
Friday,01 October 2010,14:40
Kategoria: Religia Friday, 01 October 2010, 14:40
Drobna ciekawostka – wpisując w angielskim Google "Christianity is" wyszukiwarka ma wbudowany skrypt, który dodaje najczęściej wpisywane czy sugerowane frazy. I co tam znajdziemy? Jak sądzicie?
- christianity is bullshit
- christianity is not a religion
- christianity is a lie
- christianity is wrong
- christianity is fake
- christianity is dying
Te i inne hasła pojawią się po wpisaniu po angielsku hasła "chrześcijaństwo jest". Pośród w/w wyświetliło mi się jedno pozytywne a raczej neutralne hasło: "christianity is a cult". Nasuwa się pytanie – czemu?
Odsłon: 1064 Komentarzy: 11
Wednesday,16 September 2009,16:06
Kategoria: Rodzina Wednesday, 16 September 2009, 16:06
Korzystając z tego, że w pracy popsuł się komputer wydostałem się z biura i pośmigałem rowerem po lasach oraz mało uczęszczanych warszawskich ulicach. To szwędanie się miało sens, bo pojechałem na uczelnię odebrać dyplom. Wracając nie wiedziałem czy będą mnie chcieli w pracy czy też nie, dlatego po szybkich zakupach przystanąłem przy placu dla deskorolkarzy. Tam zatopiłem się w lekturze. Siedziałbym pewnie taki zaczytany, gdyby nie mała Kasia, która przyszła z opiekunką na plac. Kejt, dwuletnia blondyneczka, flirciara na potęgę zobaczywszy faceta w zasięgu wzroku postanowiła porzucać piłką tenisową, najlepiej w jego stronę. I najlepiej w taki sposób, by nie domyślił się, że to do niego rzuca. ;)
W małym rozumku Kejt pojawił się pomysł. Zaciągnęła mamę/opiekunkę na podest z gładkim zdjazdem na desce, podeszła do krawędzi i niczym ze zjeżdżalni spuściła piłkę tenisową pod moje nogi. Podałem uśmiechnięty. Kasia stwierdziła, że znalazła towarzysza zabawy. Jeszcze przez dobre 20 min. wchodziła wielokrotnie na podest, za każdym razem zrzucając piłkę w moją stronę. Co by nie popaść w rutynę szukaliśmy urozmaicenia, ona rzucała piłkę w różne miejsca, a ja w różny sposób jej podawałem jaskrawożółtą kulkę. Mieliśmy dużo radochy z tej zabawy. Któregoś razu nawet podeszła blisko i wzięła mi piłkę z ręki, potem jednak uciekła czym prędzej zawstydzona.
Zamieniłem dwa słowa z kobietą, która się Kasią opiekowała. Kejt pomachała na pożegnanie i obie poszły.
"Dziecko to taki sympatyczny początek człowieka" powiedział Don Herold. Podpisuje się obiema rękami pod słowami tego amerykańskiego komika i pisarza. Jak bardzo sympatyczny – mogłem sobie dziś to przypomnieć.
Odsłon: 408 Komentarzy: 4
Thursday,13 August 2009,10:42
Kategoria: Religia Thursday, 13 August 2009, 10:42
Jak rozmawiam z różnymi ludźmi i pytam o to kiedy lepiej im funkcjonować, mówią najczęściej – poranek jest od spania, zdecydowanie lepiej mi się funkcjonuje w nocy. Może się niektórym narażę, ale wydaje mi się, że noc jest od spania, a dzień od pracy. Nawet w wakacje.
Wczorajsze Nieszpory przypomniały o tym, że "daremne to dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko" (Ps 127, 2). Tak jak bez sensu dla pierwszego lepszego człowieka jest wstawanie przed świtem, gdy jeszcze ciemno, tak źle jest jak człowiek kładzie się późno po zmroku (już czuję oburzenie, jakie mogą te słowa wywołać). Szczególnie w tym miejscu Biblia zwraca się do tych, którzy pracują. Pan Bóg tak sobie to wszystko wymyślił, że raz słońce jest w zenicie i świeci dla nas, a innym razem świeci dla innych, a przed nami jest zakryte. Nie dzieje się to dla urozmaicenia.
Noc jest kiepską porą do funkcjonowania z kilku powodów:
- w nocy jesteśmy u kresu naszych sił i łatwiej nam poddać się pokusom, które do nas przychodzą. Lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć. A najłatwiej pożreć wtedy, gdy człowiek ma uśpioną czujność. Złodziej częściej będzie włamywał się gdzieś pod osłoną nocy, by jego uczynki nie wyszły na światło dzienne.
- noc dał nam Pan Bóg, byśmy mogli odpoczywać … i śnić: "tyleż daje On i we śnie tym, których miłuje" (tenże sam psalm i werset). Czasami potrafi mówić przez sny, pod warunkiem, że jesteśmy w odpowiedniej dyspozycji, by Go słuchać. I pod warunkiem, że śpimy.
Jasne, że jest wiele zawodów (np. piekarz) które wymagają pracy w nocnym trybie. Jest to jednak wyjątek od reguły służący temu, by w dzień mogła funkcjonować znaczna większość społeczeństwa. Jeśli ktoś mówi, że lepiej mu się myśli w nocy, to może warto spróbować zrobić eksperyment tzn. przez tydzień albo dwa codziennie kłaść się niedługo po zachodzie słońca i wstawać wcześnie rano po wschodzie. Gdy organizm się przyzwyczai – wtedy można ocenić czy faktycznie lepiej pracuje się w dzień, czy też w nocy.
Dla jasności – autor tekstu wcale nie kładzie się wcześniej. Ale pracuje nad tym :)
Odsłon: 932 Komentarzy: 20
Friday,07 August 2009,13:50
Kategoria: Religia Friday, 07 August 2009, 13:50
Chyba jednym z najbardziej ostudzających zapał stwierdzeń są 3 słowa: "Jeszcze nie teraz". Czekamy ciągle na lepszy czas, a gdy lepszy czas nadchodzi udajemy, że go nie zauważyliśmy.
Mnożymy wymówki: Tylko gdy skończę studia zajmę się tym i owym. W wakacje napiszę pracę magisterską, bo podczas studiów nie mam na to czasu. Byle do weekendu, wtedy będę mógł się zająć tym, na co nie znajduję chwili w tygodniu. Co pobożniejsi ludzie czekają na wakacje, by "ładować akumulatory" (jakby każdy dzień roku nie był dobry na prowadzenie życia duchowego), bo nie ma warunków do tego w czasie roku.
Tymczasem w modlitwie Pańskiej mówimy "Przyjdź Królestwo Twoje". Tu i teraz. Czym prędzej. Boże – nie zwlekaj.
Wymówki. — Na pewno nigdy ci ich nie zabraknie, aby nie spełnić swoich obowiązków. Jakże wiele bywa bezrozumnych rozumowań! Nie warto ich brać pod uwagę. — Odrzuć je i czyń swoją powinność. (Droga 21) Św. Josemaria Escriva wiedział co pisze.
Gdy nam naprawdę na czymś zależy, wtedy zabieramy się za to od razu. Jeśli kogoś kochamy to szukamy sposobności, by spotkać się z nim. Jak najszybciej!
Nie czekajmy z obowiązkami, aż sąsiad przestanie hałasować za ścianą, bo prawdopodobnie nigdy nie nastaną warunki, w których będziemy mogli pracować bez przeszkód. Za dużo spraw odkładamy na „jutro”, które w rzeczywistości nigdy nie następuje. Jakaś wielka mądrość płynęła z okrzyku "hodie" – teraz. Nie ma to nic wspólnego z byciem raptusem, który podejmuje działanie przed jego przemyśleniem. Raczej dotyczy to korzystania z tego czasu, który jest nam dany we właściwy sposób. I pomimo przeszkód.
Jak zastanawiam się nad przeszkodami na modlitwie z którymi ludzie się borykają, to przypominam sobie Golgotę. Jezus wisi na krzyżu, ręce i nogi przebite. Rany na plecach bolą niemiłosiernie. Korona cierniowa wbija się w czaszkę. A co On robi mimo tych przeszkód? Modli się! I to najtrudniejszą modlitwą – za prześladowców.
Głupio przy Kimś takim tłumaczyć się zmęczeniem czy brakiem czasu i odkładaniem modlitwy czy obowiązków dnia codziennego. Nieprawdaż?
Odsłon: 370 Komentarzy: 1
Tuesday,07 July 2009,18:39
Kategoria: Ogólne Tuesday, 07 July 2009, 18:39
Opatrzność Boża ściągnęła mnie do Krakowa. Będę tu jeszcze kilka dni. Sądzę, że będą to dni pełne zdziwienia. Opuszczając Stolicę Polski wiedziałem co mnie czeka. Ale dopiero teraz zrozumiałem to zjawisko.
Chodzi o coś bardzo prozaicznego, czym jest ustępowanie miejsca w komunikacji miejskiej. Nie wiem jak młodzi mieszkańcy Krakowa to robią. Czasami się zastanawiam, czy nie jest to uwarunkowane genetycznie. Zjawisko wygląda następująco: w momencie gdy tramwaj czy autobus staje i otwierają się drzwi, nagle zrywa się jakiś młody człowiek i zwalnia miejsce starszym. Bez względu na to, czy ktoś wchodzi drzwiami niedaleko niego czy w połowie wagonu. I co ważne – nastolatek robi to z niesamowitym wdziękiem. Sam odruch jest tak automatyczny, że aż dziwi.
W Warszawie też takie niespotykane sytuacje mają miejsce, ale znacznie rzadziej. Raczej widzi się inne reakcje: uciekanie wzrokiem w podłogę, za okno czy zakładanie słuchawek. Albo udawanie schorowanego (niech się nie czują dotknięci prawdziwie schorowani – siedzenie w waszym przypadku jest uprawnione). W ostateczności ktoś zwalnia miejsce, często robi to w taki ociężały sposób, jakby działa się jawna niesprawiedliwość, że on będzie stał, a ktoś starszy – często bardziej schorowany siedział.
Napisałem na początku, że domyślam się gdzie trzeba szukać różnic. Wydaje mi się, że oprócz innego sposobu wychowania istotną rolę odgrywa tu postawa ludzi starszych. W Krakowie właśnie spotkałem niezliczoną ilość staruszków, którzy nie tylko dziękowali za miejsce siedzące (albo odmawiali równie życzliwie) ale też zaczynali rozmowę. Nie przypominało to monologu jednego zainteresowanego rozmową człowieka. Żeby podać przykład trzeba przywołać wczorajszą sytuację. Usiadłem w miejscu, gdzie ktoś zostawił zapiekankę – widać mu nie zasmakowała. Zapomniałem zupełnie o niej zwalniając miejsce. Starszy człowiek, który skorzystał z wolnego siedzenia zdziwił się widząc jedzenie. – Tu jakaś zapiekanka jest – zauważył bez żadnego oburzenia, raczej zaskoczony znaleziskiem.- To nie moje, ja miałem tylko picie – odpowiedziałem życzliwie.Chwila rozmowy, a jak bardzo cieszy.
Wracam na Krakowskie ulice. Do ludzi, którzy wzbudzają podziw. Ludzi, którzy są na tyle życzliwi, że jestem w stanie podejrzewać, że w sercu mają Boga.
Odsłon: 387 Komentarzy: 4
Tuesday,16 June 2009,10:10
Kategoria: Kultura Tuesday, 16 June 2009, 10:10
Do niedawna funkcjonowała zasada, polegająca na pokazywaniu w TV, gazetach tylko pięknych, młodych, ładnych ludzi. Ten, który był otyły, brzydszy, starszy – nie pasował do koncepcji szklanego ekranu i kolorowych czasopism. Wszystko podyktowane było zasadami rynku. Im bardziej atrakcyjnych ludzi przedstawiamy – tym lepiej dla nas. Im bardziej odchodzimy od tej zasady – tym gorzej, bo nie wiadomo, czy taki wizerunek się sprzeda.
Ostatnio medialny kanon piękna, wydaje się, że ulega zmianie. Wybory w 2006 na prezydenta miasta Białystok i wystąpienie Krzysztofa Kononowicza stało się tematem nr 1 dla internautów i dziennikarzy mediów tzw. tradycyjnych. Jeszcze wtedy pokazywano tego człowieka, bądź co bądź zupełnie niepasującego do medialnego kanonu, z przymróżeniem oka. Poza anteną podśmiewano się z niego.
Obecnie prócz medialnych gwiazd takich jak Doda czy ostatnio lansowana Madonna, pojawiła się Susan Boyle. O ile z Krzysztofa Kononowicza wszyscy się śmiali, tak w przypadku Susan nikt się nie śmieje. A to wszystko z powodu jej głosu (http://www.youtube.com/watch?v=9lp0IWv8QZY). Nasuwa mi się pewna refleksja w związku z tym. Czy zmienia się medialny kanon piękna? Czy wkrótce prócz młodych, pięknych ludzi zobaczymy w kolorowej prasie także starszych i gorzej wyglądających? Jeśli nawet dostrzeżemy odchylenie w tą stronę, to i tak do głosu będą dopuszczeni Ci, którzy mają jakieś nadzwyczajne umiejętności. Pozostali są od zawsze skazani na medialną "banicję". Niestety…
Odsłon: 666 Komentarzy: 7
Sunday,06 September 2009,11:32
Kategoria: Ogólne Sunday, 06 September 2009, 11:32
Im bliżej do wakacji, tym częściej wspominam Grześka. Grzesiek to chłopak nieco młodszy, z którym byłem na rekolekcjach. Miałem okazję mieć go w grupie i przez to nieco lepiej się poznaliśmy. Inteligentny, mający konkretne spojrzenie na różne sprawy, konsekwentny, a zarazem skromny i stonowany. Taki dobry dzieciak.
Ostatni raz widziałęm się z Grześkiem na Dworcu Centralnym. Szczupły, niski chłopak, pożegnał się z mamą i ludźmi, którzy przyszli na peron. Nadjechał pociąg relacji Warszawa-Gdynia. Śmieliśmy się, że wyrusza się tak naprawdę poopalać i zaraz wraca, a powiedział nam o zakonie tylko dlatego, bo nie chciał sam iść na dworzec. W końcu wsiadł. Zostawił bagaże na siedzeniach, otworzył z trudem okno i jeszcze z nami rozmawiał kilka minut. A potem pociąg ruszył i zabrał go – dosłownie i w przenośni. Ilekroć myślę o tym, że Pan Bóg powołuje do życia blisko siebie, mam przed oczami odjeżdżających pociąg i Grześka niesionego wraz z nim. On tylko wsiadł. A pociąg go poniósł. My też odkrywając Boży plan wobec nas "tylko wsiadamy". A Bóg już sam porusza tłokami.
Odsłon: 473 Komentarzy: 4
Monday,06 July 2009,23:47
Kategoria: Akcja Monday, 06 July 2009, 23:47
Dzień Dziękczynienia. Już drugi raz na Polach Wilanowskich. Abp Nycz ciągle przypomina o tym, że mamy za co dziękować. Powinniśmy być Bogu wdzięczni. Jego wołanie o dziękczynienie jest słuszne. No i ma też pewnie wpływ na szybkie rozpoczynanie kolejnych etapów budowy Świątyni Opatrzności.
Podczas Mszy św. na placu zwróciłem uwagę na jedną szczegóną sytuację. Księża i harcerze zbierali tacę. "Taca" w rzeczywistości była wielką reklamówką z którą chodzili zbieracze dziękując za wrzucane do środka banknoty i monety. Jeden z księży podróżował w naszej okolicy do momentu aż zaczął się obrzęd Komunii Świętej. Powiedział wtedy ludziom, którzy chcieli złożyć ofiarę, że już nie zbiera. Ktoś jeszcze wrzucił, a on nieco speszony powiedział, żeby teraz zrobić miejsce dla kogoś ważniejszego. To mówiąc sprawił, że jeszcze więcej ludzi chciało złożyć ofiarę. Skoro ludzie zorientowali się, że pobożny ksiądz, to tym bardziej chcieli złożyć ofiarę. Osiągnięto efekt przeciwnego do zamierzonego.
Ksiądz powiedział jakby "już starczy, dziękuję" a ludzie nie zważając na wszystko chcieli podziękować w konkretny, namacalny sposób. Tam, gdzie jest prawdziwa pobożność, tam nie ma co się przejmować o pieniądze. Wierzę że z pomocą Bożej Opatrzności uda się szybko dokończyć świątynię. Oby w niedalekiej przyszłości Dni Dziękczynienia były obchodzone nie tylko na placu ale też w pięknej świątyni, wspólnymi siłami zbudowanej.
Odsłon: 566 Komentarzy: 2
Saturday,06 June 2009,22:57
Kategoria: Akcja Saturday, 06 June 2009, 22:57
Niedawno wróciłem z pielgrzymki z okazji 30 rocznicy pobytu Jana Pawła II w Polsce. Choć okrągła rocznica już minęła, bo 2 czerwca 1979 Ojciec Święty był na pl. Zwycięstwa, to mimo wszystko przeżywaliśmy to wydarzenie sprzed 30 lat jako odbywające się właśnie dzisiaj. Był krzyż na placu. Była duża czerwona stuła. Byli biskupi. Był zgromadzony tłum. I jak wierzymy, był obecny też Jan Paweł II, który z domu Ojca spoglądał na nas i błogosławił nam. My zaś modliliśmy się o Jego beatyfikację i wspominaliśmy słowa pełne Ducha.
Kiedyś nie lubiłem "spędów". Unikałem pielgrzymek, Lednicy, Dni Wspólnoty. Podsumować moją niechęć można było w kilku słowach: ciasno, parno i ogólnie jakoś tak ciężko się modlić. Niedawno dopiero, bo co to jest przecież 2 lata wobec wieczności, zrozumiałem że potrzebne są i pielgrzymki, i Lednice, i Wołczyny, i Golgoty Młodych. Wspólnota Kościoła ma to do siebie, że składa się z ludzi, zarówno tych którzy żyją obecnia, jak i tych, którzy żyli i osiągnęli już Królestwo Niebieskie oraz tych, którzy dostępują oczyszczenia, by móc wejść do chwały Nieba. Koncentrując się na spotkaniach pierwszej z grup trzeba przyznać, że niekiedy te spotkania są mniejsze, a innym razem większe. I zarówno jedne, jak i drugie są bardzo potrzebne. Pierwsze najogólniej mówiąc by budować wspólnotę lokalną. Drugie potrzebujemy, gdyż mamy tendencję do zamykania się w swojej prywatnej, kapliczkowej pobożności, a trzeba nam szerszego spojrzenia na Kościół, wspólnotę różnych ludzi, którzy różnymi drogami dążą do Pana Boga i do których Pan Bóg dąży na różne sposoby. Uczymy się wtedy wzajemnego szacunku i cierpliwości wobec naszych braci znosząc siebie nawzjem w miłości (Ef 4,2) i rzecz jasna odwrotnie.
Dlaczego dzisiejszy dzień był dniem spędzonym pod znakiem Pielgrzymki, a nie Lednicy? Po powrocie z pola już wiem – wcześniej nie wiedziałem. Przede wszystkim dlatego, że Lednica zrzesza w niedzielę po Zasłaniu Ducha Świętego młodych ludzi. Tylko młodych. Co prawda organizowana jest Lednica Seniora ale zasadniczo jest ona osobna wobec tej młodzieżowej. Zaś Pielgrzymka nie dość że różnorodna we wspólnoty, ruchy, stowarzyszenia, to jeszcze chyba każda grupa wiekowa się na pl. Piłsudskiego odnalazła. Byli młodzi, był Domowy Kościół i starsi także. To dopiero Kościół!
Formacja czy akcja – stawiają niektórzy na ostrzu noża dwie rzeczywistości. Myślę że tutaj nie ma co przeciwstawiać jednego drugiemu. Kościół wykorzystuje zasadę "et"-"et" także tutaj. Istotna jest i formacja i akcja. Jedna i druga postawa kryje za sobą skarb, który trzeba na nowo odkrywać budując się świadectwem innych, a zarazem pielęgnować.
Niech zstąpi Duch Twój, i odnowi obliczę ziemi. Tej ziemi. I nie tylko ziemi, ale i serca. Niech odnowi te serca, które skamieniały, a w zamian da serca z ciała. Niech zstąpi!
Odsłon: 378 Komentarzy: 0
Monday,06 April 2009,09:53
Kategoria: Ogólne Monday, 06 April 2009, 09:53
Bez imienia jesteśmy nikim. Nikt nas nie może zawołać na ulicy, nie można nas cytować w prasie. Dlatego każdy potomek Adama i Ewy, podobnie jak nasi rajscy rodzice, nadaje imiona – nazywa swój świat, nazywa nowe życie, które się rodzi.
Raz nadanego imienia nie da się zmienić. Gatunek, który otrzymał imię nie stanie się nagle innym gatunkiem tylko dlatego, że w podręcznikach od biologii i na studiach weterynaryjnych dokonamy znaczącej zmiany. A nawet jeśli zmienimy nazwę, to ten gatunek będzie tym samym gatunkiem, tylko inaczej nazywającym się.
Przyglądam się wspólczesnym zmianom nazwy. Homoseksualizm w latach 70-tych nazywany był chorobą. Nasi rodzice albo dziadkowie nie mieli wątpliwości co do tego, że homoseksualista to człowiek chory i jeśli nie chce podjąć leczenia, to przynajmniej nie powinien się ze swoją chorobą obnosić. Teraz zdania są podzielone. Co prawda nie doszło tu do bezpośredniej zmiany nazwy, ale w pewnym zbiorze nazw, w naszym przypadku z listy chorób Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego usunięto chorobę uznając za pomocą referendum, że chorobą nie jest.
Ewidentne zmiany nazwy widać na przykładzie aborcji i eutanazji. Aby walczyć o prawa do decydowaniu o życiu lub śmierci grupy ludzi, która sama często nie może się na ten temat wypowiedzieć, posłużono się zmianą nazwy.
Dziecko w łonie matki, które było przez tyle wieków uważane za człowieka, któremu nadawano imię, kupowano zawczasu wózek, ubranka, obecnie przestano nazywać człowiekiem. Jego nowym imieniem stał się "płód", na drugie "zarodek". Zwolennicy aborcji z pewnością zaznaczyliby w ankiecie opcję "człowieka zabijać nie można". Co do tego zgadza się prawie całe nasze społeczeństwo, z małymi wyjątkami. Gdy się jednak człowieka zacznie nazywać w inny sposób, wtedy w naszej świadomości przestajemy uznawać go za człowieka i rościmy sobie prawa do rozporządzania nim, tym bardziej, że nigdy nie spojrzy nam w oczy z wyrzutem, że chcemy je uśmiercić.
Z eutanazją jest podobnie. W tym wypadku człowiek nazywany jest "warzywem" od ang. vegetable. Człowieka zabijać nie można – to wiadomo – ale warzywo? Wegetujące "coś"? Zmieniając nazwę widzimy już furtkę przyzwalającą na zabijanie ludzi u schyłku swoich lat, podłączonych do aparatury, ludzi w śpiączce. Nie mogą oni uczestniczyć w referendum i wykrzyczeć wspólnym głosem "chcemy żyć!" więc decyduje się niejednokrotnie za nich.
Bóg nazwał człowieka Adam czyli człowiek. Człowiek kuszony przez szatana nazywa drugiego człowieka określeniami ukrywającymi jego godność. Kto będzie następny?
Pamiętaj jak się nazywasz.
Odsłon: 486 Komentarzy: 3
