryzmie” Jego nauki, etc.

Uroczystości ostatnich dni – Boże Ciało czy wczorajsza Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki – przypomniały mi na nowo o tym, że mamy za co Bogu dziękować, że dobrze być katolikiem… bo Kościół – choć często słaby w nas samych – obiektywnie jest i musi być silny! Choć często poraniony jak Jego Ukrzyżowany Założyciel, lśni blaskiem zwycięstwa, radości i pokoju! Gwarantuje nam to ciągła obecność Ducha Świętego, obecność Chrystusa ukrytego pod Sakramentalnymi Postaciami. Gwarantują to heroiczne przykłady ludzi, którzy – będąc zakochanymi w Bogu, zakochali się w Jego Kościele i dziś pokazują, że warto… że dobrze być katolikiem!

W nawiązaniu do wczorajszego dnia dziękczynienia warto raz jeszcze podziękować Bogu właśnie za nasz święty Kościół katolicki!!!

x.M

www.donmatteo.pl

 

Odsłon: 798 Komentarzy: 11


W Tajemnicy Trójcy Świętej - rozważanie

Kategoria: Modlitwa Sunday, 30 May 2010, 14:26

Pierwszy wykład w jakim uczestniczyłem rozpoczynając studia w Rzymie był traktatem poświęconym Trójcy Świętej w tradycji chrześcijańskiego Wschodu. Profesor rozpoczął ów wykład słowami: Trójca jest największą Tajemnicą. Gdybyśmy zapytali co się kryje pod tym imieniem „Trójca” to nawet sam św. Piotr nie potrafiłby nam odpowiedzieć. I właściwie nie powiedział nic zaskakującego. Każdy przecież zdaje sobie sprawę z tajemniczości dzisiejszej uroczystości, do tego stopnia, że – jak zauważył kiedyś kardynał Schönborn – niektórzy kaznodzieje obawiają się niedzieli Trójcy Świętej, nie wiedząc co powiedzieć.

Bo przecież Bóg w swojej istocie i istnieniu jest i zawsze pozostanie niepojęty. Wprawdzie nieco odsłania nam rąbka swojej tajemnicy (najpełniej przez Wcielenie), ale zawsze pozostaje Bogiem „zstępującym w obłoku”. Możemy jedynie o Nim powiedzieć, że jest ukryty, a najbardziej obecny; nigdy nie nowy i nigdy nie stary; miłosierny i sprawiedliwy; szukający, choć przecież niczego niepotrzebujący…

Bóg jest Tajemnicą. A tajemnica, którą Słownik Języka Polskiego definiuje między innymi jako „rzecz, której się nie rozumie lub nie idzie wyjaśnić” ma to do siebie, że nie potrzebuje być zrozumiana. Jednak, jak zauważył św. Augustyn w swoich Wyznaniach: choć nasze mówienie o Bogu jest niczym, biada nam, jeśli o nim milczymy!

Dlatego uroczystość dzisiejsza jest dobrą okazją, by na nowo, choć na chwilę zatrzymać się i pomedytować tajemnicę Boga w Trójcy Jedynego – OJCA i SYNA i DUCHA ŚWIĘTEGO, w którego Imię zostaliśmy ochrzczeni i w którego Imię rozpoczynamy i kończymy każdą naszą modlitwę, każdy dzień.

Zadaniem chrześcijanina jest ciągłe wpatrywanie się w misterium Boga i zbliżanie się do Niego, aby jeszcze bardziej pogłębiała się nasza z Nim więź i nasza wiara. Dlatego myślę, że najodpowiedniejszym wprowadzeniem w Tajemnicę dzisiejszej uroczystości może stać się choćby krótka medytacja ikony, np. tej, którą moskiewski Sobór Stu Rozdziałów określił wzorem wszystkich przedstawień Trójcy: ikony autorstwa Andrieja Rublowa (bardziej zainteresowanych odsyłam do jednej z jej interpretacji, dostępnej w pełnej wersji niniejszego rozważania).

Trójca Święta

Patrząc na tę Ikonę warto zatrzymać się na aspekcie, który uderza już na początku – jest to niezwykły pokój, radość, a przede wszystkim jedność, które się niejako z tej Ikony wylewają…

Jeśli odkrywamy choć trochę kim jest Bóg, to przede wszystkim po to, aby Jego Tajemnicę odnieść do nas, ludzi będących Jego obrazem. Właśnie my, ochrzczeni w imię Trójcy Przenajświętszej powinniśmy próbować kształtować swoje życie na wzór istnienia Boga w Trójcy Jedynego. Chodzi przede wszystkim o nasze zwrócenie się ku drugiemu człowiekowi, o zainteresowanie się drugą osobą, żyjącą obok nas. Chodzi o wychodzenie z egoizmu, o otwarcie oczu na istnienie i na potrzeby naszych bliźnich. Chodzi o wzajemną pomoc w miejsce konkurencji, rywalizacji i zawiści. Tajemnica Trójcy Świętej pokazuje, że istotą Bożego życia jest „bycie dla drugiego”. W Bogu nie ma żadnego indywidualizmu, tak bardzo rozpowszechnionego w naszym świecie. A niezdrowy indywidualizm grozi każdemu z nas, gdy zapomnimy o tym, że wiara w Trójjedynego Boga zakłada na początku otwarcie i najzwyczajniejszą miłość, szczególnie wobec drugiego człowieka. Skoro Bóg nie jest indywidualistą, skoro jest zaprzeczeniem wszelkiego osamotnienia, to i my powinniśmy ciągle zwracać uwagę na jakość naszych relacji z innymi.

Rozważanie tajemnicy Trójcy Przenajświętszej, która nie jest „trójką egoistów”, lecz Najwyższą Jednością, uczy nas właśnie wzajemnej miłości. Najpierw wobec siebie, a szerzej – wobec całego Kościoła. Dlatego warto dzisiaj patrząc i kontemplując tajemnicę Boga w Trzech Osobach, zapytać siebie, jak w naszym życiu wygląda to wzajemne budowanie jedności, której najważniejszym imperatywem będzie miłość, być może nieudolna, ale jednak stanowiąca w pewien sposób ikonę miłości Trzech w Bogu.

Testem na własny egoizm może być zestawienie mojego konkretnego JA z konkretnym TY, chociażby w najdrobniejszych i banalnych kwestiach życia. W takim zestawieniu każdy może się łatwo przekonać, czy w jego towarzystwie ktoś inny czuje się dobrze, czy nie mamy zbyt wielkiej zdolności do kreowania nowinek i podejrzeń. A może odkryjemy skąd się bierze czasem dziwne wewnętrzne palenie, gdy przychodzi nam gratulować drugiemu jakiegoś powodzenia czy sukcesu…

To niby zwyczajne niuanse codziennego życia z którymi każdy pewnie kiedyś musi się zmagać. Kontemplacja dzisiejszej uroczystości pozwala nam te braki odkrywać i zestawiać z niepojętą jednością Trójcy, aby w ten sposób nasze życie, ciągle słabe, coraz bardziej stawało się Jej Ikoną, Ikoną bezgranicznie miłujących się i oddanych sobie osób.

x.M

www.donmatteo.pl

Odsłon: 813 Komentarzy: 12


1 2 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.