
Tuesday,05 June 2012,20:11
Kategoria: Religia Tuesday, 05 June 2012, 20:11
Dziś krótko.
Polecam:
http://www.kaplani.com.pl/modlitwa/index.html
I zapraszam do dyskusji :)
Odsłon: 150 Komentarzy: 9
Tuesday,04 December 2012,01:16
Kategoria: Ogólne Tuesday, 04 December 2012, 01:16
Spacerując wczoraj po mieście, zauważyłam taką reklamę:
Pewna praca- w agencji towarzyskiej? :P
To pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło...
Tak na marginesie- rynek pracy dla absolwentów studiów humanistycznych nie prezentuje się ostatnio najlepiej, jestem ciekawa jakie rozwiązania przedstawia ta szkoła.
Odsłon: 122 Komentarzy: 2
Sunday,04 November 2012,23:42
Kategoria: Polityka Sunday, 04 November 2012, 23:42
Byliśmy wczoraj z mężem na uroczystościach związanych z obchodami z okazji uczczenia pamięci ofiar katastrofy pod Smoleńskiem z 10 kwietnia 2010.
Przy tej okazji postanowiłam podzielić się skromną dokumentacją fotograficzną oraz kilkoma refleksjami na temat uroczystości oraz dawno nie widzianej Starówki w Warszawie, którą przy okazji zwiedziliśmy.
Uprzedzając głosy krytyki zaznaczam, że są to prywatne zdjęcia amatorskie, jak się komuś nie podoba, nie ma przymusu oglądania :)
Uroczystość rozpoczęła się o ósmej rano w kościele seminaryjnym Mszą Św. Kazanie było skromne, uroczyste. Szczerze mówiąc, bardzo rozpraszały mnie błyskające flesze aparatów i kamery, uważam, że szczególnie osoby prywatne (nie wykonujące zdjęć do celów dziennikarskich), mogły ograniczyć ilość tych zdjęć. Czy każdy chce mieć w swoim albumie zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego w żałobie po najbliższych zmarłych? My robiliśmy zdjęcia tylko na zewnątrz kościoła.
Po Mszy Św. przeszliśmy pod scenę i telebim ustawione naprzeciwko pałacu prezydenckiego, i w okolice krzyża ułożonego ze zniczy i kwiatów.
Przez cały dzień odbywały się rozmaite przemówienia, pokazy filmów i materiałów związanych z pamięcią o zmarłych w Smoleńsku.
Pod namiotem Solidarnych 2010 można było złożyć podpisy na listach popierających TV Trwam oraz zbadanie okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem.
Oto kilka wniosków, w dużym skrócie, jakie wyciągnęłam z wczorajszej obecności na Krakowskim Przedmieściu:
1. Rażąca różnica między propagandą medialną wokół obchodów a tym, jak one faktycznie wyglądają. To nie tak, że był tam tłum chorych z nienawiści i agresywnych moherów i podstarzałych oszołomów, których od razu możemy zakwalifikować do Polski B. Byli tam ludzie w każdym wieku, uczniowie, studenci, ludzie w wieku młodym i średnim, z różnych środowisk. Panowała atmosfera zadumy ale też poczucie wspólnoty. Ludzie byli dla siebie bardzo pomocni i uprzejmi. Ci, co pikietowali, czy trzymali transparenty z hasłami domagającymi się wyjaśnienia prawdy o katastrofie lub wzięcia odpowiedzialności, za to, że nie została ona ujawniona, nie wyróżniali się agresją.
2. Warto, by takie obchody odbywały się co roku. Jest to wydarzenie, o którym pamięci nie powinno zabraknąć. Mimo tego, że panujący nam Pan Prezydent, rząd oraz mainstreamowe media dzielą nas na „strefę ciszy” (zalecaną) i „strefę protestu” (wyśmiewaną, krytykowaną za agresję). To nie agresja i oszołomstwo, to uczczenie pamięci zmarłych i domaganie się prawdy w słusznej, ważnej sprawie. Panom Komorowskiemu i Tuskowi radziłabym przypomnieć sobie, co znaczy słowo „honor”.
3. Cieszę się, że uczestniczyłam w tym wydarzeniu, choć zazwyczaj stronię od tłumów.
4. Kordony straży miejskiej i policji obecne wokół nie były potrzebne, bo w tym roku najwyraźniej nie napuszczono na nas zadymiarzy i agresorów. Stwarzanie ogólnego poczucia zagrożenia i agresji jest nieuzasadnione.
A oto kilka zdjęć:
Wystawa pod Kościołem Seminaryjnym. Widzowie wyglądają dość normalnie i pokojowo...
Z samego rana spotkaliśmy pod Pałacem Prezydenckim Ewę Stankiewicz trzymającą transparent z niepoprawnymi politycznie hasłem. Z tego, co wiem, również nie wykazywała objawów agresji czy paranoi, o której był uprzejmy napisać pan Żakowski we wczorajszym felietonie w Wyborczej na temat uczestników uroczystości...
Tutaj też, mimo "ostrych" haseł, mało widać agresorów i potencjalnych bojówkarzy...
Krzyż ułożony ze zniczy i kwiatów.
Znak raczej pokojowy niż zaproszenie do wszczynania bójek...
A na marginesie, szczegół, który mi wcześniej umknął, a wczoraj zachwycił, na szczycie budynku Kościoła Seminaryjnego:
Zamiast tradycyjnego krzyża, Eucharystia, miażdżąca węża trzymającego jabłko w pysku:
Eucharystia, wczoraj lśniąca przez cały dzień wyjątkowo silnym blaskiem !
Odsłon: 212 Komentarzy: 1
Monday,04 June 2012,23:50
Kategoria: Polityka Monday, 04 June 2012, 23:50
W Uważam Rze, numerze 14/2012, czytam krótki tekst Marka Pyzy, oto jego fragment:
„Dzień po wysłuchaniu publicznym prezentacji (nt. Smoleńska w parlamencie europejskim) prezydent Bronisław Komorowski powiedział:
„Myślę, że już sprawy katastrofy smoleńskiej były przez tyle czasu omawiane, badane, że opinia publiczna jest chyba trochę zmęczona ciągłą próbą powrotu i dramatyzowania. Zostawmy, uszanujmy odczucia wszystkich rodzin ofiar katastrofy.
A wiele z tych rodzin znam osobiście, z niektórymi się przyjaźnię, z niektórymi utrzymuję stały kontakt i wiem, że naprawdę marzą o tym, żeby nad ich dramatem także trochę zapadła cisza pełna szacunku i współczucia.”
Problem polega na tym, że rodziny właśnie z tą ciszą walczą Panie Prezydencie!
Czytam i oczom nie wierzę!
(A raczej uszom, bo tak naprawdę, przeczytał mi to mój mąż...;)
Czy Pan Prezydent w trakcie wygłaszania kolejnej mowy z cyklu „zgoda buduje” znów doznał charakterystycznego dla jego wystąpień publicznych zaćmienia umysłowego, czy też celowo i bezczelnie manipuluje faktami?
Ile można jeszcze udawać, że nic się nie stało? Że sprawa została wyjaśniona? Że upamiętnianie tragicznej śmierci ofiar zbrodni to oszołomstwo i mowa nienawiści cmentarnych hien?
Ile można upokarzać rodziny ofiar tej straszliwej zbrodni? Nasze państwo zostawiło je samym sobie w jakichkolwiek działaniach mogących przybliżyć wyjaśnienie tego, co się stało. Jeśli opinia publiczna jest czymś zmęczona Panie Prezydencie, to raczej wałkowaniem bezużytecznych „hipotez” typu pijany pilot, który ani be ani me pa ruski, lub bezwartościowych raportów i ekspertyz, które nie dowiodły i nie wyjaśniły niczego poza obnażeniem słabości państwa polskiego i ośmieszeniem nas na arenie międzynarodowej.
Który szanujący się kraj oddałby tego typu śledztwo w ręce Rosjan?
Hipoteza zamachu lotniczego nigdy nie została obalona ponieważ nigdy nawet na poważnie nie została postawiona, co w okolicznościach tego, co się stało, jest ewenementem na skalę światową Panie Prezydencie Komorowski.
Opinia publiczna powinna o tym usłyszeć otwarcie i aktywnie się tym interesować, wspierając rodziny ofiar katastrofy.
Odsłon: 429 Komentarzy: 14
Monday,04 June 2012,23:24
Kategoria: Kościół Monday, 04 June 2012, 23:24
Ostatnio Jorgen zamieścił wpis informacyjny o dewastacji warszawskich kościołów w ostatnim tygodniu:
„Warszawa, noc z niedzieli (palmowej) na poniedziałek, 2 kwietnia 2012, kościół Wszystkich Świętych - rabunek - porozbijane drzwi, zdemolowana zakrystia, połamane i porozbijane puszki na datki, zdemolowany i ograbiony kiosk z książkami i dewocjonaliami.
Warszawa, poniedziałek 2 kwietnia 2012, kościół pod wezwaniem Dzieciątka Jezus - akt wandalizmu, profanacja krzyża - podpalony krucyfiks wiszący w przejściu z kruchty do nawy głównej. Krzyż, który przetrwał okupację niemiecką, lata wojny.
Warszawa, wtorek 3 kwietnia 2012, kościół Wszystkich Świętych - akt wandalizmu, profanacja postaci bł. Jana Pawła II - straszliwy napis na widocznym miejscu w kruchcie świątyni. Trwały napis o treści skrajnie bluźnierczej.
Czy to już początek fizycznej agresji ? Co będzie dalej w najbliższym czasie ?
Nie ulega wątpliwości, że za akty wandalizmu, profanacji i bluźnierstwa moralną odpowiedzialność ponoszą politycy PO, RP i SLD bazujący na antyklerykaliźmie, i którzy w ostatnim czasie podjęli już otwarcie, i w różnych formach walkę z Kościołem Katolickim.”
Moni, niedługo potem, odniosła się do tego wydarzenia, zamieszczając wpis z cyklu "anty-katolik watch":
„W kościele Dzieciątka Jezus w Warszawie jakiś kretyn podpalił krucyfiks. Nie jedyne to tego typu wydarzenie w Warszawie w ostatnich tygodniach i miesiącach. O ile włamania do skarbonek można kłaść na karb zwykłego złodziejstwa, niszczenie kwiatów i sikanie do kropielnic zaliczyć do objawów skrajnego chamstwa i zdziczenia obyczajów o tyle to już bardzo poważna sprawa. Jakiś debil nie tylko dopuścił się świętokradztwa ale i zniszczył zabytek. No i mamy efekty bezstresowego wychowania, kładzenia do pustych czaszek lewacko-libertyńskiej propagandy i powszechnej nagonki na Kościół. Macie, tępe, nieodpowiedzialne dziennikarzyny, efekty swoich żałosnych modern-artykulików, macie pustogłowi czciciele postępizmu zreformowanego, efekty swojego ględzenia. O to wam chodziło? Teraz jest bardziej postępowo?"
Pod wpisami obserwacje frondowiczów, przy okazji oczywiście jakieś spory i personalia, nie o tym chcę tu pisać.
Ja próbowałam pod tymi wpisami zwrócić uwagę na inny aspekt problemu, ale, że jak zwykle "załapałam się" na komentowanie w ostatniej chwili, wątek jakoś umknął.
Otóż uważam, że:
1. Ciekawe , co by się stało, gdyby ktoś zdemolował synagogę albo meczet. Byłaby afera międzynarodowa za którą wszyscy musielibyśmy przepraszać, dochodzenie z zaangażowaniem najwyższych organów ścigania itd.
2. Odpowiedzialności moralnej władz można upatrywać się po tym, co działo się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku pod pałacem prezydenckim. Uważam, że to pierwsza przeprowadzona na dużą skalę, przy aktywnym udziale władz i policji akcja profanacji podstawowych dla nas symboli religijnych, prawa do modlitwy w miejscu publicznym oraz uczczenia pamięci zmarłych. Po tym, co tam się działo, wolno już wszystko. Powtarzam, przy pełnym przyzwoleniu władz.
Bezkarne obrażanie symboli religijnych, bezczeszczenie świątyń etc. bez żadnych konsekwencji dla sprawców to jedynie konsekwencja otwartej polityki naszych obecnych władz przy ogólnie wytwarzanych medialnie nastrojach antyklerykalnych, antykościelnych, antyreligijnych.
(Na marginesie polecam film "Krzyż" Ewy Stankiewicz. Można znaleźć na you tube, link zamieszczam poniżej, nie wiem, czy zadziała):
http://www.youtube.com/watch?v=xVGMOGXP5XI
3. Zastanawiam się, czy nic, poza obserwacją ("antykatolik watch"), konstatacją i komentowaniem we własnym gronie jakie to oburzające, nie możemy. Czy faktycznie powinniśmy jedynie się temu jedynie bezczynie przyglądać, dyskutować o kondycji psychologiczno -duchowej sprawców i modlić się o łaskę dla nich. Czy też może powinniśmy czynnie takim wydazreniom przeciwdziałać ? Jak działają muzułmanie czy żydzi? Może też powinniśmy aktywnie angażować polityków, organy ścigania, dziennikarzy, filmowców, celebrytów, prawników? Jak myślicie? Nie mam konkretnych pomysłów ale nie mieści mi się w głowie, by w katolickim kraju nad tego typu czynami przechodzono do porządku dziennego. Już raz daliśmy sobie dać w twarz, po tym, co stało się po zbrodni smoleńskiej. Może warto wyciągnąć z tego bardziej konkretne wnioski?
Zapraszam do pomysłów, dyskusji.
Odsłon: 302 Komentarzy: 9
Monday,04 June 2012,18:10
Kategoria: Modlitwa Monday, 04 June 2012, 18:10

http://www.youtube.com/watch?v=Wqzy0mEiiTo
Odsłon: 117 Komentarzy: 1
Thursday,29 March 2012,01:26
Kategoria: Ogólne Thursday, 29 March 2012, 01:26
W wielu rozmowach, głównie z mężem, ale nie tylko, poruszam temat różnic w sposobach komunikacji między kobietą a mężczyzną. Tak już jesteśmy stworzeni i uformowani, że różnimy się między sobą.
Kobieta, która wszystko "wali prosto z mostu" bywa nazywana babochłopem.
Kobieta zbyt "kobieca" w swoim sposobie wyrażania się, ekspresji, bywa nieznośna dla otoczenia i przypina się jej łatkę histeryczki.
Trafiłam na zabawny demotywator na ten temat. Najpierw nieco się pośmiałam. Potem przeczytałam po raz drugi. Za trzecim razem doszłam do wniosku, że autor ma rację w 100% - przyłapałam się na tym, że w każdym z tych przykładów choć raz mógł tłumaczyć mnie samą! Zaskakujące. Daje do myślenia.

Odsłon: 1035 Komentarzy: 18
Wednesday,28 March 2012,18:44
Kategoria: Islam Wednesday, 28 March 2012, 18:44
Zajrzałam dziś na Frondę.
Pierwszy raz od dawna, ostatnio żyje tak intensywnie, że nie mam czasu na Internet poza sprawami czysto służbowymi.
Zaciekawił mnie od razu tytuł artykułu z pierwszej strony: „Zanim powiesz TAK muzułmaninowi”.
Zaciekawił mnie szczególnie, ponieważ z muzułmanami żyję na co dzień. W dodatku z samymi mężczyznami. Moje życie zawodowe układa się tak, że odkąd pracuję na zachodzie, jestem w teamie zawsze jedyna kobietą i jedyną nie-muzułmanką.
Praca w moim zawodzie oznacza dużo wysiłku, poświęcenia, zostajemy po godzinach, w nocy, wspólnie przechodzimy wiele trudnych, stresujących sytuacji, musimy pokonywać problemy związane z brakiem czasu, nadmiarem obowiązków, odpowiedzialnością, jakiej wymaga od nas zawód lekarza.
Mogę więc powiedzieć, że wielu z moich kolegów poznałam lepiej, niż zazwyczaj wygląda to w normalnym środowisku zawodowym, gdzie można dzielić z kimś pokój służbowy przez 25 lat a wiedzieć o nim niewiele.
Nie będę tu opisywać w szczegółach wszystkich osobistych doświadczeń z kolegami- muzułmanami. Nie zamierzam też pisać o tym, jak wiele ograniczeń musiałam pokonać, by nauczyć się funkcjonować w ich świecie, który jest tak różny od naszego. Praca w zespole lekarskim wymaga doskonałej komunikacji. Przy braku porozumienia odpada osoba, która porozumieć się nie potrafi.
Muzułmanie to ludzie o zupełnie innej, niż nasza, zachodnia, mentalności. Prezentują coś, co nazwałabym za jednym ze znajomych z Sarajewa, „oriental mentality”, przy czym dokonałabym tutaj rozróżnienia między muzułmanami z Azji np. Pakistańczykami, a muzułmanami z Afryki, czyli Arabami, ale to również obszerny i odrębny temat, który na razie pozostawię.
Wracając do tematu przewodniego: dziewczyno, zanim powiedz muzułmaninowi „tak” weź pod uwagę przede wszystkim to, że jest to człowiek, który pochodzi ze świata, o którym Ci się nie śniło, nie masz pojęcia o czym on mówi gdy opowiada Ci o swoich rodzicach, rodzeństwie, czy szkole jaką kończył. Jest to świat rządzący się zupełnie innymi prawami niż świat, który Ty znasz. Możesz myśleć, że to jest właśnie ciekawe, fascynujące, taka egzotyka, nowe doświadczenia, tolerancja etc. Ok., myśl tak sobie. Ale w małżeństwie zazwyczaj pojawiają się dzieci. I coś, co Ty sobie wybrałaś jako atrakcyjne urozmaicenie sobie życia, dla Twojego dziecka stanie się rzeczywistością, w której od urodzenia będzie zakorzenione. Poznałam dziewczynę, która w ciąży ze strzelbą w rękach uciekała przed rodziną męża, jakimś cudem udało jej się w ostatniej chwili zdążyć na jakiś statek z wysp w okolicach Malezji, dostać się do Polski i zacząć w Polsce nowe życie z dzieckiem, które prawdopodobnie nie pozna nigdy swojego ojca, dziadka, babci, wujów i ciotek. Cudowny i romantyczny romans z realiów paryskiego uniwersytetu zamienił się w koszmar, gdy egzotyczny wybranek zabrał swoją ciężarną żonę do raju na ziemi jakim jawiła się jego rodzinna wyspa.
Zakochałaś się w jego egzotycznej urodzie? Nienagannych manierach? Muzułmanie tutaj stają się bardziej europejscy od Europejczyków. Ubierają się wyłącznie w markowe ubrania z najwyższej półki, używają drogich perfum, jeżdżą drogimi samochodami. Nie muszą być bogaci. Na ten pozornie wysoki status życia składają się całe ich ogromne rodziny. To nic, że dziadek żyje tylko z tego, że wypasa trzy kozy na klepisku a mamula z tatulem dopiero niedawno przeprowadzili się z lepianki do czegoś, co przypomina dom i mają kawałek ziemi czy też dostęp do towaru, którym handlują i dzięki temu są w stanie wykształcić swoje dzieci. To jest transakcja wiązana. Jeśli muzułmanin osiągnie tu określony status zawodowy i społeczny, będzie sponsorował całą swoją rodzinę stamtąd. Myślisz, że np. przy bogatym lekarzu tutaj się wzbogacisz? Nigdy. To, co będziesz miała tutaj przy nim, to opakowanie- czyli powiedzmy, wynajęty dom w niezłej dzielnicy i niezły samochód. Sto procent „nadwyżki” Twój mąż będzie wysyłał do swojego kraju, ponieważ ma moralny i religijny obowiązek utrzymywania swoich rodziców i biedniejszych członków swojej rodziny. A są to rodziny duże, wielopokoleniowe. I tak kończy się życie u tego księcia z bajki, będziesz mogła wysyłać rodzinie zdjęcia ładnego domu z basenem przy boku człowieka, który cały czas kalkuluje, która przecena z Tesco czy Lidla bardziej się opłaca- pomarańcze za 1,89 euro za kilogram czy banany za 1,29 euro ale bardziej się nimi można najeść. Uwierz mi, napatrzyłam się na to do znudzenia.
Zachwycają cię jego maniery i taka nieśmiałość, delikatność w stosunku do kobiet? A jak myślisz, skąd czerpie wzorce zachowań? U niego w kraju nie traktuje się tak kobiet. Wracam tutaj do poprzedniej tezy- tutaj oni starają się być bardziej europejscy od Europejczyków. Oni tak naprawdę nigdy wcześniej nie przebywali sam na sam z kobietami, religia im tego zabrania. Wyjściowo więc zasadniczo nawet nie wiedzą jak zachować się w sytuacji, w której nigdy wcześniej nie byli. Starają się przystosowywać do tutejszych warunków na podstawie czegoś, co obserwują np. z filmów, seriali, tego, co podpowiadają im bardziej doświadczeni koledzy- tak, by zrobić jak najlepsze wrażenie. Jeśli chcesz się przekonać jak Twój książę z bajki zachowuje się naprawdę, zaobserwuj go kiedyś po godzinach, gdy przebywa wśród swoich kolegów, muzułmanów. Różnica będzie diametralna. Nie będzie już miał na sobie pięknej, wyprasowanej koszuli, używał pięknego języka ani tego zniewalającego spojrzenia, które ćwiczył godzinami przed lustrem, zanim tu przyjechał. Zaobserwuj te głośne, rubaszne rozmowy z przesadną gestykulacją, to, jak wspólnie jedzą (rękami) plując i rozrzucając jedzenie wokół, to, jak się modlą zaklinając w ich ojczystym języku swą nienawiść do niewiernych. Nie wolno im się zresztą modlić w otoczeniu kobiet. Dlaczego? A może, mimo tych pięknych słów które do ciebie kierował, uważa jednak, że kobieta to coś gorszego?
I na koniec zadaj sobie pytanie- jak myślisz- dlaczego on chce się z Tobą ożenić? W kulturze muzułmańskiej nie zawiera się małżeństw z miłości. Zakochanie nie jest podstawą związku. Religijnemu muzułmaninowi nie wolno chodzić na randki. W kulturze muzułmańskiej małżeństwa się swata, kojarzy przy udziale członków rodziny. To swojego rodzaju deal, gdzie wybiera się dwójkę ludzi (niekoniecznie młodych, mogą być duże różnice wieku- nawet to nie ma znaczenia) o relatywnie zbliżonym statusie społecznym i materialnym, starsi rodu siadają wspólnie i się dogadują, mając na uwadze interesy swoje i rodzin. „Narzeczeni” mają prawo do spędzenia dwóch- trzech wieczorów razem (ale nie sami w domu) by dać odpowiedź, czy ich zdaniem będą w stanie się porozumieć, czy kategorycznie nie. Jeśli kategorycznie nie sprzeciwią się decyzji, która została już podjęta, rodziny planują ślub. Tak wygląda rzeczywistość świata, z którego wywodzi się Twój ukochany. Jest to wielowiekowa, kultywowana do naszych czasów i bardzo ważna tradycja. Wyobraź sobie teraz, że człowiek pochodzący z takiego świata postanawia ci się po europejsku oświadczyć i wziąć z Tobą ślub. Czy naprawdę myślisz, że właśnie dla Ciebie zerwał z całą rodziną i swoją rodzinną tradycją? Czy może jednak za tym coś stoi? A jeśli myślisz, że dla Ciebie postanowił odwrócić się od swojej rodziny, nakazów społecznych, religijnych- to sądzisz, że będzie ci w przyszłości wierny? Weź też pod uwagę to, że oni mają inne, zupełnie inne kategorie myślenia w których coś takiego jak normalne zakochanie, wspólne chodzenie na randki, fascynacja drugą osobą czy pięknem różnic między kobietą a mężczyzną nie istnieje. Jeśli zauważasz u niego pozory takich zachowań, to na pewno udaje, lub co najmniej jest to dla niego kompletnie obce. Nawet jeśli sam próbuje się do tego przekonać to uwierz mi, przy rozmowie z pierwszym lepszym kolegą- muzułmaninem, wyprze się wszystkiego- bo się tego wstydzi.
Mogłabym pisać godzinami na ten temat. Nie mam już dzisiaj na to czasu, zakończę jedynie refleksją, że świat zachodu to dla muzułmanów świat upadły, niemoralny, godny pogardy, a oni przyjeżdżają tu jedynie po to, by uzyskać określone korzyści materialne. Tęsknią za domem, rodziną, swoją tradycją a tu, w Europie, nie socjalizują się z nowym środowiskiem lecz tworzą bardzo silnie zintegrowane muzułmańskie społeczności dla których Ty zawsze będziesz kimś z zewnątrz i kimś gorszym, posiadającym jedynie ten atut o którym nie wiesz, ale jedynie dla którego jego rodzina i znajomi zaakceptowali to małżeństwo, które z decyzją o miłości drugiej osoby nie ma nic wspólnego, tam miłość w małżeństwie nie jest do niczego konieczna.
Odsłon: 448 Komentarzy: 34
Monday,02 July 2012,16:17
Kategoria: Ogólne Monday, 02 July 2012, 16:17
Tak sie zaczelam dzis zastanawiac, czy jeszcze istnieje w obecnych czasach i okolicznosciach przyrody pojecie GAFY.
Na stronie Twojego Stylu opublikowano wywiad z Ewa Kopacz. A zaczyna sie on od krotkiego profilu naszej pani marszalek sejmu, o nastepujacej tresci:
Była pediatrą w Szydłowcu, do polityki poszła, by udowodnić mężowi, że wygra wybory. Emocjonalna - kłóci się z premierem. I szybko jeździ samochodem. Córkę kocha obsesyjnie. Jej pasja to trudne decyzje i medycyna sądowa. Dom? Od jedenastu lat hotel sejmowy. Pierwszy sukces jako marszałkini? - Żadnej kłótni w parlamencie! - mówi Ewa Kopacz w rozmowie z "Twoim Stylem".
Zatkalo mnie. Nie, nie dlatego, ze dowiedzialam sie, ze kocha corke obsesyjnie, czy ze odnosi sukcesy w sejmie i jest z siebie zadowolona. Nie wiem kto wymyslil, by w tej krotkiej notce zamiescic informacje o tym, ze jej hobby jest medycyna sadowa. Nawet jesli tak jest (choc jest to hobby dosc specyficzne), to po tym, co stalo sie w Smolensku i jaki byl udzial pani Kopacz w calym zamieszaniu zwiazanym z dzialaniami rosyjskich patologow, po tym, jak okazalo sie, ze klamala w sprawie sekcji zwlok ofiar katastrofy w tak cyniczny sposob, do czego zreszta oficjalnie sie przyznala, uwazam, ze akurat to hobby w wydaniu tej pani w tej niezobowiazujacej notce powinno zostac pominiete milczeniem.
Ale najwyrazniej ani pani dziennikarka publikujaca ten wywiad, ani pani Kopacz nic sobie z tego nie robia, pani Kopacz jak zwykle z siebie dumna i zadowolona, pani redaktor sie zachwyca, a ja jestem w szoku ze takie faux pas ujrzalo radosnie swiatlo dzienne.
No ale moze niedzisiejsza jestem...
Odsłon: 340 Komentarzy: 5
Saturday,02 June 2012,17:16
Kategoria: Akcja Saturday, 02 June 2012, 17:16
Witam!
Organizuje obecnie pomoc dla dzieci objetych opieka swietlicy siostr Urszulanek w Sieradzu.
Ponizej informacja o swietlicy:
Świetlica środowiskowa "Światełko Dzikuska" powstała w lutym 1991 roku jako pierwsza świetlica w mieście.
Założyła ją siostra, która pracując jako pielęgniarka, chodziła z posługą pielęgniarską w najbiedniejsze środowiska sieradzkie. Tam spotkała się z cierpieniem i dramatem dzieci z rodzin dotkniętych chorobą alkoholową, bezrobociem, ubóstwem, rozbiciem, niezaradnością wychowawczą. Te spotkania i chęć udzielenia pomocy tym najmniejszym, poranionym "noszącym na swych ramionach ciężary zbyt ciężkie na swój wiek" stworzyły świetlicę. W dniu jej otwarcia przyszło około 50 dzieci, jedne przyprowadzały drugie, mówiąc : "siostro, on ma jeszcze gorzej niż ja". Świetlica zaczynała swoja działalność w warunkach bardzo skromnych lokalowo i finansowo - bez jakiejkolwiek dotacji, w oparciu o pomoc klasztoru oraz ludzi dobrej woli, którzy chcieli podzielić się swoimi dobrami - piekarze, cukiernicy, sklepy mięsne, oraz wolontariuszy pomagających bezpośrednio dzieciom w lekcjach, lekarzy, psychologa. Wraz z czasem i razem z dziećmi "dorabialiśmy się" obecnych warunków i wyposażenia.
Celem świetlicy jest zapewnienie dzieciom opieki wychowawczej i dydaktycznej, możliwości kompensacji traumatycznych doświadczeń oraz realizacja oddziaływań profilaktycznych. Świetlica w szczególności : zapewnia dzieciom poczucie bezpieczeństwa, kształtuje nawyki i postawy wypływające z wartości chrześcijańskich z uwzględnieniem systemu wychowawczego św. Urszuli Ledóchowskiej. Zadaniem naszej świetlicy jest przede wszystkim tworzenie rodzinnej atmosfery, tworzenie atmosfery domu. Stało się to możliwe dzięki wieloletniej, stałej obecności i dyspozycyjności sióstr odpowiedzialnych za prowadzenie świetlicy oraz wieloletniej już obecności niektórych wolontariuszy.
Świetlica jest czynna od poniedziałku do soboty w godzinach od 14 do 20 oraz w niedziele i święta od 14 do 17. Świetlica zapewnia wychowankom nocleg w czasie nieobecności rodziców, awantur domowych, libacji alkoholowych itp. oraz doraźną opiekę całodobową w przypadkach uzasadnionych osobistą sytuacją dziecka. Świetlica organizuje pomoc w odrabianiu lekcji, prowadzi zajęcia edukacyjne i profilaktyczno - wychowawcze, zajęcia o charakterze religijnym, zajęcia artystyczno -plastyczne, sportowe, turystyczne, rekreacyjne, teatralne, porządkowe, użyteczne, opiekuńcze i samoobsługowe, prowadzi dożywianie.
Obecnie uczęszcza do świetlicy 30-35 dzieci i młodzieży, w wieku od 2 do 17 lat. Współpracujemy ze szkołami, do których uczęszczają dzieci, z sądem, MOPS-em, Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej, Urzędem Miasta Sieradza.
W dalszym ciągu prowadzenie świetlicy jest możliwe dzięki pomocy ludzi dobrej woli - trzech sieradzkich piekarni, dwóch cukierni, sklepu mięsnego, pracy wolontariuszy, naszego klasztoru. Na prowadzenie świetlicy otrzymujemy dotację z Urzędu Miasta, która częściowo zaspokaja nasze potrzeby - zakup żywności, pomocy dydaktycznych, zatrudnienie jednego pracownika. Nie mamy natomiast środków na pomoc medyczną dla dzieci, na odzież dla dzieci najuboższych, na doposażenie, naprawy, remonty.
***
A poniewaz wspolnie mozna wiecej zrobic niz samemu, postanowilam zamiescic te informacje na Frondzie.
Frondowicze, ktorzy chca pomoc- zamiesccie w komentarzu swoj adres mailowy lub napiszcie do mnie maila, zaznaczajac w temacie, ze chodzi o pomoc dla dzieci. Chodzi o pomoc materialna, mam takze liste rzeczy, ktore obecnie sa najpilniej potrzebne.
Dziekuje.
Odsłon: 306 Komentarzy: 6
Thursday, 29 March 2012
Wednesday, 28 March 2012
Monday, 04 June 2012
Monday, 04 June 2012
Sunday, 04 November 2012
