
Sunday,04 November 2012,20:57
Kategoria: Religia Sunday, 04 November 2012, 20:57
Oktawa Wielkiej Nocy to dobry czas, by powziąć trud pracy nad swoją duszą, która Boga pragnie jak łania wody ze strumienia. Dodatkowo zaś, zważywszy na trwająca Nowennę do Miłosierdzia Bożego, można poprzez lekturę Dzienniczka Św. Siostry Faustyny Kowalskiej mocno zaczerpnąć ze zdrojów Bożej miłości.
Proponuję Drogim Czytelnikom na ten trud pewną pomoc, która przez wieki całe kształtowała i nadal kształtuje świętych Pańskich (tych już kanonizowanych, jak i tych, którzy żyją pośród nas, tu na ziemi). Pomocą tą niech będzie Ignacjański Rachunek Sumienia, który w całości odnajdujemy w Ćwiczeniach Duchowych Św. Ignacego
4. Skrucha oraz żal za grzechy
5. Pełne nadziei postanowienia na przyszłość
Odsłon: 88 Komentarzy: 1
Wednesday,29 September 2010,01:01
Kategoria: Wiadomości Wednesday, 29 September 2010, 01:01
*Mojego autorstwa praca zaliczeniowa z wykładów Księdza prof. dr hab. M. Sokołowskiego SJ z Wprowadzenia do teologii duchowości.
Nie ma Kościoła bez kapłanów, nie ma kapłanów bez Kościoła. Prawda ta towarzyszy chrześcijaństwu od jego początków:”(…) Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28,18-20). Discipulos facere – czynić uczniami – poprzez posługę kapłańską – tych, którym Pan dał łaskę wiary. Powołanie to realizujemy, karmiąc innych tym, czym sami winniśmy żyć: umiłowaniem Chrystusa i Jego Ewangelii. Wciąż ożywiani Duchem Chrystusowym głosimy śmierć i Zmartwychwstanie Pańskie. Wydawałoby się to wszystko oczywiste i pozbawione cienia jakiejkolwiek wątpliwości. Można dziś bardzo często chyba, czy wręcz za często spostrzec, iż dużo w tym wszystkim rutyny i rzemiosła. Chciałbym w niniejszej pracy wskazać na argumenty przemawiające „na korzyść” postawionej powyżej tezy. Już na samym początku pierwsze, nasuwające się na myśl źródło pochodzi chyba z faktu, iż jako duszpasterze zapominamy, iż stworzenie nieustannie rozwija się. Wzrastają wymagania, pojawiają się nowe obszary egzystencji człowieka, które potrzebują troski pasterskiej, by rozwój był wzrostem w łasce u Boga i u ludzi. Nie da się zrealizować tego postulatu, jeśli wraz z ludem wiernym, wzrastać nie będzie ten, który działa jako Alter Christus.
Nie sposób odnieść się w jednym, krótkim opracowaniu do wszystkich dokumentów Magisterium Kościoła poświęconych formacji kapłańskiej. W niniejszym opracowaniu pragnę podzielić się swymi refleksjami z lektury Dekretu o formacji kapłańskiej „Optatam Totius” Soboru watykańskiego II.
Odsłon: 308 Komentarzy: 0
Friday,16 July 2010,18:28
Kategoria: Religia Friday, 16 July 2010, 18:28
Pozwolę sobie na dublet wpisu, który już w sieci jest, konkretnie na blogu, który zalinkowałem w poprzedniej glogowej notce na Frondzie. Być może akurat ktoś skorzysta z pomocy.
Poskromicielka wszystkiego – cierpliwość
Trudno dziś wielu ludziom podejmować wysiłek pracy nad sobą. Zwłaszcza, kiedy idzie o rzeczywistość zwaną walką duchową. To, co najczęściej chyba trapi człowieka w XXI wieku, to zbyt mała cierpliwość, której deficyty dają o sobie znać na różnych płaszczyznach życia.
Cierpliwość, jako cnota, powiedzmy, ludzka ma swoje zakorzenienie w cnocie kardynalnej, jaką jest męstwo.
„Męstwo (łac. „fortitudo”) jest powinnością moralną, o której zdobycie chrześcijanin powinien się starać i tam, gdzie trzeba, dawać jej wyraz. Cnota męstwa chroni człowieka, w obliczu przeciwności i trudności, przed rezygnacją z dążenia do założonych celów. Dlatego chrześcijaństwo zawsze bardzo wysoko ceniło męstwo i ze szczególnym szacunkiem odnosiło się do bohaterstwa, heroizmu i męczeństwa za wiarę. Chrześcijaństwo zawsze pamiętało i pamięta o świadkach wiary. Przypomina, że męczeństwo jest heroicznym aktem męstwa”[1]. Do męstwa wzywa sam Chrystus, przypominając o zachowaniu mężnej postawy względem tych wszystkich, którzy „zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (por. Mt 10,28). Podobnie o postawie męstwa przypomina Apostoł Narodów – św. Paweł, zachęcając chrześcijan: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się!”(1 Kor 16,13; por. Ef 6,11)[2].
Męstwo umożliwia każdemu z nas nie tylko nie zrażać się trudnościami, ale zwalczać pokusy, przezwyciężyć strach, jak również stawiać czoło prześladowaniom i cierpieniu. Św. Tomasz z Akwinu z cnotą męstwa łączy wielkoduszność, zdolność poświęcenia się wielkiej sprawie, pracę dla wzniosłego celu. W sferze męstwa Akwinata widzi także szkołę pokory, gdyż wówczas nie czynimy wielkich rzeczy, aby samemu wydać się wielkim przed innymi. Z męstwem powiązane są także: wspaniałomyślność cierpliwość. Męstwo daje wytrwałość. Praktykowanie tej cnoty nie tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, ale także w codzienności, pozwala każdemu człowiekowi pozostać wiernym wybranej drodze i powołaniu pomimo wszelkich trudności. Męstwo pomaga także pokonać największy lęk – lęk przed śmiercią[3].
Można powiedzieć, że męstwo to cierpliwe – a więc stałe i konsekwentne nie uleganie, z Bożą pomocą, naporowi zła, trudności, kryzysów, etc. Oczywiście, nie da się zawsze i wszędzie cierpliwym być. Jednak z drugiej strony jest pewne, że można niwelować przyczyny, które prowadzą ku utracie cierpliwości, a więc i męstwa. Jak? Poniżej przedstawię pomysł, który niekiedy proponuję penitentom.
Nie raz jest tak, że zdaje nam się, że wszystko jest niby OK.: modlitwa, msza niedzielna, obiad dla domowników o czasie, kwiatki podlane, etc – a okazuje się, że zapominamy o tym, iż trzeba zadbać o coś osobistego (zdrowie, jakaś rozmowa ważna z kimś, pogodzenie, czy rozmówienie się z kimś, itp.). jesteśmy rutyniarze, by nie rzec jak „kminiarze” kozaczymy. A tu nagle ni stąd, ni zowąd rodzi się zadra. Konflikt jakiś, kłótnia, dopada stres, nerw szarpie, że szkło nam z ręki leci podczas mycia naczyń. Idziemy potem za ciosem i sięgamy po najłatwiejsze rozwiązania, które nic nie kosztują, albo niewiele. Począwszy od pyskówek, trzaskania drzwiami i łez, skończywszy na zapiciu problemu, bądź wyżaleniu się pośród tych, którzy nie mają prawa lub przynajmniej kompetencji do rozstrzygania naszych problemów.
Takie ćwiczenie, czy test, jak te 6 punktów doskonale obnaża to nasze rutyniarskie podejście do wielu spraw. A tym samym daje możliwość odkrycia nie tylko źródeł braku cierpliwości, ale tez wielu innych wad, słabości, czy wprost – grzechów.
[1] http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200950&nr=11
[2] Tamże
[3] Tamże
Odsłon: 465 Komentarzy: 12
Tuesday,06 July 2010,17:11
Kategoria: Ogólne Tuesday, 06 July 2010, 17:11
Miałem ostatnimi czasy sporo na głowie: bierzmowanie w parafii, tarapaty z telekomunikacją, przygotowanie Festynu Parafialnego, i sporo pomniejszych. Z Bożą pomocą udało sie osiągnąć sukces w każdym z działań.
Nie mniej jednak, na blogu się zaniedbałem. A może to nawet opatrznościowe było (jest)? Trudno mi sie poruszac po terenie, który chyba nie do końca rozumiem. Jestem prostym człowiekiem i proste rzeczy i wypowiedzi do mnie najbardziej przemawiają. Także jasne i czytelne działania jakie dokonuja sie wokół mnie, najbardziej kreatywnie mnie nastrajają.
Krótko rzecz wyrażająć: prostota to wolność. Stąd też już szereg miesięcy temu w wirtualnym świecie stworzyłem Blog Wolnego Człowieka. Było to ze dwa lata temu, jeszcze nim odkryłem elektroniczną Frondę czy też raczej nim się na niej pojawiłem.
Zapraszam do czytania zalinkowanego bloga. Frondy nie pogrzebię, ponieważ wiele się dowiedziałem z pomocą ludzi, którzy portal ten tworzą i wspóltworzą.
Odsłon: 462 Komentarzy: 1
Sunday,23 May 2010,20:59
Kategoria: Wiadomości Sunday, 23 May 2010, 20:59
Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus jest przeszłością, Ewangelia martwą literą, Kościół tylko organizacją, władza panowaniem, posłannictwo propagandą, kult przywoływaniem wspomnień, a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników
Patriarcha Antiochi, Ignatios
Duch jest jak woda. A podstawową cechą wody (tak przynajmniej twierdzi św. Franciszek) jest – obok jej niezwykłej użyteczności – pokora: »Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę wodę, która jest bardzo pożyteczna i pokorna, i cenna, i czysta« (Pieśń słoneczna). Otóż tak właśnie: pijemy kawę, herbatę lub kompot; jemy rosół, barszcz czerwony z uszkami lub bigos. Wszystko nie zaistnieje bez wody, ale uwagę naszą przykuwa jedynie np. wyjątkowy gatunek kawy lub smak ulubionych owoców. Rolę wody odkrywamy dopiero, gdy jej naraz zabraknie: w kranie, w studni, w źródle. Czy nie tak samo jest w naszym życiu duchowym? Jakże łatwo przychodzi nam samym sobie przypisać zasługę w »wypracowaniu« takiej czy innej cnoty; jakże teoretycznym słowem wydaje się nam wtedy »łaska«. Jakiego dna musimy nieraz sięgnąć w życiu, by odkryć źródło siły w prostych znakach sakramentalnych? Mówimy: »modliłem się«, a Paweł mówi – słuszniej (ale wymyka się to naszemu doświadczeniu) – »Duch modli się w nas« (por. Rz 8). Duch jak woda”.
ks. Grzegorz Ryś
Synek, rzykej dycki do Ducha Świyntego o siedym darów, to nie bydziesz tromba (co się przekłada: „Proś, synku, stale Ducha Świętego o Jego siedem darów, a unikniesz głupoty”).
Ks. Jerzy Szymik
Ja nie mam nic do dodania wobec tych słów.
Nieszpory II na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego
Odsłon: 335 Komentarzy: 7
Friday,14 May 2010,21:05
Kategoria: Wiadomości Friday, 14 May 2010, 21:05
W poprzednim wpisie podjąłem kwestię celibatu obecnego w dyskusjach między ludzkich, nie koniecznie zorientowanych na przeżywanie tegoż celibatu. Stwierdziłem i bardziej lub mniej udolnie wykazałem, że rozmowa n/t bezżenności winna zacząć się od refleksji nad rodziną i nad atmosferą w niej panującą. To tyle, tytułem zagajenia.
Teraz chcę przedstawić kilka spostrzeżeń, które wg mnie są wyjaśnieniem, dość czytelnym, skąd tyle ambarasu z przeżywaniem życia w ogóle, a w szczególnie jeśli chodzi o sferę stricte uczuciowo-intymną, która zaburzona – owszem – może powodować po prostu patologie. Dodajmy, że patologie w ogóle, a nie tylko i wyłącznie pośród celibatariuszy.
Jako celibatariusz pozostaję zawsze w relacji do kobiet. Nie toleruję ich. Ja je afirmuję, bo na inną postawę nie pozwala mi teologiczna cnota wiary. W związku z tym nie dopuszczam, by w życiu moim pojawiło się maksymalne z nimi związanie lub też skrajne ich odrzucenie. Zaznaczyć jednak trzeba, że nie stawiam wszystkich kobiet jakie znam na jednej linii, w jednym szeregu. Inne, osobne miejsce zajmuje moja rodzicielka a zupełnie inne, kiedy idzie o koleżanki, znajome, czy panie np. z parafii, które udzielają się w życiu lokalnego Kościoła.
Mam pewność, że kobiety, z którymi łączą mnie relacje wychodzą do mnie z tego samego stanowiska: nie wiążą mnie z sobą ani mnie nie odrzucają. Zwłaszcza, kiedy chodzi o te niewiasty, z którymi łączy mnie jakaś bliższa znajomość.
Osobną sprawą jest kwestia relacji syna z ojcem. Mężczyzna swoją męskość buduje na ojcu właśnie. Od wartości tejże ojcowskiej męskości zależeć będzie w istotnym stopniu męskość syna. W rodzinie, gdzie poczesne miejsce zajmuje Bóg nie ma pewnie większych problemów. Gorzej tam, gdzie religijność jest słaba lub wręcz nijaka, zerowa. Łatwo tam o spaczoną męskość. Ja miałem to szczęście, że górę brała religijność oraz dobry przykład. Jestem też głęboko przekonany, że tam, gdzie relacja z ojcem była po prostu zła, tam też będzie problem z ojcostwem, z męstwem, z celibatem też… Nie, żeby zaraz miała być zagłada, trauma i szok – ale znacznie łatwiej będzie się wpadać w tarapaty.
Nie chcę i nie mam zamiaru dokonywać przewrotu kopernikańskiego – jednak dla jasności – trzeba podkreślić, że mimo, iż „Mężczyzną i kobietą” stworzył nas Bóg jako ludzi – to istnieją konkretne pokłady różnic między synami Adama oraz córkami Ewy. Ale w tym wszystkim chyba jednak trzeba też zaznaczyć, iż jest pewne związanie mężczyzny przez kobietę. Związanie, którego po prostu nie da się uniknąć, choćby nie wiadomo jak się starać. Chodzi mianowicie o czas ciąży. Świat kobiety w okresie 9 miesięcy jest ściśle światem dzieciątka. Kobieta ma także istotny wpływ na to, jaki dom (ten duchowy przede wszystkim) zbuduje jej dziecko. Sama wszak, kolokwialnie pisząc „była domem” dla potomka, jak również w czasie procesu wychowania (z reguły tak bywa) wyznacza „kurs” funkcjonowania tegoż domu rodzinnego, materialnego, by się tak wyrazić.
Ale wracam do różnic, czy raczej do rzeczywistości szczegółowo określających mężczyznę:
Kiedy popatrzy się na te punkty, to moim zdaniem widać, jak szczególnie dziś potrzeba właśnie pięknych, szlachetnych przykładów życia bezżennego – w wydaniu celibatu kapłańskiego. Nie będę się upierał, że jest celibat dziełem Boga, ale z pewnością jest dziełem dla Boga. Nie potrzeba wiele pisać i dywagować nad tym zagadnieniem. Dość, że widać nader wyraźnie, jak bardzo dziś światu czy raczej człowiekowi w świecie żyjącemu, tego ładu, który porządkuje, odnawia i umacnia.
Często łapię się na tym, że kiedy rozmawiam z kobietami – z tymi, które znam dobrze, jak i z tymi, które po raz pierwszy i często ostatni raz widuję, że im imponuję. Wystarczy, że grzecznie się przywitam, życzę miłego dnia, bądź zapytam o jakiś szczegół, a kilka chwil później znam szereg bolączek, którymi się borykają. Nie, żebym się chwalił, egzaltował, czy wyrażał swą wyższość nad nie – celibatariuszami, Broń Boże. Chodzi bardziej o to, że w świetle tego, co wcześniej napisałem, celibat jako etos kapłaństwa w katolicyzmie jest uwiarygodnieniem Chrystusa – Jego Boskości oraz Jego Ewangelii. Żaden z wersów Nowego Testamentu nie notuje, by ktokolwiek, kto do Chrystusa podszedł, wracał do siebie potem wściekły, zgorzkniały, czy po prostu, jak to się mówi – zdołowany.
I jeszcze coś, na koniec.
„Mój celibat jest historią mojej miłości” – to zdanie nie jest moje. Usłyszałem je przed niemal 8 laty z ust księdza Mariusza Jagielskiego. Długo tego zdania jakoś nie rozumiałem, aczkolwiek cały ten czas ono mi towarzyszyło. Dziś potrafię coś powiedzieć odnośnie tej nomen-omen sentencji:
Każdy kocha. Kogoś, lub coś. Nigdy jednak nie jest ta miłość pełna na 100 %. Ona rośnie, ukorzenia się, obrasta w warstwy, konstytuuje się. Moje kapłaństwo, i wszystko co w nim się dokonuje, z celibatem włącznie, ciągle uczy mnie kochać Chrystusa. Póki co, ciągle za mało…
Odsłon: 1143 Komentarzy: 30
Thursday,13 May 2010,20:42
Kategoria: Wiadomości Thursday, 13 May 2010, 20:42
Bardzo wiele dyskusji, od kilku ładnych lat, toczy się wokół rzeczywistości kapłańskiego celibatu. Co najbardziej mnie uderza, to fakt, że najwięcej do powiedzenia w tej materii nie mają ci, co w celibacie żyją – kapłani właśnie – lecz ci wszyscy, którzy są w akcie lub możności małżeństwa. Opozycjoniści celibatu argumentują na szereg sposobów. W głównej linii argumentacji za zniesieniem celibatu znajdujemy między innymi przekonanie, że jeśli księża chcą się zwracać z nauczaniem Ewangelii do rodzin, to sami powinni mieć doświadczenie rodziny, zmagać się z wyzwaniami, które tworzeniu życia rodzinnego towarzyszą.
Pytam więc zwolenników tego punktu widzenia: czy ksiądz to za każdym razem tylko i wyłącznie wychowanek domów dziecka, przytułków i tym podobnych miejsc? Przecież to oczywiste, że każdy z nas zazwyczaj ma swój dom rodzinny, środowisko wychowania, konkretną rodzinę. Czasem są to pewnie domy, w których sielanki nie było. Jednak w przeważającej większości polskich domów świadomość religijna musi być na tyle zaangażowana, że faktycznie łaska ma możliwość budowania na naturze. Powołanie do kapłaństwa, tak samo jak każde inne nie przychodzi z nikąd. Każdy, kto zwrócił swe kroki na drogę ku kapłaństwu wie, że istotną rolę spełniły domy rodzinne, klimat w nich panujący, swego rodzaju formacja. Nawet jeśli były to jakieś doświadczenia negatywne, to z czasem nabrały one znaczenia istotnego w drodze ku ideałowi. Z całą mocą raz jeszcze chcę podkreślić: łaska Boża buduje na naturze. Nie ma przypadków w życiu człowieka. Każde zdarzenie jakie miało miejsce w przeszłości, albo które dzieje się teraz jest ściśle związane z przyszłością łącznie z tą, którą nazywamy wiecznością. Tyle tylko, że trzeba mądrości oraz Przewodnika, który wskaże, jak dalej iść. Przy okazji odniesienia się do komentowanego „zarzutu” warto odwołać się do banalnego zapytania: „czy aby leczyć kogoś z jakiejkolwiek choroby, wpierw samemu trzeba się z niej wyleczyć?”
Inne środowiska głoszą tezę, iż nie byłoby takiej lawiny amoralnych postaw kapłanów (regularne konkubinaty czyli „podwójne życie”, pedofilia, defraudacje pieniędzy, etc) gdyby kapłani mieli konkretne cele nakierowane na dobro, jakim jest rodzina.
Znów zapytam: czy ktoś zrobił rzetelne badania statystyczne pośród duchownych i zestawił je z wynikami rozmaitych patologii rodzinnych, które przyczyniają się do przeróżnych skutków: od braku zaufania w rodzinie, poprzez fobie, na rozwodach skończywszy. Nie mam wiedzy, ile jest na całym świecie rozwodów właśnie, rodzinnych patologii obfitujących w przemoc psychiczną czy fizyczną. Wiem natomiast, że 3 lata temu statystyki dotyczące liczby „czynnych” celibatariuszy i celibatariuszek wyglądały następująco:
4,946 – biskupów
408,024 - księży (272,431 księży diecezjalnych)
35,942- stałych diakonów
54,956 – zakonników
746,814 – zakonnic
Katolików zaś na świecie było: 1.146.656.000 – czyli ponad 17 % populacji świata. Łatwo policzyć, że ponad 10% tego stanu to ludzie żyjący w bezżeństwie. Być może jakaś część porzuci stan bezżeństwa, jednak nie jest to jakiś dramat na skalę światową. Mamy takie czasy i takie nastroje społeczne, czy deficyty, że trudno dziwić się, iż tego typu ruchy mają miejsce.
Znane jest powiedzenie, że jakie będę rodziny takie też będą powołania kapłańskie, czy zakonne. I myślę, że to jest istotny problem w dyskusji nad tematem celibatu. Nie może bowiem być kapłański etos rozpatrywany u podstawy inaczej, jak właśnie w oparciu o naturę rodziny. Ta zaś ma swój archetyp w Świętej Rodzinie i do tego ideału winna się odwoływać. Niestety, jest na masową skalę dokładnie odwrotnie. Szacunek, wzajemna troska, wymagania, ukierunkowanie ku Bogu, skromność, wzajemna cierpliwość – i wiele innych wartości, jakimi kierowali się w życiu Mieszkańcy Domku Nazaretańskiego – dziś postrzegane są niemal jako kuriozalne w polskich rodzinach. Mamy obecnie maj. Warto popatrzeć, jak w wielu polskich świątyniach, czy przy kapliczkach wiejskich średnia wieku modlących się w Nabożeństwie Majowym waha się pomiędzy 55 a 75 lat. Krótko mówiąc – do Matki Bożej modlą się babcie i one też nierzadko wychowują swe wnuki. Chwała oczywiście im za to, bo jest szansa, że jakiś tam procent religijności w młodym pokoleniu będzie się dowoływał o sprawiedliwość przed Najwyższym. Czy jest to jednak normalne i faktycznie pożądane? Mnie się zdaje, że niekoniecznie. Pismo Święte w tym miejscu uświadamia nieubłaganie, jaki los spotyka tych, którzy od wartości uciekają: Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą…
Nie chcę się jednak więcej rozwodzić nad tym tematem szczegółowo. Odwołam się natomiast do pewnych innych danych, które bądź co bądź, korespondują ciągle z rodziną właśnie, a przy tym nie pozostają bez wpływu na kwestię bezżenności duchownych.
Jak wspomniałem na wstępie – o celibacie mówi się dużo. To fakt. Jednak niewiele się wymienia jego pozytywów, cech, które będą budować ludzi w Kościele. Mam wrażenie, że jest w tym coś z Goebbelsowskiej propagandy: dużo rzucać we wroga błota, aż z czasem się do niego coś przyklei i wreszcie w całości pokryje. Dużo rozmawiam z ludźmi: w szkole, podczas wizyty duszpasterskiej, z narzeczonymi podczas przygotowania do małżeństwa, etc. I ciągle wyrasta przede mną obraz Polaka – odbiorcy informacji. Obraz ten przypomina gąbkę, która chłonie wszystko: nie tylko czystą wodę, ale również taką, która jest przesiąknięta stęchlizną. Efekt końcowy jest taki, że nikt jej nie chce wziąć w rękę…, nawet by wyrznąć, wypłukać i na nowo używać… Brak mi czasem argumentów, by przekonać rozmówcę, iż bycie studentem jednej książki w życiu nie popłaca. Bo skutek jest zawsze taki sam: albo się jest ćwierć-inteligentem, albo głupcem.
Celibat jest zły – donoszą tytuły prasowe, czy manipulacyjne pytania w mediach elektronicznych. Jednak ciszą okrywa się zjawisko „singli” – ludzi, którzy z tylko i wyłącznie wskutek fobii decydują się na życie starokawalerskie i staropanieńskie. Lęki te mają różne podłoże, ale zawsze też widać w nich wspólny mianownik: brak umiejętności brania odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za drugą osobę i życie z nią. Spuentował to świetnie Martin Buber:
"Miłość jest odpowiedzialnością Ja za Ty, na tej bazie można dopiero działać, uzdrawiać, wychowywać, wspierać, pomagać".
Odsłon: 1860 Komentarzy: 66
Sunday,05 September 2010,23:52
Kategoria: Wiadomości Sunday, 05 September 2010, 23:52
Na każdym kroku naszego życia jest tyle harmidru, wzburzeń rozmaitych i sztormów, że aktualną pozostaje obawa, czy aby się łódka naszego życia nie wywróci, a my – w niej podróżujący – czy nie dostaniemy się pod jej spód. A to uczeń wagarujący w perspektywie końca roku szkolnego stwierdza, że wątpliwa może być jego promocja do następnej klasy. A to znów ojciec/matka przeżywa stresy, ponieważ pracodawca planuje redukcje etatów. Albo okazuje się, że znów wakacji nie uda się spędzić w atmosferze radości plażowania i zwiedzania różnych uroczych zakątków kraju, czy zagranicy, albowiem wyniknął nieprzewidywany remont w domu.
Są też sprawy znacznie bardziej delikatne ale i zarazem powodujące niepewność, czy nawet wzburzenie: ukochana córka obwieszcza, że jest w ciąży i w związku z tym planuje „w przyspieszonym” trybie małżeństwo; syn został wezwany na wokandę, ponieważ w bójce poważnie zranił kolegę; współmałżonek dopuścił się zdrady albo okazało się, że miedzy małżonkami pojawiła się oziębłość, pustka i nie mają sobie nic do powiedzenia oprócz tego, że któreś z nich chce od drugiej strony odejść. I co wtedy począć? Jak żyć? Czyżby Pan Bóg stworzył swoisty „bubel” i nie ma nic do zaoferowania wstrząśniętemu człowiekowi, jak tylko te właśnie, wstydliwe czy wprawiające w zniechęcenie, tudzież we wspomnianą niepewność – skutki? Bynajmniej! Przecież On sam dziś zapewnia każdego z nas, że ”Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać”. Jeśli zatem dopuszcza Najwyższy do pewnych rozchwiań to na pewno nie po to, by człowieka dojmująco wypunktować, dać mu „po nosie”. Miłujący Bóg nie ma najmniejszego zamiaru ranić tego, którego Sam ON nazwał „koroną stworzenia”. Pozwalając na to, co na pierwszy rzut oka zdaje się być wątpliwe, niestabilne i prowadzące do mieszanych uczuć pragnie tym samym wskazać, że pora na to, aby wrócić do tego miejsca, gdzie rozpoczęła się ludzka przygoda ze szczęściem, miłością, obdarowaniem i świętością. A chyba oczywistym jest, że miejscem owym zawsze pozostaje świątynia oraz to, co w niej się dokonuje: obdarowywanie człowieka Chrystusowym pokojem: w modlitwie, w sakramentach świętych, w Bożym Słowie.
Nie jeden rozbitek ocalił swe życie właśnie wskutek tego, że dostał się pod spód wywróconej łodzi, bo w ten sposób miał zapewnioną dostateczną ilość powietrza!
Odsłon: 799 Komentarzy: 1
Friday,05 March 2010,23:58
Kategoria: Wiadomości Friday, 05 March 2010, 23:58
30 kwietnia `40 roku oddział Hubala został zaskoczony przez nazistów (prawdopodobnie wskutek zdrady) , gdzieś w okolicach Studziannej. Jego ciało zostało zmasakrowane i wystawione na widok publiczny, a potem Niemcy wywieźli je gdzieś w nieznane. To zasadnicza strategia wobec bohaterów, wielkich postaci – pomników: patriotyzmu, waleczności, wiary. Ukryć ich ciała, by przypadkiem nie zostali uznani za herosów, zdolnych swą charyzmą ponieść niczym na skrzydłach powiew wolności. Wróg odwieczny – szatan tak działa: przykryć w każdy możliwy sposób dobro, piękno, prawdę. By osłabić, by pogrążyć i unicestwić tych, którzy nie jemu, lecz Najświętszemu ze Świętych chcą służyć.
Ani Hitlerowcom ani Bolszewii nie udało się do końca przeprowadzić swego dzieła, ponieważ nie byli w stanie pochować, poukrywać w tajemnych miejscach wszystkich przywódców zbrojnej opozycji polskiej. A ta zaś, wychowana na wierze w Trójjedynego Boga, oddana w macierzyńską pieczę Maryi w Testamencie Chrystusowym, danym z Krzyża – nie zapomniała o słowach Mistrza z Nazaretu: Niebo i ziemia przeminą, ale nauka moja nie przeminie. Hubal, Pilecki, Grot-Rowecki, Kalenkiewicz, Fieldorf – wszyscy oni oraz wielu innych przetrwali w pamięci Polaków jako ci, którzy poczynili konkretne kroki, by Polska była silna i suwerenna.
Historia najnowsza skazuje ludzi na dychotomię dziejowo-kulturową. Bo albo się rozmaitych Piłatów i ich pakty z Kajfaszami stawia na piedestałach, usprawiedliwiając ich ewidentne skazy moralne – lub też – dyskredytuje się współczesnych Janów oraz Niewiasty, zwracając się do nich wprost bądź niewerbalnie: jesteście tylko dodatkiem do świata i jako tacy macie się w tym świecie realizować.
W Uroczystość Matki Bożej Królowej Polski liturgia Bożego Słowa uświadamia nam nad wyraz dokładnie, że moc w słabości się doskonali. To kobiety oraz młodzieniec, którzy w kulturze Izraela mieli niewielkie znaczenie zostali powiernikami Kościoła. Tego Kościoła, który jest niewyobrażalnie wielki, ponieważ oparty na fundacji Bożej, będącej gwarancją siły i żywotności w takim wydaniu, w jakim przewiduje to Bóg. Mimo rozmaitych kolei losu, zawirowań historycznych – Eklezja nieprzerwanie od 2 tysięcy lat głosi Chrystusa Zmartwychwstałego. Chrystusa, który swym Królowaniem otacza każdego, kto z ufnością ucieka się do Krzyża, każdego, kto bije się we własną pierś, wyznając jednocześnie: Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej, w ogromie swej łaski zgładź nieprawość moją.
(…) Oto synowie są darem Pańskim, *
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika, *
tak synowie zrodzeni w młodości.
Szczęśliwy człowiek, *
który nimi napełnił swój kołczan.
Nie zawstydzi się, gdy będzie się spierał *
ze swymi nieprzyjaciółmi w sądzie.
Psalm 127
Odsłon: 315 Komentarzy: 0
Tuesday,05 January 2010,20:37
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 05 January 2010, 20:37
Wiele kontrowersji wzbudziła poniedziałkowa emisja filmu Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010”. Media przede wszystkim drukowane podjęły kampanię krytyki będącej na krawędzi amoku. Wiele zarzutów wysuwano w krytycznych zdaniach przeciw Pospieszalskiemu, że stronniczy, że dzieli Polaków, że jest nierzetelny, że subiektywny, że nie zna się na publicystyce, etc. Z pewnością nie były to słowa, które wpisywałyby się w prerogatywy, jakie dziś Chrystus przekazuje nam w Ewangelii: >>Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali<<
Czemu była taka reakcja na film? Ten, kto go oglądał z pewnością w mig wychwycił, iż ci którzy się wypowiadali w nim byli pełni ludzkich obaw przed tym, jakie życie czeka nas po 10 kwietnia bieżącego roku. Pojawiło się całe mnóstwo głosów nieufności wobec otaczającej nas rzeki informacji oraz wobec tych, którzy je nam serwują. Ludzie przekonali się, że to co obecnie przeżywają jest zupełne sprzeczne z tym co odczuwali wcześniej. Powiem więcej – ludzie wreszcie poznali swe lenistwo, które powodowało nimi przez ten cały czas do momentu tragedii. Trzeba było grozy, płaczu, bólu i żalu by wreszcie przejrzeć na oczy.
Dziś, kiedy wsłuchujemy się w naukę Pana Jezusa, zechciejmy uświadomić sobie, iż być chrześcijaninem, to ciągle być poddanym dynamizmowi. Szukać Chrystusa wszędzie tam, gdzie się znajdujemy i w tym, co robimy, czy w czym uczestniczymy. Powodowani miłością do Boga podejmujemy wysiłek zdążania ku Niemu. I nie da się inaczej Go znaleźć, zdobyć – jak tylko poprzez życie w świecie, między bliźnimi ale właśnie w klimacie miłości bliźniego. A klimat ów, to tak mówienie jak i słuchanie; to bycie z człowiekiem i dla człowieka – zawsze w atmosferze służby, a nie w byciu powodowanym łatwym wzbogaceniem się, czy co nie daj Bóg – zmanipulowaniem drugiego, by się nam nim „wyślizgać” na tak zwane „salony”. Nauka bowiem Chrystusowa jest precyzyjna: to królowie i panowie tej ziemi chcą panować nad narodami. Wy zaś nie tak żyć będziecie…
Odsłon: 1692 Komentarzy: 26
