Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Rok Korczaka, czyli status quo

Kategoria: Polska Wednesday, 04 January 2012, 07:54

Rok 2012 jest rokiem Janusza Korczaka. W szkołach namnożyło się konkursów i inicjatyw, które mają udostępniać młodemu pokoleniu (nauczycieli i uczniów) jego dorobek pedagogiczny.

 

Przyznam, że od czasu studiów nic korczakowskiego nie czytałem. Jego męstwo oczywiście zawsze będę podziwiał, ale generalnie nie porwała mnie pedagogika Korczaka. (Nie chcę przez to powiedzieć, że nie zawiera rzeczy godnych polecenia, ale… niech inni się nią zajmują.)

 

W tym korczakowskim zgiełku zapomina się, że obecny rok jest również rokiem Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz ks. Piotra Skargi. O ile za ks. P. Skargą wstawią się środowiska konserwatywne, to za biednym Kraszewskim już się chyba nikt nie wstawi. Nie wiem czy ktoś zorganizuje mu choćby jakiś malutki konkursik dla szkolnej dziatwy.

 

Szklany sufit

 

Zjawisko, o którym tu piszę, powinno dawać do myślenia. Pieniądze na konkursy mają różne fundacje i organizacje o politycznie poprawnej prowieniencji. Prawicowe fundacje edukacyjne: albo zazwyczaj nie mają kasy, albo po prostu… nie istnieją. Mało kto zatem upowszechnia Kraszewskiego, a także ks. Piotra Skargę, który nie jest lubiany przez środowiska lewicowe.

 

Na powyższym przykładzie widać w całej jaskrawości, że jeśli nawet uda się przez Sejm przepchnąć pojedyncze inicjatywy (ogłoszenie roku ks. Piotra Skargi jest już ewenementem), to fundacyjno-stowarzyszeniowa struktura państwa sprawia, że trafiają one głową w mur. Feministki mówią w takich przypadkach o szklanym suficie. Tutaj właśnie mamy do czynienia z rzeczywistym szklanym sufitem.

 

Zbyt dużo do odbicia

 

W sumie – czarno to widzę. Ludzie zdeterminowani i zrozpaczeni walczą, np. o historię w szkole, ale walka z pooświeceniową mentalnością w wychowaniu czy dydaktyce jest praktycznie odpuszczona. Wiele osób jest tak zbałamuconych, że nawet idee podrzucane im przez postmodernistycznych pedagogów biorą za przejaw „prawicowej pedagogiki”.

 

Dlatego, gdyby nawet przywrócono historię w szkołach, dorzucono więcej lektur o wymowie katolickiej i narodowej, a do pierwszych klas pomaszerowały siedmiolatki – niewiele to zmieni (choć z pewnością powstrzyma na jakiś czas postęp Rewolucji).

 

O wiele więcej trzeba odbić, żeby zmienić panujące status quo.

 

Pierwotnie: http://edukacja-klasyczna.pl

Odsłon: 45 Komentarzy: 0


Powrót słabeusza

Kategoria: Blogi Tuesday, 26 July 2011, 18:55

W opublikowanej w roku 1950 książce pt. The Lonely Crowd badacze D. Riesman, N. Glazer i R. Denney dowodzili, iż w amerykańskiej klasie średniej pojawił się nowy typ osobowościowy.

 

Typ ów alergicznie reagował na opinię otoczenia, co wynikało ze słabego poczucia własnej wartości.

Stwierdzono tym samym silną tendencję odchodzenia od amerykańskiego etosu, polegającego na niezależnym myśleniu i działaniu.* Nieugięty zdobywca “dzikiego Zachodu” przemieniał się powoli w zalęknionego mieszczanina.

Zjawisko opisane niemal sześćdziesiąt lat temu, jako nowość na gruncie amerykańskim, dzisiaj - przynajmniej w świecie zachodnim - stanowi normę. Większość ubiera się jak nakazują trendy związane z modą, a także słucha, ogląda, czyta, myśli - zgodnie z narzuconymi przez media standardami. Niektórzy nawet uczą się jeździć na nartach dlatego, że ... właśnie tak wypada.

Zniewolenie przez wolność

Wewnętrzne zniewolenie dotyka wszystkie grupy wiekowe, ale ciekawe podłoże ma w przypadku młodzieży. Młodzi paradoksalnie dążą do wolności i pod jej hasłami buntują się przeciw “starym”. Z racji wykonywanej profesji nieraz miałem okazję obserwować tych “buntowników bez powodu”.

To co ich charakteryzowało to jałowość i powtarzalność. Większość buntowała się tak samo, powtarzała te same banały o wolności, o narzucaniu woli przez rodziców czy nauczycieli, gdy jednocześnie była chorobliwie uzależniona od opinii pryszczatego koleżki o inteligencji zapaterowskiego szympansa.

Przyczyny

Skąd to się bierze? Po pierwsze: bezpośrednio z tchórzostwa. Młodym brakuje poczucia własnej wartości, charakteru, odwagi cywilnej. Często, pomimo nawet ideowego wychowania, formowani są “miękko” i później łatwo dają się holować przez grupę, bojąc się jej opinii. A stąd już tylko krok do różnych patologii. Słowem - brak im charakteru (W tym miejscu polecam mój kurs internetowy: "Jak skutecznie pracować nad charakterem?")

Po drugie: pośrednio z pewnego złudzenia, jakim karmi rodziców i wychowawców współczesna pedagogika. Złudzenie to opiera się na założeniu, że dyscyplina i wymaganie - ogranicza wolność, rodzi zahamowania i kompleksy, a tylko “spontan” formuje demokratycznego, bezkompleksowego, nietoksycznego obywatela, potrafiącego dokonywać wolnych wyborów.

Fałsz na jakim bazuje to myślenie polega na pomijaniu prostej prawdy, że nie ma wolności bez podstawowego udysponowania (uczuć, woli itp.). Tego zaś nie da się uczynić bez zewnętrznej i wewnętrznej dyscypliny. W klasycznej pedagogice efektem takiego udysponowywania były sprawności, zwane cnotami.

Dzięki nim można było dopiero mówić o prawdziwej wolności. Bez nich bowiem człowiekiem targają tylko zmienne zachcianki, których źródłem są kapryśne emocje.

Słowem – trudno sobie wyobrazić autentyczną wolność bez wewnętrznej walki, a z tej zrezygnowały główne nurty współczesnej pedagogiki.

*Na podstawie: J. Chałasiński, Społeczeństwo i szkolnictwo Stanów Zjednoczonych, W-wa 1966

Za: EDUKACJA KLASYCZNA W XXI WIEKU

Odsłon: 148 Komentarzy: 0


Inteligencja przekupek

Kategoria: Aborcja Friday, 22 July 2011, 12:11

Wśród newsów edukacyjnych, które pojawiają się każdego dnia, dzisiaj znalazłem następujący: według zamierzeń Centralnej Komisji Egzaminacyjnej uczniowie mają w przyszłości losowo wybierać temat do prezentacji na maturze z języka polskiego.

Dotychczas przygotowywali go sami, ale nasi mędrcy oświatowi kombinują - jak widać - żeby to zmienić.

Dlaczego? Oto przyład argumentacji:

Prof. Krzysztof Konarzewski, były szef CKE: – To byłby koniec uczniowskiej bierności i nauczycielskich wykładów. Uczeń musiałby się nauczyć, jak zainteresować słuchacza tym, co ma do powiedzenia, jak sformułować tezę, wejść w polemikę z jej przeciwnikami i w końcu udowodnić, że jego jest na wierzchu – mówi profesor.

Za: R. Czeladko, Matura na nowo: losowane pytania, "Rzeczpospolita"

Od lat nieustannym dążeniem władz oświatowych jest pragnienie "zaktywizowanie ucznia", co w tej pedagogicznej nowomowie oznacza budowania szkoły na modernistycznych fundamentach (coś w rodzaju J. Dewey i spółka po latach).

Co ciekawe, dotychczasowa forma egzaminu dojrzałości również miała służyć aktywizacji, ale widocznie nie służy temu zbyt dobrze. Szkołę wciąż trzeba modernizować, aby stała się jeszcze bardziej modernistyczna.

Przyjrzyjmy się bliżej wypowiedzi Pana Profesora, któremu nie podobają się "nauczycielskie wykłady". Żeby uczeń mógł bronić tezy i podjąć polemikę musi wcześniej coś wiedzieć, a do tego potrzebne jest jednak, by od czasu do czasu posłuchał nauczyciela. Dopiero mając podstawowe wiadomości zbuduje tezy do swoich polemik.

"Nowoczesna" dydaktyka zaś opiera się na założeniu, że dzieci najpierw trzeba nauczyć "krytycznego myślenia". To błąd. Bez wiedzy, daje to tylko efekt w postaci bezmyślnego pyskowania. Dlatego trzeba tutaj trochę inaczej rozłożyć akcenty.

W ten sposób bowiem kształtuje się inteligencję przekupek. Taki typek później nie ma za grosz wiedzy (chyba, że zasłyszaną w telewizji), ale za to niech ktoś spróbuj go przegadać (czytaj: przekrzyczeć)!

Za: Edukacja Klasyczna (śledź kanał RSS)

!

Odsłon: 164 Komentarzy: 2


Psucie dzieci - rzecz o rodzicielskim heroizmie

Kategoria: Blogi Wednesday, 20 July 2011, 06:57

W opinii wielu rodziców szkoła, a właściwie funkcjonujące w niej grupy rówieśnicze, psują młodych. W domu są potulnymi, grzecznymi synami i córkami – mówią rodzice – a gdy zaczynają chodzić do szkoły coś się w nich zmienia.

Wiele jest w tym racji. Trudno obronić tezę, że współczesna szkoła nie ma negatywnego wpływu na zachowania młodzieży. Wpływ ma, ale pytanie brzmi: czy decydujący i determinujący?

Istnieje bowiem druga strona medalu, którą już przed wiekami w prostym zdaniu opisał rzymski retor i wychowawca Kwintylian:

„rozpuszczone i zepsute (dzieci – dop. D.Z.), błędów tych nieszczęsnych nie nabywają w szkole, lecz je do szkół zanoszą!”

 

Winne wychowanie domowe

Jest to bardzo przytomna uwaga: dzieci są rozpuszczane i psute głównie w domu, a nie w szkole! Tam, w grupie rówieśniczej, tylko ujawnia się wcześniej zaszczepiona wada!

Zrzucenie winy na zewnętrzną instytucję, “okres buntu”, “hormony”, “towarzystwo”, w wielu przypadkach służy tylko samousprawiedliwianiu rodziców.

Zadajmy sobie bowiem proste pytanie: dlaczego nie każde dziecko ulega wpływom grupy rówieśniczej?

Znam uczniów, którzy skutecznie opierają się negatywnemu wpływowi kolegów. Choć często odrzuceni przez nich, trwają jednak przy swoich poglądach – mają po prostu charakter!

Dlatego tłumaczenie rodziców, że on czy ona w domu jest inna, tylko wśród kolegów (koleżanek) “głupieje”, tak naprawdę jest słabym argumentem obronnym. Jakaś część winy leży po stronie domu.

Technika “jak leci”

Zdaję sobie sprawę, że życie jest bardziej skomplikowane i nieraz, choćby rodzice zrobili wszystko co w ich mocy, to dziecko i tak zachowa się nieracjonalnie, czyli niezgodnie z otrzymanym wychowaniem.

Ale mimo wszystko są to przypadki sporadyczne. Zazwyczaj błąd jest w wychowaniu. Na czym on polega? Otóż, rodzice wciąż wychowują dzieci techniką:“jak leci”. Po prostu żyją, dając przykład lub antyprzykład swoim zachowaniem.

Wygląda to dokładnie tak, jak przed wiekami: dzieci kręcą się wśród rodziców “przy gospodarstwie domowym”, powoli dorastając i ucząc się wszystkiego głównie przez naśladownictwo.

Różnica polega na tym, że dawniej w tę rodzinną idyllę nie ingerowali obcy: nie było komputera, telewizji, nawet książki były starannie dobrane. Wystarczyło, że rodzice tylko dobrze żyli, a dziecko w sposób naturalny przejmowało ich cnoty.

Złodzieje dzieci

Współcześnie rodzice mogą być prawymi ludźmi, a i tak ktoś podkrada im dzieci. Bezczelnie wygląda z telewizora czy komputera, indoktrynując i psując. Gdy nie zapanujemy nad “obcymi”, którzy chcą wychowywać nasze dzieci w naszym domu, to szybko zobaczymy negatywne skutki.

(Siłę rodzicielskiego wychowania osłabia też praca poza domem i konieczność posyłania dzieci do przedszkola, gdzie bardzo wcześnie spotykają się z obcymi wzorcami zachowań.)

Postawa rodziców wymaga zatem specyficznego heroizmu i mobilizacji. Już nie mogą, jak przez wieki, zwyczajnie żyć sobie z towarzyszącymi im dziećmi, zajmując się swoimi pracami, ale muszą się od tych prac odrywać, walcząc z intruzami.

To odrywanie wymaga nieraz, jak wspomniałem, heroizmu. Bo naprawdę trudno jest koncentrować się na pracy nad utrzymaniem rodziny i równocześnie zajmować się wychowaniem najmłodszych.

Gdy rodzice temu zadaniu nie podołają – zaczynają się problemy.
I tak koło się zamyka.

PS. Edukacja Klasyczna na bieżąco przez kanał RSS bloga lub  Newsletter.

Odsłon: 509 Komentarzy: 1


Tyrania pani Fidget, czyli 5 rad, by rodzinka nie odetchnęła z ulgą po naszej śmierci

Kategoria: Aborcja Thursday, 14 July 2011, 07:34

Pani Fidget „żyła wyłącznie dla swojej rodziny”. Sąsiedzi podziwiali ją i mówili o niej, że jest wzorową żoną i matką. O każdej porze dnia w domu był gorący posiłek. Nawet, gdy ktoś sobie tego nie życzył, ona wiedziała lepiej – pisze C.S.Lewis.

 

Wykonywała ręczne robótki krawieckie i zmuszała wszystkich do chodzenia w jej wyrobach.

 

Chorowita córka dostawała od mamy wymyśle mikstury, kaszki, kleiki itp., podawane wprost do łóżka. Nawet lekarz nie był dopuszczany do córki, bo matka wiedziała lepiej, jak ją leczyć.

 

Słowem - taktyka Pani Fidget polegała na tym, że ona troszczyła się o domowników (także dorosłych) i „urabiała sobie ręce po łokcie dla nich”.

 

A że dzieci i mąż byli przyzwoitymi ludźmi, pomagali jej w tych wysiłkach. Szkoda im było zapracowanej matki i żony, która z wyrzutem patrzyła im w oczy. Jak to zgrabnie ujął C. S. Lewis: pomagali matce “robić różne rzeczy, żeby jej dopomóc w robieniu różnych rzeczy dla nich, na które oni nie mieli ochoty”.

 

Zdarzyło się, że Pani Fidget zmarła. I co się wtedy stało?

 

Dawanie musi mieć kres

 

Oddajmy głos jeszcze raz autorowi "Czterech miłości": „Aż dziwne, jak jej rodzina poweselała. Wyraz napięcia znikł z twarzy męża, zaczyna się nawet uśmiechać. Młodszy syn, którego zawsze uważałem za stworzenie zgorzkniałe i opryskliwe, wykazuje całkiem ludzkie cechy. Starszy, który tylko nocował u rodziców, teraz prawie stale jest w domu i zajął się ogrodem. Córka, o której zawsze się mówiło, że jest wątła (...) bierze teraz lekcje konnej jazdy...”

 

Wyzwoleni spod tyranii ślepej miłości poszczególni członkowie jej rodziny odetchnęli z ulgą. Nie dlatego, żeby pragnęli jej śmierci. Żałowali, że tak się stało. Ale nie da się ukryć, że coś zmieniło się w ich zachowaniu na plus.

 

Nie chodzi mi, by podważać ideał matki. Lewis pisze o Pani Fidget w kontekście wypaczenia miłości macierzyńskiej. Rodzicielskie przywiązanie do dzieci jest przejawem miłości, która odczuwa potrzebę dawania.

 

Jednak to dawanie musi mieć kres, inaczej stanie się dręczeniem. Celem tej miłości jest abdykacja, doprowadzenie do stanu, gdy już nie trzeba dawać – zauważa cytowany wyżej pisarz.

 

Gdzieś popełniamy błąd

 

Przychodzi moment, gdy jako rodzice musimy „wrzucić na luz”. Walka o dziecko trwa do końca naszych dni. Ale gdy wciąż wychowujemy dwudziestokilkuletniego “bobaska” tzn., że coś jest nie tak.

 

Prawdopodobnie we wcześniejszym okresie popełniliśmy jakieś błędy. Nie usamodzielniliśmy dziecka. Jeśli nie nauczyliśmy wcześniej dobrze żyć, to czy nauczymy teraz?

A może jest inaczej, może wychowaliśmy, ale nie możemy się oswoić z myślą, że już nie jesteśmy potrzebni. Swoją „upierdliwością” (przepraszam, nic trafniejszego nie przychodzi mi na myśl) możemy doprowadzić do sytuacji, że ze złości dorosłe dziecko porzuci nasze nauki.

Jak się uwolnić od chorobliwego przywiązania do dzieci?

 

 

1.Uświadomić sobie, że gdy dzieci kończą (plus, minus) dwadzieścia lat, to nie jesteśmy już im potrzebni do przeżycia. Jeżeli jest odwrotnie, to pewnie nie podołaliśmy wychowaniu.

 

2.Reagujmy tylko w granicznych przypadkach oraz gdy sami zwrócą się do nas po pomoc (mała uwaga: nie interpretujmy zbyt szeroko sytuacji granicznych).

 

3.Musimy znaleźć sobie nową pasję i zostawić dorosłe dzieci w spokoju.

 

4.Nasze pomaganie ograniczmy do modlitwy za nich.

 

5.Pamiętajmy – nasza miłość musi abdykować, by zwyciężyć! Gdy przyjdzie pokusa dawania na siłę powtarzajmy sobie zdanie:

 

 

„Miłość, która została bogiem, stała się demonem” (C.S. Lewis).

 

Za: EDUKACJA KLASYCZNA W XXI W.

 

PS.Cytaty pochodzą z książki: C. S. Lewis, Cztery miłości, przekł. Maria Wańkowiczowa, W-wa 1993 r.

Odsłon: 460 Komentarzy: 4


Niszcz...prokrastynację!

Kategoria: Blogi Saturday, 18 June 2011, 07:12

Prokrastynacja to chorobliwe odkładanie obowiązków na później, na jutro (łać. cras). Termin ten zrobił ostatnio karierę, zastępując... lenistwo. Teraz już nie jesteśmy leniwi, ale chorujemy na prokrastynację.

 

Prawda, że brzmi i wygląda lepiej. Użycie terminu “choroba” nie jest wcale przesadą, gdyż mówi się już o zaburzeniu psychicznym w kontekście prokrastynacji. W literaturze moralno-duchowej opisywana przypadłość znana jest jako jeden z przejawów lenistwa, które określano zazwyczaj łacińskim terminem segnities (chodziło o niechęć do trudu przed wysiłkiem).

 

Powiązana z “klasycznym” lenistwem była też acedia, która odnosiła się jednak do utraty wiary we wcześniej obrany cel (zniechęceniu do jego realizacji). Prokrastynacja jest zatem pewnym przejawem lenistwa, przejawiającym się odkładaniem obowiązków na później. Nie jest jednak rezygnacją z ich realizacji, choć może do niej prowadzić.

 

Przyczyny zwlekania

Co jest przyczyną zwlekania? Wiemy już, że główną przyczyną jest lenistwo. Ale, jeśli lenistwo jest niechęcią przed wysiłkiem, to zastanówmy się, co doprowadza do ukształtowania się takiej postawy w nas?

 

1. Miękkość charakteru

Dawniej na określenie tego stanu ducha używano łacińskiego terminu mollities, czyli chodzi o pewien rodzaj duchowej miękkości, która przyczynia się do unikania wysiłku. Zbytnie rozpieszczenie daje odpowiednią glebę do rozwijania się tej słabości. Ktoś, kto jest zaprawiony do przezwyciężania trudu, nie będzie miał problemu z pokonywaniem wysiłku.

 

2. Małoduszność a perfekcjonizm

Część osób odkłada wykonanie zadania na później, bo nie czują się gotowe do pokazania swojego dzieła światu. Uważają, że to co zrobili jest niedoskonałe, śmieszne, bezsensowne. Wydaje się im, że muszą w dany produkt włożyć więcej czasu i wysiłku. W niektórych przypadkach rzeczywiście tak jest. Horacy zalecał, aby odłożyć napisany utwór na dziesięć lat i dopiero po tym czasie (o ile zda próbę czasu) pokazać go światu.

Gdy jednak naszym celem nie jest tworzenie wiekopomnych dzieł, nie musimy przestrzegać tej zasady. Dążenie do perfekcjonizmu sprawia, że mamy świetny pretekst do odkładania i zwlekania. Warto przy tej okazji zauważyć, że przyczyną takiego postępowania nie musi być troska o dobre wykonanie danego przedsięwzięcia, ale o własne „ego”. Obawa przed ośmieszeniem sprzyja odkładaniu zakończenia pracy w nieskończoność.

 

3. Curiositas, czyli ciekawość

Problemy z wykonania zadania prowadzą do zachowań zastępczych, które dają pretekst do "crassowania". Z pomocą przychodzi „ciekawość” . W pogoni za poszukiwaniem lepszych pomysłów i rozwiązań (lub po prostu z chęci zapomnienia o obowiązkach) robimy wszystko, by zapomnieć o problemie; szukamy nieustannie czegoś w Internecie, przeglądamy gazety. Poddajemy się głupiej ciekawości, która nas niesie nie wiadomo dokąd.

 

5. Horror loci

Zapomnieniu i ucieczce od głównego zadania służy również stan ducha zwany horror loci (zgroza miejsca). Ucieczka w inne miejsca, ciągła gonitwa za czymś nowym (“ważnym!”) pomaga usprawiedliwić odwlekanie w czasie. Przykładowo, młody człowiek, który musi odrabiać lekcje, a tego nie chce, szuka pretekstu by wyjść z domu do kolegów, do sklepu lub gdziekolwiek. Godzi się na wykonanie prac zastępczych, żeby tylko nie robić tego, co do niego należy. Trwanie w domu sprawia, że narasta “groza miejsca”, które przypomina o konieczności uczenia się. Dlatego rozwiązaniem jest ucieczka.

 

6. Hedonizm

Niekiedy, żeby zapomnieć o czekających obowiązkach, nadmiernie pobudzane są zmysły, emocje, popędy, np. pojawia się alkohol (“żeby zapomnieć”). Słowem – wszystkie sposoby uwolnienia się od zadania stają się dozwolone. Hedonizm ma być substytutem tego zadowolenia, które osiągnęlibyśmy wykonując konieczną pracę.

 

7. Zniechęcenie

Końcowym efektem opisanych powyżej zachowań może być całkowite zniechęcenie i odstąpienie od wykonania głównego dzieła, czyli pojawia się typowa acedia.

 

Niszcz prokrastynację

Istnieją sprawdzone metody do walki z tendencją do zwlekania z wykonaniem obowiązków. Poniżej zwracam uwagę na te najważniejsze.

 

1. Hartowanie ducha

Jeśli przyczyną odwlekania jest lęk przed trudem, trzeba oswajać się z nim, hartować ciało, przyzwyczajać do wysiłku, unikać nadmiernej wygody, sposobić od najmłodszych lat do obowiązków i trudu. Jeśli będziemy przyzwyczajeni do “braku komfortu”, wtedy łatwiej będzie nam radzić sobie z tym stanem i podejmować nowe wyzwania. Słowem – trzeba na każdym kroku zwalczać wszelką miękkość ducha.

 

2. Badanie intencji

Jeśli masz do wykonania zadanie, które wiąże się z oceną innych i zauważyłeś/aś, że zaczynasz je przeciągać, wówczas zadaj sobie pytanie: czy rzeczywiście wymaga ono aż takiej perfekcyjności? Może wystarczy wykonanie go na poziomie poprawnym, a nie doskonałym? Jeśli masz problem z oceną - pokaż dzieło komuś zaufanemu.

 

W przypadku, gdy opinia osób trzecich będzie pozytywna, wówczas będzie to znaczyło, że uparte dążenia do perfekcyjności wynika z nadmiernej pychy i celebracji własnego ego. Nie chodzi wtedy o dzieło, ale o to, by inni nas chwalili, byśmy się przed nimi nie ośmieszyli itd.. Ustalmy co jest naszą główną intencją: wykonanie pracy czy opinia innych ludzi?

Pamiętajmy, że zawsze znajdą się jacyś krytykanci. Gdybyśmy się ich obawiali, nigdy nic byśmy nie zrobili.

 

3. Zwalczaj działania pozorne

Sprawdzaj, czy nie poddajesz się bezsensownej ciekawości, by zapomnieć o głównym zadaniu? Czy nie pozorujesz innych prac? Czy nie uciekasz od problemu poprzez odejście z miejsca pracy lub nie próbujesz o niej zapomnieć uciekając np. w alkohol?

 

4. Odnawiaj codziennie motywację do działania

Nie można zapominać, że motywacja do realizacji zadań, nawet jeśli nie wynika z obowiązków, lecz własnych postanowień, po pewnym czasie słabnie. Dlatego dobrze wspomagać ją różnymi środkami, np. odpowiednio podgrzewając emocje, motywując się intelektualnie (cytaty) lub za pomocą innych środków. Jakie to konkretnie środki, to już temat na odrębny artykuł.  

 

Zainteresowanych tą problematyką odsyłam do mojego kursu internetowego: “Jak skutecznie pracować nad charakterem?”.

 

Za:

Odsłon: 430 Komentarzy: 12


Akcja: "Stop szkolnej indoktrynacji?"

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 25 January 2011, 05:59

W sprawach związanych z edukacją, środowiska prawicowe zazwyczaj koncentrują się na tematach dotyczących polityki oświatowej, ewentualnie treści nauczania (np. kwestia listy lektur, „edukacji seksualnej” itp.).

Zdaję sobie sprawę z wagi tych zagadnień, jednak w akcji informacyjnej, którą rozpocząłem na swoim blogu, chciałbym wyakcentować problematykę zapomnianą, która pozostaje nieco na drugim planie. Chodzi o kwestię różnych teorii i metod edukacyjnych, które funkcjonują w obiegu oświatowym, uchodząc za „obiektywne i naukowe”. Nauczyciele uczą się o nich na studiach, bądź dokształcani są na różnych kursach, a później w oparciu o nie nauczają nasze dzieci.

Złudzenie neutralności

Metody te mają być ponoć „neutralne światopoglądowo”. W praktyce jednak stoi za nimi określona wizja człowieka, którego starają się ukształtować i wychować autorzy konkretnych koncepcji pedagogicznych. Dlatego, jeśli nawet wydają się one abstrahować od nauczanych treści, to i tak – można rzec – delikatnie popychają w kierunku filozofii, z której wyrosły. Po prostu – w daną metodę wbudowany jest mechanizm, który każe niejako skręcać w stronę „źródeł”.

Jeśli zatem ktoś, na przykład, interesuje się superlearningiem, z dużą dozą prawdopodobieństwa zainteresuje się też filozofią Wschodu, gdyż tam są korzenie tej metody. Niestety, bardzo często na tę pozorną „naturalność światopoglądową” nabierają się nauczyciele i rodzice, którzy nie wiedzą, iż neuropedagogika, kinezjologia, konektywizm czy inne teorie niosą ze sobą określoną wizję człowieka i kształtują go światopoglądowo.

Jaki jest cel akcji?

Celem jest upowszechnienie wiedzy na temat ideologicznego charakteru różnych metod nauczania i wychowania propagowanych w polskim szkolnictwie. Innymi słowy – chciałbym, aby rodzice zdobyli wiedzę na temat założeń oraz celów danej metody czy teorii wychowawczej, w oparciu o którą, „pani w szkole”, naucza i wychowuje ich dzieci.Ta wiedza pozwoli im skutecznie reagować i domagać się prawa do nauczania zgodnie z ich wolą.

W ramach Akcji rozprowadzam e-booka (opracowanie w formacie PDF), pt. „Antypedagogika i inne herezje”. E-book składa się z moich artykułów omawiających różne teorie i metody edukacyjne. Liczy 44 strony i jest darmowy.

Zaintresowanych szczegółami zapraszam na blog: EDUKACJA KLASYCZNA W XXI WIEKU.

Odsłon: 329 Komentarzy: 3

Mało sześciolatków w szkołach

Kategoria: Rodzina Tuesday, 30 November 2010, 05:25

Tylko 12,5% dzieci sześcioletnich zapisano w tym roku do klas pierwszych. Jak widać olbrzymia większość rodziców nie chce pogodzić się z wprowadzaną reformą. Ten opór musi dawać do myślenia.

 

Pomimo tak nachalnej propagandy rządu i środków przekazu mu sprzyjających, nie udało się przekonać społeczeństwa do zasadności obniżania wieku rozpoczęcia nauki.

 

Oczywiście, rządzący za bardzo się tym nie przejmują i robią swoje.

 

Nieufność rodziców względem wprowadzanych zmian tłumaczona jest brakami w infrastrukturze szkoły. Z pewnością jest to ważny czynnik, który wpływa na decyzję rodziców. Ale prowadząc wiele rozmów z nimi, można odnieść wrażenie, że generalnie nie są oni przekonani do takiego rozwiązania. Nie interpretowałbym tego stanowiska w duchu konserwatywnym. Rodzice nie dlatego nie posyłają dzieci do szkół, że chcą mieć większy wpływ na swoich podopiecznych. Gdyby tak było, nie wysyłaliby ich do przedszkoli. Oni po prostu uważają, że to za wcześnie i tyle.

 

Kwestia dzieci sześcioletnich nie jest zatem wyznacznikiem konserwatywnego podejścia do wychowania, ale raczej pewnego przyzwyczajenia.

 

Od 2012 roku nikt już ich nie będzie pytał matek i ojców o zdanie. Zgodnie z ustawą wszystkie dzieci sześcioletnie obowiązkowo wyruszą do szkół. Minie kilka lat i rodzice przyzwyczają się do nowej sytuacji. Uznają ją za normalną. Rewolucja zrobi kolejny krok do przodu.

 

Za: Edukacja klasyczna w XXI wieku

Odsłon: 268 Komentarzy: 1


Kogo prowadzi PiS?

Kategoria: Polityka Saturday, 30 October 2010, 16:03

Dwie kobiety rozprawiają na tematy polityczne. Pierwsza mówi: – "Pani, jak ja widzę w telewizji tego Tuska, to aż mną trzęsie." Druga na to:" – Pani, ja mam to samo. Tylko że ja, jak widzę Kaczyńskiego, to mną trzęsie".
Nie ma jednak wątpliwości, że nienawiść do prezesa PiS obejmuje większą część społeczeństwa. Odpowiada to mniej więcej zasięgowi oddziaływania propagandy reżimowej w mediach. Ale na czynnik propagandowy nakłada się jeszcze jedna kwestia.
Nienawiść do J. Kaczyńskiego jest w pewnym sensie odbiciem nienawiści do Kościoła czy potocznego antyklerykalizmu. Owszem, prezesowi PiS daleko do Marka Jurka w pryncypialności poglądów katolickich czy tradycjonalizmu katolickiego. Ale w potocznym odbiorze jest on uważany za najbardziej "skrajnego", katolickiego polityka w Polsce. W związku z tym cała ta neopogańska niechęć do wiary, która w ostatnich dekadach pleni się w narodzie, znajduje winowajcę swoich rzekomych krzywd właśnie w J. Kaczyńskim.
Jednak część publicystów narodowych i konserwatywnych wytyka prezesowi PiS, że tylko gra katolickością dla celów partyjnych, uniemożliwiając powrót na scenę ugrupowań prawdziwie katolickich. Jest w tym sporo racji zwłaszcza, gdy obserwuje się działania posłów o poglądach lewicowych funkcjonujących w tej partii (np. Kluzik-Rostkowska).
Ale równocześnie mamy zjawisko odwrotne. PiS musi się wewnętrznie zmieniać i dostosowywać do prawicowo-katolickiego elektoratu. Widać to na przykład w podcinaniu lewicowych skrzydeł w partii. Nie jest zatem tak, że to J. Kaczyński przejął elektorat i nim dyktatorsko rozporządza. Ten elektorat stawia również pewne graniczne warunki, których złamanie może skończyć się jego odejściem.
Słowem – nie tylko prezes PiS holuje innych, ale sam jest holowany. Można powiedzieć, że to taka uboczna korzyść z tej całej… demokracji.
 _________________________

Odsłon: 243 Komentarzy: 4


Winne będzie Radio Maryja

Kategoria: Polityka Thursday, 21 October 2010, 08:20

Z tym morderstwem w Łodzi "elitka" ma zagwozdkę. Intuicyjnie ruszyli tak trochę w ciemno i ogłosili, że J. Kaczyński sam sobie winien. Odczekali chwilę w napięciu, a potem pewnie: "Yes, yes – zaskoczyło!" "Młodzi, wykształceni" bez większych oporów to kupili. To mniej więcej tak, jakby Amerykanom czy Hindusom wcisnąć, że odpowiednio J. Kennedy i M. Gandhi zginęli, bo… prowokowali morderców.
Jednak mimo wszystko coś im nie pasuje. PeOwiacy dalej wiercą się niespokojnie, przebierają z nogi na nogę, rozglądają niespokojnie. O co chodzi? A chodzi o to, że z punktu widzenia typowego propagandzisty zabójcą powinien być faszysta, fundamentalista, czarnosecinny katol, a tu – wyskoczył, jak Filip z konopii, zwolennik liberalnej "partii miłości". Czy to, co z miłości zrodzone może czynić zło? No i piarowcy mają zgryz, i ich nadworni "intelektualiści" oraz dziennikarze również. Kombinują zatemi, jak tu "dyskurs" poprowadzić, żeby przezwyciężyć tę sprzeczność. Rozglądają się na lewo i prawo, szukając punktu zaczepienia. I chyba w końcu znaleźli.
Udało im się podłapać gdzieś wypowiedź kolegi-taksówkarza, że zabójca słuchał Radia Maryja. Zawsze to już jest coś. I od teraz wrzucają na różne portale, niby to mimochodem, że taksówkarz-morderca był słuchaczem toruńskiej rozgłośni. W ogóle to się kupy nie trzyma: "Radiomaryjny" i strzela do PiSowsców? Gdzie tu logika? No, ale jak nienawiść, to musi być Radio Maryja!
Pierwszy krok zrobiony, ale teraz potrzebny jest drugi. Jakoś to trzeba poskładać, nadać temu newsowi przynajmniej pozory logiki. Wyjście jest tylko jedno: zabójca „agresję” przejął z Radia Maryja, a że „szaleniec”,  to mu się partie pomyliły! Aby patrzeć, jak zaczną nawijać w ten deseń.

Czy "młodzi, wykształceni" to kupią?

Tak pytam.

___________________________

Odsłon: 225 Komentarzy: 4


1 2 3 4 5 6 7 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.